Zawartość
Liczba całkowita wyników: 214

Art. 47 - Prawo do ochrony życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia

Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

CO TO ZNACZY?

Artykuł ten dotyczy dwóch sytuacji: prawa jednostki do prawnej ochrony wskazanych sfer życia oraz prawa do decydowania o sprawach dotyczących życia osobistego.

Z prawa do ochrony życia prywatnego wynika obowiązek władz publicznych, by uregulować te zagadnienia oraz powstrzymać się od ingerencji w sfery prywatne. Przepis ten powiązany jest bezpośrednio z wolnością człowieka (art. 31 ust. 1) i wolnością osobistą jednostki (art. 41).

Twórcy Konstytucji posłużyli się trzema zazębiającymi się pojęciami: życie prywatne, życie rodzinne oraz życie osobiste.

Data początkowa
np.: 03/2021
Data końcowa
np.: 03/2021
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Czy przy szczepieniach nauczycieli nie jest naruszana prywatność? Rzecznik pyta prezesa UODO

Data: 2021-02-22
  • Wykazy imion i nazwisk nauczycieli chętnych do szczepień dyrektorzy szkół mają przesyłać do Ministerstwa Edukacji i Nauki
  • W ocenie skarżącego powoduje to przetwarzanie danych dotyczące zdrowia zarówno osób chcących, jak i nie chcących się zaszczepić.
  • Rzecznik Praw Obywatelskich pyta Jana Nowaka, prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, czy w ten sposób nie narusza się prawa do prywatności

Obywatel skarży się na potencjalne naruszenie prawa do prywatności i ochrony danych osobowych. Z informacji udostępnionej przez Departament Informacji i Promocji Ministerstwa Edukacji i Nauki wynika, że dyrektor szkoły będzie wypełniał w Systemie Informacji Oświatowej formularz. Dyrektor zaznaczy  w nim imiona i nazwiska chętnych nauczycieli, dopisze pracowników nie będących nauczycielami lub nie zatrudnionych w szkole (np. instruktorów praktycznej nauki zawodu), a wypełniony formularz prześle drogą elektroniczną do MEiN.

W ocenie wnioskodawcy powoduje to przetwarzanie danych dotyczące zdrowia zarówno osób chcących, jak i nie chcących się zaszczepić.

Rzecznik podkreśla, że zgodnie z rozporządzeniem RODO szczególne kategorie danych (dotyczące zdrowia) można przetwarzać, gdy jest to niezbędne ze względów związanych z interesem publicznym w dziedzinie zdrowia publicznego, takich jak ochrona przed poważnymi transgranicznymi zagrożeniami zdrowotnymi, jeżeli wynika to z przepisów prawa.

Jednocześnie są wątpliwości, czy ustawa o systemie informacji oświatowe pozwala na przetwarzanie tych danych osobowych. A nauczyciele nie będą jedyną grupą zawodową poddaną szczepieniom.

Należy zatem rozważyć, czy system, który zakłada przetwarzanie danych nie tylko osób, które zgłosiły się do szczepienia, ale także osób, które takiej chęci nie wyraziły, funkcjonuje zgodnie z zasadą minimalizacji danych (art. 5 ust. 1 pkt c RODO).

RPO zwraca się do Prezesa UODO o zbadanie sprawy.

VII.501.28.2021

Dzieci zostały adoptowane przez polską rodzinę, ale sąd przeoczył, że trafią do USA. RPO składa skargę nadzwyczajną

Data: 2021-02-18
  • Polskie małżeństwo mieszkające na stałe w USA chciało adoptować dwoje dzieci z kraju
  • Mimo zakończonej procedury adopcyjnej, dziś ich dzieci nie mogą starać się o kartę stałego pobytu w USA, bo… według prawa ich rodzice nie są nimi na terenie Stanów Zjednoczonych
  • Polski sąd pominął  bowiem przepisy Konwencji haskiej, wobec czego proces adopcyjny nie uwzględnił, że dzieci zmienią kraj zamieszkania
  • Rzecznik Praw Obywatelskich składa skargę nadzwyczajną, wnioskując o uchylenie wadliwego postanowienia sądu
  • Chodzi o to, by sąd w toku nowej procedury wydał poprawną decyzję o adopcji -zgodnie z naczelną zasadą dobra dziecka

Niezastosowanie w tej sprawie przez sąd procedury przewidzianej w Konwencji haskiej (Konwencji o ochronie dzieci i współpracy w dziedzinie przysposobienia międzynarodowego z 29 maja 1993 r.) dotyczącej adopcji międzynarodowych to rażące naruszenie prawa (art. § 199 ust. 1 pkt 1 w zw. z art. 13 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego). To zaś stanowi jedną z trzech podstaw wniesienia skargi nadzwyczajnej do SN.

W ocenie RPO sytuacja powstała na skutek wadliwego rozstrzygnięcia sądu narusza także przepisy Konstytucji - art. 2 (zasady demokratycznego państwa prawnego), art. 47 (prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego) oraz art. 72 (prawa dziecka).

Historia sprawy

W 2015 r. dwoje Polaków mieszkających na stałe w Stanach Zjednoczonych adoptowało rodzeństwo z Polski. Podczas procedury adopcyjnej wielokrotnie wskazywali, że zarówno oni, jak i adoptowane dzieci, będą po zakończeniu postępowania mieszkali poza granicami kraju. Informacja ta została odnotowana w samym wniosku adopcyjnym, padała także wielokrotnie podczas rozpraw sądowych i wywiadów środowiskowych.

Mimo to sąd, który prowadził sprawę adopcyjną, nie uwzględnił tego faktu. Potraktował adopcję tak, jakby była adopcją krajową. Tymczasem adopcja, w wyniku której dziecko miałoby trafić za granicę, musi zostać przeprowadzona zgodnie z procedurą przewidzianą w Konwencji haskiej. Kwestia obywatelstwa rodziców czy przysposabianego dziecka nie ma tu znaczenia (pod uwagę bierze się miejsce zamieszkania). Adopcja międzynarodowa może być zatem dokonana zarówno przez cudzoziemca jak i Polaka, istotą pozostaje chęć stworzenia rodziny za granicą (dziecko w jej wyniku zmienia kraj zamieszkania).

O błędnie przeprowadzonej procedurze rodzice dowiedzieli się niemal 5 lat po zakończonym procesie, kiedy to w 2020 r. otrzymali zawiadomienie z amerykańskiego urzędu imigracyjnego o zamiarze udzielenia odmowy wydania dzieciom kart stałego pobytu w USA (ok.  3 lata po złożeniu tych wniosków). Wówczas okazało się, że adopcja nie spełnia wymogów prawnych, niezbędnych do uznania małoletnich za ich dzieci w USA. Potwierdził to także polski sąd w 2020 r.

Przez tak rażący błąd sądu dzieci do dziś przebywają w USA na podstawie jedynie wiz turystycznych, co utrudnia np. odwiedzenie Polski czy korzystanie z innych przywilejów, właściwych jedynie dla obywateli amerykańskich czy osób mających prawo stałego pobytu. Nie ma także możliwości, by powstało analogiczne postanowienie o adopcji w USA, ponieważ oznaczałoby to ominięcie Konwencji obowiązującej i Polskę, i USA.

Stanowisko RPO

Jak podkreśla RPO, zastosowanie błędnych przepisów przez sąd w 2015 r. spowodowało, że sytuacja prawna dzieci nie została uregulowana – i nie może zostać obecnie uregulowana – w państwie, w którym obecnie mieszkają. To ma zaś rozległe konsekwencje zarówno dla dzieci, rodziców adopcyjnych, jak i krewnych dzieci pozostających w Polsce.

Ważną konsekwencją rzutującą na prawa dzieci jest to, że pozostając w USA na podstawie wizy turystycznej, trudno jest im choćby utrzymywać kontakt z biologiczną matką, ponieważ taka forma prawa pobytu w USA znacznie komplikuje podróżowanie. W ocenie RPO, uderza to w prawo dzieci do zachowania tożsamości, określone w art. 8 Konwencji ONZ o prawach dziecka.

W tej sprawie, aby mogło dojść do skutecznej adopcji, konieczne było zastosowanie przepisów Konwencji haskiej. Wskazują one m.in. że adopcja zagraniczna jest możliwa jedynie, gdy organy centralne (ówczesny Minister Pracy i Polityki Społecznej, dziś Minister Rodziny i Polityki Społecznej oraz jego odpowiednik w USA) wyraziły na to zgodę (art. 17 lit. c) Konwencji). To niezwykle ważny element tego procesu, ponieważ ewentualną zgodę poprzedza drobiazgowa procedura sprawdzająca, której celem jest upewnienie się, że adopcja zagraniczna będzie najlepsza z punktu widzenia dobra dziecka.

W ocenie Rzecznika doszło także do naruszenia, chronionego w ramach art. 47 Konstytucji RP prawa do ochrony życia prywatnego i rodzinnego. Postanowienie o adopcji wydane z naruszeniem prawa spowodowało, że mimo więzi emocjonalnej i prawnej pomiędzy dziećmi i rodzicami, która wywiązała się w okresie 5 lat, kraj, w którym mieszkają, nie może uznać, że małoletni są zgodnie z prawem dziećmi swoich adopcyjnych rodziców. Ponadto dalsze konsekwencje utrudniają też kontakty z członkami rodziny (w tym z matką biologiczną, która jest krewną rodziców adopcyjnych), pozostającymi w Polsce, co uderza w prawo dzieci do życia rodzinnego i prywatnego.

Sąd wykreował swoim orzeczeniem relację rodzinną i dozwolił, aby wszystkie zainteresowane osoby przez wiele lat funkcjonowały w przeświadczeniu, że stanowią rodzinę w świetle prawa i ze wszystkimi prawnymi konsekwencjami tego faktu. Jednakże następnie okazało się, że de facto – w świetle prawa – nie powstała zamierzona rodzina. W ten sposób doszło do niewątpliwie drastycznej ingerencji tak w strefę życia rodzinnego, jak i prywatnego zainteresowanych. Rodzina miała prawo oczekiwać ochrony prawnej, której – jak się okazało – nie otrzymała.

Pominięcie przez sąd procedury przewidzianej w Konwencji haskiej narusza także art. 72 Konstytucji RP. Gwarantuje on, że Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka, zaś dziecko pozbawione opieki rodzicielskiej ma prawo do opieki i pomocy władz publicznych. W tym przypadku dzieci nie uzyskały należnej im pomocy, a wyrok z 2015 r. jawnie naruszył ich prawa tworząc niestabilny i niezgodny z prawem stan, w którym orzeczone przysposobienie nie odnosi skutków prawnych w miejscu ich zamieszkania. Adopcja zagraniczna polega bowiem nie tylko na oddaniu dziecka pod władzę rodzicielską rodziców mających miejsce zamieszkania w innym państwie, ale również we władztwo innego państwa, na którego terenie będzie ono zamieszkiwać. Dlatego też po stronie państwa leży odpowiedzialność za to, w jakich warunkach przyjdzie żyć dziecku, wobec czego w każdym przypadku adopcja zagraniczna powinna być przeprowadzana ze szczególną dbałością o jego dobro.

Także rodzice adopcyjni oraz biologiczna matka dzieci mieli prawo zakładać, że toczące się postępowanie jest prowadzone zgodnie przepisami, zaś wydane orzeczenie w sposób niewadliwy i ostateczny rozstrzyga sprawę adopcji. Przekonanie takie wynika z konstytucyjnej zasady zaufania do państwa oraz zasady bezpieczeństwa prawnego, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP. W demokratycznym państwie prawnym sądy są zobowiązane urzeczywistniać zasady sprawiedliwości społecznej, a ich orzeczenia powinny być słuszne, czyli zgodne z podstawowymi zasadami etycznego postępowania i z wartościami powszechnie uznawanymi w kulturze polskiego społeczeństwa. Tymczasem orzeczenie, wydane w wyniku pominięcia obowiązującego aktu prawnego w postaci Konwencji haskiej, i niemogące wywołać pożądanych skutków prawnych w innym państwie narusza wskazane zasady bezpieczeństwa prawnego i podważa zaufanie obywateli do państwa i prawa.

Funkcjonowanie w obrocie prawnym zaskarżonego orzeczenia nie zapewnia ochrony ani utworzonej rodzinie, ani nie służy dobru małoletnich dzieci, a jedyną możliwością podważenia tego orzeczenia pozostaje skarga nadzwyczajna.

Ponieważ sprawa adopcji została zakończona ponad 5 lat temu, minął już termin, także dla RPO, na złożenie skargi kasacyjnej. Nie było także możliwości wystąpić ze skargą o wznowienie postępowania. Dlatego, aby umożliwić naprawienie błędu sądu, Rzecznik skierował skargę do SN. Wniósł  o uchylenie zaskarżonego orzeczenia w całości, umorzenie postępowania zainicjowanego w 2015 r. oraz  podjęcie kroków prawnych, mających na celu przysposobienie zagraniczne dzieci w toku nowej procedury.

Po raz kolejny adresatem skargi nadzwyczajnej jest nie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, ale Izba Cywilna SN. Przesądziła o tym uchwała trzech połączonych Izb SN z 2020 r., stwierdzająca, że sprzeczność składu sądu z przepisami prawa zachodzi także wtedy, gdy w składzie sądu bierze udział osoba powołana na sędziego SN na wniosek KRS ukształtowanej według ustawy z grudnia 2017 r. Zważywszy, że pełny skład IKNSP SN powołano w sposób opisany w uchwale, jej orzeczenia dotknięte byłyby wadą nieważności.

IV.511.343.2020

Sprawa ujawnienia przez państwo testu na SARS-CoV-2 Marty Lempart – skarga RPO do WSA

Data: 2021-02-18
  • RPO skarży do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie postanowienie Prezesa UODO, by nie zajmować się problemem, jak dane o zdrowiu aktywistki wyciekły z państwowych systemów do TVP.
  • Tu chodzi o bezpieczeństwo danych medycznych każdego obywatela. UODO ma obowiązek sprawdzać, czy te dane są odpowiednio chronione.
  • Dlatego sprawa ta nie jest indywidualna – podkreśla RPO. Od tego, jak państwo będzie reagować na wyciek danych medycznych ze swoich systemów, zależy zaufanie obywateli do metod, jakimi rząd zwalcza pandemię. Już teraz RPO dostaje wiele skarg świadczących o tym, że zaufanie to spada.

Po tym, jak TVP SA ujawniła wynik testu Marty Lempart, RPO wystąpił do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o interwencję. Prezes odmówił, a że jego stanowisko ma formę postanowienia, RPO składa teraz skargę na tę decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

RPO uważa, że postanowienie Prezesa UODO narusza przepisy kodeksu postępowania administracyjnego oraz europejskiego rozporządzenia RODO. Dlatego RPO uważa, że postanowienie PUODO powinno być uchylone.

16 grudnia 2020 r. TVP ujawniła, że test Marty Lempart na koronawirusa jest pozytywny. 22 grudnia RPO zwrócił się do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych z żądaniem wszczęcia postępowania administracyjnego w przedmiocie naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych. W piśmie procesowym do WSA Rzecznik Praw Obywatelskich wyjaśnia, że 19 stycznia dostał postanowienie Prezesa UODO o odmowie. Jako podstawa zostały wskazane art. 61a § 1 k.p.a. w zw. z art. 7 ustawy z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych.

Prezes UODO uznał – przypomina RPO -  że takie postępowanie mógłby wszcząć na wniosek samej zainteresowanej. Mógłby teoretycznie zająć się sprawą i poprosić Martę Lempart o zgodę, ale nie było to jego zdaniem możliwe (RPO zauważa jednak w piśmie procesowym, że UODO nie próbował w żaden sposób skontaktować się z aktywistką). Prezes stwierdził też, że nie ma obowiązku zajmować się sprawą na wniosek RPO, choć – jak zauważa RPO - Rzecznik ma właśnie takie uprawnienia, by działać w imieniu obywateli.

Rzecznik Praw Obywatelskich argumentuje, że sprawa ma charakter nie tylko jednostkowy. Skoro instytucje do tego powołane nie zamierzają wyjaśniać, jak informacje dotyczące zdrowia osoby krytycznej wobec władz pojawiły się w rządowych mediach, to każdy może zadać sobie pytanie, jak bezpieczne są jego dane przetwarzane w związku z działaniami państwa w dobie pandemii. Co więcej, pojawianie się takich przypadków może przesądzić o wzbudzeniu nieufności wobec rozwijanych obecnie projektów skierowanych do obywateli w sektorze ochrony zdrowia, takich jak Internetowe Konto Pacjenta czy e-recepta, jak i całego systemu o informacji w ochronie zdrowia (Już teraz zastrzeżenia co do bezpieczeństwa tych rozwiązań są zgłaszane Rzecznikowi).

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreślił również, że wątpliwości co do bezpieczeństwa przetwarzania danych dotyczących zdrowia w związku z pandemią COVID-19 mogą wpłynąć na pogłębianie się niechęci do poddawania się testom diagnostycznym w kierunku SARS-CoV-2.

Odnosząc się z kolei do twierdzenia Prezesa UODO, że wszczęcie postępowania w tej sprawie jest niedopuszczalne ze względu na to, że działalności dziennikarskiej nie stosuje się przepisów RODO, RPO wyjaśnia, że w sprawie nie chodzi o ocenę działania mediów. Prezes UODO powinien był zbadać legalności przekazania takich danych dziennikarzom (mediom) przez administratora danych osobowych. Dane osób testowanych na na covid są przetwarzane m.in. w systemie teleinformatycznym udostępnionym przez jednostkę podległą Ministrowi Zdrowia zgodnie z §2 ust. 5 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 21 grudnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 2316 ze zm.). Na podstawie § 2 ust. 8 tego rozporządzenia dane te są przetwarzane przez szeroki katalog podmiotów. Analogiczne rozwiązania były przewidziane w poprzednich aktach prawnych regulujących tę materię (m.in. rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 1 grudnia 2020 r.; Dz. U. poz. 2132).

VII.501.305.2020

Sąd nie zbadał merytorycznie skarg RPO na uchwały „anty-LGBT” sejmiku woj. lubelskiego oraz rady powiatu w Rykach

Data: 2021-02-17
  • Cztery uchwały „anty-LGBT”  organów samorządów zostały dotychczas unieważnione przez sądy administracyjne po skargach RPO
  • Po merytorycznym ich zbadaniu sądy uznawały m.in. że w nieuzasadniony sposób różnicowały pozycję osób LGBT i naruszyły Konstytucję 
  • Tymczasem Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie z powodów formalnych odrzucił skargi RPO - bez badania ich zasadności pod względem merytorycznym
  • Nie oceniał postawionych w skardze zarzutów, nie wypowiadał się na temat dyskryminującego charakteru uchwały i nie stwierdził czy jest lub nie jest ona zgodna z prawem 
  • RPO nie zgadza się z postanowieniami WSA  w Lublinie i zaskarży je do NSA

Uznał, że uchwały nie zostały podjęte w sprawie z zakresu administracji publicznej, a tym samym nie mogą być przedmiotem kontroli sądu administracyjnego.

Postanowieniami z 17 lutego 2021 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie odrzucił skargi Rzecznika Praw Obywatelskich na:

  • uchwałę Rady Powiatu w Rykach z 30 kwietnia 2019 r. „Stanowisko Rady Powiatu Ryckiego w sprawie powstrzymania ideologii gender i LGBT” (sprawa sygn. akt III SA/Lu 312/20);
  • uchwałę (stanowisko) Sejmiku Województwa Lubelskiego z 25 kwietnia 2019 r. w przedmiocie wprowadzania ideologii LGBT do wspólnot samorządowych (sprawa sygn. akt III SA/Lu 240/20).

Jak informuje sąd,  w obydwu sprawach zgłoszone zostały zdania odrębne. Uzasadnienia tych postanowień z uzasadnieniami zdań odrębnych będą dostępne niezwłocznie po ich sporządzeniu w wersji zanonimizowanej w bazie internetowej orzeczeń sądów administracyjnych.

Sprawy rozstrzygnięto na posiedzeniu niejawnym.

Wcześniejsze działania RPO

W wielu gminach, powiatach, a także w niektórych województwach  samorządowych, obowiązują uchwały o przeciwdziałaniu „ideologii LGBT”.

Stanowczo protestował przeciw nim Rzecznik Praw Obywatelskich. Jest bowiem przeciwny działaniom organów władzy publicznej, nakierowanym na piętnowanie i wykluczanie osób i grup z życia społecznego, a opartym na uprzedzeniach i stereotypach.

A każdy jest chroniony przed dyskryminacją. Każde nierówne traktowanie ze względu na cechy osobiste (jak m.in. płeć, orientacja seksualna) wymaga reakcji niezależnego organu ds. równego traktowania, jakim jest RPO.

Dlatego pod koniec 2019 r. RPO Adam Bodnar skierował do pięciu wojewódzkich sądów administracyjnych skargi na wybrane uchwały rad gmin o przeciwdziałaniu „ideologii LGBT”.  Wniósł o stwierdzenie ich nieważności - wobec sprzeczności z Konstytucją oraz Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. 

Uchwały samorządów o przeciwdziałaniu „ideologii LGBT” są też sprzeczne z prawem  europejskim – wskazywał RPO. Naruszają bowiem prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, wolności wypowiedzi oraz zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową.

Ponadto zniechęcają obywateli UE - którzy np. identyfikują się jako osoby LGBT - do przebywania na terenach, gdzie takie uchwały obowiązują.  

Rozstrzygnięcia sądów

14 lipca 2020 r. WSA w Gliwicach, 15 lipca WSA w Warszawie (wydział zamiejscowy w Radomiu), 6 sierpnia WSA w Lublinie i  11 września 2020 r. WSA w Kielcach unieważniły cztery inne zaskarżone uchwały. Uwzględniając wszystkie zarzuty Rzecznika, sądy uznały, że akty te dotyczyły spraw z zakresu administracji publicznej i zawierały elementy władcze. Uznawały, że uchwały ingerują w prawa i wolności człowieka.

Z kolei Naczelny Sąd Administracyjny zbada – ze skarg kasacyjnych RPO - trzy decyzje WSA z Krakowa i Rzeszowa o  odrzuceniu skarg RPO – z powodów formalnych, bez ich merytorycznego badania. Te sądy uznały, że uchwały nie zostały podjęte w sprawie z zakresu administracji publicznej, a tym samym nie mogą być przedmiotem kontroli sądu administracyjnego.

W postępowaniu sądowoadministracyjnym merytoryczne rozpoznanie skargi jest poprzedzone badaniem dopuszczalności jej wniesienia. To na tym, pierwszym etapie WSA w Krakowie i WSA w Rzeszowie oceniły, że sprawa nie należy do właściwości sądu i nie może być przez nie badana, bo zaskarżony akt nie został podjęty w sprawie z zakresu administracji publicznej.

Rzecznik ubolewa, że w tak istotnej społecznie sprawie postanowienia zapadły na posiedzeniu niejawnym, bez możliwości przeprowadzenia rozprawy i wysłuchania uczestników postępowania. W okresie pandemii dostępne są alternatywne środki łączności, które zapewniłyby udział stron w rozpoznaniu sprawy.

Potwierdzeniem publicznego charakteru spraw, których dotyczą zaskarżone uchwały, są m.in. działania instytucji Unii Europejskiej. Komisja Europejska, wezwana przez Parlament Europejski, podjęła konkretne środki w celu weryfikacji, czy fundusze UE są wydatkowane zgodnie z horyzontalną zasadą niedyskryminacji w polskich samorządach, które przyjęły uchwały dyskryminujące osoby LGBT. Ogłoszono, że sześć polskich miast, które podjęły te uchwały, nie dostanie wsparcia w ramach unijnego partnerstwa.

W ocenie Rzecznika nawet w przypadku przyjęcia, że uchwały te nie zawierają elementów władczych, ale stanowią „deklarację ideową”, to i tak są niezgodne z prawem. Zawierają bowiem treści sprzeczne z zasadą niedyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, a także ograniczają prawa obywatelskie. Stoją więc w sprzeczności z Konstytucją RP oraz prawem UE.

Według RPO nie ma żadnego znaczenia, że uchwały posługują się pojęciem "ideologia LGBT", a nie samoistnym skrótem LGBT. W uzasadnieniu swego wyroku WSA w Gliwicach podkreślił, że termin „ideologia LGBT” de facto odnosi się również do osób LGBT, a tłumaczenie, że LGBT to ideologia a nie ludzie jest przymykaniem oczu na rzeczywistość.

W niedawnym raporcie Rady Europy, Kongres Władz Lokalnych i Regionalnych wezwał do podjęcia rezolucji skierowanej do polskich władz samorządowych w celu uchylenia „stref wolnych od ideologii LGBT” i zwiększenia zakresu ochrony praw człowieka osób LGBTI. Rada Europy wyraziła zaniepokojenie przyjmowanymi przez polskie władze samorządowe uchwałami przeciwko „ideologii LGBT” i wezwała do wycofania się z nich.

XI.505.13.2019

Uzgodnienie płci metrykalnej z rzeczywistą tożsamością płciową jest prawem człowieka - potwierdził Sąd Apelacyjny we Wrocławiu w sprawie z udziałem RPO

Data: 2021-02-15
  • Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił wyrok I instancji o oddaleniu powództwa o uzgodnienie płci, w którym uznano, że płeć człowieka definiowana jest jedynie na podstawie cech fizycznych
  • Państwo ma obowiązek uszanować tożsamość płciową i zapewnić możliwość prawnego uzgodnienia płci metrykalnej z odczuwaną – orzekł SA, uwzględniając powództwo oraz stanowisko RPO
  • RPO wskazuje, że mimo możliwości sądowego ustalenia płci, odpowiednie ustawowe uregulowanie procedury uzgodnienia płci jest niezbędne dla ochrony praw i wolności człowieka

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postępowania o ustalenie płci mężczyzny, którego płeć w akcie urodzenia oznaczona była jako żeńska. Mimo opinii biegłego z zakresu psychologii i seksuologii, który stwierdził u powoda trwałą identyfikację z płcią męską oraz występowanie transseksualizmu, Sąd Okręgowy we Wrocławiu oddalił żądanie powoda o ustalenie, że jest on mężczyzną.

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu (sygn. akt I ACa 1233/20) zgodził się z apelacją powoda oraz stanowiskiem Rzecznika Praw Obywatelskich. W wyroku z 12 lutego 2021 r. odwołał się do utrwalonej linii orzeczniczej Sądu Najwyższego oraz przypomniał o standardach wynikających z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na gruncie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do prywatności i poszanowania życia rodzinnego).

Jak podkreślił SA u w ustnych motywach wyroku, tryb powództwa sądowego o ustalenie płci wynika z podjętej przez orzecznictwo próby znalezienia podstawy prawnej, która odpowiadałaby istniejącemu uprawnieniu jednostki do metrykalnej zmiany płci. Skoro bowiem ustawodawca zaniechał jakichkolwiek działań w tym zakresie, orzecznictwo musiało znaleźć odpowiedni środek do realizacji tego uprawnienia. Sąd potwierdził jednocześnie istniejący obowiązek państwa zapewnienia możliwości uzgodnienia płci metrykalnej osoby transseksualnej z jej płcią psychiczną - co podkreślał także w swoim stanowisku RPO.

Sąd Apelacyjny zaznaczył, że prawo do uzgodnienia płci jest prawem człowieka, podlegającym ochronie na gruncie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Stosując wyrok ETPCz  z 11 października 2018 r. w sprawie S.V. przeciwko Włochom (skarga nr 55216/08), sąd podkreślił, że prawo do prywatności należy obecnie wiązać z prawem do wolności, autonomii i prawem do samostanowienia. Z praw tych wynika, że życie prywatne człowieka obejmuje także tożsamość psychiczną i społeczną człowieka, w tym jego identyfikację płciową, którą państwo ma obowiązek uszanować.

Stanowisko RPO

Rzecznik w stanowisku, złożonym na etapie postępowania apelacyjnego, zaznaczył, że pogląd zaprezentowany przez sąd I instancji stoi w sprzeczności z ugruntowaną linią orzeczniczą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który od lat uznaje, że państwo ma obowiązek zapewnić osobom transpłciowym możliwość prawnego uzgodnienia płci (por. wyroki ETPC: z 25 marca 1992 r. B. p. Francji, skarga nr 13343/87; z 11 lipca 2002 r. Christine Goodwin p. Zjednoczonemu Królestwu, skarga nr 28957/95; z 23 maja 2006 r. Grant p. Zjednoczonemu Królestwu, skarga nr 32570/03; z 17 stycznia 2019 r. X p. byłej Jugosłowiańskiej Republice Macedonii, skarga nr 29683/16).

Pogląd sądu okręgowego pozostawał także sprzeczny z orzecznictwem sądów polskich, w tym SN, które – w braku uregulowania procedury ustalenia płci na poziomie ustawowym – wypracowały procedurę sądowego ustalenia płci w oparciu o art. 189 k.p.c. (por. zwłaszcza postanowienie SN z 22 marca 1991 r., III CRN/91, uchwała SN z 22 września 1995 r., III CZP 118/95). Jak wynika z dokonanej przez RPO analizy danych statystycznych przedstawionych przez sądy, w latach 2014-2019 pozwy o ustalenie płci wytoczyło w tym okresie 647 osób, z czego jedynie 4 sprawy zakończyły się prawomocnym oddaleniem powództwa.

Wyrok sądu I instancji naruszał prawa powoda

Przedmiotem kontroli przez Sąd Apelacyjny był wyrok Sądu Okręgowego, zgodnie z którym tryb powództwa o ustalenie stosunku prawnego (art. 189 Kodeksu postępowania cywilnego) nie mógł być podstawą do orzekania w sprawie. Zdaniem SO płeć jest rozumiana w polskim porządku prawnym wyłącznie jako płeć fizyczna (biologiczna) i nie stanowi dobra osobistego, ani prawa lub stosunku prawnego, którego istnienie lub nieistnienie można ustalić w procesie sądowym.

W uzasadnieniu wyroku sąd I instancji wskazał także, że pozorność sporu – o której świadczy uznanie powództwa przez pozwanych – wyklucza możliwość istnienia realnego interesu prawnego po stronie powoda. Ponadto doszedł do wniosku, że nawet gdyby przyjąć koncepcję o dopuszczalności orzekania o ustaleniu płci na podstawie art. 189 k.p.c., w niniejszej sprawie należałoby ustalić, że powód jest kobietą, ponieważ wykazuje fizyczne cechy żeńskie, a występujące męskie cechy fizjonomii zostały wywołane sztucznie, poprzez leczenie hormonalne.

Taki pogląd jest jednak sprzeczny ze standardem ochrony praw człowieka, co podkreślał w postępowaniu RPO. Rzecznik od lat stoi też na stanowisku, że pomimo możliwości sądowego ustalenia płci, ustawowe uregulowanie procedury uzgodnienia płci jest niezbędne dla ochrony praw i wolności człowieka. Obowiązkiem państwa jest ustanowienie takiej procedury, która w sposób szybki, przejrzysty i dostępny będzie umożliwiać osobom zainteresowanym uzgodnienie płci metrykalnej z odczuwaną.

XI.501.16.2020

Jakim prawem szpital zakazuje odwiedzania mnie w szpitalu? – pytanie na infolinię 800-676-676

Data: 2021-02-12

Pan, który trafił do szpitala, chce poznać podstawę prawną, na podstawie której dyrektor szpitala może zakazać prawa do odwiedzin z uwagi na stan epidemii.

Zgodnie z ustawą o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, kierownik podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych lub upoważniony przez niego lekarz może ograniczyć korzystanie z praw pacjenta w przypadku wystąpienia zagrożenia epidemicznego lub ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów (§ 5).

Na tej podstawie – w związku z epidemią - dyrektorzy szpitali podejmują decyzję o ograniczeniu lub całkowitym zakazie odwiedzin.

Przywołując stanowisko Rzecznika Praw Pacjenta w tej sprawie, decyzję o zakresie ograniczeń w realizacji prawa pacjenta (w przedstawionym przypadku prawa do odwiedzin) zawsze podejmuje kierownik placówki medycznej, mając na względzie możliwości organizacyjne, w szczególności dotyczące zapewnienia bezpieczeństwa i środków ochrony ograniczających ryzyko transmisji zakażenia.

Warto podkreślić, że nie ma jednolitych wytycznych, które obowiązywałyby na poziomie krajowym, a podmioty lecznicze stosują różnorodną praktykę. Każda sytuacja jest inna i należy ją rozpatrywać indywidualnie. W wielu szpitalach, w wyjątkowych sytuacjach, które uzasadniają konieczność spotkania pacjenta z bliską osobą, kierownicy szpitali wydają zgodę na krótkie odwiedziny, po wcześniejszym uzgodnieniu i przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa.

W przypadku sytuacji budzących wątpliwości w przedmiocie praw pacjenta warto skonsultować się z Rzecznikiem Praw Pacjenta, za pośrednictwem infolinii, pod nr. tel.  800 190 590 lub z pełnomocnikiem Rzecznika Praw Pacjenta na terenie szpitala.

https://www.gov.pl/web/rpp/infolinia-rzecznika-praw-pacjenta-czynna-rowniez-w-soboty

Adam Bodnar pyta premiera o dostęp do badań prenatalnych po zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego

Data: 2021-02-05
  • Jaka będzie przyszłość badań prenatalnych w Polsce po zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych przez Trybunał Konstytucyjny?
  • A systemowe problemy istniały już wcześniej, np. niedofinansowanie tych badań czy niewystarczające wsparcie państwa dla kobiet
  • Konstytucja nakazuje zaś władzom zapewnienie szczególnej opieki zdrowotnej kobietom ciężarnym
  • Rzecznik Praw Obywatelskich prosi premiera Mateusza Morawieckiego o pilną poprawę dostępu do badań prenatalnych

W związku z wejściem w życie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r. obecnie w Polsce nielegalne jest przerwanie ciąży, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.  

W tej sytuacji wiele gremiów eksperckich oraz organizacji społecznych zgłasza wątpliwości dotyczące przyszłości diagnostyki prenatalnej.

Prawo do badań prenatalnych

Prawo do badań prenatalnych stanowi element prawa pacjentki do uzyskania świadczeń zdrowotnych zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej oraz  prawa do informacji o stanie zdrowia. Zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 1 ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, organy administracji rządowej oraz samorządu terytorialnego są obowiązane do zapewnienia kobietom w ciąży opieki medycznej, socjalnej i prawnej – zwłaszcza poprzez opiekę prenatalną nad płodem oraz opiekę medyczną nad kobietą w ciąży. Mają też one obowiązek zapewnienia swobodnego dostępu do informacji i badań prenatalnych, szczególnie, gdy istnieje podwyższone ryzyko bądź podejrzenie wystąpienia wady genetycznej lub rozwojowej płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu płodu.

Przepisy te realizują wynikający z art. 68 ust. 3 Konstytucji obowiązek władz publicznych zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej kobietom ciężarnym.

Nadrzędnym celem badań prenatalnych (interwencji służących diagnostyce rozwijającego się w organizmie kobiety dziecka)  jest wykrycie zmian patologicznych płodu i następnie – o ile to możliwe – zastosowanie terapii jeszcze na etapie rozwoju prenatalnego człowieka bądź tuż po jego urodzeniu.

Dzięki odpowiedniej diagnostyce płodu możliwe jest wykrycie na wczesnym etapie jego rozwoju najczęstszej wady wrodzonej, jaką jest wada serca i wdrożenie interwencji medycznych służących zapobiegnięciu wcześniactwu, porodowi martwego dziecka czy dziecka w ciężkim stanie. Gdy choroba jest nieuleczalna, informacja o wadzie genetycznej lub rozwojowej płodu może pomóc rodzicom w przygotowaniu się, także psychicznym, na narodziny dziecka z niepełnosprawnością. Do niedawna Polki na podstawie wyników badań prenatalnych mogły także skorzystać z zabiegów legalnej aborcji. 

Rekomendacje ETPC

Zgodnie z rekomendacjami wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie R.R. przeciwko Polsce przyjęto, że na państwie ciąży obowiązek zagwarantowania dostępu do badań prenatalnych. Możliwość skorzystania z nich powinna zaś być niezależna od decyzji funkcjonariusza publicznego.

ETPCz zwrócił też uwagę na możliwość ograniczenia dostępu kobiet do diagnostyki prenatalnej ze względu na tzw. klauzulę sumienia. W ocenie Trybunału państwo powinno zmierzać do wprowadzenia gwarancji proceduralnych umożliwiających realizację prawa kobiety do informacji o stanie płodu przy jednoczesnym poszanowaniu wolności sumienia lekarzy.

Opinie ekspertów

Komitet Genetyki Człowieka i Patologii Molekularnej Polskiej Akademii Nauk w stanowisku z 29 października 2020 r. wskazał, że konsekwencją wyroku TK może być likwidacja możliwości korzystania z diagnostyki prenatalnej. Podkreślono, że diagnostyka przedurodzeniowa „stanowi działanie wybitnie prorodzinne, w efekcie przekładające się na tak pożądane zwiększenie dzietności”.

Polskie Towarzystwo Genetyki Człowieka wyraziło obawę, że wyrok TK „będzie oznaczał koniec prenatalnej diagnostyki genetycznej w Polsce”. Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników stwierdziło: „konsekwencją decyzji TK, z którą musimy się liczyć, może być znaczne ograniczenie wykonywania i rozwoju badań prenatalnych w naszym kraju, co cofnie nas wszystkich, nie tylko lekarzy, ale całe społeczeństwo do czasów, kiedy mogliśmy tylko z tajnego obiegu zachodnich pism naukowych przeczytać co się dzieje w światowej medycynie”.

Obawy te potwierdziły również ekspertki, które wzięły udział w zorganizowanym w listopadzie 2020 r. przez RPO webinarium „Dostęp do badań prenatalnych po wyroku TK z 22 października 2020 r. w sprawie K 1/20”. Wskazały na systemowe problemy, które istniały już przed wejściem w życie wyroku TK w zakresie dostępu do badań prenatalnych.

W szczególności zwrócono uwagę na niedofinansowanie badań prenatalnych oraz niewystarczające wsparcie, w tym materialne, ze strony państwa dla kobiet w przypadku, gdy istnieje ryzyko  wady płodu oraz dla matek i rodzin. A koszty wizyt u kolejnych specjalistów, wykonywania nierefundowanych badań czy rehabilitacji są bardzo wysokie. Ekspertki podkreśliły również szereg barier organizacyjnych i instytucjonalnych w dostępie do badań prenatalnych. Zdarza się, że lekarze odmawiają wystawienia pacjentce skierowania na badania prenatalne z powołaniem się na klauzulę sumienia bądź celowo opóźniają możliwość przeprowadzenia badania.

Z kolei przewidziana w ustawie z 6 listopada 2008 r. o prawach pacjentai Rzecznik Praw Pacjenta instytucja sprzeciwu od orzeczenia lekarza w rzeczywistości jest instytucją nieskuteczną i niegwarantującą poszanowania praw pacjentek. Jednocześnie nie ma środków służących wyegzekwowaniu prawa do badań prenatalnych. Dostępne mechanizmy (np. powództwo o naruszenie dóbr osobistych czy odpowiedzialność kontraktowa podmiotu leczniczego) mają wyłącznie charakter następczy. Konieczna jest też pilna reforma programów nauczania na kierunkach lekarskich w tym zakresie.

Według RPO skuteczność zapewnienia dostępu do diagnostyki prenatalnej nie jest w sposób należyty monitorowana. W corocznych sprawozdaniach Rady Ministrów z wykonania "ustawy antyaborcyjnej” nie wskazuje się przyczyn, dla których w danym roku zlecano badania prenatalne. Brak np. informacji o liczbie badań przeprowadzonych z uwagi na stan zdrowia kobiety lub stan zdrowia nienarodzonego dziecka.

Sprawozdania nie zawierają też informacji o sposobie, w jaki pacjentkom zagwarantowano dostęp do informacji o możliwości skorzystania z badań prenatalnych. Jest to o tyle istotne, że możliwość skorzystania z gwarantowanych ustawowo badań diagnostycznych płodu uzależniona jest m.in. od wiedzy pacjentki. W przeciwnym razie decyzja o ich przeprowadzeniu w praktyce należy jedynie do lekarza.

Adam Bodnar zwrócił się do premiera o podjęcie pilnych działań systemowych dla poprawy dostępu do badań prenatalnych. W związku z zapowiedzią premiera dotyczącą planu poszerzenia dostępu do badań prenatalnych także dla kobiet poniżej 35. roku życia, Rzecznik prosi o wskazanie, jakie działania już podjęto.

Odpowiedź MZ (aktualizacja 24 lutego 2021 r.)

- Przywołane powyżej orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie wpływa na uregulowania w zakresie przeprowadzania badań prenatalnych i dostępności do nich - odpisał wiceminister Waldemar Kraska.

Należy wyraźnie podkreślić, że badania prenatalne są przede wszystkim badaniami o charakterze profilaktyczno-diagnostycznym, ich przeprowadzenie nie powinno być zatem i nie jest utożsamiane wyłącznie ze stwierdzeniem okoliczności dopuszczających możliwość przerwania ciąży. Błędnym jest założenie, zgodnie z którym wyłączną intencją przeprowadzania tychże badań jest każdorazowo skierowanie – na podstawie ich wyników – do przerwania ciąży.

Badania prenatalne mają na celu stwierdzenie bądź wykluczenie wady albo choroby płodu. Współczesna medycyna umożliwia leczenie niektórych wad rozwojowych już podczas ciąży, inne natomiast można leczyć bezpośrednio po urodzeniu dziecka. Wczesne wykrycie anomalii rozwojowych pozwala na lepsze przygotowanie się na przyjście dziecka, które z racji problemów zdrowotnych wymaga szczególnej opieki. Współczesna medycyna pozwala na dokładne, wczesne i zarazem bezpieczne diagnozowanie stanu zdrowia płodu, w tym ewentualnych wad rozwojowych. Rozwój i postęp zachodzą nie tylko w diagnostyce prenatalnej, ale również w zakresie możliwości wdrożenia wewnątrzmacicznej terapii płodu czy też zastosowania odpowiedniego leczenia bezpośrednio po urodzeniu dziecka. Wczesne wykrycie zaburzeń rozwojowych pozwala na wybór odpowiedniego miejsca porodu, w którym możliwe jest zapewnienie najlepszych warunków opieki i wczesnego leczenia jak również przygotowanie się rodziców do sprawowania opieki nad chorym dzieckiem.

Mając na uwadze powyższe, każda osoba sprawująca opiekę nad kobietą w ciąży ma obowiązek, zgodnie z przepisami rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 16 sierpnia 2018 r. w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej (Dz. U. poz. 1756), wykonania lub skierowania m.in. na nieinwazyjne badania prenatalne w postaci badań ultrasonograficznych, przeprowadzanych zgodnie z rekomendacjami Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. Kobieta w okresie ciąży ma prawo skorzystać z badań ultrasonograficznych w następujących okresach ciąży: 11-14 tyg. ciąży, 18-22 tyg. ciąży, 27-32 tyg. ciąży, niezwłocznie po 40 tyg. ciąży. Badania te są jedną z podstaw do ewentualnego wykonania pogłębionej diagnostyki zgodnie z programem badań prenatalnych (...)

(całośc obszernej odpowiedzi wiceministra zdrowia poniżej w załączniku)

VII.5002.13.2017

Ustawy o „koronerach" wciąż nie ma. Adam Bodnar spytał Ministra Zdrowia o przyczynę opóźnień projektu

Data: 2021-02-05
  • W Polsce wciąż nie ma urzędnika, który stwierdzałby zgon i sprawował pieczę nad zwłokami (nazywanego koronerem) – o co od dawna apeluje RPO
  • Podczas pandemii wojewodowie maja prawo powoływać lekarzy by stwierdzali zgony osób, które mogły umrzeć na koronawirusa, także poza szpitalem
  • Ale przepis taki nie ma zastosowania, gdy do śmieci doszło z innych przyczyn
  • Odpowiedni projekt resortu zdrowia wciąż nie jest zaś uchwalony - a miał wejść w życie w styczniu 2021 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich prosi ministra zdrowia Adama Niedzielskiego o informacje o stanie prac legislacyjnych projektu ustawy o stwierdzeniu, dokumentowaniu i rejestracji zgonów.

W wielu państwach działa taka instytucja - koronera, który łączy potrzebną w takich przypadkach wiedzę prawniczą i medyczną. Aby tego typu funkcja mogła istnieć w Polsce, trzeba zmienić przepisy. Obecnie zagadnienia dotyczące stwierdzania zgonu i wydawania karty zgonu reguluje ustawa z 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Jej przepisy nie uwzględniają m.in. przemian w systemie ochrony zdrowia.

W Biurze RPO prowadzona była np. bulwersująca sprawa mężczyzny - ofiary  wypadku drogowego. W drodze do szpitala zmarł, wobec czego załoga karetki pogotowia wróciła na miejsce wypadku i tam zostawiła zwłoki. Ratownik medyczny nie jest bowiem uprawniony do stwierdzania zgonu. Uprawnienie takie ma lekarz pogotowia ratunkowego, ale do wypadków często wysyłani są  sami ratownicy. 

Problem pojawia się również w przypadku rodzin, których bliscy zmarli w domu. Dyspozytor często odmawia przyjazdu lekarza pogotowia, by stwierdził zgon i wypisał niezbędne dokumenty. Lekarz rodzinny może być zaś trudno dostępny (np. w weekendy), a bez karty zgonu rodzina nie może rozpocząć formalności z organizacją pogrzebu. 

15 maja 2014 r. RPO wystąpił do Ministra Zdrowia o podjęcie działań legislacyjnych, które zapewniłyby sprawne działanie w zakresie stwierdzenia zgonu oraz pieczy nad zwłokami i szczątkami ludzkimi. Mimo ponawiania tego postulatu do kolejnych ministrów, ustawa nie została znowelizowana. RPO dostał zaś informację, że resort pracuje nad projektem  przewidującym instytucję koronera na poziomie województwa.

W grudniu 2019 r. RPO przekazał Ministrowi Zdrowia uwagi do projektu ustawy o stwierdzeniu, dokumentowaniu i rejestracji zgonów. Przygotowany przez MZ projekt został przedstawiony do zaopiniowania przez Rządowe Centrum Legislacji. Według projektu, ustawa miała wejść w życie 1 stycznia 2021 r. Tymczasem nadal nie została przyjęta. A Biuletyn Informacji Publicznej Rządowego Centrum Legislacji od 25 listopada 2019 r. wskazuje etap konsultacji publicznych, z uwagą „projekt zwolniony na podstawie Planu Prac Rządu”.

Art. 7g ust. 1 ustawy z  2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych przyznaje wojewodom uprawnienie powoływania lekarzy i lekarzy dentystów do stwierdzania zgonów osób podejrzanych o zakażenie wirusem SARS-CoV-2 albo zakażonych tym wirusem poza szpitalem.

Jednakże przepis ten wprost dotyczy tylko stwierdzania zgonów osób podejrzanych o zakażenie wirusem SARS-CoV-2 albo zakażonych tym wirusem poza szpitalem, i nie znajdzie zastosowania w sytuacjach, gdy do zgonu doszło z innych przyczyn. Nadto nie w każdym województwie powołano takich lekarzy na stałe.

Regulacja ta nie może zatem zostać uznana za rozwiązanie postulowanego  przez Rzecznika systemowego uregulowania problemu stwierdzania zgonu, przez co problem wciąż pozostaje aktualny.

BPK.519.89.2014

Zasiłek chorobowy a dodatkowy zasiłek opiekuńczy podczas izolacji – pytanie na infolinię 800-676-676

Data: 2021-02-02

Czy można równocześnie pobierać zasiłek chorobowy i dodatkowy zasiłek opiekuńczy podczas izolacji?

Ustawodawca uzależnia zatem wypłatę dodatkowego zasiłku opiekuńczego z faktem osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem. Osoba izolowana zaś została zrównana przez ustawodawcę z osobą niezdolną do pracy, a co za tym idzie osoba taka nie może być uznana za osobę sprawującą opiekę i w związku tym nie może pobierać dodatkowego zasiłku opiekuńczego.

Zgodnie z ustawą  z dnia 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa ( ustawa zasiłkowa) - zasiłek chorobowy przysługuje ubezpieczonemu, który stał się niezdolny do pracy z powodu choroby w czasie trwania ubezpieczenia chorobowego. Na równi z niezdolnością do pracy z powodu choroby traktuje się niemożność wykonywania pracy wskutek poddania się obowiązkowi kwarantanny, izolacji w warunkach domowych albo izolacji, o której mowa w przepisach o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.( art. 6 ust.2 pkt 1a).  Natomiast  art. 4 ustawy mówi,  że w przypadku zamknięcia żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola, szkoły lub innej placówki, do których uczęszcza dziecko albo niemożności sprawowania opieki przez nianię lub dziennego opiekuna z powodu COVID-19 ubezpieczonemu zwolnionemu od wykonywania pracy oraz funkcjonariuszowi, o którym mowa w ust. 4, zwolnionemu od pełnienia służby z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem legitymującym się orzeczeniem o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności do ukończenia 18 lat albo dzieckiem z orzeczeniem o niepełnosprawności lub orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego przysługuje dodatkowy zasiłek opiekuńczy. Zgodnie z art. 32 ust. 1 pkt 1 lit a  ( ustawy zasiłkowej) zasiłek opiekuńczy przysługuje ubezpieczonemu zwolnionemu od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem w wieku do ukończenia 8 lat w przypadku nieprzewidzianego zamknięcia żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły, do których dziecko uczęszcza, a także w przypadku choroby niani, z którą rodzice mają zawartą umowę uaktywniającą, o której mowa w art. 50 ustawy z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat lub dziennego opiekuna sprawujących opiekę nad dzieckiem.

Stan prawny na dzień 1 lutego 2021 r.

Ile osób może uczestniczyć w spotkaniu domowym – pytanie na infolinię 800-676-676

Data: 2021-02-01

W spotkaniach organizowanych w domu może uczestniczyć maksymalnie 5 osób. Do limitu osób nie wlicza się osoby organizującej imprezę lub spotkanie oraz osób wspólnie z nią zamieszkujących lub gospodarujących.

Zgodnie z § 28 ust. 1 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 21 grudnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, do dnia 14 lutego 2021 r. zakazuje się organizowania zgromadzeń w rozumieniu art. 3 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach, z wyłączeniem zgromadzeń organizowanych na podstawie zawiadomienia, o którym mowa w art. 7 ust. 1, art. 22 ust. 1, albo decyzji, o której mowa w art. 26b ust. 1 tej ustawy.

Uczestnicy mają obowiązek zakrywania nosa i ust oraz zachowania 1,5 m odległości od innych osób. Ponadto odległość między zgromadzeniami nie może być mniejsza niż 100 m.

Stan prawny na dzień 01. 02. 2021 r.

Delegowanie prokuratorów do odległych miejsc bez ich zgody. Adam Bodnar prosi Inspekcję Pracy o kontrolę

Data: 2021-01-29
  • Przed delegowaniem prokuratora bez jego zgody do innej jednostki, Prokurator Generalny lub Krajowy musi ustalić, czy jego sytuacja rodzinna lub względy osobiste nie czynią tego niedopuszczalnym
  • RPO zwraca się do Państwowej Inspekcji Pracy, by sprawdziła, czy brak takiego ustalenia nie narusza przepisów prawa pracy
  • Zasady prawa pracy sprzeciwiają się przedmiotowemu traktowaniu pracowników, co narusza także godność osoby ludzkiej

Ostatnio prokuratorzy aktywni w stowarzyszeniu Lex Super Omnia dostali półtora dnia na spakowanie się i przeprowadzkę o kilkaset kilometrów – na delegację do innych prokuratur.

Osoby delegowane dowiadują się o tym w momencie doręczenia aktu delegacji, a decyzje te nie zawierają jakiegokolwiek uzasadnienia. Przed podjęciem decyzji nie jest też analizowana sytuacja osobista i rodzinna prokuratora pod kątem tego, czy nie uzasadnia ona odstąpienia od jego delegowania.

Uprawnienie przysługujące kierownictwu prokuratury do skorzystania z możliwości delegacji uznawane jest za całkowicie dyskrecjonalne.

Ten stan rzeczy potwierdza dotychczasowa korespondencja RPO z Prokuratorem Krajowym.  W jednej z odpowiedzi stwierdził on, że „decyzje o delegowaniu podejmowane  przez uprawnione podmioty w ramach ustawowych kompetencji i uprawnień wynikają z przyjętej przez ustawodawcę organizacji prokuratury. Jednym z jej istotnych punktów jest elastyczność w zarządzaniu kadrą prokuratorską mająca na celu zapewnienie sprawności i skuteczności działania”, zaś „reguły stosowania instytucji delegowania odpowiadają naturze publicznoprawnych stosunków służbowych oraz obowiązywaniem zasady dyspozycyjności”. Decyzje zaś „nie wymagają uzasadnienia.”

Prokuratura nie widzi, że każda taka delegacja stanowi daleko idącą ingerencję w sferę prawnie chronionych praw pracowniczych. Prokurator-pracownik postrzegany jest  wyłącznie jako przedmiot podejmowanych wobec niego działań, a nie jako jednostka korzystająca z autonomii, której przysługują prawa chronione konstytucyjnie.

Opisany sposób korzystania z uprawnienia do delegowania pracowników budzi istotne wątpliwości RPO. Wskazuje też na duże prawdopodobieństwo naruszenia podstawowych praw pracowniczych poprzez przedmiotowe traktowanie pracowników.

Prokurator jest bowiem pracownikiem w rozumieniu art. 2 Kodeksu pracy, jego praca pozostaje zaś pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej (art. 24 Konstytucji), co wyklucza wszelką dowolność i arbitralność w zakresie kształtowania treści stosunku pracy łączącego prokuratora z jednostką organizacyjną prokuratury, w której jest zatrudniony.  W myśl art. 111 k. p. pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika.

Ogólne zasady rządzące prawem pracy sprzeciwiają się przedmiotowemu traktowaniu pracowników jakimi są prokuratorzy, traktowanie takie narusza godność osoby ludzkiej. Naruszeniem godności jest bowiem każda sytuacja, gdy człowiek staje się wyłącznie przedmiotem działań podejmowanych przez władzę, a jego rola sprowadzona zostaje do czysto instrumentalnej postaci.

Zasada ochrony stosunku pracy (art. 24 Konstytucji) i ogólne zasady prawa pracy, a także szczegółowe postanowienia Konstytucji, takie jak nakaz uwzględniania przez państwo dobra rodziny (art. 71 ust. 1 Konstytucji), szczególna pomoc państwa udzielana matce przed i po urodzeniu dziecka (art. 71 ust. 2 Konstytucji), prawo do ochrony życia prywatnego, rodzinnego i decydowania o swoim  życiu osobistym (art. 47 Konstytucji) nie pozwalają na przyjęcie, że podejmując decyzję o delegowaniu, Prokurator Generalny (Prokurator Krajowy) może to czynić całkowicie dyskrecjonalnie.

Przeciwnie, powołane konstytucyjne prawa przysługujące jednostce powodują, że spoczywa na nim prawny obowiązek zbadania przed podjęciem decyzji o delegacji, czy osobista i rodzinna sytuacja osoby delegowanej nie wyklucza takiej delegacji.

Nie można zatem przyjąć, że zawarte w Prawie o prokuraturze przepisy dotyczące delegowania prokuratorów mają charakter zupełny i kompletny. Wykładnia musi zaś zmierzać do zapewnienia zgodności tych przepisów z Konstytucją.

Taką prokonstytucyjną wykładnię zapewnia sięgnięcie do art. 130 Prawa o prokuraturze. Według niego do prokuratorów stosuje się odpowiednio przepisy ustawy z 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych, a w sprawach nieuregulowanych – Kodeks pracy.

Oznacza to przede wszystkim odpowiednie stosowanie art. 10 ust. 3 i 4 tej ustawy w zakresie delegowania prokuratora do innej jednostki prokuratury bez jego zgody,

Z art. 10 ust. 3 ustawy wynika, że w uzasadnionych wypadkach urzędnik państwowy mianowany może być przeniesiony, na okres do sześciu miesięcy, do innego urzędu w tej samej lub innej miejscowości, do pracy zgodnej z posiadanymi kwalifikacjami.  Zgodnie z art. 10 ust. 4 ustawy niedopuszczalne jest czasowe przeniesienie, bez zgody zainteresowanego, do urzędu mającego siedzibę w innej miejscowości kobiety w ciąży lub urzędnika państwowego sprawującego opiekę nad dzieckiem w wieku czternastu lat, a także w wypadku, gdy stoją temu na przeszkodzie ważne względy osobiste lub rodzinne urzędnika.

Przepisy te powodują, że delegowanie na podstawie art. 106 § 2 Prawa o prokuraturze jest możliwe tylko w uzasadnionych wypadkach. Odnosić je należy do sytuacji nadzwyczajnych, a nie np. wynikających z wadliwego sprawowania kierownictwa w jednostkach prokuratury, prowadzącego do nierównomiernego obciążenia prokuratorów bądź powstania braków kadrowych.

Niedopuszczalne jest też delegowanie w tym trybie prokuratora–kobiety w ciąży oraz prokuratora sprawującego opiekę nad dzieckiem w wieku do czternastu lat. Nie można też delegować prokuratora wówczas, gdy stoją temu na przeszkodzie ważne względy osobiste lub rodzinne.

W rezultacie przed podjęciem decyzji o delegowaniu prokuratora, Prokurator Generalny (Prokurator Krajowy) zobowiązany jest ustalić sytuację rodzinną prokuratora oraz ustalić czy ta sytuacja rodzinna lub względy osobiste nie czynią delegowania niedopuszczalnym. Zaniechanie dokonania tych czynności oznacza, że podjęty w ten sposób akt delegacji narusza rażąco przepisy ustawy o pracownikach urzędów państwowych, kodeks pracy  oraz normy konstytucyjne określone w art. 24, art. 47 i art. 71 ust. 1 i 2 Konstytucji.

Taka wykładnia prawa jest spójna z opinią nr 9(2014) Rady Konsultacyjnej Prokuratorów Europejskich (CCPE) skierowaną do Komitetu Ministrów Rady Europy na temat europejskich standardów i zasad kształtujących status prokuratora. Zgodnie z nią, jeżeli wprowadza się możliwość przeniesienia lub oddelegowania prokuratora wbrew jego woli, powinny być przyjęte gwarancje prawne zrównoważenia wypływającego z takiej możliwości potencjalnego ryzyka (np.  że przeniesienie stanowi ukrytą formę postępowania dyscyplinarnego). Ponadto z punktu 70 tej noty wynika, że możliwość przeniesienia prokuratora bez jego zgody powinna być prawnie uregulowana i ograniczona do wyjątkowych okoliczności. Należy brać także pod uwagę punkt widzenia, aspiracje oraz specjalizację prokuratora, jak również jego sytuację rodzinną.

Dlatego Adam Bodnar zwraca się do Głównego Inspektora Pracy o przeprowadzenie kontroli w celu ustalenia, czy Prokurator Krajowy nie narusza przepisów prawa pracy, delegując pracownika-prokuratora bez jego zgody do innej jednostki, bez uprzedniego ustalenia sytuacji osobistej i rodzinnej tego prokuratora.

 III.7044.12.2021

Ile osób może być na pogrzebie - pytania na infolinię RPO 800-676-676

Data: 2021-01-21

Stan prawny na 30.12.20, aktualizacja 21.01.2021

Pogrzeby na świeżym powietrzu (na cmentarzach) mogą odbywać się niezależnie od liczby uczestników. W przypadku uroczystości pogrzebowych odbywających się w budynkach (np. kościołach), liczba uczestników nie może przekraczać 1 osoby na 15 m2 powierzchni. Do powyższego limitu nie zalicza się osób sprawujących kult religijny, dokonujących pochowania ani osób zatrudnionych przez zakład lub dom pogrzebowy.

Należy ponadto pamiętać, że pogrzeby powinny odbywać się z zachowaniem dystansu pomiędzy uczestnikami (co najmniej 1,5 metra), a uczestników obejmuje obowiązek zasłanianie ust i nosa (wymóg ten nie dotyczy osób sprawujących kult religijny, tj. kapłanów).

Podczas uroczystości religijnych w kościołach obowiązuje limit 1 osoby na 15 m kw. Należy zachować także dystans co najmniej 1,5 m. W świątyniach i obiektach kultu religijnego również obowiązkowe jest zakrywanie ust i nosa, z wyłączeniem osób sprawujących kult lub osób dokonujących pochowania, lub osób zatrudnionych przez zakład lub dom pogrzebowy w przypadku pogrzebu.

Przed wejściem do budynków i innych obiektów kultu religijnego informuje się o limicie osób oraz podejmuje środki zapewniające jego przestrzeganie.

Podstawa prawna:

§28 ust. 8 pkt 1 i 2 ; §28 ust. 9 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 21 grudnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 2316 z późn. zm.).

Prezes UODO odmawia wszczęcia postępowania ws ujawnienia przez TVP wyników testu na koronawirusa Marty Lempart

Data: 2021-01-20

Po rozpatrzeniu żądania Rzecznika Praw Obywatelskich w przedmiocie wszczęcia postępowania administracyjnego z urzędu w sprawie naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych w przypadku przetwarzania danych dotyczących zdrowia Marty Lempart, przy okazji wykonywania testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych odmówił wszczęcia postępowania.

16 grudnia 2020 r. TVP ujawniła, że test Marty Lempart na koronawirusa jest pozytywny. Zdaniem RPO  ujawnienie informacji dotyczących zdrowia działaczki społecznej i organizatorki protestów doprowadziło do pojawienia się w przestrzeni publicznej pytań dotyczących tego, jak bezpieczne są dane przetwarzane w związku z działaniami państwa w dobie pandemii. W ocenie RPO brak zdecydowanych działań mających na celu wyjaśnienie tej sytuacji może wpłynąć na podważenie zaufania obywateli do organów władzy publicznej. Co więcej, pojawianie się takich przypadków może przesądzić o wzbudzeniu nieufności wobec rozwijanych obecnie projektów, takich jak Internetowe Konto Pacjenta czy e-recepta, jak i całego systemu o informacji w ochronie zdrowia.

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie odniósł się don tych problemów, tylko stwierdził, że mógłby wszcząć postępowanie na żądanie samej Marty Lempart, bo zdaniem UODO Rzecznik Praw Obywatelskich nie ma prawa żądać wszczęcia takich postępowań.

VII.501.305.2020

Ile osób może być na weselu – pytanie na infolinię 800-676-676

Data: 2021-01-15

Obecnie obowiązujące przepisy nie zawierają osobnej regulacji dotyczącej organizacji wesel, dlatego powinny one być traktowane tak samo jak inne imprezy i spotkania.

Organizacja imprez jest co do zasady zakazana, za wyjątkiem imprez i spotkań do 5 osób, odbywających się w miejscu zamieszkania organizatora. Do powyższego limitu uczestników nie wlicza się organizatora oraz jego domowników (osób wspólnie zamieszkujących lub gospodarujących), a także osób zaszczepionych na covid-19.

Podstawa prawna

§28 ust. 11 pkt 2 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 21 grudnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. p).oz. 2316 z późn. zm.

Stan prawny na dzień 15.01.2021

ABW chce zbierać dane o ludziach w tramwajach? Na jakiej podstawie? RPO do Szefa ABW

Data: 2021-01-07
  • Dane z kamer w tramwajach służby specjalne mogłyby zbierać wyłącznie, gdy jest to absolutnie niezbędne, a nie dla wygody agentów.
  • Skąd więc pomysł, by wystąpić do Tramwajów Warszawskich o podgląd z kamer i inne dane o podróżnych?
  • RPO pyta o to szefa ABW płk. Krzysztofa Wacławka

Rzecznik Praw Obywatelskich dowiedział się z mediów o żądaniu ABW, by spółka Tramwaje Warszawskie dała Agencji dostęp do kamer CCTV, a także danych generowanych przez inne systemy teleinformatyczne w dyspozycji Spółki.

Pismo w tej sprawie miało być wystosowane 2 grudnia 2020 r. ABW powołuje się w nim na porozumienie z dnia 30 czerwca 2016 r. w sprawie zasad i warunków korzystania przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego z elementów infrastruktury Tramwaje Warszawskie Sp. z o. o. Z pisma tego nie wynika jednak ani podstawa żądania dostępu do kamer monitoringu wizyjnego ani cel, jakiemu miałby służyć dostęp do danych z kamer i innych systemów. W piśmie nie ma też żadnego uzasadnienia.  Jak wskazują media, „dla służb specjalnych obraz z tych kamer może być przydatny do szerokiej i niekontrolowanej inwigilacji. (…) Oznacza, że można bez wiedzy i zgody sądów oraz prokuratury śledzić dowolne osoby w ramach działań operacyjnych”.

Budzi to zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskic. Takie działania mogą ograniczać bowiem prawo do prywatności oraz ochrony danych osobowych obywateli. Konstytucja w art. 47 i art. 51, określając elementy prawa do prywatności i ochrony danych osobowych, zobowiązuje władze publiczne do nieingerowania w określony przez nie zakres życia (aktywności) jednostki i zapewnia stosowną ochronę przed wszelkimi działaniami w niego godzącymi.

Należy przy tym przypomnieć wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 30 lipca 2014 r. (sygn. akt K 23/11), w którym Trybunał zwrócił szczególną uwagę na dalekosiężne i dotkliwe skutki prewencyjnego przechowywania danych telekomunikacyjnych (tzw. danych o ruchu i lokalizacji).

Należy również dodać, że w wyroku z dnia 11 grudnia 2014 r. w sprawie C-212/13 František Ryneš przeciwko Úřad pro ochranu osobnych údajů (ECLI:EU:C:2014:2428) Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) rozważył kwestię stosowania przepisów dyrektywy 95/46/WE do przypadków monitoringu wizyjnego (w tym przypadku rejestrowania obrazu z kamer zainstalowanych przez osobę prywatną) i uznał, że ochrona prawa do prywatności, zagwarantowanego przez art. 7 Karty Praw Podstawowych UE wymaga, aby odstępstwa od zasad ochrony danych osobowych i jej ograniczenia były stosowane jedynie wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne.

Trzeba zatem podkreślić, że kluczowy wymóg dopuszczalności wprowadzenia ograniczenia zarówno w odniesieniu do art. 47, jak i 51 ust. 2 Konstytucji RP, tj. art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, ale także art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz 52 ust. 1 KPP UE odwołuje się do pojęcia „niezbędności”. Jest to podyktowane dążeniem do ograniczenia pozyskiwania przez władzę publiczną „niekoniecznych, lecz wygodnych” informacji o jednostce. Ani zatem względy celowości, ani „wygody” organów władzy publicznej nie mogą same w sobie uzasadnić naruszenia autonomii informacyjnej jednostki (wyrok TK z dnia 20 listopada 2002 r. w sprawie o sygn. akt K 41/02).

Dlatego – na podstawie ustawy o RPO – Rzecznik pyta, w jakim celu ABW żąda dostępu do kamer monitoringu wizyjnego w tramwajach, w jaki sposób dane uzyskane będą wykorzystywane, a także czy ABW uzyskała opinię Prezesa UODO w tym zakresie.

Rzecznik prosi również o informacje, czy z podobnym żądaniem ABW zwróciła się również do przewoźników w innych miastach oraz czy ABW ma aktualnie dostęp do monitoringu wizyjnego innych podmiotów zewnętrznych i w jaki sposób/w oraz w jakim celu dane z monitoringu wizyjnego są aktualnie wykorzystywane.

RPO pyta też, w jaki sposób dane osobowe, pozyskiwane z kamer monitoringu wizyjnego są przez ABW chronione, tj. w szczególności jakie środki organizacyjne, techniczne i prawne zostały przedsięwzięte w celu ich zabezpieczenia w toku przetwarzania.

VII.501.1.2021

Będą kontrole trzeźwości pracowników przez pracodawców? MRPiT podaje szczegóły projektu ustawy

Data: 2021-01-04
  • Planuje się umożliwienie pracodawcom – pod pewnymi warunkami - wprowadzenia prewencyjnej kontroli pracowników na obecność alkoholu lub podobnie działających środków 
  • Przewidywane są dwa tryby niedopuszczania pracownika do pracy po użyciu alkoholu lub środka odurzającego
  • Miałoby to się odbywać na podstawie "uzasadnionego podejrzenia pracodawcy” – np., gdy pracodawca nie wprowadził takiej kontroli - lub gdy kontrola wykaże stan pracownika po użyciu alkoholu lub innego środka

Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii poinformowało Rzecznika Praw Obywatelskich o szczegółach wstępnego, roboczego projektu ustawy.

Pracodawcy mają problemy wobec nieuregulowania procedury prewencyjnej kontroli trzeźwości pracownika. Dlatego RPO w grudniu 2020 r. zwrócił się do ministra rozwoju, pracy i  technologii Jarosława Gowina o przyspieszenie prac nad wprowadzeniem kompleksowej regulacji umożliwiającej przeprowadzanie takiej samodzielnej kontroli pracowników na obecność alkoholu, a także innych środków psychoaktywnych i odurzających.

W ocenie RPO pracodawcy powinni mieć możliwość samodzielnej kontroli pracowników na obecność alkoholu czy substancji psychotropowych – z przestrzeganiem ich prawa do prywatności. Szczególnie ważne jest to w przypadku kierowców autobusów, lekarzy, czy obsługi ruchu lotniczego.

Kontrowersje związane ze sprawdzaniem trzeźwości pracowników

Sąd Najwyższy w jednym z wyroków dopuścił stosowanie wyrywkowych kontroli trzeźwości. Możliwe to jest w sytuacjach, w których z uwagi na charakter pracy lub zakładu pracy istnieje ryzyko zagrożenia dla życia i zdrowia. Wskazał zarazem, że poddanie się profilaktycznym badaniom na trzeźwość należy zakwalifikować do podstawowych obowiązków pracownika, a uchylenie się od tego należy traktować jako ich naruszenie.

Tymczasem Urząd Ochrony Danych Osobowych stoi na stanowisku, że w obecnym stanie prawnym pracodawcy nie mogą samodzielnie kontrolować stanu trzeźwości pracowników, nawet wyrywkowo. Rozwiązania tego problemu nie znajdziemy również w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.

W efekcie kwestia ta nie znajduje jednoznacznego rozwiązania w orzecznictwie sądów powszechnych, które wydają różne wyroki. Do Rzecznika wpływają skargi pracowników, kwestionujące uprawnienia pracodawców do przeprowadzania kontroli.

RPO: niezbędne jest szybkie stworzenie podstaw prawnych do przeprowadzania kontroli trzeźwości przez pracodawcę

Rzecznik dostrzega, że stworzenie skutecznego prawa regulującego problem wyrywkowych kontroli trzeźwości jest skomplikowane i wymaga wielu analiz oraz zbadania sytuacji prawnej i faktycznej różnych grup zawodowych, a także zapewnienia ochrony prywatności pracowników.

Z drugiej strony, aby chronić życie i zdrowie obywatelek oraz obywateli niezbędne jest szybkie stworzenie podstaw prawnych do weryfikowania przez pracodawcę stanu, w jakim znajduje się pracownik. Dotyczy to wielu zawodów i branż, newralgicznych dla ochrony życia i zdrowia, także bezpieczeństwa publicznego. W bardzo wielu sytuacjach stan trzeźwości pracowników ma decydujący wpływ na bezpieczeństwo innych osób, np. w przypadku kierowców komunikacji miejskiej, czy w przewozach pasażerskich. Podobnie, gdy chodzi o lekarzy, pracowników zatrudnionych przy obsłudze maszyn i urządzeń budowlanych, czy przy też obsłudze ruchu lotniczego.

Z tego względu potrzebne jest stworzenie regulacji prawnej usuwającej wątpliwości co do podstaw prawnych badania prewencyjnego trzeźwości pracownika i zażywania przez niego substancji psychotropowych oraz respektującej  prawo do prywatności.

Zapowiedź podjęcia działań nad przygotowaniem odpowiedniej regulacji prawnej zawarto w odpowiedzi z 24 września 2020 r., udzielonej RPO przez departament prawa pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. RPO poprosił ministra  Jarosława Gowina o szczegółowe informacje.

Odpowiedź Iwony Michałek, sekretarz stanu w MRPiT

Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii nie ustaje w działaniach mających na celu uregulowanie kwestii przeprowadzania przez pracodawców prewencyjnych kontroli trzeźwości pracowników, a także kontroli na obecność środków działających podobnie do alkoholu w ich organizmach. W chwili obecnej nadal trwają prace wewnątrz resortu, poprzedzające oficjalne rozpoczęcie procedury legislacyjnej w tym zakresie.

W kwestii kontroli trzeźwości pracowników oraz kontroli na obecność środków działających podobnie do alkoholu w ich organizmach należy podkreślić, że podejmowanie jakichkolwiek czynności zawodowych w stanie po użyciu alkoholu lub po zażyciu środka działającego podobnie do alkoholu, należy oceniać jako naganne. Jak słusznie zauważono, w pewnych przypadkach dodatkowo może ono stanowić zagrożenie w szczególności dla życia i zdrowia zarówno samego pracownika, jego współpracowników, jak i innych osób.

Spożycie alkoholu lub zażycie środka działającego podobnie do alkoholu powoduje bowiem zakłócenie funkcjonowania organizmu, w tym zaburzenia czynności poznawczych i brak pełnej kontroli nad organizmem, które – w odniesieniu do niektórych grup pracowników – mogą stanowić szczególnie istotne zagrożenie dla dóbr pracownika, pracodawcy, jak i innych osób.

Powyższe ustalenia oraz przeprowadzone przez MRPiT (uprzednio MRPiPS) analizy doprowadziły do wniosku, że projektowaną regulacją należałoby objąć dwie kategorie sytuacji. W pierwszej kolejności winno się umożliwić pracodawcom – pod warunkiem spełnienia określonych warunków – wprowadzenie prewencyjnej kontroli pracowników na obecność alkoholu lub środków działających podobnie do alkoholu, a także określić ogólne zasady przeprowadzania takich kontroli.

Ponadto winno się wprowadzić kompleksową regulację, określającą podstawy do niedopuszczenia przez pracodawcę do wykonywania pracy pracownika, wobec którego zachodzi uzasadnione podejrzenie, że stawił się do pracy w stanie po użyciu alkoholu lub środków działających podobnie do alkoholu lub spożywał alkohol lub zażywał takie środki w czasie pracy (na wzór obecnie obowiązujących w ustawie z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi).

Zdaniem resortu, obowiązek niedopuszczenia do wykonywania pracy powinien również zachodzić wobec pracownika, u którego przeprowadzona przez pracodawcę kontrola trzeźwości lub kontrola na obecność środków działających podobnie do alkoholu wykaże obecność alkoholu lub ww. środka.

W świetle powyższego, we wstępnym, roboczym projekcie regulacji przewidziano dwa tryby prowadzące do niedopuszczenia pracownika znajdującego się w stanie po użyciu alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu w czasie pracy:

  1. na podstawie uzasadnionego podejrzenia pracodawcy – w odniesieniu do pracowników nieobjętych kontrolą trzeźwości lub kontrolą na obecność środków działających podobnie do alkoholu (zarówno w przypadku, gdy pracodawca w ogóle nie wprowadził takiej kontroli, jak i w odniesieniu do części pracowników, którzy nie spełniają ustawowych przesłanek objęcia kontrolą);
  2. w wyniku przeprowadzenia prewencyjnej kontroli trzeźwości lub kontroli na obecność środków działających podobnie do alkoholu i uzyskania wyniku wskazującego na znajdowanie się przez pracownika w stanie po użyciu alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu.

Natomiast w zakresie określenia celów przetwarzania przez pracodawcę danych o obecności alkoholu lub środków działających podobnie do alkoholu w organizmie pracownika resort nawiązał współpracę z Urzędem Ochrony Danych Osobowych. Celem tej współpracy jest realizacja potrzeb pracodawców w zakresie kontroli trzeźwości i kontroli na obecność środków działających podobnie do alkoholu, przy jednoczesnym zapewnieniu zgodności projektowanej regulacji zapewnienie zgodności projektowanej regulacji z postanowieniami rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych).

Pragnę zapewnić, że Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii dołoży wszelkich starań, by prowadzone w chwili obecnej robocze prace nad przedstawioną powyżej regulacją zostały zakończone w możliwie najbliższym terminie – zapewniła wiceministra Iwona Michałek.

III.7044.65.2020

TVP ujawniła wynik testu Marty Lempart na SARS-CoV-2. Rzecznik: PUODO ma zbadać ten wyciek

Data: 2020-12-23
  • TVP podała, że przywódczyni Strajku Kobiet Marta Lempart ma pozytywny wynik testu na koronawirusa
  • Sprawą ujawnienia takich danych wrażliwych, chronionych przez prawo, ma się zająć Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych
  • Wniósł o to Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazując że brak zdecydowanych działań dla wyjaśnienia sprawy może podważać zaufanie obywateli do władz
  • A wątpliwości co do bezpieczeństwa przetwarzania danych w związku z pandemią mogą wpłynąć na niechęć do poddawania się testom w kierunku SARS-CoV-2

RPO podjął z urzędu sprawę ujawnienia przez TVP S.A. informacji dotyczących zdrowia działaczki społecznej i organizatorki protestów Marty Lempart, przy okazji wykonywania testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2.

Adam Bodnar postanowił zwrócić się do prezesa UODO Jana Nowaka z żądaniem wszczęcia postępowania administracyjnego w sprawie naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych.  

Zgodnie z art. 14 pkt 6 ustawy o RPO, Rzecznik może zwrócić się o wszczęcie postępowania administracyjnego. Zgodnie z orzecznictwem sądów administracyjnych wszczęcie postępowania administracyjnego przez organ ochrony danych osobowych, zainicjowanego przez RPO, następuje z dniem doręczenia tego żądania Rzecznika.

Ujawnienie informacji dotyczących zdrowia działaczki społecznej i organizatorki protestów doprowadziło do pytań w przestrzeni publicznej, jak bezpieczne są dane przetwarzane w związku z działaniami państwa w dobie pandemii.

Brak zdecydowanych działań w celu wyjaśnienia tej sytuacji może wpłynąć na podważenie zaufania obywateli do organów władzy.  Może też wzbudzać nieufność wobec rozwijanych obecnie projektów, takich jak Internetowe Konto Pacjenta czy e-recepta, jak i całego systemu o informacji w ochronie zdrowia. Już teraz zastrzeżenia co do bezpieczeństwa tych rozwiązań są zgłaszane Rzecznikowi.

Ponadto wątpliwości co do bezpieczeństwa przetwarzania danych dotyczących zdrowia w związku z pandemią COVID-19 mogą wpłynąć na pogłębianie się niechęci do poddawania się testom diagnostycznym w kierunku SARS-CoV-2.

Adam Bodnar przypomina, że prywatność jednostki jest wartością chronioną konstytucyjnie. Art. 47 Konstytucji zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Według Trybunału Konstytucyjnego tzw. autonomia informacyjna jednostki oznacza prawo do samodzielnego decydowania o ujawnianiu innym informacji na swój temat, a także prawo do sprawowania kontroli nad takimi u innych podmiotów.

Jak zauważa się w doktrynie, „jakiekolwiek działania władzy publicznej w zakresie dotyczącym danych osobowych – działania ustawodawcze, administracyjne czy kontrolne – muszą uwzględniać istotę godności człowieka”.

Także w literaturze podkreśla się, że: „godność człowieka jako naczelna wartość państwa prawa leży u podstaw ochrony danych osobowych. O ile tortury, poniżające traktowanie, odarcie z intymności to podręcznikowe przykłady naruszenia fizyczności, jego godności  w wymiarze fizycznym i psychicznym, o tyle naruszenie prawa do prywatności, intymności, to ingerencja w psychikę, która może być trwalszą i boleśniejszą dyskryminacją niż fizyczne tortury”.  Stwierdza się więc, że: „państwo ma obowiązek chronić dane swoich obywateli, bo chroni ich godność prowadzącą do «samodzielnego kształtowania swojego życia» i swojej osobowości”.

Również Trybunał Konstytucyjny podkreśla że: „prywatność jednostki, tam gdzie jest to możliwe, powinna być chroniona w imię fundamentalnej wartości konstytucyjnej jaką jest godność człowieka”.

Szczególną ochronę danych dotyczących zdrowia przewiduje także art. 9 RODO.

Polskie prawo przewiduje za przetwarzanie (gdy nie jest to dopuszczalne) danych o pochodzeniu rasowym lub etnicznym, poglądach politycznych, przekonaniach religijnych lub światopoglądowych, przynależności do związków zawodowych, danych genetycznych, danych biometrycznych przetwarzanych w celu jednoznacznego zidentyfikowania osoby fizycznej, danych dotyczących zdrowia, seksualności lub orientacji seksualnej grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat trzech.

VII.501.305.2020

Wyciek danych żołnierzy z misji w Iraku. Rzecznik prosi MON o wyjaśnienia

Data: 2020-12-23
  • Wyciekły dane ponad 600 żołnierzy oraz pracowników cywilnych z 16 krajów, którzy uzyskali pomoc w polskim szpitalu wojskowym podczas misji w Iraku w latach 2003-2005
  • Wojskowy szpital w Bydgoszczy przechowywał te dokumenty w skrzyni w zamkniętym na klucz pomieszczeniu, skąd miały być skradzione
  • A ujawnienie danych części osób leczonych może zagrażać ich życiu

Rzecznik Praw Obywatelskich prosi o informacje w tej sprawie ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka. Zwraca się też o wyjaśnienie, czy  naruszenie danych osobowych zgłoszono organowi nadzorczemu w trybie RODO oraz zawiadomiono o tym osoby, których dane dotyczą.

RPO wystąpił też do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o rozważenie podjęcia działań leżących w zakresie jego kompetencji.

Biuro PRO prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawie ujawnienia dokumentacji medycznej żołnierzy.

Sprawę opisano w mediach. Dokumenty zawierające dane wrażliwe miały pozostawać całkowicie niezabezpieczone na terenie 1. Wojskowego Szpitala Polowego w Bydgoszczy. Dostęp do niej mógł mieć każdy, również pracownicy firm wykonujących prace na terenie szpitala. Z wypowiedzi rzeczniczki jednostki wynika, że dokumenty były przechowywane w zabezpieczonej skrzyni, w zamkniętym na klucz pomieszczeniu. Stamtąd miały zostać skradzione.

Analiza publikacji prasowych prowadzi do wniosku, że dane medyczne żołnierzy oraz osób współpracujących z Polskim Kontyngentem Wojskowym w Iraku mogły być przetwarzane przez WSzP w sposób niezgodny z zasadą integralności i poufności - wskazuje Adam Bodnar.

Pozostawienie tak wrażliwych dokumentów bez adekwatnego zabezpieczenia, którego skutkiem było ich upublicznienie, może stanowić bardzo poważne zaniedbanie. Konsekwencje mogą mieć wyraz na różnych płaszczyznach funkcjonowania Sił Zbrojnych, w tym zwłaszcza:

  • w wymiarze indywidualnym (poprzez ujawnienie danych medycznych poszczególnych żołnierzy),
  • w wymiarze sojuszniczym (poprzez ujawnienie danych medycznych żołnierzy i pracowników cywilnych państw, korzystających z opieki 1.wszp w trakcie PKW Irak),
  • w zakresie bezpieczeństwa innych osób współpracujących z PKW Irak.  Ujawnienie danych identyfikujących takie osoby może stanowić dla nich zagrożenie dla zdrowia i życia.

Rzecznik podkreśla, że 30 kwietnia 2020 r. straciło moc rozporządzenie MON z 25 kwietnia 2018 r. w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej w podmiotach leczniczych utworzonych przez MON oraz sposobu jej przetwarzania (regulujące m.in. zasady przechowywania dokumentacji medycznej). Nowe rozporządzenie nie zostało wydane. RPO chce znać przyczyny tej zwłoki.

WZF.520.1.2020

W okresie Świąt osadzeni częściej porozmawiają z najbliższymi przez komunikatory

Data: 2020-12-21
  • W  okresie świątecznym Służba Więzienna umożliwia osadzonym częstszy kontakt z bliskimi za pośrednictwem internetu
  • W więzieniach, gdzie  infrastruktura na to pozwala, zostaną uruchomione dodatkowe stanowiska komputerowe, a także zostanie zwiększona częstotliwość wideorozmów
  • Z komunikatora internetowego Skype mogą skorzystać wszyscy skazani, którzy będą chcieli

Tak SW odpowiedziała Rzecznikowi Praw Obywatelskich, ktory monitoruje sytuację epidemiczną w zakładach karnych i aresztach śledczych.

Z uwagi na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego od października 2020 r. Służba Więzienna ponownie wstrzymała widzenia osób pozbawionych wolności z najbliższymi.

Brak możliwości bezpośrednich spotkań z rodziną bez wątpienia jest sytuacją trudną, co we wnioskach kierowanych do Biura RPO podkreślają zarówno osoby pozbawione wolności, jak i ich bliscy. Wobec tego istotne, aby osadzeni mieli realne możliwości korzystania z alternatywnych form kontaktu ze światem zewnętrznym. Ma to szczególne znaczenie w okresie świątecznym.

Dlatego też RPO zwrócił się do wszystkich dyrektorów okręgowych SW o poinformowanie, czy dyrektorzy jednostek penitencjarnych rozważają możliwość zintensyfikowania w okresie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku widzeń za pośrednictwem Skype’a oraz prowadzenia rozmów telefonicznych z najbliższymi przez osoby pozbawione wolności. RPO rekomendował podjęcie takich działań.

Teraz do RPO sukcesywnie napływają odpowiedzi. Z dotychczas już otrzymanych wynika, że Służba Więzienna dostrzega, iż okres świąteczny jest szczególnie trudnym czasem dla osób pozbawionych wolności, dlatego też zostaną wdrożone działania pozwalające na częstszy kontakt osadzonych z bliskimi. W jednostkach, w których infrastruktura na to pozwala zostaną uruchomione dodatkowe stanowiska komputerowe, a także zostanie zwiększona częstotliwość realizacji wideorozmów. Istotnym jest, że z widzenia za pośrednictwem komunikatora internetowego Skype mogą skorzystać wszyscy skazani, którzy wyrażą taką chęć. Nie ma również przeszkód, aby osadzony nawiązał połączenie z rodziną zamieszkującą poza granicami naszego kraju.

Rzecznik jest również informowany o inicjatywach wpisujących się w wyjątkową atmosferę Świąt Bożego Narodzenia i mających na celu  wzmacnianie więzi rodzinnych. W ramach aktywności osadzeni mają m.in. możliwość wykonania kartek świątecznych z życzeniami dla najbliższych oraz nagrania bajek dla swoich dzieci.

IX.517.665.2020

Adam Bodnar pisze do premiera w sprawie uregulowania badań kodu DNA

Data: 2020-12-17
  • Niemal od 20 lat kolejni Rzecznicy Praw Obywatelskich zgłaszają rządzącym konieczność uregulowania badań kodu genetycznego DNA, wykonywanych w toku postępowań sądowych
  • Nie mamy przepisów wskazujących, jakie warunki muszą spełniać badania oraz placówki, które je wykonują - by wyniki były pewne, rzetelne i nie do podważenia
  • A obywatele nie wiedzą, że wyniki badań komercyjnych w wielu przypadkach nie będą dowodami dla sądów, np. w sprawach o ustalenie czy zaprzeczenie ojcostwa lub macierzyństwa
  • Od dwóch lat Minister Zdrowia nie odpowiada na pisma w tej sprawie, wobec czego RPO zwrócił się do Prezesa Rady Ministrów

Dotychczas nie ma ogólnie wiążących przepisów, wskazujących, jakie warunki muszą spełniać badania oraz placówki, które je wykonują, by ich wyniki były pewne, rzetelne i nie do podważenia.

A przepisy nadal w ogóle nie wymieniają badań kodu genetycznego DNA jako jednego ze środków dowodowych, stosowanych w postępowaniach cywilnych i rodzinnych. Sądy powołują ten dowód jedynie w drodze analogii z badaniami grupowymi krwi – to pokazuje, jak bardzo archaiczne są w tej dziedzinie polskie przepisy.

Jednocześnie cały czas rozwija się rynek komercyjnych badań DNA. Obywatele często nie wiedzą, że wyniki takich komercyjnych badań nie mogą w wielu przypadkach być powoływane w postępowaniach sądowych. A mogą to być postępowania o bardzo dużym, wręcz podstawowym znaczeniu, np. w sprawach o ustalenie albo zaprzeczenie ojcostwa czy macierzyństwa.

Ustalone w drodze postępowania sądowego pochodzenie dziecka od konkretnego mężczyzny czy kobiety jest niemal niemożliwe do późniejszego podważenia.

Jedni obywatele mogą się zatem czuć rozczarowani i rozgoryczeni, że wykonane dużym kosztem badania nie są traktowane poważnie przez sądy i prokuratury. Inni zaś mogą podważać takie badania, wskazując, że nie zostały wykonane zgodnie z ustalonymi, powszechnie obowiązującymi regułami.

Dodatkowo kod genetyczny DNA pozwala jednoznacznie zidentyfikować osobę, od której pochodzi. A to znaczy, że kod jest wrażliwą daną osobową. Powinien być zatem bardzo mocno chroniony przez prawo.

Dotyczy to nie tylko zapisu kodu genetycznego, ale również próbek, pobieranych i składowanych przez różne instytucje, w tym prywatne.

Tymczasem np. pobieranie próbek DNA bez wiedzy osoby, od której to DNA pochodzi, nie jest w żaden sposób uregulowane w przepisach - nie jest ani zakazane, ani obwarowane regułami i zasadami.

Do takich samych wniosków, jak Rzecznik, dochodziły na przestrzeni lat różne instytucje – na przykład Konsultant Krajowy w dziedzinie Genetyki Klinicznej czy Komitet Bioetyki przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk.

W 2018 r. Najwyższa Izba Kontroli wskazała zaś w swym raporcie: „W Polsce, mimo dynamicznego rozwoju genetyki, nie ma regulacji prawnych, które określałyby kompleksowo zasady wykonywania poradnictwa genetycznego, bankowania materiału oraz bezpieczeństwa danych genetycznych. Minister Zdrowia nie zorganizował systemu opieki genetycznej i nie stworzył stosownych rozwiązań prawnych w tym zakresie. Raport NIK wskazuje, że kontrolowane jednostki nie zapewniły adekwatnych do zagrożeń rozwiązań techniczno-organizacyjnych, gwarantujących pełne bezpieczeństwo danych genetycznych na każdym etapie wykonywania badania. W związku z brakiem kompleksowych regulacji oraz brakiem nadzoru nad obszarem genetyki, istnieje wysokie ryzyko pomyłek oraz błędnej interpretacji wyników, a także niewystarczającej ochrony danych genetycznych osób badanych”.

Niestety, ostatnia odpowiedź, jaką Rzecznikowi udało się uzyskać od Ministra Zdrowia w sprawie DNA, pochodzi z lipca 2018 r. Od tego czasu kolejne pisma Rzecznika, z lipca 2019 r. oraz z lutego 2020 r., nie spotkały się z żadną reakcją resortu.

W tej sytuacji RPO 16 grudnia 2020 r. zwrócił się do Prezesa Rady Ministrów. Poprosił o zmotywowanie ministrów rządu do sprawniejszego udzielania Rzecznikowi żądanych informacji i dokumentacji. Wskazał, jak bardzo wrażliwych dla obywateli kwestii dotyczy ta sprawa. A na mocy art. 17 ustawy o RPO organy, organizacje i instytucje, do których zwróci się Rzecznik, zobowiązane są do współdziałania z nim i udzielania pomocy. 

IV.7020.4.2014

Prokuratura ma uzyskać dostęp do danych z sądów. RPO chce znać szczegóły

Data: 2020-12-15
  • W łódzkich sądach przygotowywany jest program pilotażowy, który ma otworzyć prokuraturze dostęp do danych z sądowych systemów informatycznych
  • Tego typu nowe rozwiązania trzeba ocenić z perspektywy ochrony praw człowieka
  • Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do prezesów dwóch łódzkich sądów o kopie dokumentów pozwalających zidentyfikować podstawy prawne tych działań, obieg informacji i proponowane rozwiązania techniczne

O uzyskiwaniu przez Prokuraturę Krajową dostępu cyfrowego do systemów informatycznych sądów informowała 8 grudnia 2020 r. „Gazeta Wyborcza” w artykule pt. „Prokuratura Ziobry chce danych z sądów. "To da jej potężną przewagę w procesach".

Postępowanie sądowe zakłada przetwarzanie wielu wrażliwych informacji na temat jednostki, które podlegają konstytucyjnej ochronie. Art. 47 Konstytucji zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności. Bezpośrednio do ochrony prywatności związanej z przetwarzaniem informacji o jednostce odnosi się zaś  art. 51:

  1. Nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby.
  2. Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.
  3. Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Ograniczenie tego prawa może określić ustawa.
  4. Każdy ma prawo do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą.
  5. Zasady i tryb gromadzenia oraz udostępniania informacji określa ustawa.

Według Trybunału Konstytucyjnego autonomia informacyjna jednostki oznacza prawo do samodzielnego decydowania o ujawnianiu innym informacji o sobie oraz prawo do kontroli nad tymi informacjami, gdy mają je inne podmioty.

Wymogi co do dozwolonych konstytucyjnie ograniczeń w korzystaniu z konstytucyjnych wolności i praw określa art. 31 ust. 3 Konstytucji. W przypadku prawa do prywatności informacyjnej zostały one doprecyzowane w art. 51 ust. 2 Konstytucji.

 Jak wskazuje się w doktrynie, organy sądowe i organy ścigania, pozyskując dane osobowe dla potrzeb procesu sądowego, muszą legitymować się podstawą prawną dla takiego działania. Przesądza o tym nie tylko art. 51 Konstytucji, lecz także art. 7 Konstytucji (zasada legalizmu) oraz unijne akty ochrony danych osobowych

TK badał już kwestie dostępu do informacji gromadzonych przez sądy i odnosił się do jego oddziaływania na prywatność jednostki oraz sprawowanie wymiaru sprawiedliwości (m.in. w wyroku z 14 października 2015 r., sygn. akt Kp 1/15).

W ocenie RPO w dobie rozwoju nowych technologii wszystkie rozwiązania wprowadzane w tym zakresie powinny być poprzedzone kompleksową oceną wpływu na konstytucyjnie chronione prawa jednostki. Dlatego Rzecznik chce zebrać informacje pozwalające na ocenę całej sprawy z perspektywy ochrony praw człowieka.

VII.501.301.2020

W okresie Świąt osadzeni powinni więcej rozmawiać z najbliższymi przez komunikatory i telefony

Data: 2020-12-11
  • Czy w Służbie Więziennej rozważa się zintensyfikowania w okresie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku widzeń za pośrednictwem Skype’a oraz prowadzenia rozmów telefonicznych z najbliższymi przez osoby pozbawione wolności
  • Rzecznik Praw Obywatelskich spytał o to dyrektorów okręgowych SW

Wobec pogorszenia się sytuacji epidemicznej w październiku dyrektorzy jednostek penitencjarnych ponownie wstrzymali widzenia osób pozbawionych wolności z najbliższymi.

RPO ma świadomość, że priorytetem jest bezpieczeństwo zdrowotne jednostek penitencjarnych. Dyrektorzy zakładów karnych i aresztów śledczych zdecydowali o wykorzystaniu innych form komunikacji osadzonych ze światem zewnętrznym, w tym poprzez komunikator internetowy.

Jednakże brak bezpośrednich widzeń jest niezwykle trudny, zarówno dla osadzonych, jak i dla ich bliskich. Będzie to jeszcze bardziej dotkliwe w okresie zbliżających się świąt.

Mając to na uwadze, RPO spytał dyrektorów okręgowych SW,  czy dyrektorzy podległych im jednostek rozważają możliwość zintensyfikowania w okresie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku widzeń za pośrednictwem Skype’a oraz prowadzenia rozmów telefonicznych przez osoby pozbawione wolności.

 Jeżeli nie planowano takich działań, RPO prosi o zbadanie, czy są takie możliwości organizacyjne w jednostkach i o zaktywizowanie dyrektorów do takich rozwiązań, które pozwolą osadzonym na częstszy kontakt z bliskimi.  

Spytał też, jak w poszczególnych jednostkach szczegółowo zorganizowano widzenia osadzonych przez Skype.

IX.517.665.2020

Dlaczego strażnik więzienny nie może używać prywatnej „komórki” podczas służby. Odpowiedź dla RPO

Data: 2020-12-08
  • Używanie przez funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej prywatnych telefonów komórkowych podczas służby w więzieniach i aresztach niesie ze sobą konkretne zagrożenia - wyjaśnia dyrektor generalny SW
  • Więzień może bowiem np. przejąć zagubiony lub skradziony telefon i użyć go w nielegalnym kontakcie ze światem zewnętrznym
  • A dopuszczenie korzystania z telefonów przez wszystkich funkcjonariuszy i pracowników SW zakłócałoby działanie wykrywaczy „komórek”, działających w więzieniach i aresztach

Tak dyrektor generalny SW  gen. Jacek Kitliński odpisał Rzecznikowi Praw Obywatelskich, który interweniował ws. skarg funkcjonariuszy SW na zakaz korzystania z prywatnych telefonów komórkowych na terenie więzienia czy aresztu.  

Jest to uzasadniane względami bezpieczeństwa. Ale – jak podkreślał RPO - nie ma jednak przepisów ustawowych dotyczących wprost takiego zakazu. A Konstytucja zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się

A pracownicy i funkcjonariusze SW podczas pracy i służby są pozbawieni prawa do kontaktu ze światem zewnętrznym, w tym z rodzinami.  Zdaniem skarżących,  zakaz  posiadania telefonów przez funkcjonariuszy i pracowników opiera się na założeniu braku zaufania do podwładnych.

Zdaniem funkcjonariuszy, osadzeni w zakładach karnych typu półotwartego i otwartego mają nieskrępowany dostęp do samoinkasujących aparatów telefonicznych, z których mogą dzwonić na numery komórkowe i stacjonarne,  bez kontroli. A funkcjonariusze tylko w niektórych jednostkach mają dostęp do telefonów stacjonarnych, z kilkoma często zajętymi wyjściami telefonicznymi na zewnątrz, z których mogą dzwonić wyłącznie na numery stacjonarne.

- Skazani są zatem obdarzeni większym zaufaniem i poszanowaniem praw obywatelskich niż funkcjonariusze SW i pracownicy więziennictwa – podkreśla skarżący. A zgodę na korzystanie z telefonów komórkowych ma  kierownictwo jednostek penitencjarnych, które odmawia tego podwładnym.

Odpowiedź SW

Zgodnie z art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 9 kwietnia 2010 r. o Służbie Więziennej (Dz. U. z 2020 r. poz. 848, z późn. zm.), realizuje ona zadania w zakresie wykonywania tymczasowego aresztowania oraz kar pozbawienia wolności i środków przymusu skutkujących pozbawieniem wolności na zasadach określonych w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny wykonawczy (Dz. U. z 2020 r. poz. 523, z późn. zm.). Do jej podstawowych zadań należy między innymi:

  1. wykonywanie tymczasowego aresztowania w sposób zabezpieczający prawidłowy tok postępowania karnego o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe;
  2. ochrona społeczeństwa przed sprawcami przestępstw lub przestępstw skarbowych osadzonymi w zakładach karnych i aresztach śledczych;
  3. zapewnienie w zakładach karnych i aresztach śledczych porządku i bezpieczeństwa;
  4. wykonywanie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej tymczasowego aresztowania oraz kar pozbawienia wolności i środków przymusu skutkujących pozbawieniem wolności, jeżeli mają być wykonywane w zakładach karnych i aresztach śledczych i jeżeli wynikają z realizacji orzeczenia wydanego przez właściwy organ.

Zauważenia przy tym wymaga, iż ustawodawca, definiując zadania Służby Więziennej, pierwszoplanowo traktuje zagadnienie zapewnienia bezpieczeństwa wewnątrz jednostek penitencjarnych i związanej z tym skutecznej ochrony społeczeństwa przed sprawcami przestępstw w nich przebywającymi.

Stwierdzić należy, iż ewentualne dopuszczenie nieograniczonego posługiwania się przez funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej prywatnymi telefonami komórkowymi wiązać się będzie ze znaczącym zagrożeniem dla bezpieczeństwa jednostek penitencjarnych i poważnie utrudni realizację zadań postawionych przed Służbą przez ustawodawcę.

Wśród tych zagrożeń należy w szczególności wyróżnić możliwość wejścia przez osadzonego w posiadanie telefonu komórkowego poprzez przejęcie sprzętu np. zagubionego przez funkcjonariusza lub pracownika, lub mu skradzionego.

Zauważenia również wymaga, iż zakłady karne i areszty śledcze wyposażone są w wykrywacze telefonów komórkowych, a dopuszczenie nieograniczonego z nich korzystania przez wszystkich funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej przebywających na terenie jednostki penitencjarnej zakłócałoby ich działanie, uniemożliwiając lub znacząco utrudniając ich wykorzystanie.

Należy także nadmienić, iż w opinii Centralnego Zarządu Służby Więziennej sytuacja, w której znajdują się osadzeni w jednostkach penitencjarnych jest nie do porównania z sytuacją personelu więziennictwa.

Osoba pozbawiona wolności przebywa w zakładzie karnym lub areszcie śledczym na podstawie wyroku sądu i muszą jej być zapewnione określone w Kodeksie karnym wykonawczym prawa, w tym możliwość utrzymywania kontaktu z rodziną za pomocą samoinkasujących aparatów telefonicznych.

Funkcjonariusz lub pracownik Służby Więziennej po zakończeniu dnia służby lub pracy może zaś dowolnie korzystać ze swoich praw, obejmujących również kwestie prywatne i rodzinne.

Dodać również należy, iż funkcjonariusze i pracownicy Służby Więziennej mają dostęp zarówno do telefonów służbowych, jak i samoinkasujących aparatów telefonicznych i mogą z nich korzystać o ile nie zakłóca to toku wykonywania obowiązków służbowych, a zgodnie z art. 18 ust. 3 ustawy pragmatycznej Służby Więziennej w szczególnie uzasadnionych przypadkach, np. wydarzeniami o charakterze losowym, kierownik jednostki organizacyjnej Służby Więziennej może zwolnić funkcjonariusza lub pracownika z obowiązku deponowania prywatnego telefonu komórkowego.

Pragnę jednocześnie poinformować, iż podzielam pogląd Pana Rzecznika w kwestii braku klarownych przepisów rangi ustawowej, które nakładałyby na funkcjonariuszy i pracowników więziennictwa całkowity zakaz korzystania w czasie służby lub pracy z prywatnych telefonów komórkowych na terenie jednostek penitencjarnych.

Mając to na uwadze, podczas prac nad aktualnie procedowanym projektem zmian w prawie karnym wykonawczym i w ustawie o Służbie Więziennej Centralny Zarząd Służby Więziennej przygotował projekt przepisów, których ewentualne wejście w życie skutkować będzie nadaniem części zagadnień związanych z ochroną jednostek organizacyjnych SW, obecnie regulowanych rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości w sprawie ochrony jednostek organizacyjnych Służby Więziennej, rangi ustawowej.

Zakłada się, iż definicja przedmiotów niedozwolonych i niebezpiecznych znajdzie się w Kodeksie karnym wykonawczym, a nakaz ich deponowania przed wejściem na teren jednostek penitencjarnych wynikać będzie z ustawy o Służbie Więziennej. Przewiduje się również utrzymanie obecnie obowiązującej regulacji dającej możliwość kierownikowi jednostki organizacyjnej Służby Więziennej zwolnienia funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej w szczególnie uzasadnionych sytuacjach od obowiązku deponowania przedmiotów niedozwolonych i niebezpiecznych (w tym prywatnych telefonów komórkowych).

Mam nadzieję, iż powyższe wyjaśnienia uzna Pan Rzecznik za wystarczające. Jeszcze raz podkreślam, iż w opinii Centralnego Zarządu Służby Więziennej umożliwienie funkcjonariuszom i pracownikom więziennictwa powszechnego i nieograniczonego korzystania z prywatnych telefonów komórkowych na terenie jednostek organizacyjnych Służby Więziennej co najmniej znacząco utrudni przeciwdziałanie próbom nawiązywania nielegalnych kontaktów ze światem zewnętrznym przez osadzonych, a nawet może przyczynić się do uniemożliwienia skutecznego podejmowania takich działań, co niesie ze sobą poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, a w szczególności dla bezpieczeństwa jednostek penitencjarnych.

WZF.562.1.2018

Kontrole trzeźwości pracowników przez pracodawców. Rzecznik pyta ministra Jarosława Gowina, kiedy powstaną regulacje prawne

Data: 2020-12-02
  • Pracodawcy powinni mieć możliwość samodzielnej kontroli pracowników na obecność alkoholu czy substancji psychotropowych – z przestrzeganiem ich prawa do prywatności 
  • Szczególnie ważne jest to w przypadku kierowców autobusów, lekarzy, czy obsługi ruchu lotniczego
  • RPO pyta wicepremiera Jarosława Gowina o stan prac nad taką ustawową propozycją

Pracodawcy mają problemy wobec nieuregulowania procedury prewencyjnej kontroli trzeźwości pracownika. Dlatego Rzecznik zwrócił się do ministra rozwoju, pracy i  technologii Jarosława Gowina o przyspieszenie prac nad wprowadzeniem kompleksowej regulacji umożliwiającej przeprowadzanie takiej samodzielnej kontroli pracowników na obecność alkoholu, a także innych środków psychoaktywnych i odurzających.

Kontrowersje związane ze sprawdzaniem trzeźwości pracowników

Sąd Najwyższy w jednym z wyroków dopuścił stosowanie wyrywkowych kontroli trzeźwości. Możliwe to jest w sytuacjach, w których z uwagi na charakter pracy lub zakładu pracy istnieje ryzyko zagrożenia dla życia i zdrowia. Wskazał zarazem, że poddanie się profilaktycznym badaniom na trzeźwość należy zakwalifikować do podstawowych obowiązków pracownika, a uchylenie się od tego należy traktować jako ich naruszenie.

Tymczasem Urząd Ochrony Danych Osobowych stoi na stanowisku, że w obecnym stanie prawnym pracodawcy nie mogą samodzielnie kontrolować stanu trzeźwości pracowników, nawet wyrywkowo. Rozwiązania tego problemu nie znajdziemy również w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.

W efekcie kwestia ta nie znajduje jednoznacznego rozwiązania w orzecznictwie sądów powszechnych, które wydają różne wyroki. Do Rzecznika wpływają skargi pracowników, kwestionujące uprawnienia pracodawców do przeprowadzania kontroli.

Interwencja RPO: niezbędne jest szybkie stworzenie podstaw prawnych do przeprowadzania kontroli trzeźwości przez pracodawcę

Rzecznik dostrzega, że stworzenie skutecznego prawa regulującego problem wyrywkowych kontroli trzeźwości jest skomplikowane i wymaga wielu analiz oraz zbadania sytuacji prawnej i faktycznej różnych grup zawodowych, a także zapewnienia ochrony prywatności pracowników.

Z drugiej strony, aby chronić życie i zdrowie obywatelek oraz obywateli niezbędne jest szybkie stworzenie podstaw prawnych do weryfikowania przez pracodawcę stanu, w jakim znajduje się pracownik. Dotyczy to wielu zawodów i branż, newralgicznych dla ochrony życia i zdrowia, także bezpieczeństwa publicznego. W bardzo wielu sytuacjach stan trzeźwości pracowników ma decydujący wpływ na bezpieczeństwo innych osób, jak choćby w przypadku kierowców komunikacji miejskiej, czy w przewozach pasażerskich. Podobnie, gdy chodzi o lekarzy, pracowników zatrudnionych przy obsłudze maszyn i urządzeń budowlanych, czy przy też obsłudze ruchu lotniczego.

Z tego względu potrzebne jest stworzenie regulacji prawnej usuwającej wątpliwości co do podstaw prawnych badania prewencyjnego trzeźwości pracownika i zażywania przez niego substancji psychotropowych oraz respektującej jego prawo do prywatności podkreśla RPO.

Zapowiedź podjęcia działań nad przygotowaniem odpowiedniej regulacji prawnej zawarto w odpowiedzi z 24 września 2020 r., udzielonej RPO przez departament prawa pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. RPO poprosił ministra  Jarosława Gowina o przedstawienie informacji o stanie prac nad przygotowaniem odpowiedniej regulacji ustawowej i przewidywanym terminie ich zakończenia.

III.7044.65.2020

Funkcjonariusz SW nie użyje prywatnej „komórki” w więzieniu. Rzecznik ma wątpliwości

Data: 2020-11-24
  • Funkcjonariusze Służby Więziennej skarżą się na zakaz korzystania z prywatnych telefonów komórkowych na terenie więzienia czy aresztu
  • Jest to uzasadniane względami bezpieczeństwa
  • Nie ma jednak przepisów ustawowych dotyczących wprost takiego zakazu - wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich
  • A Konstytucja zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się

Do RPO zwrócił się funkcjonariusz SW w sprawie zakazu korzystania przez funkcjonariuszy i pracowników więziennictwa z prywatnych telefonów komórkowych na terenie jednostek penitencjarnych. Zakaz ma być uzasadniany względami bezpieczeństwa jednostek, a konkretnie przepisem, że na ich terenie nie wolno posiadać „przedmiotów niedozwolonych”.

W efekcie pracownicy i funkcjonariusze SW podczas pracy i służby są pozbawieni prawa do kontaktu ze światem zewnętrznym, w tym z rodzinami.

W ocenie wnioskodawcy zakaz wynika z interpretacji przepisów, że telefony są środkami łączności i nie mogą być dostępne dla skazanych. Zakaz ich posiadania przez funkcjonariuszy i pracowników opiera się na założeniu braku zaufania do podwładnych

Zdaniem funkcjonariusza osadzeni w zakładach karnych typu półotwartego i otwartego mają nieskrępowany dostęp do samoinkasujących aparatów telefonicznych, z których mogą dzwonić na numery komórkowe i stacjonarne,  bez kontroli. A funkcjonariusze tylko w niektórych jednostkach mają dostęp do telefonów stacjonarnych, z kilkoma często zajętymi wyjściami telefonicznymi na zewnątrz, z których mogą dzwonić wyłącznie na numery stacjonarne.

- Skazani są zatem obdarzeni większym zaufaniem i poszanowaniem praw obywatelskich niż funkcjonariusze SW i pracownicy więziennictwa – podkreśla funkcjonariusz. A zgodę na korzystanie z telefonów komórkowych ma  kierownictwo jednostek penitencjarnych, które odmawia tego podwładnym.

