Zawartość
Liczba całkowita wyników: 748

WYSTĄPIENIA GENERALNE

Zadaniem RPO jest sprawdzanie, czy przepisy nie uderzają w obywateli. Jeśli dojdzie do wniosku, że sprawa wymaga generalnego „poprawienia prawa”,  może m.in.: przedstawić problem władzom prezentując argumentację prawną  i standardy dotyczace praw człowieka. To ułatwia rozwiązanie problemu i przygotowanie projektów zmian. Tego typu wystąpienia noszą nazwę generalnych.

Data początkowa
np.: 02/2020
Data końcowa
np.: 02/2020
(pozwala na wiele wyborów np. z klawiszem Ctrl)

Nadal nie ma Narodowego Planu dla Chorób Rzadkich - skarżą się pacjenci. Rzecznik pyta o to MZ

Data: 2020-02-25
  • Pacjenci wciąż nie mogą się doczekać Narodowego Planu dla Chorób Rzadkich
  • Świadczą o tym skargi chorych i ich opiekunów wpływające do RRO
  • A chodzi o systemowe rozwiązania problemów zdrowotnych i socjalnych dla tej grupy chorych
  • Mają oni prawo liczyć na ukierunkowanie polityki zdrowotnej na ich potrzeby

Pojęcie "choroby rzadkie” dotyczy kilku tysięcy schorzeń. Ich liczba stale rośnie. Na wiele z nich nauka nie znalazła jeszcze leków. Nie mogąc zagwarantować pacjentom pomocy farmakologicznej, władze powinny wspierać obywateli w życiu z taką chorobą.

Od wielu lat Rzecznik Praw Obywatelskich upomina się w Ministerstwie Zdrowia o narodowy plan dla tych chorób. Kompleksowa strategia państwa - obejmująca m. in. pomoc medyczną, rehabilitację, pomoc społeczną - mogłaby zwiększyć poczucie bezpieczeństwa chorujących i ich rodzin.

Na potrzebę przyjęcia takiego planu Rada Unii Europejskiej wskazała w zaleceniu z 8 czerwca 2009 r. w sprawie działań w dziedzinie chorób rzadkich. Zaleciła państwom członkowskim jak najszybsze – nie później niż przed końcem 2013 r. – opracowanie i przyjęcie planu lub strategii ukierunkowanej na podjęcie konkretnych działań.

Mimo wielu zapewnień strony rządowej o postępach prac nad tym dokumentem, nie został on dotychczas opracowany i przyjęty.

W kwietniu 2019 r. Minister Zdrowia informował RPO, że realizując zalecenie Rady UE, 5 grudnia 2018 r. powołał Zespół ds. chorób rzadkich. Zespół ten opracował projekt Narodowego Planu dla Chorób Rzadkich. Uzyskał on aprobatę kierownictwa resortu zdrowia i został zgłoszony do wykazu prac programowych Rady Ministrów. Zapowiedziano też skierowanie go do konsultacji publicznych.

W związku z tym Adam Bodnar spytał ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego o stanu zaawansowania prac legislacyjnych w tej sprawie.

- Pacjenci i ich opiekunowie od dłuższego czasu z wielką nadzieją oraz rosnącą niecierpliwością oczekują na ten dokument – napisał RPO. Podkreślił, że jest on tematem zarówno skarg kierowanych do RPO, jak i wystąpień podczas spotkań z obywatelami. Dlatego poprosił ministra o poinformowanie, kiedy spodziewane jest wdrożenie planu.

V.7013.63.2014

Sprawa „willi w Kazimierzu”. RPO pisze do prokuratury, CBA i UODO

Data: 2020-02-21
  • Przy upublicznieniu materiałów śledztwa dotyczącego "willi w Kazimierzu Dolnym” doszło do naruszenia praw i wolności obywatelskich
  • Rzecznik Praw Obywatelskich pyta Prokuraturę Regionalną w Katowicach i CBA, co było przesłanką opublikowania tych materiałów
  • Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych prosi zaś, by zbadał kwestię ochrony danych osobowych tych, których podsłuchane rozmowy ujawniono - z podaniem ich imion i nazwisk

W specjalnym oświadczeniu rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar 20 lutego 2020 r. odniósł się do opublikowanych na stronie Centralnego Biura Antykorupcyjnego materiałów ze śledztwa w sprawie "willi w Kazimierzu Dolnym”.

Nastąpiło to na podstawie postanowienia Prokuratora Regionalnego w Katowicach. RPO przypuszcza, że skorzystał on z wprowadzonego w 2016 r. do Prawa o prokuraturze art. 12, który informacje ze śledztwa pozwala udostępniać "innym osobom” oraz mediom. 

Przepis ten rezygnuje z pozostawienia takiej decyzji w gestii prowadzącego postępowanie. Uprawnienie to przysługuje Prokuratorowi Generalnemu oraz Prokuratorowi Krajowemu lub innym upoważnionych przez nich prokuratorom. A Prokurator Generalny to czynnik polityczny, dla którego nie zawsze priorytetem musi być dobro toczącego się postępowania.

Upublicznienie m.in. zapisu podsłuchanych w toku śledztwa rozmów telefonicznych godzi nie tylko w prawa osób, przeciwko którym toczy się postępowanie. Dotyczy to bowiem wszystkich osób, które w ogóle nie miały związku z prowadzonym postępowaniem, a jedynie rozmawiały, często o sprawach prywatnym, z osobami będącymi w kręgu podejrzeń CBA. W ten sposób mogły zostać ujawnione informacje prywatne, w tym o charakterze wrażliwym.

Narusza to dobra osobiste tych osób poprzez ujawnienie szerokiej publiczności informacji osobistych i wrażliwych. Informacje takie przez organy państwa są traktowane jako informacje niejawne.

RPO uznał, że sam sposób upublicznienia informacji przez CBA naruszał prawa i wolności obywatelskie.

Publiczne udostępnianie informacji z toczącego się postępowania wchodzi w kolizję z art. 47 Konstytucji (prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia) i z art. 51 ust. 2 Konstytucji (zakaz pozyskiwania przez władze oraz gromadzenia i udostępniania innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym). Prowadzi też do naruszenia art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Zgodnie zaś z art. 77 ust. 1 Konstytucji, każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody wyrządzonej przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej. Upublicznienie materiałów ze śledztwa należy postrzegać w kontekście podstaw do takiej odpowiedzialności.

W związku z całą sprawą Adam Bodnar - tak jak zapowiadał w oświadczeniu - wystąpił do:

  • Prokuratora Regionalnego w Katowicach – m.in. o wyjaśnienie przesłanek i okoliczności prowadzących do opublikowania materiałów CBA, a także o szczegółowe informacje o aktualnym stanie postępowania.
  • Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego – o wyjaśnienie przesłanek i okoliczności opublikowania materiałów oraz poinformowanie, czy pozyskane uprzednio informacje były niejawne - a jeśli tak, to czy i kiedy zdjęto z nich klauzulę niejawności.
  • Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych – o zbadanie sprawy w kontekście ochrony danych osobowych osób, których rozmowy zostały ujawnione, wraz z podaniem ich imion i nazwisk. - Niewątpliwie bowiem, w przypadku stwierdzenia naruszeń w tym względzie, stosowna i niezwłoczna reakcja na nie leży w ustawowych kompetencjach Pana Prezesa – napisał Adam Bodnar do Jana Nowaka.

II.519.172.2020

Uczeń mniejszości narodowej nie może wybrać tego języka jako nowożytnego. RPO pisze do MEN

Data: 2020-02-20
  • Uczeń z mniejszości narodowej - który w szkole uczy się jej języka - nie może wybrać jego nauki na lekcjach języka nowożytnego
  • Na problem skarżą się przede wszystkim organizacje mniejszości niemieckiej w Polsce
  • Konieczność porozumienia podkreśla Komitet Doradczy Rady Europy ds. Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych
  • RPO wystąpił do ministra edukacji, aby zapewnił dzieciom z mniejszości niemieckiej pełną realizację ich prawa do nauki języka mniejszości

Chodzi o problem nauczania języka niemieckiego - jako języka mniejszości -  oraz równolegle jako języka obcego nowożytnego (jednego z dwóch obowiązkowych w klasach VII i VIII szkoły podstawowej). W 2018 r. Ministerstwo Edukacji Narodowej na nowo zinterpretowało przepisy prawa oświatowego, która zobowiązała szkoły do rozdzielenia obu form nauczania języka niemieckiego. Interpretacja obowiązuje od roku szkolnego 2019/2020.

Przepisy gwarantują prawo do nauki własnego języka mniejszości narodowej lub etnicznej. W ocenie MEN uczeń, który uczestniczy w nauce własnego języka mniejszości narodowej, nie może uczyć się równolegle tego samego języka jako obcego nowożytnego. Aby zatem zrealizować obowiązek nauki języka obcego nowożytnego, uczeń musi wybrać język nowożytny inny niż język, którego uczy się jako języka mniejszości.

Według resortu traktowanie języka mniejszości narodowej jako języka obcego nowożytnego pozbawiałoby uczniów deklarujących chęć nauki języka mniejszości prawa do nauki na II etapie edukacyjnym (klasy VII-VIII) dwóch języków obcych.

Przeciwną interpretację niż MEN przedstawia opinia Biura Analiz Sejmowych z 16 maja 2018 r. Według niej żaden przepis nie wyłącza możliwości jednoczesnego nauczania języka niemieckiego jako języka mniejszości i języka obcego nowożytnego.  Jedyne ograniczenie dotyczy egzaminu maturalnego. Absolwent, który uczył się języka danej mniejszości narodowej, nie może wybrać języka tej mniejszości na maturze z języka obcego nowożytnego.

Na interpretację przepisów przez MEN zwrócił uwagę Komitet Doradczy Rady Europy ds. Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych w IV opinii w sprawie Polski z 6 listopada 2019 r. Odniósł się do argumentów polskich władz, które w równoległym nauczaniu języka niemieckiego jako mniejszościowego i obcego dopatrywały się dyskryminacji uczniów nienależących do mniejszości - zobowiązanych do nauki i zaliczenia na II etapie edukacyjnym dwóch języków obcych, a nie, jak uczniowie z mniejszości, języka obcego i języka własnego.

Komitet wykazał zrozumienie, że uczniowie nienależący do mniejszości mogą czuć, że są w gorszym położeniu ze względu na obowiązek nauki dwóch języków obcych i konieczność przystąpienia do tych samych egzaminów z uczniami należącymi do mniejszości niemieckiej, którzy dzięki nauce języka niemieckiego jako mniejszościowego uzyskali swego rodzaju przewagę.

Jednocześnie jednak Komitet wyraził ubolewanie, że w obecnej sytuacji dzieci z mniejszości niemieckiej będą miały mniej możliwości, aby osiągnąć wysoki poziom znajomości własnego języka. A to właśnie ten cel Komitet uznał za nadrzędny. Wezwał on władze do znalezienia, w porozumieniu z przedstawicielami mniejszości niemieckiej, rozwiązania problemu, które zapewni uczniom tej mniejszości możliwość wystarczającej znajomości języka mniejszości.

W ocenie Adama Bodnara porozumienie takie jest szczególnie istotne z uwagi na rzeczywiste zagrożenie dla skutecznej realizacji prawa mniejszości niemieckiej do nauki własnego języka, jakie wiąże się z interpretacją przepisów przez MEN.

Po wdrożeniu tej zmiany uczniom, którzy korzystają z prawa do nauki języka niemieckiego jako mniejszości i tym samym podtrzymują swoją tożsamość kulturową, ogranicza się de facto możliwość wyboru obowiązkowego języka obcego nowożytnego.

Jak zwracają uwagę przedstawiciele mniejszości niemieckiej, po ukończeniu VI klasy szkoły podstawowej uczniowie i ich rodzice stają przed decyzją o kontynuacji nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości, uwzględniając perspektywę czasu i możliwości edukacyjnych dzieci. Może to doprowadzić do sytuacji, w której na ostatnim etapie edukacji w szkole podstawowej uczniowie będą zmuszeni do rezygnacji z formy podtrzymywania swej tożsamości kulturowej, jaką jest nauka języka mniejszości.

Adam Bodnar zwraca się do ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego o ponowną analizę sprawy - także pod kątem ewentualnej zmiany przyjętej interpretacji przepisów - w celu zapewnienia dzieciom z mniejszości niemieckiej pełnej i skutecznej realizacji przysługującego im prawa do nauki języka tej mniejszości.

XI.813.14.2019

Zespół roboczy MS pracuje nad zmianami ustawy dotyczącej Ośrodka w Gostyninie

Data: 2020-02-20
  • Zespół roboczy w Ministerstwie Sprawiedliwości pracuje nad propozycjami dotyczącymi m.in. tymczasowego izolowania osób z zaburzeniami stwarzającymi zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób
  • Od czterech lat RPO występuje z propozycjami zmian ustawy regulującej umieszczanie tych osób w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie
  • Dopiero teraz Ministerstwo Sprawiedliwości - które wcześniej nie odpowiadało RPO - poinformowało o powołaniu takiego zespołu   
  • Rzecznik nie kwestionuje istnienia takich miejsc, jak KOZZD, ale zasady ich organizacji muszą respektować prawa i wolności osób tam przebywających

Rzecznik Praw Obywatelskich skierował dotychczas do różnych organów państwa ponad 30 wystąpień z informacjami o lukach prawnych i wątpliwościach w praktycznym stosowaniu ustawy z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób.

Szczególnie niepokojący był brak aktywności w tej kwestii Ministerstwa Sprawiedliwości. Kierowane do ministra Zbigniewa Ziobry pisma z postulatami zmian legislacyjnych nie tylko nie były czynnikiem mobilizującym do działań, ale  nie doczekały się pisemnych odpowiedzi. Chodzi o wystąpienia generalne z 15 marca 2016 r., 2 marca 2017 r., 28 grudnia 2017 r., 7 maja 2018 r., 31 lipca 2018 r., 3 grudnia 2018 r. oraz 22 listopada 2019 r.

Na to ostatnie wystąpienie MS odpowiedział pismem, które do RPO wpłynęło w połowie lutego 2020 r. Wiceminister Marcin Warchoł poinformował w nim, że Minister Sprawiedliwości wydał zarządzenie o powołaniu Zespołu do spraw uregulowania możliwości tymczasowego izolowania osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. W skład zespołu wchodzą – oprócz przedstawicieli właściwych komórek MS -  Sprawiedliwości - również przedstawiciele Prokuratury Krajowej i Centralnego Zarządu Służby Więziennej.

Do zadań zespołu należy analiza rozwiązań mających na celu uregulowanie możliwości tymczasowego izolowania w KOZZD osób, których dotyczy postępowanie prowadzone w trybie ustawy z 2013 r. - przed prawomocnym zakończeniem tego postępowania, oraz wypracowanie propozycji legislacyjnych dotyczących izolowania tych osób w Ośrodku.

- Zagadnienia, które były przedmiotem pisma Rzecznika, zostaną objęte zakresem działania tego zespołu – podkreślił Marcin Warchoł. Wyniki prac będą stanowiły asumpt w kwestii podjęcia przez Ministra Sprawiedliwości prac legislacyjnych.

Argumenty RPO

Na podstawie ustawy z 2013 r. już niemal 80 osób pozbawiono wolności w KOZZD, choć miejsc jest tam 60. Resort sprawiedliwości, który odpowiada za nowelizację ustawy, nie może nie dostrzegać problemów. O ich skali świadczyć mogą m.in. pozwy pacjentów KOZZD o zadośćuczynienie lub odszkodowanie. Kierują oni również skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Rzecznik nie kwestionuje konieczności istnienia takich miejsc jak KOZZD, które funkcjonują również w innych krajach (Niemcy czy Holandia). Zasady ich organizacji respektują jednak prawa i wolności osób w nich przebywających. Są nakierowane na indywidualne postępowania terapeutyczne z pacjentem i przygotowania go do życia w społeczeństwie.

Tymczasem w Polsce ogrom braków legislacyjnych ustawy, które dotyczą zupełnie podstawowych kwestii, świadczy o tym, że ustawę uchwalono w pośpiechu, bez refleksji nad filozofią postępowania wobec pacjentów Ośrodka.

23 listopada 2019 r. w Biurze RPO odbyło się seminarium poświęcone praktycznym problemom ustawy z 2013 r. Uczestniczyli w nim m.in. specjaliści z zakresu psychologii, psychiatrii i seksuologii, sędziowie stosujący ustawę, przedstawiciele Służby Więziennej. Zgodzili się oni co do potrzeby kompleksowych zmian legislacyjnych.

Uczestnikami tego spotkania byli również przedstawiciele MS. - Liczę więc, że inspirująca seminaryjna dyskusja będzie asumptem do podjęcia realnych działań ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości w kontekście prac legislacyjnych nad kompleksową nowelizacją ustawy – stwierdził Adma Bodnar w piśmie do ministra Zbigniewa Ziobry. 

Podobne pismo RPO wysłał Ministrowi Zdrowia. Spytał ministra Łukasza Szumowskiego:

  • Kiedy powołano zespół roboczy resortu zdrowia i resortu sprawiedliwości, który ma wypracować koncepcję nowelizacji ustawy i jakie są efekty tych prac?
  • Czy rozważano wprowadzenie rozwiązań, które pozwolą oddzielić kobiety przebywające w KOZZD od umieszczonych tam mężczyzn?
  • Czy przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia wizytował w roku 2019 KOZZD i jakie wnioski płyną z tej wizytacji?

Luki prawne ustawy według RPO

  • Do dziś nie wykonano wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 23 listopada 2016 r. ws. ustawy z 2013 r. Za niekonstytucyjne uznał przepis, że opinię w sprawie zwolnienia z KOZZD sporządza tylko jeden psychiatra, a powinno być ich dwóch – tak, jak przy kierowaniu do niego. Pacjent  Ośrodka powinien mieć prawa do bycia wysłuchanym przez sąd w takiej sprawie.
  • Sądy nadal niedopuszczalnie stosują instytucję zabezpieczenia cywilnego, polegającą na pozbawieniu wolności w ośrodku osoby, wobec której trwa sądowa procedura, czy uznać ją za stwarzającą zagrożenie. 30 stycznia 2019 r.  trzyosobowy skład Sądu Najwyższego uznał, że niedopuszczalne jest zabezpieczenie w postaci umieszczenia danej osoby w ośrodku.
  • Należy uregulować sytuację osób, wobec których zapadła prawomocna decyzja o umieszczeniu w ośrodku – następnie uchylona przez Sąd Najwyższy, który po kasacji zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania. W efekcie nie ma wtedy podstawy do dalszego pobytu takiej osoby w KOZZD. 
  • Ustawa nie reguluje praw tych osób, podstaw ich ograniczenia oraz zasad życia w ośrodku. Zgodnie z Konstytucją ograniczenie praw i wolności musi wynikać z ustawy. Dziś stanowi zaś o tym regulamin wydawany przez dyrektora ośrodka - do czego ustawa go nie upoważnia. Pacjenci muszą zaś mieć jasność, jakie prawa im przysługują - począwszy od możliwości posiadania określonych przedmiotów, a skończywszy na braku procedury uzyskania zgody np. na udział w pogrzebie członka rodziny.
  • Ośrodek jest od dawna przeludniony. Liczba pacjentów zbliża się do 80, co przekracza jego pojemność określoną w rozporządzeniu Ministra Zdrowia. Ośrodek nie zapewnia też odpowiednich warunków lokalowych, które gwarantowałyby godny, długoletni, a w wielu przypadkach - dożywotni, pobyt  (piętrowe łóżka, wieloosobowe sale). Dotychczas z KOZZD wypisano tylko jednego pacjenta.
  • Pilnej regulacji ustawowej wymaga kwestia pobytu w KOZZD osób chorujących psychicznie KOZZD nie leczy osób chorujących psychicznie.
  • Nie ma też przepisów regulujących konieczność leczenia pacjenta KOZZD wymagającego skomplikowanych procedur medycznych.
  • Ustawa nie precyzuje, czy wobec osoby stwarzającej zagrożenie pierwszeństwo wykonania ma kara pobawienia wolności na mocy decyzji sądu karnego, czy też terapia orzeczona przez sąd cywilny (to przypadek Mariusza T. przeniesionego niedawno z Gostynina do zakładu karnego wobec orzeczonej wobec niego nowej kary więzienia).
  • Ustawa powinna przewidywać możliwość zastosowania Systemu Dozoru Elektronicznego (tzw. elektronicznych obroży) wobec osoby uznanej za stwarzającą zagrożenie, której sąd nie kieruje do KOZZD, ale orzeka wobec niej nadzór prewencyjny. Sądy mają jednak problem ze znalezieniem podmiotów leczniczych prowadzących terapię zaburzeń preferencji seksualnych. Zakontraktowano ją bowiem tylko w kilku województwach.

IX.517.1702.2017

Czy będzie pełnomocnik rządu ds. przeciwdziałania bezdomności? Odpowiedź na apel RPO

Data: 2020-02-19
  • Przeciwdziałanie kryzysowi bezdomności obejmuje rożne sektory, m.in. mieszkalnictwo, zdrowie, zatrudnienie, edukację - działalność ta jest jednak słabo skoordynowana
  • Dlatego RPO proponuje powołanie pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów ds. przeciwdziałania bezdomności, który koordynowałby pracę różnych resortów
  • Ewentualne zmiany w celu lepszej koordynacji działań powinny być poprzedzone stosownymi analizami – odpowiada rząd

Przeciwdziałanie bezdomności jest jednym z najistotniejszych priorytetów Rzecznika Praw Obywatelskich. Od 4 lat upomina się on o skoordynowanie prac na szczeblu rządowym. Sytuacja osób w kryzysie bezdomności nie poprawia się – więc postulat Rzecznika pozostaje w mocy.

RPO: potrzebny pełnomocnik ds. bezdomności 

- Bezdomność jest powszechnie uznawana za najcięższą formę wykluczenia społecznego, gdyż wiąże się nie tylko z brakiem miejsca do zamieszkania, ale uniemożliwia normalne funkcjonowania w społeczeństwie i wiąże się ze społeczną i medialną stygmatyzacją - napisał Adam Bodnar przed Świętami, 18 grudnia 2019 r. do premiera Mateusza Morawieckiego.

Dlatego przeciwdziałanie bezdomności jest niezwykle wysoko umieszczone w hierarchii obowiązków władz publicznych. Świadczą o tym m.in. art. 75 Konstytucji art. 25 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ, art. 11 Międzynarodowego Paktu Praw Ekonomicznych, Społecznych i Gospodarczych ONZ oraz art. 30 i 31 Europejskiej Karty Społecznej.

Władze publiczne są zatem prawnie zobligowane do przeciwdziałania bezdomności. Rozwiązywanie problemu to nie tylko zapewnienie odpowiednich miejsc do zamieszkania. Nie mniej ważne jest zapewnienie osobom bezdomnym możliwości korzystania z praw i wolności obywatelskich, w tym m.in.

  • dostępu do usług publicznych, zwłaszcza do opieki medycznej,
  • pomocy prawnej,
  • publicznej edukacji.

To także kwestia zapewnienia podstawowych warunków godnego życia;

  • odpowiedniego odżywiania,
  • podstawowego ubioru,
  • możliwości zadbania o higienę osobistą.

Przeciwdziałanie bezdomności nie jest  możliwe bez podejmowania działań prewencyjnych. Chodzi o zapobieganie powstawaniu samego zjawiska bezdomności przez ograniczanie czynników je wywołujących (ubóstwo, bezrobocie, przemoc domowa, uzależnienia od substancji odurzających, zaburzenia psychiczne, nadmierne zadłużenie, brak odpowiedniej liczby miejsc w szpitalach i zakładach opiekuńczych). Równie ważne są działania terapeutyczne, wspierające wychodzenie z bezdomności.

Wszystkie te zagadnienia pozostają we właściwości wielu działów administracji rządowej, takich jak administracja publiczna, budownictwo, lokalne planowanie i zagospodarowanie przestrzenne, budżet i finanse publiczne, oświata i wychowanie, praca, sprawiedliwość, zabezpieczenia społeczne czy zdrowie. W tej sytuacji uzasadnione jest powołanie pełnomocnika ds. przeciwdziałania bezdomności, który koordynowałby pracę różnych resortów w tym zakresie.

RPO występował w tej sprawie do premier Beaty Szydło (pismo z 17 listopada 2015 r.). W 2016 r. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów odpowiedziała, że powoływanie odrębnego organu w strukturze administracji rządowej zajmującego się wyłącznie koordynacją działań na rzecz osób bezdomnych jest niecelowe. Tymczasem na potrzebę koordynacji działań państwa wskazywała NIK. Zalecenia takie wynikają także z rządowego Krajowego Programu Przeciwdziałania Ubóstwu i Wykluczeniu Społecznemu 2020.

Odpowiedź rządu

- Pragnę zapewnić, że kwestia bezdomności jest przedmiotem troski i zainteresowania właściwych organów administracji państwowej – odpisał Rzecznikowi 6 lutego 2020 r. Paweł Szrot, sekretarz stanu, wiceszef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Biorąc pod uwagę złożoność problemu oraz zaangażowanie wielu resortów, którym ustawowo przypisane są zadania w obszarze wsparcia osób bezdomnych, przygotowanie ewentualnych zmian systemowych mających na celu lepszą koordynację tego zagadnienia powinno być poprzedzone stosownymi analizami.

Warto w tym miejscu nadmienić, że w ramach Rady Działalności Pożytku Publicznego funkcjonuje Zespół ds. Partycypacji Społecznej Osób Starszych, którego zakres działalności obejmuje aktywność na rzecz poprawy sytuacji osób doświadczających bezdomności. W ramach Zespołu przedstawiciele organizacji pozarządowych oraz poszczególnych resortów analizują bieżące potrzeby dotyczące przeciwdziałania bezdomności oraz opracowują rozwiązania, które w istotny sposób wpłyną na zwiększenie efektywności wsparcia osób bezdomnych.

IV.7217.89.2019

Jak się przygotować na szybkie starzenie się społeczeństwa. Adam Bodnar pisze do MRPiPS

Data: 2020-02-19
  • Polska jest jednym z państw Unii Europejskiej, przed którymi stoją największe wyzwania w kontekście starzenia się społeczeństw
  • Dlatego niezbędne jest wyraźne stanowisko naszego kraju na rzecz seniorów - zarówno na forum UE, jak i ONZ  
  • Według RPO już teraz warto myśleć nad innowacyjnymi rozwiązaniami, np. subwencjami senioralnymi kierowanymi bezpośrednio do gmin
  • Należałoby też rozważyć koordynację działań nie tylko wobec osób starszych, ale i młodszych, na których zmiana demograficzna również wpływa

Seniorów na świecie jest coraz więcej. To zjawisko bez precedensu w historii ludzkości. Rodzi to nowe wyzwania dotyczące m.in. usług opiekuńczych, transportu publicznego, rynku pracy czy systemów emerytalnych.

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich chce omówić z Marleną Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, stan praw osób starszych oraz planowane działania w celu przygotowania naszego państwa na wyzwania związane ze starzeniem się społeczeństwa.

Adam Bodnar chciałby m.in. poruszyć temat nowej konwencji o prawach osób starszych oraz znaczenia udziału delegacji rządowej w 11. sesji grupy roboczej OEWGA 6-9 kwietnia w Nowym Jorku w tej sprawie. Uczestnictwo w debacie umożliwi wpływanie na kształt dokumentu, który może być przyjęty przez wspólnotę międzynarodową. Przykładem dla Polski mogą być Niemcy, które - zdystansowane wobec nowej konwencji - aktywnie uczestniczą w debacie, zgodnie z zasadą "nic o nas bez nas”.

W tym kontekście RPO przywołał rezolucję Trzeciego Komitetu Zgromadzenia Ogólnego ONZ ws. starzenia się. Podkreślono w niej, że spora część świata nie wie nawet o rozwiązaniach dotyczących polityki senioralnej przyjętych w Madryckim Planie Działania z 2002 r., co drastycznie ogranicza jego efektywność. 

Nowością ustaloną przez rezolucję jest przyjmowanie po każdej sesji OEWGA rekomendacji, które będą przedstawiane Zgromadzeniu Ogólnemu ONZ. Ustalenia z kolejnych sesji będą zatem przyjmowane w formie pisemnej, co zwiększy ich oddziaływanie. - Nie może zabraknąć aktywnego, pozytywnego udziału Polski w wypracowywaniu tych dokumentów – zaznacza Adam Bodnar.

Przypomniał, że w UE sytuacja osób starszych różni się w zależności od kraju. Obrazuje to wskaźnik tzw. Aktywnego Starzenia się (AAI). Powinno to dodatkowo motywować państwa członkowskie UE, w tym Polskę – w której ten wskaźnik należy do najniższych w UE – do refleksji nt. sytuacji osób starszych.

W ocenie RPO potrzebny jest zatem wyraźny głos Polski w UE jako przedstawiciela państw, które mają stosunkowo najwięcej wyzwań.

Zgodnie z wnioskami sformułowanymi na podstawie wskaźnika AAI postuluje się zbudowanie koalicji państw o niższym jego poziomie (Bułgaria, Chorwacja, Grecja, Hiszpania, Węgry, Włochy, Polska, Słowacja, Słowenia, Rumunia).  Chodziłoby o wspólne zastanowienie się, jak te państwa mogą efektywniej odpowiedzieć na potrzeby związane ze starzeniem się ludności.

RPO uważa, że warto podjąć refleksję nad innowacyjnymi rozwiązaniami systemowymi w kontekście transferów społecznych kierowanych bezpośrednio do gmin. Mogłaby to być np. subwencja senioralna, analogiczna do subwencji edukacyjnej, wspierająca kompleksowe działania na rzecz aktywnego starzenia się, zgodnie z lokalną diagnozą sytuacji i potrzebami osób starszych.

Powinno się natomiast odchodzić od projektowego podejścia, w które wpisana jest tymczasowość i zależność od środków unijnych - w kierunku zrównoważonego, systemowego rozwoju, funkcjonującego zgodnie z zasadą niepomijania nikogo.

Rzecznik przypomniał, że w Komisji Europejskiej powołano Dubravkę Šuica na stanowisko Komisarz ds. Demografii i Demokracji. Wyposażono ją w kompetencje wyznaczające nowy kierunek polityki demograficznej w UE. Komisarz ma się zmierzyć z całym spectrum wyzwań wynikających ze zmiany demograficznej, odnoszących się do wszystkich pokoleń.

Takie całościowe podejście do demografii, zawarte w misji pani komisarz, jest także szansą dla Polski, aby zawczasu przejrzeć prowadzone analizy i uzupełnić je o aspekty, które będą stanowiły o spójnym podejściu do życia obywateli Polski i UE - od dzieciństwa aż po starość.

Zdaniem RPO w Polsce potrzebny jest także mechanizm koordynujący realizację działań odnoszących się nie tylko do osób starszych, ale także do młodszych grup wiekowych, które równiez odczują konsekwencję zmian demograficznych. Dzięki temu można byłoby całościowo odnieść się do starzenia jako zjawiska społecznego.

Za niezbędną w tym kontekście Adam Bodnar uznaje nowelizację ustawy o osobach starszych. Chodziłoby o zwiększenie efektywności polityki senioralnej oraz lepsza koordynację prowadzonych działań.

- Liczę na otwartość Pani Minister na rozmowę mającą na celu systemową poprawę sytuacji osób starszych - napisał Adam Bodnar do minister Marleny Maląg.

XI.503.2.2016

KRRiT pozytywnie o materiale TVP nt.  „Marszów Równości”, który kwestionował RPO

Data: 2020-02-18
  • Materiał filmowy TVP pt. „Inwazja” nie propagował działań sprzecznych z prawem ani nie nawoływal do nienawiści lub dyskryminacji – oceniła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
  • Rada podzieliła opinię TVP, że za emisją przemawiał ważny interes społeczny, bo ukazano część rzeczywistości, która "była skrywana przed opinią publiczną"
  • RPO wskazywał, że materiał potęgował społeczną nienawiść wobec osób LGBT, naruszał ich godność i nieprawdziwie wiązał z pedofilią
  • Manipulował też faktami co do „Marszów Równości”, budując ich całkowicie jednostronny obraz i pomijając akty agresji wobec nich  

"Audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość’ - głosi art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie stwierdziła jego naruszenia przez wyemitowany 10 października 2019 r. materiał pt. „Inwazja” produkcji TVP.

W listopadzie 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił o zbadanie sprawy przewodniczącego Rady, która stoi na straży otwartego i pluralistycznego charakteru radiofonii i telewizji. Pytał m.in., czy w "Inwazji” nie zostały przekroczone granice wolności słowa i mediów.

Argumenty RPO

- "Inwazję” należy ocenić jednoznacznie krytycznie – pisał Adam Bodnar do Witolda Kołodziejskiego. Nie tylko bowiem powiela stereotypy i potęguje społeczną nienawiść wobec osób LGBT, ale też manipuluje faktami, zwłaszcza na temat "Marszów Równości”. Buduje ich całkowicie jednostronny obraz, daleki od pluralizmu, bezstronności i wyważenia, którymi w myśl ustawy o radiofonii i telewizji powinny cechować się programy mediów publicznych.

Zgodnie z ustawą o rtv media publiczne nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, moralnością i dobrem społecznym, zawierać treści dyskryminujących lub nawołujących do nienawiści. Choć orientacja seksualna i tożsamość płciowa nie są przesłankami zakazu dyskryminacji według ustawy o równym traktowaniu, to niewątpliwie są cechami chronionymi prawnie przez art. 32 ust. 2 Konstytucji oraz wiążące Polskę umowy międzynarodowe. Ustawa o rtv  przywołuje zaś orientację seksualną jako niedozwoloną podstawę nierównego traktowania.

Dlatego nie ma uzasadnienia dla emitowania w mediach publicznych treści dyskryminujących i nawołujących do nienawiści ze względu na te cechy. A audycje medialne nie mogą propagować działań sprzecznych z dobrem społecznym.

- Obraz osób nieheteronormatywnych, który buduje "Inwazja”, postrzegam jako jawnie naruszający przytoczone zasady – wskazywał RPO. Sformułowania (w tym sam tytuł materiału), porównania i skojarzenia (zwłaszcza wiążące osoby LGBT z pedofilią), a także sposób narracji (sensacyjny, śledczy ton), wskazują, że celem twórców materiału było obrażenie i wykluczenie grupy społecznej osób LGBT poprzez przedstawienie jej jako "innego” - wroga i źródło niebezpieczeństwa.

Taki przekaz może stanowić przyczynę dyskryminacji, buduje uprzedzenia i potęguje nienawiść, a nawet może być odczytany jako przyzwolenie na przemoc, w celu „ochrony przed wrogiem”. W konsekwencji można więc uznać, że program zarówno bezpośrednio narusza godność osób LGBT, jak i propaguje to.

Choć była wyemitowana jako reportaż, w "Inwazji” trudno się dopatrzeć typowej dla tego gatunku (i wymaganej od mediów publicznych) bezstronności w opisie rzeczywistości. "Marsze Równości” przedstawiono w bardzo negatywnym świetle, a jako źródło informacji wykorzystano fragmenty rozmów nagranych w ramach "prowokacji dziennikarskiej” i filmów z parad równości z zagranicy.

Nie uwzględniono zaś jakichkolwiek faktów na temat marszów. Jako zgłoszone zgromadzenia publiczne były one zabezpieczane i nadzorowane przez policję, która ma informacje o ich przebiegu i incydentach w ich trakcie. Rzecznik z niepokojem odnotowuje wzrastającą liczbę aktów przemocy ze strony ich  przeciwników. Tymczasem temat ten w "Inwazji” w ogóle się nie pojawił.

Niezgodne z prawdą, sugestywnie i naruszając godność osób nieheteronormatywnych powiązano ich środowisko z pedofilią. W wyjątkowo niebezpieczny sposób kształtuje to uprzedzenia. Do uzasadnienia tego twierdzenia wykorzystano ulotkę z hasłem „#pedopride”, która pojawiła się na paradzie równości w Amsterdamie. Pominięto jednak kluczową informację, że policja natychmiast zarekwirowała te ulotki. Organizacja, która je dystrybuowała, nie została dopuszczona do legalnego udziału w paradzie, a jej organizatorzy oficjalnie wyrazili sprzeciw co do jej postulatów.

Odpowiedź KRRiT

- Przeprowadzono postępowanie wyjaśniające, podczas którego Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji poddała analizie całość zgromadzonej dokumentacji, w tym nagranie filmu oraz wyjaśnienia przedstawione przez nadawcę – odpisał 14 lutego 2020 r. Witold Kołodziejski.

W przekazanym stanowisku nadawca podkreślił m.in., że dokument "Inwazja” jest ważnym głosem w toczącej się od wielu miesięcy debacie publicznej na temat roli, planów i metod działania środowisk LGBT, a jego istotnym elementem są sceny nagrywane ukrytymi kamerami przez dziennikarkę, która wniknęła do jednej z organizacji wspierających ideologię LGBT. W opinii nadawcy dzięki temu zabiegowi widzowie mieli sposobność spojrzenia na to środowisko od środka oraz poznania od kulis między innymi sposobu, w jaki organizowane były „marsze równości” w polskich miastach, gdyż do tej pory opinia publiczna była przekonana o ich spontanicznym, oddolnym charakterze.

W ocenie nadawcy podobną wartość miały fragmenty filmu dotyczące zajęć z edukacji seksualnej, jakie w szkołach prowadzą aktywiści organizacji wspierających ideologię LGBT. Ponadto nadawca wskazał, że twórcy dokumentu pokazali tę część rzeczywistości, która do tej pory była skrywana przed opinią publiczną, zatem za realizacją i emisją dokumentu "Inwazja” przemawiał ważny interes społeczny.

Przeprowadzona analiza, dokonana w kontekście przepisów ustawy z 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji pozwoliła KRRiT na przyjęcie przedstawionego przez nadawcę stanowiska. W szczególności KRRiT nie stwierdziła naruszenia przez TVP SA art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji. W związku z powyższym KRRiT nie będzie podejmowała w tej sprawie dodatkowych działań – brzmi konkluzja przewodniczącego Rady.

XI.505.27.2019

MRPiPS zapowiada 8 nowych środowiskowych domów samopomocy dla osób w kryzysie zdrowia psychicznego

Data: 2020-02-18
  • Nie wszystkie osoby w kryzysie zdrowia psychicznego mogą liczyć na wsparcie w środowiskowych domach samopomocy - w 32 powiatach nie ma ani jednego
  • Tymczasem resort polityki społecznej ustalił wskaźnik co najmniej jednego domu w każdym powiecie
  • Likwidacja takich „białych plam” to priorytet resortu – zapewnia ministerstwo, według którego 8 ośrodków ma powstać tam, gdzie ich jeszcze nie ma
  • Resort przyznaje zarazem, że pieniądze na ten cel są ograniczone, a muszą starczyć nie tylko na nowe domy, ale i standaryzację czy remonty istniejących

Powszechna jest wiedza o zapaści opieki psychiatrycznej w Polsce nad dziećmi i młodzieżą. Szwankuje jednak także pomoc państwa, udzielana osobom z zaburzeniami psychicznymi w formie środowiskowych domów samopomocy.

Są one szansą dla osób w kryzysie psychicznym na lepsze funkcjonowanie. Zajęcia w nich prowadzone zapobiegają także izolacji tych osób. W domach mogą się uczyć,  rozwijać lub podtrzymywać umiejętności w zakresie czynności dnia codziennego i funkcjonowania w życiu społecznym.

Uwagi RPO 

Rzecznik Praw Obywatelskich jest zaniepokojony sygnałami o poważnych niedostatkach tego systemu. Wynika to z analizy przedstawionych 2019 r. przez Najwyższą Izbę Kontroli wyników kontroli „Pomoc państwa realizowana w formie środowiskowych domów samopomocy udzielana osobom z zaburzeniami psychicznymi”.

Nie osiągnięto ustalonego przez Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  wskaźnika co najmniej jednego domu samopomocy w każdym powiecie. Na koniec 2018 r. blisko 8,5% powiatów stanowiło  „białe plamy” -  w 32 powiatach nie funkcjonowała żadna tego typu placówka.  A liczbę osób kwalifikujących się do pomocy państwa w tej formie szacuje się na 37 tys. – a w tych placówkach brakuje niemal 7 tys. miejsc.

Rozpoznanie przez wojewodów i samorządy potrzeb w tym zakresie było niepełne. Diagnozy potrzeb dokonywano bowiem głównie na podstawie informacji od samorządów, składanych przy okazji wnioskowania o środki finansowe, oraz ośrodków pomocy społecznej. Rzadko korzystano z dostępnych źródeł danych, w tym np. danych medycznych z Narodowego Funduszu Zdrowia, powiatowych zespołów ds. orzekania o niepełnosprawności, powiatowych urzędów pracy, lokalnych poradni zdrowia psychicznego, poradni psychologiczno-pedagogicznych.

W ocenie RPO poprawa sytuacji wymaga działań ustawodawczych oraz ujednolicenia modelu szacowania skali potrzeb co do dostępu do tych domów. Są one ostatnim ogniwem dziennego wsparcia systemu opieki społecznej. - Nie powinna istnieć sytuacja, gdy osoba potrzebująca jest takiego wsparcia pozbawiona – wskazuje RPO.

Szacowanie potrzeb ma zatem niebagatelne znaczenie, gdyż kompleksowo przeprowadzone pozwala na wyeliminowanie ryzyka pominięcia, już na etapie identyfikacji, grupy osób potencjalnie zainteresowanych tą formą pomocy.

Zasadne wydaje się więc dokonanie ogólnokrajowej analizy, zarówno w aspekcie dostępności środowiskowych domów, jak i oszacowania skali potrzeb. Do tego jest zaś konieczne wskazanie przez MRPiPS ujednoliconego katalogu źródeł danych, z których będą korzystały jednostki szacujące potrzeby.

Odpowiedź MRPiPS

- Minister jako jeden z priorytetów w zakresie zadania związanego z rozwojem sieci oparcia społecznego dla osób z zaburzeniami psychicznymi wyznaczył likwidację tzw. „białych plam" czyli powiatów, na terenie których nie funkcjonują te jednostki – napisała w odpowiedzi sekretarz stanu Iwona Michałek. Jest to jeden z priorytetów, którymi mają kierować się wojewodowie przy rozpatrywaniu wniosków o przyznanie dotacji na rozwój ośrodków wsparcia zaburzeniami psychicznymi.

Nie jest to cel możliwy do osiągnięcia w perspektywie roku. Liczba „białych plam” spada systematycznie. Wśród 30 nowych ośrodków wparcia zaplanowanych do uruchomienia ze środków rezerwy celowej na rozwój sieci ośrodków wsparcia w 2019 r., 8 znajdowało się w powiatach stanowiących „białe plamy". Jeżeli zatem wszystkie jednostki samorządu terytorialnego zrealizują planowane zadanie, pozostaną 24 powiaty bez infrastruktury tego typu.

Zadanie prowadzenia i rozwoju infrastruktury środowiskowych domów samopomocy jest zadaniem zleconym z zakresu administracji rządowej i ma charakter fakultatywny, a nie obligatoryjny. Samorząd terytorialny może w uzgodnieniu z wojewodą utworzyć ośrodek wsparcia lub uruchomić nowe miejsca z uwzględnieniem możliwości ich finansowania z budżetu państwa.

Środki rezerwy celowej w dyspozycji Ministra są ograniczone. Corocznie na ten cel przeznaczane jest ok. 30 mln zł. Dodatkowo od 2017 r. w ramach programu kompleksowego wsparcia rodzin „Za życiem", planowane są także środki z rezerwy celowej budżetu państwa przeznaczonej na rozwój sieci ŚDS dla osób ze spektrum autyzmu oraz niepełnosprawnościami sprzężonymi.

Na liczbę powstawania nowych domów wpływa fakt, że ze środków rezerwy finansowane są nie tylko nowe domy i nowe miejsca w już istniejących placówkach, ale także wydatki związane ze standaryzacją istniejących placówek, inwestycjami, remontami itp.

W  podziale rezerwy zaplanowano:

  • utworzenie 1.135 miejsc, w tym 450 miejsc kwalifikujących się do podwyższonej dotacji w ramach Działania 3.2 Programu "Za życiem";
  • wśród 1.135 nowych miejsc utworzenie 777 miejsc zaplanowano w 30 nowych ośrodkach wsparcia (w tej liczbie jest 5 miejsc w 1 klubie samopomocy), wśród nich jest 251 miejsc kwalifikujących się do podwyższonej dotacji w ramach Działania 3.2 Programu "Za życiem". Pozostałe 358 miejsc powinno powstać w ramach rozszerzania oferty istniejących ŚDS.

Można odnotować zatem duży wzrost zarówno liczby samych ośrodków, jak i liczby nowych miejsc w placówkach już istniejących. Rosną także nakłady finansowe z budżetu państwa na finansowanie ośrodków wsparcia dla osób z zaburzeniami psychicznymi w okresie od roku 2015 do 2018 wzrosły aż o ponad 44% (w roku 2015 wynosiły 404.866 tys. zł, zaś w roku 2018 - 583.170 tys. zł.).

Przy tworzeniu nowych środowiskowych domów samopomocy, oprócz stwierdzenia potrzeb, jednostka samorządu terytorialnego musi wyrazić także gotowość realizacji. Zdarzają się niestety sytuacje, w których, mimo uprzedniej deklaracji i złożenia stosownego wniosku, który skutkował przyznaniem środków z rezerwy celowej, samorządy gminne lub powiatowe - także te zaliczane do tzw. „białych plam" - wycofują się z realizacji przedmiotowego zadania, na co Minister nie ma wpływu.

Dodatkowo należy mieć na uwadze fakt, iż gminy mogą zawierać porozumienia międzygminne w sprawie powierzenia jednej z nich określonych przez nie zadań publicznych. Powiat może zawierać zaś porozumienia w sprawie powierzenia prowadzenia zadań publicznych z jednostkami lokalnego samorządu terytorialnego (czyli gminami lub powiatami). Zatem może wystąpić sytuacja, w której mimo braku realizowania zadania w formie prowadzenia ośrodka wsparcia dla osób z zaburzeniami psychicznymi przez dany powiat lub gminę, potrzeby osób z zaburzeniami psychicznymi są zaspokojone, gdyż jednostki samorządu terytorialnego podpisały w tej sprawie stosowne porozumienia.

Odnosząc się do wniosku dotyczącego określenia przez Ministra, z jakich źródeł danych powinni korzystać wojewodowie w procesie dokonywania rozpoznania potrzeb, Iwona Michałek zwróciła uwagę, że na wojewodach spoczywa obowiązek monitorowania realizacji zadań na swoim terenie, rozpoznawania i dokonywania analizy potrzeb m.in. w zakresie rozwoju ośrodków wsparcia, a co za tym idzie określenie sposobu i źródeł gromadzenia niezbędnych do tego informacji.

Ministerstwo na swoim poziomie analizuje wnioski wojewodów, które powinny być dokonywane rzetelnie, na podstawie faktycznego zapotrzebowania będącego skutkiem przeprowadzonych analiz.

Podsumowując, warto także podkreślić fakt, że pomoc w formie usług świadczonych w środowiskowych domach samopomocy z całą pewnością stanowi ważny element wsparcia osób z zaburzeniami psychicznymi w środowisku lokalnym. Jednakże jest to tylko jeden z elementów wsparcia środowiskowego oferowanego tej grupie osób, pomoc społeczna nie może więc ponosić konsekwencji problemów spowodowanych brakiem dostępności do usług organizowanych w ramach innych systemów – głosi odpowiedź.

III.7065.279.2019

Członkowie rad dyscyplin naukowych kwestionują swą lustrację

Data: 2020-02-17
  • Niektórzy naukowcy chcą brać udział w pracach rad dyscyplin naukowych swoich uczelni, ale kwestionują obowiązek składania oświadczeń lustracyjnych z tego tytułu
  • Argumentują, że w części uczelni do rad dyscyplin wchodzi tylko reprezentacja samodzielnych pracowników naukowych, a w innych - wszyscy tacy pracownicy
  • W tym drugim przypadku obowiązek złożenia oświadczenia lustracyjnego mają zatem wszyscy - bez względu, czy chcieli pełnić funkcje w radach

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga profesorów dwóch uczelni dotycząca wprowadzenia wymogu lustracji osób wchodzących w skład rad dyscyplin naukowych. Te gremia eksperckie decydują o istotnych kwestiach mających znaczenie dla rozwoju danej dyscypliny.

Zgodnie z art. 4 pkt 18 ustawy z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów, osobami pełniącymi funkcje publiczne, które mają obowiązek złożenia oświadczenia lustracyjnego, są m.in. osoby będące członkami organu w rozumieniu Prawa o szkolnictwie wyższym (rada uczelni, rektor i senat).  Statut uczelni może przewidywać również inne organy. Takimi organami są rady dyscyplin, uprawnione do nadawania stopni naukowych bądź stopni w zakresie sztuki.

Skarżący podnoszą, że kwestia składu i zasad powoływania członków rad dyscyplin nie jest jednolicie regulowana przez uczelnie. Część przyjęła, że wchodzi do nich jedynie reprezentacja samodzielnych pracowników naukowych.  Inne zaś postanowiły, że w ich skład wchodzić będą wszyscy samodzielni pracownicy naukowi.  W tym drugim przypadku, obowiązek złożenia oświadczenia lustracyjnego spoczywa zatem na wszystkich samodzielnych pracownikach naukowych, bez względu na to, czy wyrazili oni wolę pełnienia funkcji organu uczelni.

Skarżący chcą brać udział w pracach rad, nie chcą jednak poddać się lustracji. Argumentują m.in., że "lustracji poddaje się osoba, która będzie pełniła ważną funkcję kierowniczą i czyni to z wyboru, a także ponosi osobistą odpowiedzialność za swe działania”. Rada dyscypliny jest zaś organem kolegialnym, gdzie odpowiedzialność nie jest "ściśle personalna, lecz demokratycznie rozproszona”. Zwracają też uwagę, że obecnie "represji ustawowej podlega fakt ewentualnej współpracy agenturalnej”.

Wcześniej resort nauki i szkolnictwa wyższego informował, że kwestia lustracji członków rad dyscyplin naukowych jest mu znana. Zgodnie ze stanowiskiem dyrektora Departamentu Szkolnictwa Wyższego MNiSW z 26 listopada 2019 r., wszelkie postulaty zmian ws. oświadczeń lustracyjnych są analizowane, także pod kątem ich ewentualnego wykorzystania w procesie legislacyjnym.

RPO Adam Bondar zwrócił się do Jarosława Gowina, wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego o stanowisko w tej sprawie. Spytał też, czy planuje podjęcie działań legislacyjnych.

VII.7033.56.2019

Długotrwałość aresztów znów jest w Polsce problemem systemowym

Data: 2020-02-14
  • W latach 2015-2019 liczba osób przebywających w aresztach wzrosła o 100%. Sądy akceptują bowiem ponad 90% takich wniosków prokuratury
  • Wciąż nie wykonano wyroku TK z 2012 r., kwestionującego brak przesłanek przedłużenia aresztu po wydaniu w I instancji pierwszego wyroku
  • Nie zmieniono także zasad aresztowania ze względu na wysokość kary grożącej oskarżonemu
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił o zainicjowanie zmian do senackiej Komisji Ustawodawczej

Wątpliwości co do zgodności z Konstytucją niektórych przepisów regulujących zasady orzekania i  przedłużania tymczasowego aresztowania Rzecznik Praw Obywatelskich nabrał, badając sprawy osób aresztowanych, m.in.  Macieja Dobrowolskiego, kibica, który w areszcie tymczasowym spędził 40 miesięcy. RPO zwracał uwagę na stosunkowo wysoką liczbę tymczasowych aresztowań trwających powyżej 2 lat.

Z badań Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka – oraz z analiz w Biurze RPO – wynika, że przewlekłość stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce stała się znów problemem systemowym. Świadczy o tym fakt, że aresztowani stanowią 10% wszystkich osób przebywających w aresztach i więzieniach

Według Fundacji Court Watch w latach 2015-2019 liczba osób przebywających w  aresztach śledczych wzrosła o 100%. Wzrasta także długość tymczasowych aresztowań. Średnio oskarżeni czekają w areszcie na prawomocny wyrok 9 miesięcy (w większości krajów UE średnia nie przekracza 6 miesięcy).

Wzrasta też liczba wniosków prokuratorów o stosowanie aresztu przez sądy. Datuje się to od 2016 r. – gdy ponownie połączono urzędy Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego. Sądy wciąż akceptują ponad 90% takich wniosków.

Fundacja Court Watch wskazuje, że argumenty prokuratorów sądy przyjmują często bezkrytycznie. Najważniejszą wadą tych decyzji sądów są lakoniczne, wręcz pozorne uzasadnienia. Ani oskarżony, ani jego obrońca często nie są w stanie dowiedzieć się, dlaczego sąd zdecydował się na areszt. Wbrew przepisom, z treści uzasadnień często nie wynika, aby rozważano alternatywy dla aresztu, jak kaucja, czy dozór policji.

Z raportów obu organizacji wynika, że niektóre nieprawidłowości w stosowaniu tymczasowego aresztowania wskazywane wcześniej przez Europejski Trybunał Praw Człowieka są powszechnie powielane. To kolejny dowód, że mamy do czynienia z problemem o charakterze systemowym.

Wyrok ETPC z 18 października 2018 r. w sprawie Burża przeciwko Polsce  dowodzi, że powróciliśmy do sytuacji, w której przewlekłość aresztowania stanowi poważny problem strukturalny. ETPC wskazał. że „we wszystkich postanowieniach przedłużających pozbawienie wolności skarżącego nie pojawił się żaden inny konkretny dowód na to, że skarżący będzie mataczył, skłaniał inne osoby do składania zeznań na jego korzyść, ucieknie lub w inny sposób będzie zakłócał przebieg postępowania”. ETPC uznał, że powody podane przez władze nie mogły uzasadnić całego okresu pozbawienia wolności wobec skarżącego.

Tymczasem już w wyroku z 20 listopada 2012 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł niekonstytucyjność art. 263 § 7 Kodeksu postępowania karnego w zakresie, w jakim nie określa jednoznacznie przesłanek przedłużenia aresztu  po wydaniu przez sąd I instancji pierwszego wyroku w sprawie.

Mimo upływu ponad 7 lat ustawodawca nie wywiązał się z obowiązku wykonania tego wyroku. Praktyka jego stosowania nie tylko nie została ograniczona, ale wręcz coraz bardziej ma na celu ukaranie, np. ze względu na podwyższanie zagrożenia karą pozbawienia wolności za przestępstwa.

W postanowieniu z 17 lipca 2019 r. TK zasygnalizował Sejmowi uchybienia w prawie dotyczące: 

  • stosowania tymczasowego aresztowania ze względu na surowość kary grożącej oskarżonemu; 
  • braku jednoznacznych przesłanek przedłużenia tymczasowego aresztowania po wydaniu przez sąd I instancji pierwszego wyroku w sprawie.

Także Komitet ONZ Przeciwko Torturom (CAT) 9 sierpnia 2019 r. w uwagach końcowych wyraził zaniepokojenie zakresem stosowania i trwania tymczasowego aresztowania oraz tym, że polskie prawo nie przewiduje maksymalnego terminu aresztu.

RPO zwrócił się do Krzysztofa Kwiatkowskiego, przewodniczącego Komisji Ustawodawczej Senatu, o zainicjowanie wykonania orzeczeń Trybunału oraz zastosowanie zaleceń CAT.

II.510.1292.2015

Ewaluacja działań naukowych - od 2023 r., a nie 2021. Prośba RPO do ministra Jarosława Gowina

Data: 2020-02-14
  • O przesunięcie ewaluacji jakości działalności naukowej z 2021 r. na 2023 r. RPO wystąpił do ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina
  • Powołał się na opinie środowiska, wskazujące na zbyt późne przedstawienie zasad ewaluacji przez resort
  • A może to „być albo nie być” - dla danej uczelni, konkretnej dyscypliny naukowej i dla poszczególnych naukowców

Rzecznik Praw Obywatelskich otrzymuje sygnały o problemach, jakie mogą się pojawić w związku z pierwszą ewaluacją (oceną) jakości pracy naukowej. Ma się ona zacząć 1 stycznia 2021 r. i objąć lata 2017-2018. Od wyników zależy, jaką kategorię naukową otrzyma dana uczelnia. A to będzie mieć wpływ m.in. na: pełnię praw akademickich, wysokość przyznanej subwencji, możliwość prowadzenia kierunków studiów itd.

Jeśli dyscyplina naukowa na danej uczelni zostanie oceniona nisko – dostanie kategorię C – może się to skończyć restrukturyzacją a więc zwolnieniami pracowników. Dlatego ważne jest, by uczelnie mogły starannie przygotować się do ewaluacji. A jej podstawowe reguły środowisko akademickie poznało zbyt późno - dopiero w połowie 2019 r.

W ewaluacji dużą rolę odgrywają artykuły naukowe publikowane w czasopismach z ministerialnego wykazu. Biorąc pod uwagę cykl wydawniczy, a także niewielką liczbę czasopism w poszczególnych dyscyplinach, artykuły mogą się ukazać po roku 2020.

RPO miał wątpliwości wobec zasad ustalania tej listy. Pominęła ona większość najpoważniejszych pism prawniczych, w tym pisma o uznanej pozycji, ugruntowanym wpływie na doktrynę i orzecznictwo.

Zastrzeżenia wyrażało też wiele środowisk naukowych. Za nie do przyjęcia uznano np. nakaz stosowania nowego wykazu czasopism do publikacji ogłoszonych przed jego przyjęciem. Apelowano też o podwyższenie punktacji zasłużonych czasopism naukowych.

W ocenie Rzecznika trudno w tej sytuacji mówić o realizacji zasady pewności prawa. W tym celu należy bowiem zapewnić jasność, precyzyjność, jednoznaczność regulacji prawnej i nie zaskakiwać adresatów norm prawnych. Podmioty stosujące prawo powinny podejmować działania zgodnie z zasadą przewidywalności.

Dlatego RPO poprosił ministra o rozważenie możliwości nowelizacji przepisów tak, aby ewaluacja rozpoczęła się 1 stycznia 2023 r. i objęła lata 2019-2020. Ewentualnie wnosi o ewaluację dotyczącą lat 2017-2018 na dotychczasowych zasadach.

Przesunięcie ewaluacji pozwoliłoby wziąć pod uwagę okres, w którym wszyscy zainteresowani znają wszystkie jej kryteria. Umożliwiłoby to również dokładne i racjonalne przygotowanie się oraz zaplanowanie działań w celu uzyskania jak najlepszej oceny. Zapobiegłoby to także ocenie na podstawie przypadkowego dorobku.

Skargi na zasady recenzowania prac naukowych

Do RPO wpływają skargi na zasady recenzowania artykułów naukowych publikowanych w prawniczych czasopismach naukowych. Zarzuty mogą mieć zastosowanie również w innych dziedzinach nauki. O opinie w tej sprawie Rzecznik wystąpił do Komisji ds. Etyki w Nauce Polskiej Akademii Nauk oraz do Rady Doskonałości Naukowej.

Skarżący wskazują, że powszechną praktyką wydawnictw czasopism jest nieprzesyłanie recenzji wydawniczych autorom artykułów. Poprzestaje się na informowaniu ich, że są one pozytywne bądź negatywne. Wyjątkowo są przesyłane lakoniczne fragmenty recenzji. Tym samym autorzy w praktyce nie mogą poznać przyczyn, dla których ich materiał nie został opublikowany.

Zapoznanie się z uwagami recenzenta mogłoby zaś służyć zmianie artykułu bądź przygotowaniu kolejnego z uwzględnieniem uwag recenzenta - ewentualnie krytycznemu odniesieniu się do recenzji, np. gdy recenzja w ocenie autora jest rażąco nierzetelna. Sprzyjałoby to też transparentności procesu wydawniczego. Skarżący podnoszą także, że wydawnictwa nie publikują nazwisk osób recenzujących, co pozbawia autorów możliwości wnioskowania o zmianę recenzenta wobec wątpliwości co do jego bezstronności.

10 lat temu problem uwzględniono w Dobrych praktykach w procedurach recenzyjnych w nauce opracowanych przez MNiSW. Postuluje się w nich dążenie do zapewnienia jak najszerszej publicznej dostępności recenzji. Podkreślono też konieczność zapobiegania sytuacjom, w których recenzent i autor pozostają w konflikcie interesów.

BPK.7033.4.2019, VII.7033.3.2020

Rząd odpowiada RPO: nie zajmowaliśmy stanowiska w sprawie "Marszu Równości" w Białymstoku

Data: 2020-02-13
  • Rada Ministrów nie zajmowała stanowiska w sprawie "Marszu Równości” w Białymstoku z lipca 2019 r. Rząd szanuje gwarantowaną konstytucyjnie wolność organizowania zgromadzeń i uczestniczenia w nich
  • Taką odpowiedź dostał Rzecznik Praw Obywatelskich na wystąpienie z lipca 2019 r. do premiera Mateusza Morawieckiego
  • Zaniepokojony agresją przeciwników marszu Adam Bodnar pisał wtedy, że brak stanowczej reakcji władz może doprowadzić do poważnej eskalacji napięć społecznych
  • Wskazywał też, że zajęcie przez premiera zdecydowanego stanowiska służyłoby uspokojeniu nastrojów społecznych

Podczas "Marszu Równości” 20 lipca 2019 r. w Białymstoku doszło do fizycznych i słownych ataków na uczestników tego pokojowego, legalnego zgromadzenia. Rzucano w nich oraz w policjantów różnymi przedmiotami. Wykrzykiwano też obraźliwe i nienawistne hasła.

22 lipca 2019 r. - RPO pyta premiera

22 lipca 2019 r. RPO napisał do premiera, przypominając standardy wolności zgromadzeń - według prawa polskiego, europejskiego i międzynarodowego.

Pytał też, czy stanowisko rządu wyrażają słowa szefa MEN Dariusza Piontkowskiego dla jednej z telewizji: "Tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór nie tylko na Podlasiu, także w innych częściach Polski. W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane”.

Wyrażanie takich poglądów wskazuje na rażącą nieznajomość konstytucyjnego standardu ochrony praw człowieka i związanych z nim obowiązków państwa. - W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, w interesie Rady Ministrów, władzy wykonawczej demokratycznego państwa prawa powinno leżeć jak najszybsze odniesienie się do tych wypowiedzi – pisał Adam Bodnar.

Zajęcie przez premiera zdecydowanego stanowiska – opartego na wartościach konstytucyjnych i sprzeciwiającego się przemocy – posłuży uspokojeniu nastrojów społecznych. Rzecznik ma bowiem obawy, że brak stanowczej reakcji władzy publicznej może w niedługim czasie doprowadzić do poważnej i niepożądanej eskalacji napięć społecznych.

Wobec braku odpowiedzi RPO ponowił wystąpienie 20 stycznia 2020 r.

Odpowiedź KPRM - 7 lutego 2020 r.

- Uprzejmie informuję, że Rada Ministrów nie zajmowała stanowiska w sprawie zgromadzenia publicznego, które odbyło się w Białymstoku 20 lipca 2019 r. – odpisał 7 lutego 2020 r. Paweł Szrot, zastępcza Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

- Jednocześnie pragnę podkreślić, że Rząd kierowany przez Pana Premiera Mateusza Morawieckiego szanuje gwarantowaną konstytucyjnie wolność organizowania zgromadzeń oraz uczestniczenia w nich. Do podstawowych obowiązków władzy publicznej należy nie tylko umożliwienie przeprowadzenia zgromadzenia, ale i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Dlatego też kwestia zapewnienia porządku publicznego, w tym bezpieczeństwa uczestnikom zgromadzeń, jest i pozostanie przedmiotem szczególnej troski właściwych organów rządowych – głosi odpowiedź.

Rzecznik pytał też wówczas policję o zabezpieczenie marszu, przyznając, że przeznaczyła do tego znaczne siły. W odpowiedzi białostocka policja poinformowała o 25 osobach zatrzymanych, zarzutach wobec kilku podejrzanych o różne przestępstwa, 75 nałożonych mandatach karnych oraz kilku wnioskach do sądu o ukaranie za wykroczenia. Komendant Wojewódzki Policji podkreślił, że nie dopuszczono do eskalacji wydarzeń czy zablokowania tego legalnego zgromadzenia.

VII.613.43.2019

Jak zapobiegać bezdomności młodych po usamodzielnieniu. Rekomendacje Rzecznika dla MRPiPS

Data: 2020-02-12
  • Jak zapobiegać bezdomności młodych ludzi opuszczających pieczę zastępczą, młodzieżowe ośrodki wychowawcze czy zakłady dla nieletnich?
  • Noclegownia czy schronisko dla osób bezdomnych nie są dobrym miejscem na "start w dorosłość"
  • Cały ten problem wymaga przyjęcia i wdrożenia ogólnopolskiej strategii
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wskazuje konkretne propozycje Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Zjawisko bezdomności godzi w fundamentalną wartość konstytucyjną, jaką jest przyrodzona i niezbywalna godność człowieka. Zagraża też życiu i zdrowiu ludzkiemu. Gdy zaś dotyka ludzi młodych, negatywnie rzutuje na całą ich przyszłość.

Komisja Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności przy RPO pod koniec 2019 r. zajęła się zagrożeniem bezdomnością usamodzielnianych wychowanków pieczy zastępczej, opuszczających placówki resocjalizacyjne i wychowawcze oraz objętych opieką i wychowaniem w placówkach wsparcia dziennego.

Jej wnioski oraz debaty z III Kongresu Praw Obywatelskich skłoniły Adama Bodnara do zwrócenia uwagi minister Marleny Maląg na ten wyjątkowo ważny problem.

Skuteczność działań na rzecz przeciwdziałania bezdomności ludzi młodych

Brak szczegółowych informacji o młodych osobach doświadczających bezdomności powoduje, że jest to grupa niedostrzegana przez system na początku kryzysu.  

Prawo do schronienia, jako jedna z form świadczeń z zakresu pomocy społecznej, obejmuje przyznanie tymczasowego miejsca noclegowego. Chodzi o noclegownię, schronisko dla osób bezdomnych oraz schronisko dla osób bezdomnych z usługami opiekuńczymi. Żadna z tych form nie jest jednak ukierunkowana na pomoc osobom w wieku 18-25 lat, wymagającym podejścia zindywidualizowanego i dostosowanego do wieku i potrzeb.

Noclegownia czy schronisko dla osób bezdomnych nie jest miejscem odpowiednim na "start w dorosłość". Fakt, że trafiają tam osoby młode po pobycie w różnego typu placówkach oraz pochodzące z rodzin dotkniętych przemocą, problemem alkoholowym czy skrajnym  ubóstwem,  wymaga pilnej interwencji poprzez opracowanie i wdrożenie ogólnopolskiej strategii na rzecz przeciwdziałania ich bezdomności.

Strategiczne oddziaływania powinny mieć charakter kompleksowy i wieloaspektowy. Ustawa o pomocy społecznej przewiduje wprawdzie możliwość uzyskania skierowania do mieszkania chronionego ale jest to fakultatywna forma pomocy. Niedostateczna liczba tych mieszkań ogranicza młodym dostęp do tego wsparcia - mimo że w ramach programu usamodzielnienia powinni być nim objęci.

Działania strategiczne wymagają koordynacji działań kilku resortów. Jednak to MRPiPS powinno zainicjować wypracowanie systemowych rozwiązań.

NIK podważył efektywność przepisów

Oceny skuteczności systemu wsparcia młodych ludzi opuszczających placówki należy dokonywać przez pryzmat efektywności rozwiązań prawnych dotyczących procesu usamodzielnienia.

Ustalenia Najwyższej Izby Kontroli wskazują na liczne wątpliwości i zastrzeżenia co do procedury usamodzielnienia. NIK podkreśliła nieskuteczność regulacji prawnych, fiasko misji opiekunów usamodzielnienia oraz brak efektywności indywidualnych programów usamodzielnienia. Wnioski z kontroli wzbudzają najwyższe zaniepokojenie, gdyż niedostatki i zaniedbania mogą oznaczać wysokie koszty społeczne w przyszłości.

Przygotowanie do samodzielności

Wychowankowie instytucji opiekuńczo-wychowawczych odznaczają się niezaspokojeniem poczucia bezpieczeństwa, niskimi kompetencjami społecznymi, niskim poziomem zaufania do innych osób i brakiem elementarnej wiedzy o świecie. Wejście w proces usamodzielnienia bez stopniowego przygotowywania może być dla nich dużym szokiem. Tylko odpowiednio wcześnie rozpoczęty proces usamodzielnienia pozwala na skuteczne przygotowanie wychowanków do nowej roli. Konieczne jest nie tylko ujednolicenie daty początkowej pierwszego etapu usamodzielnienia wychowanków, ale wydłużenie tego okresu ze względu m.in. na czas oczekiwania na przydział mieszkań socjalnych. Odpowiednio wczesne zgłoszenie wychowanka daje nadzieję, że w momencie usamodzielnienia będzie mieć on szansę na taki lokal.

Misja opiekuna usamodzielnienia

Uregulowania wymagają kwestie związane z opiekunem usamodzielnienia. Brak ustawowo określonych wymagań w odniesieniu do kandydatów do tej roli niesie ryzyko, że z wychowankiem będzie współpracować osoba bez  kwalifikacji i kompetencji. Rzeczywistymi opiekunami usamodzielnienia często zostają osoby przypadkowe. Dziś ich rola ogranicza się najczęściej do opiniowania wniosków np. o przydział mieszkania lub pomoc pieniężną. W przypadku pojawiających się problemów rezygnują z tej funkcji.

Dlatego ta instytucja wymaga pilnej korekty. Warto rozważyć wprowadzenie profesjonalnej asystentury usamodzielnienia i dookreślenie minimalnych wymagań formalnych, jakie powinien spełniać kandydat, standardów jego działania oraz trybu nadzoru i możliwości weryfikacji oraz egzekwowania realizacji zadań.

Indywidualny Program Usamodzielnienia

W procesie usamodzielnienia wychowanek wspólnie z opiekunem określa plan swej drogi życiowej przez wskazanie w Indywidualnym Programie Usamodzielnienia m.in. sposobu zdobywania kwalifikacji zawodowych, podjęcia pracy i uzyskania odpowiednich warunków mieszkaniowych. Według NIK plany te jednak nie spełniają żadnej roli - oprócz dopełnienia administracyjnego obowiązku uzyskania pomocy finansowej. Przyczyn należy upatrywać w zbyt późnym ich opracowywaniu - najpóźniej na miesiąc przed uzyskaniem pełnoletności. Z danych NIK wynika, iż 25,9% wychowanków nie realizowało Indywidualnego Programu Usamodzielnienia zgodnie z planem, a 14,4 % zaprzestało jego realizacji.

Pomoc w uzyskaniu mieszkania i zatrudnienia 

Kwestia ta nie została przez ustawodawcę dookreślona. Tak naprawdę nie wiadomo, na czym ma polegać pomoc w tym zakresie i kto jest za nią odpowiedzialny. Rola powiatowego centrum pomocy rodziny często sprowadza się do poparcia starań wychowanka o przydział lokalu z zasobów gminy. A mieszkania socjalne i komunalne, jeśli wychowanek je otrzyma, z reguły wymagają gruntownego przystosowania do zamieszkania. Pomoc na ten cel nie jest przewidziana. Skuteczną formą pomocy, wykorzystywaną jednak w niewielkim stopniu, jest możliwość zamieszkania w mieszkaniu chronionym. Takich mieszkań jednak brakuje.

Przeglądu wymaga też udział osób usamodzielniających się w rynku pracy. Pomoc w uzyskaniu zatrudnienia pozostaje postulatem do spełnienia. Z badań wynika, że większość wychowanków pracuje dorywczo lub nie pracuje i kontynuuje naukę (40%). Drugą dużą grupą są osoby zupełnie nieaktywne na polach edukacyjnym i zawodowym (29%), a tylko 20% wychowanków wybiera stałą pracę zawodową bez kontynuowania nauki. Najmniej liczna grupa to wychowankowie pracujący na stałej umowie i uczący się (11%). Przyjęcie rozwiązań systemowych w postaci programów aktywizacji zawodowej mogłoby poprawić sytuację.

Rekomendacje i wnioski

Obecny system usamodzielniania wychowanków nasuwa wiele zastrzeżeń. Nie chodzi wyłącznie o zapewnienie warunków materialnych, bo nawet wtedy usamodzielnieniu towarzyszy poczucie lęku, odrzucenia i osamotnienia. Dlatego potrzebne jest stworzenie systemu, który zapewniałby również wsparcie emocjonalne i społeczne.

Adam Bodnar przedstawił minister Marlenie Maląg następujące postulaty:

  • Konieczna jest rzetelna diagnoza bezdomności i wykluczenia mieszkaniowego osób młodych prowadząca do identyfikacji skali oraz charakteru problemów i potrzeb, a także wskazująca bariery przy wychodzeniu z bezdomności. W badaniach socjodemograficznych należy wyodrębnić kategorię „młodych dorosłych” (18-25 lat).
  • Pomoc udzielana osobom w kryzysie bezdomności w noclegowniach czy schroniskach nie jest ukierunkowana na zindywidualizowane wsparcie osób młodych. Oddziaływania powinny mieć charakter prewencyjny (zapobieganie bezdomności poprzez wzmocnienie systemu wsparcia i tworzenie finansowanej z budżetu bazy mieszkań chronionych) oraz interwencyjny  (zintensyfikowanie procesu wychodzenia z bezdomności poprzez wyodrębnienie modelu pomocy młodzieży w kryzysie bezdomności).
  • Termin rozpoczęcia procedury usamodzielnienia poprzez wybranie opiekuna usamodzielnienia zależy od charakteru placówki - od dwóch miesięcy do roku przed ukończeniem pełnoletniości. Zróżnicowanie to wydaje się niezasadne. Konieczne jest nie tylko ujednolicenie daty początkowej pierwszego etapu usamodzielnienia wychowanka, ale wydłużenie tego okresu.
  • Instytucja opiekuna usamodzielnienia wymaga korekty poprzez wprowadzenie profesjonalnej asystentury usamodzielnienia, dookreślenie minimalnych wymagań formalnych asystenta, standardów jego działania oraz trybu nadzoru i możliwości weryfikacji oraz egzekwowania realizacji zadań.
  • Zmodyfikowany powinien zostać tryb opracowania Indywidualnego Programu Usamodzielnienia, zwłaszcza  co do daty początkowej planowania i obowiązku skorelowania planu z dokonywanymi przez wychowanka wyborami np. kierunkiem kształcenia.
  • Wskazane jest dookreślenie udzielanej usamodzielnianemu wychowankowi pomocy w uzyskaniu odpowiednich warunków mieszkaniowych i rozszerzenie udzielanej pomocy finansowej o środki na przystosowanie lokalu do zamieszkania.
  • Udział osób usamodzielnianych w rynku pracy wymaga przeglądu oraz przyjęcia rozwiązań systemowych w postaci programów aktywizacji zawodowej dedykowanych tej grupie osób.

Rzecznik poprosił panią minister o stosowne działania prawodawcze.

III.7065.250.2019

Państwowa kompensata dla ofiar przestępstw - wciąż za mało znana i wykorzystywana. Propozycje RPO dla Senatu

Data: 2020-02-11
  • Ofiary niektórych przestępstw mają prawo do państwowej kompensaty
  • Instytucja ta jest jednak wykorzystywana stosunkowo rzadko
  • RPO proponuje Senatowi zmiany, które usprawniłyby jej przyznawanie
  • Chodzi też o zwiększenie świadomości takiego uprawnienia dla pokrzywdzonych przestępstwem

O rozważenie inicjatywy ustawodawczej przez Senat Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do marszałka Tomasza Grodzkiego.

Ustawę o państwowej kompensacie przysługującej ofiarom niektórych czynów zabronionych uchwalono 7 lipca 2005 r. Jest ona świadczeniem pieniężnym przyznawanym ofiarom niektórych przestępstw lub ich bliskim. Nie ma ona charakteru zadośćuczynienia, służy jedynie pokryciu kosztów leczenia, rehabilitacji czy pogrzebu, utraconych zarobków i innych środków utrzymania.

Na podstawie sygnałów od obywateli i z publikacji prasowych Adam Bodnar wysuwa wniosek, że instytucja kompensaty jest wykorzystywana stosunkowo rzadko. W 2015 r. - m. in. po wystąpieniach prof. Ireny Lipowicz, ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich, ustawę znowelizowano. Podniesiono górną granicę kwoty kompensaty, wykreślono zapisy wykluczające jej przyznanie w niektórych przypadkach umorzenia postępowania, ponadto umożliwiono jej przyznanie w razie niewykrycia sprawcy przestępstwa. Pokrzywdzony został zwolniony od kosztów postępowania przed sądem cywilnym.

W ocenie RPO zmiany niestety nie przyczyniły się znacząco do zwiększenia liczby przyznawanych kompensat ani do też podwyższenia ich łącznej wysokości. Po nowelizacji, w latach 206-2017 liczba kompensat spadła  do 28 i 26 rocznie w skali kraju.  Od 2018 r. następuje powolny wzrost, lecz wciąż jest ich mniej niż w latach 2014-2015, gdy przyznano ich po 47.

Istotnym problemem jest bardzo niska świadomość istnienia tej instytucji, co przekłada się na małą liczbę wniosków o przyznanie kompensat. W tej sytuacji Rzecznik widzi potrzebę wprowadzenia zmian, które usprawniłyby ich przyznawanie i zwiększyły świadomość tej możliwości.

Propozycje RPO

  • Przyspieszenie postępowań dotyczących przyznania kompensaty. Ważne jest, aby była ona przyznawana możliwie szybko. Służyłoby temu wprowadzenie maksymalnego terminu rozpoznania sprawy o jej przyznanie. Zwróciłoby to uwagę sądów na konieczność priorytetowego rozpoznawania takich spraw.
  • Modyfikacja systemu przyznawania zaliczki na poczet kompensaty jako zabezpieczenia roszczenia według Kodeksu postępowania cywilnego. Zaliczka obejmuje tylko tę część kompensaty, która dotyczy pokrycia niezbędnych kosztów leczenia, rehabilitacji lub pogrzebu – wyłączona jest zaś utrata zarobków. Tymczasem szkoda na zdrowiu wskutek przestępstwa osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą lub utrzymujących się z pracy dorywczej może oznaczać nagłą utratę źródła dochodu.
  • Wprowadzenie do ustawy odwołania do przepisów Kodeksu postępowania cywilnego o zabezpieczeniu. Z legislacyjnego punktu widzenia takie uregulowanie zaliczki nie budzi zastrzeżeń, ale może przyczyniać się do niewielkiej świadomości istnienia samej kompensaty. Zasadne jest zatem kompleksowe uregulowanie wszystkich aspektów kompensaty w ustawie, tym bardziej, że wzór pouczenia dla pokrzywdzonego odsyła jedynie do niej - nie wskazuje, że część uregulowań umieszczono w Kpc.

II.518.15.2014

Rzecznik: KRRiT niewystarczająco zbadała materiały TVP nt. Gdańska i prezydent Aleksandry Dulkiewicz  

Data: 2020-02-10
  • Działania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji są niewystarczające, aby rzetelnie i obiektywnie zbadać materiały TVP nt. prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz – ocenia RPO
  • Rada poprzestała bowiem jedynie na zwróceniu się o wyjaśnienia do TVP
  • Potem je przyjęła i zakończyła postępowanie w całej sprawie
  • A według TVP nie można twierdzić, by jej materiały mogły doprowadzić do natężenia obelg i gróźb wobec Aleksandry Dulkiewicz

Rzecznika Praw Obywatelskich zaniepokoiły informacje, że Aleksandra Dulkiewicz - następczyni zamordowanego w styczniu 2019 r. prezydenta Pawła Adamowicza - dostaje coraz więcej nienawistnych listów, gróźb i obelg. W części tych listów znajdują się wprost odniesienia do treści publikowanych m.in. w „Wiadomościach TVP”.

W części materiałów TVP podnoszono zarzut, że polityka władz miasta ma charakter proniemiecki, bagatelizuje tragedię II wojny światowej i prowadzi do zatarcia granic pomiędzy sprawcami i ofiarami. Przykładem może być materiał pt. "Specustawa z podpisem Prezydenta” z 2 sierpnia 2018 r. W opublikowanym 24 lipca 2019 r. materiale pt. "Atak na Kościół po zajściu w Białymstoku” sformułowano nawet pogląd, że "władze Gdańska otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii Gdańska”.

W sierpniu 2019 r. Adam Bodnar napisał do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z prośbą o sprawdzenie tych działań publicznego nadawcy.

Jak sprawę widzi TVP, a za nią – KRRiT

3 stycznia 2020 r. RPO dostał odpowiedź, z której wynika, że w reakcji na pytanie RPO KRRiT przesłała pytanie do TVP, ta zaś zapytała o zdanie dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosława Olechowskiego. Jego odpowiedź z 6 września 2019 r. władze TVP przekazały KRRiT, a ta odesłała ją Rzecznikowi 31 grudnia 2019 r. Towarzyszyła temu informacja przewodniczącego Rady Witolda Kołodziejskiego, że "przeprowadzona analiza pozwoliła KRRiT na przyjęcie przedstawionego przez nadawcę stanowiska”.

W stanowisku tym Jarosław Olechowski wykazywał m.in., że:

  • materiały dotyczące polityki władz Gdańska wpisują się w realizację misji publicznej Telewizji Polskiej, która oferuje, na zasadach określonych w ustawie, o radiofonii i telewizji całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu;
  • telewizja publiczna nie może ignorować sygnałów opinii społecznej, która jest niezadowolona z proniemieckiej polityki, jaką realizują obecne władze Gdańska;
  • dziennikarze Telewizji Polskiej dochowują należytej staranności w tworzeniu materiałów telewizyjnych, w tym przestrzegają wszystkich obowiązujących ich norm etycznych i prawnych, a emitowane w TVP materiały telewizyjne również tworzone są zgodnie z przepisami i literą prawa;
  • do TVP nie nadeszły żadne sygnały dotyczące listów z groźbami czy też obelgami kierowanymi pod adresem prezydent Gdańska. Informacje podane przez innych dziennikarzy to za mało, żeby uznać, że taki fakt miał miejsce;
  • nie sposób zgodzić się z tezą, iż materiały emitowane w TVP dotyczące polityki prowadzonej przez władze Gdańska przyczyniły się do grożenia i obrażania władz Miasta Gdańska lub miały jakikolwiek związek z tymi groźbami. Tego typu oceny dokonywane przez Rzecznika Praw Obywatelskich uznać należy za zbyt daleko idące.

RPO wnosi o ponowne zbadanie sprawy 

- Ponownie zwracam się do Pana Przewodniczącego z uprzejmą prośbą o zbadanie treści emitowanych przez nadawcę publicznego – napisał Rzecznik do przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego.

Wskazał, że badając sprawę, Rada poprzestała na zwróceniu się z prośbą o wyjaśnienia do TVP.  Zdaniem Rzecznika działania te są niewystarczające, by rzetelnie i obiektywnie zbadać treść materiałów prasowych.

- Ocena materiału przez Telewizyjną Agencję Informacyjną, a zatem podmiot bezpośrednio zależny od Telewizji Polskiej, może być kwestionowana pod kątem jej potencjalnej subiektywności – podkreślił Adam Bodnar.

Dlatego też zasadne jest by w toku prowadzenia postępowania wyjaśniającego zwrócić się również o ekspertyzę do profesjonalnych podmiotów niezależnych od nadawcy.

VII.564.61.2019

 

Każdy może w sieci poznać dane osobowe z ksiąg wieczystych. RPO chce by PUODO zajął się sprawą

Data: 2020-02-10
  • Obywatele skarżą się, że z dostępnych w internecie ksiąg wieczystych każdy może poznać m.in. numer PESEL i imiona rodziców właściciela oraz osób mających prawa czy roszczenia do nieruchomości
  • Nie tylko narusza to prawo do prywatności tych osób, ale może też ułatwiać kradzież tożsamości
  • RPO już 6 lat temu miał wątpliwości co do takiego zakresu ujawniania tych danych, ale nie podzielił ich resort sprawiedliwości
  • Teraz Rzecznik zwraca uwagę Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych, że problem należy oceniać w kontekście RODO

Od początku funkcjonowania systemu elektronicznych ksiąg wieczystych do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi dotyczące zakresu zamieszczanych w księgach szczegółowych danych osobowych. Każdy, kto przez internet przejrzy księgę wieczystą danej nieruchomości, zapozna się bowiem z numerem PESEL i z imionami rodziców właściciela, a także innych osób, których prawa czy roszczenia ujawnia księga.

Wnioskodawcy podkreślają, że powszechny dostęp do tak szczegółowych danych osób, którym przysługują jakiekolwiek prawa czy roszczenia zabezpieczone na nieruchomości, nie wydaje się celowy. Wskazują, że np. znajomość numeru księgi wieczystej, prowadzonej dla nieruchomości oddanej w użytkowanie wieczyste, pozwala na ustalenie danych osobowych wszystkich współużytkowników wieczystych, np. właścicieli lokali w budynku posadowionym na tej nieruchomości, a więc w praktyce – wszystkich sąsiadów.

Problemem jest tu nie tylko potrzeba ochrony prywatności jako takiej. Dostęp do tak szczegółowych danych osobowych może ułatwiać kradzież tożsamości, i wykorzystanie danych w sposób sprzeczny z prawem.

Wnioski kierowane do Rzecznika dotyczą przepisów rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 15 lutego 2016 r. w sprawie zakładania i prowadzenia ksiąg wieczystych w systemie teleinformatycznym.

Na problem Rzecznik wskazywał już w 2014 r. 

Tymczasem już w czerwcu 2014 r. Rzecznik zgłaszał Ministrowi  Sprawiedliwości wątpliwości co do zgodności z Konstytucją zapisów  obowiązującego wówczas rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 21 listopada 2013 r. w sprawie zakładania i prowadzenia ksiąg wieczystych w systemie informatycznym (zawierało analogiczne regulacje do obecnego rozporządzenia). 

W wystąpieniu tym RPO wskazywał, że rozporządzenie istotne ograniczyło autonomię informacyjną jednostki, zagwarantowaną przez art. 51 ust. 2 Konstytucji. Zgodnie z nim władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Dla RPO nie jest zaś oczywiste, że to ograniczenie jest rzeczywiście konieczne z uwagi na bezpieczeństwo obrotu prawnego.

Innym problemem zgłoszonym wtedy ministrowi były bardzo ogólne wytyczne do wydania rozporządzenia, określone w ustawie z 6 lipca 1982 r. o księgach wieczystych. Nie odpowiadały one wymogom art. 92 ust. 1 Konstytucji RP, zgodnie z którym upoważnienie do rozporządzenia powinno być szczegółowe. Na podstawie ustawy o księgach wieczystych nie można bowiem określić zakresu danych osobowych, których ujawnienie byłoby możliwe na podstawie rozporządzenia. 

8 lipca 2014 r. resort odpowiedział, że nie podziela wątpliwości RPO. Zaprezentowano stanowisko, że umieszczanie w księdze wieczystej numeru PESEL, a także imion rodziców osób, których prawa są ujawnianie, pozwala na jednoznaczną identyfikację osób fizycznych ujawnionych w księdze wieczystej, co ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa obrotu nieruchomościami.

Podkreślono także, że niezbędność danych osobowych dla prawidłowego funkcjonowania ksiąg wieczystych uzasadnia ich gromadzenie w księgach. Według MS ma to przesądzać o zgodności regulacji z art. 51 ust. 2 Konstytucji.

Ponadto wskazano, że w toku prac legislacyjnych ówczesny Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych nie kwestionował tych rozwiązań.

Resort nie podjął zatem żadnych kroków dla ograniczenia zakresu danych osobowych ujawnianych w elektronicznych księgach wieczystych.

RPO: zbadać sprawę pod kątem RODO

Rzecznik uważa, że cały problem należy rozważyć ponownie w kontekście przepisów RODO - ogólnego rozporządzenia o ochronie danych Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. W maju 2018 r. wprowadziło ono zasadę minimalizacji danych - w swej istocie tożsamą z konstytucyjną zasadą niezbędności udostępniania danych.

Ponadto, wcześniej przez lata zakres informacji ujawnianych w księgach wieczystych nie był aż tak szeroki, jak dziś - a nie rodziło to istotnych problemów w obrocie prawnym.

Zastępca Rzecznika Stanisław Trociuk poprosił prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Jana Nowaka o stanowisko w tej sprawie.

IV.520.1.2020

Jak przyspieszyć wpłatę zasądzonej grzywny? Propozycja Rzecznika

Data: 2020-02-06
  • Jak rozwiązać problem, gdy obywatel chce bezzwłocznie wykonać prawomocną karę grzywny orzeczoną przez sąd - a nie może?
  • Im szybciej bowiem wpłaci zasądzoną kwotę, tym szybciej minie roczny termin na zatarcie jego skazania 
  • Jeśli jednak sąd działa przewlekle, to prawa publiczne obywatela po skazaniu są dłużej ograniczone 
  • RPO zgłasza konkretną propozycję w tej sprawie Ministrowi Sprawiedliwości

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął tę sprawę, aby nie dochodziło do różnicowania prawa dostępu obywateli do sądu - czyli naruszenia art. 45 ust. 1 Konstytucji w związku z art. 32 ust. 1 Konstytucji.

Obywatel chce szybko zapłacić grzywnę, ale nie może…

Obywatel prowadzący działalność gospodarczą został skazany na karę grzywny za opóźnienia płatności zaliczek na podatek dochodowy zatrudnianych pracowników. Wyrok utrzymał sąd II instancji. Skazany wniósł o pisemne uzasadnienie tego orzeczenia. Jednocześnie podjął działania, aby wpłacić grzywnę w kasie sądu I instancji.

Nie było to jednak możliwe. Po wymianie korespondencji z sądem odwoławczym mężczyzna dostał informację, że akt sprawy nie zwrócono dotychczas sądowi I instancji. Powołano się na fakt, że wnioskodawca wystąpił o uzasadnienie wyroku II instancji i został wezwany do uzupełnienia braków formalnych wniosku. 

Jak obywatel pisał w skardze do Rzecznika Praw Obywatelskich, naruszyło to jego prawa, bo o ten dodatkowy okres będzie dłużej figurował w rejestrze jako osoba skazana. A jest to dla niego istotne, bo zakończył prowadzenie biznesu wskutek całej sprawy.  Skarżący nie mógł zrozumieć, dlaczego sąd nie może przyjąć płatności od razu, a skazany nie ma prawa dobrowolnie wykonać wyroku, nie czekając na ponaglenia sądu. 

Ocena RPO

W ocenie Rzecznika pokazuje to problem systemowy. Dopóki bowiem akta  sprawy pozostają w sądzie odwoławczym (do chwili sporządzenia pisemnego uzasadnienia jego wyroku), to prawomocny wyrok nie może być wykonany. Zanim akta nie wrócą do sądu I instancji, obywatel nie może zatem uiścić grzywny. 

W tym okresie nie może się zacząć bieg okresu zatarcia skazania - tym samym następuje jego przedłużenie (w razie skazania tylko na grzywnę zatarcie skazania następuje z upływem roku od wykonania lub darowania kary albo od przedawnienia jej wykonania).

Tymczasem zgodnie z art. 9 § 1 Kodeksu karnego wykonawczego postępowanie wykonawcze wszczyna się „bezzwłocznie”, gdy orzeczenie stało się wykonalne.  Czynności techniczne są wykonywane w sądzie I instancji.

Rozpoczęcie biegu terminu na zatarcie skazania determinuje moment uiszczenia kwoty grzywny w kasie sądu lub wpłaty na jego rachunek bankowy. Musi to być poprzedzone wpisaniem grzywny do dziennika należności sądowych. Oznacza to, że od sprawności czynności procesowych (konieczność odpowiedniego zarządzenia) oraz czynności technicznych (konieczność wpisu grzywny do dziennika należności) zależy  moment, w którym prawomocnie skazany może wykonać karę grzywny.

RPO poprosił Ministra Sprawiedliwości o rozważenie zmiany przepisów.

Minister nie widzi potrzeby zmian

W odpowiedzi sekretarz  stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Sebastian Kaleta zgodził się, że w przypadku grzywny samoistnej sąd I instancji nie może przystąpić do wykonania wyroku bez akt postępowania.

Nie podzielił jednak  tezy, że w przypadku wniosku skazanego o uzasadnienie prawomocny wyrok nie może być niezwłocznie wykonany, ponieważ akta pozostaną do dyspozycji sądu odwoławczego aż do sporządzenia uzasadnienia. W ocenie resortu sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku sądu II instancji nie może być uznane za "zbędną zwłokę” w wykonywaniu orzeczenia.

W konkluzji Sebastian Kaleta wskazał, że rozwiązania prawne mają racjonalny charakter i ugruntowaną tradycję oraz nie uzasadniają twierdzenia o problemie proceduralnym w postaci bezpodstawnego wydłużenia zatarcia skazania. Dlatego resort nie dostrzega potrzeby interwencji legislacyjnej.

Propozycja Rzecznika

Rzecznik nie podziela stanowiska MS. Problem wymaga szerszego spojrzenia niż tylko przez pryzmat kwestii „zbędnej zwłoki” w wykonywaniu orzeczenia.  

Sytuacja obywateli, którzy chcą skorzystać z rocznego terminu zatarcia skazania, nie może bowiem być różnicowana pod względem tego tylko, czy skorzystają ze swych uprawnień i wniosą o uzasadnienie sądu II instancji. Przepisy powinny być tak ukształtowane, aby nie dochodziło do zróżnicowania dostępu obywateli do sądu.

W ocenie RPO dobrym rozwiązaniem problemu byłaby zmiana § 406 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 18 czerwca 2019 r. - Regulamin urzędowania sądów powszechnych.  

Zgodnie z propozycją Rzecznika, na wniosek skazanego osoba funkcyjna w sądzie I instancji miałaby obowiązek bezzwłocznego wystąpienia do sądu, w którym znajdują się akta sprawy, o ich  udostępnienie na czas potrzebny do wykonania kary grzywny (czyli zarządzenia wpisania grzywny do dziennika należności sądowych i wezwania skazanego do jej uiszczenia). Zaraz potem akta wracałyby do sądu II instancji. Biorąc pod uwagę, że czynności te mają jedynie charakter techniczny, okres pozostawania akt w dyspozycji sądu I instancji byłby bardzo krótki. Zwykle byłby to jeden dzień.

Pozwoliłoby to jednak skazanemu na niezwłoczne uiszczenie grzywny i tym samym rozpoczęcie biegu terminu zatarcia skazania.  Dobrowolny charakter wniosku sprawiałby, że skazany mógłby w pełni zważyć, czy godzi się na takie nieznaczne opóźnienie sporządzenia uzasadnienia sądu II instancji.

Zastępca Rzecznika Stanisław Trociuk zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry o rozważenie odpowiedniej zmiany przepisów.

II.511.451.2019

Rzecznik pyta o konsekwencje likwidacji Urzędu Morskiego w Słupsku

Data: 2020-02-05
  • Czy pracownicy Urzędu Morskiego w Słupsku muszą się liczyć z utratą zatrudnienia w związku z jego likwidacją?
  • Czy utrudni ona załatwianie spraw związanych z korzystaniem z morza i ochroną środowiska morskiego?
  • Czy efektem likwidacji Urzędu nie będzie obniżenie znaczenia regionu?

Rzecznik Praw Obywatelskich pyta o to Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej w związku z likwidacją 1 kwietnia 2020 r. Urzędu Morskiego w Słupsku. RPO podjął tę sprawę z urzędu.

Zgodnie z rozporządzeniem MGMiŻŚ z 15 stycznia 2020 r. w sprawie zniesienia Urzędu Morskiego w Słupsku, jego pracownicy pracujący na terenie woj. zachodniopomorskiego stali się pracownikami Urzędu Morskiego w Szczecinie, a na terenie woj. pomorskiego - Urzędu Morskiego w Gdyni.

Głównym powodem tej decyzji ma być konieczność ujednolicenia właściwości organów terenowej administracji morskiej z zasadniczym podziałem terytorialnym państwa i granicami województw.

Do Rzecznika docierają sygnały, że likwidacja urzędu utrudni załatwianie spraw związanych z korzystaniem z morza oraz gospodarką morską, a także ochroną środowiska morskiego. Może skutkować będzie obniżeniem znaczenia regionu.

Szczególny niepokój pracowników i działaczy związkowych wywołuje obawa przed możliwą utratą zatrudnienia w trakcie procesu przejmowania pracowników znoszonego Urzędu lub pogorszenia dotychczasowych warunków pracy i płacy.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił ministra Marka Gróbarczyka o informacje o planowanych działaniach ograniczających negatywne skutki zniesienia Urzędu w zakresie realizacji zadań terenowej administracji morskiej oraz dla społeczności lokalnej, a także dotyczących utrzymania dotychczasowych warunków zatrudnienia przez pracowników.

III.7044.9.2020

RPO prosi Senat o nowelizację, która przywróci konstytucyjną rolę KRRiT w nadzorze nad mediami publicznymi

Data: 2020-02-04
  • Rada Mediów Narodowych wciąż decyduje o obsadzie kierowniczych stanowisk w TVP i Polskim Radiu - z pominięciem konstytucyjnego organu, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
  • Nadal bowiem nie wykonano wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który w 2016 r. uznał za niekonstytucyjne pozbawienie KRRiT udziału w obsadzaniu władz mediów publicznych 
  • Od tego czasu RPO upomina się o nowelizację ustaw o rtv i o Radzie Mediów Narodowych, zgodnie z wytycznymi Trybunału – ale bez efektu
  • A chodzi również o przepisy, które pozwolą KRRiT czuwać nad poszanowaniem konstytucyjnego prawa obywateli do wolności słowa oraz do informacji

Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, by to izba wyższa przygotowała odpowiednią nowelizację, zgodnie z wyrokiem TK z 13 grudnia 2016 r.

Co powiedział  TK w wyroku z 13 grudnia 2016 r.

Z wniosku RPO i grupy posłów Trybunał - pod przewodnictwem ówczesnego prezesa Andrzeja Rzeplińskiego - orzekł (sygn. akt  K13/16) niekonstytucyjność tzw. małej ustawy medialnej z 30 grudnia 2015 r. Wyłączyła ona KRRiT z procesu odwoływania i powoływania władz TVP i Polskiego Radia. Na jej mocy minister Skarbu Państwa skrócił kadencje władz mediów publicznych i powołał nowe władze.

TK uznał niekonstytucyjność tych przepisów małej ustawy medialnej.  Została ona 22 czerwca 2016 r. zastąpiona ustawą o Radzie Mediów Narodowych. Rada ta uzyskała kompetencje obsadzania władz mediów publicznych (także w jej procedurach nie przewidziano żadnego udziału KRRiT).

Tymczasem Trybunał potwierdził, że KRRiT  - jako organ konstytucyjny stojący na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji (art. 213 Konstytucji) - ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie określonego modelu radiofonii i telewizji. Ma się on opierać na równoważeniu wolności i praw jednostek do wyrażania własnych poglądów i pozyskiwania informacji. Wykonywanie konstytucyjnych zadań  KRRiT, zwłaszcza czuwanie nad realizacją misji publicznej, nie jest zaś możliwe bez zapewnienia niezależności Rady, głównie od władzy wykonawczej.

Według TK ustawodawca nie może dowolnie kształtować kompetencji KRRiT, która musi efektywnie wykonywać swe zadania. Zdaniem TK należy zatem wprowadzić przepisy, które pozwolą KRRiT "czuwać nad poszanowaniem wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji”. Przekazanie kompetencji KRRiT innym podmiotom nie może zatem podważać jej pozycji, której podstawą są normy o randze konstytucyjnej.

Ponadto TK doprecyzował, że niedopuszczalne jest nie tylko całkowite pozbawienie KRRiT skutecznych instrumentów wykonywania jej zadań, ale i utworzenie takiego modelu, w którym Radzie pozostawia się tylko pewne kompetencje, a rozstrzyganie o zasadniczych sprawach radiofonii i telewizji przekazano innemu organowi.

Argumenty RPO

Konieczna jest zmiana ustawy o rtv oraz włączenie KRRiT w procedury powoływania i odwoływania władz mediów publicznych.  Pomimo wyroku TK, który wskazywał konieczność udziału w tym procesie także KRRiT, o obsadzie kierowniczych stanowisk w TVP wciąż decyduje Rada Mediów Narodowych z pominięciem konstytucyjnego organu, jakim jest KRRiT – wskazuje Adam Bodnar.

W związku z brakiem działań legislacyjnych Rzecznik zwracał się w tej sprawie do Prezesa Rady Ministrów (16 lipca 2018 r.) oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (9 lutego 2017 r., 4 maja 2017 r. i 21 stycznia 2019 r.)  13 lipca 2018 r. Rzecznika poinformowano, że minister kultury, we współpracy z KRRiT, rozważa możliwe rozwiązania dotyczące powoływania i odwoływania władz mediów publicznych, które zapewnią zgodność ustawy o rtv oraz ustawy o RMN z Konstytucją.  Według ministra Piotra Glińskiego rozwiązania miały zostać przygotowane do końca 2018 r. Projekt nowelizacji nie został jednak opracowany.

W swym wyroku TK wskazał na szereg kwestii dotyczących wolności wypowiedzi (art. 54 Konstytucji), w związku z konstytucyjną zasadą wolności mediów (art. 14 Konstytucji). Z uzasadnienia wyroku TK może wynikać wniosek o niezgodności z Konstytucją niektórych przepisów ustawy o RMN (której konstytucyjności TK dotychczas nie badał). Jej przepisy - w analogiczny sposób jak w małej ustawie medialnej - ingerują bowiem w model funkcjonowania mediów publicznych i nie spełniają standardów wyznaczonych przez orzecznictwo TK.

Przepisem, który powinien być poddany ocenie pod tym kątem, powinien być szczególnie art. 17 ust. 1 pkt 1 ustawy o RMN, który przewiduje powoływanie przez nią członków władz mediów publicznych. A ustawa o rtv - w wersji sprzed małej nowelizacji - przyznawała te kompetencje KRRiT.

Odebranie KRRiT rozstrzygania o tym, kto i jak długo będzie członkiem zarządu spółek publicznej radiofonii i telewizji, czy też członkiem rady nadzorczej, wyklucza możliwość efektywnego wykonywania zadań przypisanych KRRiT w Konstytucji i wymaga działań legislacyjnych w celu wykonania wyroku TK.

W związku z tym Adam Bodnar zwrócił się do marszałka Tomasza Grodzkiego o rozważenie przez Senat RP działań zmierzających do nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy o Radzie Mediów Narodowych, zgodnie ze wskazaniami Trybunału Konstytucyjnego.

- Praprzyczyną problemów wokół mediów publicznych jest zignorowanie wyroku Trybunału z 13 grudnia 2016 r. – mówił Adam Bodnar. 3 lutego 2020 r. wziął on udział w posiedzeniu senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu, którego tematem było ”prawo do rzetelnej informacji a media publiczne”. - Dziwi mnie, że to ja muszę się upominać o wykonanie tego wyroku, a nie sama Krajowa Rada – dodał. Wyraził nadzieję, że być może Senat weźmie na siebie przygotowanie odpowiedniego projektu.

VII.603.1.2016

RPO: zapewnić pełnię praw osobie pokrzywdzonej przestępstwem  

Data: 2020-01-31
  • Osoba pokrzywdzona przestępstwem nie ma zapewnionych w pełni praw w procesie karnym w postępowaniu odwoławczym - wskazuje RPO
  • Jeśli pełnomocnik takiej osoby lub prokurator nie zarzuci w apelacji sądowi I instancji, że pominął jedno ze znamion przestępstwa w opisie czynu sprawcy, to sąd apelacyjny będzie musiał wydać wyrok uniewinniający
  • Taki jest efekt zmiany przepisów Kodeksu postępowania karnego obowiązującej od 2016 r.  
  • Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się Ministra Sprawiedliwości, by rozważył zainicjowanie zmiany przepisów

Załóżmy, że zostałeś pobity na ulicy i okradziony (zabrano ci portfel). To jest rozbój. Jeśli jednak sąd w I instancji wymierzy karę za rozbój, ale w opisie sytuacji pominie sprawę portfela – skupiając się na pobiciu, utrzymanie tej kary zależy tylko od tego, co zostanie napisane w apelacji. Jeśli twój prawnik złoży apelację, w której nie będzie mowy o złym opisie czynu, to sąd II instancji będzie MUSIAŁ sprawcę uniewinnić -  i to mimo zgromadzenia wszystkich dowodów jego winy.

Tak działa zmodyfikowany art. 434 § l Kpk. Wynika z niego, że jeśli sąd I instancji w opisie przestępstwa,  które przypisał oskarżonemu, pominie jedno z ustawowych znamion tegoż czynu, to sąd II instancji nie może poprawić opisu czynu na niekorzyść oskarżonego. A jeśli opis czynu nie wypełnia przestępstwa, to oskarżonego trzeba uniewinnić.

Według RPO taki kształt przepisów nie zapewnia w wystarczającym stopniu praw pokrzywdzonego. Bo jego prawnik nie może po prostu złożyć apelacji, zakładając, że jeśli się myli, to sąd II instancji ją po prostu oddali. W tym przypadku błąd w apelacji (niewskazanie błędu w opisie czynu) powoduje uniewinnienia człowieka, który spowodował krzywdę.

W ocenie Rzecznika sąd odwoławczy, badając obrazę przepisów prawa materialnego w zakresie kwalifikacji prawnej czynu przypisanego oskarżonemu, winien brać pod uwagę rzeczywiście dokonany czyn przypisany sprawcy, nie zaś jedynie sformułowany w tymże wyroku opis czynu.

Rzecznik przyłączył się do postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie pytania prawnego Sądu Okręgowego w Szczecinie (sygn. akt P 15/19)  w takiej sprawie.

Zaprezentował stanowisko w przeważającej części zbieżne z poglądem sądu. Uznał, że art. 434 § l Kpk jest niezgodny z art. 2 i art. 45 ust. 1 Konstytucji.

W ocenie RPO problem podniesiony w pytaniu prawnym wymaga podjęcia inicjatywy ustawodawczej. Zasygnalizowany przez sąd problem budzi istotne wątpliwości co do zasadności utrzymywania w mocy obecnych rozwiązań.  Zarazem problem ten można rozwiązać bez konieczności oczekiwania na orzeczenie TK - na drodze legislacyjnej.

II.510.857.2019 

 

Jak ścigać za poważne zniszczenia roślin i zwierząt? Propozycja Rzecznika

Data: 2020-01-30
  • W Polsce karalne jest niszczenie roślin i zwierząt „w znacznych rozmiarach” oraz takie ich niszczenie lub uszkodzenie, które wyrządza „istotną szkodę”
  • Kodeks karny nie precyzuje jednak, co to znaczy. Nie ma też miernika oceny tych przestępstw wobec poszczególnych gatunków lub też w zależności od danego terenu 
  • Powoduje to rozbieżności w orzecznictwie sądów. Dlatego RPO opowiada się za określeniem ilościowych i jakościowych kryteriów takich czynów
  • Argumentuje, że np. zabicie już choć jednego rysia wyrządza „istotną szkodę” temu bardzo rzadkiemu w Polsce gatunkowi

Sprawy badane w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich wskazują na wątpliwości co do pojęć „zniszczenia w znacznych rozmiarach” i „istotnej szkody” w świecie roślinnym lub zwierzęcym, odnoszących się do przestępstw przeciwko środowisku.

Art. 181 § 1 Kodeksu karnego stanowi, że kto powoduje zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Według art. 181 § 2 kto, wbrew przepisom obowiązującym na terenie objętym ochroną, niszczy albo uszkadza rośliny lub zwierzęta powodując istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Karze tej podlega także ten, kto niezależnie od miejsca czynu niszczy albo uszkadza rośliny lub zwierzęta pozostające pod ochroną gatunkową, powodując istotną szkodę.

Zgodnie z zasadą praworządności (art. 2 Konstytucji) oraz zasadą jednoznaczności prawa (art. 42 ust. 1 Konstytucji) przepisy karne powinny być kształtowane według łacińskiej paremii nullum crimen sine lege certa. Nakazuje ona zachowanie precyzji i pełnej określoności przepisu dotyczącego danego przestępstwa.

Tymczasem określając odpowiedzialność z art. 181 Kk, ustawodawca posłużył się znamionami ocennymi. Ustalenie że doszło do zniszczenia w „znacznych rozmiarach” czy „istotnej szkody” wymaga wiedzy specjalnej co do ostoi, siedlisk przyrodniczych, gatunków roślin i zwierząt oraz wpływu na nie zachowania sprawcy.

W Kodeksie karnym nie ma jednak definicji legalnej „istotnej szkody”. Nie sposób ustalić, czy pojęcie to sprowadza się do wartości majątkowej szkody czy też do stopnia negatywnego wpływu sprawcy na stan określonego gatunku roślin lub zwierząt (jako takiego lub też w określonym miejscu).

Ustalenie, czy doszło do zniszczenia „w znacznych rozmiarach” czy „istotnej szkody” wymaga zatem przyjęcia określonego miernika oceny. Pojęcia te nie zostały przez ustawodawcę zrelatywizowane pod względem gatunków roślin lub zwierząt podlegających ochronie gatunkowej i obszarowej.

Tymczasem analiza orzecznictwa sądowego wykazuje znaczną rozbieżność co do kwalifikowania czynów z art. 181 Kk. Jego obecne brzmienie może uniemożliwiać organom ścigania i sądom prawidłowe jego stosowanie.

W ocenie Rzecznika czyny z tego artykułu wymagają takiego przebudowania, aby pojęcia „zniszczenia w znacznych rozmiarach” i „istotnej szkody” wskazywały zarówno na kryterium ilościowe, jak i na jakościowe (na obszarze całego kraju lub też inaczej określonego).

- Zabicie np. jednego przedstawiciela określonego gatunku (np. wilka czy rysia), gdy gatunek ten jest zagrożony, powinno pozwolić przyjąć, że tak wywołana szkoda ma charakter istotny – wskazuje RPO.

Rzecznik poprosił ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę o zainicjowanie odpowiedniej nowelizacji Kodeksu karnego.

II.510.1017.2019

Prezes NIK odmówił skontrolowania działań służb specjalnych pod kątem przestrzegania praw obywateli

Data: 2020-01-29
  • Najwyższa Izba Kontroli nie sprawdzi zakresu ingerencji służb specjalnych w sferę konstytucyjnych praw i wolności obywateli – o co wnosił RPO
  • Zakazy informowania o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych służb specjalnych znacząco utrudniają, a wręcz uniemożliwiają, kontrolę i ocenę prawidłowości ich zadań – tłumaczy Marian Banaś
  • Zarazem przyznaje, że działania służb pozostają praktycznie poza zewnętrzną kontrolą. Wskazuje też na niedoskonałość takiej kontroli sprawowanej przez sądy i prokuratury
  • Rzecznik wystąpi zatem do Sejmu, by zlecił NIK kontrolę służb 

Zbieranie przez służby specjalne informacji o obywatelach nie podlega realnej kontroli, a obywatele nie mają szansy dowiedzieć się, co i dlaczego zbiera o nich władza (nawet już po fakcie). W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich wymogi bezpieczeństwa państwa nie oznaczają, że zasady inwigilacji nie mają podlegać ograniczeniom wynikającym z konstytucyjnych praw i wolności.