W ocenie RPO argumenty wnioskodawcy nie są pozbawione podstaw prawnych i nasuwają wątpliwości interpretacyjne.

Przepisy dotyczące korzystania z samoinkasujących aparatów telefonicznych dotyczą tylko osadzonych. Nie istnieją natomiast przepisy rangi ustawowej bezpośrednio zakazujące używania telefonów komórkowych przez funkcjonariuszy SW i  pracowników więziennictwa.

Zakaz ten wynika zatem z interpretacji pojęcia przedmiotu niedozwolonego, które jest pojemne i niedookreślone, gdyż nie istnieją przepisy, które enumeratywnie wymieniają przedmioty niedozwolone. Ich katalog jest otwarty. Zamieszczona w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości w sprawie sposobu ochrony jednostek definicja przedmiotu niedozwolonego jest szeroka i nie jest skierowana wprost do funkcjonariuszy i pracowników więziennictwa.

Tymczasem art. 49 Konstytucji zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony. Zgodnie zaś z art. 47 Konstytucji, każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

Rzecznik dostrzega brak klarownych przepisów rangi ustawowej, które nakładałyby na funkcjonariuszy i pracowników więziennictwa całkowity zakaz korzystania z prywatnych telefonów komórkowych na terenie jednostek.

Dlatego zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił gen. Jacka Kitlińskiego, dyrektora generalnego SW o zbadanie zagadnienia i ustosunkowanie się do przedstawionych argumentów.

WZF.562.1.2018

Dostęp do badań prenatalnych po wyroku TK. Webinarium eksperckie RPO 23 listopada 2020 r. 

Data: 2020-11-23

Podczas zorganizowanego przez RPO 23 listopada 2020 r. webinarium przedstawicielki środowiska medycznego i prawniczego dyskutowały o dostępie do badań prenatalnych w Polsce w kontekście wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r. w sprawie K 1/20.

TK orzekł, że art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (Dz. U. Nr 17, poz. 78 ze zm.), zgodnie z którym dopuszczalne było przerwanie ciąży w przypadku, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, jest niezgodny z art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

W dyskusji wzięły udział:

  • prof. Olga Haus, Polskie Towarzystwo Genetyki Człowieka
  • prof. Maria Respondek-Liberska, Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Kardiologii Prenatalnej
  • Kamila Ferenc, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
  • dr Atina Krajewska, Birmingham Law School

Prof. Olga Haus przedstawiła problematykę podejmowania indywidualnych decyzji prokreacyjnych w przypadkach ryzyka pojawienia się wad wrodzonych lub wystąpienia zaburzeń rozwojowych u potomstwa. Ekspertka wskazała, że na decyzje prokreacyjne kobiet bądź par wpływ ma szereg czynników, w tym m.in. światopogląd, wyznawana religia, wiek, stan zdrowia, predyspozycje psychiczne, fakt posiadania bądź nie dzieci czy stan zamożności.

Podkreśliła, że nikt nie ma prawa ingerować w indywidualne decyzje prokreacyjne potencjalnych rodziców/matki, niezależnie od tego, jakie by one nie były i jak niezgodne są ze światopoglądem danej osoby, w tym też ze światopoglądem lekarza.

Prof. Olga Haus wskazała również, że państwo nie oferuje wystarczającego wsparcia, w tym wsparcia materialnego dla kobiet w przypadku, gdy istnieje ryzyko wystąpienia wady u płodu oraz dla matek i rodzin. Tymczasem koszty wizyt u kolejnych specjalistów, wykonywania nierefundowanych badań czy rehabilitacja są bardzo wysokie.

Przestrzegała także przed stygmatyzującym językiem używanym w przestrzeni publicznej w odniesieniu do dzieci z niepełnoprawnościami. Dzieciom tym, podobnie jak ich rodzicom należy się przede wszystkim szacunek.

Z kolei prof. Maria Respondek-Liberska wskazała na fakt, że badania prenatalne gwarantują możliwość wdrożenia leczenia, w tym leczenia ratującego życie, już na etapie życia płodowego. Mitem jest więc twierdzenie, że badania prenatalne wykonywane są jedynie w celu terminacji ciąży. Wykonanie badania prenatalnego może zwiększyć szansę na przyjście na świat zdrowego dziecka.

Ekspertka wskazała też na niedostatki w zakresie finansowania badań prenatalnych służących wykryciu wad serca płodu oraz na konieczność zapewnienia wsparcia, także materialnego dla kobiet w ciąży.

Profesor zauważyła też, że istotnym problemem w diagnostyce prenatalnej jest niewystarczający czas poświęcany na studiach medycznych na edukację w zakresie wykonywania m.in. badań USG. W jej ocenie konieczna jest pilna reforma programów nauczania na kierunkach lekarskich.

Kolejna ekspertka Kamila Ferenc zwróciła uwagę, że każda kobieta ma prawo do informacji o stanie płodu, jego ewentualnych schorzeniach i wadach oraz możliwościach ich leczenia w okresie płodowym. Warunkiem skutecznego skorzystania z tego prawa jest zapewnienie realnej możliwości dostępu do badań prenatalnych.

Ekspertka podkreśliła, że w Polsce istnieje szereg barier organizacyjnych i instytucjonalnych w dostępie do badań prenatalnych. Zdarza się, że lekarze odmawiają wystawienia pacjentce skierowania na badania prenatalne z powołaniem się na klauzulę sumienia bądź celowo opóźniają możliwość przeprowadzenia badania. Z kolei przewidziana w ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta instytucja sprzeciwu od orzeczenia lekarza w rzeczywistości jest instytucją nieskuteczną i niegwarantującą poszanowania praw pacjentek.

Kamila Ferenc zwróciła też uwagę, że brak jest dostępnych środków służących wyegzekwowaniu prawa do badań penalnych czy możliwości terminacji ciąży. Dostępne mechanizmy (np. powództwo o naruszenie dóbr osobistych) mają wyłącznie charakter następczy.

W ocenie ekspertki wyrok TK może mieć efekt mrożący w zakresie dostępu do badań prenatalnych i zabiegów aborcji. W jej ocenie konieczne jest podejmowanie inicjatyw edukacyjnych, służących podniesieniu świadomości pacjentek na temat przysługujących im praw.

Ostatnia z uczestniczek dyskusji dr Atina Krajewska zwróciła uwagę na wynikający z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka standard w zakresie dostępu do badań prenatalnych. Z orzecznictwa strasburskiego wynika przede wszystkim konieczność zapewnienia przez państwo efektywnego dostępu do badań prenatalnych. Informacje uzyskane w wyniku badań prenatalnych stanowią dane medyczne kobiety.

Ekspertka podkreśliła, że wyrok TK nie zmienia faktu, że Konwencja chroni prawo do otrzymywania informacji o swoim zdrowiu. Zatem, państwo ma nadal obowiązek zapewnić dostęp do badań prenatalnych kobietom w ciąży, ponieważ dane te są informacjami o ich zdrowiu.

Podczas dyskusji zwrócono m.in. uwagę na:

  • konieczność przełamywania tendencji do zamykania się przez przedstawicieli różnych środowisk w swoich „bańkach” i podjęcia interdyscyplinarnej dyskusji dotyczącej badań prenatalnych;
  • arbitralność i bark uzasadnienia prawnego i medycznego dla ograniczenia czasowego w dostępie do zabiegów aborcji (22 tydzień) w przypadku zaistnienia przesłanki embriopatologicznej;
  • konieczność zmiany podejścia do edukacji studentów medycyny, tak aby jakość przeprowadzanych przez nich badań oraz oferowanych porad lekarskich była jak najwyższa;
  • potrzebę zagwarantowania szerszego dostępu do badań prenatalnych.

Tutaj można odsłuchać webinarium: https://youtu.be/E7RRgGRr8ms 

Czy wszyscy funkcjonariusze pionu łączności pełnili służbę w organach bezpieczeństwa PRL? Pytanie prawne RPO do SN

Data: 2020-11-23
  • Sąd Najwyższy zbada pytanie prawne Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie uznawania wszystkich funkcjonariuszy pionu łączności sprzed 1990 r. za pełniących służbę w organach bezpieczeństwa PRL

Do RPO wpływają wnioski wskazujące na rozbieżności w orzecznictwie sądowym w zakresie kwalifikowania służby w Milicji Obywatelskiej pełnionej w Wydziałach Łączności Wojewódzkich Urzędów Spraw Wewnętrznych w latach 1984-1990 jako służby w organach bezpieczeństwa państwa. Rozbieżności dotyczą oceny zgodności z prawdą oświadczeń lustracyjnych składanych w trybie ustawy lustracyjnej z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów.

Część sądów przyjmuje, że osoba, która pełniła w latach 1984-1990 służbę w Zarządzie Łączności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Wydziałach Łączności WUSA, jest osobą, która pełniła służbę w organach bezpieczeństwa - w myśl ustawy z 2006 r. Pozostałe sądy uważają natomiast, że brak jest na to przekonujących argumentów. 

W ocenie Rzecznika rozstrzygnięcie tych rozbieżności wymaga przyjęcia, że wydany w 1990 r. przez Ministra Spraw Wewnętrznych akt wewnętrzny (zarządzenie nr 043/90 z 10 maja 1990 r.) nie może w sposób dorozumiany kształtować sytuacji prawnej jednostki.

Z punktu widzenia analizowanego problemu prawnego szczególne znaczenie przypisać należy art. 2 ust. 3 ustawy lustracyjnej, który mówi o jednostkach organizacyjnych MSW, które „z mocy prawa” podlegały rozwiązaniu. Użyte w art. 2 ust. 3 ustawy lustracyjnej określenie „z mocy prawa” z pewnością zaś oznacza, że nie chodzi tutaj o rozwiązanie jednostek MSW na mocy aktu kierownictwa wewnętrznego. Zarządzenie MSW z 1990 r. może więc co prawda posiłkowo być wykorzystane w procesie wykładni prawa, ale nie może samoistnie przesądzać o tym, jakie jednostki jako jednostki Służby Bezpieczeństwa podlegały rozwiązaniu w chwili zorganizowania Urzędu Ochrony Państwa.

Zasadnicza i istotna różnica dotyczy tego, w jaki sposób przez ustawodawcę zostali potraktowani funkcjonariusze, którzy pełnili służbę w MO oraz funkcjonariusze, którzy służyli w SB. Pierwsi - z wyjątkiem tych, którzy do 31 lipca 1989 r. byli funkcjonariuszami SB - z mocy samego prawa stali się policjantami i w dalszym ciągu pełnili służbę w policji, drudzy zaś z mocy samego prawa zostali zwolnieni ze służby. Jednostki organizacyjne pierwszej grupy funkcjonariuszy z mocy prawa podlegały więc rozwiązaniu w chwili zorganizowania Policji (por. art. 147 ustawy o Policji), a oni sami stali się policjantami (art. 149 ust. 1 ustawy o Policji). Natomiast jednostki organizacyjne drugiej grupy funkcjonariuszy, jak tego wymaga art. 2 ust. 3 ustawy lustracyjnej, podlegały rozwiązaniu w chwili zorganizowania UOP, zaś oni sami zostali z mocy prawa zwolnieni ze służby (art. 131 ust. 1 ustawy o Urzędzie Ochrony Państwa).

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich prowadzi to do wniosku, że osoby, które pełniły służbę w Wydziałach Łączności WUSW w latach 1984-1990 i następnie z chwilą rozwiązania Milicji Obywatelskiej z mocy prawa stały się policjantami (art. 149 ust. 1 ustawy o Policji), pełniły służbę w jednostkach MSW, które z mocy prawa podlegały rozwiązaniu z chwilą zorganizowania Policji (art. 147 ust. 2 ustawy o Policji) - a nie w jednostkach MSW, które z mocy prawa podlegały rozwiązaniu w chwilą zorganizowania UOP, jak tego wymaga art. 2 ust. 3 ustawy lustracyjnej. W konsekwencji nie pełniły one służby w jednostkach SB w rozumieniu art. 2 ust. 3 ustawy lustracyjnej.

Rozbieżności mają zasadnicze znaczenie z punktu widzenia ochrony praw jednostki. Osoba, która złożyła uznane za nieprawdziwe oświadczenie lustracyjne, staje się tzw. „kłamcą lustracyjnym”. Ma to wpływ na  jej prawnie chronione dobra, jak cześć i dobre imię (art. 47 Konstytucji). Osoba dopuszczająca się kłamstwa postrzegana jest przez społeczeństwo jako niegodna szacunku. Osoba taka może także zostać pozbawiona dostępu do służby publicznej (art. 60 Konstytucji), co jest bezpośrednią konsekwencją obowiązywania art. 21e ust. 1 ustawy lustracyjnej. 

Dlatego RPO zadał Izbie Karnej SN pytanie prawne: Czy osoba, która była funkcjonariuszem Wydziału Łączności Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych funkcjonującego w latach 1984-1990 i która na  podstawie art. 149 ust. 1 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji z chwilą rozwiązania Milicji Obywatelskiej stała się policjantem, jest osobą, która pełniła służbę w organach bezpieczeństwa państwa w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 5 w związku z ust. 3 ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji  o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów. 

WZF.7060.215.2018

Koronawirus. Pogrzeby i sprowadzenie zwłok z zagranicy. Pytania na infolinię RPO 800-676-676

Data: 2020-11-23

Eksperci BRPO odpowiadają na pytania pod bezpłatnym telefonem 800 676 676. Podejmują też interwencje i wyjaśniają sytuacje sporne i wątpliwe. O tym można przeczytać tu: INTERWENCJE RPO W SPRAWIE KORONAWIRUSA

Pan telefonuje z Belgii. Prosi o podanie przepisów dot. możliwości sprowadzenia zwłok jego zmarłego ojca do Polski oraz obostrzeń dot. organizacji pogrzebu.

Problem sprowadzania zwłok z zagranicy w związku z epidemią  związaną z wirusem COVID-19 był już podejmowany przez Rzecznika Praw Obywatelskich w maju 2020 roku.

Przepisy dotyczące zakazu sprowadzania z zagranicy i wywozu poza granicę Rzeczypospolitej Polskiej oraz przewozu przez terytorium Rzeczypospolitej Polskiej zwłok i szczątków ludzkich, z wyłączeniem szczątków powstałych ze spopielenia zwłok obowiązywały do dnia 15 maja 2020 r. Obecnie odstąpiono od zakazu sprowadzania z zagranicy i wywozu poza granicę Rzeczypospolitej Polskiej oraz przewozu przez terytorium Rzeczypospolitej Polskiej zwłok i szczątków ludzkich, przy zachowaniu warunków zapewniających bezpieczeństwo sanitarne zgodnie z obowiązującymi przepisami ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych oraz wydanymi na jej podstawie rozporządzeniami (przewożenie zwłok w trumnach metalowych lub posiadających wkład metalowy jest rozwiązaniem wpisującym się we wskazany proces).

Kwestię natomiast  dotyczącą organizacji pogrzebu reguluje §28 ust.8  rozporządzenia dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Zgodnie z którym zgromadzenia organizowane w ramach działalności kościołów i innych związków wyznaniowych mogą się odbywać, pod warunkiem że :

w przypadku, gdy zgromadzenie odbywa się;

1)  w budynkach i innych obiektach kultu religijnego, znajduje się w nich, przy zachowaniu odległości nie mniejszej niż 1,5 m, nie więcej uczestników niż:

a) 1 osoba na 15 m2 powierzchni - do dnia 29 listopada 2020 r.,

b) 1 osoba na 7 m2 powierzchni - od dnia 30 listopada 2020 r.

- oprócz osób sprawujących kult religijny lub osób dokonujących pochowania lub osób zatrudnionych przez zakład lub dom pogrzebowy w przypadku pogrzebu, oraz że uczestnicy realizują obowiązek zakrywania ust i nosa, o którym mowa w § 27 ust. 1, z wyłączeniem osób sprawujących kult religijny.

2) na zewnątrz, uczestnicy przebywają w odległości nie mniejszej niż 1,5 m od siebie i realizują obowiązek zakrywania ust i nosa, o którym mowa w § 27 ust. 1, z wyłączeniem osób sprawujących kult religijny.

Stan prawny na 20 listopada 2020r.

Pani pyta czy jej rodzice, obecnie na stałe mieszkający w Szkocji, będą musieli przejść kwarantannę jeśliby chcieli przyjechać do Polski na pogrzeb.

Nie, nie ma takiego obowiązku.

Zgodnie z treścią przepisu § 3 ust.2 pkt 12 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9.X.2020 w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii – obowiązku odbycia kwarantanny po przekroczeniu granicy nie stosuje się do obywateli Rzeczpospolitej Polskiej.

Stan prawny na dzień 25 listopada 2020r.

Z ABW wyciekły dane nt. liderki Strajku Kobiet. Rzecznik prosi Agencję o wyjaśnienia

Data: 2020-11-16
  • Media ujawniły, że jedna z liderek Strajku Kobiet ubiegała się o przyjęcie do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego
  • Zaniepokojony tym wyciekiem Rzecznik Praw Obywatelskich prosi o wyjaśnienia szefa ABW płk. Krzysztofa Wacławka
  • Pyta m.in., czy o tej sprawie poinformowano organy ścigania

Z doniesień prasowych RPO dowiedział się o wycieku danych osobowych dotyczących postępowania kwalifikacyjnego wobec kandydatów do służby w ABW. 

Dane osobowe odnoszą się zarówno do samego faktu wzięcia udziału w postępowaniu kwalifikacyjnym do służby w ABW konkretnych osób (w tym Marty Lempart), jak i istotnych danych dotyczących tego postępowania, m.in. dat i przebiegu rekrutacji.

Ze względu na szczególne wymagania kandydatów do służby w ABW dane osobowe przetwarzane w związku z postępowaniem kwalifikacyjnym podlegają ochronie na podstawie ustawy o ochronie informacji niejawnych. Dotyczą one bowiem szczegółowych danych dotyczących życia prywatnego, rodzinnego, zawodowego, a także takich informacji, jak m.in. stan zdrowia, przynależność do partii politycznych, związków zawodowych, karalność.

W artykule wskazano też na podejrzenie umorzenia postępowania wyjaśniającego w sprawie ujawnienia tych danych.

Wszystko to budzi zaniepokojenie RPO z punktu widzenia prawa do prywatności oraz ochrony danych osobowych. Standard wynikający z art. 47 oraz 51 Konstytucji wskazuje, że obywatele mają prawo oczekiwać, że wszystkie informacje pozyskiwane na ich temat będą odpowiednio zabezpieczone. W przypadku postępowania kwalifikacyjnego wobec kandydatów do służby w ABW mamy do czynienia z głęboką ingerencją w prywatność, dlatego te gwarancje realizowane muszą być w sposób ścisły.

Rzecznik spytał szefa ABW płk Krzysztofa Wacławka, jakie działania podjęto w tej sprawie, a zwłaszcza czy w związku z informacją, że doszło do wycieku informacji niejawnych, o sprawie poinformowano organy ścigania.

VII.501.294.2020

 

Czy pozwolić na spotkanie dziecka z rodzicem-antycovidowcem? - pytania na infolinię RPO 800-676-676

Data: 2020-11-10

Pani, która jest po rozwodzie, ma wątpliwości, czy powinna umożliwić widywanie się ojca z dzieckiem, w związku z pogarszającą się sytuacją epidemiczną. Dziecko cierpi na pewne schorzenia, a ojciec należy do antycovidowców i w jej ocenie zachowuje się nieodpowiedzialnie.

Zakładamy, że kontakty ojca z dzieckiem są uregulowane sądownie (na mocy postanowienia sądu lub porozumienia rodziców) i orzeczenie w tym przedmiocie jest prawomocne. Według stanu prawnego na dzień 9 listopada 2020 r. wygląda to tak:

Prawo do utrzymywania kontaktów z dzieckiem jest prawem osobistym rodziców i przez to niezależnym od władzy rodzicielskiej. Osobista styczność rodziców z dziećmi jest zasadą, która jedynie w wyjątkowych przypadkach może podlegać ograniczeniu lub nawet wyłączeniu. Z tego powodu odstąpienia od wykonywania kontaktów nie uzasadnia samo subiektywne przekonanie jednego z rodziców, jeśli nie znajduje ono odzwierciedlenia w okolicznościach faktycznych danej sytuacji. Warto też dodać, że realizacja osobistej styczności z dzieckiem może następować w różnej formie m.in. poprzez przebywanie z dzieckiem (odwiedziny, spotkania, zabieranie dziecka poza miejsce jego stałego pobytu) i bezpośrednie porozumiewanie się, jak również utrzymywanie korespondencji, korzystanie z innych środków porozumiewania się na odległość, w tym ze środków komunikacji elektronicznej (art. 113 § 2 k.r.o.).

Sytuacje, w których może nastąpić ograniczenie bądź wyłączenie kontaktów rodzica z dzieckiem określa Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Naczelną zasadą, która winna przyświecać zarówno decyzjom rodziców co do wykonywanej pieczy nad dzieckiem, jak i przesłanką, którą zawsze powinien brać pod uwagę sąd rodzinny jest dobro dziecka.

Zatem, jeżeli wymaga tego dobro dziecka, sąd opiekuńczy ograniczy utrzymywanie kontaktów rodziców z dzieckiem. Sąd opiekuńczy może między innymi: zakazać spotykania się z dzieckiem, zakazać zabierania dziecka poza miejsce jego stałego pobytu bądź ograniczyć kontakty do określonych sposobów porozumiewania się na odległość (art. 1132 k.r.o.). W sytuacji, gdy dobro dziecka jest zagrożone wraz z wnioskiem o zmianę kontaktów, motywowanego tą okolicznością, może zostać złożony wniosek o zabezpieczenie, który po rozpatrzeniu przez Sąd ureguluje zasady i formy kontaktów na czas trwania postępowania sądowego.

Próba utrudniania lub samowolnego ograniczania drugiemu rodzicowi kontaktów z dzieckiem, może skutkować wystąpieniem przez niego do sądu rodzinnego z wnioskiem o zagrożenie ukaraniem za utrudnianie wykonywania kontaktów z dzieckiem (bądź za ich nierealizowanie). W konsekwencji może to skutkować karą finansową dla rodzica, który do postanowienia o kontaktach się nie stosuje (art. 59815, art. 59816 i art. 59822  k.p.c.).

Tematyka realizacji kontaktów rodziców z dziećmi poruszana była również przez Rzecznika Praw Obywatelskich w wystąpieniach generalnych. W piśmie z dnia 09.11.2020 r. Rzecznik zwrócił uwagę m.in. na problemy z wykonywaniem kontaktów, które zostały orzeczone w miejscu, które wskutek ograniczeń epidemicznych jest obecnie zamknięte, a rodzic uprawniony do kontaktu nie może go zrealizować, nie może także wystąpić do sądu o szybką reakcję.

Koronawirus. Czy wyrzucą babcię z sanatorium? Czy mogę przyjąć gości - pytania na infolinię RPO 800-676-676

Data: 2020-11-10

Starsza Pani przyjechała do Zabrza na leczenie. Ma opłacony pobyt w hotelu do 13 listopada. Kierownictwo hotelu poinformowało ją, że ma się wyprowadzić do północy (mimo, że brak było przepisów na godz. 15 w dniu 6.11.2020 r.) – jak to jest z pobytami już rozpoczętymi w hotelach i jak wyglądają obostrzenia dotyczące usług hotelarskich na dzień dzisiejszy.

Z dniem 7 listopada weszły w życie kolejne obostrzenia w związku ze stanem epidemii. W opublikowanymi w Dzienniku Ustaw pod poz.1972 zmianami dotychczas obowiązującego rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9.X.2020r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii w § 6 ust.2 określone zostały warunki funkcjonowania hoteli.

2.  Do dnia 29 listopada 2020 r. prowadzenie usług hotelarskich w rozumieniu art. 3 ust. 1 pkt 8 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o usługach hotelarskich oraz usługach pilotów wycieczek i przewodników turystycznych (Dz. U. z 2019 r. poz. 238 oraz z 2020 r. poz. 374 i 568) jest dopuszczalne, z wyłączeniem działalności, o której mowa w ust. 1 pkt 1 i 3, wykonywanej na terenie prowadzenia usług hotelarskich, wyłącznie:

  1. w zakresie działalności hoteli robotniczych lub hoteli dla pracowników sezonowych (ujętej w Polskiej Klasyfikacji Działalności w podklasie 55.90.Z);
  2. dla gości:
  • korzystających z tych usług w ramach podróży służbowej, o której mowa w art. 775 § 1 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. - Kodeks pracy, lub podróży wykonywanej w związku z czynnościami służbowymi lub zawodowymi, lub związanymi z wykonywaniem działalności gospodarczej,
  • będących zawodnikami korzystającymi z tych usług w czasie zgrupowań i współzawodnictwa sportowego,
  • będących osobami wykonującymi zawód medyczny w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej,
  • będących pacjentami i ich opiekunami, jeżeli konieczność zapewnienia im zakwaterowania wynika z warunków określonych dla danego świadczenia opieki zdrowotnej.

2a. Prowadzenie działalności, o której mowa w ust. 1 pkt 2, na terenie prowadzenia usług hotelarskich, jest dopuszczalne wyłącznie dla gości, o których mowa w ust. 2, których pobyt wynosi co najmniej jedną dobę hotelową.

2aa. Potwierdzeniem odpowiednio podróży albo zgrupowania i współzawodnictwa sportowego, albo wykonywania zawodu medycznego w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej, albo konieczności zapewnienia zakwaterowania wynikającego z warunków określonych dla danego świadczenia opieki zdrowotnej, o których mowa w ust. 2 pkt 2, jest odpowiednio dokument wystawiony przez pracodawcę albo polski związek sportowy, o którym mowa w art. 13 ust. 1 ustawy z dnia 25 czerwca 2010 r. o sporcie (Dz. U. z 2020 r. poz. 1133), albo podmiot wykonujący działalność leczniczą, albo pisemne oświadczenie gościa, o którym mowa w ust. 2 pkt 2.

2ab. Do prowadzenia usług hotelarskich w rozumieniu art. 3 ust. 1 pkt 8 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o usługach hotelarskich oraz usługach pilotów wycieczek i przewodników turystycznych stosuje się przepisy ust. 11-11c, 13 i 14.

2b.  Prowadzenie działalności, o której mowa w ust. 9, na terenie prowadzenia usług hotelarskich, jest dopuszczalne wyłącznie dla gości, o których mowa w ust. 2, których pobyt wynosi co najmniej jedną dobę hotelową, pod warunkiem zapewnienia, aby:

  • goście realizowali obowiązek zakrywania ust i nosa, o którym mowa w § 27 ust. 1, do czasu zajęcia przez nich miejsc, w których będą spożywali posiłki lub napoje;
  • goście zajmowali co drugi stolik i odległość między stolikami wynosiła co najmniej 1,5 m, chyba że między stolikami znajduje się przegroda o wysokości co najmniej 1 m, licząc od powierzchni stolika;
  • obsługa realizowała obowiązek zakrywania ust i nosa, o którym mowa w § 27 ust. 1.

W analizie zgłoszonego problemu pomocna będzie treść pkt 2 d) dot. możliwości korzystania z usług hotelowych przez pacjentów (i ich opiekunów), jeżeli  konieczność zapewnienia im zakwaterowania wynika z warunków określonych dla danego świadczenia zdrowotnego.

Przepisy nie określają czy goście, którzy mieli wcześniej wykupiony pobyt mogą pozostać w hotelu, zgodnie z planami.

Cytowana w pytaniu informacja o konieczności opuszczenia hotelu do północy w dniu 6 listopada zapewne wiąże się z tym, że zmiana rozporządzenia wchodzi w życie z dniem 7 listopada 2020 r.

Pan kupił bilet kolejowy w związku z wyjazdem do sanatorium. Ponieważ wyjazd jest niemożliwy, chciał zwrócić bilet. Uzyskał informację, że od ceny biletu zostanie potrącone 15% jako opłata manipulacyjna. Pan uważa, że nie powinien ponosić opłaty, gdyż wyjazd nie doszedł do skutku nie z jego winy.

Zgodnie z komunikatami na stronie przewoźnika PKP , dotyczące zwrotu biletów zakupionych przed 4 marca 2020 r. Zwrot należności za bilety na przejazd tymi pociągami dokonywany był  w pełnej wysokości, bez potrącania odstępnego.

Jednakże,  na stronie przewoźnika pojawiła się informacja, że zwroty biletów zakupionych po 4 marca 2020 r. dokonywane są na warunkach określonych w regulaminach czyli :"według obowiązujących przepisów, jeśli bilet zostanie zwrócony do 15 minut przed odjazdem pociągu ze stacji wsiadania wskazanej na bilecie, to system zwraca nam 85 proc. kwoty za bilet ważny na przejazd pociągiem EIP, EIC, IC, TLK".

Odnosząc się do kwestii konkretnego problemu z pytania,  w pierwszej kolejności zasadne jest złożenie reklamacji do przewoźnika, z wnioskiem o wypłatę potrąconej kwoty za zwrot biletu i powołanie się na nadzwyczajne okoliczności, wywołane pandemią związaną z wirusem Covid-19. Fakt, wystąpienia wszelkich ograniczeń, nakazów i zakazów spowodował ograniczenia w działaniach wielu podmiotów gospodarczych, w tym także podmiotów świadczących usługi lecznicze jakimi są sanatoria. Zatem pasażer nie był, w stanie przewidzieć takiej sytuacji ani swoim działaniem temu zapobiec.

W ciągu 30 dni spółka kolejowa powinna zająć stanowisko, w sprawie składanej reklamacji.
W przypadku niezadowolenia z uzyskanej odpowiedzi mamy prawo do złożenia odwołania, w tym przypadku spółka kolejowa ma 14 dni na odpowiedź.

Na pewno, warto też skorzystać z pomocy instytucji dedykowanej w tego rodzaju sporach z przewoźnikiem jakim jest Rzecznik Praw Pasażera Kolei:

https://www.pasazer.gov.pl/o-rzeczniku,

  • 801 044 080 -dla połączeń z telefonów stacjonarnych,
  • 22 460 40 80 dla połączeń wykonywanych z telefonów komórkowych.
  • Rzecznik Praw Pasażera Kolei będzie mógł reprezentować nas w sporze z przewoźnikiem.

Czy można zrobić spotkanie towarzyskie w sobotę?

Pan pyta, czy może zorganizować w najbliższą sobotę, spotkanie towarzyskie z znajomymi w domu na 12 osób ? - ograniczenia odnośnie zgromadzeń i zakres ich zastosowania, czy dotyczą tylko przestrzeni publicznej, czy również prywatnych mieszkań i domów?

Zgodnie z § 28 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii do odwołania zakazuje się organizowania zgromadzeń rozumianych zgodnie z art. 3 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach, które byłyby liczniejsze niż 5 osób. Również inne zgromadzenia niż rozumiane zgodnie z art. 3 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. - Prawo o zgromadzeniach nie mogą być organizowane, a to na podstawie §  28 ust. 9 ww. rozporządzenia. Od tych ogólnych zasad zostały jednak przewidziane pewne wyjątki. Tak m.in. stanowi § 28 ust. 9 pkt 2 ww. rozporządzenia, zgodnie z którym od zakazu organizowania zgromadzeń są wyłączone imprezy i spotkania do 20 osób, które odbywają się w lokalu lub budynku wskazanym jako adres miejsca zamieszkania lub pobytu osoby, która organizuje imprezę lub spotkanie. Zatem jeśli spotkanie towarzyskie w gronie 12 znajomych ma się odbyć w domu gospodarza to nie powinno to rodzić problemów prawnych – stan prawny na dzień 9.11.2020 r.

Do rozważenia pozostaje jednak kwestia organizowania tego typu spotkania z uwzględnieniem panującej sytuacji epidemicznej. Nasze zachowania przede wszystkim powinny być motywowane bezpieczeństwem sanitarnym i próbą zahamowania rozpowszechniania się wirusa, czemu na pewno nie sprzyjają spotkania z dużą grupą znajomych, z którymi na co dzień bezpośredniego kontaktu nie utrzymujemy.

Dylematy prawa i bioetyki - pora na działanie. Publikacja RPO

Data: 2020-11-04

Braki legislacyjne w zakresie bioetyki wpływają na stan poszanowania praw obywateli w zupełnie podstawowym zakresie. Chodzi o prawo do ochrony życia i zdrowia, prawo do prywatności czy autonomię jednostki. Zaniedbania są wieloletnie. Rządzący z jednej strony unikali ważnych, choć drażliwych społecznie tematów, z drugiej zaś podejmowali arbitralne, nierzadko uzasadnione wyłącznie doraźnym interesem politycznym decyzje. Posunięcia bez legitymacji społecznej oraz agresywny język, jakim toczona była debata publiczna, pogłębiały tylko podziały w społeczeństwie i sprzyjały podsycaniu negatywnych emocji.

Konsekwencje widoczne są dziś na ulicach, na których tysiące ludzi o różnych przekonaniach protestuje przeciw zmianom w prawie antyaborcyjnym i sposobowi ich wprowadzenia. Mamy nadzieję, że ich głos sprzeciwu zostanie usłyszany i wysłuchany. Pragniemy jednocześnie podkreślić, że istnieje szereg innych zagadnień bioetycznych, których niepodjęcie przez rządzących może przynieść kolejne kryzysy społeczne.

W społeczeństwie demokratycznym wszelkie zmiany prawne i decyzje, w szczególności te dotyczące budzących kontrowersje społeczne problemów bioetycznych, winny być poprzedzone spokojną, rzetelną, rozłożoną w czasie i inkluzywną debatą publiczną. Debatą prowadzoną z szacunkiem dla drugiego człowieka i otwartością na niego i jego przekonania oraz doświadczenia. 

Dziś, gdy dyskusja o prawie do aborcji i wadach letalnych żywo toczy się zarówno w mediach jak i na ulicach, prezentujemy publikację stanowiącą przegląd najważniejszych zagadnień bioetycznych, którymi w latach 2015–2020 zajmował się Rzecznik Praw Obywatelskich oraz zbiór postulatów, skierowanych w pierwszej kolejności do rządzących, a dotyczących między innymi, lecz nie wyłącznie, konieczności prawnego uregulowania szeregu kwestii ważnych dla obywateli, takich jak chociażby wykonywanie testów genetycznych czy oświadczenia pro futuro.

ABW nie może żądać dokumentacji leczenia psychiatrycznego na potrzeby swych sprawdzeń

Data: 2020-11-03
  • Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego żąda od lekarzy psychiatrów kopii całości dokumentacji pacjentów leczonych psychiatrycznie - na potrzeby swych postępowań ws. dostępu do informacji niejawnych
  • Wykracza to poza granice zakreślone przez obowiązujące prawo – podkreśla RPO
  • Funkcjonariusze ABW mogą bowiem żądać informacji o chorobie psychicznej lub innych zakłóceniach czy o uzależnieniu od alkoholu, środków odurzających lub substancji psychotropowych
  • Według przepisów nie mają zaś dostępu do informacji dotyczących samego przebiegu procesu leczenia oraz metod leczenia stosowanych przez psychiatrę

Do Rzecznika Praw Obywatelskich zwracają się lekarze psychiatrzy w sprawie żądania od nich informacji o pacjentach na potrzeby postępowań sprawdzającech, prowadzonych przez ABW w trybie ustawy z 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych. Przeprowadza się je w celu ustalenia, czy dana osoba daje rękojmię zachowania tajemnicy prawnie chronionej.

W toku poszerzonego postępowania sprawdzającego ustala się (art. 24 ust. 3 pkt 2 i 3 ustawy o ochronie informacji niejawnych), czy istnieją wątpliwości dotyczące informacji o chorobie psychicznej lub innych zakłóceniach czynności psychicznych ograniczających sprawność umysłową i mogących negatywnie wpłynąć na zdolność osoby sprawdzanej do wykonywania prac związanych z dostępem do informacji niejawnych, a także czy są wątpliwości dotyczące uzależnienia od alkoholu, środków odurzających lub substancji psychotropowych.

Z art. 50 ust. 1 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego wynika, że osoby wykonujące czynności wynikające z tej ustawy są obowiązane do zachowania w tajemnicy wszystkiego, o czym powezmą wiadomość w związku z wykonywaniem tych czynności.

Przepis ten jest ściśle związany z art. 13 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, stanowiącym, że pacjent ma prawo do zachowania w tajemnicy przez osoby wykonujące zawód medyczny, w tym udzielające mu świadczenia zdrowotnego, informacji z nim związanych, a uzyskanych w związku z wykonywaniem zawodu medycznego.

Jednakże według art. 50 ust. 2 pkt 4 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego od obowiązku zachowania tej tajemnicy osoby takie są zwolnione w stosunku do ABW i jej pisemnie upoważnionych funkcjonariuszy w zakresie niezbędnym do przeprowadzenia postępowania sprawdzającego.

Funkcjonariusze ABW są zatem uprawnieni na podstawie pisemnego upoważnienia do żądania w toku postępowania sprawdzającego informacji niezbędnych do zweryfikowania czy istnieją wątpliwości obejmujące informacje o chorobie psychicznej  lub innych zakłóceniach czynności psychicznych ograniczających sprawność umysłową, a także dotyczące uzależnienia od alkoholu, środków odurzających lub substancji psychotropowych.

Ustawowe upoważnienie zawarte w art. 50 ust. 2 pkt 4 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego nie obejmuje natomiast dostępu do informacji dotyczących samego przebiegu procesu leczenia oraz stosowanych przez psychiatrę metod leczenia.

Pomimo to – jak wynika z przekazywanych RPO informacji  – funkcjonariusze ABW żądają udostępnienia na potrzeby prowadzonego postępowania sprawdzającego kopii całości dokumentacji medycznej dotyczącej pacjentów leczonych psychiatrycznie.

Żądanie to nie znajduje uzasadnienia w art. 50 ust. 2 pkt 4 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego w związku z art. 24 ust. 3 pkt 2 i 3 ustawy o ochronie informacji niejawnych.

Stąd też podejmowane w tym zakresie przez funkcjonariuszy ABW czynności wykraczają poza granice zakreślone przez obowiązujące prawo.

Rzecznik poprosił szefa ABW płk. Krzysztofa Wacławka o stanowisko w tej sprawie.

Odpowiedź ABW (aktualizacja 17 listopada 2020)

Żądania ABW oraz ewentualnie innych organów uprawnionych do realizacji poszerzonych postępowań sprawdzających udostępniania przez lekarzy psychiatrów dokumentacji medycznej (wyłącznie w zakresie leczenia psychiatrycznego i uzależnień) osoby sprawdzanej ma nie tylko oparcie w przepisach prawa, ale także znajduje potwierdzenie w orzecznictwie sądów administracyjnych, w tym Naczelnego Sądu Administracyjnego - odpisał zastępca szefa ABW płk Norbert Loba.

W obszernym piśmie wskazał szczegółowe argumenty przemawiajacy za tym, że zarzut wykraczania przez funkcjonariuszy ABW, realizujących postępowania sprawdzające, poza granice zakreślone przez obowiązujące przepisy prawa, wydaje się być nieuzasadniony i oparty na niewłaściwej interpretacji tych przepisów.  

(...) Interes publiczny utożsamiany w tym przypadku z interesem ochrony informacji niejawnych, winien mieć pierwszeństwo przed innymi, prawnie chronionymi interesami. Natomiast przepisy prawa, na podstawie których funkcjonariusze ABW wykonują czynności w ramach prowadzonych postępowań sprawdzających, są powszechnie dostępne i zapewne znane osobom sprawdzanym, bez których zgody żadne postępowanie sprawdzające nie może być prowadzone, a po ewentualnym wycofaniu takiej zgody - jest ono niezwłocznie umarzane. 

(całość odpowiedzi ABW wraz z załącznikami -  poniżej)

VII.520.20.2018

Rzecznik pyta CBA o przeszukanie domu we Włoszech w śledztwie ws. adw. Romana Giertycha

Data: 2020-11-03
  • Rzecznik Praw Obywatelskich ma wątpliwości wobec przeszukania włoskiego domu żony adw. Romana Giertycha
  • Pyta Centralne Biuro Antykorupcyjne, czy prawdą jest że, w odpowiednim wniosku przekazało stronie włoskiej, iż adwokat został aresztowany
  • A samo nagłośnienie faktu przeszukania jest ingerencją w sferę prywatności - nawet gdy wobec danej osoby prowadzone jest  postępowanie karne

Media podały, że w toku postępowania w sprawie adw. Romana Giertycha przeprowadzono przeszukanie domu jego żony we Włoszech. Z przekazów mediów można wnioskować, że czynność prowadzili funkcjonariusze właściwych służb włoskich z udziałem funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Według mediów po nagłośnieniu sprawy oficer włoskich służb zadzwonił do żony Romana Giertycha z przeprosinami za przeprowadzenie akcji bez weryfikacji wniosku CBA. A w tym wniosku stronie włoskiej miały być podane nieprawdziwe informacje, jakoby adw. Roman Giertych został tymczasowo aresztowany jak również, że został mu skutecznie ogłoszony zarzut.

Wątpliwości Rzecznika budzi także podanie do publicznej wiadomości informacji o powyższej czynności. Takie informacje  stanowią ingerencję w sferę prywatności osoby, nawet w przypadku, gdy prowadzone jest wobec niej postępowanie karne. W ocenie Rzecznika podawanie takich informacji nie znajduje uzasadnienia w samym fakcie prowadzenia postępowania przygotowawczego.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił szefa CBA o ustosunkowanie się do tych uwag. Wystąpił o nadesłanie RPO  wniosku CBA do strony włoskiej w całej sprawie. Jeśli nie jest to możliwe, RPO pyta, czy wniosek zawierał informacje o aresztowaniu adw. Romana Giertycha. Chce też wiedzieć, czy materiały zabezpieczone we Włoszech przekazano stronie polskiej.

II.519.1487.2020

Usprawnić system środków zabezpieczających - Adam Bodnar do Ministra Sprawiedliwości

Data: 2020-11-03
  • RPO proponuje zmiany dotyczące środków zabezpieczających - orzekanych wobec sprawców, u których występują różnego rodzaju zakłócenia czynności psychicznych, choroby psychiczne albo upośledzenie umysłowe
  • Gdy  wobec sprawcy zastosowano któryś z wolnościowych środków zabezpieczających, sąd powinien móc to zmienić i orzec o umieszczeniu w zakładzie psychiatrycznym – co dziś nie jest możliwe
  • Należałoby też wprowadzić możliwość warunkowego zawieszenia wykonania pobytu w zakładzie psychiatrycznym oraz warunkowego zwolnienia z  niego
  • A posiedzenia sądu ws. przedłużenia pobytu w zakładzie psychiatrycznym powinny się odbywać właśnie tam – by zapewnić wypowiedzenie się samego  zainteresowanego

Adam Bodnar napisał  w tej sprawie obszerne pismo do Ministra Sprawiedliwości.

Czym są środki zabezpieczające

Sąd stosuje środki zabezpieczające – głównie w postaci umieszczenia w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym - gdy sprawca nie podlega odpowiedzialności karnej z powodu niepoczytalności lub znikomej społecznej szkodliwości  czynu lub jeśli orzeczenie kary byłoby niecelowe z uwagi na zaburzenia psychiczne, które wpłynęły na popełnienie przestępstwa.

Przy orzekaniu  środka zabezpieczającego w postaci pobytu w szpitalu psychiatrycznym sąd nie określa terminu jego obowiązywania. Podlega on uchyleniu, jeśli ustaje przyczyna jego stosowania. Może być on nawet wykonywany do końca życia sprawcy.

Środki te mogą też towarzyszyć karze. Według art. 93a Kodeksu karnego,  izolacyjno-lecznicze środki zabezpieczające to

  1. elektroniczna kontrola miejsca pobytu
  2. terapia
  3. terapia uzależnień
  4. pobyt w zakładzie psychiatrycznym

RPO podejmował wcześniej sprawy, gdy za stosunkowo drobne przestępstwo ludzie trafiali do zamkniętego zakładu na nawet kilkanaście lat  (dłużej niż wynosiłaby maksymalna kara, gdyby za swój czyn trafili do zakładu karnego).  Najgłośniejszy był przypadek pana Feliksa, który w zakładzie spędził 11 lat w związku z groźbami karalnymi wobec sąsiadów. Po kasacji Rzecznika w 2015 r. Sąd Najwyższy nakazał zwolnienie go ze szpitala. W przypadku innej osoby chodziło o kradzież 7 paczek kawy.  SN uznał zaś kasację RPO w sprawie pana Lucjana, który spędził 10 lat w zakładzie psychiatrycznym, dokąd trafił po kradzieży roweru wartości 400 zł.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego

20 sierpnia 2020 r. Trybunał Konstytucyjny z wniosku RPO uznał za niekonstytucyjne przepisy niezapewniające obowiązkowego udziału podejrzanego w rozprawie, na której decyduje się o zastosowaniu wobec niego środków zabezpieczających. Za zgodny z konstytucją uznano zaś  inny zaskarżony przepis, zgodnie z którym osoba, która nie stosuje się do obowiązków związanych z orzeczonymi wobec niej środkami zabezpieczającymi, podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo karze do 2 lat pozbawienia wolności.

Umorzono z kolei postępowanie co do  przepisów dopuszczających wykonywanie środków zabezpieczających także po odbyciu przez sprawcę kary więzienia oraz stanowiących, że środki te powinny odpowiadać ewentualnemu prawdopodobieństwu popełnienia czynu.w przyszłości.

Problem sprawców niepoczytalnych, wobec których sąd umorzył postępowanie karne i nie zastosował izolacyjnego środka zabezpieczającego 

W obecnym stanie prawnym w przypadku umorzenia postępowania i zastosowania wobec sprawcy jednego z wolnościowych środków zabezpieczających z art. 93a § 1 pkt 1-3 k.k., brak jest podstawy prawnej, aby sąd w postępowaniu wykonawczym mógł skorygować orzeczenie zapadłe w fazie rozpoznawczej i zastosować wobec takiego sprawcy środek izolacyjny w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym.

Ta ewidentna luka prowadzi w praktyce do nadużyć związanych ze stosowaniem art. 244b § 1 Kodeksu karnego, który konstytuuje przestępstwo polegające na niestosowaniu się do określonych w ustawie obowiązków związanych z orzeczonym środkiem zabezpieczającym.

Dlatego niezbędne jest uelastycznienia systemu środków zabezpieczających poprzez wprowadzenie dwóch instytucji prawnych wzorowanych na środkach probacyjnych - warunkowego zawieszenia wykonania pobytu w zakładzie psychiatrycznym oraz warunkowego zwolnienia z wykonania pobytu w zakładzie psychiatrycznym.

Problem sprawców, który zdrowie psychiczne pogorszyło się w stopniu, który uniemożliwia dalsze wykonywanie kary pozbawienia wolności

Gdy sąd penitencjarny dojdzie do przekonania, że brak jest podstaw do przyjęcia, że stan zdrowia skazanego ulegnie w przyszłości poprawie w takim stopniu, że możliwe i celowe stanie się wykonanie wobec niego kary pozbawienia wolności, postępowanie karne w fazie wykonawczej winno ulec zawieszeniu na podstawie art. 15 § 2 k.k.w. i de lege ferenda winny znaleźć zastosowanie przepisy ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

Kodeks karny wykonawczy wymaga nadto rozbudowania przesłanek odpowiednio obligatoryjnego odroczenia kary z art. 150 § 1 k.k.w. i obligatoryjnej przerwy w karze z art. 153 § 1 k.k.w. Sąd, de lege ferenda, odraczając wykonanie kary pozbawienia wolności na podstawie art. 150 § 1 k.k.w. albo udzielając przerwy w karze pozbawienia wolności na podstawie art. 153 § 1 k.k.w., gdy dotychczasowe zachowanie skazanego wskazuje, że na skutek zaburzeń psychicznych, w tym choroby psychicznej, zagraża on bezpośrednio własnemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób, winien mieć możliwość orzeczenia wobec skazanego środka zabezpieczającego w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym z art. 93a § 1 pkt 4 k.k.

Problem wykonywania tymczasowego aresztowania wobec osób dotkniętych chorobą psychiczną i upośledzeniem umysłowym

W postępowaniu w przedmiocie wykonania izolacyjnego środka zapobiegawczego, jeśli brak jest możliwości wykonania tymczasowego aresztowania w zakładzie psychiatrycznym znajdującym się w systemie więziennictwa, po ustaleniu dostępności miejsca i możliwości wykonania tymczasowego aresztowania w określonym szpitalu psychiatrycznym znajdującym się poza systemem więziennictwa, to sąd winien decydować o miejscu jego wykonywania w stosunku do osoby dotkniętej chorobą psychiczną lub osoby upośledzonej umysłowo, na podstawie wykazu zawierającego wskazanie zarówno szpitali psychiatrycznych więziennych jak i szpitali psychiatrycznych pozawięziennych.

Problem regulaminu wykonywania środków zabezpieczających

Konieczne jest rozbudowanie art. 201 § 5 k.k.w. o delegację ustawową dla ministra właściwego ds. zdrowia i Ministra Sprawiedliwości działających w porozumieniu, aby byli oni zobowiązani do wydania w formie rozporządzenia regulaminu organizacyjno-porządkowego do wykonywania środków zabezpieczających, przy czym ograniczenia praw i wolności określonych w Konstytucji powinny być regulowane ustawowo na wzór Rozdziału X k.k.w. „Kara pozbawienia wolności”. Ewentualne bardziej szczegółowe regulaminy wydawane przez dyrektorów, a dostosowane do konkretnego zakładu psychiatrycznego, nie powinny zawierać unormowań mniej korzystnych dla osób detencjonowanych niż k.k.w. oraz rozporządzenie zawierające regulamin organizacyjno-porządkowy do wykonywania środków zabezpieczających.

Art. 201 § 5 k.k.w. powinien zostać rozbudowany o delegację ustawową dla ministra właściwego ds. zdrowia i Ministra Sprawiedliwości działających w porozumieniu, aby byli oni zobowiązani do wydania w formie rozporządzenia wykazu podmiotów leczniczych przeznaczonych do wykonywania terapii wobec sprawców określonych w art. 93c k.k. w zakresie działalności stacjonarnej, a także wykazu podmiotów leczniczych wykonujących terapię w warunkach ambulatoryjnych z uwzględnieniem terapii specjalistycznych.

Zachodzi również potrzeba stworzenia przez ministra właściwego ds. zdrowia wykazu podmiotów, w których możliwe jest wykonywanie ambulatoryjnych środków zabezpieczających w postaci terapii określonej w art. 93 § 1 pkt 2 k.k. oraz terapii uzależnień określonej w art. 93 § 1 pkt 3 k.k.

Problem umieszczania sprawców w domach pomocy społecznej

W stosunku do sprawców, wobec których zastosowano izolacyjny środek zabezpieczający w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym zachodzi potrzeba rozbudowania unormowań o możliwość szczególnej formy instytucji warunkowego zwolnienia z pobytu w zakładzie psychiatrycznym oraz o umieszczeniu w domu pomocy społecznej. Orzekać o tym powinien w fazie wykonawczej postępowania karnego sąd wykonujący środek zabezpieczający.

Okres warunkowego zwolnienia winien wynosić 3 lata. Jeśli w tym okresie nie dojdzie do zrealizowania się przesłanek zarządzenia wykonania pobytu w zakładzie psychiatrycznym, sąd nie będzie miał już możliwości jego zastosowania. Postępowanie karne ulegnie zakończeniu, a sprawa ewentualnej hospitalizacji psychiatrycznej osoby umieszczonej w domu pomocy społecznej stanie się sprawą cywilną.

Właściwość sądu w sprawach dotyczących wykonywania środka zabezpieczającego

Właściwym miejscem, w którym powinny się odbywać posiedzenia sądu w sprawie przedłużenia pobytu w zakładzie psychiatrycznym, jest przygotowana odpowiednio sala w zakładzie psychiatrycznym.

Chodzi o zapewnienie  obecności w posiedzeniu samego  zainteresowanego i wypowiedzenie się. Wykonywałoby to w pełni wyrok Trybunał Konstytucyjnego, który uznał, że taka osoba powinna móc uczestniczyć w posiedzeniu sądu. Dlatego należałoby znowelizować art. 199a § 2 k.k.w. 

Postulaty i rekomendacje RPO składają się na obszerną reformę systemu stosowania środków zabezpieczających w Polsce. Adam Bodnar poprosił ministra Zbigniewa Ziobrę o stanowisko.

(Więcej szczegółów w załączniku poniżej)

II.510.1061.2019

Rzecznik interweniuje w sprawie sędziego Igora Tulei przed ETPC

Data: 2020-10-30
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przekazał Trybunałowi w Strasburgu pismo interwenienta (amicus curiae) w sprawie sędziego Igora Tulei
  • Sprawa ta dotyczy ochrony sędziego krajowego przed nadużywaniem przez władze krajowe reżimu dyscyplinarnego, tak aby wpływać na podejmowane przez niego orzeczenia oraz zniechęcać do wyrażania krytycznych ocen na temat zmian w polskim sądownictwie

Sędzia Igor Tuleya jest szeroko znany, prowadził kilka głośnych spraw sądowych, uczestniczy w działań stowarzyszeń sędziowskich, wielokrotnie negatywnie oceniał zmiany w systemie sądowym, wskazując na zagrożenie niezawisłości sędziowskiej i naruszania zasady podziału władz.

Wobec sędziego wszczęto wiele postępowań dyscyplinarnych lub poprzedzających je czynności wyjaśniających, w tym także w odniesieniu do decyzji nakazującej prokuraturze dalsze prowadzenie śledztwa dotyczącego nadużycia uprawnień funkcjonariuszy publicznych w czasie przeniesienia w Sejmie w grudniu 2016 r. głosowania ustawy budżetowej. Tej sprawy dotyczy także wniosek Prokuratury Krajowej do Izby Dyscyplinarnej SN o uchylenie immunitetu.

Innym powodem „dyscyplinarki” było zadanie pytania prejudycjalnego do TSUE w sprawie ustawy rozszerzającej odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów. Pozostałe sprawy  dotyczyły publicznych komentarzy sędziego o zmianach w sądownictwie i jego udziału w zgromadzeniach.

W skardze do ETPC Igor Tuleya przytoczył art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka o prawie do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Według sędziego postępowania dyscyplinarne podważyły jego reputację jako sędziego. Z kolei sposób prowadzenia postępowań był nieproporcjonalny do spraw, których dotyczyły. Sędzia powołał się też na art. 13 EKPC o prawie do skutecznego środka odwoławczego, Wskazał, że nie dysponował żadnym środkiem, za pomocą którego mógłby przeciwdziałać naruszaniu swego prawa do prywatności.

Konwencja zapewnia ochronę niezawisłości sędziów

W swoim stanowisku RPO odniósł się do konwencyjnych gwarancji niezawisłości sędziowskiej, ochrony życia prywatnego i reputacji sędziego, a także wolności słowa, do korzystania z której uprawnieni są również sędziowie.

Rzecznik wskazał, że w sprawie zawisłej przed ETPC niezależność sądownictwa może pojawić się w dwóch podstawowych aspektach:

  • Po pierwsze, jest kluczową gwarancją prawa do rzetelnego procesu sądowego, które może być zagrożone, gdy sędzia obawia się, że z powodu treści podejmowanych przez niego decyzji, może zostać wobec niego uruchomiony reżim dyscyplinarny. Tym bardziej zagrożenie takie istnieje, gdy prokuratura zamierza postawić mu z tego powody zarzuty karne i składa wniosek o uchylenie immunitetu sędziowskiego.
  • Po drugie, wielu polskich sędziów, podobnie jak skarżący, opowiada się za niezawisłością sądownictwa jako koniecznym elementem rządów prawa i istoty prawa do sądu. Z tego powodu sędziowie ci ponoszą negatywne konsekwencje w życiu zawodowym, społecznym i prywatnym. ETPC powinien zatem ocenić, czy działania podejmowane przez władze krajowe nie naruszają ochrony konwencyjnej. A jeśli tak, to jakie środki należy podjąć, aby przywrócić należytą ochronę.

RPO przedstawił wnioski płynące z niedawnego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawach dotyczących niezawisłości władzy sądowniczej i reżimu dyscyplinarnego.

  • W sprawie dotyczącej wykonywania europejskich nakazów aresztowania TS orzekł, iż system środków dyscyplinarnych dla sędziów musi przewidywać gwarancje przed wykorzystywaniem go do politycznej kontroli treści orzeczeń sądowych, w tym w zakresie definiowania przewinień dyscyplinarnych, kar, gwarancji rzetelności postępowania, niezależności sądu dyscyplinarnego, prawa do obrony i zaskarżenia orzeczenia (C-216/18 LM).
  • Z kolei w sprawie dotyczącej odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego w związku ze złożeniem pytania prejudycjalnego do TS – a jedno z postępowań wobec sędziego Tulei wszczęto właśnie z tego powodu – Trybunał w Luksemburgu podkreślił, że żaden przepis prawa krajowego nie może stanowić przeszkody dla sądu krajowego ze skorzystania z uprawnienia do wystąpienia do TS, i nie są dopuszczalne przepisy narażające sędziów na postępowania dyscyplinarne z powodu wystąpienia z odesłaniem prejudycjalnym (C-558 i 563/18 Miasto Łowicz).
  • RPO wskazał także na trwające przed TS postępowanie o naruszenie prawa UE dotyczące reżimu dyscyplinarnego (C-791/19 Komisja przeciwko Polsce), a także podobne postępowanie dotyczące "ustawy kagańcowej" znacznie rozszerzającej odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów.

Ochrona reputacji sędziów

Na gruncie Konwencji pojęcie „życia prywatnego” (art. 8 EKPC) nie ma wyczerpującej definicji, nie ogranicza się do "wewnętrznego kręgu" osoby, ale w pewnym stopniu obejmuje także jej życie społeczne i zawodowe. ETPC orzekł już, że sytuacja, w której środki podejmowane przez władze publiczne wpływają na życie zawodowe jednostki, mają lub mogą mieć poważny negatywny wpływ na jej reputację społeczną lub zawodową – jest objęta ochroną EKPC (Denisov przec. Ukrainie).

RPO podniósł, że środki dyscyplinarne i administracyjne, a wkrótce może i karne, są  regularnie podejmowane przez władze krajowe z zamiarem podważenia wiarygodności sędziów, pozbawienia ich autorytetu i zaufania społeczeństwa. Są one zaś są niezbędne, aby sędziowie mogli skutecznie wykonywać swoje zadania powierzone im przez prawo.

Praktyka organów dyscyplinarnych wskazuje, że postępowania te nie są wszczynane w celu pociągnięcia sędziego do odpowiedzialności za rzeczywiste uchybienia. Mają one charakter iluzoryczny i są wszczynane w celu wywarcia nacisku na pojedynczego sędziego i całą społeczność sędziowską.

Ochrona wolności słowa sędziów

Wolność słowa, jako fundament społeczeństwa demokratycznego, przysługuje również sędziom. RPO wskazał, że należy odrzucić argument zgłaszany przed przedstawicieli organów władzy, jakoby sędziowie wypowiadający się o zmianach w sądownictwie angażowali się politycznie w sposób niedopuszczalny. Sędziowie nie powinni uczestniczyć w życiu politycznym, a prawo może również wymagać od nich pewnego umiaru w korzystaniu z wolności słowa z uwagi na szczególną rolę, jaką pełnią i potrzebę utrzymania autorytetu sądów i zaufania do nich.

Niemniej w swych wypowiedziach sędziowie zwracają uwagę przede wszystkim na zagrożenia dla niezawisłości sądów, podziału władzy i rządów prawa, jakie wiążą z wprowadzonymi zmianami. RPO podkreślił zaś, że sędziowie są nie tylko uprawnieni, ale i zobowiązani do obrony swojej niezawisłości. Nawet jeśli kwestie te należą do materii prawa konstytucyjnego i nieuchronnie mają implikacje polityczne, to samo to przez się nie może uniemożliwiać sędziom wypowiadania się o nich. Co więcej, funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości jest kwestią ogólnospołeczną, dyskusja o nim jest w interesie publicznym. Podlega zatem ochronie i nie jest dopuszczalne, aby władze krajowe w nią ingerowały, nawet jeśli wygłaszane opinie są niezgodne z tym prezentowany przez władze publiczne.

Reżim odpowiedzialności dyscyplinarnej stwarza zagrożenie dla sędziów

RPO przedstawił TETPC obecny stan normatywny i praktykę stosowania systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej wobec sędziów. Wskazał na przemożny wpływ Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego oraz funkcjonowanie Izby Dyscyplinarnej SN, którą sam Sąd Najwyższy uznał za pozbawioną cech organu sądowego, a Trybunał Sprawiedliwości UE zawiesił. RPO wskazała także na brak odpowiednich gwarancji rzetelności postępowania dyscyplinarnego, oraz omówił zmiany wynikające z ustawy kagańcowej.

Obecnie każdy sędzia w Polsce może mieć uzasadnione obawy, że poniesie surowe konsekwencje swojej postawy i opinii, które choć zgodne z wymogami niezawisłości sądów, nie są zgodne z wolą przedstawicieli władz ustawodawczych i wykonawczych. Z szerokiej praktyki podejmowania przez RPO interwencji w przypadku inicjowania postępowań dyscyplinarnych lub podejmowania czynności wyjaśniających – jasno wynika, że system odpowiedzialności dyscyplinarnej jest wykorzystany z zamiarem naruszenia niezawisłości sądów. Wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów stało się „normalną” praktyką urzędników dyscyplinarnych i jest stało się rutynowym narzędziem zastraszania sędziów.

VII.505.14.2020

Koronawirus. Ile osób może być na weselu planowanym na listopad? - pytanie na infolinię RPO 800-676-676

Data: 2020-10-29

Przepisy, które weszły w życie 24 października 2020 r. (Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 23 października 2020 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń…poz.1871) zakazują do odwołania organizowania tego typu uroczystości.

Jedyna dopuszczalna forma świętowania takiego wydarzenia to spotkanie do 20 osób, które odbywa się w lokalu lub budynku wskazanym jako adres miejsca zamieszkania lub pobytu osoby, która je organizuje (§  28 pkt. 9 tego rozporządzenia).

Nie mogą się więc one odbywać w barach, restauracjach czy salach do tego przeznaczonych.

Z informacji prasowych wynika, że zakaz ten wprowadzono na co najmniej dwa tygodnie, jednak biorąc pod uwagę gwałtowny wzrost liczby zachorowań na COVID-19 w ostatnich dniach najprawdopodobniej zostanie on przedłużony. Pojawiają się opinie, że taka sytuacja zapewne utrzyma się przynajmniej do końca listopada 2020 r.

Koronawirus w pracy. Kto ma wiedzieć o zakażeniu? Kiedy nosić maseczkę? Odpowiedzi na pytanie na infolinię RPO 800-676-676

Data: 2020-10-29

Czy pracodawca ma obowiązek poinformować pracowników, że jeden z nich ma pozytywny wynik testu?

W pierwszej kolejności należy podkreślić, że pracownik ma obowiązek informowania pracodawcy o swoim zakażeniu. Wynika to z norm ogólnych Kodeksu pracy - pracownik jest obowiązany przestrzegać przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy (art. 100 § 2
pkt 3), a także dbać o dobro zakładu pracy (art. 100 § 2 pkt 4)[1].

W kwestii dalszego przekazywania tej informacji należy natomiast rozróżnić dwie różne procedury – tą prowadzoną przez sanepid w ramach dochodzenia epidemiologicznego oraz wewnętrzną procedurę w zakładzie pracy, zależną od pracodawcy.

Informacja o dodatnim wyniku badania zostanie przekazana do powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej. Następnie, po pojawieniu się informacji w systemie, stacja ta rozpoczyna procedurę dochodzeniową. Zostanie przeprowadzony wywiad, w którym osoba zakażona zostanie m.in. poproszona o sporządzenie listy osób, z którymi się ostatnio kontaktowała. Następnie zostanie podjęta decyzja o objęciu, lub nie, tych osób kwarantanną lub nadzorem epidemiologicznym. W związku z powyższym możliwe jest, że część pracowników i tak się dowie o pozytywnym wyniku testu danej osoby, ponieważ otrzyma tę informację od pracownika sanepidu.

Natomiast odnosząc się do obowiązków pracodawcy należy mieć na uwadze, że według art. 2092 Kodeksu pracy w przypadku możliwości wystąpienia zagrożenia dla zdrowia lub życia pracodawca jest obowiązany m.in. niezwłocznie poinformować pracowników o tych zagrożeniach oraz podjąć działania w celu zapewnienia im odpowiedniej ochrony. Takim działaniem powinno być na przykład odpowiednie zabezpieczenia miejsca pracy pracownika w celu uniknięcia rozprzestrzeniania się wirusa. Wydaje się, że pracodawca powinien poinformować pozostałych pracowników, ale wyłącznie tych, którzy mogli mieć styczność z osobą zarażoną, w celu eliminacji ryzyka lub dalszego ryzyka rozpowszechniania się wirusa w zakładzie pracy. Jest to, o czym była mowa wyżej, w istocie zadanie inspekcji sanitarnej, jednakże zwłaszcza w sytuacji znacznych opóźnień, ze względu na liczbę wykonywanych zadań, wydaje się właściwe i mieszczące w zadaniach oraz obowiązkach ciążących na pracodawcy, w zakresie zapewnienia bezpiecznych warunków pracy, z jednoczesnym ograniczeniem zakresu ingerencji w prawo prywatności pracownika zarażonego.

Czy pracodawca może przekazywać klientom sklepu, że sprzedawczyni jest na zwolnieniu w związku z podejrzeniem COVID?

Dzwoniąca pracuje w małej miejscowości, w sklepie, gdzie są tylko dwie pracownice, więc łatwo można zidentyfikować, o kogo chodzi. Ponoć pracodawca przekazał jej, że musi być ostrożny i uczciwy wobec klientów.

Informacje dotyczące (choćby potencjalnego) zakażenia koronawirusem to dane dotyczące stanu zdrowia, które należą do szczególnej kategorii danych osobowych w rozumieniu RODO[2]. Informowanie o przypadkach zachorowań w miejscu pracy musi odbywać się z zachowaniem zasady proporcjonalności[3], a pracodawca nie powinien podawać danych umożliwiających identyfikację konkretnego pracownika bez poinformowania go o tym i gdy nie jest to niezbędne np. w celu ustalenia osób które miały z nim kontakt[4]. Należy uznać, iż ujawnienie danych pracownika przez pracodawcę klientom nie spełnia kryterium proporcjonalności oraz nie mieści się w żadnej z dozwolonych podstaw przetwarzania danych szczególnych.

Czy człowiek układający samodzielnie kostkę brukową musi zasłaniać twarz w czasie pracy?

Mąż dzwoniącej do RPO prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, układa kostkę brukową; dzwoniąca pyta czy jej mąż podczas pracy musi zasłaniać usta i nos, kiedy maseczka w pracy ?

Zgodnie z przepisami rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, do odwołania nałożony został obowiązek zakrywania ust i nosa, przy pomocy odzieży lub jej części, maski, maseczki, przyłbicy albo kasku ochronnego.

Zasada ta obowiązuje w miejscach ogólnodostępnych, w tym:

  • na drogach i placach, na terenie cmentarzy, promenad, bulwarów, miejsc postoju pojazdów, parkingów leśnych,
  • na terenie nieruchomości wspólnych w rozumieniu art. 3 ust. 2 ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali,
  • w zakładach pracy oraz w budynkach użyteczności publicznej przeznaczonych na potrzeby: administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości, kultury, kultu religijnego, oświaty, szkolnictwa wyższego, nauki, wychowania, opieki zdrowotnej, społecznej lub socjalnej, obsługi bankowej, handlu, gastronomii, usług, w tym usług pocztowych lub telekomunikacyjnych, turystyki, sportu, obsługi pasażerów w transporcie kolejowym, drogowym, lotniczym, morskim lub wodnym śródlądowym; za budynek użyteczności publicznej uznaje się także budynek biurowy lub socjalny,
  • w obiektach handlowych lub usługowych, placówkach handlowych lub usługowych i na targowiskach (straganach).

Jeden z wyjątków zwalniających z noszenia maseczki, wskazanych w rozporządzeniu dotyczy osoby wykonującej czynności zawodowe, służbowe lub zarobkowe w budynkach, zakładach, obiektach, placówkach i targowiskach (straganach), wymienionych w pkt. c i d., z wyjątkiem osoby wykonującej bezpośrednią obsługę interesantów lub klientów w czasie jej wykonywania.

Z przywołanych zasad należy wywnioskować, że obowiązek zakrycia nosa i ust podczas prac brukarskich, będzie zależeć od miejsca ich wykonywania.

 

[1] Ustawa z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (Dz.U.2020.1320 t.j.).

[2] art. 9 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz. U. UE. L. z 2016 r. Nr 119, str. 1 z późn. zm.)

[3] art. 5 RODO

[4] stanowisko Europejskiej Rady Ochrony Danych z 19.03.2020 - Statement on the processing of personal data in the context of the COVID-19 outbreak.

Nieuregulowanie związków jednopłciowych w Polsce narusza ochronę prawa do życia prywatnego. Stanowisko RPO dla ETPC 

Data: 2020-10-27
  • Brak możliwości legalizacji w Polsce związków jednopłciowych narusza art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Zobowiązuje on do zapewnienia wszystkim osobom ochrony prawa do życia prywatnego i rodzinnego
  • Partnerzy różnej płci mogą w Polsce korzystać ze szczególnych uprawnień po zawarciu małżeństwa - partnerzy tej samej płci nie mają takiej możliwości
  • W ocenie RPO stanowi to tzw. dyskryminację pośrednią ze względu na ich orientację seksualną
  • Rzecznik podkreśla, że Konstytucja nie stoi na przeszkodzie legalizacji związków jednopłciowych

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do trzech spraw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, dotyczących sytuacji prawnej par tej samej płci w Polsce. Przedstawił stanowiska amicus curiae (tzw. przyjaciela sądu) w tych sprawach.

Czego dotyczą skargi

W czerwcu 2020 r. ETPC zakomunikował polskiemu rządowi 7 spraw (19 połączonych skarg).

We wszystkich trzech sprawach, do których przystąpił RPO, obywatele i obywatelki żyjący w związkach z osobami tej samej płci zarzucają Polsce naruszenie ich prawa do życia prywatnego i rodzinnego, poprzez uniemożliwienie im legalizacji ich relacji, a tym samym uznania jej przez państwo i zapewnienia jej prawnej ochrony.

W sprawie Przybyszewska i inni p. Polsce (10 skarg połączonych skarg) skarżącym odmówiono w Urzędach Stanu Cywilnego przyjęcia deklaracji o braku przeszkód do zawarcia małżeństwa w Polsce, a decyzje te były później podtrzymywane w postępowaniach sądowych.

W sprawie Formela p. Polsce skarżące, które zawarły za granicą związek partnerski  a później małżeństwo, próbowały skorzystać z przywilejów prawnych, które przysługują w Polsce małżonkom.

W postępowaniach administracyjnych i sądowych dotyczących prawa do wspólnego opodatkowania, prawa do zasiłku opiekuńczego w związku ze sprawowaniem opieki nad członkiem rodziny oraz prawa do objęcia małżonki ubezpieczeniem zdrowotnym, odmawiano im tych uprawnień. Wskazywano, że są one zastrzeżone tylko dla małżonków i członków najbliższej rodziny, którymi skarżące nie są w świetle polskiego prawa. Odmówiono im także transkrypcji („przeniesienia” do polskich ksiąg stanu cywilnego) ich aktu małżeństwa zawartego za granicą.

Z kolei w sprawie Szypuła i inni p. Polsce skarżący – obywatele RP chcieli zawrzeć małżeństwo w innym państwie z osobami tej samej płci, ale odmówiono im wydania zaświadczenia o możności zawarcia małżeństwa za granicą zgodnie z prawem polskim.

Stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich

W przekazanych ETPC uwagach pisemnych Rzecznik przedstawił analizę przepisów prawa polskiego oraz sytuacji prawnej i społecznej osób żyjących w jednopłciowych związkach w Polsce, w kontekście standardu praw człowieka wynikającego z EKPC oraz orzecznictwa Trybunału.

W ocenie RPO nie ulega wątpliwości, że w związku z europejskim konsensusem oraz ugruntowanym orzecznictwem Trybunału państwa członkowskie Rady Europy są zobowiązane zapewnić parom tej samej płci możliwość legalizacji ich związków. Jeśli państwo nie decyduje się na otwarcie instytucji małżeństwa dla par jednopłciowych, musi wprowadzić alternatywną instytucję związków partnerskich.

Tymczasem polskie przepisy - mimo licznych inicjatyw legislacyjnych – nadal nie przewidują jakiejkolwiek formy instytucjonalizacji związków partnerskich (zarówno dla osób tej samej, jak i różnej płci). Jednocześnie instytucja małżeństwa pozostaje w Polsce dostępna tylko dla osób różnej płci.

W ocenie RPO taki stan prawny prowadzi do nieuzasadnionego względami konieczności naruszenia pozytywnego obowiązku państwa wynikającego z art. 8 EKP. W sposób nieuzasadniony różnicuje to sytuację prawną osób pozostających w trwałym związku jednopłciowym w stosunku do osób pozostających w związku różnej płci, dla których możliwość zawarcia małżeństwa i skorzystania ze związanych z nim uprawnień pozostaje otwarta.

Niezależnie od debaty na temat możliwości wprowadzenia w Polsce małżeństw jednopłciowych w świetle brzmienia art. 18 Konstytucji („Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”), w ocenie Rzecznika kwestią bezdyskusyjną jest, że Konstytucja nie stoi na przeszkodzie zapewnieniu możliwości prawnej instytucjonalizacji związków jednopłciowych.

Wręcz przeciwnie – zarówno art. 18 Konstytucji, wskazujący na szczególną ochronę rodziny, jak i art. 47 Konstytucji, gwarantujący każdemu ochronę prawną życia prywatnego i rodzinnego, zobowiązują państwo do zapewnienia tej ochrony także osobom żyjącym w jednopłciowych związkach. Ich legalizacja stanowiłaby więc realizację unormowań Konstytucji, a nie ich naruszenie. 

Ponadto poparcie społeczne dla legalizacji związków osób tej samej płci jest w Polsce wysokie i stale rośnie. Niezależnie od homofobicznych działań części społeczeństwa i niektórych osób publicznych, powielających uprzedzenia i stereotypy na temat osób nieheteroseksualnych, wyniki dwóch różnych badań z 2019 r. wskazują, że ponad połowa Polaków opowiada się za przyznaniem parom jednopłciowym prawa do zawierania związków partnerskich. Takiej odpowiedzi udzieliło 56% respondentów w badaniu IPSOS dla OKO.press z lutego 2019 r. i 57% w badaniu Kantar dla Wyborczej w listopadzie 2019 r.). Takie zmiany społeczne muszą być zauważane i uwzględniane przez państwo, na co wielokrotnie zwracał uwagę Trybunał w swym orzecznictwie.

Rzecznik podkreślił, że nieuzasadnione zróżnicowanie sytuacji prawnej par tej samej płci w stosunku do par różnej płci skutkuje ich dyskryminacją pośrednią ze względu na orientację seksualną. Omówił przywileje prawne zastrzeżone w Polsce wyłącznie dla małżonków lub członków najbliższej rodziny, z których osoby żyjące w związkach jednopłciowych nie mogą w żaden sposób skorzystać.

Jednocześnie Rzecznik zaznaczył, że choć zmiana odpowiednich przepisów - tak aby uprawnienia na gruncie prawa spadkowego, rodzinnego czy też ubezpieczeń społecznych były dostępne dla partnerów nieformalnych, w tym tej samej płci – wpłynęłaby pozytywnie na ich sytuację prawną i pozwoliła uniknąć dyskryminacji, niezmiennie nie stanowiłoby to realizacji obowiązku państwa do zapewnienia ochrony prawa do życia prywatnego i rodzinnego.

Ta ostatnia wymaga bowiem zapewnienia prawnego uznania związków jednopłciowych, np. poprzez instytucjonalizację związków partnerskich.

Szczególne znaczenie spraw

Wyroki Trybunału w tych sprawach mogą mieć fundamentalne znaczenie dla sytuacji prawnej osób homoseksualnych i biseksualnych w Polsce. Ich skutkiem może być bowiem zobowiązanie władz państwowych do zapewnienia ochrony i uznania prawnego związkom jednopłciowym, np. poprzez instytucjonalizację związków partnerskich.

Taki skutek miał dla Włoch wyrok z 2015 r. w słynnej sprawie Oliari i inni p. Włochom. Trybunał orzekł w nim, że nie zapewniając osobom tej samej płci żadnej możliwości legalizacji ich związków, Włochy naruszyły art. 8 EKPC. W efekcie do prawa krajowego wprowadzono instytucję związków partnerskich. Podobieństwo tej sprawy do przedstawionych spraw przeciw Polsce jest bardzo wyraźne, co podkreślił RPO w stanowiskach RPO dla ETPC.  

Widzenia aresztowanych z bliskimi wstrzymane. RPO: umożliwić kontakt przez komunikator internetowy

Data: 2020-10-21
  • Widzenia osób aresztowanych z bliskimi powinny być możliwe za pośrednictwem komunikatora internetowego, jeżeli prokuratura lub sąd (tzw. organy dysponujące) nie mają przeciwskazań procesowych do realizacji takich widzeń
  • Jest to szczególnie ważne zwłaszcza podczas pandemii, gdy widzenia są wstrzymane, a tymczasowo aresztowani często nie mają zgody na kontakt telefoniczny 
  • Także Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur ma problemy z przeprowadzaniem w ten sposób zdalnych wizytacji w aresztach i więzieniach

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o takie znowelizowanie Kodeksu karnego wykonawcze, by dawał jednoznaczną podstawę do widzeń aresztowanych z osobami najbliższymi poprzez komunikator internetowy. W ocenie RPO widzenia w tej formie są dopuszczalne już teraz, ale minister musiałby ujednolicić rozbieżną praktykę w tej kwestii.

Już 2 czerwca 2020 r.  RPO zwrócił się do MS, aby w K.k.w. określić prawa osób skazanych i aresztowanych do widzeń za pośrednictwem komunikatora internetowego. Nie dostał jednak od Ministra żadnej odpowiedzi.

A problem jest nadal aktualny, zwłaszcza wobec wzrastającej liczby zakażeń wirusem SARS-CoV-2 i przywracanych ograniczeń co do widzeń w zakładach karnych i aresztach śledczych. Powrót do bezpośrednich spotkań osadzonych z rodzinami nastąpił jedynie od 1 sierpnia do 16 października – a i tak w bardzo ograniczonym zakresie.

Skargi na brak zgody na kontakt przez Skype

Tymczasem do Biura RPO nadal wpływa wiele skarg na pozbawienie kontaktu aresztowanych z najbliższymi w związku z pandemią. Wielu z nich nie uzyskuje zgody organu dysponującego nawet na kontakt telefoniczny z rodziną.

W jednej ze skarg adwokat wskazał, że jego klient dostał zgodę na widzenia z żoną i dzieckiem poprzez komunikator Skype. Taka forma spotkania aresztowanego z obrońcą miała miejsce raz, natomiast widzenie z bliskimi nie zostało zrealizowane. Prokurator wycofał się ze swojej decyzji na skutek interwencji Dyrektora Aresztu Śledczego oraz Dyrektora Okręgowego Służby Więziennej.

Powołali się oni na art. 217c § 1 k.k.w., który stanowi, że tymczasowo aresztowany może korzystać z aparatu telefonicznego oraz nie może korzystać z innych środków łączności przewodowej i bezprzewodowej.  Zdaniem obrońcy całokształt przepisów Kodeksu karnego wykonawczego i Kodeksu postępowania karnego powinien być jednak interpretowany z uwzględnieniem przysługującego aresztowanemu prawa do utrzymywania więzi rodzinnych. W realiach pandemii powinno ono być realizowane przede wszystkim za pośrednictwem środków porozumiewania się na odległość, z uwagi na całkowite wstrzymanie widzeń z rodziną na podstawie art. 247 § 1 k.k.w.

Według RPO argumentacja ta zasługuje na akceptację. Pandemia to długotrwała, obiektywna przeszkoda w realizowaniu widzeń na terenie jednostek penitencjarnych.

Dziś brak widzeń osobom skazanym rekompensuje się większą częstotliwością rozmów telefonicznych (trwają dłużej niż wynika to z regulaminu) i możliwością częstszych niż dotychczas widzeń za pośrednictwem komunikatora Skype.

Osoby tymczasowo aresztowane, które nie mają zgody na korzystanie z samoinkasującego aparatu telefonicznego, z takich możliwości korzystać nie mogą. Pozbawia to ich realnego kontaktu z rodziną. Pozostaje im korespondencja, która trafia do odbiorcy ze znacznym opóźnieniem. A ta forma komunikowania się nie jest możliwa w przypadku małych dzieci.

W świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka długotrwały okres tymczasowego aresztowania powinien być rekompensowany zwiększonymi kontaktami ze światem zewnętrznym. Służba Więzienna czy prokuratora powinny mieć to na względzie przy ocenie problemu. A stale rośnie liczba osób tymczasowo aresztowanych (z 4364 w 2015 r. do 9466 w 2020 r.). Wydłuża się też czas stosowania aresztu.

Jeżeli prokuratura nie widzi przeszkód do widzeń osoby  aresztowanej z rodziną, to uwzględniając pandemię - a przede wszystkim prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego (art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) - powinny być one realizowane właśnie za pośrednictwem komunikatorów internetowych.

Skoro prokurator może podjąć decyzję o uchyleniu tymczasowego aresztowania, to może również zgodzić się na widzenie w takiej formie. Możliwość taką można i należy w obecnej sytuacji wywieść z całości przepisów odnoszących się do realizacji prawa do kontaktów z rodziną i celów stosowania tymczasowego aresztowania.

Problemy w kontaktach z aresztowanymi podczas zdalnych wizytacji KMPT

Problem z rozmowami przez Skype z aresztowanymi pojawił się również w toku przeprowadzania wizytacji on-line przez pracowników Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur. W kilku jednostkach penitencjarnych rozmowy takie odbyły się bez jakichkolwiek trudności. Jednakże w aresztach śledczych w Warszawie i Krakowie nie zezwolono na taką formę kontaktu.

Wizytacje KMPT są ważne z perspektywy ochrony osób pozbawionych wolności przed niewłaściwymi formami traktowania. W trakcie pandemii są one realizowane za pośrednictwem komunikatora internetowego.

W odpowiedzi na interwencję zastępczyni RPO Hanny Machińskiej zastępca Dyrektora Generalnego SW poinformował, że to nie dyrektor aresztu śledczego, lecz organ prowadzący postępowanie karne jest władny w określeniu niektórych uprawnień osób aresztowanych. W stosunku do dwóch aresztantów  nie było takiej zgody. Posłużono się argumentem, że art. 8b § 1 k.k.w. nie wskazuje wprost na możliwość prowadzenia przez Rzecznika i jego przedstawicieli rozmów poprzez komunikator internetowy. Dyrektor Okręgowy SW w Warszawie uznał zaś, że rozszerzanie katalogu uprawnień kodeksowych dla osób aresztowanych poprzez prowadzenie rozmów za pośrednictwem komunikatora z jakimikolwiek organami bądź osobami, nie znajduje odzwierciedlenia w porządku prawnym.

Rzecznik nie zgadza się z takimi poglądami. Ta interpretacja nie uwzględnia bowiem przepisów prawa międzynarodowego, które stanowią część polskiego porządku prawnego. Służba Więzienna nie może zatem powoływać się wyłącznie na art. 217c § 1 k.k.w., bez uwzględnienia szerszego kontekstu regulacji prawnych.

Jedna z prokuratur uznała brak podstaw prawnych do zezwolenia aresztowanemu na używanie komunikatora internetowego, nawet gdy stroną połączenia jest przedstawiciel RPO, działający w ramach KMPT. Z kolei inna prokuratura stwierdziła brak podstaw do odmowy takiej zgody. Jeden z sędziów wydał zaś zarządzenie o zezwoleniu KMPT na widzenie przez Skype z aresztowanym.

Wobec niejednolitych poglądów organów, do których dyspozycji aresztowani pozostają oraz Służby Więziennej, niezbędne jest zatem zajęcie stanowiska przez Ministra Sprawiedliwości, a tym samym ujednolicenie interpretacji przepisów. Docelowo byłoby zaś zasadne znowelizowanie Kkw z uwzględnieniem argumentacji RPO, co dałoby podstawę do widzeń aresztowanych z osobami najbliższymi poprzez komunikator internetowy.

Rzecznik poprosił także ministra Zbigniewa Ziobrę o umożliwienie pełnej realizacji mandatu KMPT.

IX.517.665.2020

Terapie konwersyjne powinny być w Polsce zakazane. Wystąpienie RPO do premiera

Data: 2020-10-09
  • 30 lat temu homoseksualizm usunięto z klasyfikacji chorób Światowej Organizacji Zdrowia
  • A już wcześniej organizacje naukowe i eksperci wskazywali, że orientacji seksualnej i tożsamości płciowej nie można „wyleczyć”
  • Tymczasem w Polsce takie terapie konwersyjne są prowadzone - mimo ich sprzeczności z wiedzą medyczną
  • Naruszają one godność osób LGBT i pogłębiają szkodliwe uprzedzenia. Mogą też poważnie zagrażać zdrowiu psychicznemu osób poddanych tym praktykom

O podjęcie działań legislacyjnych w celu zakazu tych terapii Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego. 

Jednym z licznych problemów prawnych wpływających na sytuację osób nieheteronormatywnych i transpłciowych w Polsce jest brak zakazu działań prowadzących do zmiany lub stłumienia orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej. 

Sprawa stała się przedmiotem debaty publicznej, zwłaszcza w kontekście przyjętego 28 sierpnia 2020 r. przez Konferencję Episkopatu Polski „Stanowiska w kwestii LGBT+”. Wskazano w nim m.in., że „konieczne jest tworzenie poradni (również z pomocą Kościoła, czy też przy jego strukturach) służących pomocą osobom pragnącym odzyskać zdrowie seksualne i naturalną orientację płciową”.

Adam Bodnar z niepokojem przyjął wypowiedź premiera, że zgadza się ze stanowiskiem KEP. - Taka wypowiedź Pana Premiera może być bowiem odczytana jako przyzwolenie dla prowadzenia praktyk konwersyjnych, opartych na sprzecznym z aktualną wiedzą naukową założeniu, że orientację seksualną i tożsamość płciową można „wyleczyć” – napisał.

Zwrócił uwagę Prezesa Rady Ministrów na sprzeczność tych terapii z wiedzą medyczną oraz standardem ochrony praw człowieka osób nieheteronormatywnych i transpłciowych.

Praktyki konwersyjne jako działania sprzeczne z wiedzą naukową

17 maja 1990 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) usunęła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD). Dotyczyło to wszystkich państw sygnatariuszy Konstytucji Światowej Organizacji Zdrowia, w tym i Polski. A w 2019 r. w najnowszej klasyfikacji również transpłciowość usunięto z listy chorób psychicznych. Ujęto ją w kategorii zdrowia seksualnego.

Tym samym społeczność międzynarodową jednoznacznie przyjęła stanowisko, wyrażane już wcześniej przez organizacje naukowe i ekspertów, że orientacji seksualnej i tożsamości płciowej nie można „wyleczyć”.

Polskie Towarzystwo Seksuologiczne podkreślało, że „orientacja seksualna nie podlega możliwości dowolnego kształtowania zgodnie z kulturowo - społecznymi oczekiwaniami, nie jest kwestią wyboru lub mody”. Wskazało, że propagowanie terapii polegających na korekcie, konwersji czy reparacji orientacji homo- czy biseksualnej w kierunku wyłącznie heteroseksualnej jest niezgodne ze współczesną wiedzą na temat seksualności człowieka i może rodzić poważne niekorzystne skutki psychologiczne dla osób ich poddawanych.

Oficjalne stanowiska co do bezpodstawności i szkodliwości tych praktyk wydało w ostatnich latach ponad 40 międzynarodowych instytucji i gremiów naukowych.

Również Minister Zdrowia odpowiedział RPO 1 lipca 2020 r., że „w oparciu o wiedzę naukową należy podkreślić, że homoseksualność nie jest zaburzeniem ani chorobą”.

Orientacje nieheteronormatywne i tożsamości transpłciowe nie mogą być więc w żadnym wypadku utożsamiane lub kojarzone z zaburzeniami zdrowia psychicznego lub fizycznego, a tym bardziej z patologiami uznawanymi za przestępstwa seksualne – jak pedofilia lub zoofilia. Należy to wyraźnie podkreślić, zwłaszcza ze względu na powielane w debacie publicznej – w tym przez osoby pełniące wysokie funkcje publiczne – wypowiedzi, porównujące homoseksualność z tymi patologiami.

Takie skojarzenia nie znajdują jakiegokolwiek oparcia w aktualnej wiedzy naukowej, a jednocześnie naruszają godność i dobre imię osób LGBT, pogłębiają szkodliwe uprzedzenia oraz przyczyniają się do wzrostu postaw nienawiści wobec tej grupy społecznej. Podobne skutki mogą wywoływać też terapie konwersyjne – oraz ich promowanie lub publiczne akceptowanie.

Jak wskazują przywołane organizacje i stowarzyszenia specjalistów, terapie konwersyjne mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia psychicznego osób, wobec których są lub miałyby być stosowane.

Sprzeczność praktyk konwersyjnych z prawami człowieka

Rzecznik zwraca uwagę na sprzeczność tych terapii z obowiązkiem ochrony praw człowieka oraz zakazem wszelkiej dyskryminacji, w tym ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową.

Ich prowadzenie lub głoszenie poglądów o ich zasadności jest sprzeczne z wiążącym Polskę prawem międzynarodowym, z Konstytucją, a w zależności od okoliczności, także z odpowiednimi przepisami rangi ustawowej. Od profesjonalnego i rzetelnego wsparcia psychologicznego lub medycznego osób LGBT terapie te odróżnia cel - nakierowany na zmianę lub stłumienie orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej poszczególnych osób.

Stwarzając zagrożenie dla ich zdrowia i praw, mogą zostać uznane za sprzeczne z konstytucyjnym zakazem dyskryminacji z jakiejkolwiek przyczyny (art. 32 ust. 2 Konstytucji). W zależności od stosowanych metod „leczenia”, terapie te mogą zagrażać zdrowiu psychicznemu, a nawet fizycznemu osób, naruszać konstytucyjne prawa do ochrony zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji i do ochrony życia prywatnego (art. 47 Konstytucji RP), a także prawo pacjenta do poszanowania godności i intymności (art. 20 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta).

Gdy terapię konwersyjną prowadzi, oferuje lub propaguje lekarz lub lekarka, może to być uznane za sprzeczne także z Kodeksem Etyki Lekarskiej.

W każdym bowiem wypadku, praktyki konwersyjne są wynikiem opartego na uprzedzeniach wobec osób LGBT przekonania o wyższości orientacji heteroseksualnej i tożsamości cispłciowej nad innymi. Jeśli prowadzenie tej terapii może naruszać prawa człowieka, to już samo głoszenie poglądu o ich słuszności godzi w dobre imię osób nieheteronormatywnych i transpłciowych¸ wzmacnia stereotypy na temat tej grupy, a w konsekwencji przyczynia się do pogłębiania podziałów społecznych i kształtowania postaw nienawiści.

- Jako Prezes Rady Ministrów jest więc Pan szczególnie zobowiązany do przeciwdziałania wskazanym negatywnym konsekwencjom, jakie wywołują praktyki konwersyjne oraz uprzedzenia będące podstawą poglądu o ich zasadności – pisze Adam Bodnar do premiera.

Komitet Ministrów Rady Europy, w memorandum wyjaśniającym do zaleceń CM/Rec (2010) w zakresie środków zwalczania dyskryminacji opartej na orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej, wskazał, że zadaniem państwa jest podjęcie niezbędnych środków, by nikt nie był zmuszany do poddania się̨ jakiejkolwiek formie leczenia, procedurze lub badaniu lekarskiemu lub psychologicznemu, lub nie był umieszczany w instytucji medycznej - z powodu jego orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej.

W 2018 r. stosowanie terapii konwersyjnych wobec osób LGBTI potępił Parlament Europejski.

Jednoznaczne stanowisko w sprawie zajmują organy ONZ. W Komentarzu Ogólnym nr 22 w sprawie prawa do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego Komitet Praw Ekonomicznych, Socjalnych i Kulturalnych wskazał, że naruszeniem prawa do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego jest traktowanie osób LGBTI jako pacjentów psychiatrycznych w celu „wyleczenia” ich w drodze „terapii”. Komitet Praw Dziecka, w Komentarzu Ogólnym nr 20 dotyczącym realizacji praw dziecka w okresie adolescencji, wprost potępił narzucanie tak zwanych „terapii mających na celu próbę zmiany orientacji seksualnej.

W rekomendacjach dla Polski w 2018 r. Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami wprost zalecił Polsce wprowadzenie zakazu praktyk konwersyjnych. Wskazał na konieczność respektowania orientacji seksualnej i tożsamości płciowej przy wdrażaniu wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami psychospołecznymi.

1 maja 2020 r. Niezależny Ekspert ds. orientacji seksualnej i tożsamości płciowej przedstawił Radzie Praw Człowieka ONZ raport na temat „tzw. terapii konwersyjnych”. Zgodnie z raportem praktyki konwersyjne są prowadzone w jakiejś formie co najmniej w 68 państwach świata, najczęściej przez osoby świadczące pomoc medyczną lub psychologiczną. W zdecydowanej większości – ok. 80% przypadków – terapie te są prowadzone wobec osób małoletnich.

Problem praktyk konwersyjnych w Polsce

Ze względu na brak oficjalnych danych dotyczących ośrodków oraz osób oferujących i prowadzących terapie konwersyjne, nie jest możliwe dokładne określenie skali tego zjawiska. Nie oznacza to jednak, że problemu nie ma, RPO dowiaduje się o nim z kierowanych skarg, z raportów organizacji pozarządowych i doniesień mediów.

Według dostępnych informacji praktyki konwersyjne są oferowane i prowadzone w Polsce przede wszystkim przez ośrodki o profilu religijnym – związane lub nie z kościołem katolickim oraz przez psychologów i terapeutów, w ramach publicznej lub niepublicznej służby zdrowia. Często są stosowane wobec osób, które zgłaszając się do psychologa z innym problemem, a w ramach terapeutycznego „wsparcia”, są poddawane praktykom konwersyjnym  ze względu na przeświadczenie „specjalisty”, że to orientacja seksualna lub tożsamość płciowa osoby stanowi „źródło problemu”.

Świadectwa osób, które dobrowolnie lub za namową rodziny skorzystały z praktyk  oferowanych przez instytucje religijne dostarczają niepokojących historii o stosowanych metodach „terapii” duchowej, pogłębiających poczucie winy i wstydu, a w konsekwencji zagrażających godności i zdrowiu psychicznemu. Z doniesień mediów dowiadujemy się także o metodach konwersyjnych niebezpiecznych dla życia i zdrowia fizycznego.

Niezbędne są zmiany legislacyjne

W świetle opisanych zagrożeń, a także stanowisk organów międzynarodowych, konieczne jest wprowadzenie jednoznacznego zakazu praktyk konwersyjnych. Rzecznik wystąpił o to do Ministra Zdrowia 14 maja 2020 r.

Choć w odpowiedzi minister przyznał, że homoseksualność nie jest chorobą, a terapie konwersyjne są działaniami sprzecznymi z aktualną wiedzą medyczną, jednocześnie stwierdził, że nie dostrzega obecnie podstaw do wprowadzenia ich  zakazu w regulacjach z zakresu ochrony zdrowia. Dostępne informacje wskazują bowiem, że są one prowadzone przede wszystkim przez ośrodki religijne i osoby reprezentujące zawody psychologa i psychoterapeuty, nad których wykonywaniem MZ nie sprawuje nadzoru.

Luka prawna w postaci braku należytego uregulowania zawodu psychologa nie może jednak uzasadniać niepodejmowania innych działań w celu eliminacji tych terapii – wskazuje RPO.

A działania legislacyjne, by zakazać tych praktyk, były już podejmowane. Do Sejmu VIII kadencji w lutym 2019 r. wpłynął poselski projekt ustawy o zakazie praktyk konwersyjnych, którego nie skierowano do dalszych prac przed końcem kadencji Sejmu. W ocenie RPO projekt i jego uzasadnienie mogą okazać się pomocne w analizie problemu przez premiera.

Ochronę prawną osób LGBT przed tymi praktykami wprowadzono w wielu państwach na świecie (np. w Niemczech (od 2019 r.), na Malcie (od 2016 r.) i w Ekwadorze prowadzenie, oferowanie i reklamowanie praktyk konwersyjnych zostało zabronione na gruncie przepisów karnych).  W USA (w 20 stanach) i Kanadzie (np. w prowincji Ontario i prowincji Nowa Szkocja) zakaz stosowania terapii konwersyjnych przez profesjonalistów udzielających świadczeń zdrowotnych został ujęty w przepisach z zakresu ochrony zdrowia.

W świetle przedstawionej analizy, dla zapewnienia skutecznej ochrony wolności i praw osób  nieheteronormatywnych i transpłciowych w Polsce, konieczne jest podjęcie przez Radę Ministrów działań w celu wyeliminowania problemu praktyk konwersyjnych.

XI.812.225.2020

Sprawa „dyscyplinarek” sędziego Igora Tulei. RPO wniósł do ETPC o dopuszczenie do udziału w sprawie ze skargi sędziego

Data: 2020-10-01
  • Sędzia Igor Tuleya wystąpił do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ze skargą na wszczęte przeciw niemu postępowania dyscyplinarne
  • Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do ETPC o dopuszczenie jako trzeciej strony do sprawy zainicjowanej tą skargą indywidualną
  • Chce wskazać na kluczowe znaczenie tej sprawy dla ochrony sędziów przed bezprawnym stosowaniem wobec nich środków dyscyplinarnych

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu zakomunikował skargę rządowi RP 21 września 2020 r. (skarga nr 21181/19).

Postępowania dyscyplinarne wobec sędziego i jego skarga do ETPC

Wobec sędziego Igora Tulei wszczęto w sumie siedem postępowań dyscyplinarnych. Najgłośniejsze dotyczyło rzekomego przestępstwa nadużycia uprawnień w związku z ujawnieniem przez sędziego w 2017 r. informacji z umorzonego śledztwa ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nieprawomocnie odmówiła 9 czerwca 2020 r. zgody na uchylenie jego immunitetu (5 października Izba Dyscyplinarna rozpatrzy odwołanie prokuratury).   

Innym powodem „dyscyplinarki” było zadanie pytania prejudycjalnego do TSUE w sprawie ustawy rozszerzającej odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów. Pozostałe sprawy  dotyczyły publicznych komentarzy sędziego o zmianach w sądownictwie i jego udziału w zgromadzeniach.

W skardze do ETPC Igor Tuleya przytoczył art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka o prawie do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Według sędziego postępowania dyscyplinarne podważyły jego reputację jako sędziego. Z kolei sposób prowadzenia postępowań był nieproporcjonalny do spraw, których dotyczyły.

Sędzia powołał się też na art. 13 EKPC o prawie do skutecznego środka odwoławczego, Wskazał, że nie dysponował żadnym środkiem, za pomocą którego mógłby przeciwdziałać naruszaniu swego prawa do prywatności.

Trybunał poinformował, że sprawa badana będzie także pod kątem wolności wyrażania opinii (art. 10. EKPC).

Wniosek RPO do ETPC

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do ETPC  o zezwolenie na złożenie pisemnych uwag w charakterze trzeciej strony w sprawie. Gdyby Trybunał zdecydował o przeprowadzeniu rozprawy, Rzecznik prosi o wzięcie w niej udziału.

Jak napisał Adam Bodnar do ETPC, sprawa dotyczy nieuzasadnionego zakresu i nieproporcjonalnego sposobu stosowania mechanizmu odpowiedzialności dyscyplinarnej. Za jego pomocą polskie władze starają się wpływać na sędziów, którzy krytycznie oceniają zmiany wprowadzone w ostatnich latach w polskim sądownictwie.

Skarga sędziego Igora Tulei może poprzedzać serię skarg sędziów na zastosowane wobec nich środki dyscyplinarne i administracyjne. Środki te mogą prowadzić do zagrożenia lub naruszenia niezawisłości sędziowskiej, naruszać dobre imię sędziego, naruszać poszanowanie jego życia prywatnego, a także skutkować ograniczeniem wolności słowa sędziego.

Ponadto praktyka wskazuje na celowy zamiar władz „uciszenia” zarówno poszczególnych sędziów, których dotyczą te środki, jak i wywarcia wpływu na całą społeczność sędziowską. Działania władz mają na celu wywołanie „efektu mrożącego”.  Dlatego może chodzić o ogólne gwarancje dla polskich sędziów znajdujących się w podobnej sytuacji.

RPO przypomniał, że na obecny system odpowiedzialności dyscyplinarnej w znacznej mierze wpływa Minister Sprawiedliwości, który m.in. powołuje nie tylko sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych, ale także i sędziów sądów dyscyplinarnych pierwszej instancji. Ponadto powołano nową Izbę Dyscyplinarną w Sądzie Najwyższym  do rozstrzygania o odpowiedzialności dyscyplinarnej w zawodach prawniczych, w szczególności sędziów.

Negatywne zmiany w systemie odpowiedzialności dyscyplinarnej, które nadmiernie wpływają na działalność orzeczniczą polskich sądów, skłoniły Komisję Europejską do wszczęcia przeciwko Polsce postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego i wniesienia skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu (sprawa C-91/19).  Zastosował on środek tymczasowy w postaci zawieszenia działalności Izby Dyscyplinarnej SN.

W ostatnich latach RPO podejmował liczne interwencje wobec sędziów, wobec których stosuje się opresyjną praktykę wszczynania nieuzasadnionych, często iluzorycznych, ale mających na celu zastraszenie, postępowań dyscyplinarnych. Rzecznik zgromadził znaczną dokumentację dotyczącą szczegółów funkcjonowania systemu dyscyplinarnego. Obejmuje ona m.in. materiały dotyczące poszczególnych postępowań dyscyplinarnych, zebrane w ramach kompetencji RPO.

Dlatego Rzecznik uważa, że ​​pisemne uwagi, które chciałby przedstawić, mogą okazać się przydatne Trybunałowi przy rozpatrywaniu sprawy.

VII.505.14.2020

Rzecznik ma wątpliwości ws. możliwego systemu utrzymania dystansu i ustalania kontaktów zakaźnych w szkołach

Data: 2020-09-11
  • Szkoły mogą wykorzystywać system badający utrzymywanie dystansu między uczniami oraz ustalania kontaktów zakaźnych
  • Precyzyjne monitorowanie uczniów na każdym etapie pobytu w szkole może być bardziej inwazyjne niż np. zastosowanie monitoringu wizyjnego
  • A dla takiego przetwarzania danych zarówno uczniów, jak i nauczycieli, powinna istnieć wyraźna podstawa ustawowa z odpowiednimi gwarancjami

W związku z rozpoczętym rokiem szkolnym i decyzją Ministra Edukacji Narodowej o powrocie do stacjonarnego nauczania pojawiają się zagadnienia, które warto poddać analizie.

W tym kontekście Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę na doniesienia prasowe dotyczące technologii, które mogą być wykorzystane przez polskie szkoły do utrzymania dystansu między uczniami oraz ustalania kontaktów zakaźnych.

Opisywany przez „Gazetę Wyborczą” system ma mierzyć uczniom temperaturę, kontrolować dystans między uczniami podczas przerw i przypominać im o regularnym myciu rąk. Ma automatycznie sprawdzać obecność uczniów i lokalizować, w którym miejscu szkoły aktualnie dany uczeń się znajduje. Pozwala także ustalić kontakty między monitorowanymi osobami. System zakłada przetwarzanie danych osobowych uczniów i nauczycieli

Opisywane rozwiązania budzą zasadnicze wątpliwości RPO co do ich proporcjonalności. Precyzyjne monitorowanie uczniów na każdym etapie pobytu w szkole może być bardziej inwazyjne niż np. zastosowanie monitoringu wizyjnego.  A artykuł sugeruje również dostęp do danych o położeniu ucznia przez osoby znajdujące się poza szkołą.

Ponadto taki system – aby był skuteczny – musiałby być obowiązkowy, a to oznacza odejście od zasady dobrowolności w stosowaniu środków służących ustalaniu kontaktów zakaźnych. Tymczasem istnieją plany objęcia tym systemem również nauczycieli.

A dla takiego przetwarzania danych uczniów i nauczycieli powinna istnieć wyraźna podstawa ustawowa z odpowiednimi gwarancjami uwzględniającymi specyfikę nowego narzędzia.

- W mojej ocenie powinniśmy do takich rozwiązań podchodzić z dużą ostrożnością i dokonać odpowiedniej analizy, przy udziale psychologów, nauczycieli oraz prawników – podkreśla Adam Bodnar.

Przypomina, że prywatność jednostki jest wartością chronioną konstytucyjnie. Artykuł 47 Konstytucji zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a art. 51 Konstytucji odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce.  Zgodnie z Konstytucją ograniczenia praw i wolności muszą być ustanowione w ustawie, nie mogą naruszać istoty wolności i praw i muszą służyć usprawiedliwionym konstytucyjnie celom.

Prywatność i autonomia informacyjna jednostki są chronione również przez Europejską Konwencję Praw Człowieka (art. 8) i Kartę Praw Podstawowych (art. 7 i 8).

Realizację ochrony konstytucyjnych wartości w omawianym zakresie zapewnia m.in.  RODO - rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z  27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE.

W tym kontekście należy wskazać w szczególności na zasadę minimalizacji danych, która wskazuje, że dane mają być adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów,
w których są przetwarzane.

Rzecznik spytał ministra Marka Zagórskiego, czy resort cyfryzacji podejmował działania analityczne w tym zakresie, a jeśli nie, to czy widzi taką możliwość. W ocenie RPO zaoferowanie MEN  pomocy byłoby niezwykle cenne, szczególnie wobec rozległych doświadczeń Ministerstwa Cyfryzacji dotyczących ustalania kontaktów zakaźnych.

VII.501.241.2020

RPO ponownie pisze do Służby Więziennej ws. widzeń osadzonych z dziećmi

Data: 2020-09-10
  • Służba Więzienna nie chce przywrócić widzeń osadzonych z dziećmi, powołując się no to, że ryzyko zakażenia koronawirusem jest zbyt duże
  • Tymczasem do RPO wciąż wpływają skargi, że odseparowanie dzieci od jednego z rodziców jest dla dzieci niezmiernie krzywdzące i trudne do wytłumaczenia
  • Trudno też zrozumieć, dlaczego nastoletnie dzieci nie mogą odwiedzić rodzica w więzieniu mimo, że są w stanie dostosować się do rygorów sanitarnych

Epidemia wymusza wprowadzenie restrykcji w sposobie  widzeń, jednakże dalsze pozbawienie osadzonego rodzica bezpośredniego kontaktu ze swoim dzieckiem w ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich to zbyt daleko idące obostrzenie.  

Zastępczyni RPO Hanna Machińska ponownie zwróciła się w tej sprawie do płk. Andrzeja Leńczuka, zastępcy Dyrektora Generalnego Służby Więziennej

Do RPO wpływają skargi od osób pozbawionych wolności, że od marca nie miały szansy zobaczyć swoich dzieci, a widzenia z rodziną są ograniczone.

W odpowiedzi na interwencję płk Leńczuk odpisał, że przywrócenie widzeń z dziećmi nie jest możliwe w czasie pandemii – ze względu na ryzyko dla dzieci. W indywidualnych przypadkach dopuszcza się widzenie z osobami nie będącymi najbliższymi członkami rodziny osadzonego. Decyzję podejmuje każdorazowo dyrektor jednostki penitencjarnej.

W dalszym ciągu wątpliwości Rzecznika budzi kwestia dotycząca ograniczenia kręgu osób odwiedzających wyłącznie do osób najbliższych oraz uniemożliwienie realizacji widzeń osadzonych z dziećmi.

Przekazane wyjaśnienia nie odpowiadają bowiem na pytanie, czy ograniczenie kręgu osób odwiedzających wyłącznie do osób najbliższych, ma istotne znaczenie z epidemicznego punktu widzenia. Należy się również zastanowić, jakimi kryteriami będzie kierował się dyrektor jednostki penitencjarnej rozpatrując wniosek o wyrażenie zgody na widzenie z osobą, która nie należy do kręgu osób najbliższych, lecz wcześniej odwiedzała go jako osoba bliska.

Odnosząc się do sprawy wstrzymania widzeń osadzonych z dziećmi, Hanna Machińska pyta, czy analizowano rozwiązanie, by mogły odbywać się w sposób, w jaki realizowane są widzenia tymczasowo aresztowanych.

- Nie należy tracić z pola widzenia faktu, że prawdopodobnie walka z epidemią koronawirusa będzie trwała przez następne miesiące albo i lata. Dlatego też, Służba Więzienna stoi przed koniecznością wypracowania procedur, które w perspektywie długoterminowej pozwolą osadzonym na realizację przysługujących im praw, mimo epidemii – podkreśla Hanna Machińska  

Przekazała SW rozwiązania w innych państwach. Dla przykładu:

  • osadzonym w Anglii i Walii umożliwiono utrzymywanie kontaktu z najbliższymi członkami rodziny, w tym z dziećmi, a także z osobami, które stanowią wsparcie dla skazanego, niezależnie od relacji rodzinnej. W spotkaniu z osadzonym mogą uczestniczyć: maksymalnie dwie osoby dorosłe lub jedna osoba dorosła i maksymalnie dwoje dzieci, bądź dwie osoby dorosłe i jedno dziecko. Wszystkie osoby odwiedzające zobowiązane są do utrzymania dystansu społecznego oraz korzystania z maseczek.
  • w Danii, gdzie także na początku epidemii wstrzymano realizację widzeń skazanych z bliskimi, w maju planowano wprowadzenie widzeń z pewnymi ograniczeniami (w trakcie widzenia mogła uczestniczyć jedna osoba dorosła i maksymalnie dwoje dzieci). Od 12 czerwca planowane było wznowienie realizacji widzeń na zasadach obowiązujących przed epidemią.
  • od czerwca również więźniowie w Norwegii mogą spotykać się ze swoimi bliskimi.

Chodzi o podkreślenie, że mimo trwającej na świecie epidemii Służba Więzienna powinna dążyć do normalizacji funkcjonowania jednostek penitencjarnych, zwłaszcza w aspekcie realizacji prawa osadzonych do kontaktu ze światem zewnętrznym.