Rzecznik zgadza się z prezesem NIK, że obecne przepisy znacząco utrudniają mu kontrolę służb specjalnych, ale jej jednak nie uniemożliwiają. Skoro w Polsce nie ma  (jak w innych państwach) niezależnego organu kontrolujacego służby - którego powołanie RPO wiele razy postulował - to NIK jest tu jedyną instytucją.     

Adam Bodnar zapowiada, że w związku z decyzją prezesa Izby, wystąpi do Sejmu w trybie art. 12 pkt. 3 ustawy o RPO z 15 lipca 1987 r. Stanowi on, że Rzecznik może m.in. "zwrócić się do Sejmu o zlecenie Najwyższej Izbie Kontroli przeprowadzenia kontroli dla zbadania określonej sprawy lub jej części".

Rzecznik poprosi też Europejski Trybunał Praw Człowieka o zgodę na złożenie przez RPO opinii tzw. przyjaciela sądu (amicus curiae) w jednej ze spraw przed ETPCz. W 2019 r. Trybunał  zwrócił się do polskiego rządu o wyjaśnienia w sprawie inwigilacji prowadzonej przez służby specjalne. To efekt skarg Fundacji Panoptykon i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz adwokata Mikołaja Pietrzaka, które trafiły do ETPCz na przełomie 2017 i 2018 r. Adwokat podkreśla, że niekontrolowana inwigilacja nie tylko narusza jego prywatność, ale przede wszystkim - prawa i wolności jego klientów. Aktywiści wskazywali zaś, że jako aktywni obywatele są szczególnie narażeni na działania służb. HFPC i Panoptykon od lat krytykują brak kontroli nad działaniami służb.

Wystąpienie RPO o kontrolę NIK

W wystąpieniu do prezesa NIK z 18 grudnia 2019 r. Adam Bodnar przypomniał, że co najmniej od sześciu lat Rzecznik i sama Izba alarmują w sprawie przepisów pozwalających służbom specjalnym na zbieranie informacji o obywatelach.

Sytuacja pogorszyła się od 2016 r, gdy zwiększono uprawnienia służb. Mogą m.in. pozyskiwać dane o obywatelach przy pomocy stałych łączy internetowych, bez konieczności składania wniosków do dostawców usług telekomunikacyjnych. Mogą więc zbierać dane nie tylko wówczas, gdy jest to konieczne do wykrywania najpoważniejszych przestępstw, ale także wtedy, gdy jest to dla służb po prostu wygodne.

Czas, jaki minął od wejścia w życie tych przepisów, pozwala już na przeprowadzenie kontroli funkcjonowania wprowadzonych przez nią zmian.

Rzecznik zwracał uwagę prezesowi NIK, że jednostka ma bardzo ograniczone środki bezpośredniej ochrony prawnej wobec działań służb specjalnych. Dlatego obywatele muszą polegać na organach takich jak RPO i NIK. A kontrole NIK i publikowane po nich raporty stanowią niezwykle cenny materiał, który powinien stanowić podstawę do działań, w tym podejmowania prac legislacyjnych, dla organów państwa.

Odpowiedź prezesa NIK

- Problematyka dotycząca współmierności i niezbędnej konieczności wkraczania organów państwa w sferę konstytucyjnych praw i wolności człowieka i obywatela jest stale obecna w działalności kontrolnej NIK – odpisał 27 stycznia 2020 r. Marian Banaś.

Niestety, nie zawsze zakres kompetencji kontrolnych przysługujących Izbie pozwala na poczynienie ustaleń pozwalających na dokonanie odpowiedzialnej, obiektywnej oceny czy ingerencja państwa dokonywana jest w sposób prawidłowy, uzasadniony i w niezbędnym zakresie.

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że wszystkie ustawy kompetencyjne dotyczące służb specjalnych oraz Policji, zawierają przepisy zakazujące udzielania informacji pewnych kategorii. Dotyczy to zakazu udzielania informacji o osobie, jeżeli zostały uzyskane w wyniku czynności operacyjno-rozpoznawczych, szczegółowych formach i zasadach przeprowadzania czynności operacyjno-rozpoznawczych oraz stosowanych w związku z ich prowadzeniem środkach i metodach. Ustawodawca przesądził, iż zakaz udostępniania tych informacji nie dotyczy jedynie sądów i prokuratora, i to w ściśle określonych przypadkach.

Wprawdzie, zgodnie z Konstytucją i ustawą o Najwyższej Izbie Kontroli, Izbie przysługują uprawnienia kontrolne wobec służb specjalnych, to jednak ustanowione zakazy udostępniania informacji związanych z prowadzonymi czynnościami operacyjno-rozpoznawczymi znacząco utrudniają lub wręcz uniemożliwiają kontrolę i ocenę prawidłowości oraz zasadności wykonywania zadań służb specjalnych. Zakazy te, na co wskazują doświadczenia kontrolne NIK, są dodatkowo często nadużywane i stanowią pretekst do nieujawniania także innych informacji.

Identyfikowane przez kontrole NIK problemy i mankamenty w ukształtowaniu i funkcjonowaniu nadzoru nad służbami specjalnymi dodatkowo utrudniają możliwość oceny prawidłowości działania służb przy wykorzystywaniu czynności operacyjno-rozpoznawczych. Analiza obowiązujących przepisów wskazuje, iż zadania wykonywane przez służby specjalne z wykorzystaniem takich czynności pozostają praktycznie poza zewnętrzną kontrolą. Jedyną formą kontroli zewnętrznej jest kontrola wykonywana przez sądy i prokuratora.

Niestety kontrola taka nie obejmuje wszystkich typów czynności podejmowanych w procedurze operacyjno-rozpoznawczej lub też ukształtowana jest w sposób dalece niedoskonały, np. oparty o materiały zbiorcze i to przedstawiane po upływie znaczącego czasu od dokonania tego rodzaju czynności. Równocześnie, konstytucyjnie i ustawowo ukształtowane zasady niezależności i niezawisłości sędziowskiej nie pozwalają NIK na badanie prawidłowości i rzetelności wykonywanej przez te organy kontroli.

Pragnę przy tym zwrócić uwagę, że już od 2013 r. Najwyższa Izba Kontroli, dostrzegając potrzebę zreformowania systemu służb specjalnych i zapewnienia właściwego, zgodnego ze standardami europejskimi, skutecznego mechanizmu nadzoru i kontroli nad działalnością podejmowaną z wykorzystaniem czynności operacyjnych, wielokrotnie przedstawiała swoje uwagi w trwającym już wówczas procesie legislacyjnym.

Wprowadzone ustawą z 5 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw rozwiązania nie pozwoliły jednak na usunięcie istniejących ograniczeń w systemie nadzoru i kontroli nad zadaniami wykonywanymi z użyciem czynności operacyjno-rozpoznawczych.

- Tym samym, wobec wskazanego ograniczenia kompetencji kontrolnych NIK, i to zarówno wobec służb specjalnych, Policji jak i sądów oraz prokuratury, przeprowadzenie skutecznej, efektywnej kontroli w postulowanym przez Pana zakresie uważam za niemożliwy – konkluduje Marian Banaś

NIK ostrzegała już w 2013 roku

Przykładem jest kontrola nr P/12/191 – „Uzyskiwanie i przetwarzanie przez uprawnione podmioty danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych, o których mowa w art. 180c i d ustawy Prawo telekomunikacyjne” z 2013 r.

NIK punktowała w niej, że

  • Przepisy w zakresie pozyskiwania przez uprawnione podmioty danych telekomunikacyjnych nie chronią w stopniu wystarczającym praw i wolności obywatelskich przed nadmierną ingerencją ze strony państwa.
  • Niejednolitość i ogólnikowość przepisów uprawniających do pozyskiwania danych telekomunikacyjnych, może nasuwać wątpliwości, co do współmierności stosowanych ograniczeń praw i wolności obywatelskich w sferze wolności komunikacji z zasadami określonymi w Konstytucji RP.
  • Obowiązujący system zbierania informacji o zakresie wykorzystania przez organy państwa danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych nie pozwala na określenie rzeczywistej liczby dokonywanych sprawdzeń.
  • Brak jest również mechanizmów kontroli o charakterze zewnętrznym, które pozwoliłyby na weryfikację zakresu wykorzystywania danych telekomunikacyjnych przez uprawnione podmioty, a w szczególności zasadności ich pozyskiwania i przetwarzania.

Jak zauważa RPO, są to wnioski spójne z poglądami ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich, jednak fakt, że zostały one zaprezentowane w wyniku kontroli NIK nadaje im nowy ciężar.

Trybunał Konstytucyjny nakazał poprawić prawo w 2014 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich podejmował także działania związane z ochroną informacji o jednostce przetwarzanych w działaniach operacyjnych. Zainicjował m.in. postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym ( K 23/). 30 lipca 2014 r. TK stwierdził niekonstytucyjność części zaskarżonych przepisów.

Niestety, w 2016 r. służby dostały więcej uprawnień, a obywatele – mniej praw. Zaś TK już nie działa.

Mająca wykonać jego wyrok ustawa z 5 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw znacząco poszerzyła możliwości ingerencji formacji i służby specjalnych w prywatność obywateli.

Służby uzyskały dostęp do danych internetowych za pomocą stałego łącza. Pobieranie danych nie musi się wiązać z żadnym toczącym się postępowaniem. Służby nie muszą już - tak jak przedtem - składać pisemnych wniosków do dostawców usług internetowych i wykazywać, na potrzeby jakiego postępowania dane są im potrzebne. Oznacza to, że dane te mogą być zbierane nie tylko wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszym przestępstwom, którym inaczej nie da się przeciwdziałać (jak wskazują standardy wynikające z Konstytucji i prawa europejskiego), ale także wtedy, gdy jest to dla służb wygodne.

A to oznacza ryzyko poważnych nadużyć. Służby mogą na tej podstawie np. precyzyjnie odtwarzać różne aspekty życia prywatnego obywatela, zbierać dane o trybie życia, poglądach, upodobaniach czy skłonnościach.

Nie ma też realnej kontroli pobierania danych obywateli. Sąd okręgowy ma wprawdzie prawo do kontroli, ale jedynie na podstawie zbiorczych półrocznych sprawozdań służb. Sąd nie musi, ale tylko może weryfikować, czy dane pobrano zasadnie. Tajne sprawozdania służb nie są informacją publiczną, choć zawierają informacje dotyczące liczby pozyskanych danych telekomunikacyjnych, pocztowych lub internetowych i kwalifikacji prawnej czynów, w związku z którymi o nie wystąpiono.

Kolejnym zarzutem wobec znowelizowanych przepisów był nieproporcjonalnie długi czasu trwania kontroli operacyjnej - do 18 miesięcy. Ponadto znowelizowane przepisy ograniczyły chronioną prawem tajemnicę zawodów zaufania publicznego, m.in. adwokatów, radców prawnych, lekarzy i dziennikarzy. Zdobyte podczas inwigilacji tajemnice mogą być wykorzystane w postępowaniu karnym, gdy „jest to niezbędne ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność ta nie może być ustalona na podstawie innego dowodu”.

W lutym 2016 r. RPO zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego znowelizowane przepisy. Uznał, że poważnie naruszają one konstytucyjne prawa i wolności człowieka oraz standardy międzynarodowe.

Był jednak zmuszony wycofać wniosek, ponieważ w składzie orzekającym znalazły się osoby, których nie tylko status sędziowski, ale i bezstronność w sprawie uprawnień służb była kwestionowana. Rzecznik zaznaczył, że wycofując wniosek nie rezygnuje z działań, mających doprowadzić do tego aby zasady inwigilacji odpowiadały standardom konstytucji i prawa europejskiego.

VII.562.1.2019

Jak chronić prawa seniorów przy umowach przekazania mieszkań w zamian za renty? RPO pyta MS

Data: 2020-01-29
  • Coraz więcej seniorów oddaje swe mieszkania w zamian za dożywotnią rentę
  • Działa już tzw. odwrócona hipoteka – kiedy jest jasne, że mieszkanie przechodzi na rzecz banku po śmierci właściciela 
  • Formuła ta dotychczas nie spotkała się jednak z zainteresowaniem rynku
  • Pojawia się zaś na nim coraz więcej „funduszów hipotecznych”, oferujących ryzykowne produkty finansowe

Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich spytał Ministra Sprawiedliwości, czy rozpoczęto już prace w sprawie problemu przekazywania przez seniorów nieruchomości na rzecz podmiotów rynkowych w zamian za wypłatę dożywotniego świadczenia pieniężnego.

Żyjemy dłużej. Już wiadomo, że świadczenia emerytalne nie będą rosły. Coraz więcej osób będzie zatem szukało nowych źródeł dochodu. Jednym z nich jest umowa świadczeń dożywotnich.

A nie chodzi tu o tzw. odwróconą hipotekę, która już jest ustawowo uregulowana. W tym przypadku wiadomo, że mieszkanie przechodzi na rzecz banku po śmierci właściciela. Działają jednak przedsiębiorcy, których oferty przewidują przejście już z chwilą zawarcia umowy mieszkania na ich własność, z jednoczesną wypłatą świadczenia.

Przedsiębiorcy ci nie podlegają takiemu nadzorowi jak banki. Do tego wycena mieszkania w dużej mierze  jest uznaniowa. W efekcie osoby, które podpisują takie umowy, są stroną słabszą, a prawo odpowiednio ich nie wspiera. Często są to osoby starsze, mniej zamożne i bez specjalistycznej wiedzy co do prawa i finansów. Łatwo im pomylić tę ofertę z bezpieczniejszą odwróconą hipoteką.

Jak wskazuje RPO, obecnie na rynku usług skierowanych do seniorów oferowane są w zasadzie jedynie umowy renty dożywotniej w zamian za przeniesienie własności nieruchomości. Uchwalenie ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym stworzyło ramy prawne dla oferowania przez banki właściwej formy hipoteki odwróconej, jednak dotychczas formuła ta nie spotkała się z zainteresowaniem rynku.

Tam zaś, gdzie już wypracowano praktyki rynkowe, nadal brak ram prawnych, które zwiększyłyby bezpieczeństwo konsumentów - seniorów. W związku z tendencjami demograficznymi grupa społeczna dotknięta ewentualnymi nieuczciwymi praktykami będzie rosnąć.

A na rynku pojawiają się kolejne podmioty z określeniem „fundusz hipoteczny” w nazwie. Oferują one jednak nie tyle rentę dożywotnią związaną z przekazaniem nieruchomości, ile ryzykowne produkty finansowe.

RPO uznaje za niezbędne rozpoczęcie prac związanych z analizą zagadnienia oferty takich komercyjnych podmiotów.

Problem ten został umieszczony jako wymagający analizy w latach 2019-2022 w rządowym dokumencie  „Polityka społeczna wobec osób starszych do roku 2030. Bezpieczeństwo. Uczestnictwo. Solidarność”. Działania te ma koordynować Minister Sprawiedliwości.

Adam Bodnar zwrócił się zatem w tej sprawie do Zbigniewa Ziobry. Chodzi o to, aby w perspektywie czasowej określonej w tym rządowym dokumencie możliwe było stworzenie rozwiązań prawnych zapewniających prawa konsumentów – seniorów. 

A wymaga to współpracy: Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwa Finansów, Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Komisji Nadzoru Finansowego. 

V.7224.263.2014

Rodzice nie mogą zwalniać dzieci z zajęć obowiązkowych, np. o przeciwdziałaniu dyskryminacji i przemocy. RPO pisze do MEN

Data: 2020-01-27
  • Edukacja antydyskryminacyjna jest w polskiej szkole obowiązkowa i jest elementem podstawy programowej.
  • Dlatego kolportowane w Polsce wzory oświadczeń dla rodziców o wypisaniu dziecka z zajęć antydyskryminacyjnych nie mogą mieć skutku prawnego.
  • Wzory te są przekazywane przez jedną z organizacji, by zachęcać rodziców do „wypisywania” dzieci z zajęć nawiązujących do „zagadnień: edukacji seksualnej, antykoncepcji, profilaktyki ciąż wśród nieletnich i chorób przenoszonych drogą płciową, dojrzewanie i dorastanie, równość, tolerancja, różnorodność, przeciwdziałanie dyskryminacji i wykluczeniu, przeciwdziałanie przemocy, LGBT, homofobia, tożsamość płciowa, gender”

RPO dostaje skargi rodziców i nauczycieli zaniepokojonych tym, że niektóre dzieci nie mogą uczestniczyć w obowiązkowych zajęciach. Obywatele proszą Rzecznika o wyjaśnienie, jak daleko sięga prawo rodziców do wpływania na system edukacji, wynikające z prawa do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami (art. 48 Konstytucji).

W wystąpieniu do ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wyraził nadzieję, że podzieli on jego opinię w tej sprawie.

Oświadczenia rodziców o niezgodzie na....

Część rodziców przynosi do szkół oświadczenia, że nie wyrażają zgody na udział dziecka w jakichkolwiek lekcjach, zajęciach czy wydarzeniach, których: „program w całości lub częściowo nawiązuje do [...] zagadnień: edukacji seksualnej, antykoncepcji, profilaktyki ciąż wśród nieletnich i chorób przenoszonych drogą płciową, dojrzewanie i dorastanie, równość, tolerancja, różnorodność, przeciwdziałanie dyskryminacji i wykluczeniu, przeciwdziałanie przemocy, LGBT, homofobia, tożsamość płciowa, gender”.

Wzór oświadczenia został opracowany przez organizację społeczną i jest dystrybuowany wśród rodziców z informacją o bezwzględnym charakterze wskazanych, przysługujących im uprawnień.

Znajduje się w nim także zobowiązanie do „zawiadomienia odpowiednich instytucji państwowych (kuratorów oświaty i Ministra Edukacji Narodowej) o przypadkach lub próbach organizacji tego typu wydarzeń na terenie szkoły".

RPO: przekroczenie granic uprawnień rodziców

- Przywołane fragmenty oświadczenia budzą wątpliwości co do jego skuteczności, w świetle przepisów o systemie oświaty i obowiązkowej podstawie programowej – podkreśla Adam Bodnar. Przypomina, że zgodnie ze stanowiskiem MEN przedmioty obowiązkowe w sposób wystarczający obejmują treści z obszaru edukacji antydyskryminacyjnej. Zaznajamiają uczniów z takimi tematami jak równość, tolerancja, przeciwdziałanie przemocy i okazywanie szacunku wobec odmienności.

Oświadczenie skonstruowane jest tak, że dziecko musiałoby zrezygnować także z niektórych zajęć obowiązkowych. Niejasnym pozostaje więc, w jaki sposób nauczyciele i dyrektorzy szkół powinni postępować w obliczu takich – i im podobnych – deklaracji rodziców.

- Niezależnie od odmiennej oceny stopnia realizacji edukacji antydyskryminacyjnej w obecnie obowiązującej podstawie programowej, wydaje się, że zgadzamy się co do nadrzędnego charakteru wartości, jaką jest przekazanie młodym obywatelom wiedzy o prawach człowieka i równym traktowaniu – pisze Rzecznik  do ministra. - Podzielamy też zatem pogląd o konieczności kształtowania wśród dzieci i młodzieży postaw tolerancji i szacunku dla godności drugiego człowieka, niezależnie od prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z ich, potencjalnie odmiennymi w tym zakresie, przekonaniami.

Mając to na uwadze, Adam Bodnar wyraził nadzieję, że również w ocenie ministra żądanie zwolnienia dziecka z lekcji - obejmujących m.in. takie zagadnienia jak „równość, tolerancja, różnorodność, przeciwdziałanie dyskryminacji i wykluczeniu, przeciwdziałanie przemocy” - należy uznać za przekraczające granice uprawnień rodziców, a w konsekwencji za takie oświadczenie, które nie może wywołać oczekiwanego skutku.

Uwagi RPO do kontroli "Tęczowego piątku"

RPO nawiązał też do wcześniejszej odpowiedzi ministra Dariusza Piontkowskiego w sprawie kontroli, przeprowadzonych przez kuratorów oświaty w szkołach, które wzięły udział w akcji „Tęczowy Piątek”.

Rzecznik z żalem przyjął wyjaśnienia, z których wynika, że resort oświaty niezmiennie stoi na stanowisku, że edukacja antydyskryminacyjna jest obecnie w sposób satysfakcjonujący realizowana w polskich szkołach. Według RPO nie jest to pogląd uzasadniony. Analiza realizacji zasady równego traktowania oraz zapewnienia bezpieczeństwa i warunków właściwego rozwoju wszystkim uczniom prowadzi do wniosku, że przeciwdziałanie dyskryminacji poprzez edukację jest w polskich placówkach oświatowych niezbędne.

W odpowiedzi MEN ustosunkował się wyłącznie do jednej z poruszonych przez RPO kwestii - podstaw przeprowadzenia kontroli. - Ze zrozumieniem przyjmuję, że były one wynikiem skarg i interwencji zgłaszanych do kuratorów oświaty przez rodziców uczniów. Podtrzymuję jednak również w tym kontekście stanowisko, że sama informacja o udziale szkoły w akcji na rzecz równego traktowania nie powinna stanowić podstawy kontroli – napisał Adam Bodnar.

Bez komentarza pozostały zaś uwagi co do sposobu przeprowadzenia kontroli przez kuratorów, a także wniosków i zaleceń formułowanych w ich wyniku.

Zagadnieniem, które MEN rozwinął w swej odpowiedzi jest rola rodziców w procesie kształcenia i wychowania, związana bezpośrednio z prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, gwarantowanym przez art. 48 Konstytucji.

- Z satysfakcją przyjąłem, że zgadzamy się co do tego, że prawo to nie ma charakteru absolutnego, a formą jego ograniczenia, wynikającego z konieczności ochrony interesu nadrzędnego, jest funkcjonowanie publicznego systemu oświaty, opartego na obowiązkowej podstawie programowej. Z moim pełnym poparciem spotyka się także teza, że niekwestionowanym uprawnieniem każdego rodzica jest zwolnienie dziecka z zajęć i aktywności nieobowiązkowych. Nie sposób jednak zgodzić się z wnioskiem, że art. 86 ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. - Prawo oświatowe, określający warunki podjęcia przez szkołę współpracy z organizacją społeczną, należy interpretować w świetle „niewzruszalnych praw podmiotowych każdego rodzica w stosunku do swojego dziecka” – uznał RPO.

Podczas gdy bezsprzecznie każdy rodzic ma prawo zwolnić dziecko z dodatkowych zajęć zorganizowanych w ramach takiej współpracy, nie ma jednak podstaw do stwierdzenia, że dla jej podjęcia konieczne jest uzyskanie zgody każdego rodzica.

Taka rozszerzająca wykładnia art. 86 ust. 2 u.p.o. ma negatywne skutki dla korzystnego dla uczniów rozwijania oferty edukacyjno-wychowawczej szkoły poprzez współpracę z podmiotami zewnętrznymi. Tymczasem kuratorzy oświaty w zaleceniach pokontrolnych stwierdzali naruszenie powyższego przepisu właśnie na skutek braku uzyskania zgody wszystkich rodziców na współpracę szkoły z organizacją – wskazał Adam Bodnar.

Interpretacja taka oznacza nie tylko wyłączenie poszczególnych uczniów z określonych zajęć, ale też ograniczenie oferty edukacyjnej również wobec tych dzieci, których rodzice życzyliby sobie, by była ona realizowana przez szkołę, mieszcząc się w wartościach, jakie w procesie nauczania mają być upowszechniane zgodnie z obowiązującym prawem.

XI.800.3.2017

 

Kryzys klimatyczny ma związek z prawami człowieka - przyznaje resort edukacji

Data: 2020-01-24
  • MEN podziela opinię RPO, że istnieje związek między kryzysem klimatycznym a prawami człowieka  
  • Zgadza się także co do potrzeby kształtowania właściwych postaw dzieci i młodzieży wobec zagrożeń klimatycznych
  • Zagadnienia ochrony klimatu, jakości powietrza oraz odpowiedzialnej postawy obywatelskiej są elementem edukacji o zrównoważonym rozwoju, obecnej w szkołach od wielu lat
  • Zadania promujące tę edukację są jednak w wystarczającym zakresie realizowane w formalnym i pozaformalnym systemie edukacji – twierdzi MEN

Rzecznik Praw Obywatelskich 13 stycznia 2020 r. wystąpił do Ministra Edukacji Narodowej o wprowadzenie do szkół specjalnego programu zajęć na temat zmian klimatycznych i sposobów przeciwdziałania ich skutkom. Napisał do ministra Dariusza Piontkowskiego w związku z licznymi wystąpieniami naukowymi na temat zagrożeń wynikających z postępujących zmian klimatu (np. prof. Philipa Alstona, specjalnego sprawozdawcy ONZ ds. Praw Człowieka i Skrajnego Ubóstwa). 

RPO: sama edukacja ekologiczna to za mało

RPO dostrzega silny związek pomiędzy kryzysem klimatycznym a prawami człowieka i obywatela, do których ochrony został powołany. Na uwagę zasługuje zwłaszcza przyszła sytuacja dzieci i osób starszych, które mogą zostać szczególnie dotknięte skutkami podwyższenia średniej temperatury i pogorszenia stanu środowiska naturalnego.

W podnoszeniu świadomości i szerzeniu wiedzy najważniejszą rolę spełniają szkoły. Analiza obecnych podstaw programowych wykazała, że uczniowie na wszystkich etapach edukacyjnych realizują zagadnienia z zakresu edukacji ekologicznej. W wielu szkołach wdrażane są innowacje i projekty dotyczące ekologii oraz rozwijana jest odpowiedzialności uczniów za wspólne dobro.

Jednak w ocenie RPO rozproszenie treści po kilku przedmiotach, a także brak czasu na ich szczegółowe omówienie i praktyczne zastosowanie. nie pozwala uczniom na wystarczające zapoznanie się z tematem. Nie daje również możliwości kształcenia kompetencji, które pozwalałyby na sprostanie obecnym i przyszłym wyzwaniom.

Dlatego przekazanie młodym ludziom wiedzy na temat sposobów zahamowania negatywnych zmian klimatycznych powinno być potraktowane przez szkoły jako jedno z najpilniejszych zadań. Specjalny program powinien być zaś oparty na najnowszych ustaleniach naukowych oraz skonstruowany w sposób zachęcający nauczycieli i uczniów do innowacyjności.

Wobec narażenia uczniów na kontakt z wieloma nieprawdziwymi informacjami w internecie, Rzecznik widzi tu szczególnie istotną rolę nauczycieli, którzy mogliby pomóc uczniom dotrzeć do rzetelnych i sprawdzonych materiałów.

Przykłady aktywności młodych ludzi, jak np. Młodzieży Strajk Klimatyczny dowodzą, że jest to dla nich temat ważny. Ich działania pokazują, że nie chcą biernie czekać na rozwój scenariusza, który przewiduje dotkliwe klęski żywiołowe, niedobory wody i żywności, wymuszone migracje oraz poważne konflikty. Wzywają rządzących do okazania odpowiedzialności, odwagi i ambicji, by wprowadzili  rozwiązania, mogące zapewnić przyszłym pokoleniom dobre warunki do życia i rozwoju. Uważam, że odpowiadając na te potrzeby, szkoła mogłaby w większym stopniu stanowić platformę do prowadzenia debaty, poszerzania wiedzy i poszukiwania rozwiązań.

MEN: edukacja zrównoważonego rozwoju wystarczy  

- Zgadzam się z Panem co do kwestii kształtowania właściwych postaw dzieci i młodzieży wobec zagrożeń klimatycznych -  odpisał Maciej Kopeć, podsekretarz stanu w MEN Resort uważnie obserwuje wzrastającą rolę i znaczenie edukacji o zrównoważonym rozwoju, a szerzej edukacji globalnej. Edukacja globalna stanowi tę część kształcenia obywatelskiego oraz wychowania, która pomaga w procesie uświadamiania uczniom istnienia zjawisk i współzależności globalnych. Jej głównym celem jest przygotowanie dzieci i młodzieży do stawiania czoła wyzwaniom dotyczącym całej ludzkości.

- Można przychylić się do Pana opinii, że istnieje związek między kryzysem klimatycznym, a prawami człowieka – głosi pismo. Z tego właśnie względu zagadnienia ochrony klimatu, jakości powietrza oraz odpowiedzialnej postawy obywatelskiej stanowią elementy edukacji o zrównoważonym rozwoju, obecnej w polskich szkołach od wielu lat w wyniku realizowania wielu równoległych działań.

Najważniejszym z nich jest realizowanie treści podstawy programowej na różnych etapach kształcenia, w przedmiotach takich jak przyroda, technika, biologia, chemia, geografia, wiedza o społeczeństwie. Wsparcie dla szkół  i nauczycieli w przekazywaniu ww. treści stanowi implementacja projektów Ośrodka Rozwoju Edukacji, ostatnio pn. „Edukacja globalna. Liderzy zrównoważonego rozwoju”. Działania projektowe angażują szkoły, nauczycieli  i uczniów, a także dostarczają im innowacyjnych narzędzi i materiałów dydaktycznych (np. grywalizacja).

Wspieranie nauczycieli w doskonaleniu zawodowym i poszerzaniu wiedzy na temat zjawisk klimatycznych jest jednym  z priorytetów. W wyniku działań projektowych zaczęła funkcjonować sieć regionalnych liderów edukacji globalnej, koordynujących inicjatywy w danym województwie, a także promowane są obchody Tygodnia Edukacji Globalnej w listopadzie każdego roku. Projekt ORE stanowi flagowy przykład działań edukacyjnych, wpisuje się w realizację unijnej strategii edukacyjnej, a także celów Agendy ONZ 2030.

Resort za ważne uznaje kontynuowanie dobrych praktyk w planowanym na 2020 r. projekcie ORE pn. „Młodzieżowi Liderzy na rzecz Edukacji i Globalnego Rozwoju”. Ma on służyć zwiększeniu świadomości na temat globalnych wyzwań i współzależności między nimi, a także inicjowaniu aktywnej postawy obywatelskiej w tym zakresie.

Działania MEN są komplementarne wobec inicjatyw i przedsięwzięć proponowanych przez Ministerstwo Klimatu, NFOŚiGW oraz inne podmioty zajmujące się edukacją ekologiczną lub środowiskową. Ministerstwo Edukacji Narodowej współpracuje międzysektorowo w obszarze promowania edukacji globalnej  (w tym edukacji o zrównoważonym rozwoju) z MSZ, MNiSW oraz Grupą Zagranica. Uczestniczymy systematycznie w konsultacjach międzyresortowych dotyczących działań edukacyjnych w zakresie ochrony jakości powietrza  i ubóstwa energetycznego.

Na poziomie międzynarodowym bierzemy udział w inicjatywach Global Education Network  Europe (GENE), North-South Centre of the Council of Europe, Carpathian Convention, agend ONZ, które finansują innowacyjne działania edukacyjne. Ministerstwo popiera działania organizacji pozarządowych nakierowane na podnoszenie świadomości klimatycznej oraz przygotowuje także rekomendacje dla polskich organizacji pozarządowych starających się o uzyskanie unijnej dotacji DEAR (Development Education and Awareness Raising) dla prowadzenia projektów z zakresu ww. tematyki.

- W moim przekonaniu zadania promujące edukację o zrównoważonym rozwoju realizowane są obecnie w wystarczającym zakresie zarówno w formalnym jak i pozaformalnym systemie edukacji – brzmi konkluzja odpowiedzi resortu.

VII.7037.211.2019

System środowiskowego wsparcia osób z zaburzeniami psychicznymi wymaga zmian

Data: 2020-01-24
  • Nie wszystkie osoby w kryzysie zdrowia psychicznego mogą otrzymać wsparcie w środowiskowych domach samopomocy
  • W 8,5% powiatów w Polsce na koniec 2018 r. nie było ani jednego takiego domu  – mimo ustalonego przez resort polityki społecznej wskaźnika co najmniej jednego w każdym powiecie
  • Liczbę osób kwalifikujących się do pomocy państwa w tej formie szacuje się na 37 tys. – a w tych placówkach brakuje niemal 7 tys. miejsc
  • RPO apeluje m.in. o ujednolicenie modelu szacowania skali potrzeb środowiskowych domów samopomocy

Powszechna jest wiedza o zapaści opieki psychiatrycznej w Polsce nad dziećmi i młodzieżą. Szwankuje jednak także pomoc państwa, udzielana osobom z zaburzeniami psychicznymi w formie środowiskowych domów samopomocy.

Są one szansą dla osób w kryzysie psychicznym na lepsze funkcjonowanie. Zajęcia w nich prowadzone zapobiegają także izolacji tych osób. Domy te świadczą usługi w ramach indywidualnych lub zespołowych treningów samoobsługi i treningów umiejętności społecznych. Polega to na na nauce, rozwijaniu lub podtrzymywaniu umiejętności w zakresie czynności dnia codziennego i funkcjonowania w życiu społecznym.

Rzecznik Praw Obywatelskich jest zaniepokojony sygnałami o poważnych niedostatkach tego systemu. Wynika to z analizy przedstawionych pod koniec 2019 r. przez Najwyższą Izbę Kontroli wyników kontroli „Pomoc państwa realizowana w formie środowiskowych domów samopomocy udzielana osobom z zaburzeniami psychicznymi”.

Zaburzenia te są poważnym, a wręcz narastającym problemem. Wyniki badań w losowo dobranej próbie 10 tys. respondentów w wieku od 18 do 64 lat wykazały, że u 23,4% w ciągu ich życia rozpoznano przynajmniej jedno takie zaburzenie. 

Ustalenia Najwyższej Izby Kontroli

NIK wskazała, że rozwój tych placówek jest wciąż niewystarczający, mimo wzrostu ich liczby (z 779 w 2016 r. do 809 w 2018 r.), liczby dostępnych w nich miejsc (z 28 579 w 2016 r. do 30 165 w 2018 r), a także wydanych na ten cel środków (z 451 772,8 tys. zł w 2016 r. do 578 449,9 tys. zł  w 2018 r.).

Nie osiągnięto ustalonego przez Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  wskaźnika co najmniej jednego środowiskowego domu samopomocy w każdym powiecie. Na koniec 2018 r. blisko 8,5% powiatów stanowiło  „białe plamy” -  w 32 powiatach nie funkcjonowała żadna tego typu placówka.

Przybyło wprawdzie ośrodków dysponujących miejscami całodobowymi (wzrost z 28 w 2016 r. do 33 a w 2018 r.),  ale rozwój bazy miejsc należy uznać za niewystarczający i nierównomierny. W województwach: lubelskim, kujawsko-pomorskim, opolskim, podkarpackim, pomorskim i zachodniopomorskim nie było w ogóle miejsc całodobowych. Obniżył się też, liczony dla całego kraju, stopień zaspokojenia potrzeb w zakresie korzystania z usług środowiskowych domów samopomocy. Na koniec 2018 r. wyniósł on 73,4%  - w 2016 r.  79,2%.

Liczba osób korzystających ze środowiskowych domów samopomocy zwiększyła się z 31 345 w 2016 r. do 33 716 w 2018 r. Wobec oszacowanej przez MRPiPS liczby 37 tys. osób kwalifikujących się do wsparcia, w całej Polsce brakuje 6835 miejsc. Rozpoznanie przez wojewodów i samorządy potrzeb w tym zakresie było niepełne.

Diagnozy potrzeb dokonywano bowiem głównie na podstawie informacji od samorządów, składanych przy okazji wnioskowania o środki finansowe, oraz ośrodków pomocy społecznej. Rzadko korzystano z dostępnych źródeł danych, w tym np. danych medycznych z Narodowego Funduszu Zdrowia, powiatowych zespołów ds. orzekania o niepełnosprawności, powiatowych urzędów pracy, lokalnych poradni zdrowia psychicznego, poradni psychologiczno-pedagogicznych, placówek oświatowych.

Wnioski RPO

W ocenie RPO poprawa sytuacji wymaga działań ustawodawczych oraz ujednolicenia modelu szacowania skali potrzeb co do dostępu do środowiskowych domów samopomocy.

Są one ostatnim ogniwem dziennego wsparcia systemu opieki społecznej. - Nie powinna istnieć sytuacja, gdy osoba potrzebująca jest takiego wsparcia pozbawiona – wskazuje RPO.

Szacowanie potrzeb ma zatem niebagatelne znaczenie, gdyż kompleksowo przeprowadzone pozwala na wyeliminowanie ryzyka pominięcia, już na etapie identyfikacji, grupy osób potencjalnie zainteresowanych tą formą pomocy.

Zasadne wydaje się więc dokonanie ogólnokrajowej analizy, zarówno w aspekcie dostępności środowiskowych domów, jak i oszacowania skali potrzeb. Do tego jest zaś konieczne wskazanie przez MRPiPS ujednoliconego katalogu źródeł danych, z których będą korzystały jednostki szacujące potrzeby.

Z danych NIK wynika, że wojewodowie w sposób niejednolity ustalali aktualną liczbę osób korzystających z usług w środowiskowych domach samopomocy - od czego zależy wysokość dotacji  z budżetu państwa na bieżące koszty placówek. Rozbieżność polegała na tym, że część wojewodów uzależniała kwotę dotacji nie tylko od liczby osób mających aktualne skierowanie, ale również od rzeczywistego uczestnictwa tych osób w oferowanych zajęciach.

W 2010 r. resort polityki społecznej zdefiniował, że przez „aktualną liczbę osób korzystających z usług w ośrodkach” rozumie się tych, którzy mają decyzje kierujące do domu samopomocy według stanu na koniec miesiąca poprzedzającego miesiąc, na który ustalana jest dotacja. Nie doprecyzowano jednak, czy korzystanie z ośrodka musi być uzależnione od faktycznego uczestnictwa w zajęciach.

W celu ujednolicenia zasad dotacji z budżetu na funkcjonowanie środowiskowych domów samopomocy konieczne wydaje się dookreślenie pojęcia „aktualna liczba osób korzystających z usług w ośrodkach”. 

RPO przypomina, że ratyfikowana przez Polskę Konwencja ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami daje im wszystkim prawo do życia w społeczności i do dokonywania wyborów na równi z innymi obywatelami. Państwa-strony podejmą zaś skuteczne i stosowne działania, aby ułatwić osobom z niepełnosprawnością korzystanie z tego o prawa oraz ich pełną integrację i uczestnictwo w życiu społecznym.

Konwencja gwarantuje im dostęp do szerokiego zakresu usług wspierających funkcjonowanie w środowisku domowym, lokalnym i innym, w tym indywidualnej opieki koniecznej do życia i integracji w społeczeństwie i zapobiegającej izolacji i segregacji, a ogólnie dostępne usługi i obiekty będą dostępne na równych zasadach i dostosowane do ich potrzeb.

W myśl Konwencji dyskryminacja ze względu na niepełnosprawność oznacza wszelkie formy różnicowania, wykluczania lub ograniczania ze względu na niepełnosprawność, których celem lub wynikiem jest utrudnienie lub uniemożliwienie uznania, korzystania lub egzekwowania wszelkich praw człowieka i fundamentalnych swobód, na równych zasadach z innymi obywatelami, w sferze politycznej, gospodarczej, społecznej, kulturowej, obywatelskiej i innej.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marlenę Maląg o podjęcie stosownych działań prawodawczych.

III.7065.279.2019

"Kajdanki to nie ułatwienie dla policji". O ich nadużywaniu w konwojach i na komisariatach RPO pisze do MSWiA

Data: 2020-01-22
  • Policja nadużywa prewencyjnego stosowania kajdanek wobec zatrzymanych, zarówno podczas ich konwojowania jak i przesłuchań – alarmuje RPO
  • Niemal wszystkie osoby doprowadzane do jednostek policji mają ręce skute z tyłu – tymczasem prewencyjnie kajdanki można zakładać tylko z przodu
  • Wątpliwości budzi także zakładanie tzw. kajdanek zespolonych (na ręce i nogi) nieletnim konwojowanym do placówek wychowawczych
  • Rzecznik zna takie przypadki wobec nieletniej w 3. miesiącu ciąży. Inna nieletnia miała je przez 9 godzin  

Przepisy upoważniają policjantów do stosowania środków przymusu bezpośredniego, w tym kajdanek. Zanim jednak funkcjonariusze po nie sięgną, powinni użyć innych metod osiągnięcia właściwej reakcji osób, które mimo wezwania nie stosują się do przepisów prawa. Dlatego kajdanki nie powinny być stosowane przez policję jako ułatwienie i stosowane rutynowo czy „na wszelki wypadek”.  Decyzję o ich użyciu zawsze powinna poprzedzać zindywidualizowana ocena zasadności tego środka wobec danej osoby.

Inne zachowanie policjantów można interpretować jako przykład manifestacji siły państwa wobec jednostki, do czego nie powinno dochodzić w demokratycznym państwie prawa.

Rzecznik Praw Obywatelskich od 2008 r. sprawuje funkcję krajowego mechanizmu prewencji tortur. To instytucja przeciwdziałająca torturom w rozumieniu Protokołu fakultatywnego do Konwencji ONZ w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. KMPT podejmuje działania w celu eliminacji ryzyka tortur lub nieludzkiego albo poniżającego traktowania. 

KMPT jest uprawniony do regularnego sprawdzania sposobu traktowania osób pozbawionych wolności w miejscach zatrzymań. Wizytując je, eksperci KMPT od dłuższego czasu obserwują niepokojącą praktykę, polegającą na nadużywaniu przez funkcjonariuszy policji prewencyjnego stosowania kajdanek wobec osób zatrzymanych. Odnosi się to zarówno do ich konwojowania, jak i prowadzenia w komisariatach przesłuchań lub tzw. wstępnych rozpytań.

Założenie kajdanek - co mówi prawo?

Zarówno ustawa o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, jak i ustawa o Policji, upoważniają funkcjonariuszy do stosowania środków przymusu bezpośredniego, w tym kajdanek. Muszą jednak być przy tym spełnione trzy podstawowe zasady ich użycia:. 

  • Zasada subsydiarności wyznacza granicę stosowania tych środków, którą powinno być osiągnięcie zamierzonego celu. Przymus powinien być  obligatoryjnie poprzedzony użyciem innych metod wyegzekwowania pożądanej reakcji osób nie stosujących się do przepisów, mimo wezwania funkcjonariuszy. Ma to tez zapobiegać zbyt długiemu i nieuzasadnionemu stosowaniu tych środków.
  • Zasada proporcjonalności każdorazowo obliguje funkcjonariuszy do oceny okoliczności oraz dynamiki danego zdarzenia. Ich decyzje i zachowania  powinny cechować się racjonalnością, obiektywizmem i indywidualnym podejściem do każdej osoby. Ma to powstrzymywać przed schematycznym i rutynowym stosowaniem tych środków.
  • Zasada minimalizacji szkód odnosi się do najważniejszych wartości: poszanowania ludzkiego życia, zdrowia oraz przyrodzonej i niezbywalnej godności osobistej. Jeżeli środki przymusu okażą się niezbędne, winny być dostosowane do okoliczności zdarzenia oraz osoby (wiek, płeć, stan zdrowia). Ustawa nakazuje, że wobec kobiety w widocznej ciąży, małoletnich do 13. roku życia oraz osoby o widocznej niepełnosprawności można użyć wyłącznie siły fizycznej w postaci technik obezwładnienia.

Stosowanie kajdanek wobec nieletnich

Ustalenia KMPT wskazują jednak, że te zasady nie są w praktyce przestrzegane. Z raportów powizytacyjnych KMPT w młodzieżowych ośrodkach wychowawczych z dwóch ostatnich lat wynika, że zasadą jest konwojowanie nieletnich do tych placówek w kajdankach. A ustawa o środkach przymusu mówi jedynie o możliwości - a nie obowiązku - ich użycia. Stosowanie kajdanek wobec nieletnich jest w praktyce uzasadniane głównie aspektem prewencyjnym. W większości przypadków jednak nieletni, wobec których stosowane były kajdanki, nie byli agresywni i wykonywali polecenia policji.

W ocenie RPO rutynowe stosowanie kajdanek wobec nieletnich, których zachowanie nie uzasadnia prewencyjnego ich użycia, jest nie tylko nadużyciem, ale także poniżającym traktowaniem takich osób, w rozumieniu artykułu 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Nieletni informowali bowiem pracowników KMPT, że policjanci odmawiali im odstąpienia od stosowania kajdanek lub też ich rozluźnienia. Funkcjonariusze rozkuwali ich przeważnie nie zaraz po przybyciu do placówki, lecz dopiero na wyraźny apel wychowawcy ośrodka.

Pracownicy KMPT znają przypadki, gdy wychowankom zakładano kajdanki zespolone na czas transportu, mimo że znajdowali się w policyjnych furgonetkach i pod nadzorem funkcjonariuszy. Stosowano je np.  wobec nieletniej w 3. miesiącu ciąży. W przypadku innej nieletniej kajdanki stosowano przez 9 godzin. Kolejny nieletni musiał - zakuty w kajdanki zespolone - wejść na piętro w budynku, dodatkowo trzymając dwie torby z ubraniami.

- Czy nieletni doprowadzani do młodzieżowych ośrodków wychowawczych powinni być stawiani przez funkcjonariuszy na równi z członkami zorganizowanych grup przestępczych, wobec których oddziały antyterrorystyczne policji stosują zazwyczaj ten właśnie środek przymusu bezpośredniego? Czy kajdanki zespolone są środkiem współmiernym zarówno do okoliczności w których realizowany jest konwój, jak i uwarunkowań psychiczno-fizycznych osoby doprowadzanej do ośrodka wychowawczego? – pyta Adam Bodnar.

Według niego użycie kajdanek zespolonych wobec nieletnich jest nie tylko nieproporcjonalne, lecz przede wszystkim stygmatyzujące, a wręcz traumatyzujące dla młodego człowieka.

Profilaktyczne stosowanie kajdanek w czasie transportu krytykuje również Europejski Komitet ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu i Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT). W jego ocenie kajdanki nie powinny być stosowane jako zasada w czasie transportu - najlepiej, by konwojowani byli przewożeni w bezpiecznych furgonetkach.

Kajdanki podczas konwojów i przesłuchań 

Do podobnych wniosków prowadzi też analiza raportów KMPT z wizytacji komisariatów i pomieszczeń dla zatrzymanych w całej Polsce. Większość konwojów i doprowadzeń odbywa się przy użyciu kajdanek stosowanych prewencyjnie. Niemal wszystkie osoby doprowadzane do miejsc zatrzymań mają jednak ręce skute z tyłu.

Eksperci KMPT byli świadkami, gdy kajdanki takie miała osoba zatrzymana, do której na wniosek KMPT wezwano karetkę pogotowia ze względu na złe samopoczucie. Mimo dyskomfortu, a nawet zagrożenia zdrowia lub życia, funkcjonariusze podjęli decyzję o założeniu jej kajdanek z tyłu.

Jest to wprawdzie zgodne z ustawą o środkach przymusu, ale co do prewencyjnego użycia kajdanek ustawodawca wskazał wyraźnie, że kajdanki można założyć na ręce trzymane z przodu. W zdecydowanej większości przypadków zapinania kajdanek z tyłu środek ten nie jest już zatem prewencyjny.

Inną niepokojącą praktyką są przypadki zakładania kajdanek podczas rozpytań czy przesłuchań w komisariatach. Rodzi się ponownie pytanie, czy przebywanie w placówce policji i pod nadzorem funkcjonariuszy wymaga każdorazowo stosowania dodatkowej opresji w postaci kajdanek – podkreśla RPO.

Standardy międzynarodowe i zasady etyki

Zarówno Reguły Mandeli, jak i Europejskie Reguły Więzienne, jasno wskazują, że zabronione jest stosowanie łańcuchów, kajdan lub innych środków przymusu, które są z natury poniżające lub bolesne. Inne środki przymusu będą stosowane wyłącznie, gdy zezwala na to prawo oraz w konkretnych okolicznościach, m.in. jako zabezpieczenie przed ucieczką w czasie transportu, pod warunkiem, że zostaną one usunięte na czas, gdy więzień (w tym wypadku zatrzymany) staje przed organami sądowymi lub administracyjnymi.

Także CPT zwraca uwagę, że nie ma usprawiedliwienia dla stosowania kajdanek, gdy podejrzany jest przesłuchiwany. Kajdanki nie powinny być stosowane jako ułatwienie dla funkcjonariuszy. Tego typu zachowanie policjantów można interpretować jako przykład manifestacji siły państwa wobec jednostki, do którego nie powinno dochodzić w demokratycznym państwie prawa.

Podane argumenty co do zindywidualizowanej oceny stosowania kajdanek wobec zatrzymanych KMPT podnosi w swych raportach powizytacyjnych. W odpowiedzi policjanci informują, że skoro przepisy zezwalają na używanie tego typu środków, to nie widzą oni potrzeby zmiany stosowanej praktyki. - W mojej ocenie zgadzają się tym samym na brak indywidualnego podejścia do osoby zatrzymanej – ocenia Adam Bodnar.

Postawa funkcjonariuszy w opisanych przypadkach jest tym bardziej niezrozumiała, że zgodnie z ustawą o Policji mają oni obowiązek respektowania godności ludzkiej oraz przestrzegania i ochrony praw człowieka. Zarządzenie Komendanta Głównego Policji w sprawie zasad etyki zawodowej policjanta wskazuje zaś, że we wszystkich swoich działaniach ma on obowiązek poszanowania godności ludzkiej oraz przestrzegania i ochrony praw człowieka. Wyrażają się to w szczególności respektowaniem prawa każdego człowieka do życia oraz zakazem inicjowania, stosowania i tolerowania tortur bądź nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania.

O odniesienie się do całego problemu Adam Bodnar zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego.

KMP.570.29.2019

 

Nie ma wzorów pouczeń dla obywateli w nowej procedurze cywilnej. Wystąpienie Rzecznika do MS

Data: 2020-01-16
  • 7 listopada 2019 r. weszła w życie obszerna nowelizacja procedury cywilnej. Obywatele nie dostali jednak nowych wzorów pouczeń, choć większość ich spraw toczy się według nowych przepisów
  • RPO ma wątpliwości co do odległego terminu przygotowania przez resort sprawiedliwości wzoru tych pouczeń  
  • Do tego czasu będą one uzależnione od praktyki danego sądu. To zaś wiąże się z istotnymi rozbieżnościami i może negatywnie wpływać na prawa obywateli
  • A Polska przegrywała już procesy przed Trybunałem w Strasburgu, bo sądy nie udzielały obywatelom odpowiednich pouczeń

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o jak najszybsze zakończenie prac nad rozporządzeniem w sprawie określenia wzorów tych pouczeń co do czynności procesowych, udzielanych  stronom i uczestnikom postępowania sądowego.

Nowelizacja a wzory pouczeń

Nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw z 4 lipca 2019 r. ma fundamentalne znaczenie dla praw i wolności obywatelskich. Dookreśla bowiem na poziomie ustawy sposób realizacji konstytucyjnego prawa do sądu. Jednym z jej założeń jest ustandaryzowanie pouczeń. Co do zasady jest to zgodne ze standardami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i wcześniejszymi postulatami Rzecznika wobec resortu.

W poprzednim stanie prawnym RPO zwracał ministrowi uwagę, że Polska przegrywa sprawy przed ETPC, bo sądy nie udzielały odpowiednich pouczeń obywatelom, którzy wytoczyli procesy cywilne - a nie mieli adwokata.

Obywatele ci zostali wezwani przez sąd do uzupełnienia braków apelacji – przez złożenie ich odpisów. Nie zachowali jednak ich kopii, a nie byli w stanie odtworzyć tego z pamięci. W efekcie apelacje odrzucono. A wszystko dlatego, że pouczając ich wcześniej o terminie i sposobie wniesienia apelacji, sąd nie poinformował, że należy je złożyć w dwóch odpisach.

Udzielanie prawidłowo sformułowanych pouczeń - przy zapewnieniu komunikatywności przekazu - jest zatem wyjątkowo istotne z punktu widzenia gwarancji procesowych i konstytucyjnego prawa do sądu.

Dlatego Rzecznik z uznaniem przyjął deklarację z pisma z sierpnia 2019 r. wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła o przygotowaniu wzorów takich pouczeń w sposób zrozumiały, szczególnie dla osób niebędących prawnikami i przy współpracy z naukowcami zajmującymi się dostosowaniem języków fachowych do języka powszechnie stosowanego i rozumianego.

RPO: mogą ucierpieć obywatele

Rzecznik jest jednak zaniepokojony informacjami o zaledwie wstępnym etapie prac nad rozporządzeniem, w którym minister określi wzory tych pouczeń. Nowelizacja przewiduje dla tego aktu dwunastomiesięczną vacatio legis. Oznacza to, że rozporządzenie może zostać wydane dopiero w sierpniu 2020 r.

- Zważywszy na wyjątkową obszerność nowelizacji i jej gruntowny charakter, optymalnym rozwiązaniem byłaby sytuacja, gdyby wzory pouczeń były gotowe już w dniu wejścia w życie pierwszych zmienianych przepisów – uważa RPO.

Jest to tym bardziej istotne, że nowe przepisy stosuje się do większości spraw wszczętych jeszcze przed 7 listopada 2019 r. Strony i uczestnicy postępowań cywilnych znaleźli się zatem w nowej rzeczywistości proceduralnej. Nie otrzymali jednak pouczeń przewidzianych w założeniach nowelizacji, gwarantujących odpowiednią ochronę ich praw procesowych.

Oznacza to, że treść, zakres oraz forma pouczeń - do czasu wydania rozporządzenia - uzależniona będzie od praktyki w danym sądzie. A to niestety wiąże się z powstawaniem istotnych rozbieżności i może negatywnie wpływać na sytuację procesową stron.

Niestety, zakres i charakter nowelizacji oraz rozwiązania przejściowe powodują  omyłki w udzielanych stronom pouczeniach – co Rzecznik dostrzega już w prowadzonych przez siebie sprawach.

Największe trudności w stosowaniu nowego prawa zawsze uwidaczniają się w pierwszych miesiącach jego obowiązywania. Odpowiednie pouczenia (bądź wytyczne dla ich sporządzenia) są więc najbardziej potrzebne właśnie wtedy. A to przede wszystkim resort sprawiedliwości – jako inicjator całej nowelizacji - powinien był opracować na czas wzory pouczeń do wykorzystania przez sądy i samych obywateli. Realizacja tego obowiązku nie może polegać na oczekiwaniu, aż wzory pouczeń ukształtują się w praktyce poszczególnych sądów, a dopiero po tym zostaną ujednolicone w rozporządzeniu.

Problem niewłaściwej realizacji obowiązków informacyjnych sądu był widoczny już na gruncie poprzednich przepisów. Potwierdziły to wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który stwierdził naruszenie art. 6 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (wyrok z 28 marca 2019 r. w sprawie Adamkowski przeciwko Polsce, skarga nr 57814/12, wyrok z 11 października 2018 r. w sprawie Parol przeciwko Polsce, skarga nr 65379/13).

Nowelizacja procedury cywilnej może zatem przyczynić się do pogłębienia tego problemu - jeśli opracowanie wzorów pouczeń nastąpi dopiero po wielu miesiącach obowiązywania nowych przepisów.

Co istotne także sama nowelizacja kładzie nacisk na udzielanie pouczeń. W jednym z przepisów przesądza nawet, że określone wady w doręczeniu pouczenia oznaczają pozbawienie strony możności obrony praw - co może skutkować nieważnością postępowania. Oznacza to, że skutki nieprawidłowych pouczeń w obecnym stanie prawnym mogą być bardzo daleko idące.

Dlatego Rzecznik za konieczne uznaje jak najszybsze zakończenie prac nad rozporządzeniem w sprawie określenia wzorów pouczeń. Jednocześnie niezbędne byłoby skrócenie 12-miesięcznego okresu vacatio legis.

Zastępca Rzecznika Stanisław Trociuk zwrócił się w tej sprawie do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

IV.510.50.2019

Uczmy porządnie o sprawach klimatu: RPO pisze do MEN

Data: 2020-01-13
  • RPO wystąpił do MEN o wprowadzenia do szkół specjalnego programu zajęć na temat zmian klimatycznych i sposobów przeciwdziałania ich skutkom.
  • Program ten powinien być oparty na najnowszych ustaleniach naukowych oraz skonstruowany w sposób zachęcający nauczycieli i uczniów do innowacyjności.
  • Przekazanie młodym ludziom wiedzy na temat sposobów zahamowania negatywnych zmian klimatycznych powinno być potraktowane przez szkoły jako jedno z najpilniejszych zadań.
  • RPO przypomina aktywność młodych ludzi w obronie klimatu i ustalenia grudniowego Kongresu Praw Obywatelskich, w którym uczestniczył światowej sławy ekspert prof. Philip Alston, specjalny sprawozdawca ONZ ds. Praw Człowieka i Skrajnego Ubóstwa, autor raportu klimatycznego i sformułowania „klimatyczny apartheid”.

Adam Bodnar napisał do ministra Dariusza Piontkowskiego w związku z licznymi wystąpieniami naukowymi na temat zagrożeń wynikających z postępujących zmian klimatu.

Rzecznik Praw Obywatelskich dostrzega silny związek pomiędzy kryzysem klimatycznym a prawami człowieka i obywatela, do ochrony których został powołany. Na uwagę zasługuje zwłaszcza przyszła sytuacja dzieci i osób starszych, które mogą zostać szczególnie dotknięte skutkami podwyższenia średniej temperatury na ziemi i pogorszenia się stanu środowiska naturalnego.

W podnoszeniu świadomości i szerzeniu wiedzy najważniejszą rolę spełniają szkoły. Analiza obecnych podstaw programowych wykazała, że uczniowie na wszystkich etapach edukacyjnych realizują zagadnienia z zakresu edukacji ekologicznej. W wielu szkołach wdrażane są innowacje i projekty dotyczące ekologii oraz rozwijana jest odpowiedzialności uczniów za wspólne dobro.

Wydaje się jednak, że rozproszenie treści po kilku przedmiotach, a także brak czasu na ich szczegółowe omówienie i praktyczne zastosowanie nie pozwala uczniom na wystarczające zapoznanie się z tematem. Nie daje również możliwości kształcenia kompetencji, które pozwalałyby na sprostanie obecnym i przyszłym wyzwaniom.

Przykłady aktywności ludzi młodych, takich jak powstanie Młodzieżowego Strajku Klimatycznego dowodzą, że jest to dla nich temat ważny. Podejmowane przez nich działania pokazują, że młodzi ludzie nie chcą biernie oczekiwać na rozwój scenariusza, który przewiduje dotkliwe klęski żywiołowe, niedobory wody i żywności, wymuszone migracje oraz poważne konflikty. Wzywają rządzących do okazania odpowiedzialności, odwagi i ambicji, by wprowadzili w życie stosowne rozwiązania, mogące zapewnić przyszłym pokoleniom dobre warunki do życia i rozwoju. Uważam, że odpowiadając na te potrzeby, szkoła mogłaby w większym stopniu stanowić platformę do prowadzenia debaty, poszerzania wiedzy i poszukiwania rozwiązań.

Profesor Philip Alston, specjalny sprawozdawca ONZ ds. Praw Człowieka i Skrajnego Ubóstwa, sformułował pogląd, że możemy stać się świadkami tzw. apartheidu klimatycznego - wykluczenia biedniejszych mieszkańców planety z możliwości uchronienia się przed konsekwencjami zmiany klimatu. Zagrożone jest nie tylko prawo człowieka do czystego środowiska, ale wręcz jego przeżycie. Katastrofa klimatyczna to także ogromne ryzyko dla porządku demokratycznego z uwagi na wzrost biedy i nierówności. Konieczne jest zatem ciągłe podkreślanie potrzeby solidarności z ludźmi mieszkającymi w innych regionach świata. Wobec narażenia uczniów na kontakt z wieloma nieprawdziwymi informacjami w internecie, dostrzegam tu szczególnie istotną rolę nauczycieli, którzy mogliby pomóc uczniom dotrzeć do rzetelnych i sprawdzonych materiałów.

VII.7037.211.2019

RPO kwestionuje niejasne przepisy ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii

Data: 2020-01-10
  • Obywatele skarżą się na niejasne sformułowania ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii
  • Chodzi o zwrot „konsumpcja środków odurzających” oraz pojęcia „naczynie” i „przyrządy” służące do nielegalnego wytwarzania narkotyków
  • RPO podkreśla, że przepisy powodujące odpowiedzialność karną muszą być klarowne i precyzyjne
  • Tymczasem niejasności te prowadzą do rozbieżnych interpretacji prawa przez sądy - w efekcie czego dochodzi do nierównego traktowania obywateli

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego w sprawie budzących niejasności sformułowań ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. A sprawy narkotykowe często dotyczą bardzo młodych ludzi.

Zaniepokojenie RPO wywołał artykuł 54 ust. 1 i 2 pkt 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Stanowi on, że:

1. Kto wyrabia, posiada, przechowuje, zbywa lub nabywa przyrządy, jeżeli z okoliczności wynika, że służą one lub są przeznaczone do niedozwolonego wytwarzania, przetwarzania lub przerobu środków odurzających, substancji psychotropowych lub nowych substancji psychoaktywnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

2. Tej samej karze podlega, kto:

1) przystosowuje do niedozwolonego wytwarzania, przetwarzania, przerobu lub konsumpcji środków odurzających, substancji psychotropowych lub nowych substancji psychoaktywnych naczynia i przyrządy, choćby były wytworzone w innym celu.

„Konsumpcja środków odurzających” – co ustawodawca miał na myśli?

RPO zwraca uwagę, że pojęcie „konsumpcji środków odurzających” nie jest nigdzie w ustawie zdefiniowane. Doktryna prawa uznaje, że pojęcie to należy uznać za równoznaczne ze zdefiniowanym w art. 4 pkt 31 "używaniem" środka odurzającego. W ocenie Rzecznika jest to jednak nadmierne uproszczenie: nie należy utożsamiać "konsumpcji" z "używaniem". Zgodnie z zasadami tworzenia przepisów prawa, do oznaczenia jednakowych pojęć używa się jednakowych określeń, a zatem różnym terminom należy nadawać różne znaczenia.

Stwierdzenie, jakie czynności mieszczą się w "nielegalnej konsumpcji" może więc nastręczać znaczne trudności. Tymczasem jako element przepisu determinującego odpowiedzialność karną jednostki termin ten powinien cechować się szczególną klarownością i precyzyjnością, zgodnie z konstytucyjną zasadą nullum crimen sine lege certa (art. 42 ust. 1 Konstytucji).

Nawet, jeśliby przyjąć interpretację, że konsumpcja to synonim używania narkotyków, trzeba zauważyć, że nie istnieje przepis prawa, który by tego zakazywał. Ukarać można za posiadanie narkotyków (art. 62 i 62b ustawy) - nie zaś za ich używanie.

Zazwyczaj posiadanie będzie konieczne dla możliwości używania, jeśli sprawca posiada narkotyki na własny użytek. Możliwe są  jednak także sytuacje, gdy ktoś używa narkotyku, lecz go nie posiada. Następuje to np., gdy posiadacz narkotyku częstuje inną osobę. Częstujący nie zawsze robi to z zamiarem wyzbycia się władztwa nad porcją narkotyku (np. pozwala innej osobie zaciągnąć się tzw. „skrętem” lub ze swojej fajki wodnej), a zatem nie musi jednocześnie tracić posiadania.

Dlatego RPO wnosi o wykreślenie z tego artykułu ustawy odwołania do "konsumpcji" jako tzw. pustej normy.

„Przyrządy” i „naczynia” – kolejna niejasność ustawy

Definicja „naczynia” jest kolejnym problematycznym aspektem art. 54. Jego ustęp pierwszy penalizuje „wyrabianie, posiadanie, przechowywanie, zbywanie lub nabywanie przyrządów”, a ustęp drugi wprowadza karalność odnoszącą się do „naczyń i przyrządów”. Ustawodawca rozróżnił więc „naczynia” i „przyrządy”. Zrobił to jednak tylko w jednym ustępie tego samego artykułu.

Dochodzi zatem do paradoksalnej sytuacji, w której przystosowanie do niedozwolonego wytwarzania, przetwarzania lub przerobu narkotyków naczyń codziennego użytku podlega karze. Chodzi o sytuacje np. domowego wytwarzania fajki wodnej z butelki z dziurą. Tymczasem wyrabianie naczyń szczególnie przeznaczonych do używania narkotyków nie jest karalne (art. 54 ust. 1 nie wymienia naczyń).

Wątpliwości interpretacyjne pogłębia spójnik „i” („naczynia i przyrządy”). Zgodnie z zasadami logiki prawniczej, oznaczać to powinno, że aby podlegać odpowiedzialności karnej z tego przepisu, sprawca musi przystosowywać i przyrządy, i naczynia. Gdyby zamiarem ustawodawcy była karalność jedynie przystosowania naczynia albo jedynie przyrządów, powinien był posłużyć się spójnikiem „lub”.

Wszystko to powoduje istotne wątpliwości i problemy interpretacyjne. A to musi prowadzić do różnego rozumienia zakresu penalizacji przez sądy, a w konsekwencji - nierównego traktowania obywateli.

Takie rozbieżności nie znajdują uzasadnienia z punktu widzenia celowości prawa. Wydaje się to konsekwencją wadliwej redakcji normy prawnej. 

Dlatego Rzecznik za wskazane uznaje zmianę przepisu, tak aby penalizacja na podstawie obu norm obejmowała czyny zarówno związane z "naczyniami", jak i "przyrządami".

RPO zwrócił się do resortu zdrowia o rozważenie podjęcia inicjatywy ustawodawczej zmierzającej do nowelizacji ustawy w opisywanym zakresie.

II.510.1332.2019

Prokuratorka chce wrócić do służby po wyroku TSUE. Interwencja Rzecznika w MS

Data: 2020-01-09
  • Prokuratorka, przeniesiona według wcześniejszych przepisów w stan spoczynku po ukończeniu 60. roku życia, chce wrócić do służby
  • Powołuje się na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 5 listopada 2019 r., kwestionujący przepisy, na których podstawie przeszła w stan spoczynku
  • W ocenie Rzecznika przy wykonaniu wyroku TSUE należy uwzględnić taką sprawę - aby uniknąć ryzyka odpowiedzialności odszkodowawczej   

Prokuratorka poskarżyła się Rzecznikowi Praw Obywatelskich na niemożność powrotu do służby. 22 maja 2018 r. została ona przeniesiona w stan spoczynku w związku z ukończeniem 60. roku życia.

Jednym ze stosowanych w jej sprawie ówczesnych przepisów była regulacja, że prokurator może nadal zajmować stanowisko po ukończeniu 60. roku życia – kobieta, a 65. roku - mężczyzna, jeżeli Prokurator Generalny się na to zgodzi. Kobieta złożyła jednak odpowiedni wniosek zbyt późno (trzeba było go składać pół roku przed ukończeniem 60 roku życia). Wobec braku decyzji Prokuratora Generalnego odwołanie skarżącej zostało odrzucone przez Sąd Najwyższy w styczniu 2019 r.

Skarżąca zakładała, że obowiązujący od 23 maja 2018 r. (następnego dnia po ukończeniu przez nią 60. roku życia) nowy przepis - zgodnie z którym i kobieta, i mężczyzna przechodzą w stan spoczynku z ukończeniem 65. roku życia - ureguluje w przepisach przejściowych możliwość jej powrotu do czynnej służby.

Wprowadzająca tę zmianę nowela kilku ustaw z 12 kwietnia 2018 r. nie zawierała jednak żadnych przepisów przejściowych dotyczących kwestii powrotu do obowiązków prokuratora lub sędziego przez kobiety, które przeszły w stan spoczynku z powodu ukończenia 60. roku życia i z różnych przyczyn nie skorzystały z możliwości kontynuowania aktywności zawodowej na podstawie odrębnej procedury. Przepisy dostosowano wtedy do jednolicie określonego dla kobiet i mężczyzn wieku przechodzenia przez prokuratorów w stan spoczynku w dniu ukończenia 65. roku życia.

Ostatecznie skarżąca upatruje możliwość powrotu do pełnienia obowiązków  w związku z wyrokiem TSUE z 5 listopada 2019 r. (sprawa C-192/18). Trybunał w składzie Wielkiej Izby uwzględnił wówczas skargę o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego wniesioną przez Komisję Europejską przeciwko Polsce.

TSUE stwierdził, że nasze państwo uchybiło zobowiązaniom ciążącym na nim na mocy prawa Unii Europejskiej. Polegało to z jednej strony na wprowadzeniu odmiennego wieku przejścia w stan spoczynku dla kobiet i mężczyzn zajmujących stanowiska sędziów i prokuratorów, z drugiej - na obniżeniu wieku przejścia w stan spoczynku mającego zastosowanie do sędziów, z jednoczesnym przyznaniem ministrowi sprawiedliwości uprawnienia do decydowania o przedłużeniu okresu czynnej służby tych sędziów. TSUE odrzucił argument Polski, że przewidziane w ten sposób różnice między sędziami obu płci co do wieku przejścia w stan spoczynku stanowią środek pozytywnej dyskryminacji.

- W ramach analizy sposobu wykonania przez Polskę tego wyroku konieczne wydaje się także rozważenie wyżej przedstawionego problemu w celu uniknięcia możliwości odpowiedzialności odszkodowawczej za wprowadzenie stanu prawnego niezgodnego z prawem unijnym – napisał zastępca RPO Stanisław Trociuk do ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

Zastępca RPO spytał o analizę sposobu uregulowania tej kwestii z uwzględnieniem skutków wyroku TSUE. Poprosił także o informacje, czy z podobnymi skargami występowały inne osoby zajmujące stanowiska sędziów i prokuratorów.

III.7060.155.2019

Szef TAI i szef KRRiT o materiałach TVP o Gdańsku i prezydent Dulkiewicz

Data: 2020-01-03
  • Wiadomości TVP nic nie wiedzą o tym, jakoby ich materiały mogły doprowadzić do wzrostu nienawistnych listów i obelg pod adresem prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz – poinformował szef programu Jarosław Olechowski.
  • Do TVP nie nadeszły żadne sygnały dotyczące listów z takimi groźbami czy też obelgami a informacje podane przez innych dziennikarzy to za mało, żeby uznać, że taki fakt miał miejsce.
  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyjęła jego stanowisko i na tym zakończyła postępowanie zapoczątkowane wnioskiem Rzecznika Praw Obywatelskich.

RPO zaniepokoiły informacje w mediach, że prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, następczyni zamordowanego w styczniu 2019 r. prezydenta Pawła Adamowicza, dostaje coraz więcej nienawistnych listów, gróźb i obelg, i że ma to związek za każdym razem z materiałami emitowanymi na temat władz Gdańska przez Wiadomości TVP. W sierpniu napisał do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z prośbą o sprawdzenie działania publicznego nadawcy.

Odpowiedź przyszła do Biura RPO 3 stycznia 2020 r. Wynika z niej, że reagując na pytanie RPO Krajowa Rada przesłała pytanie do TVP, ta zaś zapytała o zdanie dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosława Olechowskiego. Jego odpowiedź z 6 września władze TVP przekazały następnie do KRRiT, a ta odesłała ją Rzecznikowi 31 grudnia z informacją przewodniczącego Rady Witolda Kołodziejskiego, że „przeprowadzona analiza pozwoliła KRRiT na przyjęcie przedstawionego przez nadawcę stanowiska”.

W stanowisku tym Jarosław Olechowski wykazuje, że

  • materiały telewizyjne dotyczące polityki władz miasta Gdańska wpisują się w realizację misji publicznej Telewizji Polskiej, która oferuje, na zasadach określonych w ustawie, o radiofonii i telewizji całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.
  • Telewizja publiczna nie może ignorować sygnałów opinii społecznej, która jest niezadowolona z proniemieckiej polityki, jaką realizują obecne władze Gdańska.
  • Dziennikarze Telewizji Polskiej SA dochowują należytej staranności w tworzeniu materiałów telewizyjnych, w tym przestrzegają wszystkich obowiązujących ich norm etycznych i prawnych, a emitowane w TVP materiały telewizyjne również tworzone są zgodnie z przepisami i literą prawa.

Jeśli zaś chodzi o szczegóły, które niepokoiły Rzecznika Praw Obywatelskich, Jarosław Olechowski wyjaśnił, iż:

  • Do TVP nie nadeszły żadne sygnały dotyczące listów z groźbami czy też obelgami kierowanymi pod adresem prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. Informacje podane przez innych dziennikarzy to za mało, żeby uznać, że taki fakt miał miejsce („RPO powołując się na rzekomą treść takich listów nie powołał w piśmie żadnego przykładu potwierdzającego jego twierdzenia powołując się jedynie na doniesienia prasowe” – napisał red. Olechowski)
  • Nie sposób zgodzić się z tezą, iż materiały emitowane w TVP dotyczące polityki prowadzonej przez władze Gdańska przyczyniły się do grożenia i obrażania władz Miasta Gdańska lub miały jakikolwiek związek z tymi groźbami. Tego typu oceny dokonywane przez Rzecznika Praw Obywatelskich uznać należy za zbyt daleko idące.
  • Nie można mówić o szeregu informacji, skoro RPO podaje jedynie dwa przykłady publikacji telewizyjnych odnoszących się do proniemieckiej polityki władz Gdańska
  • Ponadto przykłady materiałów podawanych przez RPO dotyczyły faktów. Jak objaśnia Jarosław Olechowski:
  1. Wyemitowany 24 lipca 2019 r. w materiał „Ataki na kościół po zajściach w Białymstoku" dotyczył [pisownia oryginalna]  „m.in. wykorzystywania przez opozycję tematyki wydarzeń, jakie miały miejsce w ostatnim czasie w Białymstoku, do walki z politykami i kościołem oraz oskarżeń Kościoła Katolickiego w Polsce ze strony zwolenników opozycji o sprzyjanie nazizmowi. W spornym materiale wskazano, jakie reakcje na chuligańskie wybryki podczas marszu w Białymstoku podjął polski rząd oraz przedstawiciele kościoła, jak również wskazano, iż opozycja próbuje stworzyć fałszywy obraz sprzyjania przez polskie władze oraz Kościół Katolicki neofaszyzmowi. który rzekomo rozwija się w Polsce.
    Celem zobrazowania nieprawdziwości powyższych sugestii wskazano na powiązania z Miasta Gdańska, które odwołują się do tradycji państwowości niemieckiej, poprzez symbolikę idei Wolnego Miasta Gdańsk, a które to miasto obecnie zarządzane jest przez przedstawicieli opozycji i których poczynania są akceptowane przez tą opozycję”. Audycja przedstawiała „fakty, które wywołują sprzeciw i odzew społeczny w szczególności w środowiskach narodowych. Przede wszystkim w spornym materiale prasowym zaprezentowano oceny oraz fakty dotyczące dalszego powiązania pomiędzy Gdańskiem a jego historyczną przeszłością, która niewątpliwie ma również związek z neonazistowskimi Niemcami. Opinia publiczna negatywnie ocenia kontynuowanie polityki zarządzania Gdańskiem polegającej na ignorowaniu tych powiązań i nieusuwanie ich z obecnej historii miasta
    ” – pisze red. Olechowski.
  2. Natomiast materiał telewizyjny z 2 sierpnia „dotyczył specustawy podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę, dzięki której na historycznym półwyspie Westerplatte, który przez lata był zaniedbany, będzie można postawić obiekty przypominające legendarną obronę półwyspu przed Niemcami. Specustawa zakłada, że tereny Westerplatte przejdą pod zarząd Skarb Państwa spod zarządu Miasta Gdańska, dzięki czemu powstanie Muzeum Westerplatte i wojny 1939 r. 
    W spornym materiale wskazano, iż władze Gdańska z decyzji są niezadowolone i zapowiadają walkę o w/w tereny. W audycji zaprezentowano także wypowiedź Pani Prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz odnoszącą się do zapowiadanych zmian. Ponadto zaprezentowano krytyczne wypowiedzi opinii społecznej odnoszące się do programu obchodów II wojny światowej, w tym o konferencji polsko - niemieckiej przyjaźni, która ma odbyć się w Gdańsku pod patronatem władz tegoż miasta jako jeden z elementów tychże obchodów (…).
    Również opinia publiczna negatywnie reaguje na zaniedbania terenów historycznych, którymi zarządzają władze Gdańska, w tym terenem półwyspu Westerplatte
    ” – stwierdza Olechowski.

30 przykładów spraw motywowanych nienawiścią. RPO upomina się u Zbigniewa Ziobry o ocenę postępowań prokuratorów

Data: 2020-01-03
  • RPO wystąpił do Prokuratora Generalnego o informacje statystyczne dotyczące spraw o przestępstwa popełnione z pobudek rasistowskich, antysemickich lub ksenofobicznych prowadzonych w 2018 roku oraz w I połowie roku 2019. Poprosił też o wskazanie, czy i kiedy wyciąg z takiej informacji statystycznej zostanie podany do wiadomości publicznej.
  • RPO przypomina, że od roku nie doczekał się precyzyjnej odpowiedzi na pytania, jak Prokuratura Generalne ocenia działania podległych jednostek w 30 konkretnych sprawach dotyczących przestępstw motywowanych nienawiścią i uprzedzeniami.
  • Ponawia więc pytanie o to stanowisko, przypominając, że nie chodzi mu o dane ogólne, ale o szczegółowe, dotyczące każdej ze wskazanych spraw.

W styczniu 2019 r. RPO przedstawił Prokuratorowi Generalnemu 30 postępowań prowadzonych przez prokuratury w latach 2015-2019 w sprawach o przestępstwa motywowane nienawiścią. Zdaniem RPO w sprawach tych można było mieć wątpliwość, czy działania organów ścigania były zgodne z zasadą obiektywizmu i obowiązkiem dochowania szczególnej staranności w ujawnianiu nienawistnej motywacji po stronie sprawców. RPO poprosił prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę, by sprawdził, czy postępowania te prowadzone były prawidłowo, i czy wydawane przez prokuratorów postanowienia o umorzeniu, ewentualnie o odmowie wszczęcia śledztwa, znajdują uzasadnienie w przepisach i materiale dowodowym.

Sprawy te dotyczyły przypadków publicznego propagowania rasizmu, ustroju faszystowskiego lub innych ustrojów totalitarnych, publicznego nawoływania do nienawiści i znieważania osób lub całych społeczności z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej bądź wyznaniowej, a także gróźb karanych, kierowanych publicznie wobec określonych osób z powodu ich przynależności politycznej.

Z odpowiedzi z listopada 2019 r. wynika, że w zdecydowanej większości przypadków działania prokuratorów, a także wydawane przez nich postanowienia o umorzeniu bądź odmowie wszczęcia śledztwa, były zdaniem Prokuratora Generalnego prawidłowe. Tylko w niektórych sprawach decyzja merytoryczna kończąca postępowanie podjęta została przedwcześnie. Niestety – zauważa RPO - w odpowiedzi brak jest uzasadnienia dla prezentowanego przez Prokuraturę stanowiska.

Zdaniem RPO Prokurator Generalny nie tylko nie odniósł się merytorycznie do wątpliwości sygnalizowanych przez RPO, ale nawet nie wyjaśnił, czy w ogóle zostały one uwzględnione przy ocenie prawidłowości prowadzonych postępowań. Nie ujawnił również, w których sprawach decyzje prokuratorów okazały się przedwczesne i nie doprecyzował, na czym ich przedwczesność polegała.

Stąd ponowne wystąpienie RPO – tym razem o SZCZEGÓŁOWE informacje o ustaleniach poczynionych przez Prokuraturę podczas analizy KAŻDEJ ze wskazanych w wystąpieniu spraw.

RPO prosi również Prokuraturę o:

  • odniesienie się do jego uwag dotyczących poszczególnych postępowań przygotowawczych,
  • wskazanie, jakie kryteria zostały uwzględnione podczas analizy tych spraw, a w szczególności, czy i jak oceniane było stosowanie przez prokuratorów zasady obiektywizmu i szczególnej staranności w badaniu okoliczności sprawy, a zwłaszcza motywacji działania sprawców.
  • wskazanie, w których konkretnie sprawach decyzje prokuratorów uznane zostały za przedwczesne i co przesądziło o takiej ocenie.

Prawo RPO do występowania do prokuratury o zajęcie się sprawą

RPO polemizuje też z poglądem Prokuratury Generalnej, jakoby prokuratorzy nie byli zobowiązani do wszczynania postępowań przygotowawczych, jeśli wystąpi o to RPO powołując się na art. 14 pkt 5 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich.

RPO z przykrością zauważa, że opinia Prokuratury pozostaje w oczywistej sprzeczności zarówno z doktryną jak i orzecznictwem sądów powszechnych. Jest też niezgodna ze stanowiskiem Komitetu ONZ ds. Eliminacji Dyskryminacji Rasowej (CERD), który w przyjętych w dniu 24 września 2019 r.  

Brzmienie art. 14 pkt 5 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich nie pozostawia wątpliwości, że z przepisu tego wynika możliwość żądania wszczęcia przez uprawnionego do tego oskarżyciela postępowania przygotowawczego w sprawach o przestępstwa ścigane z urzędu. Z tego środka prawnego Rzecznik korzysta zarówno wówczas, gdy zamierza przełamać bezczynność organu powołanego do ścigania przestępstw, jak również wtedy, gdy w toku prowadzonego postępowania wyjaśniającego uzna, że w badanej sprawie mogło dojść do popełnienia przestępstwa.

Organ ścigania, do którego Rzecznik kieruje żądanie na podstawie art. 14 pkt 5 ustawy, obowiązany jest niezwłocznie wszcząć postępowanie przygotowawcze we wskazanej przez Rzecznika sprawie o przestępstwo ścigane z urzędu. Żądanie Rzecznika ma bowiem charakter zawiadomienia kwalifikowanego, które nie podlega kontroli prokuratury i weryfikacji w ramach przedprocesowych czynności sprawdzających i którego bezpośrednim skutkiem powinno być wszczęcie wspomnianego postępowania.

XI.518.7.2019

 

Emerytury kobiet' 53. Uwagi RPO do projektu rządowego

Data: 2020-01-02
  • RPO zgłosił uwagi do rządowego projektu w sprawie emerytur kobiet z rocznika 1953, które przeszły na wcześniejszą emeryturę
  • Kobiety te, dziś 66-letnie, mają emerytury niższe o nawet 30 proc. od kobiet o rok starszych lub młodszych, które pracowały tyle samo na podobnych stanowiskach
  • Trybunał Konstytucyjny zakwestionował przepisy, na podstawie których tak się dzieje, ale Sejm poprzedniej kadencji nie zdążył ich zmienić.
  • Teraz w rządzie trwają prace nad nowym projektem, w tym konsultacje i uzgodnienia.

Rzecznik Praw Obywatelskich zdaje sobie sprawę, jak ważny społecznie jest to problem – pytania o emerytury rocznika 1953 powtarzają się na niemal każdym spotkaniu z RPO, zaś komunikaty o działaniu Rzecznika w tym zakresie są jednymi z najbardziej popularnych w serwisie RPO.gov.pl.

Do 2012 r. przejście na wcześniejszą emeryturę nie powodowało obniżenia pełnej emerytury w momencie, gdy zainteresowany/a osiągał/a pełny wiek emerytalny. Wprowadzona wtedy zmiana dotknęła właśnie kobiety z rocznika 1953. To one w 2013 r. osiągały 60 lat i zyskiwały prawo do przeliczenia wcześniejszej emerytury na pełną (powszechną). Mężczyźni, którzy w 2013 r. osiągali pełną emeryturę (65 lat), nie byli objęci tym przepisem – bo jako urodzonych przed 1949 r. nie objęła reforma emerytalna uzależniająca wysokość emerytury od wypracowanego kapitału.

W 2019 r. Trybunał Konstytucyjny, w postępowaniu z udziałem RPO (sprawa P 20/16), stwierdził, że było to niekonstytucyjne, bo kobiety podejmując decyzję o przejściu na wcześniejszą emeryturę nie mogły wiedzieć, że w efekcie ich pełna (powszechna) emerytura będzie niższa.

Zgodnie z Konstytucją (art. 190 ust. 4) wyrok TK powinien być podstawą do wznowienia postępowania i zmiany decyzji ZUS. Jednak ponieważ analiza problemu zajęła Trybunałowi prawie ponad trzy lata, minął czas na występowanie do ZUS z wnioskami o zmianę decyzji. Zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego (art. 146) nie można uchylać decyzji, jeśli od jej wydania minęło pięć lat (to generalna zasada prawa, dzięki której obywatel można polegać na prawomocnych decyzjach i podejmować na ich podstawie dalsze wiążące kroki).

W razie przekroczenia pięcioletniego terminu państwo może naprawić swój błąd ustawą. Nie udało się tego zrobić w poprzedniej kadencji, mimo inicjatywy senackiej. W ostatniej chwili, na wniosek premiera, projekt spadł z porządku obrad ostatniego posiedzenia Sejmu (tego, które zaczęło się przed wyborami a skończyło już po).

Informacyjnie warto wskazać, że w niektórych sądach zapadają nieprawomocne jeszcze wyroki korzystne dla ubezpieczonych, dopuszczające wznowienie postępowanie w  związku z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego: np. wyroki: Sądu Okręgowego w Łomży z 18 października 2019 r., III U 428/19; Sądu Okręgowego w Legnicy z 7 października 2019 r., V U 317/19;  Sądu Okręgowego w Gliwicach z 18 września 2019 r. IX U 809/19; Sądu Okręgowego w Łodzi z 14 października 2019 r., VIII U 1476/19; Sądu Okręgowego w Zielonej Górze z 31 października 2019 r., IV U 1046/19). Nie jest to jednak reguła, a poza tym ZUS skarży te wyroki w apelacji. Dlatego zmiana prawa jest potrzebna.

W nowej kadencji zmianami prawa zajął się od nowa Senat (druk senacki nr 12 S), a jednocześnie ruszyły prace na szczeblu rządowym (nr w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów  - UB1).

RPO w piśmie do sekretarza stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Stanisława Szweda zwraca uwagę na kilka problemów w projekcie. Ma przy tym nadzieję, że usuwanie usterek nie spowoduje spowolnienia prac nad projektem:

  • projekt obejmuje swoim zakresem osoby, które prawo do emerytury mają ustalone na podstawie wniosku złożonego przed dniem 6 czerwca 2012 r.  Jest to data publikacji zakwestionowanej teraz przez TK nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach. Ustawa ta weszła jednak w życie z dniem 1 stycznia 2013 r. i taka powinna być data graniczna.
  • pozytywnie należy ocenić to, że ustawą mają zostać objęte także te osoby, których prawo do wcześniejszej emerytury wynika z innej podstawy prawnej niż objęty zakresem wyroku Trybunału Konstytucyjnego art. 46 ustawy emerytalnej.
  • z drugiej strony projekt ogranicza krąg ubezpieczonych do tych urodzonych jedynie w 1953 r., w odróżnieniu od senackiego projektu ustawy. Wydaje się, że słuszniejszym będzie określenie zakresu podmiotowego ustawy bez ograniczenia wynikającego z odwołania się jedynie do rocznika 1953.
  • w projektowanym art. 194j przewidziano, że ponowne ustalenie emerytury powszechnej nastąpi z urzędu. Z kolei w art. 2 mowa jest o konieczności złożenia wniosku o ponowne ustalenia podstawy obliczenia emerytury, co jest niespójnością.

III.7060.993.2019

Prawa rodziców dzieci martwo urodzonych, których płci nie da się ustalić. RPO do Senatu o podjęcie inicjatywy ustawodawczej

Data: 2020-01-02

Rodzice dzieci, które urodziły się martwe i nie da się określić ich płci, nie mogą otrzymać ani zasiłku pogrzebowego ani macierzyńskiego, ani też skorzystać ze skróconego okresu urlopu macierzyńskiego.

RPO interweniuje w tej sprawie od wielu lat – polskie przepisy pozwalają uruchomić procedurę wsparcia dla rodziny dopiero po wydaniu aktu urodzenia i zgonu, a tych nie można stworzyć, jeśli płeć narodzonego i zmarłego dziecka nie jest znana.

Teraz rzecznik praw obywatelskich zwraca się do marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o podjęcie inicjatywy ustawodawczej naprawiającej krzywdę tych rodzin. W poprzedniej kadencji senatorowie opowiedzieli się za podjęciem takich prac, projekt trafił do Sejmu – ale nie został uchwalony.

VII.534.18.2015

RPO prosi prezesa NIK o skontrolowanie, co służby specjalne robią z danymi internetowymi o obywatelach

Data: 2019-12-31
  • W piśmie do prezesa NIK Mariana Banasia RPO przypomina, że co najmniej od sześciu lat RPO oraz NIK alarmują w sprawie przepisów pozwalających służbom specjalnym na zbieranie informacji o obywatelach.
  • Działania te nie podlegają realnej kontroli, obywatele nie mają szansy dowiedzieć się, co i dlaczego zbiera o nich władza.
  • Od 2016 r. sytuacja pogorszyła się, a uprawnienia służb zwiększyły. Mogą m.in. pozyskiwać dane przy pomocy stałych łączy, bez konieczności składania wniosków do dostawców usług telekomunikacyjnych. Mogą więc pozyskiwać dane nie tylko wówczas, gdy jest to konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszych przestępstw, ale także wtedy, gdy jest to dla służb po prostu wygodne.
  • Czas, jaki minął od wejścia w życie tych przepisów, pozwala już na przeprowadzenie kontroli funkcjonowania wprowadzonych przez nią zmian.

W wystąpieniu do Prezesa NIK RPO przypomina wspólne działania obu instytucji w kontekście inwigilacji obywateli i znaczenie tej współpracy w sytuacji, gdy szanse jednostki na obronę jej praw są iluzoryczne.

RPO przypomina też, że zapewnienie bezpieczeństwa publicznego oraz wpływ podejmowanych w tym celu działań na sferę praw i wolności człowieka i obywatela jest jednym z ważnych obszarów zainteresowania Rzecznika Praw Obywatelskich. Wymogi bezpieczeństwa państwa nie oznaczają bowiem, że zasady inwigilacji nie mają podlegać ograniczeniom wynikającym z konstytucyjnych praw i wolności.

Dziś – jak pisze RPO -  jednostka ma bardzo ograniczone środki bezpośredniej ochrony prawnej wobec działań służb specjalnych. Dlatego obywatele muszą polegać na organach takich jak Rzecznik Praw Obywatelskich i Najwyższa Izba Kontroli.

W ocenie RPO kontrole NIK i publikowane po nich raporty stanowią niezwykle cenny materiał, który powinien stanowić podstawę do działań, w tym podejmowania prac legislacyjnych, dla organów państwa w tym obszarze.

NIK ostrzegała już w 2013 roku

Przykładem jest kontrola nr P/12/191 – „Uzyskiwanie i przetwarzanie przez uprawnione podmioty danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych, o których mowa w art. 180c i d ustawy Prawo telekomunikacyjne” z 2013 r.

NIK punktowała w niej, że

  • Przepisy w zakresie pozyskiwania przez uprawnione podmioty danych telekomunikacyjnych nie chronią w stopniu wystarczającym praw i wolności obywatelskich przed nadmierną ingerencją ze strony państwa.
  • Niejednolitość i ogólnikowość przepisów uprawniających do pozyskiwania danych telekomunikacyjnych, może nasuwać wątpliwości, co do współmierności stosowanych ograniczeń praw i wolności obywatelskich w sferze wolności komunikacji z zasadami określonymi w Konstytucji RP.
  • Obowiązujący system zbierania informacji o zakresie wykorzystania przez organy państwa danych z bilingów, informacji o lokalizacji oraz innych danych nie pozwala na określenie rzeczywistej liczby dokonywanych sprawdzeń.
  • Brak jest również mechanizmów kontroli o charakterze zewnętrznym, które pozwoliłyby na weryfikację zakresu wykorzystywania danych telekomunikacyjnych przez uprawnione podmioty, a w szczególności zasadności ich pozyskiwania i przetwarzania.

Jak zauważa RPO, są to wnioski spójne z poglądami ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich, jednak fakt, że zostały one zaprezentowane w wyniku przeprowadzonej kontroli NIK nadaje im nowy ciężar.

Trybunał Konstytucyjny nakazał poprawić prawo w 2014 roku

Rzecznik Praw Obywatelskich również podejmował działania związane z ochroną informacji o jednostce przetwarzanych w działaniach operacyjnych. Zainicjował m.in. postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym (w sprawie K 23/), w wyniku którego 30 lipca 2014 r. Trybunał stwierdził niekonstytucyjność części zaskarżonych przepisów.

Niestety, w 2016 r. służby dostały więcej uprawnień, a obywatele – mniej praw. Zaś TK już nie działa

Niestety, mająca wykonywać wyrok ustawa z 5 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw znacząco poszerzyła możliwości ingerencji formacji i służby specjalnych w sferę prywatności obywateli.

Służby uzyskały dostęp do danych internetowych za pomocą stałego łącza. Pobieranie danych nie musi się wiązać z żadnym toczącym się postępowaniem. Służby nie muszą już - tak jak przedtem - składać pisemnych wniosków do dostawców usług internetowych i wykazywać, na potrzeby jakiego postępowania dane są im potrzebne. Oznacza to, że dane te mogą być zbierane nie tylko wówczas, gdy jest to rzeczywiście konieczne do wykrywania lub zapobiegania najpoważniejszym przestępstwom, którym inaczej nie da się przeciwdziałać (jak wskazują standardy wynikające z Konstytucji i prawa europejskiego), ale także wtedy, gdy jest to dla służb wygodne.

A to oznacza ryzyko poważnych nadużyć. Służby mogą na tej podstawie np. precyzyjnie odtwarzać różne aspekty życia prywatnego obywatela, zbierać dane o trybie życia, poglądach, upodobaniach czy skłonnościach.

Nie ma też realnej kontroli pobierania danych obywateli. Sąd okręgowy ma wprawdzie prawo do kontroli, ale jedynie na podstawie zbiorczych półrocznych sprawozdań służb. Sąd nie musi, ale tylko może weryfikować, czy dane pobrano zasadnie. Tajne sprawozdania służb nie są informacją publiczną, choć zawierają informacje dotyczące liczby pozyskanych danych telekomunikacyjnych, pocztowych lub internetowych i kwalifikacji prawnej czynów, w związku z którymi o nie wystąpiono.

Kolejnym zarzutem wobec znowelizowanych przepisów był nieproporcjonalnie długi czasu trwania kontroli operacyjnej - do 18 miesięcy. Ponadto znowelizowane przepisy ograniczyły chronioną prawem tajemnicę zawodów zaufania publicznego, m.in. adwokatów, radców prawnych, lekarzy i dziennikarzy. Zdobyte podczas inwigilacji tajemnice mogą być wykorzystane w postępowaniu karnym, gdy „jest to niezbędne ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność ta nie może być ustalona na podstawie innego dowodu”.

W lutym 2016 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego znowelizowane przepisy, które „w poważnym zakresie naruszają konstytucyjne prawa i wolności człowieka oraz standardy wyznaczone w prawie międzynarodowym”.

Był jednak zmuszony wycofać wniosek, ponieważ w składzie orzekającym znalazły się osoby, których nie tylko status sędziowski, ale i bezstronność w sprawie uprawnień służb była kwestionowana. Przy tym Rzecznik mocno podkreślił, że wycofując wniosek nie rezygnuje z działań, mających doprowadzić do tego aby zasady inwigilacji odpowiadały standardom konstytucji oraz prawa europejskiego.

Należy jednak wskazać, że od wejścia w życie obecnie obowiązujących przepisów regulujących omawianą materię minęło już kilka lat i niezwykle cenne byłoby przeprowadzenie kontroli funkcjonowania wprowadzonych przez nie zmian, szczególnie w zakresie dostępu służb do danych dotyczących obywateli.

Byłoby to szczególnie istotne w świetle wniosków i rekomendacji z kontroli NIK w 2013 r.

VII.562.1.2019

Brat to nie rodzina? RPO w sprawie przepisów o zasiłkach pogrzebowych w policji i służbach mundurowych

Data: 2019-12-30
  • Policjant nie ma prawa do zasiłku pogrzebowego, jeśli organizuje pogrzeb brata lub siostry.
  • Błąd jest też w przepisach dotyczących innych służb, ale nie wszystkich.
  • RPO zwrócił na to uwagę Szefowi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów a ten przekazał pismo do MSWiA.

Po śmierci członka rodziny osoba organizująca pogrzeb dostaje prawo do zasiłku. Problem w tym, że przepisy szczególne dotyczące policjantów za członków rodziny uznały współmałżonka, dzieci oraz rodziców i teściów. Rodzeństwo zostało pominięte. Podobne regulacje dotyczą żołnierzy zawodowych, strażaków, agentów ABW i CBA, Służby Więziennej, wywiadu i kontrwywiadu wojskowego.

Inaczej jest w Służbie Ochrony Państwa, Straży Granicznej oraz w Służbie Celno- Skarbowej. Tu przepisy uznają rodzeństwo za rodzinę funkcjonariusza.

O niespójności przepisów Rzecznik dowiedział się ze skarg od obywateli. Wystąpienie przekazał 10 grudnia szefowi Kancelarii Premiera min. Michałowi Dworczykowi a ten 13 grudnia przekazał je szefowi MSWiA min. Mariuszowi Kamińskiemu.

Bezdomność. RPO ponownie apeluje o skoordynowanie pomocy państwa dla osób w kryzysie bezdomności

Data: 2019-12-24
  • Przeciwdziałanie bezdomności jest dla Rzecznika Praw Obywatelskich jednym z najistotniejszych priorytetów.
  • Naszym celem jest skuteczne przeciwstawienie się temu zjawisku m.in. poprzez identyfikowanie przyczyn bezdomności, uwzględnienie ich w działaniach państw i  taką zmianę prawa, która ułatwi organizacjom pozarządowym pracę na rzecz osób w kryzysie bezdomności.
  • Od 4 lat RPO upomina się o skoordynowanie prac w sprawie bezdomności na szczeblu rządowym. Sytuacja osób w kryzysie bezdomności nie poprawia się – więc postulat Rzecznika pozostaje w mocy.

Bezdomność jest powszechnie uznawana za najcięższą formę wykluczenia społecznego, gdyż wiąże się nie tylko z brakiem miejsca do zamieszkania, ale uniemożliwia normalne funkcjonowania w społeczeństwie i wiąże się ze społeczną i medialną stygmatyzacją – pisze RPO Adam Bodnar w wystąpieniu skierowanym przed Świętami do premiera Mateusza Morawieckiego.

- Z tej przyczyny przeciwdziałanie bezdomności jest niezwykle wysoko umieszczone w hierarchii obowiązków władz publicznych, o czym świadczy szereg norm odnoszących się do tej problematyki, zawartych m.in. w art. 75 Konstytucji art. 25 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ, art. 11 Międzynarodowego Paktu Praw Ekonomicznych, Społecznych i Gospodarczych ONZ oraz w art. 30 i 31 Europejskiej Karty Społecznej.

Władze publiczne są więc prawnie zobligowane do tego, aby stale podejmować działania zmierzające do przeciwdziałania bezdomności. Rozwiązywanie problemu bezdomności to nie tylko zapewnienie odpowiednich miejsc do zamieszkania. Nie mniej ważne jest zapewnienie osobom bezdomnym możliwości korzystania z praw i wolności obywatelskich zagwarantowanych w aktach prawa międzynarodowego, Konstytucji oraz przepisach prawa powszechnego, w tym m.in.

  • dostępu do usług publicznych, zwłaszcza do opieki medycznej,
  • pomocy prawnej
  • czy publicznej edukacji.

Jest to także kwestia zapewnienia im podstawowych warunków godnego życia, a więc

  • odpowiedniego odżywiania,
  • zapewnienia podstawowego ubioru
  • i możliwości zadbania o higienę osobistą.

Nie jest wreszcie możliwe przeciwdziałanie bezdomności bez podejmowania działań o charakterze prewencyjnym, które zapobiegałyby powstawaniu samego zjawiska bezdomności przez ograniczanie czynników je wywołujących (takich jak ubóstwo, bezrobocie, przemoc domowa, rozmaite uzależnienia od substancji odurzających, zaburzenia, psychiczne, nadmierne zadłużenie, brak odpowiedniej liczby miejsc w szpitalach i zakładach opiekuńczych), a także działań o charakterze terapeutycznym, wspierającym w procesie wychodzenia z bezdomności. W kontekście tych wszystkich wyzwań dla władzy publicznej, niezwykle istotne jest również rzetelne zdiagnozowanie zjawiska, w tym także w odniesieniu do poszczególnych grup społecznych takich jak osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami, kobiety czy młodzież.

Wszystkie te zagadnienia pozostają „we właściwości” wielu działów administracji rządowej, takich jak chociażby administracja publiczna, budownictwo, lokalne planowanie i zagospodarowanie przestrzenne, budżet i finanse publiczne, oświata i wychowanie, praca, sprawiedliwość, zabezpieczenia społeczne czy zdrowie. W tej sytuacji uzasadnione jest powołanie pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw przeciwdziałania bezdomności, który koordynowałby pracę różnych resortów w tym zakresie.

RPO występował w tej sprawie do premier Beaty Szydło (pismo z 17 listopada 2015 r.)

Na potrzebę koordynacji działań państwa w tym zakresie wskazywała NIK, zalecenia takie wynikają także z rządowego Krajowego Programu Przeciwdziałania Ubóstwu i Wykluczeniu Społecznemu 2020. Podkreśla się w nim, iż do tej pory nie zaprojektowano całościowej polityki społecznej wobec bezdomności – z uwzględnieniem wszystkich instytucji polityki społecznej. Bezdomność traktowana jest jako problem polityki społecznej, w którym różne jednostki, instytucje i organizacje prowadzą działalność w zakresie pomocy społecznej, mieszkalnictwa, zdrowia, zatrudnienia, edukacji, jednakże działalność ta jest słabo skoordynowana. W dokumencie tym podkreśla się interwencyjny i akcyjny charakter istniejących regulacji prawnych, które służą raczej „radzeniu sobie z problemem bezdomności”, a nie jego systemowemu rozwiązywaniu.

W 2016 r. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów poinformowała Rzecznika Praw Obywatelskich, że powoływanie odrębnego organu w strukturze administracji rządowej zajmującego się wyłącznie koordynacją działań na rzecz osób bezdomnych jest niecelowe, jednak fakt, że mimo upływu czasu tylu problemów nie udało się rozwiązać, każe RPO ponowić apel o lepsze skoordynowanie pomocy na rzecz osób w kryzysie bezdomności.

IV.7217.89.2019

Śmierć z powodu odry jest już tylko kwestią czasu. RPO po raz kolejny podejmuje problem szczepień

Data: 2019-12-23
  • Odra to jedna z najbardziej zaraźliwych chorób w populacji – chora osoba może zakazić od 12 do 19 osób z najbliższego otoczenia
  • Na odrę choruje już dziesięć razy więcej osób niż przed rokiem
  • Od początku 2019 r. zgłoszono 1368 przypadków odry, w tym samym czasie rok temu – 126 zachorowań.

Zgodnie z informacjami Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego obserwowany w 2019 roku wzrost zachorowań na odrę wystąpił po blisko 10-letnim okresie, w którym choroba była bardzo dobrze kontrolowana, bliska eliminacji. Jak wynika z danych przekazanych przez GIS na łamach informacji prasowej, do zachorowań na odrę dochodzi najczęściej w województwie mazowieckim, śląskim i małopolskim – przypomina RPO w kolejnym wystąpieniu w sprawie zagrożenia chorobami zakaźnymi.

Już przed rokiem RPO alarmował Ministra Zdrowia, że sytuacja robi się poważna. RPO pytał wtedy o  stanowiska organów władzy publicznej dotyczącej aktualnej skali zjawiska, monitoringu sytuacji, a także działań i zamierzeń w kierunku zapewnienia profilaktyki chorób epidemicznych. Wskazał, że obowiązek poddania się szczepieniom ochronnym w ramach Programu Szczepień Ochronnych wynika z mocy ustawy, wyrażonej w art. 5 ust. 1 pkt 1b i art. 17 ust. 1 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2018 r. poz. 151 z późn. zm.). Obowiązek ten tylko przez ustawodawcę oraz Ministra Zdrowia

Tymczasem problem szczepień ochronnych jest nadal aktualny, a wręcz się nasilił. Konstytucja zobowiązuje władze publiczne do zwalczania chorób epidemicznych (art. 68 ust. 4). Art. 68 Konstytucji stanowi, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia (ust.1) oraz nakłada na władze publiczne obowiązek zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku (ust. 3). Prawo do ochrony zdrowia jest konstytucyjnie gwarantowane i to nie tylko jako prawo, które nadane zostaje jego adresatom przez władzę państwową, ale jest to prawo podstawowe wynikające z przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, którego przestrzeganie władza państwowa jest zobowiązana ochraniać.

V.7010.134.2019

RPO w Sejmie: ten projekt dewastuje procedury sądowe i grozi Polexitem

Data: 2019-12-20
  • Ten projekt do droga do prawnego Polexitu – mówił w Sejmie RPO Adam Bodnar. - Chcąc rozwiązać doraźny problem wyroku TSUE ustawa dewastuje procedury sądowe w Polsce.
  • Rzecznik praw obywatelskich zabrał głos w debacie podczas drugiego czytania sędziowskiej ustawy represyjnej.
  • Pierwsze czytanie projektu odbyło się poprzedniego dnia, a komisja sejmowa pracowała nad poprawkami do godz. 5 rano.
  • Zdaniem RPO pogorszyły one projekt i zwiększają zagrożenia dla praw obywateli.

- Jako RPO mam obowiązek stać na straży praw i wolności obywateli. Prawo do sądu - do niezależnego sądu - jest określone w artykule 45 Konstytucji i umowach międzynarodowych ratyfikowanych przez Polskę – mówił Adam Bodnar w Sejmie.

Przypomniał, że prawo do niezależnego sądu jest w Polsce podważane od co najmniej czterech lat, krytykują to instytucje międzynarodowe, OBWE, Komisja Europejska, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz organy ONZ. Przed Trybunałem tym toczy się przeciwko Polsce postępowanie w sprawie wniosku Komisji Europejskiej w sprawie mechanizmu dyscyplinującego sędziów, jest też kilka pytań prejudycjalnych. Obywatele protestują na zgromadzeniach publicznych, głos zabierają prawnicy, naukowcy.

Zdaniem RPO w obliczu tych zagrożeń dla polskiego systemu prawnego powinniśmy spodziewać się inicjatyw, które przywrócą porządek konstytucyjny. Zamiast tego są represje wobec sędziów. A teraz trwa debata nad ustawą, która pogłębi kryzys praworządności.

Kryzys praworządności nie jest neutralny ani dla obywateli ani dla gospodarki – przypomniał Adam Bodnar - To, co się teraz dzieje, będzie miało wpływ na zaufanie do polskiego systemu sprawiedliwości, doprowadzi do tego, że orzeczenia polskich sądów nie będą uznawane – w prawach rodzinnych czy w zakresie ochrony inwestycji – ostrzegał Rzecznik.

Mówił też, że mimo błyskawicznego tempa prac nad projektem o jego wadach wypowiedział się już nie tylko RPO, ale i Sąd Najwyższy oraz Biuro Analiz Sejmowych. Przyjęte nocą poprawki pogarszają sytuację – na pewno nie były konsultowane z zainteresowanymi instytucjami, którym zmieniają tryb działania (choćby z Kancelarią Prezydenta), bo tego nie da się zrobić między 2 a 5 nad rano.

Projekt zwiększa uprawnienia dwóch nowych izb Sądu Najwyższego – tych dwóch izb w całości obsadzonych przez nową KRS, czyli izb, których sposób obsadzenia – w kontekście wyroku TS UE – może budzić wątpliwości. Zdaniem RPO musi więc budzić wątpliwości i zaniepokojenie, dlaczego akurat te izby mają dostać nowe kompetencje. - Jakie za tym stoją intencje? – pytał Bodnar

Projekt, jak przypomniał RPO, wprowadza negatywne klauzule- czyli takie, które nie pozwalają na weryfikowanie, czy dany organ jest sądem a orzekająca osoba sędzią. To ma – zdaniem RPO - powstrzymać sędziów przed stosowaniem wyroku TSUE i wydanego na jego podstawie wyroku Sądu Najwyższego.

- Chciałbym podkreślić, że odkąd pamiętam, sędziowie mieli prawo weryfikowania składów sędziowskich – zdarzało się przecież, że sędziowie byli delegowani do sądu przez nieuprawnioną osobę albo sądy były niewłaściwie obsadzone. Możliwość wskazania takiego błędu jest zdaniem RPO bardzo ważne dla sprawiedliwości – i dla ochrony praw obywateli.

Bardzo niebezpieczne są postanowienia dotyczące wolności słowa sędziów. Sędzia nie może angażować się w działalność publiczną i wypowiadać się o polityce rządu. Ale czym innym jest wypowiadanie się o istocie własnego zawodu czy ustroju sądownictwa – mają sędziowie mają obowiązek zabierać głos. Są specjalistami, znają się na tym, odebrali specjalistyczne wykształcenie w tej dziedzinie. Zatem ich aktywność nie jest działalnością polityczną, ale występowaniem w obronie praw konstytucyjnych.

Po raz kolejny sięgnięto po tryb pracy (projekt poselski), który pozwala na uniknięcie konsultacji i uzgodnień. Nie wiadomo, co dokładnie jest w projekcie, jakie są konsekwencje przyjętych rozwiązań (dowiemy się zapewne po dogłębnych studiach, w najbliższych tygodniach).

Dziś jedno jest pewne. Zdaniem RPO projekt łamie Konstytucję i kwestionuje udział Polski w wymiarze prawnym w Unii Europejskiej i Radzie Europy, ostatecznie podda polskie sądy i polskich sędziów politycznej kontroli organów władzy ustawodawczej i wykonawczej, a co najważniejsze - drastycznie obniży poziom sądowej ochrony praw jednostek.

Zapis stenograficzny wystąpienia Adama Bodnara:

Szanowny Panie Marszałku! Szanowny Panie Ministrze! Szanowne Panie Posłanki i Szanowni Panowie Posłowie!

Jako rzecznik praw obywatelskich mam obowiązek stać na straży praw i wolności człowieka i obywatela. Prawo do sądu, a w szczególności prawo do niezależnego sądu, to jedno z praw określonych w konstytucji w art. 45 oraz w umowach międzynarodowych, które Polska ratyfikowała. Z różnych powodów oraz za pomocą różnych środków prawnych prawo do niezależnego sądu jest w Polsce podważane co najmniej od 4 lat.

(Głos z sali: Nie 30?)

W tym czasie doczekaliśmy się jako państwo licznych krytycznych uwag ze strony organów ONZ, Rady Europy, OBWE czy Unii Europejskiej. Czterokrotnie w sprawie różnych reform, które dotyczyły naszego sądownictwa, wypowiadał się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ostatnio 19 listopada 2019 r. Obecnie toczy się postępowanie w sprawie wniosku złożonego przez Komisję Europejską, dotyczącego mechanizmu dyscyplinarnego w stosunku do sędziów. Jest także zawisłych kilka pytań prejudycjalnych zadanych przez polskie sądy.

Zaniepokojenie sytuacją w Polsce, jeżeli chodzi o sądownictwo, wyrażają obywatele w ramach protestów na ulicach, organizacje pozarządowe, dziekani wydziałów prawa, samorządy prawnicze, i wszystkie osoby, którym na sercu leży przestrzeganie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

(Głos z sali: Nie wszystkie.)

W obliczu tych zagrożeń systemu prawnego moim zdaniem powinniśmy się spodziewać podjęcia działań służących naprawieniu stanu prawnego. Powinniśmy spodziewać się podjęcia inicjatyw, szczególnie legislacyjnych, które sprowadzą Polskę na drogę praworządności, przestrzegania Konstytucji Rzeczypospolitej oraz prawa europejskiego. Powinniśmy się spodziewać działań podejmowanych w pełnej odpowiedzialności za porządek konstytucyjny.

Niestety zamiast tego obserwujemy represje w stosunku do sędziów, polegające na wszczynaniu postępowań wyjaśniających i dyscyplinarnych, odwoływanie z delegacji sędziowskich czy wręcz zawieszanie ich w wykonywaniu obowiązków. Obserwujemy także dyskredytowanie przedstawicieli władzy sądowniczej przez przedstawicieli innych władz. No i wreszcie obserwujemy debatę nad ustawą, która moim zdaniem pogłębi stan kryzysu praworządności.

Chciałbym podkreślić, że kryzys praworządności nie jest neutralny dla obywateli oraz dla gospodarki. Wszelkie zakłócenia, jeżeli chodzi o gwarancje prawa do niezależnego sądu, będą miały wpływ na respektowanie zasady wzajemnego zaufania, jeżeli chodzi o funkcjonowanie systemów sądowych państw członkowskich Unii Europejskiej. Braku możliwości rozwiązania, zażegnania aktualnego kryzysu będzie oznaczać brak możliwości uznawania orzeczeń sądów polskich przez sądy innych państw członkowskich, a także brak możliwości współpracy z polskimi sądami. To będzie wpływało na działalność naszych sądów w kontekście spraw karnych, rodzinnych oraz cywilnych, w tym także w kontekście ochrony inwestycji.

Wiemy dobrze, że procedowana ustawa ma wiele wad. Jeszcze w środę przedstawiłem kompleksową opinię na jej temat. Krytyczną opinię przedstawił także Sąd Najwyższy, jak również Biuro Analiz Sejmowych. Moim zdaniem wprowadzone w nocy poprawki nie naprawiają ustawy, co więcej, wręcz pogarszają sytuację.

Chciałbym podkreślić, że mam wrażenie, że niektóre z nich w ogóle nie były konsultowane nawet z zainteresowanymi podmiotami, bo trudno się tego spodziewać między godz. 22 a godz. 5 nad ranem. Przykładowo: powołanie nadzwyczajnego rzecznika dyscyplinarnego dla sądów administracyjnych. Ma on być powoływany przez prezydenta. Również uprawnienie prezydenta do wskazywania osoby prowadzącej posiedzenie zgromadzenia ogólnego Sądu Najwyższego czy osoby pełniącej funkcję pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Mam wrażenie… Przynajmniej nie widziałem dokumentu, który by wskazywał na konsultacje tych poprawek z Kancelarią Prezydenta czy z sądami administracyjnymi.

Już od kilku lat niestety obserwujemy ten tryb procedowania ustaw. Najpierw pojawia się projekt poselski, który omija etap konsultacji społecznych, następnie następuje szybki tryb procedowania w ramach prac komisji, zgłaszanie poprawek w ramach tych prac, brak możliwości rzetelnej dyskusji, wielki pośpiech.

Natomiast efektem jest to, że na podstawie tej ustawy, która jest procedowana, zwiększa się znacząco uprawnienia dwóch izb Sądu Najwyższego: Izby Dyscyplinarnej oraz Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. To właśnie te dwie izby zostały stworzone i obsadzone w 2018 r. przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na podstawie rekomendacji wydanych przez Krajową Radę Sądownictwa w nowym składzie i to w stosunku do tych izb można mieć poważne zastrzeżenia w świetle wyroku Trybunały Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19 listopada tego roku, a także wyroku Sądu Najwyższego z 5 grudnia tego roku w sprawie pana sędziego Andrzeja Kuby.

Dlatego można sobie zadać pytanie: Jakie są faktyczne intencje projektodawców? Dlaczego akurat te dwie izby są wzmacniane o nowe kompetencje? Dlaczego Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych ma mieć prawo weryfikacji innych wyroków Sądu Najwyższego, które dotyczyłyby obsady sądów? Czy to ma być kolejna izba, która ma się stać super izbą oceniającą inne izby Sądu Najwyższego?

Chciałbym podkreślić, że ustawa wprowadza negatywne klauzule, które nie pozwalają na weryfikowanie, czy organ jest sądem lub czy osoba jest sędzią. I projekt w ten sposób w istocie zmierza do intencjonalnego wyłączenia spod kontroli sądowej legalności powołania i działania organów sądowych, a także legalności powołania do pełnienia urzędu sędziego. Moim zdaniem jego celem jest powstrzymanie sądów przed bezpośrednim stosowaniem zarówno wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, jak również wyroków Sądu Najwyższego, tego który już został wydany 5 grudnia, jak również tych które są zaplanowane w następstwie wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i które zgodnie z zapowiedziami mają być wydane w styczniu 2020 r.

Chciałbym podkreślić, że odkąd pamiętam sędziowie posiadali autonomiczną możliwość weryfikowania składów sędziowskich. Swego czasu była taka sytuacja, kiedy sędziowie byli nieprawidłowo delegowani do sądów przez wiceministrów sprawiedliwości i to podlegało weryfikacji. Były też sytuacje, kiedy orzekali nie w tych sądach, co powinni, źle była ustawiona ich właściwość. Pojawiały się problemy z czynnościami orzeczniczymi asesorów. Chodzi o to, że weryfikowanie składów to jest coś oczywistego i naturalnego. Każdy sędzia powinien mieć taką możliwość, a ustawa de facto taką możliwość wyłączy i będzie w ten sposób krępowała obywateli w realizacji ich praw.

Obywatele nawet nie będą mogli się dopominać o weryfikację składów, skoro będą wiedzieli, że z tego tytułu będzie sędziom groziła odpowiedzialność dyscyplinarna, jeśli tylko podejmą jakiekolwiek decyzje sprzeczne z intencją ustawodawcy.

Dlatego, chcąc rozwiązać doraźny problem wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Sądu Najwyższego, de facto dewastuje się procedury sądowe. Chciałbym także zauważyć, że tego typu rozwiązanie zmierza do pominięcia standardów konstytucyjnych oraz standardów europejskich, zmierza także do pominięcia standardów wynikających z europejskiej konwekcji praw człowieka. Co więcej, tak jak wspomniałem, jest to potwierdzane przez rozszerzenie i zaostrzenie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, które projektodawcy proponują. W tym kontekście bardzo niebezpieczne są te postanowienia ustawy, które odnoszą się do sfery wolności słowa oraz wolności zrzeszania się sędziów.

Dla mnie jest oczywiste, że sędziowie nie mogą angażować się w działalność publiczną, której nie można pogodzić z godnością urzędu sędziego. O tym mówi konstytucja. Oczywiście sędziowie nie powinni wypowiadać się na takie tematy, jak programy socjalne rządu, obronność, polityka zagraniczna, system edukacji. A jeżeli już się wypowiadają, to tylko i wyłącznie wtedy, kiedy trafia do nich aktualna sprawa, która tego dotyczy, i kiedy w inny sposób, niż poprzez orzeczenie, nie mogą się wypowiedzieć. Natomiast czym innym jest wypowiadanie się na temat istoty własnego zawodu oraz niezależności sądownictwa,

(Oklaski)

 bo sędziowie mają nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek wypowiadać się na tematy dotyczące ustroju sądownictwa, niezależności sądów, niezawisłości sędziów. Dlaczego?

(Poseł Teresa Wargocka: Jest obowiązek stosować…)

Ponieważ są specjalistami. Po to zostali wykształceni, aby na ten temat się wypowiadać, bo rozumieją, jak działa system prawny, ale także po to, aby czasami się bronić przed próbami ograniczenia ich statusu przez przedstawicieli innych władz. To nie jest polityka, to nie jest działalność publiczna niedająca się pogodzić z godnością urzędu. To jest działalność, która służy obronie praw obywatelskich, a w szczególności prawu do niezależnego sądu wyrażonego w konstytucji.

(Oklaski)

(Poseł Janusz Korwin-Mikke: Sędzia nie powinien być na ulicy.)

Szanowny Panie Marszałku! Szanowne Panie Posłanki! Szanowni Panowie Posłowie! W ustawie znajdziemy szereg różnych rozwiązań, które są nowe, których nawet nie sposób było przeanalizować przez te kilka godzin od godz. 5 rano. Takie rzeczy np. jak zmiany dotyczące trybu uchylania immunitetu i uprawnień Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Cały czas się zastanawiam, czemu służy art. 8 ustawy, który pozwala być może na zatwierdzanie różnych sytuacji, kiedy właśnie wyroki były wydawane przez składy nie do końca odpowiadające dotychczasowym ustawom.

Prawdopodobnie z biegiem czasu dowiemy się, co tak naprawdę w tej ustawie się jeszcze znajduje. Oczywiście jako rzecznik praw obywatelskich będę szerzej projekt analizował także w kontekście poprawek, które zostały zgłoszone. Natomiast już na tym etapie uważam, że projekt ustawy narusza ustawę zasadniczą, łamie podstawowe zasady porządku prawnego. Moim zdaniem uchwalenie projektu w proponowanym kształcie zakwestionuje w istocie uczestnictwo Polski w wymiarze prawnym Unii Europejskiej i w Radzie Europy.

(Oklaski)

Ostatecznie podda polskie sądy i polskich sędziów politycznej kontroli organów władzy ustawodawczej i wykonawczej, a co najważniejsze, drastycznie obniży poziom sądowej ochrony praw jednostek. Uważam, że przyjęcie tej ustawy to droga do prawniczego polexitu – wyjścia Polski z Unii Europejskiej w zakresie respektowania podstawowych reguł dotyczących praworządności, wydrążenia naszego członkostwa z istoty, jaką jest budowanie systemu prawnego opartego na zasadzie współpracy, wzajemnego zaufania oraz respektowania podobnych standardów dotyczących praworządności. Dziękuję.

(Głos z sali: Brawo!)

(Część posłów wstaje, oklaski)

RPO wystąpił o opinię w sprawie kolejnej nowelizacji ustaw sądowych do Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE

Data: 2019-12-19
  • 19 grudnia RPO wystąpił Ingibjörg Sólrún Gísladóttir, dyrektorki Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODiHR) OBWE o opinię w sprawie procedowanej w błyskawicznym tempie przez Sejm kolejnej nowelizacji ustaw sądowych.
  • Po dwudniowych pracach w Sejmie przyjęta ustawa trafi do Senatu, gdzie z godnie z zapowiedziami marszałka, ma się odbyć normalna debata, z pełną analizą konsekwencji przyjmowanych rozwiązań. Senat ma na to 30 dni

Projekt wniesiony przez 32 posłów wprowadza daleko idące zmiany w ustawach sądowych, obejmujących sądy powszechne, Sąd Najwyższy, sądy wojskowe, sądy administracyjne, a także Krajową Radę Sądownictwa oraz prokuraturę.

Zaostrzeniu ulec ma reżim odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, wprowadzając jeszcze wyższy stopień arbitralności, umożliwiający prowadzenie postępowań nastawionych nie na poprawę funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, lecz na dyscyplinowanie sędziów, które przełamie ich opór wobec forsowanych rozwiązań prawnych naruszających zasady niezawisłości sędziów i niezależności sądów.

Projekt dalej zmniejsza udział sędziów, samorządu sędziowskiego i sądowych organów kolegialnych we współdecydowaniu o funkcjonowaniu polskiego wymiaru sprawiedliwości, przekazując kolejne kompetencje w gestię prezesów sadów, zwiększając tym samym zakres wpływu Ministra Sprawiedliwości na sądownictwo.

RPO zwraca się o opinię prawną OBWE na podstawie uprawnień, jakie daje mu ustawa o RPO (art. 17 a: „Rzecznik współdziała ze stowarzyszeniami, ruchami obywatelskimi, innymi dobrowolnymi zrzeszeniami i fundacjami oraz z zagranicznymi i międzynarodowymi organami i organizacjami na rzecz ochrony wolności i praw człowieka i obywatela, także w zakresie równego traktowania”).

ODIHR jest instytucją praw człowieka należącą do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). OBWE, do której należy 57 państw członkowskich, wspólnie obejmujących region od Vancouver po Władywostok, jest największą na świecie organizacją bezpieczeństwa.  Biuro współpracuje z organizacjami międzyrządowymi i pozarządowymi. Wysłannicy ODIHR są obserwatorami wyborów, organizują szkolenia dotyczące praw człowieka. ODIHR współpracuje z rządami krajów wprowadzających w życie normy OBWE, wskazując na możliwości ustawowego zapisu konkretnych rozwiązań.

ODIHR powstało w 1991 roku jako Biuro Wolnych Wyborów OBWE. Na jego siedzibę wybrano Warszawę. Nazwa biura została zmieniona na obecną po rozszerzeniu mandatu ODIHR przez państwa uczestniczące OBWE w 1992 roku. Przez ostatnie 26 lat istnienia ODIHR stało się flagową instytucją praw człowieka OBWE, która pomaga rządom oraz społeczeństwu obywatelskiemu w realizacji zobowiązań dotyczących wymiaru ludzkiego, do których zobowiązało się 57 państw uczestniczących OBWE. Nowy status Biuro ODIHR uzyskało na mocy umowy podpisanej w czerwcu 2017 r. przez ministra spraw zagranicznych Polski Witolda Waszczykowskiego i ówczesnego dyrektora ODiHR Michaela Georga Linka.

„Polska bardzo docenia wybitne osiągnięcia ODIHR i jej znaczącą rolę w umacnianiu demokracji i popieraniu praw człowieka w całym regionie OBWE. Mamy nadzieję, że to kluczowe porozumienie umocni również ramy prawne samej Organizacji" - powiedział wówczas minister Waszczykowski. 

VII.070.5.2019

RPO o nowej ustawie sądowej: Jej przyjęcie zakwestionuje udział Polski w wymiarze prawnym Unii Europejskiej

Data: 2019-12-18
  • Retoryka ustawy typowa jest dla okresów konfliktów zbrojnych i stanu wojennego.
  • Uchwalenie projektu zakwestionuje w istocie uczestnictwo Polski w wymiarze prawnym w Unii Europejskiej i Radzie Europy, ostatecznie podda polskie sądy i polskich sędziów politycznej kontroli organów władzy ustawodawczej i wykonawczej, a co najważniejsze - drastycznie obniży poziom sądowej ochrony praw jednostek – alarmuje RPO Adam Bodnar marszałkinię Sejmu Elżbietę Witek
  • Na kilkudziesięciu stronach opinii prawnej RPO wskazuje błędy, usterki i zagrożenia. Pisze, że projekt zakłada rozwiązania nieakceptowalne z perspektywy prawa konstytucyjnego, międzynarodowego i europejskiego, instrumenty ingerowania w niezawisłość sędziowską oraz wolność słowa i zrzeszania się sędziów.
  • Rzecznik Praw Obywatelskich ocenia przedłożony projekt jednoznacznie negatywnie, jako naruszający ustawę zasadniczą i łamiący podstawowe zasady polskiego porządku prawnego, stojący w sprzeczności ze zobowiązaniami Polski wobec Unii Europejskiej, godzący w ochronę gwarantowaną Europejską Konwencją Praw Człowieka.

Projekt ustawy wniesiony przez 32 posłów wprowadza daleko idące zmiany w ustawach sądowych, obejmujących sądy powszechne, Sąd Najwyższy, sądy wojskowe, sądy administracyjne, a także Krajową Radę Sądownictwa oraz prokuraturę.

Zaostrzeniu ulec ma reżim odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, wprowadzając jeszcze wyższy stopień arbitralności, umożliwiający prowadzenie postępowań nastawionych nie na poprawę funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, lecz na dyscyplinowanie sędziów, które przełamie ich opór wobec forsowanych rozwiązań prawnych naruszających zasady niezawisłości sędziów i niezależności sądów.

Projekt dalej zmniejsza udział sędziów, samorządu sędziowskiego i sądowych organów kolegialnych we współdecydowaniu o funkcjonowaniu polskiego wymiaru sprawiedliwości, przekazując kolejne kompetencje w gestię prezesów sadów, zwiększając tym samym zakres wpływu Ministra Sprawiedliwości na sądownictwo.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich projekt ustawy wprost narusza szereg konstytucyjnie chronionych zasad, w tym: zasadę państwa prawa (art. 2); zasadę legalizmu i praworządności (art. 7); nadrzędności Konstytucji RP (art. 8 ust. 1); bezpośredniego stosowania przepisów Konstytucji RP (art. 8 ust. 2); przestrzegania prawa międzynarodowego (art. 9); podziału i równowagi władz (art. 10 ust. 1); prawa do rzetelnego procesu przed niezależnym, bezstronnym i  niezawisłym sądem (art. 45 ust. 1); zasady pierwszeństwa prawa Unii Europejskiej przed ustawami krajowymi (art. 91 ust. 2 i 3); zasady bezpośredniego stosowania prawa Unii Europejskiej (art. 91 ust. 1 i 3.); autonomii i niezależności sądów (art. 173), niezawisłości sędziów (art. 178 ust. 1).

Projekt zmierza do intencjonalnego wyłączenia spod kontroli sądowej legalności powołania i działania organów sądowych, a także legalności powołania do pełnienia urzędu sędziego. Tymczasem prawo do takiej kontroli wynika z aktów wyższej rangi niż ustawa: z Konstytucji, Traktatu o Unii Europejskiej i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

RPO na kilkudziesięciu stronach wylicza błędy w usterki ustawy. Zauważa na przykład, że:

  • proces nominacji sędziów, jak każde inne działanie organów władzy publicznej, musi odbywać się na podstawie i w granicach prawa, a przestrzeganie tych reguł powinno w każdym przypadku podlegać ocenie niezależnego sądu.
  • projektodawcy, wprowadzając niejasną kategorię „wyrażenia wrogości” względem władz publicznych, powołują się na regulację obowiązującą we francuskim porządku prawnym. Jednakże termin „wroga władzy”, państwa czy ludu nie jest nowością w polskim systemie prawnym, istniał bowiem na gruncie Konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej z 1952 roku. Co więcej, „przejście na stronę wroga” uznawane było za zdradę Ojczyzny i karane było „z całą surowością prawa jako najcięższa zbrodnia” (art. 79 ust. 2 Konstytucji PRL).
  • dodatkowo zakaz „krytyki zasad ustroju” również zdecydowanie wykracza za dopuszczalne ograniczenia wolności wypowiedzi.
  • celem zmian nie jest wzmocnienie transparentności i apolityczności, lecz w istocie dokonanie powszechnej lustracji aktywności społecznej i publicznej sędziów i prokuratorów.
  • pomysł, by sędziowie mieli obowiązek informowania przełożonych o przynależności do stowarzyszeń i fundacji, jest ograniczeniem silniejszym niż w przypadku agentów ABW, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, tudzież żołnierzy zawodowych. Ci bowiem mają obowiązek informowania o przynależności, ale informacje te nie są upubliczniane… Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla, że obowiązek składania oświadczeń o przynależności do organizacji społecznych oraz ich upublicznienie może wywołać efekt mrożący, który naruszy chronione konstytucyjnie i konwencyjnie prawo do zrzeszania się sędziów i prokuratorów.
  • Także zmiana dotycząca wyboru Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego nie może zostać oceniona pozytywnie. Proponowana zmiana de facto rozszerza uprawnienia Prezydenta RP w tym zakresie i pozwala na obejście przepisów Konstytucji RP.

VII.510.176.2019

RPO w sprawie zmiany ustawy o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych

Data: 2019-12-18
  • Ustawa o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych została uchwalona w związku z protestem osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin, który odbywał się w Sejmie w kwietniu i maju 2018 r.
  • Premier zaproponował wtedy powołanie Funduszu zapewniającego odpowiednie finasowanie usług wpierających osoby z niepełnosprawnościami. Dawało to nadzieję na stworzenie systemowych rozwiązań wdrażających postanowienia Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych
  • Programy uruchomione w 2019 r. ze środków Funduszu miały charakter pilotażowy: realizowane były w nich usługi będące podstawą systemu wsparcia niezależnego życia osób z niepełnosprawnościami (asystencja osobista oraz opieka wytchnieniowa), a także inne formy wsparcia (np. centra opiekuńczo-mieszkaniowe)
  • Obecnie procedowana – już przez Senat - ustawa przewiduje dodanie kolejnych zadań Funduszu w postaci finasowania tzw. trzynastych emerytur, rent socjalnych oraz zasiłków pogrzebowych.
  • RPO podkreśla, że bez legislacyjnych gwarancji finansowania pierwotnych zadań Funduszu budowanie systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami będzie utrudnione i niepewne

3 grudnia, w Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami, RPO wystąpił do minister rodziny, pracy i polityki społecznej w sprawie wyzwań, które powinny być rozwiązane za pomocą państwowego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami. Główne postulaty to: podjęcie aktywnych starań w celu wdrożenia rekomendacji dla Polski Komitetu ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami, poprawa sytuacji kobiet z niepełnosprawnościami, deinstytucjonalizacja systemu wsparcia, zmiana modelu funkcjonowania asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej.

W celu finansowania takich programów utworzony został Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Ustawa o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych została uchwalona w związku z protestem osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin, który odbywał się w Sejmie RP w kwietniu i maju 2018 roku. Prezes Rady Ministrów zaproponował wówczas powołanie Funduszu zapewniającego odpowiednie finasowanie usług wpierających osoby z niepełnosprawnościami. Dawało to nadzieję na stworzenie systemowych rozwiązań wdrażających postanowienia Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych.

Dodatkowe zadania finansowane z Funduszu mogą utrudnić rozwijanie programów wspierających niezależne życie osób z niepełnosprawnościami

RPO zwrócił się do marszałka senatu Tomasza Grodzkiego w związku z pracami Senatu nad ustawą o zmianie ustawy o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych oraz niektórych innych ustaw.

Zakres zadań Funduszu, którego pierwotnym celem było finansowanie systemu wsparcia niezależnego życia osób z niepełnosprawnościami został rozszerzony w 2019 roku przez dwie ustawy: o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami oraz o świadczeniu uzupełniającym dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji. Na ich podstawie środki z Funduszu są przeznaczone na wsparcie udzielane w ramach Funduszu Dostępności oraz na wypłaty świadczenia uzupełniającego dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji. Wprowadzono też nowe przychody Funduszu w postaci nieoprocentowanych pożyczek z Funduszu Pracy oraz dotacji celowej z budżetu państwa na dofinasowanie wypłaty świadczenia uzupełniającego dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji.

Obecnie procedowana przez Senat ustawa przewiduje dodanie kolejnych zadań Funduszu tzw. trzynastych emerytur, rent socjalnych oraz zasiłków pogrzebowych. Wskazano w niej także nowe przychody Funduszu, którymi miałyby być pożyczka z Funduszu Rezerwy Demograficznej oraz następna dotacja celowa z budżetu państwa. W roku 2019 przychody Funduszu stanowiła jedynie część składki na Fundusz Pracy w wysokości 0,15% składki, w związku z tym zgodnie z zapowiedziami Rady Ministrów programy uruchomione w 2019 r. ze środków Funduszu miały mieć charakter pilotażowy. W 2020 r. Fundusz zasilić ma drugi z zawartych w pierwotnym brzmieniu ustawy składnik przychodów w postaci daniny solidarnościowej.

W środowisku osób z niepełnosprawnościami powstało zatem uzasadnione stworzenia trwałego państwowego systemu gwarantowanych usług społecznych, co stanowiłoby jednocześnie realizację celów Funduszu.

W piśmie do Marszałka Senatu RPO podkreśla, że konieczne jest przyjęcia rozwiązań legislacyjnych gwarantujących odpowiedni poziom finasowania pierwotnych zadań Funduszu. Bez takich gwarancji znacznie utrudnione będzie budowanie innowacyjnego, trwałego i skutecznego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami. Szczególnie zasadnym wydaje się wprowadzenie przepisów, które zapewnią realizację podstawowych usług wymienionych w Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, wspierających niezależne życie osób z niepełnosprawnościami: asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej. Warto przy tym zauważyć, że w bieżącym roku na finasowanie asystentury osobistej przeznaczono z Funduszu 30 mln zł, w 2020 r. – według planu finansowego Funduszu – ma to być 80 mln zł. Taka kwota spowoduje, że usługa asystenta osobistego będzie nadal dostępna jedynie w wybranych gminach na zasadach projektowych. Wprowadzenie zaś dodatkowych celów, jakie miałyby być realizowane ze środków Funduszu, stanowi istotne zagrożenie dla jej wdrożenia nawet w takim ograniczonym wymiarze.

Rada Ministrów zapowiadała także finansowanie z Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych zatrudnienia wspomaganego. Do tej pory nie podjęto działań w realizacji tej usługi, a kilkukrotnie zapowiadane przyjęcie ustawy o zatrudnieniu wspomaganym nie zostało nawet przedstawione na etapie projektu.

RPO podkreślił, że zdaje sobie sprawę, że w obecnie procedowanym projekcie nie jest możliwe systemowe uregulowanie tych usług. Jednak ważnym krokiem w tę stronę byłoby zabezpieczenie odpowiedniego ich finasowania, do czego zmierzają poprawki przedstawione w Sprawozdaniu Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej Senatu RP (druk senacki nr 13A). Opierają się one na postulatach środowiska osób z niepełnosprawnościami wyrażanych w trakcie prac nad projektem.

XI.022.1.2019

Adopcja wyjątkowo także wobec osób pełnoletnich. RPO reaguje na skargi obywateli

Data: 2019-12-12
  • Polskie prawo powinno w uzasadnionych przypadkach przewidywać adopcję osób pełnoletnich - uważa RPO
  • Mogłoby to być alternatywą wobec instytucji ubezwłasnowolnienia  
  • Umożliwiłoby też właściwe wsparcie osób z niepełnosprawnościami przez dotychczasowych opiekunów

Dziś polskie prawo nie przewiduje adopcji osoby, która ukończyła 18 lat. Media donoszą o przypadkach, gdy ojczym czy macocha lub dziadkowie, wychowujący  dziecko, nie mogą go adoptować po osiągnięciu przez nie tego wieku. Inny przykład to sprawa 22-letniej dziewczyny, porzuconej i przez rodziców biologicznych, i adopcyjnych. 18-letni wychowankowie domów dziecka muszą zaś opuścić te placówki i radzić sobie sami, bez wsparcia państwa (chyba że się uczą). W efekcie 80 proc. z nich  wraca wtedy do rodzin biologicznych, często patologicznych.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają wnioski obywateli o podjęcie działań, aby możliwość przysposobienia rozszerzyć także na osoby pełnoletnie.

Skargi pochodzą od rodzin zastępczych, od lat zajmujących się osobami z niepełnosprawnościami, najpierw dziećmi, a następnie dorosłymi. Podkreślano, że osoby te osiągnęły pełnoletność jedynie kalendarzowo - nie są one w stanie podjąć samodzielnej egzystencji i pozostają na mentalnym poziomie dziecka.

Zgodnie z polskim prawem (art. 114 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego) adoptować można jedynie osobę małoletnią i tylko dla jej dobra. Wymóg małoletności powinien być spełniony w dniu złożenia wniosku o przysposobienie.

Tymczasem wnioski rodzin zastępczych o adopcję były spóźnione wobec osiągnięcia przez podopiecznych 18 lat. A termin na złożenie wniosku nie mógł być przywrócony - sądy musiały odrzucać takie wnioski.

Rzecznik zwraca uwagę, że u źródeł współczesnego przysposobienia leży wywodząca się ze starożytnego Rzymu instytucja adopcji, w której nie było wymogu małoletności.  Również obecnie nie tylko w obcych kulturach prawnych (np. w japońskiej), ale także w Republice Federalnej Niemiec czy w niektórych stanach USA, możliwe jest przysposobienie osób dorosłych.

Także wcześniejsze przepisy polskie nie zawierały wymogu małoletności adoptowanej osoby. Do lipca 1939 r. obowiązywał przepis Kodeksu cywilnego Królestwa Polskiego, który wręcz stanowił: „Przysposobienie nie może mieć mieysca przed pełnoletnością przysposobić się maiącego” (czyli przysposabianego).  Ustawa z 13 lipca 1939 r. o ułatwieniu przysposobienia małoletnich nie ograniczała zaś możliwości adopcji tylko do dzieci. Zmienił to Kodeks rodzinny z 27 czerwca 1950 r. I taki stan prawny trwa do dziś.

Zarazem ważne znaczenie ma orzeczenie Sądu Najwyższego z 2 czerwca 1980 r., że art. 114 Kro "nie jest wyrazem podstawowych zasad naszego porządku prawnego w dziedzinie ochrony rodziny przez Państwo". Możliwe jest zatem uznanie w Polsce zagranicznego orzeczenia o adopcji osoby pełnoletniej.

W opinii Rzecznika idea rozszerzenia instytucji przysposobienia w szczególnych wypadkach na osoby pełnoletnie warta jest rozważenia. Nie trzeba byłoby wykreślać przymiotnika „małoletnia” z art. 114 Kro. Wystarczyłoby dodać, że w wyjątkowych okolicznościach przysposobić można osobę pełnoletnią - jeśli przemawiają za tym zasady współżycia społecznego.

Regulacja taka mogłaby stanowić alternatywę dla systemu ubezwłasnowolnienia oraz opieki lub kurateli prawnej - gdy adoptowana osoba jest niezdolna do samodzielnej egzystencji lub wymaga wsparcia. RPO od dawna domaga się zastąpienia instytucji ubezwłasnowolnienia innymi formami wsparcia (o co walczą środowiska osób z niepełnosprawnościami i co Polsce rekomenduje Komitet ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami).

Odpowiednią formą faktycznego wsparcia osoby wymagającej pomocy i opieki byłoby wtedy jej przysposobienie przez dotychczasowych opiekunów. To ważne, zwłaszcza w kontekście braku wystarczającej liczby kandydatów na opiekunów czy kuratorów.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę o rozważenie podjęcia odpowiednich kroków legislacyjnych.

IV.7023.11.2019

RPO powtórnie wystąpił do MS w sprawie zmiany przepisów dot. kuratorów sądowych

Data: 2019-12-06

W styczniu 2019 roku RPO zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości w sprawie niedoskonałości przepisów regulujących postępowanie kuratorów w sprawach rodzinnych i opiekuńczych, a w szczególności w przypadku udziału w kontaktach rodziców (rodzica) z dzieckiem w obecności kuratora. Obecna regulacja jest bardzo ogólnikowa, w opinii RPO jest niewystarczająca, a co więcej, niedostosowana do współczesnych realiów. Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości w sprawie szczegółowego sposobu wykonywania uprawnień i obowiązków kuratorów sądowych stanowi tylko, że:

  • kurator ma stawić się w określonym przez sąd miejscu i terminie spotkania rodzica z dzieckiem,
  • ma być obecny przez cały czas trwania kontaktu,
  • ma dbać, aby kontakt  ten nie trwał dłużej niż postanowił sąd,
  • z każdej obecności przy kontaktach kurator niezwłocznie składa sądowi pisemną notatkę.

Braki w przepisach uwypukla duża liczba skarg kierowanych do Biura RPO. Wiele z nich odnosi się do przebiegu spotkania rodzica z dzieckiem. Z jednej strony skarżący wskazują nadmiernie - w ich ocenie - aktywną postawę kuratora. W innych skargach podnoszona jest z kolei  bierność kuratorów - w których niektórzy rodzice chcieliby  upatrywać swoistego „rozjemcy” i „strażnika” dbającego o prawidłowy przebieg kontaktów z dzieckiem.

W odpowiedzi na styczniowe wystąpienie rzecznika, Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało, że trwają prace nad projektem ustawy o kuratorskiej służbie sądowej.

RPO powtórnie wystąpił do MS w sprawie projektu ustawy o służbie kuratorskiej

W odpowiedzi RPO zauważa, że projekt ustawy o kuratorskiej służbie sądowej zamieszczony na stronach Rządowego Centrum Legislacji pod koniec poprzedniej kadencji Sejmu RP, zawierający propozycję nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego, mającą na celu m.in. rozszerzenie obowiązków kuratorów sądowych obecnych przy kontaktach rodziców z dzieckiem wprowadza jedynie minimalne zmiany. Niewielkie przekształcenie przepisów nie rozwiąże problemów, jakie napotykają kuratorzy sądowi przy wykonywaniu orzeczeń sądowych, a które z kolei przekładają się na dobro i bezpieczeństwo przede wszystkim małoletnich dzieci.

Obowiązkiem kuratora jest uczestnictwo przez cały czas trwania kontaktu, jednakże przepis w żaden sposób nie obejmuje problematyki, którą poruszył rzecznik w swoim pierwszym wystąpieniu. Problematyka ta, dotycząca najbardziej „życiowych” kwestii (wizyty w toalecie, posiłków, zakupu biletów wstępu), nadal pozostaje nierozwiązana. Zgłaszane przez samych kuratorów problemy związane z wielogodzinnym kontaktem, przemieszczaniem się czy miejscem spotkania na basenie, w parku rozrywki, stwarzają niestety dość szerokie pole do interpretacji, nie zawsze zgodnej z intencjami sądu, który określił sposób realizacji kontaktów.

Rzecznik przedstawił także rekomendacje wypracowane przez Krajową Radę Kuratorów. Rada postulowała żeby uzupełnić projekt przepisów o uregulowania dotyczące niezbędnych elementów orzeczenia sądu, zakreślenia jasnych ram czasowych, w których kontakty osoby uprawnionej z dzieckiem mają odbywać się w obecności kuratora, jak również uprawnień samego kuratora biorącego udział w wykonaniu orzeczenia, w tym w prawo do występowania z wnioskami takimi jak: podjęcia decyzji o przerwaniu kontaktu w przypadku wystąpienia okoliczności mogących zagrażać dziecku czy o zmianę orzeczenia sądu o kontaktach rodzica z dzieckiem.

Niektóre zapisy projektu ustawy o kuratorskiej służbie sądowej budzą wątpliwości RPO

Rzecznik przedstawił wątpliwości odnośnie proponowanej treści ustawy o kuratorskiej służbie sądowej, a konkretniej zapisu według którego kuratorem będzie mogła zostać jedynie osoba posiadająca wyłącznie obywatelstwo polskie. Uzasadnienie projektu lakonicznie wiąże ten wymóg z analogicznym obostrzeniem stosowanym wobec kandydatów na sędziów. Ten argument nie przekłada się na sytuację kuratora sądowego, jako że nie sprawuje on wymiaru sprawiedliwości, nie wydaje orzeczeń w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, jedynie je wykonuje. Jeszcze mniejszą zasadność ma wprowadzenie wymogu wyłącznego obywatelstwa polskiego wobec kuratorów społecznych. Konsekwencje posiadania dodatkowego, innego niż polskie obywatelstwa są zaś poważne - na mocy art. 129 projektu niezrzeczenie się obcego obywatelstwa w określonym terminie powoduje wygaśnięcie stosunku pracy kuratora zawodowego i aplikanta kuratorskiego oraz odwołanie kuratora społecznego z pełnionej funkcji.

Kolejną kwestią, która może budzić wątpliwości jest propozycja przepisu formułującego fakultatywność okresowego wysłuchiwania przez sąd osób poddanych opiece lub kurateli. Zdaniem rzecznika, sądy opiekuńcze powinny mieć obowiązek okresowego wysłuchiwania takich osób (chyba że ich stan psychiczny lub umysłowy sprawia, że byłoby to oczywiście niecelowe), bo jest to niezbędnym elementem faktycznego wykonywania nadzoru nad sprawowaniem opieki i kurateli. Opiekunowie i kuratorzy osób ubezwłasnowolnionych powinni być osobami działającymi na rzecz i w interesie swoich podopiecznych, jednak w praktyce nie zawsze tak się dzieje. Stąd instytucja nadzoru sądów nad sprawowaniem opieki i kurateli. Nadzór ten nie jest jednak pełny i efektywny, jeśli pozbawiony jest informacji od samych podopiecznych, a opiera się na informacjach od tych osób, które mają być nadzorowane, zawartych w ich zaledwie corocznych sprawozdaniach.

Podobnie uzasadniona jest zmiana projektowanego przepisu, który zakazuje zlecania kuratorom czynności w domach pomocy społecznej albo placówkach zapewniających całodobową opiekę osobom niepełnosprawnym, przewlekle chorym lub osobom w podeszłym wieku. W mediach co jakiś czas pojawiają się doniesienia o nieprawidłowościach w takich placówkach, w których opiekunowie czy kuratorzy umieszczają swoich podopiecznych na zasadach komercyjnych. Nieprawidłowości nie muszą polegać na drastycznych naruszeniach nietykalności cielesnej i godności; mogą także dotyczyć zakazu kontaktów z określonymi osobami, zakazu wychodzenia z placówki czy dysponowania swoją własnością. Kary nakładane przez wojewodów na placówki działające bez stosownego pozwolenia i nadzoru nie wydają się być skuteczne, co RPO zgłaszał już w poprzednich latach. W tym stanie rzeczy zasadne jest upoważnienie kuratorów sądowych do dokonywania czynności w placówkach całodobowej opieki, niezależnie od ich statusu prawnego i podmiotu właścicielskiego - właśnie w celu zapewnienia pełnego i efektywnego nadzoru sądów opiekuńczych nad sytuacją osoby poddanej opiece lub kurateli. W przypadku niektórych osób kontakt z niezależnym pracownikiem kuratorskiej służby sądowej może być jedyną okazją przekazania do sądu informacji o swojej sytuacji i ewentualnych skarg czy to na opiekuna, kuratora, czy kierownictwo i personel placówki, w której przebywa.

IV.7021.28.2019

 

RPO do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ws. systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami

Data: 2019-12-03
  • 3 grudnia to Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami. Ustanowiono go, aby promować zrozumienie problemów związanych z niepełnosprawnością i mobilizować do działań na rzecz poszanowania godności i praw osób z niepełnosprawnościami
  • RPO wystąpił do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marleny Maląg w sprawie wyzwań, które powinny być rozwiązane za pomocą państwowego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami
  • Główne postulaty Rzecznika to: podjęcie aktywnych starań w celu wdrożenia rekomendacji dla Polski Komitetu ONZ ds. Praw Osób z Niepełnosprawnościami, poprawa sytuacji kobiet z niepełnosprawnościami, deinstytucjonalizacja systemu wsparcia, zmiana modelu funkcjonowania asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej,
  • O systemie prawnym, dostępności, przydatnych nowych technologiach, rynku pracy, samodzielności i potrzebach osób z niepełnosprawnościami będziemy rozmawiać na III Kongresie Praw Obywatelskich

Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych ustanowiło w 1992 r. dzień 3 grudnia Międzynarodowym Dniem Osób z Niepełnosprawnościami. Co roku data ta ma przypominać o potrzebie społecznego wspierania osób z niepełnosprawnościami. RPO napisał do Minister Rodziny Marleny Maląg pismo, w którym przedstawił obszary działalności resortu istotne z punktu widzenia poszanowania godności i praw osób z niepełnosprawnościami.

Debata na temat praw osób z niepełnosprawnościami będzie kontynuowana na III Kongresie Praw Obywatelskich, który odbędzie się 13-14 grudnia 2019 roku w Warszawie. Będziemy rozmawiać o nowych technologiach wspomagających osoby z niepełnosprawnościami, sytuacji osób z niepełnosprawnościami na rynku pracy, niezależności życia i systemie orzekania o potrzebie wsparcia, dostępności, a także roli sportu w życiu osób z niepełnosprawnościami.

RPO: niezbędne jest podjęcie aktywnych starań w celu wdrożenia rekomendacji Komitetu Praw Osób z Niepełnosprawnościami dla Polski

Rzecznik ocenia obecnie podejmowane działania jako niewystarczające. Przypomniał, że we wrześniu 2018 r. Komitet Praw Osób z Niepełnosprawnościami dokonał pierwszego przeglądu wdrażania Konwencji w Polsce i wydał swoje rekomendacje.

Pomimo zapowiedzi resortu nie zostało do tej pory przygotowane tłumaczenie rekomendacji na język polski oraz na polski język migowy, ani ich opracowanie w języku łatwym do czytania i zrozumienia. Tym samym dokument nie został udostępniony w sposób zgodny z zasadami dostępności, to znaczy umożliwiający zapoznanie się z nim przez różne podmioty zainteresowane.

Poprawa sytuacji kobiet z niepełnosprawnościami – ważny obszar ochrony praw człowieka pomijany w debacie publicznej

RPO wskazuje na problem barier w dostępie do opieki ginekologicznej oraz zapewniania odpowiedniego wsparcia dla kobiet-ofiar przemocy. Sytuacja kobiet z niepełnosprawnościami jest w przypadku przemocy podwójnie dramatyczna, a zjawisko przemocy wobec tej grupy jest o wiele bardziej nasilone. Dlatego konieczne jest, aby urzędnicy, przedstawiciele służb oraz organizacji pozarządowych pracujący z ofiarami przemocy odbywali specjalne szkolenia dotyczące specyfiki pracy z osobami z niepełnosprawnościami. Programy w obszarze zapobiegania i zwalczania przemocy ze względu na płeć powinny uwzględniać odpowiednio czynnik niepełnosprawności. Szczególna dbałość o zapewnienie efektywności dostępnych środków ochrony prawnej powinna dotyczyć także domów pomocy społecznej i innych instytucji opiekuńczo-rehabilitacyjno-leczniczych. Co więcej, jak zostało zbadane, miejsca, w których można uzyskać wsparcie informacyjne czy schronienie, w zasadzie nie są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami.

Rzecznik po raz kolejny postuluje o deinstytucjonalizację systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami

RPO ponawia apel o reformowanie systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami tak, aby opierał się on o działania podejmowane lokalnie, a nie odgórnie, państwowo. W 2017 roku RPO wraz z 54 organizacjami społecznymi wystosował do Prezesa Rady Ministrów apel w sprawie deinstytucjonalizacji systemu wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami i osób starszych.

Dlaczego deinstytucjonalizacja jest ważna? Osoby z niepełnosprawnościami i osoby starsze powinny mieć możliwość niezależnego życia. Chodzi o to, aby w pełni i w sposób równy z innymi mogły one korzystać ze wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności. Muszą mieć możliwość decydowania co do tego, gdzie i z kim będą mieszkać. Nie można ich odgórnie zobowiązywać do mieszkania w szczególnych warunkach (domach pomocy społecznej, domach seniora itp.). Cel ten można osiągnąć dzięki deinstytucjonalizacji, czyli przejściu do wsparcia na poziomie społeczności lokalnych. Założeniem jest zastąpienie oferowania miejsc w dużych instytucjach, jak DPS-y, wsparciem w postaci mieszkania chronionego lub korzystania z usług asystenta osobistego.

RPO poprosił resort o informacje czy planowane są zmiany legislacyjne w ustawie o pomocy społecznej w zakresie mieszkalnictwa chronionego, które jest kameralną forma wsparcia. Aby to narzędzie efektywnie wspierało osoby z niepełnosprawnościami należy równolegle wprowadzić przepisy zabezpieczające przed wypaczeniami tej formuły, np. poprzez ustanowienie zakazu tworzenia licznych mieszkań tego typu w ramach jednego budynku (by nie doprowadzić do tzw. gettoizacji). Wskazane byłoby też zawarcie w regulacjach ustawowych postanowienia o włączeniu mieszkańców w społeczność lokalną, jako jednego z zadań mieszkań zarówno docelowych, jak i treningowych. Nie mniej istotnym elementem jest dopuszczenie do korzystania z mieszkań chronionych osób potrzebujących całodobowego wsparcia.

Asystencja osobista i opieka wytchnieniowa – działania na rzecz godnego życia osób z niepełnosprawnościami i ich bliskich

W swoim wystąpieniu RPO odniósł się do dwóch rodzajów działań podnoszących jakość życia osób z niepełnosprawnościami: asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej.

Asystencja osobista to towarzyszenie osobie z niepełnosprawnościami w jej codziennym życiu, przez co może samodzielnie podejmować decyzje, uczestniczyć w życiu społecznym i prowadzić niezależne życie. Obecnie asystentura osobista finansowana jest ze środków Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. RPO ocenia, że finasowanie to ma charakter projektowy a nie systemowy. W bieżącym roku pójdzie na to 30 mln zł, w 2020 r. – według planu finansowego Funduszu –80 mln zł. Taka kwota spowoduje, że usługa asystenta osobistego będzie nadal dostępna jedynie w wybranych gminach. Należy przy tym zauważyć, że obecnie procedowany jest w Sejmie poselski projekt nowelizacji ustawy o Funduszu, który w znaczący sposób rozszerza zakres zadań Funduszu, przez co rozwój asystencji osobistej może zostać zmarginalizowany.

W związku z tym RPO  postuluje stworzenie systemowego modelu asystentury osobistej. Biuro RPO przygotowało na ten temat specjalny raport „Asystent osobisty osoby z niepełnosprawnością – zapotrzebowanie na miarę Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami”, w którym omówiony został aktualny stan wdrożenia tej instytucji oraz sformułowane zostały rekomendacje.

RPO zauważył, że konieczne jest też przyjęcie regulacji prawnych odnoszących się do opieki wytchnieniowej. Podobnie jak asystencja osobista jest ona obecnie finansowana z Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych w niewystarczający sposób.

Opieka wytchnieniowa pozwala wspierać rodziny i opiekunów osób z niepełnosprawnościami w codziennym życiu. Korzystając z opieki wytchnieniowej mogą odpocząć, załatwić codzienne sprawy, realizować swoje pasje, zadbać o zdrowie… - mając jednocześnie pewność, że osoba, którą opiekują się na co dzień ma zapewnioną dobrą opiekę i jest bezpieczna.

W kierunku nowego systemu orzekania o niepełnosprawności

Podstawą wprowadzenia kompleksowego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami powinien być nowy system orzekania o niepełnosprawności. Należy tu postawić pytanie, w jaki sposób ta reforma ma być skonstruowana. Jest to tym bardziej zasadne w kontekście zapowiedzi i opracowań pojawiających się w poprzedniej kadencji Parlamentu. Niepokój RPO budzi fakt, że zgodnie z Konwencją o prawach osób niepełnosprawnych, system orzekania powinien określać sposoby udzielania wsparcia osobom z niepełnosprawnościami przez organy publiczne, bez określania danej osoby jako „niezdolnej”, czy „niesamodzielnej”. Określenia te mają pejoratywne i stygmatyzujące brzmienie. Należałoby je zastąpić pojęciem „osoby wymagające bardziej intensywnego wsparcia”, które pozwala na określenie osób z niepełnosprawnościami, którym – ze względu na rodzaj i stopień niepełnosprawności – należy zapewnić możliwość dostępu do zróżnicowanych form wsparcia.

Inne działania, które mogą przyczynić się do polepszenia sytuacji osób z niepełnosprawnościami

Rzecznik zapytał jakie działania zostały podjęte dla wdrażania systemu zatrudnienia wspomaganego. Zgodnie z zapowiedziami premiera Mateusza Morawieckiego usługa ta miała być finansowana z Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Dotychczas tak się jednak nie stało. Kilkukrotnie zapowiadano przyjęcie ustawy o zatrudnieniu wspomaganym, jednak jej projekt nie został skierowany do Parlamentu. Rzecznik prosi resort o informacje jakie działania są planowane i w jaki sposób będą wprowadzane.

Rzecznik zgłosił także postulat przeglądu polskiego systemu prawnego. RPO zwrócił uwagę na funkcjonowanie w nim określeń przestarzałych, nierzadko pejoratywnych i stygmatyzujących osoby z niepełnosprawnościami. Język, jakim opisujemy różne zjawiska i osoby ma ogromne znaczenie w kontekście poszanowania ich godności, a także kształtowania odpowiednich postaw społecznych i niwelowania negatywnych stereotypów. Tym bardziej zatem powinniśmy zachować staranność i poprawność języka prawnego opisującego nowe, bazowe rozwiązania.

Aby efektywnie wspierać osoby z niepełnosprawnościami, należy koordynować działania między resortami

Wiele istotnych kwestii dotyczących niepełnosprawności znajduje się w kompetencji różnych resortów i organów państwowych. Jako najważniejsze RPO wskazuje zagadnienia związane z zdolnością do czynności prawnych, prawem do zawierania małżeństwa, dostępnością czy edukacją. Dlatego działania na rzecz osób z niepełnosprawnościami powinny być oparte o kompleksową strategię. RPO poprosił o przedstawienie informacji czy Ministerstwo Rodziny podejmuje współpracę z innymi resortami i jeśli tak, to jak dotychczas taka kooperacja przebiegała.

RPO: uporządkować problem opodatkowania umarzanych kredytów frankowych

Data: 2019-12-02
  • Człowiek, któremu bank umarza część kredytu hipotecznego, może dostać od państwa wezwanie do zapłaty podatku.
  • Urzędy skarbowe uznają takie umorzenia, wynikające np. z oddania niespłaconego mieszkania bankowi, za przychód.
  • Tymczasem chodzi o osoby, które znalazły się w skrajnie trudnej sytuacji życiowej. Niepłacenie kredytu może przecież wynikać z utraty pracy, choroby czy rozpadu rodziny.
  • To, że ludzie ci rozwiązali problem długu wobec banku, nie oznacza, że mają przychody.
  • RPO występuje do Ministra Finansów o wprowadzenie przepisów, by chronić kredytobiorców, w przypadku których doszło do restrukturyzacji zadłużenia.

NIE PRZEGAP! Sprawami "frankowiczów" zajmuje się III Kongres Praw Obywatelskich, 14 grudnia na panelu 40: TSUE jako nasz sąd – nas obywateli /Sprawa państwa Dziubak – co robić z “kredytem frankowym” 

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar od początku kadencji podejmuje szereg działań zarówno o charakterze systemowym, jak i procesowym, mających na celu wzmocnienie sytuacji frankowiczów (konsumentów, którzy zawarli kredyty hipoteczne indeksowane lub denominowane we franku szwajcarskim).

W ich sytuacji mogą zajść teraz zmiany – ze względu na niedawny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie Państwa Dziubaków przeciwko Raiffeisen Bank International AG (sygn. C-260/18). Być może nawet nie będzie dochodziło do spraw przed sądami, gdyż banki będą bardziej chętne do zawierania ugód.

W jakiej sytuacji znajdą się wtedy kredytobiorcy?

Ponieważ z punktu widzenia podatkowego jeśli dochodzi do umorzenia długu, to powstaje podlegający opodatkowaniu przychód, Minister Finansów wydawał już rozporządzenia o odstąpieniu od takiego opodatkowania. Zrobił to dwukrotnie, ale nigdy w sposób systemowy. Rozporządzenia objęły więc czas od 1 stycznia 2015 r. do 31 grudnia 2018 r. Zatem nie dotyczą ani kogoś, kto ma kredyt umorzony przed 2015 r. (i teraz może dostawać wezwania do zapłacenia nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych zaległego podatku), ani tych, którzy teraz zawrą ugodę z bankiem.

W demokratycznym państwie prawa nie powinno dochodzić do sytuacji, w których skutkiem restrukturyzacji umowy kredytowej jest przekształcenie się zobowiązania cywilnoprawnego w zobowiązanie o charakterze publicznoprawnym – pisze RPO w wystąpieniu do ministra finansów Tadeusza Kościńskiego. Podkreśla, że obowiązek zapłacenia podatku od umorzonej przez bank należności, może stanowić skuteczną blokadę dla czynności restrukturyzacyjnych.

V.511.272.2016

RPO: czy pierwszeństwo ma terapia w Gostyninie, czy wykonanie kary więzienia?

Data: 2019-11-28
  • Jeden z pacjentów ośrodka w Gostyninie został przeniesiony do więzienia, gdzie ma odbyć karę pozbawienia wolności
  • Nie będzie więc już poddawany terapii w Gostyninie. Tymczasem sąd cywilny nie wypisał tej osoby z ośrodka.
  • Przepisy nie wskazują zaś, czy pierwszeństwo wykonania ma kara pobawienia wolności na mocy decyzji sądu karnego, czy też terapia orzeczona przez sąd cywilny

Wobec tej luki prawnej oraz kolizji przepisów i praktyki sądów Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o zmianę przepisów.

Chodzi o ustawę z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Przewiduje ona bezterminowe pozbawianie wolności w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie osób, które odbyły kary więzienia, ale zostały uznane za stwarzające zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Pozwala też na orzeczenie środka ograniczającego wolność - nadzoru prewencyjnego (bez umieszczania w ośrodku).

O tym, który środek wybrać, decyduje sąd cywilny.

Ośrodek funkcjonuje jako podmiot leczniczy podlegający Ministrowi Zdrowia, gdzie osoby te – już jako pacjenci - są poddawane terapii zaburzeń osobowości czy preferencji seksualnych.

Rzecznik już wcześniej wskazywał, że ustawę trzeba porządnie poprawić Tymczasem pojawiają się kolejne problemy z jej stosowaniem.

Jeden z pacjentów ośrodka został bowiem skierowany przez sąd karny do odbycia kary 5 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Od 3 lat postępowanie wykonawcze w tej sprawie było zawieszone. Podjął je w tym roku sąd rejonowy; decyzję utrzymał sąd okręgowy. Oznaczała ona przerwanie prowadzonej terapii i przeniesienie pacjenta do zakładu karnego.

To orzeczenie sądu karnego stoi w opozycji do stanowiska sądu cywilnego. Zainteresowany kierował do niego sygnały o możliwym podjęciu wobec niego zawieszonego postępowania wykonawczego. W odpowiedzi sąd cywilny wskazał, że obecnie nie ma podstaw, by stwierdzić, iż dalszy jego pobyt w ośrodku nie jest już konieczny.

Sąd informował zainteresowanego, że nie wydał postanowienia o wypisaniu go z KOZZD. Zgodnie z ustawą sąd może to uczynić - jeżeli wyniki postępowania terapeutycznego i zachowanie danej osoby uzasadniają przypuszczenie, że jej dalszy tam pobyt nie jest już konieczny. Zdaniem sądu wobec zainteresowanego nie zachodzi żadna z tych przesłanek.

Jak wskazuje RPO, doszło tym samym do kolizji środków oddziaływania wobec pacjenta, wyrażonych w ustawie z 22 listopada 2013 r. oraz wymienionych w przepisach prawach karnego. Rozstrzygnięcie sądu karnego miało charakter precedensowy. Dziś żadne przepisy prawa nie regulują, który środek skutkujący pozbawieniem wolności ma pierwszeństwo wykonania: kara pobawienia wolności czy terapia w KOZZD.

Nie istnieją także przepisy regulujące sytuację osób umieszczonych w KOZZD, wobec których w innej sprawie zastosowano np. areszt czy orzeczono środek zabezpieczający w postaci umieszczenia w zakładzie psychiatrycznym.

- Nie wiadomo więc, które z zapadłych orzeczeń miałoby pierwszeństwo wykonania i czy każdorazowo wiązałoby się z opuszczeniem ośrodka przez pacjenta – podkreśla Adam Bodnar.

Ponadto Rzecznik ponownie upomniał się o osoby, które w trakcie pobytu w ośrodku zachorowały psychicznie, wobec czego ich dalszy tam pobyt jawi się jako niedopuszczalny. Prowadzenie bowiem oddziaływań terapeutycznych, które są zasadniczym celem ośrodka, jest wobec osób chorujących psychicznie niemal niemożliwe. Ta luka prawna była już zgłaszana ministrowi sprawiedliwości i Prezesowi Rady Ministrów, ale bez rezultatu.

Kolejną luką prawną ustawy jest  niemożność uchylenia przez sąd cywilny nadzoru prewencyjnego, orzeczonego wobec osoby, którą decyzją sądu karnego osadzono w zakładzie karnym lub zakładzie psychiatrycznym. Efektem jest dwoistość orzeczonych środków, z czego jeden ma jedynie pozorny charakter.

Adam Bodnar poprosił ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę o podjęcie niezbędnej inicjatywy legislacyjnej w celu wyeliminowania przedstawionych luk prawnych.

IX.517.1702.2017

Czy materiał TVP pt. „Inwazja„ nie przekroczył granic swobody wypowiedzi. Rzecznik pyta KRRiT

Data: 2019-11-21
  • Materiał filmowy TVP pt. „Inwazja” potęguje społeczną nienawiść wobec osób LGBT, narusza ich godność i nieprawdziwie wiąże z pedofilią
  • Manipuluje też faktami co do „Marszów Równości”; buduje ich całkowicie jednostronny obraz i pomija akty agresji wobec nich  
  • Program ten można odczytywać jako przyzwolenie na przemoc w celu „ochrony przed wrogiem”
  • Wszystko to jest sprzeczne z ustawowymi wymogami pluralizmu, bezstronności i wyważenia wobec mediów publicznych

Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił o zbadanie sprawy przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Rada stoi na straży otwartego i pluralistycznego charakteru radiofonii i telewizji.

Rzecznik z wielkim niepokojem obserwuje postępującą radykalizację języka debaty publicznej. Niezmiennie apeluje o szacunek dla godności drugiego człowieka, która jest nieprzekraczalną granicą wolności wypowiedzi.

Media publiczne nie mogą nawoływać do nienawiści 

- W tym kontekście wyemitowany 10 października 2019 r. materiał pt. „Inwazja” produkcji TVP S.A. należy ocenić jednoznacznie krytycznie – podkreśla Adam Bodnar. Nie tylko powiela on stereotypy i potęguje społeczną nienawiść wobec osób LGBT, ale też manipuluje faktami, zwłaszcza na temat „Marszów Równości”. Buduje ich całkowicie jednostronny obraz, daleki od pluralizmu, bezstronności i wyważenia, którymi w myśl ustawy o radiofonii i telewizji powinny cechować się programy mediów publicznych.

Zgodnie z ustawą o rtv media publiczne nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, moralnością i dobrem społecznym, zawierać treści dyskryminujących lub nawołujących do nienawiści. Choć orientacja seksualna i tożsamość płciowa nie są przesłankami zakazu dyskryminacji według ustawy o równym traktowaniu, to niewątpliwie są cechami chronionymi prawnie przez art. 32 ust. 2 Konstytucji oraz wiążące Polskę umowy międzynarodowe. Ustawa o rtv  przywołuje zaś orientację seksualną jako niedozwoloną podstawę nierównego traktowania. Wskazuje ona, że przekazy handlowe nie mogą zawierać treści dyskryminujących m.in. z tego względu.

Dlatego nie ma uzasadnienia dla emitowania w mediach publicznych treści dyskryminujących i nawołujących do nienawiści ze względu na te cechy. A audycje medialne nie mogą propagować działań sprzecznych z dobrem społecznym.

Chodziło o obrażenie i wykluczenie osób LGBT

- Obraz osób nieheteronormatywnych, który buduje „Inwazja”, postrzegam jako jawnie naruszający przytoczone zasady – wskazuje Adam Bodnar. Użyte sformułowania (w tym sam tytuł materiału), porównania i skojarzenia (zwłaszcza wiążące osoby LGBT z pedofilią), a także sposób narracji (sensacyjny, śledczy ton), wskazują, że celem twórców materiału było obrażenie i wykluczenie grupy społecznej osób LGBT poprzez przedstawienie jej jako „innego” - wroga i źródło niebezpieczeństwa.

Taki przekaz może stanowić przyczynę dyskryminacji, buduje uprzedzenia i potęguje nienawiść, a nawet może być odczytany jako przyzwolenie na przemoc, w celu „ochrony przed wrogiem”. W konsekwencji można więc uznać, że program zarówno bezpośrednio narusza godność osób LGBT, jak i propaguje to.

Choć była wyemitowana jako reportaż, w „Inwazji” trudno się dopatrzeć typowej dla tego gatunku (i wymaganej od mediów publicznych) bezstronności w opisie rzeczywistości. „Marsze Równości” przedstawiono w bardzo negatywnym świetle, a jako źródło informacji wykorzystano fragmenty rozmów nagranych w ramach „prowokacji dziennikarskiej” i filmów z parad równości z zagranicy.

Nie uwzględniono zaś jakichkolwiek faktów na temat marszów. Jako zgłoszone zgromadzenia publiczne były one zabezpieczane i nadzorowane przez policję, która ma informacje o ich przebiegu i incydentach w ich trakcie. Rzecznik z niepokojem odnotowuje wzrastającą liczbę aktów przemocy ze strony ich przeciwników. Tymczasem temat ten w „Inwazji” w ogóle się nie pojawił.

Nieprawdziwe powiązanie LGBT z pedofilią 

Podkreślenia wymaga niezgodne z prawdą, sugestywne i naruszające godność osób nieheteronormatywnych powiązanie środowiska LGBT z pedofilią. W wyjątkowo niebezpieczny sposób kształtuje to uprzedzenia i wywołuje szczególny sprzeciw. Do uzasadnienia tego twierdzenia wykorzystano ulotkę z hasłem „#pedopride”, która pojawiła się na paradzie równości w Amsterdamie. Pominięto jednak kluczową informację, że policja natychmiast zarekwirowała te ulotki. Organizacja, która je dystrybuowała, nie została dopuszczona do legalnego udziału w paradzie, a jej organizatorzy oficjalnie wyrazili sprzeciw co do jej postulatów.

„Inwazję” wyemitowano w toku kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu. W tym kontekście RPO przywołał rekomendacje EQUINET (europejskiej sieci organów ds. równego traktowania – w Polsce jest nim właśnie Rzecznik). Organy te, działające w poszczególnych państwach, zauważyły z niepokojem doniesienia o rosnącej w Europie mowie nienawiści wobec grup mniejszościowych, w tym „rosnącą liczbę kampanii wyborczych, których negatywną cechą są oskarżenia, dyskryminujący język, często uzasadniane jako wyrażające własne opinie, a czasem nawet obawy o prawa człowieka”. Część zaleceń odnosi się do mediów.

Media publiczne mają szczególne obowiązki w budowaniu świadomości społecznej i kształtowaniu postaw i opinii. Ich programy powinny sprzyjać integracji społecznej, w tym przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu. Mają się też cechować bezstronnością, pluralizmem, wyważeniem i niezależnością. Zgodnie zaś z Prawem prasowym każdy dziennikarz jest obowiązany do szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych.

Czy przekroczono granice wolności wypowiedzi? 

Zachowanie tych wymogów to próg graniczny dla ochrony swobody wypowiedzi. Wolność słowa i wolność mediów (art. 14 i art. 54 Konstytucji RP), mimo fundamentalnej roli jaką pełnią w demokratycznym państwie, nie mają charakteru absolutnego. W tym kontekście uzasadnione są podstawy, by dążyć do zbadania, czy w „Inwazji” granice tych wolności nie zostały przekroczone.

W obliczu postępującej brutalizacji języka, radykalizacji opinii i niebezpiecznej tendencji do deprecjonowania faktów, przeciwdziałanie tym zjawiskom powinno stanowić dla KRRiT zadanie priorytetowe. - Przepisy ustawy o rtv  nie mogą pozostać pustymi deklaracjami. Muszą pójść za nimi konkretne działania, w tym sprzeciw wobec treści godzących w podstawowe wartości, które  Rada ma chronić – podkreśla Adam Bodnar w wystąpieniu do Witolda Kołodziejskiego.

XI.505.27.2019

Kto pomoże uczniowi w nagłej sytuacji? RPO pyta Ministra Zdrowia

Data: 2019-11-08
  • Nadal nie rozwiązano problemu dzieci, które muszą dostać w szkole insulinę albo trzeba im zmierzyć poziom cukru. Dotyczy to także dzieci cierpiących na inne przewlekłe choroby
  • W szkole może nie być osób gotowych tym dzieciom pomóc, gdy nie ma pielęgniarki albo higienistki
  • Zgodnie z prawem w takiej sytuacji nauczyciele czy pracownicy szkół mogą podawać leki wyłącznie po swej pisemnej zgodzie
  • RPO kolejny raz interweniuje u Ministra Zdrowia, by doprecyzować obowiązki pracowników szkół w tym zakresie

Ogólnopolska Federacja Organizacji Pomocy Dzieciom i Młodzieży Chorym na Cukrzycę zwróciła uwagę na problemy dzieci, które wymagają przyjmowania insuliny i pomiaru cukru podczas pobytu w szkole. W przypadku nieobecności w szkole pielęgniarki środowiska nauczania i wychowania albo higienistki szkolnej uczniowie nie znajdują osób, które byłyby gotowe im pomóc.

Zgodnie bowiem z ustawą z 12 kwietnia 2019 r. o opiece zdrowotnej nad uczniami, podawanie leków lub wykonywanie innych czynności podczas pobytu ucznia w szkole przez pracowników szkoły może odbywać się wyłącznie za ich pisemną zgodą. Mogą zatem zgodnie z prawem odmówić takiej zgody. 

Rzecznik Praw Obywatelskich już wcześniej sygnalizował problem ministrom zdrowia oraz edukacji.

RPO pisał ostatnio w tej sprawie do Ministra Zdrowia w marcu 2019 r. Apelował o przyjęcie rozwiązań przedstawionych przez Rzecznika Praw Dziecka w 2018 r. Proponował on przyjęcie za punkt wyjścia w tej sprawie potrzeb uczniów, a nie obaw nauczycieli. Zarazem ze zrozumieniem trzeba podchodzić do zastrzeżeń pracowników instytucji oświatowych i udzielić im wszelkiego możliwego wsparcia.

Wiceminister Zbigniew Król odpisał, że podawanie leków  dziecku przewlekle choremu, bez względu na rodzaj schorzenia, jest elementem opieki nad dzieckiem. W ocenie resortu można zatem przyjąć, że działania nauczycieli i wychowawców w placówkach oświatowych (w przedszkolach i w szkołach) mogą być analogiczne do tych, jakie w podobnych sytuacjach podejmowaliby rodzice lub prawni opiekunowie dziecka.

Opieka nad uczniami jest wymieniona jako jeden z ustawowych celów systemu oświaty. Karta Nauczyciela stanowi zaś, że nauczyciel obowiązany jest rzetelnie realizować powierzone mu zadania - zgodnie z podstawowymi funkcjami szkoły: dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą - w tym związane z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom w czasie zajęć.

Uwzględniając argumentację Ministra Zdrowia, należałoby doprecyzować obowiązki pracowników szkół w zakresie czuwania nad zdrowiem dzieci, które pozostają pod ich opieką – podkreśla Adam Bodnar.

Niestety, w dalszym ciągu sytuacja zarówno młodszych, jak i starszych dzieci z chorobami przewlekłymi nie jest zadowalająca. Zaproponowane rozwiązania (w tym udzielanie szkole upoważnienia do podawania leków) nie spełniają oczekiwań rodziców i ich dzieci w sytuacji, kiedy nie ma pracowników zatrudnionych do sprawowania opieki zdrowotnej nad uczniami lub innych osób, które mogą im pomóc.

Rzecznik poprosił ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego o stanowisko w sprawie.

Na częste u dzieci do 14. roku życia przewlekłe problemy ze zdrowiem wskazuje raport Głównego Urzędu Statystycznego „Stan zdrowia ludności Polski w 2014 r.” Zgłaszali je rodzice niemal 26 % badanych dzieci (o 10 punktów procentowych więcej niż w 2009 r.). Wśród dzieci do 4. roku życia odsetek ten wynosił 19 %, a wśród 5-9 letnich – 28 %. Długotrwałe problemy zdrowotne dotykają ogółem 29 % chłopców i 23 % dziewczynek. 15 % dzieci choruje na różnego rodzaju alergie, a 4% na astmę.

VII.7037.167.2019

Dlaczego student medycyny traci prawo do stypendium, jeśli przedłuży studia z powodu choroby, a student prawa - nie?

Data: 2019-11-07
  • Prawo do stypendiów zależy w praktyce od tego, czy studia trwają pięć czy sześć lat (co jest normą na uczelniach medycznych)
  • Student medycyny straci zatem prawo do stypendium, jeśli np. z powodu choroby wydłuży czas nauki. Student prawa wydłużający naukę o rok - prawo do stypendium zachowa
  • RPO nie podważa zasady powiązania prawa do stypendium ze studiowaniem w terminie. Przepisy w nieuzasadniony sposób odmiennie traktują jednak studentów w zależności od kierunku studiów

Studenci skarżą się na zasady przyznawania stypendiów (ich podstawą jest Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce). O stypendia (socjalne, dla osób z niepełnosprawnościami, stypendium rektora lub ministra), oraz zapomogi może się ubiegać tylko ktoś, kto studiuje nie dłużej niż 6 lat. Celem przepisu jest premiowanie także za terminowe kończenie studiów.

Zastępca Dyrektora Departamentu Szkolnictwa Wyższego w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego wyjaśnił, że skoro przepisy stosuje się wobec wszystkich studentów, to nie może być mowy o dyskryminacji. RPO ma jednak wątpliwości: bo tu istotne jest nie to, że się jest studentem, ale to, że studia są w Polsce różne: jedne trwają 3 lata, inne 5, są w końcu i studia sześcioletnie. Dlatego równa reguła przyniesie nierówny skutek: ktoś, kto jest na trzyletnich studiach licencjackich, może je wydłużać do trzech lat nie tracąc prawa ubiegania się o stypendium. Student medycyny nie może mieć nawet rocznej, najbardziej zasadnej przerwy w nauce.

Rzecznik zwrócił się o stanowisko w tej sprawie do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina.

VII.7033.43.2019

Brak ważnego specyfiku przy operacji nowotworowej - ubocznym efektem walki z mafią lekową

Data: 2019-11-04
  • W polskich szpitalach brakuje znacznika, który podczas operacji onkologicznych pozwala wykryć przerzuty do węzłów chłonnych
  • Zamknięto bowiem największą hurtownię, która zaopatrywała szpitale w produkowane za granicą takie znaczniki 
  • To efekt noweli Prawa farmaceutycznego z 2018 r., która zabroniła łączenia działalności leczniczej z prowadzeniem hurtowni farmaceutycznej
  • Zakaz miał służyć walce z tzw. mafią lekową wywożącą leki za granicę - uderzył zaś w pacjentów

W trosce o życie i zdrowie pacjentów onkologicznych rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar poprosił ministra o pilne zajęcie stanowiska w sprawie.

„Rzeczpospolita” poinformowała o niemożliwości podejmowania przez lekarzy operacji nowotworów. W szpitalach brakuje bowiem znacznika, który podczas operacji onkologicznych pozwala wykryć przerzuty do węzłów chłonnych. Tam, gdzie skończyły się zapasy znaczników, musiano przesuwać planowe zabiegi mastektomii. Inne szpitale, gdzie znaczników w ogóle zabrakło, decydowały się na przeprowadzanie operacji w mniejszym standardzie - bez oznaczenia węzłów chłonnych znajdujących się najbliżej guza nowotworowego, gdzie najczęściej pojawiają się przerzuty. Oprócz znaczników do operacji piersi, brakuje także samaru – 153 stosowanego przy bolesnych przerzutach do kości.

Braki wynikają z zapisów nowelizacji Prawa farmaceutycznego, które zabraniają łączyć działalność leczniczą z prowadzeniem hurtowni farmaceutycznej.  Podmioty, które łączyły obie te działalności, miały do 1 sierpnia 2019 r. zrezygnować z jednej z nich.

Przepis ten doprowadził do zamknięcia największej hurtowni, która zaopatrywała szpitale w znaczniki do przerzutów nowotworowych piersi (wytwarzanych w Europie Zachodniej). Hurtownia, która przez ostatnie 30 lat dostarczała największe ilości znacznika i innych radioizotopów do większości szpitali w Polsce, została zamknięta 1 sierpnia 2019 r. przez Główny Inspektorat Farmaceutyczny - zgodnie z nowelizacją.

Intencją zakazu było przeciwdziałanie tzw. mafii lekowej, która wywoziła leki za granicę. Jednak zamiast ukrócić wywóz leków za granicę, ustawodawca naraził pacjentów na utratę życia i zdrowia.

W wypowiedzi medialnej prof. Andrzej Zoll (były Rzecznik Praw Obywatelskich, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku) wskazał,  że z zakazu łączenia działalności leczniczej z prowadzeniem hurtowni, powinno zostać wyłączone prowadzenie hurtowni radiofarmaceutyków (choćby dlatego, że nie są przedmiotem wywozu).  Dodał, że brak takiego wyłączenia naraża życie i zdrowie pacjentów. 

V.7013.71.2019

Prezes PKO BP wyjaśnia: liczenie uśmiechów nie służy ocenie pracowników, lecz dobroczynności i życzliwości

Data: 2019-11-04
  • Liczenie uśmiechów pracowników PKO BP nie ma na celu ich oceny; każdy uśmiech to jeden grosz na cele dobroczynne – przekonuje Zbigniew Jagiełło, prezes banku
  • Udział w akcji jest dobrowolny; każdy może zrezygnować bez jakichkolwiek konsekwencji, a liczone uśmiechy są anonimowe
  • Nie narusza to również przepisów RODO, bo używane sensory nie pozwalają na zapis obrazu, a tym samym na identyfikację osób
  • Rozwiązanie to służy także pozytywnemu wpływaniu na atmosferę w oddziałach Banku i szerzeniu życzliwości w lokalnych społecznościach

Jak pisały media, specjalny sensor, ustawiony np. na biurku pracownika PKO BP, reaguje i zlicza uśmiechy doradcy podczas rozmowy z klientem. Według mediów, pracownik ma być motywowany do uśmiechania się poprzez system nagród, bo im więcej się  uśmiecha, tym bardziej zadowolony jest klient. Udział w tym programie jest dobrowolny.

W związku z niepokojącymi sygnałami co do technologii stosowanych w PKO BP, Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Głównego Inspektora Pracy o zbadanie sprawy.

Rzecznik podkreślał, że prywatność jednostki jest chroniona konstytucyjnie w art. 47. Z kolei art. 51 Konstytucji odnosi się do przetwarzania informacji o jednostce. Ochrona prywatności wynika także z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Ochrona prywatności jednostki wiąże się z jej godnością (art. 30 Konstytucji). Poszanowanie godności jest też podstawową zasadą prawa pracy. Zgodnie z art. 111 Kodeksu pracy, pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika.

Ponadto RPO przypominał, że dane biometryczne zaliczono do kategorii danych objętych szczególną ochroną po wejściu w życie RODO. Art. 9 RODO wprowadza generalny zakaz przetwarzania danych biometrycznych w celu jednoznacznego zidentyfikowania osoby fizycznej. Określone w RODO cechy fizyczne i fizjologiczne mogą obejmować m.in. linie papilarne, wygląd siatkówki lub tęczówki oka, owal twarzy, kształt małżowiny usznej, geometrię ręki, układ naczyń krwionośnych dłoni, głos i jego barwę. W tej sytuacji dane przetwarzane w banku PKO BP należy uznać za dane objęte szczególną ochroną.

Wyjaśnienia prezesa PKO BP

- Podstawowym celem pilotażowego wdrożenia rozwiązania Ouantum CX w Banku jest zachęcenie pracowników i klientów oddziałów Banku do dzielenia się uśmiechem – napisał do Rzecznika prezes PKO Banku Polskiego Zbigniew Jagiełło. Zaprzeczył, aby chodziło o ocenę pracowników i ich monitoring, jak błędnie przedstawiają to media.

Mając przekonanie, że bank to miejsce, gdzie relacje mają znaczenie, zdecydowaliśmy się nawiązać w tym projekcie współpracę z polska firmą technologiczną Ouantum CX. Służy to pozytywnemu wpływaniu na atmosferę w oddziałach Banku oraz szerzeniu życzliwości w lokalnych społecznościach. Każdy uśmiech to jeden grosz z funduszu Fundacji PKO Banku Polskiego przeznaczony na lokalny cel dobroczynny.

Rozwiązanie jest analogiczne do powszechnie prowadzonych akcji pracowniczych motywujących do aktywności fizycznej, gdzie każdy krok czy kilometr to datek na cel charytatywny. Kierowaliśmy się przede wszystkim tym, jaki wpływ na relacje międzyludzkie ma uśmiech. Uśmiech pomaga przełamywać bariery międzyludzkie i pozytywnie wpływa na zdrowie (dotlenia organizm, pobudza krążenie krwi, wzmacnia odporność serca na stres).

Decydując się na pilotaż, poddaliśmy analizie wszelkie aspekty prawne. Sensory Ouantum CX umożliwiają w czasie rzeczywistym określenie emocji. Nie należy ich stawiać na równi z kamerami rejestrującymi obraz. Nie stanowią one narzędzia do monitoringu i oceny pracowników, jak błędnie przedstawiają je media.

Liczone uśmiechy są anonimowe i nie mają wpływu na przyjęty w Banku system premiowy. Indywidualne wyniki są dostępne wyłącznie dla pracowników biorących udział w testach. Każdy bierze udział w projekcie dobrowolnie. Nie ma też obowiązku uruchamiania rozwiązania na co dzień. Przełożeni nie otrzymują informacji, kiedy pracownicy korzystają z aplikacji. Każdy pracownik w dowolnym momencie, bez podania przyczyny i bez jakichkolwiek konsekwencji ze strony Banku, ma prawo zrezygnować z udziału w projekcie oraz usunąć wszystkie dane dotyczące jego aktywności mierzonej sensorem z platformy dostawcy. Bank gwarantuje uczestnikom anonimowość w przypadku rezygnacji. Na dziś nie było jednak takiej sytuacji.

Technologia w żaden sposób nie narusza przepisów RODO. Dane zbierane za pośrednictwem Ouantum CX są wynikiem analizy sensorów, których budowa nie pozwala na zapis obrazu i dźwięku, a tym samym na identyfikację osób. Sensory nie są połączone z systemami Banku, przez co nie ma możliwości scalania żadnych danych. Na serwer przesyłana jest jedynie końcowa liczba uśmiechów w formie zakodowanego ciągu znaków.

Rozwiązanie Ouantum CX nie służy do gromadzenia żadnych danych biometrycznych. Zgodnie z art. 4 pkt 14 RODO są nimi „dane osobowe, które wynikają ze specjalnego przetwarzania technicznego, dotyczą cech fizycznych, fizjologicznych lub behawioralnych osoby fizycznej oraz umożliwiają lub potwierdzają jednoznaczną identyfikację tej osoby, takie jak wizerunek twarzy lub dane daktyloskopijne”. Informacje przetwarzane w związku ze stosowaniem tego rozwiązania nie są danymi biometrycznymi.

Dziś, po ponad 10 miesiącach trwania projektu i ponad 312 000 interakcjach naszych klientów i pracowników z rozwiązaniem Ouantum CX, możemy powiedzieć, że technologia może mieć wymiar społeczny. Wszystkie strony biorące udział w projekcie wygrywają. Budując pozytywny nawyk uśmiechu wśród pracowników, oprócz poprawy atmosfery w oddziale, wpływamy pozytywnie na stan zdrowia fizycznego i psychicznego pracowników. 

VII.501.166.2019

Nierówne traktowanie kandydatów na oficerów. Wystąpienie Rzecznika do MON

Data: 2019-10-31
  • Trzem absolwentkom Akademii Marynarki Wojennej wstrzymano nominacje oficerskie. Dwie odwołują się w procesie o ściąganie na egzaminach językowych; sprawę trzeciej sąd prawomocnie umorzył 
  • Tymczasem oficerami zostali już inni podchorążowie, których sprawy warunkowo umorzono. W przeciwieństwie do tych koleżanek przyznali się do winy
  • Skoro przyznanie się do ściągania nie narusza niezbędnej do promocji nieposzlakowanej opinii, to czemu nominacji nie dostają też te trzy kobiety?
  • Według RPO doszło do nierównego traktowania kandydatów na żołnierzy zawodowych ze względu na kryterium „nieposzlakowanej opinii”

Powoływanie do zawodowej służby wojskowej żołnierzy, których wina została stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu, przy jednoczesnym blokowaniu osób, które uważając się za niewinne korzystają z przysługujących przepisami prawa narzędzi odwoławczych, jest w mojej ocenie głęboko niesprawiedliwe i narusza zasady współżycia społecznego – ocenił Adam Bodnar.

Rzecznik Praw Obywatelskich napisał do ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, aby rozważył możliwość wystąpienia do prezydenta RP o mianowanie także tych trzech kobiet-podchorążych na pierwszy stopień oficerski.

Podchorążowie oskarżeni o ściąganie na egzaminie

W 2015 r. podchorążowie Akademii Marynarki Wojennej (AMW) w Gdyni mieli korzystać z niedozwolonej pomocy podczas egzaminów z języka angielskiego. Odpowiedzi dostawali na telefony w czasie rzeczywistym, przy użyciu specjalnego sprzętu elektronicznego. Zostali oskarżeni o "wyłudzenie poświadczenia nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego upoważnionego do wystawienia dokumentu" lub o nakłanianie do tego. Kodeks karny przewiduje za to karę do 3 lat pozbawienia wolności.

Znaczna część podchorążych i podchorążyn, którym postawiono zarzuty, przyznała się do winy. Ich sprawy Wojskowy Sąd Garnizonowy (na wniosek prokuratury wojskowej) warunkowo umorzył tytułem próby na okres od roku do dwóch lat, stwierdzając jednocześnie ich winę. Ta grupa otrzymała już patenty oficerskie, co zarazem oznacza powołanie do zawodowej służby wojskowej. Przyznanie się do winy i szybkie zakończenie postępowania umożliwiło im zatem rozpoczęcie kariery zawodowej w wojsku.

W gorszym położeniu znalazły się zaś osoby, które - uważając się za niewinne -postanowiły skorzystać z przysługujących im środków ochrony. Ich kariera zawodowa została wstrzymana do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. Tak uczyniły trzy absolwentki AMW, które nie przyznały się do zarzutów. Były one planowane do promocji oficerskiej zgodnie ze swym rocznikiem (w 2016 – jedna i w 2017 r. – dwie). Jednak to nie nastąpiło.  

W maju 2019 r. Wojskowy Sąd Garnizonowy warunkowo umorzył postępowanie karne wobec nich, wyznaczając okres próby na rok. Dwie odwołały się do sądu II instancji, który w początkach października 2019 r. zwrócił ich sprawy sądowi I instancji. Wobec trzeciej wyrok I instancji uprawomocnił się w czerwcu 2019 r.

Pełnomocnicy tych absolwentek zwrócili się do RPO. Rzecznik poprosił o wyjaśnienia dyrektora Departamentu Kadr MON. Ponadto jego przedstawiciel  dokonał kontroli przestrzegania praw i wolności obywatelskich w AMW i w wydziale Żandarmerii Wojskowej.

Pod jakimi warunkami można zostać oficerem

Z wyjaśnień dyrektora Departamentu Kadr wynika, że przeszkodą w otrzymaniu nominacji oficerskich przez absolwentki są niezakończone postępowania karne. W ocenie dyrektora sam fakt popełnienia przestępstwa negatywnie wpływa na ocenę kandydata na żołnierza zawodowego. Należy jednak ocenić charakter przestępstwa i postawę oskarżonego, dlatego sprawę każdego podchorążego należy rozpatrywać „stosownie do zaistniałych okoliczności”.

– Prawomocne zakończenie postępowania umożliwi analizę wyroku, a także okoliczności każdej ze spraw i podjęcie przez Ministra Obrony Narodowej decyzji o ewentualnym wystąpieniu do prezydenta RP z wnioskiem o mianowanie podchorążych na  stopień oficerski – wskazał dyrektor.

Warunkiem powołania do zawodowej służby wojskowej żołnierza służby kandydackiej jest ukończenie uczelni wojskowej i mianowanie na stopień podporucznika. Na pierwszy stopień oficerski mianuje prezydent RP na wniosek Ministra Obrony Narodowej. Postępowanie określa rozporządzenie prezydenta RP. Umożliwia ono głowie państwa zwrócenie wniosku w celu uzupełnienia i wycofanie wniosku przez  MON – gdy po jego przedstawieniu będą ujawnione fakty podważające zasadność mianowania. Przedstawiając prezydentowi RP wniosek o mianowanie na oficera, minister ocenia, czy podchorąży spełnia wymagania.  Jednym z nich jest nieposzlakowana opinia kandydata.

Wnioski RPO

Znaczna część podchorążych, którym zarzucono przestępstwa wyłudzenia poświadczenia nieprawdy, przyznała się do winy. Otrzymali patent oficerski oraz powołanie do zawodowej służby wojskowej. W gorszym położeniu znalazły się osoby, które uważając się za niewinne, skorzystały ze swych praw. Ich karierę wstrzymano do prawomocnego zakończenia postępowania.

Niezależnie od oceny takiego postępowania z punktu widzenia art. 42 ust. 3 Konstytucji („Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”), RPO wskazuje, że do zawodowej służby wojskowej powołano podchorążych – niektórych jeszcze w okresie próby –  których winę co do przestępstwa wyłudzenia poświadczenia nieprawdy stwierdzono prawomocnym wyrokiem.

Wynika z tego, że korzystanie/udzielanie niedozwolonej pomocy w trakcie egzaminów zawodowych nie narusza kryterium nieposzlakowanej opinii. W ocenie resortu obrony dopiero pozytywne i prawomocne zakończenie postępowania spowoduje, że znikają przeszkody podważające zasadność mianowania na pierwszy stopień oficerski – podkreśla Adam Bodnar.

Zgodnie z prawem, po zwrocie sprawy I instancji orzeczenie surowsze niż uchylone można wydać, jeśli wyrok zaskarżono na niekorzyść oskarżonego. Tymczasem apelacje wniesiono na korzyść dwu podchorążych. W najgorszym wypadku zapadnie zatem taki sam wyrok, jak wobec pozostałych podchorążych.

A dwie z trzech podchorążyn w sprawie niedozwolonej pomocy przy egzaminie zostały uniewinnione w postępowaniu dyscyplinarnym w 2016 r. Wobec tego ich postawa etyczna z punktu widzenia Kodeksu Honorowego Podchorążego Akademii Marynarki Wojennej nie budzi wątpliwości.

W sprawie doszło zatem do nierównego traktowania (art. 32 ust. 1 w związku  z art. 42 ust. 3 Konstytucji) kandydatów na żołnierzy zawodowych pod kątem kryterium „nieposzlakowanej opinii”.

Wątpliwości Rzecznika wzbudził także status prawny trzech podchorążyn. Dwie z nich od dwóch lat (a trzecia – od trzech) pozostają w służbie kandydackiej. A zdały one wszystkie egzaminy, spełniając warunki promocji na pierwszy stopień oficerski. Ponadto etaty w jednostkach wojskowych, na które zainteresowane otrzymały przydział, są zablokowane.  

Z relacji tych podchorążyn wynika, że oddają honory młodszym rocznikom, które wcześniej były przez nie służbowo nadzorowane i kontrolowane w ramach służb wewnętrznych, a były promowane w latach ubiegłych. Podlegają też one służbie dyżurnej młodszych roczników, które weryfikują ich wyjścia i powroty z przepustek.

W ocenie trzech podchorążyn ich obecny status żołnierek służby kandydackiej spowodował, że stały się obiektem plotek. Sytuacja ta jest interpretowana w sposób karykaturalny, co uznają one za ingerencję w godność żołnierki. Kadra odbiera to zaś jako przejaw głębokiej niesprawiedliwości i nadinterpretacji przepisów.

RPO jest świadomy, że przesłanki zwolnienia żołnierza lub żołnierki w służbie kandydackiej są bardziej rygorystyczne niż wobec żołnierza i żołnierki zawodowej. Jednak oszukiwanie na egzaminie, poza kwalifikacją i oceną prawnokarną, narusza także standardy etyczne wynikające zarówno z Kodeksu Honorowego Podchorążego Akademii Marynarki Wojennej, jak i Kodeksu Honorowego Żołnierza Zawodowego Wojska Polskiego.

– Powoływanie do zawodowej służby wojskowej żołnierzy,  których wina została stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu, przy jednoczesnym blokowaniu osób, które uważając się za niewinne korzystają z przysługujących przepisami prawa narzędzi odwoławczych, jest w mojej ocenie głęboko niesprawiedliwe i narusza zasady współżycia społecznego – podkreślił Adam Bodnar.

WZF.7043.61.2019

Co uczyni wojewoda, aby Zakopane wreszcie chroniło ofiary przemocy domowej - pyta RPO

Data: 2019-10-28
  • Zakopane to jedyna gmina w Polsce, która nie uchwaliła programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie
  • Narusza to ustawę o przeciwdziałaniu tej przemocy, Konstytucję i normy prawa międzynarodowego. Świadczy też o lekceważeniu ofiar 
  • RPO spytał Wojewodę Małopolskiego, jakie działania podjął, bądź je planuje, aby wyegzekwować od gminy jej obowiązek
  • W opinii MRPiPS cała sytuacja może być nawet powodem rozwiązania rady i odwołania wójta lub zawieszenia tych organów gminy i ustanowienia zarządu komisarycznego

Zakopane jest jedyną gminą w Polsce, która nie wdrożyła ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu w rodzinie. Przewiduje ona m.in. obowiązek uchwalenia programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie przez radę gminy oraz powołanie zespołu interdyscyplinarnego w tej sprawie. Sprawą tą RPO razem z resortem rodziny zajmuje się od 2015 r.

13 marca 2019 r. radni Zakopanego po raz dziesiąty odmówili podjęcia uchwały o uchwaleniu Gminnego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie oraz Ochrony Ofiar Przemocy w Rodzinie dla Miasta Zakopane na lata 2019-2020.

W ocenie RPO takie zaniechanie narusza przepisy ustawy, Konstytucji oraz normy prawa międzynarodowego, m.in. Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, Konwencji o eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet oraz Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej  (tzw. konwencji stambulskiej).

- Za nieakceptowalną uznaję sytuację, w której Zakopane w dalszym ciągu pozostaje gminą, w której osoby pokrzywdzone przemocą są pozbawione kompleksowego wsparcia - podkreśla Adam Bodnar. Jego głęboki sprzeciw budzi, że sytuacja ta pozostaje bez zmian, mimo że realizacja przez gminę zadań ustawy jest obligatoryjna.

- Moje stanowisko wydaje się również podzielać Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które w odpowiedzi na moje wystąpienie pismem z 11 września br. poinformowało mnie, że wieloletnie nierealizowanie przez miasto Zakopane zadań publicznych w obszarze przeciwdziałania przemocy w rodzinie resort uznaje za podstawę do wszczęcia wobec Rady Miasta Zakopanego działań w trybie art. 96 lub 97 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym – napisał Rzecznik w piśmie do wojewody małopolskiego Piotra Ćwika.

Art. 96. ustawy o samorządzie gminnym głosi: „1. W razie powtarzającego się naruszenia przez radę gminy Konstytucji lub ustaw, Sejm, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, może w drodze uchwały rozwiązać radę gminy. W przypadku rozwiązania rady gminy Prezes Rady Ministrów, na wniosek ministra właściwego do spraw administracji publicznej, wyznacza osobę, która do czasu wyboru rady gminy pełni jej funkcję. 2. Jeżeli powtarzającego się naruszenia Konstytucji lub ustaw dopuszcza się wójt, wojewoda wzywa wójta do zaprzestania naruszeń, a jeżeli wezwanie to nie odnosi skutku – występuje z wnioskiem do Prezesa Rady Ministrów o odwołanie wójta. W przypadku odwołania wójta Prezes Rady Ministrów, na wniosek ministra właściwego do spraw administracji publicznej, wyznacza osobę, która do czasu wyboru wójta pełni jego funkcję”.

Art. 97 stanowi zaś: ”1. W razie nierokującego nadziei na szybką poprawę i przedłużającego się braku skuteczności w wykonywaniu zadań publicznych przez organy gminy, Prezes Rady Ministrów, na wniosek ministra właściwego do spraw administracji publicznej, może zawiesić organy gminy i ustanowić zarząd komisaryczny na okres do dwóch lat, nie dłużej jednak niż do wyboru rady oraz wójta na kolejną kadencję. 2. Ustanowienie zarządu komisarycznego może nastąpić po uprzednim przedstawieniu zarzutów organom gminy i wezwaniu ich do niezwłocznego przedłożenia programu poprawy sytuacji gminy. 3. Komisarza rządowego powołuje Prezes Rady Ministrów na wniosek wojewody, zgłoszony za pośrednictwem ministra właściwego do spraw administracji publicznej. 4. Komisarz rządowy przejmuje wykonywanie zadań i kompetencji organów gminy z dniem powołania”.

- Zwracam się do Pana Wojewody o przedstawienie o przedstawienie informacji dotyczącej podjętych lub planowanych działań wobec Rady Miasta Zakopane w celu wyegzekwowania obowiązku wynikającego z art. 6 ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, a także zaniechania przez Radę Miasta Zakopane naruszania przepisów Konstytucji i wiążących Polskę umów międzynarodowych – głosi pismo RPO do wojewody.

Rzecznik konsekwentnie stoi na stanowisku, że przemoc w rodzinie nie jest prywatną sprawą rodziny, lecz stanowi zagadnienie z zakresu zdrowia publicznego. Zadania władz publicznych są jasno określone. Obejmują one obowiązki zapobiegania przemocy, niezwłocznego reagowania na sygnały jej stosowania, udzielania specjalistycznego wsparcia osobom doznającym przemocy i adekwatnego oddziaływania na osoby odpowiedzialne za przemoc.

Statystyki Komendy Głównej Policji wskazują, że w 2018 r.  stwierdzono niemal 160 tys. przypadków przemocy w rodzinie, w których krzywdy doznało ponad 88 tys. osób. A pokrzywdzonych może być jeszcze więcej - wiele przypadków, z różnych względów, nie zostaje bowiem ujawnionych.

XI.816.1.2015

RPO wskazuje, jak skutecznie zwalczać nielegalny wywóz leków za granicę

Data: 2019-10-28
  • Jedną z przyczyn braku leków jest ich nielegalny wywóz z Polski przez nieuczciwych przedsiębiorców
  • Obchodzili oni prawo, tak aby z aptek leki trafiały do hurtowni je eksportujących; róznice cen leków w Polską i za granicą dawały duże zyski
  • Procederu tego nie ukróciły zmiany prawa farmaceutycznego po 2015 r.
  • By skutecznie z nim walczyć, RPO rekomenduje m.in. kompleksowy monitoring obrotu deficytowymi produktami leczniczymi; wysokie ceny urzędowe leków na eksport i lepszą współpracę odpowiedzialnych służb

Rzecznik wystąpił do Ministra Zdrowia i Głównego Inspektora  Farmaceutycznego w sprawie procederu, który spowodował  niezagwarantowanie pełnego, nieprzerwanego dostępu do leków ratujących zdrowie i życie pacjentów. Trudności te są przyczyną niepokoju pacjentów o ich zdrowie i życie. W efekcie dochodzi m.in. do przesuwania terminów operacji.

Przyczyny procederu   

Ustawa z 12 maja 2011 r. o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych wprowadziła nowe zasady dotyczące refundacji, urzędowe ceny i marże na leki finansowane ze środków publicznych.  Po wprowadzeniu urzędowych cen produktów  refundowanych, oraz ich znacznej obniżki w Polsce, ich eksport stał się zyskownym przedsięwzięciem.

Chodzi o tzw. odwrócony łańcuch dystrybucji produktów. To nielegalna praktyka przedsiębiorców w celu niezgodnego z prawem pozyskania produktów leczniczych w celach eksportowych. W efekcie leki pozyskane przez apteki i hurtownie nie trafiają do polskich pacjentów, ale do sieci eksportujących je za granicę. Polega to m.in. na tym, że apteka, zamiast sprzedawać leki pacjentom, odsprzedaje je hurtowniom farmaceutycznym.

Dla realizacji swego celu nieuczciwi przedsiębiorcy symulowali konieczność utylizacji leków przechowywanych w niewłaściwych warunkach lub błędy w zamówieniach, powodujące „cofnięcie” towaru do hurtowni; ponadto wysyłali „podstawionych” pacjentów by realizowali recepty. Szczególnie niebezpieczne jest tworzenie podmiotów leczniczych, których celem jest wystawianie zapotrzebowania na produkty lecznicze, a nie przyjmowanie pacjentów.

Pierwsze sygnały o tym zjawisku zaczęły się pojawiać, gdy - pomimo zwiększonych dostaw leków (określonego przez producentów na podstawie dotychczasowego zapotrzebowania)  - znacznie obniżyła się dostępność wybranych leków. Z biegiem lat proceder ewoluował do coraz bardziej skomplikowanych form w celu obejścia  przepisów, które zmierzały do ograniczenia skali zjawiska. Obecnie w mechanizm ten zaangażowane są nie tylko apteki oraz hurtownie,  ale wszystkie inne podmioty stanowiące ogniwa pośrednie. Chodzi o hurtownie pozyskujące leki z rynku detalicznego, prowadzące dalszy nimi obrót oraz wywożące je za granicę, a także wszelkie podmioty uprawnione do nabycia produktów leczniczych np. szpitale.

Jak zaczęto go zwalczać 

Nowelizacja Prawa farmaceutycznego z 12 lipca 2015 r. wprowadziła karę administracyjną w wysokości do 500 000 zł dla tego, kto bez zezwolenia lub wbrew jego warunkom prowadzi hurtownie farmaceutyczne, apteki ogólnopolskie lub punkty apteczne.  Inspekcji farmaceutycznej nie dano jednak ani narzędzi, ani środków, by tę odpowiedzialność egzekwować.

Taki zapis zawierał pierwotnie projekt Prawa farmaceutycznego z 2001 r., ale wypadł on podczas  prac parlamentarnych. Brak odpowiedzialności za naruszenie warunków tej działalności mógł zatem przyczyniać się do wzrostu niepożądanych zjawisk.

Nowelizacja z 2015 r.  wprowadziła też nowy przepis karny. Stanowi on,  że grzywnie, karze ograniczenia wolności albo do 2 lat pozbawienia wolności podlega ten, kto narusza zakaz zbycia produktów leczniczych z apteki ogólnodostępnej lub punktu aptecznego do hurtowni farmaceutycznej, innej apteki ogólnodostępnej lub innego punktu aptecznego. Odnosiło się to jednak wyłącznie do podmiotów zbywających produkty lecznicze - a  nie do podmiotów nabywających je, czyli hurtowni farmaceutycznych.

Nie był zatem karalny zakup przez hurtownie farmaceutyczne produktów leczniczych od apteki – co było  charakterystyczne dla „odwróconego łańcucha dystrybucji”. Karze finansowej nie podlega też przedsiębiorca, który w ogóle nie ma  zezwolenia na działalność.

Nowelizacja z 26 kwietnia 2019 r. wprowadziła zaś karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 lat dla tego, kto zbywa produkt leczniczy z naruszeniem warunków dotyczących podmiotów, którym apteki mogą zbyć produkty lecznicze lub z naruszeniem zakazu. Tej samej karze podlega ten, kto nabywa lub zbywa, wywozi poza terytorium RPj, przewozi, przechowuje produkt leczniczy uzyskany za pomocą takiego czynu.

Oznaczało to rozszerzenie karalności „odwróconego łańcuchem dystrybucji”. Dotychczas odpowiedzialności podlegało naruszenie skierowanego do aptek i punktów aptecznych zakazu zbywania produktów leczniczych. Te rozwiązania nie uwzględniały jednak zakazu, który dotyczyłby nabywcy biorącego udział w transakcji.

Dodatkowo wprowadzono wtedy  Zintegrowany System Monitorowania Produktami Leczniczymi (ZSMOPL). Miały w nim się znaleźć m.in. dane o obrocie produktami leczniczymi, stanach magazynowych, o transakcjach magazynowych i przesunięciach do innych hurtowni, aptek, punktów aptecznych, czy działów farmacji szpitalnej. Termin rozpoczęcia pełnego raportowania do ZSMOPL wydłużono do 1 kwietnia 2019 r. Tym samym do systemu podłączono tylko 48,3% podmiotów raportujących oraz 100% podmiotów instytucjonalnych.

Wnioski...

Mimo wdrażania od 2015 r. w Prawie farmaceutycznym  zmian dla przeciwdziałania nielegalnemu „odwróconemu łańcuchowi dystrybucji”, proceder wywozu deficytowych leków za granicę nie został wyeliminowany. W konsekwencji nie nastąpiła poprawa w dostępie do leków, a wręcz się pogorszyła. W marcu 2018 r. w wykazie leków zagrożonych brakiem dostępności było 177 produktów leczniczych, we wrześniu 2018 r. - 266, a w lipcu 2019 r. - aż 324.

W sprawie braków leków w aptekach RPO zwracał się w lipcu 2019 r. do Ministra Zdrowia, ale dotychczas nie otrzymał odpowiedzi.

- Można stwierdzić, że pacjentom nie zapewniono pełnego dostępu do leków ratujących ich zdrowie oraz życie. Pragnę wskazać, że to na władzy publicznej spoczywa konstytucyjny obowiązek rzeczywistego zapewnienia warunków realizacji prawa do ochrony zdrowia, które nie może być traktowane jako uprawnienie iluzoryczne – napisał Adam Bodnar.

Wskazał, że Najwyższa Izba Kontroli zwróciła uwagę na nieprawidłowości w  zapewnieniu dostępności produktów leczniczych. Uznała, że działania Ministra Zdrowia oraz Inspekcję Farmaceutyczną na rzecz poprawy dostępności nie były skuteczne. Organy nierzetelnie sprawowały nadzór nad obrotem produktami leczniczymi. GIF nie zrealizował bowiem ustawowego nakazu sprawdzenia spełniania przez przedsiębiorców prowadzących hurtownie farmaceutyczne obowiązków ustawowych. Mimo stwierdzenia naruszeń prawa, GIF nie nakładał kar pieniężnych za prowadzenie apteki ogólnodostępnej bez zezwolenia oraz zbyciem deficytowych produktów leczniczych bez wymaganego zgłoszenia do GIF ich zbycia.

Ponadto NIK wykazał, że współpraca z organami administracji skarbowej, wojewodami oraz organami ścigania była nieskuteczna. Izba ustaliła też,  że GIF nie wywiązał się z ustawowego obowiązku sprawdzenia (nie rzadziej niż raz na trzy lata), czy przedsiębiorca prowadzący hurtownię farmaceutyczną spełnia ustawowe obowiązki. Średniorocznie skontrolowano tylko około 10-12% hurtowni.

Zgodnie z Prawem farmaceutycznym przedsiębiorca zgłasza GIF zamiar wywozu produktów leczniczych poza Polskę. GIF  może wnieść sprzeciw wobec tego zamiaru. Do końca 2016 r. GIF wydał 1630 takich sprzeciwów - w 2017 r. nie wydał ani jednego.

... i rekomendacje RPO

W związku z tym Rzecznik uznaje za celowe:

  1. Zapewnienie kompleksowego monitorowania obrotu deficytowymi produktami leczniczymi.
  2. Skoordynowanie działań nadzorczych wojewodów w zakresie nadzoru nad podmiotami prowadzącymi działalność leczniczą, które skupują duże ilości produktów leczniczych zagrożone brakiem dostępności - w sytuacji podejrzenia, że nie są one wykorzystywane do udzielania świadczeń zdrowotnych.
  3. Wprowadzenie niskich cen efektywnych uzyskanych za pomocą instrumentów dzielonego ryzyka, natomiast dla eksportu - wysokich cen urzędowych.
  4. Wzmocnienie kadrowe i finansowe Inspekcji Farmaceutycznej.
  5. Podjęcie ścisłej współpracy z policją w celu wyeliminowania lub ograniczenia zgłaszanych przez Inspekcję Farmaceutyczną utrudnień w wykrywaniu nielegalnego obrotu lekami (ukrywanie i fałszowanie dokumentów, niewpuszczanie inspektorów do kontrolowanych placówek).
  6. Zintensyfikowanie współpracy Inspekcji Farmaceutycznej oraz Krajowej Administracji Skarbowej, w szczególności co do ujawniania dokumentów (faktur) dotyczących obrotu lekami oraz ustalania faktycznego obrotu nielegalnie zbytych leków w celu nałożenia kary pieniężnej.

V.7013.66.2019

Więzień pokrzywdzony przez adwokata jest pozbawiony dostępu do akt jego „dyscyplinarki”

Data: 2019-10-25
  • Osoby pozbawione wolności, które mogły być pokrzywdzone działaniami adwokata, nie mają dostępu do akt postępowania dyscyplinarnego
  • Nie mogą przeglądać tych akt ani sporządzać czy otrzymywać odpisów lub kserokopii - do czego prawo ma każdy pokrzywdzony na wolności 
  • Oznacza to naruszenie konstytucyjnego prawa do sądu oraz niedopuszczalne różnicowanie praw pokrzywdzonych
  • O wypełnienie takiej luki prawnej Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości

Sprawę zgłosił skazany ze statusem pokrzywdzonego w postępowaniu dyscyplinarnym wobec adwokata. Zarzucił on temu prawnikowi, że  nie przesłał mu opinii o braku podstaw do złożenia wniosku o wznowienie postępowania. Adwokat ten  - obrońca osadzonego z urzędu, ustanowiony do sporządzenia wniosku o wznowienie postępowania – wcześniej informował sąd, że prześle tę opinię skazanemu. Adwokacki sąd dyscyplinarny ukarał prawnika upomnieniem.

Na kanwie tej sprawy ujawnił się problem systemowy. Skarżący nie miał bowiem w zakładzie karnym możliwości dostępu do akt tej sprawy dyscyplinarnej. Kodeks postępowania karnego daje pokrzywdzonemu prawo do przeglądania akt postępowania oraz sporządzania i otrzymywania ich odpisów lub kopii. Zgodnie z Regulaminem urzędowania sądów powszechnych (jest to rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości), przeglądanie akt w zakładzie karnym lub areszcie śledczym odbywa się w oddzielnym pomieszczeniu pod nadzorem funkcjonariusza Służby Więziennej.

Rozporządzenie to wydano na podstawie ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych – nie zaś na podstawie Kodeksu postępowania karnego. A to uniemożliwia jego odpowiednie stosowanie poprzez przepisy Prawa o adwokaturze. Stanowi ono bowiem, że w sprawach w niej nieuregulowanych do postępowania dyscyplinarnego stosuje się odpowiednio przepisy Kpk.

Jak podkreśla Rzecznik, oznacza to, że osoby, które mają status pokrzywdzonego w postępowaniu dyscyplinarnym, a są pozbawione wolności, nie mają żadnej możliwości wglądu do akt czy sporządzania i otrzymywania odpisów i kserokopii z akt. Nie mogą zatem w pełni ocenić, jakie wnioski dowodowe z ich strony byłyby niezbędne w prowadzonym postępowaniu dyscyplinarnym. Z drugiej zaś strony nie mogą ustosunkować się do dowodów już zgromadzonych.

Zdaniem Rzecznika stanowi to naruszenie zagwarantowanego konstytucyjnie prawa do sądu (art. 45 Konstytucji). Niezapewnienie osadzonemu pokrzywdzonemu dostępu do akt sprawy narusza bowiem  jego gwarancje procesowe.

Żaden przepis ustawowy expressis verbis nie zabrania pokrzywdzonemu przebywającemu za kratami dostępu do akt sprawy. Jednocześnie jednak brak jest przepisu, który by na to zezwalał. To  luka w prawie, która nie ma żadnego uzasadnienia w świetle standardów konstytucyjnych.

W ocenie RPO należałoby zatem prawo do przeglądania akt spraw dyscyplinarnych rozciągnąć  także na  pokrzywdzonych pozbawionych wolności. Niedopuszczalne jest bowiem różnicowanie praw pokrzywdzonych ze względu na ich status (w tym przypadku - zależnie od tego, czy są pozbawieni wolności). A prawo do sądu jest elementarnym standardem demokratycznego państwa prawnego.

Adam Bodnar zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry o rozważenie podjęcia odpowiednich działań legislacyjnych.

Problem dotyczy nie  tylko „dyscyplinarek” adwokatów, ale także i innych zawodów zaufania publicznego. 

VII.5151.2.2016

Czy podatnicy i fiskus doczekają się nowej definicji „budowli”? RPO piąty raz pyta o to Ministra Finansów

Data: 2019-10-24
  • Nie widać końca prac legislacyjnych nad stworzeniem jasnej definicji pojęcia „budowli” dla celów podatkowych - na taką potrzebę w 2011 r. wskazał Trybunał Konstytucyjny  
  • Jej brak powoduje, że zarówno podatnicy, jak i organy podatkowe, nie mają pewności, co należy opodatkować
  • Efektem są liczne spory podatników - przedsiębiorców różnych branż - z fiskusem o to, jakie obiekty mogą być uznane za „budowle”
  • A chodzi o opodatkowanie m.in. stacji transformatorowych, stacji telefonii komórkowej, sieci telekomunikacyjnych i energetycznych, elektrowni wiatrowych i wyrobisk górniczych

Niejasna definicja „budowli” utrudnia działalność przedsiębiorców z takich branż, jak górnicza, telekomunikacyjna czy energetyczna. Ich spory z organami podatkowymi na tym tle trafiają do sądów administracyjnych. Takich spraw jest coraz więcej. Sprawa dotyczy zwłaszcza gmin górniczych, które stanęły przed koniecznością zwrotu wielomilionowych kwot podatku od nieruchomości, wraz z odsetkami.

Problem był sygnalizowany w korespondencji kierowanej od 2013 r. przez kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich do resortu finansów i premiera. Mimo upływu ośmiu lat nadal nie wypracowano jednak nowej definicji pojęcia „budowli”, zgodnie z wymogami Trybunału Konstytucyjnego. Zaniepokojony wieloletnią nieefektywnością legislacyjną w tej sprawie, RPO już po raz piąty zwrócił się do Ministra Finansów. 

W wyroku z 13 września 2011 r. Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt P 33/09) wskazał na liczne i poważne mankamenty legislacyjne przepisów ustawy o podatkach i opłatach lokalnych z 12 stycznia 1991 r. Jednocześnie zasygnalizował konieczność opracowania nowej definicji „budowli” dla celów podatkowych.

Definicja „budowli” z ustawy podatkowej odwołuje się do pojęć funkcjonujących na gruncie Prawa budowlanego - „obiekt budowlany” oraz „urządzenie budowlane”. W ocenie Trybunału definicje te nie są tak precyzyjne, aby można je było zawsze stosować na gruncie prawa podatkowego. Jest to bowiem dziedzina prawa, w której obowiązują podwyższone standardy jednoznaczności i określoności przepisów. Dlatego TK wskazał na konieczność stworzenia autonomicznej i precyzyjnej konstrukcji pojęcia „budowla” na gruncie podatkowym.

Po tym wyroku Ministerstwo Finansów dostrzegło konieczność zmiany przepisów. Kolejno rozważano pięć propozycji rozwiązań, ale bez skutku:

  • doprecyzowanie definicji „budowli”, przy odniesieniu się do pojęć zawartych w Prawie budowlanym i przy jednoczesnym wyszczególnieniu obiektów podlegających opodatkowaniu zgodnie z Klasyfikacją Środków Trwałych (propozycja z 2013 r.);
  • doprecyzowanie definicji „budowli” dla celów podatkowych bez odwoływania się do pojęć z Prawa budowalnego, z wyszczególnieniem obiektów podlegających opodatkowaniu zgodnie z Klasyfikacją Środków Trwałych (propozycja z 2015 r.);
  • odstąpienie od definiowania „budowli” dla celów podatkowych i opodatkowanie majątku przedsiębiorcy stanowiącego określone środki trwałe;
  • stworzenie autonomicznej zamkniętej definicji pojęcia „budowla” bez tworzenia wykazu obiektów podlegających opodatkowaniu zgodnie z Klasyfikacją Środków Trwałych;
  • uznanie – w związku z pracami nad tzw. Kodeksem urbanistycznobudowlanym - że zdefiniowanie „budowli” w ustawie podatkowej nie może być całkowicie oderwane od Prawa budowlanego. Zakładano zmianę ustawy podatkowej także w zakresie definicji „budowli”.