IX.517.1642.2020

Z urzędu. Nieurzędowy raport ze skarg, rozmów, spotkań z Rzecznikiem Praw Obywatelskich VII Kadencji 2015–2020 Adamem Bodnarem

Data: 2020-09-09
  • To nie jest urzędowy raport z działań RPO podejmowanych w czasie pięcioletniej kadencji. To sprawozdanie dla obywatelek i obywateli oraz dla organizacji pozarządowych, które wysunęły w 2015 r. kandydaturę Adama Bodnara na funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich.
  • To nie były zwykłe czasy, zwykła kadencja – ale i sama instytucja RPO nigdy nie była też zwyczajna. Od 30 lat analizuje ona skargi od ludzi. Pamięta więcej niż jedną kadencję, widzi dalej, niż do najbliższych wyborów.
  • Postanowiłyśmy pokazać, jak dziś wyglądają prawa i wolności obywateli w Polsce – ze szczególnej perspektywy ponad 270 tys. wniosków, jakie trafiły do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich w ciągu pięciu lat, 150 tys. rozmów telefonicznych prowadzonych przez prawników Biura, jak również setek spotkań RPO Adama Bodnara. 
  • W wielu uczestniczyłyśmy – zwłaszcza na szlaku spotkań regionalnych RPO w całej Polsce, którą przemierzałyśmy wraz z Adamem Bodnarem w ośmioosobowym busiku - piszą autorki: Barbara Imiołczyk, Agnieszka Jędrzejczyk i Aneta Kosz.

Tekst ten zaczął powstawać na początku 2020 r. Rzecznik praw obywatelskich planował rozliczenie się z kadencji, która kończyła się 8 września 2020 r. Kończyłyśmy pracę na  w środku pandemii i kampanii wyborczej, w rzeczywistości, którą kilka miesięcy wcześniej trudno było sobie nawet wyobrazić. Okoliczności sprawiły, że podsumowanie VII kadencji przyjęło właśnie taką formę.

Tworzyłyśmy ten raport korzystając z wiedzy członkiń i członków komisji ekspertów i rad społecznych oraz naszych koleżanek i kolegów z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich – wybitnych prawników i praktyków praw człowieka. Dzięki nim to, co ludzie opowiadają, zamienia się w historię naszego kraju, a indywidualne problemy i krzywdy – w opowieść o prawach i wolnościach konstytucyjnych. A więc w coś, co nas łączy, czyniąc naszą wspólną sprawą.

Nasz raport nie jest raportem urzędowym nie tylko ze względu na nieprawniczy język, ale dlatego, że nie chciałyśmy w nim uciec od tej naszej własnej perspektywy.

Należymy do trzech pokoleń kobiet,  dla każdej z nas doświadczenie pracy w Biurze RPO w ostatnich latach było więc inne – ale równie przejmujące i ważne. Dosyć szybko zresztą uzgodniłyśmy, że mimo oczywistych różnic w perspektywie łączą nas dwie rzeczy:

  • zachwyt dla tego, co ludzie w Polsce potrafią robić, jak zmieniają świat. Bardzo chcemy, by i Czytelnik się o tym dowiedział. Bo właśnie tu, gdzie spotykają się aktywni obywatele i eksperci, którzy znają znaczenie szczegółów i rozumieją, jak przekładają się one na ludzkie życie – tu można zrobić najwięcej;
  • przekonanie, że za wiele jest w naszym kraju zapomnianej krzywdy, samotnych dramatów przeżywanych ze świadomością, że to nikogo nie interesuje. Tego nie można tak zostawić.

Barbara Imiołczyk, Agnieszka Jędrzejczyk, Aneta Kosz

(fragment wstępu)

Atak TVP na prof. Krzysztofa Simona. KRRiT podzieliła opinię nadawcy

Data: 2020-09-08
  • Materiał TVP o lekarzu-epidemiologu, który krytykował działania władz w czasie epidemii, mógł budzić wątpliwości pod kątem rzetelności, bezstronności, etyczności i  warsztatu dziennikarskiego
  • W kwietniu 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o interwencję
  • KRRiT podzieliła wyjaśnienia nadawcy publicznego w kontekście publikacji zamieszczonej na stronie internetowej TVP Info w tej sprawie

14 kwietnia 2020 r. TVP Info wyemitowała materiał prasowy „Prof. Simon neguje zakaz wypowiedzi. 31.01 ogłosił, że leci do Indii i „nic go to specjalnie nie obchodzi”. Prof. Krzysztof Simon to lekarzem, który publicznie krytykował stan przygotowania polskich placówek medycznych do epidemii oraz działania władz.

Lekarze zareagowali na program – zauważyli, że wypowiedzi prof. Simona zostały przez pracowników TVP zmanipulowane. Zarząd Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wydał oświadczenie, w którym uznaje działania nadawcy publicznego za nagonkę na prof. Simona. Za niedopuszczalne uznano podawanie nieprawdziwych informacji o wypowiedziach prof. Krzysztofa Simona, a także negowanie przez osoby niekompetentne prawa do wypowiedzi lekarza, specjalisty chorób zakaźnych na temat COVID-19.

Ponadto Zarząd Stowarzyszenia popiera stwierdzenia prof. Simona o absurdalności niektórych ograniczeń nałożonych na społeczeństwo oraz o niedopuszczalności stosowania wyjątków dla wybranych osób.

Zdaniem Rzecznika materiał TVP Info może rzeczywiście budzić wątpliwości pod kątem jego rzetelności, bezstronności, etyczności, warsztatu dziennikarskiego oraz możliwości manipulacji faktami.

RPO poprosił przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego.

Odpowiedź KRRiT

Uprzejmie informuję, że w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji zostało przeprowadzone w tej sprawie postępowanie wyjaśniające.

W ramach postępowania nadawca przedstawił stanowisko odnoszące się do zarzutów przedstawionych przez Pana Rzecznika, w którym wyjaśnił, że wskazany w skardze materiał został opublikowany na stronie internetowej www.tvp.info i nie był emitowany w programie TVP Info.

Zamieszczono w nim wypowiedź prof. K. Simona z 31 stycznia 2020 r., w której podawał w wątpliwość skalę zagrożenia wynikającego z epidemii koronawirusa. Jednocześnie przywołano wypowiedzi profesora z kwietniowego wywiadu dla „Gazety Wyborczej”, w którym z określał niektóre obowiązujące wówczas obostrzenia jako nadmierne, jednocześnie zarzucając polskim władzom brak przygotowania do walki z epidemią w zakresie wyposażenia szpitali w sprzęt.

Analiza wyjaśnień nadawcy w kontekście publikacji zamieszczonej na stronie internetowej TVP Info pod adresem  https://www.tvp.info/47567935/koronawirus-w-polsce-prof-krzysztof-simon-atakuie-rzad-wieszwiecej pozwoliła KRRiT na przyjęcie przedstawionej argumentacji.

KRRiT nie będzie w tej sprawie podejmowała dodatkowych działań – zakończył przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski.

VII.564.48.2020

Osadzony rodzic ma prawo do zabawy z dziećmi podczas widzenia. Służba Więzienna zgadza się z RPO

Data: 2020-09-03
  • Rodzic odbywający karę więzienia ma podczas widzenia prawo do zabawy z dziećmi w wyznaczonym do tego kąciku
  • Służba Więzienna przyznała rację Rzecznikowi Praw Obywatelskich, że jest to ważne dla utrzymania prawidłowej więzi rodzica z dzieckiem
  • Dyrektorzy okręgowi SW mają zbadać przepisy funkcjonowania kącików zabaw i wyeliminować z nich nieprawidłowe zapisy w tej kwestii

RPO badał sprawę ojca pięciorga dzieci, który nie mógł spędzić z nimi czasu w kąciku zabaw w sali widzeń – choć one chciały się z nim bawić. Powodem był zakaz opuszczania wyznaczonego osadzonemu miejsca w sali widzeń bez zgody SW. Dany funkcjonariusz nie wie bowiem, czy dany skazany gwarantuje poprawne zachowanie podczas widzenia.

Według RPO ograniczanie kontaktu z dzieckiem do czasu spędzonego przy stoliku wydaje się dolegliwe dla osadzonego i krzywdzące dla dziecka.

- Ufam, że realizacja widzenia skazanych z małymi dziećmi w sposób uniemożliwiający im aktywne spędzenie czasu w kąciku zabaw, będzie odstępstwem, nie zaś obowiązującą regułą – napisała zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich Hanna Machińska do Dyrektora Generalnego SW.

Wyraziła nadzieję na wspólnie wypracowanie rozwiązania, które nie będzie godziło w bezpieczeństwo, a z drugiej strony pozwoli skazanym na efektywniejsze wykorzystanie czasu z dziećmi w trakcie widzenia

Odpowiedź SW

- Przeanalizowałem przedstawioną przez Panią sprawę i podzielam zawarty w piśmie wniosek dotyczący znaczenia dla utrzymania prawidłowej więzi wspólnej zabawy rodzica z dzieckiem w kącikach zabaw – odpisał zastępca DG SW płk Andrzej Leńczuk.

Służba Więzienna dostrzega ogromną rolę rodziny w procesie readaptacji społecznej i jest świadoma faktu, że wykonywanie kary pozbawienia wolności wiąże się ze zmianą sytuacji rodziny osoby pozbawionej wolności. Szczególnie dotkliwie negatywnych) konsekwencji tego stanu mogą doświadczać dzieci.

Dobre relacje pozbawionego wolności rodzica z dziećmi a także innymi członkami rodziny, mają pozytywny wpływ na jego postępowanie w jednostce penitencjarnej, dają mu zwykle motywację do zmiany zachowań czy mechanizmów powodujących popadanie w konflikty z prawem.

Funkcjonariusze rozumieją także, że pobyt dziecka w zakładzie karnym lub areszcie to dla niego szczególna sytuacja, związana z obawami i lękiem. Dlatego też staramy się minimalizować te emocje. Temu celowi służyło zorganizowanie 152 kącików zabaw dla dzieci wyposażonych w certyfikowane meble, zabawki i książki, które powstały dzięki środkom z Norweskiego Mechanizmu Finansowego. W tym celu umiejscowiono także w poczekalniach miejsca do przewijania dzieci.

Ponadto okresowo organizowane są także programy polegające na zagospodarowaniu czasu dzieciom oczekującym na widzenie z rodzicem np. poprzez czytanie bajek. W celu umożliwienia osadzonym dodatkowych spotkań z dziećmi na terenie wielu jednostek organizowane są spotkania rodzinne z okazji dnia św. Mikołaja, Dnia Dziecka oraz innych świąt.

Dotychczas nie wpłynęły do mnie inne sygnały, niż opisywana przez Panią jednostkowa sytuacja, które mogłyby świadczyć o tym, iż w jednostkach penitencjarnych występują problemy w zakresie korzystania z kącików.

Oczywiście każdy Dyrektor kierujący zakładem karnym lub aresztem śledczym, uwzględniając specyfikę jednostki, w tym warunki panujące w sali widzeń, indywidualną sytuację osadzonego, a także inne czynniki, musi wprowadzać zasady w zakresie korzystania z kącików zabaw. Jest to niezbędne także ze względu na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa dziecku odwiedzającemu rodzica w więzieniu.

Jednakże regulacje te nie mogą być tak restrykcyjne, że w efekcie wspólna zabawa osadzonego lub osadzonej z dziećmi staje się niemożliwa.

Zobowiązałem wszystkich dyrektorów okręgowych Służby Więziennej do dokonania przeglądu obowiązujących uregulowań dotyczących funkcjonowania kącików zabaw i ewentualnego wyeliminowania z nich nieprawidłowych zapisów – podkreślił płk Andrzej Leńczuk.

IX.517.1661.2019

Wyciek danych w Gnieźnie. UODO nadal czeka na informacje z prokuratury

Data: 2020-08-18
  • W kwietniu do sieci wyciekły adresy ponad 300 osób objętych kwarantanną w powiecie gnieźnieńskim wyciekły do sieci.
  • Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych poinformował RPO, że wystąpił o informacje od policji i prokuratury.
  • Dane z policji spłynęły, ale nie były konkluzywne. UODO nadal czeka więc na informacje z prokuratury.

11 sierpnia RPO zapytał się ponownie o stan sprawy. Okazuje się, że Komendant Powiatowy Policji w Gnieźnie wskazał już podmioty, którym były udostępniane informacje dotyczące adresów osób objętych kwarantanną. Ale z wyjaśnień tychże podmiotów „nie wynika w sposób jednoznaczny, który (które) z podmiotów doprowadził (doprowadziły) do ujawnienia nieuprawnionym odbiorcom adresów osób przebywających na kwarantannie”.

W związku z tym Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zwrócił się do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu oraz Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie o przekazanie informacji, które są niezbędne do ustalenia podmiotu (podmiotów), który (które) ujawnił (ujawniły) adresy osób przebywających na kwarantannie oraz okoliczności tego zdarzenia. Obecnie Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych oczekuje na przekazanie tych informacji.

VII.501.95.2020

Koszmar sąsiedzkiego monitoringu - bez zadośćuczynienia dla jego ofiar. Skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2020-08-07
  • Sąd oddalił pozew „kamerowanych” dwóch małżeństw o zadośćuczynienie od sąsiadów, którzy założyli taki monitoring
  • Ocenił, że naruszono prawo powodów do prywatności, wizerunku i głosu (bez ich wiedzy kamery nagrywały też rozmowy), ale nie przyznał im zadośćuczynienia
  • Uzasadnił to m.in. tym, że krzywda nie była dolegliwa, między sąsiadami był zadawniony konflikt, a kamery założono dla ochrony mienia
  • Tymczasem krzywdą powodów było odczucie upokorzenia, wstydu, stanów lękowych. A to wymaga rekompensaty od pozwanych
  • Sąd nie widzi zaś różnicy między prywatnością na własnej posesji i w przestrzeni publicznej - skoro argumentuje, że powodowie mogli być nagrani także i przez miejski monitoring

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich składa w tej sprawie skargę nadzwyczajną. Wnosi, aby Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok Sądu Okręgowego w S. i zwrócił mu sprawę do ponownego rozpoznania.

Zaskarżone orzeczenie jest sygnałem dla tych, którzy bezprawnie naruszają prywatność innych, że nie spotka ich za to żadna sankcja. Uchylenie wyroku - z którego wynika, że prawo nie przewiduje za to odpowiedzialności - jest konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej.

Historia sprawy

Małżeństwo N. i S. przyjaźni się ze sobą. Za sąsiadów mają małżeństwo M. Między państwem N. i S. a M. trwa zadawniony konflikt. Na pobliskiej działce zdarzały się kradzieże. Państwo M. pod koniec 2010 r. zamontowali na częściach wspólnych budynku mieszkalnego trzy kamery monitoringu wizyjnego. Nie konsultowali tego z sąsiadami, choć kamery obejmowały także część nieruchomości państwa S. z drzwiami, schody do lokalu państwa N.  oraz ich podwórko.

Sąsiedzi nie mogli pogodzić się z tym, że ich wizerunek może być utrwalany i oglądany. A nie wiedzieli wtedy jeszcze, że dwie kamery mają mikrofony. Tymczasem u jednej z kobiet zdiagnozowano poważną chorobę, której szczegóły były przedmiotem rozmów.

Nie mogąc zaakceptować monitorowania na własnej posesji, pani N. przez pierwsze dni nie wychodziła z domu. Wychodząc zaś później, zakrywała twarz. Rozważała wyprowadzkę. W końcu uznała, że nie zostawi domu, w który włożyła wraz z mężem dużo pracy i pieniędzy.

Państwo N. napisali do małżonków M., aby usunęli kamery, bo naruszają ich prywatność. Przeszkadza to zarówno im, jak też ich znajomym (z którymi musieli rozluźnić kontakty). Odpowiedzi nie dostali.

Podali zatem państwa M. do sądu. W 2012 r. sąd rejonowy nakazał przywrócenie stanu zgodnego z prawem przez usunięcie kamer i zobowiązanie do niemontowania ich w przyszłości. W tym samym roku sąd okręgowy utrzymał wyrok. Wtedy pan M. zdemontował kamery.

W międzyczasie pan S. użył wobec pana M. wulgarnych słów, za co ten oskarżył go o znieważenie. Sąd uznał S. za winnego, choć postępowanie karne warunkowo umorzył. Dopiero w toku tego postępowania - w 2014 r. - państwo N. i S. dowiedzieli się, że dwie kamery miały mikrofony. Było to dla nich szokiem, zwłaszcza że wcześniejszy demontaż kamer przyjęli z ulgą.

Wtedy oba małżeństwa wytoczyły państwu M. proces cywilny o ochronę dóbr osobistych i  zadośćuczynienie. Wskazano na  naruszenie dóbr osobistych w postaci prywatności, intymności, nietykalności mieszkania oraz wizerunku i głosu.

W 2016 r. sąd rejonowy zasądził od pozwanych solidarnie po 3 tys. na rzecz każdego z powodów i po 7 tys. na każdą z powódek

W 2017 r. sąd okręgowy zmienił ten wyrok i prawomocnie oddalił powództwo. Zgodził się co do naruszenia dóbr osobistych powodów wskutek bezprawnego zachowania pozwanych. Zarazem uznał jednak, że nie można automatycznie z tym wiązać zadośćuczynienia, którego przyznanie jest fakultatywne. Aby było to możliwe, konieczne jest wystąpienie krzywdy.  

A obiektywnie oceniając sytuację, nie można stwierdzić, by sam fakt świadomości zainstalowania kamer na nieruchomości prywatnej - mimo że może być dolegliwy czy wywołujący dyskomfort - był źródłem dojmującej krzywdy w stopniu uzasadniającym zadośćuczynienie.

Ponadto sąd zaznaczył, że dziś monitoring wizyjny funkcjonuje powszechnie w przestrzeni publicznej, na ulicach, parkach czy też w sklepach, galeriach handlowych, urzędach. A skoro wszędzie tam powodowie są zapewne utrwalani w monitoringu, który może być odtworzony i odsłuchany przez osoby trzecie,  to trudno uznać, że nagranie powodów na monitoringu zainstalowanym na nieruchomości prywatnej, o którego istnieniu wiedzieli, mógł realnie wpłynąć na komfort ich życia i naruszać dobra osobiste w tak znaczący sposób, że uzasadniałoby to przyznanie im zadośćuczynienia – wywodzi sąd.

Według niego nie ma dowodów, że zainstalowanie kamer wywołało znaczący, negatywny wpływ na życie powodów i mogło być źródłem dotkliwych cierpień. Wszystkie opisane przez nich sytuacje mogły mieć przecież miejsce i w przestrzeni publicznej. Wtedy również byliby nagrani przez monitoring, co trudno uznać za naruszenie dóbr osobistych.

Zdaniem sądu znaczenie ma też konflikt między stronami. Z jednej strony pozwani bezprawnie zamontowali kamery, z drugiej zaś jeden z powodów znieważył pozwanych.

A motywów zainstalowania monitoringu nie można sprowadzić do chęci nękania, szykan czy śledzenia powodów, ale  głównie ochrony swego mienia. Normalnym działaniem właściciela w tym celu  jest zamontowanie monitoringu obejmującego teren wokół nieruchomości.

Argumenty RPO

Wyrokowi sądu RPO Adam Bodnar zarzuca:

  • naruszenie prawa w sposób rażący przez błędną wykładnię art. 24 § 1 w związku z art. 448 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny, polegającą na odmowie przyznania powodom zadośćuczynienia w sytuacji wyrządzenia im krzywdy na skutek bezprawnego naruszenia dóbr osobistych;
  • naruszenie art. 47 Konstytucji RP poprzez niezapewnienie ochrony prawa do prywatności powodów;
  • naruszenie art. 45 ust. 1 Konstytucji RP poprzez ograniczenie powodom prawa do sądu i uniemożliwienie dochodzenia roszczeń o niedużej wartości.

Sąd tak naprawdę dostrzega krzywdę powodów. Nie mogąc zaprzeczyć ciężarowi zmian, jakie na ich życiu i psychice odcisnęło działanie pozwanych, próbuje minimalizować je przez odmowę zadośćuczynienia. Ich krzywdę określa mianem  „dolegliwości”. Tymczasem w orzecznictwie sądów zauważono wielkość cierpień psychicznych wywołanych monitoringiem. A już samo utrwalenie wizerunku osoby bez jej zgody jest naruszeniem art. 23 i art. 24 k.c. Fakultatywność przyznania zadośćuczynienia przez sąd nie oznacza zaś dowolności. 

Według RPO sąd wadliwie ocenił, że zadośćuczynienie nie należy się powodom z uwagi na wzajemność dokonywanych naruszeń wobec konfliktu między stronami. W orzecznictwie dominuje stanowisko, że w razie wzajemnego naruszenia dóbr osobistych roszczenia nie znoszą się wzajemnie. Nie wiadomo zaś, dlaczego instalacja kamer ma być usprawiedliwiona późniejszą sprzeczką, której finałem była sprawa karna.

Zasady zasądzenia zadośćuczynienia w sprawach dotyczących dóbr osobistych nakazują ich relatywizację do wagi i sposobu naruszenia. Art. 448, jak i inne przepisy k.c., jest poddawany ciągłej interpretacji w odniesieniu do zmieniającej się rzeczywistości. Najlepszym tego przykładem jest właśnie naruszenie prywatności, w tym danych osobowych, których ochrony - przed wejściem  w życie RODO - można było się domagać jedynie w drodze ochrony dóbr osobistych.

Dziś powodowie mogliby skorzystać z łatwiejszej drogi. Zgodnie z RODO każdy, kto poniósł szkodę majątkową lub niemajątkową w wyniku naruszenia rozporządzenia, ma prawo uzyskać od administratora lub podmiotu przetwarzającego odszkodowanie za poniesioną szkodę.

O tym, jaki charakter ma ingerencja w prywatność, świadczy stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 11 grudnia 2014 r. (C‑212/13). Uznał on, że wykorzystywanie systemu kamer przechowującego zapis obrazu osób na sprzęcie nagrywającym w sposób ciągły, takim jak dysk twardy, zainstalowanego przez osobę fizyczną na jej domu rodzinnym w celu ochrony własności, zdrowia i życia właścicieli domu, który to system monitoruje również przestrzeń publiczną, nie stanowi przetwarzania danych w trakcie czynności o czysto osobistym lub domowym charakterze.

Prywatność jest zatem prawem  bardzo silnie chronionym, a ingerencję w nią dopuszcza się  jedynie w wyjątkowych przypadkach. Na pewno nie jest dozwolone ingerowanie w taki sposób, jak zrobił to powód. Nie ma też możliwości odmowy rekompensaty szkody z uwagi na zachowanie poszkodowanego, które nie wiąże się z naruszeniem, jakiego dopuścili się pozwani.

Rzecznik podkreśla, że sąd nie powinien był podnosić argumentu odwołującego się do monitoringu w przestrzeni publicznej. Świadczy to tylko o niezrozumieniu przez sąd, czym jest sfera prywatności na własnej posesji, a czym - w przestrzeni publicznej. Tymczasem zupełnie inaczej należy oceniać proporcjonalność ingerencji w prywatność na obszarach w pełni publicznych, inaczej na obszarach, do których dostęp ma ograniczona liczba osób (np. zakład pracy), a jeszcze inaczej (i to najbardziej rygorystycznie) – będących własnością prywatną. W tym przypadku monitorowanie może być dopuszczalne zupełnie wyjątkowo.

Zdaniem sądu o braku winy pozwanych ma świadczyć potrzeba ochrony własnego mienia. Własność zyskuje zatem wyższe miejsce w hierarchii praw niż do prawo do prywatności. - Nikt nie ma jednak legitymacji, by naruszać prywatność innych, zyskując dostęp do ich życia intymnego tylko po to, aby chronić swoją własność, bo może uczynić w inny sposób – stwierdza RPO. A nawet gdyby uznać motyw ochrony własności, to trudno usprawiedliwić nagrywanie prywatnych rozmów.

W opinii Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych „przepisy o monitoringu nie zezwalają na nagrywanie dźwięku towarzyszącego zdarzeniom. Takie uprawnienia posiadają jedynie służby porządkowe i specjalne na podstawie ustaw regulujących ich działalność. Stosowanie rejestracji dźwięku może zostać uznane za nadmiarową formę przetwarzania danych, wiązać się z odpowiedzialnością administracyjną i cywilną, a nawet karną”. Jednoznacznie  wynika z tego bezprawność działania pozwanych.

- Uzyskanie tą drogą informacji o najbardziej intymnych sprawach powodów, jest ingerencją w prywatność wywołującą nie tylko negatywne uczucia, ale właśnie krzywdę polegającą na niezwykle silnych odczuciach wstydu, upokorzenia i stanów lękowych. Taka krzywda powinna zaś podlegać kompensacji – podsumowuje Adam Bodnar.

Wyrok sądu okręgowego nie może być ani uchylony ani zmieniony w trybie skargi kasacyjnej (zbyt niska wartość przedmiotu zaskarżeni) ani w trybie skargi o wznowienie postępowania.

Skarga RPO (tak jak kilka poprzednich) została skierowana do Izby Cywilnej, a nie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (właściwej według literalnego brzemienia art. 26 ustawy o SN z 8 grudnia 2017 r.). Przesądziła o tym uchwała z 23 stycznia 2020 r. połączonych Izb Sądu Najwyższego: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, stwierdzająca, że sprzeczność składu sądu z przepisami prawa zachodzi także wtedy, gdy w składzie sądu bierze udział osoba powołana na urząd sędziego SN na wniosek KRS ukształtowanej według ustawy z grudnia 2017r. Zważywszy, że pełny skład IKNSP powołano w sposób opisany w  uchwale SN, jej orzeczenia dotknięte byłyby wadą nieważności. Dla wyeliminowania tej ewentualności niezbędne było skierowanie skargi do Izby Cywilnej SN jako właściwej w sprawach z zakresu prawa cywilnego.

To w sumie 16. skarga nadzwyczajna RPO.  Spośród nich dziesięć dotyczyło kwestii spadków, głównie sprzecznych orzeczeń spadkowych. 

VII.511.23.2017

Sąd może żądać od dostawcy internetu danych abonenta na potrzeby procesu o ochronę dóbr osobistych

Data: 2020-08-06
  • Orzekł tak Sąd Najwyższy po rozpoznaniu pytania prawnego sądu, czy na potrzeby procesu o ochronę dóbr osobistych dostawca internetu może ujawniać tajemnicę telekomunikacyjną w postaci danych osobowych abonenta 
  • RPO wnosił, aby SN uznał to za dopuszczalne, jeśli to właśnie treści z internetu były podstawą naruszenia dóbr osobistych
  • Inaczej obywatel byłby pozbawiony konstytucyjnego prawa do sądu oraz do ochrony swej prywatności
  • Uchwała SN może ułatwić osobom pomówionym w internecie dochodzenie naruszonych praw

- Sąd jest uprawniony - na podstawie art. 159 ust. 2 pkt 4 ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne - do zażądania od podmiotu związanego tajemnicą telekomunikacyjną informacji pozwalających zweryfikować twierdzenie powoda, że czynu naruszającego dobra osobiste dopuścił się pozwany w sprawie – głosi podjęta 6 sierpnia 2020 r. uchwała trojga sędziów SN (sygn. akt III CZP 78/19).

Historia sprawy

W jednym z procesów cywilnych o ochronę dóbr osobistych sąd wystąpił do dostawcy internetu o przekazanie objętych tajemnicą telekomunikacyjną danych o użytkowniku sieci. Firma odmówiła, powołując się na art. 159 ust. 2 pkt 4 Prawa telekomunikacyjnego.

Zakazuje on zapoznawania się, utrwalania, przechowywania, przekazywania  treści lub danych objętych tajemnicą telekomunikacyjną przez osoby inne niż nadawca i odbiorca komunikatu - chyba że „będzie to konieczne z innych powodów przewidzianych ustawą lub przepisami odrębnymi”. Przepisów tych nie stosuje się do komunikatów i danych ze swojej istoty jawnych lub też ujawnionych „postanowieniem sądu wydanym w postępowaniu karnym, postanowieniem prokuratora lub na podstawie odrębnych przepisów”.

Rozpatrując apelację w tym procesie, sąd nabrał wątpliwości co do zakresu tego przepisu. Zadał w 2019 r. SN pytanie prawne: czy związany tajemnicą telekomunikacyjną dostawca  internetu  jest uprawniony do odmowy przedstawienia danych osobowych abonenta tej usługi w sprawie o naruszenie dóbr osobistych - jeżeli to właśnie treści prezentowane za pośrednictwem internetu mogą stanowić podstawę tego naruszenia. I czy podstawą udostępnienia tych danych na żądanie sądu cywilnego może być art. 159 ust. 2 pkt 4  Prawa telekomunikacyjnego.​

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do tego postępowania w SN. Przedstawił stanowisko, że świadczeniodawca nie jest uprawniony do odmowy przedstawienia danych osobowych abonenta w sprawie o naruszenie dóbr osobistych - jeżeli to właśnie treści prezentowane za pośrednictwem internetu mogą stanowić podstawę tego naruszenia. A podstawą udostępnienia tych danych jest art. 159 ust. 2 pkt 4 Prawa telekomunikacyjnego.

Argumenty RPO

Rzecznik dostrzega konieczność ochrony konstytucyjnych wartości, takich jak z jednej strony prawo do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki (art. 47 oraz art. 51 Konstytucji), a z drugiej strony prawo do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji). Musi być zatem ważony z jednej strony interes osoby, której dane są chronione poprzez tajemnicę telekomunikacyjną, a z drugiej - osoby, której cześć i dobre imię jest naruszane.

Opierając się na konstrukcji autonomii informacyjnej jednostki, Trybunał Konstytucyjny co prawda mówi o prymacie zgody na przetwarzanie danych osobowych, jednak dopuszcza rozwiązania przyjęte w aktach ustawowych, a zakładające przetwarzanie danych dla ochrony ważnych społecznie wartości.

Ukształtowanie procedury cywilnej, mającej na celu ochronę dóbr osobistych jednostek, w ten sposób, że nie są one w stanie uzyskać ochrony w wypadku anonimowych wypowiedzi publikowanych w internecie może stanowić barierę dla dochodzenia praw przed sądem, a tym samym ograniczać prawo dostępu do sądu.

W orzecznictwie sądów prezentowane są różne stanowiska co do dopuszczalności odmowy udzielenia przez przedsiębiorcę telekomunikacyjnego informacji żądanych przez sąd cywilny.

Wskazuje się na prawo przedsiębiorcy do takiej odmowy. Według jednego z komentarzy, „ograniczenie prawa ujawniania komunikatów i danych jedynie postanowieniem sądu karnego, a nie każdego sądu, pozwoli zniwelować zidentyfikowane nadużywanie przepisów retencyjnych do rozstrzygania spraw cywilnych, przy jednoczesnej świadomości, że przepisy retencyjne dotyczą spraw innej, dużo większej wagi (zwalczanie terroryzmu, obronność, dobro publiczne, etc.)”. Konieczność stosowania przepisów retencyjnych wyłącznie do najcięższych przestępstw podkreśliła Komisja Europejska. Polska wskazywana jest jako państwo członkowskie o największej liczbie wniosków uprawnionych podmiotów o dostęp do przechowywanych danych telekomunikacyjnych.

NSA 20 lutego 2013 r. stwierdził, że wykładnia art. 159 ust. 2 pkt 4 Prawa telekomunikacyjnego wskazuje, iż konieczność udostępnienia danych z innych powodów musi być przewidziana w przepisach w sposób wyraźny, a nie dorozumiany. W konsekwencji Prezes UKE postrzega ujawnienie tajemnicy telekomunikacyjnej w procesie cywilnym jako naruszenie Prawa telekomunikacyjnego.

Według Rzecznika przyjęcie takiej wykładni w odniesieniu do spraw cywilnych prowadzi do pozbawienia strony konstytucyjnego prawa do sądu i naruszenia jego konstytucyjnie chronionej prywatności.

W wyroku NSA z 21 lutego 2014 r. stwierdzono bowiem, że przepisy Prawa telekomunikacyjnego i przepisy o ochronie danych osobowych należy interpretować łącznie, mając na uwadze przepisy Konstytucji. NSA uznał wtedy, że ówczesna ustawa o ochronie danych osobowych dopuszczała przetwarzanie danych, gdy jest to niezbędne do wypełnienia prawnie usprawiedliwionych celów, a jest nim m,in. ściganie sprawców przestępstw, również z oskarżenia prywatnego.

Zdaniem NSA art. 159 ust. 4 Prawa telekomunikacyjnego oraz art. 18 ust. 6 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną nie zawężają zakresu podmiotowego ujawniania danych osobowych, a wskazują tylko przykłady ustawowego zwolnienia z tajemnicy telekomunikacyjnej oraz statuując bezwzględny obowiązek udzielania danych organom państwa na potrzeby prowadzonych przez nie postępowań.

Udostępnienie żądanych danych wydaje się zatem  możliwe, o ile jest adekwatne do celu i nie narusza innych gwarancji ochronnych. A wobec kolizji ustaw do głosu dojść muszą przepisy rangi konstytucyjnej.

W ocenie RPO akceptacja stanowiska pozwalającego na odmowę przedstawienia informacji, o które sąd zwraca się w postępowaniu cywilnym, może naruszać prawo do sądu. Strona - nie mogąc uzyskać takich danych w inny sposób niż przez wnioskowanie, by to sąd zobowiązał operatora do ich przedstawienia - nie jest w stanie wykazać naruszenia swojego dobra osobistego. Takie podejście  jest niezgodne z art. 45 ust. 1 Konstytucji określającym prawo do sądu oraz z art. 47, mówiącym o prawie  do prywatności w zakresie ochrony czci i dobrego imienia.

Oznaczałoby to, że obywatel nie mógłby skutecznie dochodzić ochrony swoich praw, opierając się na przepisach dotyczących ochrony dóbr osobistych.

A gwarancje proceduralne wynikające z postępowania cywilnego pozwalają sądowi na minimalizację wpływu na prywatność wniosków dowodowych przedstawianych przez strony – podkreśla RPO. Sąd może bowiem nie dopuścić wniosku dowodowego, który byłby np. złożony jedynie w celu uzyskania informacji o drugiej stronie sporu sądowego lub obejmowałby dane nieistotne dla postępowania - przez co stanowiłby nieproporcjonalną ingerencję w prywatność drugiej strony procesu.

VII.501.186.2019

Stanowisko RPO dla SN: dostawca internetu może ujawniać dane abonenta na potrzeby procesu o ochronę dóbr osobistych  

Data: 2020-08-04
  • 6 sierpnia 2020 r. Sąd Najwyższy rozpozna pytanie prawne, czy na potrzeby procesu o ochronę dóbr osobistych dostawca internetu może ujawniać tajemnicę telekomunikacyjną w postaci danych osobowych abonenta 
  • RPO wnosi, aby SN uznał to za dopuszczalne, jeśli to właśnie treści z internetu były podstawą naruszenia dóbr osobistych
  • Inaczej obywatel byłby pozbawiony konstytucyjnego prawa do sądu oraz do ochrony swej prywatności

W jednym z procesów cywilnych o ochronę dóbr osobistych sąd wystąpił do dostawcy internetu o przekazanie objętych tajemnicą telekomunikacyjną danych o użytkowniku sieci. Firma odmówiła, powołując się na art. 159 ust. 2 pkt 4 Prawa telekomunikacyjnego.

Zakazuje on zapoznawania się, utrwalania, przechowywania, przekazywania  treści lub danych objętych tajemnicą telekomunikacyjną przez osoby inne niż nadawca i odbiorca komunikatu - chyba że „będzie to konieczne z innych powodów przewidzianych ustawą lub przepisami odrębnymi”. Przepisów tych nie stosuje się do komunikatów i danych ze swojej istoty jawnych lub też ujawnionych „postanowieniem sądu wydanym w postępowaniu karnym, postanowieniem prokuratora lub na podstawie odrębnych przepisów”.

Rozpatrując apelację w tym procesie, sąd nabrał wątpliwości co do zakresu tego przepisu. Zadał w 2019 r. SN pytanie prawne: czy związany tajemnicą telekomunikacyjną dostawca  internetu  jest uprawniony do odmowy przedstawienia danych osobowych abonenta tej usługi w sprawie o naruszenie dóbr osobistych - jeżeli to właśnie treści prezentowane za pośrednictwem internetu mogą stanowić podstawę tego naruszenia. I czy podstawą udostępnienia tych danych na żądanie sądu cywilnego może być art. 159 ust. 2 pkt 4  Prawa telekomunikacyjnego.​

Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do tego postępowania w SN (sygn. akt III CZP 78/19). Przedstawił stanowisko, że świadczeniodawca nie jest uprawniony do odmowy przedstawienia danych osobowych abonenta w sprawie o naruszenie dóbr osobistych - jeżeli to właśnie treści prezentowane za pośrednictwem internetu mogą stanowić podstawę tego naruszenia. A podstawą udostępnienia tych danych jest art. 159 ust. 2 pkt 4 Prawa telekomunikacyjnego.

Argumenty RPO

Rzecznik dostrzega konieczność ochrony konstytucyjnych wartości, takich jak z jednej strony prawo do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki (art. 47 oraz art. 51 Konstytucji), a z drugiej strony prawo do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji). Musi być zatem ważony z jednej strony interes osoby, której dane są chronione poprzez tajemnicę telekomunikacyjną, a z drugiej - osoby, której cześć i dobre imię jest naruszane.

Opierając się na konstrukcji autonomii informacyjnej jednostki, Trybunał Konstytucyjny co prawda mówi o prymacie zgody na przetwarzanie danych osobowych, jednak dopuszcza rozwiązania przyjęte w aktach ustawowych, a zakładające przetwarzanie danych dla ochrony ważnych społecznie wartości.

Ukształtowanie procedury cywilnej, mającej na celu ochronę dóbr osobistych jednostek, w ten sposób, że nie są one w stanie uzyskać ochrony w wypadku anonimowych wypowiedzi publikowanych w internecie może stanowić barierę dla dochodzenia praw przed sądem, a tym samym ograniczać prawo dostępu do sądu.

W orzecznictwie sądów prezentowane są różne stanowiska co do dopuszczalności odmowy udzielenia przez przedsiębiorcę telekomunikacyjnego informacji żądanych przez sąd cywilny.

Wskazuje się na prawo przedsiębiorcy do takiej odmowy. Według jednego z komentarzy, „ograniczenie prawa ujawniania komunikatów i danych jedynie postanowieniem sądu karnego, a nie każdego sądu, pozwoli zniwelować zidentyfikowane nadużywanie przepisów retencyjnych do rozstrzygania spraw cywilnych, przy jednoczesnej świadomości, że przepisy retencyjne dotyczą spraw innej, dużo większej wagi (zwalczanie terroryzmu, obronność, dobro publiczne, etc.)”. Konieczność stosowania przepisów retencyjnych wyłącznie do najcięższych przestępstw podkreśliła Komisja Europejska. Polska wskazywana jest jako państwo członkowskie o największej liczbie wniosków uprawnionych podmiotów o dostęp do przechowywanych danych telekomunikacyjnych.

NSA 20 lutego 2013 r. stwierdził, że wykładnia art. 159 ust. 2 pkt 4 Prawa telekomunikacyjnego wskazuje, iż konieczność udostępnienia danych z innych powodów musi być przewidziana w przepisach w sposób wyraźny, a nie dorozumiany. W konsekwencji Prezes UKE postrzega ujawnienie tajemnicy telekomunikacyjnej w procesie cywilnym jako naruszenie Prawa telekomunikacyjnego.

Według Rzecznika przyjęcie takiej wykładni w odniesieniu do spraw cywilnych prowadzi do pozbawienia strony konstytucyjnego prawa do sądu i naruszenia jego konstytucyjnie chronionej prywatności.

W wyroku NSA z 21 lutego 2014 r. stwierdzono bowiem, że przepisy Prawa telekomunikacyjnego i przepisy o ochronie danych osobowych należy interpretować łącznie, mając na uwadze przepisy Konstytucji. NSA uznał wtedy, że ówczesna ustawa o ochronie danych osobowych dopuszczała przetwarzanie danych, gdy jest to niezbędne do wypełnienia prawnie usprawiedliwionych celów, a jest nim m,in. ściganie sprawców przestępstw, również z oskarżenia prywatnego.

Zdaniem NSA art. 159 ust. 4 Prawa telekomunikacyjnego oraz art. 18 ust. 6 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną nie zawężają zakresu podmiotowego ujawniania danych osobowych, a wskazują tylko przykłady ustawowego zwolnienia z tajemnicy telekomunikacyjnej oraz statuując bezwzględny obowiązek udzielania danych organom państwa na potrzeby prowadzonych przez nie postępowań.

Udostępnienie żądanych danych wydaje się zatem  możliwe, o ile jest adekwatne do celu i nie narusza innych gwarancji ochronnych. A wobec kolizji ustaw do głosu dojść muszą przepisy rangi konstytucyjnej.

W ocenie RPO akceptacja stanowiska pozwalającego na odmowę przedstawienia informacji, o które sąd zwraca się w postępowaniu cywilnym, może naruszać prawo do sądu. Strona - nie mogąc uzyskać takich danych w inny sposób niż przez wnioskowanie, by to sąd zobowiązał operatora do ich przedstawienia - nie jest w stanie wykazać naruszenia swojego dobra osobistego. Takie podejście  jest niezgodne z art. 45 ust. 1 Konstytucji określającym prawo do sądu oraz z art. 47, mówiącym o prawie  do prywatności w zakresie ochrony czci i dobrego imienia.

Oznaczałoby to, że obywatel nie mógłby skutecznie dochodzić ochrony swoich praw, opierając się na przepisach dotyczących ochrony dóbr osobistych.

A gwarancje proceduralne wynikające z postępowania cywilnego pozwalają sądowi na minimalizację wpływu na prywatność wniosków dowodowych przedstawianych przez strony – podkreśla RPO. Sąd może bowiem nie dopuścić wniosku dowodowego, który byłby np. złożony jedynie w celu uzyskania informacji o drugiej stronie sporu sądowego lub obejmowałby dane nieistotne dla postępowania - przez co stanowiłby nieproporcjonalną ingerencję w prywatność drugiej strony procesu.

VII.501.186.2019

Sprawa dostępu do leków osoby transseksualnej przebywającej w zakładzie karnym

Data: 2020-08-03
  • W Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich podjęto do badania sprawę osoby transseksualnej, która odbywa karę pozbawienia wolności w zakładzie karnym

W jej imieniu do Rzecznika zwróciła się osoba bliska oraz adwokat. Wnieśli  o interwencję RPO w sprawie zaprzestania przez administrację jednostki penitencjarnej podawania leków hormonalnych, dotychczas zlecanych tej osobie przez seksuologa, pod którego opieką przechodziła proces korekty płci.

Sytuacja osadzonej zasygnalizowana we wnioskach zaangażowała RPO do pilnych działań.

Z przedstawionych Rzecznikowi informacji wynika, że od 2018 r. osoba, w imieniu której wnioskodawcy zwrócili się po pomoc, w sposób konsekwentny podejmuje działania zmierzające do uzgodnienia swojego sposobu odczuwania płci z wyglądem zewnętrznym, w tym dokonując samodzielnie amputacji obu jąder. Ten dramatyczny gest przywiódł ją do odbycia konsultacji seksuologicznych oraz rozpoczęcia terapii hormonalnej – na własny koszt, za zgodą dyrektora jednostki penitencjarnej – i  przyjmowania leków zlecanych przez specjalistę (uznanego za jednego z najbardziej doświadczonych krajowych ekspertów w zakresie transseksualizmu).

Po przeniesieniu osadzonej do innego zakładu karnego jego dyrektor nie wydał zgody na kontynuację dotychczasowego leczenia, twierdząc, że wymaga dodatkowych konsultacji lekarskich. Termin, w jakim miałyby się odbyć, oznaczał jednak  konieczność przerwania dotychczasowej terapii. Według wnioskodawców mogło się to przyczynić do rozstroju zdrowia i powodowało ogromny stres oraz cierpienie psychiczne, przywodzące myśli samobójcze.

Rzecznik  zwrócił się o zbadanie sprawy do właściwego dyrektora okręgowego Służby Więziennej. Pozostaje też w bezpośrednim kontakcie z dyrektorem zakładu karnego, bieżąco monitorując stan sprawy.

Równolegle z działaniami RPO adwokatka występująca w imieniu osadzonej zwróciła się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka o zastosowanie środków tymczasowych na podstawie art. 39 regulaminu ETPC. Trybunał wniosek rozpatrzył i przychylił się do zawartych w nim tez, nakazując kontynuowanie – na dotychczasowych zasadach m.in. na koszt osadzonej i w dawkach przepisanych przez seksuologa – terapii hormonalnej stosowanej przed transportem do nowej jednostki penitencjarnej. Leczenie ma zostać utrzymane do czasu ewentualnej zmiany podjętej w wyniku konsultacji endokrynologicznej.

Art. 39 regulaminu Trybunału uprawnia Izbę (lub w razie potrzeby jej prezesa) do wskazania środków tymczasowych. Trybunał stosuje ten środek tylko wyjątkowo i wyłącznie w niektórych dziedzinach, jeśli istnieje nieuchronne ryzyko wystąpienia szkód nie do naprawienia. Sprawy, w których ETPC wskazał na potrzebę zastosowania takiego środka, dotyczyły dotychczas m.in. deportacji i ekstradycji.

W prowadzonej sprawie dotyczą one zobowiązania do kontynuacji dotychczasowego leczenia hormonalnego w procesie korekty płci, zanim nastąpią nieodwracalne zmiany mogące wyniknąć z decyzji administracji więziennej o przerwaniu leczenia. Proces ten ma zagwarantować skarżącym prawo do skutecznego wniesienia skargi.

Przedmiot i cel Europejskiej Konwencji Praw Człowieka jako instrumentu ochrony indywidualnych istot ludzkich wymaga, aby jej postanowienia interpretować i stosować w sposób zapewniający ich praktyczny charakter i skuteczność, jako część systemu skarg indywidualnych. Każda interpretacja musi być zgodna z ogólnym duchem Konwencji jako instrumentu mającego chronić i promować ideały i wartości demokratycznego społeczeństwa. ETPC wielokrotnie podkreślał, że celem postanowień Konwencji jest ochrona jednostki przed arbitralną ingerencją ze strony władzy publicznej.

Tym samym środki tymczasowe, jak opisywany środek zastosowany w sprawie indywidualnej dostępu do leków osoby transseksualnej, osadzonej w jednostce penitencjarnej, mają na celu zachowanie zagwarantowanego skarżącemu prawa, zanim dojdzie do wyrządzenia szkody, której nie można już naprawić. Środek tymczasowy ma więc zapewnić skuteczne korzystanie z prawa do skargi na podstawie art. 34 Konwencji.

Przypadki, w których państwa odmówiły podporządkowania się zastosowanym przez ETPC środkom tymczasowym były bardzo rzadkie. Z dotychczas zebranych przez RPO informacji w indywidualnej sprawie transseksualnej osadzonej wynika, że dyrektor jednostki penitencjarnej zapoznał się z decyzją ETPC i wdroży ją w życie.

Rzecznik Praw Obywatelskich nie ustaje w wysiłkach by monitorować tę sprawę, w oczekiwaniu na wyjaśnienia Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej oraz w perspektywie wyznaczonego terminu dodatkowych konsultacji lekarskich osadzonej.

IX.517.1386.2020

Koronawirus. Wracają widzenia osadzonych - ale tyko z jednym członkiem rodziny i bez dzieci. Interwencja Rzecznika

Data: 2020-07-29
  • Widzenia skazanych z najbliższymi wstrzymano po wybuchu epidemii – teraz wracają, ale z istotnymi ograniczeniami
  • Osadzony będzie mógł się spotkać wyłącznie z jedną osoba dorosłą będącą najbliższym członkiem rodziny – co oznacza dalszą rozłąkę z dziećmi
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wskazuje Służbie Więziennej na nadmierny rygoryzm nowych zasad   

9 lipca 2020 r. Centralny Zarząd Służby Więziennej ogłosił, że do 1 sierpnia 2020 r. planowane jest przywrócenie widzeń osadzonych z najbliższymi. Komunikat z 24 lipca zawierał zaś najważniejsze wytyczne co do sposobu  widzeń pod kątem przestrzegania zasad sanitarnych i dystansu społecznego.

Zostali o nich powiadomieni osadzeni, o czym świadczą wnioski wpływające do Biura RPO. Zarówno osadzeni, jak i ich rodziny, sprzeciwiają się planowanym ograniczeniom.

Analiza niektórych obostrzeń budzi także wątpliwości Rzecznika. 

W widzeniu będzie mogła uczestniczyć wyłącznie jedna osoba dorosła będąca najbliższym członkiem rodziny osadzonego. Wyklucza to możliwość spotkania osadzonego z innymi bliskimi oraz dziećmi. Jedynie w zapisach niektórych jednostek jest  informacja, że w indywidualnych przypadkach, za zgodą dyrektora, dopuszcza się udzielenie widzenia z inną osobą.

Należy się zastanowić, czy ograniczenie kręgu osób odwiedzających wyłącznie do osób najbliższych, ma istotne znaczenie z epidemicznego punktu widzenia. Czy przybyła na widzenie żona skazanego stwarza mniejsze zagrożenie od przyjaciela, z którym osadzony od lat utrzymywał kontakt i był on wpisany na listę osób uprawnionych do widzeń?

Bez względu na to, czy osadzony utrzymywał kontakt z najbliższą rodziną, czy też wyłącznie z innymi osobami bliskimi, ciężar psychiczny związany z brakiem bezpośredniego kontaktu jest porównywalny. Dlatego trudno uzasadnić dalsze pozbawienie części osadzonych możliwości kontaktu z osobami, które według nowych zasad nie należą do kręgu osób uprawnionych do widzeń.

Wątpliwości Rzecznika budzi również, że osadzeni w dalszym ciągu nie będą mogli spotkać się ze swoimi dziećmi. W czasie wstrzymania widzeń do Biura RPO wpływały wnioski zarówno osadzonych, jak i ich rodzin. Wskazywały na cierpienie zarówno rodzica pozbawionego wolności, jak i dziecka, któremu trudno, w sposób dla niego zrozumiały, wytłumaczyć brak możliwości bezpośredniego spotkania z rodzicem, który był wcześniej regularny.

Z analizy informacji przekazywanych przez niektóre jednostki penitencjarne wynika, że widzenia realizowane będą w sposób zakładający brak możliwości nawiązania fizycznego kontaktu z osobą odwiedzającą (złączone stoliki przedzielone barierą z pleksi oraz krzesła w odległości nie mniejszej niż 2 m).

Według RPO ograniczenie kręgu osób odwiedzających i brak możliwości widzeń z dziećmi są nadmiernie rygorystyczne. A ograniczono również liczbę widzeń - skazany ma prawo wyłącznie do jedno w miesiącu, bez względu na typ zakładu karnego.  

Wobec wciąż aktualnego zagrożenia epidemicznego osoby odwiedzające, przed wejściem na teren jednostki penitencjarnej zobowiązane są do zachowania procedur związanych z reżimem sanitarno-epidemicznym. Muszą np. wypełnić ankietę epidemiologiczną.

Osoby odwiedzające ZK Nr 1 w Strzelcach Opolskich zobowiązane są do uprzedniego pobrania ze strony internetowej druku oświadczenia epidemiologicznego. W przypadku braku posiadania takiego oświadczenia, widzenie nie zostanie zrealizowane.

W ocenie Rzecznika takie rozwiązanie jest nie do zaakceptowania. Osoby odwiedzające to również osoby w podeszłym wieku, mające trudności z  obsługą komputera. Konieczność wydrukowania oświadczenia powoduje, że osoby bez drukarki, a będące osobami starszymi i schorowanymi, zmuszone są do czynności wymagających większego zaangażowania. Druk powinien być zatem dostępny w jednostce penitencjarnej.

Ponadto zarówno osoby odwiedzające, jak i osadzeni, mają obowiązek korzystania podczas widzeń z maseczek i rękawiczek. Muszą się w nie wyposażyć samodzielnie (np. kupując w kantynie więziennej lub jako paczkę). W „uzasadnionych przypadkach” dyrektor jednostki może wyposażyć skazanego w środki ochrony osobistej  będące własnością jednostki. Rozwiązanie to jest w pełni akceptowalne.

Niestety nie wszystkie jednostki uwzględniły, że osadzonego może nie stać na zakup maseczki oraz rękawiczek. Zasadne jest zatem, aby w każdej jednostce  osadzony mógł prosić dyrektora o udostępnienie mu maseczki i rękawiczek.

Zastępczyni Rzecznika Hanna Machińska poprosiła płk. Andrzeja Leńczuka, zastępcę dyrektora generalnego Służby Więziennej, o odniesienie się do tych kwestii. Spytała też, czy decyzje o ograniczeniu kręgu odwiedzających do osób najbliższych i wyeliminowanie dzieci z grona odwiedzających, konsultowano z Głównym Inspektorem Sanitarnym.

IX.517.1642.2020

Ograniczenia wolności wypowiedzi w Polskim Radiu. RPO przypomina o obowiązujących standardach

Data: 2020-07-24
  • W Polskim Radiu zakazano - zarówno dziennikarzom, jak i pracownikom - wypowiedzi dla mediów bez uzgodnienia z rzecznikiem prasowym  
  • Takie zarządzenie prezeski Polskiego Radia budzi zaniepokojenie RPO, który przypomina jej konstytucyjne i europejskie standardy wolności wypowiedzi
  • Rzecznik wnosi do prezeski Agnieszki Kamińskiej o zmianę zarządzenia, tak by zagwarantować ochronę wolności wypowiedzi
  • Jej ograniczenie jest możliwe jedynie wówczas, gdy dana osoba nie działa w granicach prawa; rzetelna krytyka pracodawcy jest zaś dopuszczalna

20 lipca 2020 r. Prezes Zarządu Polskiego Radia S.A. wydała zarządzenie, które przewiduje m.in.:

  • zakaz wypowiedzi do mediów dla pracowników i współpracowników PR S.A. bez uzgodnienia z rzecznikiem prasowym i uzgodnienia tematów rozmowy,
  • nakaz unikania „osobistych dygresji na tematy związane z kwestiami politycznymi, religijnymi czy obyczajowymi” we wszelkich rozmowach z przedstawicielami mediów,
  • zakaz wystąpień na zaproszenie innych mediów bez zgody zarządu PR S.A., także w przypadku debat czy komentarzy eksperckich,
  • powinność niezwłocznego zgłoszenia rzecznikowi prasowemu „każdorazowej próby nawiązania kontaktu przedstawiciela mediów z pracownikiem bądź współpracownikiem PR S.A”.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę pani prezes na konstytucyjne i międzynarodowe standardy realizowania misji publicznej oraz poszanowania swobody wypowiedzi w mediach publicznych. Jej  ważnym elementem jest obowiązek prezentowania treści o pluralistycznym charakterze.

Media publiczne powinny stanowić instytucjonalną gwarancję wolności wypowiedzi i pluralizmu. Aby tę funkcję spełniać, muszą cechować się niezależnością - zarówno od interesów politycznych, jak i gospodarczych - pozwalającą na zachowanie wewnętrznego pluralizmu.

Następstwa braku pluralizmu w mediach są groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi.  Przekładają się bowiem na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie.

Art. 14 Konstytucji zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.  Według art. 54 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Również prawo Unii Europejskiej uwzględnia znaczenie niezależności mediów. W art. 11 ust. 2 Karty Praw Podstawowych UE zapisano: „szanuje się wolność i pluralizm mediów”.

A prawo pracownika do krytycznej oceny pracodawcy jest elementem przysługującej każdemu wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54 Konstytucji).

Możliwość krytykowania pracodawcy mieści się w ramach obowiązku dbałości o dobro zakładu pracy. Dopiero przekroczenie granic dopuszczalnej krytyki może ten obowiązek naruszać. Według Sądu Najwyższego krytyka pracodawcy jest dopuszczalna, jeżeli jest:

  • zgodna z porządkiem prawnym (w tym z zasadami współżycia społecznego, dobrymi obyczajami),
  • formułowana w odpowiedniej formie i miejscu,
  • merytorycznie uzasadniona.

Zgodnie z art. 5 ust. 1 Prawa prasowego każdy obywatel może udzielać informacji prasie. Nikt nie może być narażony na zarzut z tego powodu, jeśli działał w granicach prawa. A wolności gwarantowane konstytucyjnie mogą być ograniczane jedynie ustawą.

Według art. 41 Prawa prasowego publikowanie rzetelnych ujemnych ocen działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy krytyce społecznej i pozostaje pod ochroną prawa. Ten zaś, kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową, ponosi odpowiedzialność karną.

W tym świetle pod ochroną prawa znajdują się również ujemne oceny działalności Polskiego Radia. Publiczne krytyczne wypowiedzi mają w istocie na celu troskę o prawidłową realizację przez publiczną radiofonię misji publicznej, polegającej na  zróżnicowanych programach cechujących się pluralizmem, bezstronnością i niezależnością.

Lojalność wobec pracodawcy nie może wykluczać krytycznych komentarzy – oceniał Europejski Trybunał Praw Człowieka. Sąd Najwyższy wprost zaś wskazał, że pracownik ma prawo do publicznej krytyki przełożonego.

W obowiązującym systemie prawa i praktyce jego stosowania (zwłaszcza w związku z rozwiazywaniem kontraktów z dziennikarzami, sprawą cenzury Listy Przebojów "Trójki"), zasadne jest pytanie o realizację zasad pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności - o których mowa w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji - przez publiczną radiofonię, w całości zależną dziś od czynnika politycznego.

Pracownicy Polskiego Radia prezentują swoje poglądy nie tylko jako pracownicy, ale także jako dziennikarze. W orzecznictwie ETPC pojawia się kwestia szczególnej roli dziennikarza jako „public watchdog”, czyli sygnalisty informującego o nieprawidłowościach.

W sprawie Wojtas-Kaleta ETPC (skarga nr 20436/02) podkreślił, że dziennikarze mają nie tylko prawo, ale i obowiązek komentowania spraw o istotnym znaczeniu publicznym. W takim przypadku obowiązek lojalności dziennikarza wobec pracodawcy nie ma tak silnego charakteru jak w przypadku innych zawodów, a możliwości ingerencji w swobodę wypowiedzi są ograniczone.

Ponadto ograniczenia wypowiedzi na prywatnych profilach w mediach społecznościowych naruszają prawo pracowników do prywatności (art. 47 Konstytucji).

Zastępczyni RPO Hanna Machińska zwróciła się  do prezeski PR o zmianę zarządzenia w sposób zapewniający ochronę konstytucyjnie gwarantowanej wolności wypowiedzi.

VII.564.89.2020

Dane o próbach samobójczych mają służyć profilaktyce. Resort zdrowia odpowiada RPO

Data: 2020-07-21
  • Zbierane dziś dane o niedoszłych samobójstwach są niekompletne, co uniemożliwia ocenę czynników ryzyka samobójczego i ich zmienności
  • Bez danych przetwarzanych przez specjalistów na etapie konsultacji, interwencji, leczenia czy rehabilitacji nie ma możliwości rzetelnej oceny zagrożenia
  • Utrudnia to podjęcie najbardziej skutecznych oddziaływań profilaktycznych, a chodzi właśnie o ochronę życia pacjentów z wysokim ryzykiem samobójczym

Tak wiceminister zdrowia Waldemar Kraska odpowiedział Rzecznikowi Praw Obywatelskich na wystąpienie ws. doniesień mediów, że zespół roboczy ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego MZ podjął uchwałę w sprawie konieczności podjęcia prac nad Krajową Bazą Danych na rzecz Monitorowania i Profilaktyki Zachowań Samobójczych.

Pytania RPO

Co przesądza o konieczności stworzenia bazy danych o osobach, które próbowały popełnić samobójstwo - spytał Rzecznik Ministra Zdrowia. Ujawnienie takich informacji grozi stygmatyzacją tych osób. Rodzi się też pytanie, czy taka baza danych nie będzie zniechęcać do poszukiwania pomocy osób, które rozważają próbę samobójczą.

Procesy przetwarzania w centralnym rejestrze danych o osobach, które podjęły próbę samobójczą (w tym danych dotyczących ich zdrowia, w tym zdrowia psychicznego oraz podjętego leczenia) muszą być analizowane bardzo uważnie – wskazał RPO. .

W przypadku ujawnienia takich informacji istnieje bowiem ryzyko stygmatyzacji tych osób. A to może się bezpośrednio przekładać na ich relacje z otoczeniem, pogorszenie stanu psychicznego czy problemy zawodowe.

Warto również ocenić, czy istnienie takiej bazy danych nie będzie wpływać na to, że osoby - w tym nie tylko te które podjęły próby samobójczą, ale również te, które takie działanie rozważają - będą obawiać się poszukiwania pomocy ze względu na strach przed stygmatyzacją.

Artykuł 47 Konstytucji zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 Konstytucji się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce.

Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że prawo jednostki do decyzji,  w jaki sposób i w jakim momencie jej życie powinno się zakończyć - pod warunkiem że jest ona w stanie swobodnie wyrazić swoją wolę w tym zakresie i odpowiednio działać - jest jednym z aspektów prawa do poszanowania życia prywatnego w rozumieniu art. 8 Konwencji.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk spytał ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego o okoliczności, które przesądzają o konieczności stworzenia takiej bazy danych. Prosił  też o ocenę wpływu zbierania takich informacji na prywatność jednostek, z uwzględnieniem zabezpieczeń proceduralnych i technicznych danych osobowych.

Odpowiedź wiceministra zdrowia Waldemara Kraski

Na rzecz zapobiegania zachowaniom samobójczym w Polsce, w ramach Zespołu wyodrębniono grupę roboczą do spraw rejestracji zachowań samobójczych w Polsce, której uwaga skupiona została na wypracowaniu rozwiązań zmierzających do ujednolicenia danych dotyczących samobójstw. W trakcie prowadzonych prac wielokrotnie wskazywano na konieczność podjęcia próby utworzenia bazy/systemu zbierania danych o zachowaniach samobójczych, stanowiącej jeden z elementów strategii ukierunkowanej na prewencję samobójstw w Polsce.

Należy zauważyć, iż dane dotyczące zachowań samobójczych gromadzone są w rejestrach prowadzonych przez Komendę Główną Policji oraz Główny Urząd Statystyczny (tylko zgony), nadal brak jest jednak możliwości zbierania danych o liczbie interwencji policyjnych, które zapobiegły podjęciu próby samobójczej.

Ponadto szpitale psychiatryczne sprawozdają w ramach badań statystycznych statystyki publicznej w formularzu Mz/Szp-11B tylko liczbę prób samobójczych, bez dodatkowych danych  nt. okoliczności, natomiast szpitale ogólne w formularzu Mz/Szp-11.

Tym samym, pozyskiwane z tych źródeł niekompletne dane uniemożliwiają ocenę czynników ryzyka samobójczego i ich zmienności.

Bez danych przetwarzanych przez specjalistów na etapie konsultacji, interwencji, leczenia czy rehabilitacji - nie ma możliwości rzetelnej oceny zagrożenia, a tym samym - podjęcia najbardziej trafnych i skutecznych oddziaływań profilaktycznych.

Podkreślenia wymaga, iż główny przedmiot niniejszych działań ukierunkowany jest przede wszystkim na ochronę życia pacjentów z wysokim ryzykiem samobójczym. Nie można w żaden sposób utożsamiać powyższych planów usprawnienia systemów informacyjnych z rejestrami, w którym dane osobowe są dostępne publicznie lub szerokiemu gronu osób. Jest to szczególnie ważne w obliczu trudności rozpoznawania „sygnałów” samobójczych i procesu leczenia/terapii.

Wokół tematu samobójstw funkcjonuje wiele stereotypów i sprzecznych obiegowych przekonań, co doprowadza do bagatelizowania problemu, które jako zjawisko jest pozbawione charakterystycznych i rozpoznawanych przyczyn oraz określonych kroków zapobiegawczych. W tym celu istotnym staje się dostarczenie rzetelnej, uporządkowanej wiedzy na temat źródeł podejmowania tak dramatycznych decyzji oraz zakresu wpływu na ryzyko ich występowania.

Aktualnie w Ministerstwie Zdrowia nie trwają formalne prace nad utworzeniem Krajowej Bazy Danych na rzecz Monitorowania i Profilaktyki Zachowań Samobójczych. Jednym z podstawowych wyzwań na najbliższe lata stanowi radykalna poprawa stanu monitorowania tego typu zdarzeń oraz opracowanie polityki ochrony zdrowia psychicznego opartej na: prewencji (tj. wdrażaniu oddziaływań zapobiegawczych, ochronnych i profilaktycznych), terapii osób przejawiających zachowania samobójcze, postwencji (tj. zaplanowanym oddziaływaniom ograniczającym ryzyko popełnienia kolejnych prób samobójczych w przyszłości).

Okazją do podjęcia szerokiego tematu w obszarze zachowań samobójczych będzie zaplanowany na 19–20 października 2020 r. II Kongres Suicydologiczny, pod hasłem Profilaktyka samobójstw – od nauki do praktyki.

Wiceminister dołączył do swej odpowiedzi uchwałę Zespołu roboczego z 10 kwietnia 2020 r. (w załączniku poniżej)

VII.501.218.2020

W obronie prawa do życia prywatnego i ustalenia pochodzenia dziecka w zgodzie z prawdą biologiczną. 12. skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2020-07-15
  • Mężczyzna został uznany przez sąd za ojca dziecka i obciążony m.in. alimentami i zwrotem wydatków matce dziecka
  • Sąd oparł się wyłącznie na jej twierdzeniach - pozwany nie brał udziału w procesie o ustalenie ojcostwa, bo sąd nie był w stanie ustalić jego adresu 
  • A o wyroku dowiedział się on dopiero od komornika sądowego podczas egzekucji alimentów
  • Nie miał realnej możliwości - bez swej winy – by przedstawić sądowi stanowisko w sprawie; zaprzecza zaś, aby był ojcem dziecka
  • Wyrok ingeruje w życie prywatne i rodzinne, zarówno pozwanego, jak i dziecka

Rzecznik Praw Obywatelskich skierował w tej sprawie do Sądu Najwyższego kolejną skargę nadzwyczajną.

Według RPO, o ile nie można mieć zastrzeżeń co do starań sądu rejonowego, by zapewnić pozwanemu udział w sprawie, o tyle analiza akt sprawy wskazuje, że sąd niedostatecznie wyjaśnił kwestię jego ojcostwa i sytuacji majątkowej. Dlatego sąd powinien sprawę zbadać ponownie - już z udziałem pozwanego. Ewentualne potwierdzenie ojcostwa usunęłoby zaś obecny stan niepewności.

Historia sprawy

Matka dziecka pozwała mężczyznę w procesie cywilnym o ustalenie ojcostwa. Problem polegał na tym, że pozwany mężczyzna w ogóle nie wiedział o toczącym się przeciwko niemu postępowaniu.

W toku procesu sądowi rejonowemu nie udało się ustalić aktualnego adresu  pozwanego. Zgodnie zatem z przepisami ustanowił dla niego kuratora dla osoby nieznanej z miejsca pobytu, który reprezentował pozwanego w tym postępowaniu. Kurator przyjął jednak w procesie bierną postawę, nie zgłosił żadnych wniosków dowodowych, nie zadał matce dziecka ani jednego pytania i ostatecznie - uznając jej żądania za „niewygórowane” - poparł jej powództwo.

W 2014 r. sąd - opierając się wyłącznie na twierdzeniach matki dziecka - uwzględnił wszystkie jej żądania. Ustalił, że pozwany jest ojcem dziecka (któremu nadał jego nazwisko), zasądził od niego alimenty, na rzecz dziecka, a na rzecz matki - zwrot wydatków związanych z ciążą i porodem oraz kosztów trzymiesięcznego utrzymania w okresie porodu.

Orzeczenie uprawomocniło się, bo nikt nie złożył apelacji.

Pozwany nie miał realnej możliwości (bez swej winy), by przedstawić stanowisko w sprawie, złożyć wyjaśnienia i wnioski dowodowe. O wyroku dowiedział się on  dopiero od komornika sądowego, który przystąpił do egzekwowania zasądzonych alimentów. Tymczasem zdaniem mężczyzny nie jest prawdopodobne, aby był ojcem dziecka.

Argumenty RPO

Sąd rozpoznał sprawę zgodnie z przepisami procedury cywilnej, ale mimo to zapadło rozstrzygnięcie, które narusza konstytucyjne prawa obywatela. Podstawę skargi stanowią wyłącznie zarzuty dotyczące naruszenia praw obywatelskich określonych w Konstytucji.

Zdaniem RPO decyzja sądu w zasadniczy sposób ingeruje w życie prywatne i rodzinne zarówno pozwanego, jak i dziecka, ustalając, że łączy ich pochodzenie.

Sąd oparł się wyłącznie na twierdzeniach matki. Wątpliwości co do ojcostwa pozwanego, a tym samym - pochodzenia dziecka - nie zostały de facto usunięte. Orzeczenie zamknęło też drogę do poznania przez dziecko swego rzeczywistego pochodzenia.

Doszło zatem do naruszenia chronionego przez art. 47 Konstytucji prawa pozwanego do życia prywatnego i rodzinnego oraz wywodzonego z art. 18 Konstytucji prawa do uzyskania pewności co do biologicznego pochodzenia dziecka i ustalenia więzów pokrewieństwa zgodnie ze stanem rzeczywistym. Naruszono także prawo dziecka do ustalenia jego biologicznego pochodzenia.

Zgodnie z art. 8 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego. Zwrot „każdy” ma zastosowanie zarówno do dziecka, jak i do domniemanego ojca (wyrok ETPCz z 6 lipca 2010 r. w sprawie Backlund przeciwko Finlandii, skarga nr 36498/05).

Zaskarżone orzeczenie narusza także chronione w art. 64 ust. 1 Konstytucji prawa majątkowe pozwanego. Zasądzono od niego alimenty oraz zwrot wydatków i kosztów utrzymania matki dziecka - bez jakiejkolwiek weryfikacji zasadności żądanych kwot oraz bez zbadania sytuacji majątkowej i zarobkowej pozwanego.

Sąd Najwyższy wskazywał, że sprawy o ustalenie ojcostwa, z uwagi na ich doniosły walor społeczny, powinny być prowadzone szczególnie wnikliwie, dla uzyskania podstawy do rozstrzygnięcia zgodnego z prawdą obiektywną.

Wyrok nie może  być uchylony lub zmieniony w trybie nadzwyczajnych środków zaskarżenia.

Aby zapewnić zgodność z zasadą demokratycznego państwa prawnego, Rzecznik składa skargę nadzwyczajną. Wnosi o uchylenie wyroku i zwrot sprawy sądowi rejonowemu.

Chodzi o przeprowadzenie bardziej wnikliwego postępowania dowodowego przez ten sąd, w tym dokonanie oceny twierdzeń i dowodów pozwanego, który zaprzecza swemu ojcostwu. Zgromadzony materiał dowodowy nie jest bowiem na tyle kompletny, aby Sąd Najwyższy orzekł co do istoty sprawy.

Jeżeli zaś wynik postępowania dowodowego potwierdzi ojcostwo pozwanego, wówczas ponad wszelką wątpliwość wyeliminowany zostanie  obecny stan niepewności. Sąd będzie mógł wówczas określić również obowiązki finansowe ojca przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności, a zwłaszcza możliwości zarobkowych i majątkowych – zarówno jego, jak i matki dziecka.

To  12. skarga nadzwyczajna Rzecznika. Została ona – jak kilka poprzednich - skierowana do Izby Cywilnej SN. Zgodnie z ustawą o SN z 8 grudnia 2017 r., która wprowadziła instytucję skarg nadzwyczajnych, ich badanie należy do właściwości Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed IKNiSP byłyby jednak nieważne. Uchwała stwierdzała bowiem, że sprzeczność składu sądu z przepisami prawa zachodzi także wtedy, gdy w składzie sądu bierze udział osoba powołana na urząd sędziego SN na wniosek KRS ukształtowanej według ustawy z grudnia 2017 r. A cała IKNiSP została obsadzona wadliwie.

IV.7020.10.2018

Czemu ma służyć rejestr osób, które próbowały popełnić samobójstwo. Rzecznik pyta Ministra Zdrowia

Data: 2020-07-14
  • Co przesądza o konieczności stworzenia bazy danych o osobach, które próbowały popełnić samobójstwo - pyta RPO Ministra Zdrowia
  • Ujawnienie takich informacji grozi stygmatyzacją tych osób
  • Rodzi się też pytanie, czy taka baza danych nie będzie zniechęcać do poszukiwania pomocy osób, które rozważają próbę samobójczą

Jak podały media, Zespół roboczy ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia podjął uchwałę w sprawie konieczności podjęcia prac nad Krajową Bazą Danych na rzecz Monitorowania i Profilaktyki Zachowań Samobójczych.

Polskie prawo nie zakazuje samobójstwa i nie przewiduje karania niedoszłych samobójców. Jednocześnie zakazuje współdziałania w samobójstwie (mającego postać namowy lub udzielenia pomocy) oraz spowodowania targnięcia się człowieka na swe życie poprzez znęcanie się nad nim lub nękanie.

Procesy przetwarzania w centralnym rejestrze danych o osobach, które podjęły próbę samobójczą (w tym danych dotyczących ich zdrowia, w tym zdrowia psychicznego oraz podjętego leczenia) muszą być analizowane bardzo uważnie – wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich.

W przypadku ujawnienia takich informacji istnieje bowiem ryzyko stygmatyzacji tych osób. A to może się bezpośrednio przekładać na ich relacje z otoczeniem, pogorszenie stanu psychicznego czy problemy zawodowe.

Warto również ocenić, czy istnienie takiej bazy danych nie będzie wpływać na to, że osoby - w tym nie tylko te które podjęły próby samobójczą, ale również te, które takie działanie rozważają - będą obawiać się poszukiwania pomocy ze względu na strach przed stygmatyzacją.

Konstytucyjna zasada autonomii informacyjnej jednostki oznacza prawo do samodzielnego decydowania o ujawnianiu innym informacji dotyczących swojej osoby, a także prawo do kontroli nad takimi informacjami, znajdującymi się w posiadaniu innych podmiotów.

Artykuł 47 Konstytucji zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 Konstytucji się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce.

Ochronę prawa do prywatności potwierdza również art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.  Kwestia prawnych aspektów samobójstwa była wielokrotnie przedmiotem analiz zarówno prawnych, jak i bioetycznych.  

Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że prawo jednostki do decyzji,  w jaki sposób i w jakim momencie jej życie powinno się zakończyć - pod warunkiem że jest ona w stanie swobodnie wyrazić swoją wolę w tym zakresie i odpowiednio działać - jest jednym z aspektów prawa do poszanowania życia prywatnego w rozumieniu art. 8 Konwencji.

Jednocześnie jednak w ocenie ETPC Konwencję należy interpretować jako całość. Tak więc przy badaniu ewentualnego naruszenia art. 8 należy odwołać się do art. 2 EKPC nakładającego na władze obowiązek ochrony osób słabszych, również w związku z ich działaniami zagrażającymi ich własnemu życiu.

Przepis ten zobowiązuje władze, aby uniemożliwiły jednostce odebranie sobie życia, jeśli nie podjęła ona takiej decyzji swobodnie i z pełną świadomością.

ETPC zauważył również, że znaczna większość państw członkowskich Rady Europy wydaje się przywiązywać większą wagę do ochrony życia jednostki niż do jej prawa do tego, aby je sobie odebrać. Świadczy to o posiadaniu przez państwa w tej dziedzinie dużej swobody.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego o stanowisko co do okoliczności, które przesądzają o konieczności stworzenia takiej bazy danych. Spytał także o ocenę wpływu zbierania takich informacji na prywatność jednostek, z uwzględnieniem zabezpieczeń proceduralnych i technicznych danych osobowych.

VII.501.218.2020

MZ do RPO: "terapie konwersyjne” niezgodne z aktualną wiedzą medyczną

Data: 2020-07-03
  • Minister Zdrowia stanowczo potępia wszelkie przejawy dyskryminacji wobec pacjentów - zarówno ze względu na orientację seksualną, jak i niepełnosprawność, otyłość, zaburzenia rozwojowe i choroby psychicznie
  • Zakres kształcenia w zawodach medycznych zapewnia, że osoby je wykonujące uzyskały właściwe przygotowanie również w zakresie równego traktowania
  • "Terapie konwersyjne” nie są zaś zgodne z aktualną wiedzą medyczną; nie ma ich w ramach świadczeń gwarantowanych
  • Skoro terapie te nie odnoszą się do systemu ochrony zdrowia, to nie jest zasadne uregulowanie ich zakazu w przepisach dotyczących ochrony zdrowia

Tak wiceministra zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko odpowiedziała Rzecznikowi Praw Obywatelskich. W maju 2020 r. z okazji Międzynarodowego Dnia Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii Adam Bodnar wystąpił do poszczególnych resortów.

Jako niezależny organ ds. równego traktowania, RPO dokłada wszelkich starań, aby zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową był przestrzegany zarówno w prawie, jak i w praktyce. Podsumowaniem tych działań jest raport RPO pt. „Sytuacja prawna osób nieheteronormatywnych i transpłciowych w Polsce”. Rzecznik przekazał go ministrom i innym urzędom, zwracając uwagę na rekomendacje zmian prawnych.

Ministrowi Zdrowia wskazał m.in. na próby „leczenia” z orientacji seksualnej w ramach tzw. „praktyk konwersyjnych”. Mimo jednoznacznych regulacji międzynarodowych, które potwierdzają, że homoseksualizm nie jest chorobą, a praktyki dążące do jego leczenia powinny być zakazane, wciąż w Polsce prawo je dopuszcza. Problem ten zauważył również Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami, który w rekomendacjach dla Polski z 2018 r. zalecił władzom ustanowienie zakazu stosowania wszelkich praktyk konwersyjnych opartych na założeniu, że homoseksualność można wyleczyć.

Rzecznik zarekomendował też uregulowanie sytuacji prawnej osób interpłciowych w Polsce, w tym wprowadzenie zakazu przeprowadzania operacji „normalizujących” płeć bez świadomej zgody, gdy taka interwencja nie jest konieczna ze względu na zagrożenie dla życia i zdrowia.

Odpowiedź MZ

Środowisko wyczulone na wszelkie przejawy nierównego traktowania

- W pierwszej kolejności wyraźnie należy podkreślić, iż Minister Zdrowia stanowczo potępia wszelkie przejawy dyskryminacji wobec pacjentów zarówno ze względu na orientację seksualną, jak i np. wszelkiego rodzaju niepełnosprawność, otyłość, zaburzenia rozwojowe i choroby psychicznie. Także szeroko pojęte środowisko medyczne jest wyczulone na wszelkie przejawy nierównego traktowania z jakiegokolwiek powodu – odpisała Józefa Szczurek-Żelazko.

Obowiązujący zakres kształcenia w zawodach medycznych zapewnia, że osoby dopuszczone do wykonywania tych zawodów, uzyskały właściwie przygotowanie, w tym również w zakresie równego traktowania.

Przedstawiciele zawodów medycznych posiadają wiedzę i umiejętności, jak uwzględniać w procesie postępowania terapeutycznego subiektywne potrzeby i oczekiwania pacjenta wynikające z uwarunkowań społeczno-kulturowych. Poznają także społeczny wymiar zdrowia i choroby, wpływ środowiska społecznego (rodziny, sieci relacji społecznych) i nierówności społecznych oraz społeczno-kulturowych różnic na stan zdrowia, a także rolę stresu społecznego w zachowaniach zdrowotnych i autodestrukcyjnych.

Ponadto podstawa programowa w zawodach szkolnictwa branżowego jak również standard kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu medycznego zawierają ww. efekty uczenia się, których osiągnięcie ma na celu respektowanie norm moralnych oraz niedyskryminowanie z jakichkolwiek przyczyn pacjentów, z którymi absolwenci mają kontakt w pracy zawodowej.

Jednocześnie informuję, że w ramach przekazywania danych do sprawozdania z Krajowego Programu Działań na Rzecz Równego Traktowania oraz wypełniając zapis celu 6 pn. „Podniesienie standardów nauczania lekarzy oraz pielęgniarek i położnych w kwestii dotyczącej LGBT” określonego w przedmiotowym dokumencie, podjęto działania polegające na wydaniu rektorom szkół pielęgniarskich i szkół położnych zalecenia dotyczącego wprowadzenia zapisów tematycznych dotyczących przedmiotowych kwestii w programach kształcenia i szczegółowych efektach kształcenia. Powyższe zalecenie było monitorowane przez Ministerstwo Zdrowia w 2016 r. Z przekazanych przez uczelnie informacji wynika, że jest ono realizowane.

W programach kształcenia podyplomowego dla pielęgniarek i położnych, w ramach każdego rodzaju kształcenia, tj.: specjalizacji, kursów kwalifikacyjnych i kursów specjalistycznych, ujęte są treści w zakresie kompetencji społecznych: "szanuję godność i autonomię pacjenta bez względu na jego wiek, płeć, niepełnosprawność, orientację seksualną oraz pochodzenie narodowe i etniczne".

Biorąc pod uwagę powyższe, w opinii Ministra Zdrowia standardy kształcenia w zawodach medycznych obejmują treści wskazane w wystąpieniu Rzecznika Praw Obywatelskich. Zauważyć należy również, iż ewentualne zachowania ze strony personelu medycznego dyskryminujące pacjentów ze względu na tożsamość płciową mogą mieć raczej źródło wypływające ze stereotypów i uprzedzeń niż zasadniczo z braku odpowiedniej wiedzy i przygotowania zawodowego w tym zakresie.

Sprawa "terapii konwersyjnych"

Odnośnie kwestii terapii konwersyjnych i rekomendacji dla Polski, wydanych we wrześniu 2018 r. przez Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami, które zawierały zalecenie ustanowienia zakazu stosowania wszelkich praktyk konwersyjnych, (opartych na założeniu, że homoseksualność można wyleczyć) oraz zalecenia RPO, aby zrealizować ten warunek poprzez rekomendowane działania legislacyjne w oparciu o wiedzę naukową, należy podkreślić, że homoseksualność nie jest zaburzeniem ani chorobą.

MZ otrzymało rekomendacje Komitetu ds. Praw Osób Niepełnosprawnych ONZ, zawierające apel o zakończenie stosowania terapii konwersyjnych, wraz z uwagami dot. stosowania art. 17 Konwencji o Prawach Osób Niepełnosprawnych.

Ministerstwo Zdrowia, a także inne instytucje, nie posiadają informacji potwierdzających w sposób rzetelny skali występowania takich praktyk. Jedynym źródłem informacji o stosowaniu terapii konwersyjnych są publikacje w mediach oraz raporty czy opracowania, tworzone głównie przez fundacje i stowarzyszenia zajmujące się szeroko pojętą tematyką LGBTQ+.

Należy jednak podkreślić, że większość tych doniesień opisuje pojedyncze przypadki „terapii”, co nie pozwala jednoznacznie określić częstotliwości takich praktyk oraz wszystkich lub nawet większości podmiotów prowadzących takie działania. Sytuację tę potwierdza treść „Informacji Rzecznika Praw Obywatelskich o działaniach podjętych przez Rzeczpospolitą Polską w celu implementacji postanowień Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych z uwzględnieniem Listy kwestii (CRPD/C/POL-Q/1). Rekomendacje dalszych działań państwa”, w której RPO wskazał, że nie ma oficjalnych danych na temat liczby i sposobu funkcjonowania ośrodków prowadzących „terapie konwersyjne”.

Odnosząc się do informacji zawartych w publikacji „Intersections between disabilities and sexual orientation, gender identity and sex characteristics: The situation in Poland” - wydanej przez m.in. Kampanię Przeciw Homofobii, Stowarzyszenie Strefa Wenus z Milo i Stowarzyszenie Lambda Warszawa -  wskazać należy, że dążenia do prowadzenia szeroko pojętej terapii konwersyjnej, opisane w przywołanych historiach, były reprezentowane przez zawody, nad których wykonywaniem Minister Zdrowia nie sprawuje nadzoru (psycholog, psychoterapeuta). Udział w opisywanych historiach przedstawicieli zawodów medycznych nie jest wskazywany.

Mając na względzie brak konkretnych informacji o ośrodkach prowadzących takie „terapie” oraz o ich wykonywaniu, niezgodnie z obowiązującymi przepisami i aktualną wiedzą medyczną, w ramach systemu ochrony zdrowia czy też przez przedstawicieli zawodów medycznych, nadzorowanych przez Ministra Zdrowia, nie ma obecnie podstaw do wprowadzenia przedmiotowego zakazu w regulacjach z zakresu ochrony zdrowia.

Odnosząc się do opisów przeprowadzania terapii konwersyjnych, zawartych w powołanej publikacji „Intersections between disabilities …”, można podjąć przypuszczenie, że takie działania mogą charakteryzować się naruszaniem innych dóbr, które są już chronione przepisami prawa. Takie naruszenia powinny być zgłaszane do odpowiednich instytucji zajmujących się ochroną tych dóbr.

Celem działań Ministerstwa Zdrowia jest m.in. zapewnienie dostępu do świadczeń gwarantowanych, które zgodne są z aktualną wiedzą medyczną, międzynarodowymi klasyfikacjami, a także zaleceniami towarzystw naukowych.

„Terapie”, przywołane w ww. piśmie i raportach, nie są zgodne z aktualną wiedzą medyczną, dlatego też nie ma takich świadczeń w ramach świadczeń gwarantowanych. Tym samym – co już wielokrotnie podkreślano – nie są one finansowane z budżetu przeznaczonego na świadczenia zdrowotne przekazywanego w ramach umów z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Zgodnie z ustawą z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych z środków publicznych zakres podmiotowy ustawy został określony w art. 2 i nie wynika z niego jakakolwiek forma dyskryminacji w zakresie prawa do ochrony  zdrowia w tym osób nieheteronormatywnych i transpłciowych.

Ponadto zgodnie z art. 15 ww. ustawy, który określa tzw. koszyk świadczeń gwarantowanych, świadczeniobiorcy mają na zasadach określonych w ustawie, prawo do świadczeń opieki zdrowotnej, których celem jest zachowanie zdrowia, zapobieganie chorobom i urazom, wczesne wykrywanie chorób, leczenie, pielęgnacja oraz zapobieganie niepełnosprawności i jej ograniczanie, z którego również nie wynika jakakolwiek forma dyskryminacji. Jednocześnie, pragnę podkreślić, że świadczenia gwarantowane udzielane są na równych prawach, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej.

Podsumowując, należy wskazać, że formułowanie przepisu wprowadzającego zakaz pozamedycznych terapii konwersyjnych w regulacjach dotyczących systemu ochrony zdrowia uczyniłoby go najprawdopodobniej nieskutecznym, częściowo lub całkowicie martwym oraz nie rozwiązałoby w praktyce zgłaszanego problemu.

Załączony raport zawiera też pewną nieścisłość. Wskazuje bowiem, że „W opinii Ministerstwa Zdrowia zmiany prawne w tym zakresie nie są konieczne” powołując się na stanowisko przedstawiciela MZ zaprezentowane w Genewie w czasie prezentacji raportu rządowego przed Komitetem ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami.

Przedstawiciel MZ wskazał jedynie w swoim stanowisku, że zakres terapii konwersyjnych (oceniany na podstawie dostępnych informacji) nie odnosi się do systemu ochrony zdrowia i tym samym – na co wskazano także w niniejszym piśmie – brak jest zasadności uregulowania zakazu w przepisach dotyczących ochrony zdrowia.

Jednocześnie należy wskazać na możliwości wykorzystania obecnie dostępnych przepisów i środków interwencji wobec naruszenia praw osób nieheteronarmatywnych. Problemem jest nie tyle brak odpowiednich regulacji, ale nieumiejętne wykorzystanie tych istniejących obecnie oraz brak odpowiedniej wiedzy pod kątem stosowania tych rozwiązań.

Jednocześnie uprzejmie informuję, że postulaty dot. sytuacji osób interseksualnych zostaną przez Ministerstwo Zdrowia przeanalizowane – dodała Józefa Szczurek-Żelazko

XI.503.3.2020

Apteki profilują pacjentów z wykorzystaniem e-recept? RPO pyta PUODO o sprawę

Data: 2020-06-30
  • E-recepty mogą nadmiernie wkraczać w prywatność jednostek
  • Na e-recepcie może się znaleźć ponad 60 różnych danych osobowych, a kilka recept pozwala stworzyć wirtualną kopię pacjenta
  • Media alarmują, że dochodzi do profilowania pacjentów  w  udostępnianej przez sieć aptek aplikacji służącej rezerwowaniu leków
  • RPO pyta Prezesa UODO o tę sprawę

Rzecznik Praw Obywatelskich zapoznał się z niepokojącymi doniesieniami medialnymi ("Gazeta Prawna"), dotyczącymi wykorzystywania danych osobowych pacjentów zawartych w e-recepcie przez apteki. Dane mają być przetwarzane w aplikacji, udostępnianej przez sieć aptek, służącej rezerwowaniu leków w wybranej aptece.

Według autorów artykulu na podstawie danych osobowych w e-recepcie dochodzi do profilowania pacjentów. Problem ten Prezesowi UODO miała sygnalizować Naczelna Rada Aptekarska, która wskazywała, że na recepcie może się znaleźć ponad 60 różnych danych, a kilka recept pozwala stworzyć wirtualną kopię pacjenta.

Profilowanie zasadniczo pozwala na podniesienie jakości proponowanych usług i personalizowanie oferty dla poszczególnych klientów. W praktyce jednak zdarzają się niepokojące nadużycia czy nawet sprzedaż danych innym podmiotom. A dane dotyczące zdrowia powinny być szczególnie chronione, ponieważ należą do kategorii informacji intymnych i wpływających na wiele innych aspektów naszego życia.

Dlaczego profilowanie pacjentów niepokoi RPO?

Od początku wprowadzenia e-recepty do RPO zgłaszają się zarówno pacjenci, jak i lekarze zaniepokojeni kwestiami ochrony prywatności w procesie informatyzacji ochrony zdrowia.

Konstytucja zapewnia obywatelom prawo do autonomii informacyjnej (art. 51), czyli prawo do samodzielnego decydowania o ujawnianiu innym informacji dotyczących swojej osoby, a także prawo do sprawowania kontroli nad takimi informacjami,  znajdującymi się w posiadaniu innych podmiotów.

Rzecznik z aprobatą odnosi się do rozwiązań, które poprawiają warunki funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, w tym przez jego informatyzację i dostosowanie do realiów życia współczesnego społeczeństwa. W ocenie Rzecznika należy jednak uważnie monitorować i reagować na praktyki, które mogłyby stanowić nadmierne wkroczenie w konstytucyjnie chronioną prywatność jednostek.

Dlatego RPO spytał Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, czy wpływają do niego skargi związane z funkcjonowaniem e-recepty, jeśli tak, to ile ich jest, jakie problemy są w nich sygnalizowane oraz jakie działania zostały podjęte. Poprosił także o poinformowanie, czy w UODO podjęto prace analityczne co do wpływu informatyzacji ochrony zdrowia na prywatność jednostki.

Odpowiedź PUODO (aktualizacja z 31 lipca)

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych w sprawie profilowania pacjentów korzystających z usług e-recept prowadzi jedno postępowanie wyjaśniające w zakresie związanym z poruszonym przez Rzecznika problemem.

Postępowanie o sygnaturze DKN.5110.1.2020 jest prowadzone z urzędu i zostało wszczęte w następstwie otrzymania wniosku Naczelnej Rady Aptekarskiej dotyczącego przeprowadzenia kontroli w spółce  (...) . Z informacji przekazanych przez Naczelna Radę Aptekarską wynika, że spółka przetwarza dane osobowe użytkowników swego portalu, w tym dane szczególnej kategorii, takie jak informacje o nazwie, postaci, dawce i ilości produktu leczniczego lub wyrobu medycznego przeznaczonego dla danej osoby, wysokości odpłatności wskazującej na ewentualne posiadanie szczególnych uprawnień, danych wystawcy recepty, wskazujących na dziedzinę medycyny, w ramach której leczony jest pacjent.

Naczelna Rada Aptekarska zaznaczyła, iż spółka nie posiada statusu apteki i nie może przetwarzać informacji dotyczących zdrowia pacjenta. Podkreśliła ona ponadto, że w jej ocenie przetwarzanie danych wynikających z e-recepty ma charakter nadmierny. Pismem z 30 czerwca 2020 r.

Prezes UODO zwrócił się do spółki o wyjaśnienia w przedmiotowej sprawie. Złożone przez spółkę wyjaśnienia są obecnie analizowane pod kątem podjęcia następnych czynności w sprawie.

(cała odpowiedź w załączniku poniżej)

VII.501.215.2020

RPO zaskarżył do sądu umorzenie przez PUODO sprawy oświadczeń sędziów i prokuratorów o przynależności do zrzeszeń. EDIT: skarga odrzucona przez WSA w Warszawie

Data: 2020-06-23
  • Ustawa „kagańcowa” nakazała sędziom i prokuratorom składanie jawnych oświadczeń o członkostwie m.in. w stowarzyszeniach
  • Zagraża to ich prawu do prywatności i jest sprzeczne z prawem do ochrony danych osobowych
  • Rzecznik wystąpił do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o zablokowanie tych przepisów - Jan Nowak odmówił
  • Teraz RPO zaskarżył tę decyzję do sądu administracyjnego. Powołał się na RODO, Konstytucję, Kartę Praw Podstawowych UE i konwencję praw człowieka
  • EDIT:  W lutym 2021 r. WSA uznał, że PUODOmiał rację, umarzając postępowanie ws. obowiązku składania przez sędziów i prokuratorów oświadczeń o przynależności do zrzeszeń lub stowarzyszeń. Sąd oddalił skargę RPO w tej sprawie.

Tzw. ustawa „kagańcowa” z 20 grudnia 2019 r., która weszła w życie 14 lutego 2020 r., wprowadziła obowiązek złożenia przez sędziów i prokuratorów oświadczenia o tym, do jakich zrzeszeń i stowarzyszeń należą. Informacje są publicznie dostępne.

Argumenty RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich ma wiele wątpliwości co do zgodności tego obowiązku z Konstytucją. Wyrażał je w trakcie prac nad ustawą, w tym w obszernej opinii przedstawionej Marszałkowi Senatu. Dlatego 9 marca 2010 r. wystąpił do prezesa UODO o zablokowanie tych przepisów w ramach tzw. środka zabezpieczającego (Jan Nowak skorzystał z takiej możliwości w sprawie list poparcia do KRS, wstrzymując ich upublicznienie).

Adam Bodnar wskazywał, że ustawa z 20 grudnia 2019 r.  jest środkiem powszechnej lustracji aktywności publicznej sędziów i prokuratorów. Chroniąc swą prywatność, mogą oni bowiem zdecydować się na ograniczenie bądź wręcz zaprzestanie swoich dotychczasowych działań społecznych i obywatelskich.

W wielu przypadkach upublicznienie tych informacji może prowadzić do ujawnienia ich światopoglądów, przekonań, a nawet orientacji seksualnej (tak może być odczytywana przynależność do organizacji broniących praw osób LGBT). Tymczasem Konstytucja wyraźnie zakazuje zobowiązywania obywateli do ujawniania tego typu danych (art. 53 ust. 7).

Obowiązek ten może także ograniczać działania sędziów i prokuratorów w korzystaniu z wolności zrzeszania się (art. 58 Konstytucji). A zgodnie z przepisami i uznanymi standardami prawa międzynarodowego, opracowanymi m.in. przez organy Rady Europy i ONZ, sędziowie mają prawo korzystania z wolności zrzeszania się.

RPO powołał się na orzecznictwo sądów administracyjnych. Podkreśla się w nim, że nawet wyraźne przepisy ustawowe należy stosować z uwzględnieniem prawa do prywatności i ochrony danych osobowych -  przysługującego także sędziom i prokuratorom.

A teraz, w porównaniu z innymi funkcjonariuszami publicznymi, np. posłami czy senatorami, mają oni węższą sferę prywatności. Trudno znaleźć uzasadnienie dla takiego stanu rzeczy na gruncie prawa, w tym Konstytucji. Taki obowiązek mają np. funkcjonariusze służb mundurowych, m.in. Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i żołnierze zawodowi. Ich dane nie są jednak upubliczniane.

Z prawa do zablokowania przetwarzania danych osobowych przez wydanie decyzji o środku zabezpieczającym PUODO skorzystał m.in. w sprawie list poparcia dla kandydatów do  KRS, czasowo zawieszając możliwość ich opublikowania. Zdaniem RPO skorzystanie z tego środka byłoby tym bardziej uzasadnione w tej sprawie.

Decyzja PUODO

Po przeprowadzeniu postępowania prezes UODO odrzucił wnioski RPO, a postępowanie 6 kwietnia 2020 r. umorzył.

Jak wskazano w uzasadnieniu tej decyzji, obowiązek składania oświadczeń i ich upublicznienia jednoznacznie wynika z przepisów prawa. Dlatego przetwarzanie danych osobowych nie narusza przepisów o ochronie danych osobowych. W ocenie PUODO trudno uznać, by dalsze ich przetwarzanie mogło spowodować poważne i trudne do usunięcia skutki, skoro odbywa się w wykonaniu powszechnie obowiązujących przepisów prawa.

Zdaniem PUODO przepisy ustawy  bardzo jednoznacznie i w sposób nie wymagający interpretacji określają obowiązek złożenia przez sędziów i prokuratorów oświadczeń oraz  obowiązek ich upublicznienia.  Zdaniem PUODO istnienie wyraźne przepisu ustawowego nie pozwala na skorzystanie z uprawnienia do wydania środka zabezpieczającego ze względu na przepis art. 6 ust. 1 lit. c) RODO. Przewiduje on, że „przetwarzanie danych osobowych jest zgodne z prawem m. in. wówczas, gdy jest niezbędne do wypełnienia obowiązku prawnego ciążącego na administratorze”.

Uzasadnienie nie odnosi się do zarzutu RPO co do niezgodności ustawy z zasadą minimalizacji danych oraz ochrony prawa do prywatności, mających swoją podstawę w innych przepisach RODO. 

PUODO nie stwierdził naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych i umorzył postępowanie jako bezprzedmiotowe. W uzasadnieniu powołano się na wyrok WSA w Warszawie w sprawie list poparcia do KRS. W styczniu 2020 r. orzekł on, że PUODO nie mógł zablokować ich opublikowania ze względu na wyraźną podstawę prawną przewidującą publiczność tych danych.

RPO podkreślał przy tym, że WSA dopuścił możliwość badania zgodności przepisów o obowiązku publikacji list z prawem do prywatności sędziów. Uznał jednak, że – w tym wypadku – powinno ono ustąpić przed prawem do dostępu do informacji publicznej.

PUODO odmówił jednak dokonania oceny w tym zakresie. Wskazał, że tego typu analiza polegałaby na kwestionowaniu konstytucyjności przepisów ustawy, do czego uprawniony jest jedynie Trybunał Konstytucyjny. W związku z brakiem możliwości wystąpienia do TK PUODO umorzył postępowanie także w tym zakresie.

Od decyzji PUODO przysługuje skarga do sądu administracyjnego. RPO skorzystał z tej możliwości, mając na względzie ochronę praw i wolności obywatelskich.

Wnioski skargi RPO

Rzecznik wnosi, by Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję PUODO, której zarzuca:

  • naruszenie art. 6 ust. 1 lit c rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO) poprzez jego błędną wykładnię;
  • naruszenie art. 57 ust. 1 lit a RODO poprzez niezapewnienie skuteczności przepisów RODO względem przepisów krajowych;
  • naruszenie art. 47 Konstytucji RP, art. 7 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej oraz art. 8 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka poprzez niezapewnienie realizacji prawa do ochrony życia prywatnego podmiotów, których praw i obowiązków dotyczyło prowadzone postępowanie;
  • naruszenie art. 51 ust. 1 i 2 Konstytucji RP, art. 8 Karty Praw Podstawowych UE, oraz art. 8 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka poprzez niezapewnienie realizacji prawa do ochrony danych osobowych podmiotów, których praw i obowiązków dotyczyło prowadzone postępowanie.
  • naruszenie art. 53 ust. 1 i 2, art. 10 ust. 1 Karty Praw Podstawowych UE i art. 9 ust. 1 i 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka poprzez nieuzasadnione i nieproporcjonalne ograniczenie swobody w korzystaniu przez sędziów i prokuratorów z wolności sumienia i religii oraz art. 53 ust. 7 Konstytucji poprzez ich zobowiązanie do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania.

Pełną treść skargi do WSA prezentujemy w załączniku poniżej.

VII.501.53.2020     

Koronawirus. Zdający egzaminy adwokackie i radcowskie nie mogą mieć "objawów sugerujących chorobę zakaźną”. Wątpliwości Rzecznika

Data: 2020-06-22
  • Na zaplanowane w tym tygodniu egzaminy adwokackie i radcowskie może przyjść wyłącznie "osoba zdrowa bez objawów chorobowych sugerujących chorobę zakaźną”
  • Tak stanowią wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego w sprawie tegorocznych egzaminów
  • Rzecznik Praw Obywatelskich ma poważne wątpliwości konstytucyjne. Pyta, czy takie objawy chorobowe mają stwierdzać członkowie Komisji, a nie osoby z kwalifikacjami medycznymi

- Konsekwencje decyzji Komisji Egzaminacyjnej mogą być natomiast bardzo dotkliwe dla zdającego, który może zostać wykluczony z egzaminu, co może przekładać się na szereg negatywnych konsekwencji i trudności w życiu zawodowym i prywatnym – wskazuje RPO w pismach do Ministra Sprawiedliwości oraz Głównego Inspektora Sanitarnego.

Egzaminy mają się odbyć 23-26 czerwca 2020 r. To dodatkowy termin, wyznaczony przez Ministra Sprawiedliwości. Pierwotny, przewidziany na 24-27 marca 2020 r., został odwołany wobec początku epidemii w Polsce. MS w maju wystąpił do GIS o wydanie szczegółowych wytycznych co do zabezpieczeń i obostrzeń w trakcie egzaminów. Wytyczne z 26 maja opublikowano na stronie internetowej resortu.

Szczególne wątpliwości budzi zapis wytycznych, zgodnie z którym "na egzamin może przyjść wyłącznie osoba zdrowa (zdający, członek Komisji Egzaminacyjnej, osoba zapewniająca obsługę informatyczną/administracyjną) bez objawów chorobowych sugerujących chorobę zakaźną”. Stawiennictwo zdającego z naruszeniem tych warunków stanowi zakłócenie przebiegu egzaminu i jest podstawą do wykluczenia z egzaminu.

Rzecznik ma wątpliwości co do tego postanowienia z dwóch powodów:

  1. Ma ono charakter bardzo ogólny. Stwierdzenie to może obejmować szerokie spektrum objawów. Ma to charakter wysoce ocenny i pozostawia dużą swobodę interpretacji Komisji Egzaminacyjnej.

  2. Wątpliwości potęguje fakt, że ocena tego, czy zdający wykazuje "objawy chorobowe sugerujące chorobę zakaźną” pozostawiona jest członkom Komisji, a nie osobie posiadającej odpowiednie kwalifikacje medyczne do stwierdzenia tego typu okoliczności. Taki kształt Wytycznych może prowadzić do wielu nadużyć wskazujących na arbitralne skorzystanie przez nią kompetencji do wykluczania z egzaminu poprzez powołanie się na zakłócenie przebiegu egzaminu.

Według RPO wskazany byłby udział pracownika służby medycznej, który mógłby decydować o wystąpieniu przypadków przewidzianych w wytycznych. Zapewniłoby to ich proporcjonalność z konstytucyjnym prawem do prywatności (art. 47 Konstytucji) oraz wolnością wyboru i wykonywania zawodu (art. 65 ust. 1 Konstytucji)

Rzecznik rozumie konieczność zapewnienia bezpieczeństwa i zdrowia publicznego w stanie epidemii. Wszelkie ograniczenia praw przysługujących obywatelom – gdy nie wprowadzono żadnego ze stanów wyjątkowych – powinny być jednak wprowadzane na podstawie wyraźnych przepisów ustawy oraz z poszanowaniem zasady proporcjonalności (art. 31 ust. 3 Konstytucji).

Obecny kształt wytycznych może w sposób istotny ograniczać realizację konstytucyjnej wolności wyboru i wykonywania zawodu (art. 65 ust. 1 Konstytucji). Zdanie egzaminu radcowskiego i adwokackiego stanowi bowiem konieczny warunek wykonywania tych zawodów zaufania publicznego. Jeśli ograniczenie nie ma odpowiedniej ustawowej podstawy, narusza konstytucyjne praw i wolności aplikantów podchodzących do egzaminu.

RPO ma też wątpliwości co do punktu wytycznych, zgodnie z którym „członkowie Komisji Egzaminacyjnej, inne osoby zaangażowane w przeprowadzanie egzaminu oraz zdający, którzy ze względów zdrowotnych nie mogą zakrywać ust i nosa za pomocą maseczki, powinni – kiedy jest to konieczne – używać przyłbicy, która nie utrudnia oddychania, przy czym w odniesieniu do zdających pod warunkiem przedłożenia zaświadczenia lekarskiego”.

Nie jest zrozumiałe odmienne traktowanie osób zdających, które aby skorzystać z przyłbicy zamiast maseczki, muszą przedstawić Komisji zaświadczenie lekarskie. Według Ministerstwa Zdrowia przyłbica może zastępować maseczkę; wiele osób korzysta z tego środka ochrony. Wytyczne budzą zatem poważne wątpliwości z punktu widzenia zasady równości (art. 32 ust. 1 Konstytucji).

Ponadto wątpliwości budzi także zapis wytycznych, zgodnie z którym "przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej informuje członków Komisji Egzaminacyjnej oraz zdających, że w danej sali do egzaminu przystępuje zdający chorujący na alergię albo inne schorzenie, którego objawami mogą być kaszel, katar lub łzawienie (podstawą informacji powinno być zaświadczenie lekarskie)”. Członkowie Komisji muszą o tym wiedzieć, aby nie interpretować takich objawów jako "niepokojących”.

Rzecznik bardzo krytycznie odnosi się nie tylko do konieczności przedstawienia Komisji przez zdającego danych o stanie zdrowia (mogących obejmować choroby poważne lub rzadkie), które stanowią dane wrażliwe, ale także do udostępnienia tych informacji wszystkim członkom Komisji. To bardzo daleko idąca ingerencja w konstytucyjne prawo do prywatności (art. 47 Konstytucji) oraz prawo ochrony danych osobowych (art. 51 Konstytucji). Wymaga ona podstawy ustawowej, zapewniającej zasadę proporcjonalności.

Dlatego RPO spytał ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę o podstawę prawną przyjętych rozwiązań na poziomie norm ustawowych i konstytucyjnych. O wyjaśnienia zwrócił się także do głównego inspektora sanitarnego Jarosława Pinkasa.

Odpowiedź MS (aktualizacja 31 lipca)

Podnoszone przez Pana Rzecznika wątpliwości co do stosowania niektórych postanowień tych wytycznych nie znalazły potwierdzenia podczas egzaminów. Z informacji uzyskanych od przewodniczących komisji egzaminacyjnych wynika, że podczas egzaminów nie wystąpił żaden przypadek wykluczenia z egzaminu zdających  z powodu naruszenia reżimu sanitarnego określonego w wytycznych, zaś osoby przystępujące do egzaminów, jak i członkowie komisji egzaminacyjnych, nie mieli trudności w interpretacji wytycznych. 

VII.603.1.2020

Koronawirus. RPO pyta o prawo do prywatności, gdy publiczność bierze udział w transmitowanych rozprawach

Data: 2020-06-19
  • W Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia wprowadzono możliwość udziału publiczności w sprawach przeprowadzanych za pomocą komunikowania się na odległość
  • Rzecznik Praw Obywatelskich pyta, jakie rozwiązania techniczne oraz proceduralne przyjęto, by minimalizować zagrożenia dla prywatności uczestników postępowań

Jawność postępowań sądowych Rzecznik Praw Obywatelskich uznaje za wartość niezwykle istotną. 1 czerwca 2020 r. wystąpił do Ministra Sprawiedliwości  w sprawie konieczności rozpoznawania spraw w sposób stwarzający możliwość uczestniczenia publiczności. Pisał, że obecna sytuacja wymaga nadzwyczajnych środków w celu zapobieżenia rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Jednakże wprowadzone ograniczenie jawności rozpraw i brak możliwości wzięcia przez publiczność udziału w rozprawach nie może być uznane za środek adekwatny i proporcjonalny. Dotychczasowe znoszenie obostrzeń objęło miejsca, w których gromadzi się znacznie większa liczba osób niż na sali sądu.

Zarazem zapewnienie jawności rozprawy poprzez udział publiczności w sprawach przeprowadzanych za pomocą komunikowania się na odległość stwarza jednak problemy z perspektywy wartości konstytucyjnych. Udział publiczności w rozprawach zaprojektowano bowiem w czasach, gdy nie  było funkcjonujących dziś technologii i stworzonych przez nie możliwości utrwalania i przekazywania informacji.

Coraz więcej osób skarży się (także do RPO) na naruszanie ich autonomii informacyjnej przez osoby ujawniające np. w mediach społecznościowych ich dane osobowe dotyczące wrażliwych sfer życia lub fakty  uznawane za stygmatyzujące - których źródłem są akta spraw sądowych. Warto wskazać, że takie udostępnienie często następuje bez zapewnienia kontekstu, które jest możliwe na sali sądowej.

Artykuł 47 Konstytucji zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a art. 51 Konstytucji odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Szczególnie istotny w tym kontekście jest art. 51 ust 2 Konstytucji, zgodnie z którym władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Ustrojodawca zdawał sobie zatem sprawę z  konfliktu konstytucyjnych wartości - wziął pod uwagę konieczność ochrony życia prywatnego stron.

Dlatego Rzecznik postanowił zbadać możliwość zapewnienia standardów prywatności stron i uczestników postępowania oraz innych osób uczestniczących w sprawach przeprowadzanych za pomocą komunikowania się na odległość.

Rzecznik pyta prezesa Sądu Rejonowego  dla Łodzi-Śródmieścia, czy przeprowadzono analizę wpływu przyjętych rozwiązań na prywatność oraz jakie rozwiązania techniczne oraz proceduralne przyjęto, by minimalizować zagrożenia.