Tymczasem w 2017 r. zapadł kolejny wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Za niekonstytucyjną uznano taką interpretację art. 1a ust. 1 pkt 2 ustawy podatkowej, która umożliwia kwalifikowanie jako budowli obiektu budowlanego spełniającego kryteria do bycia budynkiem. TK  podtrzymał  stanowisko z wyroku z  2011 r.

- Pomimo kolejnego rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego opodatkowania podatkiem od nieruchomości budowli, ustawodawca nie dąży do sfinalizowania prac legislacyjnych w tym obszarze – wskazuje RPO.

Z odpowiedzi Ministerstwa Finansów z 18 kwietnia 2019 r. na interpelację poselską wynika bowiem, że z uwagi na złożoność problemu i brak wersji projektu Kodeksu urbanistycznobudowlanego -  uwzględniającej uwagi zgłoszone w trakcie uzgodnień i konsultacji publicznych - w najbliższym czasie nie przewiduje się skierowania do rządu projektu zmiany definicji „budowli”.

Rzecznik przypomina, że sprawa nadal jest przedmiotem licznych sporów sądowych. Brak jasnej definicji wywołuje negatywne konsekwencje - nie tylko po stronie podatników, ale także organów podatkowych. Z jednej strony zdecydowanie utrudnia to prowadzenie działalności gospodarczej. Z drugiej strony brak możliwości jednoznacznego określenia przedmiotu opodatkowania dotyka organy podatkowe. 

- Po raz piąty zwracam się z uprzejmą prośbą o podjęcie skutecznych działań, mających na celu stworzenie precyzyjnej definicji „budowli” dla celów opodatkowania podatkiem od nieruchomości - napisał Adam Bodnar do ministra finansów Jerzego Kwiecińskiego.

V.511.185.2014

Dzieci są pytane w szkolnych ankietach o sytuację rodzinną i udział w nabożeństwach. Co z ochroną prywatności? - pyta RPO

Data: 2019-10-23
  • W szkolnych ankietach uczniowie i ich rodzice są pytani o sytuację rodzinną i częstotliwość uczęszczania na nabożeństwa
  • Nie można przetwarzać danych szczególnie wrażliwych i intymnych, jeśli nie jest to uzasadnione konstytucyjnie – wskazuje RPO
  • Przypomina, że zgodnie z Konstytucją nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania
  • Chroniona konstytucyjnie jest także prywatność każdej osoby  

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił w tej sprawie do ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego.

Rzecznik z zaniepokojeniem przyjął informacje prasowe o zakresie zbieranych danych osobowych w kontekście przeprowadzanych w szkołach ankiet. Wynika z nich, że „dzieci i ich rodzice są pytani o sytuację rodzinną, a także o częstotliwość uczęszczania na nabożeństwa lub przynależność do oazy”. Ma się to odbywać przy okazji dorocznej diagnozy potrzeb rozwojowych uczniów, w tym czynników chroniących i czynników ryzyka - koniecznej dla opracowania programu wychowawczo-profilaktycznego (przewiduje to art. 26 ustawy z 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe).

Prywatność jednostki jest wartością chronioną konstytucyjnie – przypomina RPO. Artykuł 47 Konstytucji zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności ("Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym"). Art. 51 odnosi się zaś do ochrony prywatności w związku z przetwarzaniem informacji o jednostce. Ochrona prywatności wynika również z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Prywatność może podlegać ograniczeniom zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Ograniczenia te muszą jednak być określone w ustawie, nie mogą naruszać istoty prawa do prywatności oraz muszą być konieczne w demokratycznym państwie prawnym dla ochrony takich wartości, jak bezpieczeństwo, porządek publiczny, ochrona środowiska, zdrowia, moralności publicznej czy też wolności i praw innych osób.

- Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania – głosi zaś art. 53 ust. 7 Konstytucji.

Oznacza to, że dane na temat światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania podlegają szczególnej ochronie konstytucyjnej. Jest to spójne z ogólnym kształtem zasady wolności sumienia i religii (art. 53 Konstytucji). Rzecznik przypomniał też, że lekcje religii w szkołach są organizowane na życzenie rodziców.

Zgodnie z art. 9 RODO, do danych szczególnie chronionych należą dane ujawniające przekonania religijne lub światopoglądowe. Z kolei art. 16 ust. 1 ratyfikowanej przez Polskę Konwencji ONZ z 20 listopada 1989 r. o prawach dziecka głosi: „Żadne dziecko nie będzie podlegało arbitralnej lub bezprawnej ingerencji w sferę jego życia prywatnego, rodzinnego lub domowego czy w korespondencję ani bezprawnym zamachom na jego honor i reputację”.

Szczególna ostrożność powinna być zachowana również w przypadku danych dotyczących relacji rodzinnych - jeśli ryzyko ich ujawnienia mogło wpłynąć negatywnie na sytuację uczniów.

Rzecznik wielokrotnie zwracał uwagę na konieczność ochrony prywatności dzieci. Informacje ujawnione w dzieciństwie w dobie nowoczesnych technologii mogą mieć wpływ na całe przyszłe życie. W tym zakresie obowiązki państwa, obejmujące zapewnienie prawidłowego obiegu informacji o jednostce (art. 51 Konstytucji), powinny być traktowane szczególnie poważnie. Istotne jest, aby nie przetwarzać danych szczególnie wrażliwych i intymnych, jeśli nie jest to uzasadnione konstytucyjnie.

Adam Bodnar zwrócił się do ministra edukacji o uzasadnienie przeprowadzania tych ankiet w szkołach, zwłaszcza co do zakresu uzyskiwania danych dotyczących praktyk religijnych oraz wrażliwych danych o sytuacji rodzinnej. Nie jest to bowiem oczywiste wobec celu wskazanego w ustawie, czyli opracowania programu wychowawczo-profilaktycznego.

Poprosił też o ocenę faktycznej i organizacyjnej możliwości przeprowadzenia takich ankiet przy zapewnieniu pełnej anonimowości uczniów i rodziców.

VII.501.158.2019

 

Przed „Tęczowym Piątkiem” Rzecznik przypomina MEN, jak przestrzegać praw uczniów i rodziców oraz dlaczego ważna jest edukacja antydyskryminacyjna

Data: 2019-10-22
  • Kuratorzy mogą kontrolować szkoły, ale nie mogą tropić „Tęczowych Piątków”
  • Szkoła może zaprosić do udziału w akcji wychowawczej organizację pozarządową za zgodą rady rodziców. Nie jest wymagana zgoda wszystkich rodziców
  • Przeciwdziałanie akcjom antydyskryminacyjnym godzi w prawa uczniów – obowiązkiem szkół jest edukacja antydyskryminacyjna, a udział rodziców w wychowaniu dzieci należy wspierać poprzez większy udział rad rodziców w życiu szkoły
  • To kolejne wystąpienie RPO do MEN w tej sprawie, ale pierwsze do obecnego szefa resortu Dariusza Piontkowskiego

Jak stanowi Prawo oświatowe, do wychowawczych zadań szkoły należy rozwijanie wśród uczniów postaw tolerancji i otwartości światopoglądowej, a także zapewnienie każdemu uczniowi bezpieczeństwa i warunków do prawidłowego rozwoju – przypomina RPO Adam Bodnar na wstępie wystąpienia do szefa MEN przed kolejnym „Tęczowym Piątkiem” (25 października 2019 r.).

Zwraca uwagę, że dzieci nie będą bezpieczne i nie zrealizują swego prawa do edukacji, jeśli nie wyeliminujemy ze środowiska szkolnego dyskryminacji, uprzedzeń i motywowanej nimi przemocy. Jedynym sensownym narzędziem jest tu edukacja antydyskryminacyjna.

- Kwestii wychowawczej roli szkoły nie sposób rozpatrywać jednak bez uwzględniania prawa rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami – dodaje RPO. - Prawo to wynika zarówno z Konstytucji, jak i wiążącego Polskę Protokołu nr 1 do Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.  

Jak zauważa RPO, musimy zatem zrównoważyć prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami oraz prawo dziecka do otrzymania edukacji. Dlatego w szkole potrzebna jest rada rodziców, bo to ona gwarantuje rodzicom realny wpływ na działania wychowawcze szkoły. A zatem MEN – jeśli naprawdę chce wspierać prawa rodziców – powinien przede wszystkim zachęcać szkoły do tworzenia takich rad.

Analiza działań kuratorów po Tęczowym Piątku 2018

RPO wyjaśnia, dlaczego zwalczanie przez MEN akcji „Tęczowy Piątek” budzi jego poważne zastrzeżenia. Po zeszłorocznej akcji RPO prosił resort edukacji o wyjaśnienia działań podjętych wobec szkół. Nie doczekawszy się zadawalających odpowiedzi, zaczął sam zbierać informacje w kuratoriach. Odpowiedzi wzbudziły wątpliwości, więc RPO chce je zawczasu przypomnieć szefowi MEN :

  1. Prawdą jest, że kuratorzy oświaty mogą prowadzić kontrole doraźne w szkołach, np. po skargach rodziców. Jeśli jednak takich kontroli nie robi się przez 18 miesięcy poprzedzających „Tęczowy Piątek”, to może to świadczyć, że zdaniem kuratorów samo zaangażowanie szkoły w akcję stanowi naruszenie prawa. A takie działanie nie ma uzasadnienia.
  2. Wizytatorzy nie mogą też przychodzić do szkoły z założoną tezą; mają działać bezstronnie. Nie mogą sprawdzać, czy szkoła w jakikolwiek sposób przyłączyła się do inicjatywy „Tęczowy Piątek” (np. przez tęczowy ubiór uczniów), ale co się działo.

Jeśli działają inaczej, to ma to poważne konsekwencje:

Po pierwsze – bez sprawdzenia faktów uznają za godną potępienia i powstrzymania akcję, która ma na celu promowanie wśród dzieci i młodzieży tolerancji, otwartości i szacunku dla godności wszystkich ludzi.

Po drugie – ignorują realne problemy uczniów, choć rolą kuratora jest dbanie o przestrzeganie praw dziecka i ucznia. Sposób przeprowadzenia kontroli w zeszłym roku nie pozwolił np. kuratorom na zauważenie opisywanych w mediach i w skargach do RPO zjawisk takich jak, groźby dyrektorów wobec uczniów biorących udział w „Tęczowym Piątku” (co jest szczególnie niepokojące w przypadku uczniów już narażonych w szkole na dyskryminację i przemoc) albo blokowanie przez dyrektorów uczniowskich inicjatyw na rzecz równego traktowania.

Po trzecie – tropiąc „Tęczowy Piątek”, kuratorzy zaczęli od zeszłego roku rozszerzająco interpretować Prawo oświatowe. Ustawa wymaga, by szkoła uzyskała na współpracę z organizacją pozarządową zgodę rady rodziców. Kuratorzy zalecali tymczasem uzyskiwanie zgody wszystkich rodziców. Nie dość, że godzi to wprost w funkcję rady rodziców, ale praktycznie uniemożliwia szkole współpracę z jakąkolwiek organizacją pozarządową.

XI.800.3.2017

Władze Warszawy chcą wyrównać szanse dziewcząt i chłopców w dostępie do sportu

Data: 2019-10-21
  • Dołożymy wszelkich starań, aby wyrównać szanse dziewczynek i chłopców w dostępie do miejskich obiektów sportowych i zachęcić dziewczynki do większego zaangażowania w zajęcia sportowe – deklarują władze Warszawy
  • To odpowiedź dla RPO, zaniepokojonego dyskryminacją ze względu na płeć w sporcie. Dowodem tego jest spór o dostęp do boiska Orlik na Mokotowie dla dziewczęcej drużyny piłki nożnej 
  • Miasto pracuje nad ujednoliceniem zasad korzystania z tych boisk – by uwzględniały one interesy i potrzeby wszystkich grup
  • Będzie też pilotażowy projekt popularyzujący wśród dziewczynek i kobiet piłkę nożną, zdominowaną dotychczas przez chłopców i mężczyzn

W sprawie systemowego wsparcia aktywności sportowej dziewcząt i kobiet Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się w lipcu 2019 r. do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Wskazywał, że dziewczęta i kobiety zdecydowanie rzadziej niż chłopcy i mężczyźni podejmują aktywność sportową. Z badań wynika, że dominująca pozycja mężczyzn w sporcie uwarunkowana jest kulturowo. Aktywność taka jest tradycyjnie wiązana z cechami postrzeganymi jako „męskie” - siłą fizyczną, odpornością, szybkością, gotowością do współzawodnictwa i konfrontacji. 

Te stereotypowe przekonania wciąż negatywnie oddziałują na sytuację dziewcząt i kobiet w sporcie. Np. chłopcy i mężczyźni stanowią 94,2% ćwiczących piłkę nożną w Polsce; dziewcząt i kobiet jest tylko 5,8%. Stanowią zaś one 53,8% ćwiczących piłkę siatkową i ponad 40% ćwiczących sporty zimowe i wodne.

Wiele jest przyczyn wykluczenia i samowykluczenia dziewcząt i kobiet z aktywności sportowej. Oprócz utożsamienia sportu z męskością, są wśród nich także: niewystarczający dostęp do infrastruktury sportowej, systemów wsparcia sportu kobiecego, czy nierówności w nagradzaniu osiągnięć sportowych.  

Skarga klubu  

Do Rzecznika wpłynęła skarga klubu sportowego, który prowadzi treningi piłkarskie dla dziewczynek w wieku od 4 do 16 lat, z wykorzystaniem boisk Orlik podległych miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji na Mokotowie. Zarzucono w niej dyskryminację drużyny dziewczęcej w dostępie do obiektu OSiR, z którego korzysta kilka klubów. Pojawiły się bowiem wątpliwości,  jak rozdysponować jednostki treningowe pomiędzy drużyny. Dotychczasowy sposób przydzielania ich na podstawie wniosków trenerów i ustalany w drodze nieformalnego porozumienia pomiędzy klubami i Dyrektorem OSiR nie pozwolił na porozumienie.

Wprowadzono zatem parytet przyznający 50% jednostek treningowych dla dziewcząt. Spotkało się to jednak ze sprzeciwem pozostałych klubów. Po kilku dniach pomysł ten wycofano. Spór pogłębiał brak czytelnych zasad przyznawania boisk piłkarskich, np. w postaci regulaminu, który wskazywałby kryteria rozstrzygania ewentualnych wątpliwości klubów. Obawy klubu, który złożył skargę, należy uznać za zrozumiałe w świetle ogólnej tendencji, że olbrzymia większość zajęć organizowanych na Orlikach w Polsce jest skierowana do chłopców (93%).

Dyrektor OSiR zwrócił się do Biura Sportu i Rekreacji Urzędu m. st. Warszawy o rekomendacje dotyczące rozwiązania konfliktu i przedstawienie projektu regulaminu uwzględniającego potrzebę wspierania partycypacji dziewcząt.  RPO z zaskoczeniem stwierdził, że projekt regulaminu, opracowany przez Biuro Sportu i Rekreacji, nie zawiera zapisu o działaniach wyrównawczych wobec grup tradycyjnie marginalizowanych w sporcie. Nie ma też w nim odpowiednich kryteriów rozstrzygania ewentualnych sytuacji konfliktowych - nakazuje jedynie spotkania, gdy więcej niż jeden klub zgłosi rezerwację tego samego terminu. Takie działania są jednak niewystarczające.

Adam Bodnar wystąpił do prezydenta o analizę dostępności miejskich obiektów sportowych pod kątem potrzeb grup tradycyjnie marginalizowanych i - w razie potrzeby - opracowanie lokalnej polityki wspierania ich partycypacji.  Poprosił też o rozważenie monitorowania działań OSiR w dzielnicach - zwłaszcza na Mokotowie  - w zakresie ich udostępniania podmiotom szkolącym dzieci i młodzież, a przede wszystkim wprowadzania mechanizmów wyrównujących szanse dziewcząt i kobiet oraz innych grup dyskryminowanych.

Opowiedź Prezydenta Warszawy

- Problem dyskryminacji kobiet w sporcie leży w obszarze zainteresowań prezydenta Warszawy - odpisała RPO zastępczyni prezydenta Renata Kaznowska.

W ramach programu „Warszawa dla wszystkich” powstał opracowany przez Pełnomocniczkę Prezydenta ds. kobiet pakiet „Warszawa dla kobiet”. Chodzi w nim m.in. o wspieranie aktywności sportowej kobiet poprzez wyrównanie szans na czynne uczestniczenie w sporcie.

Nie ulega wątpliwości, że należy zapewnić dziewczynkom i kobietom równe szanse w zakresie możliwości aktywnego uczestnictwa w sporcie oraz realizacji ich pasji czy aspiracji zawodowych związanych ze sportem. Tym samym zrealizowany zostanie postulat RPO dotyczący opracowania lokalnej polityki wspierania kobiet, marginalizowanych czy narażonych na dyskryminację w niektórych dziedzinach sportu.

Urząd m.st. Warszawy planuje przeprowadzić w przyszłym roku pogłębione badania społeczne w zakresie barier, które ograniczają aktywność sportową dziewczynek i kobiet.  Badanie z 2018 r. „Aktywność sportowa warszawiaków w 2018 r." wykazało, że większą aktywnością fizyczną wykazują się mężczyźni - 55% z nich podejmuje aktywność fizyczną przekraczającą 30 minut. Wśród kobiet odsetek ten wynosi 38%.

W związku z rosnącym zainteresowaniem różnych grup społecznych ofertą bezpłatnych boisk wybudowanych w ramach programu „Moje Boisko - Orlik 2012”, Urząd m.st. Warszawy pracuje nad ujednoliceniem zasad korzystania z tych boisk. Celem jest, aby przygotowywane zasady korzystania z miejskich obiektów sportowych uwzględniały interesy i potrzeby wszystkich grup.

- Dołożymy wszelkich starań, aby wyrównać szanse dziewczynek i chłopców w dostępie do miejskich obiektów sportowych oraz zachęcić dziewczynki do większego zaangażowania w zajęcia sportowe. Mamy nadzieję, że wypracowane rozwiązania przyczynią się do wyeliminowania sytuacji jaka miała miejsce w Ośrodku Sportu i Rekreacji m.st. Warszawy w Dzielnicy Mokotów – podkreśliła Renata Kaznowska.

Ponadto w przyszłym roku planowane jest wdrożenie pilotażu projektu, który miałby na celu popularyzację wśród dziewczynek i kobiet, zdominowanej przez chłopców i mężczyzn, dyscypliny sportu, jaką jest piłka nożna.

XI.518.33.2019

Liczenie uśmiechów pracowników banku PKO BP budzi wątpliwości RPO

Data: 2019-10-21
  • Pracowników PKO BP ocenia system monitorujący liczbę uśmiechów podczas rozmowy z klientem
  • W ocenie RPO wkracza to w ich prywatność i godność - zwłaszcza jeśli uznać, że system zakłada zmianę naturalnych zachowań pracownika
  • Tymczasem Kodeks pracy nie dopuszcza wykorzystywania przez pracodawcę monitoringu do oceny pracowników
  • Ponadto generalny zakaz przetwarzania danych biometrycznych wprowadziło RODO

W związku z niepokojącymi sygnałami co do technologii, stosowanych do oceny pracowników przez kontrolowany przez Skarb Państwa PKO Bank Polski, Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Głównego Inspektora Pracy o zbadanie sprawy.

Jak pisały media, specjalny sensor, ustawiony np. na biurku pracownika, reaguje i zlicza uśmiechy doradcy podczas rozmowy z klientem. „Pracownik banku ma być motywowany do uśmiechania się poprzez system nagród, bo im więcej się w pracy uśmiecha, tym bardziej zadowolony jest klient” - podawała "Gazeta Wyborcza". Udział w tym programie jest dobrowolny.

W ocenie Rzecznika na tę ciągłą obserwacę i nagradzanie  pracownika za uśmiech trzeba popatrzeć z perspektywy prawa do prywatności i godności jednostki. To szczególnie istotne, jeśli uznamy ten system za zakładający zmianę naturalnych cech i zachowań pracownika.

A prywatność jednostki jest chroniona konstytucyjnie w art. 47. Natomiast art. 51 Konstytucji odnosi się do przetwarzania informacji o jednostce („Nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby”). Ochrona prywatności wynika także z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Prawo do prywatności może być ograniczone zgodnie z zasadami z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Ograniczenia muszą być jednak określone w ustawie, nie mogą naruszać istoty prawa do prywatności oraz muszą być konieczne w demokratycznym państwie prawnym dla ochrony: bezpieczeństwa, porządku publicznego, ochrony środowiska, zdrowia, moralności publicznej czy wolności i praw innych osób. Muszą też spełniać wymóg proporcjonalności.

Ochrona prywatności jednostki wiąże się z jej godnością (art. 30 Konstytucji). Poszanowanie godności jest też podstawową zasadą prawa pracy. Zgodnie z art. 111 Kodeksu pracy, pracodawca jest obowiązany szanować godność i inne dobra osobiste pracownika.

Z kolei według art. 222 Kodeksu pracy korzystanie przez pracodawcę z monitoringu jest dopuszczalne, gdy jest to niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa pracowników, ochrony mienia, kontroli produkcji lub zachowania w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Przepis ten nie przewiduje celów, dla których monitoring został wprowadzony w omawianym przypadku - podkreśla Adam Bodnar.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka działalność zawodowa jednostki ma swój prywatny wymiar. Ingerencja w tę sferę wymaga wyraźnej podstawy prawnej i musi realizować konkretne, określone w prawie cele.

Dane biometryczne zaliczono do kategorii danych objętych szczególną ochroną po wejściu w życie RODO. Artykuł 9 RODO wprowadza generalny zakaz przetwarzania danych biometrycznych w celu jednoznacznego zidentyfikowania osoby fizycznej oraz wskazuje wyjątki od tego zakazu.

Zgodnie z RODO dane biometryczne oznaczają „dane osobowe, które wynikają ze specjalnego przetwarzania technicznego, dotyczą cech fizycznych, fizjologicznych lub behawioralnych osoby fizycznej oraz umożliwiają lub potwierdzają jednoznaczną identyfikację tej osoby, takie jak wizerunek twarzy lub dane daktyloskopijne”. Określone w RODO cechy fizyczne i fizjologiczne mogą obejmować m.in. linie papilarne, wygląd siatkówki lub tęczówki oka, owal twarzy, kształt małżowiny usznej, geometrię ręki, układ naczyń krwionośnych dłoni, głos i jego barwę. Cechy behawioralne to np. charakter pisma, dynamika pisania i sposób poruszania się.

W tej sytuacji dane przetwarzane w banku PKO BP należy uznać za dane objęte szczególną ochroną. Wraz z rozwojem nowych technologii dane biometryczne mogą ujawniać coraz więcej informacji (np. techniki rozpoznawania twarzy stosuje się do monitoringu pacjentów, dzięki czemu możliwe jest uzyskanie danych o ich stanie zdrowia).

Warto więc z dużą ostrożnością podchodzić do zbierania takich danych, biorąc pod uwagę również etyczne aspekty stosowania omawianych technologii – podkreśla Rzecznik.

VII.501.166.2019

MEN odpowiedział na pytanie RPO o skutki reformy nauczania indywidualnego

Data: 2019-10-18
  • Zgłaszane niekorzystne skutki reformy nauczania indywidualnego wzbudziły niepokój RPO. We wrześniu poprosił Ministerstwo Edukacji Narodowej o ocenę skutków zmian
  • Zmiany obejmują dzieci i młodzież z niepełnosprawnościami, które dotychczas miały możliwość nauki w trybie indywidualnym w szkole
  • W odpowiedzi resort wymienia podjęte działania i wnioski z przeprowadzonej kontroli
  • Podkreśla, że niepełnosprawność ucznia nie jest powodem do obejmowania go indywidualnym nauczaniem

Reforma systemu nauczania indywidualnego- dlaczego budzi niepokój?

Minister Edukacji Narodowej wprowadził zmiany w organizacji nauczania indywidualnego dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi rozporządzeniem (w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych, niedostosowanych społecznie i zagrożonych niedostosowaniem społecznym) . Podjęto decyzję o rezygnacji z organizowania indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego oraz nauczania indywidualnego na terenie przedszkoli i szkół. Co to znaczy dla uczniów? Od 1 września 2017 r. dzieci i młodzież mogą korzystać z nauczania indywidualnego tylko w domu.

RPO otrzymał wiele sygnałów, że wprowadzane zmiany mogą niekorzystnie odbić się na sytuacji uczniów i ich rodzin. Dzieci z niepełnosprawnościami pozbawiane są kontaktu z rówieśnikami i możliwości uczestniczenia w życiu szkoły. Tego rodzaju izolacja może wpłynąć niekorzystnie na ich stan zdrowia. Z kolei rodzice postawieni w takiej sytuacji muszą zapewnić dziecku opiekę w miejscu zamieszkania. W praktyce stoją przed koniecznością ograniczenia aktywności zawodowej. Istnieje również obawa, że rodzice i opiekunowie nie otrzymują kompleksowych informacji odnośnie alternatywnych form nauczania. Wskazywano również, że nie w każdym domu warunki sprzyjają nauczaniu i przyswajaniu wiedzy.

Rzecznik zwrócił się do ministra o informacje, czy przeprowadzono analizę zmian dotyczących nauczania indywidualnego i nowych form pomocy psychologiczno-pedagogicznej oraz jakie ewentualne z niej płyną wnioski.

Odpowiedź Ministerstwa Edukacji Narodowej

MEN podkreśla, że „priorytetem działań szkoły powinno być dążenie do pełnego, rzeczywistego włączenia i integracji z rówieśnikami ucznia ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, zarówno poprzez wspomaganie rozwoju samego ucznia, indywidualizację i wspieranie go podczas zajęć z klasą, jak i likwidowanie barier i ograniczeń utrudniających funkcjonowanie ucznia w grupie rówieśniczej i uczestnictwie w życiu szkoły”.

Ważne jest także, aby ograniczać prowadzenie zajęć w formie indywidualnej jedynie do sytuacji, gdy ich stosowanie jest usprawiedliwione potrzebami dziecka. Niedopuszczalna jest sytuacja, gdy nauczanie indywidualne jest wprowadzane z powodów występowania barier po stronie szkoły, np. wynikających z niemożności zapewnienia właściwej opieki, niedostosowanych metod nauczania, barier architektonicznych, nieodpowiedniego zachowania rówieśników.  

Podkreślono, że „niepełnosprawność ucznia nie jest powodem do obejmowania go indywidualnym nauczaniem”. MEN zdaje sobie sprawę, że długotrwałe wyłączenie dziecka z grupy rówieśniczej zwiększa ryzyko wykluczenia społecznego. Nie jest też obojętne dla rozwoju jego osobowości i kompetencji emocjonalno-społecznych.

Reforma z 2017 r. wprowadza elastyczne i korzystne dla uczniów rozwiązania. Mają one na celu dostosowanie procesu kształcenia do ucznia oraz jego integrację z rówieśnikami. „Wprowadzone przepisy prawa umożliwiają organizację zajęć edukacyjnych w grupie liczącej do 5 uczniów lub w formie indywidualnej na terenie szkoły dla uczniów posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. Taka forma organizacji zajęć powinna zostać określona w indywidualnym programie edukacyjno-terapeutycznym (IPET) konkretnego ucznia.” W działaniach tych mogą brać udział rodzice, dyrektor szkoły ma obowiązek ich o tym poinformować.

W piśmie wymieniono działania podjęte przez resort zmierzające do kontroli i analizy przeprowadzanej reformy.

  • W kuratoriach oświaty zostali powołani wizytatorzy ds. specjalnych potrzeb edukacyjnych. Spotykają się oni z dyrektorami przedszkoli, szkół i placówek w celu bieżącego rozwiązywania problemów związanych z organizacją kształcenia i wsparcia uczniów w przedszkolu, szkole i placówce.
  • Przeprowadzone zostały warsztaty, szkolenia oraz konferencja naukowa „Uczeń ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi a zmiany w prawie”. Wzięło w niej udział 119 dyrektorów przedszkoli, szkół i placówek. Przebieg konferencji był transmitowany on-line.
  • W roku szkolnym 2017/2018 Ośrodek Rozwoju Edukacji zorganizował i przeprowadził 14 form doskonalenia w zakresie regulacji prawnych dotyczących kształcenia dzieci i uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi dla dyrekcji, przedstawicieli kuratorów oświaty, nauczycieli konsultantów, doradców metodycznych oraz specjalistów ze szkół.
  • Wydano publikację dla dyrektorów „Uczeń ze specjalnymi potrzebami edukacyjnym w systemie edukacji w świetle nowych przepisów prawa oświatowego”. Zaprezentowano w niej nowe rozwiązania prawne oraz przykłady organizowania i udzielania pomocy psychologiczno-pedagogicznej i organizowania kształcenia specjalnego.
  • W ramach nadzoru pedagogicznego, w roku szkolnym 2017/2018 dokonano kontroli zapewnienia warunków i organizacji kształcenia uczniów niepełnosprawnych w publicznych i niepublicznych szkołach ogólnodostępnych: szkołach podstawowych, gimnazjach, szkołach ponadgimnazjalnych oraz branżowych szkołach I stopnia. Kontrolą objęto łącznie 5% nadzorowanych publicznych i niepublicznych szkół, w liczbie 1990 placówek.
  • W sierpniu 2018 r. kuratorzy zostali zobowiązani do kontynuacji prowadzonych działań w zakresie wspierania przedszkoli i szkół w organizacji kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami i zobowiązali do takich działań dyrektorów przedszkoli i szkół ogólnodostępnych. Z przekazanych przez nich danych wynika, że we wrześniu 2018 r. dyrektorzy przedszkoli i szkół zorganizowali 34 101 spotkań z rodzicami uczniów niepełnosprawnych dotyczących możliwości organizacji kształcenia specjalnego ich dzieci. W spotkaniach uczestniczyło 163 644 rodziców.

MEN poinformowało, że w Systemie Informacji Oświatowej brak jest danych szacujących liczbę uczniów, którzy korzystali z kształcenia indywidualnego z podziałem na uczących się w szkole i w miejscu zamieszkania. Badając dostępne statystyki, można jednak zaobserwować, że o prawie połowę zmniejszyła się liczba wydawanych przez publiczne poradnie psychologiczno-pedagogiczne orzeczeń o potrzebie indywidualnego nauczania. W 2016 r. liczba takich orzeczeń wyniosła 43 627, rok później 45 863. W 2018 r. spadła ona do 26 180.

Ministerstwo zapewnia, że wprowadzone reformą rozwiązania są nadal monitorowane i kontrolowane w trybie nadzoru pedagogicznego.

XI.7036.12.2017

Komitet ONZ upomina się o europejską dyrektywę gwarantującą realne prawo do obrony

Data: 2019-10-17
  • W Polsce nadal nie istnieje system zapewniający obrońcę każdemu od samego momentu zatrzymania. Od lat upomina się o to Rzecznik Praw Obywatelskich
  • O realizacji tego prawa mówi dyrektywa 2013/48/UE, która powinna była zostać wprowadzona do polskiego prawa do 2016 r. 
  • Resort sprawiedliwości uznał jednak, że polskie przepisy są z nią zgodne, a żadne zmiany nie są potrzebne 
  • Tymczasem Komitet ONZ Przeciwko Torturom wskazał niedawno, że Polska powinna zapewnić zgodność swego prawa i praktyki z tą dyrektywą

Jak wskazuje Rzecznik, powołując się na rekomendacje Komitetu wobec Polski, rezultatem niedostosowania polskiego prawa do dyrektywy może być np. skierowanie przez Komisję Europejską tej sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Adam Bodnar wystąpił w tej sprawie do Ministra Sprawiedliwości.

O zagwarantowanie - zgodne ze standardami europejskimi - każdemu podejrzanemu prawa do efektywnego i swobodnego kontaktu z adwokatem na jak najwcześniejszym etapie postępowania RPO apeluje od dawna. Gwarancja kontaktu takiej osoby zatrzymanej z obrońcą już od  chwili zatrzymania skutecznie chroniłaby ją przed torturami i nieludzkim traktowaniem ze strony funkcjonariuszy (wskazuje na to m.in. sprawa Tomasza Komendy).

18 kwietnia 2017 r. Rzecznik przedstawił szczegółową analizę przypadków tortur przez policję i wystąpił do Ministra Sprawiedliwości, aby zapewnić każdemu adwokata od razu po zatrzymaniu. Mimo ponaglenia do premiera, dotychczas nie dostał odpowiedzi MS.

Czego dotyczy dyrektywa 

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2013/48/UE generalnie dotyczy prawa dostępu do adwokata w postępowaniu karnym. Powinna była zostać wprowadzona do krajowego porządku prawnego do 27 listopada 2016 r. Nie przyjęto jednak żadnych aktów w celu wykonania tego obowiązku.

Stosuje się ją do podejrzanych lub oskarżonych od chwili poinformowania ich o tym przez właściwe organy. Status podejrzanego i związane z nim prawo do adwokata przysługuje również świadkowi, który w toku przesłuchania zaczyna dostarczać informacji obciążających siebie. Wtedy należy przesłuchanie zawiesić, aby dana osoba mogła skorzystać z pomocy adwokata.

Przepisy Kodeksu postępowania karnego w ogóle nie regulują kwestii obecności adwokata osoby podejrzanej podczas czynności z jej udziałem. Wątpliwości RPO budził m.in. brak precyzyjnego uregulowania możliwości przeprowadzenia przez podejrzanego konsultacji z obrońcą przed pierwszym przesłuchaniem. Konieczność niezwłocznego przesłuchania podejrzanego po ogłoszeniu mu postanowienia o  zarzutach - przy braku podstaw prawnych umożliwiających odbycie wcześniej konsultacji z obrońcą -  narusza wynikające z dyrektywy prawa dostępu do adwokata "przed przesłuchaniem”.

Dyrektywa gwarantuje poufność kontaktów podejrzanego lub oskarżonego z adwokatem zarówno w czasie spotkań, prowadzenia korespondencji, rozmów telefonicznych. Czasowe odstępstwa od tego możliwe są tylko z ważnych powodów. Kpk przewiduje zaś możliwość zastrzeżenia nadzoru porozumiewania się osoby podejrzanej lub oskarżonego z obrońcą.

Rzecznik za konieczne uznawał określenie, że przesłuchanie bez udziału obrońcy następuje na mocy postanowienia prokuratora, na które podejrzanemu przysługuje zażalenie do sądu. Należałoby też określić konsekwencje uznania przez sąd  niezasadnego ograniczenia prawo podejrzanego do obrońcy. Byłaby to przede wszystkim niedopuszczalność dowodowego wykorzystania wyjaśnień złożonych pod nieobecność obrońcy – proponował RPO. 

Zwracał też uwagę na brak sądowej kontroli postanowień prokuratora o zastrzeżeniu kontroli korespondencji, o zastrzeżeniu jego obecności podczas spotkania zatrzymanego z adwokatem oraz decyzji zatrzymującego o zastrzeżeniu jego obecności podczas spotkania zatrzymanego z adwokatem.

- W wyniku przeprowadzonej przez Ministerstwo Sprawiedliwości analizy obowiązujących przepisów uznano, że są one zgodne z postanowieniami dyrektywy - napisał w 2018 r. do RPO ówczesny wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak. MSZ, które odpowiada za przekazanie Komisji Europejskiej informacji na temat stanu wdrożenia aktów unijnych do prawa polskiego, potwierdziło zgodność prawa polskiego z dyrektywą. W związku z tym nie zachodziła potrzeba wprowadzania jakichkolwiek zmian w ustawodawstwie krajowym – dodawał wiceminister.

RPO powołuje się na rekomendacje Komitetu ONZ

W związku z tym stanowiskiem resortu RPO wskazał ministrowi Zbigniewowi Ziobrze na rekomendacje Komitetu ONZ Przeciwko Torturom (CAT) z  9 sierpnia 2019 r. wobec Polski. Komitet ten nadzoruje realizację Konwencji ws. zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. przez jej strony. Podczas 67. sesji CAT 22-24 lipca 2019 r. w Genewie rozpatrywano okresowe sprawozdanie Polski z realizacji Konwencji. 

Komitet podkreślił, że Polska powinna podjąć skuteczne działania, aby zapewnić zgodność polskiego prawa i praktyki z instrumentami międzynarodowymi, których jest stroną, a zwłaszcza z dyrektywą 2013/48.

Niepokój Komitetu budzi fakt, że osoby pozbawione wolności nadal nie mogą w praktyce korzystać z możliwości kontaktu z adwokatem lub radcą prawnym przed pierwszym przesłuchaniem już od chwili zatrzymania.

Jak podkreślił Komitet, policjanci nie są świadomi swej odpowiedzialności za dostarczenie listy adwokatów i radców prawnych dostępnych z urzędu osobom, które takiej pomocy wymagają.

Opóźnienia w uzyskaniu pomocy prawnej mogą prowadzić do sytuacji, w której obrońca nie będzie uczestniczył w pierwszym przesłuchaniu osoby zatrzymanej. Wyznaczenie prawnika z urzędu może zaś zająć od kilku dni do kilku tygodni. Nie jest on zatem w stanie wziąć udziału w pierwszym przesłuchaniu.

Komitet zwrócił uwagę, że w niektórych komisariatach brakuje pokoi gwarantujących poufność rozmowy z adwokatem - niektóre spotkania odbywają się na korytarzach i w obecności funkcjonariuszy.

Wątpliwości CAT budzą również przepisy Kpk, które ograniczają poufność komunikacji zatrzymanego z adwokatem, zwłaszcza że tego typu ograniczenia mogą trwać do 14 dni i nie podlegają kontroli sądu.

Komitet ma zastrzeżenia wobec faktu, że prokuratorzy mogą decydować o tym, iż podejrzany może zostać przesłuchany bez udziału obrońcy.

W ocenie Rzecznika niepodjęcie działań, na których mówi Komitet, może wywołać takie konsekwencje, jak:

  • w sytuacji uznania przez Komisję Europejską, że Polska uchybiła swym zobowiązaniom poprzez niedostosowanie swego prawa do dyrektywy 2013/48, może ona wydać uzasadnioną opinię w sprawie, a sprawę skierować do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej;
  • niewdrożenie dyrektywy będzie rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą państwa członkowskiego;
  • niewdrożenie dyrektywy w praktyce może oznaczać bezpośrednie jej stosowanie przez sądy w miejsce sprzecznych z nią przepisów, a także możliwe podważanie legalności czynności procesowych sprzecznych z jej wymogami.

W związku z tym Rzecznik zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości rozważenie podjęcia odpowiednich działań legislacyjnych.

II. 5150.9.2014

Minister Sprawiedliwości nie wykonuje wyroków ETPCz ws. kar porządkowych w sądach

Data: 2019-10-17
  • Kara pozbawienia wolności za naruszenie powagi sądu czy jego obrażanie może być zbyt dotkliwą ingerencją w życie osoby ukaranej
  • Sąd - dotknięty takimi działaniami osoby, który potem sam ją karze - nie może być uznany za obiektywny wobec niej
  • Po wyrokach Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wobec Polski system kar porządkowych wymaga pilnej zmiany - wskazuje RPO
  • Tymczasem Minister Sprawiedliwości nie odpowiada, czy podjął jakieś działania w tej sprawie

Art.  49 Prawa o ustroju sądów powszechnych stanowi, że w przypadku naruszenia powagi, spokoju lub porządku czynności sądowych albo ubliżenia sądowi, innemu organowi państwowemu lub osobom biorącym udział w sprawie, sąd może ukarać winnego karą porządkową grzywny w wysokości do 3 tys. zł lub karą do 14 dni pozbawienia wolności.

W związku z wyrokami ETPCz w tej sprawie Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się 29 stycznia 2019 r. do  Ministra Sprawiedliwości o zainicjowanie odpowiednich zmian prawa. Do dziś nie otrzymał odpowiedzi.

ETPCz uznał skargi na Polskę

6 grudnia 2018 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł w sprawie Słomka przeciwko Polsce (skarga nr 68924/12), że prawo do wolności wyrażania opinii naruszyła kara porządkowa 14 dni pozbawienia wolności dla Adama Słomki za naruszenie powagi sądu podczas ogłaszania wyroku (chodziło o wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 12 stycznia 2012 r. w sprawie wprowadzenia stanu wojennego w Polsce w 1981 r.).  ETPCZ podkreślił, że karę wymierzył ten sam skład, którego powadze skarżący miał wcześniej uchybić. Nie było w tej sprawie odrębnego postępowania, a skarżący nie miał możliwości przedstawienia swych argumentów. Ponadto wymierzono mu najwyższy wymiar kary, a jego zażalenie rozpatrzono już po odbyciu kary.

Zaniepokojenie ETPCz wzbudził fakt, że ten sam sąd działał i jako podmiot oskarżający, i rozstrzygający o naruszeniu powagi. Mogło to wzbudzić wątpliwości co do braku bezstronności sądu w świetle orzecznictwa Trybunału i standardów rzetelnego procesu.  Dlatego w ocenie ETPCz Polska naruszyła art. 6 i 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. 

Zbliżone stanowisko zajął ETPCz w wyroku z 3 lipca 2012 r. w sprawie Lewandowski przeciwko Polsce (skarga nr 66484/09). Dotyczyła ona braku bezstronności sądu rozpatrującego obrazę sądu oraz naruszenia wolności wyrażania opinii. Ukaranie spowodowała krytyka pod adresem sędziego w sprawie przerwy w odbywaniu kary pozbawienia wolności przez skarżącego. Decyzja o karze porządkowej zapadła bezpośrednio po wniesieniu przez skarżącego zażalenia zawierającego sporne treści. Nie miał on możliwości wyjaśnienia swego stanowiska. Według ETPCz sytuacja taka była sprzeczna z właściwym podziałem ról procesowych oraz zasadą, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

Trybunał zwrócił uwagę, że decyzja o ukaraniu skarżącego umieszczeniem w celi izolacyjnej podlegała natychmiastowemu wykonaniu. Jego zażalenie, choć uwzględnione przez Sąd Apelacyjny, nie miało praktycznego znaczenia. Dlatego ETPCz uznał naruszenie wymogu bezstronności sądu i art. 6 ust. 1 Konwencji.

RPO: potrzebna pilna zmiana prawa

W ocenie Rzecznika wyroki ETPCz jednoznacznie wskazują, że ukształtowanie mechanizmu wymierzania kar porządkowych przez sądy jest problemem strukturalnym i wymaga pilnej zmiany art. 49 Prawa o ustroju sądów powszechnych.

O potrzebie zapewnienia wolności wypowiedzi w tym kontekście wypowiadał się także Sąd Najwyższy. W postanowieniu z 27 marca 2014 r. (sygn. akt WZ 28/13) SN stwierdził: „Sędzia jako przedstawiciel władzy sądowniczej pełni służbę publiczną i orzekając w wielu sprawach o różnym, często znacznym stopniu skomplikowania stanu faktycznego i prawnego, musi liczyć się z krytycznymi uwagami, bywa, że niezasadnymi, wypowiadanymi pod jego adresem przez osoby niezadowolone z decyzji procesowych podejmowanych w toku rozpoznania sprawy”.

Według Rzecznika przewidziane prawem kary mogą stanowić dotkliwą ingerencję w życie osoby ukaranej. Szczególnie dotyczy to kary pozbawienia wolności, ingerującej w jedną z najważniejszych wartości, jaką jest wolność (art. 41 ust. 1 Konstytucji). Surowość możliwych kar porządkowych należy też skonfrontować z zasadami wynikającymi z europejskiej Konwencji Praw Człowieka, z których wynika, że sąd, który zostaje dotknięty działaniami naruszającymi jego cześć, nie jest sądem obiektywnym.

Dlatego Adam Bodnar ponownie zwrócił się do ministra Zbigniewa Ziobry o podjęcie odpowiedniej inicjatywy legislacyjnej.

VII.510.80.2018

Rzecznik pyta PKW o skargi na kampanię wyborczą w mediach publicznych

Data: 2019-10-16
  • Czy Państwowa Komisja Wyborcza dostała skargi na sposób przedstawiania przez nadawców publicznych kampanii  wyborczej w wyborach do Sejmu i Senatu?
  • RPO spytał o to przewodniczącego PKW, ponieważ Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie prowadziła stałego monitoringu pod tym względem
  • Telewizji publicznej zarzucano ostatnio brak bezstronności w kampaniach wyborczych
  • Czyniły tak m.in. Towarzystwo Dziennikarskie ws. majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz Konfederacja - przy wyborach do Sejmu i Senatu  

Przed wyborami do Sejmu i Senatu 13 października 2019 r. Towarzystwo Dziennikarskie uznało, że propaganda partii rządzącej w publicznej telewizji znosi wymaganą przez prawo równość szans partii uczestniczących w wyborach. Taki był wniosek cząstkowego raportu z monitoringu wyborczego mediów, prowadzonego przez Towarzystwo Dziennikarskie. Wcześniej Towarzystwo Dziennikarskie i Fundacja im. Stefana Batorego przygotowały raport ws. postawy mediów publicznych w kampanii do PE w maju 2019 r. Wynikało z niego, że w kampanii wyborczej "Wiadomości" TVP prowadziły agitację na rzecz partii rządzącej, a informacje dla niej niekorzystne były pomijane.

Zdaniem Konfederacji podczas kampanii do Sejmu i Senatu telewizja publiczna dopuściła się licznych manipulacji i złamania prawa wyborczego. Ugrupowanie skieruje do Sądu Najwyższego protest wyborczy, domagając się unieważnienia wyników wyborów do parlamentu, bo TVP nie wykonała prawomocnej decyzji sądu ws. opublikowania przed wyborami sondaży dotyczących ugrupowania.

Działania RPO

W lipcu 2019 r. RPO wysłał do KRRiT raport przygotowany przez Towarzystwo Dziennikarskie i Fundację im. Stefana Batorego ws. kampaniii do PE. Poprosił przewodniczącego KRRiT o ustosunkowanie się do niego oraz o informację, jak zostanie on wykorzystany przez Radę.

W ocenie RPO raport może być ważnym materiałem dla oceny zachowania przez media publiczne ustawowych zasad pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności, a także wypełniania międzynarodowych standardów w tym zakresie.

Ponadto Rzecznik pytał, czy Rada przewiduje prowadzenie stałego monitoringu sposobu przedstawiania przez nadawców publicznych kampanii wyborczej w wyborach do Sejmu i do Senatu (w tym komitetów wyborczych i kandydatów).

We wrześniu 2019 r. przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski odpisał RPO, że Rada nie będzie prowadzić stałego monitoringu kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu w mediach publicznych, lecz tylko interwencyjny.

Podtrzymał on stanowisko Rady sprzed kampanii do PE w maju 2019 r. o tym, że stały monitoring wyborczy powinien uwzględniać analizę jakościową oferty programowej, ale nie powinien się ograniczać tylko do programów mediów publicznych. A przeprowadzenie takiej analizy byłoby możliwe wyłącznie po wyłonieniu w przetargu (co trwa ok. czterech miesięcy) podmiotu zewnętrznego o odpowiedniej wiedzy i doświadczeniu. Na rynku brakuje zaś takich ofert, a koszty takich badań są wysokie.

Według szefa KRRiT na przeszkodzie efektywności takiego monitoringu  mogą również stanąć strategie podmiotów uczestniczących w wyborach.  Przywołał decyzje Zarządu Krajowego Platformy Obywatelskiej o  powstrzymanie się od udziału w programach TVP do czasu odwołania Zarządu Spółki.

Ponadto szef KRRiT przypomniał, że podczas rozpatrywania sprawozdania z działalności KRRiT w lipcu 2019 r. przez Sejm zwracał uwagę na "braki metodologiczne" raportu Towarzystwa Dziennikarskiego.

- Wobec odmowy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przeprowadzenia opartego na metodologii, stałego monitoringu wyborczego, to sygnały od wyborców i innych podmiotów biorących udział w kampanii wyborczej, jak również opracowania i raporty organizacji społecznych, wydają się stanowić obecnie szczególnie istotne źródło wiedzy dotyczącej problematyki funkcjonowania mediów w okresie kampanii wyborczych - napisał 8 października 2019 r. Adam Bodnar do przewodniczącego PKW Wiesława Kozielewicza.

RPO poprosił przewodniczącego PKW o informację o ewentualnych skargach co do kampanii wyborczej w mediach publicznych, wpływających do Państwowej Komisji Wyborczej.

VII.602.66.2019

Czy „czerwcowi” emeryci naprawdę muszą dostawać niższe świadczenia? Kolejna interwencja RPO

Data: 2019-10-16
  • Nadal nie wszyscy przechodzący na emeryturę wiedzą, że złożenie wniosku o emeryturę w czerwcu oznacza niższe świadczenie
  • Tymczasem sądy uznają, że taka "pułapka prawna" może prowadzić do niedopuszczalnego zróżnicowania zasad ustalania wysokości emerytury - wskazuje Rzecznik
  • Z punktu widzenia prawa do zabezpieczenia społecznego (at. 67 Konstytucji) nie można akceptować rozwiązania, które obniża świadczenie bez racjonalnego uzasadnienia

Rzecznik Praw Obywatelskich po raz kolejny zwrócił się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o działania w tej sprawie.

Wnosisz o emeryturę w czerwcu - dostajesz niższą niż inni 

Ludzie skarzą się na różne zasady ustalania wysokości emerytury w zależności od miesiąca, w którym złożyli wniosek. Zróżnicowanie to wynika ze sposobu przeprowadzenia waloryzacji składek na ubezpieczenie emerytalne i kapitału początkowego będących podstawą obliczenia emerytury przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych (art. 25 i 25a ustawy z 17 grudnia 1998 r. ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych). 

Osoba składająca wniosek o emeryturę w czerwcu dostanie niższe  świadczenie (od 50 do 300 zł) niż ci, którzy wniosek złożyli w pozostałych miesiącach. Zgodnie bowiem z praktyką ZUS, w przypadku ustalania wysokości emerytury w okresie do stycznia do maja i od lipca do grudnia danego roku, składki zapisane na koncie ubezpieczonego po 31 stycznia roku, za który przeprowadzono ostatnią waloryzację roczną, podlegają dodatkowo również waloryzacjom kwartalnym. Natomiast w przypadku ustalania wysokości emerytury w czerwcu danego roku kwota składek poddana ostatniej waloryzacji rocznej nie podlega dodatkowym waloryzacjom kwartalnym, gdyż została już zwaloryzowana rocznie za poprzedni rok od 1 czerwca roku, w którym zgłoszono wniosek o emeryturę.

Rzecznik podejmował interwencje w tej sprawie 15 września 2017 r., 11 stycznia 2018 r., 26 kwietnia 2018 r. i 8 listopada 2018 r.

Odpowiedzi MRPiPS

Już w odpowiedzi na pierwsze wystąpienie wiceminister Marcin Zieleniecki podzielił stanowisko Rzecznika o niezbędności stosownej korekty przepisów. W kolejnej odpowiedzi z 25 kwietnia 2018 r. wskazano, że ostatecznej decyzji nie podjęto, bo poszukiwane jest rozwiązanie najbardziej optymalne, które zlikwiduje negatywne skutki przejścia na emeryturę w czerwcu, a jednocześnie będzie neutralne dla osób przechodzących na emeryturę w pozostałych miesiącach.

W ostatniej odpowiedzi z 18 kwietnia 2019 r. napisano zaś, że  Ministerstwo oczekuje na decyzje Zespołu ds. Programowania Prac Rządu w kwestii podjęcia prac legislacyjnych dotyczących sprawy. Podkreślono, że zostały „zainicjowane działania mające na celu zapewnienie ubezpieczonym uzyskanie rzetelnych informacji w tym zakresie. Przede wszystkim doradcy emerytalni oraz pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przyjmujący wnioski o świadczenia emerytalne informują każdą osobę zgłaszającą wniosek w czerwcu, że jeśli przejdzie na emeryturę chociażby o jeden miesiąc później, to uzyska wyższą kwotę emerytury. Przyszli emeryci mają też możliwość skorzystania z kalkulatora emerytalnego zamieszczonego na stronie internetowej ZUS w celu porównania wysokości kwot emerytury obliczonych dla poszczególnych miesięcy roku. w którym planują zakończyć pracę i przejść na emeryturę”.

Zdaniem resortu, akcja informacyjna ZUS przynosi efekty. - Na wzrost świadomości ubezpieczonych o znaczeniu daty przejścia na emeryturę wskazuje to, że do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wpływa znacznie mniej korespondencji w tej sprawie – głosiła odpowiedź MRPiPS.

Wciaż nie wszyscy wiedzą o problemie

- Tymczasem z kierowanych do Rzecznika Praw Obywatelskich skarg wynika, że nie wszyscy ubezpieczeni mają świadomość konsekwencji złożenia wniosku o emeryturę w czerwcu – napisał Rzecznik w wystąpieniu z 2 października 2019 r. do minister Bożeny Borys-Szopy.

Ludzie nie uzyskują bowiem z ZUS pełnych informacji o możliwości wstrzymania się ze złożeniem wniosku, wycofania wniosku już złożonego do czasu uprawomocnia się decyzji oraz wiadomości o tym, że wysokość emerytury ustalana jest w istocie w dacie podjęcia jej wypłaty.

Ponadto ZUS - według skarżących - prezentuje stanowisko, że organy rentowe zobowiązane są do udzielania informacji, w tym wskazówek i wyjaśnień, w zakresie dotyczącym warunków i dowodów wymaganych do uzyskania świadczeń. Przez prawo do uzyskania informacji należy rozumieć możliwość zwrócenia się do ZUS z żądaniem udzielenia informacji oraz obowiązek ZUS  jej udzielenia. Obowiązek informacyjny organu rentowego nie może być jednak interpretowany jako obowiązek udzielenia z urzędu informacji, jak złożenie wniosku o przyznanie emerytury lub podjęcie jej wypłaty  w konkretnym miesiącu wpłynie na wysokość emerytury. A w pouczeniu do decyzji przyznającej prawo do emerytury brak jest informacji o możliwości wycofania wniosku.

RPO powołuje się na orzeczenia sądów

RPO zwraca uwagę, że cały problem wzbudza kontrowersje w orzecznictwie. Przykładem rozbieżności było zadanie w 2015 r. Sądowi Najwyższemu pytań prawnych na gruncie art. 25a ustawy emerytalnej przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku i Sąd Apelacyjny w Łodzi. SN odmówił wprawdzie podjęcia uchwał, ale w motywach swych postanowień z 6 października 2015 r. (III UZP 9/15) i z 3 listopada 2015 r. (III UZP 12/15) wyłożył, jak stosować mechanizm waloryzacji rocznej i kwartalnej do emerytur obliczanych w poszczególnych okresach.

SN uznał, że w przypadku ustalania wysokości emerytury w czerwcu składki zewidencjonowane na koncie ubezpieczonego oraz kapitał początkowy podlegają jedynie rocznej waloryzacji. Dodano, że zaprezentowany mechanizm od przyjętego przez ZUS różni liczba przeprowadzanych waloryzacji kwartalnych oraz definicja zwrotów „kwota składek zewidencjonowanych na koncie ubezpieczonego na dzień 31 stycznia roku, za który jest przeprowadzana waloryzacja” (art. 25 ust 4) oraz „kwota składek na ubezpieczenie emerytalne zewidencjonowanych na koncie ubezpieczonego po dniu 31 stycznia roku, za który przeprowadzono ostatnią waloryzację” (art. 25a ust 1).

Analiza orzecznictwa wskazuje, że wykładnia przyjęta przez SN, dotycząca jedynie rocznej waloryzacji w przypadku ustalania emerytury w czerwcu, znajduje odzwierciedlenie w linii orzeczniczej sądów. W wyroku z 9 marca 2017 r. (III AUa 406/16) Sąd Apelacyjny w Szczecinie uznał, że gdyby do wniosków z czerwca stosować inny sposób ustalania emerytury, to prowadziłoby to do niedopuszczalnego zróżnicowania sposobu ustalania wysokości emerytury w trakcie jednego kwartału, co skutkowałoby jednocześnie nierównym traktowaniem ubezpieczonych.

- Zgodzić się należy ze stanowiskiem tego sądu, że stanowiłoby to swoistą pułapkę prawną, ponieważ wyłącznie w zależności od miesiąca złożenia wniosku, w ramach tego samego kwartału, świadczeniobiorca ponosiłby negatywne konsekwencje z tytułu odprowadzenia kolejnych składek, otrzymując wbrew oczekiwaniom niższe świadczenie - wskazuje RPO.

Art. 25 i art. 25a ustawy o emeryturach i rentach z FUS nie naruszają konstytucyjnych zasad równości wobec prawa oraz państwa prawa, o ile różnicują sytuację prawną osób pobierających świadczenia w zależności od długości opłacania składek na te ubezpieczenia, a nie uzależniają ich wysokości od miesiąca złożenia wniosku o świadczenie w ramach jednego kwartału.

Szczególnie dotkliwie brak możliwości wyboru momentu złożenia wniosku o emeryturę dotyczy osób, które rozpoczynają pobieranie emerytury z urzędu w miejsce pobieranej renty z tytułu niezdolności do pracy, a wiek emerytalny ukończą w czerwcu. W podobnej sytuacji znajdują się pobierający świadczenie przedemerytalne czy emeryturę pomostową, do których prawo ustaje z dniem osiągnięcia wieku emerytalnego, w przypadku ukończenia tego wieku w czerwcu.

Rzecznik konsekwentnie podtrzymuje stanowisko, że możliwe jest przyjęcie wykładni pozwalającej przy ustalaniu wysokości emerytury w czerwcu na stosowanie regulacji odnoszącej się do pozostałych miesięcy II kwartału (kwiecień i maj). Z punktu widzenia konstytucyjnego prawa do zabezpieczenia społecznego niemożliwa wydaje się akceptacja rozwiązania, które bez racjonalnego uzasadnienia prowadzi do obniżenia świadczeń emerytalnych.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk zwrócił się do minister Bożeny Borys-Szopy o stanowisko w kwestii rozwiązania problemu.

III.7060.122.2016

Nie pracujemy nad powołaniem Rady ds. Leczenia Niepłodności - resort zdrowia odpowiada Rzecznikowi

Data: 2019-10-15
  • Nie są prowadzone prace zmierzające do powołania Rady ds. Leczenia Niepłodności
  • Tym jednym zdaniem Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało Rzecznikowi Praw Obywatelskich, zaniepokojonemu niepowołaniem Rady
  • Tymczasem taki obowiązek wynika z ustawy o leczeniu niepłodności z 2015 r. 

Art. 72 ustawy przewiduje utworzenie Rady ds. Leczenia Niepłodności jako organu opiniodawczo-doradczego ministra zdrowia. Ma się ona składać z ekspertów z różnych dyscyplin naukowych, zwłaszcza prawa i medycyny, oraz filozofii w zakresie etyki. Zgodnie z ustawą to właśnie minister powołuje członków Rady i w określonych ustawowo przypadkach może ich odwołać.

Do zadań Rady należy m.in. opracowywanie i opiniowanie projektów aktów normatywnych i innych dokumentów w zakresie leczenia niepłodności. Ponadto ma ona podejmować działania informacyjne dotyczące m.in. czynników wpływających na potencjał rozrodczy człowieka czy metod leczenia niepłodności. Ponadto Rada ma za zadanie upowszechniać standardy postępowania oraz zasady deontologiczne w zakresie leczenia niepłodności, w tym stosowania procedur medycznie wspomaganej prokreacji.

Rzecznik od lat zajmuje się problematyką leczenia niepłodności i podejmuje działania dotyczące m.in. dostępu do aktualnych metod leczniczych czy finansowania metody in vitro. Dlatego w sprawie niepowołania Rady interweniował już w 2017 r. Zgodnie z ówczesną informacją resortu zdrowia, nie planowano jej powołania.

We wrześniu 2019 r. RPO ponowił pytanie w tej sprawie. W jego ocenie brak Rady pozbawia skuteczności przepisów ustawy jej dotyczących. To zaś prowadzi do osłabienia przestrzegania praw obywatelskich.

Istnienie takiego gremium ma istotne znaczenie z perspektywy zapewnienia odpowiedniej jakości świadczeń zdrowotnych i upowszechniania wiedzy wśród społeczeństwa oraz dobrych zasad postępowania pośród lekarzy w zakresie leczenia niepłodności. Dlatego celowo jest powołanie Rady, która kompleksowo i w sposób ciągły zajęłaby się tą problematyką.

- W odpowiedzi na pismo z dnia 17 września 2019 r.  w sprawie utworzenia zgodnie z art. 72 ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności (Dz. U. z 2017 r. poz. 865, z późn. zm.) Rady do spraw Leczenia Niepłodności, jako organu opiniodawczo-doradczego ministra właściwego do spraw zdrowia, uprzejmie informuję, iż obecnie nie są prowadzone prace zmierzające do jej powołania – głosi odpowiedź Macieja Miłkowskiego, podsekretarza stanu w MZ. Pismo nie zawiera żadnego uzasadnienia.

VII.5002.6.2015

Polskie uczelnie powinny skuteczniej walczyć z molestowaniem

Data: 2019-10-14
  • Na każdej uczelni w Polsce - a nie tylko na nielicznych, jak dziś - powinny działać wyspecjalizowane komórki zajmujące się molestowaniem i molestowaniem seksualnym
  • Wypracowałyby one strategie przeciwdziałania tym zjawiskom oraz stworzyły systemy wsparcia dla pokrzywdzonych studentek i studentów
  • Jest to normą w najbardziej prestiżowych uczelniach świata, świadomych związku między poczuciem bezpieczeństwa na studiach a wynikami w nauce 
  • Tymczasem badania RPO wskazują na bardzo dużą skalę nadużyć w środowisku akademickim w Polsce: molestowania doświadczyła prawie połowa ankietowanych studentek i jedna trzecia studentów  

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się w tej sprawie do Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz ministrów: Nauki i  Szkolnictwa Wyższego, Obrony Narodowej, Zdrowia, Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

Przekazał im raport z badań RPO pt. „Doświadczenie molestowania wśród studentek i studentów. Analiza i zalecenia”. Poprosił o ustosunkowanie się do zawartych w raporcie rekomendacji i o stanowiska co do możliwości ich wdrożenia.

W 2018 r. Rzecznik przeprowadził badania w środowisku akademickim, by zdiagnozować zjawiska molestowania i molestowania seksualnego oraz zapewnić wsparcie osobom doświadczającym dyskryminacji. Obowiązujące przepisy nie zapewniają bowiem pokrzywdzonym skutecznej ochrony w przypadku molestowania w obszarze edukacji, zwłaszcza w relacjach pozapracowniczych czyli pomiędzy studentami czy w relacji wykładowca-studentka/student.

RPO jest w Polsce niezależnym organem ds. równego traktowania na mocy ustawy z 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania. Ustawa ta przewiduje zróżnicowany poziom ochrony w poszczególnych obszarach ze względu na wskazane w niej przesłanki, tj. płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną. W odniesieniu do szkolnictwa wyższego zakazuje ona bowiem nierównego traktowania osób wyłącznie ze względu na rasę, pochodzenie etniczne lub narodowość. Nie przyznaje zaś ochrony prawnej przed molestowaniem i molestowaniem seksualnym ze względu na płeć czy orientację seksualną.

Obowiązki władz w tym zakresie wynikają głównie z art. 32 Konstytucji, zgodnie z którym wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a wszelkie przejawy dyskryminacji w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny są zakazane. Ponadto art. 70 Konstytucji ustanawia obowiązek zapewnienia przez władze publiczne powszechnego i równego dostępu do wykształcenia.

Zobowiązania płyną także z ratyfikowanych umów międzynarodowych, m.in. Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych. , Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych Społecznych i Kulturalnych  Konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej czy Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, a także – w odniesieniu do dyskryminacji ze względu na płeć - Konwencji o eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet oraz Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

Wyniki badań RPO

Wyniki badań RPO niepokojące: wskazują na bardzo dużą skalę nadużyć w środowisku akademickim w Polsce. Molestowania seksualnego doświadczyły średnio cztery na dziesięć badanych osób (w przeważającej większości były to kobiety). Spośród ankietowanych molestowania doświadczyła prawie połowa studentek i jedna trzecia studentów. Co druga studentka wskazywała płeć jako przesłankę nękania. Wśród mężczyzn najczęściej wymienianą przesłanką była orientacja seksualna.

Alarmujące jest, że sprawcą co trzeciego incydentu  był wykładowca akademicki/wykładowczyni akademicka oraz, że dwie trzecie z nich miało miejsce na terenie uczelni.

Molestowanie seksualne ma poważne następstwa. Dla ponad 75%  uczestniczek badania wskazało, że miała to negatywne konsekwencje dla ich funkcjonowania. 70% kobiet, które znalazły się w takiej sytuacji, poczuło się w jakimś stopniu zagrożone. Dla jednej piątek kobiet, które doświadczyły molestowania seksualnego, miało to zaś bezpośredni wpływ na dalszy przebieg studiów. Wskaźnik ten wzrastał znacząco w przypadku kobiet, które doświadczyły tego na terenie uczelni - wpływ tego na swoje studia dostrzegła prawie jedna trzecia kobiet.

Osoby, które doświadczyły molestowania na uczelni, czuły się znacznie bardziej zagrożone niż te, które doznały tego poza nią. Jest to ważne dla szkoły wyższej, gdyż badania światowe pokazują, że poczucie bezpieczeństwa jest silnie związane z wynikami w nauce. Osoby, które nie czują się bezpiecznie w szkole, osiągają znacznie gorsze wyniki.

Zależność tę dostrzegły najbardziej prestiżowe uczelnie wyższe na świecie.  Dlatego już dawno wdrożyły strategie przeciwdziałania tym zjawiskom i  systemy wsparcia dla pokrzywdzonych. Najlepszym przykładem są przepisy federalnej ustawy Education Amendments Act z 23 czerwca 1972 r. (tzw.  „ustawa Title IX”). Wraz z przepisami wykonawczymi i zaleceniami Departamentu Edukacji USA stworzyły one podwaliny systemu przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na płeć i przemocy seksualnej w środowisku akademickim. Miały one przełomowy charakter jako przykład kompleksowego podejścia do tej problematyki. RPO przekazał je ministrom.

Śladem uniwersytetów amerykańskich podążają uczelnie europejskie. Przyjęcie strategii przeciwdziałania molestowaniu i dyskryminacji już od kilku lat jest ich standardem.

Również w Polsce zauważono potrzebę ustanowienia odpowiednich regulacji. Jak jednak wskazuje raport Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, tylko 14 uczelni powołało organy, których zadaniem jest przeciwdziałanie dyskryminacji.

Działa m.in. Komisja Rektorska ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Uniwersytetu Warszawskiego. Podobne ciała powołano w Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i  w Uniwersytecie Wrocławskim. W Uniwersytecie Jagiellońskim powołano zaś  Pełnomocnika Rektora ds. bezpieczeństwa studentów i doktorantów, odpowiedzialnego m.in. za opracowanie procedur reagowania na zdarzenia stanowiące naruszenie wolności seksualnej studentów i doktorantów oraz przeciwdziałanie wszelkim przejawom dyskryminacji ze względu na płeć.

Nieliczne uczelnie zdecydowały się również podjąć działania na rzecz wsparcia pokrzywdzonych dyskryminacją studentów i studentek. Powstał np. projekt aplikacji mobilnej z praktycznymi poradami, jak postępować w trudnych sytuacjach. Są też skrzynki na anonimowe skargi, w tym na molestowanie seksualne.

W ocenie RPO takie inicjatywy są krokiem w dobrym kierunku. - Tego typu instytucje powinny jednak działać na każdej uczelni wyższej w Polsce i dysponować odpowiednimi zasobami osobowymi i finansowymi - podkreśla Adam Bodnar.

Kluczowe jest, aby nie tylko pracować nad ograniczeniem liczby takich incydentów, ale także by wykreować kulturę organizacyjną, która zaoferuje osobie pokrzywdzonej niezbędne wsparcie. Równie ważne jest też stworzenie procedury antydyskryminacyjnej, która byłaby stosowana w przypadkach molestowania i molestowania seksualnego.

RPO ma nadzieję, że zebrane dane i sformułowane rekomendacje pozwolą skutecznie przeciwdziałać wszelkim przejawom nierównego traktowania na uczelniach. Służyć temu może też ocena skali zjawiska molestowania i molestowania seksualnego na poszczególnych uczelniach i dobrania właściwych środków zaradczych, przy wykorzystaniu opracowanego na zlecenie RPO narzędzia badawczego. 

XI.420.4.2018

Kwestionariusz badania jest udostępniany na zasadzie otwartej licencji Creatives Commons - Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Unported (CC BY-SA 3.0). Zasady licencji CC BY-SA 3.0 dostępne są  pod adresem: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl

Korzystając z kwestionariusza należy wskazać źródło jej pozyskania, stosując w całości poniższy akapit.

 

Kwestionariusz pochodzi z badania pt. „Doświadczenie molestowania wśród studentów i studentek” zrealizowanego na zlecenie Rzecznika Praw Obywatelskich w 2017 r. przez PBS Spółka z o.o. Wyniki badania zostały opracowane przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW i opublikowane w formie raportu Rzecznika w 2018 r. Raport i kwestionariusz są dostępne w formie załączników na stronie https://www.rpo.gov.pl/pl/content/molestowanie-wsrod-studentek-i-studentow-analiza-i-zalecenia-rpo. W badaniu Rzecznika zaadaptowano kwestionariusz przygotowany w międzynarodowym projekcie Gender-Based Violence, Stalking and Fear of Crime (EU Project 2009 – 2011, JLS/2007/ISEC/415). Polska część tego badania została przeprowadzona przez Katedrę Socjologii Prawa UJ pod kierownictwem dr hab. Janiny Czapskiej, prof. UJ. Raport z tej części pt. „Przemoc seksualna wobec kobiet. Nękanie i strach przed przestępczością” ukazał się w 2012 r. (Informacje o projekcie: www.gendercrime.eu).

Polonia krytycznie przyjęła likwidację głosowania korespondencyjnego. MSZ odpowiedział RPO w sprawie wyborów za granicą

Data: 2019-10-11
  • Likwidacja w 2018 r. możliwości głosowania korespondencyjnego dla osób zamieszkałych za granicą nie została dobrze przyjęta przez środowiska polonijne
  • Tak minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz odpowiedział RPO, zaniepokojonemu kwestią zagwarantowania pełni praw wyborcom poza Polską
  • Minister przyznał, że wielu obywateli polskich z zagranicy uznało tę zmianę za istotne ograniczenie praw wyborczych
  • Dlatego w wyborach 13 października 2019 r. zwiększono liczbę obwodów głosowania za granicą do 320 - w porównaniu z 250 w wyborach parlamentarnych w 2015 r.

- Pozwalam sobie wyrazić nadzieję, że krytyczne uwagi wyborców dotyczące zniesienia korespondencyjnej formy głosowania za granicą zostaną zauważone przez odpowiedzialnych za stanowienie prawa parlamentarzystów. Rząd tradycyjnie bowiem stara się nie inicjować zasadniczych zmian w prawie wyborczym, pozostawiając te kwestie w gestii parlamentu - napisał minister Jacek Czaputowicz do RPO 10 października 2019 r.

Skargi wyborców z zagranicy – zaniepokojenie RPO

Do RPO cały czas zgłaszają się wyborcy mieszkający za granicą i praktycznie pozbawieni prawa głosu przez zmiany w Kodeksie wyborczym. Oto przyklad:

„Szanowny Panie Rzeczniku Praw Obywatelskich

Mieszkam w małej miejscowości we Francji, mam 91 lat i poważne ograniczenia ruchowe, co uniemożliwia mi osobiste udanie się do lokalu wyborczego. Udział w wyborach uważam od dawna za prawo i obowiązek; w ostatnich wyborach głosowałam korespondencyjnie. Dzisiaj dowiedziałam się, że uchwałą Sejmu RP zostałam pozbawiona – niezbywalnego, jak mi się dotąd wydawało z mocy Konstytucji – prawa obywatelskiego, jakim jest udział w wyborach. Pragnę stanowczo przeciwko temu zaprotestować. […]”.

W połowie września 2019 r. i w początkach października Rzecznik Praw Obywatelskich zwracał się do MSZ, zaniepokojony skargami i sygnałami od obywateli Polski związanymi z możliwością głosowania w wyborach do Sejmu i Senatu 13 października. Zgłaszali oni obawy, czy lokale wyborcze zostaną zorganizowane w dogodnych lokalizacjach, czy w praktyce będą w stanie do nich dotrzeć.  Problem dotyczył braku lokali wyborczych na południu Szwecji, Malcie, w Ekwadorze, Boliwii i Ghanie i szerzej – w państwach zachodniej Afryki. Były też informacje o trudnościach z dostępnością lokali we Francji.

Kwestia ta ma szczególnie ważne znaczenie wobec likwidacji w 2018 r. możliwości głosowania korespondencyjnego przez wyborców z zagranicy. RPO był temu przeciwny, gdyż poważnie osłabiło to gwarancje zasady powszechności wyborów.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do MSZ o uwzględnienie tych uwag przy przygotowywaniu rozporządzenia MSZ ws. utworzenia obwodów głosowania za granicą w wyborach 13 października.

Odpowiedź MSZ

- Zmiany w Kodeksie wyborczym. które były wdrożone ustawą z 11 stycznia 2018 r. , zostały wprowadzone na podstawie inicjatywy poselskiej (nie podlega ona konsultacjom społecznym ani opiniowaniu przez ministerstwa). To w ich wyniku ustawodawca "zrezygnował z możliwości głosowania korespondencyjnego dla osób zamieszkałych za granicą" – odpisał Jacek Czaputowicz.

Zmiana ta nie została dobrze przyjęta przez środowiska polonijne; konsulowie otrzymali i wciąż otrzymują bardzo dużo krytycznych opinii na ten temat. W wielu przypadkach, obywatele polscy zamieszkali za granicą poza tradycyjnymi skupiskami Polonii, traktują te zmiany, jako istotne ograniczenie przysługujących im praw wyborczych.

Dlatego, uwzględniając powyższe zmiany prawne, w nadchodzących wyborach do Sejmu RP i do Senatu RP zdecydowano o znaczącym zwiększeniu liczby obwodów głosowania. Dla porównania w roku 2015 w wyborach do Sejmu RP  i do Senatu RP Minister Spraw Zagranicznych powołał 250 obwodów głosowania, a w 2019 r. - 320 obwodów.

Pisma RPO w tej sprawie z 16 września  oraz 4 października 2019 r. wpłynęły do MSZ już po opublikowaniu w Dzienniku Ustaw rozporządzenia Ministra Spraw Zagranicznych z 12 września 2019 r. w sprawie utworzenia obwodów głosowania w wyborach do Sejmu i do Senatu w 2019 roku dla obywateli polskich przebywających za granicą (Dz. U. 1767).

Niektóre z sygnalizowanych przez RPO potrzeb utworzenia obwodów głosowania za granicą - w tym w Republice Malty, czy też w Las Palmas de Grand Canaria - zostały już zrealizowane. Jeżeli chodzi zaś o obwody głosowania w Republice Francuskiej, to na potrzeby najbliższych wyborów zostało utworzone w tym kraju trzynaście obwodów, tj. o cztery więcej niż w poprzednich wyborach do Sejmu i Senatu i o dziewięć więcej niż w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

W Królestwie Szwecji utworzono trzy obwody głosowania  (w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego był tylko jeden obwód), w tym obwód nr 245 utworzony z myślą o obsłudze wyborców przebywających na południu Szwecji, którego siedziba będzie znajdować się w Goeteborgu.

Konsul w Abudża (nigeria) izna za nielecowe utworzenie obwodów wyborczych w Republice Ghany i w państwach zachodnich Afryki (polskich wyborców jest tam niewielu, a zapwenienie im bezpieczeństwa byłoby bardzo trudne). Konsulat w Abudży obejmuje poza Federalną Republiką Nigerii takie państwa jak: Republika Beninu, Republika Ghany, Republika Kamerunu, Republika Liberii, Republika Sierra Leone oraz Republika Togijska. 

Mimo podjęcia w ostatnich latach działań na rzecz rozwoju sieci polskich przedstawicielstw dyplomatycznych w Afryce (utworzenie Ambasad RP w Dar es Salaam i Dakarze w 2016 r.) okręgi konsularne nadal pozostają bardzo rozległe r obecna obsada konsularna (dwóch urzędników konsularnych w Nigerii - w tym konsul RP) również nie pozwala na zapewnienie możliwości głosowania we wszystkich miejscach, gdzie wnioskują o to obywatele polscy. Konsulowie dokładają jednak wszelkich starań, by udzielić zainteresowanym obywatelom informacji na temat możliwości głosowania w utworzonym obwodzie głosowania w Abudży.

Podobne utrudnienia spowodowały brak możliwości utworzenia oddzielnych obwodów do głosowania w Boliwii i Ekwadorze. Nieliczne sygnały do Konsula RP w Limie o zainteresowaniu głosowaniem w innych miastach niż stolica Peru oraz trudności ze zorganizowaniem lokalu oraz brak osób chętnych do bycia członkami Komisji spowodowały, że utworzenie dodatkowych obwodów zostało uznane w tych okoliczność za niecelowe.

Rozmieszczenie obwodów głosowania uwzględnia z jednej strony rzeczywiste potrzeby wyborców, oceniane na podstawie liczby obywateli polskich zamieszkujących lub przebywających na obszarze okręgu konsularnego, z drugiej zaś - realne możliwości zorganizowania i zapewnienia obsługi przez konsulów obwodowych komisji wyborczych.

Konsulowie RP, którzy zgłaszają propozycje utworzenia obwodów głosowania, każdorazowo przed wyborami starają się skonsultować sprawę powołania obwodów głosowania z przedstawicielami środowisk polonijnych, aby jak największa liczba obywateli polskich mogła skorzystać z czynnego prawa wyborczego.

Należy mieć jednak na uwadze, że utworzenie dodatkowych obwodów głosowania poza przedstawicielstwami dyplomatycznymi wiąże się często z koniecznością uzyskania zgód państwa przyjmującego na utworzenie dodatkowych siedzib komisji, znalezienia odpowiednio dużych, dostosowanych do potrzeb wyborców, lokali wyborczych w celu przeprowadzenia sprawnego głosowania oraz zapewnienia odpowiedniej liczby osób chętnych do udziału w pracach komisji.

Głosowanie za granicą przeprowadzane jest bardzo często w obiektach należących do władz miejscowych (np. szkoły, świetlice). Lokal taki nie może być zwolniony do czasu ustalenia wyników głosowania. W sytuacji przedłużającego się liczenia głosów i sporządzania protokołu zrodzić to może problem związany ze zwolnieniem lokalu, by mógł pełnić swoje podstawowe funkcje. Niejednokrotnie problemy z dostępnością lokali spełniających niezbędne kryteria dotyczące ich usytuowania i zabezpieczenia, stanowią istotne ograniczenie dla możliwości tworzenia dodatkowych siedzib dla obwodowych komisji wyborczych.

- Kończąc, chcę zapewnić Pana Rzecznika, że wszystkie napływające opinie i wnioski zostaną z całą wnikliwością rozważone i w miarę możliwości wykorzystane podczas organizacji przyszłorocznych wyborów Prezydenta  Rzeczypospolitej Polskiej - zaznaczył minister.

Służba konsularna stara się reagować na każdy sygnał o potrzebie utworzenia obwodów do głosowania za granicą oraz podejmuje wszelkie starania, by umożliwić jak największej liczbie obywateli polskich możliwość zagłosowania za granicą. Każdy z sygnałów jest oceniany pod względem racjonalności i proporcjonalności, ze względu na potencjalną liczbę głosujących, istniejące możliwości kadrowe oraz kwestie dotyczące warunków lokalowych i bezpieczeństwa. Z przykrością należy stwierdzić, że mimo najlepszej woli niemożliwym jest pozytywne załatwienie każdego sygnału co do utworzenia obwodu głosowania za granicą.

VII.602.13.2014

Policjanci bez ekwiwalentu za niewykorzystany urlop. Rzecznik prosi MSWiA o wyjaśnienia

Data: 2019-10-10

W świecie jest dużo zmiennych, dużo więcej, niż zdoła pomieścić moja wyobraźnia. Olga Tokarczuk – Gra na wielu bębenkach

  • Funkcjonariusze Policji, Centralnego Biura Antykorupcyjnego i Służby Ochrony Państwa skarżą się, że nie otrzymują ekwiwalentu pieniężnego za niewykorzystany urlop
  • Taka sytuacja jest wynikiem niewykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 30 października 2018 r.
  • Narusza to prawa i wolności obywatelskie funkcjonariuszy, którzy wytaczają z tego tytułu procesy - wskazuje Rzecznik Praw Obywatelskich

30 października 2018 r. TK (sygn. akt K 7/15)  zakwestionował niekorzystne dla policjantów zasady naliczania ekwiwalentu za niewykorzystany urlop. TK orzekł, że artykuł art. 115a ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji  - w zakresie, w jakim ustala wysokość ekwiwalentu pieniężnego za pierwszy dzień niewykorzystanego urlopu wypoczynkowego lub dodatkowego w wymiarze 1/30 części miesięcznego uposażenia - jest niezgodny z art. 66 ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3 zdanie drugie Konstytucji. Wyrok wszedł w życie  6 listopada 2018 r.

Z informacji Rzecznika wynika, że wyrok ten do dziś nie został wykonany. Co do zasady - zgodnie z art. 114 ust. 1 pkt 2 ustawy o Policji - policjant zwalniany ze służby otrzymuje ekwiwalent pieniężny za niewykorzystane urlopy wypoczynkowe lub dodatkowe. 

Wyrok oznaczał wyeliminowanie pewnego zakresu znaczeniowego art. 115a ustawy. Jak głosi uzasadnienie wyroku, „przyjęcie w art. 115a ustawy o Policji wskaźnika 1/30 części miesięcznego uposażenia policjanta oznacza, że wypłacanej policjantowi należności za jeden dzień niewykorzystanego urlopu nie można nazwać rekompensatą ekwiwalentną, co prowadzi do naruszenia istoty corocznego płatnego urlopu chronionego przez art. 66 ust. 2 Konstytucji”. Głosi on: "Pracownik ma prawo do określonych w ustawie dni wolnych od pracy i corocznych płatnych urlopów; maksymalne normy czasu pracy określa ustawa".

W takim zakresie Trybunał uznał normę wynikającą z art. 115a za niezgodną z Konstytucją. Możliwe pozostaje zastosowanie ekwiwalentnego mechanizmu wypłaty policjantowi rekompensaty za niewykorzystany urlop wypoczynkowy proporcjonalnie do wymiaru urlopu wypoczynkowego, wynikającego z art. 82 ustawy o Policji. Z obiegu prawnego wyeliminowana została określona, niekonstytucyjna norma prawna. Przepis pozostał w mocy.

Zaniechaniu ustawodawcy w wykonaniu wyroku Trybunału towarzyszy wstrzymanie wypłat ekwiwalentu policjantom zwolnionym ze służby po 6 listopada 2018 r.

- W mojej ocenia praktyka taka, w zakresie, w jakim uniemożliwia skorzystanie z prawa do ekwiwalentu za niewykorzystane urlopy wypoczynkowe odchodzącym ze służby policjantom, narusza ich prawa i wolności obywatelskie, w tym w szczególności art. 66 ust. 2 Konstytucji – podkreśla RPO. 

Identyczne przepisy istnieją w ustawie o Służbie Ochrony oraz w rozporządzeniu Prezesa Rady Ministrów w sprawie urlopów funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Rzecznik zwrócił się do Mariusza Kamińskiego - ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz koordynatora służb specjalnych - o wyjaśnienie zwłoki w podjęciu inicjatywy ustawodawczej dla wykonania wyroku Trybunału.

Poprosił też o podanie powodów wstrzymania wypłaty ekwiwalentu funkcjonariuszom odchodzącym z policji po 6 listopada 2018 r. RPO chce też wiedzieć, ile postępowań sądowych o wypłatę ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wytoczyli policjanci zwolnieni po 6 listopada 2018 r.

WZF.7043.68.201

PS. Motta w komunikatach dajemy tylko dziś (i zawsze wtedy, gdy Polak lub Polka dostanie literackiego Nobla)

RPO upomina się o dostępność lokali wyborczych dla osób z niepełnosprawnościami

Data: 2019-10-09
  • Wszystkie lokale wyborcze powinny być w pełni dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami – uważa Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Zanim to nastąpi, należy poprawić przygotowanie lokali, które nie mają formalnego statusu dostosowanych  
  • Obecnie regulacje są niewystarczające, a z takich lokali wciąż korzysta część wyborców z niepełnosprawnościami czy osób starszych

W związku z wyborami do Sejmu i Senatu 13 października 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych w sprawie konieczności dostosowania lokali wyborczych do potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami. To kwestia niezmiernie istotna w obliczu zbliżających się wyborów.

Pracownicy Biura RPO w maju 2019 r. - bezpośrednio przed wyborami do Parlamentu Europejskiego - przeprowadzili w 26 miejscowościach wizytacje 137 lokali obwodowych komisji wyborczych, które mają status dostosowanych do potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami. W wyniku  kontroli stwierdzono uchybienia w 103 lokalach (75%  wizytowanych).

Najczęściej występującymi uchybieniami były:

  • brak oznakowania krawędzi stopni schodów,
  • brak dodatkowego oświetlenia w miejscu zapewniającym tajność głosowania,
  • niedostosowane miejsca zapewniające tajność głosowania,
  • brak oznakowania przegród szklanych w lokalu,
  • niewłaściwe rozmieszczenie informacji i obwieszczeń PKW,
  • zbyt wysokie progi drzwi wejściowych.

Pracownicy Biura RPO zwracali uwagę również na bezpośrednią okolicę lokali. Ustalenia z poprzednich kontroli wskazują, że nierzadko nawet najlepiej dostosowane lokale są w praktyce trudno dostępne dla osób z niepełnosprawnościami z powodu  przeszkód w otoczeniu budynku. Odnotowano zatem takie bariery, jak m.in. uszkodzone chodniki, wysokie krawężniki czy nawierzchnia piaskowo-żwirowa.

Przed zbliżającymi się wyborami do Sejmu i do Senatu aktualne zatem pozostają wnioski i rekomendacje z przygotowanej przez Biuro RPO na początku 2019 r. publikacji pt. „Dostosowanie lokali obwodowych komisji wyborczych do potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami. Raport Rzecznika Praw Obywatelskich z wyborów samorządowych 2019 roku”.

W przekonaniu Rzecznika konieczne jest dążenie do stanu, w którym wszystkie lokale wyborcze będą w pełni dostosowane do potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami. Do tego czasu należy rozważyć potrzebę zwiększenia wymogów przygotowania lokali wyborczych innych niż posiadające formalnie status dostosowanych do potrzeb wyborów wyborców niepełnosprawnych. Obecnie regulacje w tym zakresie są niewystarczające. Tymczasem z lokali takich wciąż korzysta część wyborców z niepełnosprawnościami, czy w zaawansowanym wieku.

Rzecznik podkreślił również kwestię organizowania przez władze samorządowe dowozu wyborców z niepełnosprawnościami i w zaawansowanym wieku do lokali wyborczych

VII.602.6.2014

 

Jak prezes ARiMR usprawni działania na rzecz rolników - docieka RPO po głośnym nagraniu ministra rolnictwa

Data: 2019-10-09
  • Rolnicy skarżą się RPO na niekompetencję oraz przewlekłe załatwianie dofinasowania i wypłaty środków unijnych przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
  • Opieszałość działań ARiMR może realnie zagrażać utratą funduszy unijnych - przestrzega Rzecznik
  • Dlatego pyta prezesa Agencji, jak zamierza usprawnić jej działalność na rzecz rolników
  • Wystąpienie to wiąże się z krytyczną wobec działalności ARMiR wypowiedzią ministra rolnictwa Jan Krzysztofa Ardanowskiego  

Sprawność rozpatrywania przez ARiMR wniosków rolników ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia zasady zaufania obywateli do państwa, prawa do dobrej administracji oraz zasady równości. Wszyscy rolnicy powinni bowiem mieć możliwość korzystania z należnych im środków bez opóźnień i na równych zasadach.

Rzecznik Praw Obywatelskich z uwagą zapoznał się z nagraniem ze spotkania Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z kierownictwem ARiMR, w którym zwrócił on uwagę na istotne problemy działalności Agencji.

- Skandalem jest to, że tysiące wniosków na modernizację leżą i nie są obrobione. (...) Przyjęliście wnioski, około czterystu w lutym i żaden nie został rozpatrzony. To jest absolutny skandal – mówił Jan Krzysztof Ardanowski na nagraniu opublikowanym w początkach października 2019 r. przez Niezależne Media Podlasia.

Rolnicy często kierują do RPO skargi na niekompetentne i przewlekłe załatwianie spraw przez pracowników ARiMR. Szczególnie niepokoi wydawanie decyzji o konieczności zwrotu nienależnie przyznanych dopłat wiele lat po wypłaceniu środków, kiedy zostały już one wydane przez rolników zgodnie z przeznaczeniem. Powtarzającym się problemem jest też obsługa zaliczek wypłacanych dorocznie rolnikom. - Opieszałość działań Agencji może skutkować realnym zagrożeniem utraty funduszy unijnych - podkreśla Rzecznik.

Wątpliwości ministra wzbudziło także częste kierowanie przez pracowników ARiMR do wnioskodawców pism o przedłużeniu terminu, uzasadnianych koniecznością zajęcia stanowiska przez prawnika. Minister zwrócił również uwagę na nadmierny formalizm działań, w tym nadużywanie drogi sądowej i prowadzenie windykacji w sprawach beznadziejnych.

Ponadto minister wskazał na kilka szczegółowych problemów, jak:

  • nierozpatrzenie wielu wniosków o dofinasowanie modernizacji rolnictwa,
  • nierozpatrzenie od lutego 2019 roku 400 wniosków o dofinansowanie na rolniczy handel detaliczny,
  • zagrożenie utraty funduszy z programu RYBY,
  • nieutworzenie mieszanej grupy roboczej mającej na celu znalezienie nowych rozwiązań poprawiających sytuację wsi i rolnictwa.

Rzecznikowi znany jest problem funkcjonowania systemu informatycznego do obsługi wniosków o płatności bezpośrednie dla rolników. W piśmie z 23 listopada 2018 r. o wynikach kontroli „Zapewnienie systemu informatycznego do prawidłowej realizacji płatności bezpośrednich dla rolników” prezes Najwyższej Izby Kontroli informował RPO że niezbędna jest intensyfikacja działań ARiMR na rzecz ograniczenia zależności od wykonawcy systemu - w tym budowy własnych kompetencji co do utrzymania i rozwoju systemów informatycznych.

W związku z wypowiedzią ministra Rzecznik wystąpił do p.o. prezesa ARiMR Tomasza Nowakowskiego o szczegółowe wyjaśnienia. - Proszę również o informację, jakie działania zostaną podjęte przez ARiMR w celu usprawnienia działalności na rzecz rolników - głosi pismo. 

VII.7202.20.201

Emerytury kobiet z rocznika ’53. RPO prosi premiera o zmianę niekorzystnej dla nich decyzji

Data: 2019-10-07
  • Proszę zmienić decyzję w sprawie kobiet z rocznika’53 - apeluje RPO do premiera Mateusza Morawieckiego
  • Na wniosek premiera z porządku obrad ostatniego posiedzenia Sejmu tej kadencji spadł projekt naprawiający niekonstytucyjną ustawę.
  • Oznacza to, że przez kolejne miesiące kobiety te będą dostawać niższe niż powinny świadczenia

Rzecznik Praw Obywatelskich z głębokim niepokojem przyjął informację o wycofaniu z porządku obrad Sejmu – na wniosek Premiera – senackiego projektu ustawy naprawiającej sytuację kobiet z rocznika 1953, które przeszły na wcześniejszą emeryturę (druk nr 3720). Sejm tej kadencji miał się nim zająć na swoim ostatnim posiedzeniu w tej kadencji, w części przesuniętej na tydzień po wyborach, 15 i 16 października.

Projekt ten miał naprawić sytuację tej grupy kilkudziesięciu tysięcy kobiet zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 6 marca 2019 r. (w sprawie P 20/16).

Do 2012 r. przejście na wcześniejszą emeryturę nie powodowało obniżenia pełnej emerytury w momencie, gdy zainteresowany/a osiągał/a pełny wiek emerytalny. Wprowadzona wtedy zmiana dotknęła właśnie kobiety z rocznika 1953. To one w 2013 r. osiągały 60 lat i zyskiwały prawo do przeliczenia wcześniejszej emerytury na pełną (powszechną). Mężczyźni, którzy w 2013 r. osiągali pełną emeryturę (65 lat), nie byli objęci tym przepisem – bo jako urodzonych przed 1949 r. nie objęła reforma emerytalna uzależniająca wysokość emerytury od wypracowanego kapitału

W 2019 r. Trybunał Konstytucyjny, w postępowaniu z udziałem RPO, stwierdził, że było to niekonstytucyjne, bo kobiety podejmując decyzję o przejściu na wcześniejszą emeryturę nie mogły wiedzieć, że w efekcie ich pełna (powszechna) emerytura będzie niższa.

Zgodnie z Konstytucją (art. 190 ust. 4) wyrok TK powinien być podstawą do wznowienia postępowania i zmiany decyzji ZUS. Jednak ponieważ analiza problemu zajęła Trybunałowi prawie ponad trzy lata, w międzyczasie minął czas na występowanie do ZUS w wnioskami o zmianę decyzji. Zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego (art. 146) nie można uchylać decyzji, jeśli od jej wydania minęło pięć lat (to generalna zasada prawa, dzięki której obywatel można polegać na prawomocnych decyzjach i podejmować na ich podstawie dalsze wiążące kroki).

A w razie przekroczenia pięcioletniego terminu państwo może naprawić swój błąd ustawą.

Z inicjatywą takiej ustawy wystąpił w 2019 r. Senat, a RPO przywitał jego projekt z dużą nadzieją. Projekt miał być przedmiotem obrad ostatniego przed wyborami posiedzenia Sejmu. Porządek obrad został już ogłoszony, ale – nieoczekiwanie – Marszałek Sejmu postanowił przerwać to posiedzenie i dokończyć je już po wyborach. Projekt emerytalny miał być rozpatrzony właśnie wtedy.

Teraz jednak okazało się, że porządek obrad tego posiedzenia został zmieniony i Sejm tej kadencji w ogóle się sprawą nie zajmie. A to oznacza, że pracę projektem trzeba będzie zacząć od nowa – inicjatywa ustawodawcza niesfinalizowana w danej kadencji przestaje istnieć zgodnie z tzw. zasadą dyskontynuacji. Emerytki z rocznika ’53 przez kolejne miesiące pobierać będą niższe świadczenia, mimo że Trybunał Konstytucyjny uznał to za niewłaściwe. Nie będą miały możliwości przeliczenia świadczeń bez zastosowania mechanizmu pomniejszania podstawy o kwoty pobranych emerytur. Nie będzie także podstawy do zwrócenia emerytce różnicy pomiędzy pobieraną dotychczas emeryturą a emeryturą w wysokości zgodnej z orzeczeniem TK (a może być to kilkaset złotych różnicy co miesiąc).

W tej sytuacji, działając na podstawie ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich Adam Bodnar zwraca się do Premiera o przedstawienie przyczyn wycofania projektu z porządku obrad najbliższego posiedzenia Sejmu.

Zwraca się też do Premiera z gorącym apelem o zweryfikowanie decyzji.

III.7060.796.2016

Czy wszyscy wyborcy z zagranicy będą mogli głosować 13 października? Kolejne pismo Rzecznika do MSZ

Data: 2019-10-07
  • Wyborcy z zagranicy obawiają się, czy lokale wyborcze na 13 października zorganizowano w dogodnych lokalizacjach
  • Sygnalizują oni RPO problem braku lokali wyborczych na południu Szwecji, Malcie, w Ekwadorze, Boliwii i Ghanie. Są też informacje o trudnościach z dostępnością lokali we Francji
  • Rzecznik napisał do MSZ, by jeszcze w tych ostatnich dniach rozważyć działania w celu pełnego zagwarantowania praw wyborczych obywatelom przebywającym za granicą

Do Rzecznika Praw Obywatelskich nadal wpływają skargi i sygnały związane z możliwością głosowania polskich wyborców przebywających za granicą.

Zgłaszali oni obawy, czy lokale wyborcze w wyborach do Sejmu i Senatu 13 października 2019 r. zostaną zorganizowane w dogodnych lokalizacjach, czy w praktyce będą w stanie do nich dotrzeć i skutecznie zagłosować. Wątpliwości dotyczyły organizacji lokali wyborczych m.in. na Malcie, w Boliwii, czy Republice Ghany (i szerzej – w państwach zachodniej Afryki). 

W połowie września 2019 r. Rzecznik zwrócił się do Ministra Spraw Zagranicznych o uwzględnienie tych uwag przy przygotowywaniu rozporządzenia MSZ ws. utworzenia obwodów głosowania za granicą w wyborach 13 października.

Kwestia ta ma szczególne znaczenie zwłaszcza wobec likwidacji w 2018 r. możliwości głosowania korespondencyjnego. RPO był temu przeciwny, gdyż poważnie osłabiło to gwarancje zasady powszechności wyborów.

W kolejnym piśmie w tej sprawie do MSZ z 4 października 2019 r. Rzecznik uzupełnił, że do Biura RPO w ostatnich dwóch tygodniach dotarły następne sygnały wyborców. Dodatkowo zgłosili problem braku lokali wyborczych w Ekwadorze i na południu Szwecji. Ponadto wpłynęły informacje o trudnościach związanych z dostępnością lokali wyborczych również we Francji.

- Uprzejmie proszę o wzięcie powyższych informacji pod uwagę i rozważenie możliwych do podjęcia, jeszcze w tych ostatnich dniach przed wyborami, odpowiednich działań mających na celu pełne zagwarantowanie praw wyborczych polskim wyborcom przebywającym poza granicami naszego kraju - głosi pismo Rzecznika do ministra Jacka Czaputowicza.

VII.602.13.2014

Dlaczego doktorat można robić tylko na jednej uczelni? Resort nauki odpowiada Rzecznikowi

Data: 2019-10-04
  • Doktoranci skarżą się, że nie mogą w tym samym czasie kształcić się w więcej niż jednej szkole doktorskiej
  • To arbitralna ingerencja w konstytucyjne prawo do nauki - ocenia Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Resort nauki odpiera ten zarzut, bo każdy może ubiegać się o rekrutację do większej liczby szkół doktorskich, ale musi wybrać tylko jedną
  • Ministerstwo uzasadnia to koniecznością wyższej jakości i skuteczności kształcenia doktorantów, zwiększeniem liczby doktorów i racjonalnością wydawania publicznych pieniędzy 

"Jednocześnie można być doktorantem tylko w jednej szkole doktorskiej" - stanowi art. 200 ust. 7 ustawy z 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Nie wyklucza to studiowania w kolejnej szkole doktorskiej po ukończeniu pierwszej. Wtedy jednak doktorant, mający już stopień doktora, nie może otrzymywać stypendium doktoranckiego. Ponadto ustawa przewiduje możliwość przygotowania rozprawy doktorskiej w odpłatnym trybie eksternistycznym. Ograniczeń nie ma zaś co do możliwości jednoczesnego przygotowywania kilku rozpraw doktorskich w więcej niż jednym trybie eksternistycznym.

Argumenty RPO

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi w tej sprawie. Zwrócił on uwagę, że uzasadnienie projektu ustawy nie zawierało przyczyn tej regulacji. A ograniczeń nie było w poprzedniej ustawie. 

Przyjęte rozwiązanie budzi wątpliwości RPO, bo ogranicza prawo do nauki (art. 70 ust. 1 Konstytucji). Z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 5 czerwca 2014 r. wynika, że państwo może ograniczyć dostęp do kształcenia, ale musi to czynić na podstawie kryteriów merytorycznych, a zwłaszcza osiągnięć kandydatów. 

Tymczasem przepis ustawy arbitralnie ingeruje w możliwość dostępu do szkół osobom, które kształcą się już w innej szkole doktorskiej. Kandydaci - bez względu na osiągnięcia - będący już doktorantami w szkołach doktorskich, nie mogą podjąć kształcenia w innej szkole. Może to zatem oznaczać, że do szkoły doktorskiej dostanie się osoba o niższych osiągnięciach, a nie o wyższych - jedynie z powodu bycia już doktorantem. 

W ocenie RPO wykluczenie możliwości nieodpłatnego pobierania nauki przez doktorantów nie znajduje uzasadnienia, ponieważ:

1. Nie może nim być konieczność ochrony finansów państwa. Umożliwienie doktorantom jednoczesnego kształcenia się w więcej niż jednej szkole nie musi bowiem oznaczać dodatkowych kosztów, związanych z koniecznością wypłaty stypendium (doktorant mógłby je uzyskiwać tylko w jednej szkole).

2. Trudno uznać, że celem ograniczenia jest zagwarantowanie dostępu do studiów jak największej liczbie osób - przez eliminację np. nieodpowiedzialnego korzystania z prawa do bezpłatnego studiowania. Przepisy nie uzależniają bowiem możliwości kształcenia w kolejnej szkole doktorskiej od osiągnięć w trakcie studiów.

3. Przepis nie zapewnia wysokiej jakości pracy naukowej doktorantów. Nie jest bowiem trafne założenie, że doktorant kształcący się w dwóch szkołach nie będzie w stanie prowadzić badań na odpowiednim poziomie.

Rzecznik wystąpił w tej sprawie do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina.

Odpowiedź MNiSzW

W odpowiedzi wiceminister nauki dr Sebastian Skuza napisał, że szkoła doktorska to nowa forma kształcenia doktorantów. To odejście od modelu studiów doktoranckich (tzw. studiów trzeciego stopnia), który miał liczne wady. Były wśród nich m.in. coraz większe upodabnianie się studiów doktoranckich do studiów wyższych, ale z pominięciem zewnętrznej oceny jakości kształcenia, niska skuteczność kształcenia oraz brak adekwatnego wsparcia finansowego dla doktorantów.

Ustawa z 20 lipca 2018 r. dopuszcza możliwość nadania stopnia doktora w dziedzinie np. doktora nauk humanistycznych bez wyszczególniania dyscypliny. Wprowadza zatem nowe możliwości interdyscyplinarnych rozpraw doktorskich na styku różnych zainteresowań badawczych kandydatów. Brak takich możliwości w poprzednim stanie prawnym mógł skłaniać niektóre osoby do podejmowania prób uzyskania stopnia doktora w dwóch (lub więcej) różnych dyscyplinach i w ramach równolegle podejmowanych studiów doktoranckich.

W ocenie wiceministra założenia systemu szkół doktorskich uwzględniają potrzebę radykalnego podniesienia skuteczności kształcenia doktorantów. Koreluje to z koniecznością realizacji innego celu - zmierzenia się z problemem relatywnie niskiej liczby osób uzyskujących w Polsce stopień doktora. W ostatnim rankingu European Innovation Scorehoard Polska plasuje się na trzecim od końca miejscu pod względem nowo wypromowanych doktorów (w relacji do liczby osób w wieku 25-34).

Celem nowego systemu powinno być uzyskanie stopnia doktora przez jak największą liczbę uczestników tego kształcenia w możliwie najkrótszym czasie. Także dlatego konieczne są rozwiązania pozwalające na skoncentrowanie wysiłku kandydata, jak również wysiłku organizacyjnego i finansowego po stronie systemu.

Wprowadzenie nowego systemu jest przejawem polityki państwa nakierowanej na instytucjonalne i finansowe wspieranie młodych naukowców. Jest to widoczne zwłaszcza w kontekście uzyskania przez doktoranta obligatoryjnego wsparcia w postaci stypendium doktoranckiego. Każdy doktorant niemajacy stopnia doktora będzie otrzymywał co miesiąc stypendium doktoranckie, którego wysokość w pierwszym okresie kształcenia będzie wynosiła co najmniej 37% wynagrodzenia profesora (dziś jest to 6410 zł), a po miesiącu, w którym zostanie przeprowadzona ocena śródokresowa - co najmniej 57%. Skala tego wsparcia jest tak duża i wyjątkowa, że uzasadnia wprowadzenie regulacji racjonalizujących korzystanie z niej.

Prawo o szkolnictwie wyższym nie ustanawia generalnego zakazu ubiegania się o więcej niż jeden stopień naukowy doktora w jednym czasie - wskazuje Sebastian Skuza. Ustawa przewiduje bowiem dwa tryby: kształcenie w szkole doktorskiej i tryb eksternistyczny. Ustawa nie przewiduje zakazu łączenia tych trybów. Nie ogranicza również możliwości wyboru szkoły doktorskiej. Nie ma zakazu wzięcia udziału w rekrutacji do większej liczby szkół doktorskich. Oznacza natomiast konieczność wyboru tylko jednej z nich, w przypadku pozytywnego zakończenia przez kandydata więcej niż jednego procesu rekrutacji.

Nieuprawniony jest zarzut naruszenia konstytucyjnego prawa do nauki (art. 70 ust. 1 Konstytucji RP). Obowiązująca regulacja w pełni respektuje prawo każdego, kto spełnia określone prawem warunki, do nauki w szkole doktorskiej. W szczególności ustawa nie wyłącza żadnej arbitralnie określonej kategorii osób spod jej regulacji, wskazuje jedynie, że określony tryb kształcenia jest dostępny w zracjonalizowanym zakresie.

- Jest to uzasadnione wymogami związanymi z zapewnianiem wysokiej jakości i skuteczności kształcenia doktorantów, potrzebą zwiększenia liczby osób posiadających stopień doktora, a także koniecznością racjonalnego gospodarowania środkami publicznymi przeznaczonymi na naukę – podkreślił wiceminister Sebastian Skuza.

VII.7033.36.2019

Odpowiedź rządu na wystąpienie RPO milczy nt. Pegasusa

Data: 2019-10-03
  • Koordynator Służb Specjalnych nie udzielił RPO merytorycznej odpowiedzi na wątpliwości dotyczące domniemanego zakupu systemu inwigilującego Pegasus przez Centralne Biuro Antykorupcyjne
  • Rzecznik postulował także, by zapewnić niezależny, efektywny system kontroli nad służbami specjalnymi
  • Minister Maciej Wąsik odpisał, że w Polsce istnieje wieloskładnikowy system nadzoru i kontroli nad działalnością służb
  • Zapewnił też, że kontrolę operacyjną prowadzą one zgodnie z przepisami prawa

9 września 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Prezesa Rady Ministrów i Przewodniczącego Sejmowej Komisji ds. służb specjalnych. Tematem była opisana przez TVN sprawa domniemanego posiadania przez CBA od dwóch lat systemu Pegasus. Umożliwia on pozyskanie wszelkich informacji z każdego smartfona - po przełamaniu zabezpieczeń i zainstalowaniu niewykrywalnego w praktyce oprogramowania, które pozwala przejąć kontrolę nad urządzeniem.

Sprawa budzi najwyższe obawy Rzecznika i rodzi potrzebę natychmiastowego wyjaśnienia. W ocenie Adama Bodnara, jeżeli ustalenia dziennikarzy potwierdziłyby się, to istnieje niemal pewność, że zasada legalizmu (art. 7 w związku z art. 2 Konstytucji RP) została naruszona. 

- Żaden bowiem przepis prawa nie pozwala żadnemu organowi państwowemu na przełamywanie zabezpieczeń i przechwytywanie, a także wykorzystywanie, w ten sposób treści przekazów komunikacyjnych oraz uzyskiwanie dostępu do wszelkich informacji i danych z urządzenia mobilnego – wskazał. Nie zezwalają na to również przepisy regulujące zasady kontroli operacyjnej.

Rzecznik nigdy nie kwestionował potrzeby stosowania kontroli operacyjnej. W przypadku działania systemu Pegasus problemem jest jednak nie tylko nieproporcjonalne wykorzystanie zasadniczo dopuszczalnych środków, lecz w ogóle działanie służb bez żadnej podstawy prawnej, co wyklucza badanie proporcjonalności.

Zasada legalizmu wymaga, by wykreowany został mechanizm, który z jednej strony umożliwiłby służbom efektywną walkę z zagrożeniami, ale i zapewniał niezależny nadzór nad działalnością służb. Na taką potrzebę RPO wielokrotnie wskazywał w wystąpieniach do różnych organów państwa. W ocenie Rzecznika obecnie taki system nie funkcjonuje. Tymczasem zarówno z orzecznictwa sądów międzynarodowych (w szczególności ETPCz, ale również TSUE) jasno wynika, jak taki system powinien wyglądać i jakie kryteria powinien spełniać.

Dlatego RPO zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego o pilne wyjaśnienie sprawy systemu Pegasus, o przedstawienie wszelkich analiz i wyników kontroli oraz o stanowisko w sprawach problemów systemowych. Do przewodniczącego speckomisji wystąpił o stanowisko Komisji w tej sprawie.

Odpowiedź Macieja Wąsika

- Minister Koordynator informuje, że służby specjalne prowadzą swoje działania w oparciu o przepisy polskiego prawa. Kontrola operacyjna jest prowadzona w uzasadnionych i opisanych prawem przypadkach, po uzyskaniu zgody Prokuratura Generalnego i wydaniu postanowienia przez sąd. Z uwagi na ograniczenia prawne Minister Koordynator nie odnosi się do szczegółowych pytań dotyczących technik, metod i form pracy operacyjnej, ani nie komentuje doniesień medialnych we wskazanym zakresie - odpisał 27 września 2019 r. RPO minister Maciej Wąsik, sekretarz stanu i sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych.  

Zaznaczył, że RPO formułuje opinie, iż „istnieje niemal pewność” naruszenia zasady legalizmu przez służby specjalne, opierając się wyłącznie na założeniu, iż ustalenia dziennikarzy TVN mają poparcie w faktach.

Oceniając, że pismo Rzecznika zawiera zarzuty, oceny i opinie nie mające należytego umocowania w przepisach prawa oraz faktach, Maciej Wąsik przypomniał szczegółowe regulacje prawa odnoszące się do możliwości stosowania kontroli operacyjnej.

- Formułowanie zarzutów o działania bezprawne w zakresie stosowania kontroli operacyjnej należy poprzedzić analizą konkretnego przypadku. zaś w szczególności weryfikacją czy opisana prawem procedura została zachowana. Tymczasem Rzecznik Praw Obywatelskich formułuje zarzuty bez informowania o przeprowadzonej analizie, wydając swoją opinię bez uzasadnienia i argumentów - napisał Maciej Wąsik.

W jego ocenie RPO w żaden sposób nie wykazał również, aby przytoczony w jego piśmie standard dopuszczalności ingerencji organów państwowych w informacje przekazywane przez obywateli i treść komunikacji, wypracowany w orzecznictwie ETPCz i TSUE został naruszony przez polskie przepisy regulujące przesłanki i sposób prowadzenia kontroli operacyjnej.

Zdaniem ministra bezpodstawne (bez przytoczenia jakichkolwiek faktów) formułowanie przez RPO ogólnikowego zarzutu jakoby „organy państwowe korzystają z systemów, które pozwalają na pozyskanie informacji mogących stanowić dowód w postępowaniu, czyniąc to wbrew obowiązującym przepisom” podważa wiarygodność RPO jako organu państwa, który stoi na straży wolności i praw człowieka i obywatela.

Odnosząc się do argumentu RPO o braku niezależnego, efektywnego systemu kontroli nad służbami, Maciej Wąsik uznał go za całkowicie niezrozumiały, bez dokonania choćby próby analizy stanu prawnego.

- Należy przede wszystkim zauważyć, że już aktualny system nadzoru nad działalnością służb specjalnych spełnia cytowany postulat łączenia w sobie kontroli wykonawczej, nadzoru parlamentarnego, uwzględnienia roli organów eksperckich i kontroli sądowej - uznał.

Przypomniał, że:

  • służby specjalne są poddane bieżącemu nadzorowi konstytucyjnych organów administracji rządowej tj. Prezesa Rady Ministrów oraz właściwych ministrów, a Minister Koordynator Służb Specjalnych z upoważnienia Prezesa Rady Ministrów wykonuje zadania w zakresie nadzoru, kontroli i koordynacji służb specjalnych;
  • dodatkową ścieżką kontroli działalności służb specjalnych jest działalność Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, utworzonego przy Radzie Ministrów;
  • parlament sprawuje kontrolę nad działalnością służb specjalnych za pomocą stałej sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych;
  • bardzo istotną rolę w procesie kontroli nad działalnością służb sprawują organy wymiaru sprawiedliwości oraz prokuratura.

Według Macieja Wąsika przedstawiony przez niego szczegółowy opis stanu prawnego jasno wykazuje istnienie i funkcjonowanie wieloskładnikowego systemu nadzoru i kontroli nad działalnością służb, ukształtowanego zgodnie z przytoczonymi między narodowymi standardami.

- W związku z tym zarzut RPO o braku istnienia efektywnego systemu kontroli nad działalnością służb należy uznać za bezzasadny. Stanowczo podkreślam, że kontrola operacyjna w służbach specjalnych, które nadzoruje Minister Koordynator, prowadzona jest zgodnie z przepisami prawa, ma charakter subsydiarny i jest zarządzana za zgodą Prokuratora Generalnego i po wydaniu odpowiedniego postanowienia przez sąd.

- Mając na uwadze rolę i znaczenie Rzecznika Praw Obywatelskich, Minister Koordynator przekazuje powyższe informacje, mając nadzieję, że pomogą one Panu Rzecznikowi w sposób lepszy zrozumieć system prawny, który reguluje działalność służb specjalnych, w szczególności zaś sposób prowadzenia kontroli operacyjnej w Polsce. Liczę na to, że niniejsza korespondencja pomoże również w rzetelnej ocenie pojawiających się w mediach doniesień, często mających charakter spekulacji i insynuacji – brzmi konkluzja odpowiedzi Macieja Wąsika.

VII.519.2.2019

Czy pomoc psychologiczna dla weteranów misji wojskowych poza Polską jest wystarczająca?

Data: 2019-10-03
  • System opieki psychologicznej dla żołnierzy - weteranów misji poza Polską - rodzi wątpliwości 
  • RPO powołuje się na tragiczne zdarzenie z września, gdy żołnierz, który wrócił z misji, zaatakował żonę w ciąży - dziecko zginęło; kobieta odniosła ciężkie obrażenia
  • Wcześniej resort odpowiedział Rzecznikowi, że trwają analizy skuteczności systemu pomocy dla weteranów misji

Brakiem odpowiedniej opieki psychologicznej nad żołnierzami Rzecznik Praw Obywatelskich interesuje się od kilku lat. Problem zgłaszano ekspertom Biura RPO podczas wizytacji jednostek wojskowych.

Z rozmów z żołnierzami wynikało, że istniejący system diagnozowania i leczenia skutków zespołu stresu pourazowego (Posttraumatic Stress Disorder - PTSD), jest nieskuteczny. Po ujawnieniu zaburzenia żołnierz może bowiem zostać skierowany na wojskową komisję lekarską, która może orzec o jego nieprzydatności do czynnej służby wojskowej. W obawie przed zwolnieniem ze służby żołnierze mogą więc ukrywać objawy stresu skutkujące nieporozumieniami, agresją w rodzinach czy trudnościami w przystosowaniu się do dalszej służby wojskowej.

Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być wprowadzenie wobec psychologów wojskowych (co sami podnosili) uprawnień, które pozwoliłyby im na samodzielne kierowanie żołnierzy - bez pośrednictwa ich przełożonych - do konsultacji i weryfikacji postawionych diagnoz, włącznie z konsultacją psychiatryczną umożliwiającą wypracowanie właściwego postępowania leczniczego. Dopiero w sytuacjach uzasadnionych medycznie, dowódca byłby informowany o stanie zdrowia żołnierza i uruchamiałby procedury określające jego zdolność do dalszej służby. Brak obaw żołnierzy przed automatycznym wdrożeniem tych procedur przełożyłby się na ich większą otwartość, co mogłoby ograniczyć występowanie skutków PTSD.

Ponadto wsparcie psychologiczne żołnierzom udzielają organizacje pozarządowe weteranów (w tym Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju). W lutym 2019 r. media podały, że resort obrony narodowej przestał wspierać warsztaty psychologiczne dla weteranów organizowane przez to Stowarzyszenie.

RPO zwrócił się wtedy do Ministra Obrony Narodowej o zbadanie skuteczności systemu pomocy psychologicznej.

W odpowiedzi dyrektor Biura Ministra wskazał, że w resorcie prowadzone są analizy skuteczności funkcjonowania istniejącego systemu pomocy.  Stanowisko ministra miało być przekazane do Biura RPO niezwłocznie po zakończeniu tych analiz.

19 września 2019 r. radomski dodatek do „Gazety Wyborczej” zamieścił artykuł pt. „Żołnierz zaatakował żonę w ciąży. Dziecko nie żyje, kobieta w stanie ciężkim”. Z artykułu wynikało, że sprawcą był żołnierz, który wrócił z misji wojskowej.

Rzecznik poprosił ministra Mariusza Błaszczaka o informację na temat pomocy udzielonej temu żołnierzowi po powrocie z misji. Ponowił zarazem prośbę o przybliżenie wyników analizy skuteczności systemu pomocy psychologicznej dla wteranów.

WZF.7040.7.2016

Rzecznik w obronie praw funkcjonariuszki ABW w ciąży

Data: 2019-10-01
  • Funkcjonariuszka ABW w zaawansowanej i zagrożonej ciąży nie mogła skorzystać z urlopu macierzyńskiego przed porodem
  • Odmowę ABW uzasadniła m.in. tym, że kobieta byla na zwolnieniu lekarskim, którego nie można łączyć z takim urlopem
  • Dzięki tej interpretacji kobieta została zwolniona ze służby - na urlopie macierzyńskim byłaby przed tym chroniona  
  • Tymczasem prawo do urlopu macierzyńskiego przysługuje z mocy prawa, a pracodawca ma obowiązek jego udzielenia, niezależnie czy kobieta jest na zwolnieniu lekarskim
  • Stanowisko ABW narusza prawa i wolności funkcjonariuszki i może stanowić dyskryminację ze względu na płeć, związaną z rodzicielstwem – uznał RPO

O pomoc do Rzecznika Praw Obywatelskich zwróciła się funkcjonariuszka Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, będąca w zaawansowanej i zagrożonej ciąży. Została zwolniona ze służby miesiąc przed porodem ze względu na „ważny interes służby”.

Niezależnie od zasadności jej zwolnienia (postępowanie pozostaje w toku), powstał problem prawa do urlopu macierzyńskiego przed porodem. Funkcjonariuszka, przebywając na zwolnieniu lekarskim, poinformowała Dyrektora Biura Kadr ABW o tym, że zaczyna korzystać z urlopu macierzyńskiego przed porodem. Na to Dyrektor Biura Kadr odpisał, że „celem urlopu macierzyńskiego udzielanego przed porodem jest zapewnienie kobiecie możliwości odpoczynku i przygotowania się do porodu w ostatnim okresie ciąży”. W jego ocenie  wyklucza to możliwość jednoczesnego korzystania ze zwolnienia lekarskiego oraz urlopu macierzyńskiego, czy też możliwość swoistego przekształcenia   zwolnienia lekarskiego na urlop macierzyńskiego. „Bieg zwolnienia lekarskiego przypadającego w okresie ciąży przerywa jedynie poród, od którego z mocy prawa liczy się termin urlopu macierzyńskiego” - dodał dyrektor.

Ponadto stwierdził, że pierwszym dniem urlopu macierzyńskiego mógłby być dziń, gdy kończy się zwolnienie lekarskie. A tak się złożyło, że dzień ten przypadał już po po dniu zwolnienia jej ze służby. „W związku z powyższym brak jest podstaw do uwzględnienia Pani wniosku o udzielenie urlopu macierzyńskiego przed porodem, bowiem pierwszy dzień tego urlopu będzie przypadał w okresie kiedy nie będzie Pani posiadała statusu funkcjonariusza ABW” – głosiła odpowiedź Dyrektora Biura Kadr ABW.

Zdaniem Rzecznika nie sposób podzielić takiego stanowiska. Przepisy Kodeksu pracy (art. 180 § 2 ) w sprawie urlopu macierzyńskiego dają jedno ogranicznie: przed przewidywaną datą porodu pracownica może z niego wykorzystać nie więcej niż 6 tygodni urlopu. A poza tym prawo do urlopu macierzyńskiego jest prawem podmiotowym, które przysługujące z mocy prawa, z chwilą urodzenia dziecka. Oznacza to, że funkcjonariuszka nie musi składać pracodawcy wniosku o urlop. Temu prawu podmiotowemu odpowiada po stronie pracodawcy obowiązek jego udzielenia. Funkcjonariuszka może się zrzec tego prawa dopiero po 14 tygodniach od porodu (art. 180 § 4 Kodeksu pracy).

Również w przypadku korzystania z tego urlopu na nie więcej niż 6 tygodni przed porodem prawu funkcjonariuszki do urlopu macierzyńskiego odpowiada obowiązek jego udzielenia. 

Przebywanie zaś na zwolnieniu lekarskim (szczególnie przypadku ciąży zagrożonej) nie może uniemożliwiać skorzystania z urlopu macierzyńskiego przed porodem. Taki warunek nie wynika bowiem z  przepisów prawa.

Do takiego wniosku prowadzi także odwołanie się do art. 71 ust. 2 Konstytucji, który przyznaje matce przed i po urodzeniu dziecka prawo do szczególnej pomocy władz publicznych. Gdyby przyjąć, że funkcjonariuszkę w ciąży pozbawia się prawa do urlopu macierzyńskiego przed urodzeniem dziecka, to władze publiczne nie tylko nie świadczyłyby szczególnej pomocy, lecz destabilizowałyby sytuację takiej osoby, pozbawiając ją środków utrzymania. Taka wykładnia przepisów jest nie do pogodzenia z art. 71 ust. 2 w związku z art. 32 i art. 7 Konstytucji.

Dlatego w ocenie Rzecznika stanowisko Biura Kadr ABW - w zakresie, w jakim odmawia funkcjonariuszce prawa do urlopu macierzyńskiego przed porodem – narusza jej prawa i wolności oraz może stanowić dyskryminację ze względu na płeć, związaną z rodzicielstwem.

Rzecznik zwrócił się do szefa ABW prof. Piotra Pogonowskiego o zweryfikowanie stanowiska w tej sprawie.

WZF.7043.66.2019

Zagwarantować udział osadzonych w wyborach. RPO pisze do Służby Więziennej

Data: 2019-10-01
  • Osoby przebywające w więzieniach i aresztach skarżyli się na trudności w głosowaniu w wyborach samorządowych w 2018 r. i do Parlamentu Europejskiego w 2019 r.
  • Osadzeni nie czują się dostatecznie poinformowani o tym kto, kiedy i na jakich zasadach może brać udział w wyborach
  • Wskazują m.in. na  brak wiedzy co do możliwości doprowadzenia do lokalu wyborczego, co w praktyce uniemożliwiało im uczestniczenie w wyborach
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do gen. Jacka Kitlińskiego, dyrektora generalnego Służby Więziennej, w sprawie konieczności zagwarantowania osadzonym praw wyborczych

Do Rzecznika wpłynęły w ostatnim czasie liczne skargi  od osób osadzonych na różnego rodzaju trudności w wyborach. W większości skarżyły się osoby pozbawione wolności ale mające pełnię praw publicznych, w tym czynne prawo wyborcze.

W każdej z tych spraw RPO podjął postępowanie wyjaśniające. Zgodnie z konstytucyjną zasadą powszechności wyborów instytucje państwa mają obowiązek umożliwienia udziału w głosowaniu wszystkim uprawnionym.

Na podstawie skarg oraz materiału zebranego w wyniku korespondencji z zakładami karnymi i aresztami śledczymi, można stwierdzić, że jednym z najpoważniejszych problemów jest brak przystępnej, jasnej i wyczerpującej informacji skierowanej do osadzonych.

Mimo starań i licznych działań Służby Więziennej osadzeni - podobnie jak w latach ubiegłych - wciąż nie czują się skutecznie i wyczerpująco informowani o tym kto, kiedy i na jakich zasadach może brać udział w wyborach. Wiele skarg wskazywało na  brak wiedzy o istotnych kwestiach organizacyjnych, m.in. w zakresie możliwości doprowadzenia osadzonych do lokalu wyborczego. W  praktyce uniemożliwiało im uczestniczenie w wyborach.

Innym ważnym powodem barier w głosowaniu osadzonych jest niedostosowany system prawa wyborczego, w tym m.in. niedoskonałe procedury związane z funkcjonowaniem rejestrów i spisów wyborców, a także dotyczące technicznych aspektów oddawania głosu wyborczego (m.in. brak tzw. „alternatywnych procedur głosowania”).

Szczególnie w wyborach samorządowych liczni osadzeni byli przez to w praktyce pozbawieni możliwości wyboru swoich przedstawicieli, co stanowi w przekonaniu Rzecznika naruszenie ich konstytucyjnych praw politycznych.

Mając na uwadze zbliżające się wybory do Sejmu i Senatu 13 października, Rzecznik zwrócił się do Dyrektora Generalnego SW o rozważenie podjęcia  dodatkowych działań informacyjnych co do skutecznego korzystania z praw wyborczych przez osadzonych, w tym w zakresie kwestii technicznych oraz organizacyjnych.

VII.602.72.2015

Rzecznik w sprawie procedury głosowania polskich wyborców przebywających za granicą

Data: 2019-09-26
  • Wyborcy przebywający za granicą skarżą się Rzecznikowi, że zostali pozbawieni możliwości głosowania korespondencyjnego
  • Wielu z nich zgłasza obawy, czy lokale wyborcze zostaną zorganizowane w dogodnych lokalizacjach
  • RPO zwrócił się w tej sprawie do Ministra Spraw Zagranicznych

Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich dociera wiele skarg i sygnałów związanych z głosowaniem polskich wyborców przebywających za granicą. Można w tym zakresie wyodrębnić dwie zasadnicze kwestie, na którą zwracają uwagę obywatele. Pierwszą, podobnie jak przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, jest brak zdalnej procedury oddawania głosu. W związku ze zmianami w prawie wyborczym wprowadzonymi na mocy ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych, grupa wyborców przebywających za granicą została pozbawiona możliwości głosowania korespondencyjnego. Zmiany te wprowadzono wbrew jednoznacznemu sprzeciwowi Rzecznika Praw Obywatelskich, który stoi na stanowisku, że stanowią one poważne osłabienie gwarancji zasady powszechności wyborów. Co istotne, procedura głosowania korespondencyjnego stosowana od 2011 r. cieszyła się uznaniem i popularnością, szczególnie wśród wyborców przebywających za granicą.

Drugą kwestią jest odpowiednie przygotowanie lokali wyborczych w obwodach głosowania w wyborach do Sejmu RP i do Senatu RP dla obywateli polskich przebywających za granicą. Wielu wyborców zgłasza obawy, czy lokale takie zostaną zorganizowane w dogodnych lokalizacjach, czy w praktyce będą w stanie do nich dotrzeć i skutecznie zagłosować (w obliczu braku możliwości głosowania korespondencyjnego).

Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o uwzględnienie swoich uwag m.in. w toku przygotowywania rozporządzenia Ministra Spraw Zagranicznych w sprawie utworzenia obwodów głosowania w wyborach do Sejmu RP i do Senatu RP w 2019 r. dla obywateli polskich przebywających za granicą, a także o opinię na temat konieczności podjęcia dodatkowych działań mających na celu pełne zagwarantowanie praw wyborczych polskim wyborcom przebywającym poza granicami.

VII.602.13.2014

RPO w sprawie konieczności powołania Rady do spraw Leczenia Niepłodności

Data: 2019-09-24
  • Ministerstwo Zdrowia nie powołało Rady do spraw Leczenia Niepłodności, mimo że taki obowiązek wynika z ustawy o leczeniu niepłodności
  • W przekonaniu Rzecznika powołanie takiego gremium eksperckiego jest niezwykle istotne
  • Rzecznik zwrócił się do Ministra z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie

Rzecznik Praw Obywatelskich od lat zajmuje się problematyką leczenia niepłodności i podejmuje szereg działań w tym obszarze, dotyczących m.in. dostępu do aktualnych metod leczniczych czy finansowania metody in vitro. W przeszłości Rzecznik interweniował również w sprawie niepowołania przez Ministra Zdrowia Rady ds. Leczenia Niepłodności. Zgodnie z informacją przedstawioną przez resort zdrowia w piśmie z 2017 r., Ministerstwo nie planowało powołania Rady, mimo że taki obowiązek wynika z ustawy o leczeniu niepłodności. W ocenie Rzecznika brak inicjatywy w tym zakresie prowadzi do pozbawienia skuteczności przepisów zamieszczonych w rozdziale 11 ustawy, dotyczących działalności Rady, a co za tym idzie do osłabienia przestrzegania praw obywatelskich.

Art. 72 ustawy przewiduje utworzenie Rady do spraw Leczenia Niepłodności, jako organu opiniodawczo-doradczego ministra zdrowia, składającego się z ekspertów z różnych dyscyplin naukowych, w szczególności prawa i medycyny, oraz filozofii w zakresie etyki. Zgodnie z ustawą to właśnie minister powołuje członków Rady i, w określonych ustawowo przypadkach, może ich odwołać.

Istnienie takiego gremium eksperckiego, jakim jest Rada ma istotne znaczenie z perspektywy zapewnienia odpowiedniej jakości świadczeń zdrowotnych i upowszechniania wiedzy wśród społeczeństwa oraz dobrych zasad postępowania pośród lekarzy w zakresie leczenia niepłodności. W związku z tym, celowe wydaje się podjęcie działań zmierzających do powołania Rady, która kompleksowo i w sposób ciągły zajęłaby się tą problematyką.

O konieczności dostosowania lokali wyborczych do potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami

Data: 2019-09-19
  • 75% wszystkich wizytowanych przez pracowników BRPO lokali wyborczych bezpośrednio przed wyborami do Parlamentu Europejskiego było niedostosowanych do potrzeb osób z niepełnosprawnościami
  • Rzecznik zwrócił się do Państwowej Komisji Wyborczej w sprawie działań zmierzających do zapewnienia skutecznej ochrony praw wyborczych wyborców z niepełnosprawnościami

Pracownicy Biura Rzecznika Praw Obywatelskich w dniach 24 i 25 maja 2019 r., tj. bezpośrednio przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, przeprowadzili wizytacje 137 lokali obwodowych komisji wyborczych, mających status dostosowanych do potrzeb wyborców niepełnosprawnych, znajdujących się w 26 miejscowościach. W wyniku tej kontroli stwierdzono uchybienia w 103 lokalach, co stanowiło 75% wszystkich wizytowanych lokali wyborczych.

Wśród występujących najczęściej uchybień znalazły się: brak oznakowania krawędzi stopni schodów, brak dodatkowego oświetlenia w miejscu zapewniającym tajność głosowania, niedostosowane miejsca zapewniające tajność głosowania, brak oznakowania przegród szklanych w lokalu, niewłaściwe rozmieszczenie informacji i obwieszczeń PKW oraz zbyt wysokie progi drzwi wejściowych. Pracownicy Biura RPO zwracali uwagę również na bezpośrednią okolicę lokali obwodowych komisji wyborczych mających status dostosowanych do potrzeb wyborców niepełnosprawnych. Ustalenia z poprzednich kontroli przed wyborami i referendum wskazują, że nierzadko nawet najlepiej dostosowane lokale są w praktyce trudno dostępne dla osób z niepełnosprawnościami z powodu występowania przeszkód w otoczeniu budynku, np. uszkodzonych chodników, wysokich krawężników czy nawierzchni piaskowo-żwirową.

Nadal aktualne pozostają wnioski i rekomendacje sformułowane w przygotowanej przez Biuro RPO na początku bieżącego roku publikacji pt. „Dostosowanie lokali obwodowych komisji wyborczych do potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami. Raport Rzecznika Praw Obywatelskich z wyborów samorządowych 2019 roku”.

W opinii Rzecznika konieczne jest dążenie do stanu, w którym wszystkie lokale wyborcze będą w pełni dostosowane do potrzeb wyborców niepełnosprawnych. Do tego czasu należy rozważyć również potrzebę zwiększenia wymogów przygotowania lokali wyborczych innych niż posiadające formalnie status dostosowanych do potrzeb wyborów wyborców niepełnosprawnych. Obecnie regulacje w tym zakresie są niewystarczające. Tymczasem z lokali takich wciąż korzysta część wyborców z niepełnosprawnościami, czy w zaawansowanym wieku.

Rzecznik podkreślił także istotną kwestię organizowania przez władze samorządowe dowozu wyborców z niepełnosprawnościami i w zaawansowanym wieku do lokali wyborczych.

Rzecznik zwrócił się do Państwowej Komisji Wyborczej o rozważenie możliwości podjęcia działań, w zakresie przysługujących Komisji kompetencji, zmierzających do zapewnienia skutecznej ochrony praw wyborczych wyborców z niepełnosprawnościami.

VII.602.6.2014

Pomoc dla osób represjonowanych w stanie wojennym dzięki inicjatywie RPO

Data: 2019-09-16
  • Ludzie, którzy w stanie wojennym w 1981-82 r. skutecznie ukryli się przed internowaniem przez władze komunistyczne, zyskają prawo do odszkodowania.
  • Do tej pory nie mieścili się w kategorii osób represjonowanych, choć ukrywali się (nie mogli więc pracować, utrzymywać rodzin, ponosili emocjonalne koszty rozłąki z rodziną) i dziś mogą pozostawać bez środków do życia
  • Dzięki inicjatywie RPO Sejm zmienił ustawę naprawiając krzywdę tych osób. Ustawę musi jeszcze poprzeć Senat i podpisać Prezydent

Do tej pory odszkodowanie przysługiwało tylko tym, wobec których  nie tylko wydano decyzję o internowaniu ale ją wykonano. Zdaniem RPO takie zróżnicowanie uprawnień osób represjonowanych nie miało żadnego uzasadnienia. Osoby represjonowane przez sam fakt wydania wobec nich orzeczenia lub decyzji o internowaniu musiały ukrywać się, traciły pracę, a więc źródło utrzymania siebie i swych rodzin. Konsekwencje represji w większości przypadków odczuwają do dziś, znajdując się w trudnej sytuacji materialnej. Nie można też zapominać o kosztach emocjonalnych poniesionych przez osoby represjonowane i ich rodziny.

Obecna regulacja wyłączająca spoza zakresu odszkodowania lub zadośćuczynienia szkodę wynikłą

Dlatego w 2016 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Senatu zwraca się z prośbą o rozważenie podjęcia stosownych prac legislacyjnych. Efektem jest przyjęta przez Sejm 30 sierpnia 2019 r. ustawa o zmianie ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego (druk sejmowy nr 665).

Znowelizowana ustawa przewiduje, że prawo do ubiegania się o odszkodowanie i zadośćuczynienie przysługuje osobie, wobec której stwierdzono nieważność orzeczenia albo wydano decyzję o internowaniu w związku z wprowadzeniem w 13 grudnia 1981 r. w Polsce stanu wojennego, za szkody i krzywdy wynikłe z wydania lub wykonania tego orzeczenia lub decyzji. Dotychczas możliwość taką miały tylko osoby, w przypadku których szkoda lub krzywda wynikała z wykonania decyzji, a zatem poza zakresem uprawnionych do odszkodowania o zadośćuczynienia były wszystkie te osoby, wobec których wydane orzeczenia nie zostały wykonane. Działo się tak najczęściej dlatego, że osoba ta uciekła lub ukrywała się, a to mogło wiązać się np. z porzuceniem pracy, rozłąką z rodziną i bliskimi, czy koniecznością wyprowadzenia się z rodzinnej miejscowości. Po wejściu w życie nowelizacji, również takie osoby będą mogły dochodzić odszkodowania i zadośćuczynienia.

Nowelizacja wydłuża ponadto okres przedawnienia tego typu roszczeń. Po wejściu ustawy w życie będzie to 10 lat do momentu uprawomocnienia się wyroku, który stwierdza nieważność orzeczenia lub decyzji. Okres ten powinien być wystarczający, aby wszystkie pokrzywdzone osoby mogły wystąpić ze stosownym roszczeniem.

Przyjęte zmiany stanowią realizację postulatu Rzecznika Praw Obywatelskich z zgłaszanego od kilku lat. Zrównują one sytuacje osób, które doznały szkody i krzywdy na skutek działań władz państwowych w okresie stanu wojennego, rozszerzając krąg osób uprawnionych do odszkodowania i zadośćuczynienia.

RPO ma wątpliwości dotyczące zakupu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne systemu Pegasus

Data: 2019-09-13
  • Jak donosi TVN24 w posiadaniu CBA od dwóch lat jest system Pegasus służący do inwigilowania i niejawnego nadzoru.
  • Rzecznik Praw Obywatelskich nigdy nie kwestionował potrzeby stosowania kontroli operacyjnej.
  • Jednak zasada legalizmu wymaga, by wykreowany został mechanizm, który z jednej strony umożliwiłby służbom efektywną walkę z zagrożeniami, ale i zapewniał nadzór nad działalnością służb.
  • Obecnie taki system kontroli nad działalnością służb nie istnieje, dlatego RPO zwrócił się do Prezesa Rady Ministrów oraz Przewodniczącego Komisji do spraw Służb Specjalnych.

Jedna ze stacji telewizyjnych (TVN24) przeprowadziła dochodzenie dziennikarskie, z którego wynika, że w posiadaniu Centralnego Biura Antykorupcyjnego od dwóch lat jest system o nazwie Pegasus. System ten ma być obecnie najdoskonalszym narzędziem inwigilacji i niejawnego nadzoru wycelowanym w konkretne osoby poprzez program operacyjny instalowany na urządzeniach mobilnych, wykorzystywanym również przez służby specjalne innych państw. Istota tego systemu polega na możliwości pozyskania wszelkich informacji z każdego telefonu komórkowego typu smartfon, po dokonaniu przełamania zabezpieczeń i zainstalowaniu niewykrywalnego w praktyce oprogramowania, pozwalającego przejąć kontrolę nad urządzeniem.

Materiał ujawniony przez dziennikarzy budzi najwyższe obawy Rzecznika Praw Obywatelskich i rodzi potrzebę natychmiastowego wyjaśnienia przedstawionych informacji. Zarówno w kontekście dopuszczalności inwigilowania obywateli przez służby, jak i w związku z nadal nieistniejącym systemem niezależnego nadzoru nad niejawnymi działaniami organów państwowych oraz ze sposobem wydatkowania środków publicznych z funduszy, które miały służyć zupełnie innym celom.

Kontrola operacyjna jest narzędziem stosowanym przez organy ścigania i służby specjalne na całym świecie. Umożliwia ona realne prowadzenie czynności, do których te służby zostały powołane. Trudne, jeżeli nie niemożliwe, byłoby zapewnienie bezpieczeństwa państwu i jego obywatelom, bez dopuszczenia do korzystania z niejawnych technik operacyjnych. Jednak nie można zapominać, że czynności operacyjno-rozpoznawcze w swojej istocie w sposób poważny ingerują w fundamentalne wolności i prawa człowieka, w prawo do prywatności czy wolność komunikowania się. Rzecznik podkreślił, że działania nakierowane na ochronę bezpieczeństwa obywateli nie mogą w sposób nieograniczony ingerować w inne dobra prawne – zbyt duży zakres dopuszczalnej ingerencji prowadziłby niewątpliwie do ryzyka poważnych nadużyć polegających na wykorzystywaniu szerokich uprawnień przez organy państwa w celu realizacji dobra nie tyle wspólnego, co bardziej partykularnego interesu służb.

Rzecznik zwrócił uwagę, że w przypadku działania systemu Pegasus problemem jest jednak nie tylko nieproporcjonalne wykorzystanie zasadniczo dopuszczalnych środków, lecz w ogóle działanie służb bez żadnej podstawy prawnej, co wyklucza badanie proporcjonalności. W kontekście domniemanego zakupu systemu i użytkowania go przez polskie służby państwowe – jeżeli potwierdzą się ustalenia dziennikarzy – istnieje niemal pewność, że konstytucyjna zasada legalizmu została naruszona. Żaden bowiem przepis prawa nie pozwala żadnemu organowi państwowemu na przełamywanie zabezpieczeń i przechwytywanie, a także wykorzystywanie, w ten sposób treści przekazów komunikacyjnych oraz uzyskiwanie dostępu do wszelkich informacji i danych z urządzenia mobilnego. Również przepisy prawa regulujące zasady stosowania kontroli operacyjnej na to nie zezwalają. Nie dopuszczają tego nawet przepisy ustawy o działaniach antyterrorystycznych, ani żadne inne przepisy regulujące działania poszczególnych służb, w tym w szczególności przepisy ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym.

Wielokrotnie w swoich wystąpieniach kierowanych do różnych organów państwowych Rzecznik wskazywał także na istotę zapewnienia niezależnego systemu kontroli na działalnością służb. W ocenie Rzecznika, w chwili obecnej taki system nie funkcjonuje. Tymczasem zarówno z orzecznictwa sądów międzynarodowych (w szczególności ETPCz, ale również TSUE) jasno wynika, jak taki system powinien wyglądać i jakie kryteria powinien spełniać.

Wreszcie, Rzecznik odniósł się do źródła sfinansowania zakupu systemu Pegasus. W raporcie ogłoszonym w czerwcu 2018 r. Najwyższa Izba Kontroli wyraźnie wskazywała, że 29 września 2017 r. zawarto umowę z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym na kwotę 25 mln zł (umowa objęta jest klauzulą niejawności), w ramach realizacji przez jednostki sektora finansów publicznych zadań ustawowych związanych z ochroną interesów osób pokrzywdzonych i świadków, a także wykrywaniem i zapobieganiem przestępczości. W ocenie NIK, Ministerstwo Sprawiedliwości złamało prawo przekazując CBA te środki, co mogło stanowić naruszenie dyscypliny finansów publicznych. W efekcie tych działań, miliony złotych przeznaczone dla ofiar przestępstw popłynęły na zakup środków techniki specjalnej dla CBA, która to służba może wykorzystać je wbrew przepisom i zasadom obowiązującym w demokratycznym państwie prawnym.

Rzecznik zwrócił się do Premiera o pilne wyjaśnienie sprawy, o której mowa w doniesieniach dziennikarskich, dotyczących zakupu systemu Pegasus i przedstawienie wszelkich analiz i wyników przeprowadzonej kontroli, a także stanowisko w sprawach problemów systemowych podniesionych w niniejszym piśmie. Do Przewodniczącego sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych Rzecznik zwrócił się z prośbą o poinformowanie o stanowisku Komisji w tej sprawie.

VII.519.2.2019

Jakie są skutki reformy nauczania indywidualnego? Rzecznik prosi Ministra Edukacji o ocenę

Data: 2019-09-13
  • Do Biura RPO wciąż docierają niepokojące sygnały o niekorzystnych skutkach reformy nauczania indywidualnego.
  • Rezygnacja z możliwości realizowania tej formy kształcenia na terenie szkoły dla wielu uczniów oznacza zamknięcie w domu i brak kontaktu z rówieśnikami, co może mieć niekorzystny wpływ na ich stan zdrowia oraz organizację życia całej rodziny.
  • Rzecznik prosi Ministra Edukacji o ocenę skutków wprowadzonych zmian.

Zmiany w organizacji nauczania indywidualnego dla dzieci i uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi zostały wprowadzone rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych, niedostosowanych społecznie i zagrożonych niedostosowaniem społecznym. Zrezygnowano wtedy z możliwości organizowania indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego oraz indywidualnego nauczania na terenie, odpowiednio, przedszkola lub szkoły. Od 1 września 2017 r. uczniowie z niepełnosprawnościami mogą korzystać z tej formy edukacji jedynie w miejscu swojego zamieszkania.

Do Biura RPO wciąż docierają niepokojące sygnały o niekorzystnych skutkach wprowadzonej reformy. Rezygnacja z możliwości realizowania nauczania indywidualnego na terenie szkoły dla wielu uczniów oznacza zamknięcie w domu i brak kontaktu z rówieśnikami, co ma również wpływ na życie ich rodzin - zazwyczaj jeden z rodziców jest zmuszony do ograniczenia aktywności zawodowej w celu zapewnienia opieki dziecku w miejscu zamieszkania. Rodzice wciąż są zdezorientowani, jeśli chodzi o alternatywy wobec nauczania indywidualnego. Często jedynym wyborem, jaki otrzymują są indywidualne zajęcia w domu albo nauka w placówce, jednak pozbawiona częściowo lub całkowicie potrzebnego ich dzieciom wsparcia. Rodzi to uzasadnione obawy o jakość edukacji tej grupy uczniów i prowadzi do wniosku, że przynajmniej część dyrektorów placówek i pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych nie przekazuje informacji o innych możliwościach kształcenia i wsparcia (np. zindywidualizowanej ścieżce kształcenia) w sposób efektywny.

Z uzyskanych przez Rzecznika informacji wynika, że konsekwencje reformy odczuwają najdotkliwiej dzieci i młodzież z niepełnosprawnościami, w tym z niepełnosprawnością psychiczną które do tej pory miały możliwość nauki w trybie indywidualnym w szkole - w związku z odizolowaniem od środowiska szkolnego ich stan zdrowia pogarsza się. Liczne wątpliwości dotyczą m.in. również tego, w jaki sposób realizować nauczanie indywidulane w domu, w którym nie ma do tego warunków. Wydaje się zatem, że wprowadzone zmiany, choć mające na celu zapewnienie edukacji włączającej, w rezultacie odbierane są jako niekorzystne zarówno przez uczniów, jak i ich rodziców.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do Ministra Edukacji z prośbą o udzielenie informacji, czy w resorcie przeprowadzono ewaluację zmian legislacyjnych dotyczących nauczania indywidualnego i nowych form pomocy psychologicznopedagogicznych oraz jaki był ewentualnie wynik tej analizy.

XI.7036.12.2017

Pomoc dla niesłusznie obwinionych policjantów nadal ma luki. RPO do MSWiA

Data: 2019-09-12
  • Nowelizacja ustawy o Policji z dnia 16 maja 2019 r. nie rozwiązała wszystkich problemów policjantów niesłusznie wydalonych ze służby – pisze RPO do ministra spraw wewnętrznych Mariusza Kamińskiego.
  • Chodzi o przypadki zwolnienia za czyn wypełniający jednocześnie znamiona przestępstwa i przewinienia dyscyplinarnego (art. 41 ust. 1 pkt 3 ustawy o Policji). Takie sprawy ciągną się latami, oparte są często na trudnych do wyjaśnienia pomówieniach.
  • W takich sytuacjach policjant nie ma w zasadzie prawa do pomocy prawnej, a jeśli sprawa w końcu zostanie wyjaśniona, nie dostanie właściwej rekompensaty za czas spędzony poza służbą.

RPO w wystąpieniu do MSWiA zwraca uwagę, że mimo nowelizacji ustawy o Policji problemy te nie zostały rozwiązane, choć Rzecznik zwracał na nie uwagę w trakcie procesu legislacyjnego. Wtedy rozwiązanie ich było prostsze, bo nie wymagało podejmowania wszystkich działań potrzebnych do wszczęcia procedury zmiany prawa.

Chodzi przede wszystkim o sytuację policjantów, którzy niesłusznie zostali wydaleni ze służby. Mają oni prawo do świadczenia w wysokości swego uposażenia – ale nie może ona przekroczyć uposażenia sześciomiesięcznego. Tymczasem są sprawy, w których proces oczyszczenia policjanta zajmował lata, w jednym przypadku było to nawet 12 lat. Jasne jest, że półroczne uposażenie nie naprawia wtedy krzywdy.

Kolejny problem dotyczy braku pomocy prawnej dla policjantów pomówionych o popełnienie czynu zabronionego w związku z wykonywaniem obowiązków służbowych. Przepisy o pomocy prawnej nie obejmują takich przypadków – są stosowane tylko w sytuacji, gdy w wyniku użycia broni lub przymusu bezpośredniego ktoś zginął lub odniósł obrażenia. Wtedy policjant – o ile zostanie uniewinniony lub jego sprawa zostanie umorzona – ma prawo do zwrotu kosztów obrońcy. Funkcjonariusz pomówiony ma szansę na pomoc prawną tylko, jeżeli płacił składki na Fundusz Ochrony Prawnej prowadzony przez NSZZ Policjantów, może też dostać pomoc od przełożonego z funduszu socjalnego.

WZF.037.1.2017

RPO po raz kolejny pisze do Ministra Sprawiedliwości ws. braku odpowiedzi na wystąpienia w sprawach karnych

Data: 2019-09-10
  • Rzecznik skierował kolejne wystąpienie do Zbigniewa Ziobry w sprawie braku odpowiedzi Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego na wystąpienia RPO.
  • Pisma dotyczą spraw, w których jedynie Minister Sprawiedliwości może podjąć właściwe działania inicjujące niezbędne zmiany w obowiązującym prawie.
  • Nawet jeżeli Minister nie zgadza się z argumentacją Rzecznika, to interes obywateli oraz rzetelność dyskursu publicznego wymagają udzielenia odpowiedzi.

9 września 2019 roku Rzecznik Praw Obywatelskich skierował kolejne wystąpienie do Zbigniewa Ziobry dotyczące braku odpowiedzi Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego na wystąpienia RPO.

Rzecznik podkreślił, że brak stanowiska Ministra w sprawach ważnych dla obywateli może wpłynąć negatywnie na postrzeganie instytucji państwowych w ich oczach i doprowadzić do zmniejszenia poziomu zaufania do skuteczności prawa w Polsce.

Ponadto, zgodnie z art. 17 ust. 1 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich, organy i instytucje, do których Rzecznik się zwraca mają obowiązek m. in. udzielać Rzecznikowi żądanych przez niego informacji i wyjaśnień, udzielać wyjaśnień dotyczących podstawy faktycznej i prawnej swoich rozstrzygnięć oraz ustosunkowywać się do ogólnych ocen, uwag i opinii Rzecznika.

W piśmie RPO przekazał listę wystąpień z zakresu prawa karnego, skierowanych do Ministra Sprawiedliwości, które pozostają bez odpowiedzi przez okres przynajmniej 6 miesięcy, licząc od daty ich wystosowania:

II.514.4.2019

Trudna sytuacja Służby Więziennej na przykładzie Aresztu na Grochowie

Data: 2019-09-04
  • Dwaj funkcjonariusze Służby Więziennej w Areszcie Śledczym Warszawa-Grochów mają 892 nadgodziny, a średnio na każdego funkcjonariusza przypada tam 357 nadgodzin (w sumie jest ich 46 166). Brakuje środków czystości, a nawet długopisów.
  • Problemem dla więzienników w Warszawie jest też brak szpitala dla osadzonych po tym, jak w Areszcie Śledczym przy ulicy Rakowieckiej powstało Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Teraz najbliższy szpital więzienny jest w Łodzi.
  • Takie są efekty kontroli RPO przeprowadzonej 17 lipca 2019 r.

Kontrola przestrzegania praw funkcjonariuszy służb mundurowych jest jednym z zadań RPO. Problemy ujawnione w czasie tej kontroli pokazują generalnie trudną sytuację Służby Więziennej, dlatego RPO przekazuje raport z wizytacji Dyrektorowi Generalnemu Służby Więziennej.

Z danych o nadgodzinach wynika, że funkcjonariusze działu ochrony są przepracowani. A funkcjonariusze z innych działów muszą brać za nich dyżury – jeśli dotyczy to np. wychowawców, to mają wtedy mniej czasu na pracę z osadzonymi. Dyrektor Aresztu podkreśla, że musi sobie radzić w związku z brakami kadrowymi i wskazuje podstawy prawne swych działań. Jest to jednak sytuacja na tyle trudna, że powinno się szukać rozwiązań na wyższym szczeblu.

Funkcjonariusze podnosili ponadto problem braku w Warszawie w jednostkach penitencjarnych szpitali dla osadzonych. Problem ten powstał w związku z likwidacją Aresztu Śledczego Warszawa-Mokotów przy ulicy Rakowieckiej, gdzie poprzednio był szpital, a obecnie zostało utworzone Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. W rezultacie funkcjonariusze muszą aktualnie transportować w konwojach chorych osadzonych do Aresztu Śledczego w Łodzi albo do innych miast.

We wszystkich działach wskazywano na braki w środkach czystości. Funkcjonariusze twierdzili, że w rzeczywistości sami kupują środki higieny osobistej (mydło, papier toaletowy, płyny do zmywania naczyń, środki chemiczne do mycia okien, toalet, podłóg i biurek), bo to, co kupuje sam Areszt, nie spełnia podstawowych standardów. Niedostateczna jest także ilość materiałów biurowych, gdyż funkcjonariusze długopisy i inne materiały piśmiennicze kupują także z własnych środków.

Rozmowa z kadrą jednostki wykazała, że część funkcjonariuszy jest niezadowolona z nowych zasad dotyczących zdawania do szkoły oficerskiej Służby Więziennej (studia podyplomowe w Wyższej Szkole Kryminologii i Penitencjarystyki). Chodziło o to, że o tym, kto się dostanie, w dużej mierze decydują punkty przyznawane przez Dyrekcję Generalną SW, a to w praktyce oznacza, że na studia dostają się osoby, które „cieszą się poparciem”.

WZF.7044.18.2019

Sposób oceny przeprowadzenia kontroli osobistej więźnia: dodatkowa opinia RPO do nowelizacji Kodeksu karnego wykonawczego

Data: 2019-08-27
  • Proponowane zmiany w Kodeksie karnym wykonawczym nie tylko zmierzają do ograniczenia uprawnień osób pozbawionych wolności, ale wręcz są krokiem wstecz w stosunku do obowiązujących rozwiązań
  • Źle wdrażają też wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2017 r. w sprawie zażaleń na kontrole osobiste osób pozbawionych wolności
  • RPO przekazał kolejne uwagi do proponowanych zmian Kodeksu karnego wykonawczego

Pierwsze uwagi skierował 12 lipca 2019 r. do Przewodniczącego Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która zajmuje się projektem (druk sejmowy 3386-A -patrz załącznik). Kolejne pismo w tej sprawie zostało wysłane 23 sierpnia.

Projekt przewiduje m.in., że w przypadku kontroli osobistej osoby pozbawionej wolności przysługuje jej zażalenie do właściwego sędziego penitencjarnego, w terminie 7 dni (art. 241c § 7 k.k.w.). Ten przepis zdaniem RPO nie odpowiada konstytucyjnemu standardowi prawa do sądu. Przepis byłby konstytucyjny, gdyby wprost wskazywał, że rozstrzygnięcie sędziego penitencjarnego w przedmiocie zasadności, legalności oraz prawidłowości kontroli osobistej kończy się wydaniem przez sędziego decyzji, a ta podlega zaskarżeniu do sądu penitencjarnego. Tymczasem projektowane przepisy wskazują jedynie, jak ma postąpić sędzia penitencjarny w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości: zawiadomić prokuraturę oraz właściwego dyrektora okręgowego SW.

RPO odwołuje się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 14 grudnia 2017 r. (K 17/14), który stwierdza, że przepisy dotyczące kontroli osobistej przeprowadzanej przez Policję, Straż Graniczną, straż gminną, ABW, CBA są niezgodne z Konstytucją w zakresie, w jakim nie określają granic tej kontroli oraz nie przewidują możliwości zaskarżenia jej do sądu. Wyrok TK nie uwzględniał co prawda kontroli przeprowadzanych przez Służbę Więzienną (wniosek do Trybunału nie dotyczył tej formacji), niemniej stanowisko Trybunału należy odnieść także do kontroli osobistych osób pozbawionych wolności przeprowadzanych przez funkcjonariuszy SW. Trybunał podkreślił bowiem, że brak środka zaskarżenia kontroli osobistej stanowi oczywiste naruszenie konstytucyjnego prawa do sądu.

IX.517.1623.2019

Natychmiastowy nakaz opuszczenia mieszkania dla sprawcy przemocy. RPO pozytywnie o projekcie rządu

Data: 2019-08-22
  • Rząd proponuje, by policja mogła nakazywać sprawcy przemocy w rodzinie, który zagraża życiu lub zdrowiu ofiary, natychmiastowe opuszczenie wspólnego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia, a także - zakazywać zbliżania się do niego 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich od dawna się tego domagał w imię szybkiej i skutecznej ochrony praw ofiar
  • Obecne procedury, umożliwiające sądowy nakaz opuszczenia lokalu, są bowiem zbyt długotrwałe; nie przewidują też zakazu zbliżania się do mieszkania
  • Zarazem RPO zgłasza uwagi do projektu. Wnosi, by sprawcy przemocy można było zakazywać również kontaktów z jego ofiarą 
  • Jest też przeciwny propozycji, by osoba pełnoletnia, która pozostała w mieszkaniu, musiała ponosić bieżące opłaty za lokal

Dziś sąd może orzec opuszczenie lokalu wobec sprawcy przemocy domowej w toku postępowania karnego. Jest to możliwe także niezależnie od tego postępowania. Zmieniona w 2010 r. ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie przewiduje, że na wniosek osoby dotkniętej przemocą sąd cywilny może zobowiązać sprawcę - członka rodziny zajmującego wspólne mieszkanie - do jego opuszczenia. Procedury te trwają jednak za długo. Tymczasem wobec bezpośredniego zagrożenia musi być możliwość niezwłocznej izolacji ofiary i sprawcy przemocy.

Dlatego jeszcze w grudniu 2015 r. Rzecznik proponował, by policjanci mogli nakazywać sprawcy natychmiastowe opuszczenie mieszkania - już w chwili interwencji domowej. Pozwoliłoby to na przerwanie przemocy i zapewnienie ofierze realnej pomocy, gdy jej życie i zdrowie jest w szczególnym niebezpieczeństwie. Byłby to również sygnał całkowitego braku przyzwolenia na przemoc w bliskich związkach. 

Sprawniejsze postępowania sądowe o zobowiązanie sprawcy przemocy do opuszczenia lokalu

Teraz Rzecznik zgłosił  Ministrowi Sprawiedliwości uwagi do rządowego projektu nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (ogłoszonego na stronie RCL pod nr UD536). Przewiduje on wprowadzenie środków o charakterze cywilnoprawnym (Kpc) orzekanych na wniosek złożony na podstawie art. 11a ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, karnoprawnym (Kodeks wykroczeń) oraz administracyjnoprawnym (ustawa o Policji).

Projekt jest zgodny z postulatami Rzecznika. Wiele razy wskazywał on, że sądom trudno jest dotrzymać zapisanego w art. 11a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie miesięcznego terminu rozprawy od wpływu wniosku o nakazanie sprawy przemocy opuszczenia mieszkania. Także szybkie zakończenie postępowania napotyka trudności, zwłaszcza gdy strony korzystają z uprawnień procesowych i np. wnoszą o przesłuchanie świadków. Z analiz RPO wynika, że średni czas rozpatrzenia wniosku to 153 dni. Rzecznik proponował, by  sprawy te badały wydziały rodzinne sądów.

Dlatego RPO z uznaniem przyjmuje znaczne skrócenie terminów rozpoznania wniosku o zobowiązaniu osoby stosującej przemoc do opuszczenia mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia oraz zakazaniu zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Według projektu sąd ma o tym orzekać w miesiąc od wpływu wniosku, a decyzja sądu ma być wykonana w 24 godziny. Z kolei wniosek o zabezpieczenie sąd ma rozstrzygać w 48 godzin od dnia jego wpływu - decyzja sądu powinna być wykonana w 24 godziny. 

Co do zasady RPO pozytywnie ocenia wprowadzenie trybu administracyjnego, w którego ramach policjant będzie uprawniony do nakazania osobie stosującej przemoc opuszczenie wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia oraz zakazu zbliżania się niego. Decyzja ta jest skuteczna niemal natychmiastowo. Osoba pokrzywdzona przemocą miałaby dwa tygodnie na dopełnienie formalności związanych z wnioskiem o zabezpieczenie co do zobowiązania osoby stosującej przemoc do opuszczenia mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakazania zbliżania się do niego. 

Projekt gwarantuje także prawa osoby, wobec której policjant wyda taki nakaz lub zakaz. Będzie jej przysługiwać zażalenie do sądu - w terminie trzech dni od dnia doręczenia nakazu lub zakazu. Sąd ma je rozpoznać nie później niż w trzy dni od daty wpływu.

W ocenie Rzecznika projekt ma jednak kilka wad, które mogą rodzić kontrowersje przy jego stosowaniu. 

Nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego

Sformułowanie o rozpoznaniu wniosku o zabezpieczenie w ciągu 48 godzin od dnia jego wniesienia może rodzić rozbieżności interpretacyjne. Termin ten może bowiem być liczony albo od godziny wpłynięcia wniosku, albo od początku doby następującej po tej, w której wpłynął. Skoro według drugiego z tych sposobów liczenia termin skończy się o północy, decyzja będzie mogła być wydana i dostarczona stronom dopiero w godzinach urzędowania sądu - czyli o ósmej rano dnia następnego. Może to zatem nawet o 24 godziny wydłużyć czas wydania decyzji wobec osoby, która złożyła wniosek o godz. 8 rano. Na rozbieżności nie pozwoliłaby zmiana proponowanego zwrotu „w ciągu 48 godzin od dnia wniesienia wniosku” na zwrot „w ciągu 48 godzin od chwili wniesienia wniosku”. 

Dziś według art. 11a ustawy sąd orzeka tylko w kwestii żądania zobowiązania członka rodziny stosującego przemoc do opuszczenia mieszkania. Projekt przewiduje, że sąd będzie orzekał w dwóch rodzajach spraw: o zobowiązaniu osoby stosującej przemoc do opuszczenia mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub o zakazaniu zbliżania się do niego. W kontekście wniosku złożonego tylko co do jednego z tych rozstrzygnięć projekt może rodzić problem interpretacyjny: czy wydanie drugiego z tych rozstrzygnięć - którego wcześniejszy wniosek nie dotyczył - jest możliwe przez sąd z urzędu, czy też wymaga nowego wniosku strony.

Ponadto projekt w tym kontekście niekonsekwentnie używa spójników „oraz” i „lub”. W efekcie nie wynika z niego jednoznacznie, czy nowy wniosek zawiera dwa odrębne żądania, które strona może swobodnie wybrać i domagać się ich łącznie bądź osobno (zobowiązania osoby stosującej przemoc do opuszczenia mieszkania i jego bezpośredniego orzeczenia lub zakazania zbliżania się do niego), czy też przedmiotem wniosku jest jedno żądanie (zobowiązania osoby stosującej przemoc do opuszczenia mieszkania i jego bezpośredniego orzeczenia oraz zakazania zbliżania się do niego).  Zarówno uzasadnienie projektu, jak i jego przepisy, używają zwrotów „oraz” i „lub” zamiennie. A powinno być to jednoznacznie uregulowane.

Nowelizacja Kodeksu wykroczeń

Według projektu niezastosowanie się sprawcy przemocy do nałożonego nakazu lub zakazu będzie wykroczeniem, zagrożonym karą aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. W opinii Rzecznika unormowanie tego w Kodeksie wykroczeń, a nie w Kodeksie karnym wystarczająco chroni prawa osoby pokrzywdzonej przemocą. Jednocześnie nie jest nadmierną ingerencją państwa w prawa i wolności konstytucyjne i spełnia wymogi zasady proporcjonalności (art. 31 ust. 1 Konstytucji) i zasady ultima ratio prawa karnego (art. 2 Konstytucji).

Jednocześnie Rzecznik ocenia, że użyte w projektowanym art. 66b Kw sformułowanie „bezpośrednie otoczenie mieszkania” wymaga bardziej precyzyjnego określenia. Nie wiadomo bowiem, co rozumieć pod tym nieostrym pojęciem. Może ono rodzić problemy interpretacyjne, zwłaszcza w perspektywie miejsca przeprowadzki sprawcy przemocy. Dlatego warto rozważyć dodanie przepisu, który - przy wydawaniu odpowiedniego nakazu lub zakazu przez policjanta czy sąd - nakładałby obowiązek dokładnego określenia, co sprawca przemocy ma rozumieć przez „bezpośrednie otoczenie mieszkania”.

Nowelizacja ustawy o Policji

Projekt upoważnia policjanta do wydania wobec osoby stosującej w rodzinie przemoc, która stwarza zagrożenie życia lub zdrowia osoby nią dotkniętej, nakazu natychmiastowego opuszczenia wspólnego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakazu zbliżania do niego. Osobie, wobec której wydano taki nakaz lub zakaz, przysługuje prawo złożenia zażalenia do sądu w terminie 3 dni od dnia doręczenia tej decyzji. W razie zmiany okoliczności sprawy sąd miałby prawo do zmiany lub uchylenia postanowienia. Nie miałby jednak do tego prawa policjant. RPO wnosi, aby w razie zmiany okoliczności także i funkcjonariusz miał takie uprawnienie, komplementarne do uprawnienia sądu.

Nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie

Wątpliwości Rzecznika budzi propozycja projektu, by osoba pełnoletnia, która pozostała w mieszkaniu, musiała ponosić bieżące opłaty na jego użytkowanie. Z uwagi na różne tytuły prawne do lokalu nie sposób jednoznacznie ustalić, czy osoba pozostająca w lokalu ma przejąć całość należności (a sprawca przemocy został zwolniony z wszelkich opłat), czy też chodzi tylko o opłaty eksploatacyjne. Uzasadnienie projektu zdaje się sugerować, że cały ciężar utrzymania lokalu spoczywałby na osobie, która w nim pozostała. 

W ocenie RPO brak jest racjonalnych powodów, aby zmieniać ogólne reguły obowiązku ponoszenia opłat z różnych tytułów prawnych za lokale. Czasowe opuszczenie lokalu nie pozbawia przecież tytułu prawnego do niego osoby stosującej przemoc. Nie powinno to także mieć znaczenia dla jej odpowiedzialności za opłaty, zwłaszcza gdy w lokalu pozostaną jej przedmioty. Jeżeli celem tego przepisu byłoby zwolnienie sprawcy z obowiązku opłat, to istotne jest doprecyzowanie tego, na jaki czas oraz jak to się ma do obowiązku alimentacyjnego wobec dzieci, realizowanego m.in. w formie zapewnienia mieszkania.

Osoba stosująca przemoc uzyskałaby zatem zupełnie nieuzasadniony przywilej - w sytuacji, gdy to jej przysługuje tytuł prawny do lokalu i ma obowiązek opłat. A w lokalach zajmowanych na zasadzie najmu czy w spółdzielczych osoba pełnoletnia i tak jest odpowiedzialna solidarnie za opłaty.  

Bardzo często ofiary przemocy domowej są uzależnione ekonomicznie od sprawcy. Dlatego perspektywa obowiązku utrzymania mieszkania może zniechęcić do występowania do sądu o nakaz opuszczenia wspólnego mieszkania przez sprawcę przemocy. 

Pominięcia ustawowe

W ocenie Rzecznika rozważenia wymaga wprowadzenie kilku przepisów, których zabrakło w projekcie.

1. Zgodnie z projektem członkiem rodziny, która może podlegać nakazowi opuszczenia mieszkania, jest osoba najbliższa w rozumieniu art. 115 § 11 Kodeksu karnego (małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu), a także inna osoba wspólnie zamieszkująca lub gospodarująca. Definicja ta nie obejmuje jednak osób stosujących przemoc - okresowo lub nieregularnie przebywających w mieszkaniu z osobą pokrzywdzoną (np. kuzynów/kuzynek czy konkubentów/konkubentek) - które mają własne mieszkania. Zasadne jest zatem takie ujęcie definicji „członka rodziny”, aby osoby pokrzywdzone także i w takich sytuacjach mogły uzyskać ochronę prawną. Inaczej dojdzie do naruszenia zasady prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji) w perspektywie zasady równości (art. 32 Konstytucji) - poprzez nieuzasadnione zróżnicowanie sytuacji prawnej obywateli.

2. Wobec specyfiki spraw, których dotyczy projekt,  zasadne jest ustanowienie reguł kolizyjnych pomiędzy środkami, które mogą być stosowane na podstawie projektowanych rozwiązań a środkami, które mogą być stosowane w postępowaniu karnym na podstawie Kodeksu postępowania karnego, Kodeksu karnego czy Kodeksu karnego wykonawczego. 

3. Rozważenia wymaga przyznanie policjantom kompetencji do wydawania zakazu zbliżania się/kontaktowania się z osobą pokrzywdzoną. Projekt zapewnia bowiem ochronę wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Poza jego regulacją pozostaje zakład pracy i miejsca często odwiedzane (miejsca zamieszkania członków rodziny, poradnie, przychodnie itp.). Tymczasem Konwencja Stambulska stanowi, że wobec sprawcy przemocy domowej przyjmuje się nakaz opuszczenia miejsca zamieszkania ofiary, zakaz sprawcy wchodzenia do lokalu zajmowanego przez ofiarę lub kontaktowania się z nią. Przedstawiony w styczniu 2019 r. przez MRPiPS (a później wycofany) projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie przewidywał możliwość żądania przez osobę pokrzywdzoną przemocą orzeczenia natychmiastowego zakazu zbliżania się/kontaktowania. W ocenie RPO warto rozważyć wprowadzenie zbliżonej regulacji do obecnego projektu. 

Ponadto Rzecznik zwraca uwagę, że uzasadnienie projektu nie odnosi się do międzynarodowych standardów w zakresie ochrony ofiar przemocy domowej, wynikających m.in. z europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności; orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, Konwencji ONZ o eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet, Konwencji Rady Europy z 11 maja 2011 r. o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (Konwencji Stambulskiej) oraz dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/29/UE z 25 października 2012 r. ustanawiającej normy minimalne w zakresie praw, wsparcia i ochrony ofiar przestępstw. Uzasadnienie powinno się również odnosić do rekomendacji Dunji Mijatović, Komisarza Praw Człowieka Rady Europy z jej raportu po wizycie w Polsce w czerwcu 2019 r. 

RPO poprosił ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę o stanowisko w sprawie.

Wcześniejsze działania RPO

Rzecznik wiele razy podnosił problem przemocy w rodzinie w wystąpieniach m.in. do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Prezesa Rady Ministrów. 

W styczniu 2019 r. RPO przedstawił swe rekomendacje w tej sprawie premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Przygotował je po tym, jak na przełomie roku rząd najpierw zapowiedział prace nad zmianą ustawy o przemocy w rodzinie, a po powszechnej krytyce projektu zwrócił go MRPiPS. Rzecznik wskazywał m.in, że trzeba lepiej pomagać ofiarom przemocy; sprawca przemocy musi natychmiast dostawać nakaz opuszczenia mieszkania, które dzieli z ofiarą; definicja przemocy powinna obejmować wszelkie jej formy, także ekonomiczną, a państwo musi zapewnić ochronę również ofiarom jednorazowego aktu przemocy. 

W piśmie do ministra Adama Lipińskiego Rzecznik wskazał, że  konieczne jest rozszerzenie kręgu osób uprawnionych do wsparcia przewidzianego przez ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie o osoby, które doznają przemocy ze strony byłego małżonka lub partnera. Zobowiązanie takie wynika z definicji „przemocy domowej” określonej w Konwencji Stambulskiej. Pod tym pojęciem rozumie ona „wszelkie akty przemocy fizycznej, seksualnej, psychologicznej lub ekonomicznej zdarzające się w rodzinie lub gospodarstwie domowym, lub między byłymi, lub obecnymi małżonkami, lub partnerami, niezależnie od tego, czy sprawca i ofiara dzielą lub dzielili miejsce zamieszkania, czy nie”.

Przyjęcie takiego zakresu przemocy w bliskich związkach rekomenduje również Europejski Instytut ds. Równości Kobiet i Mężczyzn (EIGE), który definiuje ją jako  „wszystkie akty przemocy fizycznej, seksualnej, psychicznej lub ekonomicznej, która występuje między byłymi bądź obecnymi małżonkami lub partnerami, niezależnie od tego, czy sprawca zamieszkuje lub nie zamieszkuje wspólnie z ofiarą”.

Ponadto z analizy ekspertów Europejskiego Instytutu ds. Równości Kobiet i Mężczyzn wynika konieczność efektywnego gromadzenia danych statystycznych dotyczących zjawiska przemocy wobec kobiet w bliskich związkach. 

II.502.3.2019

Grzywna szybko wpłacona do sądu, to szybsze zatarcie skazania. Ale są opóźnienia

Data: 2019-08-22
  • Obywatele skarżą się na problemy, gdy chcą bezzwłocznie wykonać prawomocną karę grzywny orzeczoną przez sąd 
  • Od sprawności sądu zależy bowiem moment, w którym będzie już można wpłacić zasądzoną kwotę 
  • A im szybciej można to uczynić, tym szybciej minie roczny termin na zatarcie skazania 
  • Jeśli jednak sąd działa przewlekle, to obywatel ma dłużej ograniczone prawa publiczne wynikające ze skazania  

Obywatel prowadzący działalność gospodarczą został skazany na samoistną karę łączną grzywny za opóźnienia płatności zaliczek na podatek dochodowy zatrudnianych pracowników. Wyrok utrzymał sąd II instancji. Obywatel wniósł o pisemne uzasadnienie jego orzeczenia. Jednocześnie podjął działania, aby wpłacić grzywnę w kasie sądu I instancji. Nie było to jednak możliwe. 

Po wymianie korespondencji z sądem odwoławczym i upływie półtora miesiąca mężczyzna dostał informację, że akt sprawy nie zwrócono dotychczas sądowi I instancji. Powołano się na fakt, że wnioskodawca złożył wniosek o uzasadnienie wyroku II instancji i został wezwany do uzupełnienia braków formalnych wniosku. 

Jak obywatel pisał w skardze do Rzecznika Praw Obywatelskich, naruszyło to jego prawa, bo o ten dodatkowy okres będzie dłużej figurował w rejestrze jako osoba skazana. A jest to dla niego istotne, bo zakończył prowadzenie biznesu wskutek całej sprawy. 

Skarżący nie mógł zrozumieć, dlaczego sąd nie może przyjąć płatności od razu, a skazany nie ma prawa dobrowolnie wykonać wyroku, nie czekając na ponaglenia sądu. 

W ocenie Rzecznika sprawa ta pokazuje systemowy problem. Dopóki bowiem akta takiej sprawy pozostają w sądzie odwoławczym (do chwili sporządzenia pisemnego uzasadnienia jego wyroku), to prawomocny wyrok nie może być wykonany. A zanim akta nie wrócą do sądu I instancji, obywatel nie może uiścić grzywny. 

Jednocześnie w tym okresie nie może się zacząć bieg okresu zatarcia skazania - tym samym następuje jego przedłużenie (w razie skazania tylko na grzywnę zatarcie skazania następuje z mocy prawa z upływem roku od wykonania lub darowania kary albo od przedawnienia jej wykonania).

Tymczasem zgodnie z art. 9 § 1 Kodeksu karnego wykonawczego postępowanie wykonawcze wszczyna się „bezzwłocznie”, gdy orzeczenie stało się wykonalne - przypomina RPO. Czynności techniczne są wykonywane w sądzie I instancji.

Rozpoczęcie biegu terminu na zatarcie skazania determinuje moment uiszczenia kwoty grzywny w kasie sądu lub wpłaty na jego rachunek bankowy. Musi to być poprzedzone wpisaniem grzywny do dziennika należności sądowych. Oznacza to, że od sprawności czynności procesowych (konieczność odpowiedniego zarządzenia) oraz czynności technicznych (konieczność wpisu grzywny do dziennika należności) zależy  moment, w którym prawomocnie skazany może wykonać karę grzywny.

W ocenie RPO problem może mieć szerszy charakter. Dlatego poprosił Ministra Sprawiedliwości o ocenę jego skali oraz rozważenie zmiany stanu prawnego w tym zakresie.

II.511.451.2019

Doktorantem można być tylko na jednej uczelni. RPO pyta o powody takiego ograniczenia

Data: 2019-08-21
  • Doktoranci skarżą się, że nie mogą w tym samym czasie kształcić się w więcej niż jednej szkole doktorskiej
  • To arbitralna ingerencja w konstytucyjne prawo do nauki - ocenia RPO
  • Ograniczyć dostęp do kształcenia można, ale na podstawie kryteriów merytorycznych, a zwłaszcza osiągnięć kandydatów
  • Tymczasem do szkoły doktorskiej może się dostać ktoś o niższych osiągnięciach, niż inny o wyższych, który gdzieś już jest doktorantem

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi dotyczące wykluczenia możliwości jednoczesnego kształcenia się w więcej niż jednej szkole doktorskiej. Rzecznik spytał o to wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina.

"Jednocześnie można być doktorantem tylko w jednej szkole doktorskiej" - stanowi art. 200 ust. 7 ustawy z 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Nie wyklucza to studiowania w kolejnej szkole doktorskiej po ukończeniu pierwszej. Wtedy jednak doktorant, mający stopień doktora, nie może otrzymywać stypendium doktoranckiego.

Ponadto ustawa przewiduje możliwość przygotowania rozprawy doktorskiej w odpłatnym trybie eksternistycznym. Ograniczeń nie ma zaś co do możliwości jednoczesnego przygotowywania kilku rozpraw doktorskich w więcej niż jednym trybie eksternistycznym bądź w trybie eksternistycznym i jednocześnie w szkole doktorskiej.

Uzasadnienie projektu ustawy nie zawiera przyczyn wprowadzenia tej regulacji. A  ograniczeń możliwości wyboru szkoły doktorskiej nie było w poprzedniej ustawie. 

Przyjęte rozwiązanie budzi wątpliwości bo ogranicza prawo do nauki - art. 70 ust. 1 Konstytucji.  Zapis ten interpretowany jest jako zobowiązujący państwo do zapewnienia nieskrępowanej możliwości dostępu do wykształcenia dla możliwie dużej liczby osób.

Nie oznacza to jednak, że państwo ma obowiązek zapewnienia możliwości kształcenia się na studiach, w tym też studiach trzeciego stopnia, wszystkim deklarującym taką chęć i mającym maturę. Z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 5 czerwca 2014 r. wynika, że państwo może ograniczyć dostęp do kształcenia, ale musi to czynić na podstawie kryteriów merytorycznych, a zwłaszcza osiągnięć kandydatów. 

Tymczasem rozwiązanie wobec szkół doktorskich arbitralnie ingeruje w możliwość dostępu do szkół osobom, które kształcą się już w innej szkole doktorskiej. Kandydaci - bez względu na posiadane osiągnięcia - będący już doktorantami w szkołach doktorskich, nie mogą podjąć kształcenia w innej szkole. W praktyce może to oznaczać, że do szkoły doktorskiej dostanie się osoba o niższych osiągnięciach, a nie o wyższych - jedynie z powodu bycia już doktorantem. 

Ci, którzy będą chcieli podjąć kształcenie w innej szkole doktorskiej, będą musieli wstrzymać się z tym do ukończenia studiów. Wtedy będą mogli podjąć nieodpłatne kształcenie w innej szkole - ale bez możliwości uzyskania stypendium. Ponadto będą mogli się kształcić w ramach płatnego trybu eksternistycznego. 

W ocenie Rzecznika czasowe wykluczenie możliwości nieodpłatnego pobierania nauki przez doktorantów nie znajduje uzasadnienia, gdyż:

1. Nie może nim być konieczność ochrony finansów państwa. Umożliwienie doktorantom jednoczesnego kształcenia się w więcej niż jednej szkole nie musi bowiem oznaczać dodatkowych kosztów, związanych z koniecznością wypłaty stypendium (doktorant mógłby je uzyskiwać tylko w jednej szkole).

2. Trudno uznać, że celem tego ograniczenia jest zagwarantowanie dostępu do studiów jak największej liczbie osób - przez eliminację zachowań patologicznych (nieodpowiedzialnego korzystania z prawa do bezpłatnego studiowania). Przepisy nie uzależniają bowiem możliwości kształcenia w kolejnej szkole doktorskiej od określonych osiągnięć w trakcie studiów bądź pozytywnego ich ukończenia w szkole doktorskiej, lecz jedynie od formalnego zakończenia kształcenia w jednej z nich.

3. Przepisy te nie służą też zapewnieniu wysokiej jakości pracy naukowej doktorantów. Nie jest bowiem trafne założenie, że doktorant kształcący się w dwóch szkołach nie będzie w stanie prowadzić badań na odpowiednim poziomie. Niektórzy już dziś z powodzeniem przygotowują rozprawy doktorskie z różnych dziedzin na tych samych lub różnych uczelniach. A możliwość wywiązania się przez doktoranta z obowiązków podczas pracy nad więcej niż jednym doktoratem powinna być oceniana na etapie rekrutacji do szkół doktorskich. 

VII.7033.36.2019

RPO do Ministra Infrastruktury: ulgowe bilety ZTM także dla studentów spoza UE

Data: 2019-08-16
  • Nie wszyscy studenci i doktoranci są w Polsce równo traktowani w kwestii ulg na przejazdy środkami transportu publicznego 
  • Takiego prawa pozbawieni są studenci spoza Unii Europejskiej, doktoranci-obywatele RP z uczelni zagranicznych oraz wszyscy studenci uczelni z zagranicy, którzy nie studiują w Polsce
  • Różnicowanie prawa do ulgi w zależności od obywatelstwa czy miejsca nauki jest sprzeczne nie tylko z polską ustawą, ale i z normami UE - podkreśla RPO

Rzecznik Praw Obywatelskich otrzymuje skargi  na nierówne traktowaniu studentów i doktorantów w dostępie do ulg na przejazdy środkami publicznego transportu zbiorowego.  

Co mówią przepisy?

Zgodnie z ustawą z 20 czerwca 1992 r. o uprawnieniach do ulgowych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego, studenci do ukończenia 26. roku życia oraz doktoranci mają prawo do ulgi na przejazdy na podstawie biletów jednorazowych, imiennych biletów miesięcznych oraz przy przejazdach środkami publicznego transportu zbiorowego autobusowego.

Ustawa stanowi, że minister właściwy do spraw transportu, w porozumieniu z ministrami pracy, oświaty i wychowania oraz szkolnictwa wyższego, określi w rozporządzeniu rodzaje dokumentów poświadczających uprawnienia do korzystania z ulg. W upoważnieniu do wydania rozporządzenia wskazano, że ma ono określać jedynie rodzaje dokumentów poświadczających uprawnienia do ulg, nie zaś zawężać grono podmiotów mogących z nich korzystać.

Kto jest wykluczony?

Tymczasem rozporządzenie Ministra Infrastruktury i Budownictwa z 20 kwietnia 2017 r. w sprawie rodzajów dokumentów poświadczających uprawnienia do korzystania z ulgowych przejazdów zawiera regulacje, które w sposób nieuprawniony i dyskryminujący ograniczają uprawnienie do ulg. Wyklucza ono bowiem taką możliwość wobec:

  • studentów spoza Unii Europejskiej,
  • studentów będących obywatelami UE bądź członkami rodziny obywateli UE, którzy nie posiadają dokumentu potwierdzającego prawo stałego pobytu w Polsce,
  • doktorantów będących obywatelami Polski i studiujących za granicą,
  • wszystkich studentów uczelni zagranicznych, którzy nie są studentami uczelni polskich.

Sprzeczność z ustawą; wątpliwość pod kątem norm UE 

W ocenie Rzecznika takie przepisy rozporządzenia pozostają w sprzeczności z ustawą o uprawnieniach do ulgowych przejazdów - w związku z art. 92 ust. 1 Konstytucji. Ustawa przyznaje bowiem studentom oraz doktorantom możliwość skorzystania z ulgowego przejazdu - bez względu na obywatelstwo czy miejsce pobierania nauki. 

Zgodnie zaś z art. 92 ust. 1 Konstytucji, rozporządzenia są wydawane przez organy w niej wskazane, na podstawie szczegółowego upoważnienia zawartego w ustawie i w celu jej wykonania. Według RPO rozporządzenie przekracza zatem upoważnienie ustawowe. Wprowadza bowiem dodatkowe kryteria, nieprzewidziane w ustawie, odnoszące się do możliwości skorzystania z ulgi.

Ponadto z uwagi na fakt, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej, przepisy rozporządzenia - w zakresie, w jakim różnicują możliwość skorzystania z ulgi w zależności od obywatelstwa czy miejsca zamieszkania - mogą budzić wątpliwości co do zgodności z normami UE.

Rzecznik zwrócił też uwagę, że obecne rozwiązania w kwestii ulg na przejazdy nie sprzyjają mobilności studentów i doktorantów.  Wręcz przeciwnie - premiują postawy osób, które z możliwości pobierania nauki zagranicą nie skorzystały. Ponadto takie regulacje nie przyczyniają się do optymalnych warunków studiowania i prowadzenia badań w Polsce dla studentów i doktorantów pochodzących z innych krajów.

Działania RPO 

W marcu 2019 r. Rzecznik zwrócił się w tej sprawie do Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Wicepremier, minister Jarosław Gowin odpowiedział, że po wystąpieniu Komisji Europejskiej polskie władze zobowiązały się do zmiany rozporządzenia. Prawo do ulgi ma przysługiwać również studentom-obywatelom UE, mającym prawo stałego pobytu w Polsce, którzy studiują za granicą. 

Zarazem Jarosław Gowin uznał za zasadne rozważenie poszerzenia katalogu dokumentów uprawniających do ulg, tak by umożliwić wykorzystywanie w Polsce przez doktorantów legitymacji ISIC (International  Student Identity Card - międzynarodowej karty studenckiej dla uczniów i studentów całego świata).

Dodał, że nie posiada kompetencji co do ustalania ulg na przejazdy transportem zbiorowym, a adresatem uwag w tym zakresie powinien być minister właściwy do spraw transportu. Poszerzenie katalogu osób objętych tym wsparciem spowodowałoby zwiększenie obciążeń budżetu państwa, co winno uzyskać aprobatę ministra właściwego do spraw finansów publicznych. A organem właściwym do przeprowadzenia procesu legislacyjnego w tej sprawie jest Minister Infrastruktury.

Teraz RPO napisał do ministra Andrzeja Adamczyka. Zwrócił się do niego o podjęcie działań w celu odpowiednich zmian legislacyjnych. 

Inny wątek sprawy ulg zbada TK

W lipcu 2019 r. Rzecznik przyłączył się do postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym (sygn. akt SK 42/19) w sprawie skargi konstytucyjnej obywatela w sprawie tych ulg. 

RPO wniósł, by TK uznał niekonstytucyjność zaskarżonego przepisu rozporządzenia MI z 25 października 2002 r. - w zakresie, w jakim nakazuje on obywatelom polskim, studentom w wieku do lat 26., studiującym za granicą, którzy chcą skorzystać z ulgi komunikacyjnej, posiadanie międzynarodowej legitymacji studenckiej ISIC.

W ocenie RPO jest to niezgodne z art. 58 ust. 1 (wolność zrzeszania się), w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji oraz z art. 51 ust. 1 (nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby), w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji  (wolność i jej dopuszczalne ograniczenia). 

VII.7033.8.2015

Kiedy wnieść do sądu, że więzień stwarza zagrożenie? Zdaniem SW 8 miesięcy wystarczy

Data: 2019-08-14
  • Służba Więzienna jest przeciwna wydłużeniu do półtora roku terminu na złożenie wniosku o uznanie więźnia kończącego karę za stwarzającego zagrożenie dla innych osób
  • Dziś daje się na to osiem miesięcy. Według sędziów i RPO to nie wystarczy, aby biegli uzgodnili opinię w tak trudnej kwestii 
  • Zdaniem SW na 8 miesięcy przed końcem kary dalsze oddziaływania terapeutyczne nie przyniosą już efektów
  • Osadzony traci zaś motywację do dalszej pracy nad sobą, gdy dowiaduje się o złożeniu wniosku o uznanie go za mogącego stwarzać zagrożenie

- Służba Więzienna stoi na stanowisku, że niehumanitarnym byłoby pozbawiać skazanych motywacji do pracy nad sobą już na 1,5 roku przed zakończeniem odbywania kary – napisał do Rzecznika Praw Obywatelskich zastępca dyrektora generalnego SW płk Grzegorz Fedorowicz. 

Procedury uznawania za osobę stwarzającą zagrożenie 

Na mocy ustawy z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych, dana osoba (która odbyła karę więzienia), może zostać bezterminowo umieszczona w  Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Nie jest to jednak jedyny środek przewidziany w prawie, bowiem ustawa pozwala także na orzeczenie nadzoru prewencyjnego (bez umieszczania w Ośrodku).  Jeśli zatem sąd cywilny uznaje więźnia za stwarzającego zagrożenie, decyduje, co wybrać.

A do takiego uznania wystarczy, że przez jakiś czas odbywało się karę w systemie terapeutycznym dla osób z zaburzeniami preferencji seksualnych. Wcześniej konieczny jest zaś wniosek do sądu dyrektora właściwego więzienia czy aresztu. Najwięcej wniosków w takich sprawach wpływa do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Na jego obszarze są dwie jednostki penitencjarne, gdzie funkcjonują oddziały terapeutyczne dla sprawców przestępstw popełnionych w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych (Zakład Karny w Sztumie i Areszt Śledczy w Starogardzie Gdańskim).

Jak zwrócili Rzecznikowi uwagę sędziowie z Gdańska, decyzja sądu zapada na podstawie opinii biegłych. Jej przygotowanie jest czasochłonne. Niekiedy wśród opiniujących nie ma jednomyślności - co wydłuża wydanie postanowienia. Sędziowie zgłosili więc postulat, aby dyrektorzy zakładów karnych/aresztów śledczych występowali z wnioskiem do sądu rok albo nawet półtora roku przed końcem kary.

W ocenie sędziów zalecony przez Dyrektora Generalnego SW okres 8 miesięcy jest niewystarczający. Wydłużenie go pozwoliłoby na sprawne przeprowadzenie postępowania sądowego oraz dogłębne zweryfikowanie przesłanek uznania skazanego za osobę stwarzającą zagrożenie. Nie byłoby też wtedy konieczności sięgania po zakwestionowane przez Sąd Najwyższy zabezpieczenie cywilne (polegające na umieszczeniu osoby, po zakończeniu kary, w KOZZD - do czasu prawomocnego zakończenia postępowania o uznanie jej za stwarzającego zagrożenie).

Dlatego Rzecznik poprosił w lipcu 2019 r. Dyrektora Generalnego SW o poinstruowanie dyrektorów jednostek penitencjarnych, aby z wnioskami do sądów występowali znacznie wcześniej niż w terminie 8 miesięcy przed końcem kary. Wystąpił też o podanie, ilu skazanych odbywa karę pozbawienia wolności w systemie terapeutycznym oraz wobec ilu z nich przygotowywane są wnioski o uznanie za osoby stwarzające zagrożenie.

Odpowiedź Służby Więziennej

Ustawa nie nakłada na dyrektorów jednostek żadnego terminu składania wniosków, co oznacza, że dyrektorzy mogą go złożyć w dowolnym momencie, uwzględniając oczywiście czas niezbędny do jego rozpatrzenia – odpowiedział Rzecznikowi zastępca dyrektora generalnego SW płk Grzegorz Fedorowicz. 

Zaznaczył, że argumenty za wydłużeniem terminu składania wniosków (jak czasochłonność opinii, brak jednomyślności biegłych, potrzeba dogłębnego zweryfikowania przesłanek zagrożenia) dotyczą również dyrektorów jednostek penitencjarnych i specjalistów prowadzących oddziaływania terapeutyczne. 

Oddziaływania te stanowią proces i w każdym jego momencie pacjent ma prawo do zmiany. - Uwzględniając tę dynamikę w pracy terapeutycznej, zawsze mogą się pojawić nowe okoliczności, przesłanki przemawiające za występowaniem, bądź nie, z wnioskiem o uznanie osoby za stwarzającą zagrożenie – dodał płk Fedorowicz. 

Służba Więzienna nie może pozostawać bierna wobec zdarzeń, zachowań osadzonych oraz informacji, które wpływają na ich temat w okresie późniejszym niż 8 miesięcy przed końcem kary. Ponadto skazany powinien być poddawany procesowi resocjalizacji, oddziaływaniom edukacyjnym i terapeutycznym do ostatniego dnia pobytu w jednostce penitencjarnej. 

Aktualna sytuacja powoduje, że 8 miesięcy przed zakończeniem kary personel więzienny musi założyć, iż dalsze oddziaływania prawdopodobnie nie przyniosą już pozytywnych efektów. U osadzonego będącego podmiotem postępowania wynikającego z ustawy z 22 listopada 2013 r. - po uzyskaniu informacji o złożonym wniosku - dochodzi do zachwiania poczucia bezpieczeństwa i pewności, co do swojej przyszłości. Najczęściej wiąże się to z utratą motywacji do dalszej pracy nad sobą  - mimo, że decyzja sądu nie musi skończyć się orzeczeniem o umieszczeniu w KOZZD. 

Dalsze wydłużanie tego okresu budzi kolejne dylematy etyczne i jest szkodliwe z punktu widzenia możliwości realizowania wobec skazanego Indywidualnego Programu Terapeutycznego. Służba Więzienna stoi na stanowisku, że niehumanitarnym byłoby, uwzględniając okresowe i lokalnie pojawiające się trudności instytucji, pozbawiać skazanych szansy i motywacji do pracy nad sobą już 1,5 roku przed zakończeniem odbywania kary. 

Po wejściu w życie ustawy z 22 listopada 2013 r. uwzględniając interesy sądów, policji, biegłych, za rozsądny termin na rozpatrzenie wniosku uznano okres 6 miesięcy. Po informacji z Sądu Okręgowego w Gdańsku, w lutym 2015 r. termin ten wydłużono poleceniem Dyrektora Generalnego SW do 8 miesięcy. Było to podyktowane była chęcią umożliwienia sądom procedowania bez presji czasu. Jest to kompromis wypracowany przez osoby i instytucje biorące udział w procedurze opracowania wniosków o uznanie za stwarzającego zagrożenie – podkreślił płk Grzegorz Fedorowicz. 

W niektórych przypadkach nie będzie możliwe (z uwagi np. na informacje wpływające do jednostki o skazanym czy niski wyrok orzeczony przez sąd), aby zachować termin 8 miesięcy. Jednocześnie pracownicy oddziałów terapeutycznych i dyrektorzy jednostek dokładają wszelkich starań, by ten termin zachować. Centralny Zarząd SW stale to monitoruje.

SW poinformowała RPO, że na koniec II kwartału 2019 r. było 380 skazanych z zaburzeniami preferencji seksualnych przebywających w oddziałach terapeutycznych. Na koniec lipca dyrektorzy jednostek ogłosili, że z wnioskami o uznanie za stwarzających zagrożenie planują wystąpić wobec 8 z nich.

IX.517.1702.2017

Sądy nie pouczają odpowiednio stron procesu - Polska przegrywa w Strasburgu

Data: 2019-08-14
  • Polska przegrywa przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, bo sądy nie udzielają odpowiednich pouczeń obywatelom, którzy wytoczyli procesy cywilne - a nie mieli adwokata
  • Zostali oni wezwani przez sąd do uzupełnienia braków apelacji – przez złożenie ich odpisów
  • Nie zachowali jednak ich kopii, a nie byli w stanie odtworzyć tego z pamięci. W efekcie apelacje odrzucono 
  • A wszystko dlatego, że pouczając ich wcześniej o terminie i sposobie wniesienia apelacji, sąd nie poinformował, że należy je złożyć w dwóch odpisach

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Sprawiedliwości w sprawie właściwej realizacji obowiązków informacyjnych sądu, określonych w Kodeksie postępowania cywilnego. Chodzi o ujednolicenie pouczeń udzielanych stronom.

Ostatnio kilka rozstrzygnięć w takich sprawach wydał Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Zapadły one na kanwie spraw cywilnych, w których skarżący - osoby pozbawione wolności - działający bez pomocy profesjonalnego pełnomocnika,  zostali wezwani do uzupełnienia braków formalnych apelacji poprzez złożenie ich odpisów. Z uwagi na niezachowanie ich kopii i niemożność odtworzenia z pamięci ich treści, nie wykonali zobowiązania sądu. W efekcie sąd odrzucił apelacje. 

W sprawie Parol przeciwko Polsce ETPC stwierdził (wyrok z 11 października 2018 r.), że sąd nie dopełnił obowiązku wynikającego z art. 327 § 2 Kpc. Nie powiadomił bowiem skarżącego o obowiązku złożenia apelacji w dwóch egzemplarzach. Dlatego ETPC uznał naruszenie art. 6 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (prawo do sądu). 

Również w sprawie Adamkowski przeciwko Polsce (wyrok z 28 marca 2019 r.)  ETPC zauważył, że pouczenie co do terminu i sposobu wniesienia apelacji nie zawierało informacji, że należy ją złożyć w dwóch odpisach. Ponadto skarżącego nie poinformowano o obowiązku przesyłania wszystkich pism procesowych do sądu w dwóch odpisach. Trybunał stwierdził naruszenie art. 6 ust. 1 Konwencji z uwagi na nieproporcjonalne ograniczenie dostępu do sądu. 

Prawo do sądu gwarantuje także art. 45 Konstytucji. W orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wskazuje się zasadnicze elementy tego prawa. Jest wśród nich również prawo do odpowiedniego ukształtowania procedury sądowej. A niewątpliwie służy temu udzielenie wyczerpującego i pełnego pouczenia stronie postępowania. Obowiązek pouczeń wiąże się również z zasadą zaufania obywatela do państwa, wynikającą z art. 2 Konstytucji. Dlatego szczególnie uzasadnione jest ich uregulowanie zgodnie z postulatami jasności i zrozumiałości prawa.

Poza pouczeniami o treści wprost określonej w aktach wykonawczych do Kpc, ich zakres i forma w znacznej mierze wynikały z praktyki przyjętej w danym sądzie. Największa jej niejednolitość uwidacznia się właśnie co do pouczeń o terminie i sposobie wniesienia środka zaskarżenia.

Brak takiej wiedzy utrudnia, a często nawet uniemożliwia, realne skorzystanie ze środka odwoławczego przez osobę niebędącą profesjonalnym pełnomocnikiem. Tymczasem pouczenia, które spełniałyby standardy rzetelnego procesu, znacznie ograniczałyby przypadki odrzucania środków zaskarżenia wobec nieusunięcia braków formalnych. 

24 lipca 2019 r. prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację Kpc i niektórych innych ustaw. Zmieniony art. 5 Kpc upoważnia Ministra Sprawiedliwości do określenia w drodze rozporządzenia wzorów pouczeń, których udzielania na piśmie wymaga Kpc, przy uwzględnieniu zapewnienia komunikatywności przekazu. 

Do wskazanych pouczeń należy zaliczyć te udzielane w związku z zaskarżaniem orzeczeń. Dodany w nowelizacji przepis Kpk stanowi: „Stronie niezastępowanej przez adwokata, radcę prawnego, rzecznika patentowego lub Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej wraz z wyrokiem, który podlega doręczeniu z urzędu, doręcza się pouczenie o sposobie i terminie zgłoszenia wniosku o doręczenie wyroku z uzasadnieniem oraz warunkach, sposobie i terminie wniesienia środka zaskarżenia”.  Potrzeba takiego pouczenia odnosi się zwłaszcza do osób, które nie mają technicznych możliwości odtworzenia treści złożonych wcześniej pism procesowych, np. osób pozbawionych wolności. 

Rzecznik wystąpił do ministra Zbigniewa Ziobry o informację,  na jakim etapie znajdują się prace legislacyjne nad rozporządzeniem określającym wzory pouczeń. Poprosił o uwzględnienie w nim także informacji o wymaganej przez Kpc liczbie odpisów składanych pism procesowych.

IV.510.26.2019

RPO: zawód komornika - także dla tych bez studiów prawniczych

Data: 2019-08-14
  • Jeżeli komornik w ciągu 7 lat nie zostanie magistrem prawa, jego powołanie na to stanowisko wygaśnie - stanowi nowa ustawa o komornikach sądowych z 2018 r. 
  • Do RPO wpłynęła skarga wskazująca, że narusza to zasadę praw nabytych
  • Rzecznik zgadza się, że ogranicza to konstytucyjne prawa komorników,  którzy w chwili powołania nie byli zobowiązani do posiadania wyższego wykształcenia prawniczego
  • Ci, którzy przez lata wykonywali zawód komornika, dysponują niezbędną wiedzą prawniczą - mimo braku dyplomu 

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęła skarga z wątpliwościami co do zgodności z Konstytucją art. 303 ustawy z 22 marca 2018 r. o komornikach sądowych. Zgodnie z nim komornicy i asesorzy, którzy nie skończyli wyższych studiów prawniczych, są obowiązani w ciągu 7 lat od wejścia ustawy w życie, ukończyć takie studia i uzyskać tytuł magistra prawa. Inaczej ich powołanie na stanowisko komornika wygaśnie z mocy prawa. Według skargi narusza to zasadę praw nabytych wywiedzioną z art. 2 Konstytucji.

Uzasadnienie projektu ustawy nie zawierało przyczyn wprowadzenia tego przepisu. Rodzi to wątpliwości, zwłaszcza wobec faktu, że ogranicza to jednostkom ich prawa konstytucyjne. 

Na nieprecyzyjność przepisu wskazywała Rada Legislacyjna przy Prezesie Rady Ministrów. Podkreślała, że osoby które przez wiele lat wykonywały zawód komornika, pomimo braku wykształcenia prawniczego, dysponują niezbędną wiedzą prawniczą do wykonywania zawodu. Rada zaznaczyła, że z wymogu uzyskania tytułu magistra prawa zwolnione są osoby posiadające tytuł profesora lub doktora habilitowanego nauk prawnych lub które po uzyskaniu stopnia doktora nauk prawnych co najmniej 4 lata pracowały na stanowiskach związanych ze stosowaniem lub tworzeniem prawa. Stopień dra hab. albo tytuł profesora nauk prawnych może zaś uzyskać osoba, która nie jest absolwentem magisterskich studiów prawniczych. 

W ocenie RPO art. 303 ustawy wykazuje cechy retroaktywności, obejmuje bowiem stany faktyczne zaistniałe przed jego wejściem w życie. Dotyczy wszystkich komorników i asesorów, którzy nie mają wyższego wykształcenia prawniczego. Przepis ten pozbawia nabytego już, nieograniczonego w czasie, uprawnienia do powołania na stanowisko komornika sądowego oraz asesora komorniczego osób, które uprawnienie to uzyskały przed jego wejściem w życie. Powoduje to, że powołani na te stanowiska muszą uzupełnić wykształcenie, mimo że w momencie ich powoływania nie istniał wymóg legitymowania się tytułem magistra prawa. 

Prowadzi to do naruszenia wywodzonej z art. 2 Konstytucji zasady ochrony praw nabytych - uznał RPO. Wprowadzając ten przepis, ustawodawca nie uzasadnił szczegółowo jego przyczyn. Nie powołał się także na konieczność ochrony innych praw konstytucyjnych.

W poprzednio obowiązującej ustawie z 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji również istniał wymóg uzyskania tytułu magistra prawa. Byli jednak z niego zwolnieni ci komornicy i asesorzy, którzy w dniu powołania ukończyli 35. rok życia oraz młodsi, w szczególnych przypadkach zwolnieni z tego obowiązku przez prezesa właściwego sądu apelacyjnego. Część komorników i asesorów komorniczych uzyskała takie zwolnienie i została powołana.

Zawód komornika sądowego jest zawodem zaufania publicznego, co obliguje ustawodawcę do nałożenia na kandydatów wymagań, które nie są stawiane przedstawicielom innych zawodów. Nie może być to jednak podstawą do takich działań legislacyjnych, które skutkują automatyzmem wygaśnięcia uprawnień do wykonywania zawodu. Dotyczy to zwłaszcza osób, które wcześniej spełniły wszystkie wymagania poprzedniej ustawy.

Adam Bodnar zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości o podjęcie odpowiedniej inicjatywy legislacyjnej. 

VII.561.9.2019

Aby zapobiegać błędom w sprawach o przemoc w rodzinie, trzeba szkolić prokuratorów i sędziów 

Data: 2019-08-13
  • Zniechęcanie ofiar przemocy domowej do składania zawiadomień o tych przestępstwach czy kwalifikowanie ich jako czynów ściganych z oskarżenia prywatnego
  • Niewielki udział ofiar w procesach w roli oskarżycieli posiłkowych, co uniemożliwia reakcję prawną - gdy sąd np. uniewinnia oskarżonego lub umarza sprawę, a prokurator nie wnosi apelacji
  • Sposobem na takie i inne uchybienia byłyby regularne szkolenia dla sędziów i prokuratorów oraz aplikantów sędziowskich i prokuratorskich, zgodnie z wymogami UE 

- Uwzględniałyby one informacje na temat mechanizmu stosowania przemocy i stereotypów związanych ze stosowaniem przemocy domowej, środków prawnych i dostępnych form pomocy dla ofiar – napisał Rzecznik Praw Obywatelskich do dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury Małgorzaty Manowskiej.

Analiza Biura RPO wobec spraw o przestępstwa związane z przemocą w rodzinie wykazała, że w wielu przypadkach są one prowadzone z uchybieniami, co negatywnie wpływa na prawa pokrzywdzonych. Niejednokrotnie może prowadzić wręcz do wtórnej wiktymizacji ofiar.

Najczęstsze zarzuty

Na etapie postępowania przygotowawczego: 

  • zniechęcanie ofiar przemocy domowej do składania zawiadomień o popełnieniu przestępstwa; 
  • nieuwzględnianie wniosków  dowodowych składanych przez ofiary przemocy; 
  • deprecjonowanie wartości dowodów potwierdzających fakt przemocy domowej; 
  • kwalifikowanie jej jako czynu ściganego z oskarżenia prywatnego i nieobejmowanie przez prokuratorów ściganiem tych czynów z urzędu; 
  • niestosowanie wobec podejrzanych o przemoc w rodzinie środków zapobiegawczych, których skutkiem byłoby zapewnienie fizycznego bezpieczeństwa ofiarom przemocy; przewlekłość postępowań 
  • przygotowawczych.

Na etapie procesu:

  • niewielka aktywność procesową osób pokrzywdzonych. Tylko w nielicznych sprawach przystępują one do udziału w procesie jako oskarżyciele posiłkowi. Pozbywają się zatem prawa do zgłaszania wniosków dowodowych, czy też zaskarżenia wyroku – wtedy czynności takie może podjąć tylko prokurator;
  • jest to ważne, gdy np. sąd zmienia kwalifikację prawną czynu (na łagodniejszą dla podsądnego) i na tej podstawie uznaje niewielką szkodliwość społeczną czynu, a postępowanie umarza, prokurator zaś nie wnosi apelacji;
  • zdarzają się również sytuacje, gdy prokurator nie wnosi apelacji wobec uniewinnienia oskarżonego i uznaje argumentację sądu; 
  • gdy pokrzywdzonym jest małoletni,  a oskarżonym (podejrzanym) rodzic dziecka, to drugi rodzic (nawet z pełną władzę rodzicielską) nie może reprezentować małoletniego  - w takiej sprawie ustanowią się kuratora procesowego. Sądy w różnym jednak stopniu realizują to uprawnienie procesowe – czy to z uwagi na osobę kuratora (np. pracownika sekretariatu sądu), czy kurator może informować rodzica małoletniego o treści dowodów, czy też taki rodzic może mieć wpływ na podejmowane przez kuratora procesowego czynności;
  • postępowanie sądowe w tych sprawach również dotyka przewlekłość.

Tymczasem sprawy o przestępstwa przemocy w rodzinie powinny być prowadzone z uwzględnieniem wytycznych dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/29/UE z 25 października 2012 r. ustanawiającej normy minimalne w zakresie praw, wsparcia i ochrony ofiar przestępstw.

Jej podstawowym celem jest zapewnienie realizacji indywidualnych potrzeb ofiar przestępstw oraz wzmocnienie praw ofiar tak, aby każda mogła otrzymać minimalny poziom ochrony, informacji, wsparcia i dostępu do wymiaru sprawiedliwości, niezależnie od narodowości i miejsca zamieszkania w UE. Specjalną uwagę zwróciła na wsparcie i ochronę ofiar niektórych przestępstw, które szczególnie są narażone są na wtórną wiktymizację, zastraszenie oraz odwet ze strony sprawcy (np. ofiarom przemocy ze względu na płeć, czy ofiarom przemocy w bliskich związkach).

W myśl tej dyrektywy urzędnicy uczestniczący w postępowaniu karnym, którzy mogą mieć osobisty kontakt z ofiarami, powinni mieć możliwość dostępu do odpowiednich wstępnych i ustawicznych szkoleń. Chodzi o to, by mogli  identyfikować ofiary i zajmować się nimi taktownie, z szacunkiem, w sposób profesjonalny i niedyskryminacyjny. 

Należy także propagować szkolenia prawników, prokuratorów i sędziów oraz specjalistów udzielających wsparcia ofiarom lub służb świadczących usługi w zakresie sprawiedliwości naprawczej. Powinno to obejmować szkolenie dotyczące służb udzielających wsparcia ofiarom, szkolenie specjalistyczne, w tym z psychologii. 

Dlatego RPO zwrócił się do Dyrektor KSSiP z o rozważenie:

  • wprowadzenia do programu szkoleń aplikantów sędziowskich i prokuratorskich zagadnień dotyczących ochrony ofiar przemocy domowej;
  • prowadzenia szkoleń doskonalących dla sędziów i prokuratorów dotyczących aktualnych rozwiązań wynikających z prawa UE w zakresie ochrony ofiar przestępstw, w tym przemocy domowej.

Jeśli takie szkolenia są już prowadzone, RPO poprosił o udostępnienie ich programu.

II.518.2.2019

RPO ponawia postulat deinstytucjonalizacji wsparcia osób z niepełnosprawnościami oraz seniorów

Data: 2019-08-13
  • Osoby z niepełnosprawnościami i seniorzy przebywają w dużych instytucjach opieki - nawet jeśli tego nie chcą, bo wciąż nie mają właściwego wsparcia w lokalnej społeczności
  • RPO ponownie dopomina się od rządu o kompleksową strategię deinstytucjonalizacji systemu wsparcia dla tych osób - połączoną z odejściem od instytucji ubezwłasnowolnienia
  • Polskę zobowiązują do tego m.in. rekomendacje Komitetu ONZ ds. Praw Osób Niepełnosprawnych z 2018 r. 
  • Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił w tej sprawie do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Bożeny Borys-Szopy

Osoby z niepełnosprawnościami i osoby starsze powinny mieć możliwość niezależnego życia. Przewiduje to m.in. Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Chodzi o to, aby w pełni i w sposób równy z innymi mogły one korzystać ze wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności. Osoby takie muszą mieć możliwość decyzji co do tego, gdzie i z kim będą mieszkać, a nie być zobowiązywane do mieszkania w szczególnych warunkach (DPS-ach, domach seniora itp.).

Cel ten można osiągnąć dzięki deinstytucjonalizacji, czyli przejściu do wsparcia na poziomie społeczności lokalnych. Założeniem jest zastąpienie oferowania miejsc w dużych instytucjach, jak DPS-y, wsparciem w postaci mieszkania chronionego lub korzystania z usług asystenta osobistego. Proces ten odnosi się także do systemu ochrony zdrowia psychicznego - główny ciężar powinien zostać przeniesiony z dużych szpitali psychiatrycznych na świadczenie pomocy w lokalnych wspólnotach.

Problem ten był już wielokrotnie sygnalizowany rządowi przez RPO. W listopadzie 2017 r. RPO wraz z 54 organizacjami społecznymi skierował do premiera apel w tej sprawie. Wskazano, że liczba DPS-ów stale rośnie. Podkreślono niedostateczny rozwój alternatywnych form wsparcia wobec nich.  Apelowano o przyjęcie Narodowego Programu Deinstytucjonalizacji.

W sierpniu 2018 r. RPO ponownie napisał do rządu, że seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami nadal skazywani są na przeprowadzkę do dużych instytucji opieki, nawet jeśli tego nie chcą – nie ma bowiem dla nich właściwego wsparcia w miejscu zamieszkania. 

Rząd odpowiedział, że nie widzi potrzeby przyjmowania Narodowego Programu Deinstytucjonalizacji, ponieważ stosowane są inne narzędzia. A w ich ramach co roku 900 osób powraca z DPS-ów do społeczności lokalnych.

Rekomendacje Komitetu ONZ i wymogi UE

Problem nabiera jednak nowego znaczenia w kontekście rekomendacji wydanych we wrześniu 2018 r. przez Komitet ONZ ds. Praw Osób Niepełnosprawnych oraz procedowanego obecnie projektu nowelizacji ustawy o pomocy społecznej oraz ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

Konwencja o prawach osób niepełnosprawnych, ratyfikowana w 2012 r. przez Polskę, nakłada na państwa-strony obowiązek podjęcia skutecznych i odpowiednich środków w celu umożliwienia osobom z niepełnosprawnościami życia w społeczności lokalnej. Osoby z niepełnosprawnościami mają mieć możliwość wyboru miejsca zamieszkania, na zasadzie równości z innymi i nie być zobowiązywane do mieszkania w szczególnych warunkach. Zgodnie z Kartą Praw Podstawowych UE  także osoby starsze mają prawo do godnego i niezależnego życia.

W myśl Rekomendacji CM/Rec(2014)5 Komitetu Ministrów Rady Europy dla państw członkowskich w sprawie promocji praw osób starszych, wsparcie dla seniorów powinno być świadczone w społecznościach lokalnych.

Według Ogólnoeuropejskich Wytycznych Przejścia od Opieki Instytucjonalnej do Opieki Świadczonej na Poziomie Społeczności Lokalnych, niezbędne jest stworzenie krajowych i regionalnych planów działania na rzecz deinstytucjonalizacji i rozwoju usług na poziomie lokalnym. Wytyczne podkreślają potrzebę przyjęcia regulacji ustawowych zapewniających dostęp do usług wsparcia w społecznościach lokalnych oraz zaprzestania tworzenia dużych instytucji opiekuńczych.

Deinstytucjonalizacja nie polega wyłącznie na rezygnacji z instytucji. Należy ją postrzegać w szerszym kontekście zmiany podejścia do osób z niepełnosprawnościami i osób starszych. Chodzi bowiem m.in. o: 

  • odejście od medycznego modelu niepełnosprawności na rzecz modelu społecznego, 
  • zniesienie ograniczeń zdolności do czynności prawnych osób z niepełnosprawnościami (ubezwłasnowolnienie), 
  • zmiany w systemie ochrony zdrowia, zabezpieczenia społecznego i edukacji. 

Chodzi także o zindywidualizowanie wsparcia oraz branie pod uwagę woli i preferencji osób, na których rzecz te usługi są świadczone. Wymaga to zatem koordynacji działań na wielu płaszczyznach.

Tymczasem w Polsce nie ma kompleksowej strategii dla przeprowadzenia tego procesu. Zauważył to Komitet ds. Praw Osób Niepełnosprawnych, który w rekomendacjach dla Polski uznał brak zmian za jeden z dwóch głównych problemów we wdrażaniu Konwencji. Komitet zarekomendował Polsce przyjęcie konkretnych planów działania na rzecz deinstytucjonalizacji i wyznaczenie ram czasowych przejścia osób z instytucji do życia w społeczności lokalnej. W ocenie Komitetu należy podjąć pilne działania gwarantujące prawidłowe wykorzystanie funduszy unijnych na deinstytucjonalizację. Wymaga to systemowej transformacji, która obejmuje zamknięcie zakładów opiekuńczych i eliminację przepisów ws. instytucjonalizacji. Powinno temu towarzyszyć ustanowienie programu zindywidualizowanych usług wsparcia, obejmujących m.in. plan przejściowy z budżetem i ramami czasowymi.

Co trzeba zmienić

Mimo to dotychczas jednak nie rozpoczęto prac nad kompleksowym wdrożeniem postanowień Konwencji oraz zaleceń Komitetu.

Dlatego Rzecznik zwraca uwagę minister Bożenie Borys-Szopie na potrzebę przeprowadzenia zmian legislacyjnych w art. 53 ustawy z 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej, który reguluje zasady mieszkalnictwa chronionego. W ustawie powinno się znaleźć wyraźne wskazanie, że mieszkania te są kameralną formą wsparcia. Należy również wprowadzić zakaz tworzenia licznych mieszkań tego typu w jednym budynku. Wskazany byłby także zapis o włączeniu mieszkańców w społeczność lokalną. Ważne jest dopuszczenie do korzystania z mieszkań chronionych osób potrzebujących całodobowego wsparcia.

Konieczne są też rozwiązania zwiększające gwarancje przestrzegania praw osób, które w dalszym ciągu przebywają w instytucjach. Częściowo na tę potrzebę odpowiada projekt noweli ustawy o pomocy społecznej i ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. Zawiera on niektóre zmiany postulowane przez RPO - ws. określenia trybu możliwości ograniczenia samodzielnego wychodzenia mieszkańców DPS-ów i placówek zapewniających całodobową opiekę w ramach działalności gospodarczej poza ich teren. 

Rzecznik z satysfakcją przyjął uwzględniony w tym projekcie obowiązek zgody sądu na umieszczenie osoby ubezwłasnowolnionej w placówce zapewniającej całodobową opiekę w ramach działalności gospodarczej. Dla pełnej jednak zgodności projektu z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz Trybunału Konstytucyjnego w ustawie należałoby wprost ująć zobowiązanie sądu do uwzględnienia racjonalnie wyrażanej woli osoby ubezwłasnowolnionej.

Pozytywnie należy także ocenić propozycję ustanawiającą limit osób mieszkających w jednym budynku w placówce zapewniającej całodobową opiekę w ramach działalności gospodarczej. Przyjęty limit 100 osób jest jednak zdecydowanie zbyt wysoki. Nie odpowiada on rekomendacjom Komitetu ds. Praw Osób Niepełnosprawnych i opóźni deinstytucjonalizację. 

W projekcie brakuje też określenia maksymalnej liczby osób, które mogą mieszkać w jednym budynku w ramach DPS. Nie ma też regulacji, które stopniowo zmniejszałyby liczbę mieszkańców w istniejących DPS-ach.

Warunkiem wstępnym efektywnej deinstytucjonalizacji jest zniesienie instytucji ubezwłasnowolnienia i zastąpienie jej systemem wspieranego podejmowania decyzji - co Rzecznik wielokrotnie postulował. Ubezwłasnowolnienie stoi w sprzeczności z Konwencją. Osoby ubezwłasnowolnienie często są pozbawione możliwości realnego wpływu na własne życie, co powoduje, że częściej trafiają do instytucji. Już sama możliwość ubezwłasnowolnienia negatywnie wpływa na społeczny odbiór osób z niepełnosprawnościami. Są postrzegane jako  „niesamodzielne” i „wymagające opieki” - co ma uzasadniać znaczną ingerencję osób trzecich w ich życie. 

Adam Bodnar zwrócił się do minister Bożeny Borys-Szopy o podjęcie niezbędnych działań na rzecz zintensyfikowania procesu deinstytucjonalizacji, zgodnie z rekomendacjami Komitetu ONZ, w tym przede wszystkim - o opracowanie kompleksowej strategii deinstytucjonalizacji. Poprosił też o uwzględnienie uwag do projektu zmian ustawy o pomocy społecznej i o ochronie zdrowia psychicznego. 

XI.503.4.2016

MEN: tegoroczna rekrutacja do szkół przebiegała sprawniej niż dotychczas

Data: 2019-08-12
  • Rekrutacja do szkół ponadpodstawowych i ponadgimnazjalnych na rok szkolny 2019/2020 przebiegała sprawniej niż dotychczas - przekonuje Minister Edukacji Narodowej 
  • Wskazuje, że w poprzednim roku szkolnym, po pierwszym etapie rekrutacji, w miastach wojewódzkich do szkół dostało się 86% kandydatów, a w tym roku - 89%
  • Według Dariusza Piontkowskiego resort zapewnił odpowiednie otoczenie legislacyjne i środki finansowe, aby przygotować system do zmiany
  • Tak minister odpowiedział RPO w sprawie precedensowej sytuacji uczniów, którzy nie wiedzą, czy system zagwarantuje im edukację na miarę ich potrzeb, ambicji i możliwości

W tym roku do szkół ponadpodstawowych idą dwa roczniki: ci, którzy skończyli gimnazja (i mają za sobą 9 lat edukacji) oraz absolwenci nowych ośmioklasowych szkół podstawowych. Reformę  przygotowano i przyjęto w 2016 r. O problemie podwójnych roczników rodzice dzieci urodzonych w roku 2003 i 2004 od razu zaczęli alarmować Rzecznika Praw Obywatelskich. RPO przekazywał te uwagi rządowi na bieżąco - bez sktutku.

Dla obu roczników przewidziane są co prawda odmienne ścieżki edukacyjne w liceach i technikach, ale miejsc w sumie powinno wystarczyć dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że miejsca są albo w szkołach daleko od miejsca zamieszkania, albo w niezgodnych z profilem edukacji, na jakim zależy młodemu człowiekowi.

RPO do MEN: naruszono prawa uczniów

Pospieszna, niepoparta rzetelną analizą reorganizacja szkół musiała doprowadzić do pogorszenia się jakości nauczania i naruszania praw uczniów. RPO przestrzegał przed tym wiele razy. Jego uwagi wynikały nie tylko z dogłębnej analizy projektowanych zmian, ale także z rozmów ze środowiskiem szkolnym i danych o liczbie miejsc w szkołach, jakie przesyłały mu samorządy.

- Codziennie dostaję informacje o uczniach, którzy nadal nie wiedzą, czy polskie szkoły są w stanie zagwarantować im edukację na miarę ich potrzeb, ambicji i możliwości. Taka trudna sytuacja nie miała w Polsce precedensu – pisał w lipcu 2019 r. Adam Bodnar do MEN. Poprosił o informacje o działaniach w celu poprawy położenia uczniów i odbudowy ich zaufania.

- Uczniowie – nawet ci, którzy uzyskali wysokie wyniki kończąc szkołę podstawową lub gimnazjum – nie dostali się do żadnej z wybranych szkół. Taka sytuacja jest nieakceptowalna i w sposób oczywisty prowadzi do naruszenia do gwarantowanego konstytucyjnie (art. 70 Konstytucji) prawa do nauki – podkreślał Adam Bodnar.

Zwracał uwagę ministrowi, że:
1.    Podwójny rocznik oznacza ciasnotę i pogorszenie się warunków nauki dla wszystkich uczniów, nie tylko dla pierwszej klasy.
2.    Brak miejsca w wybranej szkole może też oznaczać dużo większe koszty dojazdu do szkoły, w której są miejsca.
3.    Dla uczniów z małych miejscowości nie starcza miejsc w bursach, bo liczba miejsc noclegowych nie uległa podwojeniu. Będą musieli wynajmować pokoje po cenach rynkowych.
4.    Może to sprawić, że wielu uczniów zrezygnuje z korzyści, jakie daje nauka w dużym mieście, z bogatą ofertą kulturalną, lepszymi możliwościami zdobycia dodatkowych kwalifikacji i przygotowania się do edukacji na wyższej uczelni.