VII.501.211.2020

„Bo prowokował” - sąd nie przyznał synowi zadośćuczynienia od ojca, który się nad nim znęcał. 11. skarga nadzwyczajna RPO

Data: 2020-06-15
  • Ojciec przez 10 lat znęcał się psychicznie i fizycznie nad synem. Gdy ten dorósł, pozwał ojca, żądając zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę, głównie w sferze psychicznej
  • Sąd cywilny prawomocnie oddalił ten pozew – mimo że wcześniejszym procesie karnym ojciec został skazany za znęcenie się nad swym potomkiem
  • W ocenie sądu swym prowokacyjnym zachowaniem syn przyczynił się do wyrządzonej mu szkody, która - wskutek upływu lat - już nie istnieje
  • Wyrok jest rażąco niesprawiedliwy, bo odwraca role ofiary i jej kata; narusza też konstytucyjną zasadę godności ludzkiej - ocenia Rzecznik Praw Obywatelskich i wnosi skargę nadzwyczajną

RPO Adam Bodnar chce, by Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok z 2018 r.  w cywilnym procesie syna przeciw ojcu o zapłatę. A sąd okręgowy powinien ponownie zbadać sprawę.

Odmawiajac przyznania zadośćuczynienia, sąd rażąco naruszył prawo. Ustalił bowiem, że powód przyczynił się do powstania szkody, podczas gdy wykazał on krzywdę wyrządzoną bezprawnym zachowaniem ojca. Sąd nie miał też prawa uznać, by żądaniem zadośćuczynienia syn nadużył swojego prawa. RPO wskazuje także na oczywistą sprzeczność ustaleń sądu z materiałem dowodowym.

Ponadto Rzecznik zarzucił wyrokowi naruszenie Konstytucji - art. 30 („Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela”) oraz 47 („Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”).

Historia sprawy

W 2018 r. Sąd Rejonowy uwzględnił pozew - zasądził 20 tys. zł synowi od pozwanego ojca. Sąd ustalił, że w latach 2000-2010 znęcał się on fizycznie i psychicznie nad synem. Groził mu pobiciem i uszkodzeniem ciała, a także wyzywał  oraz stosował siłę fizyczną.

Jeszcze w 2011 r. został za to skazany (art. 207 § 1 Kodeksu karnego) prawomocnym wyroku sądu karnego na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata oraz oddany pod dozór kuratora. Zobowiązano go też do opuszczenia lokalu zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonym oraz do powstrzymania się w okresie próby od nadużywania alkoholu. Skazanemu zezwolono na kontakt zainicjowany wyłącznie przez małoletniego wtedy syna.

Uzasadniając wyrok z 2018 r. sąd uznał, że powód (który wtedy już studiował) przez 10 lat był ofiarą przemocy domowej. Wskazał, że ustalenia sądu karnego wiążą sąd w postępowaniu cywilnym. Podkreślił, że znęcanie się negatywnie wpłynęło na proces wychowawczy syna, edukację, stany emocjonalne, procesy adaptacyjne. A żądane zadośćuczynienie  jest adekwatne do czasu stosowania przemocy i doznanej krzywdy.

Naruszonymi dobrami osobistymi były: zdrowie (zdrowie psychiczne), wolność i godność oraz prawo do życia w rodzinie wolnej od przemocy fizycznej i psychicznej.  Sąd wskazał na konsekwencje przemocy rodzica. - Niekoniecznie muszą się one przejawiać w jakieś chorobie. Chodzi o sam fakt i powstanie cierpienia – podkreślił sąd.

Pozwany odwołał się. Twierdził, że sąd ustalił niezgodny z prawdą stan faktyczny co do zdrowia psychicznego powoda. Ponadto wskazał na  sprzeczność roszczenia z zasadami współżycia społecznego, bo choć jest on już dorosłym człowiekiem, to otrzymuje alimenty zasądzone od ojca.

Sąd Okręgowy oddalił powództwo. Uznał je za nieuzasadnione ponieważ:

  • art. 11 Kpc wiąże sąd w postępowaniu cywilnym, ale co do okoliczności, które wyłączają czy ograniczają możliwość dochodzenia roszczeń materialnych, może on czynić własne ustalenia. Te zaś doprowadziły do odmiennej oceny zasadności roszczenia;
  • sformułowania wyroku karnego są bardzo ogólnikowe i nie wskazują jednoznacznie, na czym konkretnie polegały groźby uszkodzenia ciała, wyzywanie i stosowanie siły fizycznej;
  • z akt wynika, że źródłem częstych konfliktów między powodem a pozwanym było „prowokacyjne zachowanie się powoda i demonstrowanie oporu”. A w takiej sytuacji niewystarczające jest stwierdzenie, że pozwany dopuścił się gróźb, pobicia i uszkodzenia ciała oraz wyzwisk;
  • twierdzenie powoda, że ojciec bił go paskiem za przewinienia, nie zostało udowodnione, ponieważ pozwany został skazany za grożenie pobiciem, a nie za konkretne czyny pobicia i teraz powód powinien to wykazać;
  • biegli nie wskazali, na czym konkretnie miałoby polegać znęcanie fizyczne i psychiczne. Ich stwierdzenie, że powód przeszedł przez trudne i koszmarne doświadczenia, jest nieprecyzyjne i nieprofesjonalne. Nie opisali, jakie konkretnie były te doświadczenia i kiedy powstały, a tylko takie stwierdzenie dawało podstawę do uznania, że te negatywne relacje między ojcem a synem przekładały się na naruszenie dóbr osobistych, a w konsekwencji na krzywdę, której skutki do dzisiaj powód odczuwałby z tego powodu. Dlatego sąd okręgowy stwierdził, że z opinii biegłych nie wynika, że powód doznał krzywdy przekładającej się na możliwość zasądzenia zadośćuczynienia;.
  • pozwany wciąż dobrowolnie świadczył na powoda alimenty, także gdy był on na urlopie dziekańskim;
  • żądanie zadośćuczynienia stanowi zatem jedynie odwet ze strony powoda, chęć zemsty na pozwanym, co powód w cyniczny sposób stara się wykorzystać przeciwko pozwanemu.

Argumenty RPO

Orzeczenie narusza zasadę demokratycznego państwa prawa urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej. Wskutek rażąco niezgodnej z regułami procedury cywilnej wykładni art. 24 § 1 Kc. w związku z art. 448 Kc i 362 Kc, sąd oddalił żądanie ofiary przestępstwa, która była przez 10 lat poddana przemocy, uznając że jako dziecko przyczyniła się do powstania szkody, a szkoda ta, polegająca na uszczerbkach psychicznych, wskutek upływu lat już nie istnieje.

Sąd Okręgowy zastosował mechanizmy odwracające de facto role: ofiary i jej kata. Przerzucił ciężar odpowiedzialności na poszkodowanego, że sam przyczynił się do swej szkody.

Wyrok próbuje zamazać skutki przestępczych i karygodnych działań pozwanego. Jako wartość nadrzędna nie została ochroniona godność ludzka - dziecka i nastolatka, któremu sąd przypisał demoralizację w wykazywaniu oporu przeciwko działaniom sprawcy, a potem młodego człowieka, któremu sprawca odebrał szanse na godne życie, uznając, że w jego psychice i osobowości nie zaszły żadne zmiany wskutek przemocy.

Niezwykle poważne naruszenie prawa materialnego RPO dostrzega w uzasadnieniu  sądu, odwołującym się do przyczynienia się powoda do wyrządzenia mu szkody. Sąd opisując zachowanie małego dziecka, a potem nastolatka wskazuje, że „należałoby przede wszystkim uznać, że powód przyczynił się również w bardzo dużym stopniu swoim takim działaniem z premedytacją do wielu zdarzeń”.

Wskazując na przyczynienie się poszkodowanego, sąd nie powołuje podstawy prawnej. Nie wiadomo też, jak powód miałby przyczynić się do wszystkich konsekwencji przemocy.

A sąd nie dostrzega, że postawa, jaka wykształca się u ofiar przemocy, jest skutkami działań jej sprawcy. Nie może zatem być mowy, że ofiara przestępstwa miałaby być oceniana w kategorii przyczynienia się. Ocena taka jest niedopuszczalna, sprzeczna z podstawowymi założeniami demokratycznego państwa prawnego i sprawiedliwością społeczną.

Z tego punktu widzenia sprzeciw RPO budzi ponadto stwierdzenie sądu o cynicznym podtekście zachowania powoda, realizującym jakoby cechy zemsty - przez to, że w końcu jako ofiara przemocy zebrał siły, by podjąć walkę o kompensację swych cierpień w postępowaniu sądowym. Jest to niedopuszczalne i krzywdzące dla każdej ofiary dochodzącej po latach sprawiedliwości.

Dziwi stanowisko sądu, który zdaje się nie wiedzieć, jakie ze wskazanych przez powoda dóbr osobistych narusza kierowanie gróźb, bicie, znęcanie psychiczne. Jeżeli sąd karny skazał pozwanego m.in. za przemoc fizyczną, a nie jedynie za groźby pobicia, to stosował on akty przemocy. Te ustalenia są dla sądu cywilnego wiążące.

W świetle doświadczenia życiowego i zasad logiki nie jest możliwe uznanie, że dziecko, wobec którego przez 10 lat ojciec stosował przemoc fizyczną i psychiczną oraz groźby, nie poniosło z tego powodu szkody. Raporty ekspertów i ngo-sów wskazują, jakie skutki może pozostawiać i pozostawia w psychice dziecka, a potem dorosłego człowieka, przemoc stosowana przez rodzica. Na ogromne społeczne znaczenie problemu wskazują także raporty Rzecznika Praw Dziecka

A przemoc psychiczna zostawia ślady  w psychice dziecka porównywalne do przemocy fizycznej, jeśli nawet nie głębsze, a jednocześnie niewidoczne dla innych, co utrudnia zapewnienie wsparcia.

Tymczasem dowody przedstawiane przez powoda, zeznania świadków, zaświadczenie o urlopie zdrowotnym w czasie studiów, opinia biegłych - wszystko to świadczy  że powodowi została wyrządzona szkoda. Z opinii biegłych wyraźnie zaś wynika, o jakie następstwa chodzi. Ponadto sam powód opisał konsekwencje przemocy, które odczuwa latami. Sąd zdaje się to ignorować, starając się wręcz przekonać, że przemoc której doznał, nie spustoszyła jego psychiki i osobowości.

RPO za niedopuszczalne uważa również twierdzenia sądu, że działanie powoda nosi znamiona zemsty, skoro pozwany dobrowolnie alimentował powoda, a powód „w cyniczny sposób stara się wykorzystać ten fakt negatywnych przeżyć z przeszłości i dokuczyć ojcu w postaci żądania zadośćuczynienia”. W uzasadnieniu wyroku brak wytłumaczenia, dlaczego ofiara domagająca się od ojca wyrównania - przynajmniej w minimalnym zakresie - spustoszeń w jego życiu, miałaby działać jedynie w celu zemsty.

Wyrok ten nie może być ani uchylony czy zmieniony ani w trybie skargi kasacyjnej (zbyt niska wartość przedmiotu zaskarżenia), ani też w trybie skargi o wznowienie postępowania. Jedyną drogą może być jedynie skarga nadzwyczajna.

Skargi nadzwyczajne RPO

To 11. skarga nadzwyczajna Rzecznika.

Została ona skierowana do Izby Cywilnej SN. Zgodnie z ustawą o SN z 8 grudnia 2017 r., która wprowadziła instytucję skarg nadzwyczajnych, ich badanie należy do właściwości Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Po uchwale trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r. postępowania przed IKNiSP byłyby jednak nieważne. Uchwała stwierdzała bowiem, że sprzeczność składu sądu z przepisami prawa zachodzi także wtedy, gdy w składzie sądu bierze udział osoba powołana na urząd sędziego SN na wniosek KRS ukształtowanej według ustawy z grudnia 2017 r. A cała IKNiSP została obsadzona wadliwie.

Dotychczas RPO wniósł 10 skarg nadzwyczajnych - 2 w sprawach karnych i 8 w sprawach cywilnych. Kilka z nich SN już uwzględnił. Rzecznik składa je, gdy jest to niezbędne dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności obywateli. Prawo ich kierowania w „starych” sprawach mają tylko RPO i Prokurator Generalny.

Do Biura RPO wpłynęło w sumie ponad 6,5 tys. wniosków o wystąpienie ze skargą nadzwyczajną (w tym niemal 2 tys. w sprawach cywilnych). Wprowadzenie skargi nadzwyczajnej spowodowało dodatkowe obciążenie Biura RPO, ale bez zwiększenia jego finansowania. 

VII.511.45.2018

RPO zwraca się po raz kolejny o działania na rzecz wsparcia rodziców z niepełnosprawnością

Data: 2020-06-04
  • Brakuje systemowych rozwiązań co do wsparcia w środowisku otwartym rodziców z niepełnosprawnością, którzy ze względu na specyfikę swej niepełnosprawności napotykają poważne bariery w wykonywaniu funkcji rodzicielskich
  • Wystąpienie w tej sprawie skierował Rzecznik do Pełnomocnika Rządu ds. Osób z Niepełnosprawnościami

W związku ze skargami dotyczącymi braku systemowych rozwiązań co do zakresu oraz form wsparcia w środowisku otwartym rodziców z niepełnosprawnością, którzy ze względu na specyfikę swej niepełnosprawności napotykają poważne bariery w wykonywaniu funkcji rodzicielskich Rzecznik Praw Obywatelskich od 2017 r. zajmuje się tym problemem. Wyjaśnienia Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych z 29 grudnia 2017 r. wskazywały, że podjęto działania zmierzające do zbadania problematyki niepełnosprawności w pieczy zastępczej i adopcji, a polityka rodzinna w swych założeniach nie pomija osób z niepełnosprawnością i tworzone są nowe rozwiązania wychodzące naprzeciw realnym problemom tych osób.

Pewną nadzieję na poprawę sytuacji rodziców z niepełnosprawnością dawały prowadzone działania legislacyjne. Tak się jednak nie stało, ponieważ prace nad rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej oraz niektórych innych ustaw (druk nr 3023), który m.in. wzmacniał instytucję rodzin wspierających, nie zostały sfinalizowane w związku z upływem kadencji Sejmu RP.

Systemowe braki w obszarze wsparcia w środowisku otwartym rodziców z niepełnosprawnością, którzy ze względu na specyfikę swej niepełnosprawności napotykają na poważne bariery w wykonywaniu funkcji rodzicielskich obrazuje jedna ze spraw podjęta przez Rzecznika. Dotyczy ona pani Joanny, osoby z dużym stopniem niepełnosprawności (czterokończynowe porażenie mózgowe, niedowład spastyczny) mamy małego dziecka. Sytuacja dziecka stała się przedmiotem postępowania opiekuńczego o ograniczenie władzy rodzicielskiej z uwagi na fakt, iż stopień niepełnosprawności matki uniemożliwia sprawowanie samodzielnie opieki nad dzieckiem, a nie ma ona oparcia ani w rodzinie, ani innych osobach bliskich, które mogłyby wesprzeć ją w opiece nad córką.

W wyniku zaangażowania samorządu lokalnego i jednostek pomocy społecznej, dziecko wraz z matką przebywało przez kilka miesięcy w ośrodku rehabilitacyjnym, a potem rodzina zamieszkała w wyremontowanym i dostosowanym do potrzeb osoby z niepełnosprawnościami mieszkaniu. Rodzina została także objęta pomocą kilku opiekunek, które całodobowo przebywały wraz z matką i dzieckiem w mieszkaniu. W systemie ciągłym z wyłączeniem czasu, kiedy, dziecko przebywa w żłobku tj. w dni robocze od 7.00 do 16.00 wsparcia rodzinie udzielały trzy opiekunki, natomiast jedna jest zatrudniana dodatkowo w celu udzielania pomocy w czasie choroby dziecka lub opiekunek. Do obowiązków opiekunek należało wykonywanie czynności polegających na wsparciu matki w czynnościach opiekuńczo-pielęgnacyjnych przy dziecku oraz w niektórych pracach domowych i pielęgnacyjnych wymagających pomocy drugiej osoby. Wsparcie obejmowało w szczególności asystę i pomoc przy ubieraniu, karmieniu, kąpaniu i ułożeniu dziecka do snu oraz uczestniczeniu w spacerach z dzieckiem i podczas wizyt dziecka u lekarza. Ponadto matka w celu kształtowania prawidłowych wzorców wychowawczych oraz podnoszenia kompetencji rodzicielskich została objęta wsparciem asystenta rodziny, pracownika socjalnego i psychologa. Wdrożone nowatorskie i eksperymentalne rozwiązanie pozwoliło na pozostanie dziecka pod opieką mamy.

Jednakże realizowanie wsparcia w takiej formule napotkało na szereg problemów w wymiarze systemowym jak i finansowym, których waga i zakres przekraczały możliwości rozwiązania na poziomie lokalnym. Wynikało to przede wszystkim  z kompleksowości i wielowymiarowości świadczonej pomocy: wsparcie we wszystkich czynnościach samoobsługowych, prowadzenie gospodarstwa domowego, z jednoczesnym zabezpieczeniem działań opiekuńczych oraz wychowawczych wobec dziecka, a także braku regulacji prawnych zarówno co do wymagań i kwalifikacji opiekunek, jak i zasad sprawowania opieki. Pojawiły się również wątpliwości, czy zorganizowane w taki sposób wsparcie zabezpieczy w pełni pomoc we właściwym funkcjonowaniu rodziny, w tym właściwy rozwój emocjonalny dziecka.

Ostatecznie oferowany system wsparcia w postaci objęcia matki i dziecka usługami świadczonymi przez liczne opiekunki okazał się niezadowalający i niewłaściwy z punktu widzenia dobra dziecka, co potwierdziły opinie biegłych wydawanych w postępowaniu opiekuńczym. Świadczona w ten sposób pomoc nie jest aktualnie realizowana.

Sytuacja rodziny uległa czasowej poprawie, gdy matka dziecka pozostawała w związku małżeńskim i mogła liczyć na pomoc męża w opiece nad dzieckiem. Aktualnie stan ten uległ zaburzeniu, gdyż małżeństwo jest w trakcie rozwodu, a  brak dalszego wsparcia ze strony męża w zakresie pomocy nad dzieckiem spowoduje konieczność umieszczenia małoletniej w pieczy zastępczej.

W kwietniu 2020 r. Sąd Opiekuńczy zwrócił się do miejskiego ośrodka pomocy społecznej o wdrożenie dla matki i dziecka skoordynowanych usług wsparcia na podstawie przepisów ustawy o pomocy społecznej i ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Sąd wystąpił także do Rzecznika Praw Obywatelskich z prośbą o wskazanie formy pomocy dla niepełnosprawnej matki z córką oraz udzielenie pomocy w poszukiwaniu na terenie kraju rodziny zastępczej, w której mogłaby zostać umieszczona małoletnia, która to rodzina zgodziłaby się także przyjąć do siebie matkę i ją także objąć wsparciem i opieką, bądź specjalistycznego ośrodka lub placówki, w którym niepełnosprawna matka mogłaby zamieszkać wraz z dzieckiem.

Niesienie pomocy rodzinie przeżywającej trudności w wypełnianiu funkcji opiekuńczo-wychowawczych oraz zabezpieczenie dobra dziecka, to najistotniejsze zadanie szeroko rozumianego systemu opieki. Podstawowe akty prawa międzynarodowego gwarantują prawo dziecka do życia w rodzinie.

W systemie prawa wewnętrznego art. 71 ust. l Konstytucji RP gwarantuje uwzględnienie dobra rodziny w polityce państwa, jak też szczególną pomoc rodzinom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej. Z art. 71 ust. 2 Konstytucji RP wynika obowiązek udzielenia szczególnej pomocy matce przed i po urodzeniu dziecka. Tak wyznaczony standard pomocy względem matki z niepełnosprawnością wzmacnia norma art. 69 Konstytucji RP.

Osoby z niepełnosprawnościami mają prawo być rodzicami. Mają prawo opiekować się swoimi dziećmi, a ich dzieci mają prawo do przebywania w swojej biologicznej rodzinie.

Poszanowanie praw rodziców z niepełnosprawnościami i ich dzieci wymaga wypracowania spójnych systemowo i kompleksowych rozwiązań poprzez stworzenie wyspecjalizowanego systemu wsparcia w celu wyeliminowania barier w wykonywaniu przez rodziców funkcji rodzicielskich. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się Pełnomocnika Rządu o podjęcie pilnych działań na rzecz wzmocnienia systemu opieki i urzeczywistnienia prawa rodziców z niepełnosprawnością (szczególnie samotnych) do wychowywania dzieci.

III.502.7.2017

Bez kwarantanny po powrocie ojciec nie spotka się z dziećmi mieszkającymi w innym kraju. Interwencja Rzecznika

Data: 2020-06-03
  • Ojciec nie może się spotkać z córkami mieszkającymi w Słowacji – mimo orzeczonych sądownie kontaktów z nimi – bez 14-dniowej kwarantanny po powrocie do Polski
  • Wyjątki od tego obowiązku nie obejmują bowiem sytuacji transgranicznych kontaktów z dziećmi, orzeczonych przez sąd
  • Tymczasem słowackie prawo nie przewiduje kwarantanny wobec cudzoziemca w takiej sytuacji - ale powrót z dziećmi na wakacje do Polski wiązałby się już z kwarantanną

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do rządu o podjęcie działań legislacyjnych w celu rozwiązania problemu. Sytuacja wydaje się wyjątkowa i zasługuje na włączenie do katalogu wyjątków od obowiązku kwarantanny przy przekraczaniu polskiej granicy.

Do RPO poskarżył się obywatel, którego dwie córki mieszkają wraz z matką w Słowacji. Ma on orzeczone kontakty z dziećmi, w tym wakacyjny pobyt dzieci w Polsce. Zgodnie z wyrokiem sądu rodzinnego ma ustalone spotkania z dziećmi  w pierwszy i trzeci weekend miesiąca oraz inne wyznaczone terminy.

Od wybuchu epidemii koronawirusa i zamknięcia granic nie widział się on jednak ze swymi dziećmi. Nie może bowiem sobie pozwolić na ciągłe przebywanie na kwarantannie - a z tym wiązałyby się wizyty u dzieci w wyznaczonych terminach. Również wakacyjny pobyt dzieci u ojca wiązać się będzie z obowiązkiem spędzenia pierwszych dwóch tygodni w kwarantannie.

Z rozporządzenia Rady Ministrów z 16 maja 2020 r. wynika, że wyjątki od obowiązku kwarantanny podczas powrotu do Polski nie obejmują sytuacji transgranicznych kontaktów z dziećmi (na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu lub ugody).

Niedawno zaś Główny Inspektorat Sanitarny Republiki Słowacji wydał zarządzenie, że zasad transgranicznej kwarantanny nie stosuje się w tym państwie m.in. wobec osób wjeżdżających w celu realizacji prawomocnego orzeczenia sądu w sprawie sprawowania naprzemiennej opieki nad dziećmi lub prawa do kontaktu z małoletnim dzieckiem.

Teoretycznie jest zatem możliwość, by obywatel udał się do Słowacji w celu kontaktu z dziećmi. Jednak już powrót z nimi do Polski (np. na wakacje w ojczyźnie ojca) wiąże się nadal z kwarantanną.

Podobnie wygląda sytuacja innego wnioskodawcy, którego córka na stałe mieszka w Szwecji. Epidemia spowodowała, że nie doszedł do skutku zaplanowany na kwiecień przylot córki do Polski. Ojciec musiał zaś zrezygnować z wyjazdu do Szwecji na koniec roku szkolnego i z przyjazdu z córką do Polski. Wiązałoby się to bowiem z 14-dniową kwarantanną dla córki, dla ojca i dla wszystkich domowników.

W związku  z tymi skargami Adam Bodnar zwrócił się do szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyka o podjęcie prac legislacyjnych. Problem dotyczy bowiem kwestii regulowanych w rozporządzeniu Rady Ministrów z 16 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Odpowiedź MZ: ten nakaz już nie istnieje

22 czerwca 2020 r. Ministerstwo Zdrowia odpisało, że 13 czerwca weszło w życie rozporządzenie Rady Ministrów z 12 czerwca, zmieniające rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Zniosło ono obowiązek kwarantanny dla przekraczających granicę z innymi państwami członkowskimi Unii Europejskiej.

Obowiązek został utrzymany tylko dla przekraczających granicę zewnętrzną. Taka regulacja została utrzymana w rozporządzeniu Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r.

IV.7021.157.2020

Koronawirus. Widzenia osadzonych z bliskimi wstrzymane. RPO: mogą je zastąpić komunikatory typu Skype

Data: 2020-06-02
  • Z powodu wstrzymania widzeń wobec stanu epidemii osoby pozbawione wolności mają ograniczone możliwości podtrzymywania więzi rodzinnych
  • Zdaniem RPO powinni mieć oni prawo realizacji przysługującego im widzenia za pośrednictwem komunikatora Skype lub innej technologii wideo
  • A taki sposób kontaktu wydaje się bezpieczniejszy niż rozmowa telefoniczna, bo funkcjonariusz Służby Więziennej ma większą kontrolę nad sytuacją

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynął postulat adwokata skierowany do Ministerstwa Sprawiedliwości. Chodzi o sytuację osób tymczasowo aresztowanych, które z uwagi na wstrzymanie realizacji widzeń w jednostkach penitencjarnych - z powodu konieczności zapobiegania szerzeniu się epidemii COVID-19 - mają ograniczone możliwości podtrzymywania więzi rodzinnych.

Propozycja adwokata zakłada, że w przypadku podjęcia przez dyrektora jednostki penitencjarnej decyzji o ograniczeniu lub zakazie widzeń osób pozbawionych wolności z członkami ich rodzin, osoby tymczasowo aresztowane, po uzyskaniu zgody, miałyby możliwość realizacji prawa do kontaktu z rodziną i innymi bliskimi za pośrednictwem systemów łączności internetowej tj. komunikatora Skype.

W sprawie negatywne stanowisko zajął Departament Legislacyjny Prawa Karnego MS. Wskazano, że umożliwienie aresztowanym korzystania z systemów łączności stoi w sprzeczności z celem wykonywania aresztu, jakim jest zabezpieczenie prawidłowego toku postępowania karnego. Podkreślono, że obecny stan epidemii nie pozwala ocenić, na jaki czas byłoby możliwe wprowadzenie proponowanych rozwiązań. Dodano, że wiązałoby się to m.in. z koniecznością dodatkowych kosztów SW związanych z wyposażeniem w odpowiednie urządzenia.

RPO przedstawia jednak Ministrowi Sprawiedliwości argumenty przemawiające za całościowym przeanalizowaniem korzystania przez osoby skazane i aresztowane z komunikatora internetowego - w ramach realizacji prawa do utrzymywania kontaktu z rodziną za pomocą widzeń.

Obecnie, w zależności od typu zakładu karnego, skazani mogą korzystać ze Skype od jednego do kilku razy w miesiącu, przez czas od 10 minut do godziny. A SW dostrzega okoliczności, w których realizacja spotkania skazanego z bliskimi za pośrednictwem komunikatora internetowego jest niezbędna, by mógł on utrzymać relacje z członkami rodziny.

Jedną z nich jest odbywanie kary w zakładzie znajdującym się w znacznej odległości od miejsca zamieszkania rodziny – co prowadzi do ograniczenia kontaktów rodzinnych. Znaczenie ma też fakt, że osoby odwiedzające to również osoby w podeszłym wieku, osoby z niepełnosprawnościami bądź matki z małymi dziećmi, dla których dalsza podróż  wiąże się z dużymi trudnościami.

Niekiedy rodzina osoby będącej w izolacji więziennej na stałe zamieszkuje poza granicami Polski. Odwiedziny w takim przypadku, dwa albo trzy razy w miesiącu, zgodnie z przysługującym skazanemu prawem, wiążą się nie tylko ze znacznymi kosztami podróży i zakwaterowania, ale ich realizacja jest właściwie nie do pogodzenia z organizacją codziennego życia.

Inną kwestią jest sytuacja małżonków lub konkubentów, jednocześnie odbywających karę pozbawienia wolności. Dziś przepisy nie przewidują widzeń osób przebywających w odrębnych zakładach karnych. Małżonkowie mają wprawdzie możliwość kontaktu telefonicznego, po zgodzie dyrektora jednostki, jednakże co do zasady nie mogą realizować swojego prawa do korzystania z aparatu telefonicznego na zasadach określonych w porządku wewnętrznym.

Ograniczone możliwości kontaktu dostrzegalne są również, gdy dzieci osoby pozbawionej wolności przebywają w domu dziecka bądź placówce opiekuńczo-wychowawczej.

We wszystkich tych przypadkach, komunikacja za pośrednictwem Skype byłaby dogodnym rozwiązaniem. Stanowiłoby namiastkę bliskości, jakiej mogliby doświadczyć w trakcie bezpośredniego widzenia. A serdeczne relacje osadzonych z rodziną są kluczowe w procesie wykonywania kary pozbawienia wolności. Władze więzienne winny zatem pomagać osadzonemu w utrzymywaniu tych więzi.

Dlatego, ze względu na to, że prawo realizacji widzeń z rodziną i osobami bliskimi mieści się w zakresie określonego w art. 47 Konstytucji prawa do ochrony prawnej życia prywatnego i rodzinnego, RPO za zasadne uznaje wprowadzenie unormowań na poziomie ustawy, które zagwarantują skazanym realizację przysługującego im widzenia regulaminowego za pośrednictwem komunikatora Skype lub innej technologii video.

Większe obostrzenia co do kontaktu ze światem zewnętrznym obowiązują w stosunku do osób tymczasowo aresztowanych. Zgodę na widzenie lub na kontakt telefoniczny wydaje organ, do którego dyspozycji pozostaje. Aresztowani bardzo często nie otrzymują jednak zgody na korzystanie z aparatu telefonicznego, a w przypadku obcokrajowców - z uwagi na ograniczone możliwości kontroli rozmów - właściwie jest to regułą.

Pożądane jest zatem stworzenie tymczasowo aresztowanym możliwości utrzymywania kontaktu z bliskimi za pomocą wideokonferencji. Spełniałoby to warunki określone w art. 217 § 2 k.k.w., zgodnie z którym widzenia odbywają się pod nadzorem funkcjonariusza Służby Więziennej. 

Ponadto widzenie za pośrednictwem wideokonferencji wydaje się bezpieczniejse niż prowadzenie rozmów telefonicznych. Funkcjonariusz SW ma bowiem wtedy większą kontrolę nad zachowaniem aresztowanego i  możliwość natychmiastowej reakcji.

Posłuży to także do zwiększenia bezpieczeństwa jednostki penitencjarnej. SW od lat podejmuje działania w celu zapobieżenia przenikaniu przedmiotów niedozwolonych i substancji niebezpiecznych do zakładów karnych. Wzrost liczby widzeń realizowanych w formie, która nie wymaga wejścia osoby odwiedzającej na teren więzienia, przyczyniłby się do zmniejszenia liczby takich prób. 

W przypadku wprowadzenia takiego rozwiązania, osadzony mógłby wybrać, czy przysługujące mu widzenie zrealizuje w formie bezpośredniej, czy też za pośrednictwem komunikatora internetowego. A jednostki penitencjarne są dostosowane do tej formy komunikacji i realizują ją w przypadku osób skazanych. W związku ze wstrzymaniem widzeń wobec zagrożenia epidemicznego, zwiększono bowiem dostępność kontaktu skazanych z rodziną za pośrednictwem komunikatora Skype.  

Adam Bodnar zwrócił się do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o podjęcie inicjatywy legislacyjnej - tak by Kodeks karny wykonawczy dawał prawo skazanym i tymczasowo aresztowanym do realizacji widzenia z bliskimi za pośrednictwem komunikatorów zapewniających przekaz obrazu i dźwięku.

 IX.517.665.2020

RPO interweniuje w PKP Intercity w sprawie zbierania danych o pasażerach jadących na protest przedsiębiorców do Warszawy

Data: 2020-05-27
  • Do Rzecznika Praw Obywatelskich dotarły niepokojące informacje, że naczelnik biura bezpieczeństwa Spółki PKP Intercity polecił konduktorom zbierać informacje o osobach, które jechały na protest przedsiębiorców w Warszawie.
  • RPO przypomina prezesowi spółki Markowie Chraniukowi, że Konstytucja chroni prawo do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki. Jej artykuł 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a art. 51 - odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce.

W Polsce system ochrony danych osobowych opiera się na unijnym akcie zawierającym ogólne zasady przetwarzania danych – RODO. Art. 9 ust. 1 RODO wprowadza szczególną ochronę kategorii danych, jaką są poglądy polityczne. Należy zatem ze szczególną ostrożnością podchodzić do przetwarzania tych danych. W tym kontekście należy wskazać, że podróż pociągami Spółki PKP Intercity, zgodnie z regulaminem spółki, w wypadku osób, które zakupiły bilety drogą elektroniczną, wiąże się z przetwarzaniem danych osobowych. Rzecznik Praw Obywatelskich otrzymuje skargi na konieczność potwierdzania tożsamości podróżnego związaną z obowiązkiem okazywania dokumentu tożsamości. Oznacza to, że w wypadku, jeśli konduktorzy mieliby utrwalać informację o udziale w proteście, w wielu przypadkach mogliby to zrobić w stosunku do konkretnej, możliwej do zidentyfikowania osoby. Wybór przez PKP Intercity rozwiązania opartego na przetwarzaniu danych podróżnych do realizacji przewozu nakłada na spółkę konieczność ochrony tych danych i oceny konsekwencji takiego przetwarzania dla prywatności jednostki.

W ocenie RPO wątpliwe jest również przedstawione w prasie wyjaśnienie, że „monitorowanie wzmożonego zainteresowania podróżami przez drużyny konduktorskie i raportowanie służy zwiększeniu przepływu informacji, co przekłada się na realizację wzmocnień pociągów, nie dopuszczając tym samym do przekroczenia limitu pasażerów”. Monitorowanie wzmożonego zainteresowania podróżami, jeśli ma służyć ocenie potrzeby zapewnienia dodatkowych możliwości przewozu, może się odbywać bez identyfikacji celu podróży poszczególnych pasażerów.

VII.501.171.2020

RPO: kary dla uczestników pogrzebu 16-latki budzą ogromne wątpliwości

Data: 2020-05-22
  • RPO dowiedział się z mediów, że o ukaraniu siedmiu osób, które uczestniczyły w pogrzebie w Piasecznie 18 maja 2020 r. Trzej żałobnicy dostali mandaty, dwie sprawy trafiły do sądów a dwie – do sądu rodzinnego.
  • Działania policji należy uznać za nieproporcjonalne w świetle nietypowych okoliczności sprawy oraz mając na względzie fakt, że ta szczególna sytuacja dotyczyła tragicznej sytuacji i reakcji na nią osób młodych  - pisze RPO do komendanta policji w Piasecznie podinsp. Pawła Krauza.

Konstytucja RP nakłada na organy władzy zasadę minimalnej ingerencji w prawa jednostki. Rzecznik rozumie, że wyjątkowa sytuacja stanu epidemii wymaga środków ostrożności. Niemniej interwencja funkcjonariuszy w tak newralgicznym przypadku za każdym razem musi być proporcjonalna i adekwatna. Policjanci powinni pamiętać o prawach człowieka oraz o empatii wobec obywateli. Powinni opierać się na przyświecającej Policji zasadzie „Pomagamy i chronimy”.

Policja jest organem ochrony porządku prawnego najbardziej widocznym w życiu społeczeństwa. Zadaniem policji jest bowiem bezpośrednia, codzienna ochrona prawa, porządku i bezpieczeństwa publicznego. Kontakt jednostki z policjantem to najczęściej występujące bezpośrednie zetknięcie się z reprezentującym władzę państwową funkcjonariuszem publicznym. Skierowanie w powyższych przypadkach wniosków o ukaranie prowadzić może nie do ochrony bezpieczeństwa i zdrowia publicznego, ale do utraty zaufania młodych ludzi do organów władz publicznych, w związku z poczuciem niezrozumienia nietypowej sytuacji, a którą się mierzą. Wskazana interwencja może wiec mieć przełożenie na konstytucyjną zasadę zaufania obywateli do państwa.

VII.565.434.2020

RPO w sprawie dzieci czekających na adopcję. Wystąpienie do Ministra Sprawiedliwości

Data: 2020-05-19
  • Zakończenie wielu postępowań adopcyjnych wymaga zaledwie jednej rozprawy. A posiedzenia te nie są zwoływane, bo dla władz nie są to sprawy „pilne”.
  • Takie sprawy daje się przecież rozpatrzeć w obecności maleńkiej grupy uczestników, z zachowaniem wszelkich środków ostrożności.
  • Na problem zwróciło uwagę stowarzyszenie „Nasz Bocian”

Jego przewodnicząca, Marta Górna, pisze: „dla dzieci znajdujących się w procesie adopcyjnym czas ma kluczowe znaczenie, a jego upływ negatywnie wpływa na możliwości kształtowania prawidłowych, pełnych ciepła więzi z rodzicami adopcyjnymi”. Wstrzymanie wszelkich działań na czas trwania stanu epidemii „uderza bezpośrednio w starannie budowane więzi pomiędzy dziećmi oczekującymi na adopcję a rodzinami preadopcyjnymi. Zaburza to poczucie bezpieczeństwa dzieci, które wielokrotnie po raz kolejny czują się porzucone przez dorosłych, którzy je zawodzą i nie wywiązują się z danych obietnic”.

Problem można by rozwiązać dopisując do katalogu spraw „pilnych”, jakie sądy mają rozpatrywać mimo pandemii, spraw adopcyjnych – pisze RPO do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Przy okazji RPO zauważa, że nie dostał od min. Ziobry odpowiedzi na dwa już pisma dotyczące problemów z alimentami i kontaktami rodziców z dziećmi po rozwodzie w czasach koronawirusa. RPO alarmuje w tej sprawie, bo dostaje skargi od ludzi, którym kryzys rozbija podstawy życia rodzinnego.

- Rozumiem, że Ministerstwo Sprawiedliwości jest w obecnej sytuacji panującej epidemii obciążone pracą nad pilnymi projektami przepisów, jednak na sprawy dotyczące dzieci i rodziny powinna być, moim zdaniem, zwrócona szczególna uwaga Pana Ministra. Będę zatem wdzięczny za udzielenie odpowiedzi na powyżej wymienione pisma – pisze Adam Bodnar.

IV.510.12.2020

Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii

Data: 2020-05-17

17 maja corocznie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii. W tym dniu szczególnie wsłuchujemy się w głos osób LGBT+, które nadal narażone są na nierówne traktowanie, uprzedzenia oraz motywowaną nimi agresję i przemoc ze względu na to kim są.

W Polsce stoimy przed ogromnym wyzwaniem, ponieważ wciąż brakuje wielu regulacji zapewniających odpowiednią ochronę prawną.

Rzecznik Praw Obywatelskich jako niezależny organ ds. równego traktowania dokłada wszelkich starań, aby zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową był przestrzegany zarówno w prawie, jak i w praktyce. Podsumowaniem tych działań jest wydany raport pt. „Sytuacja prawna osób nieheteronormatywnych i transpłciowych w Polsce” (patrz załącznik).

Tegoroczne hasło Międzynarodowego Dnia Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii – Przełamując ciszę – wyraźnie wskazuje na potrzebę przerwania milczenia, podjęcia tematu i uznania potrzeby szerokiego dialogu. To konieczne wsparcie dla osób, które ze względu na swoją orientację seksualną lub tożsamość płciową muszą iść przez życie w poczuciu niepewności, niekiedy nawet wstydu. Dla organów władzy publicznej zaś to wyraźny sygnał do podjęcia działań, które zmienią obecną sytuację prawną i społeczną.

W ocenie RPO krajowy system ochrony prawnej osób LGBT jest nieefektywny i dalece odbiega od międzynarodowych standardów. Potwierdza to także najnowszy raport Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, który opiera się o badanie przeprowadzone wśród 140 tysięcy osób LGBTI z Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii, Serbii i Macedonii Północnej. Wynika z nich między innymi, że 40 % badanych doświadczyło w ciągu ostatnich 5 lat molestowania lub przemocy – w 1 na 10 przypadków była to agresja fizyczna lub seksualna. 20 % wszystkich respondentów/ek wskazało, że czują się dyskryminowani/ne w miejscu pracy, a ponad 30 % doświadczyło nierównego traktowania w miejscach publicznych, w których spędzają czas wolny. Podsumowanie sytuacji w Polsce, zwłaszcza na tle innych państw biorących udział w badaniu, pozwala stwierdzić, że strach zdecydowanie dominuje nad poczuciem bezpieczeństwa i wolności. 66 % respondentów wskazało przy tym, że przemoc i dyskryminacja wobec osób LGBTI wzrosły w Polsce na przestrzeni ostatnich 5 lat, a jako główną przyczynę takiego stanu rzeczy wskazano negatywny stosunek i dyskurs polityków i rządzących. 96 % odpowiedziało, że uprzedzenia wobec osób LGBTI nie są zwalczane przez organy władzy publicznej.

Złą sytuację w Polsce w zakresie praw i wolności osób LGBTI potwierdza także ranking ILGA Europe mierzący poziom równouprawnienia osób LGBTI w Europie, według którego Polska spadła na ostatnie miejsce wśród krajów Unii Europejskiej. Dla porównania zwycięzcą rankingu po raz kolejny została katolicka Malta.

W ostatnim czasie widać niemal jak w soczewce, że brakuje przepisów chroniących przed homo-bi-i-transfobiczną mową nienawiści, przed przestępstwami motywowanymi uprzedzeniami wobec orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej oraz przed dyskryminacją ze względu na te cechy we wszystkich obszarach życia politycznego, społecznego i gospodarczego. W sytuacji, w której niebezpieczne napięcia społeczne stanowią realne zagrożenie dla godności i praw mniejszości, litera prawa oraz praktyka jego stosowania przez organy administracji i niezależne sądy powinny zapewnić ochronę przed negatywnymi konsekwencjami tych zjawisk.

Oceniając stan wdrożenia międzynarodowego standardu praw człowieka w krajowych przepisach, stosowania go praktyce oraz w orzecznictwie polskich sądów, Rzecznik sformułował szereg rekomendacji dla organów władzy publicznej. Z okazji Międzynarodowego Dnia Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii przekazał je wraz z książkową wersją raportu do Ministrów i innych urzędów zwracając uwagę na kluczowe rekomendacje zmian prawnych.

Zwrócił uwagę m.in. na próby „leczenia” z orientacji seksualnej w ramach tzw. „praktyk konwersyjnych”. Pomimo jednoznacznych regulacji międzynarodowych, które potwierdzają, że homoseksualizm nie jest chorobą, a praktyki dążące do jego leczenia powinny być zakazane, wciąż w Polsce prawo je dopuszcza. Problem ten zauważył również Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami, który w wydanych we wrześniu 2018 r. rekomendacjach dla Polski wprost zalecił władzom ustanowienie zakazu stosowania wszelkich praktyk konwersyjnych opartych na założeniu, że homoseksualność można wyleczyć.

Rzecznik Praw Obywatelskich zarekomendował również uregulowanie sytuacji prawnej osób interpłciowych w Polsce, w tym wprowadzenie zakazu przeprowadzania operacji „normalizujących” płeć bez świadomej zgody, gdy taka interwencja nie jest konieczna ze względu na zagrożenie dla życia i zdrowia.

W piśmie do MSWiA RPO pokreślił natomiast postulat wyjaśnienia sytuacji prawnej małoletnich obywateli RP, których rodzice są tej samej płci. Obecnie jedyną drogą uzyskania dla dziecka numeru PESEL i polskich dokumentów tożsamości, niezbędnych w kontekście ochrony praw i dobra dziecka, pozostaje wydanie ich na podstawie zagranicznego aktu urodzenia. NSA stwierdził natomiast w grudniu 2019 roku, że transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia, w którym jako rodzice wpisane są osoby tej samej płci jest niedopuszczalna ze względu na konieczność ochrony podstawowych zasad polskiego porządku prawnego. W konsekwencji, możliwość skutecznego wnioskowania o transkrypcję takich aktów urodzenia wydaje się być obecnie niedostępna, co powoduje że dzieci z takich związków pozostają bez ochrony prawnej, należnej obywatelom.

Ponad to w wystąpieniach skierowanych do władz RPO przedstawił także rekomendacje dotyczące konieczności zwiększenia ochrony prawnej przed homo-bi-i-transfobią, instytucjonalizacji związków osób tej samej płci, zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony praw uczniów LGBT (m.in. poprzez prewencyjną edukację antydyskryminacyjną), przeciwdziałanie dyskryminacji i poniżającemu traktowaniu w obszarze opieki zdrowotnej oraz umożliwienie swobodnej organizacji marszów równości i bezpiecznego w nich uczestnictwa.

Wyciek danych z KSSiP. ABW opisała Rzecznikowi swe działania w sprawie

Data: 2020-05-14
  • Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego odpisała RPO o swych działaniach ws. wycieku danych osobowych użytkowników Platformy Szkoleniowej KSSiP, których administratorem jest Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury
  • Śledztwo prowadzi policja, wspierana m.in. przez funkcjonariuszy ABW, którzy uczestniczyli w czynnościach w firmie hostingowej, skąd nastąpił wyciek- jej pracownik usłyszał już zarzuty  
  • Obecnie Agencja pozostaje do dyspozycji organów prowadzących postępowanie jako instytucja ekspercka

Media podają, że naruszenie ochrony danych wskutek wycieku dotyczy ponad 50 tys. osób, w tym m.in. aplikantów sędziowskich i prokuratorskich, sędziów, prokuratorów, asesorów, referendarzy, asystentów oraz pracowników sądów, a także osób prowadzących zajęcia w KSSiP.

Przedmiotem kradzieży były: imię, nazwisko, numer telefonu, adres e-mail, miejsce zamieszkania, daty pierwszego i ostatniego logowania, numery ICQ, MSN, Skype, Yahoo, jednostka (miejsce pracy), hasło (zaszyfrowane). Trwają ustalenia, czy doszło również do ujawnienia numerów PESEL.

Ujawnione dane mogą być wykorzystywane w sposób nieuprawniony. Mogą np. posłużyć z jednej strony do wyłudzenia kredytu czy pożyczki, a z drugiej - zawarcia umowy w imieniu osoby której dane dotyczą czy uzyskania dostępu do danych o stanie zdrowia. Dane maila, numery telefonu czy komunikatorów internetowych pozwalają na niespotykaną skalę wkroczyć w życie prywatne osób dotkniętych wyciekiem.

Wydaje się to szczególnie groźne w przypadku sędziów i prokuratorów, zwłaszcza gdy ujawnione dane będą zestawione z jawnymi informacjami o stanie majątkowym tych osób. Ujawnienie tego rodzaju informacji może również stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się do szefa ABW płk. Krzysztofa Wacławka o  podjęcie działań w ramach kompetencji Agencji w związku z zagrożeniami dla dobra wymiaru sprawiedliwości i praw obywateli. Wcześniej RPO spytał o tę sprawę Prezesa UODO i Prokuratora Krajowego.

Odpowiedź wiceszefa ABW płk. Norberta Loby

W związku z zaistniałym zdarzeniem Prokuratura Regionalna w Lublinie prowadzi śledztwo o sygn. akt RP 11 Ds. 3.2020 w sprawie zakłócenia automatycznego przetwarzania łub przekazywania danych o szczególnym znaczeniu dla funkcjonowania Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie poprzez uzyskanie bez uprawnienia dostępu do systemu informatycznego tej instytucji państwowej oraz informacji w postaci bazy danych Platformy Szkoleniowej KSSiP, a następnie ujawnienia tych informacji w sieci internet, tj. o czyn z art. 269 § 1 kk w zb. z art. 267 § 1, 2 i 4 kk w zw. z art. 11 § 2 kk w zw. Z art. 12 § 1 kk.

Śledztwo to zostało powierzone do prowadzenia funkcjonariuszom Wydziału do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, doraźnie wspieranych przez funkcjonariuszy Biura do Walki z Cyberprzestępczością KGP, funkcjonariuszy ABW, pracowników państwowego instytutu badawczego NASK, a także biegłych z zakresu informatyki śledczej Policji i ABW.

Odnosząc się do zaangażowania ABW w przedmiotową sprawę pragnę poinformować, iż w dniu 7 kwietnia 2020 r., na adres e-mail Dyżurnego Zespołu Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego CSIRT GOV wpłynęła wiadomość od informatyka KSSiP wraz z odpowiednim formularzem, w którym zgłoszono wyciek bazy danych z Platformy Szkoleniowej KSSiP, do którego mogło dojść w związku z testową migracją danych z dotychczas używanej platformy na serwer docelowy nowo tworzonej Platformy Szkoleniowej eKSSiP.

Czynność ta była wykonywana przez firmę (….) z siedzibą w Warszawie, z którą Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury zawarła umowę na świadczenie usług hostingowych. Ponadto zgłoszenie zawierało adres URL znajdujący się w otwartych źródłach internetowych (nienależący i niezarządzany przez administratora KSSiP), pod którym znajdował się zrzut bazy danych.

Dodatkowo, w formularzu przekazano informację o podjęciu działań zaradczych, tj. całkowitym zablokowaniu poprzedniej wersji platformy szkoleniowej i rozpoczęciu czynności weryfikacyjnych pod kątem bezpieczeństwa danych użytkowników znajdujących się już na nowej platformie szkoleniowej.

Jednocześnie informatyk KSSiP zadeklarował, iż działania naprawcze będą prowadzone po zweryfikowaniu stanu bezpieczeństwa aktualnej platformy szkoleniowej oraz wskazaniu właściwych i koniecznych procedur.

W systemie krajowego systemu cyberbezpieczeństwa, podmiot, jakim jest Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury z siedzibą w Krakowie, podlega pod CSIRT NASK. Wobec powyższego zgłoszenie opisanego incydentu zostało przekazane przez CSIRT GOV do CSIRT NASK.

Po wstępnej analizie zawartości zrzutu bazy danych upublicznionych w otwartych źródłach internetowych ujawniono, że znajdują się tam dane sędziów i prokuratorów. W związku z tym, w tym samym dniu Zespół CSIRT GOV poinformował Ministerstwo Sprawiedliwości o wycieku bazy danych i zalecił poinformowanie o tym fakcie podległych instytucji, jak również przekazał rekomendacje w celu mitygacji zagrożeń związanych z upublicznieniem danych, a mianowicie:

  • niezwłoczną weryfikację danych zawartych w bazie,
  • zmianę haseł na platformie e-KSSiP oraz w innych serwisach, w których hasła zostały użyte,
  • powiadomienie użytkowników o wycieku powyższych danych.

W dniu 9 kwietnia 2020 r. informacja o wycieku bazy danych KSSiP została przekazana przez Zespół CSIRT GOV również Prokuraturze Krajowej (wraz z rekomendacjami mającymi na celu mitygację zagrożeń).

Warto nadmienić, iż w dniu 17 kwietnia 2020 r. funkcjonariusze ABW, realizując postanowienie Prokuratury Regionalnej w Lublinie, uczestniczyli w czynnościach procesowych przeprowadzonych w firmie hostingowej (….) z siedzibą w (….) w Warszawie, polegających przede wszystkim na zabezpieczeniu danych z serwerów dedykowanych dla KSSiP. Zgodnie z dyspozycją prokuratury, w trakcie czynności procesowych prowadzonych na terenie spółki (…), rola wiodąca należała do funkcjonariuszy Policji działających przy udziale biegłego sądowego oraz przedstawiciela NASKu, natomiast funkcjonariusze ABW pełnili rolę doradczą, a ich obecność na miejscu czynności służyła wsparciu specjalistyczną wiedzą techniczną.

Przeprowadzone czynności pozwoliły na ustalenie okoliczności wycieku danych i osoby za wyciek odpowiedzialnej. Z informacji, którymi dysponuje ABW wynika, iż podejrzany o udostępnienie danych umożliwiających nieuprawniony dostęp do informacji przechowywanych  w systemie informatycznym KSSiP został zatrzymany przez Policję w dniu 22 kwietnia 2020 r.

Dalsze czynności dowodowe w tym śledztwie prowadzi wyspecjalizowana komórka Policji pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Na tym etapie sprawy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego pozostaje do dyspozycji organów prowadzących przedmiotowe postępowanie - jako instytucja ekspercka.

VII.501.90.2020

Koronawirus i wybory. MC przekazało Poczcie Polskiej dane obywateli na podstawie ustawy o tarczy 2.0

Data: 2020-05-05
  • Poczta Polska S.A. zwróciła się do Ministerstwa Cyfryzacji o przekazanie danych z rejestru PESEL 20 kwietnia 2020 r.
  • Otrzymała je za zgodą ministra Marka Zagórskiego dwa dni później na podstawie ustawy o tarczy antykryzysowej z 16 kwietnia
  • W ocenie MC przekazanie danych było możliwe, bo Poczta ma możliwość sprawdzenia ich za pomocą urządzeń teletransmisji danych do realizacji zadań ustawowych

RPO z zaniepokojeniem przyjął informację, że Poczta Polska 22 kwietnia otrzymała za zgodą Ministra Cyfryzacji dane obywateli z rejestru PESEL. Poprosił MC o dokumenty w tej sprawie. W opinii Rzecznika brakuje bowiem przepisów uchwalonych zgodnie z zasadami prawidłowej legislacji, a dotyczących głosowania korespondencyjnego, które umożliwiałyby taki ruch z zachowaniem konstytucyjnej zasady praworządności (art. 7 Konstytucji) oraz zasad ochrony prywatności i autonomii informacyjnej jednostki (art. 47 i art. 51 Konstytucji). 

W odpowiedzi do RPO minister wskazał, że podjął decyzję o przekazaniu danych Poczcie Polskiej S.A. na mocy ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, która weszła w życie 18 kwietnia 2020 r.

Według przyjętej przez MC interpretacji ustawodawca zobligował Ministra do przekazania danych w terminie 2 dni od dnia złożenia wniosku przez operatora pocztowego danych z rejestru PESEL, jeżeli dane te są potrzebne do realizacji zadań związanych z organizacją wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Przepis ten – zdaniem Ministerstwa Cyfryzacji - nie uzależnia przekazania danych od wejścia w życie ustawy o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r., która procedowana jest obecnie w Senacie.

Minister podkreśla, że dane zapisane zostały na płycie DVD i zabezpieczone hasłem, zaś sama płyta została przekazana osobie reprezentującej Pocztę Polską, po uprzednim zweryfikowaniu jej tożsamości. Przesyłka była konwojowana przez Pocztę Polską, a hasło do danych zapisanych na płycie nie zostało przekazane razem z płytą lecz osobnym kanałem komunikacyjnym.

Minister wskazał również, że istotną podstawą dla udostępnienia danych była decyzja premiera polecająca Poczcie Polskiej S.A. przygotowanie przeprowadzenia wyborów. Przywołał także – wydane 2 dni po przekazaniu przez MC danych - oświadczenie Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych przywołujące stanowisko Państwowej Komisji Wyborczej, z którego wynika że „w obrocie prawnym istnieje rozstrzygnięcie organu administracji rządowej, którego kopia w ocenie PKW powinna być dołączona do wniosku operatora wyznaczonego (operator w treści wniosków powołał się na decyzję Prezesa Rady Ministrów z dnia 16 kwietnia 2020 r.), nakładające obowiązek, o którym mowa w art. 99 ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, dla realizacji którego potrzebne jest pozyskanie danych osobowych przez operatora pocztowego”.

Odnosząc się natomiast do kwestii prawa do przetwarzania przez Pocztę danych z rejestru PESEL, minister Marek Zagórski wskazał, że w związku z zadaniami dotyczącymi opłat abonamentowych Poczta już wcześniej miała możliwość sprawdzenia udostępnionych im danych.

Dostęp, jaki posiadała dotychczas Poczta Polską S.A był jednak realizowany poprzez aplikację dostępową, która nie daje możliwości masowego pobierania (przetwarzania) danych. I tu z pomocą przyszło Ministerstwo podejmując decyzję o sporządzeniu odrębnego zestawienia.

W ocenie Ministra Cyfryzacji takie przekazanie danych było możliwe, ponieważ zostały spełnione przesłanki wskazane w RODO, zgodnie z którymi przetwarzanie danych osobowych jest zgodne z prawem, jeśli jest ono niezbędne do wypełnienia obowiązku prawnego ciążącego na administratorze lub gdy jest niezbędne do wykonania zadania realizowanego w interesie publicznym.

W piśmie do RPO Minister podkreślił również, że Ministerstwo zachowało zasadę adekwatności i minimalizmu przekazywanych danych udostępniając dane wyłącznie żyjących obywateli polskich, którzy uzyskają pełnoletność 10 maja 2020 r. i których krajem zamieszkania jest Polska. Przekazane dane obejmowały: numer PESEL, imię (imiona), nazwisko oraz w zależności od tego jakie dane osoba posiada zarejestrowane w rejestrze PESEL – aktualny adres zameldowania na pobyt stały, a w przypadku jego braku ostatni adres zameldowania na pobyt stały, a także adres zameldowania na pobyt czasowy. Ponadto przekazano informacje o tym czy osoba posiada aktualnie zarejestrowany wyjazd czasowy poza granice kraju (bez wskazywania kraju wyjazdu).

Nie przekazano natomiast informacji o datach zameldowania i wymeldowania natomiast w przypadku adresu zameldowania na pobyt czasowy udostępniono informację o przewidywanej dacie pobytu pod adresem czasowym

VII.501.119.2020

Koronawirus. Wydanie Poczcie Polskiej PESELi bez podstawy prawnej. RPO do MC

Data: 2020-04-30
  • Przepisy, na które powołał się Minister Cyfyzacji, wydając Poczcie Polskiej dane obywateli z rejestru PESEL, są niekompletne – więc nie działają
  • Odwołują się bowiem do przepisów dotyczących wyborów – a tych nie ma (jedne uchylono, innych jeszcze nie przyjęto)
  • To bardzo może być poważne naruszenie zasady praworządności i konstytucyjnego prawa obywateli do prywatności, które ograniczać można tylko ustawą

RPO z zaniepokojeniem przyjął informację, że Poczta Polska 22 kwietnia otrzymała za zgodą Pana Ministra dane obywateli z rejestru PESEL. Jako podstawę prawną przekazania danych wskazano Tarczę Antykryzysową 2.0 (art. 99 ustawy z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 Dz. U. z 695): „Operator wyznaczony w rozumieniu [Prawa pocztowego] po złożeniu przez siebie wniosku w formie elektronicznej, otrzymuje dane z rejestru PESEL, bądź też z innego spisu lub rejestru będącego w dyspozycji organu administracji publicznej, jeżeli dane te są potrzebne do realizacji zadań związanych z organizacją wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej bądź w celu wykonania innych obowiązków nałożonych przez organy administracji rządowej. Dane, o których mowa w zdaniu pierwszym, przekazywane są operatorowi wyznaczonemu, w formie elektronicznej, w terminie nie dłuższym niż 2 dni robocze od dnia otrzymania wniosku. Operator wyznaczony uprawniony jest do przetwarzania danych wyłącznie w celu, w jakim otrzymał te dane”.

Ten przepis jest napisany tak – pisze RPO – że nie da się go wykonać bez odwołania do innych norm ustawowych odnoszących się do organizacji wyborów. Takich przepisów dziś nie ma – jedne zostały uchylone, inne nie są jeszcze przyjęte.

W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich brak systemu norm prawa materialnego i proceduralnego dotyczących głosowania korespondencyjnego, uchwalonych zgodnie z zasadami prawidłowej legislacji mających źródło w art. 2 Konstytucji RP powoduje, że przekazanie danych Poczcie Polskiej powoduje naruszenie konstytucyjnej zasady praworządności (art. 7 Konstytucji RP) oraz zasad ochrony prywatności i autonomii informacyjnej jednostki (art. 47 i art. 51 Konstytucji RP). Analogiczne poglądy przedstawicieli doktryny zostały wyrażone w opinii dotyczącej udostępnienia danych ze spisu wyborców, ale w ocenie Rzecznika mają również zastosowanie do udostępniania danych na podstawie tego samego przepisu ze zbioru PESEL.

Jak już wielokrotnie miałem okazję wspominać przy okazji działań władzy publicznej związanych z epidemią koronawirusa, prywatność jednostki jest wartością chronioną konstytucyjnie. Artykuł 47 Konstytucji RP zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a art. 51 Konstytucji RP odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce.

RPO prosi o przesłanie do 4 maja kopii wszelkiej korespondencji prowadzonej z Pocztą Polską S.A. w sprawie przekazania danych, a także kopii wszystkich innych istotnych w tej sprawie dokumentów.

VII.501.119.2020

Koronawirus. Na jakiej podstawie pracodawca może mierzyć temperaturę u pracownika?

Data: 2020-04-29
  • Nie ma przepisu, z którego wynikałby obowiązek pracodawcy mierzenia temperatury pracownikom, nawet w sytuacji epidemii
  • Tymczasem pracodawcy wprowadzają pomiary temperatury pracowników, chcąc zapewnić właściwą organizację pracy i zabezpieczyć przed rozprzestrzenianiem się wirusa
  • RPO zgłasza wątpliwości do Ministry Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Szczegółowe informacje o stanie zdrowia pracownika uzyskane podczas pomiaru temperatury mają charakter danych wrażliwych, do których posiadania pracodawcy nie są uprawnieni. Katalog informacji i danych osobowych pracownika, które może przetwarzać pracodawca, jest bowiem wskazany w art. 221 Kodeksu pracy. Uprawnienie to nie wynika także z przepisów Kodeksu pracy dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa i higieniczny pracy.

Jak zaznaczył RPO, art. 31 ust. 3 Konstytucji dopuszcza  ograniczenie w korzystania z konstytucyjnych wolności i praw, jeśli jest to konieczne dla ochrony zdrowia. 

Nie ulega wątpliwości, że wykonywanie pomiarów prowadzących do określenia stanu zdrowia pracownikow podlega temu uregulowaniu, Są to bowiem dane wrażlliwe i dotyczą chronionych sfer życia człowieka. Niewłaściwe przetwarzanie tych informacji może doprowadzić do naruszeń praw i wolności osób, których dotyczą.

Zdaniem Rzecznika problem mogłoby rozwiązać czasowe rozszerzenie stosowania art. 221 Kodeksu pracy.

Niezależnie od wyboru rozwiązania, obecna sytuacja wymaga wprowadzenia dodatkowych regulacji. Służyłoby to zarówno pracownikom, jak i pracodawcom i likwidowałoby możliwe konflikty na linii pracownik-pracodawca.

RPO zwrócił się do MRPiPS o podjęcie stosownej inicjatywy ustawodawczej.

III.7050.22.2020

Koronawirus. PUODO podjął działania po wycieku adresów osób w kwarantannie

Data: 2020-04-28
  • Adresy ponad 300 osób objętych kwarantanną w powiecie gnieźnieńskim wyciekły do sieci
  • Rzecznik Praw Obywatelskich podjął tę sprawę z urzędu
  • Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych poinformował RPO, że wystąpił o informacje od policji i prokuratury  

Jan Nowak napisał, że są one niezbędne organowi nadzorczemu do spraw ochrony danych osobowych dla oceny zdarzenia i podjęcia dalszych działań w tej sprawie.

Media informują o wycieku do sieci adresów ponad 300 osób objętych kwarantanną w powiecie gnieźnieńskim. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu wszczęła już postępowanie. Zawiadomienie o przestępstwie złożyła Dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gnieźnie. Sprawę bada policja.

Rzecznik podjął sprawę z urzędu w związku z możliwością naruszenia konstytucyjnego prawa do prywatności i  prawa ochrony danych osobowych w odniesieniu do dużej grupy obywateli. Ujawnienie adresu ludzi objętych kwarantanną nie tylko jest niezgodne z prawem – może to też zagrażać ich bezpieczeństwu.

RPO spytał Prezesa UODO, jakie działania w tej sprawie podjął lub je planuje. Do Prokuratora Okręgowego w Poznaniu wystąpił zaś o informacje dotyczące wszczętego postępowania.

Według Jana Nowaka do jego urzędu wpłynęło pismo Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Gnieźnie. Prezes UODO wezwał Komendanta Powiatowego Policji w Gnieźnie do złożenia wyjaśnień. Zwrócił się też do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu o przekazanie informacji, które są niezbędne organowi nadzorczemu do spraw ochrony danych osobowych celem oceny zaistniałego zdarzenia i podjęcia dalszych działań w tej sprawie w ramach posiadanych kompetencji.

Informacje te dotyczą w szczególności podmiotu, który spowodował ujawnienie danych osobowych oraz okoliczności tego zdarzenia.

VII.501.95.2020

#ZglosTo – wystartowała kampania społeczna RPO i FDDS przeciwko szkodliwym treściom w internecie

Data: 2020-04-28
  • Celem kampanii jest zwalczanie szkodliwych treści w internecie. Wspieramy tych, którzy chcą na nie reagować, podpowiadając, gdzie i jak można skutecznie zgłaszać niepokojące materiały.
  • W ramach inicjatywy uruchomiona została platforma internetowa www.zglos.to, która pomoże wybrać najlepszy sposób reakcji na szkodliwe treści w sieci – niezależnie od tego, czy łamią one prawo czy nie.
  • Mowa nienawiści, hejt, cyberprzemoc, nielegalna pornografia, patotreści - według badań nawet 85% Polaków ma z nimi styczność, jednak większość nigdzie ich nie zgłasza. Tymczasem wszystko to ma niebywały wpływ przede wszystkim na dzieci, internetowych tubylców.

Rosnący fenomen szkodliwych treści 

Szkodliwe treści to materiały, które mogą wywoływać negatywne emocje u odbiorcy lub które promują niebezpieczne zachowania. Nie zawsze łamią polskie prawo, dlatego nie w każdym przypadku działania mogą być podjęte przez policję lub prokuraturę. Szkodliwe treści obejmują szeroki zakres zachowań: od mowy nienawiści przez hejt, materiały ukazujące przemoc, promujące narkotyki, pijaństwo, samookaleczenia, samobójstwa po nielegalną pornografię.

Rzecznik Praw Obywatelskich od początku kadencji podejmuje działania, które mają na celu zwalczanie mowy nienawiści w przestrzeni publicznej. Jeszcze w 2015 roku, kiedy fala hejtu zalała Olgę Tokarczuk po wydaniu Ksiąg Jakubowych i wypowiedziach odnoszących się do niejednobarwnej historii Polski, RPO zorganizował spotkanie, które zainaugurowało prace Okrągłego Stołu do sprawy walki z mową nienawiści. Później w 2018 roku wraz z pojawieniem się zjawiska patotreści, działania objęły także ten obszar. Prowadzona obecnie kampania jest niejako zwieńczeniem wszystkich dotychczasowych inicjatyw w zakresie szkodliwych treści w internecie. Dodatkowo dzisiejsza sytuacja, gdy z powodu epidemii relacje społeczne w znacznej mierze przeniosły się do sieci, w sposób szczególny pokazuje, jak ważne jest byśmy wszyscy czuli się bezpiecznie w internecie.

Według badań[1] przeprowadzonych na zlecenie BRPO i FDDS nawet 85% Polaków ma styczność ze szkodliwymi treściami. 76% dorosłych badanych spotkało się w ciągu ostatniego roku z mową nienawiści i hejtem w sieci, 71% z treściami wulgarnymi i przemocowymi, 52% miało kontakt z cyberprzemocą (groźby, strasznie i szantażowanie), a 40% z nielegalną pornografią.

- Uświadomienie sobie, że problem istnieje to nie wszystko – ważne jest podejmowanie realnych działań, ukierunkowanych na jego rozwiązanie. Szkodliwe treści należy zgłaszać, ponieważ może to sprawić, że nie dotrą one do dzieci lub dotrą do nich w mniejszym stopniu. Stąd pomysł na powstanie platformy zglos.to – mówi Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich. Dopiero dzięki zgłoszeniu niepokojącej treści odpowiedniemu podmiotowi prawdziwie pokazujemy swoją reakcję – sam gest kciuka skierowanego w dół tak nie zadziała – dodaje.

Możesz mieć wpływ i zgłaszać szkodliwe treści – #ZglosTo!

Aż 54% osób, które natrafiają w internecie na treści przemocowe, które łamią prawo zadeklarowało, że nigdzie ich nie zgłasza, w tym 30% ankietowanych stwierdziło, że ich brak reakcji wynika z niewiedzy, gdzie i jak zgłaszać takie treści.

Dlatego, aby wesprzeć ludzi w zgłaszaniu szkodliwych treści, Rzecznik Praw Obywatelskich i Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przy wsparciu partnerów uruchomili platformę zglos.to, zainaugurowaną podczas konferencji prasowej, w której obok organizatorów wzięli udział przedstawiciele Facebook Polska oraz Google.

Na stronie zaprezentowanej przez koordynatorkę projektu Zuzannę Rudzińską-Bluszcz w kilku prostych krokach można dowiedzieć się, gdzie i w jaki sposób skutecznie zgłosić szkodliwe, przemocowe treści napotkane w sieci. Jak to działa? Po odpowiedzi na cztery pytania zamknięte, system proponuje najlepszy sposób reakcji - od prawie gotowych formularzy zawiadomienia prokuratury, poprzez linki do zgłoszenia zdarzenia platformie, na której doszło do naruszenia, po porady – w przypadku nieletnich - dotyczące rozmowy z dorosłym, któremu się ufa.

Wpływ internetu na zachowania dzieci i młodzieży jest dominujący. Z łatwością przenoszą oni zachowania z sieci do życia w realu. Dlatego musimy nauczyć siebie i dzieci, jak być współobywatelem także w internecie, jak z szacunkiem traktować innych, słabszych niezależnie czy jest to przestrzeń wirtualna czy rzeczywista.

W sieci można natknąć się na namawianie do działań, które szkodzą zdrowiu lub życiu dziecka. Zagrożeń jest wiele, ale dzięki zwiększonej liczbie zgłoszeń możemy chronić nieletnich przed przemocą. Platforma zglos.to jest ukłonem w stronę osób, które chcą reagować na szkodliwe treści, ale nie wiedzą, w jaki sposób powinny to zrobić, a także dla tych, którzy do tej pory uważali to za bezcelowe. Rzecznik Praw Obywatelskich wraz z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę przypominają o tym, jak ważne jest zwracanie uwagi na mowę nienawiści i hejt oraz ochrona nieletnich przed przemocą.

- Chcemy, aby ludzie czuli się swobodnie dzieląc się i łącząc na Facebooku, a wiemy, że będzie tak tylko gdy będą czuli się bezpiecznie. Dlatego stawiamy bezpieczeństwo na pierwszym miejscu już na etapie projektowania naszych produktów oraz następnie tego, w jaki sposób nimi zarządzamy. Przy udziale naszej społeczności i ekspertów z całego świata stworzyliśmy Standardy społeczności, które określają, co jest, a co nie jest dozwolone w serwisie. Nad bezpieczeństwem naszych platform czuwa ponad 35 tysięcy ludzi. – powiedział podczas spotkania Jakub Turowski, szef zespołu ds. polityki publicznej na Polskę i kraje bałtyckie w Facebook.

- Z drugiej strony wiemy, że równie ważna jest świadomość osób, które z nich korzystają. Chcemy, aby ludzie mieli tę świadomość i zgłaszali treści, które nie powinny pojawiać się w przestrzeni publicznej, jaką jest internet. Właśnie dlatego postanowiliśmy wesprzeć kampanię Zgłoś.to - dodaje.

Kluczowa relacja rodzic – dziecko

Statystyki dotyczące konsumpcji szkodliwych treści przez młodych ludzi dają do myślenia – z zeszłorocznych badań FDDS i BRPO na temat problemu patologicznych treści w sieci prowadzonych wśród dzieci w wieku 13-15 lat wynika, że 85% z nich zna to zjawisko,  37% przyznaje, że ogląda patotreści w internecie, 43% ma z nimi kontakt co najmniej raz w tygodniu.

- Nie chcemy i nie możemy cenzurować internetu. Ale nie jesteśmy bezradni i powinniśmy reagować na to, co uważamy za niewłaściwe - mówiła Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, koordynatorka Okrągłego Stołu do walki z patotreściami w internecie - każdy z nas może sprawić, że internet będzie miejscem bardziej przyjaznym dla wszystkich użytkowników, niezależnie od wieku, płci, pochodzenia, niepełnosprawności. Widząc hejt, wulgaryzmy, przemoc najczęściej w powątpiewaniu kręcimy głową i zamykamy okno w przeglądarce. To za mało. Internet jest miejscem publicznym - tak jak przystanek czy park. Zglos.to wskazuje na sposoby reakcji, które są dostępne dla wszystkich. Nie bądźmy obojętni.

Zwracają uwagę także wyniki ostatniego badania twórców kampanii Zgłoś.to, w części poświęconej postrzeganiu roli różnych ekosystemów wychowawczych w życiu młodych. Aż 35% dorosłych ankietowanych wskazało, że to internet ma dziś aktualnie największy wpływ na wychowanie dzieci młodzieży. To samo o rodzicach powiedziało 46%, zaś o szkole zaledwie 7%. 

- Znany od lat model wychowawczy, w którym dominowała szkoła i rodzice zmienił się. Trzecim „nauczycielem” kształtującym sposób myślenia, postawy i zachowania dzieci i młodzieży został internet. W przypadku kontaktu dzieci z nieodpowiednimi nadawcami i treściami w sieci staje się to poważnym zagrożeniem  – mówił Łukasz Wojtasik, ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci w sieci w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

- Odpowiedzią na problem jest świadome, uważne rodzicielstwo, polegające na wspieraniu dziecka  w korzystaniu z internetu, ciekawości jego doświadczeń online, ustalaniu zasad bezpieczeństwa, wskazywaniu pozytywnych zastosowań sieci, komentowaniu treści. Dziecko musi być pewne, że może liczyć na wsparcie rodziców w sytuacji dezorientacji czy niepokoju w kontakcie z internetowymi treściami – dodał.

Statystyki[2] dotyczące kwestii wsparcia ze strony dorosłych w tej kwestii potwierdzają - ponad 40% badanych nastolatków nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało od rodziców porady, jak bezpiecznie korzystać z internetu. Ponad 60% nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało pomocy od swojego nauczyciela po napotkaniu niepokojącej treści w internecie. ​

Warto pamiętać i podkreślać w rozmowie z dziećmi, że internet nie jest miejscem, w którym wolno więcej. Jest miejscem publicznym, dlatego nieobyczajny wybryk czy nieprzyzwoity rysunek są w nim tak samo zabronione, jak w przestrzeni publicznej. Nie zważając na trudności, należy reagować na rozpowszechnianie szkodliwych treści, jeśli spełniają one znamiona przestępstw, są wykroczeniami lub naruszają dobra osobiste. Od teraz mamy wszyscy taką możliwość dzięki platformie zglos.to.

 

[1] Panel badawczy Ariadna, ogólnopolska próba użytkowników internetu licząca N=1060 osób w wieku 18+, kwiecień 2020

[2] Badanie EU Kids Online 2018

Koronawirus. Rodziny dostają ciała zmarłych w zamkniętych trumnach – RPO do MZ

Data: 2020-04-27
  • Ciała zmarłych na COVID-19 oddawane są rodzinom w zamkniętych, odkażonych trumnach. Rodziny nie mają żadnej szansy na ostatnie pożegnanie
  • RPO, idąc za głosem bliskich w żałobie, prosi Ministra Zdrowia, by zapewnić im choć zdjęcie Zmarłego w trumnie. Trzeba do tego zmienić prawo

Do RPO zgłosiła się rodzina starszej osoby zmarłej w szpitalu po zakażeniu koronawirusem. Wcześniej osoba ta przebywała w domu opieki i do połowy marca, kiedy była jeszcze zdrowa, kontakt z rodziną nie był już możliwy. Rodzina dowiedziała się, że ich bliski trafił do szpitala, a potem – że jego stan się pogorszył. Nie mogli jednak pożegnać się. Kiedy szpital powiadomił ich o zgonie, dowiedzieli się, że zgodnie z procedurą dotyczącą pacjentów zmarłych z powodu COVID-19, bliscy dostaną do pochowania zamkniętą trumnę. Nie wolno jej otworzyć. Prośby rodziny o zrobienie choć zdjęcia nie były niestety możliwe do spełnienia, choć lekarze doskonale rozumieli potrzebę rodziny – nie ma jednak zasad dotyczący robienia i przetwarzania przez szpital zdjęć osoby zmarłej. Pogrzeb odbył sześć tygodni po tym, jak rodzina ostatni raz widziała osobę zmarłą. 

RPO zwrócił się więc w tej sprawie do Ministra Zdrowia: - Docierają do mnie sygnały od rodzin osób zmarłych z powodu choroby COVID-19, że procedury stosowane przed pochówkiem zwłok tych osób uniemożliwiają bliskim ich identyfikację. Rodziny zmarłych na chorobę wywołaną wirusem SARS-CoV-2 nie mają zatem pewności, że podczas ceremonii pogrzebowej żegnają bliską im osobę oraz że do grobu zostanie złożona trumna z ciałem tej osoby. Tymczasem pełne przekonanie, że w grobie rodzinnym zostały pochowane zwłoki konkretnej osoby bliskiej, ma doniosłe znaczenie z punktu widzenia prawa do pamięci i kultu osoby zmarłej, które jest samoistnym dobrem osobistym osób bliskich zmarłego.

Taka sytuacja jest wynikiem wprowadzenia na początku kwietnia zmiany w przepisach rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2001 r. w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi. Zmiana polegała na dodaniu zasad (w §5a - § 5c) rozporządzenia, które określają zasady postępowania ze zwłokami osób zmarłych na chorobę wywołaną wirusem SARS-CoV-2. Zgodnie z tymi zasadami, należy unikać ubierania zwłok do pochówku oraz okazywania zwłok. Ponadto zwłoki umieszcza się w ochronnym szczelnym worku, a następnie składa się w trumnie, którą należy niezwłocznie szczelnie zamknąć i spryskać płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczym.

Wprawdzie znowelizowane przepisy powołanego rozporządzenia nie zakazują wprost okazywania zwłok zmarłego na chorobę COVID-19 członkom rodziny, jednak w praktyce, szpitale - kierując się zaleceniami wynikającymi z postanowień § 5a ust. 1 pkt 3 rozporządzenia - odmawiają tego bliskim. Rodzi to zrozumiałe rozgoryczenie i żal po stronie członków rodziny zmarłego.

- Zdaję sobie sprawę, że w związku z niebezpieczeństwem szerzenia się choroby COVID-19 zasady postępowania ze zwłokami osób zmarłych na tę chorobę muszą zawierać pewne rygory, które zagwarantują bezpieczeństwo sanitarne. Należałoby jednak wprowadzić choćby namiastkę standardowej identyfikacji w stosunku do zwłok osoby zmarłej na chorobę COVID-19. Rodziny osób zmarłych postulują, aby dopuścić możliwość wykonania zdjęcia zwłok w trumnie przed jej zamknięciem. Obecnie obowiązujące przepisy nie zezwalają na wykonanie tego rodzaju czynności – napisał RPO Adam Bodnar. 

Odpowiedź wiceministra Waldemara Kraski (aktualizacja 1 lutego 2021 r.)

Uprzejmie informuje, że zasady postępowania ze zwłokami osób zmarłych na COVID-19 zostały uregulowane m.in. w rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2001 r. w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi (poz. 1783, z późn. zm.).
Na wstępie należy zauważyć, że w świetle ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej (Dz.U. z 2020 r. poz. 295), podmiot leczniczy wykonujący działalność leczniczą w rodzaju stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne zobowiązany jest do należytego przygotowania zwłok poprzez ich umycie i okrycie, z zachowaniem godności należnej osobie zmarłej, w celu ich wydania osobie lub instytucji uprawnionej do ich pochowania.

Jednocześnie w przypadku zwłok osób zmarłych na chorobę wywołaną wirusem SARSCoV-2 (COVID-19) należy unikać ubierania zwłok do pochówku oraz okazywania zwłok.

Natomiast przepisy ww. rozporządzenia nie zakazują wprost okazywania zwłok zmarłego na chorobę COVID-19 członkom rodziny. Unikanie ubierania zwłok do pochówku oraz okazywania zwłok, przede wszystkim z uwagi na konieczność zachowania bezpieczeństwa sanitarnego, jest działaniem przeciwepidemicznym i zapobiegawczym mającym na celu przecięcie dróg szerzenia się choroby zakaźnej u ludzi, wywołanej ww. wirusem. Zatem należy mieć na uwadze okoliczności wynikające z aktualnego reżimu epidemiologicznego.

Nieustannie monitorowana jest sytuacja epidemiologiczna dotycząca zakażeń wirusem SARS-CoV-2, podejmowane są różne systemowe działania mające poprawić bezpieczeństwo zdrowotne w kraju. Ponadto z uwagi na szerzenie się choroby COVID-19 należy wskazać, że zasady postępowania ze zwłokami osób zmarłych na tę chorobę muszą zawierać określone obostrzenia.

Niemniej, jednak unikanie ubierania czy bezpośredniego okazywania zwłok nie oznacza bezwzględnego zakazu.

Reasumując obowiązujące przepisy uwzględniają rozwiązania w zakresie poszanowania godności zwłok czy zapewnienia bezpieczeństwa sanitarnego osób mających kontakt z tymi zwłokami.

V.7018.290.2020

Koronawirus. Starosta Wysokomazowiecki wyjaśnia: nie miałem na myśli stygmatyzowania osób chorych

Data: 2020-04-24
  • Proponując oznaczanie miejsc, gdzie wystąpiły przypadki koronawirusa, nie miałem na myśli stygmatyzowania osób chorych, lecz ochronę zdrowia i życia innych mieszkańców: listonoszy, kurierów, sąsiadów, pracowników medycznych, firm odbierających śmieci itp.
  • Tak starosta wysokomazowiecki Bogdan Zieliński odpowiedział RPO, który prosił go o wyjaśnienia
  • Moje działania odniosły pozytywny skutek: wiele osób skontaktowało się ze stacją sanitarno-epidemiologiczną, ponad 100 wykonano testy – dodał starosta

Zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich wzbudziły informacje prasowe dotyczące publikacji informacji o osobach chorych na koronawirusa na profilu starosty na portalu społecznościowym.  „Podajemy osoby, które są zakażone, podajemy miejsce ich zamieszkania, w postaci miejscowości, albo konkretyzując osoby, które są powszechnie znane, które są rozpoznawalne” – pisał starosta. Ponadto proponował, by na budynkach w których przebywają osoby chore, znalazły się specjalne oznaczenia.

RPO przypomniał, że prywatność w odniesieniu do danych o stanie zdrowia podlega w Polsce szczególnej ochronie (art.  47 i 51 Konstytucji).

W odpowiedzi starosta potwierdził, że proponował oznaczanie domów i mieszkań osób chorych na koronawirusa. - Był to mój spontaniczny pomysł, podyktowany wyłącznie troską o zdrowie i życie mieszkańców. Nie ukrywam, iż w obecnie zaistniałej sytuacji czuję się odpowiedzialny za życie i zdrowie mieszkańców mojego regionu. Konstytucja w art. 68 ust. 4 nakazuje władzom publicznym zwalczanie chorób epidemicznych.

- Konstruując pomysł oznaczania miejsc, w których wystąpiły przypadki koronawirusa, nie miałem na myśli stygmatyzowania osób chorych, a ochronę zdrowia i życia innych mieszkańców: listonoszy, kurierów, sąsiadów, pracowników medycznych, firm odbierających śmieci czy kierowców.

Starosta zapewnił, że nie doszło do ujawnienia jakichkolwiek danych, które mogłyby umożliwić identyfikację osoby fizycznej. 

- Niewątpliwie moje działania odniosły pozytywny skutek: po moim komunikacie na portalu Facebook, wiele osób skontaktowało się z stacją sanitarno-epidemiologiczną, a ponad stu osobom wykonano badania mające na celu wykrycie koronawirusa. Osoby te w ostatnim czasie były u lekarza i chciały wykluczyć możliwość zakażenia.

- Popieram Pańskie działania mające na celu ochronę podstawowych praw obywateli i obywatelek  naszego kraju w czasach pandemii. Niewątpliwie jest to ciężki okres zarówno ze  względu na istniejące ograniczenia, którym poddani są Polacy, jak również ze względu na trudności, jakie dotknęły polską gospodarkę, a tym  samym wielu pracowników i przedsiębiorców – dodał Bogdan Zieliński.

VII.501.93.2020

 

RPO: czy władze Krakowa chcą wrócić do rozbudowanego sytemu monitoringu?

Data: 2020-04-23
  • Są sygnały, że władze Krakowa mogą wrócić do rozbudowanego sytemu monitoringu miejskiego
  • Jeżeli system zostanie wprowadzony, każdy mieszkaniec będzie obserwowany w każdej chwili pobytu w przestrzeni publicznej
  • Rzecznik Praw Obywatelskich pyta o to prezydenta Jacka Majchrowskiego

Do Rzecznika wpłynął wniosek mieszkańca Krakowa, zaniepokojonego perspektywą powrotu władz miasta do pomysłu zainstalowania rozbudowanego systemu kamer w Krakowie. Wynika z niego, że projekt wpisano do budżetu miasta w dziale poświęconym na działania Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu.

Pomysł taki był przedmiotem interwencji RPO 12 lutego 2019 r. W odpowiedzi na wystąpienie, w porozumieniu z Radą Miasta Krakowa z projektu zrezygnowano i wykreślono go z budżetu miasta.

RPO ponownie ocenia sprawę krytycznie z punktu widzenia praw obywateli. System taki może potencjalnie wpływać na prywatność obywateli w związku ze stałą - praktycznie totalną - obserwacją każdego miejsca w przestrzeni publicznej. A naruszanie sfery prywatnej budzi w społeczeństwie duży niepokój. Różne formy nadzoru nad jednostką  oparte na nowych technologiach  są bowiem coraz bardziej powszechne. Znajduje to odzwierciedlenie w rosnącej liczbie wniosków do Rzecznika.

Prywatność jednostki jest chroniona konstytucyjnie. Art. 47 Konstytucji zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Jak inne konstytucyjnie chronione wartości, prywatność może podlegać ograniczeniom na zasadach Konstytucji  (art. 31 ust. 3). Ograniczenia te muszą być określone w ustawie, nie mogą naruszać istoty prawa do prywatności oraz muszą być konieczne w demokratycznym państwie prawnym dla ochrony wartości (bezpieczeństwa, porządku publicznego, ochrony środowiska, zdrowia, moralności publicznej czy też wolności i praw innych osób).

25 maja 2018 r. zaczęły obowiązywać przepisy RODO, które przewidują zasady przetwarzania danych zbieżne ze standardem konstytucyjnym. Chodzi zwłaszcza o zasadę minimalizacji danych, zgodnie z którą dane muszą być adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów, w których są przetwarzane.

Rzecznik ponownie wyraża wątpliwości co do adekwatności ewentualnej realizacji projektu do zamierzonych celów. Jeżeli system zostanie wprowadzony w całym Krakowie, to każdy z mieszkańców będzie obserwowany w każdym momencie, w którym będzie się znajdował w sferze publicznej. Istnienie takiego systemu mogłoby potencjalnie prowadzić do nadużyć, stąd w ocenie RPO zasadność tego projektu powinna być dokładnie przeanalizowana, szczególnie wobec opisanych w literaturze społecznych konsekwencji wprowadzania tego typu nadzoru.

VII.501.64.2020

 

 

Koronawirus. Hejt wobec zarażonego - zaniepokojenie RPO

Data: 2020-04-22
  • Media piszą o nienawistnych komentarzach wobec osoby w kwarantannie w związku z zakażeniem koronawirusem oraz wobec jej rodziny
  • Budzi to zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich
  • Jest to bowiem kolejny sygnał o atakach na osoby, które posądza się o stwarzanie zagrożenia epidemiologicznego w związku z wykonywaną pracą czy powrotem z zagranicy

W sytuacji globalnej epidemii szczególnym zadaniem policji jest próba łagodzenia napięć w lokalnych społecznościach oraz podejmowania zdecydowanych działań, aby uniknąć eskalacji konfliktu.

RPO jest świadomy, że środki ostrożności oraz ograniczenia wprowadzone w związku ze epidemią znacząco utrudniają pracę policjantów. Ale  tego rodzaju zdarzenia mogą znacząco wpłynąć na prawa i wolności obywateli.

Dlatego zwrócił się do Komendanta Powiatowego  Policji w Węgorzewie o  informację o podjętych działaniach.

VII.505.8.2020

Wyciek danych z KSSiP – Rzecznik prosi ABW o zbadanie sprawy

Data: 2020-04-22
  • Wyciek danych z Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury może być zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego
  • Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego o zbadanie sprawy

Media podają, że naruszenie ochrony danych wskutek wycieku dotyczy ponad 50 tysięcy osób, w tym m.in. aplikantów sędziowskich i prokuratorskich, sędziów, prokuratorów, asesorów, referendarzy, asystentów oraz pracowników sądów, a także osób prowadzących zajęcia w KSSiP.

Przedmiotem kradzieży były: imię, nazwisko, numer telefonu, adres e-mail, miejsce zamieszkania, daty pierwszego i ostatniego logowania, numery ICQ, MSN, Skype, Yahoo, jednostka (miejsce pracy), hasło (zaszyfrowane). Trwają ustalenia, czy doszło również do ujawnienia numerów PESEL.

Ujawnione dane mogą być wykorzystywane w sposób nieuprawniony. Mogą np. posłużyć z jednej strony do wyłudzenia kredytu czy pożyczki, a z drugiej - zawarcia umowy w imieniu osoby której dane dotyczą czy uzyskania dostępu do danych o stanie zdrowia. Dane maila, numery telefonu czy komunikatorów internetowych pozwalają na niespotykaną skalę wkroczyć w życie prywatne osób dotkniętych wyciekiem.

Wydaje się to szczególnie groźne w przypadku sędziów i prokuratorów, zwłaszcza gdy ujawnione dane będą zestawione z jawnymi informacjami o stanie majątkowym tych osób. Ujawnienie tego rodzaju informacji może również stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się do szefa ABW płk. Krzysztofa Wacławka o  podjęcie działań w ramach kompetencji Agencji w związku z zagrożeniami dla dobra wymiaru sprawiedliwości i praw obywateli.

Wcześniej RPO spytał o tę sprawę Prezesa UODO i Prokuratora Krajowego.

VII.501.90.2020

Koronawirus. Wyciekły adresy osób w kwarantannie - działania RPO

Data: 2020-04-21
  • Adresy ponad 300 osób objętych kwarantanną w powiecie gnieźnieńskim wyciekły do sieci
  • Narusza to prawo do prywatności i  do ochrony danych osobowych tych osób -  może też zagrażać ich bezpieczeństwu
  • Rzecznik Praw Obywatelskich podjął tę sprawę z urzędu

Media informują o wycieku do sieci adresów ponad 300 osób objętych kwarantanną w powiecie gnieźnieńskim. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu wszczęła już postępowanie. Zawiadomienie o przestępstwie złożyła Dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gnieźnie. Sprawę bada policja.

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę z urzędu w związku z możliwością naruszenia konstytucyjnego prawa do prywatności i  prawa ochrony danych osobowych w odniesieniu do dużej grupy obywateli. Ujawnienie adresu ludzi objętych kwarantanną nie tylko jest niezgodne z prawem – może to też zagrażać ich bezpieczeństwu.

RPO spytał  Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, jakie działania w tej sprawie podjął lub je planuje. Do Prokuratora Okręgowego w Poznaniu wystąpił zaś o informacje dotyczące wszczętego postępowania.

Odpowiedź PUODO (aktualizacja 16 listopada 2020)

Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Gnieźnie zawiadomił Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o publicznym ujawnieniu listy zawierającej adresy zamieszkania osób, które są na kwarantannie orzeczonej decyzją administracyjną PPIS w Gnieźnie oraz kwarantanną obowiązkową w związku z przekroczeniem granicy kraju, a także dane adresowe osób odbywających izolację domową w związku ze stwierdzonym zakażeniem koronawirusem SARS-CoV-2.

W toku przeprowadzonego postępowania spółka (...)  z o.o. z siedzibą w Gnieźnie, będąca jednym z kilku odbiorców danych osobowych ww. osób, wyjaśniła w szczególności, że otrzymywała „wykazy miejsc kwarantanny na terenie miasta oraz gminy Gniezno” z Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie. Wykazy te, zdaniem Spółki, obejmowały jedynie adresy administracyjne (policyjne), nie obejmowały imion, nazwiska i innych danych pozwalających zidentyfikować osobę fizyczną. Wykazy były przekazywane upoważnionym pracownikom, którzy mieli za zadanie zweryfikować, czy w danym okresie odpady mają być odbierane z miejsc, które widnieją na wyżej wskazanych wykazach.

W dniu 17 kwietnia 2020 r. wykaz taki został wydrukowany. Osoba odpowiedzialna w tym dniu za nadzór nad wydrukowanym wykazem pozostawiła go na krótki czas bez należytego nadzoru (wykaz leżał na biurku tej osoby, a osoba ta odwróciła się celem wykonania innych czynności w innej części tego samego pomieszczenia). W tym czasie w pomieszczeniu tym znajdował się też inny pracownik Spółki - kierowca z (....,) ) który, korzystając z zaistniałej sytuacji, skopiował (utrwalił w postaci zdjęcia) wykaz. Następnie, kierowca ten udostępnił tak wykonane zdjęcia co najmniej jednej osobie. Spółka wyjaśniła, że na pewno był to inny pracownik Spółki, również kierowca w  (...) . Obaj kierowcy mieli zostać poinformowani przez osobę odpowiedzialną za nadzór nad wydrukowanym wykazem, czy w ramach wykonywanej przez nich pracy, odpady mają być odbierane z miejsc, które widnieją na wyżej wskazanym wykazie.

W wydanej 12 listopada 2020 r. decyzji Prezes UODO stwierdził naruszenie przepisów art. 5 ust. 1 lit. f, art. 24 ust. 1, art. 25 ust. 1, art. 32 ust. 1 lit. d, art. 32 ust. 2, art. 33 ust. 1 i art. 34 ust. 1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2016/679 i Rady UE 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz. Urz. UE L 119 z 04.05.2016, str. 1 ze zm.) przez Sp. (....) z o.o. i udzielił administratorowi upomnienia, a także nakazał zawiadomienie osób, których dane dotyczą, o naruszeniu ochrony danych osobowych.

VII.501.95.2020

Koronawirus. Czy Jaś Kowalski dostał się do szkoły? Nie wiadomo. MEN odpowiada na wątpliwości RPO ws list rekrutacyjnych

Data: 2020-04-21
  • Zgodnie z rozporządzeniem MEN w czasie ograniczenia funkcjonowania szkół i przedszkoli listy kandydatów wraz z wynikiem rekrutacji podaje się do publicznej wiadomości, także na stronach internetowych placówek
  • RPO wystąpił do ministra Dariusza Piontkowskiego o zmianę rozporządzenia, aby zagwarantować pełniejszą ochronę prawa do prywatności i ochrony danych osobowych
  • MEN odpowiada: na listach publikowane jest tylko imię i nazwisko osób przyjętych w danej rekrutacji
  • Ogranicza to identyfikację kandydata. Do tego stopnia, że kandydaci z takimi samymi danymi personalnymi nie mogą stwierdzić, czy lista dotyczy właśnie ich 

Dotychczas szkoły i inne placówki oświatowe były zobowiązane do podawania do publicznej wiadomości - przez umieszczenie w widocznym miejscu w swej siedzibie - listy kandydatów oraz informacji o przyjęciu bądź nieprzyjęciu. Pawodawca wprost zdecydował, w jakim zakresie oraz w jaki sposób powinny zostać opublikowane listy uczniów.

W związku z walką z koronawirusem MEN wydał rozporządzenie, które umożliwia placówkom podawanie wyników także w internecie, by ograniczyć konieczność odwiedzania szkół. Zapewnianie bezpieczeństwa nie może jednak narażać obywateli na łamanie ich praw do prywatności i ochrony ich danych, a to miałoby miejsce przy podaniu na ogólnodostępnej stronie szkoły informacji o przyjętych osobach.  

- Publikowanie wyników w takiej formie jest niedopuszczalne, niezależnie od tego, czy na taką publikację wyraził zgodę on sam lub opiekun prawny – podkreślił Adam Bodnar. Publikowanie list w internecie narusza konstytucyjne prawo do prywatności i zasady ochrony danych osobowych. Rodzic ma prawo nie życzyć sobie, żeby każda osoba miała możliwość dowiedzenia się w internecie do jakiej szkoły pójdzie jego dziecko.

Odpowiedź resortu edukacji

MEN informuje, że przedłużający się okres czasowego zamknięcia szkół i przedszkoli spowodował konieczność wprowadzenia dodatkowych rozwiązań umożliwiających im działanie w zmienionych warunkach organizacyjnych.

Celem publikacji list w internecie jest ograniczenie wizyt na terenie szkoły/przedszkola.

Zakres danych osobowych publikowanych na ww. listach ograniczony jest tylko do alfabetycznie uporządkowanej listy imion i nazwisk kandydatów oraz informacji o minimalnej liczbie punktów uprawniających do przyjęcia bez wskazania kandydata, który daną liczbę punktów uzyskał. Jest to minimalny zakres danych, który zapewnia prawidłową realizację celów i zadań jednostce, przeprowadzającej postępowanie rekrutacyjne.

Według MEN, zakres informacji obejmujący imię i nazwisko kandydata, ogranicza identyfikację osobie, której te dane nie dotyczą. Do tego stopnia, że kandydaci posiadający takie same dane personalne, nie są w stanie zidentyfikować czy lista na której są wymienieni dotyczy ich samych. W takim przypadku szczegółowe informacje dotyczące ich wyników w tym postępowaniu udzielić może tylko komisja rekrutacyjna.

MEN informuje również, że w przypadku zakończenia okresu zamknięcia szkół i placówek, dane będą musiały zostać usunięte ze stron internetowych, nawet jeżeli nie upłynie jeszcze okres umożliwiający wniesienie odwołania.

VII.501.72.2020

Koronawirus. Czy Ministerstwo Finansów ma dostęp do prywatnych danych swoich pracowników?

Data: 2020-04-20
  • Do RPO wpłynął wniosek sygnalizujący możliwe nadużycie ze strony Ministerstwa Finansów wobec jego pracowników
  • Z informacji przekazanych RPO wynika, że pracodawca może mieć dostęp do prywatnych danych pracowników

Niektórzy pracownicy Ministerstwa podczas pracy zdalnej w trakcie epidemii wykonują zadania na komputerach prywatnych, z wykorzystaniem odpowiedniego oprogramowania pozwalającego na zdalne połączenie się komputera z systemem informatycznym MF.

Wnioskodawca podnosi, że aplikacje wchodzące w skład oprogramowania mają uprawnienia dostępu do dysków komputerów osobistych. Istnieje zatem ryzyko wglądu do danych prywatnych pracowników i naruszenia ich prawa do prywatności .

Rzecznik zwrócił się do Inspektora Ochrony Danych Osobowych Ministerstwa Finansów o wyjaśnienia w tej sprawie.

VII.501.81.2020

Koronawirus. Hejt i ataki na pracowników ochrony zdrowia niepokoją RPO

Data: 2020-04-17
  • Pracownicy ochrony zdrowia stykają się z „mową nienawiści”, a nawet są atakowani, np. oblaniem farbą drzwi mieszkania
  • Zdarzają się też odmowy obsłużenia w sklepie czy zapisania dziecka do szpitala
  • Zaniepokojony RPO pyta Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie o skalę zjawiska

Z doniesień medialnych oraz skarg wpływających do Biura RPO Rzecznik wie o atakach i mowie nienawiści wobec osób pracujących w sektorze ochrony zdrowia.

Przedstawicielka Okręgowej Izby Lekarskiej lek. Maria Kłosińska wskazuje na różne przejawy tego zjawiska:

  • związane z nierzetelnymi informacjami medialnymi, publikowanymi bez wcześniejszej weryfikacji, 
  • nienawistne słowa wobec tych, którzy w mediach społecznościowych wskazują na nieprawidłowości systemowe w walce z epidemią,
  • ataki ze strony osób z otoczenia (sąsiadów, pasażerów transportu publicznego, pracowników usług handlowych).

Medycy spotykali się również z takimi zachowaniami, jak odmowa obsłużenia w sklepie, odmowa zapisania dziecka do szpitala, konieczność przeprowadzki czy oblanie drzwi mieszkania farbą.

Sytuacja ta budzi poważne zaniepokojenie Rzecznika w związku z potencjalnym zagrożeniem bezpieczeństwa medyków i pracowników służby zdrowia, ochroną ich prawa do prywatności a także zagwarantowaniem konstytucyjnie chronionej wolności wypowiedzi.

RPO poprosił Prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie o informacje o sprawach zgłoszonych przez pracowników ochrony zdrowia w tym zakresie.

VII.564.47.2020

Koronawirus. RPO prosi KRRiT o zajęcie się atakami TVP na lekarza

Data: 2020-04-17
  • Materiał TVP o prof. Krzysztofie Simonie, lekarzu-epidemiologu, który krytykuje działania władz w czasie epidemii, może budzić wątpliwości pod kątem rzetelności, bezstronności, etyczności i  warsztatu dziennikarskiego.
  • RPO prosi KRRiT o interwencję.

14 kwietnia TVP Info wyemitowała materiał „Prof. Simon neguje zakaz wypowiedzi. 31.01 ogłosił, że leci do Indii i „nic go to specjalnie nie obchodzi”. Prof. Krzysztof Simon jest lekarzem, który publicznie krytykuje stan przygotowania polskich placówek medycznych do epidemii oraz działania władz.

Lekarze zareagowali na program – zauważyli, że wypowiedzi prof. Simona zostały przez pracowników TVP zmanipulowane. Zarząd Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wydał oświadczenie, w którym uznaje działania podejmowane przez nadawcę publicznego za nagonkę wymierzoną w prof. Simona. Wskazuje, że „uważa za niedopuszczalne podawanie nieprawdziwych informacji o wypowiedziach prof. Krzysztofa Simona, a także negowanie przez osoby niekompetentne prawa do wypowiedzi lekarza, specjalisty chorób zakaźnych na temat COVID-19.

Ponadto Zarząd Stowarzyszenia popiera stwierdzenia prof. Simona o absurdalności niektórych ograniczeń nałożonych na społeczeństwo oraz o niedopuszczalności stosowania wyjątków dla wybranych osób”.

Zdaniem Rzecznika materiał TVP Info może rzeczywiście budzić wątpliwości pod kątem jego rzetelności, bezstronności, etyczności, warsztatu dziennikarskiego oraz możliwości manipulacji faktami.

Po raz kolejny RPO przypomina, że ustawa z 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji (Dz. U. z 2019 r., poz. 361 ze zm.) powierza radiofonii i telewizji istotne społecznie zadania, związane z dostarczaniem informacji, udostępnianiem dóbr kultury i sztuki oraz upowszechnianiem edukacji obywatelskiej (art. 1 u.r.t.). Szczególną rolę odgrywają tu publiczna radiofonia i telewizja, która realizuje misję publiczną, oferując, na zasadach określonych w ustawie, całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu (art. 21 ust. 1 u.r.t.). Ustawa o radiofonii i telewizji wprowadza również istotne wymogi dotyczące charakteru programów i innych usług jednostek publicznej radiofonii i telewizji (art. 21 ust. 2 u.r.t.).

Dlatego RPO prosi przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego.

VII.564.48.2020

Koronawrius. Czy premier nakazał telekomom przekazywanie danych lokalizacyjnych osób chorych i w kwarantannie

Data: 2020-04-17
  • Jeszcze przed zapisaniem tego wprost w ustawie, premier miał zobowiązać operatorów telekomunikacyjnych do przekazywania danych lokalizacyjnych osób chorych na COVID-19 oraz objętych kwarantanną
  • Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił o wyjaśnienia Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

Media informują, że od trzech tygodni część operatorów przekazuje dane lokalizacyjne osób objętych kwarantanną. Podstawą miały być decyzje Prezesa Rady Ministrów podjęte na podstawie specustawy z 2 marca 2020 r. (o możliwości wydawania poleceń przedsiębiorcom w czasie epidemii).

Jak podawał „Dziennik Gazeta Prawna”, nowa „tarcza antykryzysowa” zawiera przepis, który wprost zobowiąże operatorów telekomunikacyjnych do przekazywania danych lokalizacyjnych osób chorych na COVID-19 oraz objętych kwarantanną. Pozwoli to na bieżąco sprawdzać, czy nie opuszczają oni miejsc, w których powinni przebywać. Ale już 24 marca premier wydał telekomom analogiczne polecenie w drodze swej decyzji. Zobowiązała ona operatorów do przekazywania wojewodom (i innym jednostkom) danych lokalizacyjnych użytkowników „podlegających nadzorowi epidemiologicznemu, kwarantannie, hospitalizacji lub izolacji”. Nadano jej klauzulę natychmiastowej wykonalności.

W ocenie RPO tego rodzaju działania budzą zasadnicze wątpliwości z punktu widzenia konstytucyjnych gwarancji ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki (art. 47 i art. 51 Konstytucji). Dopuszczalne ograniczenia tych praw  muszą być bowiem wprowadzane w ustawie i spełniać określone konstytucyjnie warunki. Nie spełnia ich ogólna norma kompetencyjna do wydawania przez Prezesa Rady Ministrów poleceń przedsiębiorcom w związku z przeciwdziałaniem COVID-19. A zarówno w polskiej, jak i europejskiej przestrzeni prawnej tego rodzaju dane podlegają szczególnej ochronie.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do ministra Michała Dworczyka o wyjaśnienia. Poprosił też o przekazanie kopii wszystkich takich decyzji Prezesa Rady Ministrów, skierowanych do operatorów telekomunikacyjnych.

VII.501.92.2020

 

Jak państwo ochroni 50 tys. obywateli, których dane zostały wykradzione z Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury? RPO do UODO i Prokuratury

Data: 2020-04-15
  • Media poinformowały o wycieku danych osobowych 50 tys. użytkowników Platformy Szkoleniowej KSSiP, których administratorem jest Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury z siedzibą w Krakowie.
  • Wyciek dotyczy m.in. aplikantów sędziowskich i prokuratorskich, sędziów, prokuratorów, asesorów, referendarzy, asystentów oraz pracowników sądów, a także osób prowadzących zajęcia.
  • RPO pyta o podjęte działanie Prezesa UODO i Prokuratora Krajowego

Przypomina, że z informacji o naruszeniu ochrony danych osobowych, która musiała być przekazana ofiarom wycieku na podstawie prawa europejskiego, wynika że przedmiotem kradzieży były ich następujące dane: imię, nazwisko, numer telefonu, adres e-mail, miejsce zamieszkania, daty pierwszego i ostatniego logowania, numery ICQ, MSN, Skype, Yahoo, jednostka (miejsce pracy), hasło (zaszyfrowane). Trwają ustalenia, czy doszło również do ujawnienia numerów PESEL.

Takie dane mogą posłużyć z jednej strony np. do wyłudzenia kredytu czy pożyczki, jak również zawarcia umowy w imieniu osoby której dane dotyczą czy uzyskania dostępu do danych o stanie zdrowia. Z drugiej strony dane takie jak e-mail, nr telefonu czy numery komunikatorów internetowych pozwalają na niespotykaną dotąd skalę na wkroczenie w życie prywatne osób dotkniętych wyciekiem poprzez niechciane telefony czy komunikację elektroniczną lub też przez podejmowanie działań w celu pozbawienia ich zaufania publicznego. Wydaje się to szczególnie prawdopodobne w przypadku sędziów i prokuratorów, ale może mieć miejsce w wypadku każdej osoby związanej zawodowo z sądownictwem i zawodami prawniczymi.

Należy również zauważyć, że ujawnione dane mogą zostać zestawione z dostępnymi na stronach Biuletynu Informacji Publicznej relewantnych jednostek oświadczeniami o stanie majątkowym, co zwiększa zagrożenia wobec tych osób.

VII.501.90.2020

Czy sfilmowane interwencje Policji można publikować w internecie? RPO uzupełnia wyjaśnienia Policji z Olsztyna

Data: 2020-04-15
  • Policjantom przysługuje prawo do ochrony danych osobowych, ale obywatele mają prawo do wolności wypowiedzi. W przypadku konfliktu tych wartości należy je wyważyć.
  • Tak brzmi pełne stanowisko TSUE, na które powołała się olsztyńska Policja – ta jednak w swoim komunikacie zacytowała tylko początek tego stanowiska Trybunału Sprawiedliwości.
  • RPO prosi Policję o uzupełnienie komunikatu, by nie wprowadzać w błąd obywateli.
  • Policja uzupełni swój komunikat o to, że nie odbiera obywatelom prawa do nagrywania policyjnych interwencji.

Po tym, jak w internecie pojawiło się nagranie z zatrzymania rowerzystki z Olsztyna, tamtejsza Komenda Miejska Policji wydała oświadczenie o przebiegu zdarzenia z następującym komentarzem: „publikowanie filmów z interwencji Policji może rodzić odpowiedzialność z tytułu naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych”. Nie można bowiem przetwarzać danych bez informowania zainteresowanych o celu przetwarzania – tego wymaga art. 13 RODO. Policja powołała się przy tym na stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 14 lutego 2019 r. w sprawie C-345/17, Sergejs Buivids: cytuje następujący jego fragment: „przetwarzaniem danych osobowych jest także nagrywanie policjantów podczas wykonywania przez nich czynności służbowych (przyjmowania zeznań) oraz późniejsze opublikowanie nagrania w internecie — bo zarejestrowany przez kamerę obraz i dźwięk pozwala ustalić tożsamość tych osób, przez co stanowi on dane osobowe”.

RPO w piśmie do komendanta miejskiego Policji w Olsztynie insp. Piotra Zabuskiego wyjaśnia, że zacytowany fragment nie wyraża w całości stanowiska Trybunału Sprawiedliwości UE. Trybunał wskazał bowiem w tym wyroku, że nagrywanie policjantów podczas interwencji i publikacja tych nagrań w sieci to w istocie objete RODO przetwarzanie danych osobowych. Ale jednocześnie na pytanie, czy publikacja takiego nagrania nie jest możliwa na zasadzie tzw. wyjątku dziennikarskiego, TSUE odpowiedział, że cel przepisów o ochronie danych osobowych należy w pewnym stopniu pogodzić z podstawowym prawem do wolności wypowiedzi.

Oczywiście nie każde opublikowanie materiału wideo w internecie uznać można za „działalność dziennikarską”. Jeśli jednak upowszechnienie nagrania z interwencji miało na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na stanowiące zdaniem nagrywającego nadużycie działania funkcjonariuszy policji, choćby bez ich wiedzy i zgody, czynność taka może zostać uznana za działanie podjęte w ramach korzystania z wyjątku działalności dziennikarskiej. TSUE wskazał, że za każdym razem trzeba starannie wyważać pomiędzy prawem do poszanowania życia prywatnego i prawem do wolności wypowiedzi.

Rozważania te zostały jednak pominięte w treści oświadczenia opublikowanego na stronie Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie, którego dotyczy niniejsze wystąpienie. RPO prosi więc inspektora Zabuskiego o uzupełnienie komunikatu, gdyż w obecnej wersji może wprowadzać obywateli w błąd co do przysługujących im praw i ograniczać faktyczne z nich korzystanie w ramach sprawowania społecznej kontroli działania funkcjonariuszy władzy publicznej poprzez opinię publiczną.

- Treść zamieszczonego na stronie internetowej Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie pierwszego oświadczenia zostanie uzupełniona o informację o tym, że nie odbieramy obywatelom prawa do nagrywania policyjnych interwencji oraz zgadzamy się z tym, że cel przepisów o ochronie danych osobowych należy w pewnym stopniu pogodzić z podstawowym prawem do wolności wypowiedzi - brzmi odpowiedź KMP.

VII.501.89.2020

Koronawirus. Szkoły prowadzące rekrutację mogą udostępniać listy kandydatów w internecie. Apel RPO do MEN

Data: 2020-04-03
  • Zgodnie z rozporządzeniem MEN, w czasie ograniczenia funkcjonowania szkół i przedszkoli listy kandydatów wraz z wynikiem rekrutacji podaje się do publicznej wiadomości, także na stronach internetowych placówek
  • Epidemia i związane z nią ograniczenia nie mogą naruszać podstawowych praw konstytucyjnych  - wskazuje RPO
  • Wystąpił do ministra Dariusza Piontkowskiego o zmianę rozporządzenia, aby zagwarantować pełniejszą ochronę prawa do prywatności i ochrony danych osobowych

Dotychczas szkoły i inne placówki oświatowe były zobowiązane do podawania do publicznej wiadomości - przez umieszczenie w widocznym miejscu w swej siedzibie - listy kandydatów oraz informacji o przyjęciu bądź nieprzyjęciu. Pawodawca wprost zdecydował, w jakim zakresie oraz w jaki sposób powinny zostać opublikowane listy uczniów.

W związku z walką z koronawirusem MEN wydał rozporządzenie, które umożliwia placówkom podawanie wyników także w internecie, by ograniczyć konieczność odwiedzania szkół. Zapewnianie bezpieczeństwa nie może jednak narażać obywateli na łamanie ich praw do prywatności i ochrony ich danych, a to miałoby miejsce przy podaniu na ogólnodostępnej stronie szkoły informacji o przyjętych osobach.  

- Publikowanie wyników w takiej formie jest niedopuszczalne, niezależnie od tego, czy na taką publikację wyraził zgodę on sam lub opiekun prawny – podkreślił Adam Bodnar.

Zgodnie bowiem z art. 47 Konstytucji, każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego. Aart. 51 Konstytucji RP stanowi, że nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby. Władze nie mogą zaś pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

Konstytucyjne prawo jednostki do nieujawniania informacji jest więc skorelowane z zasadą nieprzetwarzania przez władze publiczne informacji o obywatelach innych niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Także RODO, wprowadzając zasadę minimalizacji danych, (dane osobowe mają być adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów, w których są przetwarzane) każe dobierać państwu środki tak, by realizować swoje zadania nie naruszać prywatności obywateli.

RPO zaproponował, że w wypadku rekrutacji do szkół odpowiednim rozwiązaniem, zapewniającym maksymalną ochronę prywatności, byłoby udostępnienie danych jedynie kandydatom (co wydaje się możliwe przy użyciu internetu, jednak bez upubliczniania danych).

Według Rzecznika można także rozważyć podanie ich do publicznej wiadomości po otwarciu szkół, jednak publikacja list w internecie wymagałaby wyraźnej podstawy ustawowej.

RPO zwrócił się z tymi uwagami do MEN, prosząc o wyjaśnienie przyczyn przyjęcia tego rozwiązania oraz dokonanie zmian gwarantujących uczniom praw do prywatności i ochrony ich danych osobowych.

VII.501.72.2020

CBA do RPO: ujawnienie akt sprawy „willi w Kazimierzu” - w interesie publicznym

Data: 2020-03-31
  • Ujawnienie akt sprawy  „willi w Kazimierzu” było zgodne z prawem i interesem publicznym – odpowiedział RPO p.o. szef CBA Andrzej Stróżny   
  • Wskazał, że wobec podważania wiarygodności i legalności działań CBA i prokuratury, za niezbędne uznano umożliwienie społeczeństwu zapoznania się z całokształtem materiału
  • W ocenie RPO przy upublicznieniu materiałów tego śledztwa doszło do naruszenia praw i wolności obywatelskich

W lutym 2020 r. na stronie CBA opublikowano materiały ze śledztwa w sprawie "willi w Kazimierzu Dolnym”.

W specjalnym oświadczeniu z 20 lutego 2020 r. Adam Bodnar wskazał, że godzi to nie tylko w prawa osób, przeciwko którym toczy się postępowanie. Dotyczy wszystkich osób, które w ogóle nie miały związku z prowadzonym postępowaniem, a jedynie rozmawiały, często o sprawach prywatnym, z osobami będącymi w kręgu podejrzeń CBA. W ten sposób mogły zostać ujawnione informacje prywatne, w tym o charakterze wrażliwym.

Ujawnienie nastąpiło na podstawie postanowienia Prokuratora Regionalnego w Katowicach. RPO przypuszcza, że skorzystał on z wprowadzonego w 2016 r. do Prawa o prokuraturze art. 12, który informacje ze śledztwa pozwala udostępniać "innym osobom” oraz mediom. Przepis ten rezygnuje z pozostawienia takiej decyzji w gestii prowadzącego postępowanie. Uprawnienie to przysługuje Prokuratorowi Generalnemu lub innym upoważnionym prokuratorom. A Prokurator Generalny to czynnik polityczny.

Rzecznik Praw Obywatelskich spytał Prokuraturę Regionalną w Katowicach i CBA, co było przesłanką ujawnienia. Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych poprosił zaś, by zbadał kwestię ochrony danych osobowych tych, których podsłuchane rozmowy ujawniono - z podaniem ich imion i nazwisk

Odpowiedź CBA

Art. 12 § 2 ustawy z 28 stycznia 2016 r. o Prokuraturze przyznaje Prokuratorowi Generalnemu oraz kierownikom jednostek organizacyjnych Prokuratury możliwość przekazania mediom osobiście, lub poprzez upoważnionego prokuratora, informacji z toczącego się postępowania przygotowawczego lub dotyczące działalności Prokuratury, z wyłączeniem informacji niejawnych. Odbywa się to z uwzględnieniem ważnego interesu publicznego. Przepis ten nie wyłącza jednocześnie ani nie ogranicza stosowania innych ustawowych obowiązków. Oznacza to, że przed podjęciem decyzji o przekazaniu informacji mediom dokonuje się szczegółowej analizy, przy czym. dla podjęcia najsłuszniejszego rozstrzygnięcia i wyboru dobra nadrzędnego, brane są pod uwagę różne kategorie tych dóbr i interesów prawnie chronionych.

Szef CBA nie jest podmiotem decydującym, czy ważny interes publiczny przemawia za udostępnieniem informacji. Art. 12 § 2 ustawy o Prokuraturze pozostawia w tej kwestii pełną autonomię Prokuratorowi Generalnemu oraz kierownikom jednostek organizacyjnych. Organ prowadzący postępowanie może się w tej sprawie do Prokuratora Generalnego zwrócić, jednak, co należy zauważyć,  ma to bardziej charakter sugestii, skoro przepisy nie przewidują takiego trybu. W niniejszej sprawie tak właśnie miało miejsce, gdyż pismo w tej sprawie zostało do Prokuratora Generalnego skierowane 7 lutego br.

Realizując swoje ustawowe uprawnienie, Prokurator Regionalny w Katowicach zarządzeniem z 10 lutego br. uznał, że można udostępnić mediom określone materiały z akt postępowania przygotowawczego o sygn. RP 1 Ds. 42.2016, ponieważ nie sprzeciwia się temu potrzeba zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania lub ochrony ważnego interesu państwa, a nadto przemawia za tym ważny interes publiczny.

Stosownie do ww. okoliczności, wskazane materiały ze śledztwa zostały 11 lutego br. opublikowane na stronie www.cba.gov.pl. Dokumenty, które w przedmiotowej sprawie posiadały  klauzule tajności, były sukcesywnie na wniosek prokuratora nadzorującego postępowanie przygotowawcze znoszone w zależności od etapu prowadzonego postępowania.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że informacje nt. "willi w Kazimierzu Dolnym" pojawiły się w przestrzeni publicznej nie po raz pierwszy i można było je uznać za powszechnie znane. To istotne, gdyż sama sprawa jest przedmiotem zainteresowania opinii publicznej od dawna, a głosy, że materiał ze śledztwa powinien zostać upubliczniony, pojawiły się już w 2014 r.

Warto tutaj przytoczyć wyrok Sądu Najwyższego (II K 663/32 z 20 września 1932 r.), w którym wskazano, że rozpowszechnianie wiadomości pochodzących z postępowania nie jest karalne na gruncie art. 241 kk w zakresie, jakim te wiadomości są już powszechnie znane, nawet jeżeli nigdy nie wydano zezwolenia na ich rozpowszechnianie, jako że w takim wypadku nie sposób przyjąć, że dochodzi do zagrożenia prawidłowego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.

- W sytuacji, gdy poprzez wyjęte z kontekstu i całości obrazu przytaczanie niektórych okoliczności i formułowanie niczym niepopartych twierdzeń podważana była wiarygodność i legalność podejmowanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuraturę działań, uznano za niezbędne umożliwienie społeczeństwu zapoznania się z całokształtem materiału – podkreślił szef CBA.

Pragnę jednocześnie przypomnieć, że w przedmiotowej sprawie odbyło się wiele dyskusji medialnych, w których opinia publiczna wręcz domagała się upublicznienia materiałów, a w szczególności zarejestrowanych rozmów w sprawie, co pozwoliłoby na obiektywną oraz rzetelną ocenę materiałów zebranych w toku postępowania przygotowawczego przez społeczeństwo.

Mając na względzie, że sposób ujawnienia materiału śledztwa winien być dostosowany do okoliczności, nie sposób nie twierdzić, że w niniejszej sprawie odpowiadał on interesowi publicznemu. Stosownie bowiem do ww. zarządzenia upublicznione materiały zostały poddane niezbędnej i adekwatnie do całości dokumentacji oraz okoliczności sprawy anonimizacji. Dla uzyskania przez opinię publiczną pełnego obrazu konieczne było zapoznanie jej z treścią także z pozoru nieistotnych rozmów. Trzeba podkreślić, że opublikowanie materiałów w sposób wyrywkowy byłoby sprzeczne z interesem publicznym, bowiem mogłoby prowadzić do przekonania, że udostępniony materiał został celowo zmanipulowany. Po zważeniu dobra publicznego i uzasadnionego interesu prywatnego, przy jednoczesnym uwzględnieniu pozostałych dóbr prawnie chronionych. dokonano publikacji treści w zaprezentowanym publicznie kształcie.

Mając powyższe na uwadze, należy uznać, że decyzja Prokuratury o udostępnieniu materiałów w takim właśnie zakresie była decyzją słuszną i zgodną z obowiązującym porządkiem prawnym – brzmi konkluzja p.o. szefa CBA.

Odpowiedź PUODO

Wcześniej prezes UODO Jan Nowak odpowiedział RPO, że nie jest uprawniony do zajęcia się sprawą. - Organ właściwy w sprawie ochrony danych osobowych nie jest uprawniony do ingerowania w określone ustawowo kompetencje innych organów i wkraczania w prowadzone w zakresie ich właściwości postępowania poprzez dokonywanie merytorycznej oceny poszczególnych czynności wykonywanych w ramach tych postępowań - napisał.

II.519.172.2020

Pacjentki po poronieniu nie otrzymują pełnych informacji o swoich prawach - RPO pisze do Ministra Zdrowia

Data: 2020-03-26
  • Zgodnie ze standardami opieki okołoporodowej kobiecie udziela się wszelkich informacji o możliwości uzyskania pomocy psychologicznej i organizacjach wspierających w takiej sytuacji
  • Powinno się ją także powiadomić o możliwości pochówku oraz o tym, co o sytuacji, w jakiej się znalazła, mówią przepisy o aktach stanu cywilnego, zabezpieczenia społecznego i prawa pracy 
  • W praktyce jednak dzieje się tak bardzo rzadko. RPO prosi Mnistra Zdrowia o podjęcie działań systemowych w tej sprawie

Ze skarg wpływających do Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że personel medyczny nie zawsze wywiązuje się z obowiązków informacyjnych wobec kobiet, których ciąża zakończyła się poronieniem.

Należyte poinformowanie o przysługujących pacjentce świadczeniach przez osoby sprawujące nad nią opiekę jest niezwykle istotne. Nieprzekazywanie tych informacji znacząco wpływa na pogorszenie i tak już dramatycznej sytuacji rodzin doświadczających poronień.

A brak informacji w odpowiednim terminie może prowadzić do nieodwracalnych skutków. Jednym z nich może być uniemożliwienie zabezpieczania materiału genetycznego w celu przeprowadzenia badań służących ustaleniu płci dziecka, co wykluczy możliwość uzyskania karty martwego urodzenia i zarejestrowania dziecka w urzędzie stanu cywilnego.

RPO Adam Bodnar zwrócił się do ministra Łukasza Szumowskiego o podjęcie systemowych działań zmierzających do zwiększenia świadomości lekarzy i położnych co do obowiązku informowania pacjentek, które poroniły oraz na temat obowiązującego stanu prawnego.

VII.5002.2.2020

Uchwały „anty-LGBT” – sprzeczne także z prawem europejskim. Nowe zarzuty skarg RPO do sądów i kolejne skargi

Data: 2020-03-11
  • Uchwały samorządów o przeciwdziałaniu „ideologii LGBT” są sprzeczne z prawem europejskim – wskazuje RPO w skargach do sądów administracyjnych
  • Naruszają bowiem prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, wolności wypowiedzi oraz zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową
  • Ponadto zniechęcają obywateli UE - którzy np. identyfikują się jako osoby LGBT - do przebywania na terenach, gdzie takie uchwały obowiązują  
  • Gdyby któryś sąd miał wątpliwości, RPO wnosi by spytał Trybunał Sprawiedliwości UE, czy prawo europejskie pozwala samorządowi  państwa członkowskiego na przyjmowanie uchwały deklarującej wolność od "ideologii LGBT”

Rzecznik Praw Obywatelskich rozszerzył pięć dotychczas złożonych skarg o argumentację z zakresu prawa europejskiego. Uchwały naruszają bowiem Kartę Praw Podstawowych UE i Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Ponadto RPO wniósł do sądów kilka nowych skarg – już nie tylko na uchwały rad gmin, ale także dwóch rad powiatów (tarnowskiego i ryckiego) oraz  sejmiku województwa (lubelskiego).

Uchwały anty-LGBT

W wielu gminach, powiatach, a także w niektórych województwach  samorządowych, obowiązują uchwały o przeciwdziałaniu „ideologii LGBT” – liczba tych uchwał wciąż rośnie.

Stanowczo protestował przeciw nim Rzecznik Praw Obywatelskich. Jest bowiem przeciwny działaniom organów władzy publicznej, nakierowanym na piętnowanie i wykluczanie osób i grup z życia społecznego, a opartym na uprzedzeniach i stereotypach.

A każdy jest chroniony przed dyskryminacją. Każde nierówne traktowanie ze względu na cechy osobiste (jak m.in. płeć, orientacja seksualna) wymaga reakcji niezależnego organu ds. równego traktowania, jakim jest RPO. Jako konstytucyjny organ stojący na straży praw i wolności człowieka i obywatela,  ma on kompetencję do wniesienia skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego w sprawie dotyczącej interesu ogólnego.

Dlatego pod koniec 2019 r. RPO Adam Bodnar skierował do pięciu wojewódzkich sądów administracyjnych skargi na wybrane uchwały rad gmin o przeciwdziałaniu „ideologii LGBT”.  Wniósł o stwierdzenie ich nieważności - wobec sprzecznosci z Konstytucją oraz Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Pozytywną opinię w sprawie dopuszczalności zaskarżenia przez RPO sporządził dr hab. Dawid Sześciło.

Skargi dotyczyły uchwał gmin: Istebna (woj. śląskie), Lipinki (woj. małopolskie), Klwów (woj. mazowieckie), Serniki (woj. lubelskie), Niebylec (woj. podkarpackie).

W ocenie Rzecznika akty te:

  • są sprzeczne z konstytucyjną zasadą legalizmu, zgodnie z którą organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa;
  • stanowią władczą dyspozycję dla organów wykonawczych gminy i innych organów podległych, do której formułowania rady gmin nie miały prawa;
  • dyskryminują osoby nieheteronormatywne i transpłciowe, wykluczając je ze wspólnoty samorządowej;
  • ograniczają prawa i wolności mieszkańców gminy – ich prawo do życia prywatnego i rodzinnego, wolność wypowiedzi, prawo do nauki, prawo do nauczania oraz prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami – w sposób bezprawny, gdyż ograniczenia tych praw i wolności mogą nastąpić tylko w ustawie.

Wszystkie takie uchwały są w ocenie Rzecznika niezgodne z powszechnie obowiązującym prawem, ale nie ma on możliwości zaskarżenia ich wszystkich. Skargi dotyczyły wybranych uchwał rad gmin z obszaru właściwości różnych sądów administracyjnych. Poza kryterium terytorialnym, przy zaskarżaniu poszczególnych uchwał uwzględniono także kwestie proceduralne oraz poziom ingerencji w prawa i wolności człowieka.

Nowy zakres zaskarżenia

Ostatnio RPO uzupełnił złożone już skargi o zarzuty naruszenia prawa europejskiego. Zarzuty te zawarł także w nowych skargach, które dotyczą uchwał:

  • Rady Miejskiej w Osieku (do WSA w Kielcach),
  • Rady Powiatu Ryckiego  (do WSA w Lublinie),
  • Rady Powiatu Tarnowskiego (do WSA w Krakowie),
  • Sejmiku Województwa Lubelskiego (do WSA w Lublinie).

Uchwałom zarzucił zatem także naruszenie art. 21 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej poprzez ograniczenie swobody przemieszczania się i pobytu na terytorium państw członkowskich. Polega to na nieuzasadnionym zniechęceniu obywateli UE - którzy identyfikują się jako osoby LGBT lub wyznają światopogląd inny niż ten narzucony przez uchwałę - do przebywania na terenach, gdzie obowiązują uchwały.   

Ponadto uchwały są sprzeczne z art. 7, art. 11 ust. 1, art. 21 ust. 1 i art. 45  Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Naruszają bowiem prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, wolności wypowiedzi, swobody przemieszczania się, a także  zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową.

Gdyby dany sąd nabrał wątpliwości co do interpretacji prawa UE, RPO wnosi o skierowanie następującego pytania prejudycjalnego do TSUE:

„Czy art. 21 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, w zw. z art. 7, art. 11 ust. 1, art. 21 ust. 1 i art. 45 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej oraz art. 1 Dyrektywy Rady 2000/78/WE, należy rozumieć w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie temu, by organ stanowiący jednostki samorządu terytorialnego państwa członkowskiego przyjął uchwałę, w której deklaruje, że samorząd ten będzie wolny od „ideologii LGBT” oraz wyznacza organowi wykonawczemu tej jednostki samorządu terytorialnego kierunek działania polegający na dyskryminującym ograniczaniu praw osób nieheteronormatywnych i transpłciowych?”

Argumentacja RPO

Adam Bodnar przypomina, że 18 grudnia 2019 r. Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie dyskryminacji osób LGBTI i nawoływania do nienawiści do nich w sferze publicznej, w tym stref wolnych od LGBTI. Wprost potępił w niej  przyjmowanie przez polskie samorządy uchwał o przeciwdziałaniu ideologii LGBT,  wskazując na ich dyskryminujący charakter oraz ich skutek w postaci ograniczenia swobody przemieszczania się, gwarantowanej wszystkim obywatelom UE. PE wezwał Polskę, aby zgodnie z prawem krajowym oraz zobowiązaniami wynikającymi z prawa UE i prawa międzynarodowego zdecydowanie potępiła dyskryminację osób LGBT, w tym gdy ma ona miejsce z inicjatywy samorządów lokalnych, a także aby unieważniła takie uchwały samorządów.

Art. 21 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej bezpośrednio gwarantuje każdemu obywatelowi UE swobodę przemieszczania się i przebywania na terytorium państw członkowskich. Ograniczają ją zaś przepisy mogące powstrzymać w sposób nieuzasadniony obywatela Unii od przebywania w innych państwach członkowskich lub działać odstraszająco albo tez korzystanie z tej swobody czynić mniej atrakcyjnym.

TSUE uznawał już, że przepisy krajowe utrudniające tę swobodę mogą być dopuszczone - ale pod warunkiem, że służą celowi leżącemu w interesie ogólnym, są właściwe dla jego  realizacji oraz nie wykraczają poza to, co jest konieczne dla jego osiągnięcia.

Trybunał badał odmowę przyznania prawa pobytu w Rumunii obywatelowi USA, który zawarł w Belgii związek małżeński z obywatelem Rumunii. Prawo rumuńskie nie przewiduje zaś małżeństwa osób tej samej płci. TSUE podkreślił, że obowiązek zapewnienia skuteczności prawa do swobody przemieszczania się i pobytu należy rozumieć w ten sposób, że życie rodzinne, które obywatele UE prowadzili w innym państwie członkowskim, musi mieć możliwość toczyć się dalej w państwie, w którym planują przebywać.

Uchwały samorządów w sposób nieuzasadniony ograniczają zatem swobodę przemieszczania się, zwłaszcza wobec tych obywateli UE, którzy identyfikują się jako osoby LGBT. Dotyczy to jednak także i tych, którzy - niezależnie od orientacji seksualnej i tożsamości płciowej - nie zgadzają się ze światopoglądem wskazywanym w uchwałach jako jedyny akceptowany.

Za sprzeczne z prawem UE należy więc uznać przyjęcie przez samorządowy organ władzy publicznej uchwały ograniczającej prawo do poszanowania życia rodzinnego osób LGBT oraz naruszającej ich godność i inne prawa obywatelskie.

Ponadto nieheteronormatywni i transpłciowi obywatele UE mogą z uzasadnioną obawą stwierdzić, że region, w którym obowiązuje uchwała, nie jest miejscem, gdzie mogą przebywać swobodnie w poczuciu bezpieczeństwa oraz korzystać z pełni swoich praw. Uchwały odstraszają i zniechęcają ich od przyjazdu w ten obszar Polski lub powrotu do niego, jeśli są obywatelami polskimi mieszkającymi za granicą.

Mając na uwadze, że prawo do równego traktowania i niedyskryminacji jest zasadą fundamentalną dla prawa UE, RPO wskazuje, że organy administracji samorządowej są zobowiązane nie tylko do jej poszanowania i przestrzegania, ale też do zapewnienia jej pełnej  efektywności.

Uchwały naruszają również Dyrektywę Rady 2000/78/WE z 27 listopada 2000 r., która ustanawia ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy. Wymienia ona wprost orientację seksualną jako jedną z niedopuszczalnych przesłanek nierównego traktowania.

Każda wypowiedź organu władzy publicznej może być odebrana przez podporządkowane mu podmioty jako drogowskaz działania. Stanowisko rady naruszające godność i inne prawa osób LGBT może więc prowadzić do dalszych przypadków nierównego traktowania ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, w tym w obszarze zatrudnienia w organach samorządu i podległych mu jednostkach. Również w tym kontekście uchwały pozostają więc w sprzeczności z prawem UE, do którego przestrzegania organ samorządu jest zobowiązany.

Na takim stanowisku stanął także Parlament Europejski, który w rezolucji z 18 grudnia 2019 r. wezwał Komisję Europejską do wyeliminowania wyraźnych i bezpośrednich naruszeń przepisów antydyskryminacyjnych, w szczególności zakazu wydawania poleceń nakazujących dyskryminowanie zgodnie z dyrektywą 2000/78/WE, a dokonanych przez samorządy przyjmujące przepisy wymierzone w prawa osób LGBTI.

Gdyby dany WSA miał wątpliwości co do interpretacji prawa UE, może zwrócić się do TSUE z pytaniem w trybie prejudycjalnym. W ocenie RPO wskazane byłoby wówczas zadanie pytania o przytoczonej treści.

 

RPO prosi Senat o poprawki do ustawy lustracyjnej

Data: 2020-03-11
  • Sądy miesiącami czekają na stanowisko IPN w procesach autolustracyjnych, inicjowanych przez osoby pomówione o związki ze służbami specjalnymi PRL
  • A w tym czasie dana osoba pozostaje napiętnowana jako współpracownik służb
  • Dziś prawo nie określa żadnego terminu na zajęcie stanowiska przez IPN. Jeszcze w 2007 r. zakwestionował to Trybunał Konstytucyjny
  • W ustawie trzeba też wprost zapisać prawo każdej osoby lustrowanej do złożenia kasacji w swojej sprawie – taki brak TK także uznał wtedy za niekonstytucyjny

W obu tych kwestiach Rzecznik Praw Obywatelskich występował wcześniej do Ministra Sprawiedliwości oraz premiera Mateusza Morawieckiego o niezwłoczne prace legislacyjne w celu wykonania wyroku TK z 11 maja 2007 r. (sygn. akt K 2/07). Efektu nie było.

Dlatego teraz Adam Bodnar wystąpił do Marszałka Senatu o inicjatywę legislacyjną Izby Wyższej. - Pełne wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego jest bowiem nieodzowne dla zagwarantowania konstytucyjnych praw osób uczestniczących w postępowaniach lustracyjnych – napisał RPO do marszałka Tomasza Grodzkiego.

Chcesz się oczyścić – poczekasz na akta i stanowisko IPN

Skargi od obywateli wskazują na braki legislacyjne ustawy z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów – czyli tzw. ustawy lustracyjnej.

Wątpliwości budzi praktyka pionu lustracyjnego Instytutu Pamięci Narodowej w przypadku tzw. autolustracji. Mają do niej prawo osoby, które z mocy ustawy lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę z tajnymi służbami PRL. Mogą wtedy same skierować sprawę do sądu – by się oczyścić.

Sąd przekazuje złożone przez daną osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN w celu przedstawienia stanowiska co do jego zgodności z prawdą. IPN musi też złożyć sądowi odpowiednie dokumenty archiwalne. Ustawa nie przewiduje żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

W praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi też negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o związki ze służbami PRL, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego pomówienia.

Zapisać wprost prawo osoby lustrowanej do kasacji

W tym samym wyroku z 2007 r. TK stwierdził niekonstytucyjność art. 21b ust. 6 ustawy lustracyjnej - w zakresie, w jakim pozbawia on osobę lustrowaną (niezależnie, czy na wniosek IPN, czy w drodze autolustracji) prawa do wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego od prawomocnego orzeczenia sądu w jej sprawie. TK uznał to za arbitralne naruszenie zasad rzetelnej procedury.

Przed tym orzeczeniem prawo wniesienia kasacji w sprawie lustracyjnej przysługiwało wyłącznie Prokuratorowi Generalnemu oraz Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Obecnie, w świetle wyroku Trybunału, prawo wniesienia kasacji przysługuje też osobie lustrowanej.

Niemniej jednak, konieczna jest odpowiednia zmiana legislacyjna. Jak bowiem wynika z wniosków wpływających do RPO, sądy orzekające pouczają osoby lustrowane o treści artykułu ustawy w jego dotychczasowym, niekonstytucyjnym brzmieniu.

A uczestnik postępowania nie znający wyroku TK (zwłaszcza  niekorzystający z pomocy pełnomocnika profesjonalnego) może w ogóle nie wiedzieć o swoim uprawnieniu do wniesienia kasacji lub też dowiedzieć się o nim już po upływie terminu na złożenie tego nadzwyczajnego środka zaskarżenia.

Zdarzyło się nawet, że sąd apelacyjny odmówił przyjęcia kasacji i przekazania jej do SN, powołując się właśnie na brak legitymacji osoby lustrowanej. Takie postanowienie uchylił później SN.

II.510.1321.2018

Sprawa „willi w Kazimierzu”. RPO pisze do prokuratury, CBA i UODO

Data: 2020-02-21
  • Przy upublicznieniu materiałów śledztwa dotyczącego "willi w Kazimierzu Dolnym” doszło do naruszenia praw i wolności obywatelskich
  • Rzecznik Praw Obywatelskich pyta Prokuraturę Regionalną w Katowicach i CBA, co było przesłanką opublikowania tych materiałów
  • Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych prosi zaś, by zbadał kwestię ochrony danych osobowych tych, których podsłuchane rozmowy ujawniono - z podaniem ich imion i nazwisk

W specjalnym oświadczeniu rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar 20 lutego 2020 r. odniósł się do opublikowanych na stronie Centralnego Biura Antykorupcyjnego materiałów ze śledztwa w sprawie "willi w Kazimierzu Dolnym”.

Nastąpiło to na podstawie postanowienia Prokuratora Regionalnego w Katowicach. RPO przypuszcza, że skorzystał on z wprowadzonego w 2016 r. do Prawa o prokuraturze art. 12, który informacje ze śledztwa pozwala udostępniać "innym osobom” oraz mediom. 

Przepis ten rezygnuje z pozostawienia takiej decyzji w gestii prowadzącego postępowanie. Uprawnienie to przysługuje Prokuratorowi Generalnemu oraz Prokuratorowi Krajowemu lub innym upoważnionych przez nich prokuratorom. A Prokurator Generalny to czynnik polityczny, dla którego nie zawsze priorytetem musi być dobro toczącego się postępowania.

Upublicznienie m.in. zapisu podsłuchanych w toku śledztwa rozmów telefonicznych godzi nie tylko w prawa osób, przeciwko którym toczy się postępowanie. Dotyczy to bowiem wszystkich osób, które w ogóle nie miały związku z prowadzonym postępowaniem, a jedynie rozmawiały, często o sprawach prywatnym, z osobami będącymi w kręgu podejrzeń CBA. W ten sposób mogły zostać ujawnione informacje prywatne, w tym o charakterze wrażliwym.

Narusza to dobra osobiste tych osób poprzez ujawnienie szerokiej publiczności informacji osobistych i wrażliwych. Informacje takie przez organy państwa są traktowane jako informacje niejawne.

RPO uznał, że sam sposób upublicznienia informacji przez CBA naruszał prawa i wolności obywatelskie.

Publiczne udostępnianie informacji z toczącego się postępowania wchodzi w kolizję z art. 47 Konstytucji (prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia) i z art. 51 ust. 2 Konstytucji (zakaz pozyskiwania przez władze oraz gromadzenia i udostępniania innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym). Prowadzi też do naruszenia art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Zgodnie zaś z art. 77 ust. 1 Konstytucji, każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody wyrządzonej przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej. Upublicznienie materiałów ze śledztwa należy postrzegać w kontekście podstaw do takiej odpowiedzialności.

W związku z całą sprawą Adam Bodnar - tak jak zapowiadał w oświadczeniu - wystąpił do:

  • Prokuratora Regionalnego w Katowicach – m.in. o wyjaśnienie przesłanek i okoliczności prowadzących do opublikowania materiałów CBA, a także o szczegółowe informacje o aktualnym stanie postępowania.
  • Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego – o wyjaśnienie przesłanek i okoliczności opublikowania materiałów oraz poinformowanie, czy pozyskane uprzednio informacje były niejawne - a jeśli tak, to czy i kiedy zdjęto z nich klauzulę niejawności.
  • Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych – o zbadanie sprawy w kontekście ochrony danych osobowych osób, których rozmowy zostały ujawnione, wraz z podaniem ich imion i nazwisk. - Niewątpliwie bowiem, w przypadku stwierdzenia naruszeń w tym względzie, stosowna i niezwłoczna reakcja na nie leży w ustawowych kompetencjach Pana Prezesa – napisał Adam Bodnar do Jana Nowaka.

II.519.172.2020

Oświadczenie Rzecznika Praw Obywatelskich nt. opublikowanych przez CBA materiałów śledztwa ws. "willi w Kazimierzu"

Data: 2020-02-20

1. Odnosząc się do opublikowanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne materiałów ze śledztwa dotyczącego „willi w Kazimierzu Dolnym”, Rzecznik Praw Obywatelskich wyraża zaniepokojenie sposobem upubliczniania tych informacji. Zgodnie z komunikatem zamieszczonym na stronie internetowej CBA, nastąpiło to na podstawie postanowienia Prokuratora Regionalnego w Katowicach. Jak należy domniemywać, podstawą prawną tego działania jest art. 12 ustawy – Prawo o prokuraturze.

2. We wniosku do Trybunału Konstytucyjnego z 18 kwietnia 2016 r. (sygn. akt K 19/16) Rzecznik Praw Obywatelskich wskazywał na niezgodność art. 12 § 1 i 2 ustawy - Prawo o prokuraturze z art. 47 (prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz o decydowaniu o swoim życiu osobistym) i 51 ust. 2 (władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym) w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP (ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.).

Przepisy art. 12 § 1 i 2 ustawy - Prawo o prokuraturze pozwalają na udostępnianie informacji dotyczącej konkretnej sprawy odpowiednio „innej osobie” niebędącej organem władzy publicznej i mediom. W konsekwencji umożliwiają upublicznienie informacji na temat uczestników danego postępowania, w tym podejrzanego, pokrzywdzonego, pełnomocników, a także innych osób biorących udział w postępowaniu. Możliwe jest również udostępnianie informacji o dowodach zgromadzonych w sprawie, w tym na tyle wrażliwych, jak np. dane pochodzące z billingów.

Podkreślenia wymaga, że takie ujawienie informacji ze śledztwa, o którym wprost mówią art. 12 § 1 i 2 ustawy – prawo o prokuraturze, stanowi wyjątek od zasady tajemnicy śledztwa, która w innych przypadkach obowiązuje. Publiczne ujawnienie informacji ze śledztwa przez inną osobę, bez zgody prokuratora prowadzącego sprawę, stanowi przestępstwo określone w art. 241 § 1 k.k.

3. Konstrukcja przewidziana w art. 12 ustawy - Prawo o prokuraturze rezygnuje z pozostawienia decyzji o przekazaniu informacji w konkretnej sprawie w gestii prowadzącego postępowanie. Uprawnienie to przysługuje Prokuratorowi Generalnemu oraz Prokuratorowi Krajowemu lub innym upoważnionych przez nich prokuratorom (§ 1 – udostępnienie informacji „innym osobom”) albo Prokuratorowi Generalnemu i kierownikom jednostek organizacyjnych prokuratury (§ 2 – udostępnienie informacji mediom). W obu przypadkach możliwość tę ma zatem Prokurator Generalny - czynnik polityczny, dla którego nie zawsze priorytetem musi być dobro toczącego się postępowania przygotowawczego.

4. Publiczne udostępnianie informacji o konkretnej sprawie, a także informacji z toczącego się postępowania przygotowawczego wchodzi w kolizję z art. 47 Konstytucji RP statuującym prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia, a także z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP zakazującym władzy publicznej pozyskiwania, gromadzenia i udostępniania innych informacji o obywatelach, niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

5. Wskazana sytuacja prowadzi również do naruszenia art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Jak wynika z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wyciek do prasy niepublicznych informacji z akt sprawy karnej może zostać uznany za ingerencję w prawo uczestnika postępowania do poszanowania jego życia prywatnego (wyrok ETPC z 3 lutego 2015 r., w sprawie Apostu v. Rumunia, nr 22765/12). Upublicznienie informacji w mediach na etapie postępowania przygotowawczego skutkuje w ocenie Trybunału tym, że skarżący nie ma żadnej możliwości podjęcia bezpośredniego działania w celu ochrony swego dobrego imienia, gdyż przedmiot sprawy nie jest jeszcze badany przez sąd. Brak kontroli sądu uniemożliwia skarżącemu na tym etapie kwestionowanie autentyczności lub dokładności rozmów telefonicznych, których zapisy są umieszczone w aktach. Nie ma on także wpływu na interpretację tych materiałów.

6. Dopuszczenie ujawniania informacji o konkretnej sprawie z wyłączeniem możliwości zweryfikowania przez sąd materiału zgromadzonego w postępowaniu przygotowawczym może znacząco wpłynąć na dobra osobiste uczestników postępowania, w tym zwłaszcza te zakotwiczone w art. 47 i art. 51 ust. 2 Konstytucji RP, a także art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. statuującym w ust. 1 prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. 

7. Swoboda decyzyjna prokuratora w posługiwaniu się przesłanką „szczególnie uzasadnionego przypadku” nie została poddana przez ustawodawcę żadnej formie kontroli zewnętrznej. Art. 12 § 1 Prawa o prokuraturze nie zapewnia więc ochrony prawnej życia prywatnego (art. 47 Konstytucji RP) na etapie podejmowania przez Prokuratora Generalnego (Prokuratora Krajowego lub innego upoważnionego prokuratora) decyzji o udostępnieniu innym osobom informacji o konkretnej sprawie. Należy zauważyć, że ustawodawca nie tylko nie wprowadza żadnej ochrony przed ewentualnymi nadużyciami, która mogłaby polegać na kontroli sądowej udostępniania informacji osobie spoza organów władzy publicznej, ale także w istotny sposób ogranicza odpowiedzialność osób podejmujących takie decyzje (art. 137 § 2 ustawy – Prawo o prokuraturze przewiduje uznaniową przesłankę niepodlegania odpowiedzialności za działania „wyłącznie w interesie społecznym”).

8. Podkreślić należy, że upublicznienie informacji w postaci zapisu rozmów telefonicznych godzi nie tylko w prawa osób, przeciwko którym toczy się dane postępowanie, lecz także wszystkich osób z którymi one rozmawiały. Mogą zatem zostać ujawnione informacje prywatne, w tym o charakterze wrażliwym, osób, które z postępowaniem w danej sprawie nie mają nic wspólnego. Ponadto istnieje ryzyko naruszenia tajemnicy prawem chronionej, np. tajemnicy adwokackiej albo lekarskiej.

9. Przekazanie informacji może nastąpić bez konieczności uzyskania zgody prowadzącego postępowanie przygotowawcze. Trudno jest odnaleźć ratio legis tego rozwiązania, tak aby mieściła się ona w ramach wyznaczonych przez Konstytucję RP, zwłaszcza gdy przywoła się art. 156 § 5 k.p.k., który umożliwia osobie prowadzącej postępowanie, najlepiej przecież zorientowanej w dobru postępowania, na udostępnienie akt. Wątpliwe jest zatem twierdzenie, że art. 31 ust. 3 Konstytucji RP może stanowić podstawę do utrzymania domniemania konstytucyjności art. 12 § 2 Prawa o prokuraturze, w sytuacji, gdy przepis ten nie jest ani konieczny ani przydatny, bowiem cel w postaci zaspokojenia interesu publicznego może być bez uszczerbku realizowany na zasadach wskazanych w art. 156 § 5 k.p.k.

Nieodzowne zatem jest wystąpienie do Prokuratora Regionalnego w Katowicach o udzielenie wyjaśnień – jaki był ważny interes, który uzasadniał ujawnienie tych informacji.

10. Przekazywanie mediom informacji na zasadzie art. 12 § 2 ustawy - Prawo o prokuraturze nie tylko wywołuje podobne ryzyko co art. 12 § 1 dla podstawowych dóbr człowieka, ale nawet multiplikuje zagrożenie, gdyż media, z uwagi na swoją naturę, upowszechniają informacje, niekoniecznie kierując się dobrem uczestników postępowania. Należy także zauważyć, że ustawodawca nie precyzuje pojęcia „media”, co powoduje, że może być one interpretowane szeroko, w sposób dogodny dla osoby przeprowadzającej wykładnię przepisu. Przepisy te nie są więc precyzyjne i nie minimalizują ryzyka dla jednostki.

11. Komisja Wenecka w swojej opinii z 11 grudnia 2017 r. dotyczącej ustawy Prawo o prokuraturze wskazała, że w zakresie przekazywania informacji mediom i „innym osobom”, art. 12 powinien jasno gwarantować prawo do domniemania niewinności oraz prawo do prywatności; nadto powinien gwarantować poddanie przekazania tego rodzaju informacji ocenie sądu. Uregulowanie powinno jasno określić osoby, którym informacje takie mogą być przekazywane oraz pod jakimi warunkami. Należy podkreślić, że rekomendacje wynikające z tej opinii nie zostały wdrożone do polskiego prawa.

12. Wniosek skierowany do Trybunału Konstytucyjnego w tym zakresie musiał zostać przez Rzecznika Praw Obywatelskich cofnięty z uwagi na udział w składzie orzekającym osób nieposiadających statusu sędziego TK oraz błędy proceduralne.

13. W związku z powyższym istnieje konieczność wystąpienia do Centralnego Biura Antykorupcyjnego o udzielenie informacji, czy pozyskane informacje były niejawne, a jeśli tak to czy została zdjęta klauzula niejawności.

14. Ponadto zasadne jest skierowanie wystąpienia do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych z wnioskiem o zbadanie sprawy w kontekście ochrony danych osobowych osób, których rozmowy zostały ujawnione, wraz z podaniem ich imion i nazwisk.

15. Pomimo faktu, że niektóre okoliczności ujawnienia materiałów ze śledztwa muszą jeszcze zostać wyjaśnione, sam sposób upublicznienia informacji przez CBA prowadzi do jednoznacznego wniosku, że w niniejszej sprawie doszło do naruszenia praw i wolności obywatelskich.

16. Po pierwsze, podkreślić należy, że do ujawnienia doszło, gdy postępowanie toczyło się jeszcze w sprawie (faza in rem), nie zaś przeciwko konkretnym osobom (faza in personam). Nikomu w tym postępowaniu nie postawiono jeszcze zarzutów. Tymczasem sposób ujawnienia informacji, przede wszystkim określenie grupy osób, których rozmowy telefoniczne zostały upublicznione, prowadzić może do wywołania wrażenia, że właśnie te osoby są uwikłane w działalność przestępczą. Konsekwencją jest naruszenie jednej z podstawowych zasad prawa karnego, jaką jest zasada domniemania niewinności, która został uregulowana za poziomie ustawowym (art. 5 ust. 1 k.p.k.), konstytucyjnym (art. 42 ust. 2 konstytucji RP) oraz wiążącego Polskę prawa unijnego (dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/343 z 9 marca 2016 r. w sprawie wzmocnienia niektórych aspektów domniemania niewinności i prawa do obecności na rozprawie w postępowaniu karnym, w szczególności jej art. 3 i 4 ).

17. Po drugie, upublicznienie zapisów rozmów telefonicznych godzi w prawa wszystkich osób, które w ogóle nie mają związku z prowadzonym postępowaniem, zaś ich jedyny udział polega na odbyciu konwersacji, często o charakterze prywatnym, z osobami będącymi w kręgu podejrzeń CBA. Upublicznienie takie narusza dobra osobiste tych osób poprzez ujawnienie szerokiej publiczności informacji osobistych i wrażliwych, np. dotyczących stanu zdrowia.

Zaznaczenia wymaga, że tego typu informacje wrażliwe, właśnie ze względu na konieczność zapewnienia, że nie zapoznają się z nimi osoby postronne, w obrocie pomiędzy instytucjami państwowymi są najczęściej traktowane jako informacje niejawne.

18. Podkreślić jednocześnie należy, że zgodnie z art. 77 ust. 1 Konstytucji RP, każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej. Działania CBA w niniejszej sprawie polegające na upublicznieniu materiałów ze śledztwa należy więc niewątpliwie postrzegać w kontekście podstaw do odpowiedzialności odszkodowawczej.

Członkowie rad dyscyplin naukowych kwestionują swą lustrację

Data: 2020-02-17
  • Niektórzy naukowcy chcą brać udział w pracach rad dyscyplin naukowych swoich uczelni, ale kwestionują obowiązek składania oświadczeń lustracyjnych z tego tytułu
  • Argumentują, że w części uczelni do rad dyscyplin wchodzi tylko reprezentacja samodzielnych pracowników naukowych, a w innych - wszyscy tacy pracownicy
  • W tym drugim przypadku obowiązek złożenia oświadczenia lustracyjnego mają zatem wszyscy - bez względu, czy chcieli pełnić funkcje w radach

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga profesorów dwóch uczelni dotycząca wprowadzenia wymogu lustracji osób wchodzących w skład rad dyscyplin naukowych. Te gremia eksperckie decydują o istotnych kwestiach mających znaczenie dla rozwoju danej dyscypliny.

Zgodnie z art. 4 pkt 18 ustawy z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów, osobami pełniącymi funkcje publiczne, które mają obowiązek złożenia oświadczenia lustracyjnego, są m.in. osoby będące członkami organu w rozumieniu Prawa o szkolnictwie wyższym (rada uczelni, rektor i senat).  Statut uczelni może przewidywać również inne organy. Takimi organami są rady dyscyplin, uprawnione do nadawania stopni naukowych bądź stopni w zakresie sztuki.

Skarżący podnoszą, że kwestia składu i zasad powoływania członków rad dyscyplin nie jest jednolicie regulowana przez uczelnie. Część przyjęła, że wchodzi do nich jedynie reprezentacja samodzielnych pracowników naukowych.  Inne zaś postanowiły, że w ich skład wchodzić będą wszyscy samodzielni pracownicy naukowi.  W tym drugim przypadku, obowiązek złożenia oświadczenia lustracyjnego spoczywa zatem na wszystkich samodzielnych pracownikach naukowych, bez względu na to, czy wyrazili oni wolę pełnienia funkcji organu uczelni.

Skarżący chcą brać udział w pracach rad, nie chcą jednak poddać się lustracji. Argumentują m.in., że "lustracji poddaje się osoba, która będzie pełniła ważną funkcję kierowniczą i czyni to z wyboru, a także ponosi osobistą odpowiedzialność za swe działania”. Rada dyscypliny jest zaś organem kolegialnym, gdzie odpowiedzialność nie jest "ściśle personalna, lecz demokratycznie rozproszona”. Zwracają też uwagę, że obecnie "represji ustawowej podlega fakt ewentualnej współpracy agenturalnej”.

Wcześniej resort nauki i szkolnictwa wyższego informował, że kwestia lustracji członków rad dyscyplin naukowych jest mu znana. Zgodnie ze stanowiskiem dyrektora Departamentu Szkolnictwa Wyższego MNiSW z 26 listopada 2019 r., wszelkie postulaty zmian ws. oświadczeń lustracyjnych są analizowane, także pod kątem ich ewentualnego wykorzystania w procesie legislacyjnym.

RPO Adam Bondar zwrócił się do Jarosława Gowina, wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego o stanowisko w tej sprawie. Spytał też, czy planuje podjęcie działań legislacyjnych.

VII.7033.56.2019

Czy osoba dawno temu skazana za przestępstwo seksualne ma być w Rejestrze sprawców? RPO przyłącza się do sprawy w TK

Data: 2020-02-12
  • Czy w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym można zamieszczać dane sprawców, skazanych przed wejściem w życie ustawy z 2016 r. o utworzeniu Rejestru?
  • Pytanie prawne w tej sprawie zadał Trybunałowi Konstytucyjnemu jeden z sądów
  • Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do postępowania w TK i wniósł o uznanie niekonstytucyjności odpowiednich przepisów
  • Pozbawiają bowiem tych skazanych prawa do skutecznego odwołania oraz oznaczają ich ponowne karanie

13 maja 2016 r. uchwalono ustawę o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym. Na jej mocy w publicznym Rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są dostępne dane osobowe, fotografie i miejsca pobytu najgroźniejszych skazanych przestępców seksualnych. Druga część Rejestru jest dostępna tylko dla przedstawicieli organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części są ponadto numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania.

RPO ma wiele wątpliwości co do szczegółowych regulacji w tej sprawie. Dlatego - kierując się zasadą praworządności, w trosce o przestrzeganie prawa polskiego i międzynarodowego - przystąpił do sprawy w Trybunale Konstytucyjnym z pytania prawnego sądu.

Co mówi ustawa?

Ustawodawca dał prawo do wpływu na zawartość Rejestru samym sprawcom i sądom:

  • skazani wcześniej sprawcy do 1 grudnia 2017 r. mogli wnosić do sądów o niezamieszczanie swych danych w jawnym Rejestrze. Rodziny nie miały takiej możliwości. Mógł w ich sprawie interweniować prezes sądu;
  • obecnie o ujawnieniu danych decyduje sąd: skazując za przestępstwo na tle seksualnym, może wykluczyć publikację danych "dla dobra małoletniego pokrzywdzonego przestępstwem lub gdy zamieszczenie danych spowodowałyby niewspółmierne surowe skutki dla skazanego”.

Pytanie prawne sądu

Jeden z sądów w 2019 r. zadał  Trybunałowi Konstytucyjnemu (sygn. akt P 1/20) pytanie prawne co do dwóch przepisów ustawy z 2016 r. Sąd nabrał wątpliwości, badając wniosek obrony o niezamieszczanie w Rejestrze danych konkretnego skazanego przed wejściem ustawy z 2016 r. w życie. Pozwoliła ona bowiem na automatyczne - bez oddzielnego procesu sądowego - wpisywanie sprawców osądzonych już prawomocnie przed laty, do odpowiednich rejestrów,  w tym - publicznego.

Pierwsze pytanie odnosi się do obligatoryjnego zamieszczenia w Rejestrze publicznym danych osoby prawomocnie skazanej za przestępstwa seksualne przed wejściem w życie ustawy z 2016 r. (1 października 2017 r.) - gdy sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem.

Drugi zakwestionowany przez sąd przepis pozwala osobie prawomocnie skazanej przed wejściem ustawy w życie - działającej ze szczególnym okrucieństwem - wystąpić do sądu o nieumieszczanie jej danych w tym Rejestrze tylko wobec "wyjątkowego przypadku, uzasadnionego wyłącznie dobrem małoletniego pokrzywdzonego”.

- Poza zakładanymi przez ustawodawcę pozytywnymi efektami prewencyjnymi, regulacje ustawy mogą także wywoływać szereg rezultatów społecznie niepożądanych – wskazywał sąd. Mogą bowiem na długi okres utrwalić stygmatyzację sprawcy i utrudniać jego readaptację do życia zgodnego z prawem. Negatywne skutki mogą również dotknąć niewinnych członków rodzin skazanych, np. ich dzieci. Za groźną i niepożądaną sąd uznał możliwość wtórnej wiktymizacji pokrzywdzonych, nie tylko małoletnich, ale wszystkich dotkniętych przemocą na tle seksualnym -  także np. dzieci, które były ofiarami rodzica.

Argumentacja RPO

RPO wnosi o uznanie, że pierwszy zaskarżony przepis jest niezgodny z:

  • zasadami Konstytucji RP: art. 2 (zasada praworządności), art. 31 ust. 1 i 3  (ograniczenia  korzystania z konstytucyjnych wolności i praw), art. 42 ust. 1 (prawo do sądu) i art. 47 (prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia);
  • art. 7 ust. 1 i 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (zakaz wymierzania sprawcy kary surowszej niż ta, którą można było wymierzyć w czasie, gdy czyn został popełniony; prawo do prywatności i poszanowania życia rodzinnego);
  • art. 4 ust. 1 protokołu nr 7 do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (zakaz ponownego sądzenia i karania za ten sam czyn);
  • art. 14 ust. 7, art. 15 i art. 17 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych (zakaz ponownego karania za ten sam czyn; zakaz bezprawnej ingerencji w życie prywatne).

W ocenie sądu zamieszczenie danych takiej osoby w Rejestrze publicznym z pominięciem praktycznie wszelkich procedur sądowych wywołuje taki sam skutek, jak wymierzenie kary w postępowaniu sądowym (która po skierowaniu prawomocnego wyroku do wykonania jest odnotowywana we właściwych rejestrach).

Argumentacja, że karą jest wpis do Rejestru publicznego osoby, które popełniła przestępstwo przed wejściem ustawy w życie, budzi wątpliwości co do zgodności tych rozwiązań z wyrażaną nie tylko w prawie krajowym, ale również w ratyfikowanych umowach międzynarodowych, zasadą zakazującą ponownego sądzenia i karania za ten sam czyn. Może to również godzić w prawo do prywatności i poszanowania życia rodzinnego.

Zamieszczenie czyichś danych w Rejestrze publicznym jest bardzo podobne do środka karnego - podania wyroku do publicznej wiadomości. A ze względu na nieusuwalność wpisu do Rejestru jest to nawet bardziej dolegliwe. Sąd Najwyższy uznawał już, że orzecznictwo na tle art. 7 EKPC i art. 15 MPPOiP jednoznacznie wskazuje, iż pod pojęciem kara należy rozumieć całokształt reakcji prawnokarnej związanej z przestępstwem. Taką karą będzie też zatem zamieszczenie danych skazanego w Rejestrze publicznym.

TK wielokrotnie wskazywał, że pojęcie odpowiedzialności karnej ma szersze znaczenie od tego, jakie przyjmuje Kodeks karny. Zakres art. 42 Konstytucji obejmuje nie tylko odpowiedzialność karną w ścisłym znaczeniu, a więc za przestępstwa, ale również inne formy odpowiedzialności prawnej związane z wymierzaniem kar. W ocenie RPO zamieszczenie danych osoby w Rejestrze publicznym odpowiada zatem nałożeniu na obywatela dolegliwości, które należy kwalifikować jako odpowiedzialność karną w rozumieniu art. 42 ust. 1 Konstytucji, art. 7 EKPC i art. 15 ust. 1 MPPOiP.  

Tym samym sprawa orzeczenia sądu co do niezamieszczania danych osoby w Rejestrze publicznym  jest sprawą karną w rozumieniu art. 42 ust. 2 Konstytucji, art. 6 EKPC, art. 13 EKPC, art. 4 ust. 1 protokołu do EKPC oraz art. 14 ust. 7 MPPOiP. Tym samym do tego postępowania mają zastosowanie standardy konstytucyjne i konwencyjne związane z prawem do obrony.

Zdaniem RPO drugi kwestionowany przepis jest niezgodny z:

  • z zasadami Konstytucji:  art. 2, art. 45 ust. 1, art. 47, a także art. 51 ust. 2 i 4 Konstytucji  (zakaz pozyskiwania, gromadzenia i udostępniania przez władze  innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym; prawo każdego do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą);
  • z art. 6 i art. 13 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd; prawo do wniesienia skutecznego środka odwoławczego do właściwego sądu);
  • z art. 4 protokołu nr 7 do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności;
  • z art. 14 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych (prawo każdego do sprawiedliwego rozpatrzenia jego sprawy przez właściwy, niezależny i bezstronny sąd).

Sąd podkreśla, że chodzi o fundamentalną kwestię prawa każdej osoby oskarżonej do prowadzenia skutecznej i realnej obrony. Ubiegając się o to, aby nie figurować w rejestrze, skazany musiał złożyć w określonym terminie wniosek o wyłączenie zamieszczenia jego danych. Musi jednak zachodzić wyjątkowy przypadek, uzasadniony dobrem małoletniego pokrzywdzonego.

W ocenie sądu rozwiązanie to rodzi wątpliwości. Godzi  w przewidziane w art. 6 EKPC, w art. 14 MPPOiP, ale także w art. 45 ust. 1 Konstytucji prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia sprawy przez bezstronny, niezależny i niezawisły sąd oraz  pozbawia osoby skazane prawa do wniesienia skutecznego środka odwoławczego do właściwego sądu.

Rzecznik zgadza się, że regulacja, na której podstawie nie sposób przeprowadzić testu proporcjonalności z art. 31 ust. 3 Konstytucji - zwłaszcza gdy pokrzywdzonym jest osoba dorosła – może godzić w prawo do prywatności i poszanowania życia rodzinnego. Są zatem podstawy, aby przyjąć, że ten przepis narusza standard wynikający z zasady ne bis in idem, leżącej u podstaw zasady zaufania obywatela do państwa, a więc zasady demokratycznego państwa prawnego opisanej w art. 2 Konstytucji, w związku z art. 4 ust. 1 protokołu nr 7 do EKPC i art. 14 ust. 7 i art. 15 ust. 1 MPPOiP.

II.510.86.2020

MEN z sympatią o akcji #ZadaNIEdomowe

Data: 2020-01-30
  • Zasady dla prac domowych nie tylko można, ale wręcz trzeba ustalać w ramach szkolnych debat – tak MEN odpowiada na informację RPO o akcji #zadaNIEdomowe
  • Nauczyciele, uczniowie, działacze edukacyjni oraz RPO zaproponowali taką debatę w grudniu. Przekonują, że obecna sytuacja: przeciążenie pracą uczniów, ale też rodziców i nauczycieli – jest do zmiany, o ile tak postanowi szkolna społeczność
  • Akcja #ZadaNIEdomowe polega właśnie na organizowaniu szkolnych debat  i ustalaniu wspólnych zasad, które doprowadzą do tego, że nauka będzie dla uczniów ciekawsza i pozwoli szkole oraz rodzicom lepiej przygotowywać dzieci do wyzwań przyszłości
  • RPO otrzymał już informacje o pierwszych realnych efektach akcji

- Z satysfakcją przyjmuję, że podziela Pan prezentowany przez MEN pogląd, że najlepsze rozwiązania powstają poprzez wspólne ustalanie zasad, przy poszanowaniu opinii i praw wszystkich osób, których będą one dotyczyć – napisał do RPO w imieniu ministra Dariusza Piontkowskiego wiceminister Maciej Kopeć.

Dodaje, że nie będzie tej sprawy regulować przepisami: jakiekolwiek regulowanie czy też limitowanie czasu przeznaczonego na prace domowe jest z metodologicznego punktu widzenia niezasadne. Posłużenie się zaś w tym celu prawem oświatowym ingerowałoby w kształtowane autonomicznie relacje między uczniami a nauczycielami.

Dobre praktyki

Rzecznik Praw Obywatelskich dostaje już informacje o inicjatywach podejmowanych przez szkoły z ich własnej inicjatywy lub w ramach akcji. Przykłady dobrych praktyk szkolnych można znaleźć też na stronie ruchu społecznego Obywatele dla Edukacji: https://obywateledlaedukacji.org/zadaniedomowe/dobre-praktyki/

  • W jednej z warszawskich szkół (Szkoła Podstawowa nr 103) odbyła się debata o zasadach organizowania prac domowych. Dzieci, nauczyciele i rodzice rozmawiali o tym, dlaczego nauczyciele zadają prace domowe, po co one są (po to, by wiedza zdobyta w szkole, została utrwalona,  a uczeń mógł ją potem wykorzystać w życiu – jak wyjaśniła pani dyrektor). Po przedstawieniu tych informacji zebrani podzielili się na grupy i rozeszli się do sal lekcyjnych. "Burza mózgów" między uczniami, nauczycielami i rodzicami doprowadziła do wspólnych ustaleń, które będą teraz doprecyzowane.
  • W Zespole Placówek Oświatowych w Stadnickiej Woli (Końskie) zmiany w zasadach regulujących zadawanie prac domowych wdrożono w formie innowacji pedagogicznej. Zrobiono ankietę, z której wynika, że większość członków wspólnoty szkolnej (58%) widzi potrzebę zmian w systemie prac domowych.  Zespół nauczycieli przygotował więc projekt nowego Regulaminu zadawania  i oceniania prac domowych.
  • W Szkole Podstawowej  nr 7 w Szczecinie uczniowie nie tylko podjęli się przeprowadzenia sondażu, ale zaproponowali płynące z tego monitoringu wnioski. Z zebranych przez nich danych wynika m.in., że  czas pracy ucznia w domu wydłuża się wraz z kolejnym poziomem edukacyjnym: najkrócej pracują klasy pierwsze, a najdłużej klasy siódme. Uczniowie zauważyli, że to prawidłowe zjawisko. Zauważyli jednak także, że w poszczególnych klasach, zwłaszcza szóstych i siódmych, obciążenie jest różne, co wcale nie przekłada się na wyniki szkolne. Uczniowie klas siódmych uczą się dodatkowo po szkole bardzo długo, przynajmniej w niektórych klasach.
  • W statucie Szkoły Podstawowej nr 81 w Łodzi jest już zapis, że na weekendy i święta pracę pisemne nie mogą być zadawane. Szkoła przykłada dużą wagę do tego, by prace domowe były zadawane z sensem. Zadawane są raczej wspólne projekty.
  • Szkoła Podstawowa Cogito (Poznań) szczyci się tym, że pracuje zgodnie z zasadami pedagogiki Celestyna Freineta. Większość zadań wykonywana jest w ramach zajęć.
  • W Szkole Podstawowej nr 56 w Szczecinie opracowane zasady zadawania prac domowych są dostępne na stronie internetowej.
  • Szkoła Podstawowa im. bł. Cecylii Borzęckiej w Krakowie nie tylko przeorganizowała sposób zadawania prac domowych, ale sprawdziła, jakie są tego skutki. Już dwa lata temu nauczyciele i rodzice zauważyli, że dzieci przeciążone nadmiarem zadań wytwarzają całe systemy ratunkowe (grupy na Whatsappie, gdzie uczniowie przekazywali sobie zadania do odpisania lub poranne spotkania w szatni w celu spisania zadań od kolegi). Ponieważ takie zachowania nie służą nauce, szkoła zawiesiła prace domowe na dwa tygodnie. Efekt wszystkich zaskoczył – rodziny zaczęły mieć czas na rozmowę, wspólną zabawę, spacery. Ankieta wśród rodziców wykazała w klasach starszych problem przeciążenia zadaniami: widziała go połowa rodziców (odrabiają oni prace z dziećmi).

Okazało się, że najbardziej pożądanym typem zadań domowych są te, które wymagają kreatywności i twórczego podejścia do problemu. Pojawiały się propozycje projektów wykonywanych w grupie i gier podsumowujących dział, zadania pozwalające się wykazać, budzące zainteresowanie.

W ankiecie najmłodszych klas (pytanie otwarte) rodzice najczęściej wskazywali na zadania matematyczne, jako te najbardziej wskazane i takie, które są mało

Szkoła zarekomendowała w efekcie, by

  1. Unikać kumulacji zadań domowych z poszczególnych przedmiotów, zwłaszcza z dnia na dzień.
  2. Wydłużać termin zadawanych prac, szczególnie zawierających obszerniejszy materiał.
  3. Unikać zadawania monotonnych zadań, wymagających wielokrotnego powtarzania tego samego materiału.
  4. Unikać zadawania zadań na weekendy.
  5. Unikać zadawania prac domowych bezcelowych.
  6. Częściej wprowadzać dłuższe przerwy bez zadania (w odniesieniu do październikowego eksperymentu), aby stopniowo przekonać rodziców co do słuszności takiego podejścia do prac domowych.
  7. Uczyć dzieci, że niezależnie od pracy domowej warto samodzielnie poszukiwać zadań i prac, jakie uczeń może realizować zgodnie ze swoimi zainteresowaniami.

Po dwóch latach ciężkiej pracy nad zmianą myślenia osób dorosłych i nawyków wśród uczniów  „praca domowa” nie budzi już w nikim (a przynajmniej w większości) odruchu wymiotnego.

Stanowisko MEN: pomożemy

Wielu nauczycieli, rodziców i uczniów uznaje, że zadania domowe są nieodłącznym elementem systemu oświatowego i stanowią jedno z kluczowych narzędzi kształcenia pozostających w dyspozycji nauczyciela. RPO wskazywał jednak w swym wystąpieniu do MEN na potrzebę promowania innego podejścia do zadań domowych, wynikającego z głębszej refleksji nad ich celem i jakością.

MEN się z tym podejściem zgadza – pisze min. Kopeć. – Dlatego zleci Ośrodków Rozwoju Edukacji w Warszawie przygotowanie i udostępnienie poradnika dla nauczycieli dotyczącego prac domowych.

Poradnik będzie zawierał:

  • informacje o poprawnym sposobie regulowania na poziomie szkoły kwestii dotyczących prac domowych (obszerności, częstotliwości),
  • przegląd badań polskich i międzynarodowych dotyczących prac domowych oraz wskazania dotyczące dobrej praktyki w zakresie prac domowych (celowych, dobrych jakościowo) z poszczególnych przedmiotów czy ich grup.

Vll.501.68.2018

Dzieci nie mogły bawić się ze skazanym ojcem w kąciku zabaw więziennej sali widzeń. Interwencja RPO

Data: 2020-01-17
  • Odbywający karę więzienia ojciec pięciorga dzieci nie mógł spędzić z nimi czasu w kąciku zabaw w sali widzeń – choć one chciały się z nim bawić
  • Powodem był zakaz opuszczania wyznaczonego osadzonemu miejsca w sali widzeń bez zgody Służby Więziennej. Dany funkcjonariusz nie wie bowiem, czy dany skazany gwarantuje poprawne zachowanie podczas widzenia
  • Według RPO ograniczanie kontaktu z dzieckiem do czasu spędzonego przy stoliku wydaje się dolegliwe dla osadzonego i krzywdzące dla dziecka
  • Rzecznik ma nadzieję na wspólnie wypracowanie rozwiązania, które nie będzie godziło w bezpieczeństwo, a z drugiej strony pozwoli skazanym na efektywniejsze wykorzystanie czasu z dziećmi w trakcie widzenia

- Ufam, że realizacja widzenia skazanych z małymi dziećmi w sposób uniemożliwiający im aktywne spędzenie czasu w kąciku zabaw, będzie odstępstwem, nie zaś obowiązującą regułą – napisała zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich Hanna Machińska do płk. Grzegorza Fedorowicza, zastępcy Dyrektora Generalnego Służby Więziennej. Powołała się na kolejne skargi do RPO na takie sytuacje.

W Biurze RPO prowadzono postępowanie wyjaśniające w sprawie osadzonego w Zakładzie Karnym w W. Ojciec pięciorga dzieci, z którymi utrzymuje regularny kontakt w ramach widzeń, skarżył się, że nie miał możliwości spędzenia z nimi czasu w kąciku zabaw w sali widzeń, mimo iż wyrażały one chęć wspólnej zabawy.

Po zapoznaniu się z wyjaśnieniami SW Rzecznik nie znalazł podstaw do kwestionowania decyzji dyrektora zakładu karnego o braku zgody na opuszczenie przez osadzonego stolika i udania się z dziećmi do kącika zabaw.

Wątpliwości Rzecznika wzbudził jednak obowiązujący w tym więzieniu zakaz przebywania skazanego w kąciku zabaw wspólnie z dziećmi. Zarządzenie dyrektora więzienia zakazuje osadzonym samowolnego poruszania się po sali widzeń i opuszczania wyznaczonego miejsca - bez zgody funkcjonariusza SW.

Jak wskazuje RPO, Kodeks karny wykonawczy nie stanowi o całkowitym zakazie opuszczania przez osadzonego wyznaczonego mu miejsca przy stoliku. Może on za zgodą przełożonego odejść od stolika. Zależy to od oceny  funkcjonariusza, czy nie zakłóci to widzenia innych osadzonych i nie wpłynie negatywnie na bezpieczeństwo jednostki. Jeżeli w jego ocenie są obiektywne okoliczności, które mogłyby negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo zebranych osób, miałby on obowiązek odmówić realizacji prośby osadzonego.

Dyrektor Okręgowy SW dostrzega problem związany z tym, że funkcjonariusz nadzorujący widzenia nie ma szerokiej wiedzy o wszystkich skazanych w sali widzeń. Dlatego nie jest możliwe, aby mógł on wyrazić zgodę na zabawę skazanego z dzieckiem w kąciku zabaw.

RPO przyznaje, że funkcjonariusz nie musi mieć szczegółowej wiedzy o każdym osadzonym. Powinien jednak mieć informacje o tych osadzonych, którzy prezentują negatywną postawę.

Do podstawowych obowiązków SW należy zapewnienie porządku i bezpieczeństwa w jednostce. Ma jednak ona również obowiązek umożliwienia osadzonym kształtowania społecznie pożądanych postaw. Z psychologicznego punktu widzenia niezwykle istotne jest podtrzymywanie prawidłowej więzi emocjonalnej rodzica z dzieckiem.

- Co prawda musi on liczyć się z  ograniczeniami wynikającymi z uwięzienia, jednakże redukowanie kontaktu z dzieckiem w trakcie widzenia do czasu spędzonego przy stoliku, wydaje się być dolegliwe dla osadzonego i krzywdzące dla dziecka – wskazała Hanna Machińska.

Wyraziła przekonanie, że uwzględniając spostrzeżenia SW, wspólnie uda się jednak znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie.

IX.517.1661.2019

Niezbędna jest reforma psychiatrii dziecięcej - posiedzenie Komisji Ekspertów ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego

Data: 2020-01-07
  • Nie wolno dalej lekceważyć problemu psychiatrii, w tym dramatycznej sytuacji psychiatrii dziecięcej w Polsce
  • Polska jest drugim krajem w Europie pod względem zakończonych zgonem prób samobójczych wśród dzieci w wieku 10-19 lat
  • Komisja Ekspertów ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego zebrała się w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, żeby porozmawiać o zapaści psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej oraz perspektywach efektywnego wdrożenia reformy systemu w życie

O kryzysie psychiatrii dziecięcej rozmawialiśmy na III Kongresie Praw Obywatelskich. 7 stycznia 2020 roku w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich odbyło się spotkanie Komisji Ekspertów ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego. Komisja kontynuowała rozpoczętą na Kongresie debatę o sposobach radzenia sobie z pogłębiającym się kryzysem opieki psychiatrycznej dzieci i młodzieży.

Rzecznik wielokrotnie wyrażał zaniepokojenie stanem tego sektora opieki zdrowotnej. Przedmiotem jego wystąpień skierowanych do Ministra Zdrowia były między innymi zagadnienia związane z obniżaniem przez NFZ wartości kontraktów z placówkami udzielającymi opieki psychiatrycznej; doraźnymi działaniami mającymi poprawić dramatyczną sytuację oddziałów psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej oraz reformą psychiatrycznej opieki zdrowotnej dla dzieci i młodzieży.

Polska to drugi kraj pod względem liczby samobójstw dzieci

Najnowszy raport Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę opublikowany w 2019 przedstawił statystyki obok których trudno przejść obojętnie. Według tego badania pod względem zakończonych zgonem prób samobójczych dzieci w wieku 10-19 lat Polska jest na drugim miejscu w Europie, zaraz po Niemczech. Na całym świecie obserwuje się nasilenie zjawiska pogłębiających się kryzysów psychicznych dzieci i młodzieży. Obawy, że w najbliższych latach potrzebne będzie znacznie większe wsparcie psychologów, terapeutów i psychiatrów dziecięcych wydają się więc uzasadnione.

Tymczasem choć liczba młodych pacjentów rośnie, to kondycja rodzimej psychiatrii dziecięcej się nie poprawia. Brak finansowania na odpowiednim poziomie sprawia, że kolejne placówki świadczące specjalistyczną opiekę psychiatryczną są zamykane, co z kolei bezpośrednio skutkuje przeludnieniem w innych jednostkach tego typu oraz długim okresem oczekiwania na przyjęcia planowe. Dramatyczna sytuacja szpitali psychiatrycznych dla dzieci, ich przeludnienie, jest także efektem przyjmowania pacjentów nieletnich z tzw. doświadczeniami traumatycznymi (ofiary przemocy w rodzinie, przemocy na tle seksualnym). Szpitale psychiatryczne powinny być miejscem, w którym przebywają tylko chore dzieci, nie mogą być „przechowalnią” dla osób agresywnych oraz ekwiwalentem młodzieżowych ośrodków wychowawczych. Te dzieci nie powinny tam trafiać – powinny mieć dostęp do terapii w specjalnie przeznaczonych do tego celu miejscach. Ale tych nie ma.

Kolejny problem to umieszczanie w tych samych placówkach zarówno dzieci poniżej 15. roku życia jak i starszej młodzieży. Niezbędnym jest stworzenie w szpitalach psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży sprofilowanych oddziałów, które odpowiadałyby potrzebom pacjenta, tak jak ma to miejsce w psychiatrii dorosłych. Nie można także zapominać o niedoborze wykwalifikowanej kadry: medycznej, psychologicznej, psychoterapeutycznej jak również personelu pielęgniarskiego i sanitariuszy. Problemem jest także niewydolna oraz trudno dostępna sieć opieki innej niż szpitalna (poradnie psychologiczno-pedagogiczne, leczenie ambulatoryjne, profilaktyka zdrowia psychicznego).

Dyskusja panelowa na III Kongresie Praw Obywatelskich ukazała także mniej oczywiste problemy: brak odpowiedniego wsparcia dla osób opuszczających szpitale psychiatryczne, borykających się z bezdomnością, jak i problem umieszczania młodzieży z zaburzeniami psychicznymi w młodzieżowych ośrodkach wychowawczych. MOWy to miejsca, w których nie gwarantuje się odpowiedniej terapii, a często tacy podopieczni stają się także ofiarami odrzucenia i przemocy w grupie rówieśniczej.

Z czym muszą mierzyć się lekarze i pacjenci?

O tym jak (nie)funkcjonuje system opowiadała doktor Izabela Łucka ze Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku. Doktor Łucka jest ordynatorką oddziału psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej. O gdańskim szpitalu mogliśmy usłyszeć w mediach jesienią 2019 roku, gdy oddziałowi dla dzieci i młodzieży szpitala psychiatrycznego groziła likwidacja, bo wszyscy lekarze złożyli wypowiedzenia. Ten dramatyczny krok podjęli w odpowiedzi na przeciążenie oddziału, na którym wciąż przybywało młodych pacjentów w stanie niejednokrotnie zagrażającym życiu i zdrowiu, nie zwiększała się natomiast liczba łóżek i lekarzy. Aby zażegnać kryzys i zagrożenie zamknięciem oddziału pracownicy podjęli rokowania z samorządem i kierując się dobrem małoletnich pacjentów wrócili do pracy.

Dr Łucka powiedziała na posiedzeniu Komisji, że nic nie zmieniło w ich sytuacji. Nie wprowadzono procedur bezpieczeństwa, o które prosili lekarze. Oddział dalej nie jest odciążany przez SOR ani pediatrię – albo nie ma tam łóżek albo brak jest specjalistów, którzy są w stanie poradzić sobie z agresją lub autoagresją małoletnich pacjentów.

Powiedziała wprost jak wygląda sytuacja: na oddziale dziecięcym pracuje jeden lekarz stały, 2 psychologów i 4 pielęgniarki, a na oddziale dla młodzieży o jednego psychiatrę więcej. Psycholodzy często rotują – zarabiają bardzo niewiele, a jednocześnie stres i presja są ogromne. Na oddziale dziecięcym można przyjąć 16 pacjentów, na młodzieżowym jedynie 22. Oddział obłożony jest nieustannie ponad limit, nawet po 150% normy. Przyjmowanie pacjentów na dostawki stwarzało w praktyce zagrożenie, zarówno dla nich samych, jak i dla opiekujących się nimi lekarzy. Takie nagromadzenie osób agresywnych i autoagresywnych na tak niewielkiej powierzchni narusza standardy bezpieczeństwa, o procedurach medycznych nie wspominając. Doktor Łucka opowiedziała, że sytuacja na oddziale jest tak stresująca, że większość kadry zobojętniała na agresję, która na co dzień ich spotyka. O tym jak niebezpieczna może stać się sytuacja pokazał opisywany w mediach incydent pobicia pielęgniarek z Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Świeciu pod koniec grudnia 2019 roku.

Dramatyczne jest także to, że nie istnieje żadna alternatywa, dr Łucka podkreśliła, że po prostu nie ma gdzie odsyłać małych pacjentów. Umieszczanie dzieci, a nawet młodzieży po 16 roku życia, na oddziałach dla dorosłych nie jest rozwiązaniem. Co więcej jest niebezpieczne.

Tymczasem czas oczekiwania na planową wizytę dziecka u psychiatry lub psychologa w ramach NFZ wynosi co najmniej kilka miesięcy. Na planowe przyjęcie do oddziału całodobowego trzeba czekać od kilku miesięcy do ponad roku, podobnie jak na przyjęcie do oddziału dziennego lub oddziału nerwic. Np. obłożenie oddziałów psychiatrii dzieci i młodzieży w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym wynosi 180%, a w Instytucie Psychiatrii i Neurologii - 150%.

Posiedzenie Komisji Ekspertów ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego

Posiedzenie Komisji koncentrowało się na psychiatrii dziecięcej i konieczności wprowadzenia reformy w tym obszarze.

Podkreślano konieczność koordynacji działań - dyskutowano nad możliwością powołania pełnomocnika rządu, sejmowej komisji lub innego organu kolegialnego, który miałby za zadanie ukierunkować działania podejmowane w różnych resortach. Obecnie są one rozproszone między 6 ministerstw (główne prace są prowadzone w MEN, Ministerstwie Zdrowia oraz Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej). Debatowano również nad podejmowaniem kroków legislacyjnych: czy lepiej tworzyć nową ustawę dotyczącą zdrowia psychicznego czy usprawniać obecnie funkcjonujące rozwiązania.

W Polsce system leczenia psychiatrycznego jest przestarzały i opiera się na hospitalizacji (leczeniu szpitalnym). Tymczasem potrzeba stworzyć siatkę opieki pierwszego i drugiego stopnia: w domu, opieki środowiskowej, w poradniach, na oddziałach dziennych. Takie działania obiecało Ministerstwo Zdrowia i wprowadzana przez nie reforma. Z kolei MEN zapowiadał szkolenia pracowników pod kątem pracy z dziećmi i młodzieżą ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi i psychicznymi.

Kwestią, która blokuje reformę są na pewno ograniczenia finansowania. Uczestnicy wielokrotnie podkreślili, że oszczędzanie na psychiatrii jest działaniem krótkowzrocznym, które niedługo doprowadzi do odwrotnych efektów. Koszty zaniechania: brak profilaktyki zdrowia psychicznego, dostępności innych metod leczenia niż szpitalne, edukacji odbiją się finansowo na budżecie państwa, bo pacjenci będą musieli korzystać z leczenia w zaostrzonych stanach chorobowych. Będzie to leczenie długotrwałe, kosztowne i skomplikowane.

Zapaść systemu ochrony zdrowia psychicznego wynika jednak nie tylko z decentralizacji i braków finansowania, ale i z potrzeby zmiany społecznego postrzegania „problemu” zdrowia psychicznego. Członkowie Komisji zastanawiali się także jak budować skuteczne i dostępne kampanie społeczne dotyczące zdrowia psychicznego skierowane do młodzieży oraz czy w przyszłości będziemy mogli skutecznie korzystać z nowych technologii w ramach działań profilaktycznych i prewencyjnych. Aby walczyć ze społeczną stygmatyzacją osób mierzących się z kryzysem zdrowia społecznego powinniśmy jako społeczeństwo dać im przestrzeń do dzielenia się swoimi doświadczeniami i potrzebami. Bo prawo do godnego leczenia to także prawa człowieka.

Przykład oryginalnego działania lokalnego zwiększającego profilaktykę zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży: Regionalna Olimpiada Wiedzy o Zdrowiu Psychicznym

Głównym celem olimpiady jest poszerzenie wiedzy i wzrost świadomości w zakresie zdrowia psychicznego, sprzyjający kształtowaniu nawyków prozdrowotnych, lepszemu rozumieniu natury zaburzeń i zwalczaniu stereotypów w tym zakresie, zgodnie z założeniami Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego oraz Powiatowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego 2018-2022. Konkurs skierowany jest do uczniów szkół ponadgimnazjalnych/ponadpodstawowych. Olimpiada została objęta honorowym patronatem RPO.

VII Regionalna Olimpiada Wiedzy o Zdrowiu Psychicznym organizowana była przez Starostwo Powiatowe w Parczewie. Udział w 2019 roku zadeklarowało 6 powiatów z województwa lubelskiego. W spotkaniu Komisji wzięło udział dwoje laureatów Olimpiady z opiekunami naukowymi. RPO pogratulował Natalii Kalisz, uczennicy I Liceum Ogólnokształcącego w Parczewie oraz Rafałowi Stepulakowi z LO w Międzyrzeczu wygrania Olimpiady. Podkreślił także, że jest to bardzo ciekawa inicjatywa promująca profilaktykę zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, warto byłoby gdyby więcej samorządów rozpoczęło podobne projekty.

Prawa rodziców dzieci martwo urodzonych, których płci nie da się ustalić. RPO do Senatu o podjęcie inicjatywy ustawodawczej

Data: 2020-01-02

Rodzice dzieci, które urodziły się martwe i nie da się określić ich płci, nie mogą otrzymać ani zasiłku pogrzebowego ani macierzyńskiego, ani też skorzystać ze skróconego okresu urlopu macierzyńskiego.

RPO interweniuje w tej sprawie od wielu lat – polskie przepisy pozwalają uruchomić procedurę wsparcia dla rodziny dopiero po wydaniu aktu urodzenia i zgonu, a tych nie można stworzyć, jeśli płeć narodzonego i zmarłego dziecka nie jest znana.

Teraz rzecznik praw obywatelskich zwraca się do marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o podjęcie inicjatywy ustawodawczej naprawiającej krzywdę tych rodzin. W poprzedniej kadencji senatorowie opowiedzieli się za podjęciem takich prac, projekt trafił do Sejmu – ale nie został uchwalony.

VII.534.18.2015

Fikcyjne ojcostwo pani Anny - unieważnione przez sąd dzięki pomocy RPO

Data: 2019-12-17
  • Nastolatka dowiedziała się od matki, że nie jest córką jej byłego męża. Nawiązała wtedy kontakt z biologicznym ojcem. Powstała między nimi więź rodzinna   
  • Pani Anna sama nie mogła jednak wystąpić do sądu o unieważnienie uznania ojcostwa – jest to możliwe tylko w ciagu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności 
  • Na jej wniosek Rzecznik Praw Obywatelskich złożył pozew o unieważnienie uznania jej ojcostwa byłego męża matki
  • Sąd uwzględnił powództwo - pani Anna może teraz samodzielnie wystąpić o ustalenie rzeczywistego ojcostwa

Pomoc Rzecznika była konieczna jedynie do unieważnienia uznania ojcostwa.

Historia pani Anny

Pani Anna urodziła się w latach 90. Jej matka wyszła za mąż za mężczyznę, który uznał dziewczynkę jako swoje dziecko. Po rozwodzie, gdy pani Anna miała kilkanaście lat, matka powiedziała jej, że jej ojcem nie jest były mąż ale inny mężczyzna. Nastolatka nawiązała z nim kontakt, zaprzyjaźnili się, wygasła zaś jej relacja z byłym mężem matki. Badania DNA wykazały zgodność między profilami domniemanego ojca i córki.

Pani Anna chciała sformalizować więź z prawdziwym ojcem, ale na przeszkodzie stanęły przepisy. Na mocy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dziecko, którego ojcostwo zostało uznane przed osiągnięciem pełnoletności, mogło żądać „ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa”jednak w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności [Od 30 listopada obowiązują nowe przepisy i pełnoletnie dziecko ma na to rok od dnia, w którym dowiedziało się, że nie pochodzi od męża swojej matki].

Te trzy lata już upłynęły. Dlatego pani Anna złożyła wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich, powołując się na swe prawo do tożsamości.

Pozew RPO

Rzecznik wystąpił do właściwego Sądu Rejonowego z pozwem o unieważnienie uznania ojcostwa pani Anny. Wszystkie zainteresowane osoby - pełnoletnie dziecko, matka, jej były mąż oraz  ojciec biologiczny - poparły powództwo. Ich dobro wymaga zatem zniesienia fikcji prawnej. Choć zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego stosunków rodzinnych nie należy podważać w sposób dowolny,  to granicą ingerencji sądów jest zawsze dobro dziecka. Tak właśnie było w tej sprawie.

W grudniu 2019 r. sąd uwzględnił powództwo Rzecznika. Ocenił, że wystarczy do tego samo uzasadnienie pozwu, zwłaszcza że wszystkie strony uznały powództwo.

Teraz pani Anna może samodzielnie wystąpić o ustalenie ojcostwa.

Wyrok TK i zmiana prawa

16 maja 2018 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (art. 70 ust. 1) o trzech latach zakwestionowanie ojcostwa są niezgodne z Konstytucją. TK przywołał orzecznictwo na tle art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka: termin na wytoczenie powództwa nie może zaczynać biegu w oderwaniu od okoliczności powzięcia informacji o możliwym pochodzeniu od innej osoby.

Skargę konstytucyjną złożyła kobieta, która o prawdziwym ojcu dowiedziała się od matki po kilkudziesięciu latach. Wskazany przez matkę biologiczny ojciec nie chciał poddać się badaniom DNA. Bez takich badań prokurator odmawia zaś wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa męża matki kobiety - co jest niezbędnym etapem do późniejszego ewentualnego ustalenia ojcostwa.

RPO, który przystąpił do skargi konstytucyjnej, wnosił o uznanie zaskarżonego przepisu za niekonstytucyjny. Uznał, że sztywny i niezależny od wiedzy dorosłego dziecka termin wytoczenia powództwa narusza prawo jednostki do decydowania o swoim życiu rodzinnym i prywatnym. Nakłada też na jednostkę nieproporcjonalnie duże ograniczenia, naruszając tym jej godność.

W wykonaniu wyroku TK przepisy  w tym roku zmieniono. Od 30 listopada 2019 r. pełnoletnie dziecko może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa w ciągu roku od dnia, w którym dowiedziało się, że nie pochodzi od męża swojej matki. Jeśli natomiast dowie się o tym jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności, termin ten będzie biegł od ukończenia 18. roku życia.

IV.7020.14.2019

Prawo do ochrony wizerunku a nowe technologie - sesja 42 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Z rozwojem nowych technologii wiąże się wiele wyzwań dla prawa do ochrony wizerunku. Tymczasem pochodzi ono z czasów, kiedy wielu powszechnych dziś nowych form komunikacji i technologii przetwarzania danych nie było. Nie dają więc one gotowych odpowiedzi na wiele nowych problemów
  • Szczególnym wyzwaniem jest ochrona tych prawa w mediach oraz w internecie. Dotyczyć to może wizerunku osób, na przykład, pełniących funkcje publiczne i ich rodzin, dziennikarzy, obywateli biorących udział w manifestacjach politycznych, oskarżonych i podejrzanych.
  • W panelu zabrały głos trzy ekspertki zajmujące się tą nową i rozwijającą się dziedziną prawa

Ochrona wizerunku odbywa się na podstawie przepisów kodeksu cywilnego oraz ustawy o prawie autorskim. Wizerunek zalicza się do dób osobistych wymienionych w art. 23 kodeksu cywilnego. Podlega on ochronie samoistnie, to znaczy niezależnie od tego, czy naruszone zostały innego dobra osobiste takie jak np. cześć, swoboda sumienia, czy zdrowie.

Zgodnie z prawem ten, kogo dobra osobiste naruszono, ma prawo żądać zaprzestania naruszenia, usunięcia jego skutków, w tym np. przedstawienia publicznie określonego oświadczenia, a także do zadośćuczynienia i naprawienia wyrządzonej w ten sposób szkody. Wysokość zadośćuczynienia powinna brać pod uwagę psychiczną dolegliwość wywołaną bezprawnym użyciem wizerunku danej osoby oraz wpływ tej sytuacji na jej bliskich. Naruszenie powinno być oceniane z punktu widzenia odbioru wykorzystania wizerunku przez opinię publiczną.

Przepisy nie definiują, czym jest dokładnie wizerunek. Pod pojęciem tym rozumie się przede wszystkim dostrzegalne, fizyczne cechy człowieka, które tworzą jego wygląd. Wizerunek musi pozwalać na identyfikację danej osoby i może mieć formę obrazu fizycznego, portretu, zdjęcia lub innego rodzaju podobizny. Aby wizerunek podlegał ochronie, konieczne jest, aby osoba była przedstawiona w sposób rozpoznawalny.

Wizerunek podlega ochronie równolegle na podstawie przepisów prawa autorskiego. Art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje, że rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Każdy ma prawo decydować o tym, w jaki sposób i w jakich okolicznościach jego wizerunek będzie rozpowszechniany. Zgoda nie może być w tym przypadku dorozumiana i polegać, na przykład, na braku sprzeciwu osoby wobec wykorzystania jej wizerunku.

Wyjątki od wymogu zgody są dwa. Pierwszy z nich dotyczy „osób powszechnie znanych, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych. Z punktu widzenia zwykłego obywatela ważniejszy jest drugi wyjątek. Według art. 81 ust. 2 pkt 2 ustawy o prawie autorskim nie wymaga zgody rozpowszechnianie wizerunku „osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza”. Zbyt szerokie intepretowanie tego przepisu, w którym powinno chodzić o osoby będące wyraźnie jedynie „elementem tła”, może prowadzić do naruszeń prawa do ochrony wizerunku osób biorących np. udział w manifestacjach politycznych.

Przewidziane przez prawo autorskie środki ochrony obejmują m.in. złożenie oświadczenia o odpowiedniej treści i formie, zadośćuczynienie i przyznanie odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Rozpowszechnienie wizerunku, zgodnie z przepisami prawa autorskiego, oznacza udostępnienie wizerunku publicznie, czyli do otwartego i nieokreślonego kręgu osób. Nie ma znaczenia, w jakiej formie dokonano udostępnienia – czy to za pomocą prasy, telewizji, czy w internecie.

W kontekście prawa do ochrony wizerunku warto zauważyć, że ocenie podlegać będą, z jednej strony, wartości konstytucyjne takie jak prawo do życia prywatnego, o którym mowa w art. 47 Konstytucji RP, oraz prawo do prywatności (art. 51), a z drugiej, uzasadniające ich ograniczenie zasady takiej jak np. swoboda wypowiedzi(art. 54), czy wolność mediów (art. 14). Nadmierna ochrona wizerunku jednostki, w szczególności osób pełniących funkcje publiczne, może paraliżować działanie mediów w ich ważnej, społecznej funkcji kontroli życia publicznego.

Temat prawa do ochrony wizerunku w kontekście postępu technologicznego był przedmiotem dyskusji w trakcie Kongresu jako związany z nowymi wyzwaniami i problemami dla zagwarantowania praw człowieka i braku, na obecną chwilę, dostatecznych rozwiązań prawnych w tej kwestii.

Podstawowym pytaniem tego panelu było więc to, czy prawo nadąża za rozwojem technologii. Rozwija się ona współcześnie w sposób o wiele szybszy niż samo prawo, co oznacza, że ochrona prawa obywateli w dziedzinach, w których stosuje się nowe technologie, wymaga rzetelnej i wyczerpującej debaty.

W panelu wzięli udział:

  • Dr Ksenia Kakareko - radczyni prawna,autorka artykułów o ochronie wizerunku, nazwiska oraz o ‘prawie mody’.
  • Dr Daria Gęsicka zajmująca się na UJ prawem własności intelektualnej, prawem autorskim, nieuczciwą konkurencją, nowymi technologieami i prawem w modzie.
  • Dr Joanna Buchalska zajmująca się na UW wolnością słowa, ochrona prywatności, ochroną własności intelektualnej Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, prawną ochrona informacji.

Ochrona wizerunku wiążę się m.in. z granicami korzystania z monitoringu. Może chodzić zarówno o monitoring miejsc publicznych i udostępnianie nagrań przez policję, jak i monitoring pracowników lub korzystanie z kamer w szkołach.

Istotnym problemem z punktu widzenia obywateli jest także możliwość utrwalania wizerunku funkcjonariuszy publicznych w trakcie pełnienia przez nich służby, np. policjantów czy strażników miejskich.

Tak jak w przypadku ochrony danych osobowych, naruszenia prawa do ochrony wizerunku mogą mieć wymiar ekonomiczny, a wizerunek staje się niekiedy przedmiotem handlu. Może być on także wykorzystywany komercyjnie (postacie fikcyjne w grach i aplikacjach komputerowych).

Ochrona wizerunku stoi przed koniecznością adaptacji do nowych sposobów jego wykorzystywania zarówno w przestrzeni publicznej, jak i gospodarczej oraz w internecie.

Warto wiedzieć - dotychczasowe działania RPO:

  • Rzecznik występował wielokrotnie do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz organów ścigania o przestrzeganie prawa do ochrony wizerunku, zarówno w zakresie tworzenia prawa, jak i jego stosowanie, w tym o ograniczenie udostępniania przez policję nagrań z publicznych monitoringów. Po wejściu w życie RODO dopuszczalność rozpowszechniania wizerunku w ramach ścigania przestępstw musi podlegać szczegółowej regulacji w ustawie (2015, 2018).
  •  W kontekście całkowitego zakazu publikacji wizerunku osób, wobec których prowadzone jest postępowanie sądowe, Rzecznik przystąpił do postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym, argumentując, że pominięcie w komunikatach medialnych tożsamości osoby może czasem oznaczać pominięcie informacji istotnej dla opinii publicznej. Może to wystąpić zwłaszcza wtedy, gdy czyjaś działalność publiczna jest powszechnie znana, osoba ta jest identyfikowana przez społeczeństwo, a postępowanie karne dotyczy związanych z jej działalnością publiczną poważnych nieprawidłowości. Trybunał we wrześniu 2017 r. umorzył jednak sprawę (2015).
  • Przygotowana w odpowiedzi na obawy związane z bezpieczeństwem publicznym tzw. ustawa antyterrorystyczna przewiduje możliwość pobierania linii papilarnych, wizerunku twarzy lub materiału biologicznego w celu oznaczenia profilu DNA od osoby niebędącej obywatelem Polski. Rzecznik wyraził wątpliwości co do braku środków prawnych chroniących obywateli w tym kontekście, oraz możliwość objęcia działaniami także obywateli Polskich, ze względu na to, że przepisy dopuszczają ich zastosowanie w przypadku, „gdy istnieje wątpliwość co do tożsamości osoby”.
  • Po wielu interwencjach Rzecznika Praw Obywatelskich uregulowano ostatecznie na poziomie ustawy kwestię monitoringu w szkołach. Zdaniem RPO niezbędne było wprowadzenie zasad regulujących prowadzenie monitoringu w akcie prawnym powszechnie obowiązującym, tak aby zainstalowanie na terenie szkoły kamer nie prowadziło do naruszenia konstytucyjnych praw uczniów, nauczycieli, a także innych osób przebywających w szkole (2016).
  • Wykorzystywanie wizerunku osób działających w sferze publicznej musi mieć jednak swoje granice. RPO przyłączał się do postępowań dziennikarzy, których prawo do ochrony życia prywatnego oraz dobra osobiste zostały naruszone, co mogło negatywnie wpłynąć na wolność mediów, wywołując w środowisku dziennikarskim tzw. efekt mrożący (2019). Podobnie rozpowszechnianie wizerunku osób biorących udział w zgromadzeniach publicznych, ze szczegółowym przytoczeniem ich danych osobowych, może skutkować ograniczeniem praw politycznych i korzystania przez obywateli z wolności zgromadzeń (sprawa protestujących przed siedzibą TVP).
  • Rozwój nowych technologii umożliwia także monitorowanie zachowań pracowników. RPO podjął interwencję m.in. w sprawie pracowników banku PKO BP, który wprowadził system monitorujący liczbę uśmiechów w trakcie rozmów z klientem. W ocenie Rzecznika może to wkraczać w ich prywatność i godność.

Prawo do wizerunku wydaje się intuicyjne i proste, ale gdy zada się np. pytanie, o to, czy można swobodnie fotografować w miejscu publicznym, temat się komplikuje. Wizerunek jest rozpowszechniany dużo powszechniej niż inne dane osobowe, co oznacza, że wiążę się z tym więcej zagrożeń.

Ochrona wizerunku w komunikacji elektronicznej

Dokonanie naruszeń nigdy nie było tak łatwe, jak jest to możliwe obecnie dzięki komunikacji w Internecie. Pojawiają się nowe postaci naruszeń praw, jak np. obraźliwe memy, które mogą naruszać prawo do ochrony wizerunku, czci i inne dobra osobiste. Dotyczyć to może nie tylko osób popularnych. Udzielenie prawa do wizerunku jest także często warunkiem dostępu do niektórych usług internetowych. Współczesnym problemem ochrony wizerunku jest także ograniczona możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności pośredników komunikacji, czyli usługodawców takich jak np. Facebook. Na podstawie prawa europejskiego podmioty te zobligowane są do interweniowania, jeśli zasygnalizujemy naruszenie. Reguluje to zarówno prawo krajowe jak i unijne, które nakłada na internetowych usługodawców liczne obowiązki, takie jak monitorowanie i zapewnienie mechanizmów sygnalizowania naruszeń.

Ochrona wizerunku funkcjonariuszy publicznych i osób powszechnie znanych

W trakcie sesji podkreślono, że funkcjonariusz publiczny nie jest w pełni władcą swojego wizerunku w chwili wykonywania swoich obowiązków służbowych. Tak więc np. policjant czy strażnik miejski nie może się sprzeciwić publikacji jego zdjęć, wtedy, kiedy jest na służbie. Wizerunek funkcjonariuszy podlega ochronie jedynie w sytuacjach życia prywatnego. Uzasadnieniem dla ograniczenia możliwości rozpowszechniania wizerunku policjanta może być argument, że utrudnia to wykonywanie czynności służbowych, jednak warunek ten powinien być interpretowany wąsko. Jako obywatele mamy jednak na pewno prawo do utrwalania wizerunku lub nagrywania funkcjonariuszy przy wykonywaniu zwykłych czynności, takich jak np. kontrola drogowa.

A co z byłymi funkcjonariuszami publicznymi? Informacje o nich, także wizerunek, może pozostać rozpowszechniony, jeśli publikacja dotyczy ich działalności w trakcie sprawowania funkcji. Prawo do dysponowania wizerunkiem ograniczają także przepisy o informacjach dostępnych publicznie, takich jak np. stopnie naukowe, czy dane związane ze sprawowanym urzędem.

Jeśli chodzi o osoby powszechnie znane, korzystają one z ograniczonej ochrony. Wizerunek tych osób może być rozpowszechniony, jeśli publikacja ma związek z wykonywaną przez osobę znaną działalnością. Pojęcie osoby powszechnie znanej jest oczywiście trudne do zdefiniowania. Miejscowy ksiądz, czy sklepikarz mogą być osobami powszechnie znanymi w miejscowości, w której pracują, ale kiedy ich wizerunek udostępnia się w Internecie, sprawa staje się bardziej skomplikowana. Zwolnienie z konieczności zgody w przypadku tych osób nie jest absolutne i należy wziąć pod uwagę w jakim celu upowszechnia się ich wizerunek.

Warto podkreślić, że dzięki nowych technologiom „możemy więcej”, tzn. mamy więcej możliwości rozpowszechniania wizerunku innych osób. Nie oznacza to, że przyzwolenie na łamanie prawa do ochrony wizerunku powinno być większe. Przepisy krajowe i europejskie starają się odpowiadać na nowe wyzwania związane z rozwojem technologii. Nowe przepisy, w tym RODO, zapewniają nam m.in. tzw. prawo do bycia zapomnianym. Można dzięki niemu żądać m.in. usunięcia treści, naszego wizerunku z wyszukiwarek internetowych. Warto jednak pamiętać, że z takim żądaniem można wystąpić jedynie wobec podmiotów profesjonalnych, tj. np. Google.

Ochrona wizerunku postaci fikcyjnych i komercjalizacja wizerunku

Współcześnie nowego rodzaju wyzwaniem jest komercjalizacja wizerunku. Nasz wizerunek może stać się przedmiotem handlu. Postacie fikcyjne, czyli np. bohaterowie filmu, serialu, czy gry, mogą także podlegać ochronie. Posłużenie się nazwiskiem albo podobizną takiej postaci może stanowić naruszenie dóbr osobistych na podstawie prawa do integralności utworu. Korzystanie z wizerunku postaci fikcyjnych powinno być dozwolone, jeśli nie czerpiemy z tego realnych korzyści. Logika rynkowa sprawia, że monopol patentowy niektórych firm się powiększa, a ochrona praw autorskich jest wydłużana. Można się zastanawiać, czy nie hamuje to zbytnio rozwoju kultury, czy nauki. Możemy tu mówić także o ograniczeniu praw związanych z wolną debatą.

W trakcie dyskusji pojawiły się także szczegółowe pytania o prawo ochrony wizerunku. Dyskutowano m.in. o granicach tego prawa w ramach aplikacji takich jak np. Google Street View. Zwykle takie elementy jak twarz albo tablica rejestracyjna powinny być na udostępnianych tam zdjęciach zamazane. Wizerunek jest jednak definiowany szeroko. Jeśli uznamy, że fakt, że mamy auto, na którym znajdują się naklejki płomieni pozwoli pewnemu gronu na zidentyfikowanie naszej osoby, możemy domagać się usunięcia także tych elementów z dostępnego widoku.

Kolejnym tematem były zobowiązania mediów w kontekście poszanowania prawa do ochrony wizerunku. Media są zobowiązane do dbania o to, czy udostępniane przez nie treści nie naruszają niczyich dóbr osobistych. Może to rodzić odpowiedzialność za udostępnianie przez telewizję, radio czy portale internetowe tzw. fake newsów, jeśli będą one godzić w czyjąś cześć lub prawo do ochrony wizerunku.

Ostatnim tematem było handlowanie wizerunkiem. Obecnie naszym wizerunkiem możemy nim płacić za niektóre usługi. Udostępnienie wizerunku może być także warunkiem dostępu do niektórych aplikacji internetowych, o czym nie zawsze jesteśmy świadomi. Obecny stan prawny pozwala na ochronę nas przed nieuczciwymi praktykami lub ochronę naszych danych osobistych. Wyzwaniem jest jednak zapewnienie przestrzegania istniejących przepisów. Wydaje się, że obecny stan prawa wystarczająco zabezpiecza nasze prawo do ochrony wizerunku i naszych danych osobowych, powinniśmy jedynie być ich bardziej świadomi i nie bać się korzystać z dostępnych mechanizmów.

 

Algorytmy, Prawa Człowieka i Demokracja - sesja 29 III KPO

Data: 2019-12-14
  • Jeśli facet pamięta zarówno o Waszych urodzinach, rocznicy poznania, rocznicy ślubu  itp – to nie jest Waszym facetem - to Mark Zuckerberg
  • W społeczeństwach demokratycznych trzeba poważnie rozmawiać o wpływie algorytmów na poszanowanie podstawowych wolności, takich jak wolność słowa i stowarzyszania się. Nowe technologie na nowo definiują relacje państwo-obywatel.
  • W jaki sposób rządy demokratyczne mogą projektować algorytmy zapewniające przejrzystość, ochronę praw człowieka i promowanie demokracji?
  • Czy nie powinny wprowadzić procesu oceny wpływu algorytmu (na podobieństwo oceny wpływu regulacji prawnej)? W ten sposób mogłyby lepiej definiować demokratyczne cele algorytmów, mierzyć ich skuteczność i dostarczać dowodów na odmowę wdrożenia danych algorytmów -  gdy ryzyko jest większe niż korzyści.

Historia najnowsza – jak dotarliśmy do dyskusji o wykorzystywaniu algorytmów

Temat nowych technologii przedarł się do dyskursu publicznego na początku obecnego stulecia i choć w Polsce wciąż nie do końca udało się go oswoić, minęło już niemal 20 lat, a sama dyskusja przenosi się coraz to nowsze pola. Początkowo bardziej interesowaliśmy się funkcjonowaniem prawa autorskiego w sieci, granicami wolności w internecie, próbą przetworzenia i zastosowania prawa analogowego do przestrzeni cyfrowej. Następnie debata potoczyła się w kierunku sztucznej inteligencji, zastępowania działalności człowieka przez maszyny.

Niejako odkryliśmy algorytmy, przekonując się, że to nie my a one decydują, jakie treści do nas docierają. Zaczęliśmy identyfikować pojęcie bańki informacyjnej. Zorientowaliśmy się, że w rzeczywistości przekazy, które do nas docierają są dostosowywane do płci, gustów, wieku, zawodów, a także tego, co ostatnio oglądaliśmy w sieci.

Stanowią też zwykły przedmiot handlu. Do dziś zastanawiamy się czy internet i nowe technologie nie stwarzają jedynie ułudy wolności? Mimo, że teoretycznie wszystko można, zacierają się granice, każdy jest równy, można łączyć młodych ze starszymi, biednych z bogatymi, Europejczyków z Amerykanami, to czy aby na pewno podejmujemy w sieci świadome decyzje, czy internet naprawdę wygląda tak samo dla każdego z nas? Wiemy przecież, że profilowanie odbiorców treści cyfrowych ma na celu wywieranie na nas wpływu – choćby podejmowanie określonych decyzji konsumenckich – i do tego należy przywyknąć.

Nowe technologie zmieniają nasze życie, a my coraz częściej się z tym godzimy, ułatwiając sobie życie w sferze komunikacji, rozrywki, usługi publicznych czy transportowych. Sztuczna inteligencja wkracza powoli do zakładów pracy, zastępuje pracowników, automatyzuje różne procesy. Jednak nie pozostaje to bez wpływu na prawa człowieka. Poświęcamy naszą prywatność na rzecz bezpieczeństwa i wygody.

Niechlubne przypadki wykorzystywania algorytmów

Szerokim echem w debacie publicznej odbiła się sprawa Edwarda Snowdena, byłego pracownika Centralnej Agencji Wywiadowczej (Central Intelligence Agency, CIA) oraz Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Agency, NSA), który przekazał mediom dokumenty na temat programu wywiadowczego PRISM, którego celem było umożliwienie amerykańskim służbom specjalnym dostępu do danych znajdujących się na serwerach dostawców usług internetowych. Dzięki PRISM służby miału dostęp m.in. do nagrań audio i wideo, zdjęć, rozmów, poczty elektronicznej. USA broniło się twierdząc, że program nie może być użyty do umyślnego monitorowania obywateli USA lub innych osób mieszkających na terenie Stanów Zjednoczonych, a samo działanie PRISM koncentruje się na obywatelach państw trzecich, chroniąc USA przed największymi zagrożeniami, np. terroryzmem.

Nie mniej znany przypadek niewłaściwego wykorzystania algorytmów przez państwa dotyczył firmy doradczej Cambridge Analytica. Były jej szaf ujawnił że firma niezgodnie z prawem pozyskiwała dane i wykorzystywała je w celach komercyjnych, a także w kampanii wyborczej w 2016 roku, aby pomóc republikańskiemu kandydatowi Donaldowi Trumpowi. Niecałe 300 tys. osób zostało poproszonych za opłatą o wypełnienie testu, który pobierał m.in. zawartość kont na Facebooku, w tym polubione strony i zainteresowania, a następnie poddawał głębokiej analizie, tworząc modele wykorzystywane do bodowania skutecznych przekazów politycznych. Formalnie dane mogły być wykorzystywane jedynie przy badaniach akademickich, a nie komercyjnych zleceniach dotyczących operacji psychologicznych na elektoracie.

Debata ekspertów

Widząc, jak głęboko technologie wkroczyły w codzienne czynności każdego obywatela, a także mierząc się z ich wykorzytywaniem przez instytucje państwowe zdecydowaliśmy się kolejny już raz podjęć temat nowych technologii i algorytmów na III Kongresie Praw Obywatelskich. Do debaty zaprosiliśmy: Patricka Penninckx, który od 2013 roku kieruje Departamentem Społeczeństwa Informacyjnego Rady Europy, Krzysztofa Izdebskiego – dyrektora programowego Fundacji ePaństwo, Katarzynę Szymielewicz z Panoptykonu oraz Natalię Mileszyk - specjalistkę ds. polityk publicznych, prawniczka związaną z Centrum Cyfrowym.

Oswajanie nowoczesności

Trzeba mieć jednak świadomość, że dostęp do informacji stanowi też rodzaj władzy, a profilowanie algorytmów przypomina tworzenie podziałów. Dlatego stając się społeczeństwem coraz bardziej świadomym działania algorytmów, dziś wkraczamy w etap oswajania ich.

Użytkownicy/obywatele powinni mieć prawo do tego, by algorytmy, którym podlegają cechowała przejrzystość i by ich tworzenie nie było decyzją polityczną. Nie jesteśmy w stanie uciec od zautomatyzowanych sposobów filtrowania i porządkowania informacji – jest jej po prostu zbyt wiele. Trzeba zatem przekazać część tych uprawnień profesjonalnym podmiotom zewnętrznym. Otwartym pytaniem jest jednak to, jakim regułom algorytmy te powinny być podporządkowane oraz jak zapewnić przejrzystość ich funkcjonowania.

Poziom zaangażowania człowieka w podejmowanie decyzji jest z perspektywy społecznej istotniejszym czynnikiem niż poziom wykorzystania technologii maszynowego uczenia się. Zachowanie czynnika ludzkiego jest bowiem kluczowe do zapewnienia ochrony praw obywateli. Zapewnia bowiem przejrzystość i  odpowiedzialność za proces, których nie potrafimy dziś zapewnić w przypadku systemów w pełni zautomatyzowanych. Na podstawie art. 22 Rozporządzenia o  Ochronie Danych Osobowych (RODO) obywatel może zażądać, by w istotnych kwestiach – generujących skutki prawne – decyzja w oparciu o przetwarzanie danych osobowych nie była podejmowana w pełni automatycznie, by człowiek był obecny w pętli decyzyjnej.

Stosując pojęcie ADM (Automated Decision-Making), czyli zautomatyzowanego podejmowania decyzji przenosimy nacisk debaty z poziomu samej technologii i zastosowanych rozwiązań na kwestie społeczne. Patrzymy na system społeczno-technologiczny, w którym działają różne technologie – zarówno te oparte na uczeniu maszynowym, jak i prostsze algorytmy. W dyskusjach o systemach ADM punkt ciężkości przenosi się z analizy strony technicznej (modelu podejmującego decyzję w oparciu o dane) na szerszy proces obejmujący także procesy tworzenia i programowania systemów ADM oraz nadzoru nad ich działaniem.

Patrick Penninckx rozpoczął od wyjaśnienie raz jeszcze, dlaczego algorytmy są ważne dla ludzi. Wskazał wiele przykładów używania algorytmów, z którymi stykami się każdego dnia, zapominając już nawet o tym, że właśnie dzielimy się z firmami swoja prywatnością. - Dane osobiste są wykorzystywane przez liczne firmy zarabiające na wiedzy o nas, dane wyciekają , dlatego to co publikujemy przestaje być tylko nasze. To nie tylko informacje o naszej płci, wieku, adresie czy pochodzeniu, ale także o tym jakie mamy zdrowie, jakie emocje wywołują w nas określone przekazy.

Przywołał także przykład popularnego Netflixa, który dając możliwość korzystania ze swoich treści na wielu urządzeniach przenośnych, w tym telefonach z aplikacjami mierzącymi np. tętno, bada „przy okazji” nasze emocje związane z określonym materiałem. Dzięki temu jest lepiej w stanie dopasować kolejny materiał, który powinniśmy wg niego obejrzeć, a także jaką reklamę nam wyświetlić.

Katarzyna Szymielewicz zwróciła natomiast uwagę na to, że coraz chętniej zrzucamy problemy społeczne na braki technologiczne, zawodność właśnie algorytmów., błędnie definiując technologię jako źródło całego zła. Wyraziła także wątpliwość co do słów Patricka Penninckx’a dotyczących pewnej dobrowolności i mniej lub bardziej świadomej zgody użytkowników na używanie informacji o nich. - To nie my dajemy dane – to narracja firm – my wchodzimy zwabieni poczuciem wygody, a to, co dzieje się dalej, dzieje się za pomocą sztucznej inteligencji i  jest poza naszą zgodą , jesteśmy niejako biomasą eksploatowaną przez reklamodawców.