Negatywne skutki reformy oświaty mogą zatem znacząco wpłynąć na dalsze plany życiowe uczniów i rzutować na ich ocenę funkcjonowania państwa. Mogą także spowodować pogłębianie się różnic społecznych.

Efekty są takie, że:

  • w Warszawie aż 7 tys. z 47 tys. absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych, którzy złożyli podania do stołecznych szkół, nadal nie wie, w jakiej szkole będzie kontynuować naukę;
  • w Zielonej Górze 552 uczniów nie zostało przyjętych do żadnej szkoły, podczas gdy zostało 533 wolnych miejsc;
  • w Lublinie do szkół nie dostało się 603 uczniów, w tym 104, którzy mieli świadectwa z wyróżnieniem.

Jest tak mimo zapewnień MEN z 5 lipca 2019 r., że „rozwiązania systemowe w edukacji zapewniają każdemu uczniowi (bez wyjątku) bezpłatną realizację obowiązku nauki w szkole, znajdującej się w siedzi szkół publicznych”. Na stwierdzenia MEN, że przepisy nie dają gwarancji, iż osoba zainteresowana zostanie przyjęta do wybranej jednostki oraz że „duża konkurencja do szkół najwyżej notowanych w rankingach nie jest związana z reformą oświaty, ponieważ jest to zjawisko znane od wielu lat” RPO odpowiada, że obecna sytuacja nie ma precedensu. Spowodowana jest konkretnymi decyzjami rządzących i można było jej uniknąć.

- Wierzę, że dzięki działaniom samorządów, przy dostatecznym wsparciu władz centralnych, wszyscy uczniowie ostatecznie dostaną się do takiego typu szkół, jakie uznali dla siebie za najlepsze. Zgadzam się jednak z oceną, że obecna sytuacja jest dla nich krzywdząca, a wyjaśnienia przedstawiane przez osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie systemu oświaty nie biorą pod uwagę wszystkich aspektów kumulacji roczników. Wskazywanie na oczekiwania części wyborców oraz wybrane wyniki badania opinii społecznej nie stanowią moim zdaniem wystarczającego uzasadnienia dla rozwiązań, które dla wielu osób okazały się szkodliwe – brzmiała konkluzja pisma Adama Bodnara.

Minister: wiele obaw Rzecznika nie znajduje potwierdzenia w faktach

- To właśnie troska o młodzież i jej wykształcenie doprowadziła do reformy edukacji, która nie została wprowadzona, jak Pan sugeruje, dla wybranej grupy elektoratu, lecz dla dobra młodzieży - odpisał Rzecznikowi minister Dariusz Piontkowski. 

System edukacji wymagał bowiem gruntownej przebudowy, aby młodzież kończąca szkoły średnie była jak najlepiej przygotowana do kontynuacji nauki na uczelniach oraz dobrze przygotowana do wykonywania zawodu na szybko zmieniającym się rynku pracy. Według ministra wcześniejsza zapaść szkolnictwa zawodowego, pogarszająca się jakość wykształcenia maturzystów (po zbyt krótkim, zaledwie 3-letnim cyklu nauczania w liceum), miała negatywne konsekwencje właśnie dla młodych ludzi. Bez należytego przygotowania zawodowego i wiedzy ogólnej, często bezpowrotnie tracili szansę na właściwe wykształcenie i satysfakcjonującą ścieżkę kariery.

- MEN zapewniło odpowiednie otoczenie legislacyjne oraz środki finansowe, aby przygotować system do zmiany - twierdzi minister. Samorządy powiatowe otrzymały dodatkowo 890 mln zł subwencji oświatowej na rok 2019, w tym 51 mln na wychowanków burs i internatów. Samorządy mogły te środki wykorzystać na odpowiednie przygotowanie się do rekrutacji. Nie wszystkie tak zrobiły. Według deklaracji władz Warszawy, miasto przygotowało tylko 169 miejsc w bursach na rok szkolny 2019/2020 - zdając sobie sprawę, że uczniów spoza miasta aplikujących o te miejsca, może być nawet kilkanaście tysięcy.

Zdaniem ministra można odnieść wrażenie, że obawy Rzecznika opierają się głównie na wybranych informacjach prasowych, bez ich należytej weryfikacji. - Dziś widać wyraźnie, że nie znajdują one oparcia w rzeczywistości i są już nieaktualne. Uprzejmie informuję, że obecna rekrutacja, wbrew twierdzeniu Pana Rzecznika, że nie miała precedensu w latach poprzednich, przeprowadzona była według tych samych zasad i przebiegała nawet sprawniej niż dotychczas – wskazał szef MEN. W poprzednim roku szkolnym, po pierwszym etapie rekrutacji, w miastach wojewódzkich 86% kandydatów dostało się do szkół, a w roku 2019 wskaźnik ten  wyniósł 89% - napisał Dariusz Piontkowski.

Według niego nie wszystkie informacje dotyczące rekrutacji pojawiające się w przestrzeni publicznej są wiarygodne. Na przykładzie rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych i ponadpodstawowych w Warszawie minister przedstawił  mechanizm „wywoływania niepokoju społecznego, którego skutki można również dostrzec w piśmie Pana Rzecznika”.

Miasto Warszawa przez bardzo długi czas utrzymywało, że miejsc dla uczniów zabraknie oraz że nauka będzie musiała odbywać się w soboty, wywołując  zaniepokojenie wśród uczniów i ich rodziców. Jednak na konferencji prasowej 11 lutego wiceprezydent miasta Renata Kaznowska poinformowała, że nie będzie potrzeby organizowania zajęć w soboty. 

Także liczba rzekomo brakujących miejsc w szkołach średnich, w komunikatach m. st Warszawy, zmieniała się również dosyć płynnie. Początkowo miało to być ponad 7 tys. miejsc, potem około 3,5 tys. Ostatecznie miasto musiało przyznać, że po pierwszym etapie rekrutacji dostępnych jest ponad 6 tys. wolnych miejsc, w tym ponad 3,5 tys. w liceach, także tych uznawanych za elitarne. Te informacje, podane na konferencji prasowej miasta w końcu lipca wywołały zrozumiałą konsternację.-  Obawiam się, że mogą wpłynąć także na postrzeganie wiarygodności kolejnych komunikatów wysyłanych przez władze stolicy. Warto zaznaczyć, że podobna sytuacja dotyczyła także innych miast. Tam również, według części informacji prasowych, miało brakować miejsc – dodał minister. 

Obecnie, po zakończeniu I etapu rekrutacji, także tam nie ma problemu z dostępnością miejsc do różnych typów szkół, dla uczniów uczestniczących w rekrutacji uzupełniającej. Duża liczba samorządów i szkół wskazywała, że w związku z narastającym od wielu lat kryzysem demograficznym, rekrutacja 2019/20 jest szansą dla wielu placówek na odbudowanie naboru i utrzymanie miejsc pracy dla nauczycieli. Także w przestrzeni publicznej pojawiały się argumenty przedstawicieli samorządów, że zwiększona rekrutacja jest szansą na uzyskanie większej subwencji oświatowej, utrzymanie zatrudnienia kadry pedagogicznej czy dalszą modernizację szkół.

Minister podkreśla, że punkty za świadectwo ukończenia szkoły z wyróżnieniem są tylko jednym z kryteriów punktowanych w postępowaniu rekrutacyjnym.  Posiadanie świadectwa z wyróżnieniem nie gwarantuje, ani nigdy nie gwarantowało, dostania się do szkoły pierwszego wyboru. Jeżeli Pan Rzecznik posiada informacje odmienne, uprzejmie proszę o przekazanie szczegółów, celem weryfikacji tej, potencjalnie niezgodnej z prawem oświatowym, sytuacji. - Dobro uczniów i polskiej szkoły jest wartością przekraczającą granice poglądów i sympatii partyjnych. Mimo tego, że wiele obaw Pana Rzecznika nie znajduje potwierdzenia w faktach, wierzę, że dotychczasowe zaangażowanie w tej sprawie było motywowane wyłącznie dobrem polskiej szkoły – oświadczył minister edukacji. 

VII.7037.14.2019

Jak zapewnić publiczny charakter wyroków nakazowych. Ponaglenie RPO do MS

Data: 2019-08-09
  • Wyroki nakazowe - dopuszczalne, gdy okoliczności czynu i wina oskarżonego w drobniejszych sprawach nie budzą wątpliwości – są  wydawane na posiedzeniu sądu bez udziału stron
  • Treść takiego wyroku udostępnia się publicznie przez złożenie jego odpisu na 7 dni w sekretariacie sądu
  • RPO ma wątpliwości czy jest to zgodne z Konstytucją, która stanowi, że wyrok ogłaszany jest publicznie
  • Problem rozwiązałoby wywieszanie na tablicach ogłoszeń w sądach informacji, że w dany wyrok jest do wglądu w sekretariacie  

Rzecznik Praw Obywatelskich już w 2017 r. zwrócił się do Ministra Sprawiedliwości o  analizę tej kwestii. Mimo jej wagi, dotychczas nie otrzymał odpowiedzi. Dlatego ponownie wystąpił do ministra Zbigniewa Ziobry. Przypomniał, że niedotrzymanie ustawowego terminu 30 dni na odpowiedź, z przyczyn nieuzasadnionych, nie powinno mieć miejsca w demokratycznym państwie prawnym.

Kodeks postępowania karnego przewiduje, że w sprawach przestępstw, co do których prowadzono dochodzenie, uznając na podstawie zebranego materiału, że przeprowadzenie rozprawy nie jest konieczne, sąd może - w wypadkach pozwalających na orzeczenie kary ograniczenia wolności lub grzywny - wydać wyrok nakazowy. Jest to możliwe, jeśli okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości. Sąd wydaje taki wyrok na posiedzeniu bez udziału stron. Pisemne pouczenie o dopuszczalności zaskarżenia go doręcza się stronom wraz z odpisem wyroku.

RPO ma wątpliwości czy instytucja wyroku nakazowego jest zgodna z Konstytucją, przewidującą, że wyrok ogłaszany jest publicznie. Art. 418a Kpk stanowi bowiem, że w wypadku wyrokowania poza rozprawą, treść wyroku udostępnia się publicznie przez złożenie jego odpisu na okres 7 dni w sekretariacie sądu, o czym należy wspomnieć w protokole posiedzenia.

Skoro jednak posiedzenie w trybie nakazowym odbywa się bez udziału stron i nie zawiadamia się ich o jego terminie, to nie bierze w nim udziału także publiczność. Rozważenia wymaga, czy zasada publiczności, w tym jawność ogłoszenia wyroku, zostaje tutaj przełamana.

Podstawową formą upublicznienia wyroku jest jego ustne ogłoszenie – przez odczytanie sentencji i podanie jego zasadniczych motywów – na otwartym dla publiczności posiedzeniu sądowym po zamknięciu rozprawy. Nie jest to jednak jedyna forma upublicznienia rozstrzygnięcia, która spełnia standard konstytucyjny. Za wystarczające można też uznać udostępnienie orzeczenia w siedzibie sądu do wglądu osobom postronnym lub umieszczenie pełnej jego treści w rejestrze lub zbiorze orzeczeń. 

Nie rozwiązuje to jednak problemu, skąd osoba zainteresowana ma się dowiedzieć, że dana sprawa została zakończona, a odpis wyroku jest złożony w kancelarii sądowej. 

W ocenie RPO brakuje przepisu, który obligowałby sądy do wywieszania na tablicy ogłoszeń w gmachu sądu wokand z informacją o  posiedzeniu w przedmiocie wydania wyroku nakazowego, wraz z informacją o czasie i miejscu udostępnienia tego rozstrzygnięcia. Dzięki temu osoba zainteresowana byłaby w stanie realnie zapoznać się z treścią wyroku nakazowego. 

Wtedy art. 418a Kpk miałby szansę na realne stosowanie. Spełniałoby to także wymagania konstytucyjne i międzynarodowe. 

Dlatego Adam Bodnar uznaje za konieczną odpowiednią nowelizację art. 418a Kpk. 

II.511.507.2017

Regulaminy poszczególnych więzień nie gwarantują osadzonym pełni praw

Data: 2019-08-09
  • Więźniowie z niektórych aresztów czy zakładów karnych nie mają możliwości noszenia latem lżejszych ubrań czy zabierania napojów na spacery  
  • Część osadzonych podczas wizyt swych małych dzieci nie może im towarzyszyć w zabawie na sali widzeń - zabrania się im bowiem wstawać od stolika
  • Powodem zróżnicowania jest to, że nie wszystkie regulaminy jednostek penitencjarnych gwarantują pełnię praw osobom pozbawionym wolności

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił  w tej sprawie do Dyrektora Generalnego Służby Więziennej. Polecił on wcześniej dyrektorom okręgowym SW przegląd zarządzeń regulujących porządek wewnętrzny jednostek penitencjarnych. Chodziło o wyeliminowanie zapisów, które nie gwarantują pełni praw osobom pozbawionym wolności.

Niektóre porządki wewnętrzne wciąż jednak zawierają zapisy sprzeczne z regulacjami aktów wyższego rzędu.

Wiele zarządzeń dyrektorów aresztów i więzień zobowiązuje osadzonych do korzystania z odzieży nieodpowiedniej do pory roku i panujących warunków atmosferycznych. RPO wielokrotnie wskazywał Służbie Więziennej, że jest to  sprzeczne z Kodeksem karnym wykonawczym oraz rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości ws. warunków bytowych osób osadzonych w zakładach karnych i aresztach śledczych.

W Oddziale Zewnętrznym Zakładu Karnego w C. osadzeni są zobowiązani  do poruszania się po terenie oraz wewnątrz budynków w kompletnej odzieży skarbowej zapiętej na guziki, zamki błyskawiczne, itp. Oznacza to, że nawet w upalne dni skazani muszą być ubrani w długie spodnie, koszulę z długim rękawem lub bluzę i zabrania się im poruszania w rozpiętym ubraniu. Jedyne odstępstwo od tej zasady to możliwość korzystania w okresie letnim z krótkich spodenek i koszulki z krótkim rękawem oraz sandałów w trakcie przemarszu na plac spacerowy. Ale skorzystanie z tego wymaga zgody SW.

- Zobowiązywanie skazanych odbywających karę w zakładzie karnym typu półotwartego do korzystania z odzieży skarbowej (wydawanej przez więzienie), mimo że przepisy Kkw zezwalają im na korzystanie z własnej odzieży, jest bardzo niepokojące również dlatego, że ma miejsce także w innych jednostkach penitencjarnych – podkreśla Adam Bodnar.

Jest już regułą, że latem do Biura RPO wpływa wiele pism od  osób pozbawionych wolności w sprawie braku możliwości zaspokojenia pragnienia w trakcie spaceru. Analiza porządków wewnętrznych potwierdziła, że w niektórych jednostkach penitencjarnych zasadą jest zakaz wynoszenia napojów przez osadzonych na place spacerowe.

Ponadto zapisy niektórych porządków wewnętrznych nie pozostają też w związku z działaniami na rzecz skutecznej resocjalizacji. SW deklarowała, że szczególną wagę przywiązuje do podtrzymywania i umacniania więzi pomiędzy rodzicem odbywającym karę a dzieckiem. W efekcie wszystkie sale widzeń, w których dzieci mogą spotkać się ze swoimi rodzicami, zostały wyposażone w kąciki z grami i zabawkami. 

Wydawałoby się, że są to miejsca wspólnej zabawy skazanego rodzica z dzieckiem. Możliwości tej pozbawiono jednak osadzonych w Areszcie Śledczym w W. Podczas  widzenia zabrania się im bowiem wstawania od stolika, przy którym się ono odbywa. Zatem dziecko, które przybyło na spotkanie z rodzicem, tylko samo może korzystać z kącika zabaw. Tymczasem dobrą praktyką w każdym więzieniu powinno być zapewnienie skazanemu możliwości spędzenia czasu z dzieckiem również na wspólnej zabawie.

Innym przykładem jest możliwość używania komputera w Areszcie Śledczym w W. - z dostępem do wybranych serwisów, w tym BIP Służby Więziennej – jedynie przez prawomocnie skazanych. Prawa tego nie mają tymczasowo aresztowani. Wcześniej zaś zastępca Dyrektora Generalnego SW zapewniał RPO, że ze stanowisk komputerowych mogą korzystać wszystkie osoby pozbawione wolności, w tym tymczasowo aresztowani.

Adam Bodnar zwrócił się dyrektora generalnego SW gen. Jacka Kitlińskiego  o stanowisko w przedstawionych sprawach.

IX.517.1709.2016

Policja o „Marszu Równości” w Białymstoku: nie dopuściliśmy do zablokowania tego legalnego zgromadzenia

Data: 2019-08-08
  • 25 zatrzymanych, zarzuty wobec kilku podejrzanych o różne przestępstwa, 75 nałożonych mandatów karnych oraz kilka wniosków do sądu o ukaranie za wykroczenia
  • Takie dane o efektach działań policji wobec ataków na "Marsz Równości" w Białymstoku otrzymał RPO
  • Komendant Wojewódzki Policji podkreśla, że dzięki jej zaangażowaniu nie dopuszczono do eskalacji wydarzeń czy zablokowania tego legalnego zgromadzenia

20 lipca 2019 r., podczas „Marszu Równości” doszło do fizycznych i słownych ataków na uczestników tego pokojowego zgromadzenia. Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę zabezpieczenia marszu przez policję. Wskazał że brak stanowczej reakcji władz może doprowadzić do poważnej i niepożądanej eskalacji napięć społecznych.

W piśmie do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku Rzecznik wyraził zaniepokojenie poziomem agresji osób usiłujących zablokować marsz. Chodzi o przypadki bicia uczestników marszu, rzucania w nich oraz w policjantów różnymi przedmiotami, wykrzykiwania obraźliwych i nienawistnych haseł.

Rzecznik dostrzegł, że policja  przeznaczyła znaczne siły do zabezpieczenia tego legalnego zgromadzenia. W ocenie RPO działania podjęte przed i podczas „Marszu Równości" powinny być konsekwentnie kontynuowane w celu ustalenia sprawców przestępstw i wykroczeń.

Odpowiedzi nadinsp. Daniela Kołnierowicza, komendanta wojewódzkiego policji, na poszczególne pytania pisma RPO

Jak przeprowadzono zabezpieczenie „Marszu Równości”

20 lipca w godz. 14.00-17.00 zaplanowano zgromadzenie w formie przemarszu pn. „Pierwszy Marsz Równości w Białymstoku”. Organizator deklarował udział ok 1500 osób. W tym dniu w różnych przedziałach czasowych zaplanowano też  52 inne zgromadzenia, w tym 17 w formie przemarszu. Dwa zgromadzenia zostały zgłoszone przez osoby utożsamiane ze środowiskiem kibicowskim, w tym jedno jako „Ogólnopolski zjazd kibiców”. Planowana liczba uczestników tych zgromadzeń wynosiła ok. 10 tys. 

Mając na uwadze ochronę życia i zdrowia ludzi oraz mienia, w tym zapewnienia spokoju w miejscach publicznych. Komendant Wojewódzki Policji  zarządził operację policyjną (najwyższa forma organizacyjna działań policyjnych). W jej ramach m.in. wnioskowano o przydzielenie wsparcia z innych komend wojewódzkich policji w kraju oraz sił pozapolicyjnych. Wypracowano wielowariantową taktykę działania w celu zapobieżenia zakłóceniom porządku publicznego, a w przypadku ich zaistnienia - czynności przeciwdziałających. 

Celem oddzielenia uczestników marszu - ok. 800 osób - od kontrmanifestantów osoby biorące w przemarszu objęto asystą kroczącą.

Czy dokonano analizy zabezpieczenia z punktu widzenia zrealizowania założeń

Dzięki ogromnemu zaangażowaniu policjantów nie dopuszczono do eskalacji wydarzeń, w tym do całkowitego zablokowania legalnego zgromadzenia lub jego rozwiązania przed planowanym zakończeniem. Po zakończeniu operacji  działania policji zostały ukierunkowane na identyfikację osób, które wyczerpały znamiona czynów zabronionych jako przestępstwa lub wykroczenia, w tym analizę zgromadzonego materiału foto i wideo. Wstępnie przebieg działań zabezpieczających oceniam bardzo wysoko i zostały one zrealizowane w sposób profesjonalny.

Ile osób zatrzymano podczas zabezpieczenia i za jakie czyny 

1) Sprawcy przestępstw - 4 osoby:

  • art. 13 § 1 kk w zw z art. 222 § 1 Kodeksu karnego; 
  • art. 224 § 2 kk; 
  • art. 13 § 1 kk w zw z 222 § 1; 
  • art. 158 § 1 kk w zw z art. 57a § 1 kk; 

2) Sprawcy wykroczeń 21 osób:

  • wnioski o ukaranie do sądu  - 2 osoby, z art. 54 Kodeksu wykroczeń i art. 90 kw;
  • art. 51 § 1 kw - 4 osoby ukarane mandatami na kwotę 1600 zł
  • art. 51 §2 kw - 1 osoba  ukarana mandantem 100 zł;
  • art. 52§2 kw - 10 osób ukaranych mandatami na kwotę 5000 zł;
  • art. 140 kw - 2 osoby ukarane mandatami na kwotę 200 zł; 
  • art. 145 kw - 2 osoby ukarane mandatami na kwotę 500 zł.

Ile osób wylegitymowano i w jakim kontekście

W trakcie działań w ramach operacji policyjnej wylegitymowano łącznie 49 osób - sprawców przestępstw i wykroczeń oraz świadków.

Czy zidentyfikowano sprawców napaści ( napaść na dziewczynę i młodego chłopaka)

Na podstawie materiałów uzyskanych z internetu, materiałów operacyjnych i zabezpieczonych nagrań monitoringu miejskiego zidentyfikowano sprawców napaści, w tym na dziewczynę oraz młodego chłopaka.

Ile było aktów przemocy wobec policjantów

W sprawie przemocy wobec policjantów ustalono sprawców: 

  • art. 13 § 1 kk w zw. z art. 222 § 1 kk - zatrzymany Piotr Sz. (usiłowanie naruszenia nietykalności funkcjonariuszki); 
  • art. 13 § 1 kk w zw. z art. 222 § 1 kk - zatrzymany Krzysztof D. (usiłowanie naruszenia nietykalności funkcjonariusza);
  •  art. 224 § 2 kk - zatrzymany Sebastian Ł. (stosowanie groźby oraz przemocy wobec insp. Jacka A. i nadkom. Roberta K.). 

Ponadto ustalono i zatrzymano sprawców innych przestępstw: 

  • dwa czyny z  art. 158 § 1 kk w zw. z art. 57a § 1 kk - ustalony sprawca Łukasz W. (tymczasowo aresztowany); 
  • art. 160 § 2 kk - ustalony sprawca Krzysztof C. (narażenie 11-miesięcznego syna na niebezpieczeństwo); 
  • art. 43 Prawo Prasowe, art. 216 § 1 kk, art. 217 § 1 kk - ustalony sprawca Piotr P.; 
  • art. 157 § 2 kk - uszkodzenie ciała nieletniej Wiktorii Z. - materiały przesłano do prokuratury z wnioskiem o objęciem ścigania czynu z urzędu. Prokurator objął to ściganiem z urzędu, na podstawie monitoringu ustalono wizerunek sprawcy. 

30.07.2019 r. zatrzymano Mariusza J., podejrzanego o uszkodzenia ciała  pokrzywdzonego Michała P. (czynności w kierunku art. 157 § l kk w zw. z art. 57a § 1 kk).

Czy złożono zawiadomienia ws.  niewłaściwego zachowania policjantów

Na chwilę obecną do KMP w Białymstoku nie wpłynęły zawiadomienia dotyczące niewłaściwego zachowania policjantów przez uczestników marszu lub inne osoby.

Czy policja dysponuje nagraniami z monitoringu

Policja dysponuje zabezpieczonymi nagraniami monitoringu miejskimi, materiałami operacyjnymi, na bieżąco zabezpieczane są nagrania z internetu.

Jakie działania podjęto w związku z poszukiwaniem sprawców

Wizerunki sprawców - zarówno przestępstw, jak  i wykroczeń - opublikowano na stronach internetowych. Skutkowało to uzyskaniem szeregu informacji o ich danych osobowych. Na prośbę policji społeczeństwo samo informuje i przesyła wizerunki sprawców.

Jaki był cel użycia helikoptera krążącego na bardzo niskiej wysokości 

W ramach operacji policyjnej śmigłowiec Straży Granicznej realizował zadania: 

  • monitorowania głównych ciągów komunikacyjnych oraz miejsc w Białymstoku, w tym na trasie przemarszu; 
  • rejestracji zachowań niezgodnych z prawem osób, które usiłowały zakłócić przebieg legalnego zgromadzenia, celem utrwalenia i zabezpieczenia materiału dowodowego;
  • współpracy z patrolami policji i przekazywaniu informacji o bieżącej sytuacji operacyjnej oraz pojawiających się zagrożeniach.

Lot wykonywany był przez funkcjonariuszy SG, którzy realizowali go w oparciu o obowiązujące ich unormowania prawne.

Ponadto na 30 lipca 2019 r. na podstawie zebranych różnego rodzaju materiałów ukarano sprawców różnego rodzaju wykroczeń: 

  • nałożono 75 mandatów karnych;
  • skierowano 4 wnioski o ukaranie; 
  • poinformowano w jednym przypadku Sąd Rodzinny.

W przypadku 30 zarejestrowanych zdarzeń trwają nadal ustalenia operacyjne.

II.519.889.2019

Rzecznik: trzeba zapobiegać dyskryminacji ze względu na płeć w sporcie

Data: 2019-08-06
  • Stereotypowe role przypisywane kobietom i mężczyznom mogą powstrzymywać dziewczęta i kobiety przed realizacją pasji sportowych
  • Utrudnia im to także obawa przed dyskryminacją w dostępie do obiektów sportowych
  • Dowodem tego jest spór o dostęp do boiska Orlik na warszawskim Mokotowie dla dziewczęcej drużyny piłki nożnej 
  • Dlatego dla zapobiegania dyskryminacji ze względu na płeć w sporcie niezbędne są działania wyrównawcze władz 

W sprawie systemowego wsparcia aktywności sportowej dziewcząt i kobiet Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.  

Niedawnym Mistrzostwom Świata w Piłce Nożnej Kobiet towarzyszyły głosy za równouprawnieniem obu płci w sporcie. Dziewczęta i kobiety zdecydowanie rzadziej niż chłopcy i mężczyźni podejmują aktywność sportową. Różnice są największe w grupach młodszych wiekowo. Według Głównego Urzędu Statystycznego mężczyźni stanowią 74,8%  ćwiczących w klubach sportowych. Wśród ogółu młodzieży ćwiczącej (71,3%), udział dziewcząt wyniósł zaledwie 28,4%.

Z badań wynika, że dominująca pozycja mężczyzn w sporcie uwarunkowana jest kulturowo. Aktywność taka jest tradycyjnie wiązana z cechami postrzeganymi jako „męskie” - siłą fizyczną, odpornością, szybkością, gotowością do współzawodnictwa i konfrontacji. Te stereotypowe przekonania wciąż negatywnie oddziałują na sytuację dziewcząt i kobiet w sporcie. Np. chłopcy i mężczyźni stanowią 94,2% ćwiczących piłkę nożną w Polsce; dziewcząt i kobiet jest tylko 5,8%. Stanowią zaś one 53,8% ćwiczących piłkę siatkową i ponad 40% ćwiczących sporty zimowe i wodne.

Wiele jest przyczyn wykluczenia i samowykluczenia dziewcząt i kobiet z aktywności sportowej. Oprócz utożsamienia sportu z męskością, są wśród nich także: niewystarczający dostęp do infrastruktury sportowej, systemów wsparcia sportu kobiecego, czy nierówności w nagradzaniu osiągnięć sportowych.  

Skarga klubu  

Do Rzecznika wpłynęła skarga klubu sportowego, który prowadzi treningi piłkarskie dla dziewczynek w wieku od 4 do 16 lat, z wykorzystaniem boisk Orlik podległych miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji na Mokotowie. Zarzucono w niej dyskryminację drużyny dziewczęcej w dostępie do obiektu OSiR, z którego korzysta kilka klubów. Pojawiły się bowiem wątpliwości,  jak rozdysponować jednostki treningowe pomiędzy drużyny. Dotychczasowy sposób przydzielania ich na podstawie wniosków trenerów i ustalany w drodze nieformalnego porozumienia pomiędzy klubami i Dyrektorem OSiR nie pozwolił na porozumienie.

Wprowadzono zatem parytet przyznający 50% jednostek treningowych dla dziewcząt. Spotkało się to jednak ze sprzeciwem pozostałych klubów. Po kilku dniach pomysł ten wycofano. Spór pogłębiał brak czytelnych zasad przyznawania boisk piłkarskich, np. w postaci regulaminu, który wskazywałby kryteria rozstrzygania ewentualnych wątpliwości klubów. Obawy klubu, który złożył skargę, należy uznać za zrozumiałe w świetle ogólnej tendencji, że olbrzymia większość zajęć organizowanych na Orlikach w Polsce jest skierowana do chłopców (93%).

Dyrektor OSiR zwrócił się do Biura Sportu i Rekreacji Urzędu m. st. Warszawy o rekomendacje dotyczące rozwiązania konfliktu i przedstawienie projektu regulaminu uwzględniającego potrzebę wspierania partycypacji dziewcząt. 

RPO z zaskoczeniem stwierdził, że projekt regulaminu, opracowany przez Biuro Sportu i Rekreacji, nie zawiera zapisu o działaniach wyrównawczych wobec grup tradycyjnie marginalizowanych w sporcie. Nie ma też w nim odpowiednich kryteriów rozstrzygania ewentualnych sytuacji konfliktowych - nakazuje jedynie spotkania, gdy więcej niż jeden klub zgłosi rezerwację tego samego terminu. Takie działania są jednak niewystarczające.

Ocena RPO

Stereotypowe role tradycyjnie przypisywane kobietom i mężczyznom mogą powstrzymywać dziewczęta i kobiety przed realizacją swoich pasji i aspiracji zawodowych związanych z piłką nożną. Zaniepokojenie budzi także obawa dyskryminacji, która powstrzymuje dziewczęta i kobiety przed podejmowaniem aktywności fizycznej. To zaś pozbawia je takich korzyści, jak pozytywny wpływ sportu na zdrowie, rozwój osobisty, rozwinięcie umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami i własnymi słabościami, poczucia pewności siebie.

Dlatego istotne jest, aby władze publicznie aktywnie działały na rzecz udziału dziewcząt w sporcie. Taki obowiązek wynika z konstytucyjnej zasady równości (art. 32 i 33 Konstytucji). Kluczowe znaczenie mają także przepisy Konwencji ONZ w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Nakładają one na władze zobowiązania do zmiany społecznych i kulturowych wzorców zachowania mężczyzn i kobiet w celu osiągnięcia likwidacji przesądów i zwyczajów lub innych praktyk, opierających się na przekonaniu o niższości lub wyższości jednej z płci albo na stereotypach roli mężczyzny i kobiety, likwidacji dyskryminacji kobiet, w tym równe możliwości aktywnego uczestniczenia w sporcie i wychowaniu fizycznym.

Także dokumenty UE podkreślają, by zasada równouprawnienia kobiet i mężczyzn nie stanowiła tylko formalnej gwarancji, ale znalazła odzwierciedlenie w praktyce. 

W ocenie RPO przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na płeć w sporcie jest warte wysiłku. Sport może być doskonałym środkiem zmiany społecznej w zakresie równouprawnienia kobiet i mężczyzn, ponieważ opiera się na wartościach fair-play, niedyskryminacji i pracy zespołowej. Pozwala stworzyć dziewczętom i kobietom przestrzeń, w której mogą one nabyć i rozwijać cechy, które mają kluczowe znaczenie dla wzmocnienia kobiet: pewności siebie, efektywnej komunikacji, zdolności przywódczych.

Adam Bodnar zwrócił się do prezydenta Rafała Trzaskowskiego o analizę dostępności miejskich obiektów sportowych pod kątem potrzeb grup tradycyjnie marginalizowanych i - w razie potrzeby - opracowanie lokalnej polityki wspierania ich partycypacji. 

Poprosił też o rozważenie monitorowania działań ośrodków sportu i rekreacji w poszczególnych dzielnicach - zwłaszcza na Mokotowie, który jako pierwszy mierzy się z takim wyzwaniem - w zakresie ich udostępniania podmiotom szkolącym dzieci i młodzież, a przede wszystkim wprowadzania mechanizmów wyrównujących szanse dziewcząt i kobiet oraz innych grup dyskryminowanych.

- Mam nadzieję, że podjęcie przez Pana Prezydenta kroków w tym obszarze pozwoli nie tylko w pełni wykorzystać antydyskryminacyjny potencjał sportu, ale także kształtować obraz Warszawy jako miejsca wychodzącego naprzeciw potrzebom grup dotychczas marginalizowanym. Wypracowane dobre praktyki z pewnością będą też inspiracją dla innych wspólnot samorządowych – dodał Rzecznik.

XI.518.33.2019

RPO: Polsce grozi dyskryminacja na rynku usług 

Data: 2019-08-05
  • Polsce grozi dyskryminacja na rynku usług – przestrzega Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Taki może być efekt uchylenia przez Trybunał Konstytucyjny przepisu Kodeksu wykroczeń o karalności bezzasadnej odmowy wykonania usługi
  • Część społeczeństwa błędnie bowiem uznała, że TK wprowadził powszechną klauzulę sumienia dla wszystkich usługodawców
  • Naklejki „Strefa wolna od ideologii LGBT” mogą doprowadzić do dyskryminacji ze względu na orientację seksualną czy tożsamość płciową
  • Tymczasem dyskryminacja w dostępie do usług nadal pozostaje niezgodna z prawem, a zwłaszcza z Konstytucją

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania, by ocenił stan przestrzegania art. 32 Konstytucji. Stanowi on: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.

Według Adama Bodnara należy też wziąć pod uwagę zapewnienie efektywności prawu unijnemu. Ustawę o równym traktowaniu z 3 grudnia 2010 r. przyjęto bowiem na mocy traktatowych dyrektyw antydyskryminacyjnych. Jednym z ich wymagań jest, by sankcje za naruszenie zakazu dyskryminacji były efektywne, odstraszające i proporcjonalne. - Dotychczasowa praktyka przyjętych w Polsce regulacji wykazała, że w tym zakresie zachodzą uzasadnione wątpliwości - napisał RPO do ministra Adama Lipińskiego.

Wyrok TK z 26 czerwca 2019 r.

Kanwą wystąpienia Rzecznika jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 26 czerwca 2019 r. (sygn. akt K 16/17). Stwierdził, on że art. 138 Kodeksu wykroczeń - w części przewidującej karalność odmowę usługi bez uzasadnionej przyczyny - jest niezgodny z art. 2 Konstytucji.

TK przychylił się do wniosku Prokuratora Generalnego, który ocenił go jako nadmiernie represyjny i stanowiący nieuzasadnioną ingerencję w sferę wolności jednostki. Tłem tego wniosku była sprawa drukarza uznanego za winnego bezzasadnej odmowy usługi dla fundacji LGBT. Oddalając kasację Prokuratora Generalnego 14 czerwca 2018 r., Sąd Najwyższy (sygn. II KK 333/17) stwierdził, że art. 138 pełni funkcję antydyskryminacyjną, a odmowy usługi nie mogą uzasadniać indywidualne cechy osób, dla których ma być ona wykonana.

W ustnym uzasadnieniu TK podkreślił, że art. 138 Kw nie jest konieczny dla ochrony konsumentów i ochrony przed dyskryminacją, gdyż cele te wystarczająco realizują  przepisy cywilnoprawne. W jednym z dwóch zdań odrębnych Leon Kieres wskazał na ograniczenie ochrony przed dyskryminacją do niesatysfakcjonujących środków cywilnoprawnych.

Rzecznik przyłączył się do tego postępowania przed TK, wnosząc o uznanie art. 138 Kw za zgodny z Konstytucją. Wskazał na jego szczególną antydyskryminacyjną funkcję.

RPO podtrzymuje to stanowisko. Uchylenie art. 138 Kw niesie bowiem wiele negatywnych konsekwencji dla równego traktowania w Polsce.    

Wzrost zagrożenia dyskryminacją w dostępie do usług

- 4 lipca br., kiedy przepis art. 138 Kw utracił moc, stanęliśmy wobec realnego zagrożenia występowania zjawiska segregacji na rynku usług - podkreśla Adam Bodnar. Pojawiły się bowiem komentarze, jakoby TK potwierdził istnienie powszechnej klauzuli sumienia - tak by usługodawca mógł dowolnie dobierać sobie klientów. Ta błędna interpretacja nie tylko doprowadziła do chaosu informacyjnego, ale może powodować dyskryminację w obszarze usług i przeświadczenie o bezkarności, a nawet legalności takich działań.

Wyrazem tego błędnego podejścia jest dołączenie do jednego z tygodników naklejek „Strefa wolna od ideologii LGBT”. -  Hasło to budzi mój głęboki sprzeciw. Można bowiem uznać, że nawiązuje w sposób nie budzący wątpliwości do hasła „Judenfrei” (Wolny od Żydów), stosowanego przez niemieckich nazistów oraz pogłębia i powiela uprzedzenia oraz wprost nawołuje do wykluczenia społeczności osób nieheteronormatywnych - wskazuje Rzecznik.

Działanie wydawcy naklejek jest sprzeczne z art. 32 ust. 2 Konstytucji, a jego konsekwencją może być dyskryminacja osób LGBT w dostępie do usług na szeroką skalę. Istnieje bowiem obawa, że przedsiębiorcy podzielający uprzedzenia wobec osób nieheteronormatywnych mogą wykorzystywać te naklejki do oznaczenia miejsc świadczenia usług jako „stref wolnych od ideologii LGBT”.

Może to prowadzić do bezpośredniej dyskryminacji w dostępie do usług ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową - niesłusznie postrzeganej przez część społeczeństwa za dopuszczalną po uchyleniu art. 138. A niezależnie od tego dyskryminacja w dostępie do usług pozostaje niezgodna z prawem, zwłaszcza z art. 32 ust. 2 Konstytucji.  

Ograniczenie prawnej ochrony przed dyskryminacją

Uchylony przepis sankcjonował dyskryminację klienta z jakiejkolwiek przyczyny. Pokrzywdzonemu tym wykroczeniem - i zarazem nierównym traktowaniem - oferował ścieżkę karną, czyli możliwość zaangażowania organów ścigania w dochodzenie praw. Z bezzasadnej i dyskryminującej odmowy usługi czyniło to sprawę państwa i pozwalało na ukaranie sprawcy. A wiele państw członkowskich UE za naruszenie zakazu dyskryminacji w dostępie do usług przewiduje sankcje karne. Nie tylko grzywnę - jak art. 138 - ale nawet karę pozbawienia wolności.

Art. 138 realizował obowiązki państwa wynikające z art. 32 ust. 2 Konstytucji. Był też implementacją prawa unijnego. Zgodnie z nim państwa członkowskie są zobowiązane wprowadzić skuteczne, proporcjonalne i odstraszające sankcje za nieprzestrzeganie zakazu dyskryminacji.

Obecnie ochrona ta ma charakter niepełny ze względu na:

  • nieskuteczność przepisów umożliwiających dochodzenie roszczeń,
  • zróżnicowanie zakresu ochrony w zależności od cechy osobistej, będącej przesłanką dyskryminacji.

Utrudnione dochodzenie roszczeń za naruszenie zasady równego traktowania 

Po wyroku TK osobie pokrzywdzonej dyskryminacją w dostępie do usług pozostaje jedynie droga cywilna, bardziej dla niej uciążliwa, bo musi sobie radzić bez pomocy państwa. Wiąże się to z koniecznością aktywnego zaangażowania w proces, z obowiązkiem zebrania materiału dowodowego oraz z kosztami oraz ryzykiem finansowym - co de facto zamyka tę drogę dla osób, które nie są w stanie go ponieść.

Te ułomności powództwa cywilnego próbowano wyeliminować, przyjmując szczególną regulację powództwa w ustawie o równym traktowaniu. Stanowi ona samodzielną podstawę prawną żądania naprawienia szkody za naruszenie zasady równego traktowania. Wydaje się to znacznym uproszczeniem drogi sądowej dla poszkodowanego, który musi jedynie uprawdopodobnić, a nie udowodnić, naruszenie zasady równego traktowania.

Praktyka stosowania ustawy rodzi jednak istotne problemy. Po ponad ośmiu latach od jej wejścia w życie zapadło jedynie kilka prawomocnych wyroków. Jej stosowanie może budzić wątpliwości, a charakter odszkodowania jest różnie interpretowany przez sądy.

W ocenie RPO odszkodowanie powinno być bowiem zarówno środkiem ochrony prawnej przed dyskryminacją, jak i pełnić rolę sankcji wobec sprawcy naruszenia - jako zadośćuczynienie za szkodę niemajątkową. Dyskryminacja przeważnie powoduje wszak nie tyle szkodę majątkową, co przede wszystkim krzywdę osoby dyskryminowanej. Jeśli zaś w praktyce orzeczniczej przepis rodzi wątpliwości interpretacyjne, należy rozważyć zasadność odpowiedniej zmiany lub też zintensyfikowania szkoleń sędziów z prawa antydyskryminacyjnego.

Zróżnicowanie ochrony w zależności od cechy osobistej  

Już w trakcie prac legislacyjnych uwagi do projektu ustawy o równym traktowaniu zgłaszały organizacje pozarządowe oraz RPO. Głównym zarzutem było zróżnicowanie sytuacji prawnej ofiar nierównego traktowania ze względu na ich cechę osobistą, będącą przesłanką dyskryminacji. Najszerszą ochronę ustawa przyznaje bowiem osobom traktowanym nierówno ze względu na rasę, pochodzenie etniczne lub narodowość. Najsłabiej chroni zaś ofiary dyskryminacji ze względu na religię, wyznanie, światopogląd, wiek, niepełnosprawność i orientację seksualną. W konsekwencji ustawa nie zapewnia wszystkim jednakowej gwarancji.

Art. 138 Kw stanowił uzupełniającą - i  nie różnicującą ze względu na cechę osobistą - ochronę przed nierównym traktowaniem w dostępie do usług. Po wyroku TK tylko niektóre grupy społeczne mają gwarancję ochrony. Usługodawca odmawiający świadczenia usługi ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne lub narodowość może być zatem pociągnięty do odpowiedzialności przez poszkodowanego na gruncie przepisów ustawy o równym traktowaniu. Nie jest to zaś możliwe wobec usługodawcy, który w analogicznej sytuacji kieruje się uprzedzeniem co do wyznania, wieku, orientacji seksualnej, niepełnosprawności lub jakiejkolwiek innej cechy. W tym drugim przypadku można skorzystać tylko z drogi cywilnoprawnej.

Tymczasem standard ochrony przed dyskryminacją ustanowiony w polskiej Konstytucji jest wyższy niż wyznaczony w drodze regulacji prawnych UE. Tym samym przepisy prawa krajowego - zgodne co prawda co do zakresu regulacji z  dyrektywami UE - mogą realizować polski standard konstytucyjny w niesatysfakcjonujący sposób.

Dlatego w opinii RPO konieczne jest zastąpienie fragmentarycznej regulacji z ustawy o równym traktowaniu całościowym rozwiązaniem prawnym, zapewniającym ochronę przed dyskryminacją z jakiekolwiek przyczyny. Wtedy na gruncie ustawowym w pełni zostałaby zrealizowana zasada z art. 32 ust. 2 Konstytucji.

Dodatkowo przepisy należy przeanalizować także pod kątem ich zgodności z Konwencją ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Zakazuje ona jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność i gwarantuje osobom z niepełnosprawnościami jednakową dla wszystkich i skuteczną ochronę przed dyskryminacją z jakichkolwiek względów. Konwencję tę narusza ustawa o równym traktowaniu - w zakresie, w jakim wyznacza nierówną ochronę prawną przed dyskryminacją.

Dlatego w 2018 r.  Komitet ds. Osób Niepełnosprawnych rekomendował Polsce zapewnienie ochrony osób z niepełnosprawnościami przed dyskryminacją we wszystkich dziedzinach życia, w tym kompleksowego dochodzenia roszczeń oraz zakazanie tzw. dyskryminacji krzyżowej – czyli ze względu na niepełnosprawność, płeć, wiek, pochodzenie etniczne, tożsamość płciową i orientację seksualną.

Problemy z praktyką realizacji zasady równego traktowania

W następstwie wad ustawy o równym traktowaniu praktyczne stosowanie jej przepisów jest znikome. Świadczy to o jej nieskuteczności. Podważa też efektywność implementacji dyrektyw unijnych co do równego traktowania. Po uchyleniu art. 138 Kw będzie to jeszcze bardziej ograniczone.

Dodatkowym problemem pozostaje niewiarygodny system gromadzenia danych nt. sądowych spraw równego traktowania. Dane Ministerstwa Sprawiedliwości są obarczone licznymi błędami, co utrudnia prowadzenie rzetelnego monitoringu.

Liczba spraw sądowych odnoszących się do naruszenia ustawy jest dalece nieproporcjonalna w stosunku do rzeczywistej skali dyskryminacji w Polsce. Z badań wynika, że 84% osób, które doświadczyły dyskryminacji (bądź było tego świadkiem co do osoby bliskiej), nie zgłosiło tego żadnej instytucji.

Chaos informacyjny, związany z błędnymi interpretacjami wyroku TK, jeszcze bardziej pogłębi brak zrozumienia zjawiska dyskryminacji, zwłaszcza w usługach. Stan, w którym taka dyskryminacja przestała być sprawą państwa, wpłynie negatywnie na skalę problemu.  Wyrok Trybunału może być bowiem odczytany przez obywateli jako komunikat, że spotykające ich nierówne traktowanie jest ich sprawą osobistą, z którą powinni poradzić sobie sami.

Model organu ds. równego traktowania

W Polsce funkcje organów ds. równego traktowania pełnią Rzecznik Praw Obywatelskich i Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania. Gdy ochrona przed dyskryminacją jest niesatysfakcjonująca, rolą tych organów powinno być zagwarantowanie każdej osobie, że w obliczu dyskryminacji nie pozostanie sama.

Tymczasem model RPO jako organu  ds. równego traktowania jest daleki od najlepszych wzorców. Rzecznik chroni bowiem przed naruszeniami praw i wolności człowieka ze strony organów władzy publicznej. W praktyce RPO spotyka się zaś z licznymi przypadkami dyskryminacji obywateli ze strony podmiotów prywatnych - zwłaszcza w dostępie do usług. Dlatego dla pełnej realizacji europejskich standardów konieczne jest umożliwienie interwencji również w takich sprawach.  

Ponadto wśród wzorców dla organów ds. równego traktowania wymienia się dysponowanie wystarczającymi środkami finansowymi i strukturalnymi. Polska nie uwzględnia tych standardów zarówno wobec Rzecznika Praw Obywatelskich, jak i Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania.

W obliczu opisanych problemów i zagrożeń priorytetowym celem organów ds. równego traktowania powinno być dołożenie wszelkich starań, aby ochrona przed dyskryminacją była możliwie najszersza i jak najbardziej skuteczna.

Dlatego Adam Bodnar zwrócił się o stanowisko w sprawie do Adama Lipińskiego. Wyraził też nadzieję na intensywną współpracę w tym zakresie.

XI.816.17.2016

Ograniczenie wieku przyjęcia do Państwowej Straży Pożarnej będzie utrzymane, ale trafi do ustawy

Data: 2019-07-26
  • Od kilku lat RPO wskazywał, że niekonstytucyjne jest umieszczenie w rozporządzeniu ministra - nie zaś w ustawie - zapisu ograniczającego wiek chętnych do służby kandydackiej w Państwowej Straży Pożarnej
  • Przygotowano projekt zmian ustawy o PSP, który przeniesie do niej zapisy z rozporządzenia - poinformował komendant główny PSP gen. bryg. Leszek Suski
  • Według niego likwidacja kryterium wieku jest niezasadna. Służba kandydacka jest bowiem ukierunkowana głównie na ludzi młodych, których cechuje wysoka sprawność fizyczna, a przede wszystkim - dyspozycyjność

Od 2016 r. Rzecznik Praw Obywatelskich występował do Komendanta Głównego PSP w sprawie cenzusu wiekowego przy przymowaniu do służby kandydackiej w PSP

Wskazywał, że zgodnie z ustawą z 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania zakazane jest nierówne traktowanie osób fizycznych ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną w zakresie: podejmowania kształcenia zawodowego, w tym dokształcania, doskonalenia, przekwalifikowania zawodowego oraz praktyk zawodowych. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy takie kryterium jest obiektywnie uzasadnione słusznym celem, a środki mu służące są odpowiednie i konieczne. RPO pytał zatem, jakie kryteria mogą uzasadniać przyjmowanie do służby kandydackiej w PSP osób, które nie przekroczyły określonego wieku.

Ponadto Rzecznik podkreślał, że przepis rozporządzenia MSWiA z 11 sierpnia 1997 r. w sprawie zasad, warunków i trybu przyjmowania do służby - określający do 25 lat kryterium wieku kandydatów do szkół aspirantów PSP i do Szkoły Głównej Pożarniczej - może naruszać art. 92 ust. 1 Konstytucji. Została bowiem w nim uregulowana materia wykraczająca poza zakres upoważnienia ustawowego. 

Dlatego należy się zastanowić, czy kryterium wieku może mieścić się w pojęciu szczegółowych zasad, warunków i trybu przyjmowania do służby kandydackiej, a jeżeli, to czy nie powinna tego regulować ustawa.

W odpowiedzi z 8 listopada 2016 r. komendant pisał, że kryterium wieku nie jest warunkiem przyjęcia do służby w PSP. Informował, że przygotowano projekt nowelizujący rozporządzenie, który nie uwzględnia kryterium wieku przy rekrutacji do służby kandydackiej. Tymczasem z rozporządzenia MSWiA z  21 sierpnia 2017 r. zmieniającego rozporządzenie z 1997 r., wynikało, że do służby kandydackiej przyjmuje się osobę spełniającą wymagania, która nie przekroczyła 25. roku życia. 

Dlatego w czerwcu 2019 r. Rzecznik poprosił komendanta o odniesienie się do zapewnień, że projekt nie będzie uwzględniał kryterium wieku.

Odpowiedź PSP

Komendant potwierdził, że jednym z warunków przyjęcia do służby kandydackiej w PSP jest nieprzekroczenie wieku 25 lat. Granica ta została ustalona zarówno dla szkół PSP, kształcących w zawodzie technik pożarnictwa, jak i dla Szkoły Głównej Służby Pożarniczej, kształcącej w zawodzie inżynier pożarnictwa. Zgodnie z informacją z 8 listopada 2016 r. projekt zmiany rozporządzenia początkowo zakładał odstąpienie od wymogu wieku. W toku dalszych prac, z uwagi na dobro służby, uznano jednak, że wpłynęłoby to niekorzystnie na całą formację.

Leszek Suski wskazał, że służba kandydacka odbywa się w systemie skoszarowanym. Poza realizacją obowiązków ucznia i studenta, wykonują oni wiele dodatkowych zadań, jak odbywanie różnego rodzaju staży, praktyk zawodowych, pełnienie służb w jednostkach ratowniczo-gaśniczych i w centralnym odwodzie operacyjnym KG PSP, ponadprogramowych szkoleń i ćwiczeń, a także wykonywanie różnych prac gospodarczych. Stanowi to duże obciążenie psychofizyczne i wymaga ciągłej dyspozycyjności.

Jak pokazuje doświadczenie, nie każdy jest w stanie sprostać wymaganiom stawianym strażakom w służbie kandydackiej. Jest to tym trudniejsze, im więcej tzw. doświadczenia życiowego, w tym również zobowiązań wynikających z założenia rodziny, dana osoba posiada. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kandydaci często nie są świadomi z jakimi wyrzeczeniami i trudnościami wiąże się służba.

Dlatego od początku służba kandydacka jest ukierunkowana przede wszystkim na ludzi młodych, którzy w ostatnich latach ukończyli szkołę średnią i uzyskali świadectwo dojrzałości. Osoby w tym wieku, oprócz tego, że posiadają dużą umiejętność szybkiego przyswajania wiedzy, charakteryzują się również wysokim poziomem sprawności fizycznej i przede wszystkim są dyspozycyjne.

- Umożliwienie pełnienia tej służby przez osoby w każdym wieku, a co za tym idzie funkcjonowanie mocno zróżnicowanych wiekowo kompanii kandydackich w szkołach PSP, niewątpliwie w negatywny sposób wpłynęłoby na efektywność procesu wychowawczego - podkreślił komendant główny.

Zaznaczył, że kwalifikacje technika, jak i inżyniera pożarnictwa, zgodnie z przyjętym systemem kształcenia, można również uzyskać w innym trybie - poza służbą kandydacką - w którym nie obowiązuje kryterium wieku.

Podobne wymagania związane z ograniczeniem wieku przy przyjęciu do służby, obowiązują w niektórych państwach Unii Europejskiej. 

W 2010 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok (C:2010:3) dotyczący zgodności przepisów niemieckich, które ustalają górną granicę wieku 30 lat przy rekrutacji do technicznej służby pożarniczej z Dyrektywą Unii Europejskiej 2000/78AA/E, ustanawiającą ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy. TS UE uznał, że przepisy Dyrektywy nie stoją na przeszkodzie w stosowaniu przepisu prawa krajowego, który wprowadza górną granicę wieku przy rekrutacji do tej służby.

Odnosząc się do zarzutu RPO, że określenie kryterium wieku w rozporządzeniu MSWiA może naruszać Konstytucję RP, Leszek Suski poinformował, że w lipcu 2018 r. powołano zespół ds. zmian przepisów dotyczących służby kandydackiej w PSP. Przygotował on projekty aktów prawnych, w tym także propozycję noweli ustawy o PSP.

Jej zapis miałby brzmieć: „O przyjęcie do służby kandydackiej może ubiegać się, na podstawia dobrowolnego zgłoszenia, osoba, która uzyskała świadectwo dojrzałości i w roku kalendarzowym, w którym ubiega się o przyjęcie do służby kandydackiej, nie przekracza 26 roku życia, spełniająca wymagania, o których mowa w art. 28 ust. 1, niekarana karą dyscyplinarną wydalenia ze służby, po złożeniu zobowiązania do pełnienia służby po ukończeniu nauki albo studiów w ramach służby kandydackiej".

Projekt zakłada zmianę części przepisów i przeniesienie do ustawy wszystkich regulacji zawartych w rozporządzeniu MSWiA z 11 sierpnia 1997 r. Komendant zastrzegł, że proces zmian ustawowych jest czasochłonny i obecnie nie można określić terminu wejścia w życie proponowanych zmian.

WZF.800.1.2016

Rolnik nie wie, jakim podatkiem go obciążą, gdy sprzeda kilka działek ziemi. RPO pisze do Ministra Finansów

Data: 2019-07-24
  • Właściciele ziemi nie mają pewności, czy przy sprzedaży kilku jej działek nie zapłacą takiego podatku dochodowego, jaki ponoszą przedsiębiorcy żyjący z handlu działkami
  • Organy skarbowe uznają z reguły na niekorzyść podatników, że to działalność gospodarcza - co obywatelom czasami udaje się podważyć w sądach  
  • Prawo daje fiskusowi zbyt duże pole do dowolnej interpretacji, czego nie można akceptować w demokratycznym państwie prawa - uważa Rzecznik Praw Obywatelskich

Adam Bodnar spytał ministra finansów Mariana Banasia, czy planuje doprecyzowanie przepisów o PIT, czy też może zamierza usystematyzować stosowanie prawa przez organy skarbowe przez wydanie interpretacji ogólnej.

RPO: za duże pole do interpretacji

Obywatele mają - na podstawie ustawy o PIT oraz orzecznictwa sądów administracyjnych - duże problemy z ustaleniem, czy sprzedaż cześci nieruchomości mieści się w granicach zwykłego zarządu majątkiem prywatnym, czy też wykazuje cechy profesjonalnego obrotu handlowego. A to oznacza prowadzenie działalności gospodarczej, co podlega wyższemu opodatkowaniu.  Sprawa jest przedmiotem licznych sporów obywateli z fiskusem. Organy skarbowe zasadniczo kwestionują czynności podatników - traktowane przez nich w ramach obowiązku samoobliczenia jako odpłatne zbycie nieruchomości. Klasyfikują zaś sprzedaż nieruchomości jako działalność gospodarczą.

W efekcie podatnicy nie wiedzą, jak fiskus oceni ich działania na tle okoliczności danej sprawy. W ocenie RPO organy skarbowe prezentują stanowisko profiskalne. Dlatego materiał dowodowy oceniają w sposób dowolny, na niekorzyść podatników, uznając, że to działalność gospodarcza. Dopiero, gdy sprawa trafia na etap postępowania sądowego, w niektórych przypadkach obywatelom udaje się podważyć decyzje fiskusa.

- Z punktu widzenia organu stojącego na staży konstytucyjnych praw i wolności obywatela, nie do zaakceptowania jest stan, w którym ustawodawca stwarza organom stosującym przepisy podatkowe zbyt duże pole do ich swobodnej interpretacji – ocenia Rzecznik. W demokratycznym państwie prawa - zwłaszcza w dziedzinie prawa daninowego - nie powinno dochodzić do sytuacji, w których ustawodawca jest w istocie zastępowany w kształtowaniu treści prawa przez organ je stosujący.

Stan prawny i jego ocena

Art. 10 ust. 1 ustawy z  26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych zawiera katalog źródeł przychodów opodatkowanych PIT. Żródłem przychodu jest co do zasady odpłatne zbycie:

  • nieruchomości lub ich części oraz udziału w nieruchomości,
  • spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego lub użytkowego oraz prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej,
  • prawa wieczystego użytkowania gruntów,
  • innych rzeczy - jeżeli odpłatne zbycie nie następuje w wykonaniu działalności gospodarczej i zostało dokonane w przypadku odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych - przed upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie, a innych rzeczy - przed upływem pół roku, licząc od końca miesiąca, w którym nastąpiło nabycie.

W myśl art. 10 ust. 1 pkt 3 ustawy o PIT źródłem przychodu jest pozarolnicza działalność gospodarcza. Aby zaklasyfikować przychody ze sprzedaży nieruchomości do tego źródła zachowanie podatnika powinno spełniać cechy pozarolniczej działalności gospodarczej. Działalność gospodarcza albo pozarolnicza działalność gospodarcza oznacza zaś działalność zarobkową:

  • wytwórczą, budowlaną, handlową, usługową,
  • polegającą na poszukiwaniu, rozpoznawaniu i wydobywaniu kopalin ze złóż,
  • polegającą na wykorzystywaniu rzeczy oraz wartości niematerialnych i prawnych - prowadzoną we własnym imieniu bez względu na jej rezultat, w sposób zorganizowany i ciągły, z której uzyskane przychody nie są zaliczane do innych przychodów ze źródeł wymienionych w art. 10 ust. 1 pkt 1, 2 i 4-9 ustawy o PIT.

Problemy pojawiają się głównie przy interpretacji pojęć „zorganizowania” i „ciągłości”. Sądy przyjmują, że cechy te występują, gdy czynności podatnika istotnie odbiegają od normalnego wykonywania prawa własności, a z operacji tych uczyni on sobie (lub ma taki zamiar) stałe źródło zarobkowania.

W ocenie RPO trudno jednak o obiektywną ocenę przesłanek działalności gospodarczej na gruncie PIT w odniesieniu do danej sprawy. Granica pozwalająca oddzielić przychody z odpłatnego zbycia nieruchomości od przychodów z jej zbycia w ramach pozarolniczej działalności gospodarczej ma bowiem charakter płynny. Trudności występują zwłaszcza, gdy podatnik sam nie definiuje tej czynności jako podejmowanych w ramach działalności gospodarczej.

Dlatego w orzecznictwie sądy przyjmują, że różnorodność form aktywności podatników nie pozwala na stworzenie uniwersalnego wzorca zachowań umożliwiającego jednoznaczną ocenę, które rozpoznawać jako sprzedaż związaną z wykonywaniem pozarolniczej działalności gospodarczej, a które - jako odpłatne zbycie mienia. Sądy stają na stanowisku, że w każdym przypadku o właściwej kwalifikacji musi zadecydować całokształt ustaleń faktycznych. Znaczenie mogą też mieć indywidualne cechy przedmiotu transakcji bądź okoliczności życiowe, w jakich znajdował się podatnik, a które miały wpływ na jego decyzje.

Ponadto ocena czy czynności związane ze sprzedażą nieruchomości świadczą o działalności gospodarczej, czy też są gospodarowaniem majątkiem prywatnym, rozpatrywana jest także na gruncie podatku od towarów i usług. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 15 września 2011 r. (C-180/10 i C-181/10 ) rozstrzygnął, że jeżeli w celu sprzedaży osoba podejmuje aktywne działania w obrocie nieruchomościami - angażując środki podobne do wykorzystywanych przez producentów, handlowców i usługodawców w rozumieniu art. 9 ust. 1 akapit drugi dyrektywy 2006/112, zmienionej dyrektywą 2006/138 - to należy uznać ją za podmiot prowadzący „działalność gospodarczą”.

Niektóre sądy administracyjne przyjmują, że parametry pozwalające odróżnić sprzedaż w ramach działalności gospodarczej od wyzbywania się majątku prywatnego nie powinny różnić się zarówno z punktu widzenia ustawy o PIT, jak i ustawy o VAT.  Sądy czasem uznają też, że ze względu na specyfikę systemu VAT trudno odnosić ten wyrok TSUE do spraw, których przedmiot dotyczy niezharmonizowanego PIT. Dlatego uznają, że wyrok TSUE nie może mieć zastosowania w sprawie sprzedaży nieruchomości na gruncie PIT.

V.511.385.2019

Ile czeka się w więzieniu na leczenie psychiatryczne – statystyki Służby Więziennej

Data: 2019-07-24
  • Więzienne oddziały psychiatrii sądowej są w pięciu miastach
  • Na leczenie w 2018 r. czekało się do 3 miesięcy

Służba Więzienna informują Rzecznika Praw Obywatelskich, że liczba miejsc w więziennych szpitalach psychiatrycznych jest niewystarczająca w stosunku do liczby osób, które potrzebują tego rodzaju leczenia (osób z niepełnosprawnością psychiczną i intelektualną). Dlatego RPO pytał o ogólną liczbę miejsc w tych placówkach. Chciał też wiedzieć, ile miejsc przewidziano na potrzeby obserwacji sądowo-psychiatrycznej, a ile dla osób diagnozowanych i wymagających leczenia.

Z odpowiedzi Służby Więziennej wynika, że dysponuje ona (według stanu na styczeń 2019 r.). oddziałami psychiatrii sądowej w:

  1. Zakładzie Karnym Nr 2 w Łodzi,
  2. w Areszcie Śledczym w Poznaniu,
  3. w Areszcie Śledczym w Szczecinie,
  4. w Areszcie Śledczym w Krakowie,
  5. w Areszcie Śledczym we Wrocławiu
  6. w Areszcie Śledczym w Poznaniu.

Liczba miejsc i pacjentów oraz czas oczekiwania

 

ŁÓDŹ

SZCZECIN

KRAKÓW

POZNAŃ

WROCŁAW

 

obserwacja

leczenie

Obserwacja

leczenie

obserwacja

leczenie

obserwacja

leczenie

obserwacja

leczenie

Liczba łóżek

60

5

28

27

22

5

27

5

23

23

Pacjentów

4

49

9

33

11

13

1

27

16

25

Ilu pacjentów czekało na przyjęcie w styczniu 2019?

22

0

20

3

11

0

3

9

11

0

Ile się czekało w 2018 r.

75 dni

0

62 dni

10 dni

14 dni

14 dni

90 dni

81 dni

2-3 mies.

0

 

Jak wyjaśnia Służba Więzienna, podział na tzw. łóżka lecznicze i obserwacyjne jest podziałem czysto formalnym, ponieważ wszystkie dostępne łóżka w oddziałach psychiatrycznych są wykorzystywane na bieżąco dla obu grup pacjentów - zależnie od potrzeb.

W 2018 r., zakończył się remont pawilonu w Areszcie Śledczym w Szczecinie, w związku z czym możliwe jest prowadzenie działalności dzięki kolejnym 28 łóżkom - co daje w sumie 84 miejsca.

Na 15 stycznia 2019 r., w jednostkach penitencjarnych przebywało 411 osób, u których zdiagnozowano chorobę psychiczną. W 2018 r. liczba pacjentów hospitalizowanych w więziennych oddziałach psychiatrii sądowej wynosiła zaś: obserwacje - 391, leczenie - 731.

Ilu jest psychiatrów w więziennych oddziałach psychiatrii sądowej

  Lekarze Etaty
AŚ Kraków 4 3,5
ZK nr 2 w Łodzi 2 2,02
AŚ Poznań 3 2,3
AŚ Szczecin 6 4,2
AŚ Wrocław 5 4,

Podobnie jak w pozawięziennych podmiotach leczniczych, dominującą formę zatrudnienia w więziennej służbie zdrowia są umowy cywilno-prawne. W braku możliwości wykonania w warunkach więziennych specjalistycznych badań, konsultacji lekarskich, czy specjalistycznego zabiegu operacyjnego więzienna służba zdrowia współdziała z pozawięziennymi podmiotami leczniczymi.

Ilu jest terapeutów i psychologów?

 

 

lekarze

etaty funkcjonariuszy

etaty cywilne

umowy cywilno-prawne w przeliczeniu na etat

SUMA etatów

Areszt Śledczy Kraków

starszy psycholog

1

1

 

 

1

Zakład Karny Nr 2 w Łodzi

psycholog

4

2

2

 

4

terapeutraterapii zajęciowe]

1

 

1

 

1

AŚ Poznań

starszy psycholog

1

1

0

0

1

młodszy psycholog

1

1

0

0

1

Areszt Śledczy Szczecin

terapeuta zajęciowy

2

0

2

0

2

psycholog

4

3

0,2

0

3,2

terapeuta uzależnień

1

0

0

0,1

0,1

AŚ Wrocław

psycholog

2

2

0

0

2

muzykoterapeuta

1

0

1

0

1

 

W 2018 r., wystawiono 10 397 świadectw lekarskich, w tym 485 z wnioskiem „nie może być leczony w zakładzie karnym”. 16 z nich dotyczyło osób ze zdiagnozowana chorobą psychiczną, jednakże nie we wszystkich przypadkach był to powód wnioskowania o udzielenie przerwy w karze.

Dodatkowo w 2018 r. wystawiono 796 opinii sądowo psychiatrycznych, w tym 83 z wnioskiem o internację w zakładzie zamkniętym. Na wykonanie prawomocnego środka zabezpieczającego w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym na 31 grudnia 2018 r., oczekiwało 27 osób.

Od 2018 r., w Oddziale Psychiatrii Zakładu Karnego Nr 2 w Łodzi z inicjatywy Służby Więziennej rezyduje Rzecznik Praw Pacjenta, który prowadzi szkolenia dla personelu medycznego, uczestniczy w obchodach i prowadzi rozmowy z pacjentami.

Dyrektor Aresztu Śledczego w Krakowie w odpowiedzi na pismo ze stycznia 2016 r., został poinformowany przez Biuro Rzecznika Praw Pacjenta o braku możliwości objęcia wsparciem przez obecnych Rzeczników Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego oddziału psychiatrycznego Aresztu Śledczego w Krakowie. Pacjentom udostępniona jest informacja o możliwości kontaktu telefonicznego z RPP oraz korespondencyjnego z Wydziałem ds. Zdrowia Psychicznego Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Wydawane są też ulotki Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

W Szpitalu Psychiatrycznym Aresztu Śledczego we Wrocławiu  Rzecznik Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego nie realizował jakichkolwiek działań. Nie wnosił o to ani sam Rzecznik, ani pacjenci i ich przedstawiciele ustawowi. W 2017 r. nie było kontroli Rzecznika Praw Obywatelskich w Szpitalu Aresztu Śledczego we Wrocławiu, tym samym nie było zaleceń pokontrolnych do realizacji.

W Areszcie Śledczym w Poznaniu pomocy w ochronie praw pacjenta udziela Departament ds. Zdrowia Psychicznego Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

IX.517.3524.2016

Zatrzymany, którego zwolniono bez zarzutu, musi mieć dostęp do akt sprawy

Data: 2019-07-23
  • Osoba, którą zatrzymano, a potem zwolniono bez zarzutów, nie ma prawa dostępu do akt sprawy, co uniemożliwia jej zażalenie na takie zatrzymanie
  • Nie jest bowiem stroną postępowania przygotowawczego, wobec czego nie przysługuje jej prawo dostępu do akt 
  • Zdaniem RPO narusza to konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa prawnego, prawo dostępu obywatela do dotyczących go urzędowych dokumentów oraz prawo do sądu i obrony
  • Jawne muszą być bowiem wszystkie materiały, które uzasadniały zatrzymanie

- Żaden przepis expressis verbis nie zabrania zatrzymanemu, któremu następnie nie postawiono zarzutów, dostępu do akt sprawy. Jednocześnie brak jest przepisu, który by na to zezwalał – wskazuje Adam Bodnar. To luka w polskim prawie, która nie ma żadnego uzasadnienia w świetle standardów konstytucyjnych. Należałoby zatem wprowadzić przepis umożliwiający zatrzymanemu dostęp do akt sprawy w celu uruchomienia mechanizmu sądowej weryfikacji zasadności i legalności jego zatrzymania.

Skarga obywatela

Obywatel poskarżył się Rzecznikowi, że został zatrzymany, a następnego dnia zwolniony. Nigdy nie przedstawiono mu żadnego zarzutu. Mimo jego starań, nie umożliwiono mu dostępu do akt sprawy - z braku takiej podstawy prawnej w Kodeksie postępowania karnego.

Zgodnie z art. 156 § 5 i 5a Kpk, jeżeli nie zachodzi potrzeba zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania lub ochrony ważnego interesu państwa, w toku postępowania przygotowawczego jego akta udostępnia się stronom, obrońcom, pełnomocnikom i przedstawicielom ustawowym. Ponieważ zatrzymany, któremu nie przedstawiono potem zarzutów, nie jest stroną postępowania, nie uzyskuje statusu podejrzanego – nie przysługuje mu zatem prawo dostępu do akt postępowania przygotowawczego czy akt w związku z aresztowaniem.

Argumenty RPO za zmianą prawa

W ocenie RPO pozbawienie takiego zatrzymanego prawa dostępu do akt stanowi naruszenie art. 2 (zasada praworządności) oraz art. 42 ust. 2 (prawo do obrony we wszystkich stadiach postępowania) w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji (wolność i jej ograniczenia).

Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie podkreślał, że prawo do obrony jest nie tylko fundamentalną zasadą procesu karnego, ale także elementarnym standardem demokratycznego państwa prawnego. Prawo to należy rozumieć szeroko, jako przysługujące każdemu od chwili wszczęcia przeciwko niemu postępowania karnego aż do wydania prawomocnego wyroku i jego wykonania.

Jeszcze dalej idą najnowsze orzeczenia Sądu Najwyższego, według których nie formalne postawienie zarzutu popełnienia przestępstwa, lecz już pierwsza czynność organów procesowych skierowana na ściganie określonej osoby czyni ją podmiotem prawa do obrony.

Skoro zatem prawo do obrony materializuje się z podjęciem pierwszej czynności procesowej, to zakres akt, które winny być udostępnione zatrzymanemu i jego adwokatowi, powinien być wyznaczany przez efektywność prawa do obrony. Jawne muszą być więc wszystkie te materiały postępowania przygotowawczego, które uzasadniają zatrzymanie.

Taka sytuacja stanowi również naruszenie art. 41 ust. 2 Konstytucji (każdy pozbawiony wolności nie na podstawie wyroku sądowego ma prawo odwołania się do sądu w celu niezwłocznego ustalenia legalności tego pozbawienia). Chodzi o zapewnienie jednostce kontroli prawidłowości działania organów państwa. Jak wynika z orzecznictwa TK, gwarancje te odnoszą się także do osób, które były pozbawione wolności, lecz zostały uwolnione przed wniesieniem odwołania do sądu. Postępowanie sądowe ma umożliwić pokrzywdzonemu dochodzenie prawa do odszkodowania z tytułu bezprawnego pozbawienia wolności.

Ponadto brak dostępu do akt sprawy narusza art. 51 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którym każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych. Podstawą decydowania o statusie prawnym danej osoby nie mogą być bowiem jakiekolwiek dokumenty i informacje, które pozostawałyby niedostępne, jako tajne, dla osoby zainteresowanej.

Jest to również niezgodne ze standardami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Według art. 5 ust. 4 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności każdy, kogo pozbawiono wolności, ma prawo odwołania się do sądu w celu ustalenia legalności pozbawienia wolności. Z orzecznictwa ETPCz wynika, że procedura musi być kontradyktoryjna i gwarantować „równość broni” między stronami. Nie jest ona zapewniona, jeżeli adwokatowi odmawia się dostępu do akt.

Ta luka w polskim prawie budzi też wątpliwości z perspektywy prawa unijnego. Zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/13/UE z 22 maja 2012 r. w sprawie prawa do informacji w postępowaniu karnym, w przypadku gdy osoba zostaje zatrzymana i aresztowana, państwa członkowskie zapewniają jej lub obrońcy dostęp do dokumentów, które mają istotne znaczenie dla skutecznego zakwestionowania legalności zatrzymania lub aresztowania.

Brak regulacji dostępu do akt osób zatrzymanych, które nie uzyskały statusu strony postępowania, jest sprzeczny z art. 7 ust. 1 tej dyrektywy. Usunięcie tej luki w polskim prawie powinno było nastąpić do 2 czerwca 2014 r. Nowa regulacja powinna przewidywać nie tylko prawo dostępu do akt osobie zatrzymanej, ale również prawo do złożenia zażalenia na odmowę dostępu do akt.

Rzecznik wystąpił do Ministra Sprawiedliwości o rozważenie odpowiedniej zmiany prawa. 

II.511.437.2019

RPO: studia techniczne powinny uczyć także zasad uniwersalnego projektowania

Data: 2019-07-23
  • W Polsce nadal wiele jest obiektów z niedogodnościami, które ograniczają lub wręcz uniemożliwiają korzystanie z nich osobom z niepełnosprawnościami
  • Powstają też rozwiązania nie spełniające wymogu dostępności, choć teoretycznie mają ją zapewnić - np. platformy przyschodowe, z których korzystanie wymaga asysty
  • Wciąż za mała jest wiedza o takim projektowaniu budynków, produktów i usług, aby były użyteczne dla wszystkich, na zasadzie równości
  • Dlatego RPO postuluje, by do studiów technicznych wprowadzić przedmioty poszerzające wiedzę o zasadach uniwersalnego projektowania

Uniwersalne projektowanie to takie, które tworzy przestrzeń, produkty i uslugi użyteczne dla wszystkich, w możliwie największym stopniu, bez potrzeby adaptacji lub specjalistycznego projektowania (np. wejście do budynku z poziomu gruntu, bez schodów i potrzeby budowy podjazdu).  Służy to nie tylko osobom z niepełnosprawnościami, ale też wszystkim innym, np. tym o czasowo ograniczonej sprawności, osobom starszym czy rodzicom z małymi dziećmi.

Pojęcie uniwersalnego projektowania definiuje ratyfikowana przez Polskę Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Zobowiązuje ona państwa-strony do popierania tej zasady przy tworzeniu norm i wytycznych. Obowiązek jej wdrażania zasygnalizowano w rekomendacjach wydanych we wrześniu 2018 r. dla Polski przez Komitet ds. Praw Osób Niepełnosprawnych, badający przestrzeganie przepisów Konwencji. 

Uniwersalne projektowanie wciąż za rzadkie 

- Niestety, wiedza o zasadach uniwersalnego projektowania jest wśród architektów i projektantów wciąż niewystarczająca - wskazuje Adam Bodnar. Ich nieznajomość powoduje stosowanie rozwiązań, które nie spełniają wymogów dostępności, choć teoretycznie mają ją zapewnić.

Przykładem rozwiązania, który w odbiorze większości społeczeństwa ma służyć osobom o obniżonej sprawności, lecz stoi w oczywistej sprzeczności z ideą uniwersalnego projektowania, są platformy przyschodowe. Osoby z niepełnosprawnościami poruszające się na wózkach korzystają z nich niechętnie, bo nie mogą tego robić samodzielnie, ale wyłącznie z pomocą obsługi.

Krytyczne ustalenia Najwyższej Izby Kontroli

Jak wykazała Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z października 2018 r., w Polsce nie tylko nie są stosowane zasady uniwersalnego projektowania, ale ogólnie nie jest zapewniana dostępność przestrzeni publicznej. Niepokoi zwłaszcza fakt, że dotyczy to również nowych inwestycji. Ocena NIK 94 obiektów z 24 gmin pod kątem ich dostępności dla osób z ograniczoną sprawnością wykazała, że żaden z nich nie był wolny od barier, rozwiązań lub niedogodności ograniczających lub wręcz uniemożliwiających korzystanie z nich przez osoby z niepełnosprawnościami na zasadzie równości z innymi.

Rozwiązań służących takiej dostępności nie uwzględniono też w dokumentacji już zrealizowanych bądź zaplanowanych działań w przestrzeni publicznej (33 z 84 skontrolowanych przez  NIK).

Kroki w dobrą stronę

W ocenie RPO ważnym krokiem związanym z implementacją zasad projektowania uniwersalnego jest dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/882 z 17 kwietnia 2019 r. w sprawie wymogów dostępności produktów i usług, zwana Europejskim Aktem o Dostępności. Zawiera ona  oczekiwaną przez środowisko osób z niepełnosprawnościami regulację - powszechnie używane produkty i usługi mają się stawać coraz bardziej dostępne dla wszystkich, niezależnie od ich sprawności.

W Sejmie trwają zaś prace nad rządowym projektem ustawy o zapewnieniu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami (druk sejmowy nr 3524). W ocenie Rzecznika jest to ważny i potrzebny krok we wdrażaniu postanowień Konwencji. Budujące jest zwłaszcza przyjęcie w projekcie szerokiej definicji osoby ze szczególnymi potrzebami (a nie z niepełnosprawnością), a także uznanie zasad uniwersalnego projektowania.

Studia techniczne powinny dawać odpowiednią wiedzę

Adam Bodnar wskazuje jednak, że do skutecznej implementacji zasad uniwersalnego projektowania konieczna jest ich powszechna znajomość wśród absolwentów kierunków technicznych, którzy będą autorami projektów. Podkreślono to w rezolucji Komitetu Ministrów Rady Europy ResAP(2001)1 z 15 lutego 2001 r. w sprawie wprowadzenia zasad uniwersalnego projektowania. Stwierdza ona, że zasady uniwersalnego projektowania powinny być wprowadzone do programów nauczania wszystkich zawodów związanych z tworzeniem środowiska zabudowanego, w tym architektów, inżynierów, urbanistów.

Niestety, na polskich uczelniach dotychczas to nie nastąpiło. Tymczasem pozwoliłoby to uniknąć projektowania rozwiązań tylko pozornie dostosowanych lub powodujących dyskomfort u osób niepełnosprawnych. Uczuliłoby też studentów na potrzeby osób ze wszystkimi rodzajami niepełnosprawności. Sprawa nabiera również nowego znaczenia w związku ze procesem starzeniem się polskiego społeczeństwa.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina o rozważenie wprowadzenia do programów nauczania na kierunkach technicznych przedmiotów poszerzających wiedzę studentów o zasadach uniwersalnego projektowania.

XI.815.29.2019

RPO zaniepokojony atakami na „Marsz Równości” w Białymstoku; pyta też premiera o wypowiedź szefa MEN

Data: 2019-07-22
  • Rzecznik Praw Obywatelskich jest zaniepokojony agresją przeciwników „Marszu Równości” w Białymstoku
  • Brak stanowczej reakcji władz może doprowadzić do poważnej i niepożądanej eskalacji napięć społecznych
  • Zajęcie przez premiera zdecydowanego stanowiska służyłoby uspokojeniu nastrojów społecznych
  • Rzecznik pyta premiera, czy stanowisko rządu wyrażają słowa szefa MEN Dariusza Piontkowskiego, że „Marsze Równości’ budzą „ogromny opór” wobec czego „warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane”

Podczas „Marszu Równości” 20 lipca 2019 r. w Białymstoku doszło do fizycznych i słownych ataków na uczestników tego pokojowego, legalnego zgromadzenia. 

RPO pyta policję o zabezpieczenie marszu

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął sprawę zabezpieczenia marszu przez policję. W piśmie do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku Rzecznik wyraził zaniepokojenie widocznym na nagraniach poziomem agresji osób usiłujących zablokować „Marsz Równości”. Chodzi o przypadki pobicia uczestników marszu, rzucania w nich oraz w policjantów różnymi przedmiotami, wykrzykiwania haseł obraźliwych i nienawistnych.

Rzecznik dostrzega, że policja  przeznaczyła znaczne siły do zabezpieczenia tego legalnego zgromadzenia. W ocenie RPO działania podjęte przed i podczas „Marszu Równości" powinny być konsekwentnie kontynuowane w celu ustalenia sprawców przestępstw i wykroczeń.

Rzecznik zwrócił się do komendanta o następujące informacje:

  • jak  zabezpieczano „Marsz Równości’, zwłaszcza w kontekście oddzielenia manifestacji i kontrmanifestacji oraz czy dokonano analizy przebiegu zabezpieczenia;
  • ile osób zatrzymano (w kontekście jakich przestępstw i zarzutów) a ile  wylegitymowano (i w jakim kontekście);
  • czy zidentyfikowani zostali sprawy napaści (w internecie są nagrania  napaści na dziewczynę oraz na młodego chłopaka);
  • ile było aktów przemocy w stosunku do policjantów; czy ustalono sprawców;
  • czy uczestnicy marszu lub inne osoby złożyły zawiadomienia dotyczące niewłaściwego zachowania policjantów;
  • czy policja dysponuje nagraniami z monitoringu;
  • jakie działania podjęto w związku z poszukiwaniem sprawców;
  • jaki był cel użycia przez policję krążącego na bardzo niskiej wysokości helikoptera, czy w tym zakresie dochowano standardów bezpieczeństwa.

W przypadku zainicjowania przez policję postępowań karnych lub wykroczeniowych Rzecznik prosi o przekazanie szczegółów.

Rzecznik pyta premiera o słowa ministra Dariusza Piontkowskiego

W wystąpieniu do premiera Mateusza Morawieckiego Adam Bodnar napisał, że jego poważne zaniepokojenie wzbudził komentarz nowego ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego. W wywiadzie dla  TVN24 stwierdził on: „Tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór nie tylko na Podlasiu, także w innych częściach Polski. W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane”.

Według Rzecznika wyrażanie takich poglądów wskazuje na rażącą nieznajomość konstytucyjnego standardu ochrony praw człowieka i związanych z nim obowiązków państwa. - W ocenieRzecznika Praw Obywatelskich, w interesie Rady Ministrów, władzy wykonawczej demokratycznego państwa prawa powinno leżeć jak najszybsze odniesienie się do tych wypowiedzi – napisał Adam Bodnar.

Zajęcie przez premiera zdecydowanego stanowiska – opartego na wartościach konstytucyjnych i sprzeciwiającego się przemocy – posłuży uspokojeniu nastrojów społecznych. Rzecznik ma bowiem obawy, że brak stanowczej reakcji władzy publicznej może w niedługim czasie doprowadzić do poważnej i niepożądanej eskalacji napięć społecznych.

Dlatego Rzecznik zwrócił się do premiera o wyjaśnienia, w szczególności o odniesienie się do wypowiedzi Ministra Edukacji Narodowej. - W szczególności proszę o wyjaśnienie, czy wypowiedź Ministra Edukacji Narodowej wyraża stanowisko Rady Ministrów w przedmiocie ochrony wolności zgromadzeń w Rzeczypospolitej Polskiej - głosi pismo RPO.

Standardy wolności zgromadzeń 

Rzecznik przypomniał też standardy wolności zgromadzeń - według prawa polskiego, europejskiego i międzynarodowego.

Zgodnie z art. 57 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich, a ograniczenia tej wolności może określać ustawa. Podstawowym obowiązkiem władzy publicznej jest umożliwienie zgromadzenia i zabezpieczenie jego pokojowego przebiegu. Wolność pokojowego gromadzenia się odgrywa też szczególną rolę w urzeczywistnianiu praw grup mniejszościowych do pełnego i równoprawnego udziału w życiu politycznym i społecznym.

Stosownie do art. 32 Konstytucji wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne, a tym samym równe prawo do organizowania zgromadzeń i manifestowania swoich poglądów, nawet jeśli poglądy te mogą budzić kontrowersje lub opór w części społeczeństwa.

Wartości te są również chronione przez akty prawa międzynarodowego oraz orzecznictwo międzynarodowych organów ochrony praw człowieka. W art. 20 ust. 1 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, uchwalonej przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych 10 grudnia 1948 r.  zapewniono, że „każdy człowiek ma prawo do wolności pokojowego zgromadzania się”.

Kolejnym aktem określającym w sposób wiążący podstawowe prawa i wolności człowieka oraz zobowiązania państw wobec obywateli był Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, otwarty do podpisu w Nowym Jorku 19 grudnia 1966 r. Jest on w Polsce źródłem prawa powszechnie obowiązującego. Zgodnie z art. 21 MPPOiP: uznaje się prawo do spokojnego gromadzenia się. Na wykonywanie tego prawa nie mogą być nałożone ograniczenia inne niż ustalone zgodnie z ustawą i konieczne w demokratycznym społeczeństwie w interesie bezpieczeństwa państwowego lub publicznego, porządku publicznego bądź dla ochrony zdrowia lub moralności publicznej albo praw i wolności innych osób.

Efektywne i rzeczywiste poszanowanie wolności zgromadzeń nie może się ograniczać wyłącznie do obowiązku władz publicznych powstrzymania się od ingerencji w organizację lub przebieg pokojowego zgromadzenia. Istnieją bowiem także pozytywne zobowiązania państwa do zagwarantowania bezpiecznego korzystania z tej wolności. Organy władzy mają obowiązek umożliwić przeprowadzenie pokojowego zgromadzenia również wtedy, kiedy jego uczestnicy będą prezentować idee odmienne od poglądów większości, a dodatkowo takie zgromadzenie będą się starali zakłócić lub udaremnić uczestnicy kontrmanifestacji.

Wolność zgromadzeń jest zagwarantowana także w Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Zgromadzenie podlega ochronie z art. 11 EKPCz nawet jeśli jako demonstracja jest uciążliwa, irytująca lub obraźliwa dla osób o innych poglądach, sprzeciwiających się głoszonym przez uczestników manifestacji hasłom. Nawet w przypadku faktycznego ryzyka naruszenia porządku na skutek zdarzeń będących poza kontrolą organizatorów, zgromadzenie nie przestaje być objęte ochroną art. 11 ust. 1 EKPCz, a wszelkie ograniczenia swobody demonstrujących muszą być zgodne z treścią art. 11 ust. 2 EKPCz.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka potwierdza, że to na władzach państwowych ciąży obowiązek zagwarantowania pluralizmu.  Obejmuje to również obowiązek zapewnienia skutecznego korzystania z tej wolności, co ma szczególne znaczenie dla obywateli wyrażających poglądy niepopularne, należących do mniejszości i narażonych na dyskryminację, represje i szykany.

W orzeczeniu Bączkowski przeciwko Polsce ETPCz rozpatrywał zakaz Prezydenta Warszawy na Paradę Równości w 2005 r. Głównym powodem odmowy było to, że organizator nie przedstawił projektu organizacji ruchu, choć żaden oficjalny dokument takiego wymogu nie zawierał. W ocenie ETPCz naruszono art. 11, 13 i 14 EKPCz. Według Trybunału można przypuszczać, że rzeczywistą przyczyną odmowy była niechęć lokalnych władz do środowiska osób homoseksualnych.

W doktrynie podkreśla się, że z orzeczenia w sprawie Bączkowski przeciwko Polsce wynikają pozytywne obowiązki władz wobec osób głoszących niepopularne poglądy lub należących do mniejszości, jako grup bardziej narażonych na wiktymizację.  ETPCz pośrednio włączył mniejszości seksualne do tych grup społecznych, które wymagają szczególnej ochrony.

W bogatym orzecznictwie polskich sądów ugruntowany jest pogląd, że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawnym, a także jest warunkiem istnienia społeczeństwa demokratycznego. Dlatego też wszelkie ograniczenia wolności zgromadzeń powinny spełniać test niezbędności i proporcjonalności. Wykładnia przesłanki z art. 14 pkt 2 Prawa o zgromadzeniach musi uwzględniać wartości i normy wyższego rzędu, wynikające z Konstytucji i przepisów prawa międzynarodowego.

Ograniczanie wolności zgromadzeń powinno być traktowane jako absolutny wyjątek, co wskazuje na potrzebę zawężającej interpretacji wszelkich ograniczeń dotyczących swobodnego i pokojowego zgromadzania się, a każdy zakaz odbycia zgromadzenia musi być w sposób przekonujący uzasadniony. Ograniczenia wolności zgromadzeń nigdy też nie powinny opierać się na ogólnych przypuszczeniach bądź prognozach. Zakaz zgromadzenia nie powinien być wydany bez oceny stopnia zagrożenia, zakończonej wnioskiem o wysokim prawdopodobieństwie jego wystąpienia. 

W wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 18 stycznia 2006 r.  uznano, że „ewentualność kontrdemonstracji przy użyciu przemocy lub przyłączenia się skłonnych do agresji ekstremistów nie może prowadzić do pozbawienia tego prawa (wolności zgromadzeń) nawet wtedy, gdy istnieje realne niebezpieczeństwo, że zgromadzenie publiczne spowoduje naruszenie porządku publicznego przez wydarzenia, na które organizatorzy zgromadzenia nie mają wpływu, a władza publiczna uchyla się od podjęcia skutecznych działań w celu zagwarantowania realizacji wolności zgłoszonego zgromadzenia”. TK podkreślił, że na władzy ciąży obowiązek zapewnienia ochrony uczestnikom pokojowych demonstracji, bez względu na stopień kontrowersyjności ich poglądów, jeżeli nie naruszają one prawnych zakazów głoszenia określonych poglądów  (np. wzywających do nienawiści rasowej czy propagujących ideologię faszystowską).

VII.613.43.2019, II.519.889.2019

PUODO: MEN nie mogło zbierać danych o udziale nauczyciela w strajku

Data: 2019-07-22
  • Nie ma podstaw, aby w Systemie Informacji Oświatowej odnotowywać nieprzeprowadzenie zajęć z powodu strajku
  • Tak wynika z odpowiedzi Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych dla RPO
  • Adam Bodnar od początku zwracał uwagę MEN, że prawo nie daje podstawy do przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku

System Informacji Oświatowej (SIO)  to baza danych z informacjami o szkołach, ich majątku i wydatkach, o nauczycielach oraz uczniach. Powstał po to, by ułatwić prowadzenie polityki edukacyjnej państwa, usprawniania finansowania oświaty i podnoszenia jej jakości.

W czasie wiosennego strajku w szkołach władze próbowały przy jego pomocy zbierać informacje o strajkujących nauczycielach. Taką wiadomość dostało np. jeden z dyrektorów warszawskich liceów. MEN powiadomił go, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

Działania Rzecznika

RPO napisał natychmiast do MEN, że to, jakie informacje mogą trafiać do SIO, reguluje prawo. Na liście nie ma czegoś takiego jak „zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie”. A MEN nie może tej listy samodzielnie rozszerzać. Jest tak dlatego, że Konstytucja chroni prywatność i nie pozwala władzom dowolnie przetwarzać informacji o obywatelskich (art. 47 i 51 Konstytucji). Przepisu pozwalającego zbierać w SIO dane o strajkujących nie ma– napisał RPO 17 kwietnia do MEN.

W odpowiedzi z 17 maja wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć wymienił przepisy dotyczące odnotowywania przyczyn nieprowadzenia zajęć. Nie wskazał jednak na podstawę prawną odnotowywania informacji o strajku (powoływał się na rozporządzenie MEN z 11 sierpnia 2017 r. w sprawie szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej).

W związku z tym Rzecznik spytał o sprawę prezesa UODO. Jest nim od 19 maja 2019 Jan Nowak. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych jest powołany do ochrony danych osobowych na terytorium Polski. Instytucja powstała po wdrożeniu ogólnego unijnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO) w miejsce Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO).

RPO zapytał prezesa Nowaka, czy prowadzi on w tej sprawie postępowanie.

Odpowiedź Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Prezes UODO potwierdził, że zarówno przepisy ustawy o systemie informacji oświatowej, jak i przepisy rozporządzenia MEN, nie posługują się pojęciem „innej przyczyny nieprowadzenia zajęć”. - Nie ma zatem podstaw aby posługiwać się tego rodzaju kategorią przyczyny nieprowadzenia zajęć w celu odnotowania nieobecności nauczyciela w systemie SIO - odpisał Jan Nowak.

 

Prezes UODO przypomniał, że ustawa z 15 kwietnia 2011 o systemie informacji oświatowej określa rodzaj i zakres danych gromadzonych w systemie informacji oświatowej, a w tym dane identyfikacyjne i dane dziedzinowe nauczycieli.  

Kwestię przyczyn nieprowadzenia zajęć doprecyzowuje rozporządzenie MEN z 11 sierpnia 2017 r. Wskazuje ono, że przez dane dziedzinowe nauczycieli dotyczące przyczyn nieprowadzenia zajęć należy rozumieć wyłącznie:

  • urlop macierzyński, urlop rodzicielski, urlop ojcowski lub urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego;
  • urlop wychowawczy;
  • urlop bezpłatny udzielony na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 17 ust. 2 i art. 17 ust. 2a);
  • urlop udzielony na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 25 ust. 1);
  • zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy na podstawie ustawy o związkach zawodowych (art. 31 ust. 1);
  • urlop dla poratowania zdrowia;
  • zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 42 ust. 6);
  • zawieszenie w pełnieniu obowiązków na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 85t ust. 1-3);
  • urlop udzielony na podstawie ustawy - Karta Nauczyciela (art. 68 ust. 1);
  • urlop bezpłatny, o którym mowa w Kodeksie pracy (art. 174 § 1);
  • przeniesienie w stan nieczynny;
  • niezdolność do pracy, o której mowa w Kodeksie pracy (w art. 92 § 1);
  • zwolnienie od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki, o którym mowa w ustawie o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (art. 32 ust. 1);
  • urlop uzupełniający, o którym mowa w ustawie - Karta Nauczyciela (art. 66 ust. 1).

Odpowiadając na pytanie o prowadzone w tej sprawie postępowania, wskazał że do UODO wpływały sygnały o pozyskiwaniu przez MEN danych strajkujących nauczycieli oraz zobowiązaniu dyrektorów szkół i placówek oświatowych do wykazania nieobecności strajkujących nauczycieli w SIO poprzez wybranie przyczyny „zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie” ze wskazaniem daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności.

Niemniej Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie prowadzi postępowań administracyjnych wszczętych na skutek skarg nauczycieli na niewłaściwe przetwarzanie ich danych osobowych w SIO w kontekście udziału w strajku.

Jednocześnie niewielka część administratorów danych (szkół) zgłosiła Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych naruszenia ochrony danych osobowych w myśl art. 33 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych związane z odnotowaniem w SIO nieobecności nauczycieli biorących udział w strajku - głosi odpowiedź PUODO.

VII.520.11.2019

Dzieci potrzebujące specjalnego kształcenia powinny mieć swobodę wyboru szkoły

Data: 2019-07-22
  • Ojciec niesłyszącego ucznia zwrócił Rzecznikowi Praw Obywatelskich uwagę, że dzieci potrzebujące kształcenia specjalnego są objęte rejonizacją – nie mają prawa do nauki poza powiatem, nawet jeśli jest tam szkoła lepiej dostosowana do ich potrzeb
  • Na naukę w ośrodku szkolno-wychowawczym w innym powiecie skierowanie musi wydać starosta, a nie wolno mu tego zrobić, jeśli dysponuje u siebie ośrodkiem o podobnym typie kształcenia
  • Rejonizacja nie dotyczy tymczasem pozostałych uczniów – mogą się uczyć w tej miejscowości, w jakiej chcą (o ile zostaną przyjęci do placówki)

Uczniowie objęci kształceniem specjalnym to przede wszystkim dzieci i młodzież z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Im już na starcie trudniej jest wybrać ścieżkę kształcenia. Tymczasem są systemowo odcięci od szkół położonych dalej od miejsca zamieszkania, nawet jeśli nauka tam byłaby dla nich lepsza (art. 127 ust. 13, 14 i 15 Prawa oświatowego).

Tymczasem placówki dla uczniów z niepełnosprawnościami nie są identyczne: specjalizują się w odniesieniu do danego kierunku kształcenia w powiązaniu z konkretnym rodzajem niepełnosprawności, co przydaje im pewnego rodzaju renomy, którą kierują się absolwenci przy wyborze szkoły. Ponadto uczniowie z niepełnoprawnościami niejednokrotnie wolą uczęszczać do placówek, które są im znane i do których mają zaufanie – do szkół, do których uczęszczali ich rodzice, czy inne osoby bliskie. Często nie są to ośrodki położone w pobliżu ich miejsca zamieszkania.

Przyznając rację rodzicowi, który napisał skargę, Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił Ministra Edukacji Narodowej o doprowadzenie do odpowiedniej zmiany przepisów. Jest to niezbędne dla realnego wyrównywania szans edukacyjnych tej grupy uczniów.

XI.7036.22.2019

Ustawa "środowiskowa". RPO ostrzega przed konsekwencjami jej przyjęcia

Data: 2019-07-19
  • Sejm poważnie ograniczył prawa społeczności lokalnej do uczestniczenia w postępowaniach dotyczących środowiska
  • To pogorszy ochronę prawną tych, którzy „sąsiadują” z terenem inwestycji podlegającej procedurom środowiskowym
  • Wady ustawy narażają Polskę na wszczęcie postępowania przez Komisję Europejską, co skończyć się może tak jak w sprawie Puszczy Białowieskiej

RPO ostrzega przed tym marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego. Chodzi o projekt skierowany do parlamentu 9 lipca 2019 r. i uchwalony przez Sejm w dniu 19 lipca 2019 r. Teraz trafi on do Senatu.

Zmiany zakładają, że:

  1. Mieszkańcom trudniej będzie dowiadywać się o przebiegu sprawy (jeśli bowiem w sprawie będzie uczestniczyć ponad 10 podmiotów, to nie będzie już korespondencji „imiennej”, w tym imiennie adresowanych decyzji – trzeba będzie sprawdzać wszystko w obwieszczeniach albo w Biuletynach Informacji Publicznej - wynika to ze zmniejszenia - z 20 do 10 -  liczby stron postępowania, od której uzależniona jest możliwość zastosowania w postępowaniu art. 49 Kodeksu postępowania administracyjnego, zakłada to nowe brzmienie art. 74 ust. 3 ustawy)
  2. Jednocześnie mniej mieszkańców będzie miało prawo zareagować na problem, bowiem ustawa zmniejsza obszar, o którym można mówić, że jest dotknięty inwestycją (obszar, na który może oddziaływać inwestycja uciążliwa, zostanie ograniczony do 100 m poza granic „przewidywanego terenu, na którym będzie realizowane przedsięwzięcie”; zakłada to art. 74 ust. 3a pkt 1 ustawy); To może znaczyć, że nawet właściciel domu, który sąsiaduje z działką, na której powstanie chlewnia, kurnik albo wysypisko śmieci, nie będzie miał prawa uczestniczenia w postępowaniu.
  3. Ci którzy będą mieli prawo reagować, ale z niego nie skorzystają, bo np. za późno się dowiedzą o problemie, stracą prawo do żądania wznowienia postępowania (osoby i instytucje, które nie z własnej winy nie wzięły udziału w postępowaniu, mimo że miały takie prawo, nie miałyby prawa do żądania wznowienia postępowania w myśl nowego ust. 3b-3e art. 74);
  4. Prawo do uczestniczenia w postępowaniach dotyczących miejsca zamieszkania tracą ci, którzy nie zadbali wcześniej o to, by ich dane były wpisane do księgi wieczystej (wykluczenie z udziału w postępowaniu właścicieli nieruchomości nieujawnionych w księgach wieczystych lub innych właściwych rejestrach –ust. 3f-3h art. 74 w powiązaniu z ograniczeniami we wznowieniu).
  5. Prawo uczestnictwa w postępowaniach stracą też ci, którzy teraz są ich stronami – o ile nie zakończą się one przed wejściem w życie zmian.

Te rozwiązania budzą zasadnicze wątpliwości co do zgodności z prawem unijnym i wiążącym Rzeczpospolitą Polską prawem międzynarodowym.

Jako członek Unii Polska ma obowiązek zapewnienia, aby członkowie zainteresowanej społeczności: mający wystarczający interes lub ewentualnie podnoszący naruszenie prawa, gdy administracyjne procedury prawne państwa członkowskiego wymagają tego jako warunku koniecznego, mieli dostęp do procedury odwoławczej przed sądem lub innym niezależnym i bezstronnym organem ustanowionym ustawą, by zakwestionować materialną lub proceduralną legalność decyzji, działań lub zaniechań.

Wynika to z dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/92/UE z dnia 13 grudnia 2011 r. w sprawie oceny skutków wywieranych przez niektóre przedsięwzięcia publiczne i prywatne na środowisko oraz z Konwencji z Aarhus o dostępie do informacji, udziale społeczeństwa w podejmowaniu decyzji oraz dostępie do sprawiedliwości w sprawach dotyczących środowiska.

Wprawdzie oba akty odsyłają do szczegółowego uregulowania prawa krajowego, ale z zastrzeżeniem, że nastąpi to „stosownie do celu, jakim jest przyznanie zainteresowanej społeczności szerokiego dostępu do wymiaru sprawiedliwości”.

V.7200.16.2019

RPO pyta o plany wdrożenia Europejskiego Aktu o Dostępności

Data: 2019-07-19
  • Unia Europejska podjęła kolejne działania na rzecz dostępności produktów i usług dla osób z niepełnosprawnościami
  • Europejski Akt Dostępności zawiera długo oczekiwaną przez środowisko osób z niepełnosprawnościami regulację: powszechnie używane produkty i usługi mają się stawać coraz bardziej dostępne dla wszystkich, niezależnie od ich sprawności

7 czerwca 2019 r. została opublikowany został Europejski Akt o Dostępności -  dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/882 z dnia 17 kwietnia 2019 r. Rzecznik pyta więc Ministra Inwestycji i Rozwoju, jak Polska zamierza wdrażać postanowienia Dyrektywy. Przewidywany termin na transpozycję jej przepisów do prawa krajowego upłynie 28 czerwca 2022 r.

W Sejmie trwają tymczasem prace nad rządowym projektem ustawy o zapewnieniu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami (druk sejmowy nr 3524).  Jest to w ocenie RPO ważny i potrzebny krok we wdrażaniu postanowień Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami w Polsce. Budujące jest zwłaszcza przyjęcie w projekcie ustawy szerokiej definicji osoby ze szczególnymi potrzebami (a nie z niepełnosprawnością), a także uznanie zasad uniwersalnego projektowania (czyli takiego, dzięki któremu np. przestrzeń publiczna dostępna jest dla osób na wózkach, ale także dla rodziców z wózkami).

Rzecznik przypomina, że obowiązek przyjęcia środków w zakresie tworzenia warunków dostępności m.in. produktów i usług, w tym usług oferowanych publicznie oraz wdrażania zasady uniwersalnego projektowania został zasygnalizowany w rekomendacjach wydanych we wrześniu 2018 r. dla Polski przez Komitet do spraw Praw Osób Niepełnosprawnych badający stan przestrzegania przepisów Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych. Toczące się prace nad wskazanym projektem ustawy przyjmuje zatem za krok w kierunku wdrożenia tychże rekomendacji.

XI.815.4.2019

Opinia RPO o zmianach w Kodeksie karnym wykonawczym

Data: 2019-07-18
  • Większość proponowanych zmian zmierza do ograniczenia uprawnień osób pozbawionych wolności i są krokiem wstecz w stosunku do obowiązujących rozwiązań. Są wśród nich zmiany niecelowe
  • Nie uwzględniają ponadto w sposób dostateczny standardów międzynarodowych zawartych w Regułach Mandeli oraz zaleceń wynikających z Raportu z wizyty w Polsce w 2013 r. Europejskiego Komitetu ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu i Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT) oraz Europejskich Reguł Więziennych
  • Uwagi RPO do proponowanych uregulowań zostały przedstawione Przewodniczącemu Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w piśmie z dnia 12 lipca 2019 r.

Większość proponowanych zmian w Kodeksie karnym wykonawczym zmierza do ograniczenia uprawnień osób pozbawionych wolności (znaczące ograniczenia  kontaktów telefonicznych, w tym z obrońcą, wprowadzenie możliwości przeprowadzenia kontroli przez osobę odmiennej płci, wprowadzenie możliwości udziału osób postronnych przy przeprowadzaniu kontroli osobistej, ograniczenia dotyczące korzystania przez osadzonych z własnej odzieży jak również ograniczenie udziału w zajęciach organizowanych poza terenem zakładu karnego). Niektóre rozwiązania są niecelowe (np. wprowadzenie limitów dla udziału skazanych w zajęciach organizowanych poza terenem zakładu karnego), a niekiedy także niespójne z już istniejącymi uregulowaniami (np. w zakresie korzystania przez skazanych z własnej odzieży). Projektowane zmiany budzą zaniepokojenie, a niektóre z nich uzasadnione zastrzeżenia. Nie uwzględniają ponadto w sposób dostateczny standardów międzynarodowych zawartych w Regułach Mandeli oraz zaleceń wynikających z Raportu z wizyty w Polsce w 2013 r. Europejskiego Komitetu ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu i Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT) oraz Europejskich Reguł Więziennych. Godzą także w dotychczas przyjęte zasady w zakresie odbywania kary oraz naruszają zasady przyjęte w Zaleceniu Rec (2006)2 Komitetu Ministrów do państw członkowskich Rady Europy w sprawie Europejskich Reguł Więziennych , które stanowią że restrykcje nałożone na osoby pozbawione wolności są ograniczone do koniecznego minimum i proporcjonalne do uzasadnionego celu, dla którego zostały nałożone.

Uwagi RPO do proponowanych uregulowań zostały przedstawione Przewodniczącemu Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w piśmie z dnia 12 lipca 2019 r. a także Zastępcy Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.

Oto one:

Uwagi do autopoprawki do rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny (druk nr 3386)

Projektowane zmiany dotyczą przede wszystkim dwóch zasadniczych kwestii: realizacji rozmów telefonicznych przez skazanych i tymczasowo aresztowanych oraz przeprowadzania kontroli osób, przedmiotów, paczek i bagaży, pojazdów oraz pomieszczeń w zakładzie karnym, a także miejsc pracy osadzonych poza zakładem karnym.

Projektodawca restrykcyjnie ogranicza kontakty skazanych i tymczasowo aresztowanych z podmiotami wskazanymi w art. 8 § 3 k.k.w. oraz kontakty tymczasowo aresztowanych z najbliższymi, przy czym decyzję w przedmiocie ostatecznego kształtu i zakresu tych ograniczeń oddaje w ręce administracji więziennej. Rodzi to obawę, że interes Służby Więziennej, polegający na zmniejszeniu obciążenia funkcjonariuszy obowiązkami, może przeważyć nad potrzebą zapewnienia np. realizacji prawa osadzonych do obrony.

Projektowana nowelizacja tworzy ramy przeprowadzania kontroli przez funkcjonariuszy Służby Więziennej, określając warunki i sposoby ich dokonywania. Czyni to jednak w sposób nie w pełni respektujący zarówno standardy konstytucyjne, jak i międzynarodowe. W szczególności nie wprowadza dostatecznych gwarancji praworządnego stosowania tych środków, które ze swej istoty stanowią ingerencję w konstytucyjne prawo osadzonego do wolności i nietykalności osobistej. 

Większość proponowanych zmian zmierza do ograniczenia uprawnień osób pozbawionych wolności (ograniczenia w zakresie kontaktów telefonicznych, korzystania przez osadzonych z własnej odzieży, udziału w zajęciach organizowanych poza terenem zakładu karnego). Niektóre rozwiązania wprowadzone projektowanymi przepisami należy ocenić jako niecelowe (np. wprowadzenie limitów dla udziału skazanych w zajęciach organizowanych poza terenem zakładu karnego), a niekiedy także niespójne z już istniejącymi uregulowaniami (np. w zakresie korzystania przez skazanych z własnej odzieży). Uzasadnienie do projektu nie zawiera przekonującego wyjaśnienia zasadności tych uregulowań.

1.Rozmowy telefoniczne (art. 8 §4-6, art. 92 pkt 14, art. 204b, art. 217c)

Proponowane zmiany idą w kierunku zdecydowanego ograniczenia nawiązywania przez tymczasowo aresztowanych i skazanych kontaktów telefonicznych, przy czym – co jest najbardziej niepokojące – ograniczenia te mają dotyczyć w szczególności kontaktów z obrońcą, pełnomocnikiem będącym adwokatem lub radcą prawnym oraz przedstawicielem niebędącym adwokatem ani radcą prawnym, który został zaaprobowany przez Przewodniczącego Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka do reprezentowania skazanego przed tym Trybunałem, czyli podmiotami, o których mowa w art. 8 § 3 k.k.w.

Projektowane przepisy przewidują, że rozmowy telefoniczne z podmiotami, o których mowa w art. 8 § 3 k.k.w. mogą być prowadzone co najmniej raz w tygodniu w terminach określonych w porządku wewnętrznym zakładu karnego lub aresztu śledczego (art. 8 § 4 i art. 217c § 1a). Oznacza to, że wprowadzenie jako zasady jednej rozmowy telefonicznej w tygodniu ze wskazanymi podmiotami będzie w pełni realizowało dyspozycję projektowanego przepisu. Uzasadniona jest obawa, że ten minimalny standard zostanie przyjęty jako obowiązujący w zdecydowanej większości jednostek penitencjarnych, jako że będzie realizował oczekiwania Służby Więziennej zmniejszenia obciążenia pracą funkcjonariuszy. Podobnie uregulowano kwestie kąpieli osadzonych mężczyzn („tymczasowo aresztowany/skazany korzysta co najmniej raz w tygodniu z ciepłej kąpieli”) i do 2014 r. zasadą było udzielanie osadzonym tylko jednej kąpieli w tygodniu (później ten standard został podniesiony, ale nadal nieznacznie, o jedną kąpiel w tygodniu).

Dopuszczenie możliwości ograniczenia kontaktów telefonicznych z obrońcą lub pełnomocnikiem do jednego w tygodniu powoduje, że w praktyce  realizacja prawa do obrony poprzez kontakty telefoniczne staje się iluzoryczna. Należy wskazać, że aktualnie obowiązujące przepisy, w myśl których skazany i tymczasowo aresztowany, który posiada zgodę organu dysponującego, może skorzystać z samoinkasującego aparatu telefonicznego jeden raz w ciągu dnia[1], realizują wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 25 listopada 2014 r. sygn. akt K 54/13, wydany w wyniku rozpatrzenia wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich. Trybunał orzekł, iż bezwzględny zakaz kontaktu telefonicznego oskarżonego pozbawionego wolności z obrońcą narusza konstytucyjne prawo do obrony. Trybunał stwierdził, iż swobodne porozumiewanie sią oskarżonego ze swoim obrońcą stanowi element konstytucyjnego prawa do obrony i należy do fundamentów rzetelnego procesu sądowego, w którym umożliwia się przygotowywanie obrony i realizowanie jej w toku postępowania. Porozumiewanie się obrońcy i jego klienta powinno być co do zasady nieskrępowane, wolne od kontroli i innych, nadmiernych utrudnień. Ograniczenia tych kontaktów są dopuszczalne, jednak muszą mieć ważną podstawę i być rzetelnie uzasadnione. Projektowane przepisy są więc krokiem wstecz w stosunku do obowiązujących rozwiązań.