W dyskusji często powtarzano, że działanie algorytmów to działanie systemu, który próbuje nas wtłoczyć we wzorzec, a ten nie zawsze jest poprawny. Działa to dokładnie tak samo jak generalizacja/ stereotypy. Ochroniarz na lotniku też musi podjąć decyzję kogo sprawdzić i prędzej podejdzie do młodego mężczyzny w sportowym  stroju niż do staruszki poruszającej się o lasce.

Krzysztof Izdebski z Fundacji ePaństwo rozpoczął wypowiedź do przywołania przykładu węgierskiego urzędu ochrony konkurencji, który jako jeden z pierwszych nałożył na Facebooka karę za to, że oszukuje swoich klientów twierdząc, że dają coś za darmo i nie uprzedzając jednocześnie, że płacą za to swoimi danymi.

Podkreśli także, że najważniejsze w dyskusji o znaczeniu algorytmów dla praw człowieka jest zadanie sobie pytania, po co my to wdrażamy. Oczywiście są plusy, które ułatwiają pracę także na poziomie państwa, w zamówieniach publicznych, wykrywaniu przestępczości. Urzędnicy niestety nie są przygotowywani do tego, jak to funkcjonuje, co powoduje, że czasem naprawiając jedno psują 10 innych rzeczy.

Izdebski podał także liczne przykłady – delikatnie mówiąc - nie do końca udanego zastosowania algorytmów przez instytucje państwowe. Przywołał program STIR, wykrywający karuzele vatowskie, system przydzielania miejsc w żłobkach, który w jednym z miast  mocno zawiódł przydzielając miejsca w jednej grupie dzieciom w różnym wieku, bądź nie przydzielając ich w ogóle.. - Mimo wpływu takich algorytmów na prawa człowieka, nie opracowano całościowej polityki gwarantującej bezpieczeństwo ich wdrażania, a wiedza na temat ich funkcjonowania pozostaje, w znacznej mierze, niejawna.

Natalia Mileszyk podkreśliła, że ważne jest by o działaniu algorytmów nie mówić, jak o czarnej skrzynce. Potrzebujemy całego systemu aby perspektywa jednostki była brana pod uwagę. Polityka zarządzania sztuczną inteligencją w Polsce to narracja startupowa . Zapominamy ze rozwój ma służyć człowiekowi , a wartości musimy chronić.  - Niewielu z nas jest rozumie, na czym polega działalność sztucznej inteligencji czy algorytmów , to wciąż dyskurs wyłączający. A tymczasem technologia weszła tak głęboko w nasze życie, że każdy z nas potrzebuje wejść w tą dyskusję, bo każdy z nas ma tam swoje miejsce.

Wszyscy paneliści zgodnie podsumowali , że procesu rozwoju technologii i wykorzystywania algorytmów nie da się zatrzymać, ale trzeba zapewnić bezpieczeństw tego obszaru. Jest to jednak niezwykle trudne.

Mileszyk skonkludowała, że być może potrzebujemy rozszerzenia pojęcia ochrony praw obywatelskich z płaszczyzny państwo -obywatel i rozszerzyć ja o korporacje, które tak bardzo zaczęły wkraczać w życie każdego obywatela. Krzysztof Izdebski natomiast zaproponował, by wzmocnić instytucje publiczne, w tym organy równościowe – takie jak Biuro RPO - by lepiej budowały kompetencje swoich pracowników, którzy będą wykorzystywali technologie na rzecz obywateli.

Prawo do zapomnienia - jak się wypisać z facebooka, czy facebook o tobie zapomni? Siła mediów społecznościowych - sesja 3 KPO

Data: 2019-12-13
  • Prawo do zapomnienia jako jedna z gwarancji prawa do prywatności – choć coraz częściej i chętniej wykorzystywane – pozostaje w niedoregulowanej sferze prawnej powodując jednocześnie trudności w realizacji prawa do jawności życia publicznego
  • Choć w interesie zainteresowanego „zniknięciem” pozostaje twarde trzymanie się reguły zapomnienia, wciąż zbyt rzadko rozpatrujemy tę kwestię pod kątem dostępu do niewygodnych informacji np. o osobach sprawujących funkcje publiczne.
  • Tymczasem rozwój internetu i wzrost prędkości przepływu oraz ilości przetwarzanych danych sprawiają, że usunięcie czy skorygowanie informacji, która już znalazła się w sieci, staje się znacząco utrudnione.

Jak zaistniała potrzeba niepamięci?

Powszechnie uznaje się, że historia prawa do zapomnienia choć łączy się ze znaczeni dłuższą historią prawa do prywatności, rozpoczęła się od hiszpański przedsiębiorcy Mario Costeja Gonzalez, który popadł w kłopoty finansowe. Choć długi udało mu się spłacić w całości, materiały dotyczące jego problemów pozostawały w sieci, wpływając negatywnie na jego wiarygodność wśród kontrahentów i utrudniając mu dalsze prowadzenie biznesu. Gonzalez chciał, by media które publikowały nieaktualne już informacje, usunęły je ze swoich stron internetowych. Sprawa znalazła swój finał w Trybunale Sprawiedliwości UE, który w odniesieniu do gazety piszącej o długach przedsiębiorcy pozwolił zachować treści, ale jednocześnie orzekł, że wyszukiwarka Google nie może dalej łączyć nazwiska Skarżącego z dawno nieaktualną sprawą. Co więcej, Trybunał uznał, że wszystkim obywatelom UE przysługuje prawo do zwrócenia się do tej korporacji z podobnymi prośbami.

Przywołany wyrok wywołał lawinową dyskusję nad potrzebą dostosowania przepisów do cyfrowej rzeczywistości. Od tego czasu weszło w życie także unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) wzmacniające obywateli w walce o swoją prywatność, w tym w sieci, ale także wskazujące na konkretne obszary i cele przetwarzania danych osobowych. Z pewnością pozytywnym efektem wszystkich tych zmian jest sam fakt społecznej dyskusji na temat prywatności i potrzeby jej chronienia.

Dziś statystyki Google pokazują, że coraz więcej osób, w tym takie działających w sferze publicznej, składa żądanie wobec Google o usunięcie danych na swój temat. Niemal połowa z tych żądań rozpatrywana jest pozytywnie. Pokazuje to, że skala zjawiska jest olbrzymia a samo prawo do zapomnienia, mimo swoich niedostatków, staje się potężnym orężem.

Nieprzewidziane „korzyści”

Podczas III Kongresu Praw Obywatelskich zdecydowaliśmy się przyłączyć do dyskusji o prawie do zapomnienia. Do rozmowy na ten temat zaprosiliśmy multidyscyplinarne grono panelistów: dziennikarkę pisząca o wymiarze sprawiedliwości, prawach człowieka, kwestiach jawności życia publicznego i problematyce inwigilacj, laureatkę Złotej Wagi  – Ewę Ivanową; radczynię prawną specjalizującego się w ochronie danych osobowych Marlenę Sakowską-Baryła oraz działacza sieci obywatelskiej Watchdog Polska wspierającej jawność w życiu publicznym – Krzysztofa Wychowałka. Moderowania całej dyskusji podjął się Krzysztof Izdebski – dyrektor programowy Fundacji ePaństwo, która ma dba o jasność życia publicznego .

Wszyscy paneliści zgodnie stwierdzili, że niezależnie od niepodważalnych korzyści płynących z możliwości stosowania prawa do zapomnienia chociażby przez osoby prywatne, często niechętnie wspominające udostępniane przez siebie informacje z przeszłości, sprawa ma drugie dno.

Dopuszczony wymiar ingerencji w informacje zamieszczone w sieci dość łatwo może stać się bardzo poważnym narzędziem np. władzy politycznej. Paneliści podkreślali wadliwość polskiego systemu oświadczeń majątkowych, z którego wynika, że szeregowi urzędnicy posiadający uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych są zobligowani do udostępniania publicznie swoich oświadczeń majątkowych podczas gdy np. ministrowie nie musza tego robić. Wydaje się być to kuriozalnym podejściem do jawności życia publicznego, tym bardziej w kontekście ostatnio głośnej sprawy Prezesa NIK i jego oświadczeń majątkowych z ostatnich lat ( część z nich nie jawna, ponieważ założono, że mogą one naruszać prawo do prywatności). Jeszcze inne skutki może wywołać możliwość stosowania prawa do zapomnienia przez osoby publiczne lub prowadzące działalność publiczną, na przykład jako urzędnik państwowy. Informacje o tym, co ma wpływ na sferę publiczną powinny być jawne i powszechnie dostępne.

Podczas panelu szeroko omówiliśmy także dostępności danych uznanych za informacje publiczne. Przykładem dyskusyjnej decyzji Prezesa UODO jest relacjonowana w mediach decyzja o karze dla Burmistrza Aleksandrowa Kujawskiego. Prezes UODO zdecydował, że włodarz miasta będzie musiał zapłacić 40 tys. złotych za nieprzestrzeganie RODO. Jak podano, jednym z powodów nałożenia kary było to, że burmistrz nie zawarł umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych z podmiotami, które odpowiadają za funkcjonowanie BIP-u od strony technicznej oraz brak procedur wewnętrznych dotyczących przeglądu zasobów dostępnych w BIP pod kątem ustalenia okresu ich publikowania.

Można zatem wnioskować, że decyzja PUODO wskazuje niejako, że istnieje czas, w jakim dane informacje publiczne powinny być udostępniane. Taka wykładnia wydaje się jednak być niezgodna z ustawą o informacji publicznej, ponieważ informacja, która została uznana za informację publiczną, nie może przestać nią być na skutek upływu czasu.

Krzysztof Wychowałek z Watchdog Polska wskazał także na ciekawą praktykę stosowaną w Czechach, gdzie umowy zawierane przez instytucje publiczne (ich rejestry stanowią informację publiczną) nie tylko są udostępnianie w ramach Biuletynów Informacji Publicznej, ale także tworzą odrębny zasób o zindywidualizowanym adresie internetowym, co pozwala na dokładne śledzenie biegu konkretnej umowy.

Podobne wątpliwości może budzić także stosowanie prawa do zapomnienia wobec dziennikarzy. Jeśli jakieś słowa padły w dyskursie i zostały opublikowane, trudno wymagać, by były usuwane tylko dlatego, że ich autor obecnie zmienił swój pogląd. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której na skutek wyroku gazety miałyby usuwać swoje archiwalne artykuły. Społeczeństwo ma pełne prawo do dostępu do informacji, a archiwa internetowe stanowią źródło wiedzy, które uzupełnia prawo mediów do stania na straży demokracji.

Z punktu widzenia dziennikarza i mediów priorytetem jest wolność słowa. Głośną sprawą przywołaną przez Evę Ivanovą jest historia Jakuba Kalusa – osoby, która mocno wkroczyła w życie publiczne w pikiecie narodowców w Katowicach, a następnie wniosła o usuwanie informacji na jego temat z mediów. - Jeśli ktoś wkracza w życie publiczne, musi zdawać sobie sprawę że informacje na ten temat podane zostaną opinii publicznej do wiadomości – podkreśliła dziennikarka.- Na kanwie tej sprawy decyzja organu administracji, przyznająca rację panu Kalusowi byłą sporym zaskoczeniem. Nie wiemy, co orzeknie NSA, ale póki co cieszymy się z orzeczenia sądu I instancji. Jestem przekonana, że jeśli ktoś publikuje i sam wkracza w sferę publiczną, nie może gumować swojej działalności. Nawet jeśli uda się komuś wymóc na firmach  takich jak Google, takie działanie , pozostaje kwestia userów – a potem po dwóch trzech latach wychodzi działalność, bo z internetu nic nie ginie.  A wówczas okazuje się, że to dziennikarze zaczynają naruszać prawo do informacji i rzetelność wobec swoich odbiorców. – zakończyła Ivanova.

Dodatkowo pojawia się także pytanie, czy prawo do zapomnienia nie stwarza nadmiernych możliwości  tworzenia własnego wizerunku, nie zawsze zgodnego z rzeczywistością. Podejmując decyzję, wg której informacja o danej osobie należy do niej samej a nie do odbiorców, nie tylko chronimy prywatność tej osoby, ale także stwarzamy możliwość niejako manipulacji. Bowiem naturalnym ludzkim odruchem jest potrzeba przedstawianie siebie w pozytywnym, korzystnym świetle, nawet jeśli miałoby to oznaczać usuwanie informacji niekorzystnych dla naszego wizerunku. Problem pojawia się gdy dotyczy to osób zaufania publicznego.

Można zatem postawić tezę, że na skutek braku doprecyzowania podmiotów uprawnionych do prawa do zapomnienia istnieje konflikt wartości między prawem do zapomnienia, a prawem do informacji.

Adopcja wyjątkowo także wobec osób pełnoletnich. RPO reaguje na skargi obywateli

Data: 2019-12-12
  • Polskie prawo powinno w uzasadnionych przypadkach przewidywać adopcję osób pełnoletnich - uważa RPO
  • Mogłoby to być alternatywą wobec instytucji ubezwłasnowolnienia  
  • Umożliwiłoby też właściwe wsparcie osób z niepełnosprawnościami przez dotychczasowych opiekunów

Dziś polskie prawo nie przewiduje adopcji osoby, która ukończyła 18 lat. Media donoszą o przypadkach, gdy ojczym czy macocha lub dziadkowie, wychowujący  dziecko, nie mogą go adoptować po osiągnięciu przez nie tego wieku. Inny przykład to sprawa 22-letniej dziewczyny, porzuconej i przez rodziców biologicznych, i adopcyjnych. 18-letni wychowankowie domów dziecka muszą zaś opuścić te placówki i radzić sobie sami, bez wsparcia państwa (chyba że się uczą). W efekcie 80 proc. z nich  wraca wtedy do rodzin biologicznych, często patologicznych.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają wnioski obywateli o podjęcie działań, aby możliwość przysposobienia rozszerzyć także na osoby pełnoletnie.

Skargi pochodzą od rodzin zastępczych, od lat zajmujących się osobami z niepełnosprawnościami, najpierw dziećmi, a następnie dorosłymi. Podkreślano, że osoby te osiągnęły pełnoletność jedynie kalendarzowo - nie są one w stanie podjąć samodzielnej egzystencji i pozostają na mentalnym poziomie dziecka.

Zgodnie z polskim prawem (art. 114 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego) adoptować można jedynie osobę małoletnią i tylko dla jej dobra. Wymóg małoletności powinien być spełniony w dniu złożenia wniosku o przysposobienie.

Tymczasem wnioski rodzin zastępczych o adopcję były spóźnione wobec osiągnięcia przez podopiecznych 18 lat. A termin na złożenie wniosku nie mógł być przywrócony - sądy musiały odrzucać takie wnioski.

Rzecznik zwraca uwagę, że u źródeł współczesnego przysposobienia leży wywodząca się ze starożytnego Rzymu instytucja adopcji, w której nie było wymogu małoletności.  Również obecnie nie tylko w obcych kulturach prawnych (np. w japońskiej), ale także w Republice Federalnej Niemiec czy w niektórych stanach USA, możliwe jest przysposobienie osób dorosłych.

Także wcześniejsze przepisy polskie nie zawierały wymogu małoletności adoptowanej osoby. Do lipca 1939 r. obowiązywał przepis Kodeksu cywilnego Królestwa Polskiego, który wręcz stanowił: „Przysposobienie nie może mieć mieysca przed pełnoletnością przysposobić się maiącego” (czyli przysposabianego).  Ustawa z 13 lipca 1939 r. o ułatwieniu przysposobienia małoletnich nie ograniczała zaś możliwości adopcji tylko do dzieci. Zmienił to Kodeks rodzinny z 27 czerwca 1950 r. I taki stan prawny trwa do dziś.

Zarazem ważne znaczenie ma orzeczenie Sądu Najwyższego z 2 czerwca 1980 r., że art. 114 Kro "nie jest wyrazem podstawowych zasad naszego porządku prawnego w dziedzinie ochrony rodziny przez Państwo". Możliwe jest zatem uznanie w Polsce zagranicznego orzeczenia o adopcji osoby pełnoletniej.

W opinii Rzecznika idea rozszerzenia instytucji przysposobienia w szczególnych wypadkach na osoby pełnoletnie warta jest rozważenia. Nie trzeba byłoby wykreślać przymiotnika „małoletnia” z art. 114 Kro. Wystarczyłoby dodać, że w wyjątkowych okolicznościach przysposobić można osobę pełnoletnią - jeśli przemawiają za tym zasady współżycia społecznego.

Regulacja taka mogłaby stanowić alternatywę dla systemu ubezwłasnowolnienia oraz opieki lub kurateli prawnej - gdy adoptowana osoba jest niezdolna do samodzielnej egzystencji lub wymaga wsparcia. RPO od dawna domaga się zastąpienia instytucji ubezwłasnowolnienia innymi formami wsparcia (o co walczą środowiska osób z niepełnosprawnościami i co Polsce rekomenduje Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami).

Odpowiednią formą faktycznego wsparcia osoby wymagającej pomocy i opieki byłoby wtedy jej przysposobienie przez dotychczasowych opiekunów. To ważne, zwłaszcza w kontekście braku wystarczającej liczby kandydatów na opiekunów czy kuratorów.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę o rozważenie podjęcia odpowiednich kroków legislacyjnych.

IV.7023.11.2019

#zadaNIEdomowe. Mniej, ale lepiej. Opracujmy szkolne zasady zadawania prac domowych! NASZ PREZENT NA MIKOŁAJKI

Data: 2019-12-06
  • Poradnik o tym, jak to zrobić, przygotowały wspólnie z RPO organizacje społeczne
  • RPO wystąpił do MEN z prośbą o wypromowanie tej akcji.
  • Ogłaszamy ją 6 grudnia – to nasz prezent na mikołajki

O tym, że uczniowie, nauczyciele i rodzice cierpią z powodu prac domowych, RPO dowiaduje się w czasie spotkań w całym kraju. Alarmował o problemie min. Annę Zalewską już w styczniu tego roku. Nadmierne obciążenie uczniów obowiązkami szkolnymi ma bowiem negatywny wpływ na życie całych rodzin, jest też niezgodne z nowoczesnymi trendami edukacyjnymi (zadania domowe nie zawsze pomagają w procesie uczenia się, mogą natomiast doprowadzić do wzrostu zniechęcenia uczniów i pogłębienia się nierówności społecznych).

Na to pismo RPO uzyskał oficjalną odpowiedź MEN, że o tym, co i jak zadawać do domu, decyduje nauczyciel, a dobrą organizację zadań domowych należy wypracowywać zawsze na poziomie szkoły.

Dlatego wspólnie z edukacyjnymi organizacjami społecznymi Rzecznik podjął pracę nad materiałami, które pomogłyby społeczności szkolnej w wypracowaniu rozwiązań dla prac domowych zgodnie z rekomendacją MEN. Tak powstał poradnik #zadaNIEdomowe, w ramach którego podpowiadamy, jak wspólnie opracować szkolne reguły dotyczące pracy w domu, tak, aby była ona rzeczywiście dostosowana do indywidualnych potrzeb i możliwości uczniów danej szkoły.

Chcemy też ułatwić korzystanie z dobrych rozwiązań wypracowanych już w wielu szkołach – można z nich korzystać w serwisie https://obywateledlaedukacji.org/zadaniedomowe/  .

Uczestnicy projektu są głęboko przekonani, że problem prac domowych uda się rozwiązać, jeśli w proces zmiany zaangażują się wszyscy członkowie społeczności szkolnej. Przy okazji będzie to doskonałą lekcję na temat funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego oraz ochrony praw człowieka i obywatela.

Ogłaszając ten obywatelski projekt RPO prosi ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego, by wsparł promocję tych dobrych praktyk w szkołach. „Wierzę, że kierując się swoją wiedzą i doświadczeniem, osoby odpowiedzialne za kształt polskiej szkoły podzielą przekonanie, że przemyślane zadania domowe, oparte w większym stopniu na kreatywności i współpracy, przyczynią się do lepszej edukacji, a w efekcie do lepszego funkcjonowania naszego społeczeństwa” – pisze Adam Bodnar.

Ulotkę #zadaNIEdomowe RPO przekazuje też rzecznikowi praw dziecka Mikołajowi Pawlakowi.

VII.501.68.2018

Nie zajmujemy się standardami przyjaznych widzeń matek z dziećmi – Służba Więzienna opowiada na pytanie RPO

Data: 2019-12-02
  • Służba więzienna odpowiada: rekomendacje zakładające poprawę sytuacji matek z dziećmi wizytujących więzienia nie znalazły akceptacji komórek merytorycznych Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Ich dalsze procedowanie zostało zakończone bez nadania ich dalszego biegu
  • Służba Więzienna pracowała nad ujednoliceniem kwestii wnoszenia przez matki z małymi dziećmi żywności dla dzieci czy jednorazowych pieluszek na widzenia z bliskimi
  • RPO postulował, by dopuścić np. mleko w buteleczce lub słoiczek z jedzeniem, skoro małe dzieci mają różne obostrzenia czy ograniczenia pokarmowe, przy salach widzeń powinny być też wydzielone miejsca do karmienia dzieci oraz ich przewijania

NIE PRZEGAP panelu na III Kongresie Praw Obywatelskich 13 grudnia 2019 r.: Sesja 5: Obecna polityka penitencjarna – dokąd zmierzamy

Do Biura RPO wpływają skargi od matek, które z małymi dziećmi przybywają do więzień na widzenia z bliskimi pozbawionymi wolności. Po kilku godzinach w podróży i oczekiwania na widzenie nie mają zapewnionych właściwych warunków do opieki nad dziećmi. Poczekalnie nie są przystosowane do pobytu matek z małymi dziećmi. Nie ma tam np. wyodrębnionego miejsca do karmienia i przewijania dziecka czy stanowiska do podgrzewania posiłków lub napojów.

Ponadto matki nie mogły na sale widzeń zabrać wcześniej przygotowanego dla dziecka posiłku czy jednorazowej pieluchy. Były informowane, że przewinięcie dziecka musi nastąpić albo przed widzeniem, albo po nim.

RPO: matki z małymi dziećmi są objęte konstytucyjną zasadą szczególnej pomocy ze strony władz publicznych

We wrześniu 2018 r. zastępczyni RPO dr Hanna Machińska wystąpiła  w tej sprawie do dyrektora generalnego Służby Więziennej gen. Jacka Kitlińskiego. Podkreśliła, że matki z małymi dziećmi są objęte konstytucyjną zasadą szczególnej pomocy ze strony władz publicznych (art.  71 Konstytucji RP).

- Wyraźnie widać brak jednolitych standardów postępowania wobec matek z małymi dziećmi, realizujących widzenia - wskazała Hanna Machińska. Przyznała, że pracownicy Biura RPO zetknęli się bowiem również z dobrymi praktykami w więzieniach, gdzie były przewijaki, a matkom umożliwiano zabranie na salę widzeń butelki z mlekiem i pieluchy. Dlatego zwróciła się do Dyrektora Generalnego Służby Więziennej o wydanie wytycznych, które ujednolicą postępowanie.

- Co do zasady należy zgodzić się z uwagami i problemami przedstawionymi w wystąpieniu - odpisał RPO zastępca dyrektora SW płk Grzegorz Fedorowicz. Zapewnił, że stosowane są zalecenia o udzielaniu widzeń w pierwszej kolejności m.in. dorosłym, którym towarzyszą dzieci do lat 3. Dyrektorzy jednostek penitencjarnych zostali zobligowani do umieszczania informacji o osobach uprzywilejowanych w kolejce na stronach internetowych jednostek, na tablicach informacyjnych na zewnątrz zakładu lub aresztu oraz w poczekalniach i salach widzeń.

Płk Grzegorz Fedorowicz zwrócił uwagę, że problemy nie wynikają z zaniechań Służby Więziennej. W wielu jednostkach penitencjarnych nie ma bowiem możliwości przystosowania poczekalni. Jedyne pomieszczenia w jednostkach na ten cel są często zbyt małe, aby wyodrębnić w nich miejsce na karmienie i przewijanie dzieci. Wprowadzenie oczekiwanych rozwiązań w niektórych sytuacjach skutkowałoby koniecznością ograniczenia powierzchni samej poczekalni, a tym samym ograniczało możliwość skorzystania z nich innym osobom, np. w podeszłym wieku lub o widocznym stopniu niepełnosprawności.

W zakresie wyposażania w przewijaki pomieszczeń do kontroli, możliwości wniesienia na salę widzeń produktów żywnościowych dla dzieci, jak również artykułów higienicznych (jednorazowe pieluchy) płk Fedorowicz poinformował, iż w Centralnym Zarządzie SW opracowano dokument zawierający kompleksowe uregulowania w tym zakresie. Jego projekt jest konsultowany między komórkami CZSW. Przedstawiciele RPO byli na bieżąco informowani o postępie prac. Obecnie projekt jest przez nich analizowany celem przedstawienia propozycji.

W październiku 2019 r. zastępczyni RPO dr Hanna Machińska skierował pismo do Zastępcy Dyrektora Generalnego Służby Więziennej pytając czy poczyniono postępy w opracowywaniu nowych standardów przyjaznych dla matek z dziećmi.

Odpowiedź Służby Więziennej

W piśmie skierowanym do RPO zastępca Dyrektora Generalnego Służby Więziennej płk Grzegorz Fedorowicz poinformował, że dokumenty, które przygotowywano, nie wyszły poza wstępną fazę konsultacji.

- Ostatecznie dokument ten nie znalazł akceptacji wśród komórek merytorycznych Centralnego Zarządu Służby Więziennej i jego dalsze procedowanie zostało zakończone, bez nadania mu dalszego biegu. Obecne trwają prace nad wprowadzeniem zmian w Kodeksie karnym wykonawczym oraz ustawie o Służbie Więziennej. Zmiany te obejmują również obszar dotyczący szeroko pojętej kontroli, celem uregulowania ww. zagadnień w materii ustawowej. Po wprowadzeniu proponowanych przez Służbę Więzienną zmian, będzie możliwe ponowne podjęcie prac związanych ze szczegółowym opracowaniem regulacji wskazanych wystąpieniu RPO – informuje Fedorowicz.

IX.517.2564.2017

Rzecznik pyta ponownie: dlaczego resort zdrowia nie pracuje nad powołaniem Rady ds. Leczenia Niepłodności?

Data: 2019-11-26
  • Resort zdrowia lakonicznie poinformował Rzecznika Praw Obywatelskich, że nie prowadzi prac zmierzających do powołania Rady ds. Leczenia Niepłodności
  • Powołanie Rady jest ustawowym obowiązkiem, z którego rząd nie wywiązuje się od 2015 roku
  • Rzecznik prosi Ministra Zdrowia o podanie przyczyn braku prac nad tą inicjatywą
  • Rada ds. Leczenia Niepłodności – potrzebny organ zrzeszający ekspertów, który nigdy nie powstał.

RPO zapytał resort zdrowia o postęp prac nad utworzeniem Rady ds. Leczenia Niepłodności. Ustawa o leczeniu niepłodności (art. 72, Dz. U. z 2017 r., poz. 865) przewiduje utworzenie Rady ds. Leczenia Niepłodności jako organu opiniodawczo-doradczego ministra zdrowia. Ma się ona składać z ekspertów z różnych dyscyplin naukowych, zwłaszcza prawa, medycyny, filozofii. Zgodnie z ustawą to właśnie minister powołuje członków Rady, a w określonych ustawowo przypadkach może ich odwołać.

Rzecznik od lat zajmuje się problematyką leczenia niepłodności i podejmuje działania dotyczące m.in. dostępu do aktualnych metod leczniczych czy finansowania metody in vitro. Dlatego w sprawie niepowołania Rady interweniował już w 2017 r. Zgodnie z ówczesną informacją resortu zdrowia, nie planowano jej powołania.

We wrześniu 2019 r. RPO ponowił pytanie w tej sprawie. W jego ocenie brak Rady pozbawia skuteczności przepisów ustawy jej dotyczących. To zaś prowadzi do osłabienia przestrzegania praw obywatelskich.

Resort odpowiada: nie prowadzimy prac zmierzających do powołania Rady

- Uprzejmie informuję, iż obecnie nie są prowadzone prace zmierzające do jej powołania – głosi odpowiedź Macieja Miłkowskiego, podsekretarza stanu w MZ.

Pismo nie zawierało żadnego uzasadnienia.

RPO prosi o wytłumaczenie, dlaczego Rada nie została powołana i kto obecnie realizuje jej zadania

W piśmie skierowanym do resortu zdrowia RPO przypomina, że zgodnie z art. 41 ust. 2 lit. c Karty praw podstawowych Unii Europejskiej prawo do dobrej administracji obejmuje obowiązek uzasadniania przez organ swoich decyzji. Dlatego prosi o wyjaśnienia dlaczego Rada ds. Leczenia Niepłodności nie została powołana pomimo ustawowego obowiązku.

Rzecznik wskazał też obowiązki Rady i pyta kto obecnie je wykonuje oraz w jakim stopniu są one realizowane.

Do ustawowych zadań Rady ds. Leczenia Niepłodności należy:

  • prowadzenie działalności informacyjnej na temat stylu życia chroniącego potencjał rozrodczy człowieka i zwiększającego szanse urodzenia zdrowego dziecka oraz celowości opieki prekoncepcyjnej (czyli opieki obejmującej dostosowanie metod planowania rodziny, z uwzględnieniem czynników ryzyka pary, która stara się o dziecko, zlecenia badań pod kontem stwierdzenia groźnych wad wrodzonych i chorób genetycznych, zaleceń odnośnie dostosowania stylu życia…);
  • prowadzenie działalności informacyjnej na temat czynników mających wpływ na potencjał rozrodczy człowieka;
  • prowadzenie działalności informacyjnej na temat możliwości leczenia niepłodności;
  • upowszechnianie standardów postępowania oraz zasad moralnych i etycznych w zakresie leczenia niepłodności, w tym stosowania procedur medycznie wspomaganej prokreacji;
  • opracowywanie dla ministra właściwego do spraw zdrowia i na jego wniosek projektów założeń aktów normatywnych oraz projektów innych dokumentów w zakresie procedury medycznie wspomaganej prokreacji oraz w zakresie leczenia niepłodności;
  • współdziałanie z organizacjami i stowarzyszeniami oraz samorządami medycznymi, których celem jest promocja zdrowia prokreacyjnego i problematyka leczenia niepłodności;
  • opiniowanie wniosków o nadanie statusu centrum leczenia niepłodności.

VII.5002.6.2015

Prezes PKO BP wyjaśnia: liczenie uśmiechów nie służy ocenie pracowników, lecz dobroczynności i życzliwości

Data: 2019-11-04
  • Liczenie uśmiechów pracowników PKO BP nie ma na celu ich oceny; każdy uśmiech to jeden grosz na cele dobroczynne – przekonuje Zbigniew Jagiełło, prezes banku
  • Udział w akcji jest dobrowolny; każdy może zrezygnować bez jakichkolwiek konsekwencji, a liczone uśmiechy są anonimowe
  • Nie narusza to również przepisów RODO, bo używane sensory nie pozwalają na zapis obrazu, a tym samym na identyfikację osób
  • Rozwiązanie to służy także pozytywnemu wpływaniu na atmosferę w oddziałach Banku i szerzeniu życzliwości w lokalnych społecznościach

Jak pisały media, specjalny sensor, ustawiony np. na biurku pracownika PKO BP, reaguje i zlicza uśmiechy doradcy podczas rozmowy z klientem. Według mediów, pracownik ma być motywowany do uśmiechania się poprzez system nagród, bo im więcej się  uśmiecha, tym bardziej zadowolony jest klient. Udział w tym programie jest dobrowolny.

W związku z niepokojącymi sygnałami co do technologii stosowanych w PKO BP, Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Głównego Inspektora Pracy o zbadanie sprawy.

Rzecznik podkreślał, że prywatność jednostki jest chroniona konstytucyjnie w art. 47. Z kolei art. 51 Konstytucji odnosi się do przetwarzania informacji o jednostce. Ochrona prywatności wynika także z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Ochrona prywatności jednostki wiąże się z jej godnością (art. 30 Konstytucji). Poszanowanie godności jest też podstawową zasadą prawa pracy. Zgodnie z art. 111 Kodeksu pracy, pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika.

Ponadto RPO przypominał, że dane biometryczne zaliczono do kategorii danych objętych szczególną ochroną po wejściu w życie RODO. Art. 9 RODO wprowadza generalny zakaz przetwarzania danych biometrycznych w celu jednoznacznego zidentyfikowania osoby fizycznej. Określone w RODO cechy fizyczne i fizjologiczne mogą obejmować m.in. linie papilarne, wygląd siatkówki lub tęczówki oka, owal twarzy, kształt małżowiny usznej, geometrię ręki, układ naczyń krwionośnych dłoni, głos i jego barwę. W tej sytuacji dane przetwarzane w banku PKO BP należy uznać za dane objęte szczególną ochroną.

Wyjaśnienia prezesa PKO BP

- Podstawowym celem pilotażowego wdrożenia rozwiązania Ouantum CX w Banku jest zachęcenie pracowników i klientów oddziałów Banku do dzielenia się uśmiechem – napisał do Rzecznika prezes PKO Banku Polskiego Zbigniew Jagiełło. Zaprzeczył, aby chodziło o ocenę pracowników i ich monitoring, jak błędnie przedstawiają to media.

Mając przekonanie, że bank to miejsce, gdzie relacje mają znaczenie, zdecydowaliśmy się nawiązać w tym projekcie współpracę z polska firmą technologiczną Ouantum CX. Służy to pozytywnemu wpływaniu na atmosferę w oddziałach Banku oraz szerzeniu życzliwości w lokalnych społecznościach. Każdy uśmiech to jeden grosz z funduszu Fundacji PKO Banku Polskiego przeznaczony na lokalny cel dobroczynny.

Rozwiązanie jest analogiczne do powszechnie prowadzonych akcji pracowniczych motywujących do aktywności fizycznej, gdzie każdy krok czy kilometr to datek na cel charytatywny. Kierowaliśmy się przede wszystkim tym, jaki wpływ na relacje międzyludzkie ma uśmiech. Uśmiech pomaga przełamywać bariery międzyludzkie i pozytywnie wpływa na zdrowie (dotlenia organizm, pobudza krążenie krwi, wzmacnia odporność serca na stres).

Decydując się na pilotaż, poddaliśmy analizie wszelkie aspekty prawne. Sensory Ouantum CX umożliwiają w czasie rzeczywistym określenie emocji. Nie należy ich stawiać na równi z kamerami rejestrującymi obraz. Nie stanowią one narzędzia do monitoringu i oceny pracowników, jak błędnie przedstawiają je media.

Liczone uśmiechy są anonimowe i nie mają wpływu na przyjęty w Banku system premiowy. Indywidualne wyniki są dostępne wyłącznie dla pracowników biorących udział w testach. Każdy bierze udział w projekcie dobrowolnie. Nie ma też obowiązku uruchamiania rozwiązania na co dzień. Przełożeni nie otrzymują informacji, kiedy pracownicy korzystają z aplikacji. Każdy pracownik w dowolnym momencie, bez podania przyczyny i bez jakichkolwiek konsekwencji ze strony Banku, ma prawo zrezygnować z udziału w projekcie oraz usunąć wszystkie dane dotyczące jego aktywności mierzonej sensorem z platformy dostawcy. Bank gwarantuje uczestnikom anonimowość w przypadku rezygnacji. Na dziś nie było jednak takiej sytuacji.

Technologia w żaden sposób nie narusza przepisów RODO. Dane zbierane za pośrednictwem Ouantum CX są wynikiem analizy sensorów, których budowa nie pozwala na zapis obrazu i dźwięku, a tym samym na identyfikację osób. Sensory nie są połączone z systemami Banku, przez co nie ma możliwości scalania żadnych danych. Na serwer przesyłana jest jedynie końcowa liczba uśmiechów w formie zakodowanego ciągu znaków.

Rozwiązanie Ouantum CX nie służy do gromadzenia żadnych danych biometrycznych. Zgodnie z art. 4 pkt 14 RODO są nimi „dane osobowe, które wynikają ze specjalnego przetwarzania technicznego, dotyczą cech fizycznych, fizjologicznych lub behawioralnych osoby fizycznej oraz umożliwiają lub potwierdzają jednoznaczną identyfikację tej osoby, takie jak wizerunek twarzy lub dane daktyloskopijne”. Informacje przetwarzane w związku ze stosowaniem tego rozwiązania nie są danymi biometrycznymi.

Dziś, po ponad 10 miesiącach trwania projektu i ponad 312 000 interakcjach naszych klientów i pracowników z rozwiązaniem Ouantum CX, możemy powiedzieć, że technologia może mieć wymiar społeczny. Wszystkie strony biorące udział w projekcie wygrywają. Budując pozytywny nawyk uśmiechu wśród pracowników, oprócz poprawy atmosfery w oddziale, wpływamy pozytywnie na stan zdrowia fizycznego i psychicznego pracowników. 

VII.501.166.2019

Dzieci są pytane w szkolnych ankietach o sytuację rodzinną i udział w nabożeństwach. Co z ochroną prywatności? - pyta RPO

Data: 2019-10-23
  • W szkolnych ankietach uczniowie i ich rodzice są pytani o sytuację rodzinną i częstotliwość uczęszczania na nabożeństwa
  • Nie można przetwarzać danych szczególnie wrażliwych i intymnych, jeśli nie jest to uzasadnione konstytucyjnie – wskazuje RPO
  • Przypomina, że zgodnie z Konstytucją nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania
  • Chroniona konstytucyjnie jest także prywatność każdej osoby  

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił w tej sprawie do ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego.

Rzecznik z zaniepokojeniem przyjął informacje prasowe o zakresie zbieranych danych osobowych w kontekście przeprowadzanych w szkołach ankiet. Wynika z nich, że „dzieci i ich rodzice są pytani o sytuację rodzinną, a także o częstotliwość uczęszczania na nabożeństwa lub przynależność do oazy”. Ma się to odbywać przy okazji dorocznej diagnozy potrzeb rozwojowych uczniów, w tym czynników chroniących i czynników ryzyka - koniecznej dla opracowania programu wychowawczo-profilaktycznego (przewiduje to art. 26 ustawy z 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe).

Prywatność jednostki jest wartością chronioną konstytucyjnie – przypomina RPO. Artykuł 47 Konstytucji zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności ("Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym"). Art. 51 odnosi się zaś do ochrony prywatności w związku z przetwarzaniem informacji o jednostce. Ochrona prywatności wynika również z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Prywatność może podlegać ograniczeniom zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Ograniczenia te muszą jednak być określone w ustawie, nie mogą naruszać istoty prawa do prywatności oraz muszą być konieczne w demokratycznym państwie prawnym dla ochrony takich wartości, jak bezpieczeństwo, porządek publiczny, ochrona środowiska, zdrowia, moralności publicznej czy też wolności i praw innych osób.

- Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania – głosi zaś art. 53 ust. 7 Konstytucji.

Oznacza to, że dane na temat światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania podlegają szczególnej ochronie konstytucyjnej. Jest to spójne z ogólnym kształtem zasady wolności sumienia i religii (art. 53 Konstytucji). Rzecznik przypomniał też, że lekcje religii w szkołach są organizowane na życzenie rodziców.

Zgodnie z art. 9 RODO, do danych szczególnie chronionych należą dane ujawniające przekonania religijne lub światopoglądowe. Z kolei art. 16 ust. 1 ratyfikowanej przez Polskę Konwencji ONZ z 20 listopada 1989 r. o prawach dziecka głosi: „Żadne dziecko nie będzie podlegało arbitralnej lub bezprawnej ingerencji w sferę jego życia prywatnego, rodzinnego lub domowego czy w korespondencję ani bezprawnym zamachom na jego honor i reputację”.

Szczególna ostrożność powinna być zachowana również w przypadku danych dotyczących relacji rodzinnych - jeśli ryzyko ich ujawnienia mogło wpłynąć negatywnie na sytuację uczniów.

Rzecznik wielokrotnie zwracał uwagę na konieczność ochrony prywatności dzieci. Informacje ujawnione w dzieciństwie w dobie nowoczesnych technologii mogą mieć wpływ na całe przyszłe życie. W tym zakresie obowiązki państwa, obejmujące zapewnienie prawidłowego obiegu informacji o jednostce (art. 51 Konstytucji), powinny być traktowane szczególnie poważnie. Istotne jest, aby nie przetwarzać danych szczególnie wrażliwych i intymnych, jeśli nie jest to uzasadnione konstytucyjnie.

Adam Bodnar zwrócił się do ministra edukacji o uzasadnienie przeprowadzania tych ankiet w szkołach, zwłaszcza co do zakresu uzyskiwania danych dotyczących praktyk religijnych oraz wrażliwych danych o sytuacji rodzinnej. Nie jest to bowiem oczywiste wobec celu wskazanego w ustawie, czyli opracowania programu wychowawczo-profilaktycznego.

Poprosił też o ocenę faktycznej i organizacyjnej możliwości przeprowadzenia takich ankiet przy zapewnieniu pełnej anonimowości uczniów i rodziców.

VII.501.158.2019

 

Liczenie uśmiechów pracowników banku PKO BP budzi wątpliwości RPO

Data: 2019-10-21
  • Pracowników PKO BP ocenia system monitorujący liczbę uśmiechów podczas rozmowy z klientem
  • W ocenie RPO wkracza to w ich prywatność i godność - zwłaszcza jeśli uznać, że system zakłada zmianę naturalnych zachowań pracownika
  • Tymczasem Kodeks pracy nie dopuszcza wykorzystywania przez pracodawcę monitoringu do oceny pracowników
  • Ponadto generalny zakaz przetwarzania danych biometrycznych wprowadziło RODO

W związku z niepokojącymi sygnałami co do technologii, stosowanych do oceny pracowników przez kontrolowany przez Skarb Państwa PKO Bank Polski, Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Głównego Inspektora Pracy o zbadanie sprawy.

Jak pisały media, specjalny sensor, ustawiony np. na biurku pracownika, reaguje i zlicza uśmiechy doradcy podczas rozmowy z klientem. „Pracownik banku ma być motywowany do uśmiechania się poprzez system nagród, bo im więcej się w pracy uśmiecha, tym bardziej zadowolony jest klient” - podawała "Gazeta Wyborcza". Udział w tym programie jest dobrowolny.

W ocenie Rzecznika na tę ciągłą obserwacę i nagradzanie  pracownika za uśmiech trzeba popatrzeć z perspektywy prawa do prywatności i godności jednostki. To szczególnie istotne, jeśli uznamy ten system za zakładający zmianę naturalnych cech i zachowań pracownika.

A prywatność jednostki jest chroniona konstytucyjnie w art. 47. Natomiast art. 51 Konstytucji odnosi się do przetwarzania informacji o jednostce („Nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby”). Ochrona prywatności wynika także z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Prawo do prywatności może być ograniczone zgodnie z zasadami z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Ograniczenia muszą być jednak określone w ustawie, nie mogą naruszać istoty prawa do prywatności oraz muszą być konieczne w demokratycznym państwie prawnym dla ochrony: bezpieczeństwa, porządku publicznego, ochrony środowiska, zdrowia, moralności publicznej czy wolności i praw innych osób. Muszą też spełniać wymóg proporcjonalności.

Ochrona prywatności jednostki wiąże się z jej godnością (art. 30 Konstytucji). Poszanowanie godności jest też podstawową zasadą prawa pracy. Zgodnie z art. 111 Kodeksu pracy, pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika.

Z kolei według art. 222 Kodeksu pracy korzystanie przez pracodawcę z monitoringu jest dopuszczalne, gdy jest to niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa pracowników, ochrony mienia, kontroli produkcji lub zachowania w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Przepis ten nie przewiduje celów, dla których monitoring został wprowadzony w omawianym przypadku - podkreśla Adam Bodnar.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka działalność zawodowa jednostki ma swój prywatny wymiar. Ingerencja w tę sferę wymaga wyraźnej podstawy prawnej i musi realizować konkretne, określone w prawie cele.

Dane biometryczne zaliczono do kategorii danych objętych szczególną ochroną po wejściu w życie RODO. Artykuł 9 RODO wprowadza generalny zakaz przetwarzania danych biometrycznych w celu jednoznacznego zidentyfikowania osoby fizycznej oraz wskazuje wyjątki od tego zakazu.

Zgodnie z RODO dane biometryczne oznaczają „dane osobowe, które wynikają ze specjalnego przetwarzania technicznego, dotyczą cech fizycznych, fizjologicznych lub behawioralnych osoby fizycznej oraz umożliwiają lub potwierdzają jednoznaczną identyfikację tej osoby, takie jak wizerunek twarzy lub dane daktyloskopijne”. Określone w RODO cechy fizyczne i fizjologiczne mogą obejmować m.in. linie papilarne, wygląd siatkówki lub tęczówki oka, owal twarzy, kształt małżowiny usznej, geometrię ręki, układ naczyń krwionośnych dłoni, głos i jego barwę. Cechy behawioralne to np. charakter pisma, dynamika pisania i sposób poruszania się.

W tej sytuacji dane przetwarzane w banku PKO BP należy uznać za dane objęte szczególną ochroną. Wraz z rozwojem nowych technologii dane biometryczne mogą ujawniać coraz więcej informacji (np. techniki rozpoznawania twarzy stosuje się do monitoringu pacjentów, dzięki czemu możliwe jest uzyskanie danych o ich stanie zdrowia).

Warto więc z dużą ostrożnością podchodzić do zbierania takich danych, biorąc pod uwagę również etyczne aspekty stosowania omawianych technologii – podkreśla Rzecznik.

VII.501.166.2019

Nie pracujemy nad powołaniem Rady ds. Leczenia Niepłodności - resort zdrowia odpowiada Rzecznikowi

Data: 2019-10-15
  • Nie są prowadzone prace zmierzające do powołania Rady ds. Leczenia Niepłodności
  • Tym jednym zdaniem Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało Rzecznikowi Praw Obywatelskich, zaniepokojonemu niepowołaniem Rady
  • Tymczasem taki obowiązek wynika z ustawy o leczeniu niepłodności z 2015 r. 

Art. 72 ustawy przewiduje utworzenie Rady ds. Leczenia Niepłodności jako organu opiniodawczo-doradczego ministra zdrowia. Ma się ona składać z ekspertów z różnych dyscyplin naukowych, zwłaszcza prawa i medycyny, oraz filozofii w zakresie etyki. Zgodnie z ustawą to właśnie minister powołuje członków Rady i w określonych ustawowo przypadkach może ich odwołać.

Do zadań Rady należy m.in. opracowywanie i opiniowanie projektów aktów normatywnych i innych dokumentów w zakresie leczenia niepłodności. Ponadto ma ona podejmować działania informacyjne dotyczące m.in. czynników wpływających na potencjał rozrodczy człowieka czy metod leczenia niepłodności. Ponadto Rada ma za zadanie upowszechniać standardy postępowania oraz zasady deontologiczne w zakresie leczenia niepłodności, w tym stosowania procedur medycznie wspomaganej prokreacji.

Rzecznik od lat zajmuje się problematyką leczenia niepłodności i podejmuje działania dotyczące m.in. dostępu do aktualnych metod leczniczych czy finansowania metody in vitro. Dlatego w sprawie niepowołania Rady interweniował już w 2017 r. Zgodnie z ówczesną informacją resortu zdrowia, nie planowano jej powołania.

We wrześniu 2019 r. RPO ponowił pytanie w tej sprawie. W jego ocenie brak Rady pozbawia skuteczności przepisów ustawy jej dotyczących. To zaś prowadzi do osłabienia przestrzegania praw obywatelskich.

Istnienie takiego gremium ma istotne znaczenie z perspektywy zapewnienia odpowiedniej jakości świadczeń zdrowotnych i upowszechniania wiedzy wśród społeczeństwa oraz dobrych zasad postępowania pośród lekarzy w zakresie leczenia niepłodności. Dlatego celowo jest powołanie Rady, która kompleksowo i w sposób ciągły zajęłaby się tą problematyką.

- W odpowiedzi na pismo z dnia 17 września 2019 r.  w sprawie utworzenia zgodnie z art. 72 ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności (Dz. U. z 2017 r. poz. 865, z późn. zm.) Rady do spraw Leczenia Niepłodności, jako organu opiniodawczo-doradczego ministra właściwego do spraw zdrowia, uprzejmie informuję, iż obecnie nie są prowadzone prace zmierzające do jej powołania – głosi odpowiedź Macieja Miłkowskiego, podsekretarza stanu w MZ. Pismo nie zawiera żadnego uzasadnienia.

VII.5002.6.2015

Odpowiedź rządu na wystąpienie RPO milczy nt. Pegasusa

Data: 2019-10-03
  • Koordynator Służb Specjalnych nie udzielił RPO merytorycznej odpowiedzi na wątpliwości dotyczące domniemanego zakupu systemu inwigilującego Pegasus przez Centralne Biuro Antykorupcyjne
  • Rzecznik postulował także, by zapewnić niezależny, efektywny system kontroli nad służbami specjalnymi
  • Minister Maciej Wąsik odpisał, że w Polsce istnieje wieloskładnikowy system nadzoru i kontroli nad działalnością służb
  • Zapewnił też, że kontrolę operacyjną prowadzą one zgodnie z przepisami prawa

9 września 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Prezesa Rady Ministrów i Przewodniczącego Sejmowej Komisji ds. służb specjalnych. Tematem była opisana przez TVN sprawa domniemanego posiadania przez CBA od dwóch lat systemu Pegasus. Umożliwia on pozyskanie wszelkich informacji z każdego smartfona - po przełamaniu zabezpieczeń i zainstalowaniu niewykrywalnego w praktyce oprogramowania, które pozwala przejąć kontrolę nad urządzeniem.

Sprawa budzi najwyższe obawy Rzecznika i rodzi potrzebę natychmiastowego wyjaśnienia. W ocenie Adama Bodnara, jeżeli ustalenia dziennikarzy potwierdziłyby się, to istnieje niemal pewność, że zasada legalizmu (art. 7 w związku z art. 2 Konstytucji RP) została naruszona. 

- Żaden bowiem przepis prawa nie pozwala żadnemu organowi państwowemu na przełamywanie zabezpieczeń i przechwytywanie, a także wykorzystywanie, w ten sposób treści przekazów komunikacyjnych oraz uzyskiwanie dostępu do wszelkich informacji i danych z urządzenia mobilnego – wskazał. Nie zezwalają na to również przepisy regulujące zasady kontroli operacyjnej.

Rzecznik nigdy nie kwestionował potrzeby stosowania kontroli operacyjnej. W przypadku działania systemu Pegasus problemem jest jednak nie tylko nieproporcjonalne wykorzystanie zasadniczo dopuszczalnych środków, lecz w ogóle działanie służb bez żadnej podstawy prawnej, co wyklucza badanie proporcjonalności.

Zasada legalizmu wymaga, by wykreowany został mechanizm, który z jednej strony umożliwiłby służbom efektywną walkę z zagrożeniami, ale i zapewniał niezależny nadzór nad działalnością służb. Na taką potrzebę RPO wielokrotnie wskazywał w wystąpieniach do różnych organów państwa. W ocenie Rzecznika obecnie taki system nie funkcjonuje. Tymczasem zarówno z orzecznictwa sądów międzynarodowych (w szczególności ETPCz, ale również TSUE) jasno wynika, jak taki system powinien wyglądać i jakie kryteria powinien spełniać.

Dlatego RPO zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego o pilne wyjaśnienie sprawy systemu Pegasus, o przedstawienie wszelkich analiz i wyników kontroli oraz o stanowisko w sprawach problemów systemowych. Do przewodniczącego speckomisji wystąpił o stanowisko Komisji w tej sprawie.

Odpowiedź Macieja Wąsika

- Minister Koordynator informuje, że służby specjalne prowadzą swoje działania w oparciu o przepisy polskiego prawa. Kontrola operacyjna jest prowadzona w uzasadnionych i opisanych prawem przypadkach, po uzyskaniu zgody Prokuratura Generalnego i wydaniu postanowienia przez sąd. Z uwagi na ograniczenia prawne Minister Koordynator nie odnosi się do szczegółowych pytań dotyczących technik, metod i form pracy operacyjnej, ani nie komentuje doniesień medialnych we wskazanym zakresie - odpisał 27 września 2019 r. RPO minister Maciej Wąsik, sekretarz stanu i sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych.  

Zaznaczył, że RPO formułuje opinie, iż „istnieje niemal pewność” naruszenia zasady legalizmu przez służby specjalne, opierając się wyłącznie na założeniu, iż ustalenia dziennikarzy TVN mają poparcie w faktach.

Oceniając, że pismo Rzecznika zawiera zarzuty, oceny i opinie nie mające należytego umocowania w przepisach prawa oraz faktach, Maciej Wąsik przypomniał szczegółowe regulacje prawa odnoszące się do możliwości stosowania kontroli operacyjnej.

- Formułowanie zarzutów o działania bezprawne w zakresie stosowania kontroli operacyjnej należy poprzedzić analizą konkretnego przypadku. zaś w szczególności weryfikacją czy opisana prawem procedura została zachowana. Tymczasem Rzecznik Praw Obywatelskich formułuje zarzuty bez informowania o przeprowadzonej analizie, wydając swoją opinię bez uzasadnienia i argumentów - napisał Maciej Wąsik.

W jego ocenie RPO w żaden sposób nie wykazał również, aby przytoczony w jego piśmie standard dopuszczalności ingerencji organów państwowych w informacje przekazywane przez obywateli i treść komunikacji, wypracowany w orzecznictwie ETPCz i TSUE został naruszony przez polskie przepisy regulujące przesłanki i sposób prowadzenia kontroli operacyjnej.

Zdaniem ministra bezpodstawne (bez przytoczenia jakichkolwiek faktów) formułowanie przez RPO ogólnikowego zarzutu jakoby „organy państwowe korzystają z systemów, które pozwalają na pozyskanie informacji mogących stanowić dowód w postępowaniu, czyniąc to wbrew obowiązującym przepisom” podważa wiarygodność RPO jako organu państwa, który stoi na straży wolności i praw człowieka i obywatela.

Odnosząc się do argumentu RPO o braku niezależnego, efektywnego systemu kontroli nad służbami, Maciej Wąsik uznał go za całkowicie niezrozumiały, bez dokonania choćby próby analizy stanu prawnego.

- Należy przede wszystkim zauważyć, że już aktualny system nadzoru nad działalnością służb specjalnych spełnia cytowany postulat łączenia w sobie kontroli wykonawczej, nadzoru parlamentarnego, uwzględnienia roli organów eksperckich i kontroli sądowej - uznał.

Przypomniał, że:

  • służby specjalne są poddane bieżącemu nadzorowi konstytucyjnych organów administracji rządowej tj. Prezesa Rady Ministrów oraz właściwych ministrów, a Minister Koordynator Służb Specjalnych z upoważnienia Prezesa Rady Ministrów wykonuje zadania w zakresie nadzoru, kontroli i koordynacji służb specjalnych;
  • dodatkową ścieżką kontroli działalności służb specjalnych jest działalność Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, utworzonego przy Radzie Ministrów;
  • parlament sprawuje kontrolę nad działalnością służb specjalnych za pomocą stałej sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych;
  • bardzo istotną rolę w procesie kontroli nad działalnością służb sprawują organy wymiaru sprawiedliwości oraz prokuratura.

Według Macieja Wąsika przedstawiony przez niego szczegółowy opis stanu prawnego jasno wykazuje istnienie i funkcjonowanie wieloskładnikowego systemu nadzoru i kontroli nad działalnością służb, ukształtowanego zgodnie z przytoczonymi między narodowymi standardami.

- W związku z tym zarzut RPO o braku istnienia efektywnego systemu kontroli nad działalnością służb należy uznać za bezzasadny. Stanowczo podkreślam, że kontrola operacyjna w służbach specjalnych, które nadzoruje Minister Koordynator, prowadzona jest zgodnie z przepisami prawa, ma charakter subsydiarny i jest zarządzana za zgodą Prokuratora Generalnego i po wydaniu odpowiedniego postanowienia przez sąd.

- Mając na uwadze rolę i znaczenie Rzecznika Praw Obywatelskich, Minister Koordynator przekazuje powyższe informacje, mając nadzieję, że pomogą one Panu Rzecznikowi w sposób lepszy zrozumieć system prawny, który reguluje działalność służb specjalnych, w szczególności zaś sposób prowadzenia kontroli operacyjnej w Polsce. Liczę na to, że niniejsza korespondencja pomoże również w rzetelnej ocenie pojawiających się w mediach doniesień, często mających charakter spekulacji i insynuacji – brzmi konkluzja odpowiedzi Macieja Wąsika.

VII.519.2.2019

RPO w sprawie konieczności powołania Rady do spraw Leczenia Niepłodności

Data: 2019-09-24
  • Ministerstwo Zdrowia nie powołało Rady do spraw Leczenia Niepłodności, mimo że taki obowiązek wynika z ustawy o leczeniu niepłodności
  • W przekonaniu Rzecznika powołanie takiego gremium eksperckiego jest niezwykle istotne
  • Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie

Rzecznik Praw Obywatelskich od lat zajmuje się problematyką leczenia niepłodności i podejmuje szereg działań w tym obszarze, dotyczących m.in. dostępu do aktualnych metod leczniczych czy finansowania metody in vitro. W przeszłości Rzecznik interweniował również w sprawie niepowołania przez Ministra Zdrowia Rady ds. Leczenia Niepłodności. Zgodnie z informacją przedstawioną przez resort zdrowia w piśmie z 2017 r., Ministerstwo nie planowało powołania Rady, mimo że taki obowiązek wynika z ustawy o leczeniu niepłodności. W ocenie Rzecznika brak inicjatywy w tym zakresie prowadzi do pozbawienia skuteczności przepisów zamieszczonych w rozdziale 11 ustawy, dotyczących działalności Rady, a co za tym idzie do osłabienia przestrzegania praw obywatelskich.

Art. 72 ustawy przewiduje utworzenie Rady do spraw Leczenia Niepłodności, jako organu opiniodawczo-doradczego ministra zdrowia, składającego się z ekspertów z różnych dyscyplin naukowych, w szczególności prawa i medycyny, oraz filozofii w zakresie etyki. Zgodnie z ustawą to właśnie minister powołuje członków Rady i, w określonych ustawowo przypadkach, może ich odwołać.

Istnienie takiego gremium eksperckiego, jakim jest Rada ma istotne znaczenie z perspektywy zapewnienia odpowiedniej jakości świadczeń zdrowotnych i upowszechniania wiedzy wśród społeczeństwa oraz dobrych zasad postępowania pośród lekarzy w zakresie leczenia niepłodności. W związku z tym, celowe wydaje się podjęcie działań zmierzających do powołania Rady, która kompleksowo i w sposób ciągły zajęłaby się tą problematyką.

PUODO: na razie nie ma podstaw do twierdzenia, że dane przechowywane w MS wyciekły stamtąd nielegalnie

Data: 2019-09-23
  • Prezes UODO Jan Nowak dostał już pierwsze wyjaśnienia w sprawie farmy trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości: z samego resortu i z KRS.
  • Wyjaśnienia są jednak na tyle niewystarczające, że nie sposób na razie ustalić, w jakim kierunku pójdą kolejne działania Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
  • O działania Urzędu pytał Rzecznik Praw Obywatelskich.

Chodzi o sprawę farmy trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości czyli o zorganizowany proceder szkalowania w mediach społecznościowych sędziów nieprzychylnych rządowej reformie wymiaru sprawiedliwości. Sprawa zakończyła się na razie dymisją wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka i utratą stanowisk i delegacji kilku sędziów zatrudnionych w resorcie i KRS.

RPO zauważa jednak, że sprawa nie ma tylko moralnego wydźwięku – nosi bowiem znamiona poważnych naruszeń prawa. Informacje kolportowane o sędziach mogły bowiem pochodzić z teczek osobowych sędziów. Dlatego RPO pytał prezesa UODO - instytucji odpowiedzialnej za ochronę danych osobowych obywateli, co udało mu się ustalić w tej sprawie.

Prezes Jan Nowak odpowiedział, że w ramach postępowań prowadzonych z urzędu uzyskał dotychczas odpowiednio: informacje od sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Michała Wójcika i od inspektora ochrony danych osobowych, radcy ministra w Ministerstwie Sprawiedliwości Tomasza Osmólskiego oraz wiceprezesa KRS Wiesława Johanna.

Po analizie tych informacji prezes Nowak zwrócił się zarówno do Ministerstwa Sprawiedliwości i do Krajowej Rady Sądownictwa o dalsze wyjaśnienia i dowody w sprawie. „Kolejne czynności Prezesa zależą od treści uzyskanych materiałów i dowodów oraz wynikami ich analizy”. Na obecnym etapie nie jest możliwe rozstrzyganie ani w przedmiocie dalszego przebiegu postępowań ani „kierunku działań” organu poza wskazaniem, że działania te realizowane są w ramach RODO.

Co wiadomo o postępowaniu w MS i danych, jakie są tam przechowywane

Wiceminister Wójcik i inspektor Osmólski napisali do PUODO, że nie ma dowodów na naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych w Ministerstwie Sprawiedliwości, a pytani o to dyrektorzy komórek Ministerstwa nie stwierdzili „wystąpienia incydentu o takim charakterze. Dotyczy to zarówno danych przetwarzanych w formie papierowej, jak również nie stwierdzono wycieku danych z systemów teleinformatycznych resortu”.

„Zaznaczyć należy, że podsekretarz stanu Łukasz Piebiak w ramach pełnionej funkcji uprawniony był do przetwarzania danych kadrowych sędziów, a także posiadał stosowane upoważnienie do przetwarzania danych osobowych. Jednocześnie postępowanie wyjaśniające w tej sprawie wszczęła Prokuratura” – napisał Tomasz Osmólski. Dodał, że do chwili obecnej Prokuratura (podległa Ministrowi Sprawiedliwości – red.) nie przekazała informacji dotyczących wyników prowadzonego postępowania.

Inspektor Osmólski opisał też, jakie dane sędziów przechowywane są w Ministerstwie Sprawiedliwości (Dokumentacja ta najczęściej powstaje w związku z inicjowanymi przez sędziego procesami kadrowymi - np. wniosek o przeniesienie na inne miejsce służbowe, wniosek o udzielenie urlopu dla poratowania zdrowia - i zawiera dane osobowe, w tym dane wrażliwe, które sędzia sam zdecydował się przekazać Ministrowi Sprawiedliwości na potrzeby rozpatrywania konkretnej sprawy).

Zapewnił, że dokumenty te nie są udostępniane poza budynkiem Ministerstwa Sprawiedliwości przy Al. Ujazdowskich 11.

Co wiadomo o sposobie przechowywania danych osobowych w Krajowej Radzie Sądownictwa

Krajowa Rada Sądownictwa dysponuje danymi osobowymi kandydatów na sędziów oraz samych sędziów ubiegających się o funkcje w wymiarze sprawiedliwości. Dane - w odniesieniu do postępowań nominacyjnych na stanowiska sędziowskie w sądach powszechnych - wpływają za pośrednictwem systemu teleinformatycznego „e-nominacje”. Jest to system, który prowadzi Minister Sprawiedliwości. Administratorami danych osobowych są: Minister Sprawiedliwości, prezesi właściwych sądów oraz Krajowa Rada Sądownictwa (są tam między innymi: numer PESEL, imię, nazwisko, imię ojca, imię matki, data urodzenia, miejsce urodzenia, stanowisko pracy, miejsce zamieszkania, miejsce pracy, stopnie wojskowe, tytuły naukowe, stan zdrowia w tym zaświadczenia: lekarskie i psychologiczne, informacje z Krajowego Rejestru Karnego, informacje sporządzoną przez policję).

Dane osobowe sędziów są również przetwarzane w systemie informatycznym wspomagającym obsługę wniosków o powołanie do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego zwanym: „eKRS” - dostęp następuje poprzez spersonalizowany login i hasło członka Krajowej Rady Sądownictwa lub upoważnionego pracownika oraz w systemie informatycznym wspomagającym monitorowanie toku spraw z zakresu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów zwanym: „eKRS rzecznik” - dostęp następuje poprzez spersonalizowany login i hasło Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych.

Akta osobowe uczestników postępowań toczących się przed Krajową Radą Sądownictwa po wpłynięciu do Biura Krajowej Rady Sądownictwa są przechowywane w pokojach Zespołu Spraw Osobowych Sędziów w Wydziale Organizacyjnym Biura Krajowej Rady Sądownictwa w oddzielnie zabezpieczonym skrzydle siedziby Rady. Dostęp do akt osobowych posiadają członkowie Krajowej Rady Sądownictwa i upoważnieni pracownicy Biura Krajowej Rady Sądownictwa. Akta osobowe są przechowywane w szafach metalowych zamykanych na klucz, zaś klucze te są przechowywane w sejfach (sędzia Johann podaje precyzyjnie, jakie są to typy szaf metalowych). Akta osobowe udostępniane są również członkom Krajowej Rady Sądownictwa w pomieszczeniach o ograniczonym dostępie.

Klucze do pomieszczeń przechowywane są na portierni w sposób uniemożliwiający dostęp do nich osobom niepowołanym, a ich wydawanie i zwrot odnotowywane jest w odpowiedniej ewidencji.

Zdaniem Wiesława Johanna dane są więc przechowywane bezpiecznie, a z drugiej strony – do danych ujawnianych w aferze farmy trolli w MS można dotrzeć w inny sposób niż poprzez KRS.

VII.522.4.2019

Błędy przy decydowaniu o odebraniu władzy rodzicielskiej i adopcji. Wyrok ETPCz

Data: 2019-09-16
  • 10 września 2019 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie Strand Lobben i Inni przeciwko Norwegii (skarga nr 37283/13)
  • Sprawa dotyczyła decyzji sądu norweskiego o odebraniu władzy rodzicielskiej matce i pozwoleniu rodzinie zastępczej na adopcję jej syna.

Z uwagi na problemy w czasie ciąży kobieta zwróciła się do opieki społecznej o pomoc. Zaakceptowała propozycję, że będzie mogła przebywać w ośrodku rodzinnym w czasie pierwszych miesięcy życia dziecka, ale służby społeczne będą w tym czasie oceniać jej sytuację (ewaluacja). Ponieważ po miesiącu opuściła ośrodek, dziecko zostało przymusowo umieszczone w ośrodku dla dzieci a następnie w rodzinie zastępczej. Jako przyczynę podano wątpliwości co do tego, czy dziecko jest karmione w stopniu pozwalającym na jego przeżycie.

Sąd rodzinny podkreślił, że pobyt w rodzinie zastępczej jest najlepszym rozwiązaniem, kiedy są tak poważne wątpliwości, czy matka ma odpowiednie umiejętności, aby zająć się dzieckiem. Jednocześnie sąd uregulował jej kontakty z dzieckiem wskazując, że nie powinny one jednak doprowadzić do odzyskania dziecka – stąd ich częstotliwość: cztery razy w roku.

Rodzina zastępcza w grudniu 2011 r. adoptowała dziecko na podstawie decyzji Regionalnej Opieki Społecznej – organu złożonego z prawnika, psychologa i jeszcze jednej osoby. Organ ten odebrał władzę rodzicielską matce i zezwolił na adopcję. W ciągu 3 dni przesłuchał 21 świadków, konkludując, że adopcja będzie w najlepszym interesie dziecka. W toku procedury odwoławczej sądy przyznając, że sytuacja matki uległa poprawie (wyszła za mąż i miała kolejne dziecko w 2011 r.), stwierdziły, że jednak nie wykazały poprawy w zrozumieniu jej syna, który był psychicznie narażony i potrzebował spokoju, bezpieczeństwa i wsparcia. Wskazywała na to 3-letnia obserwacja kontaktów matki z dzieckiem, z której wynikało, że dziecko nie było  psychicznie związane z biologiczną matką.

Trybunał stwierdził, że decyzje o odebraniu władzy rodzicielskiej oraz pozwoleniu na adopcję jednoznacznie wpłynęła na prawo skarżących do poszanowania ich życia prywatnego i rodzinnego. Mimo że ingerencja była zgodna z prawem oraz uzasadniona ochroną zdrowia i obyczajów, a także prawami i wolnościami syna skarżącej, to władze krajowe nie próbowały przeprowadzić prawdziwego testu wyważenia między interesami dziecka oraz jego biologicznej rodziny ani wziąć pod uwagę rozwoju w rodzinie swojej matki, a mianowicie, że w między czasie wyszła za mąż i miała drugie dziecko. Sądy nigdy nie wzięły na poważnie możliwości jego powrotu do biologicznej rodziny.

Trybunał zauważył, że decyzje zostały oparte na ustaleniu niezdolności matki do odpowiedniej opieki nad synem z uwagi na jego szczególne potrzeby jako narażone dziecko. Mimo to, decyzje oparte zostały na braku związku psychicznego matki z dzieckiem i ich znikomym kontakcie, ponieważ spotkania w ramach utrzymywania kontaktów między matką i synem po jego umieszczeniu w rodzinie zastępczej były nieliczne i odległe, zawsze w obecności matki zastępczej i kuratora – nie mogły więc doprowadzić do zawiązania relacji. Ich celem nigdy nie było przywrócenie dziecka do biologicznej rodziny. Nadto zgromadzono zbyt mały materiał dowodowy co do zdolności do opieki matki dziecka. Nadto, w toku postępowania w 2012 r. oparto się na nieaktualnych opiniach biegłych psychologów wydanych w 2010 r. W końcu, decydujące znaczenie miało szczególne potrzeby syna skarżącej jako narażonego dziecka. Sądy jednak nie przeprowadziły żadnej dogłębnej analizy charakteru jego narażenia, ani wyjaśnienia jak mógł nadal być narażony pomimo państwowej opieki nad nim od trzeciego tygodnia życia.

Z tych przyczyn, postępowanie sądowe nie zagwarantowało należytej analizy wszystkich poglądów i interesów. Postępowaniu nie towarzyszyły zatem gwarancje, które mogłyby odpowiadać wadze ingerencji oraz powadze interesów do wyważenia.

W konsekwencji, Trybunał stwierdził 13 głosami do 4 naruszenie Artykułu 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego) Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w stosunku do obu skarżących: matki i syna.

RPO ma wątpliwości dotyczące zakupu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne systemu Pegasus

Data: 2019-09-13
  • Jak donosi TVN24 w posiadaniu CBA od dwóch lat jest system Pegasus służący do inwigilowania i niejawnego nadzoru.
  • Rzecznik Praw Obywatelskich nigdy nie kwestionował potrzeby stosowania kontroli operacyjnej.
  • Jednak zasada legalizmu wymaga, by wykreowany został mechanizm, który z jednej strony umożliwiłby służbom efektywną walkę z zagrożeniami, ale i zapewniał nadzór nad działalnością służb.
  • Obecnie taki system kontroli nad działalnością służb nie istnieje, dlatego RPO zwrócił się do Prezesa Rady Ministrów oraz Przewodniczącego Komisji do spraw Służb Specjalnych.

Jedna ze stacji telewizyjnych (TVN24) przeprowadziła dochodzenie dziennikarskie, z którego wynika, że w posiadaniu Centralnego Biura Antykorupcyjnego od dwóch lat jest system o nazwie Pegasus. System ten ma być obecnie najdoskonalszym narzędziem inwigilacji i niejawnego nadzoru wycelowanym w konkretne osoby poprzez program operacyjny instalowany na urządzeniach mobilnych, wykorzystywanym również przez służby specjalne innych państw. Istota tego systemu polega na możliwości pozyskania wszelkich informacji z każdego telefonu komórkowego typu smartfon, po dokonaniu przełamania zabezpieczeń i zainstalowaniu niewykrywalnego w praktyce oprogramowania, pozwalającego przejąć kontrolę nad urządzeniem.

Materiał ujawniony przez dziennikarzy budzi najwyższe obawy Rzecznika Praw Obywatelskich i rodzi potrzebę natychmiastowego wyjaśnienia przedstawionych informacji. Zarówno w kontekście dopuszczalności inwigilowania obywateli przez służby, jak i w związku z nadal nieistniejącym systemem niezależnego nadzoru nad niejawnymi działaniami organów państwowych oraz ze sposobem wydatkowania środków publicznych z funduszy, które miały służyć zupełnie innym celom.

Kontrola operacyjna jest narzędziem stosowanym przez organy ścigania i służby specjalne na całym świecie. Umożliwia ona realne prowadzenie czynności, do których te służby zostały powołane. Trudne, jeżeli nie niemożliwe, byłoby zapewnienie bezpieczeństwa państwu i jego obywatelom, bez dopuszczenia do korzystania z niejawnych technik operacyjnych. Jednak nie można zapominać, że czynności operacyjno-rozpoznawcze w swojej istocie w sposób poważny ingerują w fundamentalne wolności i prawa człowieka, w prawo do prywatności czy wolność komunikowania się. Rzecznik podkreślił, że działania nakierowane na ochronę bezpieczeństwa obywateli nie mogą w sposób nieograniczony ingerować w inne dobra prawne – zbyt duży zakres dopuszczalnej ingerencji prowadziłby niewątpliwie do ryzyka poważnych nadużyć polegających na wykorzystywaniu szerokich uprawnień przez organy państwa w celu realizacji dobra nie tyle wspólnego, co bardziej partykularnego interesu służb.

Rzecznik zwrócił uwagę, że w przypadku działania systemu Pegasus problemem jest jednak nie tylko nieproporcjonalne wykorzystanie zasadniczo dopuszczalnych środków, lecz w ogóle działanie służb bez żadnej podstawy prawnej, co wyklucza badanie proporcjonalności. W kontekście domniemanego zakupu systemu i użytkowania go przez polskie służby państwowe – jeżeli potwierdzą się ustalenia dziennikarzy – istnieje niemal pewność, że konstytucyjna zasada legalizmu została naruszona. Żaden bowiem przepis prawa nie pozwala żadnemu organowi państwowemu na przełamywanie zabezpieczeń i przechwytywanie, a także wykorzystywanie, w ten sposób treści przekazów komunikacyjnych oraz uzyskiwanie dostępu do wszelkich informacji i danych z urządzenia mobilnego. Również przepisy prawa regulujące zasady stosowania kontroli operacyjnej na to nie zezwalają. Nie dopuszczają tego nawet przepisy ustawy o działaniach antyterrorystycznych, ani żadne inne przepisy regulujące działania poszczególnych służb, w tym w szczególności przepisy ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym.

Wielokrotnie w swoich wystąpieniach kierowanych do różnych organów państwowych Rzecznik wskazywał także na istotę zapewnienia niezależnego systemu kontroli na działalnością służb. W ocenie Rzecznika, w chwili obecnej taki system nie funkcjonuje. Tymczasem zarówno z orzecznictwa sądów międzynarodowych (w szczególności ETPCz, ale również TSUE) jasno wynika, jak taki system powinien wyglądać i jakie kryteria powinien spełniać.

Wreszcie, Rzecznik odniósł się do źródła sfinansowania zakupu systemu Pegasus. W raporcie ogłoszonym w czerwcu 2018 r. Najwyższa Izba Kontroli wyraźnie wskazywała, że 29 września 2017 r. zawarto umowę z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym na kwotę 25 mln zł (umowa objęta jest klauzulą niejawności), w ramach realizacji przez jednostki sektora finansów publicznych zadań ustawowych związanych z ochroną interesów osób pokrzywdzonych i świadków, a także wykrywaniem i zapobieganiem przestępczości. W ocenie NIK, Ministerstwo Sprawiedliwości złamało prawo przekazując CBA te środki, co mogło stanowić naruszenie dyscypliny finansów publicznych. W efekcie tych działań, miliony złotych przeznaczone dla ofiar przestępstw popłynęły na zakup środków techniki specjalnej dla CBA, która to służba może wykorzystać je wbrew przepisom i zasadom obowiązującym w demokratycznym państwie prawnym.

Rzecznik zwrócił się do Premiera o pilne wyjaśnienie sprawy, o której mowa w doniesieniach dziennikarskich, dotyczących zakupu systemu Pegasus i przedstawienie wszelkich analiz i wyników przeprowadzonej kontroli, a także stanowisko w sprawach problemów systemowych podniesionych w niniejszym piśmie. Do Przewodniczącego sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych Rzecznik zwrócił się z prośbą o poinformowanie o stanowisku Komisji w tej sprawie.

VII.519.2.2019

Sprawa wysokich urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości i ich działań wobec obywateli. RPO prosi PUODO o informacje

Data: 2019-08-27
  • Jednym z najważniejszych zadań państwa w tych dniach jest dogłębne wyjaśnienie, czy ujawnione ostatnio działania pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości wobec obywateli, nie naruszają prawa.
  • RPO pisze o tym do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Jana Nowaka.
  • Działania podejmowane wobec sędziów, którzy nie zgadzają się ze zmianami w sądownictwie, nie są wyłącznie jednym z kolejnych przykładów zachowań, które nadają się do rozpatrywania tylko w kategoriach moralnych.
  • Działania te mogą bowiem nosić znamiona poważnych naruszeń prawa, prowadzących do podważenia podstawowych fundamentów zasad demokracji i państwa praworządnego.

RPO Adam Bodnar poprosił 27 sierpnia 2019 r. prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Jana Nowaka o odpowiedzi, jakie wpłyną do PUODO z Ministerstwa Sprawiedliwości, jak i Krajowej Rady Sądownictwa.

W ostatnich dniach opinia publiczna dowiedziała się o sytuacji, jaka miała miejsce w Ministerstwie Sprawiedliwości: w Ministerstwie Sprawiedliwości mogło dochodzić do bardzo poważnych naruszeń zasad ochrony danych osobowych sędziów, o których informacje – być może pochodzące z teczek osobowych – mogły być przekazywane osobom nieuprawnionym do ich posiadania – stwierdza RPO.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, do którego zadań należy badanie, czy wskutek działania lub zaniechania organów państwowych nie nastąpiło naruszenie prawa, dogłębne i wszechstronne wyjaśnienie tej sprawy zarówno przez organy prokuratury, jak i Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, jest jednym z najważniejszych zadań w tych dniach. Działania podejmowane wobec sędziów, którzy nie zgadzają się ze zmianami w sądownictwie, nie są wyłącznie jednym z kolejnych przykładów zachowań, które nadają się do rozpatrywania tylko w kategoriach moralnych. Działania te mogą bowiem nosić znamiona poważnych naruszeń prawa, prowadzących do podważenia podstawowych fundamentów zasad demokracji i państwa praworządnego.

Wielokrotnie w swoich wystąpieniach do różnych organów państwa RPO wskazywał na istotę ochrony wartości, jaką jest prywatność i w tym kontekście również potrzebę wzmacniania systemu ochrony danych osobowych wszystkich obywateli w relacji do władz państwowych. Wystąpienia te nie spotykały się jednak z należytą reakcją, co daje przypuszczenia i rodzi obawy, że treść art. 47 i 51 Konstytucji RP nie jest brana wystarczająco poważnie pod uwagę.

W tej chwili jednak priorytetem jest dogłębne i całościowe wyjaśnienie zdarzeń i ujawnienie mechanizmów, jakie miały miejsce w opisanej w mediach działalności urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości oraz być może innych podmiotów.

RPO z zadowoleniem przyjął zatem informację, która pojawiła się na stronie Urzędu Ochrony Danych Osobowych o wszczęciu postępowania wobec Ministerstwa Sprawiedliwości i Krajowej Rady Sądownictwa i skierowaniu wystąpień, w oparciu o art. 58 ust. 1 lit. a) i e) rozporządzenia RODO.

W związku z powyższym, działając na podstawie 13 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2018 r. poz. 2179 ze zm.) Adam Bodnar zwraca się o informowanie Rzecznika Praw Obywatelskich o przebiegu wszczętych postępowań, a w szczególności o bezzwłoczne przekazanie odpowiedzi, jakie wpłyną zarówno z Ministerstwa Sprawiedliwości, jak i Krajowej Rady Sądownictwa. Prosi również o poinformowanie Rzecznika Praw Obywatelskich o kierunku dalszych działań, jakie w tej sprawie zamierza podejmować Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

VII.522.4.2019

Czy planowana komisja ds. pedofilii ma zastąpić sądy? RPO ma wątpliwości

Data: 2019-08-26
  • RPO ma wątpliwości, czy komisja ds. pedofili powinna móc wpisywać do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym osoby, wobec których postępowania karne umorzono z powodu przedawnienia
  • Komisja ma bowiem decydować o ich winie. Tymczasem zgodnie z Konstytucją każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego winy prawomocnym wyrokiem nie stwierdzi sąd 
  • Czy dopuszczalne jest zatem powoływanie organów quasi-sądowych, orzekających w sprawach właściwych dla sądów? - pyta Rzecznik
  • Zarazem podkreśla konieczność zapewnienia praw ofiar przestępstw seksualnych, zwłaszcza tych, którzy nie ukończyli 15. roku życia

Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił  marszałek Sejmu Elżbiecie Witek opinię o projekcie ustawy powołującej Państwową Komisję ds. wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15 (druk sejmowy nr 3663).

Właściwy jest sam cel ustawy - wobec ujawnionych w ostatnim czasie niedostatków ochrony prawnej małoletnich ofiar przestępczości na tle seksualnym (m.in. chodzi o film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”). Jednak przyznanie Komisji prawa do wydawania postanowień o wpisie do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym budzi wątpliwości z perspektywy ochrony prawa do prywatności (art. 47 Konstytucji i  art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) oraz standardów odpowiedzialności karnej (art. 42 Konstytucji oraz art. 6 EKPCz). 

Rzecznik pozytywnie ocenia działania legislacyjne dla zapewnienia ochrony praw ofiar przestępstw seksualnych, przy szczególnym uwzględnieniu tych, którzy w chwili ich popełnienia nie ukończyli 15. roku życia. Docenia pochylenie się nad sytuacją osób dorosłych, które dopiero po dłuższym czasie są gotowe, by mówić o przemocy z dzieciństwa. 

Nie ma wątpliwości, że problem powinien zostać rozwiązany. Uprawnienia Komisji mają przede wszystkim wymiar prewencyjny i edukacyjny. Istotne jest również wsparcie ofiar. - Można jednak postawić pytanie, czy konieczne jest powoływanie kolejnego organu do tych celów, czy też może część zadań Komisji nie może być wykonywana przez istniejące organy - podkreśla RPO. 

Podstawowym organem ochrony praw jednostki są bowiem sądy. Ponadto funkcjonują takie organy, jak np. Rzecznik Praw Dziecka. Dlatego powołanie nowego organu powinno być powiązane z rzetelną analizą jego pozycji ustrojowej i zakresu kompetencji.

Wpis do Rejestru może ujawniać ofiary pedofilów

Zasadnicze wątpliwości Rzecznika budzą uprawnienia Komisji do wpisywania osób do Rejestru, który jest częścią Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Na mocy ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym, od 1 października 2017 r. w publicznym rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są dostępne dane osobowe, fotografie i miejscowości, w których przebywają osoby skazane za najpoważniejsze przestępstwa na tle seksualnym. Druga część rejestru, gromadząca również informacje o pozostałych sprawców przestępstw na tle seksualnym, jest dostępna tylko dla przedstawicieli określonych służb, w tym organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości oraz instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części rejestru są zamieszczone także numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania.

W trakcie prac nad tamtą ustawą Rzecznik wyrażał zastrzeżenia co do zgodności z Konstytucją przepisów o publicznym rejestrze. Miał wątpliwości z punktu widzenia zgodności z prawem do prywatności (art. 47 i 51 Konstytucji)  nie tyle w odniesieniu do sprawcy przestępstw, ile ewentualnych pokrzywdzonych z kręgu bliskich członków rodziny, jak również w ogóle członków rodziny (w małych społecznościach łatwo zidentyfikować takie osoby). 

Wątpliwości te potwierdziły się w praktyce. Do RPO wpływały wnioski członków rodzin osób (w tym dzieci), których dane trafiły do Rejestru. 22 lutego 2018 r. Rzecznik wystąpił w tej sprawie do Ministra Sprawiedliwości, wskazując na wtórną wiktymizację ofiar. Do dziś nie uzyskał odpowiedzi, mimo interwencji u Prezesa Rady Ministrów.

Projekt ustawy o Komisji rozszerza Rejestr o osoby, które może ona wpisać. Przewiduje, że w przypadku odmowy wszczęcia albo umorzenia postępowania z powodu przedawnienia karalności przestępstwa pedofilii, prokurator albo sąd przekazuje sprawę Komisji. Po postępowaniu wyjaśniającym może ona zdecydować o wpisie w Rejestrze lub nie wydać takiego postanowienia. Dane te mają być dostępne bez ograniczeń na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości.

To sąd decyduje o wpisie do Rejestru

Dotychczas w Rejestrze umieszczano dane osób skazanych za przestępstwa na tle seksualnym, a także tych, wobec których warunkowo umorzono postępowanie lub orzeczono środki zabezpieczające (w określonych przypadkach sąd może orzec, że dane sprawcy nie trafią do Rejestru). Są tam  także dane nieletnich, wobec których orzeczono środki wychowawcze, poprawcze lub wychowawczo-lecznicze albo którym wymierzono karę na podstawie ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich. 

Oznacza to, że umieszczenie danych osoby w Rejestrze jest konsekwencją orzeczenia sądu, przy zachowaniu konstytucyjnych gwarancji oraz niezależności sądów i niezawisłości sędziów. 

- Należy zatem zadać pytanie, czy wobec funkcjonowania w Polsce systemu sądownictwa, dopuszczalne jest powoływanie na podstawie ustawy organów quasi- sądowych orzekających w sprawach właściwych dla sądów – wskazuje Rzecznik. Chodzi o kwestię odpowiedzialności karnej, co do której Konstytucja przewiduje szczególnie silne gwarancje praw jednostki (art. 42 Konstytucji). 

Konstytucyjne prawo do sądu gwarantuje każdemu obronę jego interesów przed niezawisłym organem kierującym się wyłącznie obowiązującym w państwie prawem (wyrok TK z 12 marca 2002 r.). TK co prawda dopuszcza, aby pewne spory dotyczące sytuacji prawnej jednostki były rozstrzygane przez organy niesądowe. Ale to kompetencją sądów musi być jednak ostateczna weryfikacja rozstrzygnięcia organu. 

Jest wysoce wątpliwe, że może to mieć miejsce w wypadku odpowiedzialności karnej. Postępowanie prowadzone przez Komisję odnosi się bowiem do kwestii winy, a postanowienie Komisji jest podstawą umieszczenia danych osoby w Rejestrze. 

Tymczasem zgodnie z art. 42 ust. 3 Konstytucji każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu. Domniemanie niewinności gwarantuje również art. 6 ust. 2 EKPCz. A postępowanie przed komisją nie uwzględnia gwarancji właściwych dla postępowania karnego (art. 42 ust. 2 Konstytucji oraz art. 6 ust. 3 EKPCz).

W ocenie Rzecznika, realizacja celu ustawodawcy - unikania odpowiedzialności przez sprawców przestępstw seksualnych wobec dzieci - powinna się raczej wiązać ze zmianą terminów przedawnienia ścigania tych przestępstw. W takim wypadku sprawy rozstrzygałby sąd, przy zachowaniu wszystkich gwarancji procesowych.

RPO ma nadzieję, że zgłoszone wątpliwości uda się usunąć w toku prac parlamentarnych.

VII.501.136.2019

Policja: konwojowanie więźnia do lekarza z kajdankami na rękach i nogach - zasadne

Data: 2019-08-23
  • Z kajdankami na rękach i nogach więzień w asyście policji szedł przez miasto na wizytę do lekarza. Poskarżył się on RPO na poniżające traktowanie
  • Rzecznik uznał taki sposób konwojowania za nieuzasadniony, zbyt dolegliwy i nieproporcjonalny do ewentualnego zagrożenia
  • Policja podtrzymuje, że decyzja o zastosowaniu tych kajdanek była  usprawiedliwiona i słuszna 
  • Brak zaufania policji do konwojowanego wynikał m.in. z jego wcześniejszych skazań i z tego, że był doprowadzany do publicznej poradni zdrowia psychicznego, gdzie nie ma oddzielnych pomieszczeń do badań skazanych  

Mężczyzna odbywający karę pozbawienia wolności musiał zostać doprowadzony z aresztu sądu w dużym mieście do poradni zdrowia psychicznego. Drogę tę przebył pieszo, konwojowany przez dwóch policjantów. Użyli oni kajdanek zakładanych na nogi i na ręce (trzymane z przodu).

Na taki sposób konwoju skazany poskarżył się Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Za poniżający uznał fakt, że przechodnie mogli go widzieć z kajdankami na nogach. 

Zastosowanie tych środków policja uzasadniła faktem, że osadzony był recydywistą. Podczas wcześniejszego pobytu w więzieniu był zaś karany dyscyplinarnie za niewłaściwe odnoszenie się do Służby Więziennej.  Powołano się także na to, że był on doprowadzany do poradni zdrowia psychicznego.

Ustawa z 24 maja 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej stanowi, że kajdanek zakładanych na nogi, używanych równocześnie z kajdankami na ręce, można użyć m. in. wobec osób pozbawionych wolności. Rzecznik przypomniał, że ustawa nie zobowiązuje do tego w przypadku każdego konwojowania. Zawsze powinna to poprzedzić ocena, czy użycie danego środka jest niezbędne, proporcjonalne do stopnia zagrożenia oraz czy możliwe jest użycie środka mniej dolegliwego.  

Rzecznik uznał skargę za zasadną. Stosowanie podczas konwojowania pieszego kajdanek założonych na nogi jest bardzo dolegliwe, ponieważ wiąże się wystawieniem tej osoby na widok publiczny, gdy znajduje się w poniżającym położeniu. Dlatego ocena, jakich środków użyć, powinna uwzględniać naczelną zasadę traktowania osób pozbawionych wolności w sposób humanitarny, z poszanowaniem godności ludzkiej skazanego.

RPO wskazał, że policja pominęła, że mężczyzna odbywał krótkoterminową karę pozbawienia wolności 4 miesięcy, do której odbycia sam się zgłosił. Świadczy to o tym, że nie zamierzał uniknąć odbywania kary. Prawdopodobieństwo, że podejmie próby ucieczki, należało zatem ocenić jako nikłe. Dlatego zastosowanie, oprócz kajdanek na ręce, także kajdanek na nogi było nieuzasadnione i nadmiernie dolegliwe, nieproporcjonalne do zagrożenia stwarzanego przez konwojowanego.

Rzecznik wystąpił do komendanta wojewódzkiego policji o ponowne rozważenie sprawy i o skuteczniejsze zapewnienie praw osób pozbawionych wolności, które są konwojowane przez funkcjonariuszy.

Odpowiedź policji

- Zastosowanie wobec konwojowanego tego  środka przymusu podyktowane było przede wszystkim względami bezpieczeństwa konwoju - odpowiedział RPO zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Gorzowie Wlkp. mł. insp. Bogdan Piotrowski. Dodał, że było to zgodne z art. 11 pkt 9 ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej.

Podkreślił, że tylko ostatnia część konwoju prowadzona była pieszo - z uwagi na brak miejsc parkingowych pod Poradnią Zdrowia Psychicznego. Stwarzało to dodatkowe zagrożenia dla bezpieczeństwa konwoju i dawało podstawy do utrzymania zastosowanego środka przymusu. Konwój organizowano do publicznej placówki zdrowia, nie dysponującej  pomieszczeniami do badań osób skazanych. Konwojowani poruszali się ciągami ogólnie dostępnymi, w których zwiększało się prawdopodobieństwo próby odbicia konwojowanego, jego ucieczki lub innego wypadku.

- To dowódca konwoju, który odpowiada za sposób jego wykonania, podejmuje decyzję o rodzaju zastosowanego środka przymusu bezpośredniego. - W przypadku jakiegokolwiek zdarzenia podczas konwoju, skutkującego obrażeniami ciała u konwojowanego, jego ucieczką, bądź napaścią na osobę postronną konsekwencje swoich decyzji ponoszą konwojenci, a zwłaszcza dowódca konwoju – podał zastępca komendanta.

Policjanci kierowali się obiektywną oceną sytuacji, na podstawie informacji od Służby Więziennej, według których konwojowany był już karany za kradzieże, wymuszenia, oszustwo. Był też dwa razy karany dyscyplinarnie w zakładzie karnym za znieważenie funkcjonariusza SW i groźby wobec niego. Funkcjonariusze nie mogli zbagatelizować tych wiadomości. Skarżący miał być przewieziony na badania do Poradni Zdrowia Psychicznego, co mogło powodować dodatkowe wątpliwości w zakresie jego stabilności emocjonalnej. 

Dlatego brak zaufania do konwojowanego był uzasadniony, a decyzja o zastosowaniu, zgodnie z przepisami, kajdanek zakładanych na ręce i na nogi była w pełni usprawiedliwiona i słuszna. 

Według komendanta także w tym przypadku policjanci kierowali się zasadą, że środków przymusu należy używać proporcjonalnie do stopnia zagrożenia, w sposób wyrządzający możliwie najmniejszą szkodę, a od użycia środków należy odstąpić, gdy cel ich użycia został osiągnięty. Konwojowany nie miał problemów z wysiadaniem z pojazdu, wsiadaniem do niego i poruszaniem się. Konstrukcja kajdanek pozwala bowiem na stawianie swobodnych, naturalnych kroków. Zatem funkcjonariusze zastosowali środki adekwatne do sytuacji. - Zastosowali kajdanki na ręce trzymane z przodu, nie z tyłu, co byłoby znacznie bardziej uciążliwe. Kajdanki zdjęto konwojowanemu jak tylko został zrealizowany cel konwoju - podkreślił mł. insp. Bogdan Piotrowski.

Odnosząc się do wniosku RPO o ponowne rozpatrzenie skargi konwojowanego, zastępca komendanta wskazał, że Kodeks postępowania administracyjnego nie przewiduje takiej procedury w postępowaniu skargowym. Jedyną formą odwołania się od rozstrzygnięcia skargi przez organ niższego rzędu jest złożenie przez zainteresowanego kolejnej skargi do organu nadrzędnego. Skarżący nie odebrał zaś odpowiedzi policji, nie mógł zatem odnieść się do rozstrzygnięcia Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gorzowie Wlkp.

Uwagi ze stanowiska RPO zostaną uwzględnione podczas szkoleń oraz odpraw służb konwojowych – poinformował ponadto mł. insp. Bogdan Piotrowski.

IX.517.3112.2017

Rzecznik apeluje do prezydentów miast i starostów o powoływanie „powiatowych koronerów"

Data: 2019-08-09
  • W Polsce nadal nie ma urzędnika, który mógłby stwierdzać zgon i sprawowałby pieczę nad zwłokami 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich od lat apeluje o uregulowanie tej kwestii, ale bez skutku
  • Zwrócił się zatem do kilkudziesięciu włodarzy miast, by rozważyli powołanie - wzorem niektórych miejscowości - „powiatowego koronera” lub by zawierali umowy z podmiotem leczniczym na takie usługi

Mimo że śmierć zdarza się codziennie, wciąż nie mamy precyzyjnych przepisów i procedur dotyczących stwierdzania zgonu oraz pieczy nad zwłokami. W wielu państwach działa taka instytucja - koronera, który łączy potrzebną w takich przypadkach wiedzę prawniczą i medyczną.

Aby tego typu funkcja mogła istnieć w Polsce, trzeba zmienić przepisy. Obecnie zagadnienia dotyczące stwierdzania zgonu i wydawania karty zgonu reguluje ustawa z  31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Jej przepisy nie uwzględniają m.in. przemian w systemie ochrony zdrowia.

W Biurze RPO prowadzona była np. bulwersująca sprawa mężczyzny - ofiary  wypadku drogowego. W drodze do szpitala zmarł, wobec czego załoga karetki pogotowia wróciła na miejsce wypadku i tam zostawiła zwłoki. Ratownik medyczny nie jest bowiem uprawniony do stwierdzania zgonu. Uprawnienie takie ma lekarz pogotowia ratunkowego, ale do wypadków często wysyłani są  sami ratownicy. 

Problem pojawia się również w przypadku rodzin, których bliscy zmarli w domu. Dyspozytor często odmawia przyjazdu lekarza pogotowia, by stwierdził zgon i wypisał niezbędne dokumenty. Lekarz rodzinny może być zaś trudno dostępny (np. w weekendy), a bez karty zgonu rodzina nie może rozpocząć formalności z organizacją pogrzebu. 

15 maja 2014 r. RPO wystąpił do Ministra Zdrowia o podjęcie działań legislacyjnych, które zapewniłyby sprawne działanie w zakresie stwierdzenia zgonu oraz pieczy nad zwłokami i szczątkami ludzkimi. Mimo ponawiania tego postulatu do kolejnych ministrów, ustawa nie została znowelizowana (resort pracuje nad projektem, przewidującym instytucję koronera na poziomie województwa).

Był to również jeden z postulatów Porozumienia Zielonogórskiego z 7 stycznia 2015 r. Apelowano o powoływanie przez starostwa powiatowe osób odpowiedzialnych za stwierdzenie zgonu.

W kilku miejscowościach powierzono już lekarzom zadania koronera, opierając się na środkach samorządowych. Takie decyzje podjęli starostowie i prezydenci miast na prawach powiatu m.in. w Łodzi, Opolu czy Będzinie. W Piotrkowie Tryb. władze miasta zawarły umowy z pięcioma lekarzami, do których kontakty otrzymała policja i Straż Miejska. W Mysłowicach podpisano zaś umowę  z tamtejszym centrum zdrowia.

W związku z tym Rzecznik zwrócił się do starostów i prezydentów miast o rozważenie powołania takich „powiatowych koronerów” bądź o zawarcie umowy z podmiotami leczniczymi na świadczenie tego rodzaju usług.

BPK.519.89.2014

Minister Sprawiedliwości nie odpowiada RPO - choć zobowiązała go do tego kancelaria premiera

Data: 2019-08-07
  • Od półtora roku Minister Sprawiedliwości nie odpowiada Rzecznikowi Praw Obywatelskich ws. kontroli osób wchodzących do sądów - choć dwa razy zobowiązała go do tego kancelaria premiera
  • Lekceważenie obowiązków wynikających z ustawy o RPO stanowi oczywiste naruszenie prawa
  • Ustawa wymaga, by każdy organ, który dostał wystąpienie Rzecznika, udzielał odpowiedzi nie później niż w ciągu 30 dni

2 marca 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości o informacje na temat aktualnego stanu prac ws. uregulowania uprawnień pracowników ochrony do kontroli osób wchodzących do sądów.  Dotychczas podstawą prawną tych działań są regulaminy sądów, a wymaga to ustawy, gdyż wiąże się z ograniczeniem konstytucyjnych praw i wolności.  O pracach nad zmianami w tej kwestii resort informował RPO 25 marca 2016 r.  Ponaglenie o odpowiedź RPO wysłał do MS w lipcu 2018 r.

Wobec braku reakcji 21 stycznia 2019 r. Rzecznik zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego, aby spowodował udzielenie odpowiedzi przez Ministra Sprawiedliwości. Potem RPO ponowił tę prośbę 7 maja 2019 r. 

Mimo dwukrotnej reakcji Prezesa Rady Ministrów - za pośrednictwem Michała Dworczyka (ministra-członka Rady Ministrów, wykonującego zadania szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów), który wysłał Ministra Sprawiedliwości odpowiednie pisma w tej sprawie 29 stycznia 2019 r. i 20 maja 2019 r. - Rzecznik nadal nie otrzymał odpowiedzi. 

- Lekceważenie obowiązków ustawowych wynikających z ustawy o RPO stanowi oczywiste naruszenie prawa – napisał RPO do ministra Michała Dworczyka w kolejnym piśmie z 5 sierpnia 2019 r.

Rzecznik poprosił ministra Michała Dworczyka  o zastosowanie środków przewidzianych w przepisach prawa w celu spowodowania udzielenia odpowiedzi Rzecznikowi przez Ministra Sprawiedliwości.  

Art. 15 ust. 2 ustawy z 5 lipca 1987 r. o RPO wymaga, by każdy organ otrzymujący wystąpienie Rzecznika udzielał na nie odpowiedzi bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu 30 dni.

VII.510.16.2014

Więzień szedł przez miasto z kajdankami na rękach i nogach. Rzecznik uznał jego skargę

Data: 2019-07-29
  • Z kajdankami na rękach i nogach więzień w asyście policji szedł przez miasto na wizytę do lekarza. Poskarżył się on RPO na poniżające traktowanie
  • Rzecznik uznał taki sposób konwojowania za nieuzasadniony, zbyt dolegliwy i nieproporcjonalny do ewentualnego zagrożenia
  • Skoro bowiem skazany sam zgłosił się do odbycia kary pozbawienia wolności - a były to niecałe 4 miesiące - to trudno uznać, by mógł podjąć próbę ucieczki
  • Decyzja, jakich środków przymusu użyć podczas konwoju, musi uwzględniać naczelną zasadę traktowania osób pozbawionych wolności - w sposób humanitarny i z poszanowaniem ich godności

Mężczyzna odbywający karę pozbawienia wolności musiał zostać doprowadzony z aresztu sądu w dużym mieście do poradni zdrowia psychicznego. Drogę tę przebył pieszo, konwojowany przez dwóch policjantów. Na ten czas użyli wobec niego środków przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek zakładanych na nogi i na ręce (trzymane z przodu).

Na taki sposób konwoju skazany poskarżył się Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Za poniżający uznał fakt, że przechodnie mogli go widzieć z kajdankami na nogach. 

Zastosowanie tych środków policja uzasadniła faktem, że osadzony był recydywistą. Podczas wcześniejszego pobytu w więzieniu był zaś karany dyscyplinarnie za niewłaściwe odnoszenie się do Służby Więziennej.  Powołano się także na to, że był on doprowadzany do poradni zdrowia psychicznego.

Ustawa z 24 maja 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej stanowi, że kajdanek zakładanych na nogi, używanych równocześnie z kajdankami na ręce, można użyć m. in. wobec osób pozbawionych wolności. Rzecznik przypomniał, że ustawa nie zobowiązuje do tego w przypadku każdego konwojowania. Zawsze powinna to poprzedzić ocena, czy użycie danego środka jest niezbędne, proporcjonalne do stopnia zagrożenia oraz czy możliwe jest użycie środka mniej dolegliwego.  

Rzecznik uznał skargę za zasadną. Stosowanie podczas konwojowania pieszego kajdanek założonych na nogi jest bardzo dolegliwe, ponieważ wiąże się wystawieniem tej osoby na widok publiczny, gdy znajduje się w poniżającym położeniu. Dlatego ocena, jakich środków użyć w takim przypadku, powinna być przeprowadzona wnikliwie i uwzględniać naczelną zasadę traktowania osób pozbawionych wolności w sposób humanitarny, z poszanowaniem godności ludzkiej skazanego.

Podejmując decyzję w tej sprawie, funkcjonariusze nie dysponowali wiedzą o postawie i zachowaniu osadzonego podczas aktualnego pobytu w zakładzie karnym. Pominęli zatem istotne okoliczności - które bez trudu mogli uzyskać od Służby Więziennej - że odbywał on krótkoterminową karę pozbawienia wolności w wymiarze niepełnych 4 miesięcy, do której odbycia sam się zgłosił.

- Świadczy to o tym, że nie zamierzał uniknąć odbywania kary - podkreślił Rzecznik. Prawdopodobieństwo, że podczas konwoju podejmie próby ucieczki, należało zatem ocenić jako nikłe. Dlatego zastosowanie, oprócz kajdanek na ręce, także kajdanek na nogi było nieuzasadnione i nadmiernie dolegliwe, nieproporcjonalne do zagrożenia stwarzanego przez konwojowanego.

Uznając, że taki sposób konwoju nie realizował ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, Rzecznik wystąpił do odpowiedniego komendanta policji o ponowne rozważenie sprawy. Zwrócił się też o podjęcie działań w celu skuteczniejszego zapewnienia praw osób pozbawionych wolności, które są konwojowane przez funkcjonariuszy.

IX.517.3112.2017

Osoby internowane przez sąd trafiają na oddziały ogólne szpitala psychiatrycznego. Interwencja Rzecznika

Data: 2019-07-29
  • Do jednego z przepełnionych szpitali psychiatrycznych nadal są kierowane osoby, które sąd uznał za nie mogące odpowiadać za popełnione przestępstwa z powodu niepoczytalności  
  • Takie osoby powinny trafiać na zabezpieczone oddziały psychiatrii sądowej
  • Z braku miejsc w takim oddziale osoby internowane są jednak umieszczane w oddziałach ogólnych tego szpitala
  • Rodzi to obawy dyrekcji szpitala o życie i zdrowie leczonych w nim pacjentów; ponadto pogarszają się warunki ich pobytu i leczenia

Jeśli sąd uzna, że osoba oskarżona o przestępstwo jest niepoczytalna, to nie podlega ona odpowiedzialności karnej. Postępowanie karne wobec sprawcy czynu jest wtedy umarzane, a sąd orzeka środek zabezpieczający w postaci umieszczenia w zakładzie psychiatrycznym. Nie określa się terminu takiego internowania. Środek ten wykonuje się w zakładach psychiatrycznych, które mają określone zabezpieczenia.

Rzecznik Praw Obywatelskich został zawiadomiony o piśmie, które do Komisji Psychiatrycznej ds. Środków Zabezpieczających skierował pewien Samodzielny Publiczny Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych.

Dyrekcja tego szpitala prosi o rozwiązanie przez Komisję problemu kierowania osób internowanych przez sąd do Oddziału Psychiatrii Sądowej o Podstawowym Zabezpieczeniu dla Dorosłych - mimo braku w nim wolnych miejsc. W związku z wyczerpaniem limitu łóżek, od grudnia 2018 r. pacjenci, wobec których sąd wydał postanowienie o zastosowaniu środka zabezpieczającego, są umieszczani w oddziałach ogólnych psychiatrycznych.

W takiej sytuacji dyrekcja nie ma możliwości zapewnienia bezpieczeństwa pacjentom leczonym w tym szpitalu. Istnieje bowiem realna obawa o ich życie i zdrowie. Ponadto, co również ważne, pogarszają się warunki pobytu tych chorych i ich leczenia.

Sytuacja ta budzi poważne zaniepokojenie Rzecznika. W placówce może bowiem dochodzić do naruszania praw pacjentów.

Środki zabezpieczające wykonuje się w zakładach psychiatrycznych, które posiadają określone warunki zabezpieczenia. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 16 stycznia 2017 r. w sprawie Komisji Psychiatrycznej ds. Środków Zabezpieczających, zakłady dysponujące podstawowymi zabezpieczeniami zapewniają stały nadzór nad sprawcami w nich przebywającymi. Są tam m.in. drzwi i okna wyposażone w urządzenia uniemożliwiające samowolne opuszczenie zakładu.

Zastępczyni Rzecznika Hanna Machińska wystąpiła do Komisji  o wyjaśnienia. Poprosiła też o podanie, jakie działania powinny być podjęte dla rozwiązania problemu. Zwróciła się również o informacje, czy z takimi trudnościami zmagają się też i inne zakłady psychiatryczne, a także ile osób, które obecnie przebywają w oddziałach ogólnych, oczekuje na umieszczenie w Oddziałach Psychiatrii Sądowej.

Komisję powołuje Minister Zdrowia w celu zapewnienia właściwego miejsca wykonywania środków zabezpieczających. Do jej zadań należy m.in.:

  • wydawanie opinii dla sądów w sprawie przyjmowania, wypisywania lub przenoszenia sprawców, wobec których orzeczono środek zabezpieczający
  • analiza dostępnej dokumentacji; 
  • analiza informacji o liczbie dostępnych miejsc w zakładach psychiatrycznych przeznaczonych do wykonywania środków zabezpieczających;
  • wizytacja i ocena zakładów psychiatrycznych dysponujących warunkami podstawowego, wzmocnionego i maksymalnego zabezpieczenia, w których wykonywany jest środek zabezpieczający. 
IX.517.1757.2019

Dlaczego żona nie może zaskarżyć braku zgody na rozmowę telefoniczną z aresztowanym mężem?

Data: 2019-07-25
  • Tylko osoba aresztowana może zaskarżyć odmowę prokuratury na telefoniczny kontakt z rodziną; prawa takiego nie ma inny członek jej rodziny
  • Dlatego prokuratura odrzuciła zażalenie pani Agnieszki na odmowę kontaktu z mężem, który był w areszcie 360 km od domu
  • Do jej skargi konstytucyjnej przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Ocenił, że kwestionowany przepis narusza konstytucyjną zasadę praworządności, prawo do zaskarżania orzeczeń oraz nieproporcjonalnie ogranicza prawa i wolności obywatelskie

Rzecznik zgłosił udział w postępowaniu Trybunału Konstytucyjnego ze skargi konstytucyjnej pani Agnieszki (sygn. akt SK 32/19).

Stan prawny

Kodeks karny wykonawczy pozwala osobie tymczasowo aresztowanej na korzystanie z telefonu, zgodnie z regulaminem i za zgodą organu, do którego dyspozycji pozostaje (w tym przypadku - prokuratury). Zgoda nie jest wydawana, gdy zachodzi uzasadniona obawa, że zostanie wykorzystana w celu:

  • bezprawnego utrudniania postępowania karnego;
  • do popełnienia przestępstwa, w szczególności podżegania do przestępstwa.

Na zarządzenie o odmowie zgody na korzystanie z telefonu tymczasowo aresztowanemu przysługuje zażalenie do sądu,. Zażalenie na zarządzenie prokuratora rozpoznaje prokurator nadrzędny (art. 217c § 4 Kkw).

Pani Agnieszka nie porozmawia z mężem przez telefon  

Mąż pani Agnieszki został aresztowany  we wrześniu 2017 r. Trafił do aresztu śledczego w mieście oddalonym o 360 km od domu. Żona wraz z dziećmi nie mogła często go odwiedzać.

Wystąpiła zatem do prokuratury o zgodę na kontakt telefoniczny. Prokurator odmówił, powołując się na dobro śledztwa. Uznał, że mogłoby to być wykorzystane do próby skomunikowania się z innymi podejrzanymi w sprawie członkami jego rodziny - a to utrudniałoby śledztwo.

Pani Agnieszka zażaliła się na tę decyzję, wskazując, że odmowa umożliwienia kontaktu ojca z córkami jest niczym innym niż złą wolą. Podkreślała, że nie ma też podstaw, aby zakładać, że taki kontakt mógłby utrudnić śledztwo.