Projektowane przepisy dopuszczają możliwość skorzystania przez osadzonego z dodatkowej, poza terminami wskazanymi w porządku wewnętrznym zakładu karnego lub aresztu śledczego, rozmowy z podmiotami, o których mowa w art. 8 § 3 k.k.w., za zgodą dyrektora zakładu karnego lub aresztu śledczego, jedynie w szczególnie uzasadnionych przypadkach, wyłącznie w sytuacji, gdy na konieczność niezwłocznego przeprowadzenia rozmowy będą wskazywały wyznaczone terminy czynności procesowych. Nie można zgodzić się, że potrzebę kontaktu z obrońcą wyznaczają wyłącznie terminy czynności procesowych. Realizacja prawa do obrony może wymagać intensyfikacji kontaktów oskarżonego z obrońcą w różnych stadiach procesu karnego. Tak restrykcyjne ograniczenie przypadków, w których oskarżony pozbawiony wolności będzie mógł skorzystać z dodatkowego kontaktu telefonicznego prowadzi w istocie do praktycznego pozbawienia go możliwości szybkiego nawiązania kontaktu z obrońcą, jeśli potrzeba taka zaistnieje w terminie niezbiegającym się z wyznaczonym terminem czynności procesowej. 

Projektowane przepisy przewidują, że skazany lub tymczasowo aresztowany może skorzystać z rozmowy telefonicznej z obrońcą lub pełnomocnikiem będącym adwokatem albo radcą prawnym wyłącznie pod numerem telefonu udostępnionym przez niego publicznie do kontaktu, w szczególności na stronie internetowej samorządu adwokackiego lub radców prawnych (art. 8 §5 i art. 217c § 1b). Przyjęcie tej zasady w stosunku do osób tymczasowo aresztowanych nie wydaje się celowe. W przypadku osób tymczasowo aresztowanych organ dysponujący wydaje zarządzenie o zgodzie na kontakt telefoniczny, wskazując jednocześnie numer telefonu, pod którym tymczasowo aresztowany może kontaktować się ze swoim obrońcą lub pełnomocnikiem. Przeprowadzenie weryfikacji numeru odbywa się więc na etapie wydawania zgody na rozmowę telefoniczną przez organ dysponujący i nie ma potrzeby dokonywania ponownego sprawdzenia numeru przez funkcjonariusza Służby Więziennej. Wystarczy, że funkcjonariusz potwierdzi nawiązanie połączenia z osobą wskazaną w zarządzeniu. Nie jest tym samym konieczne, aby tymczasowo aresztowany kontaktował się z obrońcą lub pełnomocnikiem wyłącznie pod numerem udostępnionym publicznie do kontaktu.

W projektowanych przepisach nie uregulowano sposobu weryfikacji przez administrację więzienną połączenia telefonicznego skazanego lub tymczasowo aresztowanego z przedstawicielem niebędącym adwokatem ani radcą prawnym, który został zaaprobowany przez Przewodniczącego Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka do reprezentowania skazanego przed tym Trybunałem. Potrzeba takiej weryfikacji wynika z uprawnienia osadzonego do przeprowadzenia rozmowy nieograniczonej czasowo.

W świetle projektowanych regulacji (art. 8 § 6) nie jest wiadome, w jaki sposób projektodawca widzi realizację rozmów z podmiotami wymienionymi w art. 8 § 3 k.k.w. przez skazanych w zakładach karnych typu półotwartego i otwartego, których rozmowy nie podlegają kontroli administracji. W odniesieniu do tych skazanych rezygnuje się z weryfikacji rozmówcy przez funkcjonariusza Służby Więziennej na zasadach określonych w projektowanym przepisie art. 8 § 5 k.k.w. Do skorzystania przez skazanego z nielimitowanej czasowo rozmowy telefonicznej wystarczająca powinna być zatem jego deklaracja, iż zamierza nawiązać połączenie telefoniczne z jednym z podmiotów wskazanych w art. 8 § 3 k.k.w.

W odniesieniu do tymczasowo aresztowanych w projektowanych przepisach ograniczono także możliwość kontaktowania się telefonicznego z innymi niż wskazane w art. 8 § 3 k.k.w. osobami (art. 217c § 1c). Kontakt telefoniczny, na który zgodę - tak jak w obecnym stanie prawnym - wyrazić musi organ dysponujący, tymczasowo aresztowany może nawiązać wyłącznie z osobą najbliższą, o której mowa w art. 115 § 11 k.k. Zgoda może zostać wyrażona wyłącznie w szczególnie uzasadnionych przypadkach.

Zgodnie z projektowaną regulacją kontakt telefoniczny tymczasowo aresztowanego z osobami bliskimi innymi niż wskazane w art. 115 § 11 k.k. nie będzie możliwy w żadnych okolicznościach, niezależnie od jego sytuacji rodzinnej i życiowej. Jako szczególny wypadek uzasadniający wydanie zgody na kontakt telefoniczny projektodawca wskazuje sytuację, gdy bezpośredni kontakt nie jest możliwy lub jest szczególnie utrudniony lub gdy wynika to z nagłej sytuacji życiowej. W myśl tej regulacji tymczasowo aresztowany, który jest odwiedzany przez bliskich nie otrzyma zgody na  kontaktowanie się z nimi drogą telefoniczną, chyba że zaistnieje nagła sytuacja życiowa.

Obecnie, jeśli organ dysponujący nie widzi przeszkód dla kontaktu telefonicznego z daną osobą najbliższą, to udzielając zgody obejmuje nią stałe, wielokrotne kontakty tymczasowo aresztowanego z tą osobą, na zasadach określonych w porządku wewnętrznym aresztu śledczego. Projektowane przepisy przewidują, że przeprowadzenie rozmowy telefonicznej przez tymczasowo aresztowanego będzie wymagało każdorazowej zgody organu dysponującego (art. 217c § 1c zd. drugie). Wprowadzenie takiego rozwiązania nie wydaje się celowe. Jeżeli bowiem organ dysponujący raz już stwierdził brak przeszkód do kontaktu telefonicznego tymczasowo aresztowanego z daną osobą najbliższą, to nie ma potrzeby powtarzania procedury weryfikacyjnej, jeśli nie zaistniały konkretne okoliczności uzasadniające cofnięcie zgody na kontakt w tej formie.

Projektowane przepisy wprowadzają możliwość kontrolowania rozmów telefonicznych skazanych odbywających karę pozbawienia wolności w zakładzie karnym typu otwartego, które dotychczas kontroli nie podlegały (art. 92 pkt 14). Należy zauważyć, że w przyjętym w polskim prawie karnym wykonawczym progresywnym systemie odbywania kary jest to typ zakładu o najwyższym stopniu swobody i najniższym stopniu stosowanych zabezpieczeń ochronnych. Do zakładu karnego typu otwartego kierowani są skazani, których warunki i właściwości osobiste zostały rozpoznane na wcześniejszych etapach wykonywania kary, a ich postawa i zachowanie uzasadniają w ocenie administracji penitencjarnej odbywanie kary w warunkach zwiększonej swobody i zaufania. W zakładzie karnym typu otwartego skazani mogą sami opuszczać teren zakładu karnego udając się do pracy, do szkoły, na zajęcia terapeutyczne, kulturalno-oświatowe czy sportowe, ich korespondencja nie podlega cenzurze, a rozmowy w czasie widzeń nie podlegają kontroli. Mając na uwadze warunki, w jakich ci skazani odbywają karę, wprowadzenie wobec nich kontroli rozmów telefonicznych nie znajduje uzasadnienia. Stoi też w sprzeczności z innymi przepisami, przewidującymi stopniowe zwiększanie uprawnień skazanych w miarę przenoszenia ich do zakładów karnych o zmniejszonym stopniu kontroli.

2.Udział skazanych w zajęciach poza terenem zakładu karnego (art. 91 pkt 4 i art. 92 pkt 4)

Projektowane przepisy wprowadzają limity wyjść skazanych w zakładach karnych półotwartych i otwartych na zajęcia organizowane poza terenem zakładu karnego – w zakładzie karnym typu półotwartego maksymalnie 28 wyjść w ciągu roku (średnio raz na dwa tygodnie), w zakładzie karnym typu otwartego maksymalnie 56 wyjść w ciągu roku (średnio raz w tygodniu). Wprowadzenie w przepisach limitu wyjść wydaje się nieuzasadnione. O zgodzie na wyjście skazanego każdorazowo decyduje dyrektor zakładu karnego. Dyrektor udzieli zezwolenia tylko temu skazanemu, który swoją postawą i zachowaniem daje gwarancję właściwego wykorzystania zezwolenia. Wprowadzenie maksymalnego limitu stwarza ryzyko pozbawienia możliwości udziału w takich zajęciach osób, które spełniają wszelkie przesłanki do korzystania z zajęć poza jednostką, tylko dlatego, że przysługujący im limit został wyczerpany. Przyznanie uprawnienia dyrektorowi do kontroli wyjść skazanych w wystarczający sposób zabezpiecza interes wymiaru sprawiedliwości, w przypadku gdyby uczestnictwo skazanego w zajęciach poza terenem zakładu karnego nie było wskazane, dyrektor ma zawsze możliwość niewyrażenia zgody na udział w nich skazanego.

3.Korzystanie z własnej odzieży skazanych w zakładzie karnym typu półotwartego (art. 91 pkt 6)

Projektowany przepis przewiduje, iż w zakładzie karnym typu półotwartego skazani będą mogli korzystać jedynie z własnej bielizny i obuwia. Oznacza to, że ich sytuacja pod tym względem będzie gorsza niż skazanych w zakładzie karnym typu zamkniętego, ponieważ w tym ostatnim skazani mogą korzystać z własnej bielizny i obuwia, a za zezwoleniem dyrektora zakładu karnego – także z odzieży (art. 90 pkt 5 k.k.w.). Projektowany przepis w odniesieniu do zakładu karnego typu półotwartego nie przewiduje możliwości uzyskania zezwolenia dyrektora zakładu karnego na korzystanie z własnej odzieży.

4.Kontrola osadzonych  (Rozdział XXa)

Projektowane przepisy stanowią, że kontrola pobieżna przeprowadzana jest co do zasady przez funkcjonariusza Służby Więziennej tej samej płci co osoba kontrolowana (art. 241b § 3). Dopuszczają jednak rezygnację z tego warunku jeśli kontrola musi być przeprowadzona niezwłocznie, w szczególności ze względu na okoliczności mogące stanowić zagrożenie życia i zdrowia ludzkiego lub mienia. W ocenie Rzecznika rezygnacja z przeprowadzenia kontroli pobieżnej przez osobę tej samej płci powinna mieć miejsce absolutnie wyjątkowo, tylko i wyłącznie w sytuacji, gdy nieprzeprowadzenie jej niezwłocznie stwarzałoby zagrożenie dla życia i zdrowia ludzkiego albo mienia. Rozszerzanie rezygnacji z tego warunku na inne sytuacje nie powinno być dopuszczone.

Zawarte w projektowanych przepisach zasady przeprowadzania kontroli osobistej przewidują dokonywanie jej przez osobę tej samej płci, co osoba kontrolowana, w miejscu niedostępnym w czasie dokonywania kontroli dla osób postronnych. Dopuszczają jednak rezygnację z obu tych warunków, jeżeli kontrola osobista musi być przeprowadzona niezwłocznie, w szczególności ze względu na okoliczności mogące stanowić zagrożenie życia i zdrowia ludzkiego lub mienia (art. 241c § 3). W ocenie Rzecznika rezygnacja z któregokolwiek z tych warunków w odniesieniu do kontroli osobistej jest niedopuszczalna. Kontrola osobista osadzonego jako czynność głęboko ingerująca w prawo do prywatności, powinna zawsze odbywać się w odpowiednich warunkach, czyli w miejscu niedostępnym dla osób postronnych, bez udziału takich osób, przy jednoczesnym zachowaniu wymogu jej dokonywania przez osobę tej samej płci co osoba kontrolowana. Odstępstwa od tych gwarancji nie powinny mieć miejsca nawet w sytuacjach wyjątkowych.

Projektowane przepisy dopuszczają obecność podczas kontroli osobistej innego pracownika lub pracowników Służby Więziennej, tej samej płci co osoba kontrolowana (art. 241c §4). Nie precyzują przy tym, jakie zadania mają te osoby wykonywać lub czemu ich obecność ma służyć. Wprowadzenie możliwości obecności przy przeprowadzaniu kontroli osobistej osób postronnych, nieuczestniczących w czynnościach kontrolnych, jest niezrozumiałe.

Projektowane przepisy przewidują, że z kontroli osobistej sporządza się protokół tylko w sytuacjach, gdy w jej trakcie ujawniono przedmioty niedozwolone lub inne substancje (art. 241a §5), jeżeli kontrola nie doprowadziła do ujawnienia takich środków, protokołu się nie sporządza. W ocenie Rzecznika protokół powinien być sporządzany za każdym razem, gdy osadzony jest poddawany kontroli osobistej, niezależnie od tego, czy znaleziono niedozwolone przedmioty, czy nie.

Protokół z kontroli pełni funkcję prewencyjną. Zamieszcza się w nim m.in. informacje o funkcjonariuszach, którzy przeprowadzali kontrolę, podstawie prawnej, czasie rozpoczęcia i zakończenia, opis jej przebiegu, informację o pouczeniu osoby kontrolowanej o przysługujących jej prawach. Sporządzenie tego dokumentu umożliwia więc zbadanie przebiegu kontroli i zasadności jej przeprowadzenia. Doświadczenie pokazuje też, że sama konieczność właściwego udokumentowania czynności służbowej może ograniczyć sięganie do kontroli osobistej bez potrzeby, z uwagi na świadomość, że podjęte działania muszą zostać odpowiednio udokumentowane i jest możliwość poddania ich ocenie.

Brak wymogu sporządzania protokołów z tych kontroli osobistych, których efektem nie było ujawnienie przedmiotów niedozwolonych będzie powodował, że weryfikacja zasadności i legalności przeprowadzania kontroli, prawidłowości ich przebiegu, a także częstotliwości ich stosowania będzie utrudniona. Np. w przypadku wprowadzenia możliwości dokonywania w sytuacjach szczególnych kontroli osobistej bez zachowania warunków, o których mowa w art. 241c § 2 (art. 241c § 3), wobec braku protokołu niemożliwa będzie weryfikacja, czy rzeczywiście istniały przesłanki do przeprowadzenia kontroli osobistej bez zachowania tych warunków.

Niezbędnym elementem w protokole z kontroli osobistej powinien być podpis osoby kontrolowanej. Projektowane zmiany do ustawy o Służbie Więziennej (art. 18 ust. 3f) uwzględniają ten warunek w odniesieniu do protokołu sporządzanego z kontroli osób ubiegających się o wstęp, przebywających i opuszczających teren jednostki oraz funkcjonariuszy lub pracowników. Nie zawarto go natomiast w treści projektowanego przepisu art. 241a §6 k.k.w. Dodatkowy charakter gwarancyjny ma uwzględnienie w protokole ewentualnych uwag osoby poddanej kontroli, dlatego należy postulować uzupełnienie wykazu zawartego w art. 241a §6 o punkt: „uwagi osoby kontrolowanej”.

W aktualnie obowiązujących przepisach przyjęto zasadę, że podczas kontroli osobistej funkcjonariusz Służby Więziennej nie powinien dotykać osoby kontrolowanej[2]. Od tego standardu odchodzi projektowana regulacja, która stanowi, iż sprawdzenia jamy ustnej, nosa, uszu, włosów oraz miejsc trudno dostępnych osoby kontrolowanej, jak również jej miejsc intymnych, dokonuje się nie tylko wzrokowo, ale również manualnie (art. 241c §6). Jest to bardzo daleko posunięta ingerencja w prawo osoby kontrolowanej do wolności i nietykalności osobistej, w uzasadnieniu do projektu nowelizacji nie wskazuje się, dlaczego uznano za konieczne wprowadzenie tej zmiany.

Manualna kontrola miejsc intymnych – o ile w ogóle znajduje uzasadnienie – powinna być obwarowana wyjątkowymi gwarancjami w zakresie możliwości jej zastosowania. Przepisy powinny regulować przypadki, w jakich dopuszcza się stosowanie kontroli osobistej w tej formie, wskazywać osoby uprawnione do jej przeprowadzenia (lekarz, ewentualnie specjalnie przeszkolony funkcjonariusz tej samej płci co osoba kontrolowana), gwarantować sporządzenie protokołu z kontroli, w którym odnotowane zostaną uwagi osoby kontrolowanej. Bez zapewnienia tych gwarancji prowadzenie kontroli w taki sposób może być uznane za naruszające godność ludzką osoby kontrolowanej i noszące cechy poniżającego traktowania.

W odniesieniu do przepisów regulujących dokonywanie w zakładach psychiatrycznych dysponujących warunkami wzmocnionego i maksymalnego zabezpieczenia kontroli przedmiotów posiadanych przez sprawców oraz pomieszczeń, w których oni przebywają, projektowane przepisy przewidują odpowiednie stosowanie art. 241a §4 i §9. Wskazane przepisy odnoszą się do czasu przeprowadzania kontroli oraz postępowania z przedmiotami znalezionymi podczas kontroli, których osoba kontrolowana nie może posiadać lub których właściciela nie ustalono. Za konieczne uznać należy także odpowiednie stosowanie innych przepisów art. 241a: §2 – zobowiązującego do przeprowadzania kontroli w sposób możliwie najmniej naruszający dobra osobiste osoby kontrolowanej oraz §5 i § 6 – odnoszących się do obowiązku sporządzenia protokołu z przebiegu kontroli w przypadku, gdy w trakcie kontroli ujawniono niedozwolone przedmioty lub substancje. Jako przepisy o charakterze gwarancyjnym powinny być one stosowane analogicznie jak w przypadkach przeprowadzania kontroli w zakładach karnych i aresztach śledczych.

Należy stwierdzić, że projektowane uregulowanie zasad przeprowadzania kontroli osobistej nie uwzględnia w sposób dostateczny standardów międzynarodowych zawartych w Regułach Mandeli oraz zaleceń wynikających z Raportu z wizyty w Polsce w 2013 r. Europejskiego Komitetu ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu i Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT): prowadzenia przeszukań więźniów zgodnie z zasadami proporcjonalności, legalności i konieczności (Reguła 50), prowadzenia odpowiednich zapisów przeszukań, w szczególności przeszukań osobistych i szczegółowych oględzin ciała (Reguła 51), wykonywania przeszukań inwazyjnych przez wykwalifikowanych pracowników służby zdrowia lub przynajmniej przez personel odpowiednio przeszkolony przez pracownika medycznego (Reguła 52), oparcia przeprowadzenia kontroli na indywidualnej ocenie ryzyka, poddania jej rygorystycznym kryteriom i nadzorowi, podjęcia wszelkich rozsądnych wysiłków w celu zminimalizowania poczucia zażenowania u osoby kontrolowanej (CPT/Inf (2014) 21, § 106).

IX.517.1623.2019





[1] Art. 105b i art. 217c k.k.w. oraz § 24 ust.1 regulaminu organizacyjno-porządkowego wykonywania kary pozbawienia wolności i § 28 ust. 1 regulaminu organizacyjno-porządkowego wykonywania tymczasowego aresztowania

[2] §68 pkt 6 rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 17 października 2016 r. w sprawie sposobów ochrony jednostek organizacyjnych Służby Więziennej.

 

Trzeba poprawić procedury kwalifikowania do KOZZD w Gostyninie. RPO do Służby Więziennej

Data: 2019-07-18
  • Nad tym, czy więzień po wyjściu na wolność może stwarzać zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób, trzeba się zastanawiać co najmniej rok, a nawet półtora roku przed końcem kary
  • Dziś daje się na to osiem miesięcy, a to za mało, by biegli uzgodnili opinię w tych trudnych sprawach
  • Wnioski te RPO przekazuje Dyrektorowi Generalnemu Służby Więziennej po spotkaniach z sędziami Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Do tego sądu wpływa najwięcej wniosków w takich sprawach, bo w jego właściwościach znajdują się dwie jednostki penitencjarne, w których funkcjonują oddziały terapeutyczne przeznaczone dla sprawców przestępstw popełnionych w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych (Zakład Karny w Sztumie oraz Areszt Śledczy w Starogardzie Gdańskim).

Osoby uznane za osobę stwarzające zagrożenie w myśl ustawy z dnia 22 listopada 2013 r. mogą być umieszczone po upływie kary bezterminowo – już jako pacjenci – w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Funkcjonuje on jako podmiot leczniczy podlegający Ministrowi Zdrowia, gdzie osoby te są poddawane terapii.

Żeby tak się stało, dyrektor jednostki penitencjarnej musi zgłosić do sądu stosowny wniosek. Jak zwrócili Rzecznikowi Praw Obywatelskich uwagę sędziowie z Gdańska, decyzja sądu zapada na podstawie opinii biegłych, a przygotowanie opinii w tej kategorii spraw jest czasochłonne, a niekiedy wśród opiniujących nie ma jednomyślności, co dodatkowo wydłuża proces wydania postanowienia. Sędziowie zgłosili więc postulat, aby dyrektorzy zakładów karnych/aresztów śledczych występowali z wnioskiem do sądu znacznie wcześniej, tj. rok albo nawet półtora roku przed końcem kary.

W ocenie sędziów zalecony przez Dyrektora Generalnego Służby Więziennej okres ośmiu miesięcy przed zakończeniem kary jest niewystarczający. Wydłużenie go pozwoliłoby na sprawne przeprowadzenie postępowania sądowego oraz dogłębne zweryfikowanie materialnych przesłanek uznania skazanego za osobę stwarzającą zagrożenie w myśl ustawy. Nie byłoby też konieczności sięgania po zakwestionowany przez Sąd Najwyższy środek w postaci zabezpieczenia cywilnego, polegający na umieszczeniu osoby po zakończeniu kary w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym do czasu prawomocnego zakończenia postępowania.

IX.517.1702.2017

E-zwolnienia w Policji są na papierze. RPO do MSWiA: to niezgodne z ustawą

Data: 2019-07-17
  • Policjant nie dostarczył do swojej komendy wydruku zwolnienia lekarskiego i miał z tego powodu kłopoty
  • Problem polega na złym przepływie informacji o e-zwolnieniach w samej Policji.
  • - W mojej ocenie zakłócenia komunikacji pomiędzy jednostkami Policji nie powinny być korygowane kosztem policjantów – stwierdza Adam Bodnar i zwraca uwagę na problem minister spraw wewnętrznych i administracji Elżbiecie Witek.

Zwolnienia lekarskie wystawia się teraz elektronicznie i są one tą drogą przekazywane pracodawcy. Policja ma jednak regulacje wewnętrzne, zgodnie z którymi mimo wystawienia e-zwolnienia trzeba jeszcze przynieść przełożonemu wydruk. Dlaczego? Bo płatnikami w rozumieniu przepisów o e-zwolnieniach Policja uczyniła komendantów wojewódzkich, tymczasem przełożonymi w sprawach osobowych są komendanci powiatowi i miejscy. A do nich informacja o e-zwolnieniu może trafić z opóźnieniem albo wcale. Dlatego system jest uszczelniany przez dodatkowe obowiązki nałożone na policjantów. Lekarze przekonują jednak pacjentów, że zgodnie z prawem e-zwolnienie wystarczy.

Jeden z tych policjantów napisał o tym do RPO: lekarz wystawiając mu zwolnienie powiadomił go, że wysyła je drogą elektroniczną. Policjant uznał więc, że czasowe regulacje wprowadzone w momencie wdrażania e-zwolnień już nie obowiązują, a system działa poprawnie. Miał z tego powodu postępowanie dyscyplinarne, podobnie jak 15 jego kolegów z którymi przeprowadzono rozmowy dyscyplinujące. Bo nie zastosowali się do wewnętrznej instrukcji Policji.

Rzecznik poprosił o wyjaśnienia i dowiedział się, że czasowa instrukcja, wprowadzana na czas wdrażania e-zwolnień, w praktyce nadal jest w mocy, a funkcjonariusze mają dostarczać zwolnienia na papierze w ciągu 7 dni: „W aktualnym stanie prawnym nadal mowa jest o obowiązku dostarczenia wydruku zaświadczenia lekarskiego i zobowiązaniu policjanta do dostarczenia go przełożonemu właściwemu do spraw osobowych w terminie 7 dni od dnia jego otrzymania. W kontekście istniejącej regulacji istotne jest to, że komendy miejskie/powiatowe Policji nie posiadają profilu informacyjnego płatnika, (…), tym samym zaświadczenia lekarskie nie trafiały i nie trafiają do tych jednostek Policji bezpośrednio, lecz za pośrednictwem Komendy Wojewódzkiej Policji (…).

Jak zauważył Rzecznik Praw Obywatelskich, nie da się takiego obowiązku wywieść z przepisów, zatem Policja wewnętrzną instrukcją zmienia przepisy prawa powszechnie obowiązującego. A z tych wynikają dwie rzeczy:

  1. obowiązek przekazania wydruku zwolnienia ciąży na chorym wtedy, gdy lekarz widzi w systemie e-zwolnień, że pracodawca nie ma w nim konta (profilu).
  2. Jeśli jednak zwolnienie zostało wystawione elektronicznie, to obowiązku pobierania wydruku nie ma – jest tylko taka możliwość. I dopiero wtedy, gdy chory policjant z niej skorzysta, to zobowiązuje się tym samym do dostarczenia kopii przełożonemu. Zatem jeśli nie pobrał dokumentu papierowego, to nie ciąży na nim obowiązek dostarczenia go dalej w ciągu 7 dni.

RPO zwraca się więc do min. Witek o rozwiązanie tego problemu prawnego. Prosi też o zbadanie, dlaczego komendanci powiatowi/miejscy mają ograniczony dostęp do profilu płatnika składek.

Równocześnie RPO zauważa, że problem na tym się nie kończy: przepisy ustawy o Policji nie przewidują możliwości kwestionowania notatek z rozmów dyscyplinujących ani żadnej formy wznowienia postępowania poprzedzającego ich wydanie. To także powinno być  zmienione, co RPO sygnalizował już w 2009 oraz 2015 roku.

WZF.7043.59.2018

Decyzja o umieszczeniu danych sprawcy w „rejestrze pedofilów” powinna być jasno komunikowana w wyroku – RPO pisze do Ministra Sprawiedliwości

Data: 2019-07-16
  • Pokrzywdzony przestępstwem na tle seksualnym może nie chcieć, by dane sprawcy znalazły się w publicznym rejestrze pedofilów. Bo np. w ten sposób można odgadnąć i jego tożsamość.
  • Przepisy o rejestrze są jednak skonstruowane tak, że o publikacji danych można się dowiedzieć już po upłynięciu wszelkich terminów na odwołanie się.
  • RPO zgłasza ministrowi Zbigniewowi Ziobrze kolejny problem z ustawą „o rejestrze pedofilów”.

W Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym umieszcza się dane osoby prawomocnie skazanej za przestępstwa na tle seksualnym (wymienione w art. 2 ustawy z 13 maja 2016 r.), a także osób, przeciwko którym w sprawach o takie przestępstwa prawomocnie warunkowo umorzono postępowanie karne lub orzeczono środki zabezpieczające.

Problem w tym, że umieszczenie w rejestrze następuje z mocy prawa. Dopiero jeśli sąd uzna, że w danym przypadku (z różnych przyczyn) danych sprawcy nie należy upubliczniać, wydaje w tej sprawie postanowienie. A zatem dla uczestników postępowania (w tym dla ofiar) może nie być oczywiste, że skazanie albo warunkowe umorzenie oznacza też publikację danych sprawcy.

W ocenie Rzecznika taka regulacja może stanowić pułapkę proceduralną dla osoby uczestniczącej w postępowaniu, która nie jest świadoma skutków orzeczenia sądu, albo dowiaduje się o tych skutkach dopiero po zakończonym postępowaniu, gdy upłynęły już wszystkie terminy procesowe (zwykle wówczas, gdy jest zawiadamiana w trybie art. 10 ustawy o umieszczeniu jej danych w Rejestrze). Pokrzywdzony – tak samo jak sprawca – może zostać zaskoczony informacją, że dane sprawcy zostały umieszczone w Rejestrze. W tym zakresie regulacje ustawy z dnia 13 maja 2016 r. prowadzą do zachwiania zaufania jednostki do państwa i stanowionego przez nie prawa, a także naruszają zasady sprawiedliwości proceduralnej, znajdujące oparcie w art. 2 oraz art. 45 Konstytucji.

Zdaniem RPO przepisy trzeba zmienić tak, by informacja o publikacji danych w Rejestrze była wyraźnie komunikowana. Sprawy, które badał Rzecznik Praw Obywatelskich, dotyczyły m. in. osób nieletnich, od których trudno jest wymagać pełnej świadomości skutków prawnych popełnionych czynów.

- Funkcja informacyjna orzeczenia sądowego polega właśnie na tym, że określa ono w wyczerpujący sposób sytuację prawną jednostki, i nie jest ona zaskakiwana dodatkowymi, niewynikającymi wprost z samej treści orzeczenia, skutkami – zauważa Adam Bodnar. - Zamieszczenie rozstrzygnięcia o umieszczeniu w rejestrze sprawców seksualnych pozwoli także stronie postępowania na skorzystanie z prawa do zaskarżenia orzeczenia w tym zakresie – które to prawo obecnie nie jest w wystarczającym stopniu zabezpieczone.

To kolejne wystąpienie RPO dotyczące rejestru pedofilów. Rzecznik Praw Obywatelskich zwracał już uwagę na problem wtórnej wiktymizacji ofiar przestępstw seksualnych, a także stygmatyzacji rodzin sprawców, która jest niezamierzonym skutkiem ujawnienia danych sprawcy w Rejestrze. Zwracał uwagę na problem ujawniania danych nieletnich (co spotkało np. 16-latkęw związku z czynem, za który sąd udzielił jej upomnienia, uznając że sprawa „nie ma charakteru poważnego”).

IV.550.1.2019

Rząd rozszerzy prawo do premii gwarancyjnej z książeczki mieszkaniowej. Odpowiedź MIiR

Data: 2019-07-16
  • Katalog wydatków mieszkaniowych uprawniających do premii gwarancyjnych z PRL-owskiej książeczki mieszkaniowej zostanie rozszerzony
  • Rząd sprawdzi też, ile książeczek naprawdę przetrwało od czasu PRL – wtedy będzie wiadomo, z jakimi wydatkami musi się liczyć państwo. Na razie posługujemy się szacunkami na podstawie liczby wydanych książeczek
  • Po ponad dwóch latach zabiegów RPO rząd zaproponował zmiany w przepisach
  • Problem właścicieli „książeczek mieszkaniowych” jest na liście 15 problemów, które Adam Bodnar o które chce się upominać do końca swojej kadencji w 2020 r.

W czasach PRL władze zachęcały ludzi do oszczędzania na mieszkanie na tzw. książeczkach mieszkaniowych. Po uskładaniu wkładu na mieszkanie spółdzielcze właściciel książeczki mógł liczyć na dodatkową premię – tzw. gwarancyjną. System zawalił się jednak w kryzysie gospodarczym lat 70. i 80. Wkład zgromadzony na książeczce nie starczał już na mieszkanie. W III RP można już było jednak dzięki książeczce sfinansować część wydatków np. na wykup mieszkania czy wymianę okien.

Z tej możliwości nie skorzystało jednak do tej pory nadal ponad milion osób (tyle wydanych książeczek nie zostało zlikwidowanych). Mają prawo do premii, ale wydatki mieszkaniowe, jakie planują, nie są podstawą do wypłaty premii. Od stycznia 2017 r. RPO proponował, by rozszerzyć listę wydatków mieszkaniowych, na które można dostać premię.

Na posiedzeniu senackiej Komisji Praworządności, Praw Człowieka i Petycji 9 lipca RPO Adam Bodnar wymienił problem na liście 15, o które chce się upominać do końca swej kadencji. Miesiąc wcześniej wysłał do Ministra Inwestycji i Rozwoju kolejne ponaglenie w sprawie.

11 lipca wiceminister inwestycji i rozwoju przysłał Rzecznikowi Artur Soboń pismo, że gotowy jest już projekt poszerzający listę wydatków mieszkaniowych, na które można będzie dostać premię. Został on też skierowany do konsultacji (żeby wszedł w życie, musi być jeszcze przyjęty przez cały rząd, a następnie przez parlament i to przed końcem tej kadencji).

Większość pozycji w obecnym katalogu czynności uprawniających do wypłaty premii gwarancyjnej odnosi się do zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych właściciela książeczki w formie zakupu mieszkania (lub uzyskania mieszkania w TBS).

Teraz rząd proponuje rozszerzenie tego katalogu o:

  • opłaty z tytułu przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności;
  • nowe przedsięwzięcia remontowe (poszerzone o wymianę instalacji centralnego ogrzewania, w tym wymianę źródeł ciepła, oraz instalacji wodno-kanalizacyjnej);
  • wydatki związane z zawarciem umowy najmu instytucjonalnego z dojściem do własności - premia gwarancyjna będzie przekazywana przed uzyskaniem własności mieszkania tytułem spłaty części kapitałowej;

Projekt zakłada też uwzględnienie właścicieli książeczek mieszkaniowych w kryteriach pierwszeństwa przy przeprowadzaniu naboru wniosków o zawarcie umowy najmu w programie „Mieszkanie na Start”.

Rząd chce też sprawdzić, ile realnie jest jeszcze niezrealizowanych książeczek. Część niezlikwidowanych książeczek mogła zostać zniszczona lub zgubiona – więc naprawdę na realizację praw właścicieli trzeba mniej pieniędzy, niż się teraz szacuje. Dlatego istniejące książeczki mają być teraz zarejestrowane w bankach. Na podstawie tej informacji zostanie zrobiona analiza dalszych rozwiązań.

Projekt ustawy został ujęty w Wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów pod numerem UD548.

Trzeba poprawić przepisy o byłych celnikach: RPO do Ministra Finansów

Data: 2019-07-15
  • Celnicy, którzy na mocy reformy służb celno-skarbowych zostali „ucywilnieni” (przeniesieni do pracy cywilnej), nie dostają świadectw służby, a to może oznaczać kłopoty przy wyliczaniu emerytur.
  • Formalnie bowiem nie zostali zwolnieni ze służby tylko przeniesieni do pracy cywilnej na mocy ustawy. Zawiera ona lukę, nie udało się jej też naprawić w wyniku wprowadzonych w 2017 r. poprawek.
  • RPO napisał o tym do ministra finansów Mariana Banasia po przeanalizowaniu spraw, z którymi byli funkcjonariusze celni zgłaszają się do jego Biura. Zwrócił się o rozważenie ponownych zmian w prawie, aby celnicy nie musieli w sprawie swoich świadectw iść do sądów.

Krajowa Administracja Skarbowa powstała w wyniku reformy z 2016 r. jako połączenie administracji podatkowej, kontroli skarbowej i Służby Celnej.

Celnicy, którzy do tej pory mieli status funkcjonariuszy, zachowywali go, o ile tak zdecydowały nowe władze KAS. Mogli też dostać propozycję przejścia na stanowisko cywilne w KAS. Nieprzyjęcie takiej propozycji oznaczało wygaśnięcie stosunku służbowego.

Ci celnicy, którzy przyjęli nowe warunki pracy, a teraz przechodzą na emeryturę albo chcą zmienić pracę, stanęli wobec problemu luki w świadectwie pracy. Formalnie nie zostali bowiem zwolnieni ze służby, więc świadectwo służby im się nie należy.

W 2017 r. uchwalono co prawda przepisy, które pozwalają na wydanie świadectwa służby po „ucywilnieniu” funkcjonariusza. Ale działają one od 1 stycznia 2018 r. Wobec „ucywilnionych” w 2017 r. stosuje się przepisy wcześniejsze, które pozwalają na wydanie świadectwa służby tylko w przypadku zwolnienia ze służby, dyscyplinarnego wydalenia ze służby albo wygaśnięcia stosunku służbowego. Krajowa Administracja Skarbowa usiłuje obejść ten problem wydając byłym celnikom świadectwa pracy uzupełnione o okres służby. Jest to jednak wątpliwe prawnie: świadectwo pracy i świadectwo służby to bowiem dwie różne rzeczy, tak jak służba to nie to samo co praca. Przy wyliczaniu emerytury może się okazać, że część aktywności zawodowej nie została udokumentowana właściwie. Dodatkowy prawny problem polega na tym, że jeśli w świadectwie pracy z „elementami służby” znajdą się informacje błędne i wymagające sprostowania, to nie ma tego jak poprawić. A wszystko to może wpłynąć na wymiar emerytury.

Byli celnicy zgłaszają się z tym do sądów – rozstrzygnięcie, że nie można wpisywać okresu służby do świadectwa pracy wydał już Sąd Rejonowy w Gdańsku (wyrok z dnia 6 lutego 2019 roku sygn. akt VI P 429/18, nieprawomocny).

Naprawienie tej sytuacji jest zdaniem RPO możliwe poprzez zmianę przepisów, względnie przyznanie, że funkcjonariuszy tych po prostu zwolniono ze służby.  Przekształcenie” (ucywilnienie) polega bowiem na jednoczesnym zakończeniu służby i rozpoczęciu pracy – za zgodą zainteresowanego. Wtedy dostaną właściwe świadectwa służby. Do wiążącej interpretacji w tym zakresie pozostaje byłym celnikom tylko droga sądowa.

WZF.7040.10.2019

Problem rozliczenia kosztów ogrzewania (podzielniki kosztów ciepła). Czy rządowi udało się wypracować rozwiązanie problemu?

Data: 2019-07-15
  • Ludzie skarżą się na nieprawidłowości w rozliczeniach za ogrzewanie mieszkań. Nie ma bowiem regulacji prawnych określających sposób funkcjonowania i użytkowania podzielników kosztów ciepła w lokalach mieszkalnych i użytkowych.
  • Rząd zna problem, w 2017 r. powstała nawet specjalna grupa robocza. Kiedy jednak w 2018 r. RPO pytał, co grupa ustaliła, dowiedział się, że podzieliła się na dwa podzespoły.
  • Teraz więc pyta, co udało się wypracować tym zespołom.

Kwestia podzielników kosztów ciepła dla rozliczania kosztów ogrzewania lokali mieszkalnych i użytkowych w budynkach wielolokalowych wciąż jest tematem skarg do Rzecznika Praw Obywatelskich. W licznych wystąpieniach Rzecznik wskazywał na potrzebę uregulowania zasad rozliczania z indywidualnymi użytkownikami. Jednak mimo kolejnych nowelizacji Prawa energetycznego, takich uregulowań wciąż nie ma.

Systemy rozliczeń oparte na wskazaniach podzielników kosztów ciepła nie dają użytkownikom mieszkań poczucia rzetelnego rejestrowania zużycia. Zdaniem skarżących nieprawidłowości często są wynikiem wadliwych regulaminów rozliczeń kosztów, w tym ustalanych przez właściciela lub zarządcę współczynników wyrównawczych zużycia ciepła na ogrzewanie, wynikających z położenia lokalu w budynku. System rozliczania jest stosowany bez uprzedniej termomodernizacji budynków.

Już w 2017 r. Minister Energii zapowiedział powołanie Grupy Roboczej ds. określenia wytycznych dla indywidualnego rozliczania kosztów zakupu ciepła w budynkach wielolokalowych. Stąd kolejne pytanie RPO o postęp prac.

W 2018 r. minister poinformował, że:

1.    członkowie Grupy Roboczej 27 września 2018 r. ze względu na szeroki zakres zadań oraz w celu usprawnienia pracy utworzyli dwa zespoły.

2.    pierwszy zespół pracuje nad przygotowaniem zbioru zaleceń do metodyki rozliczania kosztów ciepła dostarczonego do budynku wielolokalowego, drugi – nad techniczną stroną pomiarów ciepła zużytego przez dany budynek/lokal.

RPO pyta więc teraz oficjalnie ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego o informacje, na jakim etapie znajdują się prace tych zespołów wchodzących w skład Grupy Roboczej, a jeżeli prace te już się zakończyły, to jakie są wyniki tych prac.

IV.7215.186.2016

Nowy program wsparcia w wywożeniu trucizn nie zadziała - Rzecznik do NFOŚiGW

Data: 2019-07-12
  • Problemy wysypisk śmieci i trujących odpadów porzuconych na prywatnych gruntach stają się coraz poważniejsze i dotyczą wielu miejsc w Polsce. Zgłaszają je regularnie ludzie na spotkaniach z RPO. Gminy same nie uporają się z tym bez pomocy administracji centralnej. Koszty oczyszczania terenu mogą sięgać nawet kilku kilkudziesięciu mln zł.
  • RPO apelował do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) o zmianę programów tak, by wsparcie dla samorządów było realne. Dostał zapewnienie, że tak będzie.
  • Jednak choć program wsparcia został zmieniony, nadal gminy mogą mieć kłopoty z korzystaniem z pomocy państwa.
  • RPO po raz kolejny interweniuje w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Zgodnie z prawem obowiązek usunięcia odpadów z nielegalnego składowiska spoczywa na ich posiadaczu. Często nie stosuje się on do tego, mimo sankcji lub kar pieniężnych. Rzecznik zna takie przypadki, które sam badał  (np: sprawa nielegalnego składowiska odpadów w Brzegu). W takiej sytuacji obowiązek usunięcia spada na gminy (zwykle w formie tzw. zastępczego wykonania decyzji). Mogą dostać na to pożyczkę z NFOŚiGW, zwłaszcza w ramach działania programu „Ochrona powierzchni ziemi”. Program nie działa, bo gminy nie są w stanie zaciągać takich zobowiązań finansowych, nawet na korzystnych warunkach.

W lutym 2019 r. – jako że sytuacja się nie poprawiła – RPO zwrócił się do NFOŚiGW o pilne podjęcie prac w celu zmiany programów Funduszu. Dowiedział się, że uchwałami Zarządu NFOŚiGW z 26 kwietnia 2019 r. oraz Rady Nadzorczej NFOŚiGW z 8 maja 2019 r. przyjęto nowy Program priorytetowy 2.9. „Usuwanie porzuconych odpadów".

Rzecznik przeanalizował szczegóły programu i doszedł do wniosku, że może on nie zadziałać tak jak poprzednio. Bo choć pojawiła się możliwość umorzenia pożyczki na koszty wywiezienia trucizn, to warunkiem jest kupienie potem przez samorząd nieruchomości, którą doprowadził do użytku.

Rzecznik zdaje sobie sprawę, że pokrycie z publicznych środków kosztów usunięcia odpadów z nieruchomości „prywatnych” powinno być wyjątkiem. Trzeba jednakże mieć na względzie, że brak możliwości wyegzekwowania usunięcia odpadów (lub kosztów usunięcia w trybie wykonania zastępczego) od „sprawcy” zanieczyszczenia jest, wobec występujących w gospodarce odpadami patologii, nader częsty. W takiej zaś sytuacji, finansowe odium związane z usunięciem odpadów i tak spada na barki „podatnika”, tyle że mniej zasobnego, bo lokalnego. Jest zatem zasadne, by w tego rodzaju przypadkach interweniował Fundusz, do którego wszak trafiają środki m.in. z opłat za składowanie odpadów.

V.7204.29.2018

RPO do MEN o kumulacji roczników: jak zamierzacie poprawić sytuację uczniów?

Data: 2019-07-11
  • Codziennie dostaję informacje o uczniach, którzy nadal nie wiedzą, czy polskie szkoły są w stanie zagwarantować im edukację na miarę ich potrzeb, ambicji i możliwości. Taka trudna sytuacja nie miała w Polsce precedensu – pisze Adam Bodnar w wystąpieniu do MEN
  • Pospieszna, niepoparta rzetelną analizą reorganizacja szkół musiała doprowadzić do pogorszenia się jakości nauczania i naruszania praw uczniów
  • RPO przestrzegał przed tym wiele razy. Jego uwagi wynikały nie tylko z dogłębnej analizy projektowanych zmian, ale także z rozmów ze środowiskiem szkolnym i danych o liczbie miejsc w szkołach, jakie przesyłały mu samorządy
  • Zwracam się do Pana Ministra o potraktowanie skarg młodzieży z największą powagą oraz przedstawienie informacji o działaniach podejmowanych przez Ministerstwo w celu poprawy położenia uczniów i odbudowy ich zaufania do polskiej szkoły – pisze RPO.

W tym roku do szkół ponadpodstawowych idą dwa roczniki: ci, którzy skończyli gimnazja (i mają za sobą 9 lat edukacji) oraz absolwenci nowych ośmioklasowych szkół podstawowych. Reforma została przygotowana i przyjęta w 2016 r. O problemie podwójnych roczników rodzice dzieci urodzonych w roku 2003 i 2004 zaczęli alarmować Rzecznika Praw Obywatelskich od razu. RPO przekazywał te uwagi rządowi - bez sktutku.

Dla obu roczników przewidziane są co prawda odmienne ścieżki edukacyjne w liceach i technikach, ale miejsc w sumie powinno wystarczyć dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że miejsca są w szkołach daleko od miejsca zamieszkania albo niezgodnych z profilem edukacji, na jakim zależy młodemu człowiekowi.

- Uczniowie – nawet ci, którzy uzyskali wysokie wyniki kończąc szkołę podstawową lub gimnazjum – nie dostali się do żadnej z wybranych szkół. Taka sytuacja jest nieakceptowalna i w sposób oczywisty prowadzi do naruszenia do gwarantowanego konstytucyjnie (art. 70 Konstytucji) prawa do nauki – pisze Adam Bodnar do nowego ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego. To on odpowiedział na kolejne alarmujące wystąpienie RPO, wysłane w maju do poprzedniej minister Anny Zalewskiej (obecnie europosłanki PiS).

Rzecznik zwraca teraz uwagę nowemu ministrowi, że:

  1. Podwójny rocznik oznacza ciasnotę i pogorszenie się warunków nauki dla wszystkich uczniów, nie tylko dla pierwszej klasy.
  2. Brak miejsca w wybranej szkole może też oznaczać dużo większe koszty dojazdu do szkoły, w której są miejsca.
  3. Dla uczniów z małych miejscowości nie starcza miejsc w bursach, bo liczba miejsc noclegowych nie uległa podwojeniu. Będą musieli wynajmować pokoje po cenach rynkowych, a przez to koszty ich edukacji wzrosną.
  4. Może to sprawić, że wielu uczniów zrezygnuje z korzyści, jakie daje nauka w dużym mieście, z bogatą ofertą kulturalną, lepszymi możliwościami zdobycia dodatkowych kwalifikacji i przygotowania się do edukacji na wyższej uczelni.

Negatywne skutki reformy oświaty mogą zatem znacząco wpłynąć na dalsze plany życiowe uczniów urodzonych w konkretnych rocznikach i rzutować na ich ocenę funkcjonowania państwa. Mogą także spowodować pogłębienie się różnic społecznych.

Rzecznik Praw Obywatelskich wielokrotnie przestrzegał, że pospieszne przekształcenia ustroju szkolnego, niepoparte rzetelną analizą, mogą doprowadzić do pogorszenia się jakości nauczania i naruszania praw uczniów. Głos w tej sprawie zabierał także Rzecznik Praw Dziecka, przedstawiciele władz samorządowych, eksperci z instytucji zajmujących się edukacją oraz osoby, które zmiany te miały dotknąć bezpośrednio – uczniowie, ich rodzice i nauczyciele. Wielu z nich wskazywało na ryzyko związane z kumulacją roczników, ale ich wątpliwości były ignorowane.

Efekty są takie, że:

  • w Warszawie aż 7 tysięcy z 47 tysięcy absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych, którzy złożyli podania do stołecznych szkół, nadal nie wie, w jakiej szkole będzie kontynuować naukę;
  • w Zielonej Górze 552 uczniów nie zostało przyjętych do żadnej szkoły, podczas gdy zostało 533 wolnych miejsc;
  • w Lublinie do szkół nie dostało się 603 uczniów, w tym 104, którzy mieli świadectwa z wyróżnieniem.

Jest tak mimo zapewnień MEN z 5 lipca 2019 r., że „rozwiązania systemowe w edukacji zapewniają każdemu uczniowi (bez wyjątku) bezpłatną realizację obowiązku nauki w szkole, znajdującej się w siedzi szkół publicznych”. Na stwierdzenia MEN, że przepisy nie dają gwarancji, że osoba zainteresowana zostanie przyjęta do wybranej jednostki (s. 1 pisma) oraz że „duża konkurencja do szkół najwyżej notowanych w rankingach nie jest związana z reformą oświaty, ponieważ jest to zjawisko znane od wielu lat” (s. 2 pisma)  RPO odpowiada, że obecna sytuacja w szkołach nie ma precedensu. Spowodowana jest konkretnymi decyzjami rządzących i można było jej uniknąć.

Młodzi ludzie, których przez lata przekonuje się, jak ważne jest dobre wykształcenie, zdają sobie sprawę, że wybór konkretnego typu szkoły może rzutować na całe przyszłe życie człowieka. Dlatego też słuszne są oczekiwania społeczne, że reformy systemu oświaty poprzedzone będą podsumowaniem korzyści i strat, a następnie wprowadzane z myślą o dobru osób, którym mają w największym stopniu służyć. - Z przykrością stwierdzam, że obecna sytuacja dowodzi, że warunki te nie zostały spełnione - wskazuje Rzecznik.

- Wierzę, że dzięki działaniom samorządów, przy dostatecznym wsparciu władz centralnych, wszyscy uczniowie ostatecznie dostaną się do takiego typu szkół, jakie uznali dla siebie za najlepsze. Zgadzam się jednak z oceną, że obecna sytuacja jest dla nich krzywdząca, a wyjaśnienia przedstawiane przez osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie systemu oświaty nie biorą pod uwagę wszystkich aspektów kumulacji roczników. Wskazywanie na oczekiwania części wyborców oraz wybrane wyniki badania opinii społecznej nie stanowią moim zdaniem wystarczającego uzasadnienia dla rozwiązań, które dla wielu osób okazały się szkodliwe – brzmi konkluzja Adama Bodnara.

VII.7037.14.2019

W uzdrowiskach stosuje się zamienniki naturalnych surowców leczniczych. RPO pisze do Ministra Zdrowia

Data: 2019-07-09
  • W leczeniu uzdrowiskowym powszechnie wykorzystuje się zamienniki naturalnych surowców leczniczych – stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli
  • Nie określono bowiem standardów wykorzystywania naturalnych surowców oraz wykonywania zabiegów z ich użyciem
  • Dlatego nie ma pewności, że zabiegi są wykonywane właściwie, a środki publiczne wydatkowane w sposób właściwy - wskazuje RPO Ministrowi Zdrowia

W skargach kierowanych do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich pacjenci często wyrażają niezadowolenie z powodu jakości świadczeń udzielanych w lecznictwie uzdrowiskowym.

Dlatego zaniepokojenie Rzecznika wzbudziły ustalenia Najwyżej Izby Kontroli wynikające z wyników kontroli „Wykorzystywanie naturalnych surowców leczniczych w lecznictwie uzdrowiskowym”. W informacji o tej kontroli z 18 grudnia 2018 r. wskazano bowiem, że NIK ujawniła powszechną praktykę wykorzystywania zamienników naturalnych surowców leczniczych w leczeniu uzdrowiskowym.

Nie stosowano ich w co piątym zabiegu bodźcowym. W 12 na 16 skontrolowanych zakładach zamiast naturalnych surowców nielegalnie używano dodatkowo innych produktów. W 11 skontrolowanych zakładach leczniczych co czwartemu pacjentowi udzielono świadczeń zdrowotnych niezgodnie z warunkami określonymi przez Ministra Zdrowia i Prezesa NFZ. Co dziesiątemu nie wykonano wymaganej liczby zasadniczych zabiegów bodźcowych z wykorzystaniem naturalnych surowców leczniczych, a co trzeciemu leczonemu w szpitalu – wymaganych badań lekarskich.

Ponadto połowa skontrolowanych zakładów nieprawidłowo prowadziła dokumentację medyczną. Nadzór nad wykorzystywaniem naturalnych surowców leczniczych nie był w pełni skuteczny. Nie obejmował weryfikowania, czy do zabiegów bodźcowych stosowane są naturalne surowce o odpowiednich parametrach mikrobiologicznych i fizykochemicznych. W jednym z pięciu województw naczelny lekarz uzdrowisk w ogóle nie kontrolował ich wykorzystywania.

Według NIK we wszystkich pięciu województwach do tych zabiegów stosowano produkty, które nie są naturalnymi surowcami leczniczymi. Nie ma zatem pewności, że zabiegi bodźcowe są właściwie wykonywane, a środki publiczne zasadnie wydatkowane na takie zabiegi.

W ocenie NIK stwierdzone nieprawidłowości są konsekwencją słabości rozwiązań prawnych. Nie opracowano bowiem standardów wykorzystywania surowców ani wykonywania zabiegów z ich użyciem. Sprzyja to używaniu do zabiegów bodźcowych produktów, które nie są naturalnymi surowcami leczniczymi i traktowaniu ich jako zamienniki.

Surowce naturalne po wydobyciu ze złóż i odwiertów nie podlegają obowiązkowym badaniom zachowania właściwości leczniczych i czystości bakteriologicznej. Nie są także badane na etapie udzielania świadczeń zdrowotnych. Nie ma również wymogu badania innych produktów, takich jak np. pasta czy plastry borowinowe stosowane do zabiegów bodźcowych.

NIK postuluje wprowadzenie przepisów określających standardy prowadzenia leczenia uzdrowiskowego - tak, aby zapewnić odpowiednią jakość zabiegów. Określone też być powinny warunki przechowywania naturalnych surowców leczniczych. Konieczne jest również stworzenie systemu badań parametrów mikrobiologicznych i fizyko-chemicznych naturalnych surowców leczniczych - także na etapie udzielania świadczeń zdrowotnych

W trosce o dobro i zdrowie pacjentów Adam Bodnar spytał ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, jakie działania zamierza podjąć w celu usunięcia wskazanych przez NIK nieprawidłowości oraz realizacji propozycji  legislacyjnych.

V.7011.21.2019

MKiDN: spory między inwestorem a architektem nie wymagają zmiany prawa

Data: 2019-07-05
  • Resort kultury nie widzi potrzeby zmiany prawa w celu ochrony integralności dzieła architektonicznego - aby zabezpieczyć interesy zarówno architektów, jak i inwestorów
  • Opowiada się za tym RPO, bo inwestorzy tak tworzą umowy, by architekci zobowiązywali się do niewykonywania swych autorskich praw osobistych do projektu
  • Architekci podkreślają zaś, że prawa te są niezbywalne. Kwestionują prawną skuteczność takich umów, są jednak słabszą stroną  

Wnioski kierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich zwróciły jego uwagę na problem ochrony integralności utworów architektonicznych. Chodzi o konkurencję uprawnień twórcy-architekta oraz praw nabywcy projektu - najczęściej inwestora lub właściciela obiektu wzniesionego na bazie projektu. Z perspektywy inwestora bądź właściciela przeszkodą w korzystaniu z takiego obiektu jest każdorazowa konieczność uzyskania zgody architekta na dokonanie zmian, w tym celowych z punktu widzenia użytkownika budynku.

Dlatego inwestorzy starają się zabezpieczyć swoje interesy poprzez taką konstrukcję umów prawno-autorskich, w których twórcy projektu zobowiązują się do niewykonywania autorskich praw osobistych. Architekci kwestionują zaś skuteczność prawną takich umów, wskazując na niezbywalność więzi twórcy z utworem. Podkreślają, że twórca z reguły jest słabszą stroną umowy. Trudno mu się nie zgodzić się na określone zapisy umowne – chociażby ze względu na dysproporcję w potencjale ekonomicznym stron.

Jakie są przyczyny problemu?

Prawo autorskie nie przewiduje odrębnej regulacji integralności dzieł  architektonicznych. Tymczasem prawo do poszanowania integralności utworu przybiera szczególną postać w przypadku dzieł architektonicznych i urbanistycznych. Muszą one uwzględniać wiele funkcji użytkowych, przy jednoczesnych wysokich wymaganiach estetycznych. Słuszny interes twórcy jest ostro konfrontowany ze słusznym interesem użytkownika budynku.

Odrębnym problemem jest także trudność w precyzyjnym określeniu elementów twórczych projektu. Nie należą do nich instalacje i rozwiązania typowe, ale kompozycja i forma budynku podlegają ochronie prawnoautorskiej, jak i elementy estetyczne. Właściciel budynku powinien mieć je na względzie  przy dokonywaniu zmian technicznych czy remontu. Jednak nie jest oczywiste, czy tak chronione są również elementy funkcjonalne obiektu. Może to prowadzić do sytuacji, w których podmioty decydują się na umowne określenie dopuszczalności zmian w utworze. Coraz częściej umowy przybierają postać zobowiązania twórcy do niewykonywania przysługujących mu praw osobistych w zakresie ochrony integralności utworu bądź wręcz zrzeczenia się prawa do wykonywania praw osobistych.

Samorządy zawodowe architektów we wnioskach do Rzecznika podkreślają, że twórcy zrzekają się uprawnienia do wykonywania autorskich praw osobistych często pod wpływem dominującej pozycji majątkowej inwestora. Z uwagi na rozpowszechnienie takich klauzul w obrocie prawnym, twórcy nie mają zwykle innej alternatywy niż zgoda na ograniczenie własnych uprawnień. W realiach obrotu gospodarczego i silnej konkurencji rynkowej architekci nie są w stanie skutecznie chronić swoich autorskich praw osobistych.

Jakie rozwiązanie byłoby możliwe?

Rzecznik spytał Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy widzi potrzebę odrębnej regulacji prawnej, która określałaby możliwość zmiany utworów architektonicznych i architektoniczo-urbanistycznych – z uwzględnieniem ich specyfiki i społecznej funkcji. Pozwoliłoby to wyważyć interesy wszystkich stron, a także uwzględnić ochronę interesu społecznego.

Obecne przepisy okazują się bowiem niewystarczające w zakresie unormowania ochrony integralności dzieła o tak wielorakich funkcjach, jakim jest obiekt architektury czy urbanistyki. Oddzielna regulacja mogłaby nadać odpowiednie znaczenie zarówno walorom użytkowym obiektu, jak i jego aspektom estetycznym i kompozycyjnym. Mogłaby też uwzględniać fakt nierównowagi pozycji rynkowej twórcy i inwestora. Praktyka zrzekanie się przez twórców uprawnień prowadzi do pozbawienia ochrony integralności ich utworu. Świadczy to też o niefunkcjonalności obecnej regulacji, skoro jest ona omijana przez strony umowy.

Odpowiedź MKiDN

Podsekretarz stanu w MKiDN Paweł Lewandowski odpisał, że nie widzi potrzeby odrębnej regulacji ochrony integralności utworu architektonicznego. W ocenie resortu odpowiednio wyważone zabezpieczenie interesów zarówno twórców, jak i zamawiających, stanowią obecne przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych - związane z prawem odstąpienia od umowy o stworzenie dzieła, jej wypowiedzenia, czy z ochroną integralności utworów w powiązaniu z innymi przepisami prawa cywilnego. Regulacje dotyczące integralności utworów mają zaś uniwersalny charakter, które w dostateczny i jednakowy sposób chronią wszystkich twórców.

Zdaniem MKiDN zarówno norma prawna ustanowiona w art. 16, jak i art. 49 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest pojemna i na tyle generalna, że stanowi wystarczającą ochronę praw twórców w różnych sytuacjach, zaś zgłaszane przez twórców utworów architektonicznych oraz architektoniczno-urbanistycznych problemy znajdują jednak rozwiązanie w obowiązujących przepisach prawa.

Odpowiedź powołuje się m.in. na komentarze do prawa autorskiego, że z biegiem czasu z natury rzeczy konieczna jest ingerencja w dzieło architekta, np. remont fasady budynku. Odtworzenie jej pierwotnego kształtu z wielu powodów jest bądź niemożliwe, bądź ze względów ekonomicznych lub technicznych niepożądane. Nie bez znaczenia są również zmieniające się odczucia estetyczne, trendy mody. Fluktuacji podlega też przeznaczenie dzieła.

Według tych komentarzy kolizja praw twórcy i osób uprawnionych do korzystania z utworu jest właściwie nieunikniona. Skuteczność powołania się na prawa podmiotowe zależy m.in. od udowodnienia  respektowania granic treści i wykonywania prawa własności. Konieczne jest postępowanie w granicach prawa i zasad współżycia społecznego. W przeciwnym razie właściciel spotka się z zarzutem nadużycia prawa. Z kolei autor utworu użytkowego powinien uwzględniać wymagania swojego partnera. Następstwem tej zasady jest rozszerzenie granic  dozwolonych modyfikacji, ponieważ istotą projektów architektonicznych i urbanistycznych jest podleganie przeobrażeniom w toku realizacji.

Jeśli zaś chodzi o praktyczne aspekty związane z korzystaniem z uprawnień przez twórców utworów architektonicznych oraz architektoniczno-urbanistycznych, MKiDN wskazuje, że dotyczą one kwestii egzekwowania istniejących już uprawnień wynikających z obowiązujących przepisów prawa przez twórców, niż konieczności zastąpienia ich nowymi rozwiązaniami.

Do MKiDN nie wpływały podobne zgłoszenia, jak opisane w wystąpieniu Rzecznika. Trudno zatem w sposób precyzyjny ocenić skalę opisywanych zjawisk, czy też ich utrwalenie w praktyce, co mogłoby uzasadniać zmianę obowiązujących przepisów. Podobnie w zakresie orzecznictwa brak jest istotnych rozstrzygnięć w zakresie sporów powstałych na tle kwestii integralności utworów architektonicznych i architektoniczno-urbanistycznych - podkreślił wiceminister.

IV.712.1.2015

Jak skuteczniej przeciwdziałać przemocy wobec osób starszych

Data: 2019-07-03
  • Przestrzeganie praw osób starszych to jedna z miar solidarności międzypokoleniowej
  • U jej podstaw leży założenie, że niezależnie od swego wieku każdy powinien cieszyć się podstawowymi prawami i wolnościami ujętymi w Konstytucji, takimi jak poszanowanie godności i brak dyskryminacji
  • Konieczne jest wprowadzenie daleko idących zmian systemowych, które sprawią, że w każdej gminie osoby starsze będą mogły liczyć, że otrzymają potrzebne wsparcie

Rzecznik Praw Obywatelskich, nawiązując do obchodzonego 15 czerwca Światowego Dnia Świadomości Znęcania się nad Osobami Starszymi, ponownie zwrócił uwagę na obszar przeciwdziałania przemocy wobec osób starszych.

Podziękował za podjęte już prace: Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zadeklarował bowiem, że rozważy stworzenie mechanizmu, który ułatwiłby zgłaszanie nadużyć i przemocy oraz usprawniłby reakcję odpowiednich organów.

Niemniej – jak podpowiada RPO - pierwsze pomysły (typy kontroli placówek opiekuńczych oraz wskazanie godzin dyżurów dyrektorów domów pomocy społecznej) mogą być mało efektywne w przypadku osób leżących, o słabszej kondycji psychicznej lub fizycznej, czy o ograniczonej percepcji poznawczej.

RPO podkreśla też, że mechanizm reagowania na nadużycia nie powinien dotyczyć jedynie osób korzystających z opieki instytucjonalnej. Seniorów powyżej 80. roku życia jest w Polsce bowiem półtora miliona, zaś w placówkach opieki przebywa w sumie tylko 90 tys. osób.

Warto również zwrócić uwagę na problem prawny: przepisy ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie odnoszą się do członków rodziny i do osób, które wspólnie mieszają. Tymczasem blisko 1/4 starszych kobiet oraz co dziesiąty mężczyzna mieszka samotnie, choć ma rodziną (tylko niewielki odsetek seniorów i seniorek deklaruje, że nie ma rodziny lub bliskich osób w ogóle).

RPO powołał się na badania dotyczące przemocy wobec osób starszych i osób z niepełnosprawnościami, zlecone przez resort w 2015 r. Ponad 30% respondentów zaobserwowało we własnych rodzinach przynajmniej jedną z form przemocy wobec tej grupy osób: fizycznej, psychicznej, ekonomicznej lub seksualnej. Ważnym wnioskiem badania było stwierdzenie powszechnej obojętności - 50% z nas nie chce się wtrącać do spraw związanych z przemocą wobec tych osób lub nie wie, jak by zareagowało jako świadkowie takiej sytuacji. Nadal niewielka widoczność problematyki osób starszych w dokumentach odnoszących się do przeciwdziałania przemocy może utrwalać takie postawy. Dlatego jednym z mierników sukcesu działań rządu byłby m.in. mniejszy odsetek osób obojętnych na krzywdę seniorów i seniorek.

Kwestia wzmocnienia ochrony prawnej osób starszych przed przemocą jest również przedmiotem debaty nad nową Konwencją ONZ o prawach osób starszych, której opracowanie i przyjęcie pozwoliłoby na bardziej efektywne wprowadzanie zmian systemowych adekwatnych do potrzeb tej powiększającej się grupy osób w Polsce i na świecie.

XI.503.2.2016

Prokurator Generalny podtrzymuje prawo do kasacji ws. umorzenia adwokackich „dyscyplinarek”

Data: 2019-07-03
  • W ocenie Prokuratora Generalnego w pełni zasadne są jego kasacje kwestionujące umorzenie postępowania dyscyplinarnego w sprawie adwokatów Romana Giertycha i Jacka Dubois
  • Wątpliwości, czy kasacje takie nie są sprzeczne z normami prawa, ma Rzecznik Praw Obywatelskich
  • Orzecznictwo SN wyklucza bowiem możliwość kasacji Prokuratora Generalnego w trybie Kodeksu postępowania karnego od decyzji adwokackiego sądu dyscyplinarnego I instancji o podtrzymaniu umorzenia
  • Prawo o adwokaturze pozwala zaś na kasację, ale Ministrowi Sprawiedliwości, a nie Prokuratorowi Generalnemu i tylko od orzeczenia sądu adwokackiego II instancji – czego w tej sprawie nie było

Adwokacki rzecznik dyscyplinarny umorzył dochodzenie w sprawie wypowiedzi medialnych znanych adwokatów Romana Giertycha (o śledztwie smoleńskim) i Jacka Dubois (o oskarżeniu Józefa Piniora). O postępowania dyscyplinarne wobec nich wniósł Prokurator Krajowy. Decyzję o umorzeniu obu spraw utrzymał w 2017 r. adwokacki sąd dyscyplinarny I instancji, do którego zażalił się Prokurator Krajowy. 

Kasacje w obu sprawach do nowo powołanej ustawą o SN z 2017 r. Izby Dyscyplinarnej SN złożył Prokurator Generalny. Wniósł o ich zwrot sądowi dyscyplinarnemu do ponownego rozpoznania.

9 maja 2019 r. trzech sędziów Izby Dyscyplinarnej SN uznało, że wobec „niejednoznaczności przepisów” sprawą zajmie się poszerzony skład Izby. Ma odpowiedzieć na pytanie prawne, czy do kasacji od dyscyplinarnych spraw adwokackich stosować wyłącznie regulacje Prawa o adwokaturze, czy też także zapisy Kodeksu postępowania karnego

Wątpliwości RPO

W piśmie z 31 maja do Zbigniewa Ziobry jako Prokuratora Generalnego RPO Adam Bodnar napisał że z zaniepokojeniem przyjął wiadomość o złożeniu kasacji na podstawie art. 521 Kpk od orzeczeń Sądu Dyscyplinarnego Izby Adwokackiej w Warszawie w sprawie umorzenia spraw obu adwokatów. - Skorzystanie w powyższych przypadkach z nadzwyczajnego środka zaskarżenia skłania do zastanowienia się czy działanie takie nie stoi w sprzeczności z normami wynikającymi z przepisów powszechnie obowiązującego prawa - podkreślił. Poprosił Prokuratora Generalnego o  wyjaśnienia. 

Według art. 521 Kpk, Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny, a także Rzecznik Praw Obywatelskich może wnieść kasację od każdego prawomocnego orzeczenia sądu kończącego postępowanie.  Zgodnie zaś z art. 91a ust. 1 Prawa o adwokaturze od orzeczenia Wyższego Sąd Dyscyplinarnego w drugiej instancji stronom, Ministrowi Sprawiedliwości, RPO oraz Prezesowi Naczelnej Rady Adwokackiej przysługuje kasacja do SN.

-  W obowiązującym modelu postępowania dyscyplinarnego w stosunku do adwokatów regulacja zawarta w art. 91a ust. 1 prawa o adwokaturze stanowi lex specialis w stosunku do wniesienia kasacji przewidzianej w art. 521 Kpk – wskazał Adam Bodnar. Rodzaj rozstrzygnięć z postępowania dyscyplinarnego, podlegających zaskarżeniu kasacją, jak i katalog podmiotów uprawnionych do jej złożenia wynika wprost z Prawa o adwokaturze. Ponadto kasację w sprawach dyscyplinarnych adwokatów może wnieść wyłącznie Minister Sprawiedliwości, nie zaś Prokurator Generalny.

W orzecznictwie SN ugruntowany jest pogląd, że określenie w Prawie o adwokaturze podstaw, granic, przedmiotu zaskarżenia i kręgu podmiotów uprawnionych do kasacji nie pozwala na uznanie, że jest to „sprawa nieuregulowana w niniejszym rozdziale” (art. 95n pkt 1 Prawa o adwokaturze). Wyklucza to możliwość zaskarżenia kasacją Prokuratora Generalnego w trybie art. 521 Kpk rozstrzygnięcia sądu dyscyplinarnego, które nie było orzeczeniem.SN podkreślał także, że kasacja przysługuje wyłącznie od orzeczenia wydanego przez Wyższy Sąd Dyscyplinarny w II instancji, zaś kasację wniesioną od innego rozstrzygnięcia pozostawia się bez rozpoznania.

Z kolei Trybunał Konstytucyjny orzekł 8 grudnia 1998 r., że Konstytucja zezwala na regulację zakresu i trybu zaskarżenia orzeczeń w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej z ograniczeniem do jednej instancji sądowej.

W ocenie RPO rozszerzenie katalogu rozstrzygnięć z postępowania dyscyplinarnego, które podlegają zaskarżeniu kasacją, powoduje odejście od dotychczasowego wzorca postępowania dyscyplinarnego. Oznaczałoby to stosowanie w stosunku do adwokatów dwóch odrębnych trybów postępowania kasacyjnego, mających swe źródło w dwóch różnych aktach prawnych – Kpk i Prawa o adwokaturze. Budzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia demokratycznego państwa prawa (art. 2 Konstytucji). Obywatele pozostaną bowiem w niepewności prawnej związanej ze swoją sytuacją prawną.

Odpowiedź Prokuratora Krajowego

Zastępca prokuratora generalnego prokurator krajowy Bogdan Święczkowski odpisał RPO, że w uzasadnieniu obu kasacji wskazano, powołując się na orzecznictwo Sądu Najwyższego, argumenty przemawiające za formalną dopuszczalnością ich wniesienia.

Bogdan Święczkowski odniósł się do zarzutu nieuzasadnionego rozszerzenia katalogu rozstrzygnięć wydawanych w postępowaniu dyscyplinarnym adwokatów, podlegających zaskarżeniu kasacją, co prowadzi do stosowania wobec adwokatów dwóch trybów postępowania kasacyjnego. Podkreślił, że regulacja zawarta w art. 91a - 91d Prawa o adwokaturze wskazuje na rodzaj rozstrzygnięć podlegających zaskarżeniu kasacją oraz katalog podmiotów uprawnionych do występowania z nią od orzeczeń Wyższego Sądu Dyscyplinarnego, jednakże nie obejmuje ona rozstrzygnięć wydawanych przez sądy dyscyplinarne izb adwokackich orzekających jako sądy odwoławcze od postanowień rzeczników dyscyplinarnych o umorzeniu dochodzenia dyscyplinarnego.

- W tym zakresie zasadne jest przyjęcie, iż kwestia ta, nie będąc uregulowaną w ustawie - Prawo o adwokaturze, daje możliwość Prokuratorowi Generalnemu do wywiedzenie kasacji od wymienionych wyżej rozstrzygnięć jedynie poprzez odesłanie zawarte w art. 95n pkt 1 ustawy - Prawo o adwokaturze - na podstawie art. 521 § 1 Kodeksu postępowania karnego - napisał Bogdan Święczkowski.

Według niego jest to jedyna możliwość kontroli decyzji o zaniechaniu ścigania dyscyplinarnego adwokatów przez sąd powszechny, nie będący sądem korporacyjnym.

Prokurator Krajowy zaznaczył, że stanowisko w tym przedmiocie przedstawione w jednej z kasacji nie zostało już na wstępie zanegowane i odrzucone przez Sąd Najwyższy. Wobec niejednolitości dotychczasowego orzecznictwa sądowego odnoszącego się do tych kwestii oraz wątpliwości co do wyczerpującego charakteru regulacji zawartej w art. 91a ustawy Prawo o adwokaturze  w odniesieniu do dopuszczalności, trybu i przesłanek zaskarżenia kasacją, SN 9 maja 2019 r. przedstawił składowi siedmiu sędziów Izby Dyscyplinarnej SN Najwyższego do rozstrzygnięcia zagadnienie prawne. Brzmi ono” „Czy w postępowaniu dyscyplinarnym adwokatów przepis art. 521 k.p.k. znajduje zastosowanie do postanowień sądu dyscyplinarnego dla adwokatów, czy też art. 9la ustawy z dnia 26 maja 1982 r. - Prawo o adwokaturze w sposób wyczerpujący reguluje zagadnienie dopuszczalności kasacji od rozstrzygnięć wydawanych przez sądy dyscyplinarne dla adwokatów ?".

- W związku z powyższym trudno zgodzić się z podniesionymi przez Pana wątpliwościami co do sprzeczności wywiedzenia, w przedstawionych powyżej sprawach, nadzwyczajnego środka zaskarżenia z normami wynikającymi z przepisów powszechnie obowiązującego prawa oraz ewentualnym naruszeniem takim działaniem praw obywatelskich – brzmi konkluzja pisma Bogdana Święczkowskiego. Według niego wniesienie kasacji było w pełni zasadne.

VII.511.34.2019

MEN do RPO: zaangażowanie uczniów w prace domowe - "nieprzesadne", a jeśli gdzieś jest problem, szkoły same mogą go rozwiązać

Data: 2019-07-03
  • MEN uważa, że czas, jaki polscy uczniowie poświęcają na prace domowe „nie wydaje się przesadny”
  • Poza tym to zależy od nauczycieli,  bo przepisy nie nakazują im zadawania prac domowych
  • To nauczyciele powinni uwzględnić obciążenie uczniów innymi przedmiotami oraz ocenić, czy rodzaj prac domowych będzie dostosowany do umiejętności i zainteresowań

Tak resort edukacji odpowiedział na wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich ze stycznia 2019 r. w sprawie przeciążenia uczniów  pracami domowymi.

Zwracali na to uwagę rodzice w skargach do Rzecznika. Wynikało z nich, że dzieci są przemęczone i zniechęcone do zajęć szkolnych. Nie są w stanie  wypocząć, nie rozwijają swoich pasji. Rodzice zaś muszą poświęcać wolny czas na pomoc dzieciom w nadrabianiu zaległości lub pracę nad materiałem w domu.

RPO: nadmierne obciążanie dzieci może być groźne 

Apelując do MEN o wytyczne dotyczące prac domowych, RPO zwracał uwagę, że konsekwencje nadmiernego obciążenia dzieci mogą być groźne i dla rodzin, i dla całego systemu oświaty w Polsce. Mogą o tym świadczyć  krążące w sieci oświadczenia woli zdesperowanych rodziców, którzy nie wyrażają w nich zgody "na dysponowanie przez szkołę pozalekcyjnym czasem ich dziecka”.

- Składanie przez rodziców oświadczeń o tej treści może prowadzić do konfliktów, podważania wiary w dobrą wolę nauczyciela i braku zaufania uczniów do władz szkolnych - pisze Adam Bodnar. Brak konkretnych wytycznych dotyczących zadawania prac domowych stawia nauczycieli w trudnym położeniu, gdyż muszą zrealizować podstawę programową oraz sprostać oczekiwaniom uczniów i ich rodziców, żądających wysokich wyników w nauce i dobrego przygotowania do przyszłych egzaminów.

RPO nie uważa, aby zadawanie prac domowych było sprzeczne z prawem. Jednak jego zdaniem obecna sytuacja wymaga interwencji i pomocy państwa dla rodzin. Problem przemęczenia uczniów może mieć związek ze zbyt obszerną podstawą programową oraz nauką w systemie dwuzmianowym i kończeniem zajęć o późnej godzinie.

Zaniepokojenie RPO budzi też nastawienie uczniów do szkół. Z  badania TIMSS z 2015 r. wynika, że mimo sukcesów w  nauce, uczniowie w Polsce raczej nie lubią szkoły i nie wierzą we własne możliwości. W  rankingu pozytywnego nastawienia wobec szkoły polscy uczniowie znaleźli się dopiero na 46. miejscu – tylko o trzy miejsca wyższym od japońskich, ostatnich na liście. W Europie są na samym końcu, wraz z Francuzami i Czechami. 

Na problem zwracał już uwagę rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Jego zdanie w kwestii potrzeby przyjrzenia się efektom zadawania prac domowych w świetle najnowszych badań pedagogicznych podziela dziś RPO.

Odpowiedź MEN

- O tym, czy i jakie prace domowe zadawać swoim uczniom (w znaczeniu ilościowym i jakościowym), decyduje nauczyciel organizujący proces dydaktyczno-wychowawczy – odpowiedział  RPO wiceminister edukacji Maciej Kopeć. Celem prac domowych jest wspomaganie pracy dydaktycznej, pod warunkiem, że uczeń opanował treści nauczania w czasie zajęć i jest w stanie samodzielnie wykonać zadania domowe. Nakłada to na nauczyciela obowiązek zadawania takich prac domowych, do których uczeń został przygotowany.

Samodzielne wykonanie pracy domowej powinno być dla ucznia źródłem satysfakcji i motywacji do nauki. Podejmując decyzję co do liczby oraz jakości zadawanych prac, nauczyciel powinien brać również pod uwagą obciążenie uczniów wynikające z realizacji programów nauczania  innych przedmiotów. Im młodszy wiek dziecka, tym więcej czasu po powrocie ze szkoły powinno ono odpoczywać i bawić się. A im starszy uczeń i wyższy etap edukacyjny, tym cenniejsza jest jego praca samodzielna - wskazał wiceminister. 

Każdy nauczyciel na początku roku szkolnego ma obowiązek poinformować uczniów oraz ich rodziców m.in. o wymaganiach edukacyjnych oraz sposobach sprawdzania osiągnięć ucznia. Wtedy również może poinformować o tym, w jakiej liczbie i formie będą zadawane prace domowe i za pomocą jakich kryteriów będą oceniane.

Nauczyciel nie ma obowiązku zadawania uczniom prac domowych. Za zgodność sposobu określania wymagań edukacyjnych z  przepisami i statutem szkoły odpowiada zaś jej dyrektor.

Do obowiązków nauczyciela należy dostosowanie wymagań edukacyjnych do indywidualnych potrzeb oraz możliwości ucznia. Dlatego nauczyciel jest zobowiązany do indywidualizacji procesu edukacyjnego (w tym prac domowych, jako integralnej części tego procesu). Oznacza to, że zadając pracę domową, nauczyciel powinien uwzględnić obciążenie uczniów wynikające z realizacji programów nauczania innych przedmiotów, jak również powinien ocenić czy rodzaj zadań i poziom ich trudności będzie dostosowany do umiejętności i zainteresowań uczniów, czy ich wykonanie w domu nie będzie zbyt czasochłonne oraz czy uczniowie mają właściwe warunki do ich wykonania (dostęp do źródeł informacji, technologii cyfrowych).

Nauczyciel ma obowiązek kierować się również dobrem uczniów i troską o ich zdrowie. Ewentualne sprawy sporne powinny być zgłaszane do wychowawcy klasy lub do dyrektora szkoły. Szczegółowe regulacje określa statut danej szkoły. Ważnym podmiotem są rady rodziców. Mogą one występować do dyrektora lub organu sprawującego nadzór pedagogiczny z wnioskami i opiniami we wszystkich sprawach dotyczących szkoły.

Odnosząc się do uwag RPO ws. przyjrzenia się efektom prac domowych, Maciej Kopeć odpisał, że najbardziej wymierna jest realizacja wymagań podstawy programowej kształcenia ogólnego oraz realizowanych w szkole programów nauczania.

Najnowsze opracowanie OECD Education at a Glance 2018 wskazuje, że polscy uczniowie cyklu Lower secondary (czyli mniej więcej dwóch ostatnich klas szkoły podstawowej) spędzają w szkole obowiązkowo średnio 827 pełnych godzin zajęć obowiązkowych rocznie. Tymczasem średnia dla państw OECD wynosi 913 godzin, a dla 22 państw Unii Europejskiej objętych badaniem sięga zaś 894 godzin. Spośród państw członkowskich OECD jedynie uczniowie litewscy i łotewscy spędzają w szkole mniej czasu: odpowiednio 787 i 794 godzin.

Zróżnicowana długość trwania godziny lekcyjnej (od 45 do 60 minut) w różnych państwach zmusiła autorów opracowania OECD do operowania godzinami zegarowymi, a nie lekcyjnymi. Tym samym dwie polskie godziny lekcyjne to półtorej godziny zegarowej wedle Education at a Glance. Po doliczeniu zajęć uznanych dla celów statystycznych za nieobowiązkowe (np. religii czy wychowania do życia w rodzinie) wskaźnik dla Polski wynosi 891 godzin - wciąż poniżej średniej dla państw OECD. Osiąga on wyższe stany np. we Francji (1135 godzin), Niemczech (916 godzin) czy Danii (1200 godzin).

Polskie ramowe plany nauczania wyraźnie różnią się od innych państw europejskich. Opisują bowiem nie minimalny wymiar godzin, lecz de facto wymiar maksymalny i ograniczone możliwości jego zwiększenia przez organ prowadzący szkołę na jego własny koszt. Tym samym w ramowe plany nauczania wpisane są mechanizmy chroniące uczniów przed przeciążeniem zajęciami szkolnymi. Dotyczą one jednak wyłącznie szkół publicznych - niepubliczne placówki mogą zwiększać obciążenie swoich uczniów.

Drugim istotnym aspektem dotyczącym przeciążenia uczniów ostatnich klas szkół podstawowych jest czas spędzany na nauce łącznie w szkole, poza nią i w domu. Wskaźnik udało się skonstruować autorom badania PISA, dzięki wypełnianym przez uczniów kwestionariuszom, co może jednak odzwierciedlać subiektywne przeświadczenia. Dane z 2015 r. przynoszą bowiem obraz zaskakujący w porównaniu z liczbą godzin lekcyjnych. Uczniów podzielono na trzy kategorie: deklarujących, że uczą się (w szkole i w domu) do 40 godzin tygodniowo, poświęcających na naukę między 40 a 60 godzin tygodniowo i uczących się powyżej 60 godzin tygodniowo. Średni rozkład procentowy tych trzech grup 15-latków w państwach OECD kształtuje się odpowiednio - 48,1%, 38,6% i 13,3%. Polskie wyniki wynoszą zaś: 38,6%, 46,9% i 14,5%. Oznacza to, że o ile polscy uczniowie mało czasu spędzają w szkole, to stosunkowo dużo uczą się poza nią.

Należy jednak zwrócić uwagę, że w 2012 r. deklarowana przez polskich uczniów w kwestionariuszu PISA liczba godzin spędzonych na odrabianiu lekcji sięgnęła 6,6 godzin. Jest to więcej niż średnia dla państw OECD (niecałe 5 godzin), ale wydaje się nieprawdopodobne, by trzy lata później odsetek uczniów uczących się powyżej 40 i 60 godzin był tak wysoki wyłącznie z tego powodu. Należy zwrócić tu uwagę na zajęcia pozalekcyjne (głównie językowe) i samodzielną pracę z podręcznikiem.

Autorzy opracowania „Szkolne pytania. Wyniki badań nad efektywnością nauczania w klasach IV-VI” doszli do wniosku, że największy odsetek uczniów (ponad 40%) z tego przedziału wiekowego deklarował w 2015 r. poświęcanie po pół godziny dziennie na odrabianie prac domowych z języka polskiego i matematyki. Dane pochodzące z badania TIMMS 2011 wskazują, że największe osiągnięcia z matematyki odnotowują uczniowie, którzy odrabiali lekcje z tego przedmiotu dłużej niż 45 minut dziennie, ale mniej niż 3 godziny. Zaangażowanie czasowe polskich uczniów w prace domowe nie wydaje się więc przesadne - podkreślił Maciej Kopeć.

Podsumowując, stwierdził, że obciążenie polskich uczniów lekcjami szkolnymi jest na tle innych państw członkowskich OECD niewielkie, mimo że stosunkowo dużo czasu spędzają na nauce poza szkołą. Należy jednak pamiętać, że struktura kwestionariuszy PISA z 2015 r. nie pozwala ocenić, czy składa się nań przede wszystkim odrabianie lekcji, nauka z podręcznika czy zajęcia pozalekcyjne. Najprawdopodobniej niska liczba godzin, przygotowanie nauczycieli i skala oferty przedmiotów fakultatywnych skutkują samodzielnym przyswajaniem przez uczniów części materiału w domu i uczestnictwem w zajęciach dodatkowych.

Według wiceministra edukacji prace domowe są nieodłącznym elementem systemu oświatowego i stanowią jedno z kluczowych narzędzi kształcenia  w dyspozycji nauczycieli. Badania na uczniach amerykańskich pozwalają określić optymalny nakład czasu na odrabianie prac domowych. Trzeba jednak pamiętać, że uczniowie o różnym potencjale intelektualnym mogą poświęcić na poradzenie sobie z tym samym zadanym materiałem odmienny odcinek czasu. Obszerność prac domowych to kwestia bardzo indywidualna - zależna od metod dydaktycznych stosowanych przez danego nauczyciela i możliwości konkretnej klasy. Jakiekolwiek regulowanie czy też limitowanie czasu przeznaczanego na prace domowe jest więc z metodologicznego punktu widzenia niewykonalne.

VII.501.68.2018

Przez zaniedbania państwa psychologowie nie mają prawa wykonywania zawodu. Cierpią wszyscy. RPO pisze do MRPiPS

Data: 2019-07-02
  • Przyjęta 13 lat temu ustawa o zawodzie psychologa nigdy nie zaczęła być stosowana. Nie powołano samorządu zawodowego psychologów, który ma dawać prawo do wykonywania zawodu
  • Sądy powołują więc biegłych psychologów na podstawie niejasnych kryteriów; to samo dotyczy psychologów szkolnych czy tych, którzy oceniają osoby ubiegające się o broń albo odpowiadające za bezpieczeństwo jądrowe
  • Ludziom w kryzysie doradzają psychologowie, którzy formalnie nie mają prawa wykonywania zawodu
  • To przykład trudnej do zrozumienia niemocy państwa – pisze RPO do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Sytuacja ta, wynikająca z wieloletnich zaniechań kolejnych rządów, stanowi naruszenie praw obywatelskich, w szczególności prawa do bezpieczeństwa (art. 5 Konstytucji) i prawa do ochrony zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji).

Problem przez lata uznawany był za mało istotny, choć ma on wpływ na sprawy setek tysięcy jeśli nie milionów obywateli. Dowodem są bezskuteczne interwencje kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich. Adam Bodnar przypomina o tym nowej minister rodziny, pracy i polityki społecznej Bożenie Borys-Szopie.

Jej wszyscy poprzednicy niezmiennie i konsekwentnie stali na stanowisku, że z powodu wad ustawa o zawodzie psychologa jest niewykonalna. Nie powstał jednak żaden inny projekt, więc ustawy nie dało się też uchylić. Nadal obowiązuje, tworząc fikcję prawa, co narusza konstytucyjną zasadę demokratycznego państwa prawnego (pismo RPO z 9 lutego 2012 r, nr RPO-683517).  

Brak przepisów wykonawczych oraz niepowołanie regionalnych izb psychologów formalnie uniemożliwia wykonywanie zawodu psychologa (pismo z 4 sierpnia 2008 r., nr RPO-573306-VI/07). Taki stan rzeczy, nie do zaakceptowania w demokratycznym państwie prawnym, jest jaskrawym przykładem naruszenia art. 146 ust. 4 pkt 1 Konstytucji, który obliguje Radę Ministrów do zapewnienia wykonania ustaw (tak też w piśmie z 14 lutego 2012 r., nr RPO-683517-V/11).

Tysiące psychologów, setki tysięcy osób, które badają

Niewykonanie ustawy jest w dalszym ciągu przedmiotem skarg do RPO. Brak samorządu zawodowego psychologów, który m.in. powinien stwierdzać prawo wykonywania zawodu, nie powoduje bowiem, że psychologów nie ma. Wykonują oni zadania także w sferze publicznej: w edukacji, lecznictwie, więziennictwie, wymiarze sprawiedliwości, administracji. To co najmniej kilka tysięcy osób, które – przynajmniej formalnie – nie mają prawa wykonywania zawodu.  

Jak powołać biegłego?

To przykład trudnej do zrozumienia niemocy państwa – pisze RPO. - Wymaga bowiem od różnych organów państwa znalezienia sposobów na radzenie sobie ze skutkami zaniechania wykonania ustawy o zawodzie psychologa. W takiej sytuacji są m.in. marszałkowie województw, wydający zezwolenia na wykonywanie zawodu w ramach indywidualnej praktyki psychologicznej. Choć weryfikacja kompetencji przed wydaniem zezwolenia odbywa się za pomocą wszelkich dostępnych środków, część marszałków napisała do RPO, że nie mają pewności co do kompetencji psychologów, którym wydawane są zezwolenia.

Z problemem borykają się też sądy, które muszą powoływać biegłych z dziedziny psychologii. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości w sprawie biegłych sądowych z 24 stycznia 2005 r., kandydat na biegłego musi mieć opinię albo zakładu pracy, albo organizacji zawodowej. Psychologowie wykonujący zawód na własny rachunek w sposób oczywisty nie są w stanie tego wymogu spełnić. Sądy radzą sobie z tym w ten sposób, że traktują tych psychologów jako „współpracujących” z jakąś instytucją i jej opinię biorą pod uwagę. Opinia nieistniejącego samorządu zawodowego bywa też zastępowana opinią różnych stowarzyszeń psychologów.

Jest to sytuacja wysoce niepokojąca, jeśli się pamięta, że na psychologach wykonujących swoją pracę w sferze publicznej ciąży ogromna odpowiedzialność.

Zezwolenie na broń? Opinię wyda psycholog z rejestru komendanta policji

Skutki niewykonania ustawy widać także w przepisach resortowych. Np. zatrudnieni w szkołach psycholodzy nie muszą się legitymować prawem wykonywania zawodu, a jedynie odpowiednim wykształceniem.

Najbardziej rozbudowaną „resortową” regulacją dotyczącą zawodu psychologa są przepisy dotyczące psychologów transportu. Tworzą one kategorię „psychologów uprawnionych”, podlegających wpisowi w ewidencji prowadzonej przez marszałka województwa. Prawodawca nie wymaga od nich uzyskania prawa wykonywania zawodu, a jedynie odpowiedniego wykształcenia.

W systemie prawa występuje również kategoria „psychologów upoważnionych”. Odpowiadają oni za badanie psychologiczne osób ubiegających się o pozwolenie na broń. Także oni nie muszą dysponować prawem wykonywania zawodu, a wystarczające jest wykształcenie i – dodatkowo – doświadczenie zawodowe, stanowiące podstawę do wpisu do rejestru komendanta wojewódzkiego policji. „Psycholodzy upoważnieni” są również uprawnieni do badań związanych z wykonywaniem zawodu pracownika ochrony fizycznej, pełnieniem funkcji sędziego, czy też osób wykonujących czynności w zakresie bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej.

Podobnie rzecz się ma z psychologami obecnymi w publicznej służbie zdrowia. Wymogami stawianymi przed nimi jest, co do zasady, wykształcenie.

Choć Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – jak wynika z pisma z 12 czerwca 2019 r. do Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów – prowadzi już prace nad nowelizacją przepisów, próżno szukać informacji o tym wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów (nie wspominając o informacjach o konkretnych kierunkach rozwiązań), co sugeruje, że są one na bardzo wczesnym etapie.

Doświadczenie instytucjonalne Rzecznika Praw Obywatelskich każe przypuszczać, że na gotowy projekt ustawy przyjdzie wszystkim jej interesariuszom – zarówno samym psychologom, jak również osobom, którym świadczą oni pomoc – poczekać nawet kilka lat.

Oznacza to, że czynności wpływające na to:

  • kto będzie mógł prowadzić pojazdy,
  • kto zajmie się opieką psychologiczną nad dziećmi w szkołach,
  • kto będzie mógł posługiwać się bronią,
  • kto będzie mógł rozstrzygać sprawy sądowe,
  • jak przebiegnie powrót do zdrowia,

nadal dokonywać będą osoby, które:

  • nie muszą kierować się kodeksem etycznym,
  • nie posiadają ustandaryzowanych metod psychologicznych,
  • nie podlegają odpowiedzialności dyscyplinarnej za ewentualne błędy.

RPO ma nadzieję, że resort pracy podejmie energiczne działania, które zaowocują szybkim sformułowaniem projektu ustawy, rozwiązującym problem ważny dla setek tysięcy (jeśli nie milionów) obywateli naszego państwa.

V.7014.23.2018

Co pozwala kurierom Ubera obchodzić obowiązek zezwolenia na pracę w Polsce

Data: 2019-07-01
  • Po interwencji RPO Inspekcja Pracy odtwarza mechanizm działania w Polsce firmy z grupy UBER. Nie zatrudnia ona nikogo poza pracownikami biurowymi. Nie zajmuje się też rozwożeniem jedzenia
  • Dowożący je kurierzy-cudzoziemcy formalnie są tylko użytkownikami aplikacji internetowej. Prowadzą działalność gospodarczą, a kolejni kurierzy mogą być podzleceniodawcami takich małych firm
  • Kurierzy ci nie podlegają ustawie o działalności gospodarczej, bo wykazują bardzo małe dochody. Dzięki temu nie muszą występować o zgodę na pracę w Polsce 
  • Utrudnia to skuteczne kontrole inspektorom pracy. Skomplikowany system rozliczeń sprawia zaś, że cudzoziemcy nie otrzymują należnego wynagrodzenia

Na ulicach największych miast często widać osoby na rowerach z pleckami Uber Eats. To kurierzy dowożący jedzenie zamawiane przez aplikację internetową. Są nimi głównie obywatele Indii ze statusem studentów. Z ich usług korzystają głównie lokale gastronomiczne nie dysponujące własnym transportem.

Działania RPO

RPO podjął z urzędu sprawę kurierów Uber Eats po reportażu „Dużego Formatu” z 18 lutego 2019 r.  „Pracowałem na czarno w Uber Eats”. Nabrał wątpliwości m.in., czy dowożenie posiłków w systemie Uber Eats jest zgodne z warunkami pracy w Polsce.

Z reportażu wynikało, że część kurierów wykonuje zajęcie na podstawie niestandardowych form współpracy z podmiotami gospodarczymi. Tylko niektórzy z nich są samozatrudnienii; większość dostarcza jedzenie na podstawie umów zlecenia, które są dodatkowo połączone z umową najmu roweru. Praca kurierska wykonywana jest w trudnych warunkach, zwłaszcza zimą. Wynagrodzenie ustalane jest ustnie przez pośredników (tzw. partnerów flotowych). Obywatele Indii przyjeżdżają do Polski, zapisują na studia w prywatnych uczelniach, a następnie korzystają ze statusu studenta (płacą niższe podatki i składki).

Sam Uber Eats podaje, że jest tylko pośrednikiem, a nie organizatorem dowozu.

Rzecznik wystąpił do Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa o udostępnienie zapowiadanej w 2018 r. kontroli dotyczącej działania Uber Eats. Do Głównego Inspektora Pracy Wiesława Łyszczka zwrócił się zaś o rozważenie kontroli warunków pracy kurierskiej w systemie Uber Eats. A ponieważ kurierzy są formalnie studentami dwóch prywatnych uczelni, o zwrócenie na to uwagi wystąpił do wicepremiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina.

Odpowiedź Głównego Inspektora Pracy – model funkcjonowania UBER Eats

Okręgowy Inspektorat Pracy w Warszawie ustalił, że UBER Eats nie jest podmiotem gospodarczym prowadzącym działalność w Polsce. Tę prowadzi firma Uber Poland Sp. z o.o., której właścicielami są dwa podmioty zarejestrowane w Holandii. Uber Poland sp. z o.o. zatrudnia 20 obywateli polskich, wykonujących prace administracyjno-biurowe (to wynika z kontroli Inspekcji Pracy w  2018 r. i w 2017 r.). Nie zatrudnia natomiast kurierów i nie zajmuje się rozwożeniem żywności czy przewozem osób.  Jej działalnośc polega głównie na obsłudze aplikacji internetowych umożliwiających przewozy osób czy jedzenia. 

Sama aplikacja internetowa, za której pośrednictwem można zamówić posiłek z restauracji, a także zostać kurierem (po zarejestrowaniu na www uber.com), jest prowadzona przez firmę Uber Technologies Inc. z siedzibą w USA. Kurier jest więc po prostu użytkownikiem aplikacji. Udostępnianie tego rodzaju aplikacji jest natomiast przedmiotem działalności gospodarczej innych podmiotów wchodzących w skład grupy UBER.

Kurierzy rozwożący jedzenie w Polsce formalnie prowadzą działalność gospodarczą lub też wykonują tzw. działalność nieewidencjonowaną - z uwagi na to, że ich przychód nie przekracza 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę. Nie są więc przedsiębiorcami w rozumieniu ustawy z 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców.

Mogą powierzać pracę zarobkową innym osobom. Zatem mogą być zleceniodawcami innych kurierów.

Odpowiedź Głównego Inspektora Pracy – jak to wygląda w praktyce

Główny Inspektor Pracy wystąpił 8 marca 2019 r. do Komendanta Głównego Straży Granicznej o wspólne działania kontrolne. Znane są wyniki z obszarów inspektoratów pracy w Krakowie, Rzeszowie i Olsztynie. Udało się np. wytypować podmioty, na rzecz których wykonywało pracę dwóch kierowców samochodów osobowych.

Kierowcy ci oświadczyli:

  • że mają umowy z firmami powierzającymi pracę. 
  • że realizują przewóz osób, jednak dla nikogo nie świadczą pracy,
  • że jeżdżą za kolegę,
  • że dorabiają sobie w ramach nierejestrowanej działalności gospodarczej itp.

Te kontrole pozwoliły wytypować do kontroli kolejne podmioty współpracujące z firmami należącymi do grupy UBER.

Działalność jednej polega na poszukiwaniu kierowców okazjonalnych do przewozów osób dla podmiotu zewnętrznego. Nie zatrudnia pracowników, a na jej rzecz wykonuje usługi jeden zleceniobiorca. Kierowcy funkcjonują w ramach aplikacji internetowych i mają zawarte umowy zlecenia z partnerem kontrolowanej firmy. Sama zaś firma zapewnia obsługę techniczno-organizacyjną kierowców, tj. rejestruje ich w aplikacji internetowej, doradza im oraz pomaga rozwiązywać problemy z aplikacją i rozliczeniami finansowymi.

Działalność drugiej firmy, z woj. warmińsko-mazurskiego polega na odpłatnym przewozie osób w ramach platform Uber i Taxify, a usługi świadczone są na terenie Warszawy i okolic. Powierza ona pracę wyłącznie obywatelom polskim. Czynności Straży Granicznej również nie wykazały powierzania pracy cudzoziemcom.

Odpowiedź Głównego Inspektora Pracy – wnioski

- Podsumowując, należy stwierdzić, że wykonywanie pracy z wykorzystaniem aplikacji internetowych jest nową formą związaną z pracą cudzoziemców. W tym modelu trudno mówić o istnieniu typowego związku między podmiotem powierzającym pracę a cudzoziemcem. Jest to relacja zbliżona raczej do wykonywania zleceń w ramach prowadzonej działalności gospodarczej – napisał RPO Główny Inspektor Pracy Wiesław Łyszczek.

Firmy oferujące pracę cudzoziemcom, wykorzystując aplikacje internetowe, zawierają z nimi jedynie umowy dotyczące wypożyczenia sprzętu i udostępnienia aplikacji, ale nie jest to równoznaczne z zatrudnieniem cudzoziemca w danym podmiocie. Skomplikowany (zwłaszcza dla cudzoziemców) system rozliczeń finansowych wynikający ze wspomnianych umów prowadzi często do sytuacji, że osoby wykonujące pracę nie otrzymują należnego, wynagrodzenia lub jest ono obciążone karami pieniężnymi. Poza tym stosowany przez firmy z grupy UBER i podmioty z nimi współpracujące schemat „zatrudniania" utrudnia prowadzenie skutecznych kontroli przez inspektorów pracy.

Wiesław Łyszczek podkreślił, że wprowadzony 30 kwietnia 2018 r. art. 5 ust. 1 ustawy z 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców - zgodnie z którym nie stanowi działalności gospodarczej taka forma działalności, z której przychód nie przekracza w żadnym miesiącu 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę - umożliwia cudzoziemcom oraz podmiotom powierzającym im pracę obchodzenie przepisów dotyczących obowiązku posiadania zezwolenia na pracę na terytorium Polski

III.7041.6.2019

Upały dokuczają m.in. pasażerom kolei, które mają dbać o ich bezpieczeństwo

Data: 2019-07-01
  • Upały dają się we znaki pasażerom pociągów pozbawionych klimatyzacji, zwłaszcza kursujących na długich trasach
  • Koleje apelują o zabieranie odpowiednich zapasów wody. Ale prawo europejskie nakazuje im zapewnić pasażerom odpowiednie warunki bezpieczeństwa, higieny i należytej obsługi
  • Na naruszanie praw konsumentów wskazuje 9-godzinne opóźnienie pociągu TLK „Gwarek”, w którym wiele osób mdlało z upału i braku wody
  • W ocenie RPO na kolei powinno powstać centrum kryzysowe, które organizowałoby i koordynowaloby pomoc w nagłych przypadkach

Głośnym echem w mediach odbił się w połowie czerwca 2019 r. przypadek kursującego z Katowic do Słupska pociągu TLK „Gwarek”. Zmarł w nim pasażer, co spowodowało trzygodzinny postój w Pleszewie. Potem doszło do awarii sieci trakcyjnej, wskutek czego pociąg utknął na kolejne godziny w Rogoźnie. Z powodu upału ludzie, w tym kierowniczka pociągu, tracili przytomność - konieczna była interwencja służb medycznych. Straż pożarna schładzała wodą perony i rozdawała wodę pasażerom, wśród których było wiele dzieci i osób starszych jadących nad morze do uzdrowisk.

Nie byli oni informowani przez przewoźnika o całej sytuacji, a napoje rozdano po upływie znacznego czasu. Postój pociągu uniemożliwiał także korzystanie z toalety. Przewoźnik nie był w stanie zapewnić komunikacji zastępczej.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich takie zdarzenia mogą naruszać zbiorowe interesy konsumentów-podróżnych, szczególnie co do ich obsługi i bezpieczeństwa. Pod tym względem wątpliwe było zbyt późne i niedostosowanie do potrzeb i liczby pasażerów udostępnienie napojów, a także brak posiłków. Naruszające zasady bezpieczeństwa, w tym zdrowia i życia pasażerów, może być także niedostosowanie do tak długiej trasy składu pozbawionego klimatyzacji w upalne dni (o czym informowały wcześniej odpowiednie służby).

- Należy rozważyć, czy w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa osobistego pasażerów, nie jest zasadne zbudowanie specjalnego centrum kryzysowego na kolei, monitorującego i organizującego pomoc w nadzwyczajnych okolicznościach, w ramach którego następowałaby koordynacja działania służb kolejowych i innych (pogotowia ratunkowego, straży pożarnej, policji), w celu zapewnienia i zachowania wysokiego standardu obsługi pasażerów oraz ich bezpieczeństwa – napisał RPO Adam Bodnar 18 czerwca do prezesa Urzędu Transportu Kolejowego Ignacego Góry.

Ochrona praw konsumentów-pasażerów gwarantowana jest na mocy Konstytucji. Z jej art. 76 wynika, że władze publiczne chronią konsumentów przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi.

Zgodnie z Prawem przewozowym przewoźnik ma obowiązek dołożenia najwyższej staranności dla zapewnienia pasażerom odpowiednich warunków bezpieczeństwa i higieny oraz wygody i należytej obsługi. Zawierając umowę przewozu przez wykup biletu, pasażerowie mają prawo tego oczekiwać - tym bardziej, że kolejowy przewóz pasażerski dofinansowywany jest dodatkowo ze środków publicznych.

Ustawa o transporcie kolejowym zakazuje bezprawnych praktyk naruszających zbiorowe interesy pasażerów w transporcie kolejowym, w szczególności w  kontekście odpowiednich warunków bezpieczeństwa i higieny oraz użycia środków transportowych odpowiednich do danego przewozu.

Z kolei rozporządzenie nr 1371/2007/WE  Parlamenty Europejskiego i Rady nakłada na przedsiębiorców kolejowych obowiązek zapewnienia osobistego bezpieczeństwa pasażerów w pociągach i na stacjach kolejowych. Pasażerowie mają  prawo do uzyskania informacji o opóźnieniu pojazdu. Przy   opóźnieniu trwającym powyżej 60 minut, powinni być zaopatrzeni w posiłki i napoje odpowiednio do czasu oczekiwania. O ile jest to możliwe, powinien zostać zapewniony transport z pociągu do stacji kolejowej, do miejsca odjazdu zastępczego środka transportu lub do miejsca przeznaczenia, jeżeli pociąg został unieruchomiony na trasie. Gdy połączenie kolejowe nie może być dalej wykonywane, przedsiębiorstwa kolejowe zobowiązane jest do zorganizowania jak najszybciej zastępczego transportu pasażerów. Pasażer ma zaś prawo żądania zwrotu kosztów biletu lub odszkodowania za opóźnienie.

W związku z wzmożonym ruchem pasażerskim w okresie wakacyjnym Rzecznik zwrócił się do Prezesa UTK o zbadanie sprawy i podjęcie działań dla zapewnienia pasażerom godnych i bezpiecznych warunków podróży, spełniających standardy unijne. Poprosił również o wskazanie, czy UTK prowadzi w tym celu prewencyjne kontrole przewoźników.

Adam Bodnar spytał także, czy rozważana jest potrzeba zbudowania centrum kryzysowego, obligująca wszystkich przewoźników do współpracy, pomocy i koordynacji z pogotowiem ratunkowym, strażą pożarną oraz policją w przypadku utrudnień, awarii czy wypadków.

V.7224.96.2019

Prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację Kodeksu karnego

Data: 2019-06-28
  • 28 czerwca 2019 r. Prezydent RP ogłosił decyzję o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej ustawy z 13 czerwca 2019 r. o zmianie Kodeksu karnego oraz innych ustaw
  • Zgodnie z komunikatem ze strony internetowej Prezydenta, podstawowym powodem są zastrzeżenia co do trybu uchwalenia ustawy i jego zgodności z konstytucyjnymi standardami procesu legislacyjnego
  • 14 czerwca 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł do prezydenta o zawetowanie noweli - i z powodu wadliwego trybu, i z powodu licznych zastrzeżenia natury merytorycznej

Ustawa została uchwalona w Sejmie w dwa dni od wpłynięcia projektu. Tymczasem Regulamin Sejmu RP - znajdujący swe oparcie w art. 112 Konstytucji  - wymaga, aby pomiędzy wpłynięciem projektu nowelizacji kodeksu oraz jego pierwszym czytaniem upłynęło przynajmniej 14 dni. Oczywistym jest zatem, że ustawa została przyjęta z naruszeniem regulaminu Sejmu, a tym samym z naruszeniem Konstytucji.

Podkreślić trzeba, że poza wadliwym trybem przyjęcia, ustawa z 13 czerwca 2019 r. budzi liczne zastrzeżenia natury merytorycznej. Zaproponowane w niej rozwiązania cechują się nadmierną represyjnością i surowością, zmierzają także do znacznego ograniczenia możliwości niezależnego rozstrzygnięcia sprawy przez sąd poprzez radykalne zmniejszenie swobody sędziowskiego uznania. 

Część przepisów ustawy, w szczególności kara bezwarunkowego dożywotniego pozbawienia wolności, jest także w sposób oczywisty sprzeczna z gwarancjami praw człowieka wynikającymi z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Dlatego też 14 czerwca Rzecznik Praw Obywatelskich skierował do Prezydenta RP list postulujący zawetowanie ustawy (II.510.177.2019).

W przypadku uznania ustawy z 13 czerwca 2019 r. za zgodną z Konstytucją, Prezydent będzie musiał ją podpisać - nie będzie już miał możliwości jej zawetowania. Tymczasem stosowanie wprowadzonych nią rozwiązań narazi Polskę m. in. na odpowiedzialność przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

Jak wojsko powinno reagować na łamanie dyscypliny, jeśli prokurator nie dopatrzył się przestępstwa? RPO do MON

Data: 2019-06-28
  • Czy rzeczywiście dowódca nie może wszcząć postępowania dyscyplinarnego w sprawie picia alkoholu i kontaktów seksualnych (a może gwałtu) na terenie jednostki jeśli prokurator wojskowy nie wystąpi z takim wnioskiem?
  • RPO pyta o to po sprawie grilla, w czasie którego nie tylko był alkohol, ale „doszło do kontaktu seksualnego z udziałem żołnierzy” i „przynajmniej jedna osoba uczyniła to dobrowolnie”.
  • Dowódca nie wyciągnął w tej sprawie konsekwencji, bo nie wymagała tego prokuratura.

Rzecznik Praw Obywatelskich pyta o to szefa MON po zbadaniu sprawy.

Zdarzenie miało miejsce w nocy na poligonie wojskowym. Z postanowienia prokuratury wynika , że w czasie szkolenia poligonowego za zgodą przełożonego został zorganizowany grill i że był tam alkohol. W efekcie „doszło do kontaktu seksualnego z udziałem żołnierzy  jednostki wojskowej”. Udało się też ustalić, że „przynajmniej jedna osoba uczyniła to dobrowolnie”.

Niezależnie od prawnokamej oceny tego zdarzenia bezsporne jest, że doszło do kontaktu seksualnego pomiędzy żołnierzami. Być może z perspektywy prokuratury informacja o spożywaniu alkoholu w miejscu, w którym jest on zabroniony, jest bez znaczenia. W ocenie RPO wydaje się jednak, że informacja taka ma znaczenie dla dowódców z punktu widzenia dyscypliny wojskowej i zasad żołnierskiego zachowania.

Wojskowy Regulamin Ogólny (pkt 33 i 34) zakazuje wprost picia alkoholu, wnoszenia go i pozostawania „pod wpływem” w obiektach wojskowych.. Wyraźnie tez zakazuje też zachowań seksualnych, albo mających tylko podtekst lub zamiar seksualny.