Prokuratura regionalna odmówiła przyjęcia zażalenia. Powołano się na art. 217c § 4 Kkw, według którego żona podejrzanego nie należy do kręgu osób mogących wnieść takie zażalenie. Skarżąca odwołała się jeszcze do Prokuratury Krajowej, ale z tym samym skutkiem.

Skarga konstytucyjna

Po wyczerpaniu drogi prawnej pani Agnieszka złożyła w 2018 r. skargę konstytucyjną do TK (sygn. akt SK 32/19). Wniosła o uznanie zaskarżonego przepisu Kkw za sprzeczny z:

  • art 2 Konstytucji (zasada demokratycznego państwa prawa);  
  • art. 78 Konstytucji RP (prawo do zaskarżenia decyzji I instancji);
  • w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji (wolność i jej dopuszczalne ograniczenia);

W skardze podkreślono, że wniosek o kontakt telefoniczny może złożyć nie tylko aresztowany, ale także osoba, z którą ten kontakt miałby się odbywać. Odmowa wpływa na prawa i wolności obu tych osób. Kkw daje zaś  organowi możliwość arbitralnej odmowy, bo przesłanki utrudniania śledztwa lub popełnienia przestępstwa jedynie on uprawdopodabnia - nie musi ich  udowadniać. W efekcie nie liczą się takie okoliczności, jak w tej sprawie, czyli podtrzymywanie więzów rodzinnych.

Ponadto skarga pani Agnieszki wskazuje na brak konsekwencji ustawodawcy w ustalaniu praw tymczasowo aresztowanych i ich najbliższych. Bo w przypadku odmowy zgody na widzenie bezpośrednie osoba,  która się o to ubiegała, ma prawo do zażalenia (art. 217 § 1c Kkw). A widzenie pozwala przecież na znacznie bliższy kontakt osadzonego z osobą z zewnątrz. Ponadto i widzenia bezpośrednie, i rozmowy telefoniczne przebiegają od nadzorem Służby Więziennej.

RPO przyłączył się do sprawy

Rzecznik Praw Obywatelskich zgłosił udział w tym postępowaniu. Przedstawił stanowisko,  że art. 217c § 4 Kkw - w zakresie, w jakim nie przewiduje możliwości złożenia przez osobę, z którą osoba tymczasowo aresztowana chce utrzymywać kontakt telefoniczny, będącą osobą najbliższą dla podejrzanego -  zażalenia na zarządzenie o odmowie korzystania z aparatu telefonicznego i takie uprawnienie przyznaje jedynie osobie  tymczasowo aresztowanej, jest niezgodny z art. 2 i art. 78 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Pisemne uzasadnienie swego stanowiska Rzecznik przedstawi TK do 30 września 2019 r.

IX.517.1357.2019

PUODO: MEN nie mogło zbierać danych o udziale nauczyciela w strajku

Data: 2019-07-22
  • Nie ma podstaw, aby w Systemie Informacji Oświatowej odnotowywać nieprzeprowadzenie zajęć z powodu strajku
  • Tak wynika z odpowiedzi Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych dla RPO
  • Adam Bodnar od początku zwracał uwagę MEN, że prawo nie daje podstawy do przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku

System Informacji Oświatowej (SIO)  to baza danych z informacjami o szkołach, ich majątku i wydatkach, o nauczycielach oraz uczniach. Powstał po to, by ułatwić prowadzenie polityki edukacyjnej państwa, usprawniania finansowania oświaty i podnoszenia jej jakości.

W czasie wiosennego strajku w szkołach władze próbowały przy jego pomocy zbierać informacje o strajkujących nauczycielach. Taką wiadomość dostało np. jeden z dyrektorów warszawskich liceów. MEN powiadomił go, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Działania Rzecznika

RPO napisał natychmiast do MEN, że to, jakie informacje mogą trafiać do SIO, reguluje prawo. Na liście nie ma czegoś takiego jak „zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie”. A MEN nie może tej listy samodzielnie rozszerzać. Jest tak dlatego, że Konstytucja chroni prywatność i nie pozwala władzom dowolnie przetwarzać informacji o obywatelskich (art. 47 i 51 Konstytucji). Przepisu pozwalającego zbierać w SIO dane o strajkujących nie ma– napisał RPO 17 kwietnia do MEN.

W odpowiedzi z 17 maja wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć wymienił przepisy dotyczące odnotowywania przyczyn nieprowadzenia zajęć. Nie wskazał jednak na podstawę prawną odnotowywania informacji o strajku (powoływał się na rozporządzenie MEN z 11 sierpnia 2017 r. w sprawie szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej).

W związku z tym Rzecznik spytał o sprawę prezesa UODO. Jest nim od 19 maja 2019 Jan Nowak. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych jest powołany do ochrony danych osobowych na terytorium Polski. Instytucja powstała po wdrożeniu ogólnego unijnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO) w miejsce Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO).

RPO zapytał prezesa Nowaka, czy prowadzi on w tej sprawie postępowanie.

Odpowiedź Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Prezes UODO potwierdził, że zarówno przepisy ustawy o systemie informacji oświatowej, jak i przepisy rozporządzenia MEN, nie posługują się pojęciem „innej przyczyny nieprowadzenia zajęć”. - Nie ma zatem podstaw aby posługiwać się tego rodzaju kategorią przyczyny nieprowadzenia zajęć w celu odnotowania nieobecności nauczyciela w systemie SIO - odpisał Jan Nowak.

 

Prezes UODO przypomniał, że ustawa z 15 kwietnia 2011 o systemie informacji oświatowej określa rodzaj i zakres danych gromadzonych w systemie informacji oświatowej, a w tym dane identyfikacyjne i dane dziedzinowe nauczycieli.  

Kwestię przyczyn nieprowadzenia zajęć doprecyzowuje rozporządzenie MEN z 11 sierpnia 2017 r. Wskazuje ono, że przez dane dziedzinowe nauczycieli dotyczące przyczyn nieprowadzenia zajęć należy rozumieć wyłącznie:

  • urlop macierzyński, urlop rodzicielski, urlop ojcowski lub urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego;
  • urlop wychowawczy;
  • urlop bezpłatny udzielony na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 17 ust. 2 i art. 17 ust. 2a);
  • urlop udzielony na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 25 ust. 1);
  • zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 31 ust. 1);
  • urlop dla poratowania zdrowia;
  • zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 42 ust. 6);
  • zawieszenie w pełnieniu obowiązków na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 85t ust. 1-3);
  • urlop udzielony na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 68 ust. 1);
  • urlop bezpłatny, o którym mowa w Kodeksie pracy (art. 174 § 1);
  • przeniesienie w stan nieczynny;
  • niezdolność do pracy, o której mowa w Kodeksie pracy (w art. 92 § 1);
  • zwolnienie od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki, o którym mowa w ustawie o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (art. 32 ust. 1);
  • urlop uzupełniający, o którym mowa w ustawie - Karta Nauczyciela (art. 66 ust. 1).

Odpowiadając na pytanie o prowadzone w tej sprawie postępowania, wskazał że do UODO wpływały sygnały o pozyskiwaniu przez MEN danych strajkujących nauczycieli oraz zobowiązaniu dyrektorów szkół i placówek oświatowych do wykazania nieobecności strajkujących nauczycieli w SIO poprzez wybranie przyczyny „zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie” ze wskazaniem daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności.

Niemniej Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie prowadzi postępowań administracyjnych wszczętych na skutek skarg nauczycieli na niewłaściwe przetwarzanie ich danych osobowych w SIO w kontekście udziału w strajku.

Jednocześnie niewielka część administratorów danych (szkół) zgłosiła Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych naruszenia ochrony danych osobowych w myśl art. 33 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych związane z odnotowaniem w SIO nieobecności nauczycieli biorących udział w strajku - głosi odpowiedź PUODO.

VII.520.11.2019

Dla dobra dziecka i rodziny. Pozew RPO w sprawie unieważnienia uznania ojcostwa

Data: 2019-07-09
  • Nastolatka dowiedziała się od matki, że nie jest córką jej byłego męża. Nawiązała wtedy kontakt z biologicznym ojcem; powstała między nimi więź rodzinna   
  • Dziś pani Anna nie może wystąpić do sądu o uznanie, że były mąż matki nie jest jej ojcem
  • Jest to możliwe w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności - które w tym przypadku już minęły  
  • Na wniosek pani Anny RPO złożył powództwo o unieważnienie uznania w latach 90. jej ojcostwa przez byłego męża matki

Pani Anna urodziła się w latach 90. Jej matka wyszła za mąż za mężczyznę, który uznał dziewczynkę za swoje dziecko przed kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego. Małżeństwo rozpadło się – przez ten czas dziewczynka nie miała świadomości, że mąż matki nie jest jej biologicznym ojcem (o czym on sam wiedział).

Po rozwodzie, gdy pani Anna miała kilkanaście lat, matka poinformowała ją, że jej ojcem nie jest były mąż, ale inny mężczyzna. Nastolatka nawiązała z nim kontakt. Powstała między nimi więź rodzinna; wygasła zaś taka relacja z byłym mężem matki. Badania kodu genetycznego DNA wykazały zgodność między profilami domniemanego ojca i  córki.

Pani Anna chciała sformalizować więź ze swym ojcem, ale na przeszkodzie stanęły przepisy. Na mocy art. 81 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dziecko, którego ojcostwo zostało uznane przed osiągnięciem pełnoletności, może żądać ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa dokonanego przez mężczyznę, który je uznał. Z żądaniem tym dziecko może wystąpić po dojściu do pełnoletności – jednak nie później niż w ciągu trzech lat od jej osiągnięcia.

W przypadku pani Anny te trzy lata już upłynęły. Nie może ona samodzielnie wystąpić z powództwem o unieważnienie uznania. Dlatego złożyła wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich, powołując się na swe prawo do tożsamości.

Pozew RPO

Rzecznik zbadał sprawę i zgodnie z ustawowymi kompetencjami wystąpił do właściwego Sądu Rejonowego z pozwem o unieważnienie uznania ojcostwa pani Anny z lat 90.

Wszystkie zainteresowane osoby - pełnoletnie dziecko, matka, jej były mąż oraz  ojciec biologiczny - popierają powództwo. Ich dobro wymaga zatem zniesienia fikcji prawnej.

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego stosunków rodzinnych nie należy podważać w sposób dowolny, w jakimkolwiek postępowaniu i w jakimkolwiek czasie. Granicą ingerencji sądów jest zawsze dobro dziecka. Tak właśnie jest w tej sprawie.

Wyrok TK i propozycja zmiany prawa

16 maja 2018 r. Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjny art. 70 ust. 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Stanowi on, że dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności". TK zakwestionował ten termin.  Przywołał orzecznictwo na tle art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka. Wynika  z niego, że termin na wytoczenie powództwa nie może zaczynać biegu w oderwaniu od okoliczności powzięcia informacji o możliwym pochodzeniu od innej osoby.

Skargę konstytucyjną złożyła kobieta, która o prawdziwym ojcu dowiedziała się od matki po kilkudziesięciu latach. Wskazany przez matkę biologiczny ojciec nie chciał poddać się badaniom DNA. Bez takich badań prokurator odmawia wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa męża matki kobiety - co jest niezbędnym etapem do późniejszego ewentualnego ustalenia ojcostwa.

RPO, który przystąpił do skargi konstytucyjnej, wnosił o uznanie zaskarżonego przepisu za niekonstytucyjny. Uznał, że sztywny i niezależny od wiedzy dorosłego dziecka termin wytoczenia powództwa narusza prawo jednostki do decydowania o swoim życiu rodzinnym i prywatnym. Nakłada też na jednostkę nieproporcjonalnie duże ograniczenia, naruszając tym jej godność.

W wykonaniu wyroku TK senacka Komisja Ustawodawcza przygotowała projekt inicjatywy ustawodawczej, nowelizującej Kodeks rodzinny i opiekuńczy - w tym także jego art. 81. Trzyletni termin na zaprzeczenie ojcostwa czy macierzyństwa oraz ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa byłby liczony od osiągnięcia przez dziecko pełnoletności - chyba że dowie się ono o pochodzeniu od innego ojca dopiero po osiągnięciu pełnoletności. Wtedy termin biegłby od daty dowiedzenia się o takim fakcie.

Senat przyjął taki projekt 9 maja 2019 r. 3 czerwca 2019 r. marszałek Sejmu skierował go do I czytania na posiedzeniu plenarnym.

IV.7020.14.2019

MEN do RPO: zaangażowanie uczniów w prace domowe - "nieprzesadne", a jeśli gdzieś jest problem, szkoły same mogą go rozwiązać

Data: 2019-07-03
  • MEN uważa, że czas, jaki polscy uczniowie poświęcają na prace domowe „nie wydaje się przesadny”
  • Poza tym to zależy od nauczycieli,  bo przepisy nie nakazują im zadawania prac domowych
  • To nauczyciele powinni uwzględnić obciążenie uczniów innymi przedmiotami oraz ocenić, czy rodzaj prac domowych będzie dostosowany do umiejętności i zainteresowań

Tak resort edukacji odpowiedział na wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich ze stycznia 2019 r. w sprawie przeciążenia uczniów  pracami domowymi.

Zwracali na to uwagę rodzice w skargach do Rzecznika. Wynikało z nich, że dzieci są przemęczone i zniechęcone do zajęć szkolnych. Nie są w stanie  wypocząć, nie rozwijają swoich pasji. Rodzice zaś muszą poświęcać wolny czas na pomoc dzieciom w nadrabianiu zaległości lub pracę nad materiałem w domu.

RPO: nadmierne obciążanie dzieci może być groźne 

Apelując do MEN o wytyczne dotyczące prac domowych, RPO zwracał uwagę, że konsekwencje nadmiernego obciążenia dzieci mogą być groźne i dla rodzin, i dla całego systemu oświaty w Polsce. Mogą o tym świadczyć  krążące w sieci oświadczenia woli zdesperowanych rodziców, którzy nie wyrażają w nich zgody "na dysponowanie przez szkołę pozalekcyjnym czasem ich dziecka”.

- Składanie przez rodziców oświadczeń o tej treści może prowadzić do konfliktów, podważania wiary w dobrą wolę nauczyciela i braku zaufania uczniów do władz szkolnych - pisze Adam Bodnar. Brak konkretnych wytycznych dotyczących zadawania prac domowych stawia nauczycieli w trudnym położeniu, gdyż muszą zrealizować podstawę programową oraz sprostać oczekiwaniom uczniów i ich rodziców, żądających wysokich wyników w nauce i dobrego przygotowania do przyszłych egzaminów.

RPO nie uważa, aby zadawanie prac domowych było sprzeczne z prawem. Jednak jego zdaniem obecna sytuacja wymaga interwencji i pomocy państwa dla rodzin. Problem przemęczenia uczniów może mieć związek ze zbyt obszerną podstawą programową oraz nauką w systemie dwuzmianowym i kończeniem zajęć o późnej godzinie.

Zaniepokojenie RPO budzi też nastawienie uczniów do szkół. Z  badania TIMSS z 2015 r. wynika, że mimo sukcesów w  nauce, uczniowie w Polsce raczej nie lubią szkoły i nie wierzą we własne możliwości. W  rankingu pozytywnego nastawienia wobec szkoły polscy uczniowie znaleźli się dopiero na 46. miejscu – tylko o trzy miejsca wyższym od japońskich, ostatnich na liście. W Europie są na samym końcu, wraz z Francuzami i Czechami. 

Na problem zwracał już uwagę rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Jego zdanie w kwestii potrzeby przyjrzenia się efektom zadawania prac domowych w świetle najnowszych badań pedagogicznych podziela dziś RPO.

Odpowiedź MEN

- O tym, czy i jakie prace domowe zadawać swoim uczniom (w znaczeniu ilościowym i jakościowym), decyduje nauczyciel organizujący proces dydaktyczno-wychowawczy – odpowiedział  RPO wiceminister edukacji Maciej Kopeć. Celem prac domowych jest wspomaganie pracy dydaktycznej, pod warunkiem, że uczeń opanował treści nauczania w czasie zajęć i jest w stanie samodzielnie wykonać zadania domowe. Nakłada to na nauczyciela obowiązek zadawania takich prac domowych, do których uczeń został przygotowany.

Samodzielne wykonanie pracy domowej powinno być dla ucznia źródłem satysfakcji i motywacji do nauki. Podejmując decyzję co do liczby oraz jakości zadawanych prac, nauczyciel powinien brać również pod uwagą obciążenie uczniów wynikające z realizacji programów nauczania  innych przedmiotów. Im młodszy wiek dziecka, tym więcej czasu po powrocie ze szkoły powinno ono odpoczywać i bawić się. A im starszy uczeń i wyższy etap edukacyjny, tym cenniejsza jest jego praca samodzielna - wskazał wiceminister. 

Każdy nauczyciel na początku roku szkolnego ma obowiązek poinformować uczniów oraz ich rodziców m.in. o wymaganiach edukacyjnych oraz sposobach sprawdzania osiągnięć ucznia. Wtedy również może poinformować o tym, w jakiej liczbie i formie będą zadawane prace domowe i za pomocą jakich kryteriów będą oceniane.

Nauczyciel nie ma obowiązku zadawania uczniom prac domowych. Za zgodność sposobu określania wymagań edukacyjnych z  przepisami i statutem szkoły odpowiada zaś jej dyrektor.

Do obowiązków nauczyciela należy dostosowanie wymagań edukacyjnych do indywidualnych potrzeb oraz możliwości ucznia. Dlatego nauczyciel jest zobowiązany do indywidualizacji procesu edukacyjnego (w tym prac domowych, jako integralnej części tego procesu). Oznacza to, że zadając pracę domową, nauczyciel powinien uwzględnić obciążenie uczniów wynikające z realizacji programów nauczania innych przedmiotów, jak również powinien ocenić czy rodzaj zadań i poziom ich trudności będzie dostosowany do umiejętności i zainteresowań uczniów, czy ich wykonanie w domu nie będzie zbyt czasochłonne oraz czy uczniowie mają właściwe warunki do ich wykonania (dostęp do źródeł informacji, technologii cyfrowych).

Nauczyciel ma obowiązek kierować się również dobrem uczniów i troską o ich zdrowie. Ewentualne sprawy sporne powinny być zgłaszane do wychowawcy klasy lub do dyrektora szkoły. Szczegółowe regulacje określa statut danej szkoły. Ważnym podmiotem są rady rodziców. Mogą one występować do dyrektora lub organu sprawującego nadzór pedagogiczny z wnioskami i opiniami we wszystkich sprawach dotyczących szkoły.

Odnosząc się do uwag RPO ws. przyjrzenia się efektom prac domowych, Maciej Kopeć odpisał, że najbardziej wymierna jest realizacja wymagań podstawy programowej kształcenia ogólnego oraz realizowanych w szkole programów nauczania.

Najnowsze opracowanie OECD Education at a Glance 2018 wskazuje, że polscy uczniowie cyklu Lower secondary (czyli mniej więcej dwóch ostatnich klas szkoły podstawowej) spędzają w szkole obowiązkowo średnio 827 pełnych godzin zajęć obowiązkowych rocznie. Tymczasem średnia dla państw OECD wynosi 913 godzin, a dla 22 państw Unii Europejskiej objętych badaniem sięga zaś 894 godzin. Spośród państw członkowskich OECD jedynie uczniowie litewscy i łotewscy spędzają w szkole mniej czasu: odpowiednio 787 i 794 godzin.

Zróżnicowana długość trwania godziny lekcyjnej (od 45 do 60 minut) w różnych państwach zmusiła autorów opracowania OECD do operowania godzinami zegarowymi, a nie lekcyjnymi. Tym samym dwie polskie godziny lekcyjne to półtorej godziny zegarowej wedle Education at a Glance. Po doliczeniu zajęć uznanych dla celów statystycznych za nieobowiązkowe (np. religii czy wychowania do życia w rodzinie) wskaźnik dla Polski wynosi 891 godzin - wciąż poniżej średniej dla państw OECD. Osiąga on wyższe stany np. we Francji (1135 godzin), Niemczech (916 godzin) czy Danii (1200 godzin).

Polskie ramowe plany nauczania wyraźnie różnią się od innych państw europejskich. Opisują bowiem nie minimalny wymiar godzin, lecz de facto wymiar maksymalny i ograniczone możliwości jego zwiększenia przez organ prowadzący szkołę na jego własny koszt. Tym samym w ramowe plany nauczania wpisane są mechanizmy chroniące uczniów przed przeciążeniem zajęciami szkolnymi. Dotyczą one jednak wyłącznie szkół publicznych - niepubliczne placówki mogą zwiększać obciążenie swoich uczniów.

Drugim istotnym aspektem dotyczącym przeciążenia uczniów ostatnich klas szkół podstawowych jest czas spędzany na nauce łącznie w szkole, poza nią i w domu. Wskaźnik udało się skonstruować autorom badania PISA, dzięki wypełnianym przez uczniów kwestionariuszom, co może jednak odzwierciedlać subiektywne przeświadczenia. Dane z 2015 r. przynoszą bowiem obraz zaskakujący w porównaniu z liczbą godzin lekcyjnych. Uczniów podzielono na trzy kategorie: deklarujących, że uczą się (w szkole i w domu) do 40 godzin tygodniowo, poświęcających na naukę między 40 a 60 godzin tygodniowo i uczących się powyżej 60 godzin tygodniowo. Średni rozkład procentowy tych trzech grup 15-latków w państwach OECD kształtuje się odpowiednio - 48,1%, 38,6% i 13,3%. Polskie wyniki wynoszą zaś: 38,6%, 46,9% i 14,5%. Oznacza to, że o ile polscy uczniowie mało czasu spędzają w szkole, to stosunkowo dużo uczą się poza nią.

Należy jednak zwrócić uwagę, że w 2012 r. deklarowana przez polskich uczniów w kwestionariuszu PISA liczba godzin spędzonych na odrabianiu lekcji sięgnęła 6,6 godzin. Jest to więcej niż średnia dla państw OECD (niecałe 5 godzin), ale wydaje się nieprawdopodobne, by trzy lata później odsetek uczniów uczących się powyżej 40 i 60 godzin był tak wysoki wyłącznie z tego powodu. Należy zwrócić tu uwagę na zajęcia pozalekcyjne (głównie językowe) i samodzielną pracę z podręcznikiem.

Autorzy opracowania „Szkolne pytania. Wyniki badań nad efektywnością nauczania w klasach IV-VI” doszli do wniosku, że największy odsetek uczniów (ponad 40%) z tego przedziału wiekowego deklarował w 2015 r. poświęcanie po pół godziny dziennie na odrabianie prac domowych z języka polskiego i matematyki. Dane pochodzące z badania TIMMS 2011 wskazują, że największe osiągnięcia z matematyki odnotowują uczniowie, którzy odrabiali lekcje z tego przedmiotu dłużej niż 45 minut dziennie, ale mniej niż 3 godziny. Zaangażowanie czasowe polskich uczniów w prace domowe nie wydaje się więc przesadne - podkreślił Maciej Kopeć.

Podsumowując, stwierdził, że obciążenie polskich uczniów lekcjami szkolnymi jest na tle innych państw członkowskich OECD niewielkie, mimo że stosunkowo dużo czasu spędzają na nauce poza szkołą. Należy jednak pamiętać, że struktura kwestionariuszy PISA z 2015 r. nie pozwala ocenić, czy składa się nań przede wszystkim odrabianie lekcji, nauka z podręcznika czy zajęcia pozalekcyjne. Najprawdopodobniej niska liczba godzin, przygotowanie nauczycieli i skala oferty przedmiotów fakultatywnych skutkują samodzielnym przyswajaniem przez uczniów części materiału w domu i uczestnictwem w zajęciach dodatkowych.

Według wiceministra edukacji prace domowe są nieodłącznym elementem systemu oświatowego i stanowią jedno z kluczowych narzędzi kształcenia  w dyspozycji nauczycieli. Badania na uczniach amerykańskich pozwalają określić optymalny nakład czasu na odrabianie prac domowych. Trzeba jednak pamiętać, że uczniowie o różnym potencjale intelektualnym mogą poświęcić na poradzenie sobie z tym samym zadanym materiałem odmienny odcinek czasu. Obszerność prac domowych to kwestia bardzo indywidualna - zależna od metod dydaktycznych stosowanych przez danego nauczyciela i możliwości konkretnej klasy. Jakiekolwiek regulowanie czy też limitowanie czasu przeznaczanego na prace domowe jest więc z metodologicznego punktu widzenia niewykonalne.

VII.501.68.2018

Ojciec nie mógł się spotkać z synem w więzieniu. Po interwencji RPO Służba Więzienna uznała swój błąd

Data: 2019-06-28
  • Odbywający karę więzienia pan Wojciech nie został doprowadzony na widzenie z ojcem – z powodu swej choroby
  • Ojciec osadzonego nadaremnie zatem pokonał trasę 390 km w jedną stronę
  • Tymczasem zwolnienie lekarskie pana Wojciecha z zapisem „winien leżeć” było tylko zaleceniem lekarza, a nie bezwzględnym zakazem opuszczania celi
  • Dyrektor więzienia uznał skargę w tej sprawie za zasadną

Gdy ojciec pana Wojciecha przyjechał na widzenie z synem, funkcjonariusz pełniący służbę jako oddziałowy pawilonu mieszkalnego poinformował funkcjonariusza odpowiedzialnego za widzenia, że osadzony ten przebywa na zwolnieniu lekarskim i zgodnie z zaleceniami lekarskimi powinien leżeć. Informację tę przekazano dowódcy zmiany, który podjął decyzję o nieudzieleniu widzenia.

W związku ze skargą pana Wojciecha Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do dyrektora Zakładu Karnego o  wyjaśnienia. Po analizie materiałów dyrektor uznał skargę za zasadną. Wskazał, że zwolnienie lekarskie z zapisem „winien leżeć” stanowiło wyłącznie zalecenie lekarza, a nie bezwzględny zakaz opuszczania celi mieszkalnej. A w takiej sytuacji to osadzony powinien sam podjąć decyzję, czy wyraża chęć uczestniczenia w widzeniu.

W konsekwencji dyrektor polecił przeprowadzić rozmowę dyscyplinującą z funkcjonariuszem Służby Więżiennej, który pełnił tego dnia służbę jako dowódca zmiany.

Zgodnie z art. 247 §1 Kodeksu karnego wykonawczego w wypadkach uzasadnionych szczególnymi względami sanitarnymi lub zdrowotnymi albo poważnym zagrożeniem bezpieczeństwa, dyrektor zakładu karnego lub aresztu śledczego może na czas określony wstrzymać lub ograniczyć m.in. udzielanie widzeń. W przypadku pana Wojciecha dyrektor nie podejmował takiej decyzji.

IX.517.43.2019

Opozycjonistka z PRL nie dostała Krzyża Wolności i Solidarności - obawia się opinii, że była agentką SB

Data: 2019-06-25
  • Działaczka opozycji antykomunistycznej nie poznała przyczyn decyzji prezesa IPN o niewystąpieniu do Prezydenta o nadanie jej Krzyża Wolności i Solidarności
  • Może to rodzić wobec niej przypuszczenia o związki ze służbami specjalnymi PRL – takie osoby nie mają bowiem prawa do tego odznaczenia
  • RPO zwrócił się do prezesa IPN o rozważenie zmiany przepisów
  • Chodzi o to, aby informować zainteresowanych o powodach odstąpienia od wniosku o nadanie Krzyża

W skardze do RPO obywatelka opisała postępowanie o nadanie jej Krzyża Wolności i Solidarności. W odpowiedzi na inicjatywę o przedstawienie Prezydentowi wniosku o nadanie jej tego odznaczenia, prezes Instytutu Pamięci Narodowej powiadomił, że w efekcie procedury sprawdzającej odstąpił od wystąpienia z takim wnioskiem. Nie podał przyczyn tej decyzji, powołując się na przepis ustawy o orderach i odznaczeniach (który tego nie nakazuje - ani wobec inicjatorów wniosku o odznaczenie, ani osoby, która ma je otrzymać).

Krzyż Wolności i Solidarności jest nadawany aktywnym działaczom opozycji wobec dyktatury komunistycznej w PRL. Zgodnie z ustawą z 2010 r., do otrzymania Krzyża nie mają prawa osoby:

  • które były pracownikami, funkcjonariuszami, żołnierzami organów bezpieczeństwa państwa, chyba że przedłożą dowody, iż przed 4 czerwca 1989 r., bez wiedzy przełożonych czynnie wspierały osoby lub organizacje działające na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości i suwerenności lub respektowania praw człowieka w PRL;
  • co do których w archiwum IPN zachowały się dokumenty wytworzone przez nie lub przy ich udziale, w ramach czynności wykonywanych przez nie w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji przez organy bezpieczeństwa państwa.

Obywatelka poprosiła o uzasadnienie tej decyzji oraz o dokumentację  postępowania sprawdzającego. Prezes IPN odpowiedział, że ustawa nie daje uprawnień do informowania o przyczynach odstąpienia. Skarżąca uznała, że narusza to jej konstytucyjne prawa, w tym prawo do informacji oraz zasadę ochrony godności człowieka. Mogą bowiem powstać  podejrzenia o jej współpracy z organami bezpieczeństwa PRL.

Kobieta podkreśliła, że nie była karana, ani nigdy nie podjęła działalności na rzecz organów bezpieczeństwa PRL. Ma zaś status działacza opozycji antykomunistycznej (nadany decyzją Szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych); została też odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi za działalność na rzecz przemian demokratycznych.

Rzecznik ma świadomość, że okoliczności prowadzące do utraty prawa otrzymania odznaczenia wiążą się z tzw. danymi wrażliwymi  (współpraca z organami bezpieczeństwa PRL lub karalność).

Przepis o nieinformowaniu o przyczynach odstąpienia od wniosku dla Prezydenta RP miał na celu uniknięcie przekazywania tych danych podmiotom inicjującym (np. organy samorządowe, organizacje społeczne i zawodowe). Chodziło o ochronę godności i dobrego imienia osoby, wobec której złożono wniosek o nadanie tego odznaczenia.

Należy jednak zauważyć, że mogą wystąpić również sytuacje (jak w przypadku skarżącej), gdy skutkiem stosowania przepisów może być powstanie nieprawdziwych podejrzeń o współpracy z organami bezpieczeństwa PRL lub o karalności.

Dla byłych działaczy opozycji antykomunistycznej samo powstanie tych podejrzeń może szkodzić ich dobremu imieniu. Obywatel nie ma w takiej sytuacji żadnej możliwości reakcji na decyzję o odstąpieniu przez Prezesa IPN od przedstawienia wniosku, która może być źródłem tych podejrzeń, a tym samym możliwości np. zdementowania nieprawdziwych przypuszczeń. Nie ma też możliwości zapoznania się z dokumentacją IPN.

Dlatego Rzecznik uznał za niezbędne szersze przeanalizowanie przyczyn decyzji o odstąpieniu od przedstawienia wniosku o nadawanie Krzyża w praktyce działalności Prezesa IPN. Chodzi zwłaszcza o wskazanie, jaką grupę stanowią decyzje podjęte z uwagi na fakt współpracy z organami bezpieczeństwa państwa, na karalność, a jaką - podjęte z innych przyczyn.

Ze względu na potrzebę jak najlepszego zabezpieczenia praw obywateli w postępowaniu w sprawach o nadanie Krzyża Wolności i Solidarności, Rzecznik poprosił prezesa IPN Jarosława Szarka o ocenę ewentualnej zmiany przepisów ustawy w tym zakresie.

VII.600.6.2019

Sąd ubezwłasnowolnił matkę dwójki dzieci. RPO złożył skargę kasacyjną

Data: 2019-06-21
  • Sąd ubezwłasnowolnił częściowo matkę dwojga dzieci. Uznał, że potrzebuje ona pomocy do prowadzenia jej spraw wobec niepełnosprawności intelektualnej
  • Tymczasem samodzielnie podejmuje ona decyzje, np. rozstanie z przemocowym partnerem, wynajem mieszkania, zapisanie dziecka do szkoły
  • Po ubezwłasnowolnieniu straci zaś władzę rodzicielską nad dziećmi - które według biegłych nadają sens jej życiu  
  • W ocenie RPO ubezwłasnowolnienie kobiety narusza jej konstytucyjne prawa, a odpowiednim wsparciem byłby kurator dla osoby niepełnosprawnej

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, wnosząc o uchylenie ubezwłasnowolnienia pani Joanny i zwrot sprawy sądowi odwoławczemu. W uzasadnieniu powołuje się na Konstytucję, orzecznictwo SN, Konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych.

Rzecznik uznał, że decyzja sądu zbyt głęboko ingeruje w życie rodzinne pani Joanny. Odbiera jej bowiem prawo do wypełniania podstawowej dla niej roli - matki, z którą sobie prawidłowo radzi. A ubezwłasnowolnienie częściowe ma przecież pomagać danej osobie w załatwianiu jej spraw osobistych i majątkowych.

Ubezwłasnowolnienie polega na pozbawieniu albo ograniczeniu przez sąd zdolności do czynności prawnych z uwagi na chorobę danej osoby lub psychiczne problemy. Ubezwłasnowolnienie całkowite oznacza zupełne pozbawienie danej osoby zdolności do czynności prawnych, czynności te podejmuje zamiast niej opiekun. Ubezwłasnowolnienie częściowe zasadniczo polega na tym, że dana osoba może osobiście podejmować czynności prawne - jednak zgodę na konkretną transakcję musi wyrazić jej kurator; osoba ubezwłasnowolniona częściowo może samodzielnie rozporządzać swoim zarobkiem oraz przedmiotami oddanymi do jej swobodnego użytku.

Wniosek matki o ubezwłasnowolnienie i decyzje sądów

Wniosek o częściowe ubezwłasnowolnienie pani Joanny złożyła jej matka (deklarowała chęć zostania jej kuratorem). Powołała się na znaczny stopień niepełnosprawności intelektualnej córki i konieczność stałej opieki, wynikającą z niemożliwości zajmowania się przez nią swoimi sprawami, zwłaszcza w sprawach majątkowych. Argumentowała, że córka zaciąga liczne zobowiązania finansowe.

Pani Joanna nie zgadzała się na ubezwłasnowolnienie. Wskazywała, że jest z matką w konflikcie, a co najmniej jedno ze zobowiązań finansowych zaciągnęła za jej namową. Przed sądem I instancji pełnomocniczka pani Joanny wskazywała na możliwość ustanowienia dla niej kuratora jako osoby niepełnosprawnej. Wnosiła o przesłuchanie jako świadka asystenta rodziny MOPS pani Joanny, by wykazać jej zdolność do codziennego funkcjonowania. Sąd ten wniosek oddalił.

W 2017 r. Sąd Okręgowy orzekł całkowite ubezwłasnowolnienie pani Joanny z powodu upośledzenia umysłowego w stopniu umiarkowanym. Uznał, że dba ona o podstawowe potrzeby życiowe oraz proste czynności. Podejmuje jednak nierozsądne decyzje życiowe i ulega otoczeniu, co sprawia, że nie ma zdolności kierowania swym postępowaniem oraz podejmowania działań prawnych z pełnym rozeznaniem.

W apelacji pełnomocniczka pani Joanny zarzuciła sądowi brak wszechstronnej oceny jej sytuacji oraz pominięcie faktu, że jest ona jedynym opiekunem prawnym dwójki dzieci, korzysta z pomocy asystenta rodziny i funkcjonuje w środowisku bez pomocy swej matki.

Sąd Apelacyjny w 2018 r. ubezwłasnowolnił panią Joannę częściowo - z powodu upośledzenia umysłowego na pograniczu stopnia lekkiego i umiarkowanego. Uznał, że choć ubezwłasnowolnienie całkowite nie jest zasadne, to jednakże potrzebny jest stały kurator do prowadzenia jej spraw.

„Rola matki nadaje sens jej życiu”

W ocenie Rzecznika głównym uchybieniem sądów było nieustalenie wszystkich aspektów sytuacji osobistej pani Joanny oraz całkowite pominięcie jej sytuacji rodzinnej. Skutkiem było orzeczenie, które może być sprzeczne z dobrem osoby ubezwłasnowolnionej i powodować istotne pogorszenie jej sytuacji - zwłaszcza co do wykonywania władzy rodzicielskiej.

Ubezwłasnowolnienie rodzica - niezależnie, którą z form ono przyjmie - jest równoznaczne z wyłączeniem sprawowania przez niego władzy rodzicielskiej i nieograniczonej pieczy nad własnymi dziećmi. Oznacza konieczność przejęcia całości reprezentacji dziecka przez drugiego rodzica; jeśli jest on pozbawiony władzy bądź także ubezwłasnowolniony,  sytuacja wymaga wyznaczenia innych osób do pełnienia pieczy (rodzina zastępcza) oraz reprezentowania dziecka (opiekun prawny). A taka sytuacja zachodzi w tym przypadku.

Tymczasem konsekwencja utrata władzy rodzicielskiej pani Joanny nad dziećmi w ogóle nie jest poruszona w uzasadnieniu Sądu Apelacyjnego. Nie wziął on pod uwagę opinii biegłych, że pełnienie przez nią Joannę roli matki ”nadaje sens jej życiu, jest dla niej nadrzędną wartością”. Uniemożliwienie jej tego może mieć dla niej niekorzystny skutek pod względem psychologicznym - pisali biegli.

Ponadto pani Joanna samodzielnie podejmuje decyzje życiowe, także trudne, jak rozstanie z partnerem z powodu stosowania przez niego przemocy, samodzielnie wynajmuje mieszkanie, zapisała starsze dziecko do szkoły, aktywnie poszukuje pomocy, gdy jej potrzebuje. Jest samodzielna w codziennym funkcjonowaniu, higienie, przyrządzaniu posiłków, zakupach, opłatach. Z pomocą wcześniej matki, a potem asystenta rodziny, prowadziła gospodarstwo domowe, opiekowała się dziećmi.

RPO podkreślił, że żaden z sądów nie odniósł się do możliwości ustanowienia dla pani Joanny kuratora dla osoby niepełnosprawnej. Jest on ustanawiany przez sąd, jeżeli osoba z niepełnosprawnością potrzebuje pomocy do prowadzenia swych spraw. Jego zakres obowiązków i uprawnień określa sąd. Jest to forma najbardziej elastyczna, wskazywana w literaturze jako możliwa baza instytucji, mającej zastąpić niezgodną z obecnymi standardami praw człowieka instytucję ubezwłasnowolnienia.

Orzecznictwo SN i Konwencja ONZ

Zgodnie z orzecznictwem SN podstawową przesłanką orzeczenia ubezwłasnowolnienia jest celowość - pomoc osobie, która ma być ubezwłasnowolniona, w załatwianiu jej spraw osobistych lub majątkowych. Nie wystarcza ustalenie, że spełnione są przesłanki choroby psychicznej, niedorozwoju psychicznego albo innych zaburzeń. Musi ponadto zachodzić niemożność kierowania swym postępowaniem (gdy chodzi o ubezwłasnowolnienie całkowite) lub też potrzeba pomocy do prowadzenia spraw danej osoby (przy ubezwłasnowolnieniu częściowym). Sąd musi brać pod uwagę konkretną sytuacji życiowej danej osoby i powinien oddalić wniosek o ubezwłasnowolnienie - jeśli jej sytuacja życiowa jest ustabilizowana, ma zapewnioną dostateczną opiekę i nie zachodzi potrzeba podjęcia żadnych działań wymagających ustanowienia opieki prawnej.

SN uznawał już, że sąd może nie ubezwłasnowolniać częściowo danej osoby, gdyby w większym stopniu osłabiło to jej pozycję, niż jej pomogło. Także Sąd Apelacyjny, którego dotyczy skarga, stawał na stanowisku, że powinno się to stosować wyjątkowo - gdy nie ma możliwości ochrony osoby chorej lub upośledzonej w inny sposób.

Podobne dyrektywy płyną także z ratyfikowanej przez Polskę Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych.

W konkluzji Rzecznik ocenił, że sąd nie rozważył w sposób wnikliwy, czy sytuacja osobista pani Joanny rzeczywiście uzasadnia ubezwłasnowolnienie. Dlatego sprawa musi być zbadana ponownie.

RPO: Sąd naruszył konstytucyjne wolności

Na mocy art. 18 Konstytucji rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie z art. 47 Konstytucji każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. Art. 48 ust. 1 zapewnia zaś rodzicom prawo do wychowania swoich dzieci. Z kolei według art. 68 ust. 3 i art. 69, art. 71 Konstytucji osoby niepełnosprawne oraz rodziny znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej mają prawo do szczególnej pomocy ze strony władz publicznych i uwzględnienia dobra rodziny.

Postanowienie Sądu Apelacyjnego naruszyło wszystkie te zapisy Konstytucji. Wkroczyło też w sposób nieuzasadniony w wynikające z nich prawa podmiotowe pani Joanny. Ubezwłasnowolnienie częściowe głęboko ingeruje w jej życie rodzinne, de facto uniemożliwiając sprawowanie władzy rodzicielskiej nad dziećmi. Ingerencja ta jest arbitralna, gdyż skutki prawne tożsame z pozbawieniem władzy rodzicielskiej pani Joanny powstały w oderwaniu od tego, jak władzę tę dotychczas sprawowała - czego sąd nie zbadał.

Niezastosowanie przez Sąd Apelacyjny innych, mniej ingerujących środków, narusza konstytucyjne prawa rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej oraz osób z niepełnosprawnościami do szczególnej pomocy ze strony władz. Zasada pomocniczości wymaga, by interwencje państwa były podejmowane tylko wówczas, gdy są konieczne. Pomoc państwa - realizowana w przypadku pani Joanny m.in. przez pomoc asystenta rodziny i pracowników pomocy społecznej - powinna zostać uzupełniona przez pomoc kuratora dla osoby niepełnosprawnej, bez znaczącego ograniczenia jej zdolności do czynności prawnych.

Postulaty zniesienia ubezwłasnowolnienia

Rzecznik od dawna uważa, że instytucja ubezwłasnowolnienia powinna zostać zniesiona i zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji. Domaga się także tego samo środowisko osób z niepełnosprawnościami.

Stanowisko takie RPO prezentował  wcześniej w toku procedury legislacyjnej, mającej na celu zmianę Kc w tym zakresie, toczącej się w ramach Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości. W wyniku jej prac powstawał projekt znoszący ubezwłasnowolnienie, który zarzucono wraz z likwidacją Komisji w grudniu 2015 r. W 2018 r. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznało rację RPO, że zmiany są konieczne, ale muszą zaczekać, „z uwagi na inne priorytetowe projekty i zadania”.

We wrześniu 2018 r. inne stanowisko zaprezentował przedstawiciel rządu podczas dialogu z Komitetem ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami w Genewie, w ramach badania przez Komitet polskiego raportu z wykonywania Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami (przyznaje im ona zdolność do czynności prawnych). Przedstawiciel rządu zapowiedział, że w MS zostaną podjęte prace koncepcyjne nad zmianą w zakresie ubezwłasnowolnienia. Kierunku zmian nie określono. W rekomendacjach dla Polski z października 2018 r. Komitet ONZ zalecił m.in. likwidację instytucji ubezwłasnowolnienia.

Trybunał Konstytucyjny bada skargę konstytucyjną w sprawie niezgodności ubezwłasnowolnienia z Konstytucją. RPO przystąpił do tego postępowania, wnosząc o uznanie niekonstytucyjności tej instytucji.

IV.7024.28.2018

Czy MEN mogło zbierać dane o udziale nauczyciela w strajku. Rzecznik pyta Prezesa UODO

Data: 2019-06-18
  • Podczas strajku nauczycieli Ministerstwo Edukacji Narodowej polecało dyrektorom odnotowywać informacje o strajkujących
  • W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich obowiązujące prawo nie daje podstawy do przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku
  • W odpowiedzi MEN nie wskazało Rzecznikowi, który konkretny przepis prawa mógłby być tego podstawą
  • Teraz Rzecznik wystąpił w tej sprawie do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Podczas strajku jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN ds. Systemu Informacji Oświatowej, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

W wystąpieniu do MEN z 19 kwietnia 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO oraz odpowiednich przepisów wykonawczych ministra. Z żadnego z tych przepisów nie wynika jednak podstawa prawna do gromadzenia danych o tym, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku – podkreślał Adam Bodnar. Poprosił ówczesną minister Annę Zalewską o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania tych danych, stanowiących ingerencję w prywatność nauczycieli.

W odpowiedzi z 17 maja wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć wymienił przepisy dotyczące odnotowywania przyczyn nieprowadzenia zajęć. Nie wskazał jednak, który z przypadków wymienionych w rozporządzeniu MEN z 11 sierpnia 2017 r. (w sprawie  szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej) stanowił podstawę prawną wykorzystaną w przypadku odnotowywania nieobecności nauczycieli w czasie strajku.

W związku z tym Rzecznik spytał prezesa UODO Jana Nowaka, czy prowadzi w tej sprawie postępowanie albo ewentualnie inne działania. Jeśli działań prezes UODO nie podjął, Rzecznik zwrócił się o ich rozważenie.

VII.520.11.2019

 

Rodzice dzieci martwo urodzonych wciąż bez prawa do świadczeń. RPO interweniuje u Marszałka Sejmu

Data: 2019-06-13
  • Rodzice dzieci martwo urodzonych, których płci nie da się ustalić, nie mają prawa do świadczeń z ubezpieczenia społecznego, w tym zasiłku pogrzebowego
  • Niezbędny jest bowiem do tego akt urodzenia z adnotacją, że dziecko urodziło się martwe - wraz z podaniem  jego płci
  • Od pięciu lat o prawa rodziców będących w tej sytuacji ubiega się Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Wprawdzie w styczniu 2017 r. Senat przyjął odpowiednią inicjatywę ustawodawczą, ale do dziś nie zajął się nią Sejm

RPO Adam Bodnar wystąpił do marszałku Sejmu Marka Kuchcińskiego, aby podjął działania w celu zakończeniu procesu legislacyjnego tego niezwykle ważnego społecznie projektu w obecnej kadencji.

Rodzice skarżyli się, że nie mogą otrzymać ani zasiłku pogrzebowego, ani macierzyńskiego, ani też skorzystać ze skróconego okresu urlopu macierzyńskiego w razie urodzenia martwego dziecka, którego płci nie da się ustalić. 

Zgodnie z przepisami, by mogli oni otrzymać świadczenia z ubezpieczenia społecznego, muszą bowiem przedstawić odpis aktu urodzenia z adnotacją, że dziecko urodziło się martwe. Aktu urodzenia w tej sytuacji nie można zaś sporządzić z uwagi na niemożliwość określenia płci dziecka (co jest elementem obligatoryjnym w akcie urodzenia). Niemożność określenia płci uniemożliwia zatem uzyskanie dokumentu, który warunkuje możliwość ubiegania się o skrócony urlop macierzyński, zasiłek macierzyński, czy też zasiłek pogrzebowy.

Działania RPO

W opinii Rzecznika - który w tej sprawie pisał jeszcze w 2015 r. do ówczesnego MRPiPS - niezrozumiałe jest wymaganie określenia płci w akcie urodzenia dziecka martwego w celu uzyskania przez rodziców określonych świadczeń. Jak odpowiedział Minister, odwołując się do stanowiska Ministra Zdrowia, „w odniesieniu do martwych dzieci, (w szczególności w sytuacji utraty wczesnej ciąży) należy wskazać, iż jest to prawo rodziców do pochówku, a nie obowiązek”. Rzecznik jest jednak zdania, że każdy rodzic powinien mieć zagwarantowane prawo do godnego pożegnania swego dziecka, bez względu na wiek i kondycję fizyczną, w jakiej przyszło na świat.

W 2016 r. RPO zwrócił się do MRPiPS  o ponowne rozważenie zmiany przepisów – tak by świadczenia możliwe były do udzielenia w razie przedstawienia karty zgonu dziecka (w części karty zgonu wymaganej dla administracji cmentarza nie jest wymagane oznaczenie płci). Chodzi o rozwiązania analogiczne, jak w ustawie o cmentarzach i chowaniu zmarłych.

Pismo w tej sprawie Rzecznik skierował też 1 czerwca 2016 r.  do przewodniczącego senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. Wychodząc naprzeciw postulatom RPO, podjęła ona działania. Ich rezultatem była inicjatywa legislacyjna Komisji. Zgodnie z zaproponowaną nowelą ustawy o emeryturach i rentach z FUS, uprawnione do zasiłku pogrzebowego byłyby osoby, które pokryły koszty pogrzebu dziecka martwo urodzonego, bez względu na czas trwania ciąży, dla którego, na wniosek osoby uprawnionej do pochowania, sporządzono kartę zgonu  w celu pochowania zwłok.

Senat przyjał projekt - Sejm czeka

11 stycznia 2017 r. Senat wniósł do Sejmu  projekt takiej ustawy. Ze strony internetowej Sejmu wynika, że senacki projekt (druk 1250) został skierowany 27 stycznia 2017 r. do I czytania w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.  9 sierpnia 2017 r. wpłynęło do niej stanowisko rządu. Niestety, od tego czasu projekt nie był procedowany w Sejmie.

- Doceniając ogromną wagę podjętej przez Senat RP inicjatywy zmierzającej do poprawy sytuacji rodziców, którzy na skutek utraty dziecka, którego płci nie da się ustalić, nie otrzymywali żadnego wsparcia ze strony organów państwa, uprzejmie proszę Pana Marszałka o rozważenie podjęcia działań, mogących pomóc w zakończeniu procesu legislacyjnego tego niezwykle ważnego społecznie projektu w czasie obecnej kadencji Sejmu i Senatu RP - napisał Adam Bodnar do marszałka Marka Kuchcińskiego.

VII.534.18.2015

Prezes IPN: nie działamy opieszale w sprawach autolustracyjnych

Data: 2019-05-31
  • Nie ma podstaw do opinii o braku sprawnego działania prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej w postępowaniach autolustracyjnych - uważa prezes IPN Jarosław Szarek
  • RPO wskazywał, że sądy miesiącami czekają na stanowisko IPN w procesach  autolustracyjnych, inicjowanych przez osoby pomówione o związki ze służbami specjalnymi PRL
  • IPN nie bowiem żadnego terminu, w którym musi złożyć takie stanowisko. RPO wnosił, aby termin ten określił prezes IPN
  • Jarosław Szarek uważa, że nie ma podstaw prawnych, by określał to wewnętrzny akt IPN - powinno to być w gestii sądu

Zgodnie z ustawą lustracyjną każdy, kto obejmuje wymienione w niej funkcje publiczne, podlega lustracji. Polega to na złożeniu oświadczenia lustracyjnego nt. związków ze służbami PRL, które jest badane przez IPN. Jeśli Instytut  ma wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia, kieruje sprawę do sądu.

Osoby, które lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę ze służbami PRL, mogą się oczyścić same, kierując sprawę do sądu. Sąd musi wtedy dostać od IPN dokumenty i stanowisko, czy uważa tę osobę za agenta. Ta procedura nazywa się autolustracją i nie może się odbyć bez stanowiska IPN.

Skargi obywateli na przewlekłość IPN 

Do Biura RPO wpływają skargi na budzącą wątpliwości praktykę IPN w przypadku tej tzw. autolustracji. Sąd przekazuje złożone przez daną osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN w celu  przedstawienia stanowiska co do jego zgodności z prawdą. Ustawa nie przewiduje żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

W praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi też negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o związki ze służbami PRL, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego pomówienia.

Przepis ustawy lustracyjnej z 2006 r. - w zakresie, w jakim nie określa terminu przedstawienia stanowiska IPN - jeszcze 11 maja 2007 r. został uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niekonstytucyjny.  - W oczekiwaniu na zmiany legislacyjne zmierzające do wykonania wyroku TK zasadne wydaje się wydanie wewnętrznego aktu organizacyjnego, który określałby termin, w jakim IPN musi zająć stanowisko - napisał Rzecznik.

Odpowiedź prezesa IPN

Jak odpowiedział prezes IPN Jarosław Szarek, prokuratorzy Oddziałowych Biur Lustracyjnych IPN prowadzą na podstawie stosownych postanowień sądowych tzw. postępowania przygotowujące postępowania autolustracyjne. Przedstawiają też sądowi stanowisko w przedmiocie zgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego wnioskodawcy. W ramach tego postępowania przygotowującego niezbędne jest wykonanie wielu czasochłonnych czynności procesowych, które muszą być wykonane osobiście przez prokuratorów pionu lustracyjnego IPN (nie można ich powierzyć prokuratorom prokuratury powszechnej czy policji).

W szczególności niezbędne jest przeprowadzenie pełnej kwerendy lustracyjnej w Archiwum IPN oraz w zasobie archiwalnym wszystkich Oddziałowych Archiwów IPN. Po uzyskaniu wyników kwerendy wstępnej oraz jej analizie, w wielu przypadkach konieczne jest przeprowadzenie dalszej kwerendy  zagadnieniowej i niezbędnych sprawdzeń w zasobach archiwalnych innych podmiotów. Takie sytuacje występują w szczególności, gdy doszło do zniszczenia kluczowych materiałów archiwalnych.

W dalszej kolejności - w zależności od stanu faktycznego sprawy - niezbędne jest ustalenie danych adresowych i przesłuchanie w charakterze świadków funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa, którzy mogą mieć informacje istotne dla sprawy. Wielokrotnie osoby te są w podeszłym wieku lub ich zdrowia uniemożliwia stawiennictwo. To rodzi zaś konieczność przesłuchania w miejscu zamieszkania oraz uzyskania opinii biegłego co do stanu zdrowia świadka lub możliwości zeznań.

Ponadto specyfika spraw lustracyjnych powoduje, iż w wielu wypadkach zachodzi konieczność powołania biegłego z zakresu badania dokumentów i pisma ręcznego celem oceny prawdziwości zachowanych dokumentów.

W toku postępowania przygotowującego postępowanie autolustracyjne - po zebraniu materiału dowodowego - prokurator ma ponadto obowiązek zawiadomić lustrowanego o możliwości złożenia wyjaśnień i zapoznania się z zebranym materiałem dowodowym. W sytuacji złożenia wyjaśnień przez lustrowanego wielokrotnie zachodzi konieczność ich procesowej weryfikacji poprzez przeprowadzenie kolejnych dowodów.

Wszystkie te czynności są niezbędne dla wszechstronnego wyjaśniania okoliczności sprawy oraz przedstawienia sądowi pełnego materiału dowodowego, umożliwiającego wydanie orzeczenia. Z uwagi na konieczność ich wykonania okres trwania postępowania przygotowującego postępowania autolustracyjne trwa kilka miesięcy. Może on się przedłużyć w szczególności, gdy niezbędne jest wykonanie dużej liczby czynności procesowych oraz zasięgniecie opinii biegłego z zakresu pisma ręcznego.

Ponadto poza postępowaniami autolustracyjnymi prokuratorzy pionu lustracyjnego IPN prowadzą równolegle weryfikacje prawdziwości oświadczeń lustracyjnych osób publicznych. W 2018 r. zakończono ponad 12 tys. takich postępowań. Biorąc pod uwagę obsadę kadrową pionu lustracyjnego (łącznie 33 prokuratorów), należy stwierdzić, iż ich obciążenie pracą jest bardzo duże.

- Mając na uwadze powyższe argumenty uważam, iż brak jest podstaw do formułowania opinii o braku sprawnego działania ze strony prokuratorów pionu lustracyjnego IPN w odniesieniu do postępowań autolustracyjnych – podkreślił Jarosław Szarek. Okres ich trwania jest bowiem każdorazowo determinowany konicznością wykonania niezbędnych czynności procesowych.

Odnosząc się do kwestii braku terminu na przedstawienie sądowi stanowiska ws. zgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego, prezes IPN uznał, że podstawa prawna do tego powinna wynikać z przepisów rangi ustawowej. Termin powinien być wyznaczany przez niezawisły sąd, podejmujący decyzję o wszczęciu postępowania autolustracyjnego, z uwzględnieniem realiów procesowych danej sprawy, w szczególności stopnia jej skomplikowania.

W ocenie Jarosława Szarka brak jest zaś podstaw prawnych, aby termin na przedstawienie sądowi stanowiska procesowego w sprawie autolustracyjnej był określany przez wewnętrzny akt organizacyjny IPN oraz by sąd - będący gospodarzem wszczętego postępowania autolustracyjnego - był nim związany.

Prezes IPN poinformował, że w związku z pismem RPO, dyrektor Biura Lustracyjnego IPN wystosował do podległych prokuratorów pismo, w którym przypomniał o konieczności przedstawienia stanowiska dla sądu bez zbędnej zwłoki.

II.510.1321.2018

PG: ubezwłasnowolnienie - konstytucyjne, gdy inne sposoby ochrony danej osoby są niewystarczające

Data: 2019-05-28
  • Człowieka można całkowicie ubezwłasnowolnić, gdy inne środki ochrony jego interesu są niewystarczające. Zdaniem Prokuratora Generalnego tak rozumiany przepis o ubezwłasnowolnieniu jest zgodny z Konstytucją
  • To stanowisko dla Trybunału Konstytucyjnego, który bada skargę konstytucyjną
  • Wcześniej RPO ocenił, że ubezwłasnowolnienie całkowite jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami godności i wolności człowieka oraz poszanowania życia prywatnego i rodzinnego
  • Ta instytucja prawa cywilnego powinna zostać zniesiona i zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji

Postępowanie przed Trybunałem zainicjowała pani Barbara, którą wcześniej opiekowała się przyjaciółka. Na wniosek prokuratury sąd orzekł jej całkowite ubezwłasnowolnienie z powodu zaburzeń psychicznych. Ona sama była temu przeciwna. Apelacje pani Barbary i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zostały oddalone; Sąd Najwyższy odmówił przyjęcia skarg kasacyjnych. W 2017 r. pani Barbara złożyła skargę konstytucyjną (sygn. akt SK 23/18).

Czym jest ubezwłasnowolnienie

Zaskarżony art. 13 Kodeksu cywilnego głosi: "Osoba, która ukończyła lat trzynaście, może być ubezwłasnowolniona całkowicie, jeżeli wskutek choroby psychicznej, niedorozwoju umysłowego albo innego rodzaju zaburzeń psychicznych, w szczególności pijaństwa lub narkomanii, nie jest w stanie kierować swym postępowaniem".

Ubezwłasnowolnienie polega na pozbawieniu albo ograniczeniu przez sąd zdolności do czynności prawnych. Ubezwłasnowolnienie całkowite to zupełne pozbawienie zdolności do czynności prawnych  (podejmuje je opiekun). Przy ubezwłasnowolnieniu częściowym osoba może osobiście podejmować czynności prawne - zgodę na konkretną transakcję musi wyrazić jej kurator.

Konsekwencje ubezwłasnowolnienia całkowitego to m.in.:

  • niemożność zawarcia małżeństwa,
  • niemożność uznania swego ojcostwa lub wytoczenia samodzielnie powództwa o ustalenie albo zaprzeczenie ojcostwa lub macierzyństwa,
  • niemożność sprawowania władzy rodzicielskiej,
  • niemożność nawiązania stosunku pracy,
  • brak czynnego i biernego prawa wyborczego,
  • niemożność sporządzenia i odwołania testamentu.

Poza umowami w drobnych bieżących sprawach życia codziennego, osoba ubezwłasnowolniona całkowicie nie może działać w obrocie gospodarczym i prawnym. Wszelkie jej działania wymagają pośrednictwa opiekuna ustanowionego przez sąd. Sąd stosuje ubezwłasnowolnienie bezterminowo; nie jest poddawane okresowej kontroli. Konsekwencje ubezwłasnowolnienia całkowitego bywają porównywane w literaturze i doktrynie prawa do śmierci cywilnej.

W Polsce stosuje się najczęściej ubezwłasnowolnienie całkowite (od 89 do 92% proc. uwzględnionych wniosków). W Polsce ubezwłasnowolnionych całkowicie jest ok. 90 tys. osób, a liczba ta stale rośnie.

RPO od dawna uważa, że instytucja ubezwłasnowolnienia powinna zostać zastąpiona systemem wspieranego podejmowania decyzji. Domaga się tego także środowisko osób z niepełnosprawnościami.

Konwencja ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami przyznaje im zdolność do czynności prawnych. We wrześniu 2018 r., podczas dialogu z Komitetem ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami, przedstawiciel rządu zapowiedział podjęcie prac koncepcyjnych nad zmianą w zakresie ubezwłasnowolnienia. Kierunku zmian nie określono. W rekomendacjach dla Polski z października 2018 r. Komitet ONZ zalecił m.in. likwidację ubezwłasnowolnienia.

Argumenty RPO

Jeszcze w 2018 r. Adam Bodnar, który przyłączył się do postępowania TK, wniósł o uznanie że art. 13 § 1 Kc jest niezgodny z art. 30, z art. 31 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 oraz z art. 47 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Ubezwłasnowolnienie w pierwszej kolejności narusza fundamentalną zasadę ochrony przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, stanowiącej źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.

Najważniejszym zarzutem dotyczącym naruszenia godności człowieka jest przedmiotowe traktowanie i odebranie ubezwłasnowolnionym całkowicie możności decydowania o samych sobie. W większości  osoby z niepełnosprawnością intelektualną i z zaburzeniami psychicznymi potrafią artykułować swe potrzeby i wolę. A trudności komunikacyjne nie mogą pozbawiać człowieka wszystkich praw i w każdym zakresie.

Tymczasem to opiekun decyduje np. o miejscu pobytu podopiecznego, kształtując jego środowisko życiowe i wpływając na możliwy krąg znajomych. Opiekun ma wprawdzie obowiązek działania w interesie osoby będącej pod jego pieczą, ale przepisy - inaczej niż w niektórych ustawodawstwach europejskich - nie precyzują, że musi brać pod uwagę jej życzenia. Tym samym podopieczny nie ma prawa udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących jego majątku i osoby.

Osoby ubezwłasnowolnione całkowicie nawiązują znajomości, podejmują współżycie, rodzą dzieci i zakładają rodziny. Nie mogą jednak sformalizować tych związków w ramach swego prawa do życia osobistego i rodzinnego. W wyniku ubezwłasnowolnienia jednego z małżonków z mocy prawa powstaje też między nimi rozdzielność majątkowa.

Ubezwłasnowolnienie całkowite bardzo głęboko ingeruje w wolność człowieka we wszystkich jej aspektach. W związku z tym wchodzi ono w zakres zastosowania art. 31 ust. 1 Konstytucji (mówi on, kiedy dopuszczalne są ograniczenia wolności). Z uwagi na swoją niekonieczność i nieproporcjonalność nie służy realizacji żadnych z wartości z art. 31 ust. 3. Nie spełnia też kryterium konieczności ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności.

W maju 2018 r. Sąd Najwyższy uznał, że także prawo do kontaktowania się osoby ubezwłasnowolnionej z innymi osobami jest zależne od działań i inicjatywy opiekuna. Nawet najbliższa rodzina (rodzice lub potomstwo ubezwłasnowolnionego dziecka) nie ma podstaw prawnych by żądać uregulowania takich kontaktów przez sąd, który nie ma prawa wszcząć takiego postępowania z urzędu.

Prokurator Generalny wnosi o wyrok interpretacyjny

Art. 13 § 1 Kc - rozumiany w ten sposób, że wskazana w tym przepisie osoba może być ubezwłasnowolniona całkowicie tylko wtedy, gdy inne środki służące ochronie jej interesu są niewystarczające - jest zgodny z art. 30, z art. 31 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 oraz z art. 47 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji - napisał  w stanowisku dla TK z kwietnia 2019 r. zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand.

Wskazał, że odnosząc się do godności osób ze zniesioną lub ograniczoną zdolnością do czynności prawnych, TK zauważał, że w niektórych sytuacjach takie ograniczenia mają na celu ochronę godności. Konstytucyjnym uzasadnieniem ubezwłasnowolnienia całkowitego jest bowiem wyłącznie ochrona godności. Jak podkreśla literatura przedmiotu, sama ta instytucja nie stoi w sprzeczności z art. 30 Konstytucji RP, a do naruszenia godności człowieka może dochodzić w przypadku jej niewłaściwego zastosowania.

Zdaniem PG prowadzi to do uznania, że pozbawienie - na skutek ubezwłasnowolnienia całkowitego - zdolności do czynności prawnych osób z niepełnosprawnością psychiczną lub intelektualną, które nie są w stanie kierować swym postępowaniem w takim stopniu, że inne środki służące ochronie interesu takich osób są niewystarczające, nie może być uznane za sprzeczne ze standardem konstytucyjnym. Wręcz przeciwnie - pozostawienie osoby z głęboką niepełnosprawnością, której egzystencja jest uzależniona od wsparcia drugiego człowieka - bez pomocy opiekuna, godziłoby wprost w godność tej osoby; stanowiłoby też naruszenie obowiązku państwa z art. 69 Konstytucji.

Nie przeczy to argumentacji skarżącej, że poziom ingerencji prawnej wobec osób z niepełnosprawnością psychiczną lub intelektualną winien być dostosowany do potrzeb wynikających ze stanu psychicznego tej osoby a rozstrzygnięcie znoszące zdolność do czynności prawnych winno stanowić środek ostateczny.

R. Hernand przywołał stanowisko TK z 7 marca 2007 r., że „ubezwłasnowolnienie często jest nadużywane przez rodziny osób ubezwłasnowolnionych w celu uzyskania korzyści majątkowych lub praktycznie wymuszane przez instytucje państwowe, takie jak ZUS czy domy opieki społecznej, które uzyskanie orzeczenia o ubezwłasnowolnieniu traktują jako warunek przyznania świadczeń, np. renty, miejsca w domu opieki".

Podzielając poglądy wskazujące na potrzebę reformy instytucji ubezwłasnowolnienia - która uwzględniłaby Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych - nie sposób jednak dostrzec, że dopuszczalność orzekania ubezwłasnowolnienia całkowitego jako środka nadzwyczajnego (gdy zabezpieczenie w inny sposób interesów osób niezdolnych do samodzielnego kierowania postępowaniem nie jest możliwe) nie jest co do zasady kwestionowana.

R. Hernand przypomniał, że Europejski Trybunał Praw Człowieka nie podważa ubezwłasnowolnienia całkowitego, ale mocno akcentuje pogląd, że powinno ono stanowić ultima ratio. Dopuszczalność ubezwłasnowolnienia całkowitego jako ostatecznego środka przyjął też TK w wyroku z 7 marca 2007 r. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego orzeczenie ubezwłasnowolnienia całkowitego wobec osoby z niepełnosprawnością psychiczną lub intelektualną, która nie jest w stanie kierować swym postępowaniem, jest możliwe tylko, gdy zabezpieczenie jej interesu może zostać osiągnięte przez zastosowanie innych, mniej uciążliwych środków.

Marszałek Sejmu wniósł o umorzenie postępowania przed TK. Alternatywny wniosek to stwierdzenie, że zaskarżony przepis - rozumiany w ten sposób, że pojęcie "nie jest w stanie kierować swym postępowaniem" oznacza "trwałą i całkowitą niezdolność kierowania swoim postępowaniem, w stopniu wyłączającym świadome i swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli" - jest zgodny z art. 30, art. 31 ust. 3 w związku z art. 31 ust. 1, art. 41 ust. 1 i art. 47 Konstytucji.

TK nie wyznaczył jeszcze terminu rozstrzygnięcia skargi.

IV.7024.23.2018

Spotkanie regionalne w Olsztynie

Data: 2019-05-23
  • Na spotkaniu RPO w gościnnych progach Olsztyńskiego Centrum Organizacji Pozarządowych zebrało się ponad 70 osób.
  • Rzecznikowi i jego współpracownikom towarzyszyła tłumaczka języka migowego, gdyż taką potrzebę zgłosiły osoby głuche, które chciały wziąć udział w spotkaniu.

Na wstępie z podziękowaniami dla rzecznika wystąpił przedstawiciel Uniwersytetu Obywatela – Mamy zaszczyt mieć Pański honorowy patronat. Dzięki Panu bierzemy udział w dwóch niezwykle ważnych programach – w kwestii równego traktowania i działań na rzecz osób starszych. Z prawdziwą przyjemnością dziękuję za kampanie społeczne, które służą aktywności obywatelskiej.

O problemach mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych

Było porozumienie między urzędem i prezesem spółdzielni, zapisane w aktach notarialnych jako uwłaszczeni – nie wykazali, gdzie jest część wspólna a podali ułamek. W części wspólnej – pralnie i suszarnie – wygodnie jest tego pozbawić a potem przerobić na lokalne. Nie zgodziłam się na to – sprawa trwa 8 lat. To nie jest już sprawa prezesa i prezydenta – teraz prokuratorów i sędziów.

Wyszło na jaw, że deklaracje ludzi są nieprawidłowe – oskarża się obywatela, który jest już w wieku podeszłym i nie zna przepisów – należy to uregulować i podatek od części wspólnej ma każdy płacić. Można złożyć nową deklarację, ale osoby nie mogą tego zrobić, bo część pomieszczeń ma już inne przeznaczenie.

Człowieka którego nie stać na dom traktuje się gorzej. Jeżeli faktycznie ten co ma dom i ten który mieszka w spółdzielni ma te same prawa – proszę abyście się państwo zajęli – skala jest duża.

RPO: W BRPO mamy dwa zespoły właściwe – prawa cywilnego w wydziale prawa mieszkaniowego. To może być też zagadnienie dla zespołu prawa karnego – nadzór nad działalnością prokuratury. Będziemy musieli się przyjrzeć. Często przy takich sprawach wychodzi nam problem systemowy.

O prawach osób skazanych

Jestem przedstawicielem Mission4Freedom International. Zajmujemy się osobami skazanymi i ich rodzinami. Jest to dziedzina w naszym społeczeństwie traktowana po macoszemu. Powstał pewien problem z jednym z nowych przepisów – karta byłego skazanego – zatarcie skazania. W naszych strukturach staramy się aktywizować byłych skazanych do pomocy obecnym skazanym – w tych działaniach najlepiej się sprawdzają. Byli skazani nie mogą pracować w jednostkach penitencjarnych na zasadzie społecznej. Jaki jest pogląd RPO na interwencję wspomaganie tych działań?

RPO: Chciałbym Panu podziękować, że prowadzi Pan działalność, mimo że nie budzi ona akceptacji społecznej. Jeśli się widzi organizację, która mówi, że to ludzie z rodzinami, którym należy się wsparcie, to wcale nie trafia na podatny grunt. Nie wiem czy Państwo korzystają z Funduszu Sprawiedliwości – to powinien być ten cel, a są wykorzystywane na inne aktywności.

Może dobrym pomysłem byłoby działanie crowdfundingowe.

Problem pomocy dla osób skazanych – do nas trafia bardzo dużo skarg od więźniów – prawa do widzeń też intymnych, prawa do przepustek losowych – nie zawsze są udzielane. W BRPO – zespół do spraw wykonywania kar, którym kieruje dr Ewa Dawidziuk. W zasadzie poza RPO nie mają nikogo, kto by się tymi sprawami zajmował.

Ten temat trafił do nas dzięki interwencji organizacji społecznych. Cała idea pracy ze skazanymi to muszą być osoby, które przeszły przez więzienie. Osoby z czystą kartoteką nie rozumieją wszystkich problemów

Zobacz: Wystąpienie do Centralnego Zarządu Służby Więziennej

Bardzo ważna rzecz nierozwiązana systemowo w Polsce to to, co się dzieje ze skazanym, który kończy odbywanie kary. Jeśli ma rodzinę, jest łatwiej, ale zawsze może trafić z powrotem do złego środowiska.

Mało jest w Polsce instytucji przejściowych. Jest jedno miejsce – ośrodek Mateusz. Razem z nim w wielkim domu mieszka ponad 20 mężczyzn, którzy uczą się prostych rzeczy i normalnych zasad wypoczynku, na czym polega codzienne branie odpowiedzialności za nowe życie. To miejsce to „śluzy do wolności” – na 100 osób tylko dwie wróciły do przestępstwa.

O prawach seniorów do ochrony zdrowia

Przewodniczący społecznej rady seniorów: -  Zajmujemy się między innymi ochroną zdrowia. Przeczytałem w wywiadzie, że rząd chce likwidacji 150 szpitali w powiatach, tylko boi się podjąć taką decyzję.  Czy jest panu znany ten wywiad i tendencje rządu do likwidacji szpitali?

RPO: Nie natknąłem się na ten wywiad. Wiemy dobrze, że ustawa o sieci szpitali miała dokonać restrukturyzacji aby osiągnąć oszczędności, a doprowadziła do likwidacji wielu oddziałów i wielu specjalizacji. Zapoznam się z wywiadem. Będę miał spotkanie z komisją ekspertów ds. ochrony zdrowia. W tej kwestii RPO może być wpływowy. Jedynym ograniczeniem dla mnie jest brak ludzi. Od ochrony zdrowia mam raptem kilka osób. Mamy problem, że rząd nie wykonuje swoich zobowiązań – przykładem - protest lekarzy rezydentów – zwiększenie finansowania – co nie zostało wykonane.

Dyrektor Barbara Imiołczyk, BRPO  – geriatra to specjalista od leczenia osób starszych które cechują się wielochorobowością. Potrzebny jest lekarz, który z zespołem ustala metodę leczenia i sposób pomocy rodzinie. Taka wizyta trwa godzinę. Wprowadzenie nowego sposobu finansowania szpitali. Przychodnie i oddziały geriatryczne zaczynają się zamykać. Geriatrzy pracują w innych specjalnościach, bo nie mają pracy – tam są lepiej opłacani.

Powiat musi mieć kluczowe instytucje, szkoły, prokuratury i właśnie szpital – sieć powiatowa to sieć usług, które możliwie są najbliżej człowieka, żeby mu pomóc. Aby mógł posłużyć szybkim przypadkom dla danej okolicy. Pediatria, oddział wewnętrzny chirurgia, a my idziemy w zupełnie innym kierunku.

O prawach osób niesłyszących

Problem dotyczy aplikacji 112 która po czterech latach przestaje działać – osoby głuche zwracają uwagę – pisaliśmy do Ministerstwa, ale nie wiemy co będzie dalej. Osoby głuche bardzo potrzebują takiej formy komunikacji. Prosimy Pana o interwencję – powiedział wiceprezes stowarzyszenia osób głuchych.

RPO: Z tego, co pamiętam, byliście tym pierwowzorem i pierwszym województwem, które wprowadziło tego typu rozwiązania. Ta aplikacja była dostępna, po czym MSWiA wzięła się za to, żeby przygotować jedna aplikacje na potrzeby całego kraju – nie wiadomo, co ministerstwo robi w tym zakresie, a zlikwidowało waszą aplikację. Z pozycji pioniera spadliście na pozycję pokrzywdzonych.

Dyrektor Imiołczyk: Aplikacja została stworzona wspólnie przez centrum zarzadzania kryzysowego wojewody i głuchych ze stowarzyszenia. Dla mnie to, że ona nie działa jest zaskoczeniem. To wymaga wyjaśnienia.

RPO: Jeżeli podczas spotkania był nam przedstawiony harmonogram prac to zwrócę na to uwagę. Apel do mediów, aby o tym pisali. Taka sytuacja jest absolutnie niedopuszczalna.

Chciałabym dodać jeszcze jedną rzecz – głusi nie mogą napisać tego w j. polskim – nie znają też przepisów są zieloni w tej sprawie, dlatego bardzo prosimy o wsparcie RPO. My możemy to napisać, ale w języku migowym, wtedy osoba czytająca nie będzie w stanie pomóc. Proszę o pomoc.

RPO: Od tego jestem, władza musi to zrozumieć. Chcę się porozumieć z Panem ministrem, być może także w mediach społecznościowych.

Jestem osobą z niedosłuchem – przeprowadziłem badanie dotyczące języka migowego. Język migowy jest niezbędny, a rzecznik ma środki do tego, aby poruszyć publicznie kwestię edukacji i służby zdrowia.

Dyrektor Imiołczyk: Wielokrotnie poruszaliśmy kwestie nauczanie PJM i kształcenia tłumaczy PJM, żeby tłumacz migowy mógł być tłumaczem przysięgłym. RPO też przygotowywał wystąpienie i do minister edukacji i do ministra zdrowia i do parlamentu dlatego, że w tej chwili trwają prace nad nowelizacją ustawy o PJM – jest niewystarczająca, ale idzie w dobrym kierunku – głuchy będzie mógł korzystać z PJM we wszystkich służbach ratunkowych – w straży pożarnej, na policji, czy na SORze. Niestety od lipca ubiegłego roku nic się z ustawą nie dzieje. Jest w podkomisji sejmowej. Państwo się nie skarżą do RPO – apel do państwa – szukamy osoby, która chciałaby zgłosić swoją sprawę dyskryminacji do sądu aby RPO mógł do takiej sprawy przystąpić. Walczcie o swoje prawa!

RPO: Czasem trzeba mieć odwagę zadziałać. Macie tu wsparcie specjalistów, prawników – być może zamiana może zacząć się od Was. Mamy wielką kancelarię, która chce pomóc pro bono. Jak się państwo zdecydują i będą mieli bohaterów to będziemy mogli pomóc.

- Mam skargę od głuchych – oni się boją, nie są odważnie, żeby walczyć o prawo – mówią w swoim języku – można nagrać filmik i wysłać do izby skarżącej.

RPO: Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie nagrywają państwo filmik z pozwem - prawdopodobnie sądy nie będą wiedziały co z tym zrobić, ale na tym to polega! Jeśli sąd to odrzuci taki pozew ze względów formalnych to są państwo pozbawieni prawa do sądu – to jest przecież Wasz język. Przetestowanie jak się sądy zachowają to też jest wartość społeczna. To sądy same muszą się do tego dostosować.

Dyrektor Imiołczyk: Do BRPO można wysłać skargę w języku migowym. Jeśli sąd odrzuci taką skargę – proszę ją skierować. Jak chcecie możemy przeprowadzić w Olsztynie warsztaty jak zgłaszać skargę do rzecznika.

O prawach do wcześniejszej emerytury kobiet z rocznika 1953

Należę do kobiet, w stosunku do których nie działa przedawnienie. To rocznik 1953. Nie godzimy się na takie traktowanie. W tej chwili powstaje projekt ustawy o zmianie przepisów emerytalnych. Wiem, że RPO prowadził tę sprawę. Prosimy o pomoc.

RPO: Ta sprawa była dla nas bardzo ważna. Udało się -wygrać sprawę przed TK, ale problemem jest jego realizacja – to kwestia obciążeń finansowych dla rządu.

O ustawie „dezubekizacyjnej”

Wydawałoby się, że prawa są niezmienne, a niedziałanie prawa wstecz, brak odpowiedzialności zbiorowej, prawa człowieka – kilkadziesiąt tysięcy mundurowych zostało pozbawionych praw. Jak już odebrano im te prawa, można zabrać emerytury. Jak RPO do tego się ustosunkowuje bo wiem, że robił Pan już coś w tym przedmiocie – mówił pan ze stowarzyszenia emerytów i rencistów policyjnych.

RPO: To, o czym Pan powiedział, to ustawa, która pozbawiła uprawnień emerytalnych osoby, które były pod nadzorem MSW przed 1989 roku. Osoby te przeszły pozytywną weryfikację, załapały się pod zakres tej ustawy. To też np. osoby, które wprowadzały numery PESEL – cybernetycy też zostały objęte ustawą. Ustawa jest po prostu niesprawiedliwa na wielu poziomach. Wprowadziła zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Środki zaskarżenia stały się iluzoryczne. W normalnej sytuacji – sprawa dla TK. Sąd w Warszawie skierował takie pytanie, ale sprawa leży nierozpatrzona.

Pan słusznie powiedział, że przecież na tym niekoniecznie musi się skończyć. Ustawa dotycząca dyplomatów, czemu nie?

Pokazuje wady ustawy poprzez przyłączanie się do spraw – wybraliśmy 12 symbolicznych spraw a dwie już udało nam się wygrać. Mam tylko kilka osób, które się zajmują tym tematem więc nie możemy podjąć więcej interwencji. Chcemy zachęcić sądy do bezpośredniego stosowania Konstytucji – Europejski Trybunał Praw Człowieka powinien się tym zająć.

- Pamiętajmy, że to coraz więcej starszych osób – ludzie zostali obdarci także z godności – wtrącił pan

RPO: Robimy dużo, ale nie mam mocy, żeby zmusić rząd do zmiany ustawy.

O prawach ojców

Doskonale zna Pan problem alienacji rodzicielskiej przez przyznawanie opieki jednemu z rodziców. Czy mógłby się Pan pochwalić, jeżeli chodzi o interwencje RPO, jeśli chodzi o łamanie prawa dzieci przez sądy rodzinne – powiedział pan z portalu internetowego www.tyjakotata.pl

RPO: Zajmujemy się tym problemem w Biurze. Rok temu zorganizowaliśmy Kongres Praw Rodzicielskich. To przede wszystkim kwestia dialogu miedzy sędziami, organizacjami, psychologami. Należy pamiętać, że społeczeństwo nam się zmieniło. To rola ojca w społeczeństwie – powinien mieć przyznany równy dostęp. To na czym nam bardzo zależy to kwestia prowadzenia na etapie postępowania rozwodowego – kuratora dla dziecka.

Podejmujemy interwencje na rzecz osób indywidualnych. W ostatnim czasie udało mi się podjąć rozmowy ze środowiskami.

Przygotowujemy wystąpienie dotyczące miejsca zamieszkania. Planuję zorganizowanie w BRPO konferencji ze stowarzyszeniami sędziowskimi. Jest wielki mit wśród sędziów – mają obawę, że to nie działa. Należy korzystać z praktyk z innych państw.

O problemie z instytucją „małego świadka koronnego”

Chciałam zapytać, czy jest Panu znany projekt Piotra „Liroya” Marca w sprawie pomówienia osób skazanych. To sprawa między innymi Oliwiera Romanowskiego – rapera „Bonusa RPK” . Czy jest Panu znana ta sprawa.?

RPO: Chodzi o kwestie stosowania zeznań małego świadka koronnego, któremu często nie towarzyszy weryfikacja. Rok temu odezwał się do mnie poseł Artur Dębski. Mniej więcej rok temu spotkałem się z Oliwierem Romanowskim – „Bonusem RPK”. Przygotowaliśmy wystąpienia do ministerstwa sprawiedliwości – należy uszczegółowić przepisy w takim kierunku jak przy świadku anonimowym.

-  Pisałam pisma do RPO.

Wszyscy, którzy byli na konferencji u nas, byli przekonani, że jest problem z tym przepisem. Z obecnym ministerstwem sprawiedliwości nie dogadam się w tej sprawie. Pan Oliwier został prawomocnie skazany – muszę obserwować. Aby spowodować, aby doprowadzić do poważnej wypowiedzi Sądu Najwyższego. Widzimy wadę systemową przepisów. Jeżeli chodzi o pani sprawę – może za chwilę

O problemach finansowych Biura RPO

Uznanie dla pana i urzędu. Śledzę wystąpienia publiczne i wywiady. W tamtym roku powiedział pan, że zostały ograniczone fundusze, czy to dalej jest kontynuowane. Ograniczenie wyjazdów, ludzi. Okazuje się, że państwo też mają problemy.

RPO: Parlament nie odpowiedział na podstawowe potrzeby które ma biuro. Problem kasacji, przy urzędzie pracowników trzyma bardziej misja niż fundusze. Skarga nadzwyczajna i ani złotówki na nowe etaty. Pieniądze na delegacje mogą się skończyć w październiku. Każda najmniejsza aktywność kosztuje. Nie mogę się zrażać.

MEN: ustawa nakazuje dyrektorom szkół odnotować przyczynę braku zajęć

Data: 2019-05-20
  • Obowiązek odnotowania w Systemie Informacji Oświatowej przyczyny nieprowadzenia zajęć nakazuje dyrektorom szkół ustawa o SIO
  • Tak MEN odpowiedziało Rzecznikowi, zaniepokojonemu żądaniem resortu w czasie strajku, aby dyrektorzy szkół wpisywali dane o strajkujących nauczycielach do tego centralnego systemu
  • RPO wskazywał, że może to naruszać Konstytucję, nie ma bowiem podstawy prawnej dla przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku
  • W odpowiedzi resort nie odniósł się jednak do faktu, że z ustawy o SIO nie wynika podstawa odnotowywania, iż przyczyną braku zajęć był udział nauczyciela w strajku

Podczas strajku jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN ds. Systemu Informacji Oświatowej, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Wątpliwości RPO

W wystąpieniu do MEN z 19 kwietnia 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Rzecznik już w wystąpieniu z 22 lutego 2013 r. do MEN sygnalizował wątpliwości dotyczące przetwarzania zbyt dużej liczby danych osobowych na poziomie centralnym w ramach SIO. Gromadzenie danych osobowych rodzi po stronie administratora danych odpowiedzialność za ich przetwarzanie i za ochronę konstytucyjnych wartości, do jakich należy prywatność i autonomia informacyjna.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO oraz odpowiednich przepisów wykonawczych. Z żadnego z tych przepisów nie wynika zaś podstawa prawna do gromadzenia danych o tym, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku – podkreślał Adam Bodnar.

Dlatego poprosił minister edukacji narodowej Annę Zalewską o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania w ramach SIO danych o udziale nauczycieli w strajku. Jeżeli taka podstawa zostałaby wskazana, zwrócił się o podanie dokładnego i konkretnego celu przetwarzania danych dotyczących nieprowadzenia zajęć przez strajkujących nauczycieli. Chciał także dowiedzieć się, jakie podmioty mają dostęp do tych danych i jak są zabezpieczone.

W odpowiedzi wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć napisał, że komunikat wysłany do dyrektorów szkół i placówek, dotyczący wykazywania przyczyn nieprowadzenia zajęć w Systemie Informacji Oświatowej, miał związek z licznymi pytaniami dyrektorów szkół, którzy zgłaszali problemy natury techniczno-informatycznej związane z systemem.

- Dyrektorom została udzielona pomoc w postaci instrukcji, jak wykazywać przyczyny nieprowadzenia zajęć - dodał Maciej Kopeć. Obowiązkiem ustawowym dyrektora szkoły jest wprowadzanie do SIO m.in. powodów nieprowadzenia zajęć przez nauczyciela np. z powodu urlopu macierzyńskiego, urlopu wychowawczego, urlopu dla poratowania zdrowia, niezdolności do pracy w związku z chorobą. Ponadto, informacje te są istotne dla dyrektorów do prowadzenia prawidłowej organizacji pracy szkoły.

Wiceminister przekazał, że obowiązek odnotowania przyczyn nieprowadzenia zajęć wynika wprost z ustawy z 15 kwietnia 2011 r. o systemie informacji oświatowej. Zgodnie m.in. z art. 29 ust. 1 pkt 1 lit. h dane dziedzinowe nauczyciela obejmują także przyczyny nieprowadzenia zajęć.

Według rozporządzenia MEN ws. szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej z 11 sierpnia 2017 r., przyczyny nieprowadzania zajęć obejmują:

1) urlop macierzyński, urlop rodzicielski, urlop ojcowski lub urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego;

2) urlop wychowawczy;

3) urlop bezpłatny udzielony na podstawie art. 17 ust. 2 i art. 17 ust. 2a Karty Nauczyciela;

4) urlop udzielony na podstawie art. 25 ust. 1 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych;

5) zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy na podstawie art. 31 ust. 1 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych;

6) urlop dla poratowania zdrowia;

7) zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na podstawie art. 42 ust. 6 Karty Nauczyciela;

8) zawieszenie w pełnieniu obowiązków na podstawie art. 85t ust. 1-3 Karty Nauczyciela;

9) urlop udzielony na podstawie art. 68 ust. 1 Karty Nauczyciela;

10) urlop bezpłatny, o którym mowa w art. 174 § 1 Kodeksu pracy;

11) przeniesienie w stan nieczynny;

12) niezdolność do pracy, o której mowa w art. 92 § 1 Kodeksu pracy;

13) zwolnienie od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki, o którym mowa w art. 32 ust. 1 ustawy z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa;

14) urlop uzupełniający, o którym mowa w art. 66 ust. 1 Karty Nauczyciela.

(w spisie tym jako przyczyna nieodbycia się zajęć nie figuruje udział nauczyciela w strajku - red.)

- Informacja m. in. o prawidłowym, zgodnym z ww. rozporządzeniem, wykazywaniu przyczyny nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli została wysłana do dyrektorów szkół i placówek w dniu 29 kwietnia br. pocztą elektroniczną – poinformował Maciej Kopeć. 

Zapewnił, że dane gromadzone w Systemie Informacji Oświatowej są wykorzystywane wyłącznie w celach określonych w ustawie o SIO. Zgodnie z nią, są one gromadzone w celu:

1) prowadzenia polityki oświatowej państwa na poziomie krajowym, regionalnym i lokalnym, w tym wspomagania zarządzania oświatą;

2) efektywnego funkcjonowania systemu finansowania zadań oświatowych na poziomie krajowym, regionalnym i lokalnym;

3) analizy efektywności wykorzystania środków publicznych przeznaczonych na finansowanie zadań oświatowych;

4) nadzorowania i koordynowania wykonywania nadzoru pedagogicznego na terenie kraju oraz podnoszenia jakości edukacji.

Według MEN kwestia bezpieczeństwa zgromadzonych danych jest traktowana priorytetowo. System ma zapewnioną wielowarstwową i zgodną z najwyższymi standardami ochronę danych, w tym m. in.: oprogramowanie raportujące o występujących incydentach i system wczesnego ostrzegania o zagrożeniach. Ponadto infrastruktura informatyczna jest okresowo poddawana testom penetracyjnym przez pracowników CERT Polska.

VII.520.11.2019

Informacja RPO dotycząca rejestru pedofilów

Data: 2019-05-14

W związku z pojawiającymi się w przestrzeni medialnej informacjami, które mogą wprowadzać w błąd odbiorców, Biuro RPO wyjaśnia. 

Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił swoje wątpliwości dotyczące Rejestru Sprawców na Tle Seksualnym najpierw w trakcie prac nad ustawą, a następnie – już w trakcie jej obowiązywania - w związku z napływającymi do niego skargami od obywateli.

Na mocy ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym od 1 października 2017 r. w publicznym rejestrze na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości są dostępne dane osobowe, fotografie i miejscowości, w których przebywają osoby skazane za najpoważniejsze przestępstwa popełnione na tle seksualnym, wyliczone w ustawie. Do drugiej części rejestru, gromadzącej również informacje na temat pozostałych sprawców przestępstw popełnionych na tle seksualnym, dostęp mają tylko przedstawiciele określonych służb, w tym organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. W tej części rejestru są zamieszczone dodatkowe dane – w tym numery PESEL skazanych i ich adresy zameldowania.

W trakcie prac legislacyjnych w Sejmie Rzecznik podnosił zastrzeżenia co do zgodności z Konstytucją tych przepisów ustawy, które dotyczyły publicznego rejestru sprawców przestępstw seksualnych. Rzecznik podkreślał wielokrotnie, że nie można co do zasady negować  potrzeby ustanawiania odpowiednich środków prewencyjnych, ale podejmowane działania nie mogą stać w sprzeczności z Konstytucją czy ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi. W tym przypadku, tworzony system rejestru z dostępem publicznym rodził zasadnicze wątpliwości z punktu widzenia zgodności z prawem do prywatności (w szczególności art. 47 i 51 Konstytucji, w zw. z art. 31 ust. 3) – nie tyle w odniesieniu do sprawcy przestępstw, ale przede wszystkim ewentualnych pokrzywdzonych z kręgu bliskich członków rodziny, jak również w ogóle członków rodziny (w małych społecznościach osoba zostanie błyskawicznie zidentyfikowana).

Z punktu widzenia standardów ochrony danych osobowych za nieprawidłowy Rzecznik uznał zbyt szeroki zakres podmiotów, które mogą korzystać z rejestru z dostępem ograniczonym.

Po wejściu ustawy w życie do BRPO zaczęły napływać skargi zarówno od osób, znajdujących się w rejestrze, jak i od ich ofiar lub bliskich. W przypadku sprawców przestępstw Rzecznik zasadniczo udzielał wyłącznie informacji dotyczących brzmienia przepisów ustawy. Szczególną uwagę Rzecznik przykładał jednak do skarg wpływających od ofiar przestępstw lub ich bliskich.

Jedną ze skarg złożyła matka 16-latki, której dane trafiły do rejestru o ograniczonym dostępie. Stało się to na mocy postanowienia sądu rejonowego, który udzielił dziewczynie upomnienia za czyn z art. 200a  par. 2 Kodeksu karnego. Nawiązała ona znajomość z niewiele młodszym od niej kolegą (nie miał 15 lat), w trakcie której wymieniali smsy o treści seksualnej. Udzielając upomnienia, sąd poinformował, że sprawa nie ma charakteru poważnego, a upomnienie to najłagodniejszy środek wychowawczy, jaki można zastosować wobec osoby nieletniej.

Rzecznik ma poważne wątpliwości wobec umieszczania dzieci w Rejestrze. Narusza to prywatność i mocno ingeruje w psychikę. 8 kwietnia 2019 r. wystąpił w tej sprawie do Prezesa Rady Ministrów. 

Jednocześnie 26 kwietnia 2019 r. sąd uwzględnił wniosek RPO i usunął dane dziewczyny z Rejestru.

Z kolei w lutym 2018 r. RPO wystąpił do Ministra Sprawiedliwości w sprawie zagrożenia tzw. wtórną wiktymizacją na wniosek dwojga dzieci ujawnionego w Rejestrze skazanego mężczyzny. Obawiali się oni powrotu traumy oraz wykluczenia, gdy otoczenie odkryje, kim był ojciec. Oboje byli ofiarami przemocy ze strony ojca (choć nie przestępstw  na tle seksualnym). 

W wielu przypadkach jedynym ratunkiem dla dzieci takich osób może być usunięcie danych z Rejestru. - Niestety, w obecnym kształcie ustawa nie przewiduje żadnych możliwości wystąpienia do sądu o usunięcie danych ojca skarżącego z rejestru i zapewnienia ochrony zarówno jemu, jak i jego rodzeństwu – pisał RPO.  Zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry o zmianę prawa, tak by ochronić dzieci – ofiary sprawców ujawnionych w Rejestrze. Wobec braku odpowiedzi ministra, RPO wystąpił w lipcu 2018 r. do premiera – jak dotychczas, również nie odnosi to skutku. 

Według Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego ogólnodostępny rejestr zmniejsza możliwości prowadzenia terapii przestępców seksualnych, ponieważ dla sprawców, których dane zostaną tam umieszczone, nie będzie perspektywy powrotu do społeczeństwa.

RPO: Więźniów trzeba uprzedzać, że na pogrzeb pojadą w kajdankach i pod strażą

Data: 2019-05-06
  • Więzień, który dostaje przepustkę losową na pogrzeb bliskiej osoby, może się tuż przed wyjazdem dowiedzieć, że pojedzie tam nie tylko w konwoju, ale w odzieży więziennej i kajdankach.
  • Dziecko może tak zobaczyć ojca w kościele na I Komunii Św. , a leżąca w szpitalu żona – męża.
  • RPO podpowiada po raz kolejny, że warunki, na jakich więzień dostaje przepustkę losową, powinny być sprecyzowane od razu, w samej decyzji o zgodzie na przepustkę.

Rzecznik występuje w tej sprawie po raz kolejny, bo cały czas dostaje skargi od osadzonych i ich rodzin. Np. uczestnik pogrzebu napisał o upokorzeniu, jakiego doznał, widząc na pogrzebie syna zmarłego w kajdankach. Nietrudno sobie też wyobrazić, jaka może być reakcja dziecka przystępującego do I Komunii Św., gdy życzenia składa mu rodzic w kajdankach, w towarzystwie umundurowanych funkcjonariuszy.

Inny ojciec – za niepłacenie alimentów i odbywający karę pół roku pozbawienia wolności w zakładzie półotwartym i codziennie chodzący stamtąd do pracy – na pogrzeb ojca został dowieziony w kajdankach zespolonych i pod uzbrojoną strażą. Kolejny został dowieziony pod uzbrojoną strażą i w kajdankach do szpitala żony, która poroniła.

Więźniowie w Polsce długo mieli ograniczone prawo do przepustek losowych. Dopiero wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawach przeciwko Polsce, że odmowa przepustki w celu wzięcia udziału w pogrzebie osoby najbliższej narusza art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, sprawiły, że w 2011 r. kodeks karny został znowelizowany: obecnie dyrektor zakładu karnego może udzielić skazanemu zezwolenia na opuszczenie zakładu karnego pod konwojem funkcjonariusza Służby Więziennej, osoby godnej zaufania lub samodzielnie, na czas nieprzekraczający 5 dni, w celu odwiedzenia poważnie chorego członka rodziny, uczestnictwa w pogrzebie członka rodziny oraz w innych wypadkach szczególnie ważnych dla skazanego.

Statystyki pokazują, że zmiana prawa zadziałała dobrze: więźniowie otrzymują przepustki losowe i nie wiążą się z tym negatywne zjawiska. Pozostał jednak do rozwiązania problem, kiedy więzień dowiaduje się, w jakich warunkach odbędzie przepustkę.  Otóż o tym, że na spotkanie rodzinne pojedzie się pojadą nie tylko pod strażą, ale też w kajdankach i odzieży więziennej, osadzeni dowiadują się w chwili wyjazdu. Wielu woli w takiej sytuacji zrezygnować z wyjazdu, a nie mają już możliwości wyjaśnienia bliskim, dlaczego ich nie będzie.

RPO zwracał na to uwagę w pismach z dnia 19 marca oraz 17 lipca 2015 r. Wskazywał, że wystarczyłoby, by dyrektor zakładu karnego już w decyzji o udzieleniu zezwolenia na opuszczenie zakładu karnego wskazywał, na jakich warunkach się to odbędzie i jakie środki bezpieczeństwa będą stosowane..

Służba Więzienna tego stanowiska nie podzieliła. RPO liczy jednak na ponowne przeanalizowanie sytuacji, bo skargi w tej sprawie cały czas płyną do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Służba Więzienna najwyraźniej błędnie zakłada, że osadzeni powinni się domyślać, na jakich zasadach będą mogli pojawić się na pogrzebie.

Poza tym stosowanie szczególnych środków bezpieczeństwa w sytuacji spotkań rodzinnych jest niezwykle stresogenne także dla członków rodziny. Może też narażać ich na stygmatyzację. Zatem warunki, w jakich skazany będzie brał udział w wydarzeniach rodzinnych, są ważne nie tylko dla samego skazanego, ale również dla jego rodziny.

Gdyby osadzony od razu wiedział, jakie są warunki spotkania z bliskimi, mógłby ich zawczasu o tym uprzedzić i przygotować do tego – albo w inny sposób wyrazić swe rodzinne uczucia.

Warto wziąć pod uwagę, że taka zmiana pomogłaby też samej Służbie Więziennej - organizacja konwoju jest skomplikowaną i pracochłonną operacją. Lepiej, żeby praca ta nie szła na marne tylko dlatego, że tuż przed wyjazdem więzień zrozumie, że stanie przed najbliższymi w kajdankach i zrezygnuje z wyjazdu.

IX.517.3125.2018

Dane nastolatki usunięte z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym

Data: 2019-04-30

W dniu 26 kwietnia 2019 r. Sąd Rejonowy w Bochni uwzględnił wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich o uzupełnienie postanowienia z dnia 23 listopada 2019 r. – poprzez rozstrzygnięcie, że dane nastolatki nie zostaną umieszczone w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

W listopadzie 2019 r. Sąd Rejonowy w Bochni udzielił upomnienia szesnastoletniej dziewczynce z uwagi na popełniony przez nią czyn karalny: nawiązała ona znajomość z niewiele młodszym od niej kolegą (nie ukończył on 15 roku życia), w trakcie której wymieniali oni sms-y o treści seksualnej. Działanie dziewczynki zostało zakwalifikowane jako czyn karalny z art. 200 a § 2 kk (złożenie z użyciem sieci telekomunikacyjnej propozycji obcowania płciowego małoletniemu poniżej lat 15), jednak z uwagi na całokształt okoliczności Sąd zdecydował się na orzeczenie wobec nieletniej najlżejszego środka wychowawczego w postaci upomnienia. Jednak dane nieletniego, wobec którego zastosowano środki wychowawcze – nawet najlżejsze – w związku z popełnieniem czynu karalnego o charakterze seksualnym, są ujawniane z urzędu w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym (art. 6 ust. 1 pkt 4 ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym). Dane takie nie są umieszczane w Rejestrze wyłącznie wtedy, gdy sąd tak orzeknie w szczególnie uzasadnionych wypadkach, ze względu na ochronę pokrzywdzonego lub gdy zamieszczenie danych w Rejestrze spowodowałoby niewspółmiernie surowe skutki dla nieletniego sprawcy (art. 9 ust. 3 ustawy).

Zdaniem RPO w sprawnie rozpatrywanej przez Sąd w Bochni miała miejsce taka właśnie sytuacja: umieszczenie danych szesnastoletniej dziewczynki w Rejestrze wywołałoby dla niej ogromne i negatywne konsekwencje życiowe. Zważywszy na to, że dane te pozostają w Rejestrze jeszcze 10 lat od uzyskania przez nieletniego pełnoletności, dziewczynka mogłaby napotkać trudności w  funkcjonowaniu w życiu społecznym, np. w znalezieniu pracy. Zebrany w sprawie materiał dowodowy w żadnym stopniu nie wskazuje na to, iż jest ona groźnym przestępcą seksualnym, który zagraża porządkowi społecznemu, i o którym należy ostrzec lokalną społeczność. Zachowanie nieletniej, które stało się podstawą sprawą sądowej było typowym „błędem młodości”, i nie miało swoich źródeł w zaburzeniach o charterze seksualnym.    

Sąd przychylił się do stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich (i uczestniczącego w postępowaniu Rzecznika Praw Dziecka) i uzupełnił orzeczenie – dane nastolatki zostaną usunięte z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

RPO: MEN nie ma prawa zbierać danych strajkujących nauczycieli

Data: 2019-04-29
  • MEN domagało się w czasie strajku, by dyrektorzy szkół wpisywali do centralnego Systemu Informacji Oświatowej dane o strajkujących nauczycielach.
  • RPO zwraca uwagę, że takie przetwarzanie danych o obywatelach może naruszać Konstytucję.
  • Brak jest bowiem podstawy prawnej dla przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku.

Niepokój Rzecznika Praw Obywatelskich wzbudziły doniesienia o działaniach Ministerstwa Edukacji Narodowej związanych ze strajkiem nauczycieli. Jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN do spraw Systemu Informacji Oświatowej (SIO), że powinien odnotować w SIO informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Rzecznik Praw Obywatelskich już w wystąpieniu z 22 lutego 2013 r. do Ministra Edukacji Narodowej sygnalizował wątpliwości dotyczące przetwarzania zbyt dużej liczby danych osobowych na poziomie centralnym w ramach systemu informacji oświatowej. Gromadzenie danych osobowych rodzi po stronie administratora danych odpowiedzialność za ich przetwarzanie i za ochronę konstytucyjnych wartości, do jakich należy prywatność i autonomia informacyjna jednostki. Odpowiedzialność ta w wypadku organu władzy wykonawczej upoważnionego przez ustawę do wydawania aktów wykonawczych ma podwójny wymiar.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO (art. 29 ust. 1 pkt 1 lit. h i pkt 1a lit. h) oraz odpowiednich przepisów wykonawczych. Z żadnego z tych przepisów nie wynika zaś podstawa prawna do gromadzenia danych, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku.

Rzecznik prosi więc minister edukacji narodowej Annę Zalewską o wyjaśnienia, w tym w szczególności:

  • o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania w ramach SIO danych o udziale nauczycieli w strajku,
  • jeśli taka podstawa zostanie wskazana  - o podanie dokładnego i konkretnego celu przetwarzania danych dotyczących nieprowadzenia zajęć przez strajkujących nauczycieli,
  • o wskazanie, jakie podmioty mają dostęp do tych danych i jakie zabezpieczenia proceduralne i techniczne zostały wprowadzone dla ochrony osób, których dane dotyczą.

VII.520.11.2019

Debata „Zadania i uprawnienia służb specjalnych vs. wolności i prawa jednostki"

Data: 2019-04-25

W dniu 25 kwietnia 2019 r. na  Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się debata „Zadania i uprawnienia służb specjalnych vs. wolności i prawa jednostki. Jak wytyczyć linię demarkacyjną?” organizowana przez Międzynarodowy Instytut Społeczeństwa Obywatelskie

W debacie wzięli udział byli szefowie polskich służb: gen. Marek Bieńkowski (Najwyższa Izba Kontroli, wcześniej m.in. Komendant Główny Policji), gen. Krzysztof Bondaryk (Szef ABW w latach 2008-2013), gen. Janusz Nosek (Szef SKW w latach 2008-2013) oraz Paweł Wojtunik (Szef CBA w latach 2009-2015). Perspektywę obywatelską zaprezentowali Wojciech Klicki (Fundacja Panoptykon), adw. Marcin Mrowicki (Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich) oraz adw. Artur Pietryka (Naczelna Rada Adwokacka). Debatę moderowała Dominika Wielowieyska.

Mec. Marcin Mrowicki poinformował o pięciu wnioskach Rzecznika Praw Obywatelskich składanych do Trybunału Konstytucyjnego w latach 2015-2016 a dotyczących m.in. nowelizacji ustawy o policji, ustawy antyterrorystycznej, nowelizacji kodeksu postępowania karnego (odstąpienie od zasady zakazu korzystania z owoców zatrutego drzewa oraz następczej zgody prokuratora na wykorzystanie materiału z kontroli procesowej). Pomimo wycofania tych wniosków (z uwagi na udział w składzie Trybunału osób, co do których statusu można mieć wątpliwości, a także na proceduralne błędy), problem arbitralnej i niekontrolowanej władzy służb specjalnych w zakresie kontroli procesowej pozostaje aktualny.

Były szef CBA p. Paweł Wojtunik apelował, by składać zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa w sytuacji, gdy obywatel dowiaduje się z prasy o prowadzonej wobec niego inwigilacji.

Pan Wojciech Klicki wskazywał na konieczność informowania osoby inwigilowanej, wobec której ostatecznie nie wytoczono postępowania karnego, o tym, że taka inwigilacja miała miejsce. Należy również stworzyć niezależny organ, który będzie kontrolował służby. Konieczna jest także przejrzystość po stronie służb. Wskazywał, że aktualnie żadna służba nie chce podać liczby bilingów, z których korzystała. Przed 2015 r. praktyką było podawanie takiej informacji.

W ocenie gen. Janusza Noska wolność nie jest dobrem najwyższym – należy ją poświęcać dla bezpieczeństwa obywatela, społeczeństwa, państwa. Nie zgodziła się z tym redaktor Wielowieyska wskazując, że zbyt duża władza służb prowadzi do nadużyć. Zdaniem gen. Noska, kontrola nie jest doskonała. Osoby, które stoją na czele służb bez poczucia praworządności, jeżeli będą chciały wykorzystywać te instrumenty w złej wierze – zawsze będą mogły to zrobić. Czynnik ludzki jest tu szalenie istotny  - ważne by na czele służb stała odpowiednia osoba, o odpowiednich właściwościach osobowościowych i moralnych.

Mec. Artur Pietryka zaznaczył, że linia demarkacyjna między uprawnieniami służb a prawami obywateli przebiega w każdej sali sądowej. Wskazywał na bogate orzecznictwo Sądu Najwyższego w tym zakresie. Redaktor Dominika Wielowieyska wskazała jednak na to, że wiele spraw nie dociera do sądów. Może zdarzyć się tak, że przeciek z kontroli procesowej dostanie się do mediów tuż przed wyborami, który może mieć skutki polityczne i społeczne -  niszczy człowieka, nie pozwalając mu na odkręcenie sprawy.

Gen. Bieńkowski wskazywał na wyniki kontroli NIKu z 2005 r., z których wynikało, że nadzór nad służbami specjalnymi premiera był iluzoryczny. Konieczny jest taki organ niezależny, który po zakończeniu postępowania służb powinien je ocenić, przy zachowaniu jednak dyskretności (ochrona źródeł i funkcjonariuszy). Problem polega na tym, że nie ma realnej debaty na ten temat w Polsce, a powinna była się odbyć wiele lat temu.

Mec. Marcin Mrowicki wskazał, że przy mówieniu o granicach wolności należy mieć na względzie art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, zgodnie z którym ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Zgodził się, że należy wprowadzić niezależny organ dokonujący kontroli działania służb, szczególnie w zakresie wykonywanych działań operacyjno-rozpoznawczych (w tym kontroli procesowej). Zwrócił uwagę na standardy strasburskie wynikające choćby z takich wyroków jak Sacharow przeciwko Rosji czy Karabeyoglu przeciwko Turcji. Podkreślił, że do tej pory nie zostały uwzględnione wnioski wynikające z opinii Komisji weneckiej, które mogłyby przywrócić zgodność działania służb ze standardami europejskimi. Przypomniał, że chodzi tu m.in. o:

  1. Wzmocnienie zasady proporcjonalności przy dokonywaniu oceny kontroli procesowej zgodnie z art. 19 ustawy o policji oraz wprowadzenie tego testu do pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych zgodnie z art. 20c ustawy o policji – chodzi o to, by kontrola procesowa była przeprowadzana w najpoważniejszych przypadkach, w szczególności ma to znaczenie w „przypadkach niecierpiących zwłoki” (art. 19 ust. 3 ustawy o policji);
  2. Zakazanie kontroli komunikacji, co do których z góry wiadomo, że są objęte tajemnicą adwokacką i radcowską
  3. Ograniczenie czasu trwania pobierania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych; wymaganie prowadzenia rejestru przez policję, który umożliwiałby skuteczną kontrolę ex post przeprowadzanych kontroli, w szczególności w drodze „bezpośredniego dostępu”
  4. Uzupełnienie systemu uprzedniej zgody sądu na kontrolę procesową gwarancjami procesowymi („adwokat prywatności”, mechanizm skargowy, system następczego automatycznego wglądu w takie operacje przez niezależny organ, etc.)
  5. Zapewnienie, w celu poszanowania gromadzenia danych telekomunikacyjnych, pocztowych i informatycznych, skutecznego mechanizmu wglądu w pobierane dane przez niezależny organ, który miałby odpowiednią władzę do przeprowadzania dochodzenia i wydawania opinii, a także stosowania odpowiednich środków prawnych.

Czy numery PESEL pracowników sądów są należycie chronione?

Data: 2019-04-18
  • Coraz szersze zastosowanie podpisu elektronicznego i związane z tym ujawnianie numeru PESEL pracowników sądów może naruszać ich prywatność
  • Rzecznik Praw Obywatelskich na podstawie skarg, które do niego napływają, zwrócił się w tej sprawie do Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Początkowo Rzecznik Praw Obywatelskich interweniował w Ministerstwie Cyfryzacji, ale dostał odpowiedź, że wymogi, które mogą skutkować naruszeniem prawa do prywatności, wynikają z rozwiązań technicznych umocowanych w prawie europejskim.