7 maja 2019 r. RPO zwrócił się do Dowódcy Jednostki Wojskowej o informacje, czy w tej sprawie prowadzone były czynności wyjaśniające lub dyscyplinarne oraz ewentualnie z jakim skutkiem.

Dowódca wskazał iż w przedmiotowej sprawie nie były prowadzone żadne postępowania wyjaśniające ani dyscyplinarne. Postępowania nie były prowadzone w Jednostce Wojskowej z uwagi na prowadzenie postępowania karnego przez Placówkę Żandarmerii Wojskowej pod nadzorem Wojskowej Prokuratury Garnizonowej, która w Postanowieniu o umorzeniu śledztwa nie zleciła dla Dowódcy Jednostki Wojskowej przeprowadzenia żadnego postępowania dyscyplinarnego.”

Istotnie, w postanowieniu o umorzeniu śledztwa Wojskowa Prokuratura Garnizonowa nie zleciła Dowódcy przeprowadzenie postępowania.

Powstaje zatem pytanie, na ile dowódcy jednostek wojskowych są związani wskazaniami wojskowej prokuratury garnizonowej.

Zgodnie z ustawą o dyscyplinie wojskowej (art. 44 ust. 1 ustawy z dnia 9 października 2009 r., Dz.U. z 2017 r. poz. 2024 ze zm.) przełożony dyscyplinarny niezwłocznie wszczyna postępowanie dyscyplinarne, jeżeli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że żołnierz popełnił przewinienie dyscyplinarne. Z przepisów tych wynika też, że postępowania dyscyplinarnego nie można wszcząć, jeżeli w sprawie o czyny o znamionach przestępstwa (np. gwałtu) prokurator wojskowy nie wystąpił do dowódcy z wnioskiem o ukaranie dyscyplinarne. Brak takiego wniosku w ocenie RPO, nie powinien jednak uniemożliwiać wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przez dowódcę jednostki. Zgodnie z ustawą o dyscyplinie wojskowej (art. 17 ust. 1) żołnierze ponoszą przecież odpowiedzialność dyscyplinarną niezależnie od odpowiedzialności ponoszonej na podstawie innych przepisów.

Dlatego RPO prosi Ministra Obrony Narodowej o rozważenie inicjatywy ustawodawczej w celu zmiany pragmatyki dyscyplinarnej żołnierzy w zakresie, w jakim przepisy te uniemożliwiają podjęcie postępowania dyscyplinarnego przez dowódców wojskowych, w sytuacji gdy uprawnione podmioty nie wystąpią z wnioskiem o ukaranie dyscyplinarne.

WZF.505.1.2019

RPO zaniepokojony ograniczeniami praw właścicieli zabytków, które mają trafić do rejestru

Data: 2019-06-27
  • Właściciele zabytkowych obiektów skarżą się, że nie mogą prowadzić przy nich żadnych prac w trakcie postępowania o ich wpis do rejestru zabytków
  • RPO ma wątpliwości, bo taki przepis ingeruje nadmiernie w konstytucyjne prawo własności i może nie służyć ochronie zabytków 
  • O swój zabytek właściciel musi bowiem dbać pod sankcją karną. Jak pogodzić z tym zakaz jakichkolwiek prac, np. w celu usunięcia skutków burzy czy wichury?
  • W ocenie Rzecznika dopuszczalne powinny być konieczne prace przy zabytku, pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego 

Skarga dotyczy tzw. ochrony tymczasowej zabytku w czasie trwania postępowania o wpis do rejestru. Zgodnie z nowelizacją ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, która weszła w życie 9 września 2017 r., od  wszczęcia postępowania ws. wpisu do rejestru do dnia, w którym decyzja stanie się ostateczna, przy danym zabytku nie wolno prowadzić prac konserwatorskich, restauratorskich, robót budowlanych oraz innych działań mogących prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku. Jak głosiło uzasadnienie projektu noweli, jej celem miało być wyeliminowanie „stosunkowo częstych sytuacji, gdy po wszczęciu postępowania w sprawie wpisania zabytku do rejestru właściciel tego zabytku dokonuje jego zniszczenia”.

Rzecznik Praw Obywatelskich nie ma wątpliwości, że zagwarantowanie skutecznej ochrony dóbr kultury, w tym zabytków, jest obowiązkiem władzy publicznej.  Realizacja tego obowiązku nie może jednak odbywać się z naruszeniem Konstytucji, a zwłaszcza nie może stanowić nadmiernej ingerencji w sferę praw człowieka i obywatela, a zwłaszcza prawo własności.

Prawo to nie jest prawem absolutnym i może podlegać ograniczeniom. Ograniczenie własności zabytków znajduje zaś konstytucyjne uzasadnienie. Nie oznacza to jednak dowolności ustawodawcy w sposobie oraz głębokości ograniczenia. Konieczne jest w tym przypadku wyważenie praw właścicieli oraz przede wszystkim interesu publicznego. 

Dlatego dopuszczalność zabezpieczenia zabytków na czas postępowania o wpis co do zasady nie budzi wątpliwości Rzecznika. Jest on zaś zaniepokojony sposobem i zakresem ingerencji ustawodawcy.

Niejasność zakresu zakazu prowadzenia prac

Zasadniczą kwestią jest określenie zakresu prac, których właściciel lub posiadacz zabytku nie może podejmować w trakcie postępowania. Powstaje pytanie, czy zakaz obejmuje wszystkie prace, czy też można wskazać takie, które można by prowadzić.

Nieuzasadnione wydaje się wprowadzenie całkowitego zakazu prowadzenia prac konserwatorskich oraz restauratorskich. Wstrzymanie prac konserwatorskich -zapobiegających destrukcji zabytku - wydaje się bowiem sprzeczne z ciążącym na właścicielu obowiązkiem opieki nad zabytkiem. Jeśli nie zabezpieczył go w należyty sposób przed uszkodzeniem czy zniszczeniem podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny. W przypadku zniszczenia lub uszkodzenia zabytku grozi zaś kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Zakaz prowadzenia wszelkich prac w czasie trwania postępowania o wpis z jednej strony uniemożliwia bowiem właścicielowi lub posiadaczowi realizację obowiązku dbania o zabytek, z drugiej zaś naraża go na sankcje w przypadku niezabezpieczenia czy zniszczenia zabytku. Nie jest zatem jasne i jednoznaczne, czy na gruncie tego zakazu można podejmować jakiekolwiek prace, w jakim trybie powinno to się zgłaszać i na podstawie jakich pozwoleń.

Może to powodować niepewność właściciela co do dopuszczalności podjęcia określonych prac i ich zakresu. Wydaje się, że to praktyka stosowania zakazu może przesądzić o jego treści. Może to jednak prowadzić również do sytuacji, w których w takich samych stanach faktycznych zapadać będą różne decyzje. Wydaje się to trudne do pogodzenia z zasadą zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Nadmierna ingerencja w prawo własności właściciela zabytku

Ustawa o ochronie zabytków przewiduje różne formy ochrony zabytków nieruchomych. To ma zaś wpływ na zakres praw i obowiązków właścicieli. Wpis do rejestru stanowi wyjątkowo rygorystyczną formę ochrony i z tego właśnie powodu dużo silniej wkracza w prawo własności i ogranicza je. Świadczy o tym m.in. fakt, że wpisanie zabytku ujawnia się w księdze wieczystej nieruchomości. Właściciel ma zaś obowiązek uzyskania pozwolenia konserwatora zabytków m.in. na prowadzenie prac konserwatorskich, restauratorskich lub robót budowlanych.

W przeciwieństwie do ochrony wynikającej z wpisu do rejestru, co wymaga decyzji administracyjnej, objęcie zabytku ochroną tymczasową następuje z mocy prawa wraz z wszczęciem postępowania w sprawie wpisu. W praktyce wydaje się jednak, że przyjęta regulacja prowadzi do sytuacji, w której zabytek w czasie trwania postępowania o wpis do rejestru objęty jest ochroną która ma de facto bardziej rygorystyczny charakter niż ochrona obiektów już wpisanych do rejestru.

W przypadku bowiem zabytku wpisanego do rejestru właściciel może – za pozwoleniem konserwatora - prowadzić prace konserwatorskie, restauratorskie, roboty budowlane lub podejmować inne działania, które mogłyby prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku. W czasie postępowania w sprawie wpisu możliwość taka - jak się wydaje - jest wykluczona.

Tymczasem obowiązek zabezpieczenia i utrzymania zabytku w jak najlepszym stanie nie jest związany z decyzją o wpisie do rejestru i spoczywa na jego dysponencie także w czasie trwania postępowania o wpis. A pogorszenie stanu zabytku może nastąpić nagle, na skutek chociażby nagłych zdarzeń atmosferycznych. Zerwanie np. części dachu przez wiatr, może wiązać się z koniecznością podjęcia stosownych działań, które niewątpliwie będą wiązały się z substancją zabytku – wskazuje RPO.

Dolegliwość zakazu prowadzenia prac może się zwiększyć wraz przedłużającym się postępowaniem o wpis. Z uwagi na skomplikowany charakter oraz konieczność gromadzenia i analizowania dokumentacji może to trwać nawet kilka lat.

- Wydaje się, iż wprowadzenie ochrony tymczasowej, gdy organ ma pewność, że właściciel nie może w stosunku do zabytku podjąć de facto jakichkolwiek działań, może wpłynąć na wydłużenie postępowań – uważa Rzecznik. Tym bardziej zasadne wydaje się istnienie mechanizmu, który pozwalałby na podejmowanie określonych, koniecznych prac, oczywiście pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego.

Brak rozwiązań prawnych, które mogłyby uzupełniać mechanizm ochrony tymczasowej, powoduje, że właściciel nie ma możliwości wystąpienia o przeprowadzenie koniecznych prac. Tym samym zostaje on w rzeczywistości pozbawiony możliwości decydowania o swojej własności  i dysponowania nią do czasu wydania ostatecznej decyzji co do wpisu.

W ocenie Rzecznika zakaz prowadzenia prac przy zabytku, nie przewidujący wyjątków bądź procedury w ramach której możliwe byłyby - pod kontrolą nadzoru konserwatorskiego - zastosowanie określonych wyłączeń,  stanowi zatem nadmierną ingerencję w prawo własności.

O stanowisko w tej sprawie Rzecznik zwrócił się do wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego. Jeśli podzieliłby on zaprezentowaną argumentację, Rzecznik poprosił o rozważenie prac nad nowelizacją ustawy o ochronie zabytków - aby ochronić prawa właścicieli nieruchomości, w stosunku do których wszczęto postępowanie w sprawie wpisu do rejestru zabytków.

IV.7002.11.2018

Opozycjonistka z PRL nie dostała Krzyża Wolności i Solidarności - obawia się opinii, że była agentką SB

Data: 2019-06-25
  • Działaczka opozycji antykomunistycznej nie poznała przyczyn decyzji prezesa IPN o niewystąpieniu do Prezydenta o nadanie jej Krzyża Wolności i Solidarności
  • Może to rodzić wobec niej przypuszczenia o związki ze służbami specjalnymi PRL – takie osoby nie mają bowiem prawa do tego odznaczenia
  • RPO zwrócił się do prezesa IPN o rozważenie zmiany przepisów
  • Chodzi o to, aby informować zainteresowanych o powodach odstąpienia od wniosku o nadanie Krzyża

W skardze do RPO obywatelka opisała postępowanie o nadanie jej Krzyża Wolności i Solidarności. W odpowiedzi na inicjatywę o przedstawienie Prezydentowi wniosku o nadanie jej tego odznaczenia, prezes Instytutu Pamięci Narodowej powiadomił, że w efekcie procedury sprawdzającej odstąpił od wystąpienia z takim wnioskiem. Nie podał przyczyn tej decyzji, powołując się na przepis ustawy o orderach i odznaczeniach (który tego nie nakazuje - ani wobec inicjatorów wniosku o odznaczenie, ani osoby, która ma je otrzymać).

Krzyż Wolności i Solidarności jest nadawany aktywnym działaczom opozycji wobec dyktatury komunistycznej w PRL. Zgodnie z ustawą z 2010 r., do otrzymania Krzyża nie mają prawa osoby:

  • które były pracownikami, funkcjonariuszami, żołnierzami organów bezpieczeństwa państwa, chyba że przedłożą dowody, iż przed 4 czerwca 1989 r., bez wiedzy przełożonych czynnie wspierały osoby lub organizacje działające na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości i suwerenności lub respektowania praw człowieka w PRL;
  • co do których w archiwum IPN zachowały się dokumenty wytworzone przez nie lub przy ich udziale, w ramach czynności wykonywanych przez nie w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji przez organy bezpieczeństwa państwa.

Obywatelka poprosiła o uzasadnienie tej decyzji oraz o dokumentację  postępowania sprawdzającego. Prezes IPN odpowiedział, że ustawa nie daje uprawnień do informowania o przyczynach odstąpienia. Skarżąca uznała, że narusza to jej konstytucyjne prawa, w tym prawo do informacji oraz zasadę ochrony godności człowieka. Mogą bowiem powstać  podejrzenia o jej współpracy z organami bezpieczeństwa PRL.

Kobieta podkreśliła, że nie była karana, ani nigdy nie podjęła działalności na rzecz organów bezpieczeństwa PRL. Ma zaś status działacza opozycji antykomunistycznej (nadany decyzją Szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych); została też odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi za działalność na rzecz przemian demokratycznych.

Rzecznik ma świadomość, że okoliczności prowadzące do utraty prawa otrzymania odznaczenia wiążą się z tzw. danymi wrażliwymi  (współpraca z organami bezpieczeństwa PRL lub karalność).

Przepis o nieinformowaniu o przyczynach odstąpienia od wniosku dla Prezydenta RP miał na celu uniknięcie przekazywania tych danych podmiotom inicjującym (np. organy samorządowe, organizacje społeczne i zawodowe). Chodziło o ochronę godności i dobrego imienia osoby, wobec której złożono wniosek o nadanie tego odznaczenia.

Należy jednak zauważyć, że mogą wystąpić również sytuacje (jak w przypadku skarżącej), gdy skutkiem stosowania przepisów może być powstanie nieprawdziwych podejrzeń o współpracy z organami bezpieczeństwa PRL lub o karalności.

Dla byłych działaczy opozycji antykomunistycznej samo powstanie tych podejrzeń może szkodzić ich dobremu imieniu. Obywatel nie ma w takiej sytuacji żadnej możliwości reakcji na decyzję o odstąpieniu przez Prezesa IPN od przedstawienia wniosku, która może być źródłem tych podejrzeń, a tym samym możliwości np. zdementowania nieprawdziwych przypuszczeń. Nie ma też możliwości zapoznania się z dokumentacją IPN.

Dlatego Rzecznik uznał za niezbędne szersze przeanalizowanie przyczyn decyzji o odstąpieniu od przedstawienia wniosku o nadawanie Krzyża w praktyce działalności Prezesa IPN. Chodzi zwłaszcza o wskazanie, jaką grupę stanowią decyzje podjęte z uwagi na fakt współpracy z organami bezpieczeństwa państwa, na karalność, a jaką - podjęte z innych przyczyn.

Ze względu na potrzebę jak najlepszego zabezpieczenia praw obywateli w postępowaniu w sprawach o nadanie Krzyża Wolności i Solidarności, Rzecznik poprosił prezesa IPN Jarosława Szarka o ocenę ewentualnej zmiany przepisów ustawy w tym zakresie.

VII.600.6.2019

Resort infrastruktury przeciw pierwszeństwu dla pieszych, którzy wchodzą na pasy

Data: 2019-06-25
  • Kierowcy w państwach Europy są przyzwyczajeni do obowiązującego tam od lat nakazu ustępowania pierwszeństwa pieszym mającym zamiar przejść przez pasy na jezdni
  • Dlatego Ministerstwo Infrastruktury nie uznaje za właściwe,  by  przenieść do polskiego prawa zasady pierwszeństwa pieszego w takich sytuacjach
  • Tak resort odpowiedział RPO, który wystąpił o zmianę przepisów tak, by piesi mieli pierwszeństwo, zanim wejdą na pasy 
  • Rzecznik będzie o to konsekwentnie zabiegał

Kierowcy w Polsce coraz częściej potrącają pieszych na przejściach. Piesi to najsłabiej dziś chroniona grupa uczestników ruchu drogowego. Główną przyczyną takich wypadków jest nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu przez kierowców.

Dlatego 29 stycznia 2019 r.  Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka o rozważenie zainicjowania zmiany Prawa o ruchu drogowym przez przyznanie pierwszeństwa pieszym, którzy oczekują na przejście przez jezdnie lub na nie wkraczają. Wystąpienie było efektem spotkań Adama Bodnara z  przedstawicielami stowarzyszeń „Miasto Jest Nasze” i „Piesza Masa Krytyczna”.

RPO: Poprawić bezpieczeństwo pieszych 

Dziś pieszy ma pierwszeństwo na jezdni, kiedy wejdzie na przejście. Ale nie wcześniej. Prawo o ruchu drogowym nakazuje zaś kierowcy zachowanie szczególnej ostrożności przy zbliżaniu się do przejścia. Nie odnosi się jednak do sytuacji, gdy pieszy zamierza wejść na przejście lub właśnie na nie wkracza.

Dlatego podczas spotkania w grudniu 2019 r. z Adamem Bodnarem przedstawiciele organizacji społecznych opowiedzieli  się za wprowadzeniem do Prawa o ruchu drogowym przepisu, który dawałby pieszemu pierwszeństwo już w momencie, gdy ma zamiar wejść na pasy, co sygnalizuje w ten sposób, że staje i czeka na możliwość przejścia. W takiej sytuacji kierowca musiałby ustąpić pierwszeństwa.

Poprawiłoby to bezpieczeństwo pieszych. Wiedząc, że pierwszeństwo przysługuje nie tylko człowiekowi na przejściu, ale także oczekującej na to, kierowca musiałby zachować jeszcze większą ostrożność i w większym stopniu zmniejszyć prędkość.

Rzecznik wskazuje, że w polskim prawie są już przepisy, z których można by wywodzić pierwszeństwo ludzi wchodzących na przejście dla pieszych. Zgodnie z § 47 ust. 4 rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz.U. z 2002 r. Nr 170, poz. 1393), kierujący pojazdem zbliżający się do przejścia oznaczonego znakiem D-6 jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo osób znajdujących się na przejściu lub na nie wchodzących. Przepis ten nakazuje kierowcy zmniejszyć prędkość na tyle, aby mógł się zatrzymać przed przejściem - jeżeli pieszy na nim się znajduje lub na nie wchodzi.

Przepis ten pozostaje jednak w sprzeczności z Prawem o ruchu drogowym, w myśl którego pierwszeństwo przed pojazdem ma tylko pieszy na przejściu. Ponadto ustawa nie przekazuje do uregulowania w rozporządzeniu zasad zachowania się uczestników ruchu w miejscach oznaczonych znakami drogowymi.

Dane statystyczne niepokoją

W 2017 r. w Polsce doszło do 32 760 wypadków drogowych (w 25 proc. z udziałem pieszych). Śmierć poniosło 873 pieszych, a rannych zostało 7587. Do śmierci pieszego dochodziło w co piątym potrąceniu wskutek nadmiernej prędkości auta. Główną przyczyną potrąceń było nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu - wynika z danych Komendy Głównej Policji. 

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w sprawozdaniu za 2017 r. zwróciła  uwagę, że liczba ofiar śmiertelnych wśród pieszych nieznacznie wzrosła w porównaniu z rokiem 2016 r. Wskazuje to na konieczność nowych działań zapobiegawczych dla poprawy bezpieczeństwa tej najsłabiej chronionej grupy uczestników ruchu drogowego.

Przepisy w państwach Europy Zachodniej

Zasada, że pieszy ma pierwszeństwo jeszcze przed wejściem na przejście, obowiązuje w krajach skandynawskich i w większości państw Europy Zachodniej (we Francji, Belgii, Holandii, Szwajcarii, Austrii, Niemczech).

  • W Norwegii i we Francji kierowca ma obowiązek zatrzymania się przed przejściem nawet wtedy, gdy człowiek stojący w pobliżu nie wykazuje wyraźnego zamiaru przejścia przez jezdnię, a jedynie zbliża się do jezdni.
  • W Szwajcarii kierowca musi się zatrzymać także wtedy, gdy pieszy stoi przed przejściem, ale ma oczywisty zamiar przejścia przez jezdnię. Liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców jest w tych państwach zdecydowanie niższa niż w Polsce

Odpowiedź MI

- Koncepcja zwiększenia bezpieczeństwa pieszych w rejonie przejścia dla pieszych i na samym przejściu wydaje się niewątpliwie słuszna – odpisał RPO Rafał Weber, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Zarazem wskazał, że prowadzone dotychczas prace w tej kwestii (druk sejmowy nr 1859), które ostatecznie nie zostały sfinalizowane, wykazały szereg wątpliwości towarzyszących próbie radykalnego zwiększenia uprzywilejowania niechronionych uczestników ruchu drogowego.

- W wielu państwach europejskich ochrona pieszego mającego zamiar przejścia przez przejście dla pieszych obowiązuje już od lat, w związku z czym kierujący pojazdami na tamtejszych drogach są przyzwyczajeni do obowiązku ustępowania im pierwszeństwa w takich sytuacjach – zaznaczył Rafał Weber. Według niego państwa te nie prowadziły tzw. „badań przed i po” przy zmianie swojego prawodawstwa w tym zakresie, stąd też nie jest możliwa ocena tego, w jakim stopniu postulowane przez Rzecznika zmiany wpłynęłyby na sytuację na polskich drogach.

Ponadto wyniki takiego badania nie mogłyby być rzetelnym argumentem popierającym, czy też negującym zasadność wprowadzenie takiej zmiany w prawie polskim, gdyż każde społeczeństwo europejskie posiada inne uwarunkowania kulturowe, prawne, inżynieryjne, edukacyjne, czy też podejście do poszanowania prawa.

- Dlatego też, mając na względzie przywołane wyżej uwarunkowania – specyficzne dla danego państwa – nie wydaje się właściwym bezpośrednie przeniesienie do polskiego systemu prawnego rozwiązań funkcjonujących w innych państwach europejskich - podkreślił Rafał Weber.

W jego ocenie wpływ na bezpieczeństwo pieszych przekraczających jezdnię ma nie tylko sposób uregulowania tej problematyki w przepisach. Znaczącą rolę odgrywają też działania organu zarządzającego ruchem oraz zarządcy drogi.  Chodzi m.in. o lokalizację przejść dla pieszych, ich utrzymanie i zastosowane rozwiązania w celu poprawy bezpieczeństwo pieszych (geometria drogi, urządzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego, oświetlenie przejść, itp.).

Niezbędne jest też skuteczne egzekwowanie przepisów dotyczących przechodzenia przez jezdnię oraz zachowania kierujących pojazdami wobec pieszych przez policję, straże gminne i miejskie.

Ponadto Rafał Weber poinformował, że resort dostrzega sygnalizowany przez Rzecznika problem braku jednoznaczności obecnych przepisów ze względu na ich lokalizację w dwóch aktach prawnych, a także wątpliwości w przedmiocie zgodności § 47 ust. 4 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych z zakresem upoważnienia ustawowego. W przyszłych działaniach legislacyjnych resort  rozważa skonsolidowanie w Prawie o ruchu drogowym regulacji zawartych obecnie w ustawie oraz rozporządzeniu.

Konferencja w NiK o prawach pieszego

24 czerwca 2019 r. w Najwyższej Izbie Kontroli odbyła się konferencja "Bezpieczeństwo pieszych w ruchu drogowym", współorganizowana przez Biuro RPO.

Ta publiczna debata była odpowiedzią na duży odzew społeczny wystąpienia RPO do MI. Uczestniczyli w niej przedstawiciele parlamentu, KGP oraz organizacji pozarządowych -  Miasto Jest Nasze, Zielone Mazowsze, Drogi Mazowsza, Normalne Miasto Fenomen.

Zastępca RPO dr Maciej Taborowski zapowiedział w swym wystąpieniu, że RPO będzie konsekwentnie domagał się przyjęcia regulacji chroniących pieszych – w myśl styczniowego wystąpienia  do MI.

Przedstawiciel resortu podtrzymał stanowisko wyrażone w piśmie Rafała Webera.

Maciej Taborowski poruszył też kwestie braku przepisów dotyczących  elektrycznych hulajnóg, które dla pieszych stanowią istotne zagrożenie. Dodał, że razem z partnerami społecznymi Rzecznik przedstawił kilka postulatów do projektu ustawy o urządzeniach transportu osobistego. Uregulowane powinny być m.in. kwestie parkowania hulajnóg na chodnikach, fabrycznego ograniczenia ich prędkości oraz wyposażenia w dwa niezależne hamulce, sygnał ostrzegawczy i system sygnalizowania zmiany kierunku jazdy.

Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski wskazywał, że Izba uznała za niewystarczające działania policji i straży miejskich dla zapewnienia bezpieczeństwa pieszym i rowerzystom. Zapowiedział, że w 2020 r. NIK przeprowadzi kontrolę bezpieczeństwa tych osób.

V.511.12.2019

RPO: zmienić zasady kształcenia policyjnych specjalistów

Data: 2019-06-24
  • Zasady kształcenia na certyfikowanego specjalistę policyjnego powinny być zmienione – uważa RPO
  • Chodzi o przywrócenie wcześniejszej zasady potwierdzania przez sąd obecności kandydata na rozprawie
  • Od osoby ubiegającej się o taką specjalizację wymaga się bowiem m.in. obecności co najmniej w trzech rozprawach sądowych z udziałem biegłych

Na tle jednej ze spraw indywidualnych badanych w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich ujawniły się nieprawidłowości w procesie kształcenia na certyfikowanego specjalistę z zakresu badań antroskopijnych policyjnego laboratorium kryminalistycznego. Problem ten może dotyczyć kandydatów na biegłego. 

Od  kandydata na specjalistę wymaga się m.in. uczestniczenia w charakterze obserwatora w co najmniej trzech rozprawach sądowych z udziałem biegłych lub specjalistów. 

W niektórych komendach policji wykształciła się praktyka „rezerwowania” terminów rozpraw sądowych do uczestnictwa w charakterze obserwatora z udziałem biegłych. Polegała ona na dokonaniu w książce pracy specjalisty wpisu terminu oraz sygnatury sprawy, a biegły uczestniczący w rozprawie podpisywał się  i przybijał pieczęć. Pozostałe rubryki potwierdzające uczestnictwo w rozprawie wypełniał policjant prowadzący w trakcie procesu kształcenia lub sam kandydat. Praktykę tę uzasadniono dużym zainteresowaniem udziałem policjantów w rozprawach. Fakt potwierdzenia pieczęcią przez biegłego miał być rodzajem „rezerwacji” udziału konkretnego policjanta w rozprawie sądowej.

Obecnie obowiązującą regulacją jest zarządzenie nr 3 Komendanta Głównego Policji z 17 stycznia 2014 r. w sprawie uprawnień do wydawania opinii oraz wykonywania czynności w policyjnych laboratoriach kryminalistycznych.

Przed tym zarządzeniem obowiązywała zasada potwierdzania obecności kandydata w charakterze obserwatora na rozprawie z udziałem biegłego przez pracownika sądu. Kandydat zgłaszał udział w rozprawie przed jej rozpoczęciem, po czym udawał się do sekretariatu sądu w celu uzupełnienia informacji związanych z daną rozprawą (data, miejsce, sygnatura, nr ekspertyzy). Było to sprawdzane przez sąd przed rozpoczęciem rozprawy przez okazanie książki z wypełnionymi wpisami. Sekretariaty sądów nie chciały jednak potwierdzać faktu udziału kandydatów na biegłych w rozprawach. Prawdopodobnie fakt ten stał się powodem do odejścia od tej praktyki.

W ocenie Rzecznika odstąpienie od praktyki potwierdzania obecności na rozprawie przez podmiot zewnętrzny może prowadzić do nieprawidłowości w procesie kształcenia, zarówno certyfikowanych specjalistów, jak i biegłych policyjnych laboratoriów kryminalistycznych.

Rzecznik zwrócił się do Komendanta Głównego Policji o rozważenie możliwości powrotu do wcześniejszej praktyki poświadczania obecności kandydata na biegłego/specjalistę przez pracowników sądu.

WZF.7043.3.2019

Kolejny wyrok ETPC ws. nadmiernego przymusu policji. Rzecznik pisze do MSWiA

Data: 2019-06-21
  • W czasie zatrzymania w 2011 r. człowiek odniósł obrażenia; był też rażony paralizatorem przez policjantów - mimo że się poddał i był unieruchomiony. Po dwóch dniach zwolniono go z aresztu bez zarzutów
  • W maju 2019 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że stosując wobec skarżącego nadmierny przymus oraz nie wyjaśniając należycie sprawy, Polska naruszyła zakaz tortur oraz nieludzkiego i poniżającego traktowania
  • To przełomowy wyrok wskazujący m.in., jak ważne jest prawidłowe i proporcjonalne użycie środków przymusu przez uprawnione służby
  • Wyrok powinien być dla policji impulsem do skutecznej walki ze źle pojmowaną solidarnością zawodową, prowadzącą do zmowy milczenia, a nawet do unikania odpowiedzialności przez sprawców złego  traktowania

- Funkcjonariusze muszą mieć świadomość, że podstawą skuteczności policji w państwie demokratycznym jest respekt i szacunek, jaką darzą ją obywatele. To nie jest to samo, co strach przed brutalnym i nieprzewidywalnym policjantem - głosi pismo Rzecznika Praw Obywatelskich do sekretarza stanu w MSWiA Jarosława Zielińskiego.

Rzecznik opisał w nim wyrok ETPC z 23 maja 2019 r. w sprawie Kanciał przeciwko Polsce (skarga nr 37023/13). Skargę do Trybunału wniósł obywatel, który w czerwcu 2011 r. został zatrzymany przez antyterrorystów i Centralne Biuro Śledcze w związku z podejrzeniem udziału w porwaniu. Funkcjonariusze wtargnęli rano do mieszkania, w którym przebywał ze znajomymi. Mężczyzna twierdził, że został pobity oraz rażony paralizatorem w plecy, pośladki i genitalia - pomimo że się poddał i był unieruchomiony. Badanie lekarskie  wykazało ślady obrażeń m.in. twarzy i nadgarstków. Po dwóch dniach mężcyzna został zwolniony z aresztu. Nigdy nie postawiono mu żadnych zarzutów.

Skarżący zażalił się do prokuratury na traktowanie w czasie zatrzymania. Postępowanie po roku umorzono. Prokuratura uznała, że brak było wystarczających dowodów  przestępstwa, a paralizatora użyto zgodnie z przepisami.

ETPC uznał, że Polska naruszyła zakaz tortur oraz nieludzkiego i poniżającego traktowania ze względu na zastosowanie nadmiernego przymusu bezpośredniego w trakcie i po zatrzymaniu podejrzanego oraz brak odpowiedniego postępowania wyjaśniającego.

W opinii Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur to przełomowy wyrok podkreślający nie tylko, jak ważne jest prawidłowe i proporcjonalne stosowanie środków przymusu przez uprawnione służby, ale przede wszystkim, jak kluczową rolę odgrywa rzetelne postępowanie wyjaśniające.

ETPC wskazał na dwie fazy zatrzymania: do momentu zakucia w kajdanki i unieruchomienia oraz po tym. ETPCz nie mógł jednak ocenić, czy do nadużycia przymusu doszło w pierwszej fazie - ze względu na sprzeczne zeznania stron. Władze twierdziły, że mężczyzna został porażony paralizatorem, bo stawiał opór i nie pozwalał na założenie kajdanek. Skarżący twierdził, że spełniał wszystkie polecenia, a mimo to był uderzany, kopany i rażony paralizatorem.

Trybunał uznał, że funkcjonariusze niepotrzebnie użyli siły wobec skarżącego po jego unieruchomieniu, a zastosowanie takich środków przymusu bezpośredniego jak paralizator nie było konieczne.

W opinii ETPC ani prokuratura, ani sądy nie przeprowadziły odpowiedniej analizy legalności użycia środków przymusu. Należało przeprowadzić rygorystyczną weryfikację konieczności użycia paralizatora ze względu na dolegliwość obrażeń. Zdaniem ETPC faworyzowano też zeznania funkcjonariuszy, przyznając o wiele mniejsze znaczenie zeznaniom skarżącego, mimo iż wyniki obdukcji i badań lekarskich potwierdzały jego wersję

Trybunał stwierdził naruszenie art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Zasądził na rzecz skarżącego 25 tys. euro zadośćuczynienia.

W opinii KMPT wyrok ten powinien stać się impulsem do głębszej refleksji co do stosowania przymusu bezpośredniego, w szczególności tzw. paralizatorów oraz w kontekście prowadzenia rzetelnych postępowań wyjaśniających nadużycia.

Kwestia  paralizatorów jest podnoszona od ujawnienia nagrań w sprawie Igora Stachowiaka, torturowanego we wrocławskim komisariacie. Zastosowanie broni elektrycznej rodzi wiele  konsekwencji, które w chwili jej użycia nie zawsze są możliwe do przewidzenia. Na kanwie tego przypadku Europejski Komitet Przeciwko Torturom (CPT) zalecił po wizycie w Polsce w 2017 r. przypomnienie wszystkim policjantom instrukcji używania paralizatorów. Mogą być one stosowane wyłącznie w przypadku rzeczywistego i bezpośredniego zagrożenia dla życia lub ryzyka poważnych obrażeń. Sięgnięcie po nie wyłącznie po to, by dana osoba zastosowała się do polecenia, jest niedopuszczalne. Ich stosowanie powinno być dozwolone wyłącznie gdy łagodniejsze środki przymusu nie odniosły skutku lub są niepraktyczne, oraz jeżeli jedyną alternatywą jest użycie np. broni palnej.

W tym kontekście z zadowoleniem należy przyjąć, że po apelach RPO dotyczących poddania używania tego środka rygorom podobnym jak w przypadku broni palnej - w szczególności w zakresie ich dokumentowania oraz kontrolowania - Komenda Główna Policji w sierpniu 2018 r. wydała w tej sprawie wytyczne. Należy jednak pamiętać, że same standardy nie wystarczą. Zdaniem KMPT kluczową rolę powinno odgrywać profesjonalne szkolenie funkcjonariuszy, ukierunkowane nie tylko na aspekty praktyczne samego wykorzystania tego rodzaju środków, ale także na budowanie kultury sprzeciwu wobec tortur, nieludzkiego i poniżającego traktowania.

Wyrok ETPC powinien stać się impulsem dla samej policji, by rozpocząć skuteczną walkę ze źle pojmowaną solidarnością zawodową prowadzącą do zmowy milczenia, a w skrajnych przypadkach do unikania odpowiedzialności przez sprawców złego  traktowania.

Funkcjonariusze muszą mieć świadomość, że podstawą skuteczności policji w państwie demokratycznym jest respekt i szacunek jaką darzą ją obywatele. To nie jest to samo co strach przed brutalnym i nieprzewidywalnym policjantem.

Tortury, nieludzkie i poniżające traktowanie stanowią najbardziej skrajny przykład łamania praw człowieka, wyrażają pogardę dla jego godności i degradują społeczeństwo, które na nie przyzwala. Muszą o tym pamiętać przedstawiciele zawodów zaufania publicznego, którzy jako pierwsi powinni stać na straży przestrzegania zakazu tortur.

W opinii KMPT jest to szczególnie ważne w kontekście postępowań prowadzonych przez prokuraturę w spawach dotyczących przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy. Wszelkie sygnały dotyczące nadużywania siły, znęcania się nad zatrzymanymi, torturowania ich, by przyznali się do winy, czy zachowywali w określony sposób, powinny być każdorazowo kompleksowo wyjaśniane, a sprawcy odpowiednio ukarani. Rzetelne prowadzenie postępowań, zarówno na etapie prokuratorskim, jak i sądowym, jest w tym kontekście kluczowe.

W państwie, które w ubiegłym roku obchodziło 25-lecie wejścia w życie Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, wszystkie instytucje i organy władzy publicznej, a w szczególności przedstawiciele organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, muszą pamiętać, że nawet w najtrudniejszych okolicznościach - takich jak walka z terroryzmem i przestępczością zorganizowaną - art. 3 Konwencji, jak i art. 40 Konstytucji w sposób bezwzględny zakazują stosowania tortur i nieludzkiego lub poniżającego traktowania lub karania, niezależnie od zachowania danej osoby. Nie możemy zapomnieć, że przestrzeganie tego zakazu świadczy o istocie demokratycznego państwa.

KMP.570.16.2019

Jest nowy program wsparcia usuwania porzuconych odpadów (NFOŚiGW do RPO)

Data: 2019-06-21
  • Gmin nie stać na samodzielne usuwanie składowisk odpadów, gdy uchyla się od tego ich posiadacz – koszty sięgają nawet kilkudziesięciu mln zł
  • Państwo ma realnie pomagać gminom w usuwaniu takich odpadów
  • RPO zwrócił się do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej NFOŚiGW o zmianę obecnych programów, by zapewnić realne wsparcie
  • Teraz prezes NFOŚiGW poinformował o nowym programie priorytetowym dla samorządów

Obywatele skarżą się na składowiska i magazyny różnych odpadów, znajdujące się w sąsiedztwie terenów mieszkaniowych. Często działają one bez wymaganych pozwoleń; zdarza się też, że pozwolenia są cofane wobec uchybień w ich prowadzeniu.

Zgodnie z prawem obowiązek usunięcia odpadów z nielegalnego składowiska spoczywa na ich posiadaczu. Często nie stosuje się on do tego, mimo sankcji w postępowaniu egzekucyjnym lub kar pieniężnych przewidzianych przez prawo ochrony środowiska. Rzecznik zna takie przypadki, które sam badał  (np:  sprawa nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych w Brzegu).  

Wobec bierności posiadacza odpadów, ich usunięcie spada głównie na gminy (zwykle w formie tzw. zastępczego wykonania decyzji). Muszą one wyasygnować środki na ten cel, przy często iluzorycznej szansie na ich zwrot od posiadacza odpadów. A kwoty te często  wynoszą od kilku do kilkudziesięciu milionów zł. Samorządy mogą uzyskać na to wsparcie NFOŚiGW, zwłaszcza w ramach działa  programu „Ochrona powierzchni ziemi”.

Co robił RPO, by zapewnić wsparcie gminom

W 2018 r. Rzecznik spytał prezesa NFOŚiGW, czy możliwe jest wsparcie gmin w usuwaniu odpadów z nieruchomości niestanowiących ich własności lub niepozostających w ich użytkowaniu wieczystym.

Dostał odpowiedź, że gmina może dostać dotację Funduszu  do wysokości do 80 proc. kosztów - ale odpady muszą zagrażać zdrowiu lub życiu ludzi albo powodować nieodwracalne szkody środowiska, a miejsce ich składowania musi być własnością gminy lub Skarbu Państwa. Gmina może też dostać pożyczkę do 100 proc. kosztów na usunięcie odpadów, gdy uchyla się od tego ich posiadacz. Gminy rzadko jednak występują o takie pożyczki.  

Fundusz informował, że w Ministerstwie Środowiska trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy o odpadach w zakresie usuwania magazynowanych lub składowanych odpadów z miejsc na ten cel nieprzeznaczonych, jak również z miejsc, w których zakończono działalność w zakresie gospodarki odpadami niezgodnie z przepisami obowiązującego prawa. Po wprowadzeniu tych zmian prawnych oferta finansowa NFOŚIGW dla gmin zostanie odpowiednio dostosowana.

Rzecznik uznał, że odpowiedź Funduszu potwierdza, że obecna oferta Funduszu dla gmin szukających środków na usunięcie nielegalnych odpadów z nieruchomości prywatnych jest niewystarczająca. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że w ciągu trzech lat (2015-2017) obowiązywania programu priorytetowego „Ochrona powierzchni ziemi”, złożono jedynie dwa wnioski o przyznanie pożyczki na ten cel - oba zostały zresztą odrzucone.

Doceniając zasygnalizowaną przez Fundusz zapowiedź zmian, Rzecznik nabrał jednak wątpliwości co do tego, że zmiany są uzależnione od nowelizacji ustawy o odpadach. A prace nad tym projektem nadal pozostają na etapie rządowym. Z uwagi na jego obszerność, trudno uznać za przesądzone jego rychłe uchwalenie – podkreślał Adam Bodnar.

Tymczasem media cyklicznie donoszą o nowo odkrywanych nielegalnych magazynach lub składowiskach odpadów, w tym odpadów niebezpiecznych zagrażających zdrowiu i życiu okolicznych mieszkańców.  A problem przez wzgląd na ochronę życia i zdrowia ludzkiego powinien być rozwiązany niezwłocznie – wskazał Rzecznik.

Dlatego w lutym 2019 r. zwrócił się do wiceprezesa NFOŚiGW Dominika Bąka o pilne podjęcie prac w celu zmiany programów Funduszu, tak aby zapewnić gminom odpowiednie instrumenty finansowe.

Odpowiedź NFOŚiGW

- W pełni rozumiemy potrzebę likwidacji problemu porzucanych odpadów. Fundusz na bieżąco analizuje sytuację na rynku gospodarki odpadami w kraju i dostosowuje swoją ofertę finansową do zidentyfikowanych potrzeb - odpisał Rzecznikowi  Dominik Bąk.

Poinformował, że uchwałami Zarządu NFOŚiGW z 26 kwietnia 2019 r. oraz Rady Nadzorczej NFOŚiGW z 8 maja 2019 r. przyjęto nowy Program priorytetowy 2.9. „Usuwanie porzuconych odpadów".

Jest on przeznaczony na wspieranie przedsięwzięć polegających na usuwaniu i zagospodarowaniu niewłaściwie składowanych lub magazynowanych odpadów, wraz z przeprowadzeniem remediacji powierzchni ziemi w zakresie skutków spowodowanych oddziaływaniem usuwanych odpadów. Beneficjentami mogą być jednostki samorządu terytorialnego oraz ich związki. Program oferuje wsparcie w formie dotacji lub pożyczki. Uruchomienie naboru wniosków planowane jest w najbliższym czasie. Szczegółowe informacje są dostępne na stronie internetowej NFOŚiGW.

NFOŚiGW podkreśla, że finansowanie usunięcia takich odpadów nie może naruszać zasady „zanieczyszczający płaci" oraz stanowić niedopuszczalnej pomocy dla podmiotów działających niezgodnie z prawem, a często również z przekroczeniem posiadanych decyzji.

Przypomniano, że to posiadacz odpadów jest zobowiązany do usunięcia odpadów z miejsc nieprzeznaczonych do ich składowania lub magazynowania, w tym odpadów porzuconych po zakończeniu prowadzenia działalności gospodarczej. Wójt, burmistrz lub prezydent miasta jest zobowiązany wydać decyzję nakazującą usunięcie odpadów ich posiadaczowi. W przypadku niewykonania decyzji organ może podjąć działania w formie wykonania zastępczego. Procedura ta dotyczy również przypadku posiadacza odpadów, któremu cofnięto zezwolenie ze względu na prowadzenie działalności niezgodnie z zezwoleniem.

Działania te podejmowane są na koszt posiadacza odpadów, co wyklucza możliwość udzielenia dofinansowania w formie bezzwrotnej. W obecnym stanie prawnym wsparcie ze środków publicznych zadań, gdzie istnieje podmiot odpowiedzialny za dokonane zanieczyszczenie, który prowadził działalność niezgodnie z prawem, jest niedopuszczalne i mogłoby stanowić tylko zachętę do takiego procederu – zaznaczył wiceprezes NFOŚiGW.

V.7204.29.2018

Trzeba dostosować filmy do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Rzecznik pisze do MKiDN

Data: 2019-06-19
  • Osoby z niepełnosprawnościami, także niewidzące i niesłyszące, mogą z powodzeniem korzystać z filmów jako przekazu kultury. Filmy te powinny być odpowiednio przygotowane
  • Część kopii każdego filmu powinna być obowiązkowo udostępniana w formach dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami
  • Powinno to dotyczyć zwłaszcza bajek i kina familijnego - dzieci z niepełnosprawnością słuchu często nie znają w wystarczającym stopniu języka polskiego, więc nawet filmy z napisami nie są dla nich dostępne
  • Doprowadzenie do tego jest zadaniem państwa – jest ono stroną Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, która gwarantuje prawo do niezależnego życia, w tym do korzystania z dóbr kultury

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się z tym postulatem do ministra kultury i dziedzictwa narodowego, wicepremiera Piotra Glińskiego.

Kultura jest pośrednikiem między jednostką a społeczeństwem, a obcowanie z nią zapobiega zamykaniu się osób niepełnosprawnych w kręgu własnych spraw i problemów. Zwiększa też ich zaangażowanie w życie społeczne. Jedną z bardziej popularnych formą poznawania kultury są produkcje filmowe – dostępne w kinach, za pośrednictwem telewizji czy usług on-line.

Ratyfikowana przez Polskę Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych przywiązuję wielką wagę do zapewnienia tym osobom możliwości pełnego uczestnictwa w życiu społecznym. Mieści się w tym m.in. prawo dostępu do dóbr kultury. Konwencja wskazuje na obowiązki  państw co do zapewnienia, aby osoby z niepełnosprawnościami miały dostęp do programów telewizyjnych, filmów, teatru i innego rodzaju działalności kulturalnej, w dostępnych dla nich formach. Zasadę upowszechniania oraz równego dostępu do dóbr kultury określa art. 6 ust. 1 Konstytucji.
 

Aby jednak produkcja filmowa była dostępna dla osób z niepełnosprawnościami, powinna być zaopatrzona w odpowiednie udogodnienia. W przypadku osób z niepełnosprawnością wzroku jest to audiodeskrypacja, natomiast osoby z niepełnosprawności słuchu mogą odbierać utwór filmowy za pomocą napisów lub tłumacza języka migowego. Dopiero zapewnienie tych form gwarantuje rzeczywisty dostęp osób z niepełnosprawnościami do interesujących ich produkcji.

Dziś tego praktycznie nie ma – rozwiązania te są dostępne w zasadzie jedynie w przypadku seansów organizowanych przez organizacje pozarządowe, co oznacza, że jest to dostęp tylko na specjalnych seansach w wybranych miejscowościach, a więc w bardzo ograniczonym zakresie. Doceniając starania tych organizacji na rzecz przybliżenia kultury filmowej osobom z niepełnosprawnościami, RPO stwierdza, że w świetle standardów zawartych w Konwencji są to działania co najmniej niewystarczające w stosunku do potrzeb. Osoby z niepełnosprawnością słuchu lub wzroku nie mogą bowiem na równych zasadach z innymi osobami wybrać dogodnego dla siebie czasu i miejsca, w którym będą uczestniczyć w seansie filmowym.

Rzecznik przypomina, że postulat wprowadzenia stosownych rozwiązań ustawowych w zakresie zamieszczania ścieżki z audiodeskrypcją oraz napisów zastał zawarty w petycji Stowarzyszenia Instytut Praw Głuchych skierowanej do Sejmu.

Na potrzebę takich działań zwrócił uwagę już w 2014 r. działający przy RPO  Zespół ds. Głuchych. W przygotowanym przezeń raporcie podkreślono, że polska kinematografia jest właściwie nieznana osobom głuchym i słabosłyszącym.

Aby zapewnić osobom z niepełnosprawnościami dostęp do kultury filmowej na równych zasadach z innymi odbiorcami konieczne jest zatem przyjęcie rozwiązań systemowych.

Część kopii każdego filmu powinna być obowiązkowo udostępniana w formach dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami. Dzięki temu kina mogłyby wyznaczać seanse, podczas których emitowano by taką kopię. Regulacje takie powinny dotyczyć zwłaszcza bajek i kina familijnego. Dzieci z niepełnosprawnością słuchu często bowiem nie znają w wystarczającym stopniu języka polskiego, wskutek czego nawet filmy wyposażone w napisy nie są dla nich dostępne.

Obowiązek taki powinien w dalszej kolejności objąć także dystrybutorów w celu zapewnienia dostępności filmów zagranicznych.

XI.815.12.2019

SW: po śmierci Agnieszki Pysz nie było sygnałów co do pomocy psychologa dla współosadzonych

Data: 2019-06-19
  • Po śmierci Agnieszki Pysz w warszawskim areszcie nie zauważono niepokojących zachowań czy zaburzeń u innych kobiet
  • Gdyby była taka potrzeba, z inicjatywy personelu więziennego przeprowadzono by z nimi konsultacje psychologiczne; każda osadzona mogła też sama zgłosić się do psychologa
  • Tak Służba Więzienna odpowiedziała RPO w sprawie braku właściwej pomocy psychologicznej dla kobiet w areszcie po śmierci ich koleżanki  
  • Osoby doświadczające kryzysu często nie zwracają się po pomoc, nawet jeśli bardzo jej potrzebują - psycholog więzienny nie powinien był zatem uchylać się od własnej inicjatywy

Śmierć Agnieszki Pysz w 2017 r. wstrząsnęła polskim więziennictwem. Początkowo ukrywana, została ujawniona po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich, którego eksperci zebrali dokumenty i przeprowadzili rozmowy z wszystkimi związanymi ze sprawą. Kobieta zmarła, bo choć poważnie chorowała, nie dostała na czas pomocy lekarskiej. Służba Więzienna próbowała to ukryć, przedstawiając jej śmierć jako zdarzenie nagłe, niczym nie zapowiedziane.

Kiedy sprawa stała się publiczna, zajęła się nią prokuratura a także komisja sejmowa. Podczas obrad nadzorujący więziennictwo wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki przepraszał matkę Agnieszki Pysz za śmierć córki.

To tragicznie zdarzenie jest jednym z tych, po których trzeba sprawdzić sposób działania przedstawicieli państwa, by nigdy więcej się nie powtórzyły.

RPO: psycholog powinien był pomóc aresztantkom

Jednym z kroków, jakie podejmuje w tej sprawie RPO, jest analiza sytuacji, w jakiej znalazły się współosadzone z Agnieszką Pysz. Z ustaleń Rzecznika wynika, że jej zgon, który nastąpił w tak dramatycznych okolicznościach, wywołał bardzo silne emocje zwłaszcza wśród tych skazanych, które wcześniej bezskutecznie zabiegały o udzielenie pomocy medycznej.

Po tym, jak powiadomiły one funkcjonariuszy SW o radykalnym pogorszeniu stanu Agnieszki Pysz, podjęto decyzję o zamknięciu cel mieszkalnych. Osadzone nie zostały poinformowane, co się wydarzyło, ich wiedza o zdarzeniu pochodziła z zasłyszanych z korytarza urywków rozmów prowadzonych przez funkcjonariuszy SW i pracowników pogotowia ratunkowego.

Po zdarzeniu psycholog przeprowadził rozmowy tylko z tymi osadzonymi, które były zakwaterowane w celi z Agnieszką Pysz - mimo że wiele innych osadzonych żywo interesowało się jej stanem i opiekowało się nią podczas choroby. W czasie tych rozmów nie powiedział im o śmierci koleżanki, więc i tę interwencję psychologa trudno uznać za pomoc w traumatycznym wydarzeniu.

Nie można się zatem zgodzić ze stanowiskiem Dyrektora Generalnego Służby Więziennej, że w tej sytuacji psycholog nie miał obowiązku przeprowadzić rozmów ze współosadzonymi o śmierci współosadzonej.

Zgodnie z przepisami do zadań psychologa należy m.in. obejmowanie skazanych odpowiednimi oddziaływaniami psychokorekcyjnymi, które polegają w szczególności na psychoedukacji, poradnictwie psychologicznym oraz interwencjach kryzysowych. Sprawa śmierci Agnieszki Pysz była sytuacją kryzysową. Psycholog powinien był rozeznać, kto w oddziale, w jakim stopniu i zakresie potrzebuje pomocy psychologicznej i dostosować do tego swoje działania, nie ograniczając ich arbitralnie do osób zakwaterowanych w celi z Agnieszką Pysz - uznał Rzecznik.

Osadzone zapewne wiedziały, że mogą same zgłosić się do psychologa. Jednak osoby doświadczające kryzysu często same nie zwracają się po pomoc, nawet jeśli bardzo jej potrzebują. Psycholog więzienny, mając wiedzę o zaistniałym problemie, nie powinien był uchylać się od podejmowania inicjatywy.

Dlatego Rzecznik poprosił Dyrektora Generalnego SW, aby ponownie przeanalizował swe stanowisko i uwzględnił problem w programach szkolenia zawodowego psychologów więziennych.

Odpowiedź SW

- Z pewnym zaskoczeniem przyjąłem stwierdzenie przez Pana zaniedbań w zakresie udzielania właściwego wsparcia psychologicznego osadzonym po zdarzeniu - odpisał Rzecznikowi zastępca dyrektora generalnego SW płk Grzegorz Fedorowicz.  

W sytuacjach kryzysowych, więzienni psycholodzy dokonują identyfikacji osób wymagających bezwzględnie pomocy psychologicznej i osób, które w danym momencie nie wymagają takiego kontaktu. Psycholog również dokonał takiej oceny i przeprowadził rozmowy z osadzonymi z celi, w której zakwaterowana była pani Agnieszka Pysz. - Trudno teraz jednoznacznie orzec (po dwóch latach od zdarzenia), czy w omawianym przypadku taka ocena była prawidłowa lub nie - wskazał płk Fedorowicz.

W jego ocenie trudno przyjąć za bezsprzecznie wiarygodne informacje z pisma RPO „pozyskane wyłącznie od osadzonych, bez jakichkolwiek informacji ze strony administracji, czy psychologa bezpośrednio zaangażowanego w tę sprawę”.

Czynnikiem wspomagającym pomoc psychologiczną jest charakter relacji, jaką buduje psycholog z osadzonym. W sytuacji wywierania presji i nacisku, o którym pisze Rzecznik („wychodzenia z inicjatywą poza zasadę informowania, że w razie potrzeby każdy osadzony może skorzystać z pomocy psychologicznej"), rozmowa przestaje mieć walor pomocy psychologicznej. - Każdy osadzony w takiej sytuacji powinien być świadomy dobrowolności kontaktu z psychologiem z jednoczesną świadomością o przysługującym mu prawie - do odmowy rozmowy, jeśli tego nie chce – podkreślił zastępca dyrektora generalnego SW.

Według niego część osadzonych może nie przejawiać chęci kontaktu z psychologiem a przyjęcie zasady, iż każdy osadzony w tej sytuacji powinien być objęty obligatoryjnymi oddziaływaniami psychologicznymi bez oceny ich realnej potrzeby, może doprowadzać do sytuacji ponownej retraumatyzacji i nasilenia reakcji kryzysowych bądź traumatyzacji zastępczej. W konsekwencji takie działania mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc osobom w kryzysie.

- Kierowaliśmy się empatią i zrozumieniem tej bardzo trudnej dla wszystkich sytuacji – głosi pismo płk. Grzegorza Fedorowicza. Po zdarzeniu sytuacja w oddziale mieszkalnym oraz w całej jednostce penitencjarnej była monitorowana przez personel więzienny. Nie zauważono żadnych sygnałów wskazujących na niepokojące zachowania czy zaburzenia w codziennym funkcjonowaniu osadzonych, poczucia silnego zagrożenia, które spowodowane mogły być ekstremalnym stresem w wyniku doświadczania intensywnych negatywnych emocji po zdarzeniu.

Z pełną odpowiedzialnością należy podkreślić, ze gdyby taka potrzeba zaistniała, takie konsultacje psychologiczne byłyby przeprowadzone z inicjatywy personelu więziennego. Niezależnie od tego każda osadzona miała możliwość indywidualnego zgłoszenia się do psychologa.

Nawiązując do podnoszonej przez RPO potrzeby poświęcenia większej uwagi w programie szkolenia kwestiom reakcji psychologa w sytuacjach kryzysowych, płk Grzegorz Fedorowicz poinformował, że problematyka ta jest ujęta w programie szkolenia zarówno w formie teoretycznej jak i praktycznej, a umiejętność pracy z osobą w kryzysie jest jedną z podstawowych umiejętności niezbędnych w wykonywaniu zawodu psychologa.

IX.517.1778.2017

Czy za kraty już więcej nie trafią osoby śmiertelnie chore? RPO docenia taką propozycję

Data: 2019-06-19
  • Służba Więzienna chce takiej zmiany prawa, aby za kraty nie trafiali skazani i aresztowani w ostrej psychozie lub w stanie zagrażającym życiu
  • Pozytywnie ocenia to RPO, który od 4 lat zwraca uwagę na to, że w więzieniach nie można zapewnić takim osobom leczenia
  • Umierający więźniowie nie powinni zaś odchodzić w samotności w szpitalach więziennych - prawo pozwala zwolnić ich do domu lub szpitala, gdzie może przyjść rodzina
  • Problemem trzeba się zająć, bo według statystyk coraz więcej więźniów i aresztantów  umiera- 105 zgonów było w 2015 r. a 170 w 2018 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich od dawna monitoruje kwestię należytej opieki medycznej wobec osób pozbawionych wolności.

Działania RPO

W ramach wizytacji więzień i aresztów w lutym 2019 r. eksperci RPO ujawnili przypadki  osadzonych:

  1. w stanie terminalnym, co do których zachodzi przekonanie, że leczenie będzie nieskuteczne (Służba Więzienna powinna wtedy korzystać z procedur pozwalających na powrót umierającego więźnia do rodziny,;gzasady humanitaryzmu i poszanowania godności ludzkiej nie można odrzucić tylko dlatego, że zdarzało się, iż z więzienia zwolniono kogoś, ktoa mimo złego zdrowia zagroził bezpieczeństwu innych);
  2. wymagających dalszego specjalistycznego leczenia, czego nie zapewnią więzienne szpitale;
  3. niesamodzielnych, a  wymagających świadczeń opiekuńczych i pielęgnacyjnych, najczęściej w związku z głębokim zespołem otępiennym - ich pobyt w więzieniu nie zagraża zdrowiu i życiu, ale ich stan uniemożliwia osiągnięcie celów kary.

Sprawa była przedmiotem obszernego wystąpienia RPO do dyrektora Służby Więziennej z 22 marca 2019 r.  

Adam Bodnar zwracał uwagę m.in. na niepokojącą ostrożność dyrektorów więzień w kierowaniu do sądów wniosków o przerwę w wykonywaniu kary wobec ciężkiej choroby osadzonego. SW nie informuje też sądu o chorobie skazanego, która nie poddaje się leczeniu i może być powodem podjęcia z urzędu procedury o umorzenie albo zawieszenie postępowania wykonawczego. Niektórzy dyrektorzy próbują umieszczać ciężko chorych więźniów w placówkach stacjonarnej opieki paliatywnej finansowanej z NFZ. Zwykle kończy się to fiaskiem z braku pieniędzy lub miejsc. Dla drugiej grupy chorujących brakuje zaś miejsc w więziennych szpitalach, lekarzy oraz kadry pielęgniarskiej. Z kolei osoby niesamodzielne nie powinny przebywać w izolacji penitencjarnej - brak tu systemowych rozwiązań.

W odpowiedzi z maja 2019 r. Służba Więzienna uznała pismo RPO za materiał poznawczy, którego nie sposób kwestionować. Zarazem wskazano, że ustalenia pracowników Biura RPO „opierają się przede wszystkim na relacjach osadzonych, ich odczuciach i subiektywnej ocenie”. Podkreślono, że SW może tylko wnosić o przerwę w karze osoby ciężko chorej, ale już nie o zawieszenie wykonania jej kary. Podjęto zaś np. inicjatywę legislacyjną, która umożliwiłaby nieprzyjmowanie do więzień i aresztów pacjentów w ostrej psychozie czy stanie zagrożenia życia. Podkreślono trudności we współpracy z pozawięziennymi podmiotami leczniczymi podległymi Ministrowi Zdrowia.

Kolejne wystąpienie do SW

Rzecznik z zadowoleniem przyjął informację o inicjatywie legislacyjnej ws. nowelizacji rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 23 czerwca 2015 r. w sprawie czynności administracyjnych związanych z wykonywaniem tymczasowego aresztowania oraz kar i środków przymusu skutkujących pozbawienie wolności oraz dokumentowania tych czynności. Przewiduje ona nieprzyjmowanie do jednostek penitencjarnych tymczasowo aresztowanych i skazanych, będących w ostrej psychozie czy w ciężkim stanie zdrowia, zagrażającym życiu.

Od 1 lipca 2015 r. obowiązuje przepis, że każda osoba aresztowana lub skazana - choćby nawet była w stanie bezpośredniego zagrożenia życia - musi być przyjęta. Dopiero później ma mieć zapewnioną odpowiednią opiekę lekarską. Wcześniej prawo stanowiło, że nie można przyjąć osoby, która wymagała leczenia szpitalnego z powodu ostrej psychozy albo ze względu na bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia. - Z tej regulacji wycofano się z niezrozumiałych przyczyn - oceniał RPO w piśmie do MS jeszcze z 19 lipca 2016 r., w którym wnosił o przywrócenie wcześniejszych przepisów.

Odpowiedź SW nie odnosi się do uwag RPO na temat ostrożności dyrektorów jednostek w kierowaniu do sądów penitencjarnych wniosków w przedmiocie obligatoryjnego udzielenia przerwy w wykonaniu kary w związku z ciężką chorobą. Budzi to tym większe zaniepokojenie, że statystyki więzienne w sposób jednoznaczny wskazują na stały wzrost umieralności osób przebywających w jednostkach penitencjarnych: 105 zgonów w 2015 r., 123 -w 2016 r., 153 - w 2017 r. i 170 w - 2018 r.  - Tendencja ta wymaga szczególnego przeanalizowania pod kątem właściwego zdiagnozowania jej przyczyn - podkreślił Adam Bodnar.

Nie zgodził się ponadto ze stanowiskiem z odpowiedzi, by ustalenia BRPO były jednostronne. - W sposób możliwie kompletny staramy się dokonać analizy każdego przypadku, a przyjęta metodologia badania spraw na miejscu każdorazowo obejmuje również rozmowy z personelem więziennym (w tym medycznym) - głosi pismo RPO. W rozmowach z ekspertami RPO pracownicy więziennej służby zdrowia wielokrotnie formułowali oceny zbieżne z ich spostrzeżeniami, zwłaszcza co do zasadności pobytu w więzieniu pacjentów w bardzo zaawansowanym stanie chorobowym.

Wobec trudności w zakresie współpracy z pozawięziennymi podmiotami leczniczymi, Służba Więzienna musi podejmować skuteczne działania w celu zapewnienia realizacji zapisu Kkw o tym, że „skazanemu zapewnia się bezpłatne świadczenia zdrowotne, leki i artykuły sanitarne”. Jeżeli jakiekolwiek podmioty lecznicze publicznej służby zdrowia odmawiają współpracy, konieczne jest wystąpienie do MZ w sprawie wyeliminowania sytuacji niezgodnej z przepisami – podkreśla RPO.

W odpowiedzi SW  słusznie zauważono, że art. 15 K.k.w. nie wskazuje dyrektora zakładu karnego jako organu uprawnionego do wnioskowania do sądu o  zawieszenie postępowania wykonawczego. Rzecznik podkreślił, że nie oczekiwał składania wniosków w tym przedmiocie przez dyrektorów. - Postulując zwiększenie aktywności dyrektorów, wskazałem na konieczność informowania sądu karnego o stanie zdrowia skazanego, który nie pozwala na osiągnięcie celów kary, co może być przesłanką do podjęcia przez sąd z urzędu procedury o umorzenie albo zawieszenie postępowania wykonawczego – napisał Adam Bodnar.

W praktyce zaś art. 15 K.k.w. jest stosowany w związku ze złym stanem zdrowia osadzonego. Dobrym przykładem są działania Dyrektora Zakładu Karnego w Czarnem, który o sytuacji jednego z więźniów poinformował sąd. Z urzędu podjął on postępowanie ws. zawieszenia postępowania wykonawczego. Zakończyło się ono zwolnieniem skazanego, którego stan wyłączał świadomość odbywania kary.

Rzecznik przypomniał, że w wystąpieniu z 22 marca precyzyjnie opisał sytuację pacjentów, których traktowanie przez służby medyczne i penitencjarne budzi poważne wątpliwości. Chodzi o osoby bezpośrednio zagrożone śmiercią, których uwaga jest zogniskowana na ich chorobach, albo znajdują się w stanie głębokiego otępienia. wyłączającego świadomość odbywania kary. Dlatego też zdumienie RPO wzbudził zawarty w odpowiedzi SW opis adresowanych do funkcjonariuszy i pracowników SW działań, „które w założeniu powinny skutkować podniesieniem jakości prowadzonych wobec tych wrażliwych grup osadzonych oddziaływań”. Przedstawiono również szeroką paletę możliwości uczestniczenia przez te osoby w programach resocjalizacyjnych i readaptacji społecznej.

- Niezmiernie trudno jest wyobrazić sobie, by wskazani przeze mnie pacjenci (np. pan G., u którego zdiagnozowano otępienie głębokie i brak orientacji w czasie i miejscu) korzystali z przedstawień teatralnych, koncertów muzycznych i wystaw na terenie więzień i poza nimi - wskazał Adam Bodnar.

Podczas spotkania 4 marca 2019 r. z przedstawicielami CZ SW padła deklaracja przeprowadzenia screeningu jednostek penitencjarnych pod kątem pobytu w nich innych pacjentów z omawianych grup oraz dogłębnego, rzetelnego zbadania ich sytuacji. Jednak w odpowiedzi SW nie było niestety informacji na ten temat.

RPO podkreślił, że docenia działania SW dla zapewnienia miejsc zamieszkania lub zakwaterowania osobom nieposiadającym rodzin, zwalnianym z izolacji penitencjarnej, zwłaszcza w przypadku umieszczenia ich w domach pomocy społecznej.

Rzecznik zwrócił się do Dyrektora Generalnego SW o odniesienie się do tych uwag.

IX.517.532.2019

Czy MEN mogło zbierać dane o udziale nauczyciela w strajku. Rzecznik pyta Prezesa UODO

Data: 2019-06-18
  • Podczas strajku nauczycieli Ministerstwo Edukacji Narodowej polecało dyrektorom odnotowywać informacje o strajkujących
  • W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich obowiązujące prawo nie daje podstawy do przetwarzania danych o udziale nauczyciela w strajku
  • W odpowiedzi MEN nie wskazało Rzecznikowi, który konkretny przepis prawa mógłby być tego podstawą
  • Teraz Rzecznik wystąpił w tej sprawie do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych

Podczas strajku jeden z dyrektorów warszawskich liceów został powiadomiony przez zespół MEN ds. Systemu Informacji Oświatowej, że powinien odnotować w systemie informację o strajkujących nauczycielach. Dalej instrukcja miała wskazywać: „Nauczycielom, którzy strajkują, należy wykazać nieobecność, wybierając jako jej przyczynę »zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie«. Wymagane jest podanie daty rozpoczęcia i zakończenia nieobecności”.

W wystąpieniu do MEN z 19 kwietnia 2019 r. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że Konstytucja w art. 47 zawiera ogólne gwarancje ochrony prywatności, a jej art. 51 odnosi się bezpośrednio do aspektów ochrony prywatności związanych z przetwarzaniem informacji o jednostce. Doniosłość ochrony prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki wynika z jej związku z godnością. Dlatego wkraczanie w tę sferę obywateli jest możliwe tylko na podstawie ustawy, która ogranicza te prawa w sposób proporcjonalny.

Obowiązek rejestrowania przyczyn nieprowadzenia zajęć przez nauczycieli wynika z ustawy o SIO oraz odpowiednich przepisów wykonawczych ministra. Z żadnego z tych przepisów nie wynika jednak podstawa prawna do gromadzenia danych o tym, że przyczyną nieprowadzenia zajęć był udział nauczyciela w strajku – podkreślał Adam Bodnar. Poprosił ówczesną minister Annę Zalewską o wskazanie podstawy prawnej przetwarzania tych danych, stanowiących ingerencję w prywatność nauczycieli.

W odpowiedzi z 17 maja wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć wymienił przepisy dotyczące odnotowywania przyczyn nieprowadzenia zajęć. Nie wskazał jednak, który z przypadków wymienionych w rozporządzeniu MEN z 11 sierpnia 2017 r. (w sprawie  szczegółowego zakresu danych dziedzinowych gromadzonych w systemie informacji oświatowej oraz terminów przekazywania niektórych danych do bazy danych systemu informacji oświatowej) stanowił podstawę prawną wykorzystaną w przypadku odnotowywania nieobecności nauczycieli w czasie strajku.

W związku z tym Rzecznik spytał prezesa UODO Jana Nowaka, czy prowadzi w tej sprawie postępowanie albo ewentualnie inne działania. Jeśli działań prezes UODO nie podjął, Rzecznik zwrócił się o ich rozważenie.

VII.520.11.2019

 

RPO zwraca się do Prezydenta o weto do ustawy zaostrzającej prawo karne

Data: 2019-06-16
  • Zwracam się do Pana Prezydenta o odmowę podpisania nowelizacji Kodeksu karnego
  • Przemawiają za tym zarówno argumenty natury proceduralnej (ustawa została przyjęta w nieprawidłowym trybie), jak i materialnej (jest ona sprzeczna z prawem międzynarodowym i zawiera rozwiązania naruszające prawa obywatelskie).

Apeluję do Pana Prezydenta aby, pomny przyrzeczenia złożonego przy objęciu urzędu, skorzystał Pan z kompetencji określonej w art. 122 ust. 5 Konstytucji RP i odmówił podpisania ustawy z dnia 16 maja 2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw – napisał do prezydenta Andrzeja Dudy rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Wystąpienie zostało skierowane do Prezydenta 14 czerwca 2019 r., tuż po ostatecznym przyjęciu przez Sejm poprawek Senatu do ustawy.

Złamany został Regulamin Sejmu, który ma umocowanie w Konstytucji

Ustawa z dnia 16 maja o zmianie ustawy – Kodeks karny i niektórych innych ustaw jest ustawą zmieniającą kodeks. Tymczasem, z naruszeniem prawa, projekt był w Sejmie procedowany jak ustawa zwykła.

Do ustawy zmieniającej kodeks stosowane są zaś szczególne zasady wynikające z rodz. 4 Regulaminu Sejmu RP: pierwsze czytanie projektu zmian kodeksu może się odbyć nie wcześniej niż czternastego dnia od doręczenia posłom druku projektu. Tymczasem w nastąpiło dzień po dostarczeniu projektu.

Naruszenie tego trybu procedowania jest w konsekwencji naruszeniem art. 112 Konstytucji („Organizację wewnętrzną i porządek prac Sejmu oraz tryb powoływania i działalności jego organów, jak też sposób wykonywania konstytucyjnych i ustawowych obowiązków organów państwowych wobec Sejmu określa regulamin Sejmu uchwalony przez Sejm”).

Podobne zastrzeżenia można mieć wobec wielu z poprawek zgłoszonych przez Senat. Dotyczyły one bowiem materii, która nie była przedmiotem ustawy uchwalonej przez Sejm, a zatem doszło do przekroczenia zakresu przedłożenia. Dotyczy to m.in. dodanych przez Senat art. 12a-12c, które wprowadzają zastosowanie nowych rozwiązań prawnokarnych do czynów popełnionych przed wejściem w życie ustawy, co nie było przedmiotem procedowania w Sejmie.

Ustawa jest tak represyjna, że łamie standardy międzynarodowe

  • Wprowadzone zmiany charakteryzują się nadmierną represyjnością, ograniczają sędziego w wymierzaniu sprawiedliwości. Wprowadza surowsze kary, ogranicza swobodę orzeczniczej sądów, zwiększy liczbę więźniów i to w sytuacji, gdy przestępczość w Polsce spada. 

Część z zaproponowanych zmian jest wprost sprzeczna z wiążącym Polskę prawem międzynarodowym (patrz wcześniejsze uwagi RPO, załączone pod tekstem, potwierdzone przez opinie licznych ekspertów prawa karnego.

RPO: po zmianie prawa dpsy, szkoły i fundacje mają trudności z zakupem leków

Data: 2019-06-14
  • Domy pomocy opieki społecznej, szkoły i fundacje mają ogromne trudności z zakupem leków dla swych podopiecznych - alarmuje RPO
  • Nie mogą bowiem kupować leków w aptece na fakturę,  a w obrocie pozaaptecznym mają ograniczony dostęp do produktów leczniczych 
  • To efekt nowelizacji Prawa farmaceutycznego, która weszła w życie 6 czerwca 2019 r.
  • Rzecznik zwrócił się do Ministra Zdrowia o pilną nowelizację prawa farmaceutycznego w tej kwestii

Według znowelizowanego Prawa farmaceutycznego sprzedaż leku przez aptekę może odbywać się wyłącznie wobec podmiotów uprawnionych - pacjentów oraz podmiotów prowadzących działalność leczniczą. W przypadku podmiotów niewykonujących działalności leczniczej i niebędących uprawnionymi do prowadzenia obrotu produktami leczniczymi (co dotyczy np. fundacji, domów pomocy społecznej, domów dziecka) możliwa jest wyłącznie sprzedaż produktów leczniczych dopuszczonych do obrotu w sklepach ogólnodostępnych, oraz w sklepach specjalistycznych zaopatrzenia medycznego.

Dochodzi zatem do sytuacji, w której domy pomocy opieki społecznej, szkoły czy fundacje nie mogą zakupić leku w aptece na fakturę. Wówczas, zgodnie z art. 86a prawa farmaceutycznego, są traktowane jako podmiot nieuprawniony. Natomiast w obrocie pozaaptecznym posiadają ograniczony dostęp do produktów leczniczych.  Oznacza to, że mają one obecnie ogromne trudności z zakupem leków dla swoich podopiecznych.   

Wątpliwości RPO budzą również regulacje co do kar za naruszenie tych przepisów. Stanowią one, że kto zbywa produkt leczniczy z naruszeniem ustawy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Może zatem dojść do sytuacji, w której farmaceuta  może podlegać odpowiedzialności karnej za sprzedaż leku podmiotom nieuprawnionym np. dps-om czy fundacjom, który jest niezbędny do leczenia podopiecznego pacjenta.

W myśl art. 68 Konstytucji obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

Adam Bodnar wystąpił do ministra Łukasza Szumowskiego o pilne podjęcie inicjatywy ustawodawczej w celu nowelizacji prawa farmaceutycznego we wskazanym zakresie.

V.7013.42.2019

Zmiany w prawie karnym. Opinie ekspertów

Data: 2019-06-13

Jakie skutki dla obywateli będą miały wdrażane w pośpiesznym trybie zmiany w Kodeksie karnym i innych przepisach?

Zamieszczamy opinie i uwagi do projektu ustawy przyjętej przez Sejm 16 maja 2019 r. 24 maja 2019 r.  Senat wprowadził do niej 42 poprawki.  

11 czerwca sejmowa Komisja Ustawodawcza zaopiniowała te poprawki. 13 czerwca w głosowaniu Sejm przyjął wszystkie, oprócz jednej. Teraz ustawa trafi do Prezydenta RP.

Poniżej (pod obrazkiem) Czytelnik znajdzie kompleksowe informacje o działaniach Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie.

Zasady "dyscyplinarek" rzeczoznawców majątkowych budzą wątpliwości RPO

Data: 2019-06-13
  • Rzeczoznawcy majątkowi skarżą się na zasady postępowań dyscyplinarnych - odmienne niż innych zawodów zaufania publicznego
  • Prowadząca je Komisja Odpowiedzialności Zawodowej występuje w dwóch rolach: stawia zarzuty dyscyplinarne, i zarazem sama potem je bada
  • Komisja żąda też od obwinionych ujawniania informacji dotyczących sfery ich życia osobistego
  • Najczęstszą karą dysycyplinarną jest okresowe pozbawienie uprawnień, co oznacza brak środków do życia przez ten czas, gdyż znaczna część rzeczoznawców czerpie dochody tylko z tego

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Ministra Inwestycji i Rozwoju o rozważenie zmian legislacyjnych w sprawie zasad odpowiedzialności zawodowej rzeczoznawców majątkowych - tak by ukształtować je zgodnie ze standardami konstytucyjnymi

Obecne zasady (regulowane przez ustawę o gospodarce nieruchomościami i rozporządzenie Ministra) są przedmiotem skarg przedstawicieli polskiego Towarzystwa Rzeczoznawców Majątkowych. Art. 175 ustawy wskazuje, że rzeczoznawca jest zobowiązany do wykonywania czynności zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów prawa i standardami zawodowymi, ze szczególną starannością właściwą dla zawodowego charakteru tych czynności oraz z zasadami etyki zawodowej, kierując się zasadą bezstronności w wycenie nieruchomości.

Postępowanie z tytułu odpowiedzialności zawodowej rzeczoznawców znacząco różni się od postępowań dyscyplinarnych prowadzonych wśród innych grup zawodowych, jak np. adwokaci, radcowie prawni, notariusze czy lekarze. Nie ma w nim bowiem etapu wstępnego, w którym rzecznik dyscyplinarny danego zawodu samodzielnie bada,  czy wszcząć postępowanie dyscyplinarne. Może on np. już na wstępie odrzucić skargę, którą uzna za bezzasadną.

Tymczasem wobec rzeczoznawcy od razu wszczyna się postępowanie – jest on a priori osobą obwinioną. Dopiero potem umożliwia się mu złożenie wyjaśnień. Minister zawiadamia rzeczoznawcę o wszczęciu postępowania i przekazaniu sprawy do KOZ. A podstawą do wszczęcia postępowania, jak i  odmowy,  jest jedynie skarga. Pismo takie nie zawiera wskazania czy jest to postanowienie czy decyzja, brak w nim informacji, jakie przesłanki decydują o wszczęciu postępowania, a jakie przesądzają o odmowie jego wszczęcia; brak jest również pouczenia.

Dopiero zespół KOZ, w reakcji na pismo ministra, opracowuje listę zarzutów, a rzeczoznawca jest zawiadamiany o terminie posiedzenia zespołu KOZ. Po zakończeniu postępowania wyjaśniającego KOZ sporządza protokół, w którym występuje w dwóch rolach: jako prokurator - gdyż stawia zarzuty - oraz jako sąd, ponieważ prowadzi postępowanie dowodowe, dokonuje oceny materiału dowodowego i zasadności zarzutów oraz składa wniosek o karę dyscyplinarną albo o umorzenie postępowania.

Rzeczoznawca może zapoznać się z zarzutami dopiero w trakcie posiedzenia zespołu. Budzi to wątpliwości czy rzeczoznawca ma odpowiednio zagwarantowane możliwości przygotowania się do obrony i odparcia zarzutów.

Skarżący wskazują,  że zarzuty są przepisywane z pism skarżących i uznawane za udowodnione bez wyjaśnień. Najczęstszym uzasadnieniem jest odwołanie się do naruszenia zasady „szczególnej staranności”. To pojęcie niedookreślone, co powoduje powstawanie rozbieżności w jego interpretacji pomiędzy poszczególnymi zespołami KOZ.

Ponadto skargi wskazują na żądanie od rzeczoznawców w postępowaniach wyjaśniających ujawniania informacji dotyczących sfery ich życia osobistego. Wykracza to poza art. 175 u.n.g. W konsekwencji, może dochodzić do naruszenia prawa do ochrony osobistych informacji.

Kolejną wątpliwość budzi fakt, że rzeczoznawca może powołać pełnomocnika, który jednak nie ma prawa do udziału w postępowaniu wyjaśniającym przed zespołem KOZ. Tym samym możliwość skorzystania z pomocy pełnomocnika na tym etapie wydaje się iluzoryczna.

W przepisach nie ma też żadnych kryteriów co do stosowania kar dyscyplinarnych. W efekcie rodzaj kary ustalany jest według norm przyjętych przez dany zespół KOZ. Najczęściej wymierzaną karą jest pozbawienie uprawnień zawodowych na okres trzech lub sześciu miesięcy. W związku z tym, że znaczna część rzeczoznawców czerpie dochód jedynie z tej działalności, orzeczenie takiej kary pozbawia ich środków do życia w tym okresie - podkreśla Adam Bodnar.

Z kolei koszty postępowania poniesione przez niesłusznie obwinionego nie są mu zwracane, co podważa zaufanie obywateli do państwa. Zarówno wszczęcie postępowania, jak i jego ostateczne rozstrzygnięcie odbywa się również z pominięciem osoby pokrzywdzonej przez rzeczoznawcę. W efekcie nie zna ona ostatecznego rozstrzygnięcia, a postępowanie pomija jej stanowisko.

W ocenie Rzecznika wszystkie te okoliczności świadczą, że regulacje prawne dotyczące postępowań dyscyplinarnych rzeczoznawców majątkowych nie chronią należycie praw obwinionego. Nie korzysta on w tych postępowaniach z prawa do obrony na zasadzie odpowiedniego stosowania procedury karnej. Tymczasem zakres stosowania art. 42 Konstytucji RP obejmuje wszelkie postępowania, których celem jest ustalenie naganności ludzkiego zachowania i wymierzenie sankcji o charakterze represyjnym. Obejmuje więc nie tylko postępowanie karne sensu stricto, ale także odpowiedzialność dyscyplinarną.

VII.501.46.2018 

Czy w ABW podwładny może zarabiać więcej niż przełożony? Wątpliwości Rzecznika

Data: 2019-06-10
  • Wskutek zmian grup zaszeregowania i stawek uposażenia zasadniczego w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego mogło dojść do nierównego traktowania funkcjonariuszy
  • Obok dotychczasowej, stworzono bowiem równoległą siatkę płac, w której dostaje się średnio kilkaset zł więcej  
  • Skutkiem może być sytuacja, w której funkcjonariusz zajmujący kierownicze stanowisko, zarabiałby mniej niż jego podwładny
  • Według RPO może to spowodować niechęć do obejmowania stanowisk funkcyjnych, wiążących się z większą odpowiedzialnością za decyzje

W Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich przeprowadzono czynności wyjaśniające w sprawie nierównego traktowania funkcjonariuszy ABW  Wewnętrznego w związku z wprowadzeniem dodatkowych grup zaszeregowania. Nastąpiło to na podstawie rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z 5 kwietnia 2018 r. Zmieniło ono rozporządzenie w sprawie grup zaszeregowania i stawek uposażenia zasadniczego funkcjonariuszy ABW w tych grupach oraz wzrostu uposażenia zasadniczego z tytułu wysługi lat.

Wątpliwości Rzecznika wzbudziło stworzenie równoległej siatki zaszeregowania funkcjonariuszy. Dotychczasowe grupy uposażenia zachowano, przy czym wprowadzono do nich dodatkowe grupy uposażenia oznaczone symbolem „a” - średnio o kilkaset zł wyższe od istniejących. Skutkiem rozporządzenia było przyznanie podwyżek funkcjonariuszom przeniesionym  przez  Szefa ABW do grup „a” – na podstawie kryteriów nieczytelnych dla ogółu funkcjonariuszy.

Zgodnie z uzasadnieniem projektu rozporządzenia, funkcjonariusz powinien realizować zadania związane z pionem kontrwywiadu, pionem przeciwdziałania terroryzmowi, pionem zagrożeń strategicznych oraz pionem bezpieczeństwa teleinformatycznego, a także legitymować się doświadczeniem, specjalistycznym wykształceniem i wysokimi kwalifikacjami oraz posiadać szczególne predyspozycje, wiedzę i umiejętności.

Tymczasem do grup „a ”awansowani zostali nie tylko funkcjonariusze tych pionów, ale również wszystkich innych, w tym także - logistyki, kadr, finansów, ewidencji, archiwum, ochrony. Jednocześnie do grup „a” nie zostali częściowo awansowani funkcjonariusze realizujący zadania pionów kontrwywiadu, przeciwdziałania terroryzmowi, zagrożeń strategicznych, bezpieczeństwa teleinformatycznego. W efekcie np. dwaj funkcjonariusze kontrwywiadu, zajmujący się tą samą sprawą, zostali przez ABW potraktowani w odmienny sposób.

Wątpliwości Rzecznika budzi takie nadmierne spłaszczenie wysokości uposażeń w ABW. Może to doprowadzić do sytuacji, w której funkcjonariusze nie będą skłonni do obejmowania stanowisk decyzyjnych (funkcyjnych), wiążących się z większą odpowiedzialnością za podejmowane decyzje.

RPO Adam Bodnar poprosił o stanowisko w tej sprawie koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego.

WZF.7043.16.2019

Za mało kobiet we władzach spółek giełdowych i Skarbu Państwa. Postulaty RPO do premiera

Data: 2019-06-06
  • Udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych polskich spółek nadal jest alarmująco niski
  • Rzecznik Praw Obywatelskich uznaje za niezbędne wprowadzenie obowiązkowych kwot reprezentowania obu płci w organach decyzyjnych spółek giełdowych
  • Powinno to dotyczyć przede wszystkim spółek z udziałem Skarbu Państwa – pisze Adam Bodnar do Prezesa Rady Ministrów

Równe uczestnictwo kobiet i mężczyzn w procesie decyzyjnym jest związane ze sprawiedliwością, poszanowaniem praw człowieka i dobrymi rządami. Mimo prawnej gwarancji równego prawa do zajmowania stanowisk (art. 33 Konstytucji), udział kobiet w podejmowaniu decyzji ekonomicznych jest wciąż alarmująco niski. Kobiety stanowią połowę populacji i są dobrze wykształcone, a wciąż nie są dostatecznie reprezentowane na stanowiskach decyzyjnych.

Bariery dla kobiet – straty dla firm

Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) docenił wysiłki Polski na rzecz  przyspieszenia likwidacji dyskryminacji kobiet i promowania równości płci, w tym udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych w sektorze prywatnym. W 2014 r. wyraził jednak zaniepokojenie zaledwie 15-procentowym  udziałem kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Wezwał wtedy Polskę do szerszych działań w celu osiągnięcia równego i pełnego uczestnictwa kobiet w sferze gospodarczej, w szczególności w zarządach i radach nadzorczych spółek notowanych na giełdzie i spółek Skarbu Państwa.

Badacze wskazują, że główną przyczyną niższej aktywności kobiet na rynku pracy jest ich większe zaangażowanie w życie rodzinne, a także stereotypy dotyczące ról kobiet i mężczyzn w społeczeństwie, w tym wypadku postrzegania przywództwa, kojarzonego z siłą i męskością. Rodzi to bariery świadomościowe, ograniczające dostęp kobiet do stanowisk kierowniczych.

Według badań Fundacji Liderek Biznesu pt.  „Kobiety we władzach spółek giełdowych w Polsce. Czas na zmiany”, odpowiednia liczba kobiet we władzach (za którą  uważa się przynajmniej trzy kobiety), umożliwia generowanie istotnych korzyści ekonomicznych dla spółki.  W Polsce wskaźnik kobiet absolwentek uczelni wyższych kształtuje się na poziomie 65%-67%5. Tymczasem, jak wskazuje Rada Unii Europejskiej w zaleceniach (COM(2018) 420) z 23 maja 2018 r. w sprawie krajowego programu reform Polski na 2018 r., współczynnik aktywności zawodowej kobiet pozostaje niski w porównaniu z innymi państwami członkowskimi.

Z raportu Fundacji Liderek Biznesu wynika też, że udział kobiet w organach spółek giełdowych w latach 2012-2015 niemal się nie zmieniał. W 2015 r. w zarządach spółek notowanych na Rynku Głównym GPW było zaledwie 12,05% kobiet (w 2012 r. było ich 10,55%), a w radach nadzorczych 14,49% (w 2012 r. 12,94%). Z raportu „Women in the boardroom: a global perspective” firmy Deloitte wynika, że kobiety w Polsce mają 15,2% udziału w radach nadzorczych i stoją na czele 6,3% zarządów firm spośród ponad 480 spółek giełdowych z rynku głównego. Według tej analizy obecność kobiety na stanowisku prezesa lub dyrektora generalnego wpływa znacząco na wzrost liczby kobiet zasiadających w zarządzie danej firmy.

Niski odsetek kobiet w zarządach i radach nadzorczych to nie tylko problem socjologiczno-społeczny, ale też wymierna strata dla spółek. Według Peterson Institute for International Economics, jeśli udział kobiet w organach zarządzających wynosi co najmniej 30%, to takie przedsiębiorstwa osiągają lepsze o 6% wyniki finansowe. Obecność kobiet w gremiach kontrolujących funkcjonowanie firm poprawia ich przejrzystość finansową oraz wyniki finansowe. Taką prawidłowość widać, gdy w radach nadzorczych kobiety stanowią 20-40%.

W 2017 r. Europejski Instytut ds. Równości Płci w UE opublikował trzecią edycję wskaźnika równouprawnienia płci. W latach 2005-2015 wskaźnik ten w UE poprawił się jedynie o 4 punkty procentowe, przy 66,2 punktów dla całej UE (100 punktów oznacza pełną równość kobiet i mężczyzn). Sześć głównych dziedzin wskaźnika to: władza, czas, wiedza, zdrowie, pieniądze i praca. Najniższy wynik (48,5) dla UE, mimo że rozwijała się ona w najszybszym tempie, wciąż ma dziedzina władzy (dostęp do stanowisk decyzyjnych). Polska w tej mierze znajduje się poniżej średniej europejskiej z wynikiem 35,1. Jeśli chodzi o władzę gospodarczą, Polska plasuje się nieznacznie wyżej, z wynikiem 38,2 przy średniej dla UE 39,5 punktów.

Brak równowagi w obsadzaniu wyższych stanowisk w przedsiębiorstwach ze względu na płeć jest obecnie wielkim wyzwaniem we wszystkich państwach UE. W październiku 2018 r. kobiety w UE zajmowały 29,3% stanowisk niewykonawczych w organach decyzyjnych dużych przedsiębiorstw, ale tylko 16,6% najwyższych stanowisk kierowniczych - w Polsce odpowiednio 21% i 13%.

Analiza porównawcza wszystkich krajów członkowskich UE przedstawiona w raporcie Fundacji Liderek Biznesu dowodzi, że rekomendacje i Dobre Praktyki ładu korporacyjnego przyjmowane dobrowolnie były praktycznie nieskuteczne. Dopiero wprowadzenie regulacji kwotowych, których stosowanie zostało zabezpieczone sankcjami, zmniejszyło nierówności pomiędzy kobietami i mężczyznami w radach spółek publicznych.

Zmiany, które zaszły dzięki wprowadzeniu w życie Kodeksu Dobrych Praktyk Giełdy Papierów Wartościowych dotyczących zrównoważonego udziału kobiet i mężczyzn w zarządzie i radzie nadzorczej, są nieznaczne. W przypadku spółek z udziałem Skarbu Państwa, zaszły pewne zmiany, ale nadal jest bardzo mało kobiet we władzach, przede wszystkim w zarządach. W 2014 r. tylko 3,03% spółek miało w zarządzie kobietę, w 2015 było ich 4,84%. Zwiększył się też procent spółek mających kobiety w radach nadzorczych z 19,66% w 2014 r. do 21,74% w 2015 r.

Są trzy sposoby zwiększania udziału kobiet we władzach spółek. Pierwszy, norweski, to wdrożenie twardych regulacji kwotowych z systemem sankcji prawnych. Drugi, stosowany m.in. w Finlandii i Wielkiej Brytanii, zobowiązuje spółki do wyznaczenia konkretnych celów obejmujących udział kobiet w organach spółek i do ujawniania stopnia zaawansowania ich realizacji. Trzecia droga to zostawienie kwestii zrównoważonego udziału kobiet i mężczyzn we władzach spółek własnemu biegowi. Najczęściej nie daje ona jednak znaczących zmian. Dlatego w wielu krajach UE przepisy prawne zobowiązują do powoływania kobiet w skład organów spółek.

Projekt dyrektywy UE

Teza, że przeszkodą w osiągnięciu większego zrównoważenia płci wśród członków organów spółek jest brak przejrzystości procedur rekrutacji i kryteriów kwalifikacji, stała się podstawą do przygotowania projektu dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie poprawy równowagi płci wśród dyrektorów niewykonawczych spółek, których akcje są notowane na giełdzie (COM(2012) 614). Rada UE przyjęła konkluzje z 7 grudnia 2015 r., w których zobowiązała się, że zajmie się istniejącymi wyzwaniami w dziedzinie równości płci, w tym - nierównej reprezentacji kobiet i mężczyzn w procesie decyzyjnym.  Wezwała państwa członkowskie m.in. do rozważenia wprowadzenia szerokiego zakresu różnorodnych środków - ustawodawczych lub o innym charakterze, nieobowiązkowych lub wiążących, a także wymianę dobrych praktyk. Zaapelowała do państw, aby ustanowiły dalekosiężne polityki równości szans oraz ustaliły cele i harmonogramy dalszego rozwijania i wdrażania skutecznych środków zrównoważonej reprezentacji kobiet i mężczyzn w procesie decyzyjnym, w tym poprzez systemy szkolenia, pomocy mentorskiej i sponsoringu oraz inne inicjatywy.

W projekcie dyrektywy wskazano, że najszybszy wzrost odnotowano w krajach, gdzie wprowadzono zalecenia i wiążące minimalne wymagania dotyczące reprezentacji każdej płci. Niestety projekt został uchwałą Sejmu z 4 stycznia 2013 r. uznany za niezgodny z zasadą pomocniczości. W stanowisku przesłanym Przewodniczącemu Komisji Europejskiej stwierdzono, że polskie rozwiązania na poziomie krajowym gwarantują wyższe standardy przestrzegania zasady równouprawnienia. W świetle przedstawionych danych stanowisko to jest co najmniej wątpliwe.

Należy pamiętać  o art. 11 ustawy z dnia 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów UE w zakresie równego traktowania oraz art. 23 Karty Praw Podstawowych UE. Stanowią one, że zasada równości nie stanowi przeszkody w utrzymywaniu lub przyjmowaniu środków zapewniających specyficzne korzyści dla osób płci niedostatecznie reprezentowanej (akcja afirmatywna). Brak reakcji ustawodawcy w pewnych sferach na faktyczną nierówność płci w praktyce utrwala gorszą pozycję prawną kobiet, co pociąga za sobą zmniejszenie ich szans w życiu społecznym i gospodarczym. Uniemożliwia też wyrównanie szans kobiet w celu zmniejszenia faktycznych nierówności.

Postulaty RPO

Działając jako niezależny organ ds. równego traktowania Rzecznik od lat wskazuje na potrzebę podjęcia i konsekwentnego kontynuowania działań w tym zakresie. Przyjęcie szczególnych środków w celu zapewnienia zasady niedyskryminacji w świetle przedstawionych statystyk jest bowiem nieodzowne.

Sugerowane mechanizmy powinny być stopniowe i ewolucyjne. Na uwagę zasługuje możliwość podjęcia tzw. miękkich działań - takich jak monitoring obowiązkowych sprawozdań spółek, połączonych ze statystyką publiczną oraz zachęcanie firm do informowania o liczbie kobiet i mężczyzn zasiadających w jej organach, a także o strukturze wynagrodzeń. Celem długofalowym jest wyrównywanie szans kobiet i doprowadzenie do zmian świadomości społecznej w zakresie ich kompetencji i aspiracji.

Jednocześnie jednak, ze względu na funkcjonujące obecnie głębokie nierówności, niezbędnym wydaje się wprowadzenie do polskiego porządku prawnego regulacji z obowiązkowymi kwotami reprezentowania obu płci w organach decyzyjnych spółek notowanych na giełdzie, celem osiągnięcia realnych rezultatów. Obowiązek taki powinien spoczywać przede wszystkim na spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Należy bowiem podkreślić, że żadna zmiana nie będzie mogła zostać uznana za trwałą, jeśli narzucające ją organy państwa same nie będą stanowić swoistego modelu w tym zakresie.

W piśmie do RPO z 28 stycznia 2014 r. Minister Skarbu Państwa wskazał, że dokonanie rzetelnej oceny implementacji Zarządzenia Nr 6 Ministra Skarbu Państwa z dnia 7 marca 2013 r. oraz Dobrych praktyk w zakresie zapewnienia zrównoważonego udziału kobiet i mężczyzn w organach spółek z udziałem Skarbu Państwa, będzie możliwe nie wcześniej, niż w II połowie 2014 r.  W  Dobrych praktykach Minister Skarbu Państwa zaznaczył, że stosowanie zasad doboru składu osobowego powinno zapewnić przynajmniej 30 % średniego udziału niedoreprezentowanej płci wśród członków rad nadzorczych wybieranych i powoływanych przez Ministra Skarbu Państwa. W spółkach publicznych oraz kluczowych zakładano osiągnięcie tego wskaźnika do 2015 r. Niestety, nie przekazano wówczas Rzecznikowi oczekiwanych informacji.

W 2017 r. Ministerstwo Skarbu Państwa przeszło w stan likwidacji, a ustawą z dnia 16 grudnia 2016 r. o zasadach zarządzania mieniem państwowym Prezesowi Rady Ministrów przekazano kompetencje w zakresie koordynowania wykonywania uprawnień przysługujących Skarbowi Państwa w spółkach, w tym do określania dobrych praktyk w szczególności w zakresie ładu korporacyjnego czy społecznej odpowiedzialności biznesu.

- Zwracam się do Pana Premiera z uprzejmą prośbą o dokonanie oceny funkcjonowania zasady zrównoważonego udziału kobiet i mężczyzn w organach spółek z udziałem Skarbu Państwa - napisał Adam Bodnar do premiera Mateusza Morawieckiego. Poprosił także o informację, jakie są lub będą  wdrażane rozwiązania systemowe mające na celu zwiększenie udziału osób płci niedostatecznie reprezentowanej w życiu gospodarczym, zgodnie z przyjętymi zobowiązaniami.

XI.801.14.2016

Czy kasacja PG ws. umorzenia adwokackiej „dyscyplinarki” jest zgodna z prawem?

Data: 2019-06-06
  • RPO ma wątpliwości, czy kasacja Prokuratora Generalnego kwestionująca umorzenie postępowania dyscyplinarnego w sprawie adwokatów Romana Giertycha i Jacka Dubois nie jest sprzeczna z normami prawa
  • Rzecznik z zaniepokojeniem przyjął wiadomość o złożeniu takiej kasacji do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego
  • Orzecznictwo SN wyklucza bowiem możliwość kasacji Prokuratora Generalnego w trybie Kodeksu postępowania karnego od decyzji adwokackiego sądu dyscyplinarnego I instancji o podtrzymaniu umorzenia
  • Prawo o adwokaturze pozwala zaś na kasację, ale Ministrowi Sprawiedliwości, a nie Prokuratorowi Generalnemu i tylko od orzeczenia sądu adwokackiego II instancji – czego w tej sprawie nie było

Adwokacki rzecznik dyscyplinarny umorzył dochodzenie w sprawie wypowiedzi medialnych znanych adwokatów Romana Giertycha (o śledztwie smoleńskim) i Jacka Dubois (o oskarżeniu Józefa Piniora). O postępowania dyscyplinarne wobec nich wniósł Prokurator Krajowy.  Decyzję  o umorzeniu obu spraw utrzymał swym postanowieniem sąd dyscyplinarny I instancji, do którego zażalił się Prokurator Krajowy. 

Kasacje w obu sprawach - do nowo powołanej ustawą o SN z 2017 r. Izby Dyscyplinarnej SN - złożył Prokurator Generalny. Wniósł o ich zwrot sądowi dyscyplinarnemu do ponownego rozpoznania.

9 maja 2019 r. trzech sędziów Izby Dyscyplinarnej SN uznało, że wobec „niejednoznaczności przepisów” sprawą zajmie się poszerzony skład Izby. Ma odpowiedzieć na pytanie prawne, czy do kasacji od dyscyplinarnych spraw adwokackich stosować wyłącznie regulacje Prawa o adwokaturze, czy też także zapisy Kpk.

W piśmie do Zbigniewa Ziobry jako Prokuratora Generalnego RPO Adam Bodnar napisał że z zaniepokojeniem przyjął wiadomość o złożeniu kasacji na podstawie art. 521 Kodeksu postępowania karnego od orzeczeń Sądu Dyscyplinarnego Izby Adwokackiej w Warszawie w sprawie umorzenia dochodzenia w sprawie wypowiedzi adwokatów Romana Giertycha i Jacka Dubois. - Skorzystanie w powyższych przypadkach z nadzwyczajnego środka zaskarżenia skłania do zastanowienia się czy działanie takie nie stoi w sprzeczności z normami wynikającymi z przepisów powszechnie obowiązującego prawa - podkreślił.

Według art. 521 Kpk, Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny, a także Rzecznik Praw Obywatelskich może wnieść kasację od każdego prawomocnego orzeczenia sądu kończącego postępowanie.  Zgodnie zaś z art. 91a ust. 1 ustawy z 26 maja 1982 r. - Prawo o adwokaturze, od orzeczenia Wyższego Sąd Dyscyplinarnego w drugiej instancji stronom, Ministrowi Sprawiedliwości, RPO oraz Prezesowi Naczelnej Rady Adwokackiej przysługuje kasacja do SN.

-  W obowiązującym modelu postępowania dyscyplinarnego w stosunku do adwokatów regulacja zawarta w art. 91a ust. 1 prawa o adwokaturze stanowi lex specialis w stosunku do wniesienia kasacji przewidzianej w art. 521 Kpk – zaznaczył Adam Bodnar. Rodzaj rozstrzygnięć z postępowania dyscyplinarnego, podlegających zaskarżeniu kasacją, jak i katalog podmiotów uprawnionych do jej złożenia wynika wprost z Prawa o adwokaturze. A kasację w sprawach dyscyplinarnych adwokatów może wnieść wyłącznie Minister Sprawiedliwości, nie zaś Prokurator Generalny.

W orzecznictwie SN ugruntowany jest pogląd, że określenie w Prawie o adwokaturze podstaw, granic, przedmiotu zaskarżenia i kręgu podmiotów uprawnionych do kasacji nie pozwala na uznanie, że jest to „sprawa nieuregulowana w niniejszym rozdziale” (art. 95n pkt 1 Prawa o adwokaturze). Wyklucza to możliwość zaskarżenia kasacją Prokuratora Generalnego w trybie art. 521 Kpk rozstrzygnięcia sądu dyscyplinarnego, które nie było orzeczeniem.

SN podkreślał także, że kasacja przysługuje wyłącznie od orzeczenia wydanego przez Wyższy Sąd Dyscyplinarny w II instancji, zaś kasację wniesioną od innego rozstrzygnięcia pozostawia się bez rozpoznania.

Z kolei Trybunał Konstytucyjny orzekł 8 grudnia 1998 r., że ustawy mogą określać na innych zasadach zakres kontroli sądowej w procedurach innych niż sądowe postępowanie dwuinstancyjne. Art. 78 Konstytucji zezwala więc na taką szczególną regulację zakresu i trybu zaskarżania postępowania dyscyplinarnego. Uzasadnieniem zmiany w postępowaniu kasacyjnym adwokatów nowelizacją Prawa o adwokaturze z 16 marca 2000 r.  był właśnie ten wyrok TK, że Konstytucja zezwala na regulację zakresu i trybu zaskarżenia orzeczeń w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej z ograniczeniem do jednej instancji sądowej.

W ocenie RPO rozszerzenie katalogu rozstrzygnięć z postępowania dyscyplinarnego, które podlegają zaskarżeniu kasacją, powoduje odejście od dotychczasowego wzorca postępowania dyscyplinarnego. Oznaczałoby to stosowanie w stosunku do adwokatów dwóch odrębnych trybów postępowania kasacyjnego, mających swe źródło w dwóch różnych aktach prawnych – Kpk i Prawa o adwokaturze. Budzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia demokratycznego państwa prawa (art. 2 Konstytucji). Obywatele pozostaną bowiem w niepewności prawnej związanej ze swoją sytuacją prawną.

Adam Bodnar poprosił Zbigniewa Ziobrę o  wyjaśnienia w tej sprawie.

VII.511.34.2019

Procedura kierowania do uzdrowisk dyskryminuje osoby niesamodzielne

Data: 2019-06-06
  • Jeśli do sanatorium ma jechać osoba wymagająca pomocy w codziennym funkcjonowaniu, to powinna móc się tam udać z bliską osobą. W efekcie w ogóle nie dostaje skierowania
  • Przepisy nie sprzeciwiają się temu, by do sanatorium jechać ze wsparciem. Jednak oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia z reguły nie uwzględniają takich próśb
  • Od 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca na to uwagę Ministrowi Zdrowia

Problem polega na tym, że lekarz kierujący do uzdrowiska musi sprawdzić przeciwskazania do pobytu w sanatorium i to, czy pacjent ma zdolność do samoobsługi i samodzielnego poruszania się (na nogach albo na wózku). RPO zgadza się, że pacjent może być w takim stanie, że nie powinno się go kierować do sanatorium. Jednak niepełnosprawność nie może być jedynym czynnikiem decydującym o niemożności skorzystania z uzdrowiska.

Ratyfikując Konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, Polska uznała równe prawo wszystkich osób z niepełnosprawnościami do życia w społeczności lokalnej, wraz z prawem dokonywania wyborów na równi z innymi osobami. Jednym z instrumentów realizacji prawa do niezależnego życia jest dostępność usług asystenta osobistego osoby z niepełnosprawnością, o którym mowa w Konwencji. A leczenie uzdrowiskowe osób niesamodzielnych można powiązać z wdrożeniem usług asystenckich.

Minister Zdrowia nie kwestionował argumentów RPO, ale zwrócił uwagę, że powiązanie asystencji z leczeniem uzdrowiskowym wymaga:

  • przypisania asystencji do struktury zawodów z zakresu ochrony zdrowia,
  • dostosowania warunków udzielania świadczeń zdrowotnych w sposób umożliwiający ich realizację przez asystencję,
  • stworzenia systemu finansowania świadczeń udzielanych przez asystentów.

Jednak, jak wynikało z odpowiedzi, takie prace nie były prowadzone w Ministerstwie Zdrowia.

Dlatego teraz RPO ponowił wystąpienie. Przypomniał, że problemy z dostępnością świadczeń ochrony zdrowia dla osób z niepełnosprawnościami lub seniorów często są sygnalizowane w korespondencji do Rzecznika oraz w trakcie spotkań regionalnych (ostatnio – w Augustowie). Problem jest ważny i wymaga rozwiązania.

V.7011.58.2016

Prezes IPN: nie działamy opieszale w sprawach autolustracyjnych

Data: 2019-05-31
  • Nie ma podstaw do opinii o braku sprawnego działania prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej w postępowaniach autolustracyjnych - uważa prezes IPN Jarosław Szarek
  • RPO wskazywał, że sądy miesiącami czekają na stanowisko IPN w procesach  autolustracyjnych, inicjowanych przez osoby pomówione o związki ze służbami specjalnymi PRL
  • IPN nie bowiem żadnego terminu, w którym musi złożyć takie stanowisko. RPO wnosił, aby termin ten określił prezes IPN
  • Jarosław Szarek uważa, że nie ma podstaw prawnych, by określał to wewnętrzny akt IPN - powinno to być w gestii sądu

Zgodnie z ustawą lustracyjną każdy, kto obejmuje wymienione w niej funkcje publiczne, podlega lustracji. Polega to na złożeniu oświadczenia lustracyjnego nt. związków ze służbami PRL, które jest badane przez IPN. Jeśli Instytut  ma wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia, kieruje sprawę do sądu.

Osoby, które lustracji nie podlegają, a zostaną publicznie pomówione o współpracę ze służbami PRL, mogą się oczyścić same, kierując sprawę do sądu. Sąd musi wtedy dostać od IPN dokumenty i stanowisko, czy uważa tę osobę za agenta. Ta procedura nazywa się autolustracją i nie może się odbyć bez stanowiska IPN.

Skargi obywateli na przewlekłość IPN 

Do Biura RPO wpływają skargi na budzącą wątpliwości praktykę IPN w przypadku tej tzw. autolustracji. Sąd przekazuje złożone przez daną osobę oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL do IPN w celu  przedstawienia stanowiska co do jego zgodności z prawdą. Ustawa nie przewiduje żadnego terminu dla IPN na wykonanie tego obowiązku.

W praktyce zajęcie stanowiska przez IPN może trwać wiele miesięcy. Powoduje to konieczność zawieszenia postępowań przed sądami i prowadzi do przewlekłości. Rodzi też negatywne konsekwencje dla osoby lustrowanej, która została publicznie pomówiona o związki ze służbami PRL, lecz brak sprawnego działania IPN uniemożliwia jej wykazanie nieprawdziwości tego pomówienia.

Przepis ustawy lustracyjnej z 2006 r. - w zakresie, w jakim nie określa terminu przedstawienia stanowiska IPN - jeszcze 11 maja 2007 r. został uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niekonstytucyjny.  - W oczekiwaniu na zmiany legislacyjne zmierzające do wykonania wyroku TK zasadne wydaje się wydanie wewnętrznego aktu organizacyjnego, który określałby termin, w jakim IPN musi zająć stanowisko - napisał Rzecznik.

Odpowiedź prezesa IPN

Jak odpowiedział prezes IPN Jarosław Szarek, prokuratorzy Oddziałowych Biur Lustracyjnych IPN prowadzą na podstawie stosownych postanowień sądowych tzw. postępowania przygotowujące postępowania autolustracyjne. Przedstawiają też sądowi stanowisko w przedmiocie zgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego wnioskodawcy. W ramach tego postępowania przygotowującego niezbędne jest wykonanie wielu czasochłonnych czynności procesowych, które muszą być wykonane osobiście przez prokuratorów pionu lustracyjnego IPN (nie można ich powierzyć prokuratorom prokuratury powszechnej czy policji).

W szczególności niezbędne jest przeprowadzenie pełnej kwerendy lustracyjnej w Archiwum IPN oraz w zasobie archiwalnym wszystkich Oddziałowych Archiwów IPN. Po uzyskaniu wyników kwerendy wstępnej oraz jej analizie, w wielu przypadkach konieczne jest przeprowadzenie dalszej kwerendy  zagadnieniowej i niezbędnych sprawdzeń w zasobach archiwalnych innych podmiotów. Takie sytuacje występują w szczególności, gdy doszło do zniszczenia kluczowych materiałów archiwalnych.

W dalszej kolejności - w zależności od stanu faktycznego sprawy - niezbędne jest ustalenie danych adresowych i przesłuchanie w charakterze świadków funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa, którzy mogą mieć informacje istotne dla sprawy. Wielokrotnie osoby te są w podeszłym wieku lub ich zdrowia uniemożliwia stawiennictwo. To rodzi zaś konieczność przesłuchania w miejscu zamieszkania oraz uzyskania opinii biegłego co do stanu zdrowia świadka lub możliwości zeznań.

Ponadto specyfika spraw lustracyjnych powoduje, iż w wielu wypadkach zachodzi konieczność powołania biegłego z zakresu badania dokumentów i pisma ręcznego celem oceny prawdziwości zachowanych dokumentów.

W toku postępowania przygotowującego postępowanie autolustracyjne - po zebraniu materiału dowodowego - prokurator ma ponadto obowiązek zawiadomić lustrowanego o możliwości złożenia wyjaśnień i zapoznania się z zebranym materiałem dowodowym. W sytuacji złożenia wyjaśnień przez lustrowanego wielokrotnie zachodzi konieczność ich procesowej weryfikacji poprzez przeprowadzenie kolejnych dowodów.

Wszystkie te czynności są niezbędne dla wszechstronnego wyjaśniania okoliczności sprawy oraz przedstawienia sądowi pełnego materiału dowodowego, umożliwiającego wydanie orzeczenia. Z uwagi na konieczność ich wykonania okres trwania postępowania przygotowującego postępowania autolustracyjne trwa kilka miesięcy. Może on się przedłużyć w szcz