Odpowiedź ta nie usunęła jednak wątpliwości Rzecznika Praw Obywatelskich co do potencjalnych naruszeń prawa do prywatności pracowników sądów, którzy mają obowiązek podpisywać dokumenty podpisem elektronicznym. Numer PESEL dostępny jest za pośrednictwem certyfikatu dla podpisu elektronicznego. Należy pamiętać, że znajomość numerów identyfikacyjnych (PESEL, nr dowodu osobistego) może ułatwić nieautoryzowany dostęp np. do usług bankowości internetowej pracownika sądu. Identyfikatory te są również wykorzystywane np. do potwierdzenia tożsamości przy zawieraniu umów drogą telefoniczną. Co więcej, korzystanie z uniwersalnych identyfikatorów umożliwia również tworzenie profili osobowościowych, które mogą stanowić ingerencję
w prywatność.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, przyjęte rozwiązanie może nie być zgodne z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP, który stanowi, że władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Podobne wątpliwości należy odnieść również do realizacji ujętej w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) zasady minimalizacji danych.          

Wobec braku rozwiązania tego problemu RPO zwrócił się o zajęcie stanowiska do prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

VII.501.24.2019

 

NSA wyda uchwałę 7 sędziów w sprawie transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziecka rodziców tej samej płci

Data: 2019-04-17

17 kwietnia 2019 r. Naczelny Sąd Administracyjny rozpoznawał kolejną sprawę dotyczącą transkrypcji (przepisania do polskich ksiąg stanu cywilnego) zagranicznego aktu urodzenia dziecka będącego obywatelem Polski, w którym to akcie jako rodziców wskazano dwie kobiety. NSA postanowił odroczyć merytoryczne rozpoznanie sprawy i przedstawić to zagadnienie prawne składowi siedmiu sędziów, jako budzące poważne wątpliwości.  

Rzecznik Praw Obywatelskich przystąpił do postępowania przed NSA, popierając skargę kasacyjną od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, którą wniosła matka dziecka.

W opinii RPO ponieważ transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia małoletniego obywatela Polski jest warunkiem koniecznym uzyskania przez niego polskiego dokumentu tożsamości i numeru PESEL, ma ona charakter obligatoryjny. Wynika to nie tylko z przepisów ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego, ale też z obowiązku kierowania się w takich sprawa przede wszystkim dobrem dziecka i koniecznością ochrony jego prawa do obywatelstwa i wynikających z niego prawa do tożsamości, poszanowania życia rodzinnego i relacji z obojgiem rodziców. W najlepszym interesie dziecka jest więc dokonanie transkrypcji jego zagranicznego aktu urodzenia do polskiego rejestru stanu cywilnego. Na takim stanowisku stanął też wcześniej Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 10 października 2018 r. (sygn. akt II OSK 2552/16), wydanym w sprawie o analogicznym stanie faktycznym, do której również przystąpił RPO.

Tym razem, postanowieniem wydanym 17 kwietnia 2019 r., skład orzekający sformułował zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia przez skład siedmiu sędziów NSA, zadając pytanie: „Czy przepis art. 104 ust. 5 ustawy - Prawo o aktach stanu cywilnego z związku z art. 7 ustawy - Prawo prywatne międzynarodowe dopuszcza transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia, w którym jako rodziców wskazano osoby tej samej płci?”. W uzasadnieniu ustnym postanowienia NSA wskazał na rozbieżności w orzecznictwie sądów administracyjnych w sprawach dotyczących transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia, w którym jako rodzice wskazane są osoby tej samej płci oraz na poważne wątpliwości prawne, które zagadnienie to rodzi w tej konkretnej sprawie. Z tego względu, w opinii składu orzekającego, jedynie uchwała siedmiu sędziów może ostatecznie wyjaśnić, czy na gruncie obecnie obowiązującego w Polsce prawa transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia, w którym jako rodziców wskazano osoby tej samej płci jest dopuszczalna, czy też można jej odmówić ze względu na konieczność ochrony porządku publicznego.

Uchwała wydana w składzie siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego będzie bezwzględnie wiążąca w tej sprawie, a także, zgodnie z dominującym poglądem doktryny, będzie musiała być respektowana we wszystkim podobnych sprawach rozpatrywanych w przyszłości. W praktyce oznacza to więc, że wydając uchwałę, NSA ostatecznie rozwieje wątpliwości prawne co do możliwości transkrybowania zagranicznych aktów urodzenia, w których jako rodziców wskazano osoby tej samej płci.

Postanowienie o przedstawieniu zagadnienia prawnego składowi siedmiu sędziów jest niezaskarżalne, a termin, w którym sprawa będzie rozpatrywana, nie jest jeszcze znany

XI.534.3.2016

RPO: prawa osob internowanych w szpitalach psychiatrycznych musi określać ustawa

Data: 2019-04-16
  • Osoby, które trafiły do szpitali psychiatrycznych, bo wobec niepoczytalności nie mogły odpowiadać karnie za swe czyny, mają zróżnicowane prawa w zależności od szpitala
  • Powodem jest luka prawna, wobec czego dyrektorzy poszczególnych szpitali określają prawa tych osób w regulaminach wewnętrznych
  • Jest to niezgodne z Konstytucją, która wymaga aby ograniczenia wolności i praw były zapisane w ustawie - wskazuje RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o znowelizowanie Kodeksu karnego wykonawczego. Zgodnie z wymogami Konstytucji to przepisy rangi ustawy mają określać prawa, ich ograniczenia oraz obowiązki osób, wobec których orzeczono środek zabezpieczający w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym. Sąd stosuje taki środek – zazwyczaj bezterminowo - wobec sprawcy czynu karalnego, który nie podlega odpowiedzialności karnej z powodu niepoczytalności.  

Przymusowy pobyt w zakładzie psychiatrycznym ma charakter leczniczo-izolacyjny. Ogranicza on jedno z podstawowych praw człowieka - prawo do wolności osobistej. Dlatego prawa  takich internowanych osób powinny zostać precyzyjnie określone w myśl art. 31 ust. 3 Konstytucji. Zgodnie z nim ograniczenia konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Tymczasem prawa osób, wobec których sąd zastosował ten środek zabezpieczający, są ograniczane na mocy wewnętrznych regulaminów poszczególnych szpitali psychiatrycznych. Jest to efektem luk prawnych w Kodeksie karnym wykonawczym.

Wobec zakładów psychiatrycznych o podstawowym zabezpieczeniu przepisy Kkw odnoszą się jedynie do możliwości zezwolenia na czasowy pobyt internowanych poza zakładem pod opieką członka rodziny. W przypadku zakładów o wzmocnionym i maksymalnym poziomie zabezpieczenia, Kkw stanowi o kontroli przedmiotów posiadanych przez sprawców oraz pomieszczeń, w których  przebywają. Ponadto  kontakty internowanego z odwiedzającymi mogą odbywać się tylko za zgodą kierowników zakładów. Mogą oni odmówić zgody, gdy zwiększa to ryzyko zachowań niebezpiecznych.

Zakres regulacji Kkw określających prawa bądź podstawy ich ograniczenia osób internowanych jest zatem bardzo wąski. Braków tych nie naprawiają przepisy rozporządzenia Ministra Zdrowia.

W związku z tym dyrektorzy zakładów psychiatrycznych  określają zasady życia internowanych w regulaminach wewnętrznych, co w przypadku ograniczania praw określonych w Konstytucji narusza jej art. 31 ust. 3. Jako podstawę tych regulaminów, wobec braku innej delegacji ustawowej, wskazują art. 23 ustawy z 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej. Zgodnie z nim sprawy dotyczące sposobu i warunkówów udzielania świadczeń zdrowotnych przez podmiot wykonujący działalność leczniczą, nieuregulowane w ustawie lub statucie, określa regulamin organizacyjny ustalony przez kierownika.

W ocenie Rzecznika taka podstawa prawna określenia zasad życia w zakładzie psychiatrycznym jest niedopuszczalna. Prowadzi także do sytuacji, że osoby internowane dysponują różnymi prawami i obowiązkami, w zależności od indywidualnego podejścia kierowników zakładów psychiatrycznych.

Przykładem jest regulamin zakładu psychiatrycznego o wzmocnionym zabezpieczeniu, który uniemożliwia internowanym wysyłanie pieniędzy z kont depozytowych osobom niebędącym najbliższymi członkami ich rodziny. To ewidentne naruszenie art. 64 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którym własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności - podkreśla RPO.

W regulaminach innych szpitali zawarto takie zapisy, które ingerują w konstytucyjne wolności i prawa, jak:

  • „pacjent poddawany jest przez personel tej samej płci  czynnościom kontrolnym”,
  • „w uzasadnionym przypadku, w pomieszczeniach odwiedzin może przebywać także pracownik Oddziału”,
  • „po zakończeniu odwiedzin pacjent poddawany jest kontroli przez personel Oddziału”,
  • „kontakt pacjenta z osobami z zewnątrz odbywa się w wyznaczonym pokoju odwiedzin w obecności pracownika ochrony, nie dłużej niż do godziny 17.30”,
  • „kontakt telefoniczny z innymi osobami może odbyć się do godziny 22.00”,
  • „pacjent ma obowiązek poddania się rewizji osobistej w przypadku podejrzenia o posiadanie przedmiotów zakazanych”.

W ocenie RPO pilnego uregulowania w przepisach rangi ustawowej wymagają zatem kwestie związane z: monitoringiem wizyjnym, kontrolami rzeczy i kontroli osobistej, kontrolą korespondencji i zawartości korespondencji, widzeniami na terenie i poza terenem zakładu, badaniami na zawartość substancji psychoaktywnych i alkoholu, korzystania z aparatu telefonicznego i Internetu, posiadania sprzętu audiowizualnego, kontroli zawartości paczek, korzystania z odzieży, dokonywania zakupów, poddania się koniecznym zabiegom higienicznym i posiadania przedmiotów niebezpiecznych.

IX.517.961.2018

MEN aprobuje homofobiczną wypowiedź małopolskiej kurator oświaty

Data: 2019-04-12
  • Małopolska kurator oświaty Barbary Nowak uważa, że działalność na rzecz praw osób LGBT jest „propagowaniem pedofilii”
  • Ta homofobiczna wypowiedź naruszała godność osób nieheteronormatywnych; spełniała też przesłanki mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną
  • Adam Bodnar wystąpił do minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej o stanowisko i zastosowanie środków dyscyplinarnych wobec kurator
  • Minister nie widzi podstaw do stwierdzenia zaniedbania lub nienależytego wykonywania zadań ustawowych przez Małopolskiego Kuratora Oświaty - głosi odpowiedź MEN

Rzecznik Praw Obywatelskich wyraził sprzeciw wobec słów Małopolskiej Kurator Oświaty Barbary Nowak, która 20 lutego 2019 r. opublikowała na Twitterze wypowiedź jednoznacznie określającą działalność na rzecz praw osób nieheteronormatywnych (LGBT) jako „propagowanie pedofilii”. Komentując w przyjęcie przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego Deklaracji „Warszawska Polityka Miejska na Rzecz Społeczności LGBT+” 2, pytała też: „Dlaczego godzicie się na krzywdzenie własnych dzieci?”. Sugerowała tym samym, że przeciwdziałanie dyskryminacji osób LGBT jest działaniem krzywdzącym dla społeczeństwa.

Pismo RPO do minister Anny Zalewskiej

- Powyższa wypowiedź ma w mojej opinii wymiar homofobiczny, a użyte przez panią kurator porównania i sugestie są obraźliwe i wymierzone w godność osób LGBT - napisał RPO do minister Anny Zalewskiej 11 marca 2019 r. Uznał, że istnieją przesłanki by ocenić tę wypowiedź jako przejaw mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną.

Stanowiąc w każdym przypadku niedopuszczalne naruszenie praw człowieka, a używana w debacie publicznej, może ona prowadzić do szczególnie niebezpiecznych konsekwencji. Brutalizacja języka, a także tendencja do porzucenia dialogu na rzecz radykalnych opinii opartych na stereotypach, mogą wywoływać i potęgować u odbiorców uczucie wrogości i nienawiści wobec określonych grup mniejszościowych. Szerzone w ten sposób uprzedzenia stanowią  realne zagrożenie dla fundamentów demokracji i wymagają stanowczej reakcji.

RPO nie ma wątpliwości, że język debaty publicznej ma niebagatelny wpływ na kształtowanie norm społecznych, wyznaczanie wzorców zachowań i budowanie społecznej świadomości. Dlatego osoby pełniące funkcje publiczne mają w tym zakresie szczególne powinności - powinny włączać, a nie wykluczać - jednoczyć, a nie dzielić.

W piśmie do MEN Adam Bodnar podkreślał, że zakaz dyskryminacji obywateli m.in. ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, dotyczy także ujawniania osobistych poglądów w sferze publicznej, do której należy internet. Osoby pełniące wysokie funkcje w organach administracji, w tym kuratorzy oświaty, powinni w sposób rozważny korzystać z prawa do wolności wypowiedzi, pamiętając że prawo to nie ma charakteru absolutnego.

Stanowisko to znajduje oparcie w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Strasburgu. Wskazał on m.in., że wypowiedzi osób pełniących funkcje publiczne mogą w sposób nadmierny kolidować z wykonywaniem innych praw zagwarantowanych Europejską Konwencją Praw Człowieka. Korzystając zatem z wolności słowa, osoby te powinny wykazywać się powściągliwością, świadome tego, że ich wypowiedzi mogą zostać uznane przez podległych im urzędników państwowych jako drogowskazy kierunków działania.

W świetle stanowiska ETPCz, kuratorzy powinni reprezentować wartości stanowiące fundament demokratycznego społeczeństwa. Polska polityka oświatowa i zawarte w niej cele kształcenia kładą szczególny nacisk na kształtowanie wśród uczniów postaw otwartości i tolerancji, a także na budowanie szacunku dla ludzkiej godności. Dlatego w ocenie Rzecznika kuratorzy oświaty są zobowiązani przeciwdziałać dyskryminacji i dawać przykład działania na rzecz praw człowieka.

Rzecznik przypomniał, że uczniowie LGBT są w polskich szkołach szczególnie narażeni na dyskryminację i przemoc motywowaną uprzedzeniami, a jednym z podstawowych zadań kuratorów oświaty jest zapewnienie, aby polskie placówki edukacyjne były wolne od homofobii i transfobii.

RPO zwrócił się do minister Anny Zalewskiej o zajęcie stanowiska i zastosowanie przewidzianych prawem środków dyscyplinarnych wobec Barbary Nowak.

Odpowiedź MEN

- Minister Edukacji Narodowej nie znajduje podstaw do stwierdzenia zaniedbania lub nienależytego wykonywania zadań ustawowych przez Małopolskiego Kuratora Oświaty - napisał 8 kwietnia w odpowiedzi RPO wiceminister edukacji Maciej Kopeć.

Tę konkluzję pisma poprzedziło przytoczenie na dwóch jego stronach zadań i kompetencji kuratorów oświaty, których działalność nadzoruje minister właściwy do sprawy oświaty i wychowania.

Pismo Macieja Kopcia nie zawiera żadnego odniesienia do słów Barbary Nowak.

XI.505.2.2019

Spotkanie regionalne w Zambrowie: o rodzinie z perspektywy ojców oraz opiekunów dzieci z niepełnosprawnościami

Data: 2019-04-09

W Miejskim Ośrodku Kultury w Zambrowie z rzecznikiem praw obywatelskich Adamem Bodnarem spotkało się po południu 15 osób. Bardzo dużo rozmawialiśmy o prawach ojców i pomocy dzieciom z niepełnosprawnościami, bo na spotkanie przyszli prawdziwi eksperci w tych sprawach.

- Praca RPO polega na interweniowaniu w pojedynczych sprawach i wysupływania z nich tego, co da się rozwiązać systemowo – tak, by nikogo więcej podobny problem nie spotkał. Nie może załatwić wszystkiego, ale to co robimy, wpływa na poprawę prawa, które nas wszystkich  dotyczy - wyjaśnił Adam Bodnar.

– Mandat Rzecznika określa Konstytucja. Rzecznik patrzy na prawa obywateli przez jej pryzmat – widzi, jak bardzo nie są respektowane jej wskazania w wielu dziedzinach. Każdy może to sprawić na stronie Rzecznika www.rpo.gov.pl/konstytucja klikając na poszczególne artykuły Konstytucji – tam widać, ile problemów na podstawie zgłoszeń od ludzi wypunktował RPO.

Prawa osób z niepełnosprawnościami

Koszty dowozu do WTZ

- Przyjechałem z pomysłem na zmianę prawa. Działam w stowarzyszeniu, które zajmuje się osobami z niepełnosprawnościami i na terenie podlaskiego prowadzi sześć placówek

Większość naszych warsztatów terapii zajęciowej (WTZ) jest w małych miejscowościach, a tam uczestników zajęć trzeba dowozić.

Taki bus wyjeżdża o szóstej rano, jedzie po różnych miejscowościach zbierając uczestników zajęć. A po siedmiu godzinach zajęć ich rozwozi. Jeśli więc warsztat ma np. 55 uczestników, to mamy cztery 19-osobowe busy. Być może lepsze byłyby mniejsze, bo dojazd trwałby szybciej -ale to by nas zrujnowało. I tak 40 proc. kosztów działania WTZ zabiera nam transport.

-> Czy zatem nie dałoby się tak zmienić zasad dofinansowania, by te wiejskie warsztaty miały więcej środków, które mogą przeznaczyć na transport?  Albo może można zmienić zasady dofinansowania samochodów dla WTZ?

RPO: Tak, to jest zadanie dla nas, by przedstawić ten problem w wystąpieniu generalnym [to jest forma działania RPO, która polega na przedstawieniu władzom generalnego problemu z rozbudowaną argumentacją prawną – by ułatwić podjęcie działań].

Koszty remontu ośrodka rewalidacyjno-wychowawczego

Ośrodki takie oferują dzieciom  z upośledzeniem umysłowym w oraz ze sprzężeniami zajęcia edukacyjno-terapeutyczne, rewalidacyjno-wychowawczych oraz specjalistyczne. Takie ośrodki trzeba remontować, ale ani samorząd ani rząd nie widzi powodu na wparcie takich prac budowlanych. Takie kwestie rządowy program Za Życiem pomija.

RPO: Warto sprawdzić, czy nie zechciałoby tego wesprzeć Ministerstwo Sprawiedliwości w ramach Funduszu Sprawiedliwości. Warto też szukać wsparcia na samą działalność z Funduszy Norweskich. Zostaną uruchomione do końca roku.

Rekomenduję też gorąco korzystanie z znakomitych pomysłów społeczności lokalnych. Dwa miasta w Polsce są naszym zdaniem liderami w organizowaniu pomocy dla osób z niepełnosprawnością umysłową: Wieruszów i Jarosław.

Prawa ojców

Jeden z uczestników spotkania reprezentuje ojców. Sam, jak mówi, swoje sprawy ułożył, ale chce pomóc kolegom w sprawach rozwodowych i o kontakty z dziećmi po rozwodach.

  • Osoby zaufania, czyli ojcowie, którzy wspierają w sprawach sądowych innych ojców, nie są wpuszczani do sądów. Problem dotyczy zwłaszcza Łomży.
  • Nie ma dostępu do wyników pracy opiniodawczych zespołów specjalistów sądowych (OZSS).  Ich zadaniem jest sporządzanie, na zlecenie sądu lub prokuratora, opinii w sprawach rodzinnych i opiekuńczych oraz w sprawach nieletnich. Zazwyczaj opinie te są na niekorzyść ojców. Rozprawy nie są nagrywane i nie sposób ustalić, co naprawdę zaszło w czasie badania.
  • Opieka naprzemienna jest w Polsce zwalczana argumentem, że się nie da, bo jeśli ojciec mieszka w Szczecinie a matka w Warszawie, to dziecko nie może co chwila zmieniać mieszkania. Ale większość rodziców mieszka w jednej miejscowości i to się da wprowadzić
  • Tabele alimentacyjne. Muszą być sprawiedliwe metody ustalania wysokości alimentów. Bo mogą one ojca zrujnować – a tabela alimentacyjna nie pozwala zarabiać na sporze rodziców, bo ogranicza roszczenia.
  • Bardzo potrzebne jest nagrywanie rozpraw rozwodowych i w sprawach o kontakty z dziećmi.
  • Brakuje kar za utrudnianie kontaktów z dziećmi.

RPO:  Mieliśmy ostatnio w Biurze dwa poważne spotkania ze środowiskiem ojców – i o OZSS-ach, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że zawód psychologa nie jest uregulowany.

Także projekt tabel alimentacyjnych jest zaawansowany – zakłada wprowadzenie alimentów natychmiastowych ustalanych automatycznie, bez sądowego sporu.

Dużym problemem jest zachowanie sądów rodzinnych i wyraźne faworyzowanie matek. Ale rzeczywiście warto zająć się problemem niewykonywania postanowień sądów w zakresie kontaktów z dzieckiem (np. w ramach art. 244 KK)

Jak wygląda działanie organizacji ojcowskich?

- To nie jest takie proste. Bo jak człowiek goni między sądem a koniecznością zarobienia na alimenty, to nie ma czasu na działalność społeczną. Coraz częściej dociera do nas, jak ryzykowną rzeczą jest formalne małżeństwo w małych społecznościach, gdzie wyroki zapadają przy grillu czy jajeczku. Lepiej jednak się nie żenić, dbać o dzieci. Albo od razu wykształcić się na adwokata. - podsumował uczestnik spotkania.

Dlaczego rodzice karmiący sztucznym pokarmem nie mają prawa do przerw w pracy? RPO proponuje zmiany

Data: 2019-04-04
  • Dlaczego nie uznać czasu przewidzianego na karmienie piersią za czas uwagi poświęcanej dziecku i pomost pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym?
  • Możliwe wtedy byłoby przyznanie prawa do korzystania z przerw na karmienie również kobietom i mężczyznom karmiącym sztucznym pokarmem
  • Rzecznik zwrócił się do minister rodziny, aby w porozumieniu z MSWiA rozważyła wprowadzenie odpowiednich zmian

Co mówi obecnie kodeks pracy?

Zgodnie z kodeksem pracy:

  • pracownica (kobieta) karmiąca dziecko piersią ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw w pracy wliczanych do czasu pracy;
  • pracownica karmiąca więcej niż jedno dziecko ma prawo do dwóch przerw w pracy, po 45 minut każda;
  • pracownicy zatrudnionej przez czas krótszy niż 4 godziny dziennie przerwy na karmienie nie przysługują;
  • jeżeli czas pracy pracownicy nie przekracza 6 godzin dziennie, przysługuje jej jedna przerwa na karmienie;
  • przerwy na karmienie mogą być na wniosek pracownicy udzielane łącznie.

Kodeks pracy nie uzależnia prawa do korzystania z przerwy na karmienie od wieku dziecka i nie wymaga przedłożenia pracodawcy stosownego zaświadczenia lekarskiego (tak jak ma to miejsce w przypadku pracownic w ciąży – art. 185 Kodeks pracy).

Jak wygląda praktyka?

W praktyce przerwy na karmienie udzielane są często na wniosek pracownicy, na podstawie jej oświadczenia, że karmi dziecko piersią. W piśmiennictwie istnieje pogląd, zgodnie z którym pracodawca mający wątpliwości co tego, czy pracownica faktycznie karmi dziecko pokarmem własnym, może zażądać przedstawienia stosownego zaświadczenia lekarskiego. Pogląd ten wywołuje jednak w praktyce znaczne kontrowersje. Niektórzy przełożeni z uwagi na brak regulacji ustawowych próbują również we własnym zakresie określać maksymalny okres karmienia, w którym honorowane jest oświadczenie pracownicy (np. 1 rok). Po jego upływie oczekują od nich zaświadczeń lekarskich potwierdzających fakt karmienia piersią, a żądanie takie ponawiane jest co miesiąc.

Jakie są rozwiązania w innych krajach?

Przedstawione praktyki wywołały wątpliwości RPO, czy obowiązujące w Polsce przepisy w sposób właściwy chronią matki karmiące przed dyskryminacją ze względu na płeć. Rzecznik zwrócił się w ramach sieci EQUINET (European Network of Equality Bodies) do europejskich organów ds. równości z prośbą o przybliżenie rozwiązań prawnych co do prawa do przerw na karmienie w innych krajach UE.

  • Niemcy

Prawa związane z macierzyństwem odnoszą się tylko do kobiet zatrudnionych (także w niepełnym wymiarze czasu pracy). Kobiety karmiące piersią nie mogą wykonywać pracy, która mogłaby mieć negatywny wpływ na jej zdrowie i zdrowie dziecka. W prawie federalnym nie jest wskazane, jak długo można karmić piersią w czasie pracy, ale w orzecznictwie wskazuje się na termin 24 miesięcy od urodzenia dziecka. Przerwy na karmienie muszą być zapewnione przez pracodawcę na wniosek matki. Są to dwie 30-minutowe przerwy albo jedna godzinna. Jeżeli kobieta pracuje dłużej niż 8 godzin, przysługują jej dwie 45-minutowe przerwy lub jedna 90-minutowa. Jeżeli pracodawca wymaga zaświadczenia lekarskiego, ponosi jego koszt. Gdy ojciec zajmuje się dzieckiem, nie zmienia to sytuacji - matce także przysługują przerwy na karmienie.

  • Irlandia

Kobiecie karmiącej piersią przysługuje godzina przerwy w pracy. Można z niej skorzystać w całości i skrócić dzień pracy do 7 gdozin albo podzielić na dwie 30-minutowe przerwy, trzy 20-minutowe albo w porozumieniu z pracodawcą w inny sposób. Prawo to przysługuje matkom tylko do ukończenia przez dziecko 6. miesiąca życia. Termin ten wynika z definicji pracownika-kobiety karmiącej. Jeżeli kobieta skorzysta z urlopu macierzyńskiego i dodatkowego macierzyńskiego po powrocie do pracy przysługuje jej przerwa na karmienie jeszcze tylko przez 1 lub 2 tygodnie w zależności od wieku dziecka.Pracodawca musi dodatkowo ocenić ryzyko możliwości wystąpienia czynników szkodliwych dla zdrowia kobiet ciężarnych i karmiących piersią. Jeżeli takie ryzyko wystąpi zobowiązany jest przenieść taką kobietę na inne stanowisko pracy.

  • Wielka Brytania

Takiej samej oceny ryzyka jak w Irlandii musi dokonać także pracodawca w Wielkiej Brytanii.  Nie ma jednak przepisów zapewniających określoną przerwę na karmienie dla matek-pracowników. Pracodawca ma obowiązek jedynie zapewnić odpowiednie miejsce do odpoczynku dla kobiet karmiących piersią, gdzie mogą też karmić i przechowywać mleko w odpowiednich warunkach.

  • Czechy

Kobiecie karmiącej piersią przysługuje przerwa na karmienie. Są to dwie 30-minutowe przerwy na każde dziecko do ukończenia pierwszego roku, a potem jeszcze jedna 30-minutowa przez kolejne 3 miesiące. Nie ma obowiązku dostarczenia zaświadczenia lekarskiego.

  • Hiszpania

Sprawą prawa do przerw na karmienie piersią w Hiszpanii zajmował się Trybunał Sprawiedliwości UE (wyrok z 30 września 2010 r. w sprawie C-104/09, Pedro Manuel Roca Alvarez v Sesa Start Espana ETT SA). Hiszpański sąd krajowy wskazał, że przerwa przewidziana w art.37 ust.4 kodeksu pracy została ustanowiona początkowo w 1900 r. dla ułatwienia karmienia piersią przez matkę. Ewolucja uregulowania oderwała ją od tego celu, ponieważ przepis ten przestał odnosić się do karmienia piersią. Ponadto orzecznictwo od wielu lat dopuszcza korzystanie z tej przerwy w przypadku karmienia sztucznego. Sąd ten podniósł, że przerwa ta została oderwana od biologicznego faktu, jakim jest karmienie piersią i od tamtego czasu jest uznawana za czas uwagi poświęcanej dziecku i środek pojednawczy pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym po wygaśnięciu urlopu macierzyńskiego. Jak wynika z wyroku TSUE, przerwa taka przysługuje zarówno mężczyźnie, jak i kobiecie.

Jakie są zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)?

WHO zaleca wyłączne karmienie piersią do ukończenia 6. miesiąca życia oraz kontynuację karmienia piersią przy jednoczesnym wprowadzaniu pokarmów uzupełniających do ukończenia 2. roku życia bądź dłużej.

Propozycje zmian

W ocenie Rzecznika obecne przepisy mogą powodować dyskryminujące zachowania pracodawców. Praktyka żądania przedstawiania zaświadczeń lekarskich o karmieniu piersią może przyczyniać się do rezygnacji kobiet z przysługującego im uprawnienia lub w ogóle z karmienia piersią. W sytuacji, kiedy kobiety same muszą pokrywać koszt uzyskania takiego zaświadczenia czynnik ekonomiczny może przeważyć nad czynnikiem zdrowotnym i rozwojowym dziecka. Rozwiązaniem pozwalającym na ograniczenie takiej praktyki mogłoby być wprowadzenie po stronie pracodawcy obowiązku odpłatności za takie zaświadczenie.

Na rynku pracy są również kobiety, które utraciły pokarm oraz rodzice, którzy przysposobili niemowlę. Dlatego zdaniem RPO warto rozważyć uznanie czasu przewidzianego na karmienie piersią za czas uwagi poświęcanej dziecku i pomost pomiędzy życiem rodzinnym a życiem zawodowym (takie rozwiązanie funkcjonuje w Hiszpanii). Możliwe wtedy byłoby przyznanie prawa do korzystania z przerw na karmienie również kobietom i mężczyznom karmiącym sztucznym pokarmem.

Jak zaznaczył Rzecznik, wprowadzenie takich rozwiązań wymagałoby jednocześnie ustalenia maksymalnego okresu możliwości korzystania z prawa do przerw na karmienie.

WZF.7043.25.2015

RPO przeciw ograniczeniu in vitro tylko do małżeństw. Takiej m.in. zmiany chce grupa posłów

Data: 2019-04-02
  • Propozycja ograniczenia metody zapłodnienia in vitro wyłącznie do małżeństw budzi wątpliwości RPO
  • Konstytucyjna zasada ochrony małżeństwa nie może bowiem oznaczać zakazu tej metody dla związków niesformalizowanych 
  • Rzecznik jest też przeciw zakazowi zamrażania zarodków, możliwości zapładniania tylko jednej komorki rozrodczej oraz karalności surogacji
  • To opinia Rzecznika Praw Obywatelskich o poselskim projekcie nowelizacji prawa co do in vitro, przedstawiona Marszałkowi Sejmu

Chodzi o złożony 6 listopada 2018 r. do Sejmu przez grupę posłów PiS, Kukiz'15 oraz niezrzeszonych projekt nowelizacji kilku ustaw w związku z ochroną zdrowia i życia dzieci poczętych metodą in vitro. Zakłada on m.in. ograniczenie tej metody tylko do małżeństw i nadanie embrionom statusu osoby ludzkiej. Ponadto wprowadza zakazy zamrażania zarodków, anonimowego dawstwa komórek rozrodczych oraz surogacji, która byłaby karalna. Według autorów projektu obecne przepisy nie chronią wystarczająco godności i praw dziecka poczętego tą metodą. Opracowanie projektu wspierał Instytut Ordo Iuris.

- Proponowana regulacja dotyczy zagadnień, co do których brak jest powszechnego konsensusu - napisał Adam Bodnar w opinii. A projekt znacznie ogranicza dostęp do tych świadczeń zdrowotnych. Wymusiłby on również zmian w lokalnych programach finansowania procedury in vitro. Dlatego za bardzo ważne Rzecznik uznaje poprzedzenie ewentualnych zmian szeroką debatą publiczną i konsultacjami społecznymi.

Od wejścia w życie ustawy z 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności Rzecznik uważnie monitoruje efektywność jej wykonania, w tym zapewnienie równego dostępu do in vitro, co jest możliwe m.in. dzięki zagwarantowaniu publicznego jej finansowania bądź współfinansowania.

Niektóre postanowienia projektu budzą wątpliwości RPO w perspektywie poszanowania podstawowych praw i wolności człowieka.

Ograniczenie możliwości pozaustrojowego zapłodnienia tylko do par małżeńskich 

Według projektodawców, obecne przepisy, które umożliwiają tę procedurę zarówno małżeństwom, jak i osobom pozostającym we wspólnym pożyciu, są sprzeczne z konstytucyjną zasadą ochrony dobra dziecka i ochrony małżeństwa. 

Rzecznik nie zgadza się, że takie ograniczenie może być uzasadnione zapisami Konstytucji. Zarówno bowiem jej art. 18 jaki i 72 nie mogą być postrzegane jako wykluczające dostęp do tej metody dla osób pozostających w konkubinacie.

Wątpliwości rodzi też  konieczność ochrony dobra dziecka, m.in. poprzez zapewnienie mu możliwości wychowania się w „pełnej” (jak piszą projektodawcy) rodzinie. - Ustrojodawca nie zawęża interpretacji pojęcia rodzina jedynie do rodzin zakładanych przez małżeństwa, a konstytucyjna ochrona rozciąga się także na rodziny zakładane przez osoby pozostające w innych związkach – podkreśla Rzecznik.  

Prawo nie różnicuje też pozycji dzieci w zależności od charakteru prawnego związku ich rodziców. Dobro i ochrona dziecka w świetle standardów konstytucyjnych winna być realizowana bez względu, czy dziecko pochodzi z małżeństwa czy też nie. Wpływu na ochronę tych wartości nie powinny mieć wybory życiowe rodziców, którzy z różnych przyczyn, mogą nie być zainteresowani sformalizowaniem związku. Odmienna interpretacja byłaby sprzeczna z zasadą niedyskryminacji.

Dlatego obecne przepisy, dopuszczające posiadanie przez osoby pozostające w konkubinacie dzieci, które przyszły na świat dzięki metodom wspomaganej prokreacji, są zgodne z prawem. Nie można ich uznać a priori za godzące w dobro dziecka. Założenie o braku trwałości relacji łączących rodziców dziecka niepozostających w związku małżeńskim jest arbitralne. Z drugiej strony, stanowisko dotyczące dużo większej trwałości związków małżeńskich - w świetle badań statystycznych - może być podane w wątpliwość.

Ograniczenie liczby zapładnianych komórek rozrodczych

Obecna ustawa co do zasady dopuszcza zapłodnienie nie więcej niż sześciu komórek rozrodczych - projekt ogranicza to do jednej. Według autorów projektu, dzisiejsze  regulacje, są niedopuszczalne, bo nie gwarantują pełnej ochrony życia ludzkiego i dobra dziecka oraz poszanowania godności człowieka od poczęcia.

Z uzasadnienia nie wynika jednak, by wzięto pod uwagę wskazania aktualnej wiedzy medycznej. Tymczasem według Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii oraz Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego takie ograniczenie liczby tworzonych embrionów kilkukrotnie zmniejsza skuteczność leczenia.

Rzecznik wskazuje, że tak powstałe embriony -  zgodnie z przeważającym stanowiskiem doktryny - mieszczą się w zakresie wartości, jaką jest godność ludzka, stanowiąca źródło wszelkich innych praw i wolności. Sam zaś fakt dopuszczalności tworzenia nadliczbowych embrionów nie może być uznany za przesądzający o przedmiotowym traktowaniu embrionów i w konsekwencji naruszający ich godność. Dopiero analiza całokształtu rozwiązań prawnych, dotyczących zasad przechowywania embrionów i możliwości ich późniejszego wykorzystania (w tym przekazania ich w celu dawstwa), może potwierdzić lub wykluczyć ewentualną niezgodność istniejących rozwiązań z art. 30 Konstytucji.

Poważniejsze kontrowersje budzi kwestia przysługiwania embrionowi ludzkiemu prawa do życia, o którym stanowi art. 38 Konstytucji. Trybunał Konstytucyjny 28 maja 1997 r. uznał, że życie ludzkie winno podlegać ochronie na każdym etapie jego rozwoju - i to bez względu na kondycję fizyczną człowieka. Wskazuje to, że również embrion mieści się w zakresie podmiotowym prawa do życia.

Choć pogląd ten wydaje się dominować także w literaturze, nie brak głosów negujących istnienie prawa do życia od poczęcia bądź wskazujących na węższy jego zakres. Stanowiska mniejszościowe wspierane są brakiem jednoznacznego rozstrzygnięcia tej kwestii w prawie międzynarodowym i regulacjach europejskich, a także niekonsekwencją ustawodawstwa krajowego. Nawet opowiedzenie się za osobowym statusem embrionów i w konsekwencji za istnieniem ich prawa do życia, nie oznacza, że wartość ta nie może podlegać ograniczeniom na zasadach Konstytucji.

Obecne przepisy nie rozstrzygają o statusie embrionu ludzkiego. Problem ten od lat jest dyskutowany w doktrynie prawa. Można wskazać racje zarówno za stanowiskiem, że embrion jest osobą jak i wspierające pogląd przeciwny.  W ustawie o leczeniu niepłodności, rezygnując z określania statusu embrionu,  zagwarantowano pewien poziom ochrony zarodków (np. zakaz niszczenia embrionów zdolnych do rozwoju oraz karalność niszczenia zarodków).

- Arbitralne i nieuzasadnione względami medycznymi proponowane rozwiązanie  może w praktyce prowadzić do  znaczącego ograniczenia liczby wykonywanych zabiegów - ocenia RPO. Uwzględniając zapisy projektu dotyczące dopuszczalności zapłodnienia jedynie jednej komórki rozrodczej, skuteczność takiego zabiegu oraz jego wysoki koszt, a także brak wsparcia finansowego tej procedury z budżetu państwa, zabiegi in vitro mogą w przyszłości stać się nieosiągalne dla wielu Polek i Polaków.

Zakaz zamrażania zarodków 

W ocenie projektodawców "procedura kriokonserwacji człowieka narusza jego godność". Uzasadnia to zakaz zamrażania, z wyjątkiem sytuacji, gdy przeniesienie zarodka do  organizmu kobiety nie jest możliwe z powodu "siły wyższej". Według uzasadnienia, ok. 15 % embrionów ginie w wyniku zamrożenia.

Rzecznik wskazuje, że zarówno zapłodnienie przy użyciu metod wspomaganej prokreacji, jak i kriokonserwacja same w sobie nie uzasadniają poglądu o instrumentalnym traktowaniu istoty ludzkiej, stanowiącego naruszenie godności. Ocena naruszenia tej wartości zależy od całokształtu konkretnego przypadku. Zakaz kriokonserwacji wydaje się abstrahować m.in. od istniejących już obecnie rozwiązań służących poszanowaniu godności embrionów przechowywanych  w celu późniejszej implantacji. Według RPO dopuszczalność kriokonserwacji embrionów powinna być uzasadniona względami medycznymi, a ewentualne negatywne skutki tego dla embrionu mogą uzasadniać wprowadzenie w ustawie maksymalnego czasu zamrożenia.

Karalność matki zastępczej oraz rodziców docelowych

Projekt przewiduje odpowiedzialność karną osób stosujących metody wspomaganej prokreacji w celu urodzenia i porzucenia dziecka poprzez przekazanie go innym osobom; organizujących macierzyństwo zastępcze bądź uczestniczących w nim - bez względu, czy jest to surogacja komercyjna, czy altruistyczna. Według projektodawców macierzyństwo zastępcze jest sprzeczne ze standardami międzynarodowymi dotyczącymi ochrony praw człowieka, a każda umowa o surogację narusza godność i prawa dzieci i matek zastępczych.

RPO nie ma wątpliwości, że kwestia macierzyństwa zastępczego budzi pytania o  charakterze etycznym i prawnym, a prawna regulacja tej kwestii jest wysoce pożądana. Sankcje karne powinny jednak być ostatecznym środkiem działań podejmowanych przez państwo.

Wątpliwości Rzecznika budzi zaś wprowadzenie odpowiedzialności karnej także dla matki zastępczej oraz osób, którym dziecko ma być przekazane. Osoby takie działają bowiem powodowani silną potrzebą zrealizowania się w roli rodziców oraz chęcią wychowania dziecka i stworzenia mu sprzyjających warunków do życia. Z kolei matka zastępcza może kierować się zarówno względami altruistycznymi, chcąc umożliwić innej parze posiadanie dziecka, jak i finansowymi. Nie wyklucza to jednak również szczytnej motywacji, związanej z chęcią umożliwienia posiadania dziecka innej parze.

Biorąc udział w procedurze, zarówno rodzice docelowi, jak i matka zastępcza, korzystają z przysługującej im wolności i możliwości podejmowania decyzji dotyczących życia prywatnego, w tym także prokreacji - podkreśla Adam Bodnar.

W państwach, w których surogacja jest zabroniona, sankcje karne dotyczą wyłącznie osób pośredniczących w zawieraniu umów o surogację lub publikujących ogłoszenia je propagujące.

Likwidacja anonimowości dawców komórek rozrodczych lub zarodka 

Projekt zakłada likwidację anonimowości dawców komórek rozrodczych lub zarodka, Ma to zapewnić poszanowanie prawa dziecka do poznania własnej tożsamości. Obecnie dzieci, które przyszły na świat dzięki in vitro w wyniku dawstwa innego niż partnerskie, nie mają możliwości poznania dawcy, a informacje, do jakich mogą uzyskać dostęp po uzyskaniu pełnoletności są bardzo ograniczone.

W ocenie RPO, wprowadzając nową regulację, powinno wziąć się pod uwagę całokształt jej skutków. W praktyce zmiana taka może bowiem oznaczać drastyczny spadek dawców. Dostrzegając wartość, jaką jest prawo do poznania własnej tożsamości genetycznej, Rzecznik uważa za celowe rozważenie możliwości rozwiązań kompromisowych, np. tzw. dawstwo dwuścieżkowe, zgłaszane niegdyś przez Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”.

Od 2015 r. w TK leży wniosek RPO ws. praw samotnych kobiet do in vitro

Od października 2015 r. w Trybunale Konstytucyjnym na rozpoznanie czeka wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie niemożności skorzystania przez samotne kobiety z wcześniej zamrożonych ich zarodków. Zdaniem Rzecznika narusza to zasadę zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz zasadę ochrony praw nabytych. Wątpliwości RPO budzi także przepis, w którym przewidziano że po 20 latach od wejścia ustawy w życie lub po śmierci dawców zarodka, zostanie on przekazany do tzw. dawstwa innej parze. 

VII.5002.4.2018   

Nie można żądać zadośćuczynienia za zdradę małżeńską – orzekł Sąd Najwyższy po skardze RPO

Data: 2019-03-15
  • Zdrada małżeńska i narodziny pozamałżeńskiego dziecka nie mogą być podstawą dochodzenia zadośćuczynienia od zdradzającego małżonka i jego partnera w trybie ochrony dóbr osobistych
  • Orzekł tak Sąd Najwyższy, który uwzględnił skargę Rzecznika Praw Obywatelskich o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia
  • Sąd okręgowy uznał takie powództwo i przyznał zdradzanemu mężowi 20 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę od byłej już żony i 15 tys. od jej partnera
  • Była to nieuprawniona ingerencja sądu cywilnego w konstytucyjnie gwarantowaną wolność jednostki w zakresie życia osobistego i rodzinnego – uznał SN

Wyrokiem z 11 grudnia 2018 r. (sygn. IV CNP 31/17) Sąd Najwyższy uwzględnił skargę Rzecznika Praw Obywatelskich o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia w sprawie dotyczącej naruszenia dóbr osobistych. Sąd Najwyższy podzielił  stanowisko Rzecznika.

Wyrok za zdradę i skarga RPO 

Zaskarżonym orzeczeniem sąd okręgowy w 2015 r przyznał zdradzanemu mężowi 20 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę od byłej już żony i 15 tys. od jej partnera. Uznał, że naruszyli oni dobra osobiste powoda, do których należy więź rodzinna oraz dobre imię powoda. Więź rodzinna została naruszona poprzez utrzymywanie pozamałżeńskich relacji intymnych, czego skutkiem były narodziny dzieci. Zdaniem sądu okręgowego przez niemoralne prowadzenie się byłej żony ucierpiała cześć pozwanego, jego dobre imię w społeczności lokalnej; nastąpił u niego spadek poczucia własnej wartości jako mężczyzny; odczuwał  poczucie niższości i wstydu.

W skardze RPO wskazał, że sąd zastosował rażąco nieadekwatne środki ochrony więzi rodzinnej - chronionej wyłącznie zapisami Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a nie Kodeksem cywilnym. Ochrony tej więzi można się bowiem domagać na podstawie przepisów prawa rodzinnego (przewiduje ono m.in.  separację, rozwód, obciążenie winą za rozkład pożycia, zaprzeczenie ojcostwa, obowiązek alimentacji). W sprawie wykorzystano zaś instrumenty czysto finansowe dla ochrony więzi osobistych z zakresu prawa rodzinnego. Zdaniem Rzecznika, przyznanie zadośćuczynienia za naruszenie obowiązku wierności małżeńskiej stwarza ryzyko swoistej komercjalizacji relacji rodzinnych.

Argumentacja Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy zgodził się z argumentacją Rzecznika Praw Obywatelskich. Relacje pomiędzy mężem a żoną oraz pomiędzy rodzicami a dziećmi reguluje Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Domaganie się ochrony więzi pomiędzy małżonkami, więzi pokrewieństwa lub powinowactwa  przez instrumenty prawa rodzinnego jest możliwe tylko w takim zakresie, w jakim to prawo przewiduje. Małżonkowie nie mogą domagać się ochrony więzi rodzinnej na podstawie  konstrukcji dóbr osobistych z Kodeksu cywilnego,  a przyjęcie takiego poglądu prowadziłoby do nieakceptowalnych konsekwencji.

Zadośćuczynienie jest bowiem tylko jednym ze środków ochrony dóbr osobistych. Nie można zatem wykluczyć, że jeden z małżonków chciałby skorzystać z innych instrumentów ochrony dla ochrony więzi łączących go z drugim małżonkiem. Wówczas należałoby akceptować roszczenie małżonka dotyczące np. zakazu zbliżania się określonej osoby do jego współmałżonka albo też zbliżania się współmałżonka do tej osoby. To zaś prowadziłoby do nieuzasadnionego ograniczenia wolności osobistej jednostki, która chroniona jest na poziomie konstytucyjnym.  

Sąd Najwyższy wskazał także, że ochrona czci wewnętrznej na podstawie przepisów o ochronie dóbr osobistych nie obejmuje swym zakresem ochrony przed negatywnymi uczuciami związanymi z niepowodzeniami w życiu małżeńskim. Gdyby człowiek miałby prawo być wolny od tego rodzaju uczuć, to wówczas doszłoby do niedopuszczalnego ograniczenia wolności drugiej jednostki tworzącej relację międzyludzką.

Ponadto Sąd Najwyższy podkreślił, że o ile zdradzającemu małżonkowi można przypisać naruszenie normy prawnej - obowiązku wierności małżeńskiej, przewidzianego przez przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego - o tyle takiego zarzutu nie sposób postawić jego partnerowi w niemałżeńskiej relacji intymnej. Narusza on normy obyczajowe, ale takie zachowanie trudno uznać za bezprawne. Sąd Najwyższy zgodził się zatem z zarzutem Rzecznika, że w tej sprawie nastąpiło niedopuszczalne przemieszanie norm prawnych, moralnych i obyczajowych  i zastosowanie dwóch ostatnich jako wzorca kontroli zachowania pozwanych.

W ocenie Sądu Najwyższego zaskarżony wyrok nie tylko rażąco narusza artykuły Kodeksu cywilnego, ale także konstytucyjne prawa człowieka i obywatela zawarte w art. 31 ust. 1 oraz w art. 47 Konstytucji RP. Pierwszy wyraża zasadę ochrony wolności jednostki, zastrzegając, że nikogo nie można zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje. Drugi przyznaje każdemu prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia, a zatem wyklucza wszelką ingerencję w sferę uczuciową i seksualną człowieka.

Ingerencja sądu cywilnego w życie osobiste i wzajemne relacje małżonków i osoby trzeciej na podstawie przepisów o ochronie dóbr osobistych - i przypisywanie złamaniu norm obyczajowych nieprzewidzianych przez prawo skutków - stanowi zatem nieuprawnioną ingerencję w wolność jednostki w zakresie jej życia osobistego i rodzinnego  - uznał Sąd Najwyższy.

Co teraz?

Po wyroku Sądu Najwyższego pozwani mogą ubiegać się o odszkodowanie od Skarbu Państwa. Wcześniejszy prawomocny wyrok wyrządził im szkodę: mężczyzna przekazał powodowi 20 tys. zł, a kobieta wpłaciła 5 tys. zł komornikowi, który zajął także jej konto bankowe.

Uchylenie prawomocnego wyroku w inny sposób nie było możliwe. Skarga kasacyjna była  niedopuszczalna z uwagi na zbyt niską wartość przedmiotu zaskarżenia. Nie była też możliwa skarga o wznowienie postępowania ani powództwo przeciwegzekucyjne.

Rzecznik do MEN: homofobiczna wypowiedź małopolskiej kurator oświaty

Data: 2019-03-14
  • Słowa małopolskiej kurator oświaty, że działalność na rzecz praw osób LGBT jest „propagowaniem pedofilii”, mają wymiar homofobiczny 
  • Według RPO są przesłanki by tę wypowiedź ocenić jako przejaw mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną
  • Narusza to również godność osób nieheteronormatywnych
  • Adam Bodnar wystąpił do minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej o stanowisko i zastosowanie środków dyscyplinarnych wobec kurator

Rzecznik Praw Obywatelskich wyraził sprzeciw wobec słów Małopolskiej Kurator Oświaty Barbary Nowak, która 20 lutego 2019 r. opublikowała na Twitterze wypowiedź jednoznacznie określającą działalność na rzecz praw osób nieheteronormatywnych (LGBT) jako „propagowanie pedofilii”. Komentując w swym wpisie przyjęcie przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego Deklaracji „Warszawska Polityka Miejska na Rzecz Społeczności LGBT+” 2 , spytała też: „Dlaczego godzicie się na krzywdzenie własnych dzieci?”. Sugerowała tym samym, że przeciwdziałanie dyskryminacji osób LGBT jest działaniem krzywdzącym dla społeczeństwa.

- Powyższa wypowiedź ma w mojej opinii wymiar homofobiczny, a użyte przez panią kurator porównania i sugestie są obraźliwe i wymierzone w godność osób LGBT - napisał RPO. Uznał, że istnieją przesłanki by ocenić tę wypowiedź jako przejaw mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną. Stanowiąc w każdym przypadku niedopuszczalne naruszenie praw człowieka, a używana w debacie publicznej, może ona prowadzić do szczególnie niebezpiecznych konsekwencji. Brutalizacja języka, a także tendencja do porzucenia dialogu na rzecz radykalnych opinii opartych na stereotypach, mogą wywoływać i potęgować u odbiorców uczucie wrogości i nienawiści wobec określonych grup mniejszościowych. Szerzone w ten sposób uprzedzenia stanowią  realne zagrożenie dla fundamentów demokracji i wymagają stanowczej reakcji.

Nie pozostawia wątpliwości, że język debaty publicznej ma niebagatelny wpływ na kształtowanie norm społecznych, wyznaczanie wzorców zachowań i budowanie społecznej świadomości. Dlatego osoby pełniące funkcje publiczne mają w tym zakresie szczególne powinności - powinny włączać, a nie wykluczać - jednoczyć, a nie dzielić.

W piśmie do minister Anny Zalewskiej Adam Bodnar zauważa, że zakaz dyskryminacji obywateli m.in. ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, dotyczy także ujawniania osobistych poglądów w sferze publicznej, do której należy internet. Osoby pełniące wysokie funkcje w organach administracji, w tym kuratorzy oświaty, powinni w sposób rozważny korzystać z prawa do wolności wypowiedzi, pamiętając że prawo to nie ma charakteru absolutnego.

Stanowisko to znajduje oparcie w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Strasburgu. Trybunał wskazał m.in., że wypowiedzi osób pełniących funkcje publiczne mogą w sposób nadmierny kolidować z wykonywaniem innych praw zagwarantowanych Konwencją, a zatem korzystając wolności słowa, osoby te powinny wykazywać się powściągliwością, świadome tego, że ich wypowiedzi mogą zostać uznane przez podległych im urzędników państwowych jako drogowskazy kierunków działania.

W świetle stanowiska ETPCz, kuratorzy powinni reprezentować wartości stanowiące fundament demokratycznego społeczeństwa. Polska polityka oświatowa i zawarte w niej cele kształcenia kładą szczególny nacisk na kształtowanie wśród uczniów postaw otwartości i tolerancji, a także na budowanie szacunku dla ludzkiej godności. Dlatego w ocenie Rzecznika kuratorzy oświaty są zobowiązani przeciwdziałać dyskryminacji i dawać przykład działania na rzecz praw człowieka.

Rzecznik w piśmie do Minister Edukacji Narodowej podkreślił, że uczniowie LGBT są w polskich szkołach szczególnie narażeni na dyskryminację i przemoc motywowaną uprzedzeniami, a jednym z podstawowych zadań kuratorów oświaty jest zapewnienie, aby polskie placówki edukacyjne były wolne od homofobii i transfobii.

RPO zwrócił się do minister Anny Zalewskiej o zabranie stanowiska i zastosowanie przewidzianych prawem środków dyscyplinarnych wobec Barbary Nowak.

XI.505.2.2019

RPO apeluje do premiera o poprawę ustawy lustracyjnej

Data: 2019-03-05
  • Należy ustawowo określić termin, w którym Instytut Pamięci Narodowej ma złożyć sądowi akta tajnych służb PRL o osobie, która wystąpiła o tzw. autolustrację oraz własne stanowisko w jej sprawie 
  • Dziś IPN nie ma na to żadnego terminu, co jeszcze w 2007 r. zakwestionował Trybunał Konstytucyjny
  • Oczekiwanie sądu może trwać miesiącami, a w tym czasie dana osoba pozostaje napiętnowana jako współpracownik służb PRL
  • W ustawie trzeba też wprost zapisać prawo każdej osoby lustrowanej do złożenia kasacji w swojej sprawie – także brak takiego zapisu TK uznał w 2007 r. za niekonstytucyjny

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego o niezwłoczne wszczęcie prac legislacyjnych w celu wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2007 r. (sygn. akt K 2/07)  w obu tych kwestiach.

Skargi od obywateli wskazują na braki legislacyjne ustawy z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów – czyli tzw. ustawy lustracyjnej.

Zgodnie z nią każdy, kto obejmuje wymienione w niej funkcje publiczne, podlega lustracji. Polega to na złożeniu oświadczenia lustracyjnego co do ewentualnych związków ze służbami PRL, które jest badane przez IPN. Jeśli Instytut  ma wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia, kieruje sprawę do sądu.

Osoby, które z mocy ustawy lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę z tajnymi służbami PRL, mogą się oczyścić, kierując same sprawę do sądu. Sąd musi wtedy dostać od IPN odpowiednie dokumenty archiwalne i stanowisko, czy uważa taką osobę za agenta. Ta procedura nazywa się autolustracją i nie może się odbyć bez stanowiska IPN.

Sąd przekazuje złożone przez taką osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN w celu przygotowania postępowania lustracyjnego oraz przedstawienia stanowiska w sprawie zgodności oświadczenia z prawdą. Ustawa nie przewiduje jednak żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

Jak wynika z wniosków do RPO, w praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań lustracyjnych przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi to także negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o pracę lub służbę w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracę z nimi, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego zarzutu.

Przepis ustawy lustracyjnej - w zakresie, w jakim nie określa terminu przedstawienia stanowiska IPN - jeszcze 11 maja 2007 r. został uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodny z art. 2 i art. 45 Konstytucji w związku z art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Chodzi o wyrok wydany tuż przed wejściem w życie nowej ustawy lustracyjnej, której wiele przepisów Trybunał zakwestionował (m.in. obowiązek lustracji ogółu dziennikarzy, naukowców czy dyrektorów i rektorów niepublicznych szkół oraz uczelni).

- Pomimo upływu ponad 11 lat od wydania przez Trybunał tego orzeczenia, omawiany przepis nie został jednak znowelizowany, choć sam Trybunał wprost wskazywał na taką konieczność – napisał Adam Bodnar do premiera.

Wcześniej Rzecznik wystąpił też do prezesa IPN, aby w oczekiwaniu na zmiany legislacyjne w celu wykonania wyroku Trybunału, wydał wewnętrzny akt określający termin, w jakim IPN musiałby zająć takie stanowisko.

Ponadto w tym samym wyroku Trybunał Konstytucyjny stwierdził niezgodność art. 21b ust. 6 ustawy z art. z art. 2, art. 31 ust. 3 Konstytucji i art. 6 EKPC w zakresie, w jakim pozbawia on osobę lustrowaną (niezależnie, czy na wniosek IPN, czy w drodze autolustracji) prawa do wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego od prawomocnego orzeczenia sądu w jej sprawie. Pozbawienie osób poddanych lustracji możliwości wniesienia kasacji TK uznał za arbitralne naruszenie zasad rzetelnej procedury.

Przed tym orzeczeniem prawo wniesienia kasacji w sprawie lustracyjnej przysługiwało wyłącznie Prokuratorowi Generalnemu oraz Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Obecnie, w świetle wyroku Trybunału, prawo wniesienia kasacji przysługuje też osobie lustrowanej. Niemniej jednak, konieczna jest zmiana legislacyjna, które dostosują brzmienie art. 21b ust. 6 do skutków wyroku TK. Jak wynika bowiem z wniosków wpływających do RPO, sądy orzekające pouczają osoby lustrowane o treści art. 21b ust. 6 ustawy w jego dotychczasowym, niekonstytucyjnym brzmieniu.

Uczestnik postępowania nie znający wyroku Trybunału (zwłaszcza  niekorzystający z pomocy pełnomocnika profesjonalnego) może więc w ogóle nie wiedzieć o swoim uprawnieniu do wniesienia kasacji lub też dowiedzieć się o nim już po upływie terminu na złożenie tego nadzwyczajnego środka zaskarżenia. Zdarza się nawet, że sąd apelacyjny odmawia przyjęcia kasacji i przekazania jej do Sądu Najwyższego, powołując się właśnie na brak legitymacji po stronie osoby lustrowanej (takie postanowienie uchylił później SN).

Wprowadzenie zmiany w art. 21b ust. 6 ustawy dostosowującej go do orzeczenia TK jest zatem konieczne dla zapewnienia pełnej możliwości korzystania przez osoby lustrowane z przysługujących im uprawnień - podkreślił Adam Bodnar w wystąpieniu do premiera Mateusza Morawieckiego.

II.510.1321.2018

Aresztowana przez kilka miesięcy nie miała kontaktów z obrońcą i rodziną. RPO: jej skarga zasadna

Data: 2019-02-18
  • Aresztowana kobieta przez kilka miesięcy była pozbawiona możliwości kontaktu z obrońcą i rodziną za pomocą samoinkasującego aparatu telefonicznego
  • Było to dla niej tym bardziej dolegliwe, że w tym czasie zmarł jej partner, ojciec ich syna 
  • RPO uznał jej skargę za zasadną; wskazał na naruszenie prawa do humanitarnego traktowania i życia rodzinnego.
  • Rzecznik wystąpił do właściwej prokuratury o zapewnienie prawa aresztowanych do kontaktów z obrońcą od podczątku postępowania

W ocenie RPO okresy, w których prokuratura rozpatrywała wnioski kobiety o kontakt z najbliższymi były długie, a wymagały przecież pilnej reakcji w obliczu rodzinnej tragedii. Od momentu aresztowania do dnia uznania zażalenia i umożliwienia kontaktów telefonicznych z obrońcą minęło pięć miesięcy, w których trakcie skarżąca pozbawiona była szansy na sprawną i efektywną realizację swojego prawa do obrony. Korzystanie z prawa do kontaktów z obrońcą podczas widzeń było dla niej dodatkowo kosztowne, przez co kontakty te były rzadkie.

Pierwsze wnioski o kontakt telefoniczny z matką, partnerem i obrońcą kobieta skierowała do prokuratury 17 lipca 2017 r. i 16 sierpnia 2017 r. (odpowiedź sformułowano 29 sierpnia 2017 r.). W okresie wrzesień-październik 2017 r. kierowała ponowne wnioski w sprawie umożliwienia kontaktu telefonicznego z obrońcą i matką oraz kontaktu telefonicznego i widzeń z partnerem, a po jego śmierci - także z synem. Opisywała szczególne okoliczności swej sytuacji, związane ze stanem zdrowia matki, a później śmiercią partnera. Wskazywała, że jej pisma pozostają bez odpowiedzi.

Dla skarżącej szczególnie dotkliwa była niemożność skontaktowania się z synem i okazania mu wsparcia po śmierci ojca. Na pozytywne rozpatrzenie pierwszego wniosku o widzenie z synem po śmierci partnera skarżąca czekała ponad dwa miesiące. Zgodę na to widzenie wydano 1 grudnia 2017 r. Tymczasem 8 grudnia 2017 r. skarżąca została zwolniona z aresztu śledczego. Zgodę wydano zatem po długim okresie oczekiwania i na kilka dni przed zwolnieniem.

W opinii RPO najważniejsza z punktu widzenia ochrony praw obywateli jest zagwarantowanie prawa do obrony od pierwszych chwil postępowania oraz zapewnienie, że kontakty z obrońcą nie będą w żaden sposób ograniczane. Rzecznik przyznał, że jeśli prokurator ma informacje, iż obrońca wykorzystuje kontakt telefoniczny z aresztowanym do utrudniania postępowania karnego czy też popełnienia przestępstwa, to brak zgody na rozmowę telefoniczną należy uznać za uzasadniony. Należy jednak mieć na uwadze, że adwokaci i radcowie to zawody zaufania publicznego i trzeba przyjmować, że ich działania są zgodne z prawem.

W sprawie skarżącej prokuratura nie informowała jednak odpowiedniej Okręgowej Rady Adwokackiej lub Okręgowej Izby Radców Prawnych o takich podejrzeniach wobec adwokatów, z którymi skarżąca chciała się porozumiewać telefonicznie. W prokuratorskich zarządzeniach nie ma też szczegółowych uzasadnień wskazujących na okoliczności ewentualnego braku zaufania do adwokatów wskazanych przez kobietę.

Na dalszym etapie postępowania zażalenie uwzględniono, a skarżąca uzyskała możliwość telefonicznego kontaktowania się z obrońcą. Tymczasem zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości z  22 grudnia 2016 r. w sprawie regulaminu organizacyjno-porządkowego wykonywania tymczasowego aresztowania, zarządzenie o zgodzie na korzystanie z aparatu telefonicznego przez aresztowanego dla kontaktu z obrońcą - a w szczególnie uzasadnionych przypadkach także z osobą najbliższą - jest wydawane bezzwłocznie.

RPO podkreślił, że skarżąca znajdowała się w kryzysie psychicznym i niezwykle trudnej sytuacji osobistej, potęgowanej troską o syna, który utracił ojca. Niepełna realizacja prawa do obrony - wyrażająca się w początkowej odmowie kontaktów telefonicznych z obrońcą - oraz brak możliwości kontaktu z osobami najbliższymi w obliczu śmierci partnera, a także długi czas niepewności co do zgody na kontakty, budzi obawy o naruszenie zasady humanitaryzmu.

Dlatego Rzecznik zwrócił się Prokuratora Rejonowego o podjęcie działań w celu zapewnienia aresztowanym, tam gdzie to tylko możliwe, kontaktu telefonicznego z obrońcą od najwcześniejszych etapów postępowania. Wystąpił też o zadbanie, by decyzje ws. zgody na kontakty z osobami najbliższymi, zwłaszcza pozostającymi w trudnej i wymagającej pilnej reakcji sytuacji losowej, podejmowano bezzwłocznie. Chodzi o to, aby zapobiec obawie nieposzanowania prawa osoby tymczasowo aresztowanej do humanitarnego traktowania oraz prawa do życia rodzinnego.

IX.517.2780.2017

IPN działa opieszale podczas tzw. autolustracji. Interwencja Rzecznika do prezesa Instytutu

Data: 2019-02-13
  • Osoba pomówiona o związki ze służbami specjalnymi PRL może w drodze tzw. autolustracji wystąpić do sądu o oczyszczenie z zarzutu
  • Sąd zwraca się wtedy do Instytutu Pamięci Narodowej o materiały sprawy i stanowisko co do prawdziwości oświadczenia lustracyjnego tej osoby
  • Nie ma jednak żadnego terminu, w którym IPN ma je złożyć. Jeszcze w 2007 r. zakwestionował to Trybunał Konstytucyjny
  • Oczekiwanie sądu na stanowisko może trwać miesiącami, a w tym czasie osoba lustrowana pozostaje napiętnowana jako współpracownik służb PRL

Rzecznik wystąpił do prezesa IPN, aby w oczekiwaniu na zmiany legislacyjne w celu wykonania wyroku Trybunału, wydał wewnętrzny akt określający termin, w jakim IPN musiałby zająć stanowisko.

Zgodnie z ustawą lustracyjną każdy, kto obejmuje wymienione w niej funkcje publiczne, podlega lustracji. Polega to na złożeniu oświadczenia lustracyjnego, które jest badane przez IPN. Jeśli Instytut  ma wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia, kieruje sprawę do sądu.

Ale osoby, które z mocy ustawy lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę z tajnymi służbami PRL, mogą się oczyścić same, kierując sprawę do sądu. A sąd musi wtedy dostać od IPN dokumenty i stanowisko, czy uważa tę osobę za agenta. Ta procedura nazywa się autolustracją i nie może się odbyć bez stanowiska IPN.

Do Biura RPO wpływają skargi na budzącą wątpliwości praktykę IPN w przypadku tej tzw. autolustracji. Ustawa (z 18 października 2006 r. "o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów") pozwala osobie pomówionej o współpracę z organami bezpieczeństwa PRL na wystąpienie o autolustrację do właściwego sądu okręgowego. Sąd przekazuje złożone przez taką osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN  w celu przygotowania postępowania lustracyjnego oraz przedstawienia stanowiska w sprawie zgodności oświadczenia z prawdą. Ustawa nie przewiduje jednak żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

Jak wynika z wniosków do RPO, w praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań lustracyjnych przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi to także negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o pracę lub służbę w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracę z nimi, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego pomówienia.

Przepis ustawy lustracyjnej z 2006 r. - w zakresie, w jakim nie określa terminu przedstawienia stanowiska IPN - jeszcze 11 maja 2007 r. został uznany przez Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt K 2/07) za niezgodny z art. 2 i art. 45 Konstytucji w związku z art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Chodzi o wyrok wydany tuż przed wejściem w życie nowej ustawy lustracyjnej, której wiele przepisów Trybunał zakwestionował (m.in. obowiązek lustracji ogółu dziennikarzy, naukowców czy dyrektorów i rektorów niepublicznych szkół oraz uczelni).

Trybunał uznał, że brak terminu na stanowisko narusza konstytucyjną zasadę poprawnej legislacji. Podkreślił, że ogólna zasada, iż w braku wskazania terminu miarodajny jest obowiązek działania bez zbędnej zwłoki, w tym wypadku jest nieefektywna, gdyż nie daje się wyegzekwować. Tworzy to sytuację niepewności i narażania w nieokreślonym czasie na negatywne skutki pomówienia - ocenił Trybunał.

Adam Bodnar zwrócił się prezesa IPN Jarosława Szarka o zwrócenie uwagi na konieczność niezwłocznego rozpatrywania wniosków sądów wpływających na podstawie art. 20 ust. 5a  ustawy. - W oczekiwaniu na zmiany legislacyjne zmierzające do wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 2/07 zasadne wydaje się wydanie wewnętrznego aktu organizacyjnego, który określałby termin, w jakim IPN musi zająć stanowisko – napisał Rzecznik.

II.510.1321.2018

100 tys. kamer na ulicach Krakowa? A co z prawem do prywatności?

Data: 2019-02-12
  • Mieszkańców Krakowa zaniepokoił pomysł umieszczenia przez miasto 3500 kamer w dzielnicy Prądnik Czerwony, a docelowo - 100 000 kamer w całym mieście.
  • W taki sposób Kraków chce walczyć z przestępczością – jednak przy okazji naruszy prywatność mieszkańców wprowadzając totalną obserwację: o każdym będzie można powiedzieć, kiedy, z kim i gdzie konkretnie przebywał w miejscu publicznym
  • RPO napisał o tym do prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego:

- Na stronie inicjatora projektu radnego Miasta Krakowa, Łukasza Wantucha można przeczytać, że celem systemu kamer jest „redukcja przestępczości pospolitej praktycznie do zera (funkcja dowodowa, pomocy i prewencji)” oraz „zlikwidowanie problemu z zaginięciami osób oraz zwiększenie bezpieczeństwa policjantów i strażników miejskich podczas interwencji w miejscach publicznych” - piesze zastępcza RPO Stanisław Trociuk. Rzecznik Praw Obywatelskich wyraża jednak zaniepokojenie skutkami stałej - praktycznie totalnej - obserwacji każdego miejsca w przestrzeni publicznej.

Musimy pamiętać, że prywatność jednostki jest wartością chronioną konstytucyjnie oraz przez unijne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, które do tego wprowadziło zasadę minimalizacji danych (muszą być adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów, w których są przetwarzane).

Nie ma pewności, czy zasadę tę zrealizuje pomysł 100 tys. kamer w Krakowie: każdy z mieszkańców będzie przecież obserwowany w miejscach publicznych. Kamery zarejestrują, gdzie, z kim i kiedy przebywał.

Jak zauważył Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych podejmując decyzję o wprowadzeniu monitoringu, administrator musi pamiętać o przeprowadzeniu oceny skutków dla ochrony danych.

VII.501.13.2019

RPO za doprecyzowaniem senackiego projektu w sprawie zaprzeczenia ojcostwa

Data: 2019-02-06
  • Termin 3 lat od osiągnięcia pełnoletności na zaprzeczenie przez dziecko ojcostwa męża jego matki zakwestionował Trybunał Konstytucyjny
  • Senacka komisja przygotowała projekt, który wykonywałby ten wyrok
  • Rzecznik wnosi o doprecyzowanie najważniejszego przepisu projektu - aby jednoznacznie wskazywał, że chodzi o zaprzeczenie ojcostwa 

16 maja 2018 r. Trybunał uznał za niekonstytucyjny art. 70 ust. 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego: "Dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności" - w zakresie trzyletniego terminu na takie powództwo.  

Wyrok Trybunału  

Skargę konstytucyjną złożyła kobieta, która o prawdziwym ojcu dowiedziała się od matki po kilkudziesięciu latach. Wskazany przez matkę biologiczny ojciec nie chciał poddać się badaniom DNA. Bez takich badań prokurator odmawia wystąpienia z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa męża matki kobiety - co jest niezbędnym etapem do późniejszego ewentualnego ustalenia ojcostwa. 

Sądy oddaliły powództwo kobiety, wskazując, że wytoczono je po upływie trzyletniego ustawowego terminu. W skardze do TK kobieta wskazała, że doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady ochrony życia prywatnego oraz godności człowieka

16 maja 2018 r. TK uznał zaskarżony przepis (sygn.  SK 18/17) za niezgodny z art. 30 w związku  z art. 47 i art. 31 ust. 3 Konstytucji. Trybunał przywołał orzecznictwo na tle art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka, z którego wynika, że termin na wytoczenie powództwa nie może rozpoczynać biegu w oderwaniu od okoliczności powzięcia informacji o możliwym pochodzeniu od innej osoby. TK zwrócił też uwagę na niekonsekwencję ustawodawcy, który danej osobie przyznał tak krótki termin, a jednocześnie nieograniczone w czasie uprawnienie do wytoczenia takiego powództwa przyznał prokuratorowi.

Argumenty RPO w TK

RPO Adam Bodnar, który przystąpił do skargi konstytucyjnej, wnosił o uznanie zaskarżonego przepisu za niekonstytucyjny. Uznał, że sztywny i niezależny od wiedzy dorosłego dziecka termin wytoczenia powództwa narusza prawo jednostki do decydowania o swoim życiu rodzinnym i prywatnym. Nakłada też na jednostkę nieproporcjonalnie duże ograniczenia, naruszając tym samym jej godność.

Rzecznik podkreślał, że ten przepis nie jest jedynym zawierającym podobne ograniczenia - takie same dotyczą zaprzeczenia macierzyństwa oraz ustalenie bezskuteczności uznania ojcostwa.  "Skarga konstytucyjna dotyczy tylko tego pierwszego przepisu, jednak uznanie jego niekonstytucyjności powinno pociągnąć za sobą zmianę przez ustawodawcę treści wszystkich trzech wymienionych przepisów" - wskazał Adam Bodnar.

Senacki projekt nowelizacji 

W grudniu 2018 r. senacka Komisja Ustawodawcza złożyła projekt inicjatywy ustawodawczej polegającej na nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego w zakresie wskazanym przez TK. Projekt przewiduje m.in. że 3-letni termin na zaprzeczenia ojcostwa byłby liczony od osiągnięcia przez dziecko pełnoletności - chyba że dziecko dowie się o pochodzeniu od innego ojca dopiero po osiągnięciu pełnoletności. Wtedy termin 3 lat biegłby od daty dowiedzenia się o takim fakcie. Termin ten dotyczyłby także zaprzeczenia macierzyństwa oraz ustalenia bezskuteczności uznania ojcostwa.

Art. 70 § 1 KRO otrzymałby zatem brzmienie: „Dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności. Jeżeli dziecko powzięło wiadomość o okoliczności, o której mowa w art. 62 § 1 albo 2, po osiągnięciu pełnoletności, termin ten zaczyna biec od dnia, w którym dziecko dowiedziało się o tej okoliczności”.

Uwagi Rzecznika do projektu

Rzecznik ma do tego projektu jedną uwagę. „Okoliczność, o której mowa w art. 62 § 1 albo 2” może bowiem dotyczyć kilku różnych faktów: 

  • urodzenia w czasie trwania małżeństwa albo przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia;
  • pochodzenia od męża matki;
  • istnienia domniemania, że pochodzi od męża matki;
  • urodzenia po zawarciu drugiego małżeństwa;
  • pochodzenia od drugiego męża matki;
  • istnienia domniemania, że pochodzi od drugiego męża.

- W obu przepisach nie ma natomiast mowy o faktycznej okoliczności, będącej podstawą występowania przez dziecko o zaprzeczenie ojcostwa, czyli tej, że mąż matki nie jest jego ojcem – napisał Adam Bodnar do przewodniczącego Komisji Ustawodawczej Senatu  Stanisława Gogacza. Dlatego za bardziej jednoznaczne i zgodne z zasadami prawidłowej legislacji uznał odesłanie w proponowanym art. 70 do art. 67 KRO, który zawiera zdanie: „mąż matki nie jest ojcem dziecka”.

Proponowana treść art. 70 § 1 KRO brzmiałaby wtedy: „Dziecko po dojściu do pełnoletności może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa męża swojej matki, nie później jednak niż w ciągu trzech lat od osiągnięcia pełnoletności. Jeżeli dziecko powzięło wiadomość o okoliczności, o której mowa w art. 67, po osiągnięciu pełnoletności, termin ten zaczyna biec od dnia, w którym dziecko dowiedziało się o tej okoliczności”.

Inna możliwość to umieszczenie w tym przepisie w zdaniu drugim zapisu: „Jeżeli dziecko powzięło wiadomość o tym, że mąż matki, którego dotyczy domniemanie z art. 62 § 1 albo § 2, nie jest jego ojcem, po osiągnięciu pełnoletności, termin ten zaczyna biec od dnia, w którym dziecko dowiedziało się o tej okoliczności”.

IV.7020.37.2014

Adam Bodnar o ujawnieniu przez "Wiadomości" TVP danych protestujących: Takich metod nie można stosować

Data: 2019-02-05

W "Wiadomościach" TVP 4 lutego pokazane zostały wizerunki i dane osób, które brały udział w sobotnim proteście przed siedzibą telewizji i otaczały samochód pracowniczki TVP i kandydatki SLD na prezydenta RP Magdaleny Ogórek.

Osoby te  wymieniono je z imienia i nazwiska. W przypadku jednej z kobiet, która brała udział w incydencie przed TVP, podano również jej miejsce pracy. Była minister nauki i szkolnictwa wyższego Lena Kolarska-Bobińska zapytała na Twitterze rzecznika praw obywatelskich, czy TVP mogła to zrobić. - "Jeżeli nie może tego robić nawet policja (chyba, że są wydane listy gończe), to tym bardziej takich metod nie może stosować telewizja, zwłaszcza publiczna" - napisał Adam Bodnar.

SN: osoby transpłciowe nie muszą pozywać swych dzieci w sprawie o ustalenie płci

Data: 2019-02-04
  • W sprawach o ustalenie płci metrykalnej osoby transpłciowe nie muszą pozywać swoich dzieci - orzekł Sąd Najwyższy. Pozwanymi w takiej sprawie są tylko rodzice
  • Prokurator Regionalny uważał inaczej. Powoływał się na prawo dzieci do tego, że ich rodzice pozostaną w rolach odpowiadających ich płci
  • SN uznał, że dzieci osoby transpłciowej nie mają związku z przedmiotem procesu, bo chodzi w nim o prawo do płci ich rodzica, a nie o relacje rodzicielstwa między nimi a rodzicem
  • O oddalenie skargi kasacyjnej prokuratora wnosił RPO. Ustalenie płci nie powoduje bowiem, że matką wskazaną w akcie urodzenia dziecka przestaje być kobieta, a ojcem - mężczyzna

Jeśli osoba transpłciowa chce w Polsce formalnie zmienić płeć, może to zrobić tylko w procesie cywilnym, pozywając swych rodziców. Ustawa, która miała – zgodnie ze standardami międzynarodowymi – wprowadzić mniej skomplikowaną i bolesną dla rodzin procedurę (m.in. by nie pozywać rodziców), została zawetowana jesienią 2015 r. przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Proces cywilny o zmianę płci metrykalnej jest doświadczeniem traumatycznym. Ponieważ muszą być w nim dwie strony, a ma on doprowadzić do zmiany płci w akcie urodzenia – osoba transpłciowa musi pozwać rodziców. Bo to oni są wraz z nią wpisani do aktu urodzenia (procedura polega na powołaniu się na art. 189 Kodeksu postępowania cywilnego, aby móc  żądać „ustalenia przez sąd istnienia lub nieistnienia stosunku prawnego lub prawa, gdy ma w tym interes prawny”, a w efekcie – doprowadzić do zmiany wpisu w akcie urodzenia).

W przypadku R. spór prawny, który rozstrzygał Sąd Najwyższy, dotyczył tego, czy wystarczy pozwanie rodziców. Prokurator dowodził, że jeśli ktoś chce zmienić płeć, musi także pozwać swoje dzieci (takie stanowisko wyraził Sąd Najwyższy w 2013 r.).

Sprawa ta od początku toczyła się z udziałem Rzecznika Praw Obywatelskich.

Sprawa R.

Powództwo R. polegało na zmianie płci metrykalnej z męskiej na żeńską. Sąd Okręgowy oddalił je, przychylając się do argumentów, że pozwanie rodziców to za mało. Uznał, że w takich sprawach pozywać trzeba także nierozwiedzionego małżonka i dzieci (tzw. współuczestnictwo konieczne z art. 72 § 2 K.p.c.).

Po apelacji R. Sąd Apelacyjny zmienił wyrok. Uznał, że uczestnictwo dzieci nie jest konieczne (w sprawie R był już orzeczony rozwód). Przedmiotem sporu nie są bowiem prawa i obowiązki członków rodziny powoda, lecz ustalenie płci. Sąd orzekł, że „powód jest płci żeńskiej (ma potwierdzone odpowiednimi badaniami trwałe poczucie przynależności do płci żeńskiej)”. 

Wyrok ustalający płeć rodzica nie wpływa jednak – podkreślił sąd - na zakres praw rodzicielskich. Prawa i obowiązki  rodziców wobec dziecka są takie same bez względu na płeć, a w aktach urodzenia dzieci nie zachodzą żadne zmiany. Tym samym dzieci powoda nie mają interesu prawnego w rozstrzygnięciu

Skargę kasacyjną do SN wniósł Prokurator Regionalny. Wskazał, że akceptacja poglądu sądu prowadzi do wniosku, że dziecko jest każdorazowo bezwarunkowo gotowe zaakceptować ustalenie płci rodzica. Płeć ma zaś fundamentalne znaczenie z punktu widzenia ustalenia ojcostwa i macierzyństwa zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym - tymczasem brak jest w Polsce ustawodawstwa dotyczącego postępowania w tych sprawach. Według prokuratora dziecko ma prawo oczekiwać pozostawania w rolach ojca oraz matki przez osoby o płci zgodnej z jej ustawowym rozumieniem.

Stanowisko RPO

Rzecznik wniósł do SN o oddalenie skargi kasacyjnej prokuratora. - Poczucie przynależności do innej płci, niż przypisana przy urodzeniu, nie jest decyzją osoby transpłciowej; potrzeby funkcjonowania zgodnie z odczuwaną płcią także nie można wybrać, a umożliwienie jej zaspokojenia jest obowiązkiem państwa – wskazał Adam Bodnar w stanowisku dla SN.

Osoba transpłciowa nie zmienia swojej roli społecznej w momencie uprawomocnienia się wyroku ustalającego jej płeć. W momencie orzekania funkcjonuje już zgodnie z odczuwaną przez siebie płcią, najczęściej od wielu lat. Brak akceptacji ze strony innych osób, w tym członków rodziny, nie doprowadzi do tego, że osoba transpłciowa przestanie funkcjonować zgodnie z odczuwaną przez siebie płcią czy przerwie leczenie.

Gdyby przyjąć, że także dzieci są stroną w takich postępowaniach, skomplikowałoby to ich sytuację. Dane o imionach rodziców gromadzone są w rejestrze PESEL, są w dowodzie osobistym czy świadectwie pracy. Osoba, której rodzic ustalił swoją płeć, byłaby zatem zmuszona do zmian w wielu dokumentach, gdyby miały one uwzględniać ustalenie płci przez transpłciowego rodzica. Konsekwencją odrzucenia pomysłu, że ustalenie płci nie zmienia aktów urodzenia dzieci, jest uznanie, że dziecko nie ma „interesu prawnego” w postępowaniu o ustalenie płci rodzica.

Sądowe ustalenie płci nie wpływa przecież na zakres praw rodzicielskich. Ustalenie płci nie powoduje zatem, że matką wskazaną w akcie urodzenia przestaje być kobieta, a ojcem – mężczyzna. Płeć rodzica, o której mowa w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, ma znaczenie wyłącznie w momencie ustalania treści aktu urodzenia jego dziecka.

W ocenie Rzecznika brak jest podstaw do stwierdzenia, że dzieci zmuszane są do zaakceptowania transpłciowości rodzica z tego powodu, że nie biorą udziału w postępowaniu jako strona. O ile sąd uzna, że małoletnie dzieci nie akceptują transpłciowości rodzica i w ich najlepszym interesie nie jest ustalenie płci zgodnie z jego pozwem, może on oddalić powództwo.

Zdaniem RPO istotnym problemem w Polsce jest to, że nie mamy ustawy wprowadzającej szybką, przejrzystą i przystępną procedurę uzgodnienia płci. Procedura ta powinna umożliwiać zmianę imienia, nazwiska i oznaczenia płci w sposób szybki, przejrzysty i przystępny, w oparciu o prawo do samostanowienia z poszanowaniem życia rodzinnego, w tym rezygnacji ze zmuszania osób transpłciowych pozostających w małżeństwie do rozwodu w celu ustalenia swojej płci

Nie dając takiej możliwości, polskie państwo narusza swoje obowiązki wynikającego z art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Dostępny obecnie tryb postępowania procesowego z powództwa przeciwko własnym rodzicom stanowi naruszenie prawa do poszanowania życia rodzinnego i prywatnego osoby transpłciowej i prowadzi do niepotrzebnej konfrontacji z członkami własnej rodziny.

Rzecznik przypomniał, że to polski Sąd Najwyższy jako jeden z pierwszych w Europie w wyroku z 25 lutego 1978 r. wykazał, że brak jest podstaw do zmuszania osób transpłciowych do poddania się zabiegom operacyjnym zewnętrznych narządów płciowych w celu ustalenia płci metrykalnej. ETPCz rozstrzygnął to dopiero w 2017 r. - Niniejsze postępowanie jest szansą na zwiększenie wyznaczonego orzecznictwem z lat ’70 i ‘90 standardu ochrony praw człowieka osób transpłciowych. Nałożenie na osoby transpłciowe obowiązku pozywania swoich dzieci w celu uzgodnienia płci byłoby jej zaprzepaszczeniem i rażącym naruszeniem godności i prawa do poszanowania życia rodzinnego także ich dzieci – brzmi konkluzja stanowiska RPO dla SN.

SN: poprzestać na wytoczeniu powództwa przeciw rodzicom

Sąd Najwyższy 10 stycznia 2019 r. na posiedzeniu niejawnym oddalił skargę kasacyjną prokuratora (sygn. akt II CSK 371/18).

Troje sędziów SN uznało, że pozywanie rodziców nie wynika z tego, że są oni prawnie zainteresowani sposobem realizacji prawa do płci przez ich dziecko, lecz służy wyłącznie temu, aby formalnie dochować zasady dwustronności procesu. Występowanie rodziców jako  pozwanych w takiej sprawie nie oznacza zatem, że bez ich udziału nie można by rozstrzygnąć sprawy, lecz jedynie to, że dzięki temu sprawa ta może być rozstrzygnięta w procesie jako takim – wskazał SN.

Przy takim założeniu jest oczywiste, że rozważanie, czy - oprócz rodziców osoby dochodzącej ustalenia zmiany płci - bierną legitymację procesową w sprawie mają (także) dzieci tej osoby, jest bezprzedmiotowe. Przyjęcie, że dzieci mają taką legitymację, oznaczałoby jedynie podmiotowe rozszerzenie rozwiązania dotyczącego rodziców jako pozwanych, do czego nie ma żadnej potrzeby. Dla dopełnienia wymagań zasady dwustronności procesu wystarczy poprzestanie na wytoczeniu powództwa przeciwko rodzicom, a w wypadku ich śmierci - przeciwko kuratorowi.

SN podkreślił, że wybór  rodziców, a nie dzieci osoby dochodzącej ustalenia zmiany płci, jest uzasadniony tym, że wyrok uwzględniający powództwo stanowi podstawę ujawnienia zmiany płci jedynie w akcie urodzenia powoda, w którym wpisani są jego rodzice - a nie dzieci.

Według SN dzieci osoby dochodzącej ustalenia zmiany jej płci nie mają związku z przedmiotem procesu. Przedmiotem tym jest prawo do płci ich rodzica, a nie stosunki rodzicielstwa zachodzące między nimi a ich rodzicem.

XI.501.6.2016

Rzecznik pisze do premiera ws. kontroli osób wchodzących do sądów

Data: 2019-01-29
  • Uprawnienia pracowników ochrony do kontroli osób wchodzących do sądów wciąż nie są określone ustawowo 
  • Podstawą prawną tych działań są regulaminy sądów, a wymaga to ustawy, gdyż wiąże się z ograniczeniem konstytucyjnych praw i wolności
  • Od 2014 r. Rzecznik Praw Obywatelskich upomina się o to u kolejnych ministrów sprawiedliwości - dostawał różne obietnice  
  • Wobec ustawicznego braku odpowiedzi od Ministra Sprawiedliwości, RPO zwrócił się o interwencję do premiera 

Działania w tej sprawie zapoczątkowała Irena Lipowicz, poprzednia rzeczniczka praw obywatelskich. Wskazywała na konieczność uregulowania w ustawie podstawy prawnej przeglądania zawartości bagażu i odzieży osób wchodzących do  budynku sądu przez pracowników ochrony. Za niedopuszczalne uznała, aby kwestie te były regulowane np. w regulaminach sądów.

Uniemożliwienie wnoszenia do sądów  broni czy innych przedmiotów niebezpiecznych wymaga czynności o charakterze prewencyjnym, m.in. przeglądania zawartości toreb czy odzieży osób wchodzących do sądu. Nawet takie przeglądanie - jako wiążące się z ograniczeniem konstytucyjnych praw i wolności (np. prawa do prywatności gwarantowanego w art. 47 Konstytucji) wymaga jednak regulacji ustawowej.

Ograniczenia praw i wolności są tu uzasadnione potrzebą ochrony zdrowia, życia innych osób, a także zapewnienia bezpiecznego funkcjonowania sądów. Znajdują zatem podstawę w art. 31 ust. 3 Konstytucji, ale zgodnie z tym przepisem mogą być wprowadzone jedynie ustawą.

W 2014 r. ówczesny wiceminister sprawiedliwości Wojciech Węgrzyn informował RPO, że w resorcie trwają prace zmierzające do powierzenia pracownikom ochrony tych uprawnień w drodze ustawy. 

Starania swej poprzedniczki kontynuuje Adam Bodnar.  W marcu 2016 r. wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł przyznawał konieczność uregulowania kwestii w akcie rangi ustawowej. - Cieszy fakt, iż zarówno Minister Sprawiedliwości, jak i RPO zgadzają się w tym zakresie i wyrażają wolę współpracy - dodawał Marcin Warchoł.

Informował on wtedy, że w ministerstwie trwają prace nad szeroko rozumianą reformą wymiaru sprawiedliwości. W ramach tego projektu planowane jest ustawowe uregulowanie uprawnień pracowników ochrony wykonujących zadania w budynkach sądowych. - Przewiduje się, że zagadnienie to, jako doniosłe z uwagi na zapewnienie bezpieczeństwa w budynkach sądów, znajdzie odzwierciedlenie w szczegółowych pracach nad nową ustawą - Prawo o ustroju sądów powszechnych, o czym niezwłocznie poinformuję Pana Rzecznika – pisał wiceminister.

Do dziś RPO nie otrzymał jednak od MS żadnej informacji w tej sprawie, mimo ponagleń z marca i lipca 2018 r.

Dlatego Adam Bodnar poprosił premiera Mateusza Morawieckiego by spowodował udzielenie odpowiedzi przez Ministra Sprawiedliwości oraz podjęcie pilnych działań legislacyjnych w tym zakresie.

Rzecznik powołał się na przypadki, o których informowała prasa, dotyczące prób wejścia do sądu z niebezpiecznymi narzędziami.

- Zmuszony jestem także zauważyć, że nieudzielanie Rzecznikowi Praw Obywatelskich odpowiedzi na jego wystąpienia stanowi naruszenie art. 15 ust. 2 ustawy z 5 lipca 1987 r. o RPO, który wymaga, by każdy organ otrzymujący wystąpienie Rzecznika udzielał na nie odpowiedzi bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu 30 dni – napisał RPO do premiera.

VII.510.16.2014

RPO o ogromnej liczbie prac domowych: potrzebna interwencja resortu edukacji

Data: 2019-01-28
  • Nasze dzieci są przemęczone i zniechęcone do zajęć szkolnych. Nie są w stanie wypocząć, nie rozwijają swoich pasji
  • My sami musimy poświęcać wolny czas na pomoc dzieciom w nadrabianiu zaległości lub pracę nad materiałem, który nie został wytłumaczony na lekcjach
  • To skutki przeciążenia dzieci pracami domowymi, które rodzice opisują w skargach do Rzecznika
  • Konsekwencje mogą być groźne dla rodzin i dla całego systemu oświaty w Polsce

Rzecznik Praw Obywatelskich apeluje do MEN o wytyczne dotyczące prac domowych. Brak nadzoru w tym zakresie może prowadzić bowiem rodziców do działań, które mogą przynieść negatywne skutki dla całego systemu oświaty (przykładem są krążące w sieci – i cytowane w piśmie RPO – oświadczenia woli zdesperowanych rodziców, którzy nie wyrażają w nich zgody "na dysponowanie przez szkołę pozalekcyjnym czasem ich dziecka”).

- Składanie przez rodziców oświadczeń o tej treści może prowadzić do konfliktów, podważania wiary w dobrą wolę nauczyciela i braku zaufania uczniów do władz szkolnych – pisze Adam Bodnar. - Brak konkretnych wytycznych dotyczących zadawania prac domowych stawia nauczycieli w trudnym położeniu, gdyż muszą zrealizować podstawę programową oraz sprostać oczekiwaniom uczniów i ich rodziców, żądających wysokich wyników w nauce i dobrego przygotowania do przyszłych egzaminów.

Rzecznik nie uważa, aby zadawanie prac domowych było sprzeczne z prawem. Jednak zdaniem RPO obecna sytuacja wymaga interwencji i pomocy państwa dla rodzin. Problem przemęczenia uczniów może mieć związek ze zbyt obszerną podstawą programową oraz nauką w systemie dwuzmianowym i kończeniem zajęć o późnej godzinie.

Ogromne zaniepokojenie Rzecznika Praw Obywatelskich budzi nastawienie polskich uczniów do szkół. Z raportu z badania TIMSS z 2015 r. wynika, że mimo sukcesów w  nauce, uczniowie w Polsce raczej nie lubią szkoły i nie wierzą we własne możliwości. W  rankingu pozytywnego nastawienia wobec szkoły polscy uczniowie znaleźli się dopiero na 46. miejscu – tylko o trzy miejsca wyższym od japońskich, ostatnich na liście. W  Europie są na samym końcu, wraz z Francuzami i Czechami[1]

Na problem zwracał już uwagę rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Jego zdanie w kwestii potrzeby przyjrzenia się efektom zadawania prac domowych w świetle najnowszych badań pedagogicznych podziela dziś Rzecznik Praw Obywatelskich.

VII.501.68.2018




[1] Materiał prasowy z badania TIMSS 2015 r., http://www.ibe.edu.pl/pl/projekty-miedzynarodowe/timss-2019

 

RPO za wprowadzeniem prawa do zaskarżenia decyzji prokuratury o ekshumacji

Data: 2019-01-25
  • Najbliżsi osoby zmarłej muszą  mieć prawo zaskarżenia decyzji prokuratury o jej ekshumacji, gdy uznają, że narusza to kult zmarłych – uważa Rzecznik
  • Powołuje się na wyrok Trybunału w Strasburgu, który ze skarg rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej uznał, że brak takiej możliwości narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka
  • W ocenie RPO jest to też niezgodne z konstytucyjnymi zasadami prawa do sądu, ochrony prawnej życia prywatnego i rodzinnego oraz prawa do środka odwoławczego

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o zainicjowanie działań w celu wprowadzenia do Kodeksu postępowania karnego przepisów, które umożliwiłyby ochronę prawa do życia prywatnego i rodzinnego w przypadku zarządzenia ekshumacji.

20 września 2018 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził naruszenie przez Polskę w tej sprawie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego).

Sprawa dotyczyła ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej z 2010 r., w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński. Prokuratura zarządziła w 2016 r. ekshumacje ciał ofiar w ramach toczącego się postępowania karnego w sprawie. Władze dokonywały sekcji zwłok w celu ustalenia przyczyn wypadku, sprawdzając m.in. wersję ewentualnego wybuchu na pokładzie.

Skarżące, wdowy po dwóch ofiarach, sprzeciwiły się ekshumacji zwłok mężów - jednak bezskutecznie. Ich zażalenia pozostawiono bez rozpoznania, powołując się na to, że polskie prawo nie przewiduje możliwości odwołania do sądu.

Wcześniej Rzecznik Praw Obywatelskich  podejmował działania w tej sprawie w związku z wnioskiem osób i reprezentującego je pełnomocnika. W korespondencji prowadzonej w październiku i listopadzie 2016 r. z Prokuratorem Generalnym Rzecznik wyrażał zaniepokojenie tym, że decyzja prokuratora nie podlega zewnętrznej kontroli. Rzecznik nie podzielił stanowiska z  odpowiedzi Prokuratora Generalnego, że decyzja prokuratora o zarządzeniu ekshumacji nie podlega zaskarżeniu do sądu.

- Ekshumacja zwłok i szczątków ludzkich dokonywana na zarządzenie prokuratora stanowi władcze wkroczenie w sferę prawnie chronionych dóbr osobistych w postaci kultu osoby zmarłej. Oznacza to, że osobom bliskim muszą służyć środki prawne w celu ustalenia, czy wkroczenie przez  prokuratora w ową prawnie chronioną sferę nie miało charakteru ekscesywnego – wskazywał Adam Bodnar. Podkreślał, że z art. 47 Konstytucji wynika, że każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego. W tym kontekście osoba, która uważa, że jej prawo do prywatności zostało naruszone, musi mieć możliwość skorzystania z ochrony prawnej. Ustawa nie może zatem zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw (art. 77 ust. 2 Konstytucji),  gdy osoba bliska uważa, że zarządzenie  ekshumacji narusza kult osoby zmarłej. Prokurator Generalny nie podzielił tych argumentów.

Teraz w wystąpieniu do Ministra Sprawiedliwości Rzecznik przypomniał, że niektórzy członkowie rodzin ofiar katastrofy złożyli zażalenia na zarządzenia prokuratora o odmowie przyjęcia zażaleń na decyzję o ekshumacji ciał ich bliskich. Rozpatrując zażalenia, Sąd Okręgowy w Warszawie nabrał wątpliwości co do zgodności odpowiedniego przepisu K.p.k. z Konstytucją i Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Dlatego 3 kwietnia 2017 r. Sąd Okręgowy skierował do Trybunału Konstytucyjnego pytanie prawne, czy art. 210 K.p.k. w zakresie, w jakim nie przewiduje możliwości zażalenia na zarządzenie wyjęcia zwłok z grobu, jest zgodny z art. 45 ust. 1, art. 47 i art. 78 Konstytucji oraz z art. 8 i art. 13 Konwencji. 

Rzecznik w 2017 r. przyłączył się do tego postępowania. Przedstawił stanowisko, iż art. 210 K.p.k. jest niezgodny z art. 45 ust. 1, art. 47 i art. 78 Konstytucji oraz z art. 8 i art. 13 Konwencji. Postępowanie przed Trybunałem pozostaje w toku.

Rzecznik przypomniał, że ETPCz stwierdził m. in., iż w pewnych okolicznościach dowody w śledztwie muszą zostać uzyskane poprzez przeprowadzenie ekshumacji. Wtedy powinny być jednak zapewnione uzasadnione interesy rodzin. Władze muszą zrównoważyć wymogi efektywnego śledztwa oraz potrzebę ochrony prawa do prywatności i życia rodzinnego stron postępowania. 

W konkluzji Trybunał stwierdził, że polskie prawo nie przewiduje wystarczającego zabezpieczenia przeciw  ewentualnej arbitralności zarządzenia prokuratora o ekshumacji i mechanizmu zagwarantowania proporcjonalności tego zarządzenia do prawa przewidzianego w art. 8 ust. 1 Konwencji. Wnioskodawczynie były zatem całkowicie pozbawione ochrony przysługujących im praw.

Orzeczenie ETPCz zapadło w sprawie jednostkowej, ale w ocenie Rzecznika ma ono walor ogólniejszy. Trybunał wskazał bowiem, że do naruszenia praw skarżących doszło nie tyle na skutek działań lub zaniechań organów państwa, ile ze względu na przepisy prawa, które uniemożliwiły im ochronę przysługujących im praw.

II.519.941.2016

O drodze z Chin do Portugalii przez nasze osiedle i o tym, co nas truje: spotkanie regionalne RPO w Dąbrowie Górniczej

Data: 2019-01-24
  • My nie mamy smogu. Nas truje przemysł. Ale nie wiemy, kto i jak. Koncentracja przemysłu w Dąbrowie Górniczej jest tak wielka, że bez porządnie zakrojonych badań, nie damy rady.
  • Nie możemy dalej – jak od kilkunastu lat – pisać listów z błaganiami o zbadanie stanu środowiska – mówili uczestnicy spotkania regionalnego w Dąbrowie Górniczej
  • Młodzi ludzie obecni na spotkaniu pytali o sprawę Pawła Adamowicza. I o koszulki „KonsTYtucJA”

"Ogłosiliśmy sukces gospodarczy. Polska jest krajem łączącym Chiny z Portugalią. A  cały ten szlak transportowy wiedzie przez moją ulicę. Bo powstał obok terminal przeładunkowy kontenerów z kolei na samochody, ale nie zbudowano planowanych wcześniej obwodnic. Ruch idzie drogą przez środek osiedla domków jednorodzinnych, w których żyjemy od dawna, bo wcześniej była to wieś pod Dąbrową"

Przed południem na spotkanie z RPO Adamem Bodnarem przyszło do Urzędu Miasta ponad sto osób. Działacze organizacji pozarządowych, radni, mieszkańcy i uczniowie liceum.

- Zaprosiliśmy tu Rzecznika, żeby zobaczył, w jakich warunkach żyjemy w Dąbrowie-Strzemieszycach – mówił przedstawiciel stowarzyszenia Stop Truciu.

O problemach z zanieczyszczeniem środowiska RPO Adam Bodnar rozmawiał z organizacjami pozarządowymi w czasie Szczytu Klimatycznego COP 24 w Katowicach. Wtedy dostał od nich zaproszenie do przyjechania na Śląsk.

Skumulowanie przemysłu

- Skumulowanie przemysłu oznacza ogromny, nadmierny ruch ciężkiego transportu. Oznacza zapylenie i emisję odorów (smród), niska emisja (smog). Liczę, że nowy zarząd miasta wspólnie z nami zacznie te problemy rozwiązywać – a Pan będzie nas wspomagał.

RPO: Opowiem Państwu najpierw, co mogę zrobić. Nie zmienię prawa, nie nakażę niczego władzom – ale mogę naciskać, mogę przyłączać się do spraw w sądach, mogę sprawdzać, co się dzieje ze sprawami, które zgłaszają.  Działamy wtedy, kiedy instytucje państwowe nie realizują swoich obowiązków wobec obywateli. To znaczy – sprawdzamy, czy władze działają zgodnie z przepisami.

Dyrektor Łukasz Kosiedowski z Zespołu Prawa Administracyjnego i Gospodarczego BRPO (trafiają tam sprawy z zakresu ochrony środowiska) opowiadał o tym, jak Rzecznik działa w przypadku hałasu, smogu, odoru, problemów ze śmieciami, zanieczyszczenia wód – Rzecznik robi to na podstawie zgłoszeń od ludzi.

Prof. Danuta Mielżyńska z Instytutu Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu opowiadała o problemie z wdrożeniem programu badawczego dla Dąbrowy (Ocena środowiskowych zagrożeń zdrowia mieszkańców Dąbrowy Górniczej ze szczególnym uwzględnieniem dzielnicy Strzemieszyce Wielkie i Małe) – państwo nie jest do tego przygotowane organizacyjnie i finansowo. Sam zaś Instytut Pracy jest teraz likwidowany.

RPO: To znaczy, że państwo nie macie programu badawczego, który pozwalałby wam na podjęcie dialogu z władzami? Muszę się temu przyjrzeć. Jednak Rzecznik nie może wkraczać w politykę Ministra Nauki w sprawie organizacji instytucji naukowych – to wykracza poza tematykę praw człowieka.

- Tak, nie mamy badań, bo nasza sytuacja jest wyjątkowa na skalę europejską. Takiej kumulacji przemysłu nie ma nigdzie. Mamy fatalne wskaźniki stanu środowiska i zdrowia ludzi. Musimy to badać, sprawdzić, skąd to się bierze – nie możemy wskazać jednego truciciela i z nim rozmawiać – mówili uczestnicy spotkania.

  • Musimy mieć sposób na to, by nowych dróg dojazdowych do fabryk nie prowadzić przez środek osiedla, bo wtedy rozjeżdżają nas TIRy.
  • Ocena wpływu inwestycji na środowisko nie może być zamawiana przez inwestora. Trzeba zmienić przepisy.

RPO:  W tej sprawie możemy dopytywać władze. Bierzemy od Państwa dokumenty, na tej podstawie możemy działać.

Problem hałasu

Przez naszą dzielnicę biegnie droga krajowa DK 1.Przebudowa ma ruszyć w tym roku, a hałas już jest bardzo uciążliwy. Władze powołując się na pomiary hałasu zrezygnowały z budowy ekranów chroniących przed hałasem z jednej strony trasy. Nie wiemy, co to za pomiary i nie ufamy im.

RPO: Dobrze, bierzemy dokumenty

Opłata adjacencka (pobierana z tytułu wybudowania infrastruktury technicznej)

Ludzie uważają, że te opłaty są niesprawiedliwe (w tym samym miejscu opłaty są różne, bo część postępowań o ich ustalenie zaczęło się przed zmianą przepisów, a inne - już po), a sposób pobierania ich i zarządzania zebranymi pieniędzmi jest niegospodarny.

Sprawy oszustwa

Jeden z mieszkańców opowiada o oszustwie, którego ofiarą padła jego firma - a oszust najwyraźniej ma dobre układy, bo prokuratura i policja nic z tym nie robi.

Mój majątek zniknął. Co mogę zrobić?

Bo nie wierzę ani prokuraturze ani sądom – chciałbym, żeby ktoś wyższy się tym zajął.

RPO: Nie ma nikogo wyższego. Mamy prokuraturę i sądy.  Jeśli sprawa trafi do Prokuratora Generalnego, to ona i tak trafi do Pana prokuratury.

Rzecznik – po zakończeniu postępowania prokuratorskiego – może poprosić o akta i poprosić prokuraturę o ponowne zajęcie się tą sprawą.

Koła gospodyń

W ustawie o kołach gospodyń nie ma słowa o kołach gospodyń działających w miastach. A my mamy koła działające od 90 lat na terenach włączonych teraz do miast. I nie ma o nich słowa.

RPO: nie podzielam entuzjazmu wobec tej ustawy, bo ogranicza ona wolność zrzeszenia się. Pozwala na działanie jednego koła w danej miejscowości i tylko dla niego przewiduje wsparcie. Ale zwrócę uwagę na ten nowy aspekt, o którym Pani mówi.

Pytania na karteczkach od młodzieży

Licealiści, którzy przyszli na spotkanie, zadawali pytania na karteczkach (anonimowo)

  • Co Pan uważa o sprawie śmierci Prezydenta Gdańska? Co Pan uważa o obrażaniu osób publicznych? Jak sprawca ataku na prezydenta ma być uważany za niepoczytalnego, skoro już jako poczytalny odsiadywał karę?

RPO: Śmierć Prezydenta to niepowetowana strata i budzi ogromny żal. Musi nas prowadzić do tego, by przekuć to w coś dobrego, u siebie, w lokalnej wspólnocie.

Prezydent Adamowicz był osobą niezwykłą i ważna dla społeczeństwa. Wspierał rozwój Gdańska jako nowoczesnego i otwartego miasta. Zajmował się problemami osób dotkniętych kryzysem bezdomności (a to jest dziedzina, którą RPO się zajmuje).

Osoby publiczne muszą być przygotowane na krytykę. T wynika z prawa do wolności wypowiedzi. Krytyka powinna dotyczyć jednak działań, a nie cech. Granice można wyczuć – kiedy krytyka staje się mową nienawiści, dotyczy wyglądu albo cech. Wiemy dziś, że ta mowa nienawiści dotyczy osób należących do mniejszości ale też do osób publicznych.

Musimy sobie to uświadomić - tego nas uczy tragedia Pawła Adamowicza .

Bardzo przestrzegam przed opowiadaniem, co kierowało zabójcą. O tym, czy był poczytalny, może ustalić sąd pytając o to biegłych. Nie róbmy tego sami! Proszę pamiętać, że poczytalność ustala się dla momentu popełnienia czynu (łac: tempore crimini)

Inna sprawa to to, czy ktoś był – będąc w więzieniu – właściwie leczony. Czy miał odpowiednią terapię i wsparcie. Ta sprawa pokazała już problem luk w prawie.

Dlatego takie przypadki trzeba analizować pod kątem błędów, jakie zostały popełnione – po to, by im zapobiec  w przyszłości.

Mec. Rudzińska-Bluszcz z BRPO opowiedziała zebranym o patostreamingu (nadawaniu w internecie transmisji z zadawania bólu i innych przestępstw, na czym się zarabia) – o działaniach obywatelskich, o współpracy RPO z platformami internetowymi i władzami. W ten sposób udało się powtrzymać patostreamera, który szkalował pamięć prezydenta Adamowicza.

  • Czy nauczanie indywidualne w domu nie jest naruszeniem praw do kontaktów z rówieśnikami (RPO: powinniśmy dążyć do edukacji włączającej)
  • Czy jeśli nauczyciel zabierze mi telefon na lekcji, może zobaczyć, co na nim robiłem (RPO: art. 47 Konstytucji daje nam prawo do poszanowania prywatności. Ale to nie oznacza, że nauczyciel nie może zabrać telefonu, jeśli uczeń łamie regulamin. Ważne, by trzymać się zasad, a nie wymyślać je na bieżąco)
  • Czy będzie zaostrzenie kar w sprawie przemocy domowej? (RPO: kary są stosunkowo wysokie. Ważne jest co innego: pomoc dla ofiar i oddzielenie ofiary od sprawcy, a także terapia dla sprawcy, by oduczył się pewnych nawyków).
  • Gdzie jest sprawiedliwość, skoro pogróżki śmiercią (akty zgonu) nie są karane, a zakładanie koszulek na pomniki (nie bronię sprawców) – nie?

RPO: w sprawie 11 aktów zgonu prokuratura umorzyła śledztwo. W sprawie koszulek na pomnikach – nikt nie poniósł ostatecznie konsekwencji. Z tym, że ta ostatnia sprawa mieści się w ramach wolności słowa. W pierwszej kolejności – moim zdaniem prokuratura powinna się zająć sprawą w kierunku groźby karalnej. Być może to naprawi.

Bo mamy prawo oczekiwać, że prokuratura zajmie się dogłębnie takimi sprawami – tak jak pan, który opowiadał o oszustwach, ma prawo, by państwo tę sprawę zbadało.

Nauczycielka: Czy mogę ponieść odpowiedzialność za przyjście do szkoły w koszulce „KonsTYtucJA”?

RPO: Doszliśmy do tego, że mówienie  o Konstytucji stało się polityczne. Działania kuratorów niekoniecznie są motywowane zaufaniem, poszanowaniem wolności słowa – ale także polityków. W razie kłopotów – mogę Panią zapewnić – że może Pani liczyć na pomoc prawników i ma ogromną szansę na sukces. Do Pani jednak należy decyzja, czy ryzyko podjąć.

***

- Mówicie o prawach człowieka - ale przez moją ulicę na osiedlu prowadzi ruch z Chin do Portugalii. Tak, bo przez Strzemieszyce prowadzi droga do terminala przeładunkowego w Sławkowie. Wybudowali terminal, wielki gospodarczy sukces, a dojazd prowadzi przez osiedle domów.